31.01.09, 19:30
Może to głupie pytanie, ale czy gdzieś w Piasecznie można kupić wyroby sojowe,
najchętniej parówki. Tak lubiłam je za czasów studenckich, jakoś mi się
zachciało... Mogą też być kotlety. A może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie
szukać? Z góry dzięki.

Kasia
Edytor zaawansowany
  • zemfiroczka 31.01.09, 23:20
    kadewu1 napisała:
    > A może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie
    > szukać? Z góry dzięki.

    Na dziale ze zdrową żywnością - to gdzieś blisko makaronów i kasz.

    W Almie też są (na przeciwko pieluch i rzeczy dla dzieciaków), w kauflandzie tudzież (półki vis a vis makaronów)

    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • kadewu1 01.02.09, 16:17
    I to się nazywa szybka odpowiedź.
    Dzięki!
    K
  • zemfiroczka 01.02.09, 16:37
    kadewu1 napisała:
    > I to się nazywa szybka odpowiedź.
    > Dzięki!
    > K

    Aha! No to jeszcze dodam, że dziś widziałam wspomniane parówy w Auchan w lodówkach tuż przy jajach :)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • tomjani 02.02.09, 11:23
    kadewu1 napisała:

    > Może to głupie pytanie, ale czy gdzieś w Piasecznie można kupić
    > wyroby sojowe, najchętniej parówki. Tak lubiłam je za czasów
    > studenckich, jakoś mi się zachciało... Mogą też być kotlety. A
    > może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie szukać? Z góry dzięki.

    Wprawdzie nie w Piasecznie ale niewiele dalej bo w
    ursynowskim "Realu" przy Płaskowickiej pojawiły się po dłuższej
    przerwie "psie chrupki" ;-) sojowe, przydatne do gotowania gulaszu z
    makaronem. Byłem zaniepokojony ich przedłużającym się brakiem w
    warszawskich sklepach: czym żywiłbym się latem, podczas mazurskiego
    rejsu? Nawet gdybym miał wrócić do mięsnej diety, to które
    inne "mięso" nie psułoby się przez długie tygodnie, gdy nie ma
    lodówki do dyspozycji?
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 02.02.09, 12:46
    na bazarku jest tez sklep ze zdrową żywnością, tam zapewne tez cos
    znajdziesz. ciąg sklepów koło kopuły, za butami.
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • kadewu1 02.02.09, 12:51
    NA bazarku bywam, ale do soi szczęścia nie mam. W ogóle te bazarkowe zdrowe
    sklepiki są troszkę nieprzewidywalne. Raz kupuję jajka eko bez problemu, raz nie
    ma nic, raz jest chlebek pycha, raz nie. Dzięki za namiary, w Auchan jestem co
    sobotę, to kupię te sojowe.
    K
  • teqilaa 02.02.09, 13:17
    w auchan jest spory wybór, oprócz pólek z suchym zarciem
    ekologicznym to jeszcze na chłodni mozna dostac gotowe zarcie
    sojowe, typu kotleciki do odgrzania w mikrofali, parówki itp. Ja
    polecam pasztety i paprykarze sojowe z sojvity. Bardzo dobre do
    chleba :)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • teqilaa 02.02.09, 21:26
    wstawże gdzieś przecinek bo mam dwie opcje odbioru Twojej wypowiedzi
    Stenciu ;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • kadewu1 03.02.09, 11:01
    Chodzi o fitohormony? :-)
    Raczej da się (z)robić. Ja na przykład mam synka. Może jakby przejść wyłącznie
    na soję, byłoby gorzej (panowie). Zaskoczę cię, ale soja jest powszechnym
    dodatkiem do wędlin, pasztetów itd. Ja akurat nie jadam, ale przeciętny obywatel
    chyba je ich sporo.
    K
  • teqilaa 03.02.09, 12:56
    czyją? hehehehe

    ps. widze że sie kolega w końcu zmobilizował, trzymam kciuki :D
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • drzejms-buond 03.02.09, 13:52
    czyją?

    :-D))))))))


    się da się! znam takich co na samych zieleninach jadą a dzieci...?
    jak marzenie...
    i mają też DZIEWCZYNKI na składzie. zdrowe i dorodne...
    ;]
  • teqilaa 03.02.09, 13:54
    Stentonik rzesza kibiców rosnie hehehehehe, zeby Cie tylko trema nie
    zjadła ;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • zemfiroczka 03.02.09, 16:46
    stentonik napisał:
    > Ja teraz na córkę "poluję", więc pozostanę przy mięsie;)

