• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Nóż na nodze - czyli porad potrzebna bardzo szybko

  • 10.09.16, 08:06
    Witam

    Pisywałam tu kiedyś i interesowałam się numerologią. Nie czuję się jednak znawcą i radziłam się tutaj kilka razy. Teraz sytuacja jest taka, że koniecznie i szybko potrzebuję porady - jeśli jest tu Pan Janusz, czy ktoś kto mógłby się wypowiedzieć - to proszę.
    Jestem osobą o długiej, zawiłej i poważnej historii chorób.
    Nie powiem, żebym przez ostatnie kilka lat była zdrowa, ale nie były to sytuacje aż takiego zagrożenia, jak obecnie. Trafiłam do szpitala, gdzie chcą mnie pozbawić nogi - mówiąc w dużym skrócie. Podobną sytuację przechodziłam ponad 20 lat temu. Wiem - zarówno z doświadczenia, jak i opinii różnych lekarzy, że można próbować ratować - tak z gorszego stanu wyratowano mnie już kiedyś. Nie zagłębiając się w historię choroby - bo to przydługaśne i zawijaste wink ... Problem jest taki - tu nikt nie chce działać - np. ściągnąć wysięk ropny z kolana, tylko czekają - jak czekają, to stan się pogarsza... wszystko - ogólnie robione jest tu na "odwal się", a ja jestem "problemem", który "kosztuje szpital" - zanim jeszcze mnie tu położono.
    Jestem numerologiczną 2 z 11 /z 38/. Leżę na sali nr 7. Co razem daje 9. Kojarzy mi się to tylko z końcem i stagnacją. Leżałam tu prawie miesiąc, po wyjściu przyszłam na kontrolę - co spotkało się z irytacją - bo "po co pani tu przyszła?" Znów mnie położono na oddziale wczoraj - data 09.09.2016 również mnie niepokoi - w sumie bodaj same 9-tki, dające razem 9 - tkę.
    Słowem - poszukuję, czy gdybym np. wyrysowała sobie gdzieś tu np. 1, albo jakąś inną liczbę, to by mi pomogło "ruszyć" w stronę zdrowienia i działań w pozytywną stronę - nawet by wydostać się z tego szpitala gdzieś, gdzie ktoś zechce pomóc.
    Boję się działać sama w tych tematach, a wiem, że to dość ważkie sprawy i nie chcę niczego popsuć.
    Edytor zaawansowany
    • 18.09.16, 13:21
      Masz moje wsparcie. Uda Ci się.
    • 22.09.16, 21:48
      Bardzo polecam tą pare to jest coś unikatowego dwoje pracuje dla jednego. Są naprawde skuteczni. Pomogli mi odzyskać moją ukochaną. Pomogli kilku moim znajomum są naprawde skuteczni. anaxis54magia.blogspot.com.es Polecam: anaxis54@gmail.com
    • 07.11.16, 09:04
      Dzień dobry,
      Twoja prośba wymaga podania daty urodzenia, choć zapewne zdajesz sobie sprawę z tego, że numerologia nie zajmuje się wróżeniem. Dobry lekarz diagnosta to podstawa, dzisiaj jest dzień o wibracji 9 i zobacz, odpisuję Ci. Czy byłaś chora jako dziecko na mięsaka, jest to jeden z powodów, dla których podejmuje się jakże trudną decyzję o amputacji nogi. Czy po 20 latach doszło do nawrotu choroby?. Bardzo chętnie Ci odpowiem na forum. Pozdrawiam Iwoo
      • 08.11.16, 16:31
        Witam.
        Urodziłam się 07.06.1978.
        Tak, mięsak kości, kiedy miałam 15 lat. Byłam eksperymentem - zazwyczaj amputowano nogi w takich przypadkach. W moim, próbowano zachować nogę. Najpierw leczenie w Polsce, później, niestety wdało się zakażenie i zakwalifikowano do amputacji. Wówczas pojawiła się nadzieja na leczenie za granicą. Wiele operacji, chemioterapia, przetaczanie krwi - z pakietem typu żółtaczka w dodatku - antybiotyki itp. Po latach borykania się nastąpił spokój. Miałam swoją nogę, chociaż w środku od połowy uda, po kilka centymetrów nad kostką - metal endoprotezy. Bywały stany zapalne, strach, antybiotyki, okłady z lodu, ale bez zakażeń bakteriami. Po latach - podobno niezależnie od poprzedniej choroby - rak piersi. Miałam 33 lata. Operacje, leczenie - naświetlania, terapia anty-nowotworowa tabletami hormonalnymi przez 5 lat. Tabletki mnie wykańczały. Skutki uboczne niszczyły ciało - o duchu nie wspominając. Po tym czułam się wycieńczona i jakbym się rozsypywała. No i kilka miesięcy po zakończeniu tego etapu, dopadło mnie znów kolano operowanej nogi. Owszem, od jakiegoś czasu puchło, przysparzało coraz więcej problemów, ale kiedy wyjechałam w czasie wakacji na tydzień poopiekować się czyimiś kotkami w czasie wyjazdu, nagle - tuż przed powrotem zaczął się koszmar. Miałam tam lekarza i byłam u niego dla kontroli, bo tam gdzie mieszkam, nikt nie chciał się zajmować moim zdrowiem - nietypowy przypadek miał być usprawiedliwieniem odsyłania mnie od lekarza do lekarza. Sprawdzony lekarz, do którego przyszłam, przy okazji pobytu w mieście, gdzie dawniej mieszkałam, zrobił punkcję kolana, bo znajdował się tam płyn. Głównie, żeby mi się wygodniej chodziło - bo innych objawów nie było. Po 2 dniach cała noga spuchła, ból był koszmarny, nie mogłam się poruszać... Pogotowie. Szpital. Zabieg z założeniem drenów, płuczących kolano antybiotykiem. Gronkowiec złocisty. Koszmarne traktowanie przez lekarzy. W różnych szpitalach bywałam w swoim życiu, ale jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam. W czasie zabiegu na kolanie - nakłuto moją nogę powyżej kostki, po jakimś czasie tam właśnie pojawił się drugi gronkowiec. Leczenie doraźne i próby wymuszenia krzykiem zgody na amputację, naciąganie faktów w wypisie szpitalnym itp. W końcu wyszłam ze szpitala. Szukanie ratunku niestety ostatnio nie rokuje specjalnie. Nawet za granicą, gdzie wcześniej ratowano moją nogę, uznano, że jedynie amputacja ma sens. Zaczynam godzić się z tą myślą, chociaż to dla mnie coś jak koniec życia i wszystkiego. Słucham rad ludzi, którzy chcą mi pomóc, ale robią to nieumiejętnie. Innych pocieszam, chociaż sama ledwo daję radę. Przyznam, że jestem już zmęczona tym wszystkim. Rodzina mnie nie wspiera - ojciec chce, żebym była mu całkowicie posłuszna i godziła się na wszystko co on uzna za najlepsze dla mnie. Matka jest zapatrzona w mojego brata. Brat oczekiwał, kilka lat temu, że oddam mu wszystko co mam - bo do tego wszyscy w rodzinie się przyzwyczaili - że ustępuję, nie liczę się, oddaję wszystko innym, bo nie jestem nic warta. Teraz nadal mają pretensje. Relacja z matką ograniczała się do bycia matką własnej matki. Jedyną osobą, która ze mną jest i mnie wspiera, jest mój partner. Oczywiście rodzina za nim nie przepada, bo przez niego uwierzyłam, że jestem coś warta, że też mi się coś od życia należy - poza kopami w 4 litery. Była żona mojego faceta, z którą rozwiedli się lata przed naszym poznaniem się, stara się być miła i strasznie mi "nadskakuje", wciąż opowiadając, jak cieszy się naszym szczęściem - nie to co inni - jak mnie informowała - no bo ci inni, to mnie nie znoszą i nie rozumieją, jak ona może ze mną siedzieć przy jednym stole... Ci inni są dla mnie mili i mam wrażenie, że bardziej naturalnie, niż była żona mojego partnera. A przecież ja jej go nie "odbiłam". No - sorki - rozpisałam się jak głupia. Problem, że nie mam nawet z kim pogadać o tym wszystkim. Wiem, że z chorobą, problemami jest się samemu i samemu trzeba stawić im czoło. Problem, że ostatnio brak mi jakoś siły, a słuchanie o tym, że optymistyczne myślenie uleczy wszystko, tylko mnie irytuje. Tak, jak powiedzonko - co cię nie zabije, to cię wzmocni - czy - cierpienie uszlachetnia. Niestety, ja też mam swoje granice wytrzymałości i mam wrażenie, że właśnie na nich balansuję. Przepraszam, że tak się rozpisałam. Zaczynam się zastanawiać czemu po kilku latach względnego spokoju - po przeprowadzce - tak nagle się wszystko posypało. Czy to karma? Czy czyjeś negatywne myśli? Co ja takiego komu zrobiłam, że tak dostaję w "zadek" od życia? Wybaczcie tyle pisaniny i obarczanie swoimi problemami.
        Pozdrawiam
        • 08.11.16, 16:41
          Poruszyło mnie bardzo co napisałaś. Cierpienie nie uszlachetnia to bzdura. Człowiek robi sie silniejszy ale nie jest przecież robotem. Ja nie zajmuje się numerologią wiec wiem, że nie do mnie skierowałaś pytanie ale moze ja bym Ci sprobowała pomoc? Nie doczytałam badz nie zamiejsciłaś tej informacji- ktora to noga?
          • 08.11.16, 20:33
            Witam.
            Nie pisałam która noga. Noga lewa. Sama już nie wiem, co robić. Znaczy - wiem, że muszę stawić czoła sytuacji i - niestety - pogodzić się z tym co jest. Jedynie zastanawiam się czasem, z czego to wszystko się bierze? Ogólnie, ale i np. konkretnie - czemu "posypało" się to wszystko teraz? Czy można jakoś się próbować bronić? Czy uzupełniając swoje "wibracje" numerologiczne, oczyszczając aurę - energię - chronić się jakoś?
            • 08.11.16, 21:04
              Pomogę Ci jak potrafię. Lewa strona to energia żeńska to linia kobiet z Twojej rodziny. Umiejscowienie to 2 z 3 czyli np pojawienie sie dziecka. Czy nie stalo sie cos jak Twoja mama byla w ciazy? Bylas kiedys na ustawieniach Herlingerowskich? Nie chce zebys brala to co powiem za pewnik ale rozpatrz propozycje lekarzy. Pewnie jest Ci strasznie ciezko ale przemysl to prosze.. Czy probowalas moze pijawek? Moze warto sprobowac? Ja mam wrazenie ze Ty wiesz co musisz zrobic.
              • 09.11.16, 16:25
                Witam.
                Owszem, wiem, co muszę i powoli staram się z tym oswoić. Znalazłam lekarza, który podjął- by się ratowania mojej nogi - jeszcze w wakacje uważałam, że na amputację się nie zgodzę i szukałam innych wyjść. Problem, że było-by to baaardzo długie męczenie się w - minimum dwóch dużych operacjach. Pół roku leżenia w gipsie biodrowym i co krok tego leczenia tysiąc zagrożeń. Jeśli kość udowa się pokruszy w trakcie wyjmowania endoprotezy - po nodze. Jeśli się nie będzie goiło przez te pół roku w gipsie też - a po ponad 10 operacjach skóra nogi to same blizny i może się nie zagoić. Chcą mi też usunąć staw skokowy, co oznacza jeszcze więcej męki i zagrożenie, że to wszystko się rozsypie - mam osteoporozę - przez złe krążenie właśnie w dole nogi. Lekarz, który chciał-by się podjąć tego szaleństwa, powiedział, że udanie się wszystkiego to byłby cud. Plus - jak mi powiedziano za granicą - gdyby nawet to wszystko się udało, jest 70% pewności, że stan zapalny i bakterie powrócą. Czyli dużo męki i gra nie warta świeczki, bo gwarancji żadnej, a udana graniczy z cudem i nie wiadomo jak szybko wróci ten sam stan.
                Ciekawe, że rak piersi też lewej - coś ta lewa strona szwankuje u mnie.
                Co do ciąży mojej matki - wiem, że rodzice cały czas - jak zawsze - strasznie się kłócili. Poród był koszmarem - o czym słuchałam co urodziny, jak to skrzywdziłam moją matkę, fundując jej mękę rodzenia. W swoim czasie prosiłam, żeby nie obchodzić moich urodzin, skoro co rok mam słuchać ile cierpienia przysporzyłam mojej mamie. Wiem, że omal nie umarłam w trakcie porodu - nie pchałam się na ten świat i wcale nie chciałam wyjść. Wyciągano mnie na siłę - szczypcami. Z tego jakieś niedotlenienie podobno było, ale kiedy już podobno zanikałam, uznano, że trzeba cesarki, żeby mnie wyciągnąć żywą. Potem matka miała problem z karmieniem - stan zapalny piersi. Dalej nie mogli nas razem wypisać ze szpitala, bo jak mama się lepiej czuła, to ja gorzej. Mama ponoć bardzo narzekała na tą sytuację i tata postanowił, że ją wykradnie ze szpitala. Przyniósł jej ubranie, ona wyszła poza teren szpitala. Wtedy poszedł do lekarza niby poprosić o wypisanie nas obu - lekarz powiedział, że mój stan na to nie pozwala i trzeba jeszcze poczekać kilka dni. Wtedy tata powiedział, że jego żona już nie jest w szpitalu - żeby pokazać panu doktorowi, że nie on ma władzę. Mnie zostawili w szpitalu. Nie wiem ile dni leżałam jako samotne niemowlę. To tyle co wiem o tym czasie. Może są rzeczy o których nie wiem. Pytałam kiedyś czy byłam planowanym dzieckiem. Mama odpowiedziała - Oczywiście! Myśmy ciebie planowali... ale nie wtedy kiedy się urodziłaś.
                Byłam kiedyś na ustawieniach - nie wiem, czy to Helingera, czy nie. Terapia grupowa psychologiczna. Pewnego dnia było coś takiego, że ludzie z grupy mieli odtwarzać role osób z mojej rodziny. Sporo lat temu to było i raczej niewiele pamiętam. Chyba głównie to, że wszyscy stwierdzili, że moja rodzina mnie nie wspierała i nie wspiera, a z natury bliżej mi do moich babć niż matki, czy bliższej rodziny. To chyba tyle.
                Cóż - to tyle. Owszem, nie raz się zastanawiałam, czy jestem dzieckiem swoich rodziców, ale wiem, że takie odczucia ma wiele osób, które czują, że nie pasują do reszty rodziny. Kiedyś - jako nastolatka - pytałam o to, ale matka twierdziła, że jestem ich dzieckiem.
                Nie raz zastanawiało mnie, czemu mój brat jest jej bliższy niż ja, czemu jego broniła przed biciem ze strony ojca, a mnie nie, ale cóż - tego nie dojdę, a trucie się myśleniem o przeszłości też nic mi nie daje - poza stresem.
                To tyle szczegółów. Wiem, że muszę się wziąć z tematem amputacji "za bary". I wiem, że próbuję to odsunąć nieco od siebie, ale trzeba będzie.
                Pozdrawiam.
                • 10.11.16, 14:42
                  Pees.: Tak swoją drogą, przypomniało mi się, że zanim zachorowałam w 15 roku życia, dwa razy - na Sylwestra - życzono mi, żebym umarła. Może to jakoś szkodzi...? Tyle, że, ostatnie 3 lata było spokojniej. No nic. Kończę i pozdrawiam.
                  • 10.11.16, 21:47
                    Przepraszam, ze dopiero dzis ale ost 2 dni tragedia u mnie z czasem. Kapalas sie kiedys w soli? Paliłaś biala szalwie? Robilas czerwone petelki? Wyobraz sobie, że wokol Ciebie śmigaja nozyce ktore przecinaja takie cos jak korzenie, wiezy. Pomysl ze to te wszystkie negatywne powiazania. Z Ciszaka masz fajny spray na Aure. Tak jak Ci wspominałam ja nie zajmuje sie numerologia. Jestem tzw "czujka". Nie wiem czy chcesz zebym Ci powiedziala co ja widze. Jesli tak to napisz wiadomo, ze nie kazdy chce. Kurcze straszne jest to co opisalas. Widze, ze obracasz się w numetologii nie masz zadnych wskazowek w portrecie numerologicznym? Moze cos w ustawieniu planet w dacie Twojego urodzenia?
        • 11.11.16, 07:58
          Witaj,
          Jesteś numerologiczną 11 urodzoną na 7, jedenastka, jak każda wibracja mistrzowska, nie jest łatwa w realizacji.W cyklu produktywnym 7 od 26 do 53 roku życia i białym karmicznym szczycie 14/5 od 34 do 43 – go roku życia. Z wadą ( czarny szczyt to wada ) w najbardziej tajemniczym czarnym szczycie ,,0 ''. Cykl produktywny 7: Nie jest to czas aby podejmować spektakularne ryzyko.Własne ambicje wynikające z EGO nie mają szans powodzenia.W rezultacie może przynieść to izolację. Wchodź w każde doświadczenie świadomie, przyjmując na siebie odpowiedzialność
          za błędy i potknięcia. Zrozum, że nikt nie jest ani lepszy ani gorszy, a różni nas tylko zakres odpowiedzialności i ilość obowiązków.Konstruktywny wgląd w bezcielesną naturę Twojego ego oraz
          nastawienia finansowego , może zainspirować Twoje wyjątkowo kreatywne talenty, by pracować na cel umiejscowiony w dalszej przyszłości, który przyniesie Ci szczęście i powodzenie. Nagle mogą się otworzyć niesamowite możliwości leczenia.Musisz teraz mądrze planować swoje dalsze postępowanie, musisz odpoczywać i zatroszczyć się o zdrowie. Musisz zaufać specjalistom, według mojej oceny poza Polską.
          Przesada z używkami i przepracowywanie się mogą przynieść choroby i fizyczne cierpienie. Przeszkody mogą Cię zmusić do spowolnienia działań, tak, że będziesz musiała się zatrzymać aby przemyśleć sama, całe swoje dotychczasowe życie, czyli co zrobiłaś dla siebie, a co dla innych i odpowiedzieć jaki jest sens Twojego życia oraz jaki jest twój prawdziwy cel.Karmiczna 14/5 w jakiej jesteś jest bardzo trudna w realizacji może przynosić ciągłe wzloty i upadki, kręcenie się w kółko wokół własnych doświadczeń, wydarzenia nagłe i niespodziewane,niepozytywne.Lekcja 14/5
          przynosi doświadczenia rozczarowania i porażki, które następują niezależnie od nas, jednak często spowodowane są brakiem ograniczeń i odpowiedzialności własnej. Wada w 0-Jest to, ogólnie mówiąc, czarny szczyt wyboru.Aby szczęśliwie skonfrontować się z zerem w tym miejscu drogi życia,musisz się liczyć z możliwością zaistnienia każdego czarnego szczytu, od 1 – do
          8. Pamiętaj, że jesteś w stanie przepracować każde doświadczenie, również chorobę. Wibracje imienne mogą Ci pomóc przejść przez karmiczną 14/5. Postaraj się nie obwiniać wszechświata, za takie jakie inne doświadczenia, jakie dostałaś do przepracowania w tym życiu. 5/14 rzuca Tobą na wszystkie strony, a 7 w cyklu usiłuje sprowadzić na ziemię.Podczas oddziaływania tej wibracji będziesz odczuwała nerwową i
          niespokojną energię, dlatego unikaj ryzykownych sytuacji, które mogą przyczyniać się do wypadków wynikających z braku rozsądku. Skieruj swoją energię na konstruktywne działania i dokonuj rozsądnych wyborów.Szkoda, że nie potrafisz odróżnić wrogów od przyjaciół. Była żona Twojego partnera jest wrażliwa na Twoją chorobę.Naucz się łagodności i
          poszanowania uczuć innych ludzi. Wybaczaj przyjaciołom. Zrozum, że rozdając człowiek mnoży, dzieląc również mnoży.Twoje postępowanie powinno być zgodne z najbardziej wzniosłymi
          i surowymi zasadami etyczno-moralnym. Według mnie wymagasz wparcia dobrego psychologa klinicznego. Doświadczenie choroby nowotworowej to bardzo trudne doświadczenie dla psychiki. Szukaj kogoś od terapii Gestalt, to forma psychoterapii, która pozwoli zrozumieć Ci samą siebie. Wklejam Ci link do szwajcarskiego pasjonata leczenia chorób nowotworowych www.lunamed.ch/. Poproś lekarza prowadzącego o epikryzę po angielsku i wyślij na mail kontaktowy podany na stronie. Jestem przekonana, że będziesz zdrowa. Poproś Panią Iwonę Łukiewską z Bydgoszcy o dobranie imienia, to jest odpłatne, jeśli nie masz środków, napisz na forum. Podam Ci prywatny mail. Jestem zwolenniczką transformacji wibracji imiennych urzędowo ( zmiana drugiego imienia ) wynika to z kabały.Od października jesteś w piątym roku numerologicznym z 23. Październik miał trudną wibrację mistrzowską 33, listopad przynosi analityczną 7, grudzień 8 ( w grudniu unikaj jakichkolwiek decyzji 5 grudnia ).
          Pozdrawiam.
          • 11.11.16, 14:19
            Pierwszy raz tak bardzo ucieszył mnie post odpowiadajacy na nie moje pytanie smile pozdrawiam
            • 24.11.16, 21:03
              Dziękuję za wsparcie.
          • 24.11.16, 21:02
            Witam.

            Bardzo dziękuję za ten opis. Daje sporo do myślenia.
            Nad tym, co powinnam - czy chcę - robić, myślę, właściwie, dość często. W swoim czasie wiedziałam. Potem - mam wrażenie, że się trochę wypaliłam, plus frustracja, bo stety - lub niestety - moje zasady nie pozwalały mi "na dobre sprzedanie się" w zawodzie. Niestety, w branży właściwie nikt nie rozumiał moich oporów. Poza tym - ogólnie uznałam, że może coś tam i trochę potrafię, ale zawsze inni będą lepsi. Więc to co tworzę, nie jest nikomu do niczego potrzebne. Czy to rysunek, fotografia, pisanie itp. Co do kontaktów z ludźmi - kiedyś i owszem, sporo. Teraz coraz mniej. Brak mi cierpliwości do ludzi - kiedyś miałam jej mnóstwo. Nawet niektórzy twierdzili, że nie powinnam tak dawać sobie po głowie chodzić, że powinnam nauczyć się odmawiać... Potem przyszły rozczarowania. Itp. itd. Przy leczeniu anty-nowotworowym hormonalnym, nastrój zmieniał się co 5 minut, więc wszyscy mnie drażnili. Ten brak równowagi pozostał. Sytuacja też nie pomaga, więc brak mi cierpliwości i z tego powodu raczej ograniczam kontakty. Bo po 1 - co komu po wrednej babie - takiej jak ja, a po 2 - nie jestem nikomu do niczego potrzebna, wszyscy mają wystarczającą ilość swoich spraw i problemów - obarczanie ich swoimi jest bez sensu, a nie mam nic w sobie dobrego, co mogłabym dać innym. Jeśli dojdzie do amputacji - tym bardziej chyba trzeba będzie zakończyć znajomości - bo wszystkim będę się tylko kojarzyć z obciętą nogą, żałosnością i niczym więcej.
            Psycholog - może by i się przydał, ale gdybym nawet znalazła kogoś za darmo i dała-bym radę dostać się tam na wózku, to dojazd jest problemem. A na częste taksówki mnie nie stać.
            Za granicę raczej już nie pojadę - już mój facet wziął kredyt na poprzednią wyprawę, teraz też pieniądze idą - bo antybiotyki, bo przeciw - bólowe, itp. itd. Co do zmiany imienia - już kiedyś sama próbowałam to zrobić - tu na Forum - sporo lat temu. Nie było mnie stać na zapłacenie za to, więc tu pod okiem osób znających się dodałam sobie imię. Ale nie zmieniłam 2-go tylko dodałam kolejne do tych, które już mam. A mam sporo. 5 imion. 3 od chrztu i 2 od bierzmowania. Nazwisko podwójne, więc sporo tego jest. Nowe imię - cóż - wydaje mi się że zaczęło mi pomagać trochę finansowo - pod takim imieniem założyłam bloga, gdzie sprzedawałam to, co tworzyłam. Teraz nie bardzo wiem co robić. Niby inni mi mówią, że potrafię różne rzeczy, ale hm... ja tego tak nie odczuwam. Raczej zawsze mam wrażenie, że nic nie potrafię i mało wiem. Co do mojego chorowania - myślę, że - cóż - taka moja karma. Nie pytam "czemu ja?" - raczej przychodzi mi do głowy, że czemu miał-by ktoś inny cierpieć? Inni mają więcej do dania światu, są wartościowi. Czego nie rozumiem, to - z jakiego powodu tyle wartościowych osób zmarło, a ja nadal żyję, chociaż nie przedstawiam sobą niczego wartościowego.
            Niby podobno potrafię pisać, niby podobno sprawdza się, kiedy postawię komuś karty, niby podobno podoba się jak fotografuję, czy rysuję - tworzę różne rzeczy... Może bym i chciała pisać, ale - po co to komu? I tak - były- by to banały, albo ponure głupoty.
            Rok osobisty - czy jak się to nazywa - ja dotąd liczyłam razem z rokiem, ale to ciekawe, że można liczyć to inaczej /dzień i miesiąc/. Cóż - z tego co widzę, raczej nadal będzie "pod górkę". Widocznie zasługuję. Szkoda mi tylko mojego faceta. Ma bezwartościową babę, która tylko generuje problemy i koszty. Ale inwalidek do zakonów nie biorą. A z jakiegoś powodu jednak żyję. Nie mam pojęcia - czemu.
            Proszę wybaczyć marny nastrój.
            Dziękuję, kończę i pozdrawiam.
            • 25.11.16, 16:37
              Pees.: Przepraszam za dołujące teksty, ale ostatnio wszystko się sypie. Nie dość, że ze zdrowiem gorzej i prawdopodobnie czeka mnie wybór - albo biorę nadal antybiotyk, który wyniszcza mi właśnie nerki, albo nie biorę i stan zapalny, który już jest bardzo wysoki, będzie jeszcze wyższy - do tego we wrześniu jeden pogrzeb, a w tym tygodniu - prawdopodobnie - drugi. Przyznam, że zaczyna mi brakować sił.
              • 05.01.17, 15:11
                Trzymaj się, mam to samo lecz jeszcze nie potrafią dokładnie podać diagnozy. Też zachorowałem na lewą nogę około 15 roku życia. To była narośl chrzęstno-kostna powyżej kolana od środka. W wieku 19 lat miałem ją usuniętą - narośl rzecz jasna bo na usunięcie nogi się nie zgodziłem. Wszystko było ok. przez 14 lat. W sierpniu tego roku zaczęło mnie tak samo boleć jak wtedy, koło kolana i gdy trafiłem na specjalistę od sportowców, to ona powiedział, że jest jakby przerwana kość i z niej coś rośnie, nie jest to duże ale należy to badać onkologicznie. Ból jest podczas zginania nogi i długiego chodzenia, oraz nasila się w nocy. Od trzech lat miałem mrowienia w lewej stopie do tego stopnia że musiałem ją sobie rozmasowywać aby usnąć, towarzyszy temu również od tego okresu osłabienie. Potem przyszedł ból kolana. Mam 38 lat i podejrzewam, że do 40 mogę już nie dożyć, a nogi nie upierdolę bo nikt mi wtedy jak i teraz nie da gwarancji, że będzie ok. Więc wolę umrzeć w całości. Zostawię po sobie wspaniałą córkę i żonę. Zobaczę co w najbliższych tygodniach powiedzą lekarze. Trzymaj sięsmile
                • 07.01.17, 21:51
                  Max!
                  Spróbuj medycyny niekonwencjonalnej i uwierz w nią. Poszukaj refleksoterapii u doświadczonego refleksologa. Za pół roku daj znacsmile
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.