Dodaj do ulubionych

Czy w Brazylii jest bezpiecznie ?

07.10.05, 16:54
Mam zamiar wybrać się samotnie na podróż po Brazylii. Czy to dobry pomysł ? Z
filmów typu "Miasto Boga" można wywnioskować, że łatwo tam zarobić kulkę...
Edytor zaawansowany
  • 07.10.05, 16:59
    Właśnie przeczytałam, że Brazylia przoduje w statystykach jeśli chodzi o
    zabójstwa przy użyciu broni palnej. 23 października ma się odbyć referendum,
    czy handel bronią i amunicją będzie dozwolony.
    Ja mam lekkie obawy o własne bezpieczeństwo przed wyjazdem do Brazylii, ale pal
    licho.
    --
    Brazylia

    "There never has been, nor ever will be anyone like Ayrton Senna"
    (Murray Walker)
  • 07.10.05, 23:55
    Jesli nie bedziesz sie zapuszczac tam gdzie nie powinnas to nic Ci nie grozi.
    Ale jesli juz, podstawa to nie rzucac sie w oczy zlotem na szyi, rolexem na
    reku albo nowymi butami Nike :) i nie zostawiaj na plazy dokumentow jak
    pojdziesz sie kapac.
  • 07.10.05, 20:19
    Jeżeli wybierasz się sam mam nadzieję, że masz podstawy portugalskiego lub
    chociażby hiszpańskiego. W Brazylii bardzo niewiele osób mówi biegle w języku
    angielskim. Natomiast mieszkańcy USA (Los Gringos) są bardzo niemile widziani.
    Polacy są raczej lubiani i kojażeni z Janem Pawłem II - chyba najbardziej
    szanowaną osobą w tym kraju. W Brazylii jest niebezpiecznie, zwłaszcza w dużych
    aglomeracjach (Rio de Janeiro i Sao Paulo). Pamiętaj, że turyści zwłaszcza o
    europejskich rysach twarzy są tam uważani za ludzi zamożnych i łatwych do
    obrabowania. Każdy aparat fotograficzny, zagarek biżuteria, portfel lub
    saszetka jest prowokacją dla bandytów. Lepiej nosić je w plecaku lub wogóle
    zostawić w domu. Gotówkę chować w różnych miejscach. Jeżeli wypłacasz pięniądze
    z banku też lepiej robić to w dzień i lepiej w okienku przy pomocy travel
    check'ów niż z bankomatu gdzieś na odludnej ulicy. Jeżeli zauważysz w pobliżu
    bankomatu osoby w czapeczkach i ciemnych okularach na 100% są to bandyci. Na
    ulicach Rio de Janeiro na każdym kroku można spotkać żebraków (vagabundas) w
    każdym wieku. Najlepiej nic im nie dawać, nie kłócić się, nie prowokować po
    prostu stanowczo odmawiać. Nie wolno ignorować nastolatków. Potrafią krążyc w
    małych grupkach i najczęściej są chronieni przez ich starszych braci. Jeżeli
    zdarzy Ci się że taka grupka się do Ciebie przypierdoli daj im troche
    pieniędzy. Jeżeli będą mieli nóż albo pistolet oddaj im wszystko co masz.
    Pamiętaj że tam ludzkie życie ma niewielką wartość... Jako turysta na każdym
    kroku będziesz skubany, począwszy od handlarzy w małych sklepikach, poprzez
    animatorów plażowych, a skończywszy na taksówkarzach (język...) Nie licz też za
    bardzo na pomoc policji w przypadku drobnych kradzieży i rozbojów bo to jest
    tam na porządku dziennym i niewiele mogą z tym zrobić. RdJ jest podzielone na
    dwie strefy, ZONA NOTRE i ZONA SUR. Ta pierwsza jest piekłem, niestety tam
    właśnie jest lotnisko, port morski i dworzec autobusowy. Są tam bardzo
    niebezpieczne dzielnice slumsów (favellas) gdzie odbywa się handel narkotykami,
    bronią, narządami i żywym towarem. Ta część miasta jest od dawna poza kontrolą
    rządu i policji. Zona Sur jest spokojna, tez są fawele ale raczej takie
    sielankowe, chociaż lepiej się tam nie zapuszczać bez przewodnika. Polecam Ci
    rekreacyjną dzielnicę Barra de Tijuca (loty paralotnią-info na miejscu).
    Copacabana jest turystyczną kolebką prostututek i złodziei. Lepiej juz
    zatrzymac sie w okolicach plaży Ipanema, zaraz obok Copy albo na Leblon droga
    jak chuj). Ipanema jest piękna i bardzo rozrywkowa. Oczywiście RdJ jest
    najfajniejszze w okresie karnawału (impreza nie-do-o-pi-sa-nia...). Dużo
    przepięknych kobiet (mężczyzna z Europy jest owocem pożądania ;-)...). Parady
    do białego rana w rytmach samby oraz hektolitry caichasy tamtejszej wódki. Mimo
    ryzyka jest to miejsce niesamowite i warte zobaczenia. Oprócz Rio prawdziwą
    atrakcją są wodospadu Iguacu i miasto Salvador. Sao Paulo jest typowym miastem
    biznesowo-przemysłowym i raczej nic ciekawego tam nie ma. No to w droge..!!!
    Moucho suerte!!!
  • 07.10.05, 23:44
    Napisz cos od siebie, moze o wlasnych przezyciach a nie przedrukowujesz
    idiotyczne teksty !
  • 08.10.05, 04:05
    senor jakis tam troche przesadza z tym teoretyzowaniem. Favelle sa, ale tam
    raczej sie nie dostaniesz, chyba ze chcesz kupic narkotyki, a jako klientowi to
    raczej ci nic nie zrobia. Same miasta natomiast,szczegolnie rio to bajka. Stron
    wiec od drugow. Sama atmosfera miasta jest narkotyczna. Bezpieczenstwo? Warto
    umrzec dla rio. Chociaz wersja ze smiercia dotyczy raczej idiotow.
  • 10.10.05, 00:59
    sonorsanchez napisał:

    > Jeżeli zauważysz w pobliżu
    > bankomatu osoby w czapeczkach i ciemnych okularach na 100% są to bandyci.

    :)))))) To chyba wiedza zaczerpnięta z komisku!!! Rozwaliłeś mnie!

    . RdJ jest podzielone na
    > dwie strefy, ZONA NOTRE i ZONA SUR. Ta pierwsza jest piekłem, niestety tam
    > właśnie jest lotnisko, port morski i dworzec autobusowy. Są tam bardzo
    > niebezpieczne dzielnice slumsów (favellas) gdzie odbywa się handel
    narkotykami,
    >
    > bronią, narządami i żywym towarem. Ta część miasta jest od dawna poza
    kontrolą
    > rządu i policji.

    Zona norte to ogromny region, w którym obok faweli znajdują się zupełnie
    przeciętne dzielnice. Lotnisko jest chyba w najgorszej okolicy w całym mieście
    (Mare). Pierwsze wrażenie podczas jazdy do centrum może być przygnębiające.
    Dworzec autobusowy rzeczywiście jest w dość kiepskiej dzielnicy. Nie jest to
    raczej typowa fawela, ale obskurna dzielnica przemysłowo-robotnicza. Nie radzę
    jechać tam autobusem z całym bagażem.

    Zona Sur jest spokojna, tez są fawele ale raczej takie
    > sielankowe, chociaż lepiej się tam nie zapuszczać bez przewodnika.

    A które to fawele masz na myśli i które są niby sielankowe. Rocinha (która
    przylega do Zona Sur)???

    Różne błędy w pisowni słów i nazw portugalskich wskazują, że to kolejne
    sensacje od kogoś, kto nigdy nie był w Brazylii. Ale powiedzmy, że to zbieg
    okoliczności, ja też piszę na ogół maile szybko i zdarza mi sie coś
    poprzekręcać:)
  • 08.10.05, 14:21
    Własnie wróciłem z Brazylii po 6 miesiącach.
    Generalnie jak przestrzegasz podstawowych zasad bezpieczeństwa nic nie powinno
    sie złego wydarzyć. Unikaj samotnych spacerów zarówno w dzień jak i w nocy.
    Tłum tubylców jest najlepszą gwarancją bezpieczeństwa. Autobus lub autostop to
    nie są najlepsze środki komunikacji. W tym kraju jest bardzo dużo policji ale
    generalnie zajmuje się ona wymuszaniem niewielkich kwot $R niz zapewniniem
    bezpieczenstwa. Wbrew pozorom najbardzij niebezpiecznym miejscem jest Rio i to
    nie tylko fawele (tam mieszkają bosowie narkotykowi) ale również Plaże miejskie
    copacabana & ipanema. Miejsca te zagrożone są przestępczością pospolitą ale też
    poważnymi rozbojami. Przez sześć miesięcy pobytu miałem 2 spotkania z
    miejscowymi bandytami. Raz na własne życzenie wychodząc z klubu późnym
    wieczorem straciłem portfel i zegarek. Oraz drugi raz w dzień prowadząc
    samochów zatrzymałem się przed przejściem dla pieszych , paseażer samochodu z
    lewej strony pokazał mi dużego gnata i zarządał komórki i potrfela.
    Pomimo wsztsko polecam wyjazd. Właśnie nadchodzi lato. Warto pojechać i
    zobaczyć dziewicze tereny oraz spotkać fantastycznych ludzi.
    pozdrawiam,
    wp
  • 08.10.05, 14:28
    Brazylia to dosyc duzy kraj.
    Gdzie chcesz wyjechac i na jak dlugo?
    Co oznacza samotnie??
    Jaki rodzaj wypoczynku preferujesz??
    Troche moge podpowiedziec.
    Dla mnie bajka!
    Po 6 w totka pierwsze co zrobie to przebiezka do Rio i soczek z kokosa na plazy.
    Potem w glab kraju.
  • 08.10.05, 17:44
    Powiem Ci co na ten temat powiadaja sami brazylijczycy:

    ech ci Europejczycy, im sie wydaje ze u nas jest jak w Europie tylko palmy
    rosna - a potem sie dziwia, ze weze kasaja (zarowno doslownie jak i w
    przenosni).