    Proszę, proszę, czegóż to można się dowiedzieć dzięki kotletowi i innej parówce ;)PP
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • marcin.brzezinski 03.02.09, 14:46
    Dzieci się pewno da, ale z doświadczenia wiem że w towarzystwie w
    którym autorytarnie wprowadzono obligatoryjne odżywianie się
    wyłącznie paszą roślinną, poziom agresji rośnie wykładniczo do czasu
    pozostawania na takiej diecie.
    Dla pokoju na świecie powinniśmy pozostać wszystkożerni. Przykład -
    niebezpieczne jest już nawet trwałe wykluczenie wieprzowiny, vide
    islamski terroryzm...
  • kadewu1 03.02.09, 15:12
    Ja wieprzowinę wykluczyłam 17 lat temu i agresja mi spadła :-) Polecam
    jednoczesne wykluczenie wołowiny. Jednak mięso zawiera mnóstwo hormonów stresu...
  • marcin.brzezinski 03.02.09, 17:37
    Ja i moi znajomi mamy zupełnie przeciwne doświadczenia.
    Mięso raczej neutralizuje stres i usposabia pogodnie. A wieprzowinka
    (mniam) szczególnie ;-)
    Może spróbuj takiej dobrze przyrządzonej karkóweczki? Okaże się że
    doświadczysz zupełnie czegoś kosmicznego i wspaniałego ;-) Już nigdy
    nie będziesz chciała powrócić do paszy wyłącznie roślinnej hihihi
  • kadewu1 03.02.09, 18:45
    Pomyłka. Nie jem czerwonego od 20 lat - czas leci, niestety :-(
    Raczej dziękuję za karkówkę. Wolę umrzeć zdrowa :-)
  • teqilaa 03.02.09, 22:24
    kadewu1 napisała:

    (...) Wolę umrzeć zdrowa :-)

    hyhyhyhy, kwicze ze śmiechu!!
    ;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • len_y 03.02.09, 22:50
    teqilaa napisała:

    > kadewu1 napisała:
    >
    > (...) Wolę umrzeć zdrowa :-)
    >
    > hyhyhyhy, kwicze ze śmiechu!!
    > ;)

    buahahahah, masakra
  • marcin.brzezinski 03.02.09, 17:41
    tomjani napisał:

    > (...) Byłem zaniepokojony ich przedłużającym się brakiem w
    > warszawskich sklepach: czym żywiłbym się latem, podczas
    mazurskiego
    > rejsu? Nawet gdybym miał wrócić do mięsnej diety, to które
    > inne "mięso" nie psułoby się przez długie tygodnie, gdy nie ma
    > lodówki do dyspozycji?

    Odpowiedź prosta jak drut - Mazury na łódce to nie Ocean Spokojny na
    kajaku, więc sklep spożywczy jest w każdej wsi. A przez długie
    tygodnie nie psują się konserwy których na łódkę możesz zabrać nawet
    tonę ;-)

  • tomjani 04.02.09, 13:39
    marcin.brzezinski napisał:

    > Odpowiedź prosta jak drut - Mazury na łódce to nie Ocean Spokojny
    > na kajaku, więc sklep spożywczy jest w każdej wsi. A przez długie
    > tygodnie nie psują się konserwy których na łódkę możesz zabrać
    > nawet tonę ;-)

    Tiaaaa, tyle że ja wiem jak to wygląda w praktyce - na przykładzie
    tych co w odróznieniu ode mnie lubią pływać w wielkiej qpie.
    Wioskowe sklepy na Mazurach cieniutko przędą - bo przyjezdni
    przywożą całe zapasy żarcia z warszawskich, poznańskich czy
    krakowskich hipermarketów - busem tranzitem. A to co przywożą, dla
    mnie byłoby niejadalne kompletnie, nawet gdybym ponownie się zmięsił
    (bez względu na to że ryby jadam). Są to obowiązkowo: mielonka
    śniadaniowa ale nie jedzona z chlebem do czego była przewidziana
    lecz gotowana wraz z makaronem w charakterze gulaszu (w odóznieniu
    od bezwonnych sojowych "psich chrupków" zaczyna przeraźliwie
    śmierdzieć podczas gotowania, więc obowiązkowym dodatkiem staje się
    cebula która podczas rejsu gnije wskutek czego śmierdzi już cały
    jacht, choć oczywiście inaczej), słoiki pulpetów w sosie pomidorowym
    (ujednolicone danie na czas całego rejsu - jak pulpety to już nic
    innego) z konserw rybnych zaś - w żadnym wypadku jakieś tam
    fanaberie typu filety śledziowe czy z makreli tylko Paprykarz
    Szczeciński lub Sałatka Rybna Neptun. Do tego chleb przechowywany
    wraz ze wspomnianą wcześniej zgniłą cebulą przez dlugie tygodnie (to
    na rejsach morskich znamiennych tym że jedzie się busem tranzitem
    przez pół Europy aby potem szlajać się między portami odległymi o
    kilkanaście, z górą kilkadziesiąt km - za gramanicą w ogóle nie
    znają chleba a jedynie tosty), sztuczny miód (oszczędzać trzeba na
    każdym kroku, bo kazy obowiązkowo musi starczyć... wiadomo na co.
    Gorzałę oraz PIWO, PIWO, PIWOOO....

