Dodaj do ulubionych

jak to jest z ta drozyzna?

11.01.07, 07:27
Kanada czy Stany to takie bogate kraje a wiele osob nie ma wielu podstawoych
rzeczy bo sa "drogie"??

Rzeczy typu: telefon komorkowy, aparat cyfrowy, samochod, sprzet hi-fi??
(oczywiscie wiekszosc ludzi ma ale wielu pracujacych normalnie nie ma - jak
twierdza - w powyzszego powodu)

Gdzie sie czlowiek nie obejrzy to: to drogie, tamto drogie (mimo, ze kosztuje
raptem pare dolarow)??

pozdr.
Edytor zaawansowany
  • 11.01.07, 18:03
    ????

    Jeszcze nie spotkalam nikogo kto nie ma cell-a, aparatu, sprzetu czy auta, a sa
    to ludzie normalnie pracujacy (choc wlasciwie co to znaczy "normalnie"?).

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 11.01.07, 19:45
    ja bym to inaczej ujela. Z moich obserwacji wynika ze ludzie pracujacy szanuja
    pieniadze, zatem jesli mowia ze cos jest drogie tzn ze tak na prawde tego nie
    potrzebuja i nie wydaja niepotrzebnie pieniedzy. Po co samochod skoro autobus
    odjezdza spod domu? Po co ci aparat skoro nie podrozujesz i nie masz okazji
    robic zdjec?
  • 11.01.07, 21:05
    Drogie to sa ubezpieczenia na samochod i czlowieka szlag trafia, ze musi je
    placic. Reszta jest negotiable wiec kazdy moze sobie kupic taki model kamery,
    samochodu albo telefonu, na jaki go stac. Co to jest sprzet hi-fi? Czy chodzi o
    CD player z radiem i glosnikami w jednym pudelku? Elka
  • 12.01.07, 11:30
    O taki sprzet chodzi Elu lub tez moze byc kazdy oddzielny.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 12.01.07, 00:00
    wiedzma30 napisała:
    > Jeszcze nie spotkalam nikogo kto nie ma cell-a,

    No to jestem pierwsza. Nie mam i nie potrzebuje komorki smile
    Z cywilizacja nie zerwalam, inne wymienione gadzety niestety posiadam...
  • 12.01.07, 05:26
    ja tez nie mam komorki - wiec jestesmy dwie. Dolaczmy do tego mojego malzona i
    zrobi sie trojka... itd itd ....mysle, ze nieposiadanie komorki, to w pewnym
    sensie luksus

    mysle, ze ktos slusznie zauwazyl, ze tutaj nieco inaczej podchodzi sie do
    wydawania pieniedzy
    istnieje zreszta kilka roznych modeli - dwa skrajnie rozne:
    1. stereotyp ciezko pracujacego na dorobku (imigranta?), co dwa razy pieniadz
    obejrzy zanim go wyda
    2. typ potwornie zadluzony, wydajacy miesiecznie kilka razy wiecej niz zarabia
    bez swiadomosci tegowoz - no coz era plastiku...
    --
    Z buntem przez zycie...
    www.bakowska1.webpark.pl
  • 12.01.07, 14:12
    No to jest nas 6. Moj maz i tesciowa nie maja komorek, ja rowniez. W Polsce
    mialam dwie (sluzbowa i prywatna) i zgadzam sie w 100%, nieposiadanie komorki
    to luksus. Nikt nas nie przesladuje telefonami w najmniej odpowiednich
    momentach, nie stresuje sie ze zapomnialam wylaczyc a akurat jestem zalozmy w
    bibliotece, nie dostajemy durnych sms-ow reklamowych i nie tylko. Kiedys to
    mnie jakis pewnie nastoletni psychol przesladowal dzwoniac i rozlaczajac sie po
    chwili. Nie wyswietlal mi sie jego numer i na prawde mnie to denerwowalo.
    Raz tylko komorka mi sie przydala, jak mialam pierwsza w zyciu stluczke i tak
    bylam zdenerwowana ze nie wiedzialam co mam robic, wiec zadzwonilam do agenta
    ubezpieczeniowego, ktory spokojnie mi wytlumaczyl co i jak.
  • 12.01.07, 14:53
    dla wiekszosci ktorzy przyjezdzaja do kanady, krag ludzi z ktorymi wchodza w
    jakiekolwiek blizsze interakcje drastycznie sie zaweza.
    najczesciej wyglada to tak ze ludzie obracaja sie tylko i wylacznie w ukladzie
    wlasnej rodziny i na zasadzie "routing" czyli dom, praca, dom.
    to co pisza powyzej panie potwierdza tylko teorie, ze ludzie w kanadzie zamykaja
    sie w hermetycznych "kolkach zainterowan" i nie potrzebuja (bo nia
    maja)kontaktow z innymi.
    jesli masz business komorka to podstawa niezaleznie gdzie jestes.
    jesli robisz "routing" nie potrzebujesz jej wogole chyba ze rodizna bedzie sie
    martwila ze nie przyjechales 10 minut po "zwyklym" czasie bo w albercie znowu
    nieodsniezyli drog i bedzie dzwonic.

    co do wydatkow w kanadzie sa inne proporcje w porownaniu do tego do czego
    jestesmy przyzwyczajeni w polsce.
    w kraju wiekszosc ludzi "miala" mieszkania i placila tylko czynsz. oczywiscie
    ktos tam wynajmowal ale to raczej sporadycznie. wynajem lub splata pozyczki to
    rzecz stosunkowo nowa w pl.
    takie wydatki moga pochlaniac nawet polowe budzetu rodziny, zwlaszcza przy
    obecnych cenach real estate. splaty mortgage (powiedzmy od 150, 200 tys.), rat
    za samochod innych oplat, dla kogos kto zarabia okolo sredniej pensji beda
    masakra.
  • 12.01.07, 15:31
    za_morzem napisał:

    > dla wiekszosci ktorzy przyjezdzaja do kanady, krag ludzi z ktorymi wchodza w
    > jakiekolwiek blizsze interakcje drastycznie sie zaweza.
    > najczesciej wyglada to tak ze ludzie obracaja sie tylko i wylacznie w ukladzie
    > wlasnej rodziny i na zasadzie "routing" czyli dom, praca, dom.
    > to co pisza powyzej panie potwierdza tylko teorie, ze ludzie w kanadzie
    zamykaj
    > a
    > sie w hermetycznych "kolkach zainterowan" i nie potrzebuja (bo nia
    > maja)kontaktow z innymi.

    Jezeli dla Ciebie podstawa kontaktow z ludzmi jest komorka to chyba nalezy Ci
    wspolczuc :o(.
    Ja tam zamiast gadac przez telefon wole sie z kmis spotkac przy kawie i lampce
    wina, zrobic wypad do kina czy umowic sie na piknik lub wycieczke.

    I jestem na 100% pewna, ze czesciej sie spotykam ze znajomymi nie posiadajac
    komorki niz ci co ja posiadaja.

    Pozdr.



    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • 15.01.07, 01:50
    to co pisza powyzej panie potwierdza tylko teorie, ze ludzie w kanadzie zamykaj
    > a
    > sie w hermetycznych "kolkach zainterowan" i nie potrzebuja (bo nia
    > maja)kontaktow z innymi.


    jasne, jasne stary wink)
  • 15.01.07, 02:42
    O! Dawno cie nie bylo.
    Jak tam szkola? Zadowolona jestes?
  • 12.01.07, 15:12
    No ale niektorzy musza miec te "smycz" ze wzgledu na prace...
    A drugi powod posiadania komorki, to cotygodniowe wypady gdzies-tam i czasami
    bez "smyczy" ciezko sie znalezc...
    Tak, ze niektorym ta zabawka jest niestety niezbedna.

    Pozdrawiam!
  • 15.01.07, 01:56
    udawalo nam sie umowic i bez kom. na wyjazd. chociazby forumowe grzyby, a bylo
    nas cos kolo 12 osob + dzieci.
  • 15.01.07, 02:08
    tora99 napisała: >>> udawalo nam sie umowic i bez kom. na wyjazd. chociazby
    forumowe grzyby,...<<<


    Nie chodzilo mi o umawianie sie na wypady - to mozna spooookojnie zrobic przez
    net czy normalny telefon.
    Chodzilo mi o >>> cotygodniowe wypady gdzies-tam i czasami bez "smyczy" ciezko
    sie ZNALEZC...<<< Co oznacza - jedziemy grupa i czesc ludzi idzie w jedno
    miejsce, a czesc w inne. Jak wiadomo zycie jest zyciem i czasami trafiaja sie
    rozne przygody i nie dochodzi sie na wyznaczone miejsce o czasie i wtedy
    korzysta sie z komorki, zeby poinformowac innych co sie dzieje. smile

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 15.01.07, 02:24
    a ja tak sobie wlasnie przypomnialam jeszcze studenckie czasy, kiedy to bez kom
    to ani rusz. na piotrkoskiej pub na pubie (doslownie) i ciagle sie gdzies
    szukalismywink
  • 15.01.07, 02:45
    A my sobie w przyrode jezdzimy. Nie wloczymy sie po pubach...

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 15.01.07, 03:25
    jedno drugiemu nie przeszkadza smile
  • 15.01.07, 14:17
    Teoretycznie nie - zalezy co kogo interesuje smile
    A po drugie w Provincials', Nationals' Parks nie ma tego typu przybytkow,
    zreszta jest zakaz spozywania alkoholu poza campsites, a czasmi nawet i na
    campsites smile i na szczescie rowniez - mam "malo-alkoholowych" znajomych. smile))

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 15.01.07, 16:57
    no nie po raz pierwszy probujesz zrobic ze mnie a przy okazji z moich
    znaajomych alkoholiczke, to wyjasnie, mam male dziecko i alkohol pijam w
    ilosciach rozsadnych.
    pisalam o czasach studenckich, o tym, ze chodzilam ze znajomymi po pubach (nie
    bylo slowa, ze naszym celem bylo upijanie sie, w pubie mozna rowinez calkiem
    kulturalnie wypic piwo, sok albo cokolwiek innego)

    <Teoretycznie nie - zalezy co kogo interesuje smile>

    napisalas kiedys ze jestem nadwrazliwa, no wlasnie tego typu twoje wypowiedzi,
    sprawiaja, ze robi sie nieprzyjemnie. a nie naleza one niestety do rzadkosci.

    jezeli robisz to bezwiednie, niespecjalnie to wyjasnie, sugeruja ze twoje
    zainteresowania sa cacy, a moje alkoholowe be. (jeszcze raz zaznaczam, alkohol
    nie jest moim hobby)

  • 15.01.07, 17:45
    to, ze lubie spotkac sie ze znajomymi w miescie, nie oznacza ze nie lubie
    spedzac czasu poza miastem, nie oznacza tez, ze nie chodze do kina czy teatru.
    rowniez czytam. robie jeszcze pare innych rzeczy.
  • 15.01.07, 18:10
    co do tej drozyzny to spotkalem jednego Greka w Montrealu,pare razy mi wspominal
    jak to bylo fajnie w latach 60-70 i 80 tych a teraz w latach 90-tych wszystko
    drogie i ze Kanada nie jest ta sama Kanada co kiedys...
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 15.01.07, 20:56
    sylwek07 napisał:

    > co do tej drozyzny to spotkalem jednego Greka w Montrealu,pare razy mi
    wspomina
    > l
    > jak to bylo fajnie w latach 60-70 i 80 tych a teraz w latach 90-tych wszystko
    > drogie i ze Kanada nie jest ta sama Kanada co kiedys...

    Nie wiesz, jak to jest, Sylwek? Jak bylismy mlodzi to wszystko bylo lepsze,
    tansze, zdrowsze itede itepe - ha ha ha. To chyba w poznanskim kabaracie Tey
    spiewali taka piosenke "Najlepiej nam bylo przed wojna". Ten Grek tez pewnie w
    latach 60-70 byl mlody, szczuply, mial wlosy, dziewczyny na niego lecialy,
    swiat byl piekny smile A w latach 90-tych to juz zupelnie inna spiewka.
    Obiecalam sobie kiedys solennie, ze nie bede zadreczac mojego synka zadnymi
    wspomnianiami typu gdy ja bylam mloda to swiat byl lepszy smile Elka
  • 15.01.07, 20:58

    No i super!
  • 15.01.07, 20:57
    ?????????????????
    ??????????????????
    ????????????????????
    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Moze zastanow sie powazniej nad tym co piszesz... I przestan czytac pomiedzy
    wierszami - zacznij czytac to, co jest napisane - bedziesz mniej stresowac
    siebie i innych.
  • 16.01.07, 00:47
    no sek wlasnie w tym, ze to nie ja czytam miedzy wierszami. slowem nie
    wspomnialam o alkoholu, a ty mi odpowiedzialas w alkoholowym klimacie. ze nie
    pijesz, ze twoi znajomi tez nie i ze caly wyjazd zalezy od zainteresowan (tak
    jakby moje wyjazdy mogly sie opierac na libacjach alkohowych)

    moze to net i za duzo skrutow myslowych stosujemy.
  • 15.01.07, 05:27

    " A my sobie w przyrode jezdzimy. Nie wloczymy sie po pubach...|"

    dobrze, bo chodzenie po pubach to grzech...
  • 15.01.07, 14:22
    Zalezy po co czlowiek jedzie na wakacje smile Rozne sa zainteresowania.

    Zreszta, nie interesuje mnie twoje katolickie podejscie smile))
  • 15.01.07, 19:10
    " Zreszta, nie interesuje mnie twoje katolickie podejscie smile))"...

    musze przyznac, twoja "lotnosc" jest imponujaca.
    biorac pod uwage powyzsza, TWOJE PODEJSCIE zaczyna sie wydawac w ogole bez
    znaczenia...
  • 15.01.07, 21:00
    > TWOJE PODEJSCIE zaczyna sie wydawac w ogole bez
    > znaczenia...

    A twoje to ma niby jakies?.. cha...

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 12.01.07, 14:59
    I plus po srodku "normalni" ludzie - wydaja na to, na co potrzebuja - wycieczki,
    sprzet wszelaki, auta itd. W koncu raz sie zyje...

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 15.01.07, 01:43
    a ja sie dluuugo bronilam przed kmorka, ael tydzien temu zlamalam w koncu no i
    mam. ale z marta i z tym ze ciagle podrozuje autobusem/metrem/tramwajem czuje
    sie lekko usprawiedliwiona, juz prare razy zdarzylo mi sie goraczkowo szukac
    budki.
    zreszta maciek wyrabial i moja i marty i jeszcze za dwoje dodatkowych dzieci
    normewink

    zdaje sie ze sunee tez takowej nie posiada.
  • 12.01.07, 14:36
    pikorpikor napisał:

    > Kanada czy Stany to takie bogate kraje a wiele osob nie ma wielu podstawoych
    > rzeczy bo sa "drogie"??
    >
    > Rzeczy typu: telefon komorkowy, aparat cyfrowy, samochod, sprzet hi-fi??
    > (oczywiscie wiekszosc ludzi ma ale wielu pracujacych normalnie nie ma - jak
    > twierdza - w powyzszego powodu)
    >
    > Gdzie sie czlowiek nie obejrzy to: to drogie, tamto drogie (mimo, ze kosztuje
    > raptem pare dolarow)??
    >
    > pozdr.



    Hymmm, moze sprecyzujmy co to sa podstawowe rzeczy. Dla mnie to takie, ktore sa
    niezbedne do zycia, czyli dach nad glowa, lozko, chleb, mleko i buty na zime
    dla dziecka. Reszta to juz dodatki, bez ktorych mozna sie obejsc.

    Telefonu komorkowego nie mam. Mialam i zazwyczaj placilam tylko za abonament i
    ladowalam baterie. W koncu sie wkurzylam i dalam dziecku do zabawy.
    Aparat cyfrowy tez mi do niczego nie potrzebny mam dobry zwykly od wielu lat,
    ktory spelna swoja funkcje. Sprzetu hi-fi nie mam bo nie lubie chalasow,
    wystarczy mi zwykle radio i telewizor i tak najczesciej wylaczone, bo wole
    poczytac ksiazke czy gazete.


    A te wszystkie rzeczy, ktore wymieniles za niezbedne to sa tylko dlatego
    niezbedne, ze producenci zrobili niezle pranie mozgow ludziom, aby nabic swoja
    kieszen.

    Pozdr.
    --
    We don't inherit the earth from our ancestors; we borrow it from our children.
  • 12.01.07, 18:07
    Mnie sie wydaje, ze to jest kwestia filozofii zyciowej. Rodzic przekonany o
    tym, ze musi w 100% kontrolowac swoje dziecko 24 godziny na dobe bedzie miec
    cell phone i dziecku tez taki da. Pracownik i/lub pracodawca przekonany o tym,
    ze jego biznes jest najwazniejszy na swiecie, bedzie jadl, spal i bral prysznic
    z cell phone albo z blackberry. Ja pracuje dla dosc sporego biznesu, jestem w
    nim partnerem i podejmuje sporo istotnych decyzji ale nie zyje w przekonaniu,
    ze swiat sie zawali jesli ja o 10 wieczorem nie odpowiem na czyjes pytanie.
    Dalismy sobie wmowic albo sami sobie wmawiamy jacy to jestesmy strasznie wazni
    albo jakie wazne jest to, co robimy ale jak sie czlowiek nad tym zastanowi to
    sie zawsze okazuje, ze procz decyzji podejmowanych przez lekarzy na sali
    operacyjnej, wszystkie inne spokojnie moga poczekac do nastepnego dnia.
    Moj partner ma cell phone, bo gdy reprezentuje klienta przed sadem, czesto o
    tym, ze decyzja zapadla i bedzie odczytana dowiaduje sie w kilka lub
    kilkanascie godzin po zakonczeniu sprawy i jest to najskuteczniejsza droga
    komunikacji. Ma tez komorke moja babysitter gdyby cos sie dziecku stalo i
    potrzebowala zawiadomic jedno z nas albo dzwonic na emergency. A i tak w koncu
    zawsze jest telefon stacjonarny albo budka przy kazdej gas station. Ludzie
    sobie stwarzaja swoj wlasny swiat, w ktorym cell phone jest bogiem. Wedlug
    mnie, bez sensu. Elka
  • 13.01.07, 17:17
    Mi nie chodzi o to czy ktos ma czy nie ma tylko jak ludzie uzasadniaja czesto
    to ze czegos podstawowego nie naja - bo expensive!!

    pozdr.
  • 13.01.07, 17:52
    Moze pytasz ich np. o jakas plazme za 3-4 tys. a nie o normalny tv wink))

    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 13.01.07, 17:54

    Od wielu osób coś takiego usłyszałeś? Pytam bo mi jeszcze nikt czegoś takiego w
    Kanadzie nie powiedział (ale to może dlatego że raczej nie dyskutuję o tym co
    kto ma a czego nie). Zresztą, tak naprawdę to nie nasza sprawa co mają (lub nie)
    i z jakiego powodu.

    Bibliotekarz
  • 13.01.07, 18:37
    I tu sie z toba zgadzam...
    Co to kogo obchodzi co czlowiek ma w domu, czym jezdzi, ile zarabia, gdzie
    mieszka itp.? Mnie na przyklad absolutnie nie. Moze sobie mieszkac w pustym
    pokoju, i spac na pieniadzach - jak mu z tym dobrze - why not?

    Choc z drugiej strony canadian czy tez osoba ktora nie wpycha nosa w czyjes
    zycie o to nie zapyta... wink))
    --
    Save the Earth... it's the only planet with chocolate.
  • 13.01.07, 19:02
    pikorpikor napisał:

    > Mi nie chodzi o to czy ktos ma czy nie ma tylko jak ludzie uzasadniaja czesto
    > to ze czegos podstawowego nie naja - bo expensive!!

    _____________________________

    Takie uzasadnienie jest delikatna sugestia dla ciekawskiego ze to nie jego
    sprawa co kto posiada lub nie i z jakiego powodu a mowiac dobitniej zeby spadal
    na szczaw .
  • 14.01.07, 03:04
    Chodzi mi wlasnie o ogolne podejscie spoleczenstwa do zycia. I niektore osoby w
    taki sposob moja wypowiedz potraktowaly. Nikogo tez nie przekonuje, zeby sobie
    sprawil komore czy plazmesmile

    Nikogo osobiscie nie wypytywalem o to co ma i dlaczego. Sam czasem slysze.

    pozdr.
  • 13.01.07, 23:52
    pikorpikor, przeczytaj raz jeszcze i sprecyzuj.
  • 16.01.07, 18:01
    elagrubabela lepiej bym tego nie ujal,dobrze napisalas smile
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.