    Jezeli 'Miasto Boga' bylo Ci za malo to zobacz jeszcze 'Carrandiru'. Moi
    znajomi brazylijczycy mowia, ze oba filmy sa zrobione zbyt romantycznie -
    rzeczywistosc jest jeszcze bardziej dobitna.


  • 08.10.05, 23:21
    Bylem przez ostatnie 4 dni w Sao Paulo i przezylem...
    Miasto jest brzydkie, ale fascynujace. Njalepszy uniwersytet na kontynencie
    (USP), niezle metro, choc za malo linii (ale rozbudowuja). Reguly jak wszedzie
    w Brazylii: wygladac niepozornie, wytarte jeansy, bez krawatow, bizuterii,
    cyfrowych kamer w podejrzanych, choc malowniczych miejscach.
    Czy pojechalbym w samotna podroz po Brazylii? Zalezy dokad - najgorzej czulem
    sie ostatnio w moim ulubionym Rio de Janeiro. Na Poludniu jest znacznie
    bezpieczniej, choc nudno. Co nie przeszkadza, ze jesli jestes gringo, nawet
    dobrze znajacy jezyk, w wielu miejscach beda cie chcieli oszukac przy wydawaniu
    reszty. No i jest problem z ubezpieczeniem zdrowotnym, publiczna sluzba zdrowia
    jest dosc fatalna (czekanie w nieskonczonosc, kolejki od bladego switu), a
    prywatni lekarze drodzy.
  • 08.10.05, 23:26
    Witam,
    3 tygodnie Rio de Janeiro. Mialam szczescie, bo nie zostalam napadnieta,
    ograbiona i nie przejechal mnie jakich samochöd...Moge möwic naprawde o
    szczesciu, bo zwiedzalam Rio troche z naiwnym podejsciem...ja kocham swiat, to
    i on mnie kocha...Schodzilam z turystycznych szlaköw, jezdzilam zwyklymi busami
    Busy so bardzo niebezpieczne!!!Ostrzegam! po pierwsze na porzödku dziennym so
    potworne wypadki, po drugie jest mnöstwo napadöw na bussy. Sami brazylczycy
    ostrzegali mnie "nie siadaj na koncu, sama" Lepiej jezdzic malymi vanami, ktöre
    sie zatrzymujö na machniecie reki. Na plaze Copacabana trzeba niesamowicie
    uwazac na osobiste rzeczy. Zreszö Ipanema i Leblon so o wiele ladniejsze i jest
    tam mniej turystöw. Poza tym ludzie so tu niesamowicie mili; bylam czesto przez
    nich ostrzegana, jesli pytalm o droge..."prosze tam nie isc!!!Zdarzylo mi sie
    ze jedna pani poswiecila mi 10 minut. poszukala policjanta, ktöry mnie
    eskortowal bo sie zagubilam w jakiejs podejrzanej dzielnicy...niesamowite.
    Dlatego moge möwic o szczesciu... Ale Rio polecam...Nigdy niezapomne!

    Pozdr. dla wszystkich Forumowiczöw!!!
  • 09.10.05, 03:44
    Jeśli masz pytania, co do Brazylii, napisz mi na azoox@cox.net Znam ten kraj dość dobrze i chętnbie
    posłużę informacjami. Najogólniej rzecz ujmując, nie jest aż tak źle, jak piszą, ale wszystko zależy od
    miejsca i okoliczności. Pozdrawiam.

    Azoox
    azoox@cox.net
  • 09.10.05, 10:26
    W wielu miejscach jest szczegolnie niebezpiecznie, zwlaszcza w duzych
    konglomeracjach od Sao Paulo na polnoc. Jesli chcesz np. pospacerowac w Rio w
    okolicach Ipanema i Cocobabana, zostaw wszystko w hotelu (zegarek, portfel,
    lancuszek itp) i wez tylko troche gotowki. Sceny typu Miasta Boga w dalszym
    ciagu maja miejsce na porzadku dziennym w rejonach fawel Rio i nie tylko.
    Zdecydowanie polecam poludnie (od Kurytyby w dol), zupelnie inny swiat. Kraj
    wspanialy, ludzie tez, tyle tylko, ze za duzo biedy i narkotykow, stad problemy.
    Troche na ten temat wiem, bo pracuje regularnie w Brazylii od kilku lat.
    Pozdrowienia
  • 09.10.05, 16:11
    Byles w Brazylii??? Ciekawe... Bo jesli piszesz "Cocobabana" to troche odejmuje
    Ci wiarygodnosci...
    V.
  • 09.10.05, 10:31
    A w Salvadorze jak jest pod tym względem?
    W moją pierwszą podróż nie jadę do Rio czy SP, ale na zwiedzanie stanu Bahia :)
    --
    Brazylia

    "There never has been, nor ever will be anyone like Ayrton Senna"
    (Murray Walker)
  • 09.10.05, 14:49
    Nikomu nie radze jechac do Brazylii.Chyba,ze zabierze ze soba kilku chlopcow w
    Gromu z pelnym wyposazeniem.Rok temu w Rio wszyscy mieszkancy hotelu/160
    osob/zostalo juz pierwszego dnia obrabowani w pare minut po wyjsciu na
    miasto.Stracili nie tylko pieniadze,zegarki,telefony,kamery,ale i nawet ciuchy
    i buty.Dwie panie wrocily w samej bieliznie,jak dopadla je banda dziewczyn z
    nozami.Juz nastepnego dnia wszyscy opuscili Brazylie z moznym postanowieniem-
    nigdy wiecej.Jedyne bezpieczne kraje na tamtym kontynencie to Argentyna i
    Chile.Brazylia ma wskaznik przestepczosci najwyzszy na swiecie,a morderstw
    dokonuje sie tam wiecej,niz w pozostalych wszystkich krajach Ameryki Polnocnej
    i Poludniowej.Darujcie sobie ten niewatpliwie piekny kraj.Tam najpierw musi
    przyjsc cywilizacja...
  • 09.10.05, 16:13
    Nastepny, ktory wiedze na temat Brazylii czerpie z "Zycia na goraco"
    i "Faktu"... :(
    V.
  • 09.10.05, 15:34
    brasilka: jesli mozesz, to nie jedz w szczycie sezonu turysrycznego, czyli w
    okresie od Bozego Narodzenia do karnawalu.
    Salwador ma zla opinie jesli chodzi o bezpieczenstwo, choc to piekne miasto.
    Obowiazuja te same zasady co w Rio (przy sobie 20-30 reali, stary aparat foto,
    zadne komórki, bizuterie ani karty platnicze - to lepiej zostawic w hotelu.
    Z miejsc historycznych polecic mozna raczej Ouro Preto w stanie Minas Gerais.
    Jesli chodzi o plaze, w Bahii sa piekne, ale lepsze w sasiednich malo znanych
    stanach. Podobno najpiekniejsze w Alagoas. Recife raczej bym sobie darowal.
  • 09.10.05, 17:55
    No właśnie obawiałam się, że może być średnio bezpiecznie.
    Ale jakoś ten Salvador siedzi mi w głowie, już od kilku lat. Nie ciągnie mnie
    do Rio, tylko właśnie tam. No, może jeszcze do SP, bo tam jest grób Senny...
    --
    Brazylia