    A teraz zupełnie na poważnie (bo to co powyżej opisałem - to moje
    osobiste spostrzeżenia z wielu dawno minionych rejsów, do których
    wracać bym już nie chciał): naprawdę ciepły posiłek to coś więcej
    niż tylko kanapki z najlepszymi nawet konserwami. A cóż łatwiej,
    szybciej i praktyczniej (brudzi się tylko jeden gar w kórym gotuje
    się wszystko razem, nie trzeba nic przysmażać i podduszać) można
    przyrządzić niż taki gulasz sojewy z makaronem, olejem i przyprawami
    wszelakimi? Oczywiście, parę grzybków też można dorzucić jak się uda
    je znaleźć. Gdyby "psie chrupki" zostały wycofane, pozostałyby mi
    tylko racuchy (czasem smażę je i na jachcie ale zmywania więcej), a
    może... pierogi sojowe (i one smakują jak pierogi z mięsem). Na swój
    pierwszy rejs przygotowałem pasteryzowany farsz i zrobiłem z niego
    użytek na Mazurach. Ale lepienie pieogów okazało się w tych
    warunkach strasznym hardcorem - odtąd jadam je tylko w domu...
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 04.02.09, 13:45
    teraz konserwy niemodne, chińskie żarcie rzadzi.
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • tomjani 04.02.09, 14:01
    teqilaa napisała:

    > teraz konserwy niemodne, chińskie żarcie rzadzi.

    Fakt, na dworcu PKP we Wrocławiu tylko najwytrwalsi odnajdą
    bar "Plus" gdzie można spożyć filet z mintaja. Gdzie się poza tym
    nie obejrzeć - tam tylko okienko, a w nim KNYSZA i PITA :-(

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 04.02.09, 14:25
    a na naszym cudownym centralnym spożywałam parówki po wiedeńsku!!!
    wielki świat prosze pana, wielki..;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • tomjani 04.02.09, 14:38
    Warszaffka mało mnie interesuje - można wytrzymać bez jedzenia te
    dodatkowe pół godziny zanim dojedzie się do domu. Natomiast gdy
    odwiedzam Poznań - a często to się zdarza, parowozy w Wolsztynie to
    ewenement na skalę światową (wszak nawet w Piasecznie ciuchcia służy
    tylko do zabawy a nie dla codziennego dowozu ludzi do roboty) - to
    obowiązkowo muszę odwiedzić dworcową cukiernię gdzie można nabyć
    pyszne świeżutkie drożdżówki z kruszonką. Trzy takie buły za niecałe
    5PLN - i już jest pożywne śniadanie przynajmniej na czas
    przedpołudniowej jazdy "Piratem" z parowozem "Piękna Helena" do
    Kołobrzegu, co ma miejsce w okolicach 1 czerwca. Niestety, w
    ubiegłoroczny majowy weekend, akurat w sobotę gdy tłumy MKoli z
    całej Polski (nie licząc Niemców którzy przyjechali własnymi
    pociągami) waliły przez Poznań do Wolsztyna na coroczną Paradę
    Parowozów - akurat wzięli i zrobili sobie wolne! Akurat wtedy gdy na
    tylu klientów mogli liczyć. Komuś zależy na tym aby to zamknąć i
    wzorem Wrocławia urządzić jeszcze jedną knyszarnię i piciarnię,
    która zasmrodzi cały dworzec cebulą, kiełbachą i żółtym serem?
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 04.02.09, 15:31
    a ja sie romarzyłam o jagodziankach z cukierni w Olsztynku...
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • marcin.brzezinski 05.02.09, 09:59
    Eeee tam, w W-Wie jest bardzo dużo fajnych i tanich miejsc gdzie
    można smacznie zjeść.
    Kilka lat pracowałem w samym centrum i zapewniam że nie musiałem
    jadać fastfoodów.
  • teqilaa 05.02.09, 12:07
    Biblioteka Narodowa rulez! tanio i smaaaacznie!
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • zemfiroczka 04.02.09, 16:38
    tomjani napisał:
    > dworcu PKP we Wrocławiu tylko najwytrwalsi odnajdą
    > bar "Plus"

    No to mi zagwozdkę dałeś, przez cztery lata przynajmniej raz w tygodniu przechodziłam przez pkp we Wrocku, ale baru nie kojarzę... To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • tomjani 04.02.09, 17:20
    zemfiroczka napisała:

    > To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?

    Nienienienie. Jak się wyjdzie z głównego tunelu pod peronami do
    hallu dworcowego, trzeba skręcić w prawo (tj. w kierunku Opola ;-) )
    Wejść na taką lekko podwyższoną "galeryjkę", minąć cośtamcośtam i
    trafić do "Plusa".
    Niestety ma on jedną poważną wadę: przesiadują tam nie tylko czynni
    konsumenci ale i tacy którym się po prostu nudzi, więc chcieliby
    choćby popatrzeć w telewizor. I jarają szlugi, bo im wolno.
    Gdzie poszła się kichać ustawa antynikotynowa? :-(((

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 04.02.09, 17:36
    tomjani napisał:

    > zemfiroczka napisała:
    >
    > > To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?
    >
    > Nienienienie. Jak się wyjdzie z głównego tunelu pod peronami do
    > hallu dworcowego, trzeba skręcić w prawo (tj. w kierunku Opola ;-) )
    > Wejść na taką lekko podwyższoną "galeryjkę", minąć cośtamcośtam i
    > trafić do "Plusa".
    > Niestety ma on jedną poważną wadę: przesiadują tam nie tylko czynni
    > konsumenci ale i tacy którym się po prostu nudzi, więc chcieliby
    > choćby popatrzeć w telewizor. I jarają szlugi, bo im wolno.
    > Gdzie poszła się kichać ustawa antynikotynowa? :-(((
    >

    Aaaaa, wiem już! Po schodkach niedaleko wucetów ;)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • marcin.brzezinski 05.02.09, 09:55
    ech...
    Każdy ma swoje doświadczenia.
    Nie zgodzę się z tobą że mielonka w konserwie nie nadaje się do
    gotowanie. Jest wręcz przeciwnie - na kanapce stanowi groźną broń
    chemiczną ;-)
    Znacznie więcej zabawy jest z przyrządzaniem wymyślnych dań
    wegetariańskich tak aby smakowały porównywalnie z prostymi daniami
    mięsnymi. W normalnych warunkach bojowych dieta roślinna smakuje po
    pewnym czasie jak glina, a na sam widok proteiny sojowej towarzystwo
    dostaje mdłości - proteina w czystej postaci ma bowiem sama z siebie
    smak gumki myszki i trzeba nie lada kucharza aby uczynił z takiego
    farfocla cokolwiek zjadliwego.

    W bardzo dawnych czasach gdy chadzałem więcej w góry, na jednym z
    dwutygodniowych przejść przewodnickich mieliśmy instruktorkę która
    narzuciła grupie dietę sojową. W połączeniu z dosyć survivalowym
    charakterem imprezy dało to mieszankę bardzo wybuchową - od tego
    czasu wiekszość z nas nie może patrzeć na wszelkie wyroby
    mięsopodobne a samo słowo "soja" nadal podnosi adrenalinę.
    Dla mnie jadanie tego typu paszy zawsze będzie pokutą za liczne moje
    występki ;-).
  • tomjani 05.02.09, 10:42
    marcin.brzezinski napisał:

    > Nie zgodzę się z tobą że mielonka w konserwie nie nadaje się do
    > gotowanie. Jest wręcz przeciwnie - na kanapce stanowi groźną broń
    > chemiczną ;-)

    Jeśli już - to raczej biologiczną. Botulina czyli jad kiełbasiany
    faktycznie trafił do arsenałów w czasach zimnej wojny.

    > Znacznie więcej zabawy jest z przyrządzaniem wymyślnych dań
    > wegetariańskich tak aby smakowały porównywalnie z prostymi daniami
    > mięsnymi. W normalnych warunkach bojowych dieta roślinna smakuje
    > po pewnym czasie jak glina, a na sam widok proteiny sojowej
    > towarzystwo dostaje mdłości - proteina w czystej postaci ma bowiem
    > sama z siebie smak gumki myszki i trzeba nie lada kucharza aby
    > uczynił z takiego farfocla cokolwiek zjadliwego.

    Ech, czego to ludzie nie wymyślą aby jak najszersze grono
    niezornientowanych wprowadzić w błędne mniemanie że prosto odstawić
    mięsnej chabaniny NIEDASIE. Już spotkałem się z opinią że owa kostka
    sojowa ma smak szarego mydła - może by tak ujednolicić zeznania aby
    wypaść bardziej wiarygodnie? A prawda jest taka że proteina sojowa
    (jak również gotowane ziarno sojowe) sama z siebie nie ma żadnego
    zauważalnego smaku, i smakuje tym czym ją przyprawimy. Zwykle
    zadowalam się zielem angielskim, pieprzem naturalnym i ziołowym,
    parę grzybków choćby suszonych też można dorzucić. Zwolennikom
    bardziej pikantnych potraw można rzecz jasna doradzić wszelkie
    czosnki, cebule czy inne papryki. Ale to przecież nic nowego: tak
    samo praktycznie pozbawione smaku jest przysłowiowe "wołowe z
    kością" a zwłaszcza kurczak z rosołu, a przecież takiego właśnie
    mięsa często używa się do pierogów. Zatem i z sojowego ziarna
    nietrudno jest zrobić "pierogi z mięsem" (ech, najwyższa pora, dawno
    się na to nie zdobyłem, wpadnę chyba dziś choćby na
    bazarek "Szembeka").

    > W bardzo dawnych czasach gdy chadzałem więcej w góry, na jednym z
    > dwutygodniowych przejść przewodnickich mieliśmy instruktorkę która
    > narzuciła grupie dietę sojową. W połączeniu z dosyć survivalowym
    > charakterem imprezy dało to mieszankę bardzo wybuchową

    To nie lepiej bylo zorganizować sobie wyjazd samemu, a nie w takim
    stadzie aby potem ponarzekać sobie na instruktorkę? Wciąż pamiętam
    wspomniany wyżej sztuczny miód na "rejsie" niesławnej pamięci
    Warszawskiego Yacht Clubu - ale dziś pływam samemu i tamtym
    pseudożeglarskim bydłem po prostu gardzę.

    - od tego czasu wiekszość z nas nie może patrzeć na wszelkie wyroby
    > mięsopodobne a samo słowo "soja" nadal podnosi adrenalinę.
    > Dla mnie jadanie tego typu paszy zawsze będzie pokutą za liczne
    > moje występki ;-).

    Wolałbyś nie wiedzieć ile soi się pakuje do mięsnopodobnych "wędlin"
    I żeby tylko soi! To już zdecydowanie mniej obrztydzenia powinny
    budzić wędliny sojowe - tam mielonych skór czy jelit bym się nie
    spodziewał.

