Witajcie. Mam ogromny problem, aż wstyd się przyznać, no ale nic innego mi nie pozostało
Otóż aparat stały noszę już dosyć długo... niecały rok temu zaczęły się problemy z zębami w sensie szkliwa. Wybrałam się do dentysty - powiedział iż mam próchnicę okołozębową (o ile dobrze pamiętam, powiedział że najczęściej mają ją dzieci małe na mleczakach) - bynajmniej na to mu to wyglądało... jednak nie mógł nic stwierdzić więcej póki nie miałabym zdjętego aparatu... Udałam się więc do mojej ortodontki, odmówiła mi zdjęcia ;/ później natomiast rozchorowałam się na nerki (mam kamicę nerkową) i zaprzestałam podjęcia próby jakiegokolwiek leczenia zębów ze względu na nerki. Jakieś pół roku temu wybrałam się do dentysty z prośbą o pomoc gdyż był to stwierdziłam najwyższy czas, zęby zaczęły być w strasznym stanie, przełamałam strach oraz wstyd i poszłam. Spotkałam się z wyśmianiem przez lekarkę oraz pogardą. Zaczęła na mnie "najeżdżać" że jak tak można nie dbać o zęby, że powinnam się zastanowić nad swoim postępowaniem etc. Popłakałam się i wyszłam stamtąd. I przez te pół roku nie odważyłam się pójść do lekarza. Moje zęby już nawet nie są w strasznym stanie a w tragicznym. Czuje że pewnie nawet paru nie da się uratować. Błagam powiedzcie mi czy znacie jakiegoś lekarza który będzie "delikatny" w sensie słownym - że mnie nie wyśmieje a wysłucha i pomoże - jestem strasznie wrażliwą osobą, jeśli znowu spotkam się z wyśmianiem nic ponownie nie zrobią a nie chcę zarazem stracić zębów