    "There never has been, nor ever will be anyone like Ayrton Senna"
    (Murray Walker)
  • 09.10.05, 19:47
    o nie, w Salvadorze też jest niebezpiecznie? słyszałam że tam nie jest tak jak
    w Rio.ja właśnie z Rio wróciłam i naprawde nie chciałam wierzyć ludziom jak
    mnie ostrzegali przed tym miastem. niestety wszystkie te niemiłe historie o tym
    mieście to prawda. oczy trzeba miec tam dookoła głowy. nawet mówiłam sobie
    nigdy wiecej tam nie wróce,ale miasto jest tak fascynujące ze chce sie wrócić
    mimo niemiłego spotkania jakie miałam z mieszkańcem faveli na plaży
    Copacabana....
  • 09.10.05, 19:51
    Zależy, gdzie w Salwadorze. W Pelourinho, tamtejszej "starówce" (w której
    znajduje się większość zabytków, jak też większość hoteli i knajp) , aż roi się
    od policji, stoją praktycznie na każdym skrzyżowaniu. Nie sądzę, żeby coś
    poważnego mogło się przytrafić. Jednak Salvador to najbardziej czarne duże
    miasto Brazylii. Byłem w kilku innych miastach i, być może dlatego, że potrafię
    się jakoś "wtopić w tłum" , to chociaż jestem blondynem, np. w takim Rio nikt
    na mnie nie zwracał szczególnej uwagi, zagadywano mnie na ulicy po portugalsku
    o godzinę, ogień itd. W Salvadorze tak się nie da. Tam od razu widać, że nie
    jesteś tutejsza. Jest mnóstwo skrajnie nachalnych żebraków, sępów, nie
    budzących zaufania dilerów dyksternie proponujących jointy itd. Co ciekawe,
    poza Salvadorem praktycznie nie ma tej plagi, nie spotkałem się z żadnym
    natrętnym żebractwem, dużo gorzej pod tym względem jest np. w Paryżu. Ale to
    chyba jedyny minus tego zaj.ebistego miasta.
    Duża ilość gliniarzy powoduje, że prawdopodobnie nie poważą się na nic
    poważnego. Bez policji mogłoby być bardzo niebezpiecznie. Tuż koło centrum są
    dość slamsowate okolice, zapuściłem się tam raz, nic się nie stało, ale nie
    było to może zbyt ostrożne.
  • 09.10.05, 20:21
    Byłem prawie miesiąc w zeszłym roku. Nic się nie stało, ani nawet nie było
    żadnej potencjalnie nieprzyjemnej sytuacji. Na początku zastosowałem
    spore "środki ostrożności" ale z czasem byłem coraz mniej sumienny np. jeżeli
    nie miałem bagażu jeździłem autobusami, w nocy chodziłem na piechotę po
    miastach itd. Co ciekawe nikt nawet mnie nie próbował na nic naciąć albo jeśli
    to zrobił, to na takie grosze, że nawet tego nie zauważyłem:) Mój kumpel
    zostawił podręczny plecak w taksówce i taryfiarz odwiózł mu go z powrotem do
    hotelu. Gdybym nie czytał żadnych statystyk/reportaży na ten temat i bazował
    tlyko na tym, co sam zobaczyłem, uznałbym, że kraj jest wręcz bezpieczny. Tak
    niestety nie jest. Pamiętam jak pojechałem do centrum handlowego "Tacaruna"
    położonego między Recife a Olindą, żeby kupić sobie ciemne okulary, które
    gdzieś posiałem. Wracałem potem do Olindy autobusem spod tego centrum. Kilka
    tygodni po powrocie dowiedziałem się, że właśnie na tym przystanku, z którego
    brałem autobus postrzelili niemieckiego turystę. W Sao Luis (stan Maranhao na
    północy) poznałem Amerykanina portugalskiego pochodzenia, który pracował w
    jakiejś firmie ubezpieczeniowej i z racji języka wysyłali go regularnie do
    Brazylii w interesach. Kilka miesięcy wcześniej miał nocny lot z Manaus i tuż
    koło lotniska został napadnięty (był co prawda w garniturze, miał ze sobą
    laptopa), sprawców złapali, okazało się, że to...policjanci.
    Tak więc bywa różnie, ale ogólnie bez paniki. Myślę, że statystycznie większa
    jest szansa zginąć w wypadku jadąc na długi weekend samochodem do Zakopanego,
    niż zostać zamordowanym w Brazylii...
  • 10.10.05, 21:01
    Witam wszystkich.

    Poczytalem sobie forum Brazylia, wiekszosc watkow. W tym postanowilem wypowiedziec sie.
    Mieszkalem w Rio 17 lat, z czego 10 na Copacabana, 7 na Cosme Velho (jakies 200 m od stacji kolejki
    na Corcovado). Tam ukonczylem szkole srednia, uniwersytet i zaliczylem 15 lat kariery zawodowej,
    normalka. Obecnie mieszkam na poludniu Br, w Florianopolis (Floripa).

    Czy Brazylia jest niebezpieczna? I tak i nie, jak wynika chocby z relacji na tym forum. Jest podobnie
    niebezpiecznie jak w kazdej innej metropolii, bo o tym mowa. Jesli sadzic na podst. kilku wymienionych
    tu filmow to jestem sklonny stwierdzic, ze najniebezpieczniejszym krajem swiata sa USA, taka ilosc
    seriali i filmow z Hollywood traktuje o tym temacie. Washington DC jest najniebezpieczniejszym
    miastem tego kraju, nie zas Manhattan czy LA. Wracajac do tematu: gdzie widac dym, jest ogien. Tak,
    wielkie miasta w Br maja olbrzymi wskaznik wiolencji, ona istnieje, coraz bardziej intensywna i
    bezkarna. Ale jest konkretnie zlokalizowana, o czym wszyscy wiedza. W Rio i SP sa favele wszedzie, jak
    w kazdym innym miescie. Ma swoje konkretne uzasadnienie. W Rio jest ich mnostwo, tak na ZONA
    NORTE jak i na ZONA SUL (a nie sur, bo to juz raczej po hiszpansku, kolego) a najwieksza z nich,
    Rocinha, liczaca cos ok. 300 tys. mieszkancow, znajduje sie w jednej z najbardziej ekskluzywnych
    dzielnic RJ, na ZONA SUL: Sao Conrado. Paradoksalnie, ci z Rocinha nie szkodza tym z S. Conrado. Jest
    tez tam kilka luksusowych hoteli dla turystow, jedna z najslawnieszych plaz, Praia do Pepino, miejsce
    wybrane przez lotniarzy, urocze. To na tym obszarze tocza sie najniebezpieczniejsze wojny gangow
    narkotykowych, o czym, zapewne, donosily media swiatowe. Rocinha (przed oknami hotelu Nacional)
    versus Vidigal (u drzwi hotelu Sheraton). To opis jednej z panujacych tam sytuacji.
    Lotnisko polozone jest na wyspie, Ilha do Governador, daleko od jakiejkolwiek faveli (ktos tu o tym
    pisal), nawet od Favela da Mare. Do miasta pojedziesz taksowka, lub chlodzonym autobusem, patrzac
    na te favele z wyskosci wiaduktow, bezpiecznie. Jedyna niedogodnosc to smrod pochodzacy z zalanych
    terenow oraz niesmak estetyczny tamtejszej zabudowy.
    Dworzec autobusowy znajduje sie w dzielnicy portowej, prawie w centrum miasta, nie na ZONA NORTE,
    kolego. A port siega samego centrum miasta, Av. Rio Branco, taka Wall Street tutejsza. Tam, Praca
    Maua, cumuja wszystkie statki pasazerskie. Na dworcu autobusowym nie masz co robic a to, co musisz,
    czyli wydostac sie stamtad do hotelu, taksowka lub klimatyzowanym autobusem (frescao), w ktorym nic
    ci nie grozi. Przejedziesz ekspresowo (jak nie bedzie korkow) na ZONA SUL. W taryfie tez nic ci nie
    grozi, poza ewentualnoscia zdzierstwa kierowcy (w W-wie jazda z Centralnego grozi tym samym,
    uwierzcie mi). Na samym dworcu i jego okolicach sa tabuny uzbrojonych po zeby policjantow, sprawia
    wrazenie kraju w stanie wojny. Jest bezpiecznie.
    Zakwaterujesz sie, Polski Turysto, w ktoryms z hoteli na Zona Sul, naprawdopodbniej na Copacabana,
    bo tam ich jest najwiecej, oraz dlatego, ze wszyscy tam daza. Jest porecznie, lokalizacja dogodna do
    zwiedzania miasta we wszystkie strony, pelna infrastruktura. Copa sama w sobie to dzisiaj dekadencja.
    Dzielnica ta liczy ok. 300 tys. mieszkancow na obszarze dlugim na 6 km, szerokim, w porywach na
    maks. 3. W ostatnich latach (dekadach) zamieszkala jest przez glownie emerytow, podupadla klase
    srednia, prostytutki i mniejszosci homoseksualistow, ktora to mniejszosc jest szokujaco liczebna.
    Copacabana to mit, ktory skonczyl sie w latach 40-tych wraz ze spekulacja nieruchomosciowa.
    Centrum gastro-rozrywki, przemyslu turystycznego, halasliwym, zakorkowanym, brudnym,
    przeludnionym. Plaza zaludniona ludnoscia lokalna i turystami z calego swiata. Brudna, najczesciej
    niedopuszczona do kapieli, o czym sie nie mowi. Ipanema, Leblon, Sao Conrado tak samo, z reszta. A
    to dzieki nowoczesnemu systemowi sciekow miejskich: po prostu wraca sie na plaze, ten sciek. Piekno
    widokow, jak dla mnie, watpliwe: z jednej stony piekny Atlantyk a z drugiej 20-to pietrowe budynki,
    zwarte w sciane betonu. Chcesz pojsc na plaze? Wybierz sie na Barra da Tijuca, a najlepiej przejedz sie
    az na Recereio dos Bandeirantes. Tam jest ladniej, czysciej i spokojniej. Tam nie okradna cie, przy
    odrobinie uwagi. Poznasz najnowsze dzielnice Rio, centra handlowe, piekna arichitekture. Przejedziesz
    przez Vidigal, Rocinha, zobaczysz co to jest favela przez przyciemnione szyby frescao. Pstryknij pare
    fotek, Rocinha to najwieksza favela w A. Poludniowej. Jadac na plaze, robisz to w bialy dzien, a w dzien
    to chlopaki sie nie strzelaja, wola noc. A tak w ogole, to wyjedz z Rio na ladniejsze plaze lub w gory.
    Sto, stopiecdziesiat km jazdy w kazda strone, ukaze ci miejsca o jakich nie sniles. Ale najpierw zalicz, w
    3 lub 4 dni: Corcovado, Pao de Acucar, Copa, Jardim Botanico, Maracana, Autodromo, Paineiras,
    Floresta da Tijuca, Quinta da Boa Vista, Arcos da Lapa. Reszte poznasz przemieszczajac sie do tych
    miejsc. I tyle.

    Ale tematem jest wiolencja. Jak to zrobic by nie dostac zblakana kulka w leb, uniknac napadu w bialy
    dzien i czarna noc?

    Turysto: przed wyjazdem dokadkolwiek zaplanuj swa podroz do najdrobniejszych mozliwych
    szczegolow. Dowiedz sie wszystkiego o celu swej podrozy, dzisiaj to nie jest trudne. Googlaj.
    Przeznacz odpowiednia kase (bez tego to nawet stopem na Mazury nie skoczysz) nie zaluj. Zoorganizuj
    zakwaterowanie, bedac na miejscu korzystaj z uslug firm turystycznych: city tours, imprezy etc. Pod ich
    opieka nic ci nie grozi, nawet w Rio. Skorzystaj z pomocy lokalnych znajomych, nie szlajaj sie sam,
    obwieszony dobrami konsumenckimi. W Rio kup lokalne bermudy, pare koszulek (takich zwyklych a nie
    z napisem Copacabana), havaianas czy inne sandalki lub tenisy. Popatrz jak ubieraja sie zwykli ludzie (a
    propos: 100% ludzi nosi czapeczki i ciemne okulary... kolego), przebierz sie za nich. Owszem, przywiez
    komorke, taka nokie za jednego zeta, starego casio, wloz jakis naszyjnik, bransoletke kupiona od
    lokalnego handlarza upomnkami. W razie czego, nie tracisz wiele. Drogi sprzet nos tylko bedac w
    licznej grupie. W kieszeni miej pare reali dla zebraka lub zlodzieja, karta kredytowa zalatwisz reszte.
    Kosztownosci, paszport zdeponuj w sejfie hotelowym. Przy sobie miej kopie paszportu, by mozna cie
    bylo latwo zidentyfikowac w kostnicy, w razie czego. Robiac te zakupy, na ulicy ignoruj zapytania o
    godzine, prosby o ogien, to moze byc podpucha, badanie czy jestes gringo, czy jednak nie. Nie znasz
    jezyka, nie odzywaj sie do nich. Na Zona Sul jest cala masa olbrzymich zegarow cyfrowych z
    termometrem, nikt nie musi na gwalt dowiadywac sie tego od ciebie. Nie zatrzymuj sie nawet na
    sekunde, bo NIE palisz i tyle. Jesli juz, pokaz zegarek w milczeniu, nie zatrzymujac sie, podajac ogien
    wrecz mu tego taniego bica do reki, nie patrz na niego, bo i tak masz go przed soba, rozgladaj sie na
    wszystkie strony, na luzie. Zachowaj z metr odleglosci, by ci czegos dyskretnie nie wyrwal, jesli to
    napad, uderzenie przyjdzie z innej strony. W przypadku widoku jakiejkolwiek broni, spokojnie oddaj
    wszystko, reakcja to kuku. I tak niewiele masz, sprytnie przygotowawszy sie uprzednio na okolicznosc.

    Turysto-Biznesmenie: nie daj sie uwiesc! Nie ma nic za darmo. Zwlaszcza na Copie. Widok pieknej
    mlodej morena w mundurku szkolnym lub z zeszytem przycisnietym do biustu na calcadao w piekne
    popoludnie to nie to, co sie wydaje. To prostytutka aplikujaca fortel na gringo. W dyskotekach
    sympatycznie dziewczyny (one wszystkie sa mile) udajace, ze je podrywasz to profi na 100%. Mile
    rozmowy przy drinkach, za ktore zaplacisz konczace sie zaproszeniem do siebie moga, ale nie musza,
    skonczyc sie minimum grabieza. Jesli juz musisz skorzystaj z takich lokali jak sauna czy termas. Tam
    jest bezpiecznie, hi
  • 10.10.05, 21:26
    c.d.

    Turysto-Biznesmenie: nie daj sie uwiesc! Nie ma nic za darmo. Zwlaszcza na Copie. Widok pieknej
    mlodej morena w mundurku szkolnym lub z zeszytem przycisnietym do biustu na calcadao w piekne
    popoludnie to nie to, co sie wydaje. To prostytutka aplikujaca fortel na gringo. W dyskotekach
    sympatycznie dziewczyny (one wszystkie sa mile) udajace, ze je podrywasz to profi na 100%. Mile
    rozmowy przy drinkach, za ktore zaplacisz konczace sie zaproszeniem do siebie moga, ale nie musza,
    skonczyc sie minimum grabieza. Jesli juz musisz skorzystaj z takich lokali jak sauna czy termas. Tam
    jest bezpiecznie, higienicznie (na ile to mozliwe w tej branzy), jest jakas kontrola. Nic ci tam nie grozi,
    bedzie dobrze i prawdopodobnie taniej, w sumie. Nie badz frajerem. I niech ci sie nie wydaje, ze jestes
    cwanszy od nich... Na Copie, w nocy, najlepiej pojdz do fajnego baru, niezbyt daleko, lub zostan w
    hotelowym, jesli nie masz innych, bezpiecznych opcji. Nota bene Brazylia ma jeden z najwiekszych
    wskaznikow nosicieli wirusa HIV.

    Zaplanuj, poinformuj sie, zoorganizuj, miej oczy i uszy otwarte, nie pchaj sie gdzie nie trzeba. Nic ci sie
    nie stanie. Reszta to pech.

    Aha, idac na plaze, np. Copa, wez czapke, okulary, kapielowki, t-shirta, pare groszy na piffo, filtr UV
    -30 (lub posmaruj sie w domu, bedzie mniej klamotow do noszenia) i koniecznie havaianas lub inne
    klapki, bo sie poparzysz na asfalcie lub piasku. Nie bierz recznika hotelowego. Najlepiej przejdz sie
    wzdloz wody, nie siadaj. Jesli jednak nie wytrzymasz i zapragniesz skoczyc do morza, zostaw ciuchy u
    sprzedawcy piffa, kiosku, lub przy punkcie policji, proszac, z usmiechem, by przypilnowali. Handlarzom
    zalezy na twoim bezpieczenstwie, bo zyja z twoich pieniedzy, policji tez, bo nie chce im sie wypelniac
    kwitow po sluzbie. Jak wrocisz z wody kup piffko u tegoz, usiadz przy jego stoliku, bedzie super feliz i
    obsluzy cie jak krola z usmiechem na twarzy. Ceny raczej normalne, na calej rozciaglosci plaz takie
    same, ostatnio piffko to R$ 2.00. Zaprzyjazniwszy sie z nim, jutro wrocisz i zrobisz to samo.

    Generalnie, przemyslowi turystycznemu i wszystkim, ktorzy z tego zyja, zalezy na twoim
    bezpieczenstwie, to ich zycie. Korzystaj z rzetelnych uslug, nie wdawaj sie w "okazje" na ulicy.
    Wszystko jest do zalatwienia w recepcji hotelu lub agencji turystycznej. Nie wypadaj ze schematu, jesli
    jestes obcy. Jak masz znajomych lub rodzine, to co innego. Duzo pokory, nie jestes cwanszy od nich.

    W ten sposob Brazylia jest bezpieczna. A cala reszta to tez prawda. I w Rio, S. Paulo, Salvador, B.
    Horizonte, Recife, Fortaleza, Vitoria, Brasilia, Porto Alegre wszedzie tam jest wiolencja. Floripa tez juz
    sie psuje... ale to raj na ziemi.

    Bedac w RJ polecam zwiedzac raczej okolice, miejsca oddalone srednio 150 km. Plaze: Buzios (uroczo i
    droooogo), nieopodal (tanio) Cabo Frio, Rio das Ostras, Araial do Cabo. To na polnoc od RJ. Na
    poludnie: koniecznie Angra dos Reis i Paraty - raj. Gory: Petropolis, Itaipava, Teresopolis, Nova Friburgo
    - przepiekne gory, chlodnieszy klimat (ok. 1000m npm).
    Dalej: jesli Salvador, to czemu nie Porto Seguro, Cabralia. Jesli Nordeste (Fortaleza, Recife, Olinda) to
    czemu nie Sergipe. Brasilia, ciekawe, ale na dzien, dwa. Minas Gerais (B. Horizonte): Ouro Preto,
    Congonhas - zabytki, historia kolonizacji. Poludnie: Foz do Iguacu (uwaga: wiolencja), Curitiba
    (polonia), Floripa - wyspa i 48 plaz, superfajne klimaty, ludzie, astral. Blumenau (Oktoberfest),
    Gramado (festiwal kina) piekne okolice, Sao Joaquim (snieg, zima) Serra Gaucha. Interior: Pantanal -
    potega przyrody. Vale do Sao Francisco, Araguaia.
    Ech, gdziekolwiek sie nie ruszysz jest pieknie.

    Pozdrawiam i zycze udanych pobytow.

    P.S. Ten "kolega", do ktorego tak sie odnosze to nie autor tego watku, lecz tego "przedruku". A tak
    ogolnie, jesli juz cos opowiadacie, robcie to precyzyjnie. Googlajcie. Pisac tylko po to by zaistniec nie
    wnosi niczego dobrego, wrecz odwrotnie. Zaobserwowalem mnostwo niescislosci na tym forum, ale nie
    czepiam sie. Z calym szacunkiem dla pozostalych, jak najbardziej trafnych wypowiedzi.
  • 10.10.05, 22:26
    Bardzo dobrze napisane. No to chyba temat wyczepany...



  • 10.10.05, 21:43
    macanudo1 napisał:
    > Lotnisko polozone jest na wyspie, Ilha do Governador, daleko od jakiejkolwiek
    f
    > aveli (ktos tu o tym
    > pisal), nawet od Favela da Mare. Do miasta pojedziesz taksowka, lub
    chlodzonym
    > Zakwaterujesz sie, Polski Turysto, w ktoryms z hoteli na Zona Sul,
    naprawdopodb
    > niej na Copacabana,
    > bo tam ich jest najwiecej, oraz dlatego, ze wszyscy tam daza. Jest porecznie,
    l
    > okalizacja dogodna do
    > zwiedzania miasta we wszystkie strony, pelna infrastruktura.

    Zamiast na copacabanie można mieszkać np. we Flamengo, Gloria, Catete pomiędzy
    Copą a Centrum. Jest dużo taniej. Od biedy przyzwoity pensjonat to ok. 50 RŚ za
    dwójkę i 30-35 za jedynkę. Naprawdę dobry hotel 2 razy tyle. Np. przy Rua do
    Catete jest z kilkanaście hoteli. Ja mieszkałem koło stacji metra Gloria na
    przeciwko Palacio do Catete. To o tyle chyba dobra lokalizacja dla kogoś, kogo
    nie interesują tylko plaże - można iść na piechotę do Centrum, do Copacabany
    dochodzi metro. Okolica dość klimatyczna, dominują niskie kamienice w
    portugalskim stylu. Chyba nie jest bardzo niebezpiecznie albo miałem farta?
    Duży ruch nawet w nocy, dzielnica laczej drobnej klasy średniej, ani slums, ani
    luksus... Tylko w niektórych bocznych ulicach dość obskurnie...
  • 10.10.05, 23:13
    wiksadyba1 napisał:

    > macanudo1 napisał:
    > > Lotnisko polozone jest na wyspie, Ilha do Governador, daleko od jakiejkol

    > > Zakwaterujesz sie, Polski Turysto, w ktoryms z hoteli na Zona Sul,
    > naprawdopodb
    > > niej na Copacabana,wszystkie strony, pelna infrastruktura.
    >
    > Zamiast na copacabanie można mieszkać np. we Flamengo, Gloria, Catete pomiędzy
    > Copą a Centrum. Jest dużo taniej. Od biedy przyzwoity pensjonat to ok. 50 RŚ za
    >
    > dwójkę i 30-35 za jedynkę. Naprawdę dobry hotel 2 razy tyle. Np. przy Rua do
    > Catete jest z kilkanaście hoteli. Ja mieszkałem koło stacji metra Gloria na
    > przeciwko Palacio do Catete.
    > Duży ruch nawet w nocy, dzielnica laczej drobnej klasy średniej, ani slums, ani
    >
    > luksus... Tylko w niektórych bocznych ulicach dość obskurnie...

    Witam,
    Potwierdzam, zgadza sie na 100%. Wymienilem Copa, bo to stereotyp, marzenie wszysktich.
    Oczywiscie jest wiele miejsc, gdzie mozna dobrze sie ulokowac. Do tego niezbednych jest troche
    precyzyjnych informacji, takich jak np. ta. Nieobeznani, pojda mainstreamem.
    Wymienione przez Ciebie dzielnice czasy swej swietnosci maja juz dawno za soba, niemniej nadal sa
    ciekawe, i jak sam zauwazasz, nie ma tam faveli. Blisko do centrum, dobra komunikacja, metro do
    Copy, dalej zintegrowane linie autobusowe. Metro jest bezpieczne. Zaleta tego wyboru sa nie tylko
    nizsze ceny ale rowniez bezpieczenstwo. Bandytyzm "turystyczny" koncentruje sie gdzie indziej,
    wystarczy tylko uwazac, zawsze, i nie powinno byc problemu. Jednak nie szwedalbym sie po nocach w
    tamtej okolicy. Jest tam tez sporo atrakcji: Arcos da Lapa, Igreja da Gloria, Palacio da Guanabara, Teatro
    Municipal, Biblioteca Nacional (rowniez jako obiekty arichtektoniczne), Catedral, dobre kina, sale
    koncertowe (Cecilia Meirelles), niezle i niedrogie knajpy (niektore dzialaja tylko za dnia, po godzinach
    urzedowych zamykaja, bo nie ma juz klientow; w centrum raczej nikt nie mieszka, same biurowce).
    Sporo rozrywki: Bola Preta - samba, gafieiras i pagodes, (tak, tak, nie tylko samba), mnostwo
    tradycyjnych botecos. Faktycznie, klimaty sa fajne, zwlaszcza happy hour w piatki. Na Gloria jest Museu
    de Arte Moderna MAM, gdzie odbywa sie sporo ciekawych imprez kulturalnych. Lotnisko Santos
    Dumont, shuttle service Rio-S.Paulo, loty co 30 min. w szczycie nawet co 15.

    Rio to naprawde fajne miejsce z wielu wzgledow. Tylko ta wiolencja....

    Pozdrawiam

  • 11.10.05, 00:44
    Witam,

    Dodam tylko jeszcze coś, co wynika z Twojego postu, ale chciałbym to właśnie
    potwierdzić jako laik, który w Rio był 6 dni a nie 17 lat:) czyli z jednej
    strony bez porówania mniej wie, zwłaszcza z kwestii praktycznych, a
    jednocześnie powinno mu być z wieloma sprawami dużo trudniej" : Brazylia to na
    prawdę stosunkowo łatwy kraj, jeżeli chodzi o załatwianie najbardziej
    prozaicznych spraw - transport, hotele, jedzenie...pod tym względem to
    raczej "pierwszy świat": samoloty latają wszędzie (nie takie drogie),
    autoryzowanych agentów jest mnóstwo, sieć połączeń autobusowych (na ogół b.
    dobrej jakości, warto trochę dopłacić np. na lepszą klasę leito, golden -
    różnie to się nazywa) bardzo gęsta, jeżdzą w zasadzie punktualnie, na każdym
    dworcu można kupić autoryzowaną taksówkę jeszcze w hali (stała cena- a więc bez
    strachu, że okantują), hoteli jest dużo (trzeba mieć przewodnik, chociaż na
    Lonely Planet, jak zwykle, nie można polegać w 100%), restauracji, sklepów,
    aptek w każdym większym mieście mnóstwo. Bankomatów też (z tego co pamiętam
    prawie zawsze za drzwiami, raczej nigdy bezpośrednio w ścianie od ulicy). Są to
    pozornie odrębne kwestie od bezpieczeństwa i przemocy, ale w praktyce BARDZO
    ściśle się z nimi łączą. Oznacza to, że małe jest ryzyko sytuacji, w której
    turysta np. nie będzie mógł znaleźć noclegu, będzie musiał czekać godzinami na
    pustym dworcu, dojedzie do jakiejś miejscowości, z której nie będzie się dało
    pojechać dalej ani wrócić, bo połączenia siądą z nieznanych nikomu przyczyn ,
    nie będzie sie dało zmienić kasy - czyli ogólnie mówiąc znajdzie się w
    denerwującej sytuacji, która może a) wymagać na prawdę dobrej znajomości języka
    żeby z niej wybrnąć b) skłaniać do różnych głupich desperackich zachowań np.
    miotania się pieszo po nocy z bagażem. W każdym razie na pewno w Brazylii takie
    problemy nie są regułą, w odróżnieniu od wielu innych krajów. Czego dowodem
    jest, że znając BARDZO słabo czynnie portugalski (biernie dobrze, zwłaszcza w
    czytaniu, dzięki znajomości innych języków romańskich) i myląc go z hiszpańskim
    (który znam jako tako przyzwoicie) i włoskim (który znam naprawdę dobrze) udało
    mi się podróżować przez miesiąc bez żadnego problemu - wiekszość czasu z 2
    znajomych którzy znali port. nie lepiej, a jakiś czas samemu. Oczywiście,
    komuś, kto zna np. tylko angielski i nie rozumie kompletnie nic po portugalsku,
    nie polecałbym na własną rękę (bez biura podróży, pośredników, znajomych na
    miejscu itd.) jeździć po Brazylii, chyba że np. na tydzień do 5* hotelu w Rio.
    I to nie dlatego, jak ktoś pisał, że rzekomo tam nie lubią z zasady "gringos"
    (co można by powiedzieć o paru innych krajach), a po prostu dlatego, że mimo na
    ogół najszczerszych chęci "miejscowi" nie będą potrafili pomóc komuś, z kim
    nie mogą się w żaden sposób porozumieć.

    Aha, co do zegarka i ognia;) Otóż ja nie wyobrażam sobie, żebym był w stanie
    zachować taką "dyscyplinę", żeby unikać pokazywania godziny przez cały pobyt:),
    nizależnie od tego jak wyglada ten/ta który/a pyta Nie lekceważąc Twoich rad,
    dodam, że nawet w najbardziej niebezpiecznym kraju świata 90% proszących o
    ogień, prosi na prawdę tylko o ogień...Pytanie tylko, jak rozpoznać te dziesięć
    procent. I tu jest sedno sprawy. W zasadzie każdy kto od urodzenia żyje
    powiedzmy w Warszawie i nie jest kompletnym frajerem, nie będzie miał w
    zasadzie na warszawskich ulicach z tym problemów, chociaż niby zawsze może się
    przeliczyć albo - częściej, być przez kogoś zaskoczonym w sytuacji bez odwrotu.
    No ale w obcym mieście jak np. w Rio, te sposoby rozróżniania na ulicy typów
    niegroźnych od niegodnych zaufania, już tak do końca nie działają. Mimo
    wszystko uważam, że o ile nie można się czuć bardziej cwanym od miejscowych
    albo udawać, że wie się o jakimś mieście więcej od kogoś kto tam mieszkał
    kilkanaście lat (tak jak Ty w Rio), to trzeba jednak jakoś ufac sobie i wierzyć
    we własne wyczucie, kiedy np. ktoś zagadujący turystę w jakimś lokalu chce go
    obrobić, a kiedy na prawdę chce pogadać...Ktoś, kto uważa, że jest bezradny w
    takich sprawach, może na prawdę nie powinien ruszać się poza swoje miasto
    (gdzie też może mieć życie nielekkie), a zwłaszcza nie do Brazylii - chociaż
    prawda jest taka, że statystycznie patrząc nawet najbardziej naiwnemu, na ogół
    nic się nie stanie, a od kraju zależy tylko, czy będzie miał 0.3 czy 33 procent
    ryzyka bardzo przykrej przygody. Nie wiem, czy ja miałem takie wyczucie w
    Brazylii. Być może miałem więcej tylko szczęścia niż rozumu. Jak dotąd miałem
    farta też w kilku innych miejscach, przedktórymi ostrzegali. Dobra, nie
    zapeszać, za tydzień lecę do Argentyny:))).

    Pozdrawiam
  • 11.10.05, 02:09
    OK.Jeżeli byłeś w Rio 6 dni to co Ty możesz wiedzieć co tam sie na prawde
    dzieje. Ja byłem w Rio pierwszy raz w wieku 22 lat i uwierz mi że poznałem to
    miejsce z różnych stron i nie zawsze z najlepszych. Śmieszą mnie opinie
    wszystkich naiwniaczków, któzy myślą że Rio to zajebiście bezpieczne miejsce.
    Gówno prawda. Mam przyjaciela brazylijczyka, który pracował kiedyś w policji i
    szkolił antyterrorystów w Rio i opowiadał mi przerażające rzeczy. Nie pamiętam
    wszystkiego co do słowa ale pamiętam że jechałem w nocy po ZONA NORTE i
    oglądałem favele przez ciemne szyby jego auta. Polecam wszystkim Barra de
    Tijuca o której wcześniej wspominałem. Jest piękna i spokojna, a wogóle
    przeczytajcie sobie co pisze na ten temat Macaundo1 bo chyba wie o wszytskim
    najlepiej. Ja Wam tylko opisałem wrażenia z pobytu w Rio ciekawskiego
    dwudziestokilku-latka, a nie starego zjeba. Najlepiej omijać szerokim łukiem
    narkotyki, kurwy i copacabane.PZDR.
  • 11.10.05, 10:44
    sonorsanchez napisał:

    > Ja byłem w Rio pierwszy raz w wieku 22 lat i uwierz mi że poznałem to
    > miejsce z różnych stron i nie zawsze z najlepszych.

    Właśnie było widać:)

    Śmieszą mnie opinie
    > wszystkich naiwniaczków, któzy myślą że Rio to zajebiście bezpieczne miejsce.

    Ej, a kto tu pisał, że jest bezpieczne:))))?

    > Gówno prawda. Mam przyjaciela brazylijczyka, który pracował kiedyś w policji
    i
    > szkolił antyterrorystów w Rio i opowiadał mi przerażające rzeczy. Nie
    pamiętam
    > wszystkiego co do słowa ale pamiętam że jechałem w nocy po ZONA NORTE i
    > oglądałem favele przez ciemne szyby jego auta.


    Super historia. Musiał być niezły ziomal z tego antyterorysty. Miałeś na żywo
    atrakcje, które większość z nas może oglądać tylko w filmach zza Wielkiej Wody.
    A dużo było widać w nocy przez te przyciemniane szyby?

    Polecam wszystkim Barra de
    > Tijuca o której wcześniej wspominałem. Jest piękna i spokojna

    Pytanie, czy żeby oglądać nowe apartamentowce średniej klasy i centra
    handlowe, jakich na świecie buduje się tysiące, fakt, bardzo ładnie położone,
    warto jechać ponad 10 000 km.

    , a wogóle
    > przeczytajcie sobie co pisze na ten temat Macaundo1 bo chyba wie o wszytskim
    > najlepiej.

    No właśnie, warto przeczytać, co pisze Macanudo1. Trochę co innego niż Ty. A
    jeśli komuś ciekawskiemu nie wystarcza Macanudo1, to większość z jego rad
    przeczyta na każdej stronie typu "Dangers & Annoyances" w przewodniku typu
    Lonely Planet, bez którego nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś jechał
    indywidualnie. To na prawdę nie są tajemnice.

    Ja Wam tylko opisałem wrażenia z pobytu w Rio ciekawskiego
    > dwudziestokilku-latka, a nie starego zjeba.

    Dobra, tylko w czym doświadczenia starego zjeba:) miały by być mniej
    reprezentatywne??? :) Też człowiek. ROFTL

    Pozdr.

  • 11.10.05, 14:38
    Różnica między nami jest taka, że Ty swoją wiedzę czepriesz z przewodników, a
    ja po prostu tam pojechałem i poznałem wszystko od podszewki, więc opisałem co
    widiałem i słyszałem na własne oczy i uszy bez podpierania się jakimiś
    głupawymi przewodnikami. Ty zapewne nie wiesz co sie do końca dzieje w
    Warszawie więc jakie możesz mieć pojęcie co się dzieje tam. Polecam wszystkim
    Rio bo są tam piękne kobiety i wspaniała zabawa. Ale mojego przedmówcy raczej
    chyba nie pociągają te tematy. hehe ;-) Zanalizuj teraz ten tekst bo chyba nie
    zaśniesz... P.S. Powodzenia w Agrentynie. Mam nadzieje że doczytałeś się o LOS
    LOCOS.
  • 11.10.05, 15:19
    Tak, widać że znasz od podszewki:) A rodzice wiedzą, że siedzisz teraz w necie?
  • 11.10.05, 15:25
    A co do tej zabawy i kobiet- he he he, poleć może jakiś lokal, hm może na naukę
    nie za późno. Tylko nie mów, że "HELP":)))))))
  • 11.10.05, 15:31
    O "Los locos" nie doczytałem się, tzn. w Argentynie jak wszędzie jest pewnie
    dużo świrów (locos), ale o jakichś Los Locos z wielkiej litery nie
    słyszałem:)))))))) Niech ktoś oblatany w temacie mnie pouczy, czego mam się po
    nich spodziewać:)
  • 11.10.05, 21:48
    << Dodam tylko jeszcze coś, co wynika z Twojego postu, ale chciałbym to właśnie
    potwierdzić jako laik, który w Rio był 6 dni a nie 17 lat:) czyli z jednej
    strony bez porówania mniej wie, zwłaszcza z kwestii praktycznych, a
    jednocześnie powinno mu być z wieloma sprawami dużo trudniej" : Brazylia to na
    prawdę stosunkowo łatwy kraj, jeżeli chodzi o załatwianie najbardziej
    prozaicznych spraw - transport, hotele, jedzenie...pod tym względem to
    raczej "pierwszy świat": samoloty latają wszędzie (nie takie drogie), >>

    Potwierdzam w calosci, bez zastrzezen. Mimo tak krotkiego pobytu, co niektorym przeszkadza, byles w
    stanie poradzic sobie bardzo dobrze. Mysle, ze to kwestia indywidualna. Tego rodzaju postow
    zyczylbym wiecej na tym forum.

    << Aha, co do zegarka i ognia;) Otóż ja nie wyobrażam sobie, żebym był w stanie
    zachować taką "dyscyplinę", żeby unikać pokazywania godziny przez cały pobyt:),
    nizależnie od tego jak wyglada ten/ta który/a pyta Nie lekceważąc Twoich rad,
    dodam, że nawet w najbardziej niebezpiecznym kraju świata 90% proszących o
    ogień, prosi na prawdę tylko o ogień...Pytanie tylko, jak rozpoznać te dziesięć
    procent. I tu jest sedno sprawy. >>

    Oczywiscie, ze nie da sie uniknac tak prozaicznej sytuacji przez caly czas. Podalem ten przyklad,
    poniewaz jest to typowy fortel stosowany na turystach. Dwie opcje: jak najlatwiej ustrzec sie przed
    potencjalnm napadem, oraz jak, w dalszym ciagu zminimalizowac zagrozenie, gdy juz do takiej sytuacji
    dojdzie. Widzac Twoje zachwanie koles moze odpuscic atak, bo widzi, ze jestes czujny. Jak by nie bylo,
    taka mam zasade. Jak pisalem, przestepczosc jes zlokalizowana. Ta 'turystyczna" wystepuje tam, gdzie
    sa turysci. Ten rodzaj bandytow ma swoje metody dzialania. Sytuacja: mieszkasz w hotelu na Copie, 5*
    na plazy, np. Rio Othon Palace. Cala Av. Atlantica jest zastawiona samochodami, pod tym hotelem
    jeszcze bardziej. Tlumy przechodniow, ruch jak w ulu przez cala dobe. Przed wejsciem masz takich,
    ktorzy tam stoja, gdzies na rogu, oparci o swe taksowki, vany i jacys tam inni, jest nawet kilku
    policjantow, moze nawet radiowoz nieopodal. Turysta wychodzacy z hotelu jest obserwowany. I tu sie
    zaczyna. Zaleznie od tego, co zrobi, moze juz w tym momencie miec przechlapane. Bo troche dalej stoi
    sobie takich kilku i juz go namierzyli, jesli nie wsiadl do pojazdu. Gringo, czerwony jak rak, wyrusza na
    samotny spacer. I tak sobie idzie ogladajac sie za laskami, kurs na Help. Kieszen koszuli ma wypukla,
    na szyi lancuch, na reku zegarek, saszetka na pasku do tego jakis aparacik. Nie oddalil sie nawet 100 m
    od najblizszego policjanta, juz jest zagadniety przez jednego z tych kolesi: ogien czy co tam.
    Zatrzymuje sie, by zrozumiec o co chodzi, juz jest wciagniety w sytuacje. Szuka zapalniczki po
    kieszeniach, pochloniety czynnoscia. Podaje ogien, robi to uzywajac obu rak i wzrok ma skupiony na
    zapalniczce, bo wiatr wieje od morza. Sekundowo ma zerwany lancuch, rozerwana kieszen, wyrwany
    aparacik i saszetke. W szoku widzi znikajacych kolesi za rogiem. I tyle. Byc moze przypomnial sobie ta
    tabliczke na drzwiach w pokoju hotelowym. Jak wiedziec, czy to napad czy zwykla prosba o ogien? Nie
    wiem. Wiem, ze jestem na Copie, slawnej z bandytyzmu. Nie znam jezyka, wiec nie mam nikomu
    zaczepiajacemu mnie na ulicy nic do powiedzenia, ani nie musze sluchac co do mnie mowia. Dlatego
    nie musze rozumiec, ze chodzi o ogien i ide dalej nie zatrzymujac sie. Co innego, gdy juz sobie siedze
    w barze na chodniku, jestem na zakupach w shoppingu lub gosciu siedzacy obok mnie na plazy widzi,
    ze pale i prosi o ten ogien by skorzystac z okazji. Jest roznica, czy nie?

    Reszta, dokladnie tak jak mowisz. Byc moze Rio nie jest dla kazdego. Z drugiej strony, oferuje uslugi na
    wysokim poziomie, gdzie bezpieczenstwo klienta jest najwazniejsze. Zla fama jest uzasadniona, tak
    jak istnieje miliony ludzi, ktorzy maja bajeczne wspomnienia z pobytu, wracaja zauroczeni i gadaja o
    tym przez cale zycie.
  • 11.10.05, 14:14
    Musze Ci powiedziec, ze jak na 17 lat przebywania w Br. to "dosyc dobrze"
    piszesz po polsku. Nie chce mowic, ze jest to podejrzane, ale ciekawi mnie czy
    ty sie tam urodziles, czy jestes emigrantem. Moja zona, ktora urodzila sie i
    mieszkala w SP 23 lata i caly czas miala stycznosc z polskim, a teraz od 2 lat
    przebywa w Wawie caly czas robi bledy i ma problemy z odmiana.
  • 11.10.05, 21:36
    << Musze Ci powiedziec, ze jak na 17 lat przebywania w Br. to "dosyc dobrze" piszesz po polsku. >>

    Dziekuje za ten, jak dla mnie, komplement, bo sam tak nie sadze.

    <<Nie chce mowic, ze jest to podejrzane, ale ciekawi mnie czy ty sie tam urodziles, czy jestes
    emigrantem. >>

    Ale powiedziales... Nie dajac sie zwiesc na manowce Twej podejrzliwosci, przez oglade i szacunek
    odpowiem na konkret zawarty w pytaniu: jestem emigrantem, urodzonym w Pl. Nie wiem, czy dobrze
    zrozumialem ta mniej konkretna czesc pytania, ale zapytam: Co podejrzanego jest w "dosyc dobrej"
    znajomosci jezyka ojczystego?

    Pozwole sobie zauwazyc, ze w obec tego, mam odczucie, ze niewnikliwie przeczytales moj post,
    zwlaszcza pierwszy akapit (dosc celowy) lub masz problem z jego wlasciwa interpretacja. A to juz
    gorzej, bowiem moze to utrudnic nasza komunikacje pozbawiajac mnie przekonania o uzytecznosci, w
    stopniu minimalnym chocby, moich wypocin.

    <<Moja zona, ktora urodzila sie i mieszkala w SP 23 lata i caly czas miala stycznosc z polskim, a teraz
    od 2 lat przebywa w Wawie caly czas robi bledy i ma problemy z odmiana.>>

    Sytuacja Twojej malzonki jest zupelnie odwrotna do mojej. Nie przejmujcie sie: znam Brazylijczykow,
    ktorzy spedzili ponad 30 lat w Pl i maja te same problemy, Nasza gramatyka jest wyjatkowo trudna dla
    ludzi z tej grupy jezykowej.
  • 12.10.05, 00:58
    > Dziekuje za ten, jak dla mnie, komplement, bo sam tak nie sadze.
    Prosze bardzo.
    > jestem emigrantem, urodzonym w Pl.
    Tak to wiele wyjasnia, zwlaszcza znajmosc jezyka.
    >Co podejrzanego jest
    > w "dosyc dobrej"
    > znajomosci jezyka ojczystego?
    Wlasnie to o czym napisalem wyzej. Nie znam osoby, ktora urodzila sie w
    Brazylii przebywajacej tam kilkanascie lat i tak dobrze wladala polskim, nawet
    jesli jest to osoba pochodzenia polskiego, ale ta kwestia zostala wyjasniona.
    Ciekawi mnie rowniez to czy Brazylijczycy rozpoznaja Cie jako emigranta po
    chocby powiedzeniu jednego zdania po port?
    > Pozwole sobie zauwazyc, ze w obec tego, mam odczucie, ze niewnikliwie
    przeczyta
    > les moj post,
    > zwlaszcza pierwszy akapit (dosc celowy) lub masz problem z jego wlasciwa
    interp
    > retacja.
    Coz, dowiem sie z przyjemnoscia w takim razie jak byl ow cel, bo jesli chciales
    wiekszosci zamknac buzie to sposob byl ciut infantylny.
    Jeszcze w sprawie bezpieczenstwa. Moja zona mieszkajac w Sao Paulo przez te
    ponad 20 lat nigdy nie zostala napadanieta, okradziona, lub postawiona w
    nieprzyjemnej sytuacji, to prawda, nie byla turystka i dobrze zna tamtejsze
    klimaty. Jednak jesli czlowiek przestrzega zasad i orientuje sie w sytuacji to
    latwo w maliny sie wpuscic nie da. Owszem statystyki pokazuja, iz w SP dziennie
    ginie okolo 15 osob, ale trzeba pamietac, ze to przewaznie porachunki gangow
    oraz, ze to ponad 20mln aglomeracja, ktora powiekasza sie rocznie o
    kilkadziesiat tysiecy, glownie poprzez ludnosc naplywowa z polnocy, ktora szuka
    pracy, przewaznie jej nie znajdujac...
  • 12.10.05, 14:56
    > Dziekuje za ten, jak dla mnie, komplement, bo sam tak nie sadze.
    Prosze bardzo.
    > jestem emigrantem, urodzonym w Pl.
    Tak to wiele wyjasnia, zwlaszcza znajmosc jezyka.
    >Co podejrzanego jest
    > w "dosyc dobrej"
    > znajomosci jezyka ojczystego?
    Wlasnie to o czym napisalem wyzej. Nie znam osoby, ktora urodzila sie w
    Brazylii przebywajacej tam kilkanascie lat i tak dobrze wladala polskim, nawet
    jesli jest to osoba pochodzenia polskiego, ale ta kwestia zostala wyjasniona.

    Poznales wlasnie Polaka, ktory do Brazylii przyjechal w wieku lat prawie 18 i spedzil tu lat 17 + 3 (bo
    byla przerwa na pobyt w PL).

    Ciekawi mnie rowniez to czy Brazylijczycy rozpoznaja Cie jako emigranta po
    chocby powiedzeniu jednego zdania po port?

    Nie rozpoznaje. Musialby porozmawiac ze mna conajmniej pol godziny, a najczesciej musaloby to
    wyniknac z tematu rozmowy. Po 3 latach pobytu, nieznajomi rozmowcy pytali, czy jestem z poludnia Br.
    Po 5 latach nazywali mnie "Paulista" a pozniej juz nikt nie zwracal na to uwagi. Oczywiscie chodzi tu o
    akcenty z tych regionow. Teraz ci z poludnia twierdza, ze gadam jak Carioca.
    Przy okazji, dla zilustrowania tego, jesli Cie to bardzo interesuje, zapraszam do wysluchania wywiadu,
    ktorego udzielilem w podcascie www.polskiedetroit.com , ktory ukaze sie dzisiaj w poznych
    godzinach wieczornych . Jest tam wiele watkow zwiazanych bezposrednio z tym, czyli o
    (nie)bezpieczenstwie turysty w wielkich miastch Br. Jesli podcasting jest czyms nieznanym Ci,
    zagooglaj, wikipedia zwlaszcza.

    > Pozwole sobie zauwazyc, ze w obec tego, mam odczucie, ze niewnikliwie
    przeczyta
    > les moj post,
    > zwlaszcza pierwszy akapit (dosc celowy) lub masz problem z jego wlasciwa
    interp
    > retacja.
    Coz, dowiem sie z przyjemnoscia w takim razie jak byl ow cel, bo jesli chciales
    wiekszosci zamknac buzie to sposob byl ciut infantylny.

    Czyzby? Tak, owszem, cel byl wlasnie taki, co wynika z tego samego postu. Infatylny? Tak, na miare
    zamieszczonych tu wypowiedzi. NIEKTORYCH, zaznaczam.

    Jeszcze w sprawie bezpieczenstwa. Moja zona mieszkajac w Sao Paulo przez te
    ponad 20 lat nigdy nie zostala napadanieta, okradziona, lub postawiona w
    nieprzyjemnej sytuacji, to prawda, nie byla turystka i dobrze zna tamtejsze
    klimaty. Jednak jesli czlowiek przestrzega zasad i orientuje sie w sytuacji to
    latwo w maliny sie wpuscic nie da. Owszem statystyki pokazuja, iz w SP dziennie
    ginie okolo 15 osob, ale trzeba pamietac, ze to przewaznie porachunki gangow
    oraz, ze to ponad 20mln aglomeracja, ktora powiekasza sie rocznie o
    kilkadziesiat tysiecy, glownie poprzez ludnosc naplywowa z polnocy, ktora szuka
    pracy, przewaznie jej nie znajdujac...

    Wszystko to prawda. Wiec jest mozliwe, zyc, odwiedzac w tym kraju bez szwanku. I to wlasnie chcialem
    przekazac. Wbrew zlej i uzasadnonej famie, mozna przyjechac i uniknac rozboju.
    W ciagu tych 20 lat mojego pobytu tutaj tez nic zlego nie przydazylo mi sie. Owszem, otwarto moj
    samchod kilka razy (stracilem radio tylko raz) przy czym w sposob bardzo "elegancki" bo nie wybito
    szyby. U nas zlodziejaszki nie sa tak zdolni, wybijaja szyby, by potem sprawdzic, czy jet cos do wziecia.
    W moim przypadku w Pl to 4 razy, jedna strata, procz szyb, oczywiscie. Nigdy nie padlem ofiara napadu
    czy innej przemocy. A ciekawskim gowniarzem w Rio tez bylem, jak ktos z tego forum.

    Jak dla mnie to tyle.

    Pozdrawiam.
  • 11.10.05, 12:05
    To zależy gdzie, a ja uwielbiam amazonię.
    Czułem się bezpieczniej niż w Warszawie, byłem chroniony przez miejscowych (potrafiłem się z nimi dogadać).
    Największym zagrożeniem chyba jest policja, ponieważ z za wszelką cenę nie chciano mnie dopuścić do konfrontacji z nimi.
    Drobne oszustwa, ale to sobie można opuścić, przecież nie będę się bił o dolara.
    Tak sympatycznych ludzi nie spotkałem nigdzie na świecie, więc czego się bać.
  • 11.10.05, 12:44
    Różnie to podobno jest z tą policją. Pewnie Maconudo1 wiedziałby najlepiej. Nie
    sądzę jednak i potwierdzali to Brazylijczycy, żeby mundurowy policjant na
    służbie ("Policia Militar" coś w rodzaju odpowiednika włoskich karabinierów
    mówiąc bardzo ogólnie) napastował turystę, nigdy się z tym nie spotkałem, nie
    czytałem i nie słyszałem o tym. Słyszałem natomiast, że czepiać się, będąc na
    służbie, zachodniego turysty byłoby zbyt ryzykowne, zwłaszcza odkąd mówi się
    powszechnie, że strach przed przestępczością ogranicza turystykę. A nuż ktoś
    jeszcze by się tym zajął. Ostrzega się natomiast przed drogówką (wymuszanie
    łapówek, jak w bardzo wielu innych krajach świata, w tym i w Polsce) i różne
    rzeczy pisze się o granicy z krajami "narkotykowymi" (Peru, Boliwia, Kolumbia),
    trudno mi powiedzieć, na ile to prawda. Tam, gdzie działają specjalne bataliony
    do ochrony turystów np. na Peluorinho w Salvadorze, sądzę, że na pewno poprawia
    to bardzo bezpieczeństwo. Tak że chyba dla "gringo" mimo wszystko jednak
    lepiej, że jest policja niż gdyby jej nie było i generalnie raczej nie trzeba
    jej się bać.

    Inne rzeczy czasem robią ci sami policjanci po służbie. Słyszałem właśnie
    historię o gościu, którego napadli pod lotniskiem w Manaus. Dziwi mnie tylko w
    tej historii, że ich złapali, chociaż gość brzmiał wiarygodnie i nie opowiadał
    tego, żeby straszyć (wręcz przeciwnie, ogólny wydźwięk był taki, że nie jest aż
    tak źle), a podobno coraz częściej zdarzają się aresztowania nieuczciwych
    policjantów...
  • 11.10.05, 21:45
    wiksadyba1


    <<Różnie to podobno jest z tą policją. Pewnie Maconudo1 wiedziałby najlepiej.>>

    Wiem dokladnie tyle, ile wie przecietnie poinformowany Brazylijczyk. Temat poruszany jest codziennie
    w mediach. Niestety, robak korupcji toczy ten kraj i jego instytucje bardzo mocno. Jest to, wg. opinii
    panujacej na swiecie, jeden z najbardziej, jesli nie naj, skorumpowanym krajem obecnie. Zenujace... i b.
    szkodliwe w stosunkach z reszta swiata, glownie w dziedzinach dot. ekonomii. Wiarygodnosc Br.
    ostatnio spadla o kilkanascie pozycji glownie z powodu ostatnich afer korupcyjnych z udzialem
    najwazniejszych instytucji rzadowych, nie wykluczajac (choc to tylko spekulacje) samego prez. Lula:
    "CPI dos correios" i "CPI do mensalao". Ci, ktorzy moga, zagooglajcie w niusach/mediach. BTW, Paulo
    Maluff sidzi w wiezieniu, juz od miesiaca, z tych samych powodow. Skandal...

    Nie dziwota, ze policja, we wszystkich swych wielu odmianach i na wszystkich szczeblach jest mocno
    skorumpowana. Od zwyklego "drogowca", ktory wg. wlasnego widzimisie wymusza smieszne kwoty od
    kierowcow, po tych odpowiedzialnych za walke z narkotrafikiem. Przestepczosc kryminalna w
    szeragach policji tez nie jest sporadyczna, gorzej, dosc powszechna. Wszystko, o czym piszesz to,
    niestety, prawda.

    <<Nie sądzę jednak i potwierdzali to Brazylijczycy, żeby mundurowy policjant na
    służbie ("Policia Militar" coś w rodzaju odpowiednika włoskich karabinierów
    mówiąc bardzo ogólnie) napastował turystę, nigdy się z tym nie spotkałem, nie
    czytałem i nie słyszałem o tym.>>

    Oczywiscie, ze nie! Bez przesadyzmu. W tym przypadku akurat, mozna nawet na nich liczyc. Jak
    pisalem wczesniej, Brazylia jest zainteresowana bezpieczenstwem turystow. Istnieja nawet specjalne
    inicjatywy policji w tym celu. W gre wchodza zylionowe interesy, liczna gupa roznych kategorii
    ekonomii i zawodowych.

    <<Słyszałem natomiast, że czepiać się, będąc na służbie, zachodniego turysty byłoby zbyt ryzykowne,
    zwłaszcza odkąd mówi się powszechnie, że strach przed przestępczością ogranicza turystykę. A nuż
    ktoś jeszcze by się tym zajął.>>

    Dokladnie.

    <<Ostrzega się natomiast przed drogówką (wymuszanie łapówek, jak w bardzo wielu innych krajach
    świata, w tym i w Polsce) >>

    Codzienny obrazek, zwlaszcza w RJ. W przypadku turysty musialby to byc zwykly zbieg okolicznosci,
    czysty przypadek (pod warunkiem, ze faktycznie nie popelnil wykroczenia), np. napotkal tzw. "blitz" i
    mial cos nie OK. Tu roznie moze byc: albo mu odpuszcza, ukaraja stosownym mandatem (mandaty
    wystawiane sa na samochod, nie na kierowce) albo go zaszykanuja np. "odholowaniem pojazdu"w celu
    wymuszenia lapowki. Jak kazdego innego kierowce, bez zenady. W RJ lapowka dziala zawsze.

    <<Tam, gdzie działają specjalne bataliony do ochrony turystów np. na Peluorinho w Salvadorze, sądzę,
    że na pewno poprawia to bardzo bezpieczeństwo. Tak że chyba dla "gringo" mimo wszystko jednak
    lepiej, że jest policja niż gdyby jej nie było i generalnie raczej nie trzeba jej się bać.>>

    Oczywiscie. Stad moje wywody, ze jednak Brazylia nie jest taka niebezpieczna dla turysty, bo o tym tu
    mowa. Wystarczy trzymac sie schematu, nie pchac sie tam gdzie nie trzeba, stosowac sie do porad,
    zoorganizowac sie odpowiednio.

  • 11.10.05, 13:01
    Znalazłem taki link dla tych, którzy potrafią chociaż czytać po portugalsku:

    www.cezarliper.com.br/Turismo.asp#NOTICIAS

    Wynika z tego, że na 1, 7 miliona turystów zagranicznych w Rio było w 2004 r.
    ok. 3500-4000 zgłoszonych na policję napadów (ok. 10 dziennie). Jak to z
    informacjami, można przedstawiać je w różny sposób: albo że "co dwie godziny w
    Rio napadany jest turysta" (co budzić może grozę:), albo że "około 1 na 500
    turystów przyjeżdżajacych do Rio został ograbiony". To drugie chyba uspokaja,
    chociaż zawsze można być tym jedym na 500. Oczywiście, pewnie jest na prawdę
    troche gorzej, nie każdy napadnięty idzie na policję.

    Przykładowe opisy rozbojów pokazują, że większość turystów straciła
    aparat/kamerę, niektórzy mieli przy sobie dużą kasę (np. 700 euro), więc takich
    akcji da się uniknąć zachowując zdrowy rozsądek.

  • 12.10.05, 19:29
    Przeczytaj jeszcze raz co napisales a potem walnij sie w czolo. Prosba do
    wlascicielki aby banowac ludzi, ktorzy pisza takie rzeczy, albo przynajmniej
    kasowac te posty. Takie fajne forum sie zapowiadalo, a tu prosze.
  • 12.10.05, 22:49
    Nie mam nic przeciwko wykasowaniu mojego postu razem z sanchezem:))) Sądzę, że
    Ale to ciekawe, jak Brazylią zaczynają się interesować jakieś obszczymurki,
    które niewiele w życiu widziały poza ławką i trzepakiem pod swoim blokiem.
    Wypalił taki trochę kiepskich blantów u siebie na osiedlu, obejrzał w kinie
    albo na DVD "Cidade de deus", usłyszał coś o karnawale, chociaż pewnie tej
    Brazylii nawet nie umie pokazać na mapie i wyobraża sobie jakieś niesamowite
    imprezy. he, he.

    P.s. zamiast kasowania można by podesłać Sancheza do wątku p.t. "Co przeciętny
    Polak wie o Brazylii?" He he

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.