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 05.02.09, 12:07
    eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
    robie pasztet i smakuje wybornie. Czesto miele z odrobina oliwy
    dodaje do mięsa mielonego i robie pulpety. Tyz bardzo dobre. Ale nic
    nie zastąpi pieczonego soczystego kurczoka czy tez chrupiacego
    tłustego schaboszczaka! :D
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • tomjani 05.02.09, 13:23
    teqilaa napisała:

    > eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
    > robie pasztet i smakuje wybornie. Czesto miele z odrobina oliwy
    > dodaje do mięsa mielonego i robie pulpety.

    Znaczy wzorujesz się na producentach "mięsnych" wędlin zastępując
    część surowca tańszą soją? ;-P

    > Ale nic nie zastąpi pieczonego soczystego kurczoka czy tez
    > chrupiacego tłustego schaboszczaka! :D

    Eeee tam. W okolicach świąt można było kupić w "Waszym" Oszołomie
    turbota. To ryba przypominająca trochę flądrę która jako żywo
    smakuje tak jak kurczak (mam nadzieję że to naturalny jej smak a nie
    wynikający z tego że tego że ona też była tuczona padłym drobiem z
    fermy jak to ma miejsce z hodowlanymi pstrągami i łososiami :-( ) Co
    do schaboszczaka: a taki gatunek grzyba jak boczniak ostrygowaty
    znasz? Przy takiej pogodzie jaką mamy obecnie jest szansa znaleźć go
    nie tylko na warztywnym bazarze czy też w hipermarkecie, ale i w
    lesie, na starych usychających lub obalonych pniach drzew. On też
    może być i chrupiący, i soczysty, i tłusty (wskutek smażenia), i
    nawet "chrząstka" w postaci trzonka się znajdzie. Za to nie ma obawy
    że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
    świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
    schaboszczaka. W ciepłej zaś porze roku można
    usmażyć "schaboszczaka" z ogólnie znanej w tym zastosowaniu czubajki
    kani, wytrawni zaś znawcy grzybów mogą sobie pozwolić na znacznie od
    niej pospolitszego... muchomora czerwieniejącego :-)

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 05.02.09, 14:38
    tomjani napisał:
    Znaczy wzorujesz się na producentach "mięsnych" wędlin zastępując
    > część surowca tańszą soją?

    nie wzoruje sie, ale czasem tak robie. Mieso wole naturalne a nie
    jakies substytuty. A soje traktuje jak kazdy inny dodatek typu
    fasola, groch...


    Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
    Kanie, boczniaki..sama zbierałam i smazyłam. Najlepsze żarcie na
    świecie. Ale w dalszym ciągu twierdze że tak jak kurczak nie zastapi
    turbota, tak kania nie zastąpi świnki w panierce! ja tam jestem
    drapiezca i od czasu do czasu mięso poszarpac muszę! ;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • stentonik 05.02.09, 15:08
    tomjani napisał:
    Za to nie ma obawy
    że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
    świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
    schaboszczaka.

    Noo to Ci się udało hehehe:)))

    Jeśli soja ma być sporadyczną, od czasu do czasu serwowaną kulinarną odskocznią
    to czemu nie! Ostatnio żona zrobiła mi królika w jakimś sosie i pod pozorem
    kurczaka po burgundzku zjadłem z dokładką, więc i na schabowy z sojowej
    struktury bym się zgodził gdyby mnie nie uświadomiono z czego to a danie byłoby
    smaczne. Natomiast jeśli taka dieta staje się motywem przewodnim żywienia to ja
    wzorem konserwytywnych babciów uważam, że robić sobie krzywdę można inaczej.

    Zdrowy chłop a i baba nie blada mięcho muszą jeść!
    --
    NFW-kasę bierze zemfiroczka
    Moja Strona Domowa
    Piaseczyński Serwis Wędkarski
  • zemfiroczka 05.02.09, 16:22
    teqilaa napisała:
    > Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
    > Kanie

    Ożesz! Ale bym zjadła! Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam toto na widelcu...
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • tomjani 06.02.09, 11:50
    zemfiroczka napisała:

    > > Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
    > > Kanie
    >
    > Ożesz! Ale bym zjadła! Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam
    > toto na widelcu.

    Spróbuj muchomora, on jest o wiele pospolitszy, zwłaszcza na
    początku lata. Ale tylko tego czerwieniejącego (Amanita rubescens).
    Wcześniej jednak naucz się go odróżniać od innych, trujących
    muchomorów, zwłaszcza plamistego i czerwonego, tego ogólnie znanego
    pod który krasnoludki się chowają (z tym najgroźniejszym,
    sromotnikowym mylone są na ogół prawdziwe kanie). Parę lat temu byl
    wysyp dobrych muchomorów w Lasach Chojnowskich. Najadłem się wtedy
    kotletów za wszystkie czasy. Następnie pochwaliłem się na forum
    portalu www.grzyby.pl/ i... okazało się że nie ma się czym
    chwalić - tam wszyscy znają i jedzą te grzyby ;-DDDD

    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 06.02.09, 16:16
    tomjani napisał:
    > Spróbuj muchomora, on jest o wiele pospolitszy, zwłaszcza na
    > początku lata. Ale tylko tego czerwieniejącego (Amanita rubescens).
    > Wcześniej jednak naucz się go odróżniać od innych, trujących
    > muchomorów

    No właśnie!... ;)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • marcin.brzezinski 05.02.09, 15:28
    tomjani napisał:

    > (...) Za to nie ma obawy
    > że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
    > świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
    > schaboszczaka.(...)

    No to ja nie wiem chłopie gdzie ty mięso kupowałeś - polecam zmienić sklep albo naprawić lodówkę....
    Kotlecik schabowy zawsze pachnie cudownie, a zechciej zauważyć że prędzej gnojem pachnieć będą różne warzywa uprawiane ekologicznie bo na tym ponoć najlepiej rosną ;-)

    Ja osobiście jestem tolerancyjny tzn. nie mam nic na przeciwko gdy ktoś koło mnie wcina tylko same rośliny.
    Natomiast bardzo słabo samemu czuję się na takiej diecie. Chodziłem do różnych wegetariańskich restouracji aby się przekonać (a nie pracuję w Polsce więc wierzcie że były to miejsca naprawdę zaawansowane w tego typu kuchni) i za każdym razem miałem wrażenie że albo dostałem coś bez smaku co w dodatku kosztowało majątek, albo zjadłem coś po czym układ pokarmowy dostawał fircum-dyrdum. Mój organizm najlepiej funkcjonuje gdy regularnie dostaje troche mięska...
  • tomjani 06.02.09, 12:17
    marcin.brzezinski napisał:

    > > (...) Za to nie ma obawy
    > > że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
    > > świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
    > > schaboszczaka.(...)
    >
    > No to ja nie wiem chłopie gdzie ty mięso kupowałeś - polecam
    > zmienić sklep albo naprawić lodówkę....

    Nie mam pojęcia co to było, bo nie całe mięso tak capiało. Może było
    z knura, i w tej sytuacji należało powiedzieć że świński gnój capi
    knurem a nie mięso capi świńskim gnojem? W każdym razie to było
    bardzo dawno, teraz tego experymentu już nie powtórzę

    > Ja osobiście jestem tolerancyjny tzn. nie mam nic na przeciwko gdy
    > ktoś koło mnie wcina tylko same rośliny.

    właśnie widać jaki jesteś tolerancyjny - zupełnie jak szermierzy
    tolerancji z wiadomych środowisk, tzw elit intelektualnych. Wmawiasz
    innym niestworzone historie o jakiejś agresji... a pamiętasz czasy
    stanu wojennego gdy tworzyly się tzw. społeczne komitety kolejkowe?
    Ileż to determinacji trzeba bylo mieś w sobie aby w trzaskający mróz
    warować w środku nocy pod "Supersamem" w oczekiwaniu że nad ranem
    jakieś ścierwo rzucą? Wiedziała waadza ludowa jakimi środkami moża
    upodlić przytłaczającą część narodu... :-(

    > Chodziłem do różnych wegetariańskich restouracji aby się przekonać
    > (a nie pracuję w Polsce więc wierzcie że były to miejsca naprawdę
    > zaawansowane w tego typu kuchni) i za każdym razem miałem wrażenie
    > że albo dostałem coś bez smaku co w dodatku kosztowało majątek,
    > albo zjadłem coś po czym układ pokarmowy dostawał fircum-dyrdum.

    To po jakiego nomen omen grzyba korzystałeś z restauracji gdzie
    tylko czekali na podobnych klientówe którzy dadzą się wygolić po
    kieszeni w oczekiwaniu na to że w zamian otrzymają coś wyjątkowego,
    zamiast przyrządzać sobie posiłki samemu? I teraz jojczysz wlaściwie
    nie wiadomo na co, zupełnie jak tacy ciemni starsi lokatorzy
    czynszowej kamienicy którzy protestują przeciw otwarciu pizzerni na
    parterze, motywujac to tym że okien nie idzie otworzyć bo do
    mieszkań wdziera się wszechogarniający smród... oregano! Powiedziała
    jedna druga pani drugiej pani i teraz każda to bezmyślnie powtarza.
    Oregano - to delikatna ziołowa przyprawa, zbliżona do majeranku.
    Jeśli coś z pizzerni śmierdzi (a z reguły faktycznie śmierdzi że
    lepiej jest się zamknąć choćby w kiblu) - to śmierdzi stary tłuszcz,
    przypalony żółty ser, smażony czosnek i cebula. Jak się przechodzi
    obok McDonnalda to też śmierdzi stare, konserwowane niewiadomo czym
    mięso, ale to nie znaczy że każde mięso śmierdzi tak samo. Jakbyś
    trafił akurat na tzw kuchnię makrobiotyczną to też byś (słusznie)
    narzekał na to że nawet ciasto smakuje tam jak tektura (bo oni dla
    odmiany uważają cukier za najgorszą truciznę) ale to nie znaczyłoby
    że wszystko co jest bez mięsa musi być bez smaku!

    > Mój organizm najlepiej funkcjonuje gdy regularnie dostaje troche
    > mięska...

    To może spróbuj się ograniczyć na początek do ryb, i przekonasz się
    czy będą jakiekolwiek róznice? Wspomniani wyżej makrobiotycy to już
    sekciarze: wszelkie tzw diedy odbiałczające (egzystują np tacy
    vitarianie którzy karmią swoich wyznawców jedynie listkami warzyw i
    wodą z plastikowych butelek a wykluczają nawet rośliny strączkowe
    takie jak przedmiotowa soja) mają na celu ubezwłasnowolnienie tych
    co dają się na to nabrać.

    --
    Tomek Janiszewski
  • teqilaa 06.02.09, 13:32
    tak czytam, czytam i odrazu naszła mnie ochota na kokleta albo jakie
    inne ścierwo! ;)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • marcin.brzezinski 06.02.09, 23:55
    No to się poddaje...
    Wyciąłeś mnie ;-)
  • zemfiroczka 05.02.09, 16:27
    teqilaa napisała:
    > eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
    > robie pasztet i smakuje wybornie.

    Eee, ja tam cieciorkę wolę albo soczewicę, czerwoną najlepiej, o!
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • teqilaa 05.02.09, 16:35
    a to tez! cieciorke to taka ugotowana na sucho lubie chrupac! :) a
    soczewica zielona z pieczarkami i czosnkiem, wysmienita! :)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • zemfiroczka 05.02.09, 16:39
    teqilaa napisała:
    > a to tez! cieciorke to taka ugotowana na sucho lubie chrupac! :)

    Ototo! Właśnie! :))Chyba dzisiaj ją namoczę na noc ;)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • len_y 05.02.09, 20:02
    chyba jutro podskoczę na targowicę aby ciut ziaren kupić bo smaku robicie
    dziewuchy tyle że hej! I tej cieciorki z grzybkiem i czosnkiem muszę spróbować
    bo brzmi nieźle.
    Tylko poprosił bym o jakiś instruktarz jak się do tego zabrać, nie musi być dla
    początkujących bo fach ten mam w jednym palcu:)
  • teqilaa 06.02.09, 11:16
    jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
    niczego :)
    Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
    podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
    czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
    albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
    wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
    zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
    pieczarki i czosnek to podstawa! :)
    --
    Lepiej nie zaczynać, niż zacząwszy nie dokończyć.

    Konfucjusz
  • zemfiroczka 06.02.09, 16:21
    teqilaa napisała:
    > jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
    > niczego :)
    > Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
    > podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
    > czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
    > albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
    > wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
    > zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
    > pieczarki i czosnek to podstawa! :)

    Ja bym do tego jeszcze sosik pomidorowy zrobiła z pomidorów z puszki, koniecznie ze świeżą bazylią. Oliwki też by się nadały - do tego sosu w sensie ;)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • len_y 06.02.09, 16:41
    teqilaa napisała:

    > jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
    > niczego :)
    > Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
    > podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
    > czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
    > albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
    > wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
    > zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
    > pieczarki i czosnek to podstawa! :)

    Dzięki za przepis. Trzeba będzie wypróbować.
    Soczewicę na targu dostanę czy gdzie indziej trzeba się udać?
  • zemfiroczka 06.02.09, 16:46
    len_y napisał:
    > Soczewicę na targu dostanę czy gdzie indziej trzeba się udać?

    Paczkowaną szukaj w sklepach przy kaszach, ryżach, fasoli. Powinieneś bez problemu znaleźć w wymienionych wyżej: Almie, Kauflandzie czy innym Auchanie.
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • len_y 06.02.09, 18:38
    ok, podziękował;)
  • tomjani 08.02.09, 16:14
    teqilaa napisała:

    > Cieciorka najlepsza bez niczego :)

    Właśnie klupiłem, bo w ursynowskim Realu gdzie poszukiwałem ziarna sojowego na
    pierogi półki aż uginały się od sojowych kotletów i "psich chrupków" ale ziarna
    nie było, była za to cieciorka. Miałem zamiar ugotować ją na pierogi, ale skoro
    jest aż taka smaczna (piszą że orzechowa) to zrazu ją po prostu ugotuję a
    pierogi zrobię tylko w wypadku gdy uznam że sama cieciorka jest "nieciekawa".
    Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe dni "schabowopodobna" boczniakowa
    dieta. Te grzyby trzeba szybko wykorzystać, zanim nie spleśnieją.
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 08.02.09, 16:32
    tomjani napisał:
    > Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe dni "schabowopodobna" boczniakowa
    > dieta. Te grzyby trzeba szybko wykorzystać, zanim nie spleśnieją.

