Dodaj do ulubionych

początki pracy na nowej ziemi

26.03.06, 12:20
zaczynam wątek zaproponowany przez salela:

Może świeżo przybyli (Ci trochę dawniej niż świeżo także) podzielą sie
doświadczeniem związanym z
> poszukiwaniem pracy, jak wyglądał wasz start, pierwsze prace, czy zgodne z
> oczekiwaniami, kwalifikacjami itp...

pozdr.
Obserwuj wątek
          • elagrubabela Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 01:11
            To jest pewnie watek dla tych, ktorzy przyjechali ostatnio. Doswiadczenia tych
            z nas, ktorzy sa w Kanadzie ponad 10, 15 czy 20 lat niewiele chyba pomoga all
            the recent newcomers. Wlasciwie nie znam nikogo, komu bylo latwo. Ja zaczynalam
            emigracje w Stanach, w Chicago i bylo trudno. Po przyjezdzie do Kanady juz bylo
            troche latwiej ale przede wszystkim dlatego, ze ja juz wiedzialam, ze bedzie
            trudno - ha ha ha. Dlatego z duzo wiekszym spokojem przyjmowalam wszystkie
            trudnosci i niepowodzenia. Tak naprawde latwiej zaczelo mi byc po jakichs 3
            latach w Kanadzie. I to znowu jest takie niewymierne - latwiej sie zaczelo
            robic glownie dlatego, ze znalam juz miasto, poznalam troche ludzi, przestalam
            sie czuc kompletnie sama, skonczylam jakis kurs. Przestalam sie bac, ze jak
            strace prace, to nic innego nie znajde, pojechalam na pierwsze dluzsze wakacje.
            Poczulam sie 'czlowiekiem' - ha ha ha. Bo ja mysle, ze brak lub niemoznosc
            pracy w zawodzie to tylko czesc tego 'trudno' na poczatku emigracji. Nie nalezy
            sie ludzic, ze znalezienie pracy w zawodzie rozwiaze wszystkie bole adaptacji.
            Adaptacja jest dosc dlugim procesem. To zreszta widac na tym forum - pisza tu
            ludzie, ktorzy najwyrazniej sa w Kanadzie juz wiele lat a wciaz wydaja sie zyc
            okrakiem i w ogole ich nie cieszy bycie w Kanadzie. Ja bym nie przeceniala
            waznosci pracy w wyuczonej profesji. Mam pania do pomocy, ktora w Polsce
            skonczyla geologie. W Kanadzie jest juz bardzo dlugo, prowadzi swoj cleaning
            business. Teraz pracuje przede wszystkim dla mnie - sprzata, pomaga przy
            dziecku i takie tam tego typu sprawy. Pani Ewa jest bardzo szczesliwa osoba,
            sama mowi, ze ma poczucie wlasnej wartosci, zarabia bardzo przyzwoicie i w
            ogole nie mysli o pracy w wyuczonym zawodzie. Poczucie satysfakcji i
            zadowolenia ze swojego zycia w Kanadzie mozna osiagnac na wiele roznych
            sposobow. Nie nalezy sie spodziewac, ze jedynym ograniczeniem przed
            osiagnieciem tego poczucia satysfakcji i zadowolenia jest znalezienie pracy w
            wyuczonym zawodzie. Przepraszam za te uwagi ogolne ale moze kogos zainteresuja.
            Elka
            • syswia Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 01:38
              Mysle, ze to bardzo sluszne uwagi Elu.
              Jestem w Kanadzie od trzech lat i czuje sie tu teraz "jak w domu", bezpiecznie,
              stabilnie, mam poczucie wlasnej wartosci - duzej wartosci i zyje mi sie bardzo
              wygodnie. Nie wiem, co to znaczy "pracowac w zawodzie", mam wrazenie, ze w
              dzisiejszych czasach to okreslenie odnosi sie do waskiej grupy... tym
              bardziej, ze sporo osob ma kilka dyplomow z pokrewnych lub nie dziedzin...
              Na poczatku bylo bardzo trudno: tak wiele zmienilo sie w moim zyciu, nie znalam
              w Toronto nikogo oprocz meza, trudno tez bylo przekonac pracodawcow, ze sie
              nadaje. Do dzis mam wstret do poprawiania cv i wysylania go mailem... Mysle
              tez, ze przeszlam depresje... mimo, ze w Polsce zaliczano mnie do
              tzw "przebojowych".
              Ale to wszystko mija, kiedy powoli zaczyna sie osiagac male sukcesy: poznawac
              wiecej ludzi i miejsc, wdrapywac "po szczebelkach kariery".
              Nie siedzie okrakiem tu i tam, nie wzdycham za Polska, nie dyguje co dziennie
              do polskiego sklepu, bo jestem ciekawa roznych wrazen, roznych smakow i otwarta
              na spotykanie roznych ludzi....
              --
              Dolce vita!
            • soup.nazi Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 01:48
              elagrubabela napisała:

              > i w ogole ich nie cieszy bycie w Kanadzie.

              Mnie tez w ogole nie cieszy bycie w Kanadzie. Dlatego, ze po latach wydaje mi
              sie to naturalne, hehehe. Czasem tylko, jak sobie obejrze Teleexpress albo
              spojrze w GW - wtedy przezywam znow radosc pierwszych dni, hehehe

              --
              Zalaczam przysiady,

              WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
              • bibliotekarz76 Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 04:27

                To mnie właśnie odrzuca w tym forum, sześć postów i żaden nie odpowiada na
                pytanie. Za to nie zabrakło puszenia się.

                Rady zapisane poniżej zdecydownie nie aspirują do miana jakiejś jedynej,
                objawionej prawdy, niektóre rzeczy mogą wyglądać inaczej a o wielu inych pewno
                nie wiem. Sprawdziły się w moim przypadku, pracuję w firmie prawniczej i
                największym publicznym systemie bibliotecznym w Ameryce Pólnocnej. Ale miałem
                bardzo, bardzo dużo szczęścia i spotkałem wielu szalenie życzliwych ludzi.

                Jeśli chodzi o wykształcenie, to jeśli nasz zawód jest regulowany to dyplom
                możemy sobie schować w buty i trzeba iść do szkoły. Przeważnie zaliczają parę
                kredytów, przy każdej uczelni jest departament który "wycenia" wartość
                pozakanadyjskich dyplomów. Jeśli zawód nie jest regulowany, to www.wes.org -
                papier który tam dostaniemy (za 100 dolców bodajże) to nie jest żadna
                nostryfikacja, ale raczej pomaga niż wadzi. Polski magister plus ewaluacja WES
                oznacza że spełniamy formalne warunki by ubiegać się o pozycje które wymagają
                wyższego wykształcenia.

                W każdym większym mieście są community centres obliczone na "newcomers" i
                generalnie osoby poszukujące pracy. Pokazują jak trafiać do pracodawców, pisać
                resume, szukać wolontariatów, itd. Należy jednakże pamiętać że nie wszystkie
                programy są takie same - niektóre przeznaczone są dla osób... powiedzmy
                "niewykwalifikowanych", więc zdecydowanie należy spróbować conajmniej kilku
                "centres". W niektórych pracują doradcy zawodowi od których można usłyszeć
                bardzo użyteczne rzeczy.

                Resume trzeba zazwyczaj napisać od nowa, bo używają tu trochę innego formatu niż
                w Europie. Poza tym nigdy nie należy szczędzić sobie pochwał, przed
                "maintained", "operated" i "served" zawsze dodajemy "successfully" smile Przed
                napisaniem resume warto udać się do biblioteki i spytać o "career section",
                znajdziemy tam mnóstwo ksiażek o pisaniu resume i letters oraz generalnie
                szukaniu pracy.

                Linki do job portals były już na forum zamieszczane, poza tym koniecznie należy
                zalinkować i często sprawdzać strony asocjacji zawodowych - często mają
                ogólniedostępne "career sections", listservs, blogi, ponadto dają orientację w
                tym co się dzieje w branży. Jest wtedy czym błysnąć na interview. Przy szukaniu
                w portalach najlepiej zidentyfikować słowa kluczowe odpowiednie dla naszej pracy
                i sprawdzać co parę dni. Koniecznie trzeba zapisywać wszystkie wysłane resumes,
                ogłoszenia, daty interviews, telefony (można zrobić arkusz w Excelu), bo jak
                odpowiada się na 20 ofert i w końcu nas zaproszą na rozmowę to musimy się szybko
                połapać kto dzwoni to i jaka to pozycja.

                Do trafienia porządnego zatrudnienia będzie nam w większości przypadków
                potrzebne kanadyjskie doświadczenie i referencje. Najłatwiej zyskać oba poprzez
                wolontariat, i oczywiście największy sens ma to wtedy gdy ów jest powiązany z
                naszym zawodem. Kanadyjczycy są szalenie życzliwi, jeśli woluntariusz jest
                sympatyczny i stara się dobrze wykonywać swoją pracę, to z przyjemnością i wręcz
                zapałem go polecą każdemu pracodawcy który do nich zadzwoni i zapyta. Sam
                wolontariat można trafić poprzez (znowu) asocjacje zawodowe, organizacje które
                prowadzą bazy wolontariatów, a najlepiej po prostu poszukać, pójść i zapytać. Po
                pół roku wolontariatu możemy zatem mieć "Canadian working experience" (nawet nie
                trzeba zawsze pisać w resume że to był wolontariat: przecież pracowaliśmy, a co
                kogo obchodzi że za darmo?), oraz kontakty i referencje w branży.

                Europejskie referencje sprawdzają, więc zanim przedstawimy jakiś list albo
                kontakt, dobrze się upewnić że ta osoba jest uchwytna i mówi po angielsku.

                O "information interviews" nie będę pisał, bo wszystko już napisano w
                odpowiednich książkach. Z grubsza biorąc, prosimy kogoś kto pracuje w zawodzie o
                15 minut rozmowy, i pytamy o branżę, drogę zawodową i poradę. Można się
                dowiedzieć bardzo ciekawych rzeczy, poza tym będziecie zaszokowani jak wiele
                osób się zgadza.

                Dobrym posunięciem jest wzięcie na początku jakiekolwiek pracy part-time
                (Staples, Second Cup itd.) - przeważnie za minimalną płacę, ale zyskuje się
                jakieś doswiadczenie, poprawia się język i poznaje tutejszą mentalność. Praca,
                wolontariat i szukanie pracy naraz jest szalenie trudne a nawet frustrujące, ale
                możliwe. Jeśli spędziliśmy w tej "przetrwalnikowej" pracy jakieś 9-12 miesięcy i
                nie posuwamy się do przodu w szukaniu tej prawdziwej - należy rozważyć jakieś
                poważne zmiany, bo grozi nam pozostanie na tym poziomie do końca życia.

                Na naukę angielskiego jest jeden najlepszy sposób - rozmawiać jak najwięcej z
                Kanadyjczykami i czytać gazety. Nawet w ogóle zrezygnować z polskiego w domu.
                Podczas interviews zadanie jest o tyle uproszczone, że zadają przeważnie podobne
                pytania (przykłady w poradnikach z biblioteki), pytają o drogę zawodową itp.,
                więc łatwo się przygotować. Mojemu językowi daleko do ideału, zdarza mi się
                częściej niż bym chciał że czegoś nie rozumiem, ale miałem w Kanadzie chyba
                około 15 interviews i podczas tych ostatnich mój namysł przed udzieleniem
                odpowiedzi był prawie zawsze symulowany, bo odpowiedź miałem już przygotowaną smile

                Oczywiście zakładam że słownictwo zawodowe każdy ma opanowane jeszcze przed
                wyjazdem. Akcent nikomu tu nie przeszkadza, o ile dobrze mówimy i rozumiemy co
                do nas mówią. Na niektóre pozycje preferuje się (oficjalnie) obywateli Kanady,
                ale nie jest ich zbyt wiele.

                Jeśli ktoś ma jakieś pytania to odpowiem.

                Pozdrawiam,

                Bibliotekarz

                • blotniarka.stawowa Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 04:54
                  bibliotekarz76 napisał: >
                  > To mnie właśnie odrzuca w tym forum, sześć postów i żaden nie odpowiada na
                  > pytanie. Za to nie zabrakło puszenia się.

                  Bibliotekarzu, badz sprawiedliwy... Ani w poscie Eli-Beli, ani Syswii, ani
                  innych nie znalazlam "puszenia sie". Pytanie bylo przeciez o podzielenie sie
                  doswiadczeniem jakie byly poczatki, czy bylo ciezko, itp.

                  Twoj post udziela za to (i jak zwykle rzetelnie) prawdziwej porady, od czego
                  zaczac, gdzie sie obrocic, co, gdzie i jak robic - i powinien stanowic lekture
                  obowiazkowa dla wszystkich "nowych".
                  Pozdrawiam.
                  • daredevil1 Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 05:16
                    Pracuje 9-12h na dobe (w koncu troche luzu,sic!), zaraz po szkole zapi..alam na
                    autobus, bo na auto mnie nie stac (hehe, marna imigrancka gnido z
                    Nowheresville,chcesz żrec i oplacic marny basement za w ciul $$$,zapomnij o
                    insurance na fure). W pol zywy, glodny i styrany z piekacymi oczami robie
                    ewakuacje z autobusu smierdzacego curry i pedze do metra. Na zajeciach wbijam z
                    setna juz dzis kawa, probuje sie skupic.
                    Przybity swiadomoscia ze jutro to samo i "cale" 5h snu przede mna, ciesze chalapesmile
                    Po zajeciach i zaliczeniu X bus stops dobijam do mojego "rodzinnego" miasta,
                    gdzie nazwa powinna miec suffix -lesh (Bangladesh).
                    Jeszcze 2 przesiadki, okolo 1.5 kilosa i jestem na chacie. Szybkie mycie, wyrko
                    i...znowu ten f...g alarm goes off.
                    W kieracie gubie dni tygodnia, mlodosc sp..erdala mi jak airtime na incoming
                    call. Ale wiem jedno, nie dam sie udupic na gown..ane roboty na dnie, gdzie nikt
                    normalny za ambicjami nie chcialby spedzic minuty. Wloze caly wysilek, trud czas
                    i pieniadze zeby cel osignac i przebic sie na powierzchnie. Na razie wiatr w
                    oczy, slodko wcale nie jest, pare nowych cech typu bezczelnosc czy wyrachowanie
                    trzeba bylo nabyc by tutaj w C*A*N*A*D*A nie dac sobie jezdzic po plecach.
                    Ktos pisze 35 kola rocznie?? Kolo, jesli tyle masz to czapki z glow, ja probuje
                    tu w ogole przezyc nadludzkim wysilkiem, choc bywalem w roznych juz miejscach to
                    to daje niezle w d..e.

                    To tyle tytulem: kolorowy pobyt w KANADZIE.
                    P.S Jestem tu na legalu. Tak, mam skonczone studia w Polandii. Nie, nie uznano
                    mi kwitow wiec robie upgrade (jakim kosztem: patrz wyzej).
                    Pozdrawiam i sorki za "wstawki"
                • soup.nazi Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 06:55
                  bibliotekarz76 napisał:

                  >
                  > To mnie właśnie odrzuca w tym forum, sześć postów i żaden nie odpowiada na
                  > pytanie.

                  Nie widziales nic gorszego? Zawsze musi byc pod sznurek?

                  Za to nie zabrakło puszenia się.

                  Tez, podobnie jak blotniarka, zastanawiam sie, w ktorym poscie to znalazles?
                  Jesli w moim, to w ktorym miejscu?


                  --
                  Zalaczam przysiady,

                  WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
                • pikorpikor Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 12:46
                  Dzięki za odpowiedź (odpowiedzi bo wszystkim innym także), jest rzeczowa,
                  praktyczna i ciekawa.

                  Chodziło mi oprócz porad po prostu o to aby przeczytać realne historie aby
                  wiedzieć jakich opcji można się spodziewać po przybyciu. Także dziękuję także
                  tym, którzy już dawno zaadoptowali się w "nowym" kraju".

                  > To mnie właśnie odrzuca w tym forum, sześć postów i żaden nie odpowiada na
                  > pytanie. Za to nie zabrakło puszenia się.
                  >

                  Tego nie rozumię, jak i pozostali. Przecierz nikt się nie puszył? Czy stosujesz
                  jakiś nietypowy protokół dyplomatyczny?? smile)

                  pozdr.
    • artur737 Re: początki pracy na nowej ziemi 27.03.06, 16:58
      Ja przyjechalem kilkanascie lat temu i wtedy byl syf. W kazdym razie to bylo za dawno by porownywac z tym co jest dzisiaj, kiedy bezrobocie jest nizsze niz kiedykolwiek.

      Ala mam bardziej aktualny przypadek.

      Niedawno przyjechal facet z Polandii, nauczyciel szkoly sredniej. Prace znalaz szybko. Przez kilka miesiecy czy nawet lat pracowal w rzezni. Tasma mu przywozila przeciete polowki swin a on je wieszal na haki. Pracy nie lubil bo byla bardzo ciezka, rece cierpialy od zimna, wracal do domu bardzo zmeczony.

      Potem jakis kolega zalatwil mu prace na uniwerku. Dzisiaj jest woznym, chodzi z taka szeroka miotla i zmiata kurze w korytarzach. Zarabia kilkanascie dolarow na godzine (praca chroniona zwiazkami zawodowymi) i twierdzi, ze chce to juz robic do konca zycia. Jedynym mankamentme pracy jest to, ze wszyscy traktuja go jak powietrze, ale mowi, ze sie przyzwyczail.
      • za_morzem początki 27.03.06, 17:44
        15 lat temu ekonomia w can byla koszmarna, wiekszosci znajomych, niezaleznie czy
        inzynierow, rehabilitantow czy bibliotekarzy zajmowalo min 3, 4 lata zeby
        oderwac sie od miotly. czesc probowala w swoim zawodzie co wiazalo sie czasem z
        powtorzeniem calych studiow, czesc wybierala nowe zawody idac do 2,3 letnich
        szkol, wozac pizze, biorac pozyczki. o pracy w swoim zawodzie z biegu po pol
        roku czy roku pobytu nikt nie slyszal.
        po 3, 5 latach przychodzila powoli stabilizacja i normalnosc.
        zdecydowana wiekszosc wskoczyla do upper middle class dzieki swojemu glodowi,
        inteligencji i zdeterminowaniu.
        • soup.nazi Re: początki 28.03.06, 17:10
          za_morzem napisał:

          > zdecydowana wiekszosc wskoczyla do upper middle class

          Co ty palisz? Zdecydowana wiekszosc wskoczyla do upper beczki po sledziach,
          hehehe. Wiesz od jakiego dochodu zaczyna sie upper middle class? Od $100,000. Na
          twarz, nie na household.

          A co, myslales, ze jak zdobyles "pozycje" na tasmie za dwie dychy na godzine to
          juz jestes upper middle class. Buahahahaha. Roztropka przypadki w Kanadzie.

          --
          Zalaczam przysiady,

          WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
          • pikorpikor Re: początki 28.03.06, 18:58
            dokładnie
            u nas w Pl też robią se podziały

            tyle, że te ich podziały to darabianie widełek na siłę aby wyszło, że klas tych
            wiele i wielu ludzi w każdej z nich - pod względem dochodu na głowę dają takie
            przedziały, że śmiać się chce - powyżej 3000zł czy 4000zł na głowę to już lower
            upper class smile)

            szczególnie jak taki delikwent wynajmie 3 pokoje w Warszawce, kupi i ubezpieczy
            nowy samochód, chodzi po knajpach i pije piwko po 10, 12 zł - "życie jak w
            Madrycie" smile) rozbija się w biały dzień, aż grzech smile)

            chyba ci dziennikarze chcą się podbudować smile

            pozdr.
            • soup.nazi Re: początki 28.03.06, 19:25
              Ech, nigdzie durniow nie brakuje. Z kolei smieszy mnie takie cos:

              Ostatnio sporo sie ukazalo w Ameryce Pln. modeli luksusowych marek samochodow w
              wersji "dla ubogich, ale aspirujacych" - BMW, Cadillac, cos tam jeszcze.
              Oczywiscie sa to samochody male, bez wielu extra opcji, jednym slowem not the
              real McCoy. Aspirujacy ciecie z przecietnym zarzynaja sie zeby cos takiego sobie
              rabnac za 30+ tysiecy. Pozniej w to wlaza i jezdza z zadartymi glowami, bo oto,
              lo and behold, oni sa rowni panu doktorowi i panu mecenasowi i nikt nie pozna,
              bo to BMW i to BMW przeciez. Swiat sie smieje.

              --
              Zalaczam przysiady,

              WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
          • blotniarka.stawowa Re: początki 29.03.06, 03:16
            soup.nazi napisał:
            > Wiesz od jakiego dochodu zaczyna sie upper middle class? Od $100,000.

            Szczerze mowiac nie wiedzialam smile Pewnie cos w tym jest, skoro mamy 'Public
            Sector Salary Disclosure Act' i wlasnie ta liczba jest granica, powyzej ktorej
            zarobki przestaja byc 'confidential'. Rzecz dotyczy wylacznie pracownikow
            sektora publicznego (administracja miejska, szpitale, admin. i kadra naukowa w
            szkolnictwie wyzszym, tzw. crown corporations, itp.). Dla ciekawych - corocznie
            imienna lista zarabiajacych ponad $100,000 w danym miescie czy regionie jest
            publikowana w lokalnych gazetach.

            > A co, myslales, ze jak zdobyles "pozycje" na tasmie za dwie dychy na godzine
            to juz jestes upper middle class.

            Nazisto Zupny: Dwie dychy na godzine to calkiem godziwe zarobki za pozycje na
            tasmie, tylko takie "tasmy" ostatnio coraz trudniej znalezc nowoprzybylym (see
            wpis Daredevila)... A poza byles przeciwny zamienianiu podobnych watkow w
            licytacje smile
            • soup.nazi Re: początki 29.03.06, 17:17
              blotniarka.stawowa napisała:

              > soup.nazi napisał:
              > > Wiesz od jakiego dochodu zaczyna sie upper middle class? Od $100,000.
              >
              > Szczerze mowiac nie wiedzialam smile

              Wiesz, to nie jest jakis formalny prog, a raczej obyczajowy, cos takiego. Mozna
              uznac, ze +- $10,000.

              > > A co, myslales, ze jak zdobyles "pozycje" na tasmie za dwie dychy na godz
              > ine
              > to juz jestes upper middle class.
              >
              > Nazisto Zupny: Dwie dychy na godzine to calkiem godziwe zarobki za pozycje na
              > tasmie, tylko takie "tasmy" ostatnio coraz trudniej znalezc nowoprzybylym (see
              > wpis Daredevila)...

              Zawsze bylo trudno. Kilkanascie lat temu jeszcze trudniej niz dzisiaj. Daredevil
              nie dlatego tak rypie (o ile to prawda, bo jakos dziwnie ten jego post wyglada),
              tylko dlatego, ze studiuje. A studiuje sie niekoniecznie dlatego, ze nie ma
              mozliwosci wskoczenia na tasme.

              A poza byles przeciwny zamienianiu podobnych watkow w
              > licytacje smile

              A czy ja sie licytuje? Albo pogardzam? Stwierdzam fakt. A fakt jest taki, ze
              znakomita wiekszosc imigrantow polskich w pierwszym pokoleniu nie osiaga tego
              progu - to w odpowiedzi na bzduralna teze (nie jedyna zreszta, hehehe)
              "zamorzonego". Co nie znaczy, ze musza sie pochlastac z tego powodu wink. Ponizej
              $100,000 na twarz tez mozna bardzo przyjemnie zyc, nieprawdaz?

              --
              Zalaczam przysiady,

              WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
              • blotniarka.stawowa Re: początki 30.03.06, 03:23
                soup.nazi napisał:

                > Daredevil nie dlatego tak rypie (o ile to prawda, bo jakos dziwnie ten jego
                post wyglada)

                Tez sie zastanawialam nad postem Daredevila. Podobal mi sie. Concise, to the
                point, and... very angry. Za to za "wstawki" grzecznie przeprosil smile.
                Daredevilu, odezwij sie tu jeszcze, bo pomyslimy, ze wysmazyles prowokacyjke!

                > A studiuje sie niekoniecznie dlatego, ze nie ma mozliwosci wskoczenia na
                > tasme.
                Jasne.

                > A czy ja sie licytuje? Albo pogardzam? Stwierdzam fakt.
                I stand corrected.

                > Ponizej $100,000 na twarz tez mozna bardzo przyjemnie zyc, nieprawdaz?
                Oczywiscie ze mozna.
                • sosna28 Re: początki 01.04.06, 07:49
                  Z chęcią bym przeczytał jak wyglądały początki kogoś kto przybył do Kanady w ciągu ostatnich 3 lat. Coś tak jak napisała syswia i bibliotekarz76.
                  Może nie mają czasu aby siedziec przy kompie smile.
          • za_morzem Re: początki 29.03.06, 04:39
            mysle ze powinienes zaczac cwiczyc joge.
            to cie zrelaksuje.
            nie bardzo rozumiem pogardy dla ludzi pracujacych w fabrykach.
            znam paru takich ktorzy kiedys pracowali na tasmie a teraz zarabiaja... zgadnij...
            wlasnie okolo 100 tys NA GLOWE.
            za duzo myslisz i piszesz o pieniadzach.
            zajmij sie ich zarabianiem, bedziesz je mial przestaniesz o nich obsesyjnie
            mowic/myslec.
            mowi sie ze "gentelmeni nie mowia o pieniadzach".
            bo je maja.
            a ty ciagle z ta nowoemigrancka gadka "udalo sie" nie "udalo sie", "tasma"
            "kara", "cek", "dulary".
            brrrrrrr...


            • pikorpikor Re: początki 29.03.06, 12:22
              fakt ,ze po to chcę z Pl wyjechać aby po paru latach za dużo o kasie nie myśleć
              (w znaczeniu - nie przejmowac się, że mi jej na podstawowe potrzeby brak)

              pozdr.
      • paloma49 Re: początki pracy na nowej ziemi 28.03.06, 04:26
        W ostatnich latach poznałam sporo osób po studiach pedagogicznych w Polsce.
        Kto naprawdę chciał znalazł pracę w szkole.
        Nie jest to zła praca, na początku zarabia się coś koło 40, a po 10 latach
        około 60 tysięcy dolarów rocznie brutto, no i wakacje są długie. Polecam. W
        najbliższych latach będzie odchodził wyż, więc będzie zwiększony nabór.
        Dyplom trzeba nostryfikować, co zajmuje obecnie niestety sporo czasu. Mało
        przyjeżdżających do Kanady osób wie jednak, że pracę w szkolę mogą podjąć zaraz
        po przyjeździe w charakterze educational assistants i już pracując w szkole
        mogą nostryfikować dyplom. Nabór jest bodajże dwa razy do roku, zarobki niższe
        niż nauczycielskie. Educational assistant to osoba, która pracuje
        indywidualnie z uczniami potrzebującymi pomocy (mogą to być osoby
        niepełnosprawne, niezdolne lub leniwe).
        Natomiast osoby, które pokończyły w Polsce różne kierunki humanistyczne i inne
        (np geografię, historię, etc.) mogą skończyć podyplomowe studium
        nauczycielskie, czyli “Teacher’s College”. Mało osób mieszkających w Toronto
        wie, że można te studia robić wieczorowo. Jeżeli ktoś jest zainteresowany to
        warto przestudiować program uniwersytetu Brock, który prowadzi zajęcia na
        różnych campusach w Toronto i okolicach.
      • papalek Re: radze zagladnac na urzedowe statystyki . 02.04.06, 05:29
        Ja przyjechalem 16 lat temu. W Polsce studiowalem medycyne i wyjechalem na 4
        roku. Po pracy w Polsce na pogotowiu jako sanitariusz, stwierdzilem, ze nie bede
        zapieprzal jak idiota na wielu dyzurach za marne pieniadze. Dzieki temu, ze
        bylem na wymarzonej medycynie stwierdzilem, ze milicja mnie z Polski wypusci, bo
        jaki idiota by zaprzepascil takie studia. Oczywiscie zaprzepascilem te studia ha
        ha. Potem oboz w Berlinie i w koncu wyladowalem w Calgary w 1990. Byly to czasy
        poznego Mulroney'a. To znaczy bezrobocie i stagnacja gospodarcza. Postanowilem
        sobie wraz z owczesna zona, ze pojdziemy na studia, chocby nie wiemy co.
        Oczywiscie mielismy duze poparcie znajomych Polakow. "Coscie zglupieli studia sa
        za drogie, TRZEBA ZNAC JEZYK BARDZO DOBRZE zeby studiowac. A nie lepiej isc do
        roboty i kupic dobry samochod i videlo itd". Pierwsza praca to sadzenie drzewek.
        Dobrze platna, ale ciezka. Trzeba spac w namiotach przez 3 miesiace i zasuwa sie
        12 h na dobe. Jedzac ile wlezie spadlem z 75kg na 68 po sezonie. Praca nie
        zaleznie od pogody i trzeba posadzic okolo 1000 drzewek na dzien, zeby cos
        zarobic. Przy okazji zobaczylem piekne, dzikie i malo dostepne miejsca w
        polnocnej Albercie i BC. W nocy w namiocie przy latarce odbywala sie nauka
        Angielskiego. TOEFLA zdalismy po 3 miesiacach, ja musialem sobie poprawic wynik
        i jeszcze raz zdawalem w 2 miesiace pozniej. Potem zapisalem sie na studia
        generalne. Moja medycyne z Polski olano, bo nikt nie znal Akademii Medycznej we
        Wroclawiu. Glupota polskich uniwerkow, za paroma wyjatkami, jest to, ze nie
        publikuja one programow nauczania, wiec tak na prawde nie wiadomo czego tam oni
        ucza. Mialem przetlumaczone wszystkie dokumenty i nic to nie pomoglo. Olalem
        wiec sprawe i postanowilem wszystko zaczac na nowo. Zaczalem biochemie czesciowo
        na uniwerku, czesciowo w community college, bo full time na uniwerek bylo za
        pozno sie zapisac a zalezalo mi na jak najwiekszej ilosi kursow. W rok pozniej
        bylem juz na uniwerku full-time. Dostalem pozyczke studencka i podjalem sie
        roznych prac od kelnera poprzez dowoziciela pizzy, ciecia w budynku mieszkalnym
        po podmywacza tylkow w nursing home. Narzekac nie bylo na co bo mielismy
        mieszkanie, samochod i wystarczjaco na skromne wyjazdy i imprezy. Caly ten okres
        potraktowalem jako przygode, ktora byla ciekawa i w sumie nie taka zla.
        Ostatecznie zmienilem plany i zamiast isc na medycyne poszedlem na weterynarie.
        Zanim poszedlem na weterynarie uslyszalem wiele razy, ze sie nie dostane, to tak
        w ramach wsparcie duchowego od przyjaznych mi wielce Polakow (lubimy innych
        zciagac w dol, no nie?). Potem nadszedl rozwod, czego nikomu nie polecam. Dobra
        rzecza w rozwodzie bylo to, ze sie wyrwalem z polskiego getto. Moja byla zona do
        dzisiaj w nim zyje. Tak szczerze mowiac dopiero po wyrwaniu sie z wylacznie
        Polskiego towarzystwa zadomowilem sie tutaj. A tak na marginesie, to kiedy
        mialem najwiekszy dol, to pomogl mi Kanadyjczyk i Kolumbijczyk a nie Polak.
        Wydaje mi sie, ze jest nieslusznejest to, ze nie probujemy za wszelka cene
        pracowac we wlasnym zawodzie. Kanada pozwala na zmiane kariery nie zaleznie od
        wieku. Tu mozna zostac lekarzem, czy prawniekiem nawet po zawodowce. To znaczy
        trzeba zrobic upgrades, ale sie da. W Niemczech jest to praktycznie nie mozliwe
        a Polsce o czyms takim nie slyszalem. I tak to wygladalo. Czy bylo ciezko? Na
        pewno, ale jeszcze raz bym przez to przeszedl. Bardzo tu jestem zadomowiony i do
        Europy bym tylko wtedy wrocil jezeli by sie tu zrobila kompletna bryndza, albo
        USA zajeloby Kanade.
        • pikorpikor Re: radze zagladnac na urzedowe statystyki . 02.04.06, 23:01
          Faktycznie trudne Twoje początki.

          Glupota polskich uniwerkow, za paroma wyjatkami, jest to, ze nie
          > publikuja one programow nauczania, wiec tak na prawde nie wiadomo czego tam
          oni
          > ucza.

          To się zmieniło, teraz możan bez problemu dostać - po polsku oczywiście...

          Coscie zglupieli studia s
          > a
          > za drogie, TRZEBA ZNAC JEZYK BARDZO DOBRZE zeby studiowac. A nie lepiej isc do
          > roboty i kupic dobry samochod i videlo itd".

          Taaaa... Dokładnie. Mnie się nie chce, (czy tam- ja jestem lewy) to ty też nie
          rób (i w myśli: jeszcze wyjdzie na tym lepiej niz jasmile sad )

          A jak Ci się dziś żyje, mniej więcej oczywiście??

          pozdr.
          • za_morzem Re: radze zagladnac na urzedowe statystyki . 02.04.06, 23:13
            w kanadzie zeby ustawic sie trzeba isc do szkoly albo po to aby zdobyc nowa
            profesje albo aby zrobic lokalne papiery w swojej profesji.
            nie wiem w jakim srodowisku sie obracales ale wsrod ludzi ktorych znam od okolo
            15 lat nikomu nie wpadlo by do glowy zeby smiac sie z checi do nauki.
            na 10 osob 8 musialo poswiecic co najmiej rok, dwa lata na edukacje w can.
            przypadkowe prace w kanadzie sa beznadziejnie platne i nie ma sensu robic
            czegokolwiek bez papierow.
            troche inaczej jest w usa, tam mozna isc do pracy "prosto z lotniska" i w ciagu
            powiedzmy 3 miesiecy zarabiac 20/h, po roku masz dom i samochod i szkoda ci nie
            pracowac wiec polonia amerykanska jest zasadniczo mniej wyksztalcona od
            kanadyjskiej. w kanadzie nie chodzic do szkoly sie nie oplaca bo jest kraj jest
            biedniejszy.
            • soup.nazi Re: radze zagladnac na urzedowe statystyki . 03.04.06, 18:33
              za_morzem napisał:

              > w kanadzie zeby ustawic sie trzeba isc do szkoly albo po to aby zdobyc nowa
              > profesje albo aby zrobic lokalne papiery w swojej profesji.
              > nie wiem w jakim srodowisku sie obracales ale wsrod ludzi ktorych znam od okolo
              > 15 lat nikomu nie wpadlo by do glowy zeby smiac sie z checi do nauki.

              Ty znasz tych, ktorzy stali w kosciele kolo tych, co sie uczyli, hehehe. A
              wracajac do meritum - oczywiscie, ze sie nie smiali. Skaczaca gula im nie
              pozwalala, (patrz post pikora - "a nuz bedzie mial lepiej ode mnie")

              > na 10 osob 8 musialo poswiecic co najmiej rok, dwa lata na edukacje w can.

              "Najmiej"? Szkoda, ze ty nie poswieciles. W Bulbonii tez nie. Aha, technikum
              narciarskie sie nie liczy, hehehe

              > przypadkowe prace w kanadzie sa beznadziejnie platne

              Autopsja, nie?
              i nie ma sensu robic
              > czegokolwiek bez papierow.

              Oczywiscie. Dlatego zasiadles na welfrze.

              > troche inaczej jest w usa, tam mozna isc do pracy "prosto z lotniska" i w ciagu
              > powiedzmy 3 miesiecy zarabiac 20/h

              ...pracujac u "kuntraktorow" 16/24 7/7, hehehe. Podatkowo na pewno sie oplaca. A
              grabie kolo lotniska nie staly?

              --
              Zalaczam przysiady,

              WHO ELSE WANTS SOUP? NEXT!!!!!!!!
    • sunee Re: początki pracy na nowej ziemi 18.04.06, 02:33
      Hej. Jestem juz prawie rok. Przyjechalem ze Stanow, wiec wyjazd do Canady byl
      dla mnie czyms w rodzaju przeniesienia sie z Illinois do innego stanu. Tzn. z
      grubsza wiedzialem co mnie moze spotkac, wiedzialem tez, ze nic mnie nie
      zaskoczy i tak wlasnie bylo. Sytaucja w Stanach nieciekawa - stracilem szanse
      na green card po dwoch latach oczekiwania i zlozylem papiery na skilled
      workers. Po dwoch latach od zlozenia mialem interview i pol roku pozniej
      wyladowalem w Kanadzie, Mississauga, On. Na karte PR czekalem miesiac,
      pojechalem na miesiac do Polski i po powrocie wyruszylem "jedynka" do
      Vancouver. Niestety, od poczatku nie czulem sie tam "jak u siebie", doszlo
      jeszcze kilka innych czynnikow i postanowilem wracac na wschod. Dodam jeszcze,
      ze Vancouver jest bardzo fajnym miejscem /choc nie do konca podzielam te
      wielkimi literami pisane ACH-y i OCH-y/ i chetnie sie tam jeszcze kiedys
      przeniose - warunkiem bedzie stan konta pozwalajacy na beztroskie zycie, zero
      pracy itp. Po powrocie do Mississauga dwie rzeczy: mieszkanie i praca. Jako, ze
      bardzo cenie sobie miasto a nie sypialnie, wyladowalem w Toronto w okolicach
      High Park /i bardzo chcialbym tu pozostac/. Jako czlowiek po ekonomii a w
      dodatku obdarzony antytalentem do wykonywania jakijkolwiek pracy wymagajacej
      chocby minimalnych zdolnosci manualnych /czytaj, cegle niesc moge, przeciaz ja
      na pol juz nie bardzo/ moj rynek pracy w Ameryce zawsze byl waski. Szukalem
      pracy w biurze oraz posady kierowcy, pomagajac jednoczesnie
      znajomemu /kontraktor - malarz, tym razem noszenie wiaderek/. W ciagu dwoch dni
      mialem 3 interview. Na wyslane w przeciagu bodajze dwoch tygodni kilkadziesiat
      resume do office job dostalem jedno zaproszenie na interview. Pierwsze
      przeszedlem, po drugim zadzwoniono z podziekowaniami /za male canadian
      experience - czytaj zadne/. Dodam, ze moj angielski nie jest moze fluent, za
      jaki co prawda zostal uznany na interview smile, ale jest moze na 4 z plusem. Poza
      tym to Kanada, wiemy o czym mowa, prawdasmile? Wspominalem o pracy kierowcy. W
      ciagu dwoch dni mialem 3 interview i na wszystkich trzech dostalem oferte
      pracy /tym razem liczyl sie experience z USA, nawet z jednej firmy zadzwoniono
      po referencje do Chicago/. Wybralem nie ta, ktora dawala mi najwiecej, ale ta,
      ktorej szef zainteresowal sie moimi "papierkami", doswiadczeniem z pracy w
      Polsce i na interview powiedzial, ze wiaze ze mna nadzieje na przyszlosc
      niekoniecznie za kolkiem. I tak bylo. Jezdzilem miesiac, po czym dostalem 30%
      podwyzke i zostalem jednoosobowa komorka "receiver". Zadna rewelacja, ale
      zawsze to byl troszke lepiej. Pracowalem, minelo 3 miesiace i zostalem szefem
      warehouse /kolejna podwyzka, tym razem skromny 1$/. To nie jest wielka firma,
      raptem okolo 100 osob, ale mysle, ze tych kilka czynnikow: odrobina szczescia,
      jakosc mojej pracy, chec, zaangazowanie zaowocowalo tym, ze moge powiedziec iz
      jestem zadowolony. Pracuje pol roku i raz - zostalem doceniony, a dwa, ze ktos
      wywiazal sie ze swoich wobec mojej osoby obietnic, a to rzadkosc teraz, prawda?
      Nie chodzi mi o wyscig szczurow, za bardzo cenie sobie swoje pasje by zycie
      poswiecic tylko i wylacznie pracy, ale powtrzajac sie jeszcze raz, powiem - nie
      zaluje. A jakby ktos mial ochote w tenisa pograc, niech smialo daje znac, bo
      brakuje mi sparing partnerow. Zdrowia.
    • m_mt Re: początki pracy na nowej ziemi 03.10.06, 04:46
      Ktos wspomnial o "kanadyjskich 3latkach"... Mniej wiecej tyle mamy z mezem za
      soba. Nasza historia nie bedzie stanowic tu novum - jest dosc podobna do tej
      pana bibliotekarza, tyle, ze u nas nacisk postawic mozna na nastawienie na
      trudnosci i samozaparcie.

      Bardzo madre zdanie wypowiedziala ela_bela, ktora wspomniala, ze poczatki w
      Kanadzie byly latwiejsze dla niej, bo nastawiona juz byla na trudnosci.

      Przyjechalismy z nastawieniem, ze jak trzeba, bedziemy zamiatac ulice... Nam to
      pomoglo nie przezyc przepowiadanego przez wszystkich (nasza rodzinka!) kryzysu:
      - zamiatac ulice?, nie macie szans to praca dla miasta (nie wazne, ze byl to
      rodzaj metafory)
      - najgorszy jest pierwszy rok (to akurat prawda)
      - zobaczycie po 7miu miesiacach bedziecie chcieli wracac do Polski
      - nie macie zadnego wyksztalcenia (czyt. konkretnego zawodu, jak
      spawacz,mechanik samochodowy etc.), to Wam bedzie ciezko o prace
      i w kocu, gdy wyprowadzalismy sie na swoje (czyt. wynajelismy kawalerke) -
      zobaczycie, nie dacie sobie rady, wrocicie tu z placzem...

      A od poczatku - mielismy szczescie, pomogla nam rodzina, dodala odwagi gdy
      zdecydowalismy sie wyjechac (bo tu ktos byl...), przyjela pod dach, wprowadzila
      w zycie (troche podwozila na poczatku, pokazala miasto, zywila). Uczylismy sie
      wszystkiego jak dzieci, od poczatu: jak wsiasc do autobusu, zaplacic, uzyskac
      transfer, pociagnac za sznurek, by wysiasc, otworzyc sobie srodkowe drzwi, gdzie
      indziej znow wziasz numerek, przelamac niesmialosc i bariere jezyka. Znaleziono
      mezowi prace, zaraz na drugi miesiac po przyjezdzie, a minimum, ale bylismy
      szczesliwi. Moglismy zaczac byc niezalezni. Placilismy za uzytki (woda, swiatlo
      etc.). Rodzina nam naprawde pomogla i zawsze moze na nas liczyc w potrzebie, ale
      mieszkanie razem nie bylo latwe, starsi ludzie maja juz swoje przyzwyczajenia, a
      miszkajac juz tu "kupe lat" rowniez inny sposob myslenia. Troche nie pasowalismy
      i chcielismy byc zbyt niezalezni (wyrywajacy sie spod kontroli)... Zabawne
      najwiecej konflikcikow bylo o to, ze jak juz maza zarabial chcielismy szybko
      zejsc cioci z ogona i zywic sie osobno (bo nas obslugiwala i nie wziela by
      grosika od nas,a nie mozna powiedziec, ze jej sie przelewalo, zwlaszcza gdy sie
      dozywia 3 synow). Stad tez te watpliwosci, ze wyprowadzka nas zgubi.
      A my chodzilismy na dziesiatki spotkan z instytucjami dla imigrantow (tu tez sie
      stukali w glowe, to Wam nic nie daje, tracicie czas)...
      Postanowilismy, ze maz bedzie pracowal fizycznie ile trzeba, ja robilam kursiki,
      volunteering dla wspomnianego kanadyjskiego doswiadczenia pracy i zawieralam
      znajomosc... Zabrzmialo zabawnie? To wazne, rozmawiac z ludzmi po angielsku,
      troche imigrantow, glownie ze szkolki ESL (mozgownica pracuje jak sie gada),
      troche Kanadyjczykow, a i bycie wsrod ludzi odgrywa wazna role w zyciu... Tych
      ostatnich "odnalazlam" na kursie turystycznym od ktorego zaczelam. Pomog
      "przypomniec sobie jezyk, poznac lepiej Manitobe i troche wiecej no i ludzi.
      Stad zostaly mi (nam) dwie wartosciowe znajomosci. No i ten wolontariat. Tu tez
      wiaz slyszalam "gdybys poszla do pracy, byloby Wam latwiej..." Ale nam chwilowo
      to odpowiadalo, zycie na styk (bez dzieci moglismy sobie na to pozwolic), z meza
      $7.00 na godzine, kawalerka za troche ponad $300, starczylo na telefon i
      internet - wazny, bo to kontakt z rodzina, narzedzie poszukiwania pracy i innych
      projektow. Komputer kupilismy z pzrywiezionych na czarna godzine pieniedzy z
      Polski, gdy juz podejrzewalismy, ze w razie gdyby co poradzimy sobie. Nie bylo
      lekko, nie mielismy na prezenty dla rodziny na okazje, ale nie narzekalismy
      przeciez i nie prosilismy o pomoc. Dalej wiec on pracowal, ja robilam kursiki
      (darmowe, nie super ambitne, ale drobiazg do drobiazgu dawaly baze do starania
      sie o prace). Bywaly tygodnie, ze od rana do wieczora mialam rozne zajecia. Bez
      materialnego zysku, ale procentowaly. Po roku czasu zdecydowalam sie isc do
      McDonalda na czesc etatu. Z pewnych wzgledow na wiecej fizycznej pracy w moim
      przypadku nie decydowlaismy sie. Mialam tyle co na kieszonkowe. Ale satysfakcje,
      pierwsza "prawdziwa prace do CV (swoja droga w wielu dobrych firmach lubia
      bylych McDusow, bo nauczeni pracy i to w zespole) i referencje. Sporo ich tez
      mialam z wolontariatu. No i tak wazny (przynajmniej w mniej chlonnym zawodowo
      Winnipegu) Network.
      Szczesliwa bylam jak dziecko, gdy dostalam 3-miesieczny staz na Uniwerku. Dalej
      juz kilka casual-positions w tej samej instytucji (tu inaczej sie nie zaczyna).
      Spelnialy sie moje marzenia, powoli, niepewnymi kroczkami, ale jednak.
      Saytysfakcja prawdziwa, bowiem, na kazdym z "appointmentow" przedluzano mi
      termin pracy... Super fajnie jesli cenia prace Polakow. Ktos ze starych
      rekomendatorow zaproponowal mnie jescze gdzies poza uniwerkiem na czesc etatu,
      nieomalze za moimi plecami. Zastepowalam kogos na wakacjach, w miedzyczasie
      otrzymalam "prawdziwsza" oferte na dluuuzej na uniwerku i do tego czekali na
      mnie az skoncze to ïnne"zastepstwo. Teraz zmnow "zastepstwo"upomnialo sie o mnie.
      Uniwerek, proszaca sie o mnie praca... mozecie myslec, ze sie chwale... Bradziej
      chodzi mi o podkreslenie wagi, rzetelnosci, usmiechu na co dzien, uczciwosci
      osobistej i checi, poswiecenia czegos (byly momenty, ze dla tych nowych ofert,
      umiejetnosci, mozliwosci schodzilam na coraz nizsze place, ale to nie
      najwazniejsze, gdy wystarczy co jesc, zwlaszcza na poczatek, a potem procentuje).
      Poswiefcil swoje ambicje rowniez moj maz, dajac mi pierwszenstwo, ale jego tez
      doceniano, najpierw podwyzki wieksze niez innym, po roku pewnej pracy uznanie go
      supervisorem (mimo jezyka, ktorego uczyla sie niemal od poczatku dopiero tu).
      Dobrze pracowal, a ze z zalozenia nikomu nie wchodzi w tylek i wlasciwie sie nie
      usmiecha (choc troche wypadaloby) ceniono jego prace.
      Ciezka praca, upartosc wytrwalosc w darzeniach - to pomaga i zaczyna sie
      wchodzic po szczeblach kariwery i nie wazne czy to uniwerek, ni koniecznie
      chodzi o prestiz, robic co sie lubi, rozwijac sie jesli sie tego pragnie.
      Teraz gdy osiagamy stabilizacje kolej na mojego meza, na cos lepszego,
      ciekawszego do roboty...
      Ostatnio kupilismy dom, a w niecale dwa lata po przyjezdzie wydalismy majatek na
      wizyte w Polsce, na weselu brata...
      Stukacie sie w glowe? - to skala wartosci, zobaczyc rowniez bliskich, pozwolic
      im sie zobaczy, bo tesknia, no i jednak strach, ze kogos juz nie bedzie...
      Wiecie czego chcecie w zyciu - poradzicie sobie tutaj. Cele pomagaja przetrwac.
      Ktos wspomnial o nienawisci do wysylania aplikacji... To zabiera godziny i
      frustruje, gdy sie czeka, a rezultaty marne. Tez nienawidze tego. Tez przeszlam
      depresje. Partnnerstwo i wsparcie meza mi pomoglo.

      Tyle zainteresowanym. Jesli kogos zanudzilam - przepraszam. Rowniez za
      literowki, ktorych nie sprawdzam, bo musze leciec.

      Milego wieczoru

      mmt
        • m_mt Re: początki pracy na nowej ziemi 04.10.06, 05:55
          - Rodzina na miejscu, to dodaje odwagi w wypuszczaniu sie tak daleko (jestem
          dosc przebojowa, moze i bez tego by poszlo, ale jakos tak bylo latwiej)
          - Najmniejsza chyba z wymaganych liczb punktow na aplikacji (a zawsze i tak
          trudno byc pewnym doliczanaia sie...) wolelismy nie ryzykowac i przede wszystkim
          dostac papiery najpierw.
          - Nominee program (skilled workers) tez czesciowo sie tu przyzcynil...

          smile)

          pikorpikor napisał:

          > Dlaczego wybraliście akurat to miasto i prowincję?
          >
          > Co was tam ciągnęłło? Pytam nie dlatego, że lepiej czy gorzej tylko zazwyczaj
          > ludzie jednak wybierają inne miejsca?
          >
          > pozdr.
      • pas47 Re: początki pracy na nowej ziemi 03.10.06, 16:26
        Witajcie, nasze początki właśnie się zaczęły - jesteśmy tu od 3 miesięcy, a
        ściślej mówiąć jutro będzie. Nie możemy narzekać, chociaż u nas to trochę i
        naczej wyglądało. Ja już kiedyś tu mieszkałam i kończyłam szkołę średnią potem
        zdecydowałam się na powrót do Polski. Dla męża wszystko jest nowe, mi jest
        łatwiej nie mam barier językowych. Z pracą nie miałam problemu, mogłam wybierać
        w ciągu tygodnia rozesłałam mnóstwo cv i byłam na 15 spotkaniach, właściwie
        mogłam zacząć wszędzie. Nie patrzyli specjalnie na wykształcenie, studia z
        Polski, raczej na doświadczenie. Jestem na stanowisku podobnym do tego co w
        Polsce tyle że tu wymaga ono więcej pracy fizycznej smile ale mi to nie
        przeszkadza, przynajmniej się coś dzieje - pracuję jako jeden z 3 dyrektorów
        sprzedaży dla sklepu o dużej powierzchni. Sama jestem w stanie utrzymać naszą 4
        osobową rodzinkę. Zaznaczam jednak jeszcze raz że znam język, więc pewnie
        dlatego poszło mi łatwiej - zwłaszcza francuski, bo mieszkamy w prowincji
        Quebec. Mąż chwilowo chodzi na angielki, niedługo zaczyna francuski w pełnym
        wymiarze czasu. Dzieci w szkole i przedszkolu- miałam szczęście znalazłam
        przedszkole dofinansowane. Wynajeliśmy 4 1/2 - ci którzy narzekają na Kanade
        niech pojadą do Polski i spróbuja zrobic tyle nie w 3 a np. w 6 miesięcy ... W
        Polsce nie żyło nam się źle ale mieliśmy dośc ciągłego wykłócania się o
        wszystko, szarości, złośliwości i zazdrości. Tu ludzie są inni, aczkolwiek z
        Polakami tu niestety różnie bywa. Nie tęskimy za Polską i myślę że na wakacje
        raczej wolałabym pojechać np. na Kubę. Oczywiście tęsknimy za rodziną, ale
        zawsze można zadzwonić alebo kogoś tu zaprosić. Po przyjeździe mogliśmy się
        zatrzymać u mojej rodziny więc to była olbrzymia pomoc, bo przywiezione
        oszczędności szybko topnieją. Zdawaliśmy sobie też sprawę że z 2 dzieci
        stanowimy spore obciążenie, więc staraliśmy się szybko znaleźć coś dla siebie.
        Po miesiącu się przeprowadziliśmy, zaraz jak zaczęłam pracować. Teraz stawiam
        na edukację mężą - język, a potem może jakiś kurs, College - jeszcze nie wiemy.
        Wylądowaliśmy tu z założeniem że to na stałe, chyba że by nas podkusiło i do
        Australi smile to był plan B. Przyjechaliśmy przede wszystkim dla dzieci, żeby im
        było lepiej, a wtedy i my będziemy szczęśliwi. Ja z uśmiechem obserwuję uwagi
        męża - jak pisała m-mt uczy się wszystkiego od początku, napewno jest mu
        łatwiej niż innym bo jestem jego przewodnikiem, ale i bez tego by sobie
        poradził... jeszcze tylko jedna uwaga Quebec jest naprawdę fajny mimo że
        wszyscy tak na niego narzekają, a dwujęzyczność stanowi o jego unikatowości.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim którzy niedawno przyjechali, lub
        wkrótce przyjadą.
          • pas47 Re: początki a wiza turystyczna 03.10.06, 23:59
            myślę, że jest trudno, te czasy już trochę minęły. Ja z 2 dzieci na pewno bym
            się na to nie zdecydowała. Jednak jeśli ktoś chce wyjechac z Polski, a myślę że
            wiele osób chce i w pełni je rozumiem, to może śmiało uderzyć do Europy
            zwlaszcza jęsli zna język. Ja miałam ciekawe oferty na poczatek do Angli -
            rekrutacja w Warszawie, opłacali mi przelot i pierwsze 3 tyg. w hotelu, oraz
            osoba z biura która pomaga w znalezeiniu się na miejscu, więc całekiem oki.
            Płace średnie ale na poczatek oki, można było awansować i tez bym pewnie
            utrzymała naszą rodzinę - miałam jednak i inną drogę, dlatego jestem tu. W
            Europie mimo wszystko bardziej odczuwa się że jest się imigrantem, tu wszyscy
            nimi są ... prawie smile.
            Natomiast gdybym nie miała dzieci to wyjechalibyśmy do Australi, ale właśnie
            dlatego że nie mam tam znajmoch ani rodziny zrezygnowaliśmy. Nie byłoby to
            jednak na wizie turystczniej - zostaliśmy wstępnie zakwalifikowani i mieliśmy
            dobre szanse. Jak wyjeżdzać do świadomie imigrować żeby potem nie być
            rozdartym. Ktoś kiedys napisał że imigracja to drogi sport i miał rację,
            widziałam w jakim tempie topniały nasze oszczędności mimo że miaeszkaliśmy u
            rodziny i częściowo żywiliśmy się u nich. Tak więc trzeba być przygotowanym, bo
            z pracą może być różnie. Nie zmienia to faktu że coraz więcej ludzi z Polski
            wyjeżdza między innymi do Australi bo to trochę łatwiej i szybciej niż do
            Kanady. Dla przykładu dla 4 osobowej rodziny miało nas to wynieść jakieś 15
            tys. złotych ... dalej bilety, przeprowadzka itd. Procedura miała trwać około
            12 m-cy może mniej. Do Austarali można wyjechać również dosając dodatkowe
            punkty za naukę w tamtejszych szkołach - ale wciąż rozbija się to o pieniądze,
            najpierw trzeba pojechać i pożyć tam ucząc się. Moja znajoma mówi że pracując
            20 godz, utrzymuje się - nie żyje w luksusie i wynajmuje z kims, ale jest ok. Z
            Polski wyjeżdza sporo osób koło 30-stki które mają dość mimo że nie zarabiają
            źle i są "ustawione" - szukają inne jakości życia ... ja trzymam kciuki za
            wszystkich którzy próbują ... a Kaczyński niech za nami zgasi światło smile
            • pikorpikor Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 00:45
              Na wizie turystycznej to początek końca...

              Do Australii łatwiej?? Przecierz tam musi być wszystko tip-top jak ktoś jest po
              30stce i życie zrządziło tak że nie ma poszukiwanej profesji to po zabiegu.

              Byłaś tam kiedyś? Tam się leci dobę! To jest naprawdę zadupie cywilizowanego
              świata (powtarzam cywilizowanego - to ich ratuje). Choć z drugiej strony -
              pewnie dlatego - jest tam spokojnie.

              Bonne chance au Quebec!

              pozdr.
              • pas47 Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 01:05
                Niestety nie byłam, ale to zależy czego się szuka, jeśli spokoju to myślę że
                zadupie jest ok smile. Leci się niestety długo, ale lot tutaj z dziećmi to też
                wieczność, kiedy one mało co nie rozniosą samolotu.
                Do Australi puntky odbieraja po 35 roku zycia to prawda, ale akurat profesję
                miałam dobrą - więc to wszystko rzecz względna. W każdym razie jesli ktoś chce
                wyjechac z Polski na stałe to zawsze jest sposób, tylko trzeba się szybko
                zdecydowac i przygotować.
                • pikorpikor Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 03:37
                  Trochę nie na temat ale:
                  Ja nie piszę czy Ty miałaś czy nie ale Ty piszesz że łatwo spełnić kryteria...

                  Po 29 roku życia nie masz maksimum za wiek:
                  www.immi.gov.au/skilled/general-skilled-migration/136/eligibility-age.htm
                  Więc musisz mieć:
                  - skończone studia (lub ich nie mieć ale spośród tych którzy nie mają a są w Pl
                  np młodymi tool makers prawie nikt nie zna angielskiego)
                  - dobrą profesję
                  - 3 z 4 ostatnich lat przed złożeniem aplikacji pracować w tej profesji
                  - znać bardzo dobrze angielski + jeden z języków używanych w au tj. np. polski
                  i!! - wiek do 29 lat
                  + kasa na proces i wyjazd

                  to są wg Ciebie łatwe do spełnienia kryteria??

                  Jak ich nie spełniasz to musisz mieć np studia skończone w Australii lub np.

                  If you have lived and studied for at least two (2) years in one or more areas
                  in 'Regional Australia' or a 'low population growth metropolitan area'.
                  smile

                  albo:

                  You must have invested a minimum of A$100,000 in an approved government
                  investment for a term of at least 12 months. - kryterium bardzo łatwe do
                  spełnienia dla przeciętnego młodego Polaka smile

                  Powodzenia. Spełnienie tych kryteriów to przypadek lub ciężka praca -
                  oczywiście do zrobienia - ale ciężka praca a nic łatwego.

                  pozdr.
                • pikorpikor Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 12:13
                  Do Kanady moze jechać 50-latek, po studiach i z 5 latami doświadczenia
                  zawodowego w ciągu ostatnich 10 w prawie jakimkolwiek zawodzie... - także jak
                  dla mnie do Kanady łatwiej

                  Chodzi mi tylko o to, że jak przypadek nie zrządził tego czy owego to to jest
                  ciężka praca. Taki przypadek to np.
                  - wyjechałam kiedyś z rodzicami do QC na kilka lat - punkty do stałego pobytu
                  - uczyłam się tam ponad rok - punkty do stałego pobytu
                  - francuskiego nauczyłam się przy okazji - znaczenie kolosalne dla QC
                  - mam rodzinę w QC - punkty do stałego pobytu
                  - rodzina mi pomoże na początku bo jest w porządku

                  Niektórzy tylko tak mają, i akurat to nie jest ich zasługa tylko czysty
                  przypadek.

                  pozdr.
              • pal0ma Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 02:21
                Nie musi to byc poczatek konca.
                Mozna tez zrobic to tak: pojsc z wiza turystyczna do Kanady do ambasady USA w W-
                wie, wyjasnic ze wiza amerykanska potrzebna bedzie po to, zeby pojechac na
                interview w sprawie pracy do Stanow, znalezc na miejscu w Kanadzie pracodawce,
                pojechac na interview do Stanow i wrocic do Kanady (do wjazdu powrotnego
                wystarczy wazna wiza turystyczna jednokrotna, nie musi byc wielokrotna) i...
                zalatwione smile
                • pikorpikor Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 03:42
                  Racja. Ciekawy pomysł. Jednak ze względu na fragment:

                  znalezc na miejscu w Kanadzie pracodawce,
                  > pojechac na interview do Stanow i wrocic do Kanady

                  rzadko stosowany. Jak ktoś znajdzie pracodawcę, który go będzie naprawdę
                  potrzebował to może i do Pl na interview polecieć.

                  pozdr.
            • m_mt Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 06:13
              Moglby nie dosiegnac....

              Ale, myslenie macie podobne do naszego, ale mialam wrazenie ze do Australii
              trudniej sie dostac (ktos mnie chyba przekonal, ze stawiaja wieksze wymagania),
              czasem mzymy o Nowej Zelandii jeszcze.

              Quebec mnie pociagal tez, mam sentyment do Francuskiego i jakos bym dala sobie z
              nim rade, ale dla mego meza to bylby za duzy stres, nie chcialam go narazac.
              Quebec dalej mnie pociaga i dwujezycznosc dwujezycznoscia, ale oni glownie po
              Francusku, wile twierdzi, ze po angielsku nie chca w ogole. Nie wiem czy
              gdziekolwiek jest takie miejsce,zeby agielski byl przynajmniej rownorzedny...
              Dla mnie jak dla mnie, ale nas jest dwoje. On nie jest "sierota", ale ma swoje
              ambicje, uczucia, stresy i ogromnie wielki poczucie odpowiedzialnosci za
              utrzymanie nas obojga (ja moge pracowac, ale on musi byc pewien, ze wystarcza
              jego praca)... I absolutnie nie pije tu do Twego meza - pas47, bardzo dobrze, ze
              sie uczy, to zaprocentuje pozniej. Gratulacje, ze tak pieknie sobie radzisz!!

              Pozdrawiam,

              mmt
              • m_mt Re: początki a wiza turystyczna 04.10.06, 06:22
                Odpowiadalam kolejnym osobom bez cytowania i wyszedl bajzelek, to bylo do pas47,
                an temat gaszenia swiatla.

                Gdzies tam powyzej pikorpikor znajdzie odpowiedz na swoje pytanie.

                smile)

                m_mt napisała:

                > Moglby nie dosiegnac....
                >m_mt napisała:

                > Moglby nie dosiegnac....
                >
                > Ale, myslenie macie podobne do naszego, ale mialam wrazenie ze do Australii
                > trudniej sie dostac (ktos mnie chyba przekonal, ze stawiaja wieksze wymagania),
                > czasem mzymy o Nowej Zelandii jeszcze.
                >
                > Quebec mnie pociagal tez, mam sentyment do Francuskiego i jakos bym dala sobie
                > z
                > nim rade, ale dla mego meza to bylby za duzy stres, nie chcialam go narazac.
                > Quebec dalej mnie pociaga i dwujezycznosc dwujezycznoscia, ale oni glownie po
                > Francusku, wile twierdzi, ze po angielsku nie chca w ogole. Nie wiem czy
                > gdziekolwiek jest takie miejsce,zeby agielski byl przynajmniej rownorzedny...
                > Dla mnie jak dla mnie, ale nas jest dwoje. On nie jest "sierota", ale ma swoje
                > ambicje, uczucia, stresy i ogromnie wielki poczucie odpowiedzialnosci za
                > utrzymanie nas obojga (ja moge pracowac, ale on musi byc pewien, ze wystarcza
                > jego praca)... I absolutnie nie pije tu do Twego meza - pas47, bardzo dobrze, z
                > e
                > sie uczy, to zaprocentuje pozniej. Gratulacje, ze tak pieknie sobie radzisz!!
                >
                > Pozdrawiam,
                >
                > mmt
          • m_mt Re: początki pracy na nowej ziemi 04.10.06, 06:04
            Mysle, ze dobrzy znajomi czy po prostu zyczliwi tez by pomogli. Gorzej z ta wiza
            turystyczna, bo to cala przeprawa z tutejszymi urzedasami, no i prawo do pracy....

            smile

            sylwek07 napisał:

            > a jak sobie dac rade bez rodziny,znajomych i na wizie turystycznej?Bo fajnie
            > jest zaczynac jak sie ma legalny pobyt i kogos do pomocy na ten poczatek.
      • m_mt Re: początki pracy na nowej ziemi 04.10.06, 05:59
        - Na dluzsza mete to szkodliwe, ale jej synkowie maja dobrze (tyle, ze troche
        malo umieja sobie w zyciu radzic...)
        - ale pojadlbys dobrze, nie powiem (mnie to grozilo toczeniem sie)
        - jestesmy naprwde wdzieczni, ale z dystansu jest latwiej byc wdziecznym...

        mmt

        Ps. Zycze Ci odnalezienia takiej Cioci, a moze zonki... Nigdy Sylwku nie wiadomo
        co nam pisane... Znam fajne kobitki do wziecia, ale w Polsce... smile)

        sylwek07 napisał:

        > m_mt szkoda ze nie mam takiej Cioci jak Twoja (nie mowie ze siedzialbym tam
        > wieki i korzystal ).
    • sylwek07 dlaczego napisalem o turystycznej....... 04.10.06, 08:14
      bo takich jak ja jest wiekszosc ze nie znaja za dobrze jezyka i zbyt dobrego
      zawodu ,wiec przez punkty nie przejda(zbyt malo)ale maja checi.
      Jakbym patrzyl na Europy to dawno juz bym byl tam i nie pisal bym o Kanadzie
      oraz USA.Poprostu Europa mi nie lezy .
      Dobrzy ludzie??moja znajoma takich spotkala w Quebecu ale mi sie to nie udalo
      tzn spotkalem jak i teraz spotykam milych ludzi ale ciagle to nie jest to...
      • tomsenior Re: dlaczego napisalem o turystycznej....... 04.10.06, 09:46
        Staraj sie o wize turystyczna i jak ja juz dostaniesz , to pakuj wszystkie
        manele i do Kanady z usmiechem na ustach i celem w duchu.Jak juz tu bedziesz to
        wtedy bedziesz sie martwil jak sobie poradzic . Nie jest tak szaro jak to sie
        moze wydawac , zawsze jest wyjscie,tylko trzeba troszke wyobrazni,
        odwagi,gumowych uszow i cierpliwosci.Pzdr.
    • estevez Re: początki pracy na nowej ziemi 04.10.06, 19:21
      Bolaczka tego forum, ze wiekszosc to ludzie ktorzy siedza w Kanadzie juz
      "nascie" lat znowu sie ujawnia.
      My jestsmy w Kanadzie rok i jeden miesiac. I ciezko narzekac. Najwazniejsze wg
      mnie to od razu pojsc na kurs szukania pracy - organizowany za darmo dla
      newcomers - bardzo duzo bardzo przydatnych informacji, jak rozmawiac na
      interview, otrzymujemy zestaw praktycznie wszystkich pytan jakie moga pasc na
      interview (prawie 200), jak odpowiadac, jak nie odpowiadac, jak sie ubrac,
      probne interview, itd. itd. - dzieki temu mozemy startowac przygotowani na kazde
      interview.
      Pierwsza praca to byl telemarketing (2 tygodnie po przyjezdzie) - pierwsze koty
      za ploty. Nawet pojawilem sie raz na liscie pod poz. 3 jako najlepszy
      sprzedawca. Po miesiacu niestety (albo stety) zamykali sie na zime wiec przed
      zamknieciem jeszcze zostalem juz security officer. Po tygodniu officerowania juz
      bylem inspektorem w zupelnie innej firmie. A za 2 miesiace zostalem szefem
      oddzialu tejze firmy na przeciwleglym wybrzezu. A wogole wczoraj przyjechal szef
      naszej firmy na zachodnie wybrzeze i zaproponowal mi podwyzke z przejsciem na
      salary ze stawki godzinowej co bylo mila niespodzianka.
      Domyslam sie, ze to co zarabiam to taki zamorzasty zarabia pewnie w jeden
      tydzien, ale nie od razu Rzym zbudowano wink
      Czy te prace byly zgodne z moimi kwalifikacjami ? Heh w Polsce bylem mgr prawa,
      wiec jak widac pasuje to wszystko jak piesc do nosa. Ale nikomu to tutaj nie
      przeszkadzalo. Wogole nikt nie pytal mnie nigdy o doswiadczenie kanadyjskie (w
      sumie po co w telemarketingu takie doswiadczenie).
      Z mojego doswiadczenia tutaj wynika, ze im ma sie wiecej doswiadczenia
      roznorodnego z Polski, to tym latwiej znalezc prace (bo mozna w cv akurat to
      podkreslic) na samym poczatku. Jak sie juz ma pierwsza prace to potem wydaje sie
      ze juz z gorki. Trzeba tylko wyzwolic wiecej pozytywnej agresji i ostro atakowac
      potencjalnych pracodawcow - tutaj to lubia heh (no i duzo sie usmiechac).
      Natomiast jesli ktos chce przyjechac i na dzien dobry pracowac w swoim zawodzie
      to juz bardzo duzo roznych czynnikow ma wplyw i prostej odpowiedzi nie ma.
      Tak narzekam od czasu do czasu na to forum ale musze przyznac, ze bardzo duzo
      informacji dot. tego co robic po przyjezdzie itd. znalezlismy wlasnie tutaj. Tzn
      te inforacje glownie pochodzily od osob ktore akurat przyjechaly i niemalze "na
      zywca" sie dzielily wrazeniami. Natomiast uwazam, ze komentarze starych
      emigrantow w stylu "szukaja naiwniakow za 15/h" (a jak, znowu wracam do tego)
      wyrzadzaja wiecej szkody niz dobrego bo dla mnie uzyskanie pracy za taka stawke
      na dzien dobry to bylo marzenie. Jak rozmawiam z ludzmi, ktorzy chca wyjechac do
      Kanady to oni czesto mowia, ze gdyby dostali cokolwiek za 11-12/h to byliby
      ultra szczesliwi. Dlatego takie chlapniete stwierdzenie o tych przykladowych
      15/h moze tych czekajacych na wize konkretnie zdolowac.
      No ale kto ma przyjechac i sukces odniesc, to go odniesie, bez wgledu na to ile
      ludzie po 15 latach tutaj zarabiaja lol i bez wgledu na to jak sie pusza. A jak !
      • za_morzem Re: początki pracy na nowej ziemi 05.10.06, 01:48
        tylko pogratulowac ze dobrze sie od poczatku uklada.

        zapominasz ze forum zostalo skreowane przez tych "ktorzy siedza w kanadzie
        'nascie' lat".
        nikt nie zabrania przeciez pisac tym co to sa od niedawna.
        pewnie sa bardzo zajecie 'ustawianiem sie'. wink.

        co do tych 15$...
        zarobki dla niewykwalifikowanych pracownikow w kanadzie nie sa rewelacyjne i
        daleko im od 17 dolarow na start w supermarkecie lub 40-50$ w fabryce jak to
        sugerowano na forum w przeszlosci.
        sam widzisz jak jest naprawde, czasem trzeba pracowac i za 10$/h (niestety
        srednia krajowa to ok. 18$ a wiele ludzi pracuje za wynagrodzenie ponizej
        sredniej) i ze trzeba sie niezle naglowkowac zeby przejsc poza granice 20$ (choc
        niektorzy twierdza ze to 'peanut').
        wspominajac o owych 15 bardziej chodzilo mi o mozliwosc utrzymania sie z takich
        zarobkow, szczegolnie biorac pod uwage obecne ceny nieruchomosci.
        nie jest to latwe.
        • pas47 Re: początki pracy na nowej ziemi 05.10.06, 02:31
          ESTEVEZ - my jesteśmy tu 3 miesiące więc wrażenia są w miarę aktualne smile

          MMT - W Quebecu jest różnie są miejsca czy firmy gdzie wystarcza francuski, a
          są miejsca gdzie wystarcza angielski, chociaż dobrze znać tu francuski. Liczę
          na to że po tym 8 miesięcznym kursie mąż da radę, jak nie to będziemy myśleć
          chociaż nie wyobrażam sobie siebie w Toronto - to miasto wogóle mnie nie
          pociąga, więc narazie o tym nie myślę. Udało mi się przekonać męża to tego że
          tylko ja będę na początku pracować jeszcze w Polsce, ale nie było łatwo, tak
          jak piszesz męska duma i ambicja. Widzę że chwilami się z tym gryzie, ale wie
          że to dla jego i naszego dobra. Zwlekalisy z wyjazdem również z tego powodu nie
          chciał być zależny smile od żony.
          A co do Australi to może jeszcze kiedyś ... smile ale na wakacje raczej.

          Pozdrawiam
          • m_mt Re: początki pracy na nowej ziemi 05.10.06, 04:11
            Caly czas jeszcze jestem przed wyborem, ale na watek ö miastach" prawie nikogo z
            Quebecku i BC wlasciwie tez. Ja bym dala jakos rade z francuskich, coraz lepiej
            i lepiej, on wkoncu tez. Bardziej zalezaloby nam na nastawieniu ludzi, zeby nie
            bylo "jestes be, wynocha z naszej piaskownicy, bo nie gadasz po naszemu, albo z
            akcentem. To na dluzsza mete meczy. Ale moze nie wszedzie tak jest... Badam
            tereny, i nie wiem czy to mialby byc Quebec... Moze, a moze.....

            Powodzenia i wytrwalosci

            pas47 napisała:

            > ESTEVEZ - my jesteśmy tu 3 miesiące więc wrażenia są w miarę aktualne smile
            >
            > MMT - W Quebecu jest różnie są miejsca czy firmy gdzie wystarcza francuski, a
            > są miejsca gdzie wystarcza angielski,
            • pas47 MMT 05.10.06, 05:02
              jeśli chcesz coś wiedzieć konkretnie to chętnie odpowiem w miarę posiadanych
              informacji podsyłam mail
              tom_monika@yahoo.ca
              • pikorpikor wynajmowanie 05.10.06, 12:00
                W jaki sposób szukaliście mieszkania do wynajęcia w Montrealu?

                Gazety? Internet? Agencje pośrednictwa?

                Jakie są ceny wynajmu mieszkania/pokoju?

                Uważam, że dobrze że wybraliście QC - Australia lepsza na wakacje, choć mieszka
                się też na pewno dobrze i spokojnie ale to daleko i przez to jednak taki troche
                zaścianek cywilizacji.

                pozdr.
                • pas47 Re: wynajmowanie 05.10.06, 15:15
                  Najlepiej po prostu pojechać do dzielnicy ktora Cię interesuje i pospisywać
                  numery telefonów z bloków które uważasz za ok - zadzwonić zaytać o ceny i
                  umówić się na oglądanie. Można szukać w gazecie lub w bezpłatnych gazetkach
                  dzielnicowych które leżą w każdym większym sklepie, ale z reguły trafiałam
                  wtedy na droże lub w nie ciekawym stanie. Jeżdząc widzisz blok i masz pojęcie
                  czy Ci odpowiada czy nie i jaka jest lokalizacja (dojazd, sklepy, itd.)
                  Narazie nie narzekamy na Qc smile zobaczymy jak mąż poradzi sobie z językiem
                  niedługo zaczyna francuski.
                • m_mt Re: wynajmowanie 05.10.06, 20:08
                  Dobrae pytanie!!

                  A co do Australii, ale sa kangurki, misiaczki i taran-tulki smile)
                  I mikolaje na plazy, i choinka w upale...
                  I podobno dzien pracy - 5.5h (nie bede sie spierac, gdzies czytalam)

                  Pozdrawiam

                  pikorpikor napisał:

                  > W jaki sposób szukaliście mieszkania do wynajęcia w Montrealu?
                  >
                  > Gazety? Internet? Agencje pośrednictwa?
                  >
                  > Jakie są ceny wynajmu mieszkania/pokoju?
                  >
                  > Uważam, że dobrze że wybraliście QC - Australia lepsza na wakacje, choć
                  mieszka
                  >
                  > się też na pewno dobrze i spokojnie ale to daleko i przez to jednak taki
                  troche
                  >
                  > zaścianek cywilizacji.
                  >
                  > pozdr.
                  • pikorpikor Re: wynajmowanie 05.10.06, 20:34
                    Nie no misie są smile Zobaczenie takiego misia w naturalnym środowisku to był
                    jeden z powodów dla których odwiedzenie Australii było moim wielkim marzeniem
                    przez wiele lat.

                    Ale już spełnione. Teraz trzeba realizować kolejne smile

                    O życiu w AU świadczy najlepiej często przez aussich używane
                    - "No worries mate"smile

                    Ale jest to faktycznie "down under".

                    pozdr.
              • m_mt Re: MMT 05.10.06, 20:06
                Wielkie dzieki, jeszcze wiekszy usmiech - odezwe sie w wolniejszej chwili.

                Salut!

                pas47 napisała:

                > jeśli chcesz coś wiedzieć konkretnie to chętnie odpowiem w miarę posiadanych
                > informacji
      • pal0ma Re: początki pracy na nowej ziemi 05.10.06, 07:05
        >>>>>>>>Bolaczka tego forum, ze wiekszosc to ludzie ktorzy siedza w Kanadzie juz
        "nascie" lat znowu sie ujawnia.<<<<<<<<

        Trochę zdumiewający jest ten początek z uwagi na to, że post został napisany
        przez absolwenta, well, prawa, nie mówiąc już o tym że wiele interesujących
        postów napisały osoby mieszkające w Kanadzie od dłuższego czasu. Czy naprawdę
        uważasz, że gdyby Babiana, Dradam, Ela, From_GTA, Papalek, Skir-Dhu, Za_Morzem
        i inni przestali się odzywać, to przybyłoby od tego postów osób, które
        wyemigrowały do Kanady w ciągu Ostatnich 3 lat, a forum stałoby się lepszym
        źródłem informacji?
        • estevez Re: początki pracy na nowej ziemi 05.10.06, 20:55
          heh jesli post zaczyna sie "Może świeżo przybyli (Ci trochę dawniej niż świeżo
          także) podzielą sie doświadczeniem ..." i odpowiedzi w zasadzie prawie wylacznie
          od ludzi, ktorzy przyjechali 16 lat temu (troche dawniej niz swiezo lol) to co
          to powie komus, kto powiedzmy za miesiac ma tu przyleciec ? To mialem na mysli
          piszac o bolaczce.
          To cos w stylu pamietnego postu, gdy ksiegowy pisal czy znajdzie tu prace a w
          odpowiedzi dostal, ze moze spokojnie kafelki klasc heh, do tej pory mi sie smiac
          chce jak pomysle o minie goscia, ktory czytal ta odpowiedz.
          Tak samo wszelkie pytania o zarobki - zaraz sie zglosi dyzurny taki jeden, ktory
          wysmieje w czambuk $15/h, bo po tych kilkunastu latach to on zarabia x razy
          tyle, a za $15/h to by sie nawet nie podrapal za uchem. A dla wiekszosci, ktorzy
          chca tutaj przyjechac to taka placa na dzien dobry to zlapalnie p. Boga za nogi.
          Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i wiadomo, ze jest on kosmicznie
          odmienny dla kogos kto mieszka tu 15 lat - zwlaszcza w stos. do kogos kto tu
          nigdy nie byl.
          Reszty postu nie komentuje, bo wiadomo ze nie o to chodzi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka