Buspasy - ideologia zamiast merytoryki
W medycynie w każdej terapii istnieje pojęcie niepożądanych skutków ubocznych.
Aby metoda mogła być stosowana, czy lek dopuszczony do obrotu, musi być
udowodnione, że korzyści przewyższają niepożądane działania uboczne.
W przypadku buspasów mamy tylko jednostronne opracowanie Transeko (analiza
korzyści dla zbiorkomu ściśle na samym odcinku z buspasem bez jakiejkolwiek
analizy skutków ubocznych, w tym dla zbiorkomu na ulicach sąsiednich). W zamian
władze miasta i potakujący SISKOM popierają równie bez podstaw merytorycznych
kolejne buspasy na kolejnych ulicach. Skutki uboczne istniejących buspasów (TŁ,
Modlińska) dla władz i części mediów stały się tematem tabu, nikt nie próbuje
tych problemów rozsądnie wyjaśnić i im zaradzić, panuje udawanie, że wszystko
jest koncepcyjnie cudownie, a jeśli coś szwankuje, to padają wyjaśnienia
obraźliwe dla społeczeństwa i urągające rozsądkowi, takie jak to, że winni są
kierowcy, którzy "nie chcą" przesiąść się do zbiorkomu. Taki ton przyjmowała w
chwilach bezradności władza komunistyczna, np. wyjaśniając braki w zaopatrzeniu
tym, że towary wykupują "spekulanci". Jak to się skończyło, wszyscy wiemy.
To nie jest podejście merytoryczne, to jest ideologia.
Zresztą, chyba sporo osób jeszcze pamięta obietnice wyborcze HGW i PO. Były tam
mosty, obwodnice, metro, SKM... a nie buspasy. Gra Ratusza jest niesamowicie
czytelna i toporna - z różnych powodów posypało się w krótkim czasie kilka
ważnych dla Pragi inwestycji - protesty eko-pieniaczy, złe przygotowanie itp.
Krótko potem wyznaczono więc buspas - żeby udawać, że "coś" się robi, a
jednocześnie zagrać na skłócenie społeczeństwa, żeby społeczeństwo Pragi skakało
sobie do oczu. Klasyczne zastosowanie zasady "dziel i rządź".