    A propos - zupę zrób! :)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • tomjani 09.02.09, 09:26
    zemfiroczka napisała:

    > > Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe
    > > dni "schabowopodobna" boczniakowa dieta. Te grzyby trzeba szybko
    > > wykorzystać, zanim nie spleśnieją.
    >
    > A propos - zupę zrób! :)

    Z boczniaków jak mam rozumieć? Może to i dobry pomysł, bo po dwóch
    kolejnych obiadach z kotletami zostało mi ich już cokolwiek za mało
    na trzeci, więc pewnie zrobię tak jak radzisz i tę resztkę
    boczniaków po prostu ugotuję. Tylko co to za zupa grzybowa
    pozbawiona właściwego sobie koloru? Na szczęście mam ogromny zapas
    zebranych w ub. roku suszonych lejkowców dętych - a już parę takich
    niepozornych grzybków potrafi zabarwić każdą potrawę na niemal
    czarny kolor. A wygotowana z nich "smoła" ma przyjemny, słodkawy
    smak... ;-)
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 09.02.09, 15:45
    tomjani napisał:
    > zemfiroczka napisała:
    > > A propos - zupę zrób! :)
    >
    > Z boczniaków jak mam rozumieć? Może to i dobry pomysł, bo po dwóch
    > kolejnych obiadach z kotletami zostało mi ich już cokolwiek za mało
    > na trzeci, więc pewnie zrobię tak jak radzisz i tę resztkę
    > boczniaków po prostu ugotuję. Tylko co to za zupa grzybowa
    > pozbawiona właściwego sobie koloru?

    A nienie, można ją podrasować - dodajesz koncentrat pomidorowy i po krzyku.
    O zobacz sobie tutaj---> kosawtalerzu.blogspot.com/2008/10/kropka-na-kocu-zdania.html

    Podduszasz na oliwie cebulę i pokrojone boczniaki, mieszasz z koncentratem, zalewasz bulionem i zapominasz na 20 minut zostawiając na ogniu. A potem już kosmetyka - pieprz, parmezan, zielona pietruszka i ostra sproszkowana papryka :)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • richo 09.02.09, 20:20
    tomjani napisał:

    > A wygotowana z nich "smoła" ma przyjemny, słodkawy
    > smak... ;-)

    No nie udało mi się znaleźć w tym roku. Dałbyś spróbować... ;)

    --
    richo
  • zemfiroczka 09.02.09, 21:11
    richo napisał:
    > No nie udało mi się znaleźć w tym roku.

    E tam! Szukałeś chociaż, czy tylko mrzonkom się poddawałeś? ;)P
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • tomjani 03.03.09, 17:20
    tomjani napisał:

    > teqilaa napisała:
    >
    > > Cieciorka najlepsza bez niczego :)
    > Miałem zamiar ugotować ją na pierogi, ale skoro jest aż taka
    > smaczna (piszą że orzechowa) to zrazu ją po prostu ugotuję a
    > pierogi zrobię tylko w wypadku gdy uznam że sama cieciorka
    > jest "nieciekawa".

    I już poznałem cieciorkę w obydwu postaciach. Jedzona solo
    faktycznie jest niezła, choć aż taka rewelacja to nie jest - jak
    wszystkie rosliny strączkowe, takie jak choćby dużo bardziej znana
    fasola. W każdym razie można się tym najeść - dobrze że mogę włączyć
    do jadłospisu kolejne danie.
    Następnym razem zjadłem cieciorkę w pierogach. Tu odniosłem wrażenie
    że jest od soi wyraźnie smaczniejsza. Coś za coś: soja była za to
    tańsza.
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 03.03.09, 17:57
    tomjani napisał:
    > Następnym razem zjadłem cieciorkę w pierogach. Tu odniosłem wrażenie
    > że jest od soi wyraźnie smaczniejsza. Coś za coś: soja była za to
    > tańsza.

    Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu obiecuję sobie z czerowną soczewicą.

    Aaaa - cieciorka ugotowana jest nieporównywalnie lepsza od zapuszkowanej - też masz takie wrażenie?

    pozdro
    zemfi


    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)
  • drzejms-buond 04.03.09, 11:00
    ja wrzucam cieciorę puszkową na chwilę do gara- podgotowuję żeby zmiękła
    -można z niej ulepić kotleta...wszystko!...nawet SZACHY
    ;]
    w pierogach nie próbowałem- za dużo roboty ale kotleta zrobic umiem
  • tomjani 04.03.09, 12:50
    zemfiroczka napisała:

    > Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu
    > obiecuję sobie z czerowną soczewicą.

    I ona w pierogach nawet barwą przypomina mięso? ;) Soczewicy jeszcze
    nie próbowałem - kupię pewnie przy najbliszej okazji, bez względu na
    to czy będzie wreszcie soja, czy też nie.
    >
    > Aaaa - cieciorka ugotowana jest nieporównywalnie lepsza od
    > zapuszkowanej - też masz takie wrażenie

    Nie mam pojęcia, bo nie kupuję niczego zapuszkowanego, co można
    kupić świeże. Ttym bardziej że zapuszkowane jest na ogół droższe.
    --
    Pozdrawiam
    Tomek Janiszewski
  • zemfiroczka 04.03.09, 13:04
    tomjani napisał:
    > zemfiroczka napisała:
    >
    > > Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu
    > > obiecuję sobie z czerowną soczewicą.
    >
    > I ona w pierogach nawet barwą przypomina mięso? ;)

    Dla mnie nie musi go przypominać ;)



    > Nie mam pojęcia, bo nie kupuję niczego zapuszkowanego, co można
    > kupić świeże.

    No właśnie ja też gotuję, ale ostatnio czas mnie naglił i połasiłam się na zapuszkowaną - to nie było dobre posunięcie ;)
    --
    takie tam pierdy w kuchni by zemfiroczka ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka