Dodaj do ulubionych

Uciekinierzy z USA

30.07.07, 06:58
Gdyby to ode mnie zalezalo, to pozwolilabym im wszystkim zostac.

tinyurl.com/2cp5j7
Edytor zaawansowany
  • 30.07.07, 15:55
    Zdecydowanie nie. To nie jest ta sama sytuacja, ktora miala miejsce w czasie
    wojny w Wietnamie kiedy powolanie do wojska bylo obowiazkowe. Obecnie wszyscy,
    ktorzy w wojsku amerykanskim sa, sa tam z wlasnej, nieprzymuszonej woli. Trzeba
    byc konsekwentnym. Gdy sie kazdy z tych ludzi zapisywal do armii, musial brac
    pod uwage, ze USA moze wejsc w konflikt zbrojny z kims tam i jako zolnierz
    kazdy z nich bedzie musial brac udzial w takim konflikcie. Trzeba byc
    odpowiedzialnym za swoje decyzje. Elka
  • 30.07.07, 17:54
    elagrubabela napisała:

    >Trzeba byc odpowiedzialnym za swoje decyzje<

    Pewnie masz racje, Ela. Jednak kiedy mysle jak wygladaja kampanie reklamujace
    armie amerykanska jako sposob na "zwiedzenie swiata", "przygode" itp i z jakich
    warstw spolecznych (choc to moze akurat nie bohaterowie artykulu) rekrutowani sa
    zolnierze amerykanscy to mam watpliwosci.
    Poza tym nikt nam nie kaze podpisywac kontraktu na smierc i zycie w firmie
    multimediowej, czy w sekretariacie u dentysty - my mamy mozliwosc zmiany decyzji
    w kazdej chwili - oni nie.

    I jeszcze potega propagandy, image bohatera, a potem brutalna rzeczywistosc
    ohydnej wojny, na to ci ludzie napewno nie byli przygotowani.

    Spinelli

    --
    --
    Get a life
    Rachela
  • 30.07.07, 18:13
    Too bad. Moglabym moze i wspolczuc z daleka ale uczciwie mowiac, nie
    wspolczuje. Nikt nikomu nie obiecywal fajnego, bezpiecznego zycia za friko.
    Wszystko kosztuje. Wiec nawet jesli mlody czlowiek naiwnie oczekiwal przygody i
    zwiedzania swiata to potencjalna "wycieczka" do Iraku jest lekcja kosztow jakie
    kazdy ponosi za spelnianie swoich marzen. Nie mam zadnego zrozumienia ani nawet
    krztyny checi pomocy komus kto nie odrobil zadania domowego i nie sprawdzil, co
    podpisuje gdy zapisywal sie do wojska. Dura lex sed lex. Na tym miedzy innymi
    polega idea armii zawodowej - nikt nikogo do wstapienia nie zmusza ale jak juz
    ktos wstapi to ma wykonywac rozkazy i kropka. Zero pola manewru. Dlatego
    zreszta, ja sama, nawet gdybym byla sprawna, w zyciu do wojska czy do policji
    bym sie nie zapisala, bo nie odpowiada mi ani wykonywanie ani wydawanie
    rozkazow nie znoszacych sprzeciwu.
    A jesli chodzi o warstwy spoleczne to znowu jest to kwestia ceny - wydobycie
    sie z jakiegos tam dna spolecznego. To tylko w kinie moze sie to trafic bez
    ponoszenia duzych kosztow. W zyciu to najczesciej trzeba sie niezle napracowac,
    czasem zycie i zdrowie narazic, czasem trzeba sie niezle ugiac lub wrecz
    zeszmacic a czasem wszystko naraz zeby przesunac sie choc o iote na drabinie
    klas spolecznych. Co tam powiedzial Gates? Life is not fair? Elka
  • 30.07.07, 19:27
    Generalnie sie z Toba zgadzam wiec stlumie w sobie mojego wewnetrznego
    komsomolca, ktory jednak domaga sie odpowiedzi (niekoniecznie od Ciebie) na
    dreczacy go dylemat, czemu jednak niektorzy musza narazac zycie by podzwignac
    sie chociaz o szczebelek.

    Tak troche o/t ale niekoniecznie - calkiem niedawno siedzialam w srodku nocy na
    dworcu autobusowym w Buffalo i czynilam obserwacje spoleczne.
    Doszlam do tego samego wniosku co Bill Gatessmile

    Spin

    ps.
    Czytalas A Fine Balance Rohintona Mistry? Tam tez jest powiedziane "...but who
    said that life would be fair?.."




    --
    --
    Get a life
    Rachela
  • 30.07.07, 19:59
    problem nie w tym ze nikt nie chce swojego zycia wziasc na swoje barki ale
    czasami potrzebna jest pomoc,pokazanie inne drogi i jesli tej pomocy sie nie
    otrzyma w odpowiednim czasie wtedy dokonuje sie wyborow ktorych bysmy nie
    chcieli i potem jest tzw zgrzytanie zebow ..czasami trzeba isc ta droga aby sie
    przekonac i nauczyc czegos a czasami nie zyczylbym wrogowi takiego zycia.

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 30.07.07, 20:34
    Sylwek, to wszystko prawda tyle, ze o ile np. na urodzenie sie w rodzinie
    alkoholikow i leni nie ma sie zadnego wplywu, o tyle na pojscie lub nie pojscie
    do armii w USA wplyw ma sie zasadniczy. I o ile, oczywiscie, mozna dyskutowac
    wplyw pochodzenia na sklonnosc do zapisywania sie do wojska, o tyle w
    ostatecznym rozrachunku ten najwazniejszy papier kazdy mlody czlowiek podpisuje
    sam, na wlasny rachunek. Warto tez pamietac o tym, ze w dzisiejszych czasach
    nieskrepowanego dostepu do internetu nawet w najmniejszych dziurach USA, jesli
    ktos zrobi chocby minimalny wysilek zeby sobie przyblizyc mozliwosci
    wyladowania w srodku jakiejs wojny i zobaczyc jak by to moglo wygladac, opcje
    poznawcze sa wlasciwie nieograniczone. Ja po prostu nie wierze w to, ze w
    dzisiejszych czasach to, ze wojna jest okrutna, brudna i niesprawiedliwa a na
    dodatek bywa zabojcza jest dla kogos totalna niespodzianka. Nawet jesli ten
    ktos jest bardzo mlody, bardzo naiwny i bardzo malo wyksztalcony. Dlatego tez
    nie odczuwam zadnej potrzeby przygarniania przez Kanade dezerterow z
    amerykanskiej armii. Wojny w Iraku ani w Afganistanie nie popieram, polityka
    Busha budzi moj kompletny sprzeciw ale to nie znaczy, ze mam stawac po stronie
    ludzi nieodpowiedzialnych, ktorzy nie chca ponosic konsekwencji swoich
    wczesniejszych decyzji. Kazdy z nich moze bowiem zwyczajnie odsiedziec kare za
    niewykonanie rozkazu, nikt ich nie rozstrzela za dezercje. Jesli sie ma poglady
    to trzeba miec charakter zeby ponosic konsekwencje ich posiadania. Elka
  • 30.07.07, 21:07
    W wielkim skrocie, bo brak czasu.

    Czy przeczytalas ten artykul? Zapisanie sie do wojska to nie tylko chlodna
    kalkulacja, to byl tez w wielu przypadkach mlodzienczy poryw, idealizm, chec
    bronienia wlasnego kraju przed wrogami, ktorzy go zaatakowali.

    Po paru latach zycie weryfikuje ten idealizm... Ktos kto chcial bronic
    demokracji, rodziny i kraju nagle staje sie agresorem niszczacym inny kraj,
    jego rodziny i mieszkancow. Czy naprawde nalezy te osobe traktowac jak
    kryminaliste, gdy w pewnym momencie ma tego dosyc? Jeszcze wiele innych
    problemow porusza ten artykul, takich jak wielokrotne wysylanie tej samej
    osoby, ktora juz odbyla swoja sluzbe w wojsku (bo brak chetnych do armii),
    realia choroby i kalectwa, na ktore mlody chlopak czy dziewczyna jest w ogole
    nieprzygotowany (poodrywane rece, nogi, twarze, bol ktory bedzie towarzyszyc
    ofiarom do konca zycia). Trzeba miec sporo wyobrazni, zeby to wszystko
    przewidziec, bo ktos kto przez to nie przeszedl moze po prostu nie kojarzyc
    pobytu w szpitalu ze straszliwa rzeczywistoscia.

    Wez wreszcie pod uwage wielkie oszustwo jakim jest armia USA. Najpierw jest
    wzniosla propaganda, a potem traktowanie posylanych tam ludzi jak mieso
    armatnie, nie zapewnia sie im nawet nalezytej opieki, gdy jej potrzebuja.

    W dodatku system prawny USA daleko odbiega od sadownictwa krajow
    cywilizowanych, trudno oczekiwac sprawiedliwego wyroku w tym cyrku jakim sa
    sady USA.

    Prawde powiedziawszy, zdziwilam sie mocno twoim brakiem empatii dla tych
    dezerterow, znajac troche twoje wczesniejsze posty.

  • 31.07.07, 02:39
    pal0ma napisała:

    > W wielkim skrocie, bo brak czasu.
    >
    > Czy przeczytalas ten artykul? Zapisanie sie do wojska to nie tylko chlodna
    > kalkulacja, to byl tez w wielu przypadkach mlodzienczy poryw, idealizm, chec
    > bronienia wlasnego kraju przed wrogami, ktorzy go zaatakowali.

    Ja np. przeczytalem i popieram zdanie Eli [mysle, ze ona tez przeczytalasmile].
    Zgadzam sie z Toba, ze to nie tylko chlodna...choc moim zdaniem przede
    wszystkim w przypadku armii USA [prosze nie mylic z rezerwa] to decyduja
    finanse, a armia placi dobrze. Skoro wojakowi zostalo 400$ to musi znaczyc, ze
    reszte przechulal, tudziez wydal dobrodusznie na cele dobroczynnesmile

    >
    > Po paru latach zycie weryfikuje ten idealizm... Ktos kto chcial bronic
    > demokracji, rodziny i kraju nagle staje sie agresorem niszczacym inny kraj,
    > jego rodziny i mieszkancow.

    Nie kazdy niszczy, nie kazdy kto tam jest jest agresorem - prosze nie budowac
    mapy zbiorowej histerii.

    Czy naprawde nalezy te osobe traktowac jak
    > kryminaliste, gdy w pewnym momencie ma tego dosyc?

    Tak, nalezy bo wojsko to nie jest demokracja tym bardzie jesli wlazi sie don z
    wlasnej, nieprzymuszonej...i nie dajmy sie omamic haselkami typu Moore [tez mi
    autorytet], reklama itp. Reklamy wojska w Stanach sa podobne do kanadyjskich,
    ci ktorzy rekrutuja placza sie po szkolach, festiwalach itp. ale absolutnie nie
    patrzmy na to przez pryzmat kogos kogo po pijaku musztrowano ongis na statek.

    Jeszcze wiele innych
    > problemow porusza ten artykul, takich jak wielokrotne wysylanie tej samej
    > osoby, ktora juz odbyla swoja sluzbe w wojsku (bo brak chetnych do armii),
    Zgodnie z prawem w USA w jednym konflikcie zbrojnym zolnierz moze maksymalnie
    sluzyc przez 2 lata. Ale to "wielokrotne" bierze sie zwyczajnie z dlugosci
    kontraktu - taka jest specyfika tej sluzby i ci, ktorym sie to nie podoba
    zwyczajnie nie powinien sie tam pchac, a jesli za pozno "otrzezwial",
    przestraszyl itp. to zawsze moze probowac wydostac sie leganie [jakkolwiek
    abstrakcyjnie to brzmi] albo poniesc konsekwencje swojej decyzji do konca.


    > realia choroby i kalectwa, na ktore mlody chlopak czy dziewczyna jest w ogole
    > nieprzygotowany (poodrywane rece, nogi, twarze, bol ktory bedzie towarzyszyc
    > ofiarom do konca zycia). Trzeba miec sporo wyobrazni, zeby to wszystko
    > przewidziec, bo ktos kto przez to nie przeszedl moze po prostu nie kojarzyc
    > pobytu w szpitalu ze straszliwa rzeczywistoscia.

    To, ze wojna brudzi mundury i niszczy szeregi pisal juz Hasek i jakkolwiej
    zgodze sie, ze nie kazdy czytal Szejka to z pewnoscia mial okazji sie o tym
    dowiedziec z innych zrodel. Nie badzmy naiwni, a przynajniej nie az taksmile

    >
    > Wez wreszcie pod uwage wielkie oszustwo jakim jest armia USA. Najpierw jest
    > wzniosla propaganda, a potem traktowanie posylanych tam ludzi jak mieso
    > armatnie, nie zapewnia sie im nawet nalezytej opieki, gdy jej potrzebuja.

    Oszustwo? Na jakiej podstawie tak twierdzisz, bo zapewne masz dowody na to, ze
    armia oszukuje ludzi i nie podpierajmy sie slowami kogos, ze ktos mu tam cos
    nie powiedzial itp. bo tego typu bzdury mozna mowic w temacie umawiania sie do
    kina a nie w przypadku powaznych [ZAKONTRAKTOWANYCH] decyzji zyciowych.
    Mieso? Wystarczy pewnie porownac statyski ofiar poszczegolnych wojen, zeby
    slowka typu "mieso" wstydliwie wymazac z naszych wypowiedzi, ale nam sie nie
    chce prawda? Przynajmniej mnie. Armia nie po to wydaje kupe kasy na szkolenia
    czlowieka, zeby go potem uzywac do zatykania dziury w plocie.
    >
    > W dodatku system prawny USA daleko odbiega od sadownictwa krajow
    > cywilizowanych, trudno oczekiwac sprawiedliwego wyroku w tym cyrku jakim sa
    > sady USA.

    I sadam sie dostalo... Masz na mysli wojskowe, pod ktore podlegal bedzie
    dezerter czy ogolnie caly system sadowniczy USA, caly bez wyjatku? Niestety nie
    znam sadow USA [mialem tylko raz sprawe za speed ticket, ale nie stawilem sie,
    bo nie musialem] wiec trudno mi tenze uczciwie do cyrku porownac, ale jak widze
    innym przychodzi to latwo.

    >
    > Prawde powiedziawszy, zdziwilam sie mocno twoim brakiem empatii dla tych
    > dezerterow, znajac troche twoje wczesniejsze posty.

    I jeszcze na koniec - artykul ten przedstawia tylko jedna strone medalu i
    jakkolwiej ja nie smiem podwazac wiarygodnosci osob, ktore badz co badz sa
    wiarolomne, to zawsze mam wrazenie, ze zbyt latwo przyjmujemy slowo drukiem
    pisane za prawde ostateczna.
  • 31.07.07, 16:07
    Swietnie to opisales. Mam prawie identyczne zdanie.
    Zasady rekrutacji do Armii sa w kazdym kraju prawie identyczne. Tak samo jest w
    Kanadzie. Nie bardzo rozumiem te teksty o szukiwniu w armii USA bo jak na
    przyklad musieli sie czuc kanadyjscy zolnierze w Afganistanie gdy zabraklo im
    zywnosci i musieli sprzedawac ciezarowki?
    Albo jak czuja sie ci w Legii Cudzoziemskiej gdy sa wysylani do dlawienia
    powstan w krajach afrykanskich? Kazda Armia zawodowa jest taka sama i zawsze sie
    znajdzie niewielki procent dezerterow ktorym wydawalo sie ze beda mogli odwalic
    2 czy 3 lata siedzac w garnizonie w Panamie czy jakims innym miejscu wakacyjnym
    a potem miec za darmo college itp itd.
    Jak sie idzie do wojska brnic Ojczyzne to trzeba sie liczyc z utrata zycia.

    Mam kumpla w Polsce ktory zostal zawodowym zolnierzem. Zeby myslec o
    jakiejkolwiek karierze musial sie zglosic do sluzby w Iraku. Spedzil rok w Camp
    Babilon i teraz awansuje.

    Kanada powinna wywalac dezerterow szybciej niz przyjada tym bardziej ze im w USA
    znowu nic takiego srasznego nie grozi. Tego ktorego wywalili albo sam wyjechal
    potraktowali dosc ulgowo. A jak ktos sie sprzeciwia wojnie to iech nie zapisuje
    sie do Armii.
  • 30.07.07, 21:10
    elagrubabela napisała:

    > Kazdy z nich moze bowiem zwyczajnie odsiedziec kare za
    > niewykonanie rozkazu, nikt ich nie rozstrzela za dezercje. Jesli sie ma
    poglady to trzeba miec charakter zeby ponosic konsekwencje ich posiadania<

    w sumie masz racje
    pozdrawiam
    spin

    --
    --
    Get a life
    Rachela
  • 30.07.07, 21:56
    W duzej mierze zgadzam sie z Elka. Nie mam duzego doswiadczenia z armia
    amerykanska, ale znam sporo osob, ktore sluza/sluzyly w armii polskiej. Znam
    rowniez 3 przypadki osob "poszkodowanych", czyli takich, ktore rozkaz wyslal do
    Iraku. Z tego co wiem, to nie doznali zadnego uszczerbku na zdrowiu. Wracajac
    jednak do mysli przewodniej, to pamietam rozmowe z jedna z takich osob, ktora mi
    powiedziala, ze gdyby wiedziala, ze ja wysla do Iraku, to by do wojska nie
    wstepowala (podoficer, kilka lat sluzby w wojsku). Przyznam sie, ze ta wypowiedz
    mnie strasznie zszokowala i osoba ta bardzo duzo stracila w moich oczach. Na
    moje pytanie dlaczego w takim razie wybral wojsko, uzyskalem odpowiedz, ze
    zawsze podobal sie mundur i cwiczenia na poligonie. Moja argumentacja typu:
    walka w wojnie/pomoc w kleskach zywiolowych to glowna praca wojska, nawet jak
    nie ma wojny a nie cwiczenia na poligonie, nie poskutkowala. Coz nie wszyscy
    wyrastaja z lat dziecinnych, gdzie najczesciej zabawa w przyslowiowa "wojne"
    konczyla sie paroma siniakami.

    Z drugiej strony, istnieje szereg zawodow ktore zaliczamy do tzw. zawodow
    wysokiego ryzyka. Oprocz zolnierza, mamy i policjanta i strazaka i kierowce
    rajdowego i akrobate cyrkowego (o saperze nawet nie wspomne). Kazdy kto podejmie
    sie pracy w takim zawodzie, musi liczyc sie z konsekwencjami swojej decyzji jak
    i swoich czynow.

    Pozdrawiam
    Przeniesiony do rezerwy smile
  • 30.07.07, 22:48
    Ja mowie raczej o tych, ktorzy ida na tzw. mieso armatnie. To czesto bardzo
    biedni i ciemni ludzie - tak jak pisze Ela - to czesto jedyne wyjscie z getta.
    Przypominam sobie Farenheit 9/11 i metody rekrutacji.

    Prawda jest, ze kazdy powinien byc ponosic konsekwencje swoich decyzji, ale nie
    dziwie sie tym ludziom, ktorzy traca lojalnosc wobec kraju, ktory czesto
    parszywie ich oszukal. Wystarczy popatrzec na ohydne (niedawny skandal) warunki
    w jakich leczeni/rehabilitowani sa okaleczeni zolnierze powracajacy z Iraku i
    Afganistanu. Jasne, to jest konsekwencja wojny, ale czlowiek, ktory ryzykuje
    swoje zycie dla kraju ma prawo oczekiwac zwrotnej lojalnosci.

    Spinelli




    --
    --
    Get a life
    Rachela
  • 31.07.07, 01:35
    pamietam rozmowe z jedna z takich osob, ktora m
    > i
    > powiedziala, ze gdyby wiedziala, ze ja wysla do Iraku, to by do wojska nie
    > wstepowala (podoficer, kilka lat sluzby w wojsku).

    Nie rozumiem tego - przeciez Polacy jada tam na ochotnika, nie mam przymusu
  • 31.07.07, 16:45
    osoba o ktorej mowie dostala rozkaz (tak mi przynajmniej powiedziala) nie wiem
    czy to ze wzgledu na kwalifikacje czy moze przez to ze caly oddzial wyjezdza.
  • 30.07.07, 22:08
    Mialem okazje poznac pewna dziewyczne co byla w wojsku i byla w Iraku,teraz
    pewnie juz ma ulatwiona droge na studia oraz do obywatelstwa .

    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 30.07.07, 23:38
    hmmm... chodzi o Kanade czy US?
    swoja droga to sam znam taki przypadek. poznalem kiedys goscia, ktory sluzyl w
    Wietnamie w artylerii. Przezyl i jak wrocil, to nie mial problemu ze stalym
    pobytem (a w US byl nielegalnie)
  • 31.07.07, 01:00
    north2saskatchewan maja cos podobnego teraz wprowadzic w USA,ze jak pujdziesz
    do wojska to dostaniesz papiery ale czy to przejdzie??
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 31.07.07, 03:14
    Mowicie o Polakach wstepujacych do US Army? Jesli dobrze zrozumialem ze tak, to
    jest to nielegalne. Podobnie jak wstepowanie w szeregi Legi Cudzoziemskiej. W
    tym momencie mozesz byc sadzony o zdrade kraju.
  • 31.07.07, 08:57
    Obywatele polscy zamieszkujący lub przebywający czasowo powyżej trzech miesięcy
    za granicą składają wniosek o udzielenie zgody na służbę w obcym wojsku lub
    obcej organizacji wojskowej do wyżej wymienionych organów, za pośrednictwem
    polskiego urzędu konsularnego.

    Obowiązek uzyskiwania zgody, o której mowa wyżej, nie dotyczy obywateli
    polskich będących jednocześnie obywatelami innego państwa; jeżeli stale
    zamieszkują na jego terytorium i zamierzają przyjąć służbę w siłach zbrojnych
    lub organizacji wojskowej tego państwa.

    www.polishconsulatechicago.org/index.asp?page=Kom4
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 31.07.07, 16:46
    nie jezeli odbyles sluzbe w polskiej armii. jezeli odbyles, jestes traktowany
    przez naszych wojskowych jako "najemnik" smile
  • 31.07.07, 08:43
    osek222 prawo od jakiegos czasu sie zmienilo i mozna juz sluzyc w obcym
    wojsku,a druga sprawa to jak ktos ma staly pobyt lub tez obywatelstwo danego
    kraju to moze sluzyc w wojsku smilei wtedy Polska nic do takiej osoby nie ma.
    --
    "Miłość i przyjażń wzmacniają poczucie bezpieczeństwa"
  • 31.07.07, 12:15
    Szczerze mowiac nigdy zbytnio mnie temat nie interesowal. Dlatego nie mialem
    pojecia o zmianach w przepisach. Swoja droga to ciekawe ile takich zezwolen
    Polska wydaje

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.