Dodaj do ulubionych

A co Wy na to?

27.10.04, 16:28
Może spróbujemy napisać, jak sobie siebie nawzajem wyobrażamy. Będziemy mieli
ubaw.
Edytor zaawansowany
  • lezsek 27.10.04, 16:32
    ubaw to byśmy mieli gdybyśmy się zobaczyli smile
  • kla-ra 27.10.04, 16:47
    To ja zaczne:
    Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy
    mily pan.
    Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja,
    No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku.
  • natla 27.10.04, 17:13
    Klara, Ty jasnowidzka? a jak on jest łysym, małym, z brzuszkiem człowiekiem po
    40-stce? To też super ,nie? Zawsze to chłop! smile))
  • tesunia 14.11.04, 12:29
    kla-ra napisała:

    > To ja zaczne:
    > Lezsek-prawdziwe imie to Leszek czyli Lech.Ma okolo szescdziesiatki,lysiejacy
    > mily pan.
    > Wzrost okolo 175,oczy niebieskie,sniada karnacja,
    > No coz w tym wieku ,brzuszek piwny,bo lubi imprezy przy kufeku.

    ..a ja sobie poczytam troszke o Lesiu,
    przybyl pod moja nieobecnosc..

    witaj Lesiu.
  • natla 15.11.04, 15:57
    Tesuniu, szkoda fatygi, Lezsiu nas puścił w trąbę. smile
  • natla 27.10.04, 17:10
    To poczytaj I zlot ...Jasne, że wtedy zdechniemy ze smiechusmile
  • natla 27.10.04, 18:31
    Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku
    dniach, mam nadzieję laby.
  • kla-ra 27.10.04, 18:41
    Brakuje mi tu tesuni, a Tobie,
    dodaje dusza towarzystwa
  • natla 27.10.04, 18:46
    Tak, tak.
  • kla-ra 28.10.04, 12:23
    Natla,nie wiem dlaczego,ale do tesuni pasuja mi jasne wlosy i jasna karnacja.

    A moze tak portret wlasny?
  • natla 28.10.04, 18:10
    Na tym to polega, że każda ma portret własny. Dla mnie blądynką ( nie z
    kawałów smile) byłaś Ty, do czasu dyskusji o farbie.
    A Ciebie widzę jako farbowaną (jak ja) nijaka (teraz, po farbie) blondynkę,
    świetnie "zakonserwowaną", szczupłą, "pyskatą", kobietkę, wzrostu , jak
    mawiała Chmielewska "siedzącego psa" ( dotyczyło to chłopów), energiczną,
    towarzyską, ale też czasem mającą towarzystwa po dziurki w nosie, wiedzącą
    czego chce, choć może nie do końca zawsze. No i jeszce : myślącą, uczuciową,
    inteligentną, podatną na małe nałogi, kontaktową, szczerą, choć nie zawsze -
    wtedy kiedy możesz.
  • kla-ra 28.10.04, 22:49
    hi,hi,hiiiiiii,hi,
    Dawno sie tak nie ubawilam,jestes bliska prawdy.
    Jutro mam u siebie bratowa ze Slaska /nauczycielka na emeryturze/,bardza ja
    lubie za jej poczucie humorku.
  • natla 28.10.04, 22:53
    No nie mówiłam, że to bedzie ubaw?
  • natla 14.11.04, 12:01
    Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub długimi
    upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach
    witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza
    towarzystwa . Mira , uśmiejesz się?
  • natla 14.11.04, 12:03
    Puście wodze wantazji. Uśmiejmy się trochę.
  • tesunia 14.11.04, 12:38
    natla napisała:

    > Mireczke widzę jako małą szatynkę lub brunetkę, z krótkimi włosami lub
    długimi
    > upietymi raczej gładko,buchajacą energią osóbkę, o niespozytych siłach
    > witalnych, zasze uśmiechmietą, zaaferowana pomącą innym ludziom. Dusza
    > towarzystwa . Mira , uśmiejesz się?

    z uprzednich opisow miry
    widze Cie skarbie"lepiej odzywiona osobke"
    palajaca energia,a o wloskach
    to myslalam sobie,ze moze masz "koczek babuni"
  • mira54 15.11.04, 15:39
    Witaj Natla ! Czy Ty jestes jasnowidz? Wiele cech jest zgodnych.
    Tylko figura nie ta. Jestem dobrze zbudowana blondynka (166cm wzrostu).
    Hihihi - na przeglądzie odmlodzili mnie o 10 lat!
  • tesunia 14.11.04, 12:35
    kla-ra napisała:

    > Brakuje mi tu tesuni, a Tobie,
    > dodaje dusza towarzystwa

    tac juz jestem klarunio i nie mialczwink

    hmmmmm..i jak tu Cie opisac,chyba pomyle Cie z natla
    jak nawiedzi mnie jasnowidzenie..
  • tesunia 14.11.04, 12:32
    natla napisała:

    > Wesoła, drobna, energiczna, szczupła szatynka, opalona po powrocie po kilku
    > dniach, mam nadzieję laby.

    oj,oj!!!! jak zaczyna byc cieplutko,
    fajna zgadywankawink)

    a ja dostalam jakiejs blokady fantazyjnej
    ale poczekam na przyplyw jasnowidzenia
    i obmaluje ze chej!wink))))))))))
  • natla 14.11.04, 12:39
    Ewidentnieś się rozlazła na tym wyjeździe! Życie codzienne Cię ustawi do pionu,
    to i fantazyja wróci.smile)
  • mira54 15.11.04, 15:52
    Wszystkie z Was widzę jako miłe, energiczne blondyneczki.
    Dbające o swoj wygląd zewnetrzny, eleganckie kobitki.
    Szczupłe i wesołe, zawsze usmiechnięte.
    Tesuniu, co do Twojego koloru wlosow mam watpliwosci.
  • kla-ra 15.11.04, 18:39
    Hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,hi,
    protestuje,nie jestem blondynka i nigdy nia nie bylam.
  • mira54 16.11.04, 22:30
    A może jednak kazda o sobie cos napisze?
    Ze zgadywania nic mi nie wychodzi.
    Brak mi wyobrazni.
  • natla 16.11.04, 22:42
    No popracuj trochę mireczko, popracuj. Nie wierzę, żebyś nie miała wyobraźni.smile
    Każdy muzyk ma wyobraźnię. Ja ewidentnie rozmawiam z konkretnymi osobami, widzę
    Was i łatwiej mi się kontaktować.
  • tesunia 24.11.04, 11:02
    gdzies mi zniknela,pewnie w kraju ja zostawilamwink)))))))))

    ~~ miro,
    a wiec mam ciemno blad wlosieta,
    obecnie z jasnymi pasemkami,
    coby odrastajaca siwizna dobrze sie maskowala(moze do wiosny wytrzymam patrzac
    na siebie w lustrzewink)
    hmmmm..jestem raczej szczupla,(niektorzy mowia zabiedzonawink)
    do wysokich sie nie zaliczam,mam kompleks"nizszosci"wink)
    elegancje lubie,
    choc po domu smigam w "wolnym ubranku"
    macke upp nakladam,gdy wychodze na miasto,
    w domu chodze bez"maski"wink)

    to chyba tak w skrocie ,jak wygladamsmile)
  • natla 24.11.04, 15:40
    Tesunio, nie niszcz wyobraźni. To my mamy zgadywać jak na wzajem wyglądamy. Na
    tym ma polegać zabawa, Ty filigranowe maleństwo. Mam nadzieję, że witrów
    silnych u Was mało, i że Cię nam nie porwie.
    A Szmineczkę naszą, która się ciągle godzi ( Ta to ma zdrowie smile) widzę jako
    brunetkę, leciuitko zaokrągloną, z roześmianymi dużymi oczami, typ
    eleganckiej "sportówki". smile)
  • chminka 24.11.04, 18:23
    natla, ale sie usmialam.hahhaa jestem blondynka lekko zaokraglona w miejscach
    gdzie trzeba..hahhaha
  • natla 24.11.04, 19:36
    No i właśnie o to chodzi. smile))))
    Brunetka dlatego, że moja koleżanka z ogólniaka, która się własnie również
    wydała, jest czerniawa.
  • natla 24.11.04, 19:38
    A swoją drogą żadne prowokacje nie wystarczyły, żeby Cię od chłopa oderwać, ale
    jak napisałam o Tobie to się wreszcie odezwałaś. smile))))
  • chminka 24.11.04, 19:50
    a bo wlasnie chlop jest mowiac po polsku na "delegacji", a ja chcialbym byc w
    Polsce juz teraz.
  • natla 24.11.04, 20:33
    No to po co Ci ten cyrograf był?
  • ka-mil 26.11.04, 04:09
    Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota ,
    wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan.
  • natla 26.11.04, 15:52
    Dobra, dobra, nie bądź takim dżentelmenem, bo kto jak kto, ale Ty wyobraźnię
    musisz mieć. Choć możesz potrzebować czasu. smile)
  • tesunia 27.11.04, 13:30
    ka-mil napisał:

    > Przeczytalem caly watek i w zadnej z Was nie widze przyslowiowego papilota ,
    > wyobraznia artysty mowi mi ... badz dzentelmen , jestes wsrod pieknych pan.

    cieszymy sie za Twa wyobraznie....smile)
  • august2 21.05.05, 17:53
    1500 zl (ok 500 dol) z Polski do Tunezji i spowrotem to wyglada
    chyba przystepnie....
  • regine 21.05.05, 19:02
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2720982.html
    >Walczą linie o klientów!!!Ceny owszem ,owszem...
    >Auguscie ,to całkiem tanio !!!
    >Ja do Izraela ,płacę z opłatami lotniczymi-prawie 2800,-
    >Też powrotny...
  • natla 10.07.05, 17:17
    Nie ma Was leniuchy, to sprzątam, tym razem po sobie, czyli łączę 2 identyczne
    wątki. Łączyć będę po kolei a nie na raz, abyśmy nie stracili na liczniku, więc
    poproszę ewentualnych chętnych do nie wpisywania tutaj, dopóki nie wkleje 15
    listów.

    natla 01.07.2005 09:19

    Ciekawa jestem waszych opinii.
    wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=3780


    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:19
    wiktoria53 01.07.2005 09:26 + odpowiedz

    Przeczytałam i nie zgadzam się z decyzją dyrektora. Należało wcześniej umieścić
    stosowne zapisy dotyczące wagarowania w regulaminie szkoły i wówczas na koniec
    roku konsekwentnie te zapisy wprowadzić w życie.Oczywiście wszystkie zapisy w
    regulaminie (cały regulamnin) muszą być uczniom dobrze znane.Z góry więc wiedzą
    na comogą liczyć pod koniec roku.
    --
    "Człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania bliźnich"



    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:21

    Autor: regine
    Data: 01.07.2005 09:47

    Zgadzam się z Wiktorią, w całej rozciągłości...Nie można lekceważyć młodzieży.
    Stosowne zapisy powinne być uzgodnione wcześnie z gronem
    pedagogicznym ,uczniami.Powinni być też o tym ,co ucznoiowi grozi za
    wagarowanie,powiadomieni rodzice na zebraniu.Nie można nikogo stawiać przed
    faktem dokonanym,nawet jeśli to dotyczy młodzieży.
    Z drugiej strony popieram i dyrektora,młodzież jak popracuje odrobinę na rzecz
    szkoły,wcale jej to nie zaszkodzi...Ale powinni o tym wiedzieć dużo wcześniej.




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:23
    Autor: natla
    Data: 01.07.2005 09:58

    Tak, wg mnie macie 100% racji, jeżeli chodzi o przepisy. Po to w szkołach są
    tzw WSO, aby tam lub w statuach robić właściwe zapisy w uzgodnieniu
    z całą społecznoscią szkolną. Z artykułu nie wynika, czy takowe zapisy są, ale
    sądzę, że ich nie ma, bo włączyło się kuratorium.
    Chodzi mi bardziej o Wasze zdanie na temat samej metody wychowawczej.




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:25

    Autor: yoanna
    Data: 01.07.2005 11:45

    Mam wrażenie ,że to raczej wychowawcze porażka...
    Choć intencje dyrekcji słuszne...sprzątające dzieciaki..zapamiętają pewnie
    całość jako wymuszenie z aferalnym posmakiem...
    --
    "Prowadź mnie, niech cały świat mi raz zazdrości..."




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:27
    Autor: tofika
    Data: 01.07.2005 19:04

    Glosno bedzie na ten temat ,bo dyrektor zastosowal kare przez prace,
    jesli kuratorium juz sie zainteresowalo ,to wchodzi w kwestie rozliczenie
    dyrektora za ow sposob wychowania (tym bardziej ze sa to metody w planie
    wychowawczo- dydaktycznym nie zaplanowane, gdyby gdzies tam pojawil sie nawet
    jakis dopisek ,to juz i tak po zakonczeniu roku szkolnego -nieaktualne..
    NIE wolno takich sytuacji wprowadzac w zycie,, rada pedagogiczna na obradach
    podsumuwujacych rok szkolny --zamyka proces wychowania na dany rok szkolny..-
    nauczyciele zlozyli podpisy w protokole,wiec...
    niedobrze ... bardzo niekorzystnie dla placowki , a dyrektor ..nie moze
    podejmowac zadnych decyzji sam
    Jak przebiegal proces zapobiegania takim sytuacjom ,czy nauczyciele wszystko
    zrobili w ciagu roku ,zeby dotarlo do mlodziezy ,ze wagarowac nie wolno..
    bedzie to wszystko sprawdzane; i pedagodzy i rodzice ,czy wiedzieli o wagarach--
    jakie stosowali metody zapobiegawcze?


    Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie szaleli"..
    ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w Lublinie ,dziewczynka ,ktora
    1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14
    latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv
    i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow i
    musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ?




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:30
    Autor: natla
    Data: 01.07.2005 19:25

    Współczuje dyrektorowi, bo czy to zrobił z głupoty, czy w zdenerwowaniu bedzie
    miał za swoje. A ile rzeczy jeszcze przy okazji wyjdzie?? Właśnie ...co zrobiła
    szkoła, wychowawcy, bo o rodziców sie nie martwie. W tej chwili każdy rodzic
    może zrobić aferę z zupełnie nieistotnej lub małaj sprawy. Dawniej wszelkie
    zarzuty, skargi kończyły się w gab. dyrektora, na ogół z uśmiechem na twarzach
    obu str. Teraz pojęcie "droga służbowa" jest przez rodziców nieodbierane,
    lekceważone, ze wszystkim lecą do kuratoriów......oni też już mają
    tych "dochodzeń" dość. Są rodzice, którzy wychowują dziecko w porozumieniu ze
    szkołą i często oni właśnie szkole pomagają, i są rodzice tylko i wyłącznie
    roszczeniowi...złe czasy dla dzieci przyszły.
    W tej sytuacji powinni być ukarani przede wszystkim rodzice, którzy zapewne nie
    reagowali na wagary dzieci ( a potem będą mieć pretensje, że ch pociechy nie
    zdały matury czy egzaminu).
    Natomiast pomysł z zapisem takiej kary w WSO i statucie, bardzo mi sie spodobał.
    Uważam, że młodego człowieka mozna też kształtować przez umiarkowaną pracę
    fizyczną.....np. sadzenie drzewek (dla nas byłaby to przyjemnosćwink)) i inne nie
    ciężkie prace porządkowe, Samą karą jest przede wszystkim zajety wolny czas
    wakacyjny....
    Pedagodzy bez pomocy domów uczniów nie są w stanie, zwłaszcza u młodzieży,
    wymusić chodzenia do szkoły. Taki zapis moze by ich wstrzymmywał.......
    Ciekawa jestem, jak sie sprawa rozwinie......nie znamy realiów, zapisów, kadry
    pedagogicznej.
    A swoją drogą dochodzi do absurdu....pedagodzy płodzą tysiące papierków -
    dokumentów, żeby sie przed różnymi sytuacjami zabezpieczyć......gdzie w tym
    wszystkim dziecko?????
    Pedagodzy są beeeee, a rodzice cacy (bardzo złe wychowanie dzieci, im tylko
    szkodzące).
    Pardon za rozgadanie sie smile I tak sie wstrzymałam wink)))




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:37
    Autor: regine
    Data: 01.07.2005 20:15

    Gdzieś ,już kiedyś, napisałam,że wychowanie dzieci,zaczyna się od rodzinnego
    domu.Nie można szkoły obarczać za wychowanie...Szkoła za zadanie nauczyć,ale
    przy współpracy ucznia -nic na siłę.Nie znam się na przepisach,prawach obu
    stron.Więc trudno mi zająć odpowiednie stanowisko.
    Moja córka,też chodziła na wagary,ja byłam zaraz tego samego dnia informowana
    przez nią,że nie była na zajęciach i jaki był tego powód(nawet wcześniej
    wiedziałam,ale wiedziałam ,gdzie spędza ten czas).Szła z całą klasą.
    Druga natomiast,miała swoje zasady 3/4 klasy na wagary,ona do szkoły.
    No inne były czasy..To prawda...Ale nie miałabym nic przeciwko
    decyzji,dyrektora,jeśliby to miało być nawet kosztem jej wolnego czasu,typu
    wakacje.Młodzież, bo tu w art. mowa jest o młodzieży starszej (15-16 lat),
    niech wie ,że coś za coś. Szkoda ,że nie dowiedzieli się o tym wcześniej.
    Ale dyrektorowi, nie zazdroszczę sytuacji w jakiej się znalazł....



    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:39
    Autor: kla-ra
    Data: 01.07.2005 21:08

    To jescze sa tacy dyrektorzy,ktorym sie chce wychowywac?
    Kuratorium winno w tej sprawie zamilknac.
    Nie tak dawno w wiadomosciach uslyszalam,ze "rodzice nie maja czasu wychowywac
    dzieci,a szkola,nie wychowuje tylko naucza"
    Rodzynek sie znalazl i "rodzynek trzeba zjesc"
    Piszecie o regulaminach ucznia i slusznie , o prawach ucznia i slusznie.
    Ale w tym wypadku regulamin zlamal uczen,nie dyr.szkoly.
    A ukarac Dyrektora , za co? ze wychowuje ,a nie tylko naucza.
    Mamy duzo maloletnich przestepcow,to zaraza obecnych czasow.
    Jesli szkola ich nie bedzie wychowywac to rodzice ich nie wychowaja.




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:41
    Autor: natla
    Data: 01.07.2005 21:21

    Tak Klaro, podpisuje się pod tym wszystkimi czterema kończynami.....jednak
    prawo oświatowe zwariowało, jeżeli czegoś nie ma w dokumentach )tych 2 podst),
    to dyr. i RP mają zwiazane rece. Jestem przekonana, ze takie postępowanie
    zostało dokładnie omówione na konferencji kalsyfikacyjnej i dyro nie podjął
    decyzji sam.......a rodzice rozrabiają ( jestem przekonana, ze nie
    uczniowie)....dyra nie ma co chronić (prawdopodobnie)
    --




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:44
    natla 01.07.2005 22:35

    ."Skad przybywamy" z linkiem do pierwszej? Juz sie źle czyta, choć nie
    wszystkim wink)))))))))))))


    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:46
    Autor: regine
    Data: 01.07.2005 22:40

    Tak ,zrób jak i z resztą...Jest o wiele wygodniej...
    Ale zauważ ,że w tym wątku ukryła nam się Maryla21 (chyba nie pomyliłam)..
    Nie chce się wybierać nigdzie z tego wątku....
    Zrób coś z nią ????Jest onieśmielona ,no ale nie wiem czym....
    Pogadaj z niąsmile))




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:49


    Autor: natla
    Data: 01.07.2005 22:45

    Dobra, wezwę ją na dywanik wink))))))23999 lub 24000




    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 10.07.05, 17:52

    natla 01.07.2005 22:46

    No to 24000
    ______________________________________________________________________________

    • Re: A co Wy na to?
    natla 01.07.2005 23:40


    tofika napisała:

    >> Wiemy ze "BODAJ nigdy starzy wiosny nie widzieli ,jakoby mlodzi nie
    szaleli"..
    >
    > ale moje odczucie jest takie .. gdyby nie wagary w
    Lublinie ,dziewczynka ,ktora
    >
    > 1 raz poszla na wagary ,nie zostalaby wrzucona do wody przez pijanych 14
    > latkow ,a my nie widzielibysmy lez matki w tv
    > i teraz czy ta mama bylaby przeciwko dyrektorowi ,ktory zostawil wagarowiczow
    i
    >
    > musza odrobic ,zeby otrzymac swiadectwa... czy slusznie Dyrektor zrobil ?


    *** Oczywiscie Toffi, że to przeczytałam.
    Ludzie nie mają wyobraźni, nie potrafią korzystać z cudzych
    doświadczeń.....niestety.



  • natla 30.07.05, 09:29
    Podrzucam, żeby Wam nie umknęło wink))
    Ja jestem zdecydowana, zakochałam się w tym miejscu.......
    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 01.08.05, 09:41
    Nie rozumie, Wy nic na to???? Nawet pomarzyć Wam sie nie chce????
    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • malwina52 01.08.05, 10:13
    ja marze od godziny 6 rano,
    i bardzo chce do raju !!!!!!
  • zlapalamoddech 01.08.05, 12:30
    Wracając do początkowych wpisów na tym wątku zadaję pytanie: Jak na podstawie
    moich wpisów wyobrażacie sobie mnie?
    wink))))))))))))
    --
    Alutka
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26150
  • natla 02.08.05, 09:21
    hmmmmm........energiczna blondynka z długimi włosami złapanymi w koński ogon
    o sylwetce sportówki i dobrze zakonserwowana wink)))))))))))))))))))))))
    --
    _____________________________________________________
    Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodszewink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • tofika 02.08.05, 09:39
    Alutka,latwo sie nie poddajesz ,jestes pelna energii i przedsiebiorczosci,
    nie narzekasz,pelna humoru --z siebie tez potrafisz sie smiac...
    dzielna kobietka o wcale niewysokim wzroscie ;;;czyli stworzona do milosci a
    nie do ciezkiej pracy---zgrabna i powabnasmile))
  • goskaa.l 23.12.05, 08:38
    Wyobrażam ją sobie jako przeciętnego wzrostu osóbkę, raczej szczupłą, lecz
    walczącą o zachowanie tej linii. Buzia owalna, włosy ciemne, półdługie (pisała,
    tego nie zgaduję), oczy ciemne. Twarz serdeczna, ciepła, lecz zatroskana. Lubi
    kolory ziemi, zieleń i brąz. Dobrze jej w czerwieni, ale jej unika.
    Ciekawa jestem ile w tym prawdy?
  • tofika 23.12.05, 15:25
    to tajemnicza i bardzo fascynujaca osobka,
    o wielkim sercu,az zapomina o swoim ,,ja,,tak potrafi poswiecic komus,czasem
    doznaje wcale nie spodziewanych kasan,,jak to ludzie bywaja rozni,znosi
    cierpliwie,ale yoanna jeszcze pokaze gdzie raki zimuja co nieh\gdziesmile))))
  • regine 27.01.06, 16:19
    Gosiu, pomyliłaś się tylko co do figury, posiadam tu i ówdzie, ale w granicach
    rozsądku jak na babcię przystało smile
    Reszta jest tak jak opisałaś, nawet moje ulubione kolory wymieniłaś,
    No i wiecznie zatroskaną choć uśmiechem skrywaną twarz....miłe...smile
    Ale pytanie, czy Ty gdzieś nie widziałaś mnie na zdjęciu ????
    Za dużo prawdy w tym opisie, za dużo, muszę porozmawiać z Kristą smile)
    Przypadkiem wpadłam na te opisy, dlatego tak późno odpowiadam.
    Przepraszam, ale ciekawe bardzo te opisy, nasze o nas...
    --
    _____________________________________________________
    ~~ Los jest ślepy, ale trafia bez pudła...~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • natla 04.03.06, 09:33
    No to póście wodze fantazji i próbujcie wink))
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • skrzydlate 23.12.05, 18:50
    ja Was wszystkie widze jako błyskotliwe damy, znaczy się z błyskiem w oku,
    niekoniecznie fizycznie starszawe, raczej zywotne energiczne... tak jakoś, a
    szczegóły mnie jakoś umykają smile))
  • annal74 23.12.05, 23:00
    Popracuję tu jeszcze , nawypisuję to przybędzie wyobraźni na Wasze opisy.
    Teraz gorąco pozdrawiam.
    --
    Życie to podróż
  • natla 27.01.06, 12:46
    Zamiast wysyłać pocztą różne zdjęcia i prezentacje, mozemy je umieszczać
    bezpośrednio na forum, np. w PPS-ach. W ten sposób "odkorkujemy" pocztę no
    i nikt nie bedzie przypadkowo ominięty, więc "kosteczka niezgody" też
    odpadnie wink))
    Na pocztę będziemy przesyłać tylko prywatne zdjęcia i wiadomości. Hę? smile)
    --
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • axsa 27.01.06, 12:49
    Oczywiście,
    ale proponuję zakładać nowe wątki do nowych kategorii, bo potem trudno będzie
    się połapać.
    Dowcipne obrazki już są.
  • natla 27.01.06, 12:55
    No tak, jasne i logiczne. Szkoda, ze nie mozna folderów na forum zakładać wink)
    A moze można? Pomyśl no Axsa, w końcu ręką nie myslisz, nawet prawą wink))
    --
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • del.wa.57 27.01.06, 13:04
    To jest ciekawy i mądry pomysł!!!!!!!!!!
    Z folderami było by super co????
  • emma50 27.01.06, 15:07
    Ja jeszcze proponuję umieszczać zdjęcia w albumach internetowych tak jak
    zrobiły to Margo i Halinka - n.p. album Augusta (Twoje zdjęcia są bardzo
    ciekawe i masz ich dużo), Danusia po powrocie może założy album, Regina ze
    swoich wojaży, a inni też mają dużo ciekawych zdjęć. Proponuję - zakładajmy
    albumy!
  • tesunia 04.03.06, 10:44
    mozna zalozyc wspolny album z wejsciem na haslo,
    bedziemy pewni,ze tylko my tam bedziemy,
    tak ma wiele for i bez obaw mozna sie wklejac.
    --
    Gram miłości ma większą wartość niż tona luksusu.
  • natla 04.03.06, 11:00
    Z tym albumem, to juz kombinuje Axsa, tylko gips jej przeszkodził, a ja ciągle
    marudzę o braku czasu.
    Poza tym zastanawiam się, czy nie szkoda dreszczyku i zaskoczenia na naszym
    ewentualnym wspólnym spotkaniu smile
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 04.03.06, 10:54
    Cóż teraz ja się zabawię tylko muszę się zastanowić po południu pierwsza Natla.smile))
  • natla 04.03.06, 10:57
    Ale numer wink))

    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • axsa 04.03.06, 13:05
    Przypominam ,że jak ktoś ma ochotę się pokazać
    to może tu
    ludzie.gazeta.pl/0,0.html
    zrobić swoją wizytówkę. Wystarczy samo zdjęcie.
    Klikniecie w nick przy liście na forum "pokazuje" to co włściciel nicka tam
    umieścił.
  • natla 04.03.06, 13:34
    Tak, tylko że to jest dla wszystkich oglądalne, więc jak ktoś (większość) nie
    chce sie ujawniać, to nie zda egzaminu.
    Natomiasy=t zrobienie sobie wizytówki z ciekawie rozmazanym zdjeciem, to co
    innego. Zabieram sie do tego od miesiąca wink))
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • regine 04.03.06, 13:39
    Propozycja Tesuni bardzo ni przypadła do gustu. Ale jak to zrobić, to nie mam
    pojęcia. Taki album, tylko dla nas i o nassmile fajna propozycja z tym wejściem na
    nasze hasło . Dziewczyny, które są biegłe w tym na pewno coś wymyślą .
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • wloba07 04.03.06, 13:46
    dobry pomysł z ty albumem, mozna taki założyć na "photobucket"
  • natla 04.03.06, 13:52
    No to juz pewniejsze i wygodniesze będzie stworzenie sobie indywidualnych
    albumów ze zdjęć przesyłanych pocztą.
    Ja już taki albumik mam. smile Malutki, ale mam smile

    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 04.03.06, 21:48
    Stanąłem przed drzwiami . Zastukałem . Po długiej chwili otworzyła mi staruszka,
    zgarbiona z laseczką w ręku i w drugiej ręce trzmała chusteczkę , obcierając co
    chwila cieknącą z jej ust ślinę .
    -Wejdź-rzuciła ochrypłym i trzęsącym się głosem- za mną - dodała, pomyślałem że
    musiała pracować w wojsku wydając, krótkie, ostre polecenia.Człapała wolniutko a
    ja już myślałem, że nie dojdziemy do celu , który był zaledwie w zasięgu pięciu
    kroków . Wreszcie osiągneła cel, i z wyrzutem spojrzała na mnie .
    -och przepraszam- zmieszałem się i w pośpiechu otworzyłem drzwi do pokoju.
    Drogę do tapczanu pokonała jednak błyskawicznie i znów jej wzrok przeszył mnie,
    wyciągneła ręce , zrozumiałem , pośpiesznie dopadłem tych starych kosteczek i z
    obawą że je zgnitę, chwyciłem je sadzając na tapczanie resztkę matuzalemowej damy.
    -siadaj-wskazała mi laską krzesło- oczym chciałeś ze mną rozmawiać - dodała.
    - Natlo ja ...- nie skończyłem , laska wykonała gwałtony pólokrąg , przeleciała
    mi koło ucha i wylądowała na stole , wydawało mi się że jęknął.
    -Natlo wrzesneła z taką siłą , że lampa zadrgała nad moją głową , skuliłem się
    oczekując ostateczznego ciosu. Tymczasem z pokoju lub innego pomieszczenia
    wyłoniła się postać kobiety.
    - Zbyszku- wyciągneła do mnie rękę- witam cię w moich i cioci progach.
    Stanęła przede mną kobieta lat około ....-stu z krótko obciętymi włosami koloru
    jesieni gdzie kasztan mieszał się ze złotym opadającym liściem klonu,oczy jej
    śmiały się, ale były w środku smutne doświadczyły pożegnania i ten obraz ciągle
    trwał w nich głęboko.NAwet wyciągnięcie ręki świadczyło o tym że bardzo dba o
    swoją prywatność, nie dopuszczała do niej nikogo oprócz sprawdzonych przez nią
    przyjaciół . Jej wzrost około 162 cm isylwetka bardzo kobieca potwierdzały
    zainteresowanie sportem w bardzo młodym wieku Przyglądałem się jej ustom ,
    górnej wardze wąskiej ale dolnej już szerszej i zabawnym kącikom ust do których
    przylegały policzki znoskiem wąskim jednak jeszcze na końcu nie spiczastym.To
    była ona moja o przepraszam nasza Adminka....
  • sagittarius954 04.03.06, 21:52
    Zapomniałem ookularach , jasny gwint jak mogłem pominąć, ach ta wena ....smile))))
  • sagittarius954 04.03.06, 22:52
    Dotknąłem jej ręki, była ciepła ale nie delikatna , tylko mężczyźni doswiadczają
    tego uczucia gdy podejmuja rękę kobiety ,ta była zdecydowana , pewna siebie i
    swojej właścicielki. Zdjeła z nosa okulary i zatrzymała je w swoich dłoniach.
    -Co cię do mnie sprowadza- spytała glosem stanowczym(pewnie to genetyczne
    -ciotka)ale w którym kryło się też dużo ciepła,ton wyraźny struny głosowe
    wydobywały z głębi krtani każdą barwę a ja nie doszukałem się załamań tak
    charakterystycznych dla namiętnych palaczy skruszonych liści tytoniu. Podeszła
    do krzesełka i usiadła . Ciekawe, kobiety nawet w spodniach, siadając, łączą
    nogi próbując, zatrzymać w sobie całą nagromadzoną energię.Tym razem jednak
    sukienka była tą sprawczynią, przeciągneła prawą ręką po udzie, dojeżdżając do
    kolan i zatrzymując się na obramowaniu sukienki.
    -Ciekawość, Natlo ciekawość- spokojnie odparłem- marzenia chłopca, który nie
    wyściubił nosa poza terytorium swojego kraju, teraz jednak jeżdżę w poszukiwaniu
    przyjaciół , coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu o słuszności swojego
    wyboru,poznaia tych z którymi rozmawiam pisząc drobne literki.
    -Kto szuka daleko, nic nie znajduje-mówiła i patrzyła mi się prosto w oczy, znów
    jej wzrok zagłębiał się we mnie ,świdrując i przeszywając mnie i nie wytrzymałem
    tego spojrzenia, spuściłem głowę, jednak ciągle jej wizerunek pojawiał się pod
    zamkniętymi powiekami.A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed
    monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i
    co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie średni.
  • malwina52 04.03.06, 23:12
    jakbym ja na wlasne oczy zobaczyla smile))))
    a to Ci dopiero numer
  • natla 04.03.06, 23:32
    Uśmiałam sie do łez Sagi.....czy będzie ciąg dalszy?

    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 04.03.06, 23:39
    -Spójrz na mnie - usłyszałem , przybywającx do krainy rzeczywistości- marzycielu
    , swiat jest porąbany, nie pasujesz do niego ani do każdego jego zakątka
    .Gestykulowała lewą ręką razem z okularami. Podeszła do mnie , kładąc na
    ramieniu rekę, chwilę wcześniej była ona stanowcza teraz delikatna jakby jej
    nie było.
    -wracaj , przekuwaj swoją drogę, prostuj ją, skręcaj, gmatwaj w najróżniejsze
    wzory jakich kowal nie powstydzi sie, ona ma być twoja a nie innych . I jeszcze
    jedno-przekrzywiła głowę , uniosła brwi, dając zaznaczyć się zmarszczkom na
    czole -dbaj o te literki , którymi posługujesz się wyrzucając na fale
    internetu.Staruszka tymczasem spała smacznie na tapczanie, posapując głośno i
    przyciskając głowę do laski. Natla oddalała się ,sukienka zaginała się na niej
    ,zostawiała za sobą zapach spokoju i po chwili znikła w pomieszczeniu z którego
    tak niedawno wyłoniła się.Podniosłem się z krzesła i na palcach opuściłem
    staruszkęwraz z jej błogim snem.
  • natla 04.03.06, 23:55
    I zabawne i nostalgiczne i śliczne. smile
    Choć kilka szczegółów fizycznych nie takich, to całosć jakby utrafiona. smile
    _____________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 05.03.06, 00:06
    To ja Tobie dziękuję i tym, którzy to forum stworzyli, nie bywałe jak może
    czlowieka owładnąć biały ekran i chwila marzeń. Dobranoc. Czas snu bo jutro jest
    czas pracy.Może, gdy będę miał chwilę spokoju zawitam do regine , axy , delwy,
    najpewniej będzie to regine mieszka tylko o piętnaście minut drogi samochodem
    odemnie .
  • regine 05.03.06, 00:38
    Niesamowite Sagi, niesamowite... Wzruszyłeś chyba wszystkie dziewczyny.
    Zwłaszcza jej głos,Natli, na mnie działa jak balsam smile
    To się nazwa "opisywanie człowieka". Super...smile)
    A obserwatorem ludzi jesteś niesamowitym....
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • sagittarius954 05.03.06, 22:51
    -Proszę masz pieniądze , wpadniesz na moment do Tesco, wybierzesz coś z miesa
    na kotlety, gulasz i na zupę. Czas się liczy start, jak nie pomagasz w domu to
    chociaż pomóż w robiąc zakupy- moja żona spojrzała na mnie wzrokiem nie
    znoszącym sprzeciwu, włączyła odkurzacz i pochyliła się nad nim.Przeciągły
    jazgot rozniósł sie po pokoju wypełniając pomieszczenie dxwiękami
    przypominającymi mi borowanie zęba. Sprzet połykał do swojego wnętrza kurz i
    Wszystko co rozrzuciła moja wnuczka , kątem oka ujrzałem ją , wychylającą SWÓJ
    PYSIAK zzza uchylonych drzwi, obserwowała swoją babcię w akcji.
    - Rośnie następne pokolenie kobiecości które w niedługim czasie usidli niejedngo
    mężczyznę, tak, jak wrócę dostanę reprymendę od wnuczki za brak pomocy babci-
    myślałem zakładając zniszczoną kurtkę, moją wierną przyjaciółkę na chłodne
    jesienne i zimowe dni. Przyjaciół sie nie porzuca jedynie odchodzi
    niezauważenie. Kobiety mają niezwykły dar , utwierdzający mężczyzn o ich
    bezuzyteczności. Podążałem w kierunku swojego samochodzika, zamykajac za soba
    drzwi od wielkiego sprzątania. Drogę do tesco pokonywałem zawsze tak samo,
    klucząc uliczkami Bemowa i omijając głowną arterię w kierunku Poznania , zwykle
    zakorkowana, i przeładowaną wszelkiego typu pojazdami . Unikałem zaglądania do
    mojego królestwa ,gdzie tylko radio dyktowało rytm pracy silnikowi.
    -"...i gdy w wymietej bluzeczce szłam..."- smyczki raptownie przesuwały się po
    strunach skrzypiec wydobywajac z nich góralską skoczność.
    - "...z innym zatańczę... a potem niech inny bluzeczkę gnie...." - harmonia
    wtórowała skrzypkom i przebijała sie przez tony innych instrumentów. Głos
    wykonawczyni grupy Brathanków miękki , doskonale spajał sie z barwą góralskiej
    orkiestry. Moje zadumanie przerwało pojawienie się stacji paliwowej w Morach i
    dużego hipermarketu Tesco z rozsuwanymi automatycznie drzwiami, raz
    pochłaniajacymi przybyszów za moment wypluwających ich , jak niechcianych gości
    opuszczającymi teren sklepu , z wypełnionymi po brzegi różnorodnym towarem ,
    który niebawem pochłonie inny zarłacz - żółądek właściciela wózka. Wszedłem do
    środka , pod sufitem głos Georga Michaela udawał kobieciarza , snując swoją
    pieśń o miłości i na pewno panie szybciej poruszały sie do wypełnionych towarem
    półek.Podążyłem leniwie w stronę kilkudziesięciu telewizorów ustawionych na
    końcu alejki a widocznych od samego początku wejścia. Nagle coś mnie najechałoz
    lewej strony i odrzuciło na bok.Skrzywiłem się i już chciałem głośno zwrócic
    uwagę , gdy dobiegł mnie głos niski ale wyraźny kobiety.
    - Najmocniej przepraszam, ale się spieszę- ujrzałem zakapturzoną postać jeszcze
    zmrożoną , prącą jednak do przodu. Ubrana w kurtko- palto do połowy łydki czarne
    spodnie i botki na średnim obcasie. Głową sięgał mi do ramienia. Pod kapturem na
    głowie miała wełniana czapeczke raczej swojej roboty, co świadczyło o zaradności
    i nie oglądaniu się na modę . Spod czapeczki , dwa kosmyki włosów robionych na
    pasemka wyglądały ciekawie na zewnątrz. Oczy szaro- zielone zmieniały barwę w
    kierunku czarnego punktu źrenicy otaczając go jasnym brązem.Te spokojne oczy ,
    patrzyły na mnie przepraszająco i trudno było mi powiedzieć cos gorzkiego bo i
    zaczerwieniony nos , który podciągała do góry nadawał twarzy ciekawy wyraz .
    Spoglądający mógł zobaczyć jeszcze jej wargi, matowe wargi zabezpieczone tylko
    przed mrozem pełne jednak kobiecej czułości. Szczęśliwy ten , który poczuje ich smak
    - Naprawdę pana przepraszam- oznajmiła szybko właścicielka , no nie wstydźmy się
    tego powiedzieć niezłej pupy zarysowanej okalajacą kurtką . zawsze zastanawiało
    mnie dlaczego kobiety walczą z nadmiarem w okolicy bioder. Przecież męski wzrok
    zawsze pada na nadmiar a nie niedomiar.
    - Wierzę w pani intencje - szarmancko usunąłem się i lekko ukłoniłem , jak
    muszkieter zdejmujący kapelusz machnąłem reką pewnie zbyt energicznie bo moje
    tymczasem zostały ź le odebrane , nieznajoma pokiwała ironicznie głową i
    energicznym krokiem oddaliła się odemnie . Tymczasem następny kobieciarz Elton
    John wyśpiewywał trele nad głowami klientów .
    - "...a ko-ł ko-ł hart ..."i zrozumiałem , że Tesco poluje dziś na mężczyzn ,
    obejrzałem sie podejrzliwie i musiałem mieć nie szczególną minę skoro
    nadchodzacy facet pokazał mi kierunek ręką i powiedział
    - toaleta jest tam-

    CDN już nie mam siły jutro skończę
  • sagittarius954 06.03.06, 11:53
    Bojaźliwie przesuwałem się blisko ściany,, zabezpieczając tyły i oczekujac ciosu
    z najmniej spodziewanej strony. Dotarłem szczęsliwie do kolejki z mięsem i
    usadowiłem wygodnie za jejmościną z lisem na kołnierzu , moje myśli powedrowały
    w stronę młodej damy stjacej opodal i rozdającej okrawki sera żółtego . Elton
    kóńczył swoją pięśń i do moich uszu odbijając się echem doleciała końcówka :
    - ...no- s-a-k-r-y-- f---a-----f-el-o--o--ą..."
    Ciekawe co lubi, jakie kwiaty( młoda dama) znaczy pewnie drobne i juz zaczynałem
    sie złościc na kolejkę wolno posuwajaca się . Nienawidzę kolejek w super hiper,
    jak zbliża się końcówka zakupów zostawiłbym wszystko żonie i uciekł do
    samochodu. Drogi czytelniku , pamiętasz doskonale czasy gdy w latach 80-tych
    staliśmy za zapałkami , chlebem, prasą , wyliczanka byłaby długa niczym zbór
    dzieł wybranych . Powiem tak , w tamtym okresie na wysokosci zadania stanęły
    dwie rzeczy :
    panowie, co zaowocowało wyzem demograficznym i niesmiertelny ocet , którego z
    koleji teraz nie uświadczysz w okresie od sierpnia do października. Widocznie ci
    sami panowie ślubując swoim damom piją go zamiast wszędobylskich
    procentów.Stałem i czekałem na swoją kolej, gdy znów mnie coś najechało.
    - Czy ja jestem słupek parki-n--g---o----w-----y?- ostatni wyraz przeciągałem ,
    obracając się do tyłu i zobaczyłem właścicielkę brązowej kapotki już rozmrożona
    i rozpiętą , pokazującą conieco z podkreśleniem wyrazu co. Zielona bluzka
    opinała piersi a na jej wierzchu żółcił się krzyzyk, chrzescijański znak.
    - To znów pan ?-zdziwiła sie .
    -Upodobała mnie sobie pani, robię za bufor - rozpocząłem rozmowę w kierunku
    zaokrąglonej twarzy dyskretnie przeciagniętej makijażem , spod włosów wychylały
    się małe uszka uzbrojone w srebrne kolczyki. Tym razem jej oczy , już
    usmiechały sie do mnie gromadząc pod sobą drobne pasemka zmarszczek , oznake
    iluś tam w przeszłości nieprzespanych nocy. Dalszą rozmowę przerwała nam
    ekspedientka ,kupiliśmy oboje sztuki porządnego krwawego mięsiwa i ruszylismy
    razem na dalsze zakupy, śmialiśmy sie żartowaliśmy , wymieniając zdania najpierw
    ostrożnie a później coraz więcej szczegółów podawaliśmy sobie . Moja towarzyszka
    ciekawie spoglądała na ręce chcąc zobaczyć obrączkę, ale "SfEtygowanej" nie
    było na moim palcu , leżała sobie z innymi pierścionkami mojej żony w
    puzdereczku.Nazwę swoją zawdzięcza obrączka wyglądowi, jaki uzyskała , gdy nawet
    w pracy nie ściągałem jej. Regine, tak mi powiedziała , otwierała się przede mną
    jak beletrystyczna książka, z początku podając swojemu rozmówcy niedosyt
    informacji, by po przebyciu kilkunastu stronic bezwiednie usidlić swoim tekstem
    . Pomyślałem że jest za bardzo szczera do obcego mężczyzny i musi bardzo uważać
    , żeby nie stracić resztki zaufania okazywanej tak szczodrze ludziom. Nie
    przyjęła propozycji podwiezienia z zakupami do domu , chociaż powiedziała że
    mieszka w Ożarowie. W czasie krótkiego pożegnania podała mi swoją spracowaną ale
    słodką rękę , odwróciła się i weszła do autobusu.
    Podjechałem wózkiem do samochodu , otworzyłem bagażnik ładując towar , pilotem
    uruchomiłem radio
    -"...zniknie Warszawa tak jawa jak sen...życie to nie zabawa..." zabrzmiało w
    radio a jednak musiałem udać sie w kierunku stolicy nie moich snów , ale gdzie
    moje marzenie pewnie skończyło już Wielkie Sprzątanie , znów pochylając się nad
    białymi karteczkami.
    ...
  • regine 06.03.06, 12:39
    Tak, Tesco, to jest jedyne miejsce, gdzie mogiśmy się spotkać, Strzelcu smile
    płaszcz z kapturem, bez tej czapeczki zrobionej własnoręcznie, bez krzyżyka na
    szyi i kolczyków w uszach. Ale nie daruję Ci, tego tu i ówdzie !!! Nie noszę
    spodni !!! Całkiem , całkiem dobrze wyglądam w spódnicy i zielonej bluzeczce.
    Nie mam aż tyle, przesadziłeś. Nie daruję !!! Jeszcze jeden szczegół, oczy mam
    piwne i nie mogłeś ich zobaczyć, bo noszę przyciemnione szkła. No i nie kupuję
    mięsa, bo nie jadam prawie wcale.
    Ha, ha, ha, więc musisz jeszcze troszkę popracować. No i nigdy nieznajomemu nie
    pozwolę odwozić się do domu. Tu masz 100% rację. Reszta zgadza się. Ale teraz
    uważaj, bo częstym gościem Tesco jestem, możesz nie uciec przed rozjechaniem
    wózkiem, są zbyt duże smile)
    Pamiętaj, to mogę być ja, choć staram się nikogo nie potrącać, ale ostatnio
    trafiłam na wózek, któremu blokowały się 2 kółka. smile)
    Dziękuję Sagi, włożyłeś w to tyle pracy no i trafiłeś na krytykę. Ale prawdziwa
    cnota krytyk się nie boi, więc czekam na "opisy" pozostałych osób.
    Dziękuję to było miłe, łobuzie smile)
    Więc niby chcąc , nnie chcąc ...Różnie to może być smile))
    Jeszcze raz dziękuję
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • sagittarius954 06.03.06, 12:48
    Jeśli Tobie było choć troszkę przyjemnie... nie czytam napisanych wcześniej
    opisów nie zbieram w wyszukiwarce Waszych wypowiedzi , to dla mnie byłaby za
    duża praca i musiała by być rozłożona na długi okres , ot tak piszę zamykam oczy
    i nuż się uda traktuję to jak zabawę , która już teraz zajmuje więcej czasu niż
    praca zawodowa ... te okulary mówisz przyciemnione ..... kto wie, może się
    spotkamy pozdrawiam ,Zbyszek
  • natla 06.03.06, 13:18
    170 cm, choć nie wykluczam 180 wzwyż wink, szpakowaty, okulary, ale raczej do
    czytania w wąskich czarnych oprawkach, ciemne oczy, sylwetka szczupła z lekko
    zarysowującym się brzuszkiem (choć niekoniecznie), dżinsy, długi płaszcz.......
    reszta szczegółów mi sie rozmyła wink)))

    _____________________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 06.03.06, 13:40
    Natlo- 182 cm szpakowaty , sylwetka zmieniajaca się co pół roku odchudzanie ze
    względów wiosenno letnich teraz średnia pocieszam się ,oczy opis -regine, już
    nie dzinsy tylko w lecie,okulary do czytania, kurtka, zdecydowanie kurtka
    wygodniejsza w samochodzie ,cecha charakterystyczna wąsy, zresztą nic, to rok
    urodzenia imiesiąc . Już wiecie wszystko. Może prawie wszystko, kto pyta temu
    odpowiem
  • natla 06.03.06, 14:01
    Ok. To mi sie trochę udało, nie pomyślałam o kurtce, a to takie proste.....sama
    od lat z tego powodu nie noszę płaszcza. smile
    Natomiast na Łysą Górę przylatuje z golarką, tępą wink)))
    --
    _____________________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • sagittarius954 06.03.06, 19:20
    SEN


    Unosiłem się w powietrzu. W promieniach południowego słońca, usłyszałem
    delikatny szelest. Pode mną , kładła się zielono - żółta trawa wypełniająca po
    horyzont łąkę. Poszczególne łodygi wyginały się i z powrotem wracały do swojego
    dawnego położenia , górna część traw, obficie zapełniona ziarenkami wykonywała
    dodatkowy ruch tracąc je i rozsypując wokół łodyg. Pośrodku łąki stał kwiat. W
    odróżnieniu do otaczających go traw, pozostawał niewzruszony, jakby wiatr nie
    docierał do jego łodygi. Niebo było błękitne, złote promienie bez trudu
    docierały do falującej łąki. Kwiat, czerwone płatki kierował na zachód. Nagle
    znikąd pojawił się motyl. Błękitno - pomarańczowymi skrzydełkami , przecinał
    powietrze kierując się do kwiatu . Zbliżał się do czerwonych płatków i
    żółto-pomarańczowych pręcików. Słodkie danie czekało na owada. Motyl osiadł na
    płatkach , wysuwał rytmicznie swój długi język i zlizywał pyłek z pręcików.
    Płynąłem w kierunku namałowanego przez naturę obrazu. Wyciągnąłem ręce, chcąc
    ująć w nie motyla i zerwać czerony kwiat. Poczułem, że jakaś nieznana siła
    odciąga mnie wysoko . Obraaz łąki z kwiatem i kolorowym motylem zmniejszał się ,
    aż całkowicie znikł.

    Otworzyłem oczy , spojrzałem w okno i wymazałem z pamięci barwny sen.
  • del.wa.57 06.03.06, 21:37
    img403.imageshack.us/img403/6319/raj9ww.jpg
    Szkoda,ze już się obudziłeś.
    Śnij moja muzo,a ja roztoczę nad Tobą spokój,ciszę i czuwac będę by nikt nie
    smiał Ci snu zakłócićsmile)))
  • sagittarius954 07.03.06, 16:14
    Obudziłem się wcześnie rano . Obok mnie, nie tknięta poduszka przypominała mi o
    utracie żony. Do ostatnich chwil wierzyłem w Jej uzdrowienie. Czepiałem się
    myślami różnych możliwości, lecz którąkolwiek nie poruszyłem , zawsze wracałem
    do punktu wyjścia , ostatniego wyjścia . Dzisiaj miałem odebrać swoją córkę ,
    która przyleciała z Barcelony, lecz z powodu mgły nad Warszawą, lądowanie odbyło
    się w Krakowie . Pociąg już podążał w moim kierunku. Do mnie . Tylko do
    mnie.Patrzyłem na swoje odbicie w lustrze. Dzisiaj wszystkie czynności
    pielęgnacyjne wykonuję dla Ciebie Perełko. Będę tryskał humorem . Zobaczysz ojca
    wesołego i pełnego życia, nawet swoją przyjaciółkę Grażynę zaprosiłem na kolację
    , żeby mistyfikacja udała się .
    Mycie , sprzątanie , śniadanie, zmywanie co to za zmywanie jeden talerzyk, jedna
    łyżeczka , jeden kubek, Ty go ostatnio trzymałaś . Mycie go zajęło mi całe pięć
    minut, przeplatałem je wspomnieniami o Tobie , wykonywałem te same ruchy jak Ty
    Basiu , gdy trzymałaś go w swoich dłoniach. Byle co na siebie - nie no nie byle
    co. Córka musi zobaczyć, że jej stary trzyma fason . Trzeba się pospieszyć, za
    trzydzieści minut dziecię będzie już na dworcu a do przejechania jest pół miasta
    , część na pewno w korkach. Stara skoda wujka spisywała się bez zarzutu. Nic do
    niej nie dokładałem a ona uwijała się po ulicach naszego miasta. Jeszcze tylko
    jedno rondo przy zbiegu Marszłkowskieji .... Rany, żółte światło! Przyspieszyć-
    no dalej maleńka ! Gdzie się pchasz...

    Pisk opon gwałtownie hamowanych na asfalcie, wywołał zainteresowanie i
    zaciekawienie wszystkich stojących w okolicy Ronda. Kierowca Skody nie zdąrzył
    przeskoczyć na światłach przez skrzyżowanie i zaczepił o przedni błotnik VW
    Golfa na niemieckich numerach rejestracyjnych. Oba samochody wykazały skuteczne
    hamowanie na tyle aby zminimalizować skutki stłuczki. W samochodzie niemieckim ,
    jechała para , kobieta i mężczyzna , oboje wybiegli z samochodu i podążyli do
    kierowcy Skody , który w dalszym ciągu siedział w środku . Powolnym ruchem
    wyciągał z kieszeni płaszcza telefon komórkowy , naciskał małe cyferki i dzwonił
    do kogoś .



    - Zbyszek , cześć stary , błagam pomóz , miałem stłuczkę , jadę po córke, jestem
    w kropce- usłyszałem przerywany tekst mojego przyjaciala Zbyszka.
    - Jestem w pracy za dziesięć minut będę przy tobie- odpowiedziałem- gdzie jesteś ?
    - rondo przy Dworcu Centralnym- usłyszałem w odpowiedzi - biegłem przebrać się ,
    leciałem do niego.
  • del.wa.57 07.03.06, 17:29
    Ciekawie sie zapowiada!!!
    smile))) smile))
  • sagittarius954 09.03.06, 18:50
    Jechałam pełna radości na spotkanie Polski i znajomych. Warszawy nie lubiłam ,
    jednak chęć zobaczenia przyjaciółki, była silniejsza od moich animozji.
    Zatrzymamy się tutaj tylko dwa dni. Później już tylko nasz domek i mój mąż.
    Będzie sobie mógł mój chłopczyk odpocząć .Widziałam jak ostatnie tygodnie
    przychodził coraz bardziej zmęczony i spięty. Patrzyłam na jego twarz , stawała
    się szara a on nie skarżył się, tylko mnie obejmował , tulił si,e do mnie i
    mruczał jak kot. Łasuch jeden.
    Przyznaję że w Warszawie z roku na rok coś przybywało. Teraz jest więcej
    samochodów, pełno ich.
    - Uważaj , proszę , nie pędź tak- mówiłam do niego i położyłam rękę na kolanie .
    Prawy pas miał wolny.
    - Lubię Twoją płynną jazdę- uśmiechałam się do mojego kierowcy.
    - Dla Ciebie Helenko Wszystko- odpowiedział mi , spojrzał na mnie i popędził do
    przodu. Zbliżaliśmy się do ronda przy dwocu Centrałnym , widziałam czerwone
    światło i mój bohater zwalniał , ale tylko po to by płynnie przeskoczyć
    skrzyżowanie . Nie wziął jednak pod uwagę faktu małej dyscypliny tutejszych
    kierowców, przejeżdżających skrzyżowania na żółtym świetle.
    - O jej- zdążyłam krzyknąć i już było po sprawie, nasz samochód i taki kremowy
    rupieć lekko , ale zderzyły się . Czułam jak pasy napinają się i wrzynają w moje
    ciało.
    - Bodaj cię - mój mąż jednak zachowywał opanowanie a mnie serce podchodziło do
    gardła- Nic Ci nie jest kochanie - spytał spoglądając w moją twarz.
    - Nic mi nie jest , popatrz dlaczego tamten nie wychodzi z samochodu , chodźmy ,
    może potrzebuje pomocy.
    Wybiegliśmy oboje w celu sprawdzenia stanu zdrowia kierowcy . Za kierownicą
    siedział pan , miał nalaną twarz włosy czarne, lekko przerzedzoną, z odcieniem
    siwych.
    - Proszę pana nic się panu nie stało - pytaliśmy go , ale chyba był w szoku nie
    odpowiadał tylko z kieszeni kurtki wyciągał telefon i do kogoś dzwonił.



    Pędziłem do niego , naprawdę , zwykle to on mi pomagał, miałem okazję nie tylko
    mu zrewanżować się, ale pomóc mojemu pzryjacielowi. Po śmierci żony Basi
    prowadził normalny tryb życia , praca , dom praca , dom i tak w kółko.
    Spotykaliśmy się ze sobą tak co miesiąc i zobaczyłem że zaczyna pochłaniać coraz
    większe ilości alkoholu , odreagowywał . Moja żona mówiła, żebym nie pił znim ,
    a ja chciałem , chciałem mu pomóc i wiedziałem, że tylko czas mu pomoże . Tylko
    on mógł przegrać tą walkę . Gorzałka nim coraz bardziej zawiadowywała , też mi
    wyrażenie . Dojeżdżałem do ronda od strony ul Towarowej , mimo zakazu
    zatrzymywania stanąłem na chodniku i czekałem na możliwość przedostania się do
    śroka ronda gdzie Zbyszek siedział w samochodzie wystawiając nogi natomiast obok
    niego gestykulując stał mężczyzna a kobieta dreptał niemal w miejscu.
  • tofika 09.03.06, 19:04
    I doczekala sie Helenka opowiesci..doczekala..
    Sagi potrafi klikac mimo wielu chorobowych wyrzeczen,,to sie tym objawia czynny
    udzial ,,Aktywny <<udzial smileforumowiczaa50l -tki +_brawo Zbyszek!
  • sagittarius954 09.03.06, 19:18
    Tofiko szykuj się TY będziesz następna. Ach mam ,wpadł mi do głowy wspaniały
    pomysł, lece zapisać na karteczce.smile)))
  • czarny.humor 09.03.06, 19:29
    Jak do mnie coś takiego napiszesz, to ..., to ..., to ...




    No nie!!!
    Jednak nie oddam Ci się


    smile))
    --
    I mimo wszystko lubię Cię.
    --
    Qrczę!! Ale mam głupią sygnaturkę!!
  • regine 09.03.06, 19:32
    Ale to chyba nie koniec...??? Hej Sagi, szybko odpowiadaj, bo coś mi tu nie
    pasuje...Albo muszę jeszcze raz od początku. Może załapię koniec...smile)
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • malwina52 09.03.06, 19:41
    czytam i podziwiam lekkosc piorkasmile
    czy to fakty z zycia, czy tylko fantazja?
  • regine 09.03.06, 19:44
    Może i jedno i drugie...
    Zaczął pisać na forum, a potem się okaże sławą...
    która zapomni, o tym gdzie zaczynała smile))
    Tak to w życiu jest, schodek wyżej i już patrzymy na resztę z góry..
    Ale gratuluję talentu..smile
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • malwina52 09.03.06, 19:49
    zastanawiam sie, czy sie tu taki talent nie marnuje?
    ale zawsze bede mogla powiedziec,
    ze ten slawny pan to moj kolegasmile
  • sagittarius954 09.03.06, 20:00
    ja chciałbym być waszym przyjacielem...
  • del.wa.57 09.03.06, 20:13
    Jestes naszym przyjacielem 100%smile)
    Bardzo mi sie podoba!!! pisz Muzo dalej...dalej...
    smile))) smile))
  • malwina52 09.03.06, 20:17
    przyjacielem to jestes jak tylko tu wdepnales,
    to bardzo przyjacielskie forum smile
    i czy chcesz czy nie chcesz musisz
  • sagittarius954 09.03.06, 19:59
    ile chcesz mieć żon, kochanek, czym chcesz być , mafijozo, plej boj , prezydent
    ??/ no na co reflaktujesz, ale terminy mam napięte, bo jeszcze bardzo intryguje
    mnie axa tu będzie trudna sztuka do ugryzienia.
  • sagittarius954 09.03.06, 19:55
    Dzięki, dzięki ale naprawdę uważam się za nieudacznika .Del wo podoba się
    kontynuować czy nie ???
  • leciwa 09.03.06, 20:35
    No Ziomie, jestem pod wrażeniem. Rzadko do Was wpadam, czasami nad czymś
    zatrzymam się trochę dłużej ale ten wątek... no no ...ja nie lechce... ja
    podziwiam..
    Leciwa
  • sagittarius954 10.03.06, 16:25
    To prawda , byłem wzburzony, starałem ukryć moją niechęć do kierowcy starej
    Skody i i nie pokazywać moich odczuć Helenie. Mówiłem ,mówiłem i jeszcze
    mówilem ukrywając złość spowodowaną wypadkiem. Kierowca Skody jednak nie za
    bardzo miał chęć chociaż mi odpowiedzieć. Rzucał od czasu do czasu wilgotne
    spojrzenia na moją żonę i zegarek Trzeba mieć dużo tupetu, żeby zamiast martwić
    się sytuacją , robić przegląd nóg i kibici Heleny.
    - Dobrze, widzę , że nie dojdziemy do porozumienia- kończyłem rozmowę - wzywamy
    policję . Odwróciłem się demonstracyjnie i przeszedłem na drugą stronę lekko
    rozbitego samochodu sprawcy. Wyjmowałem telefon z kieszeni płaszcza a moja żona
    wciąż patrzyła się ze współczuciem na tego ... k i e r o w c ę. Dzwoniłem na
    policję , że też coś takiego dopuszczają tu do ruchu. Nieźle zaczyna nam się
    urlop, najmniej tydzień poczekamy na naprawę , jak dojedziemy bez samochodu do
    naszego domu, był tam bardzo potrzebny . Przewóz materiałów do drobnego remontu
    w czasie naszego pobytu zaplanowałem właśnie nim , jeszcze zakupy i wypady
    Helenki do ulubionych miejsc.
    Zauważyłem po drugiej stronie ulicy , mały niebieski samochód , to chyba Fiat.
    Wysiadał z niego całkiem spory mężczyzna , wąsaty, szpakowaty, jasna zniszczona
    kurtka odznaczała się od szaro ubranych ludzi. Na ukos , przez jezdnię dostawał
    się do nas, podnosił wysoko rękę zatrzymując trąbiące samochody.
    Lekkim truchtem podbiegł do sprawcy naszego nieszczęścia. Pochylił się nad nim i
    podał mu rękę.
    - Cześć Zbyszek- powitał ciemnowłosego kierowcę a tamten odpowiedział mu- Cześć
    sagi.
    Moja żona na dzwięk tego imienia poruszyła się , jej źrenice rozszerzyły się a
    ręce wykonały nieznaczny ruch. Zrobiła dwa kroki do przodu.
    - Sagi? Sagittarius?!- mówiła dziwnym głosem . Mężczyzna obrócił się i długą
    chwilę patrzył w jej kierunku.
    - Tak- powiedział- to ja.
    - Dziewięć , pięć , cztery ?- dodała moja żona .
    - Zgadza się - zdziwienie w głosie mężczyzny było wielkie - kim pani jest ?-
    zapytał Helenę .
    - To ja... Helena ... Del. wa- odpowiedziała mu uśmiechnięta
    - Nie to nie możliwe, Naprawdę?!- z jego twarzy znikało zdziwienie , pojawiał
    się szeroki uśmiech maskowany przez posiwiałe wąsy. Rozłożył ramiona i
    podchodził do mojej żony. Obejmował ją. W moim sercu pojawiła się plamka
    zazdrości, dlaczego ona pozwala mu się ściskać !!!! Nie mogła mu podać ręki!!
    Co za miasto gdzie mężczyźni bezceremonialnie obłapiają kobiety.




    Po wypadku , gdy zjechaliśmy o własnych siłach z jezdni na bok ronda, nie
    utrudniając i tak korkującemu się w tym miejscu , mogłem odetchnąć i opanować
    stres. Zderzak lampa , wgniecenia, takie tam pierdoły , gdyby nie zagraniczna
    rejestracja mogłbym się dogadać z tym facetem, już wiedziałem, że najmarniej
    zejdzie nam się tutaj ze dwie godziny w oczekiwaniu na policjanta. Obserwowałem
    kobietę . Ciemne włosy i duże ciemne oczy, patrzyłem w nie i robiło mi się tak
    ciepło, czyżby ....
  • goskaa.l 10.03.06, 17:07
    świetnie budujesz opowidania, ten podnoszący adrenalinę smaczek oczekiwania. A
    w dodatku przerywasz w naj(nie)właściwszym miejscu.
  • del.wa.57 10.03.06, 17:27
    Gosia ma rację.JESTEŚ NIESAMOWITY!!!
    Ciekawe,jak potocza sie dalej losy???
    Wąsaty,szpakowaty,wysoki Pan,co biegnie na pomoc koledze(mam nadzieję,ze nic
    złego mu sie stało)i.....bardzo ciekawie piszesz Zbyszkusmile))))
    Czekam...czekam....
  • sagittarius954 11.03.06, 16:06
    To może urosnąć , to opowiadanie czy warto, czy Was nie zanudzę ? To powinno być
    krótkie a tymczasem jakoś tak nie chcący wyrwało sie.?????????Dalej ?Skracać ????
    Powiedzcie coś.
  • del.wa.57 11.03.06, 16:14
    Nic nie skracaj!!!! zobacz jakie /fory/zbierasz Zbyszkusmile)))
    Masz talent,PISZ...PISZ...PISZ..myslę,ze wszyscy czekająsmile
  • natla 11.03.06, 16:35
    Pisz jak Ci w duszy gra. Wytrzymamy! wink)))
    Masz tak lekkie piórko, że się czyta wspaniale.
    --
    _____________________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • takanietaka 11.03.06, 17:17
    Podoba mi sie ten rodzaj niby nieprzemyslanej przypadkowosci...i człek nie ma
    pojęcia co z tego wyniknie.A Ty ?Wiesz co bedzie?
    ____________________________________________________ ** nigdy nic nie
    wiadomosmile **
  • del.wa.57 11.03.06, 17:29
    Kochajcie czasem poetę

    Kochajcie czasem poetę
    On jest rybim okiem
    Śladem po locie motyla
    I wężową łuską między ziołami

    Gdy zechce - ognisko rozpali
    Na środku pokoju
    I firanki ogniem tańczą
    W porywach miłości

    Najczęściej jednak bywa
    Pasażerem smutnego tramwaju
    I bez biletu - nawet ulgowego
    Patrzy ludziom w oczy

    Tam zapisane są wiersze
    Alfabetem zmarszczek
    Kreskami uśmiechów
    Strumykami żyłek podskórnych

    Kochajcie czasem poetę
    On musi być rybim okiem
    Białym śladem odrzutowca
    I zielem dziurawca gdy już wszystko boli

    Adam Ziemianin
  • sagittarius954 11.03.06, 17:35
    No nie, nie wiem, choć mam napisany ostatni czyli 5 odcinek, to dalej pustka i
    sam się już boję, ze akcja toczy się w jednym miejscu , mam pomysł na dalszą
    część ale tu chodzi o szczegóły, pomysł może być dobry a szczegóły położą
    go,odcinek puszczę po dwudziestej, gdy już w domach zamiera wszędobylskość
    domowników.
  • sagittarius954 11.03.06, 18:53
    Mówiła do swojego męża – Waldemarze- temperując jego niechęć w stosunku do mnie.
    Nie odzywałem się . Niech się facet nagada, ja tymczasem napatrzę się na to cudo
    stojące przede mną. W jej oczach widziałem współczucie. Po co miałem mu
    przerywać, lubi gadać niech gada, widocznie nie zna realiów Warszawy. I tak musi
    czekać aż przyjedzie policja, żeby mógł dostać odszkodowanie powypadkowe ze
    swojego ubezpieczenia. Gestykulował rękoma . Mnie przyciągały jej kształtne
    łydki i spódnica do kolan ze skóry. Rozpięty płaszcz ukazywał bluzkę z małym
    dekoltem i apaszką pod szyją, musiała mieć piękne piersi tylko część pokazywała
    się moim oczom. Smukłe palce , nie spracowaną rękę i dlaczego jest jeszcze
    chłodno na dworzu? Starałem się ukryć swoje zainteresowanie i odwracać wzrok ,
    choć ona przyciągała mnie jak magnes. Nie odzywałem się za to moje sumienie
    krzyczało głośno. Powracał obraz Basi, uśmiechniętej i idącej do mnie obraz żony
    przeplatał się z obrazem Tej kobiety elegancko ubranej, dbającej o siebie.
    Przypomniałem sobie jak przebiegała znajomość z Basią. Pierwsze ”chodzenie”
    wymusiła dyskoteka i brak dziewczyny .Później chciałem zerwać ,ale stchórzyłem
    słysząc z jej ust słowo kocham , którego ja nie czułem i nie przechodziło mi
    przez gardło że mogę jej powiedzieć zupełnie co innego. Z tego wewnętrznego
    letargu wyrwał mnie ślub z Basią i jej obraz , szczęśliwej panny młodej . Jak
    ona wtedy promieniowała, promienie słońca odbijały się od niej a ona w ich
    blasku była jeszcze bardziej szczęśliwa . Los sprawił ,że zakochałem się w niej
    w dzień ślubu, te dwadzieścia pięć lat wspólnego życia , szczęśliwego życia
    zamazywał się teraz obrazem nieznajomej. Chciałem odrzucić to uczucie do obcej
    zamężnej kobiety i nie mogłem.
    Oddychałem ciężko i dopiero przyjazd Zbyszka wyrwał mnie z gamy uczuć tkwiących
    we mnie, gdzie amplituda wahała się niebezpiecznie.
    Taka niespodzianka znali się. No, no , czy on jej nie znał wcześniej , chociaż
    wspominał o swojej bytności na forum dla przeszłych wiekiem.
    - Przepraszam , panią bardzo , ale chciałem się rozmówić z sagim- przerwałem
    wylewne powitanie – leć biegiem na dworzec, odbierz Alicję , powiedz
    uspokajająco o tym co się stało, odwieź ją do domu i czekaj , ja zaraz no
    niebawem wrócę.
    - Pani pozwoli że ja zabawię panią rozmową – uśmiechałem się do czerwonych warg
    właścicielki. Z tyłu usłyszałem jego głos:
    - Panie pan niech się zajmie sprawą jaką przez pana umiejętności prowadzenia
    samochodu doznaliśmy. Chodź kochanie usiądziemy w samochodzie.
    - Waldemarze-odpowiedziała mu- to jest niegrzeczne z Twojej strony.
    - Proszę państwa , jesteśmy dorośli – wmieszał się w rozmowę Sagittarius-
    przecież potrafimy zapanować nad emocjami. Powiedział te słowa , machnął ręką na
    pożegnanie i przedostawał się północną stroną jezdni, znikał w tunelu.
    Małżeństwo zamknęło się w samochodzie , ja wolno pomaszerowałem do swojego.
    Nagle ,nie wiadomo dlaczego przypomniałem sobie kadr z ostatniego dnia Basi.
    - Będziesz mi wierny?- zamknęła oczy i nie doczekała się odpowiedzi .




    -Waldemar był o mnie zazdrosny, troszkę w tej sytuacji uszczypliwy, ale w głębi
    duszy byłam szczęśliwa
    . Kochał mnie.
  • del.wa.57 11.03.06, 20:18
    Piękne Zbyszku i troche smutne,czyzby to był juz koniec?ale miło,ze Ciebie
    poznałam,nawet w takich okolicznościachsmile))
    Masz cos jeszcze w zanadrzu?Czy mam juz poprawić mój /wygląd?/
    Szkoda mi(Twojej Basi)
    Acha...kocham Waldemarasmile)))))
    Powaznie Zbyszku,pomysl o pisaniu,robisz to ciekawie.
  • sagittarius954 12.03.06, 18:22
    Bolała mnie ręka, gdy ciągnął mnie do samochodu. Masowałam ją siedząc w środku,
    jednak przewrotnie zadałam mężowi pytanie:
    -Co w Ciebie wstąpiło?- podwyższyłam ton głosu – skąd ta zazdrość? Uważam , że
    rzucę Cię dla pierwszego lepszego i odlecę w sina dal?!
    - Do tej pory cierpiałem i znosiłem wszystko, Twoje ciągłe siedzenie przy
    komputerze , nawet do późnego wieczoru, rozmowy z przyjaciółkami a tu proszę P
    R Z Y J A C I E L – nie widziałam Waldeczka w takim stanie .
    - Proszę uspokój się ,wyjaśnij rzeczowo co było moim postępowaniu niestosowne –
    łagodziłam sytuację patrząc na jego zdenerwowanie.
    - Uwiązał Ci się na szyi , jakiś, obejmował Cię.
    - To on mnie obejmował, czy ja jego? Zauważyłeś co robiłam z rękami podczas ,
    według ciebie obejmowania?
    - Widziałem , ale on Cię obejmował- twardo upierał się przy swojej wersji
    pojmowania rzeczywistości.
    - W kulturze żydowskiej jest taki zwyczaj , jeśli mężowi nie odpowiada żona ,
    oddaje ją mamusi – chcesz tego?- pytałam
    - Czy ja mówię o kulturze czy o tym o czym zapomniałaś mnie poinformować.
    - Co znowu ?- powoli drażniła mnie ta rozmowa .
    - On Ciebie znał , a ten drugi ślini się do Ciebie.
    - Waldeczku , Ty nie jesteś w stanie racjonalnie myśleć , jak myślisz dla kogo
    bije to serce pod bluzką? - przerwałam monolog i wzięłam jego rękę do swoich
    dłoni, zrobiłam ostatni wysiłek udobruchania męża . Wsunęłam jego rękę pod
    płaszcz kładąc ją na miejscu gdzie najczęściej przebywał mój Waldek – Nigdy nie
    dawałam Ci powodów do zazdrości, nie mogę odpowiadać za wszystkie przypadki dziś
    dosięgające nas , jednego bądź pewny Ty nie jesteś przypadkiem i nim nigdy nie
    będziesz . Pochyliłam się i naburmuszonego zazdrośnika pocałowałam w usta.
    - Daj spokój , w naszym wieku tak publicznie – jego głos uspokajał się .
    - Dla Ciebie publicznie nie jedno bym zrobiła –uśmiechałam się tkliwie.
    - Ach , Del. Wo, widzisz zaczynam do Ciebie gadać nickami. Spojrzeliśmy sobie w
    oczy i roześmieliśmy się . Na rondo wjeżdżał radiowóz policyjny.




    Wchodziłem do tunelu z obrazem Del. wy Czy mógłbym liczyć na szczęśliwszy traf
    ? Poznanie jej , wesołej , w internecie , w pogawędkach forumowych między nami
    ,prawie trzpiotka . Chciałem zostać jeszcze i porozmawiać z Heleną , ale córka
    Zbyszka przecież nie mogła czekać. Szedłem tunelem doprowadzającym mnie do
    peronu dworca , uświadomiłem sobie ,że nie wiem w którym wagonie jedzie Alicja
    , czasu miałem nie za wiele , myśl chłopie myśl, żebyście się tylko nie rozminęli.


  • del.wa.57 12.03.06, 18:38
    Ubawiłes mniesmile))bardzo mój PRZYJACIELU,bo niewątpliwie nim jestes,wspaniale
    piszesz,masz wyobraznię,nie zmarnój tego Zbyszku,uwierz w siebie,Ty masz talent
    przez DUŻE T.
    A swiat wbrew pozorom nie jest taki duży i byc może spotkamy sie
    kiedyś,powspominamy,posmiejemy sięsmile)))
    A teraz biegnij predziutko,bo Alicja napewno czeka tam tam na Ciebie,masz
    następną rolę do odegraniasmile))
  • regine 12.03.06, 20:10
    Dewuś, podobało Ci się prawda ? Mnie też...Ma chłopak talent a marnuje się na
    forum. Sagi, zapisuj na dysku, wydasz książkę o ludziach z naszego forum.
    Polecam tytuł roboczy : "Widziane oczami duszy".Bo Ty dużo "widzisz"...
    Och, Ty romantyku, marnujesz się...
    Delwą pobiłeś rekord, "Wampira"
    6 odcinków i to jak pięknie smile
    Może by serial nakręcić..smile)

    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23923
  • sagittarius954 12.03.06, 20:26
    To Ci powiem Reniu, że wampira mam napisanego, ale tam to już są opisy strasznie
    erotyczne i troszkę mi nie przystoi ich u WAS zamieszczać, w dalszym ciągu mnie
    łechcecie , a czy tak dużo widzę? Mój Boże patrzyłem na ten świat i kobiety
    kilkadziesiąt lat i wdalszym ciągu się uczę.smile
  • del.wa.57 12.03.06, 20:29
    Bardzo mi sie podobało,nie wiem czy sama nie zapisze tego na dysku dla
    potomnych,naprawde powinien pisać bo ma niewątpliwie ogromny talent ten nasz
    PRZYJACIELsmile)))
  • sagittarius954 12.03.06, 20:32
    Czy odwiedziłaś dzisiaj pocztę , del.wo, w skrócie opisałem Ci histortię i
    czekam na Twoje decyzję?????smile
  • del.wa.57 12.03.06, 20:33
    Ojej,,,zaraz tam biegnęsmile))
  • sagittarius954 13.03.06, 13:46
    Mijałem sklepy zapełnione potrzebnym i zbędnym towarem dla podróżnych
    wyeksponowane i kuszące kupnem, kioski z gazetami i czasopismami, małe fast
    –foody , stojących przy przy nich głodnych i spragnionych przybyszów z całego
    kraju . Ilekroć wchodziłem w rejon podziemi dworca, położonych między ulicami
    Chałubińskiego a Emilii Plater, odczuwałem podniecenie udzielające się
    wyjeżdżającemu. Podświadomie pragnąłem wyjechać ze stolicy i opuścić to miejsce
    z ludźmi wiecznie spieszącymi się i załatwiającymi ważne sprawy. Tęskniłem za
    cichym , spokojnym miejscem , zakątkiem , chroniącym mnie przed natarczywością i
    zachłannością dnia powszedniego dużego miasta. Z biegiem upływających lat
    usuwamy się bezszelestnie i nie zagarniamy już jego wdzięków, jak zdarza nam się
    robić w młodości. Peron wypełniali oczekujący na pociąg z Krakowa. Ja ciągle
    nie wiedziałem co zrobić i jedyne co mi pozostało to spokojnie czekać przy
    schodach wiodących do hali głównej dworca.
    Pociąg jak zwykle wjechał z głośnym piskiem hamulcy, wstrzymujących obrót
    metalowych kół. Kołysząc się lekko na boki stanął w miejscu. Kierownik składu
    stał w otwartych drzwiach obserwując moment zatrzymania i wysypywania się z
    zatłoczonych wagonów ludzi. Patrzyłem na twarze uradowane na widok oczekujących
    i poważne , wręcz smutne , wewnętrznie spięte przed ścianą na którą musieli się
    wspinać , żebrząc przy każdym biurku urzędnika „ o pozytywne załatwienie
    sprawy”. Usunąłem się na bok nie chcąc być potrącanym przez spieszących się
    ludzi. Poczułem dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się. Przede mną stała
    uśmiechnięta Alicja .
    - Dzień dobry, wybierasz się gdzieś wujku? – zmęczone oczy patrzyły na mnie .
    - Los dzisiaj wszystkim sprzyja a szczególnie mnie – pocałowałem ją w oba
    policzki. Patrzyłem na ta młodą dziewczynę . Młodość darowana jest wszystkim ,
    ale nie każdy ją potrafi wykorzystać na tyle by nie wspominać w podeszłym wieku
    i użalać się stawiając tezy o starczej mądrości. Ona żyła pełnią młodego wieku,
    wykorzystywała ją racjonalnie nie obciążając swojej psychiki. Żyła , uczyła się
    , pewnie kochała czekając na miłość życia.
    - Widzisz jestem tu żeby Cię odebrać – widziałem jak chciała coś powiedzieć ,
    położyłem palec na jej ustach – wysłuchaj mnie spokojnie, przez moment nie
    odzywaj się .
    Opowiedziałem wszystkie zdarzenia o których wiedziałem , może trochę
    chaotycznie, żartobliwie ubarwiając moment zderzenia , z moich ust wyczołgał się
    zgrzyt i sam parsknąłem śmiechem myśląc o wyskakujących zębach z moich ust
    przerażonych zasłyszanym hałasem.
    - Naprawdę nic się nie stało tacie- patrzyła mi w oczy.
    - Jak uklęknę przed Tobą i złoże przysięgę na wierność żonie uwierzysz mi?-
    Spytałem.
    - Daj spokój stary człowieku, skąd w Was tyle radości mimo przeszkód życiowych-
    wchodziła powoli na schody.
    Nie odpowiedziałem , ale pomyślałem sobie ile wysiłku kosztuje każdego rodzica
    ochraniającego swoje dziecko i niedopuszczania do sytuacji stresowych bez
    względu na wiek.
    Odebrałem od niej walizkę i wmurowało mnie w ziemię.
    - Co Ty tam wieziesz- spytałem – czy Ty nie możesz nosić staników bez
    dodatkowych okuć i stringów z Koniakowa, które co prawda nie zabezpieczają
    przed nagłym wtargnięciem nieproszonych gości , ale są lekkie w transporcie.
    - Zbereźnik – odparła - wcale mi nie do śmiechu .
    Wiedziałem już, mogę odgrywać rolę tragarza i podążać za nią , by nie urazić
    młodej kobiety.




    Jak przy każdej czynności opisującej wypadek , policjanci, wypytywali obie
    strony o przebieg wydarzeń . Wina kierowcy Skody nie podlegała dyskusji. Zbyszek
    przyjął mandat w milczeniu zgadzając się z werdyktem policji. VW Golf musiał być
    holowany z względu na oderwany zderzak . Zbyszek miał mniejsze uszkodzenia,
    pozwolono mu samodzielnie odjechać.



  • sagittarius954 15.03.06, 17:12
    Sagittarius i Alicja wychodzili z tunelu przejścia podziemnego w momencie, gdy
    policjanci kończyli swoją pracę. Córka Zbyszka odetchnęła z ulgą widząc ojca
    całego i zdrowego. Drapał się w głowę co mogło oznaczać tylko jedno, mam problem
    nie wiem jak go rozwiązać. Ruszyła do przodu chcąc przekroczyć jezdnię i dostać
    się na środek ronda.
    - Poczekaj- wstrzymywał ją przyjaciel Zbyszka- chcesz i ty zapłacić mandat za
    przekroczenie jezdni w niedozwolonym miejscu . Pomachaj mu ręką, może Cię zobaczy.
    Zanim podniosła rękę , ojciec ją pierwszy zobaczył i dał jej znak, jest OK.,
    cześć. Na rondo wjechała mini ciężarówka do przewozu samochodów , kierowca
    wyskoczył z kabiny i podchodził do rozbitego samochodu.
    Mąż Heleny dyskutował z nim , wypytując o warsztaty , gdzie sprawnie i szybko
    zostanie naprawiony samochód. Do rozmawiających podszedł Zbyszek.
    - Przepraszam , przepraszam podwójnie, bo na pewno zniweczyłem państwa plany na
    dzisiaj – mówił wskazując ręką Golfa – zapewne dalsze plany państwa też
    pokrzyżowałem bo wóz może być wyłączony na kilka dni z jazdy.
    - Już myślałem , że słowo przepraszam nie przejdzie panu przez gardło- mąż Del.
    wy jedną rękę trzymał w kieszeni – swoją drogą mógł nas pan pozabijać nie
    zważając na znaki.
    - Waldeczku , daj spokój nic się nie stało – próbowała łagodzić Helena –
    samochód jest nam bardzo potrzebny, sam pan rozumie, podróż, jego brak
    zatrzymuje nas w Warszawie na dłużej.
    - Nie wiem czy mogę państwu zaproponować, w tej sytuacji dla mnie niezręcznej –
    nastąpiła chwilowa przerwa w monologu – mój wuj prowadzi warsztat samochodowy,
    jęśli państwo pozwolą to naprawa u niego będzie trwała dwa dni z dzisiejszym.
    Chciałbym zminimalizować państwu szkody powstałe z mojej winy. Rozumiem sytuację
    w jakiej się znaleźliście dlatego też odwiozę Was dzisiaj do miejsca
    zamieszkania, choć proponowałbym poczekanie na samochód w Warszawie do jutra,
    więc będzie mi miło gościć państwa na kolacji z okazji przyjazdu mojej córki z
    Hiszpanii .
    - Nie naprawdę nie możemy skorzystać z pańskiej propozycji. Dziękujemy bardzo-
    Del. wa uśmiechnęła się do niego.
    - Mówi pan dwa dni? Dwa dni czekania tak? – Waldemar był zainteresowany
    propozycją – Proszę mozże pan nam pomóc- stwierdził.
    - Tak oczywiście już dzwonię w tej sprawie i dowiem się konkretnie.
    Zbyszek odszedł od małżeństwa wyciągnął talefon i wybierał numer.
    Kierowca przewozówki robił coraz bardziej marsową minę , zdawał sobie sprawę ,
    że traci klienta i zarobek , który uciekał mu z przed nosa.
    - To jedziemy? – dopytywał się
    - Jeszcze momencik , ale kurs ma pan na pewno – Zbyszek przerwał na chwilę rozmowę.
    Policjanci odjeżdżali , widocznie znów byli wzywani do wypadku bo włączając się
    do ruchu uruchomili syrenę.
    Alicja tylko czekała na ten moment. Przechodziła jezdnię. Zarzuciła ojcu ręce na
    szyję.
    - Skąd tyle czułości – powitał ją Zbyszek.
    - Musisz uważać , tylko ty nam zostałes - wyszeptała , nie na tyle cicho aby
    nie być słyszaną przez del. wę
    - Dlaczego sagi nie przyszedł?- spytał ojciec
    - Pilnuje bagaży , zasapał się po drodze dśźwigając ją z dworca.
    - Nie trenuje – uśmiechnął się Zbyszek
    - Wygląda to na zupełnie inny trening , razem z Tobą
    Zbyszek roześmiał się .
    - Przepraszam Cię na moment , skarbie.-
    Wrócił z powrotem do małżeństwa.
    - Proszę bardzo, mam potwierdzenie moich słów, pan – wskazał kierowcę
    ciężarówki- zawiezie pastwa do warsztatu i tam załatwicie resztę formalności.
    Jeszcze raz ponawiam zaproszenie na kolację do siebie.
    - Przykro nam nie możemy skorzystać z pańskiej gościnności gdyż sami mamy
    umówione spotkanie. Dziękujemy i doceniamy pana chęci . Zapraszamy za dwa
    tygodnie do nas do domu nad jezioro. Będzie się pan czuł wygodnie , w ten sposób
    zrewanżujemy się za niezbyt udany początek znajomości- Waldemar wypowiedział te
    słowa i stwierdził ,że przeszły mu zupełnie głatko.
    - Proszę nie zapominać o koledze- Helena wskazała sagittariusa.
    Waldemar spojrzał na nią zdziwiony i dodał:
    - Tak, tak , tego pana również.
    Wymienili między sobą adresy i telefony , małżeństwo wsiadło do kabiny
    załadowanej ciężarówki i odjechało.
    Zbyszek machnął ręką na sagiego, żeby przeniósł walizkę na druga stronę ulicy
    skąd ją zabierze.






    Siedziałem na walizce i przyglądałem się rozmowie. Zobaczyłem Del. wę i jej męża
    wsiadających do ciężarówki i zrobiło mi się smutno. Spotkanie jak jedno kliknięcie.
  • del.wa.57 15.03.06, 18:17
    Mam nadzieje,ze to rzeczywiscie tylko dwa dni potrwa naprawa auta,na szczęscie
    nic złego nikomu sie nie stało.Ale spotkanie za dwa tygodnie!!!mój mąz sam to
    zaproponowałsmile)
    Ciekawe czy Zbyszek przyjedzie sam,czy zabierze ze sobą Sagiego??
    smile))))) smile))))
  • sagittarius954 16.03.06, 19:03
    Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i
    nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż
    przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i
    nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano
    dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na
    basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się
    z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod
    namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody,
    stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi
    doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe
    brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich
    wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas,
    miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się
    w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem
    niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej
    główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy
    rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się ,
    bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet
    lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na
    rękach i dbającego o nie.
    Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek.
    - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem.
    - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i
    uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło
    figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego
    królestwa ogłądać bajki .
    - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę
    - Tak.... zakochałem się.
    - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w
    nie wierzyłem .
    - Nie w niej..
    Krótko i dosadnie- pomyślałem
    wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów
    Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta ,
    właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do
    Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie.
    - To Twoja znajoma , Helena .
    Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać
    człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem
    zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza
    niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego.
    - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się .
    - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony.
    - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział .
    - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie .
    - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie ,
    coś musisz wiedzieć.
    - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i....
    - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć .
    - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem.
    - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację.
    - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka.
    - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną.
    - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu,
    myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem.
    - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć.
    - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i
    zawiodę jej zaufanie odejde z forum równie szybko jak tam trafiłem .
    Zwiesił głowę , później spojrzał na mnie jego wzrok był zupełnie inny, coś się
    Nie mogłem się otrząsnąć po wypadkach ubiegłego dnia. Del. wa była tak blisko i
    nie porozmawiałem z nią . Wchodziłem na forum szukając jej obecności chociaż
    przez moment, żadnego jej postu nie znalazłem. Dzisiaj jednak proste i
    nieskomplikowane życie rodziny, mojej rodziny zaprzątało mi moje mysli.Rano
    dowiedziałem się , że żona wróci dużo później do domu i muszę z wnuczką iść na
    basen. Uczyliśmy małego brzdąca oswajać się z wodą. Dziecko powinno oswajać się
    z wodą a nie jej bać. Tym bardziej , że lubiliśmy wyjeżdżać w czasie wakacji pod
    namiot na Mazury. Kilka tygodni w głuszy bez telewizora , prasy , ciepłej wody,
    stawiało nam zupełnie inne wymagania. Wracaliśmy wypoczęci i szczęśliwi
    doceniając urok cywilizacji . Patrzyłem przez szybę z jakim zapałem małe
    brzdące wykonywały polecenia instruktorki , prześcigając się w gorliwym ich
    wypełnianiu. Młoda ratowniczka lubiła dzieci , żaden głos nie docierał do nas,
    miny które robiła do maluchów i nas rozśmieszały a dzieci radośnie pluskały się
    w basenie. Krótki odcinek do domu zawsze mijał nam przyjemnie, zalewany byłem
    niezliczoną ilością pytań tak różnorodnych , że sam się dziwiłem skąd w małej
    główce taka rozbieżność. Jednak jedno pytanie powtarzało się ciągle: Czy wszyscy
    rodzice kochają swoje dzieci. Prawdy nie mogłem jej powiedzieć. Dziwiłem się ,
    bo w domu byliśmy na wyciągnięcie ręki i każdą jej prośbę. Bawiłem się nawet
    lalkami starają c się przekazać wizualny obraz ojca noszącego swoje dzieci na
    rękach i dbającego o nie.
    Około godziny 18 przerwało nam zabawę pukanie do drzwi. Stanął w nich Zbyszek.
    - Masz czas na chwilę rozmowy – przywitał się pytaniem.
    - Właź , przecież nie wypędzę Cię , przejechałeś kawał drogi- odpowiedziałem i
    uścisnęliśmy sobie dłonie . Zdjął kurtkę i zajął stałe miejsce w pokoju koło
    figusa. Wnuczka po przywitaniu , korzystając z okazji czmychnęła do swojego
    królestwa ogłądać bajki .
    - Jeśli wpadłeś tak nieoczekiwanie to chyba masz ważną sprawę- zacząłem rozmowę
    - Tak.... zakochałem się.
    - Gratulacje , pewnie Grażyna na ten moment długo czekała- mówiłem te słowa i w
    nie wierzyłem .
    - Nie w niej..
    Krótko i dosadnie- pomyślałem
    wypowiedziawszy te słowa – nie daj się ciągnąc za język , mów
    Dlaczego każda , prawie każda miłość musi być okupiona czyimś cierpieniem? Ta ,
    właśnie taka była . Od dwóch lat po śmierci Basi, Grażyna zbliżała się do
    Zbyszka i gdy wydawało się , że dobrnęła do celu , cel zmienił zainteresowanie.
    - To Twoja znajoma , Helena .
    Milczałem , co miałem powiedzieć. Nie znałem znajomej. Co innego poznać
    człowieka w internecie , co innego w realnym życiu. Przecież nie zdążyłem
    zamienić z nią kilku zdań a on się w niej zakochał. Strzała amora zawsze uderza
    niespodziewanie, ale dlaczego właśnie jego.
    - Czemu nic nie mówisz – pytał mnie się .
    - Nie wiem co mam ci powiedzieć – odparłem – jestem po prostu zaskoczony.
    - Chciałem , żebyś mi o niej opowiedział .
    - Przecież ja o niej nic nie wiem- starałem się mówić spokojnie .
    - Jak to nie wiesz, jesteś na forum kilka miesięcy, rozmawiacie dyskutujecie ,
    coś musisz wiedzieć.
    - Podam Ci adres forum , klikniesz w wyszukiwarkę jej nick i....
    - Nie chcesz mi nic o niej opowiedzieć .
    - Męczysz mnie niepotrzebnie, nic nie wiem.
    - Liczysz na spotkanie – powiedział te słowa ja zamilkłem , tak ma rację.
    - Liczę na spotkanie człowieka i tylko człowieka.
    - To po co piszesz na forum? – nie dawał za wygraną.
    - Chcę mieć swój świat, prywatny świat , do którego nikt nie będzie miał wstępu,
    myliłem się , niedobrze się stało że Ci o nim powiedziałem.
    - A Basia Twoja żona- piłował mnie niemiłosiernie , miałem już go dośyć.
    - Na razie nie żada z mojego pobytu tam sprawozadania, jeśli jednak zażąda i
    zawiodę jej zaufanie odejde z forum ró
  • sagittarius954 16.03.06, 19:09
    Rownie szybko jak przyszedłem.Zwiesił głowę , milczał . Powoli wstawał podał mi
    rękę w milczeni i wyszedł . Po chwili wrócił podając mi rękę.


    Wieczorem gdy obie moje damy spały , usiadłem obok nich przyglądając sie ich
    miarowemu oddechowi. Noga wnuczki przygniatał miją żonę . Zdjąlem ją i włożyłem
    pod kołdrę . Basia obudziła się i spojrzała pytająco na mnie, pocałowałem ją jak
    przed laty gdy mnie zafascynowała.
  • sagittarius954 16.03.06, 19:19
    Bardzo Was praepraszam to zezłolik , dopóki bezposrednio pisałem było ok a teraz
    pozal się Boże , jestem zły...wrrrrrr
  • wiktoria53 16.03.06, 19:32
    No, Sagit sprytnie to wszystko powiazałeś, realny świat z forum. To się
    Helenka ucieszy smile
    --
    "Człowiek ujawnia swoją osobowość w sposobie traktowania bliźnich"
  • regine 16.03.06, 20:19
    Ciekawa jestem czy to ostani odcinek, czy ciąg dalszy nastąpi....
    Intrygująca, wirtualna znajomość...
    Co Ty na to, Helenko ??? Ładne...Nic tylko wydawcy szukać.

    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • del.wa.57 16.03.06, 20:24
    Tak,bardzo sie cieszę Wiktoriosmile
    Czyż to nie piękne? i takie romantyczne.
    Nie denerwuj sie Zbyszku,zezłolik lubi figle płatać a mówiłam Natlusi,zeby
    ukatrupic zezłolika-nie pozwoliłasmile))))
    Zbyszku nie wiem jak mam Ci dziękować??Napradwę podoba mi się i myslę,ze nie
    tylko mnie.Masz naprawde talent do romantycznych opowiadań,co łapią za serce i
    cieszą duszę.
    DZIĘKI...DZIĘKIsmile)))

    W(nagrodę) urzadziłysmy Ci Twój pokoik,nawet nie wiemy czy podobało Ci się??
    Bo wzniosłes tylko /ręce/ do Boga z radosci?? ze złości??
    smile)))) smile))))
  • del.wa.57 16.03.06, 20:27
    Piękne!!! Reniu.Koniecznie szukac wydawcy.Taki TALENT nie moze się zmarnować.
    smile)
  • regine 16.03.06, 20:42
    Mam Danuś zapisane, czekam na zakończenie.
    Wydrukuję i żaden Zełzolik niczego nie doda i nie wytnie...smile)
    Masz jak w banku, swoją powieść...
    Tylko czy autor się zgodzi...???
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • sagittarius954 16.03.06, 20:47
    Ale na co mam się zgodzić? Przecież każdy może sobie przedrukować...smile)))
  • regine 16.03.06, 21:06
    Faktycznie, jaka niedomyślna jestem, "głąb kapuściany" ze mnie...
    A niby tyle wiem...Okazuje się, że nie myślę...
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • sagittarius954 17.03.06, 13:39
    Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała
    cisza.Moje kilkakrotne próby porozumienia ze zbyszkiem spaliły na panewce . Miał
    wyłączony telefon . Zastanawiałem sie skąd wzięła się jego miłość do Heleny .
    Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona
    jest podatna a co czuje Del.wa? Moj tok myślenia, przesunął się na moje i Basi
    małżeństwo.Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalałasię jej dalej
    rozwijać.Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej
    powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To
    ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit aby okazać miłość? Może
    zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe
    zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego
    rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu
    mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych
    sprawach.Obiecyqwałem sobie poprawę . Stopniowanie jej aż do wyjazdu we dwoje na
    weekend, gdzie okazanie czułości utrwali obraz miłości i da siłę na
    przyszłość.Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczeniei uniesienie
    zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością
    fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z
    odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle
    wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją
    , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać
    agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które
    odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to
    sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka .
    Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać ich adresu, trafiałem na pamięć.Z
    klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się
    drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąć. Stanąłem przed jego
    drzwiamii zapukałem.
  • sagittarius954 17.03.06, 15:58
    Przez kilka następnych dni między mną a moim przyjacielem Zbyszkiem trwała
    Cisza Moje kilkakrotne próby porozumienia ze Zbyszkiem spaliły na panewce . Miał
    wyłączony telefon . Zastanawiałem się skąd wzięła się jego miłość do Heleny .
    Tak jej spojrzał w oczy i już? Zakochał się? To nie możliwe. Tylko jedna strona
    jest podatna a co czuje Del.wa? Mój tok myślenia, przesunął się na moje i Basi
    małżeństwo. Proza życia przytłaczała miłość i nie pozwalała się jej dalej
    rozwijać. Dlaczego wszystko tłumaczyć trudnościami dnia codziennego. Jeśli jej
    powiem: czy ktoś Ci dzisiaj mówił że o godzinie 14 30 kocha Cię bardzo? Nie ? To
    ja Ci to mówię. Czy zawsze musimy mieć kasy po sam sufit, aby okazać miłość?
    Zwykły kwiatuszek z ciepłym pocałunkiem i chwilą rozmowy , zwykłe
    zainteresowanie co w jej duszy się dzieje, może doprowadzić do ponownego
    rozkwitu miłości. Basia bardzo po kobiecemu okazywała mi miłość .W wyręczaniu
    mnie z codziennych zajęć domowych i ciągłym ponaglaniu w rożnych
    sprawach . Codziennym dotyku jakby sprawdzała czy ten mąż jest jeszcze jej.
    Obiecywałem sobie poprawę . Stopniowanie okazania miłości, aż do wyjazdu we dwoje na
    weekend, gdzie godziny czułości utrwalą obraz szczęścia i dadzą siłę na
    przyszłość. Zachwycałem się kobietą moją żoną, pierwsze zauroczenie i uniesienie
    zamieniłem na przyjaźń trwałą niezniszczalną , później zachwycałem się miłością
    fizyczną i odkrywaniem uroków jej ciała , wreszcie zobaczyłem człowieka z
    odmiennym spojrzeniem na problemy tego świata. Miłość jest przy Tobie , ciągle
    wyciągamy po nią rękę , jak po szklankę wody. Gasimy pragnienie i odstawiamy ją
    , by do niej znów wrócić. Otwierałem oczy na świat i ludzi , pozwalała wywołać
    agresję , była niezbywalną formą jak wszystkie czynniki nas otaczające, które
    odrzucamy lub przyjmujemy bardziej lub mniej świadomie. Kiedy powiedziałem to
    sobie postanowiłem nie liczyć na telefon i udać się bez zapowiedzi do Zbyszka .
    Po ich przeprowadzce nie mogłem zapamiętać adresu, trafiałem na pamięć. Z
    klatki wychodził młody człowiek , prześliznąłem się między zamykającymi się
    drzwiami. Wdrapałem się na siódme piętro dysząc i sapiąc. Stanąłem przed jego
    drzwiami i zapukałem. Słyszałem jak głęboko westchnął zobaczywszy mnie przez wizjer.
    Szczęk zamka obwieścił otwarcie drzwi.
    - Słucham- spytał mnie i dalej trzymał na wycieraczce.
    - Uważasz, że możemy ze sobą porozmawiać- zacząłem- nie zajmę Ci dużo czasu.
    - Wejdź – oznajmił- uważam że nie mamy sobie nic do powiedzenia.
    - Posłuchaj mnie , mogę zrozumieć fakt jaki Ci się przytrafił, miłość to
    szczególne uczucie i gdy przychodzi powinniśmy ją przyjąć z całą
    dobroczynnością i nadzieją jaką przynosi. W twoim jednak wypadku , proszę ,
    zrezygnuj z niej w imię pamięci Twojej zmarłej żony, w imię Twojego dobrego
    imienia, w imię tej którą uważasz, że kochasz . Czy nie zależy Ci nic a nic na
    szczęściu tamtej kobiety, spotkanej na rondzie , mężatki , kochającej swojego
    męża , chcesz się stać pośmiewiskiem, dlaczego chcesz to uczynić , proszę
    zastanów się nad tymi sprawami , jęśli del. wie nic do tej pory nie mówiłeś to
    dobrze , zechciej przypatrzeć jej się i dopiero powziąć decyzję – skończyłem i
    czekałem na odpowiedź.
    - Mówisz , na pamięć mojej żony, czy ty codziennie żyjesz z pamięcią czy z
    realnym człowiekiem, nie wiem w jaki sposób się to stało , ale się stało i chcę
    wykorzystać możliwość a może jest już ostatnią w moim życiu. Skąd wiesz czy nie
    zależy mi na szczęściu twojej znajomej , kochamy by być szczęśliwymi ? Tak i ja
    chcę być szczęśliwy i dawać szczęście innej kobiecie. Co mnie może się stać ,
    gdy powiem Heleno kocham Cię, nie dbam o to co powie jej mąż, mam w sobie siłę
    żeby przekonać ją do swojej miłości. Nie mówiłem Ci ,ale ona i ciebie zaprosiła
    na weekend – patrzył jak zareaguję.
    Położyłem mu rękę na ramieniu.
    - Ile lat przyjaźni potrzeba żebyś takie fakty ukrywał? Nie poznaję cię. Nie
    poznaję Twojej zazdrości o człowieka od którego dostaniesz kosza, cała ta
    historia skończy się kacem dla Ciebie . Ja z tego zaproszenia nie skorzystam,
    nie mam zamiaru patrzeć na Twoją klęskę i poniżenie . Żegnaj .Zawiodłem się na
    Tobie.
    Nawet nie podałem mu ręki , musi widzieć moją determinację, może to go otrzeźwi.





    Jechałem pełen radosnego szczęścia , wypełniającego każdy zakamarek trzewi, na
    spotkanie mojej miłości.

  • del.wa.57 17.03.06, 16:14
    Piękna,romantyczna i smutna przygoda spotkała Twego przyjaciela Zbyszka,szkoda
    mi jego.Czy musiał sie zakochać w Helenie? Widocznie los tak chciałsmile))
    Pełna napięcia i ciekawości będę czekała na dalsze wydarzeniawink

    Dzięki Twórco naszsmile)))
  • sagittarius954 20.03.06, 05:25
    Znosiłem do samochodu bagaże . Robiłem to nie spiesząc się. Miałem dużo czasu do
    spotkania z Del. wą . Ostatnie dni przed zobaczeniem jej, poświęciłem na
    serfowanie po internecie w celu zdobycia o niej wiadomości. Zbyt wiele jednak
    nie dowiedziałem się. Zostawałem dalej przy swoim postanowieniu , wyznania
    miłości nieznajomej. Układałem sobie rozmowę z nią , ilekroć jednak zaczynałem
    tyle razy wracałem do ostatniej rozmowy z Sagim. Jego obawy wydawały mi się
    dziecinne i nie poważne . Odrzucałem je . Po śmierci żony żyłem jak w
    odrętwieniu , wspominałem postać mojej byłej żony, każdego dnia, wracając do
    domu i otwierając drzwi mieszkania, podświadomie pragnąłem usłyszeć jej głos.
    - Umyj ręce, zaraz siadamy do stołu.
    Oglądając telewizję , niemal czułem jej lekkie kroki zbliżające się do mnie i
    ciepło od niej promieniujące, zawsze siadała blisko mnie. Zasypiając , w uszach
    słyszałem je równy oddech , który z biegiem choroby stawał się cięższy.
    Prowadzenie złudnego życia wyczerpywało mnie i wreszcie musiałem powiedzieć
    dość. Samotność nie była dla mnie. Poznałem Grażynę podczas jednego z wypadów do
    teatru, wspólne zainteresowanie zbliżyło nas do siebie . Spotkania stały się
    częstsze, chodziliśmy do kina , jeździliśmy na wycieczki, wreszcie wspólnie w
    długie zimowe wieczory, czytaliśmy książki. Grażyna wprowadziła w moje życie
    stabilizację, jednak nie czułem do niej nic oprócz przyjaźni. Namiętne pocałunki
    i gorące chwile, prowadziły nazajutrz do wyrzutów sumienia , zdradzłem
    wspomnienie po Basi. I nagle ,spojrzenie w oczy Del.wy, spowodowało zerwanie
    uczuć wiążących mnie z przeszłością. Tylko wyznanie miłości Helenie mogło
    spowodować zatrzymanie tej lawiny, która zmiotła by moją postać z drogi jaką
    wybrałem. Pragnąłem jej wszystko powiedzieć , bez względu na konsekwencje , nic
    mnie nie obchodziło , że miała męża. W drodze do Gdańska zostawiałem za sobą
    krótkie odcinki, zbliżające mnie do celu podróży. W tyle został Płońsk, Ostróda
    Elbląg, wreszcie dobrnąłem do Gdańska skąd odbijałem na Kościerzynę . 15
    kilometrów od tej miejscowości położona była posiadłość zagranicznego
    małżeństwa. Droga wiła się lasem , z asfaltu wjechałem na ubity leśny dukt.
    Doprowadził on mnie do osady , złożonej z kilku budynków . Boki osady ,
    wykarczowane, były teraz polami uprawnymi, na których kiełkowało młode zboże.
    Budynki pamiętały jeszcze czasy przedwojenne . Na podwórku jednego z nich bawił
    się mały chłopiec uganiający się za szczeniakiem. Przypomniałem sobie jak dla
    swoich dzieci kupiłem psa. Wreszcie wyjechałem z lasu. Zobaczyłem pasmo równiny
    , między lasem i jeziorem , pośrodku stały budynki, wybudowane całkiem nie
    dawno. Utrzymane bardzo dobrze, stwarzały wizerunek całorocznej opieki, Pewnie
    okoliczni mieszkańcy, zajmowali się nimi uzyskując w ten sposób dodatkowy dochód
    .Jeden jednak tętnił życiem . Spostrzegłem Del.wę , w spodniach i czapeczce na
    głowie, pomagającą Waldemarowi przy rozładunku samochodu. Wyjmowali materiały
    potrzebne do remontu i rozbudowy posiadłości. Nacisnąłem klakson. Mimo dnia
    odbił się echem od brzegów lasu i powędrował w dal. Zatrzymałem się, opuściłem
    boczną szybę w samochodzie .
    - Może pomóc – uśmiechnąłem się do nich – Dzień dobry.
    - Witamy w osadzie Złote piaski – Waldemar patrzył mi się prosto w oczy – nie
    wysiadasz?.
    - Mówiliśmy sobie po imieniu, już następnego dnia po wypadku , gdy spotkaliśmy
    się niby to przypadkowo w warsztacie wuja.
    - Jeśli zaproszenie jeszcze ważne – spojrzałem się na Helenę.
    - Jesteś sam? – spytała w je głosie wyczułem zawiedzioną nadzieję , nie
    zobaczyła Sagiego.
    - Tak, Sagi nie mógł przyjechać , wiesz praca – odpowiedziałem chociaż nie
    chciało mi się o nim rozmawiać.
    - Wielka szkoda , myślałam że go poznam.
    Oprowadzali mnie po domu . Z zewnątrz wydawał się mniejszy, jednak wnętrza miał
    duże , mogące pomieścić całkiem sporą rodzinę. Duży salon , w jego centralnym
    punkcie stał stół z sześcioma krzesłami , kominek zajmował róg pokoju, obłożony
    kamieniem z piaskowca, na którego marmurowym blacie stały poustawiane zdjęcia
    rodzinne. Pokój wypełniony był doniczkowymi kwiatami, ustawionymi pod oknem.
    Z dużych okien rozciągał się widok na okolicę . Przede mną kołysało się spokojne
    jezioro, za nim ciemny las ze swoją tajemniczością. Zwróciłem uwagę na złocisty
    piasek pokrywający mały skrawek przestrzeni brzegu.
    - Prawda , że ładne miejsce – Helena zauważyła moje zainteresowanie krajobrazem.
    - Tak , urocze – serce biło mi mocno z całkiem innego powodu.
    Weszliśmy na piętro. Mieściło się tutaj kilka pokoi. W jednym z nich miałem
    zamieszkać, Zostałem sam. Postanowiłem nic nie mówić dzisiaj Helenie, o swoim
    uczuciu do niej.
    Widok z mojego pokoju rozciągał się na południową stronę z której przyjechałem.
    Znajomy las poruszał gałęziami w rytm wiatru, broniąc do niego wstępu. Snuł
    swoją opowieść przybyszowi z Warszawy.
    Jutro, jutro wszystko się rozegra.





    Promienie słońca docierały do pokoi domowników .
    Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania,
    cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie
    pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie.
  • regine 21.03.06, 00:53
    Czekam, na ciąg dalszy...Czy będzie ?
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • del.wa.57 21.03.06, 10:26
    Jak potoczą się losy Zbyszka?
    Czekam na dalszy ciąg.A Helena spodnie,czapeczka,no..no..ciepło...ciepłosmile))))
  • sagittarius954 21.03.06, 21:34

    Promienie słońca docierały do pokoi domowników .
    Pierwszy obudził się Waldemar, przyzwyczajony od lat do wczesnego wstawania,
    cichutko wymknął się z sypialni, zostawiając w niej śpiącą żonę . Szukał sobie
    pracy , niezbyt głośnej , aby nie obudzić śpiących jeszcze smacznie. Wszedł do
    garażu.
    - Nie, dzisiaj żadnej pracy, odpoczynek bo dzień zapowiada się atrakcyjnie-
    usiadł w starym fotelu, uśmiechał się do siebie.
    Zbyszek usnął ostatni i ostatni obudził się. Przyglądał się szumiącemu i
    kołyszącemu się lasowi. Wyszedł ze swojego pokoju po toalecie. Starannie i
    długo golił się , żeby nie narobić na swojej twarzy krwawych kropek. Wcierał w
    twarz krem po goleniu i czuł coraz większą tremę. W salonie nie spotkał nikogo
    za to usłyszał szmer w kuchni i podążył tam. Helena krzątała się koło kuchni .
    Podszedł do niej , położył ręce na biodrze. Musnął delikatnie wargami jej szyję.
    Zdziwił się , Del.wa nie zareagowała , usłyszał tylko:
    - Czy nie masz odwagi podejść do mnie od przodu – w dalszym ciągu kroiła wędlinę
    – usiądź przy stole.
    Zbyszek posłusznie wykonał prośbę .Złożył ręce i zaczął mówić:
    - Przyjechałem tu aby wyznać Ci...
    - Miłość, wiem co chciałeś mi powiedzieć, tak trudno domyślić się tego co
    wyraźnie widać, kochasz to pewne , mówisz że mnie , to już troszkę gorzej ale...
    - Heleno...Zbyszek próbował jej przerwać.
    - Proszę nie przerywaj mi , pozwól że ja powiem Ci to co chcę.- odwracała się
    powoli , wycierała ręce ścierką , usiadła przy nim – ja potrafię dużo zrozumieć
    ,nawet to ,że chcesz mnie obdarzyć uczuciem. Tylko widzisz Ty przyjeżdżasz do
    nas i chciałbyś abym tobie uwierzyła . Mam tak samo unieść się uczuciem i nie
    reagować na rzeczywistość . A wiesz co dla mnie jest rzeczywistością, mój mąż,
    kocham go, ten dom i kilka innych rzeczy bez których nie jestem tą samą osoba ,
    jak mogłabym żyć z Tobą oderwana od tego co kocham i czym żyję , jak mogłabym
    spojrzeć w oczy mojej rodzinie, gdybym nagle niespodziewanie zrezygnowała z nie
    wiadomo jakich powodów. Kocham męża i nie mam zamiaru z niczego rezygnować.
    Zamiast przyjrzeć się mnie , zrozumieć , pozwolić poznać siebie ,ty chcesz
    chyba samouwielbienia, bo jak to nazwać. Przyjeżdżasz, mówisz, kocham ja mam
    spakować walizki, wyjechać z Tobą a jutro , jutro może zmienisz zdanie i co ja
    wtedy miałabym zrobić ?
    - Zapadło milczenie.
    - Ja rozumiem, że nie możesz mnie pokochać od razu- odezwał się Zbyszek –
    przyjrzysz mi się nie jestem okropny...
    - Ten znów swoje- Helena była już zniecierpliwiona – słuchaj mnie , gdybym nie
    wiedziała , że ty mnie kochasz , gdybym nie została uprzedzona o twojej sytuacji
    nie siedzielibyśmy i tak spokojnie rozmawiali. Ten pocałunek przyjęłam, ale mnie
    on mierzi , w innym wypadku dostałbyś w twarz i musiałbyś szybciutko opuścić dom
    , rozumiesz czy ty słyszysz co do ciebie mówię ?
    - Jestem zaskoczony- zdołał wypowiedzieć Zbyszek.
    Na ostatnie jego słowa, do kuchni wszedł Waldemar ,.
    - O widzę , że już mamy sytuację wyjaśnioną , wiesz słyszałem, że jesteś
    zaskoczony , a ty wiesz jak ja byłem gdy ten kolega zadzwonił do nas i nam
    wszystko opowiedział , ja bardziej jemu nie wierzyłem niż tobie – kończył
    Waldemar- i gdyby nie przyjazd rodziny Heleny, dzisiaj Twoje prawie oświadczyny
    mogłyby się dla ciebie przykro skończyć. Przyjechałeś wypocząć to co może
    zostaniesz , połazimy , ryby połowimy ...- Patrzył się na niego i czekał na
    reakcję Zbyszka.
    - Nie , nie ja zaraz wyjadę ,nie będę przeszkadzał- podnosił się z miejsca .
    - No na siłę nie będziemy cię zatrzymywać- Waldemar – dbaj o tego swojego
    kolegę, uchronił cię od niezłej rozróby.
    - Waldemarze!!!- Del.wa widziała że mimo niezręcznej sytuacji dla Zbyszka ,
    Waldemar wcale mu nie ułatwia odjazdu.
    - Dobrze, już milczę- Waldemar demonstracyjnie podniósł ręce do góry.
    Zbyszek , wszedł do swojego pokoju , upchnął do torby swoje rzeczy i po schodach
    zszedł do kuchni.
    -Przepraszam za zamięszanie , chciałem się pożegnać , do widzenia- rzucił
    obojętnym tonem i wyszedł.










    Jechałem za Zbyszkiem, bo po prostu , nie mogłem wyobrazić sobie sytuacji aby
    kilkadziesiąt lat przyjaźni znikło . Szczęście uśmiechnęło się do mnie i Helena
    nie wytrzymała, poszukała w Kościerzynie internetowej kafejki i pojawiła się na
    forum . Przekonanie jej w jakim celu jedzie do nich Zbyszek też zajęło mi
    troszkę czasu . Poprosiłem o numer telefonu i dopiero rozmowa z Waldemarem ,
    wyjaśnienie sprawy , i przetłumaczenie chyba któreś tam dało rezultaty.
    Czekałem więc sobie w lesie popijając piwo na mojego kolegę. Wczoraj nie
    wyjechał , więc nastąpi to dziś.
  • del.wa.57 21.03.06, 22:04
    Trochę szkoda mi Twego przyjaciela Zbyszka a z drugiej strony był zbyt pewny
    tej swojej miłości do Heleny.
    Helena jest szcęsliwa ze swiom Waldemaremsmile)))
    Czyżbyś przez chwilę wątpił w jej miłośc do męża???

    Pięknie sie to czta,dziękuję przyjacielu Sagismile)))
  • regine 21.03.06, 23:05
    Mam nadzieję, że i Zbyszek sobie poradzi...Może w następnej części..
    Ale Helena twarda kobieta, wie co robi. Jest bardzo stanowcza...

    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • goskaa.l 22.03.06, 06:58
    Ciekawe, kogo z forum teraz spotkają Zbyszek i sagi?
  • sagittarius954 22.03.06, 12:43
    Doczekałem się. Jego samochód leniwie poruszał się w stronę ściany lasu.
    Wyciągnąłem drugi koc z samochodu i czekałem . Wreszcie ujrzałem najpierw świała
    jego samochodu później odgłos silnika , żeby wreszcie zobaczyc samochód i
    siedzącego w środku kolegę . Przejechał jednak koło mnie i dopiero dwadzieścia
    metrów dalej zatrzymał się .Wyszedł i zawołał:
    - Masz u mnie przechlapane- podniósł rękę i wyprostował palec wskazujący- No!
    - Co Ty Wlhelmii?- odpowiedziałem - nie przywitasz się z kolegą .
    - Browar masz? A może coś mocniejszego?- podchodził coraz bliżej .
    Powędrowałem do bagażnika i wydostałem to co lubił.
    - Za co wypijemy? - spytałem , nalewając pierwszą kolejkę .
    - Jak to za co , za baby , te obecne i nie obecne - skrzywił się wydymając dolną
    wargę - za ich delikatność , za ich przewrotność , za....
    Nie dokończył a ja nic nie mówiłem . Polewałem pocieszycielkę i zastanawiałem
    się jak wrócimy do domu.
    -Już myslami jesteś w domu?- spytał mnie.
    - Musimy zostać do jutra - stwierdziłem.
    - Czego się boisz ? Mnie, lasu, wrogiej reakcji żony po przyjeździe?
    - Dawaj kluczyki - podał mi bez słowa , zaparkowałem oba samochody przy polance
    -Teraz możemy wspominac - patrzyłem się na niego .
    - Teraz możemy się upić tylko póki jestem trzeźwy powiem ci sen- opwiedział mi
    go - co może znaczyć ?
    - Że nie wszystko na tym świecie możesz dostać w swoje ręce, że w naturze jak i
    w życiu panuje symbioza , gdy wkroczysz miedzy nią niszczysz symbiozę tym samym
    kaleczysz siebie i przylegające otoczenie.
    - Aleś ty mądry - kiwał głową .
    - Pij i nie mędrkuj .




    Wieczorem gdy ciemność ogarnęła całe niebo, Waldemar koniecznie chciał zabrać
    Helenę na spacer. Broniła się . Miała wokół siebie tych których kochała i z
    którymi była zżyta. Dzieci i matka wprowadziły do ich domu radość , na którą tak
    czekała . Spacer z Waldemarem wydawał jej się strata czasu. Mąż tak długo
    nalegał , aż w końcu zgodziła się . Szli dosyć długo , oddalali się od domu a
    ciemność potęgowała strach.
    - Długo jeszcze ? - pytała
    - Jeszcze chwilka , nie denerwuj się .
    Z głebi ciemności wyłoniły się dwa samochody. Waldemar podszedł i oświetlił
    latarka wnętrze pojazdu. Roześmiał się cicho. W środku na przednich siedzeniach
    spali Zbyszek i Sagi.
    - Co z nimi zrobimy-spytał
    - Nic niech śpią , tylko przynieś im tu jeszcze mojego kompotu , będą go jutro
    bardzo potrzebowali.


    Koniec.
  • del.wa.57 22.03.06, 13:17
    Mam nadzieje,ze tym dwóm Panom nic złego się nie stanie,własnie kompot będzie
    im bardzo potrzebny jak sie obudzą.Wspaniale sie to czytało,miejscami troche
    smutne było,cóz Zbyszek musiał dostac ''zimny prysznic''A Ty Sagi jesteś
    prawdziwym przyjacielem,nie zostawiłeś biednego Zbyszka samego.

    To był piekny sen.
    Dziękuję Ci przyjacielusmile)))
  • tofika 22.03.06, 13:31
    "A ja znów jak małe dziecko chciałem pojawić się przed
    monitorem swojego laptopa i pisać z błędami czy bez, ale pisać o tym co czuję i
    co inni czują, gdy osiągają wiek ani nie starczy, ani nie młody nawet nie
    średni. "
    Kogo ja tu zacytowalam... ?smile
    Tak ; wiecie dobrze,ze Sagi,tak napisal,
    i mamy ujmujaca lekturke do poczytania,wiec jak zlapiesz
    natchnienie ..pisz.pisz....moge --- za wszystkich ,ze czekaja....wink

  • regine 22.03.06, 13:50
    Sen piękny a i dwóch panów "załatwiło" tą sprawę czysto po męsku...smile
    Jak prawdziwi mężczyźni i przyjaciele...
    A Delwa szczęśliwa ze swoim Waldemarem...Ładne zakończenie...
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • tofika 13.03.06, 15:19
    ja juz nie wiem,,pogubilam ,nie wiem co tu sie dziejesmile)))
    wazne ze jest fajnie,,ja pewnie jak zwykle z opoznieniem mlowym,,a co m tam,,i
    tak jestrscie wszyscy bbbbbbbbbb...kochani..co ja bede tu upiekszacxsmile)))
  • sagittarius954 13.03.06, 15:54
  • sagittarius954 13.03.06, 15:58
    W opowiadaniu wustępuje:
    Del.wa
    Waldemar -mąż del.wy
    Zbyszek
    Sagi przyjaciel Zbyszka
    Alicja - Córka Zbyszka
    Narrator- bezosobowe zjawisko książkowe
    A kto jeszcze ? Nie wiem.
  • del.wa.57 13.03.06, 16:40
    Przeciez tu wszystko jasne,trzeba czytac od początkusmile)))
    Obyśmy szybko naprawili nasze auto!!!!
  • regine 13.03.06, 17:16
    No fakt, jak się teraz całość czyta, zupełnie ma inny sens.
    Gdy pojawiały się poszczególne odcinki, troszkę byłam zagubiona.
    No i autor jak w dramacie wymienił : kto jat kim.
    Wyrazistość zupełna. Dziękuję i ja ...ładne smile)
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • sagittarius954 23.03.06, 11:24
    Och!!. Doskonale pamiętam ten dzień. Obudziłem się w minorowym nastroju . Było
    mi byle jak i nawet kanapka na dzień dobry nie polepszyła mojego samopoczucia.
    Żona jak zwykle , wykonywała tysiące zbędnych czynności odwlekając moją
    samotność. Powoli dochodziłem do wrzenia , gdy usłyszałem :
    - Na stole są pieniądze... odbierzesz małą z przedszkola...pamiętaj wrócę późno-
    jej głos dobiegał do mnie jak zza ściany – zrozumiałeś?
    - Co ? Słucham ? – robiłem niewinne i całkiem mądre oczy , ale nie dała się zwieść.
    - Jak zwykle nieobecny, gdzie tym razem byłeś ?
    - Widzisz te drzewa za oknem – pokazywałem je ręką – siedziałem sobie na nich
    naguśki i czekałem na Twoją pomoc.
    - Jak wrócę to cię zdejmę – pokiwała głową , wiedząc, że się ze mną nie dogada a
    miała za mało czasu, żeby się zirytować.
    Nareszcie byłem sam. Cisza mieszkania koiła moją duszę . Wiedziałem , że długo
    nie będzie trwała i codzienne czynności wypełnią ją dźwiękami. Odwlekałem ten
    moment. Delektowałem się chwilą , gdy poderwał mnie z wersalki dzwonek do drzwi.
    Niemal w biegu zakładałem koszulę i spodnie. Otworzyłem nieszczęsne wrota i
    ujrzałem gospodynię z plikiem papierów.
    - Proszę tu podpisać , dzień dobry – wyciągała do mnie jakieś papiery.
    - Rozumiem , czytelnie – wpadłem jej w słowo, machnąłem podpis i zamykałem drzwi.
    Próbowałem znów odnaleźć ten błogi nastrój , który jeszcze przed kilkoma
    chwilami ogarniał mnie. Wyciągnąłem się na wersalce i skrzyżowałem ręce na
    piersiach.
    Szmer i tupot na korytarzu dobiegał do mnie coraz bardziej i nie wróżył niczego
    dobrego. I stało się . Znów dzwonek do drzwi, moje człapanie w ich kierunku.
    - Dzień dobry – listonosz ze swojej torby wyciągał list polecony- proszę o podpis.
    - Rozumiem czytelny – uśmiechnąłem się mechanicznie, machnąłem listem na pożegnanie.
    Ta sama droga w kierunku miejsca, z którego na pewno odleciało już w nieuchwytną
    przestrzeń uczucie samotności. Usiadłem przy komputerze , „zapaliłem motor „
    chcąc wyłuskać z siebie choć jeden rymik taki maluśki jak moje odczucia .
    Dzwonek do drzwi.
    - Co jest?!!!! – wrzasnąłem rozdrażniony, nawet nie zdążyłem się podnieść z
    krzesła a usłyszałem odpowiedź.
    - SPEC, chcieliśmy kluczyki do piwnicy odczyt liczników – dobiegł przytłumiony
    głos zza drzwi.

    Droga do kuchni, po klucz , otworzone drzwi, za nimi mały człowieczek w waciaku
    i zielonych ogrodniczkach śmiejący się zachęcająco.
    - Już, jedna chwileczka , otwieram i nie przeszkadzam.
    Podawał mi klucz do ręki, ja odezwałem się :
    - Rozumiem , czytelnie- bąknąłem a dla pana speca zostałem wariatem.
    Taki dzień , nie będzie ciszy , nie będzie samotności i wynikającej z niej
    radości duszy.
    Wszystkie czynności wykonywałem od niechcenia , prawie byle jak i z utęsknieniem
    czekałem na nocną zmianę , gdzie naprawdę mogłem być sam .

    Za zamkniętymi drzwiami warsztatu, odgłos maszyny drukarskiej, wydobywającej z
    siebie i przelewającej na papier niezliczone wiadomości, brzmiał wesoło.
    Tak maleńka pracuj i nie daj mi powodów do niezadowolenia.
    Rozłożyłem przed sobą białe kartki, na które za chwilkę przeleję swoje myśli.
    Ująłem długopis i rozpłynąłem się w kolorowej barwie tuszu z długopisu . Nie
    wiem jak długo trwała ta czarująca chwila, obecności w środku literek.
    Drzwi do warsztatu otworzyły się i do środka wraz z szumem maszyny, wszedł mój
    dyrektor.
    - AAA, Dobry wieczór panie Zbyszku,- wyciągał do mnie swoją olbrzymią rękę – to
    ja pana zastaje w środku warsztatu coś skrobiącego, zamiast przy maszynie.
    Dosyć szybko podciągnąłem się do góry wstając z krzesła.
    - Panie Dyrektorze , swoje czynności wykonałem już na samym początku zmiany-
    usprawiedliwiałem się – maszyna pracuje bez zarzutu.
    - Wiem, - przyglądał się karteczkom , za nim zdążyłem zaprotestować ujął je w
    ręce i czytał- dobrze , to mogłoby się kwalifikować nawet na upomnienie, ale
    widzi pan niedaleko Olsztyna bodajże za trzy tygodnie, w sobotę i niedzielę
    pewna firma organizuje konkurs poetycki i zależy nam , firmie, aby na plakatach
    ukazało się nasze logo . I znalazłem doskonały, jeszcze jeden powód naszej tam
    obecności . Pan tam wystąpi w konkursie i może za te wierszyki zdobędzie jakiś
    pucharek , wie pan reklama dźwignią handlu. Pan na pewno nie odmówi- prawda?-
    poklepał mnie bezceremonialnie po ramieniu i wyszedł.
    - Nawet chciałem go udusić za te wierszyki, ale co mogłem zrobić . Pan każe
    sługa musi.

  • tofika 24.03.06, 15:53
    Zbyszku,oczekiwalam i mam,czasteczke...
    Twoj sen wytlumaczylam.. wg sennika,oznacza ze teskinisz za milymi
    chwilami..tak jest w moim senniku,
    co wydarzy sie na konkursie poetyckim odbywajacym sie w okolicach Olsztyna,
    jakie wydarzenia moga miec miejsce?
    --bardzo jestem ciekawa...niesamowicie wprost ..pozdrawiam... tworzsmile))
  • sagittarius954 24.03.06, 17:17
    To nie ja , to " mój przyjaciel" tęskni , no nie przypuszczasz chyba, że ja
    piszę prawdę , Tofiko ja w realu jestem naprawdę szczęśliwym dziadkiem , mężem ,
    jeszcze tatą i życzę wszystkim tylu słodyczy na codzień, przecież gdzieś te
    opowiadania trzeba zawiesić, mocuję je w pobliżu na razie siebie, ale kto wie
    jak będzie w przyszłości.
  • del.wa.57 24.03.06, 18:57
    Jesteś szczęsliwym Dziadkiem,męzem i /jeszcze/tatą??
    Zbyszku,przyjacielu zawsze nim będziesz,nawet jak dzieci czy dziecko bedzie
    miało 40/50lat
    Pozdrówka przesyła Ci szczęsliwa żona,matka i babciasmile))))
  • tofika 24.03.06, 20:44
    Sagi,najmocniej przepraszam,,, mowilam do Reni ,ze cos nie tak
    wpisalam,,oczywiscie ze nie TY ,,tylko bohater,mial sen,a sen to tylko sen,
    zbyt szybko wpisalam..i wyszlo zupelnie ...zle..
    Wybacz ,ze popelnilam gafe,
    Jestes i badz zawsze bardzo szczesliwy .
  • sagittarius954 26.03.06, 16:34
    jeszcze się nie spieszmy
    jeszcze mamy czas.....smile))))
  • tofika 26.03.06, 16:35
    Zbyszku.... smile)))rozpedzilam..patrze..a tu ...
    niczewo niet... oprocz zapewnien umownychsmile
  • regine 26.03.06, 16:38
    Faktycznie, co to za ociąganie. Do roboty smile
    Też czekam i czekam, a tu nic...Tylko zapewnienia...
    A była Tofiko jakaś umowa ?

    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • tofika 26.03.06, 17:02
    "jeszcze się nie spieszmy
    jeszcze mamy czas.....smile))))"
    Reginko przeciez tak wlasnie napisal SAgi,poprostu ..mamy czas i czekamy...smile)
    Sagi dzis tez nie ma czasu ,,bo opisal swoj jubileusz... zobacz sam o sobie
    napisal...gratuluje .. pomyslnych tworzen dalszych ...

  • sagittarius954 02.04.06, 17:50
    Nie trzy , ale cztery tygodnie upłynęły od rozmowy z dyrektorem drukarni i
    pomykałem droga krajową nr. 7 w kierunku północnym. Wyjeżdżałem jeden dzień
    wcześniej, żeby wstąpić jeszcze i doładować akumulatory przed spotkaniem z
    poezją czarując swoją duszę widokiem przyrody. Miałem takie miejsca rozsiane na
    terenie Mazur. Zanim zdążyłem wyjść z domu musiałem wysłuchać rad moich dam.
    Po pierwsze : żadnych spojrzeń na kobiety , bo wiesz one...
    Po drugie : żadnych szaleństw na drodze , szybkiej jazdy.
    Po trzecie : absolutnie pod żadnym pozorem zabrania mi się zabierania z trasy
    osób przygodnych.
    Po czwarte : dziadku przywieź mi zabawkę.
    O ile jednak pierwsze trzy życzenia przypominały prośby matki wypowiedziane do
    syna lotnika : lataj synku nisko i powoli, o tyle prośba mojej wnuczki stała się
    pierwszoplanową sprawą. Ucałowałem oczęta obu moich serdecznych przyjaciółek ,
    obiecałem dostosować się do ich wymogów i ruszyłem na spotkanie przygody. Moje
    serce otoczone ochronnym lodem mojej żony wytrwało jedynie do parkingu , gdzie
    szybko zaczęło się topić zobaczywszy uśmiech marzenie młodej kobiety, posłany mi
    ot tak od niechcenia na dobry początek dnia. Rącza gazela w swoim Alfa Romeo
    przemknęła obok mnie , pozostawiając w pamięci zarys warg otoczonych
    błyszczykiem . Wyjazd z Warszawy w zasadzie przez cały dzień przypomina
    czołganie się żółwia. Znając objazdy , poddałem się sznurowi aut wyglądających
    jak rzesze mrówek ciągnących swoją ścieżką i niosących różne łupy . Prosta droga
    do Mławy zawsze upływa jednostajnie . Dopiero mijając hotel z napisem „Warmia i
    Mazury witają " i wkraczając na pagórkowate tereny odczuwałem dreszczyk emocji.
    Długo nie wytrwałem w obietnicach danych mojej żonie i postanowiłem sprawdzić
    moje auteczko Silnik pracował miarowo . Posuwałem się coraz szybciej ,
    prędkościomierz wskazywał już 145 km/godz, kiedy jadący z naprzeciwka samochód
    ciężarowy dawał mi znaki zmieniając światła i informując o stojącej niedaleko
    kontroli drogowej. Panowie policjanci mieli już ofiarę szybkiej jazdy a ja jadąc
    bez celu do celu zwalniałem i delektowałem się barwami wiosny . Mijając
    Olsztynek i wjeżdżając w ciąg rozległych lasów zastanawiałem się po kiego czorta
    pcham się w paszczę poetyckiego lwa. Poeta ze mnie żaden a nikt z mojego zakładu
    nie jechał ze mną. Kontroli więc żadnej i nic nie trzymało mnie przy decyzji
    przełożonych wypchnięcia mnie na konkurs. Postanowiłem zrobić sobie wagary. Gdy
    zobaczyłem za Ostródą ciężkie chmury , nisko wiszące i gniotące widnokrąg
    popadłem w całkowitą melancholię . Żadnego spotkania z poezją, będzie tylko moje
    spotkanie z przyrodą . Odbijałem na Morąg , wjeżdżałem w lasy taborskie ,
    piękne , strzelające swoimi wierzchołkami do nieba . Witały mnie swoim szumem i
    niezwykłą odmiana barw zieleni.
    - Witaj podróżniku , proszę zostań z nami , pokażemy ci nasze piękno. Będziesz
    mógł tulić się do miękkiego mchu i kąpać w rozedrganych płatkach powietrza.
    - Chodź wejdź – słyszałem ich szum.
    I posłuchałem swojej wyobraźni . poddałem się . Skręciłem w kierunku nieznanego
    lądu . Uchyliłem boczną szybę , do wnętrza samochodu wpadło wilgotne ale czyste
    powietrze, pachniało wiosna i odradzającym się życiem . Jeden jest zapach
    przewyższający ten wiosenny swoja delikatnością i czystością. To zapach małego
    dziecka , niemowlęcia. Ile razy miałem na rękach małego człowieka , moje nozdrza
    zawsze wyczuwały niewinny i niczym nie skażony zapach , dający nadzieję na
    odradzające się życie.
    Zjeżdżałem lekko pochylającym się stokiem, nad mną kołysały się drzewa liściaste
    . Cały teren pod nimi usłany był jeszcze brązowymi i szczerniałymi liśćmi
    leżącymi tu od zeszłego roku. Żwirowa droga kręciła między drzewami i
    doprowadziła mnie do kilku obniżeń terenu. Wjeżdżałem w te dolinki, gdzie rosa
    na trawie nie zobaczyła promieni słonecznych , a wiatr tańczący wysoko między
    liśćmi drzew zapomniał ja strącić . Pierwsze nicie pajęczych sieci rozstawione
    na nisko położonych krzewach skrzyły się w falującym powietrzu. Drzewa stojąc
    gęsto jedno obok drugiego, zabierały ciepłe promienie słoneczne i nie
    przepuszczały ich niżej, do roślin, wyciągających swoje gałązki w kierunku
    złotodajnego życia. Jechałem przez wyręb lasu , tu kilkudziesięcioletnie drzewa
    spotkał smutny los . Ślady po wyrębie , zachłannie maskowała przyroda ,
    rosnącymi wkoło karczy nowymi roślinami , pnącymi się do góry. Między rzadko
    rozstawionymi drzewami zobaczyłem srebrzącą się taflę jeziora. Na jej brzegu
    ciemna malutka postać wpatrywała się w toń jeziora. Ciekawość zakiełkowała we
    mnie płodnym ziarenkiem i rosła szybko przybliżając mnie do niej.
    Minąłem pojedyńcze zabudowania , tak stare jak ten las i nie wiadomo było czy
    dom czy las były tu pierwsze. Niebo w oddali zaciągało się ciemnymi chmurami a
    brak wiatru zwiastował ich późne przybycie. Dotarłem do miejsca , gdzie za dwa
    miesiące ten teren stanie się głośnym miejscem odwiedzanym przez ludzi. Terz
    panowała tu cisza przerywana mową drzew z jeziorem.
    Postać skryła się za wysokim drzewem stojącym na brzegu. Porzuciłem samochód i
    schodziłem łagodnym zboczem w kierunku pomostu , wcinającego się dwadzieścia
    metrów w głąb jeziora. Pragnąłem usiąść sobie na jego końcu i spokojnie patrzeć
    na kołyszące się fale , kurki wodne znikające w głębinach jeziora i na odległy
    brzeg porośnięty wysokim sitowiem i ciemną ścianą lasu.
    - Proszę tam nie wchodzić – usłyszałem kobiecy głos.
    Odwróciłem się w kierunku głosu. Zza drzewa wystawała głowa kobiety. Oczy
    zasłaniały okulary przyciemnione , drobne proste wargi i twarz już lekko
    opaloną co mogło świadczyć , że pani jest tu zamieszkała i przebywa długie
    godziny na dworzu.
    -Dlaczego ? – wyrwało mi się bezwiednie- chciałem tylko rzucić okiem na
    krajobraz i zaraz ruszę dalej – usprawiedliwiałem się.
    -Jeszcze momencik – odpowiadała uśmiechnięta – bo wystraszy mi pan rybkę ,
    poluję tu na nią od kilku lat , to szczupaczek – dodała tajemniczo.
    Bywałem nad jeziorami niejednokrotnie i widok wędkującej kobiety zawsze mnie
    zaskakiwał, pewnie jak duże ryby w tym jeziorze.
    - Mogę poczekać , nie spieszy mi się – kiwnąłem głową i już chciałem opuścić to
    miejsce , gdy dobiegł mnie jej głos.
    - Nie musi pan odchodzić , nie lubi pan porozmawiać ? – spytała.
    Szczerość pytania troszkę mnie zdeprymowała.
    - Lubię , tylko trema przed spotkaniem nowej osoby zawsze mnie onieśmiela-
    ściszyłem głos mimo woli.
    - Z tą pana tremą nie musi być tak całkiem źle skoro potrafi się pan do niej
    przyznać – Przez przyciemnione okulary jej oczy wydawały się jeszcze mniejsze.
    - Oswajanie się z osobą to dawkowanie swoich odczuć i szukanie dla nich
    zrozumienia- odpowiedziałem szybko a tajemnicza kobieta bardzo mnie zainteresowała.
    - Pana odczucia są forma uczucia jakie pan żywi do wszystkich ludzi – delikatnie
    się usmiechała – proszę niech pan usiądzie – podała mi składany stołeczek
    wędkarski, sama rozłożyła drugi , wygodnie się na nim sadowiąc .

    Jednego byłem pewien. Dzisiejszy dzień spędzę nad jeziorem z kobietą potrafiącą
    mówić o uczuciach . Czy mogłem wymyślić sobie ciekawszy scenariusz dnia ?
    Żwirowa droga wiedziała dokąd mnie prowadzi.

  • regine 02.04.06, 19:51
    Jakbyś tą trasę przemierzał codziennie, tak szczegółowo i pięknie ją pisałeś.
    Każde drzewo, pajęczyna, zakręt drogi czy drzewo.
    "Malując" klawiaturą, oddałeś piękno mazurskiej krainy.
    Ciekawe co dalej...???
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • sagittarius954 02.04.06, 19:52
    Nie powiem czekajcie...wink))
  • del.wa.57 02.04.06, 19:55
    Ciekawe co tez wydarzy sie nad wodą??????????????
    smile))
  • del.wa.57 02.04.06, 19:56
    Tofiko,lubisz (moczyc kija?)czyli łowić rybki?
    smile)))
  • sagittarius954 02.04.06, 20:00
    ooooo bezpośrednia istoto, co ty z tym moczeniem kijasmile)))))))))))))))
  • tofika 02.04.06, 20:13
    Sagi,nareszcie.........
    niepokoilam ,ze wpiszesz a ja nie bede mogla przeczytac,
    podziwiam prawdziwosc Twoich przyrodniczych opisow,
    wszystko jest mi tak bardzo znane,
    a co wydarzy ???
    Sagi ..obiecaj ze juz troszke przyspieszysz klikanie smile))hm rozmowy o
    uczuciach??
    czekam ...--my
    Delwus,tak,trafne ..bywam na rybach od lat,wyprawy przy ksiezycu tez
    zaliczam ,bo sa brania wlasnie niektorych gatunkow ryb ,tylko nocka

  • sagittarius954 02.04.06, 20:16
    Postaram się toficzko jak bum cyk cyk..smile) Mam cały tydzień wolny więc się
    postaram...smile)
  • tofika 02.04.06, 20:27
    Ach to tak....
    Sagi
    poprostu Ciebie trzeba bardzo ladnie poprosic...smile))
  • sagittarius954 02.04.06, 20:30
    Nie, nie, nie, ja to dla Ciebie robie z wielka przyjemnościa i tylko gdzieś ta
    wena odleciała w świat...
  • del.wa.57 02.04.06, 20:33
    Jestes wszechstronna Tofiko,podziwiam Ciebie dziewczyno,siedzenie z wędką czyli
    (moczenie kija)musi być pasjonujące a muslałam,ze to domena mężczyzn,brawo
    Tofikosmile)))
  • tofika 06.04.06, 13:39
    Co moglo sprawic ,ze tak bardzo wczesnym rankiem,prawie o swicie obudzilam sie?
    Przez szczelinki zaluzjii wschodzace slonko narysowalo na scianie mojego
    pokoju piekne harmonijki.
    Jakis ptak porannie kwilil cichutko,chyba wiedzial,ze nie wypada ,gdy miasto
    otulone snem ,byc glosnym,pewnie prowadzil szeptem" rozmowke" z swoja wiosennie
    wypatrzona wybranka serca.
    Probowalam ulozyc sie do snu,bo po co tak raniutko wstawac ,majac tyle czasu do
    wszelkich spraw zycia codziennego,ale sen nawet na chwilke drzemki nie wracal.
    Trudno ,pomyslalam nie to nie...
    Odslonilam zaluzje,pokarmie moje sadzonki pomidorow ,niech pozywia promykami
    slonca.Pod listkami slicznie zielonych listeczkow dostrzeglam rose,kropelki
    wieksze i mniejsze,jak codzien podotykalam te szybko rosnace roslinki,
    przypomnialam ze ,,dzis planowalam je porozsadzac ,przeciez zaczynaja scigac za
    szybko ,,ktory szybiej do slonca.wiec trzeba koniecznie dac im nastepne miejsca
    do zycia,, wiecej przestrzeni.
    Nikomu w niczym nie przeszkadzalam, maz ok 2giej w nocy wybral z kolega na
    ryby,
    wiec moglam spokojnie zajac praca --a wszystkie prace zwiazane z hodowla roslin
    bardzo lubie.Roslinki chyba czuja ze daje im poczucie wiekszej wygody.
    Lyczkami swiezutkiej kawy jeszcze bardziej przebudzilam,
    nie,,nie to nie tak....
    odglos lecacego samolotu.. tak i pozostawiony slad na niebie..
    ......przez trzydzisci pare lat... ilez ja tych sladow na niebie spostrzeglam..
    wrocily wspomnienia.... znow wrocily...


  • malwina52 06.04.06, 13:43
    jak ja lubie Ciebie czytacsmile
  • tadeuszx 06.04.06, 14:22
    ...hmmmm, źle jest! Jak dziewczyny takie rozmarzone??? To pewnikiem za chłopem,
    coś niedopieszczone.smile)))
    --
    - - - - - - - - - - - - - - - - -
    T.
  • malwina52 06.04.06, 14:24
    coz "chlop potega jest i basta"
  • sagittarius954 06.04.06, 19:15
    Nagle zawarczał kołowrotek . Żyłka wędki naprężyła się i zaległa cisza,
    przerywana pluskiem fal rozbijających się o piaszczysty brzeg jeziora. Moja
    nieznajoma podniosła się zręcznie i miękkim ruchem znalazła się obok wędki.
    Kołowrotek znów odezwał się a żyłka zmieniała swoje położenie , przecinając
    powierzchnię jeziora.
    - Nie tam, tylko nie tam – szeptała kobieta - tylko nie w zarośla – oczy mojej
    nieznajomej płonęły, usta lekko drżały a przecież wkoło nie było innego ,oprócz
    mnie, męskiego obiektu pożądania.
    Podnosiła spokojnie wędzisko do góry i rytmicznie opuszczała , kręcąc
    kołowrotkiem . Żyłka po raz kolejny zmieniła swoje położenie skręcając w
    kierunku kęp trzciny. Kołowrotek jeszcze raz zaterkotał i umilkł. Połów jak
    nagle się rozpoczął tak nagle się skończył , naprężona żyłka wyprysnęła z wody i
    skręcając się w drobne kółka wisiała bezwładnie na końcu wędki.
    - Masz ci los , uciekł mi – w głosie nieznajomej była niekłamana nuta żalu za
    utraconą rybą , spoglądała na mnie szukając u mnie pocieszenia. Cóż mogłem
    zrobić, zacząłem niezdarnie:
    - Następnym razem ... - nie dokończyłem .
    - Nie będzie następnego razu – usłyszałem nie mam sił do niego, tyle lat
    podchodów i nic, musi pan wiedzieć , że ja tego szczupaczka tylko raz w roku
    łowię przez dwa może trzy dni, gdy jestem w pobliżu na warsztatach poetyckich.
    - AAAA – zdołałem wydukać a nieznajoma podchodziła do stołeczka. Zatrzymała się
    przy nim i wyciągnęła do mnie rękę
    - Maria jestem – patrzyła poważnym wzrokiem i wyciągał do mnie rękę.
    Poderwałem się z siedzenia stając niemal na bacznośc.
    - Zbyszek – odpowiedziałem – widzi pani ja dzisiaj też tam na te warsztaty
    podążałem , ale postanowiłem uciec i dlatego znalazłem się tutaj.
    Wziąłem do ręki jej dłoń i zdziwiłem się . Powinna być mokra i chłodna ,
    przecież niedawno Maria schylała się obmywając dłonie woda z jeziora. Była
    jednak ciepła i sucha. Widać było że ta ręka potrafi trzymać i wędkęi dobrze
    obyta jest z piórem bo na palcu środkowym zauważyłem odrobinkę ciemnego tuszu w
    miejscu gdzie zwykle trzyma się długopis. Była delikatna choc poprzecinana
    bruzdami pracy. Ta ręka potrafiła oddać najczulszą pieszczotę , kto ją otrzymał
    był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Schyliłem się by ukraść najmniejszy
    promyk szczęścia z tej ręki .- Nie wolno, nie wolno – krzyknęła kobieta
    wyciągając rękę z mojej dłoni - co pan robi ona jest nieczysta , nie można tak !
    - Przepraszam , jeśli panią uraziłem , ale czy może być coś przyjemniejszego niż
    pokłon przed ręką kobiety w dodatku nieznajomej, przecież pani dłonie umyła już
    w jeziorze a ja z naturą umiem obcować i nie biję się jej małych wybryków .
    - Wystarczy że uściśniemy sobie dłonie – mówiła – mam coś pysznego , czy pozwoli
    się pan poczęstować ?
    Podchodziła do małego wiklinowego koszyczka ukrytego za drzewem . Podniosła go i
    wróciła na miejsce.
    Usiedliśmy w ciszy a mnie troszkę nieswojo się zrobiło, że obca kobieta może
    częstować obcego mężczyznę. Wiklinowy koszyczek otworzył się i z jego środka
    właścicielka wyciągnęła butelkę wina . Nie było to wino kupione w sklepie ,
    stara butelka pamiętała zamierzchłe czasy naszej młodości.
    - wypijemy za naszą znajomość i za tego nieszczęśnika który ucieł mi z wędki –
    dwie małe szklaneczki miały przejąć funkcje kieliszków. W głębi duszy poczułem
    ulgę , że nie zostałem poczęstowany pożywieniem. Wino lubiłem .
    - To wino własnej roboty, z własnych owoców, robione domowym sposobem , proszę
    skosztować – Maria uśmiechała się do mnie życzliwie – to zeszłoroczne.
    Zagłębiłem usta w kolorowym płynie . Poczułem słońce zeszłego lata , z zimnym
    jego końcem co spowodowało wstrzymanie dojrzewania owoców. Słodki smak rozlewał
    mi się w ustach i wpływał do wewnątrz gdzie szybciutko przemykał do żył. Zrobiło
    mi się gorąco.
    - Dobre , naprawdę bardzo dobre – powiedziałem i zmięszałem się bo na dnie mojej
    szklaneczki nie było już boskiego napju.
    Maria w lot odgadnęła moje kłopoty i związane z nim zakłopotanie .
    - Ach wy mężczyźni wszyscy jednakowi – dolewała mi następna szklaneczkę , sama
    zas znów pochyliła się nad wiklinowym koszyczkiem wyciągając z niego ciasto
    obłożone srebrną folia .
    - Czy da się pan skusić na kawałek mojego serniczka? – cóż mogłem jej
    odpowiedzieć dzisiaj dla niej zjem nawet całą blaszkę,była naprawdę miła
    najmilszą wędkarką spotkana przypadkiem. Znów nie mogłem oprzeć się wrażeniu ,
    że to nie ja wybrałem się na spotkanie przygody , ale to przygoda steruje mną.
    Czy moja nieznajoma jeszcze mnie czyms zaskoczy?

  • tofika 06.04.06, 19:49
    Sagi,zaraz a gdzie 2 ? juz 3?
    nie ,,jeden raz przeczytac to za malo,, czytalam uwaznie i powolutku dwa juz
    razy ,, wrazenie niesamowite,Ty "trzmielku "zaspany ledwo Cie dobudzilam, zebys
    wreszcie napisal i udalo mi sie dzis,
    jestem pod urokiem prawdziwych zdarzen (czytaj fikcyjnych)opisanych do tej pory,
    cos mi tu ,,pasowaloby ,ze autor jakby naprawde gdzies widzial? Marie..alez
    nie: to przeciez niemozliwe...

    pisz Zbyszku ,ja znow cierpliwie bede czekac ,moge przysiac ze .. wszyscy
    czekaja,: )
  • del.wa.57 06.04.06, 19:57
    Jasne,ze wszyscy czekamy!!!!Zbyszek ma talent,naprawdę.
    A Ty go Tofiko zaskakuj...zaskakujsmile)))
  • tofika 06.04.06, 20:03
    Zbyszek ,
    Ale kolejna wpadka moja,, wybacz przeciez teraz spr i wszystko jest,,
    Naprawde to jest czesc 3 !
    ale gapisko ze mnie ..tak to jest w pospiechu ,, , byc na komputerze, stres
    ze zaraz mi sie wylaczy .. a soi sklerozo .. a sio,, bu juz mnie dorywa i
    dorywa...
  • sagittarius954 06.04.06, 20:24
    Tofiko, Tobie taka przykrość nie może sie zdarzyć( zapominanie)jest mi lekko bo
    swoją obecnością dzisiaj zrobiłas coś dla mnie ważnego. DZĘKUJĘ, czy naprawdę
    nieznajoma?
  • tofika 08.04.06, 16:33
    bardzo by sie przydala...

    --- jak to jest? ze rozmowa nieraz z nieznajomym przybiera tresci tak
    zwyczajnych i poprostu temat niekonczacy sie...
    -- czy uda sie wspolnie lowiac cos "Dorwac" na wieczorna patelnie?
    ---- hm ? gdzie zatrzyma na nocleg PO degustacji drugiego
    winka?,nieznajomy ,przciez spotkanie "CICHYCH POETOW "dopiero na nastepny
    wieczor zaplanowane...
    __ Maria,informuje niespodziwanego ''goscia',ze oczekuje na przyjazd meza...
    godziny mijaja ,,,rozmowa trwa...

    takie tam moje rozmyslania...
    pozdrawiam autora 3 czesci Tofikismile))
  • sagittarius954 08.04.06, 16:37
    Tak jeszcze by mi brakowało męża na głowie, żebym mógł sepuku zrobić ,smile))))
    Tofiko daj się "poderwać" bez obstawy, pozdrawiam milesmile)))))
  • sagittarius954 12.04.06, 17:41
    -Z samochodu wysiadało kilka osób, trzech mężczyzn i cztery kobiety. Przetaczali
    się przez polankę , głośno wołajac do Marii.
    - Jak tam złowiłaś cos? OOOO niezłą rybkę capnełaś – wolno posuwali się w stronę
    znajomej. Maria skierowała się w ich stronę . Postanowiłem oddalić się
    niepostrzeżenie . Jednak co innego pomyśleć a co innego wykonać zamysł.
    Podreptałem w kierunku pomostu. Usiadłem na jego końcu. Patrzyłem się na
    przeciwległy brzeg. Zachodzące słońce wydłużało cień lasu a najwyższe drzewo,
    wyróżniające się w ciemnozielonym pasie, na tle toni jeziora, stawało się czarne
    , groźne i swoim wierzchołkiem kierowało się w moja stronę. Pomyślałem ,że
    zazdroszczę tego wesołego nastroju przybyłym i jak dziecko odczułem brak
    obecności Marii, Chłód bił od powierzchni jeziora , nie tak dawno leżała na nim
    gruba warstwa lodu , chroniąca jednak ryby przed wodnym ptactwem . Nury jeszcze
    polowały najadając się do syta, w oddali dwa białe łabędzie, w okolicy trzcin,
    zrobiły swoje gniazdo. Pani łabedziowa usadowiona wyżej , wyciągała swoja długą
    szyję w kierunku samca . Ten pływał wokół niej i tylko od czasu do czasu
    dobiegało do mnie ich gęganie. Niebo przybierało barwę popiołu , szarość
    zalewała krajobraz . Jedna cienka biała linia przecinała tę szarość .
    rozpoznałem lecący samolot . Znajdował się on za wysoko, by do ziemi dotarł jego
    huczący odgłos. Obejrzałem się za siebie. Barykada żywych ludzi uniemożliwiała
    mi dotarcie do samochodu. Maria rozmawiała z jakimś mężczyzna przy koszyku
    wiklinowym, reszta grupy rozproszyła się po biwaku oglądając widoki niknące
    powoli w końcówce dnia. Zrobiło mi się zimno , organizm bronił się gęsią skórką
    i pierwszymi dreszczami. Usłyszałem za sobą kroki i poczułem dłoń na swoim
    ramieniu.
    - Chciałam się pożegnać – usłyszałem głos Marii- mam propozycje dla ciebie.
    Tutaj obok znajduje się całkiem nie duża miejscowość, gdzie można znaleźć
    wygodny nocleg . Proszę przyłącz się do nas , spędzimy razem wieczór i będziemy
    mogli porozmawiać.
    W jej
    spojrzeniu widziałem prośbę , nie mogłem spełnić jej życzenia. Nieraz człowiek
    zachowuje się nieracjonalnie . Rezygnowałem z ich i jej towarzystwa , bojąc się,
    że nie odzyskamy w innym otoczeniu więzi która może na chwilę , ale nas
    połączyła . Zapragnąłem zapamiętać Marię z tego jednego wiersza, z wędką w ręku
    i z drżącymi wargami wpatrującą się w niewidzialną rybę.
    - Przepraszam , ale już zamówiłem kwaterę w pobliskiej wiosce, zostanę tu do
    zmroku – odpowiedziałem
    - To zobaczymy się jutro w czasie konkursu ?- w jej głosie czułem zawiedzioną
    nutę, którą starała się ukryć.
    Niechętnie mówię nieprawdę, teraz starałem się zagrać swoja rolę najbardziej
    prawdopodobnie.
    - Oczywiście , będę na pewno, nie zrezygnuję ze sposobności odczytania
    chociaż jeszcze jednego swojego wiersza, no i chciałbym Cię jeszcze spotkać.
    Patrzyła na mnie nie mogłem oprzeć się im, spojrzałem na jej rękę i zobaczyłem
    jak powoli wyciąga w moim kierunku.
    Ująłem ją i nie pocałowałem , bałem się, że ten gest może się przedłużyć i wyda
    mnie . Odwróciła się ode mnie i ruszyła do oczekującęj ja grupy znajomych .
    Kroki zostawiały odgłos roznoszący się nieznacznym echem. W chwilę później
    samochód wytoczył się z polany . Jego odgłos i blask świateł nikł w kładącym się
    do snu lesie.



    W niecały rok później, w internecie, przez pomyłkę wszedłem na forum i
    zadziwiłem się . Przeważały kobiety, tylko kilku facetów dotrzymywało im
    towarzystwa. W jednym wątku odnalazłem ten sam wiersz, który mówiła do mnie nad
    jeziorem Maria . Moje zdziwienie było jeszcze większe bo rozpoznawałem tą samą
    osobę z drżącymi ustami – Tofikę.
    Nawet gdyby to nie była ona , to spotkanie nieznajomej gdzieś na Mazurach,
    pozostawiło we mnie ślad . Nie pielęgnuję go w sobie on po prostu we mnie jest.

  • tofika 12.04.06, 19:57
    Zbyszku,znalazles czasu troszke i powstalo opowiadanko c d..
    czekalam i oto mam ... "czytanko na chwileczke zapomnienia..."
    tak, bywaja ,, wspomnienia,bywaja, o to wlasnie chodzi bysmy mieli co
    wspominac...i nie wazne czy to nas dotyczy czy kogos innego,
    Dziekuje ze poswieciles swoja vene na opisy dotyczace niby a jednak ponoc
    moich zdarzen,pozdrawiam i niech Ciebie pomysly nie opuszczaja ,, pisz tyle
    osobek tu czeka..
    ... tylko co sie stalo,, nic nie wiadomo o zamierzonym pobycie bohatera na
    konkursie,, niemozliwe zeby nie bylo zadnych wrazen ,z udzialu w
    konkursie,przeciez specjalnie pojechal,zostal wydelegowany przez zaklad
    pracy,,
    hm,, jakim utworem tam zablysnal?..
    wiecej porozmyslam juz dopiero po swietach..smile)
    A moze I Zbyszku TY jeszcze cosik dopiszesz?pozdrawiam wiosenniesmile
  • sagittarius954 12.04.06, 21:37
    tofiko, Zbyszek uważa sie za poetę, co to jego głowa nie ta, więc tej twórczości
    nie znam i musiałbym improwizowac co nie wyszłoby opowiadaniu na zdrowie . Dodam
    tylko że zezłolik wpadł mi do komputera i to co napisałem, "coś" czyli pewnie ja
    gapa nie zapisałem ,poprawię nie martw sie, ale juz wyśle ci na poczte . Jak w
    zyciu, nie zawsze można dostać to co się chce i zwykle bierzemy to co
    jest.Przyznasz, że jest w nas dwoistość,która odzywa się nie zawsze wtedy kiedy
    byśmy chcieli. Pozdrawiam . Dziękuję toficzko za pamięć.
  • regine 22.05.06, 17:23
    Proszę Toficzko, już jest smile)
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • sagittarius954 08.04.06, 20:03

    Jadłem sernik, nie ja nim się delektowałem , choć głód dawał się we znaki. Całe
    niebo odbijało się w falach jeziora. Żółte światło pojawiało się na moment w
    jej toni, by nadchodząca niska fala zabierała błysk światła i podążała do
    następnego, aż zmęczona gonitwą dobiegała do brzegu . Tu z lekkim szumem
    przelewała się i wycofywała po dnie w głąb jeziora. Pozostawała po niej tylko
    biała piana oplatająca brzeg. Tylko niebieskie niebo odbijając się w jeziorze,
    tworzyło tło dla igraszek fal ze światłem . Imię Maria i to pyszne ciasto
    przypomniało mi o mojej babci, która też potrafiła zrobić pyszny sernik, pyszną
    pomidorową i oddawała swoje ciepło wnukom . Jej szorstkie ręce , nie bojące się
    pracy , żadnej pracy, w zetknięciu z naszym ciałem podczas wieczornego mycia ,
    stawały się delikatne i opiekuńcze. Pomyślałem, że ręce Marii są takie same,
    potrafiące zrobić wszystko, ukoić smutek dzieci , włożyć serce w zrobienie
    pyszności i rozwiać wątpliwości mężczyzny. Gdy otworzyłem powieki , jej wzrok
    obejmował moje wargi pozbywające się ostatnich okruszków ciasta, i w oczach
    ujrzałem pytanie , zanim zdążyłem zmienić temat ona już zadawała pytanie :
    - Czy nie jest pan przypadkiem , nie jesteś głodny – troska w głosie była szczera .
    - Przyznam się , że tak miałem w Ostródzie zatrzymać się na pierogi z mięsem
    jednak pragnąłem przybyć, no może nie tutaj, przed przybyciem tych ciemnych
    chmur – wskazywałem palcami chmury przelewające się gdzieś daleko za ciemną
    linią lasu po drugiej stronie wody.
    - To dobrze, mam ze sobą kilka kanapeczek – znów otwierała koszyczek wyciągając
    z niego owiniętą cienka kanapkę – to pogoda mazurska, te chmury nie dotrą do
    nas, ale przed wieczorem ich następna partia przyniesie deszcz, proszę –
    podawała mi jedzenie.
    - Dzięki Mario , jesteś meteorologiem, - zapytałem
    - Nie , nie, tylko lata przebywania tutaj i wędkowania pozwoliły mi odgadywać tą
    kapryśną pogodę, jestem nauczycielka. Moja młodzież została pod opieka innej
    pani a ja nie mogłam się oprzeć, żeby nie powędkować w samotności – uśmiechnęła
    się- ale nieraz nie można mieć wszystkiego za jednym zamachem.
    - Przepraszam jeśli ci przeszkodziłem- usprawiedliwiałem się – naprawdę nie
    chciałem.
    - Przecież nic nie zrobiłeś, żebyś mnie miał przepraszać , wspominałeś że
    jedziesz na wieczór poetycki?
    Krótko opowiedziałem jej o wydarzeniach ostatniego miesiąca i wątpliwości jakie
    miałem , dotyczące mojego udziału w konkursie.
    - A czy łatwo pisze ci się wiersze? – dopytywała się
    - Nie , wcale nie , widzisz ja zauważam u siebie brak słownictwa, który
    opanowuje się w szkole poprzez ćwiczenie a później studia. Ja byłem patentowanym
    leniem , szkołę traktowałem jak przymus i chciałem się wyrwać w świat. Choć
    drogi życiowe wcale mnie nie rzuciły w szeroki świat a dziś cokolwiek nie
    napiszę chowam do szuflady, to potrafię na siebie spojrzeć krytycznie . Poza
    tym do pisania wierszy trzeba chwili, tego momentu , gdy twój umysł wznosi się
    na szczyt , aby przelać uczucia drzemiące gdzieś w środku – Położyłem rękę na sercu.
    - „ Każdy pisze nie to co przyjdzie w danej chwili do głowy, bo są to wtedy
    powtórzone słowa gdzieś zasłyszane,
    - przeczytane, lub ich strzępki..- Maria patrzyła się gdzieś , jej oczy
    spoglądały niby na krajobraz jeziora, ale naprawde zaglądała do swojej
    duszy--..wtedy są to takie tam bazgrołki.....to tak samo jest z
    malowaniem....jeżeli usiłuję
    - namalować coś z pamięci...zaufać własnej wyobraźni bez podparcia tego co
    stworzyła natura. To co czujesz głęboko w sercu, Twoje myśli, pragnienia,
    dążenia i chcesz je jakoś nazwać, opisać wtedy wyrywa się z serca potok słów aby
    stać się oceanem.....tak ,oceanem miłości.....przelewanie na papier uczuć,
    tęsknoty za pięknem, za
    - miłością....za tym wszystkim co chcielibyśmy mieć i tym żyć to nic innego jak
    malowanie słowami a słowa same układają się w kształty, kolory, cienie i blaski,
    pulsują i tętnią życiem, stojący krytyk bezduszny obok, powie ....to nic nie
    znaczy, nie spodoba mu się...on tego nie rozumie i nigdy nie
    zrozumie....powie..tak, piękny warsztat....pięknie dobrane rymy...inny zaś takie
    tam...bazgrołki a ten, co patrzy oczami serca będzie to samo przeżywa
    głęboko...będzie wewnątrz tego piękna....jak w tym słowie...mądrej głowie dość
    po słowie!....można zostać malarzem życia .....lub jak kto woli ..kowalem
    życia!...ale serce bije do rytmu i taktu melodii barw codzienności,....czujesz
    je?....czy ktoś nakazał Ci napisać to co widzisz? co przeżywasz patrząc na to co Cię
    - zachwyca?....nie...piszesz...piszesz....nie patrzysz jak wszyscy....patrzysz
    do ściągawki w sercu.....a ono mówi do
    - Ciebie..podpowiada, szepce czule, gładzi...dotyka, a Ty nie możesz zdążyć z
    zapisywaniem tego wszystkiego...śpiesz się! pisz , nawet jak coś pominiesz,
    .........ja nigdy nie wracam do tego co
    - namalowałem słowami, nie chcę powtórzyć czegoś nawet podświadomie... to
    - czuję...., zrozumiesz jak to jest z tym pisaniem czy też malowaniem
    ..słowami....czy motyl, tak piękny będzie taki sam już za rok? to piękno
    przemija, oko jest iluzją, czas też może Cię oszukać....serca nigdy, nigdy nie
    oszukasz.....a inni..? no cóż....niech malują jak chcą jak czują......” cyt Tofika
    Nie przerywałem jej , niech mówi , tylko jak utrwalic tę chwilę, zapamietac,
    starać się zapamiętać a później opisać.
    Moja rozmówczyni ciągnęła dalej
    - Powiem ci jeden mój wiersz.
    -
    -
    -
    - POUKLADAJ
    -
    - swoje myśli poukladaj
    - najstaranniej..
    - chaos
    - przeszkadza ci życ...
    - znow udreki
    - -szukasz wyjaśnień...
    - usprawiedliwień..
    - kolejny raz..
    - nie warto
    - poszukaj innej drogi
    - ukojenia
    - prostolinijnej
    - pelnej zaufania.i miłości
    - masz dar rozpoznawania
    - nie omijaj intuicji.
    - dobrymi myślami
    - wzmocnij swoja dusze
    - wyzbądź się
    - niepokoju, obaw
    - niejasnych spraw..
    - dotykaj
    - prawdziwej,
    - nie zakłamanej miłości
    - Nie pytam się ciebie czy jest dobry , on został stworzony gdy w moim życiu
    chciałam stabilizacji. – spoglądała już na mnie – a ty co mi powiesz?
    Moje oczy przestraszyły się tego momentu, gdy będą musiały powiedzieć jej prawdę
    , bo każdy wiersz to cząstka duszy oddawana w posiadanie innemu człowiekowi. W
    tym momencie wiatr uspokoił się a gałęzie drzew zatrzymały w bezruchu oczekując
    mojego wyznania. Już otwierałem usta i zwątpiłem w swoje mozliwości,
    umiejętności a chciałem bardzo błysnąć przed kimś kto pisze wiersze ot tak z
    potrzeby chwili.
    - Co się stało ? Nie pamiętasz żadnego swojego wiersza- dociekała .
    - Widzisz nie pamiętam , widocznie nie są takie dobre i nie utrwalają mi się –
    opuściłem głowę- nieraz dziwiłem się swojej pamięci, skąd takie jej zachowanie?-
    pytałem bardziej siebie niż mojej rozmówczyni.
    - Cóż zdarza się, ale może masz zapisany jakiś?
    - Mam , napisałem go dla mojej żony na jakąs rocznicę - pomaszerowałem do
    samochodu a drzewa znów szumiały ,ciepły dzień powoli kończył się . Na środku
    jeziora widoczne były puste pola niczym nie zmącone , na nich nic nie
    występowało , żadna nawet drobna zmarszczka nie mąciła spokoju.
    Wróciłem , stanąłem przed moja rozmówczynią i odczytałem:
    Wśród burzy życia Tyś mym portem
    Ostoja pełną spełnionych marzeń
    Kocham to tylko słowo i nie oddaje
    Mojej miłości do Ciebie ani woli
    Moich uczuć wylewających się z serca
    Dziękuję za to że jesteś i będziesz
    W dzień i nocami gdy ramionami
    Oplatam twą wątłą postać
    Oddaję Ci siebie w posiadanie
    Wraz z moją miłością niezrozumiałą
    Samolubną, ale miłością do ciebie.



    Od strony lasu dolatywał nas warkot silnika i za moment ujrzeliśmy wtłaczający
    się na pole biwakowe dostawczy samochód .
    - To po mnie- stwierdziła Maria.
    Są takie chwile, gdy pragnie się by nie nastąpiły. Cienka nić porozumienia
    ,która zaczęła nas łączyć w tej chwili została przerwana.

  • tofika 08.04.06, 22:04
    Ile trudu kombinacjii ,mnie znow kosztowalo....by tu zagladnac..na systemie
    awaryjym,,,
    Sagi,
    dziekuje,za czwarta czesc,
    wydalo sie..jestem gadulinska,
    wszystko chyba inaczej potoczy,dostawczy samochod,to nikt z mojej rodziny,
    zapewne kolejni biwakowicze..zupelnie mi nieznani..
    wysylam co napisalam zeby troszke chociaz odezwac... bo komp zrobiwrummmmmm
    Pozdrawiam serdecznie Autora smile))
  • sagittarius954 05.09.06, 19:26
    Tak się zastanawiam czy nie ruszyć też z następnym opowiadaniem , ale
    tradycyjnie(?)zapytam się bohaterki : Dankarol czy mogę napisać opowiadanie z
    tobą w roli głównej ?
  • natla 05.09.06, 21:12
    Pisz, bo szkoda czasu. Danutka się na pewno zgodzi smile
    --
    _____________________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • dankarol 05.09.06, 21:12
    Proszę bardzo Sagi, bardzo jestem ciekawa co też wymyślisz.
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • sagittarius954 05.09.06, 21:18
    Dobrze zaczynam jutrosmile)
  • tofika 06.09.06, 15:31
    Sagi, odpocznij po zebraniu zielonych pomidorkow, odsapnij po smakowitym
    przysmaku i za tworczosc sie wez... --juz doczekac nie moge... zeby poczytac ..
    z Bohaterka gl Dankarola...3mam kciukismile
  • sagittarius954 06.09.06, 17:13
    -Padnij kocie ! – dobiegł moich uszu krzyk.
    -Padnij , ku**a powiedziałem !
    -Patrzyłem na szeregowca swojego imiennika . Miał metr pięćdziesiąt w kapeluszu
    , widocznie dlatego próbuje wykorzystać władzę jaką otrzymał z rąk dowódcy
    dywizjonu.
    Co miałem robić. Wzrokiem wybierałem miejsce , gdzie mogłem upaść . Zorana
    ziemia tworzyła z topniejącym śniegiem miękką papkę . W zagłębieniu
    pozostawionych przez gąsienice spycharki gromadziła się woda, wystarczająco
    głęboka , żebym nie tylko upaprał moro , ale i zamoczył pod nim schowany
    podkoszulek. Spotkanie z błotem nie należało do przyjemności , tym bardziej w
    grudniu , temperatura otoczenia spadła do plus dwóch stopni .Jednak rozkaz
    wykonać musiałem . Kładłem się powoli zostawiając po d sobą wolną przestrzeń.
    Opierałem się na dłoniach i czubkach wojskowych butów .
    - Oooo....żołnierzu ! Tak na szkółce uczyli was padać !Chcecie , żeby pierwsza
    nadlatująca kula odstrzeliła tę kocią dupę ?!
    -Powstań ! – wolno podnosiłem się i zanim stanąłem w postawie wyprostowanej ,
    usłyszałem – Padnij ! Ku**a !
    Teraz już szybko pacnąłem w breję . Poczułem jak błoto ochlapuje moją twarz .
    Ręce zagłębiły się w lepkiej i zimnej masie a rękawami wlewała się brudna ciecz.
    Jeszcze próbowałem utrzymać wolną przestrzeń między podbrzuszem a ziemią .
    Usłyszałem człapanie starszego służbą kolegi .
    - W pliszki ze mną lecisz ! Taaak?!
    - Nie chce się wykonywać porządnie rozkazów to przymusimy kota !
    Jego ubabrany w błocie but żołnierski wylądował na moich plecach i z coraz to
    większym naciskiem napierał na mnie . Nie było sensu opierać się . Zanurzyłem
    się cały w błocie . Moro przesiąkało i wilgoć docierała do mojej skóry .
    Pierwsze dreszcze przebiegały mnie na wskroś . Unosiłem głowę . Przed sobą
    widziałem łąki podzielone elektrycznymi pastuchami . Stojące krowy ze znudzeniem
    odwracały swoje łby na odgłos dobiegającego krzyku.
    -Na co się gapisz poj*****u?!
    -Nie myślisz dobrze wykonywać rozkazu, to ja ciebie nauczę
    Kątem oka zobaczyłem jak jego prawa noga bierze zamach .
    Chowałem głowę w ramiona . Zaciskałem powieki oczekując ciosu . Twarz mimowolnie
    ukryłem w błocie .Kopnięcie wymierzone było w czapkę na mojej głowie .
    Usłyszałem świst zerwanej rogatywki i poczułem uderzenie obcasa w sam środek
    głowy. Chłodne powietrze łagodziło bolące miejsce .
    -„Tak tonie biały orzełek „ – pomyślałem i pierwsza fala wściekłości zalewała mnie .
    -Powstań ! – ciągle wrzeszczał na mnie i do głowy przychodziło mi pytanie „
    Dopiero co się zaczął znęcać , ciekawe jak długo będzie to robił”.
    Kiedy podniosłem się , podszedł do mnie blisko, przybliżył twarz do mojej.
    Czułem jego obleśny oddech sfermentowanego wina a kropelki śliny uderzały w moja
    ubrudzoną twarz.
    -Co podrapałbyś mnie – w jego oczach widziałem zadowolenie chociaż usta
    wykrzywiał grymas wściekłości . Przerzedzony wąs , który codziennie rano gładził
    długimi minutami przed lustrem był oszroniony .
    -Nie w smak ci , że szeregowy rozkazuje starszemu stopniem . Służba się liczy ,
    kocie w wojsku , służba i nic więcej.
    -Masz wykonywać moje rozkazy , albo cię zaj***ę. Jednego już nie wykonałeś
    zakopałeś spycharkę , cszego nie nauczyli cię na szkólce tego ja dokonam . Przez
    nogi do głowy głupi kocie .Zaczniemy teraz musztrą . Wrócisz do baraku tym
    szybciej im lepiej będziesz wykonywał ćwiczenia .
    -Zrozumiałeś ku**a kocie ! wrzasnął mi do ucha .
    -Tak jest – odpowiedziałem . Obrzydzenie do służby wojskowej doświadczałem
    codziennie , teraz wracało z zwielokrotnioną siłą .
    - Nie słyszę!.
    - Tak jest ! – odpowiedziałem wrzaskiem
    - Teraz słyszę – na jego twarzy pojawił się uśmiech .
    - Padnij , powstań, padnij , powstań....
    Po kilku minutach padnięć , zmęczenie zaczynało dawać znać .Oddech stał się
    krótki i przerywany . Opary wydobywały się z moich ust , lekki zimny wiatr
    zabiera ł je . Znikały a ja chciałem zapaść się pod ziemię .
    - Baczność !. Coś do ciebie zaczyna docierać .
    Stanąłem w postawie zasadniczej .
    Biegiem ! Na wprost! Do drzewa i z powrotem! Wykonać !
    Biegłem , już o niczym nie myślałem .
    - To ma być bieg a nie pie*******e się .
    - Szybciej , chcesz się położyć , jeszcze szybciej .
    Osiągnąłem cel oddalony ode mnie o jakieś dwieście metrów i zawracałem .
    Dobiegłem do Szostakiewicza i zatrzymałem się .
    - No widzisz jak chcesz to potrafisz – udawał dobrego tatusia.
    Jeszcze kilkakrotnie biegałem po tej samej pętli , za każdym razem jak mijałem
    drzewo dotykałem dłonią jego szorstkiego pnia .
    - „ Jak ty masz dobrze tylko stoisz „
    Potykałem się coraz bardziej , mój dowódca nie przejmował się tym
    zupełnie.Wreszcie zatrzymał mnie .
    Teraz kocie dam ci wypocząć . Do drzewa zap*******sz kaczym chodem od drzewa
    czołganiem przez pełzanie . Jasne !
    Jego krzyk odczuwałem każdym swoim nerwem .Milczałem a on nie kazał przytaknąć .
    Ukucnąłem , chwyciłem rękoma za pięty nóg i poczłapałem . Ciężko ten element
    wykonać na równym terenie co dopiero na poprzecinanych przez spycharkę polu . Co
    kilka kroków wywracałem się na wszystkie swoje strony . Breja wlewała mi się
    przez kołnierz kurtki . Wytchnienie sprawiło czołganie . Pokonując wysokie
    bruzdy lepka maź dostawała mi się do ust . Wreszcie dotarłem do szeregowca.
    Zapamiętaj sobie tą lekcję pie******y kocie , mam nadzieje , że następnym razem
    nie zakopiesz mojej maszyny . Teraz weźmiesz łopatę od budowlańców i odkopiesz
    spycharkę .
    Zmęczony , wolno posuwałem się w kierunku pracujących opodal ludzi . Było mi
    wstyd , że gnojenie człowieka odbyło się na ich oczach a tego darować mu już nie
    mogłem .
    - Wróć- usłyszałem
    Odwróciłem się tylko .
    - Gdzie się szwędasz kocie , żołnierz bez czapki to jak dupa bez spodni .
    - Ja ... Wydusiłem z siebie chcąć powiedzieć że mam nazwisko .
    - Ja to w wojsku dupa . uciął krótko.
    Odszukałem czapkę . Leżała w zagłębieniu z wodą . Przesiąkła już cała . Mokra
    dawała trochę ochłody rozgrzanej głowie . Moro przesiąknięte nie tylko błotem
    parowało na mnie .
    - „ Muszę szybko wziąć łopatę i kopać bo jak szybko wychłodzę organizm , może
    być ze mną źle „ – myślałem – „ a ciebie skur*****u jak dorwę w cywilu to cię
    ch**u za****ę.
    Nie kląłem często , zmęczenie pozwalało mi jednak na ten słowny gest . Moja
    godność młodego człowieka została starmoszona , sponiewierana , nic nie
    znaczyłem , brzydziłem się wojska . Z trudnością panowałem nad drżeniem rąk.


    Miarowy stukot kół pociągu wyrwał mnie z zamyślenia . Tyle lat upłynęło już od
    tego dnia a obrazy jak żywe stawały mi przed oczyma i jeszcze raz musiałem
    przeżywać swoje upodlenie . Patrzyłem na mijany krajobraz . Z nikim nie miałem
    chęci rozmawiać w czasie podrózy , wręcz jej unikałem zamykając oczy. Jechałem
    do dobrego znajomego , którego poznałem tam na Pomorzu . W czasie odbywania
    służby wojskowej uczestniczyłem w budowie obór dla owiec, koło miejscowości
    Cerkwica . Pamiętnego dnia , ścieżki życia dwóch mężczyzn przecięły się , ale
    wtedy o tym ani ja, ani Kazimierz nie wiedzieliśmy.

  • natla 06.09.06, 17:46
    Okropny, ciężki krótki filmik. Bardzo obrazowo to napisałeś.....bardzo, i nie
    myśle tu o łacinie. Zawsze uważałam, ze każdy męższczyzna powinien przejść
    przez wojsko, ale teraz juz nie jestem taka pewna...
    --
    _____________________________________________________________
    Myślisz, że możesz wszystko? Trzaśnij obrotowymi drzwiami!!wink
  • dankarol 08.09.06, 16:10
    No wreszcie udało mi się przeczytać. Będzie ciąg dalszy?
    W każdym razie dobrze sie zaczyna.
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • sagittarius954 08.09.06, 18:53

    Turlałem się do stojących mężczyzn . Gdy doszedłem zdołałem wykrztusić z siebie
    trzy słowa.
    - Łopatę...chciałem ...pożyczyć...- sapałem i stałem w pozie wojskowego flejtucha.
    Patrzyli się na mnie . Wiedziałem , że nie przedstawiam widoku wspaniałego
    żołnierza wojsk lotniczych . Przód mora całkowicie zabłocony , tył wcale nie był
    lepszy i opary ciepła buchające ze mnie . Pot zmieszał się z wilgocią ,-
    śmierdziałem.
    Przez moment całkowita cisza jeszcze bardziej mnie zawstydzała i upokarzała.
    - No co tak stoicie ? Ruszcie się .- zdecydowany, męski głos wydobywał się zza
    pleców kilku pracowników.
    Pan Tosiek . Tak go wszyscy na budowie nazywali. Prowadziłem z nim
    niejednokrotnie rozmowy , podczas gdy mój starszy służbą kolega pracował
    równając teren . Pan Tosiek walczył w Powstaniu Warszawskim , ale od tamtej pory
    drogi miasta i jego rozmijały się .
    - Roman , trzymaj klucze do magazynku , przyniesiesz ubranie robocze i
    gumofilce- wydał polecenie- A wy co – zwrócił się do reszty – przedstawienie się
    skończyło , do roboty.
    - Sławek podjedź koparką, odkop tego wojskowego rzęcha – patrzył na mężczyznę z
    papierosem w kąciku ust.
    - Ale ja muszę sam – próbowałem protestować łapiąc pierwsze oddechy .
    - Żadnego ale, to ja jestem kierownikiem budowy i mam władzę nawet nad wami-
    powiedział- wchodź do baraku.
    Stapałem po schodach a moje nogi były jak ze sprężyny. W baraku przywitała nas
    zdziwionym spojrzeniem pani Teresa. Kobieta od papierkowej roboty. Gdy plecy
    pana Tośka odsłoniły mnie, podniosła do ust złożoną i wyprostowaną rękę.
    - Przebieraj się za kotarą – rzucił krótko.
    Dostałem ubranie ,troszkę za duże gumiaki, wyszedłem zza kotary.
    - Kawaler jak się patrzy – żartował pan Tosiek.
    Chciałem zabrać zabrudzone moro .
    -Zostaw jutro dostaniesz czyste – stanowczym tonem stwierdził – A teraz zmykaj
    do spycharki.
    Kopiąc łopatą straciłbym dwie może trzy godziny, koparka zrobiła to samo w
    dwadzieścia minut , tracąc więcej czasu na przestawianie się niż na efektywną
    pracę .
    Czterdziestokilkuletni mężczyzna wyskoczył z kabiny koparki.
    - Co ty tak dajesz się poniewierać ? – spytał i dodał – Spuść mu manto , będzie
    po sprawie . Nikt was tu nie obserwuje wieczorem.
    Cóż mogłem odpowiedzieć . Mimo dobrych chęci z jego strony i moich wściekłych
    myśli, prawie nie mogłem nic zrobić . Romek nie znał realiów życia młodych
    żołnierzy, każda skarga piętnowała skarżącego do końca służby . Bycie kotem
    przez osiemnaście miesięcy nie należało do przyjemności . Szostakiewicza nie
    było w pobliżu spycharki. Znalazłem go w baraku . Spał smacznie . Zameldowałem
    wyraźnie :
    - Obywatelu szeregowy, st. szeregowy ..... melduje wykonanie rozkazu. Otworzył
    swoje powieki spojrzał przekrwionymi oczyma .
    - To na co czekasz , odpalaj maszynę i podjeżdżaj pod barak , na dzisiaj koniec.
    Los nie był dzisiaj dla mnie łaskawy . Przygotował mi jeszcze jedną niespodziankę.



    Wigilia . 24.12.1977.
    Jechałem z Kazimierzem pociągiem pocztowym , który codziennie wyjeżdżał ze
    stacji Szczecin Główny , zatrzymywał się głównych stacjach i kończył bieg na
    stacji Warszawa Główna Osobowa. Zbierał wszystkie listy i paczki kierowane ze
    Szczecina do Poznania , Kutna i mniejszych miejscowości położonych w pobliżu trasy.
    Szczecin Dąbie pożegnał nas pustym peronem , jesiennym deszczem i miłymi
    kolejarzami , którzy na moją prośbę zabrali cywila do swego wagonu. Pociąg
    nabierał prędkości , lecz nie rozpędził się maksymalnie. W czasie drogi
    przepuszczał wszystkie pociągi pospieszne. Miał jednak swoją zaletę . Żaden
    pociąg jadący do Warszawy nie doganiał go i osiągał cel na czterdzieści pięć
    minut przed przyjazdem pierwszego pospiesznego kierującego się do stolicy .
    Siedzieliśmy na paczkach z listami. Za szybą panowała ciemność, rozjaśniana
    momentami, przejeżdżania przez miejscowości z palącymi się lampami i blaskiem
    światła padającym z okien. Spoglądałem na iskry zimnych ogni zapalanych na
    choinkach , znikały tak szybko jak się pojawiły. Milczeliśmy . Nasze rodziny
    były już po kolacji i dzieleniu się opłatkiem , na choinkach migały lampki ,
    mamy przygotowały najwspanialszą kolację roku.
    To wszystko nie było nam dane . Obaj przykleiliśmy nosy do szyby jakbyśmy
    chcieli choć przez moment złapać atmosferę tego szczególnego dnia .
    Punkt kulminacyjny nastąpił piętnaście minut przed północą , kiedy powoli
    docieraliśmy do Poznania .Widzieliśmy grupki osób kierujące się w stronę
    kościołów . Młode pary trzymając się za ręce podążały na Pasterkę. Spojrzeliśmy
    na siebie . Mój towarzysz podróży wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki
    chusteczkę . Z jej środka wyjął mały skrawek opłatka . Przełamał go . Wstaliśmy
    . Wyciągnął do mnie rękę .
    - Życzę ci , żebyś następną wigilię spędził z rodziną, życzę ci szczęśliwego
    powrotu do cywila – powiedział wolno patrząc smętnie.
    - A ja tobie życzę żebyś znalazł pracę bliżej domu – nie wiedziałem czego mu
    jeszcze życzyć – Pozdrów swoją rodzinę ode mnie i życz im szczęścia.
    Wymieniliśmy adresy . Pociąg z piskiem metalowych kół wywołanych przez hamulec
    stawał w Poznaniu . Przystrojona odświętnie stacja witała nas radośniej.
    Uścisnęliśmy się i Kazimierz wyszedł na peron , wypuszczony przez pocztowego
    kolejarza . Spojrzał na zegarek , czekał na przesiadkę , machnął mi ręka i znikł
    w przejsciu podziemnym.
    Po czterdziestu minutach postoju ruszyliśmy dalej. Położyłem się na paczkach i
    okryłem wojskowym płaszczem . Mimo szczerych chęci nie mogłem zasnąć . W mojej
    głowie mysli plątały się i przelewały niczym w kotle pełnym wrzącej wody.
    Pragnąłem zobaczyć swoją dziewczynę , przytulić się do mamy, porozmawiać z
    braćmi i ojcem . Myślałem też o Kazimierzu i czterech godzinach , prawie
    milczących w jego towarzystwie .
    Lubiłem Kraków , moje kilkakrotne odwiedziny tego miasta sprawiały , że zawsze
    miałem chęć powracać do miasta i jego klimatu.
    Warszawa Główna powitałą lekkim przymrozkiem . Tylko stojąca choinka
    przypominała o trwających świętach , wokół nie kręcili się wszędobylscy
    pasażerowie.
    -


  • tofika 08.09.06, 19:26
    Sagi , czytam.........zebys Ty wiedzial , jak bardzo balam o moich 4 synkow
    ---wiesz ze udalo mi sie..moze ktos czuwal? bym niedczuwala tak mocnych wrazen,
    jak ja sie balam o moich synow,,, udalo! studia i .. weszly w zycie inne
    przepisy, ale!
    co z tego !!!!!!moja bratowa po przezyciach juz nie ma --tak !!!!!nie byla w
    stanie zniesc "fali " i pobytu jej zdrowych synow w szpitalu...Boze jakie to
    potworne w porownaniu gdy ,,
    zreszta . nie bede odzywac , bo czase, jestem niezrozumiana
    Ale. odczytalam Twoj opis ... brak slow. co ludzie ludziom potrafia zgotowac...
    napisales prawde..ja to wiem!, tak czuje..
    ludzie ludziom potworami moga byc!
  • dankarol 08.09.06, 20:21
    Sagi dzieki za ciąg dalszy. Tak sie zaczytałam, że aż odruchowo popatrzyłam w
    miejsce gdzie zwykle jest choinka i zdziwiłam sie, że ciemno, a lampki na
    choince sie nie świecą. smile
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • regine 08.09.06, 21:05
    Dobre, bardzo. Zwłasza wspomnienia z wojska. Takie realne. Dobrze zapamiętałeś.
    Ale co z tym Krakowem, Warszawą i choinką ???
    Czekam z niecierpliwością na Danutkę, kiedy się pojawi smile
    Dobrze, ze wróciłeś do tego, już tak dawno zaczęteg wątku. Ciekawie opisujesz
    ludzi, ciekawie ...Opisy osób z forum, prawie się do tej pory zgadzały.
    Zobaczymy co dalej....
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • dankarol 10.09.06, 14:43
    Sagi a jak podrzucę taki malutki koszyczek to doczekam się dalszego ciągu?
    img168.imageshack.us/img168/9081/kosz15zl3.jpg
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • sagittarius954 10.09.06, 14:52
    Chciałem jutro wieczorem puścić bo jeszcze nie mam wykończonego trzeciego odcinkasmile
  • dankarol 10.09.06, 14:54
    Ja nic nie mówię ja poczekam smile)))
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • sagittarius954 10.09.06, 18:11

    Podchodząc do spycharki oczekiwałem spokojnego wieczoru . Dzień zbliżał się ku
    końcowi . Słońce zniżało się a promienie wysłane przez nie wydłużały cienie .
    Uruchamiałem mały silnik, żeby później zasprzęglić go z silnikiem wysokoprężnym
    . Dwusuw zacharczał charakterystycznie i z małego kominka popłynęły kłęby spalin
    . Jeszcze tylko jedno przełożenie dźwigni i .... nic . „Duży” stękał ponuro i
    ani myślał odpalić. Powtórzyłem procedurę dwukrotnie . Nic . Zapaliłem papierosa
    zaciągałem się głęboko . Jeśli nie odpali będę miał kłopoty . Nie wiadomo co
    tamten w baraku wymyśli . Robiło się coraz chłodniej . Poszedłem do baraku po
    ciepłą kurtkę. Widziałem brygadę budowlaną szykującą się do odjazdu . Machali mi
    rękami .
    - Młody, nie daj się – wołali .Samochód ciężarowy bujał się na nierównym terenie
    . Z każdą chwilą oddalał się aż w końcu, za kępą drzew znikł.
    Szostakiewicz nie obudził się spał nadal.
    Ponowiłem próbę uruchomienia i udało się . Chciałem zatańczyć ze szczęścia ....
    Tylko dlaczego nie gaśnie mały silnik . Próba unieruchomienia małego silnika
    kończyła się zamilknięciem terkotania dużego. Wreszcie zrozumiałem . Bendix.
    Załączył się z kołem zamachowym silnika wysokoprężnego i nie chciał go opuścić .
    „ Zgłupiałeś cholerniku , nie pozwól się prosić , dobijesz mnie dzisiaj „ –
    wysyłałem błagalne mowy w kierunku opornego materiału . Musiałem zameldować
    szeregowcowi ,ale przedłużałem ten moment, jeden papieros, później drugi... Z
    kłopotu wybawił mnie nadjeżdżający samochód osobowy . Wyszedł z niego młody
    chłopak .Był starszy ode mnie , i na pewno wojsko miał poza sobą.
    Dobry wieczór – podniósł rękę w geście powitania – Zastałem kierownika
    Bartoszewskiego.
    Rozglądał się po budowie .
    - Spóźnił się pan o pół godzinki – odpowiedziałem – Wyjechali już do hotelu.
    - A w którym hotelu mieszkają ?
    Uśmiechnąłem się .
    - W Gryficach mają kwatery prywatne – odpowiedziałem znacznie szerzej niż prosił
    mnie mój rozmówca .
    - Hmmm, to ich nie znajdę – zmartwił się .
    - Niech pan pogada z moim dowódcą z baraku – pokazałem ręką - Jest tam dużo
    miejsca i jedno wolne do spania .
    - Dzięki – i pomaszerował w kierunku naszej kwatery.
    Czekałem . Czekałem na wyjście Szostakiewicza. Wreszcie po dziesięciu minutach
    pokazał się w drzwiach . Nerwowymi ruchami podchodził do mnie .
    - Kogo ty mi tu naraiłeś ? Kocie, zapominasz się ? – Już zapomniałeś co cię
    spotkało ?
    Nie chciałem wdawać się w dyskusję . Milczałem .
    - Co nic nie gadasz – nie odzywałem się , postanowiłem nie odzywać się już do niego.
    - Dlaczego nie odpaliłeś maszyny?
    Wszystkie pytania trafiały w próżnię . Na twarzy malowała się już nie wściekłość
    ale złość. Sam postanowił uruchomić spycharkę lecz opór materii był zdecydowany .
    Doszedł do tego samego wniosku.
    - Rozbierzesz obudowę koła zamachowego, trzeba dostać się do bendiksu . Nie
    chcesz się odzywać to nie . Masz czas do rana . Rankiem ma być maszyna sprawna .
    Jak nie to znowu będą cię czekać ćwiczenia.
    Pierwszy raz rozbierałem maszynę na dworzu, nocą. Tylko część księżyca
    oświetlała spycharkę i odbijała się w zielonym kolorze blachy. Temperatura
    spadała . Każda śrubka sprawiała kłopot. Lodowate ręce nie potrafiły wykonywać
    prostych ruchów . Klucz bez przerwy wypadał mi z ręki . Odkręcone śruby lądowały
    pod spycharką . Wczołgiwałem się pod nią, zapalałem zapałki, szukałem prawie na
    oślep zagubionych części . Znajdowałem, wdrapywałem się do kabiny maszyny , znów
    coś gubiłem i meldowałem się pod spycharką . Wreszcie zniechęcony powoli
    poddawałem się . Do baraku mogłem nie wracać , byłbym z niego wyrzucony.
    Papierosy kończyły się . Beznadziejność sytuacji i myśl o ponownym musztrowaniu
    całkowicie mnie obezwładniły .
    - „ Po co mam się trudzić ,po co i tak dostane wp*******l „
    Montowałem wszystkie śruby przeze mnie wykręcone . Nie patrzyłem na zegarek .
    Byłem zmęczony podwójnie .
    Poobijane ręce bolały , mięśnie po ćwiczeniach dawały o sobie znać przy każdym
    skuleniu ciała . Gdy zakończyłem, po raz ostatni postanowiłem zapalić maszynę .
    I chyba stał się cud . Spycharka zapaliła , wsiadłem , podjechałem pod barak .
    Cisza jaka później zapanowała do dzisiaj brzmi mi w uszach. Żadnego podmuchu
    wiatru , szczeknięcia psów z oddalonych wiosek, ani pogłosu samochodów .
    Zupełnie nic . Ostatni papieros smakował jakby był ze specjalnych liści tytoniu
    . Zobaczyłem przed sobą stóg siana , był bardzo wysoki a pośrodku widoczna była
    czarna otchłań . Pomyslałem, że tę noc spędzę tam . Wczołgałem się i mimo
    zmęczenia nie mogłem usnąć . Zimno nie pozwalało ,drżałem cały .
    Trwało to strasznie długo , tak mi się wydawało . Nie wiem kiedy zasnąłem .
    Obudziłem się patrząc w niebo . Skrzące się odległe gwiazdy przesłaniane były
    nielicznymi chmurami .
    Nie wiedziałem co się dzieje . Do moich uszu docierał powoli głos .
    - Chłopie , rany, już myślałem że nie odnajdziesz drogi do nas – z twarzy
    Kazimierza bił niepokój.
    Mój nieznajomy z którym rozmawiałem późnym popołudniem , wyciągnął mnie ze stogu
    siana za nogi . Prawdopodobnie straciłem przytomność , ale nacieranie Kazimierza
    dało zadowalający skutek . Byłem słaby i śpiący. Szliśmy , w zasadzie on mnie
    taszczył na sobie do baraku . Nad ranem półtora tygodnia przed wigilią zasnąłem
    w swoim łóżku i spałem dwanaście godzin



    Kiedy wysiadam na dworcu w Krakowie doznaję uczucia poznania . Nie wiem dlaczego
    . Wszyscy mówią, że to miasto ma klimat . Ma też swoich mieszkańców , osiadłych
    od pokoleń . Może się mylę, ale dzięki nim czuję się w Krakowie jak w domu . Nie
    jak w Warszawie , jak w domu, moim prywatnym , gdzie wiem co i jak jest ułożone.
    Jest jeszcze jedno miasto które też bardzo lubię . Jest nim Gdynia, lecz to już
    inna historia.
  • tofika 10.09.06, 19:16
    wroc Sagus do Gdyni..
    gdybys ty wiedzial...gdybys w najsmielszych swoich przypuszczeniach mogl
    przewidziec co mnie ...sie wydarzylo... na dworcu w Gdynismile))))))))))))
  • regine 10.09.06, 19:37
    Ale, ale...Kiedy pojawi się nasza Danutka... ?
    Sagi czy Ty zapomniałeś co napisałeś w tytule wątku ?
    Ale wspomnień to Ty masz...Nie zazdroszczę. Dobrze, że tak jak w Izraelu, nie
    było i nie ma u nas przymusowej służby wojskowej, dla kobiet.
    Pisz dalej, bo ciekawi mnie co dalej...
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • tofika 10.09.06, 19:39
    saGUNIU,,, CUDKO TWOJE..GDZIE nASZA DANUTKA?????????
  • dankarol 10.09.06, 20:01
    Dzięki Sagi (hi hi koszyczek pomógł) ale to sie czyta.
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • sagittarius954 10.09.06, 20:15
    Jeszcze dwadzieścia pięć odcinków i Danutka się pojawi. Wszystko co piszę jest
    fikcją.
  • dankarol 10.09.06, 20:41
    Jak dla mnie może być i 30 odcinków
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • regine 10.09.06, 20:50
    Zazdroszczę więc pomysłu na Twoje opisy. Zazdroszczę smile
    Moze być w takm wypadku, dużo i długo...Czyta się fantastycznie.
    Gratuluję "lekkiego pióra", nie kazdy potrafi...
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~
  • del.wa.57 10.09.06, 21:04
    Nieważne,,że fikcja Sagi od czego mamy wyobrażnię? a piszesz wspaniale i bardzo
    lubie Ciebie czytać i nie tylko ja,pisz nam pisz Sagi i nie przestawaj i niech
    pani wena Cię nie opuszczasmile
  • tofika 10.09.06, 21:09
    tak tak Sagi ja tez jak Delwunia CI to mowie tez, tezsmile
    a wszyscy czekamy... czekamy,, trudno my madre i bbb cierpliwe forumowicze...
  • sagittarius954 12.09.06, 23:20
    Peron w Krakowie przywitał mnie ruchliwością ludzi szykujących się do dalszej
    podróży .
    Między ni mi stali spokojnie oczekujący na przyjezdnych . Ich rozbiegane oczy i
    kręcące się głowy wyszukiwały w oknach pociągu znajomych postaci. W tłumie
    mignęła mi sylwetka Kazimierza , opartego o balustradę schodów przejścia
    podziemnego . Spokojnie czekałem na możliwość wyjścia z wagonu. Mała torba
    trzymana przeze mnie w ręku , nie przeszkadzała ani mnie ani przeciskającym się
    wąskim korytarzem prowadzącym do odsuwanych drzwi . Wreszcie uwolniłem się z
    tłumu wychodzących i postawiłem pierwsze kroki w znajomym mieście. Podążałem w
    kierunku Kazimierza . Zobaczył mnie i usmiechnął się . . Wyciągnęliśmy ramiona
    i zatopiliśmy się w nich . Ostatni raz widziałem Kazimierza dziesięc lat temu .
    Upływ czasu i codzienne zmagania z życiem odcisnęły na nim swoje znamiona . Jego
    kruczo- czarne kiedyś włosy, przysypała skrząca się srebrem siwizna, twarz
    wyciągnęła się i poszarzała. Utrzymywał jeszcze szczupłą sylwetkę , której mu
    zawsze zazdrościłem .
    - Witaj w Krakowie przybyszu – odezwał się pierwszy.
    - Witaj, witaj – powtarzałem- Widzę , że nic się nie zmieniłeś –
    komplementowałem go .
    - Czy ja jestem kobietą ,żebyś prawił mi takie dyrdymały ? Przecież każdego dnia
    zaglądam do lustra i widzę co robi ze mna upływający czas. Zmienia mnie z
    godziny na godzinę – w jego oczach zobaczyłem radość ze spotkania .
    - Jednak ciągle zazdroszczę ci sylwetki – odparłem uśmiechnięty – Nie jest taka
    jak u mnie – wskazywałem na zaokrąglenie wypuklające moja kurtkę .
    - Dam ci radę , mniej jedz więcej się kochaj a sylwetkę szybko zmienisz .
    Wybuchneliśmy serdecznym śmiechem.
    Młodzi ludzie przechodzący obok nas spoglądali zdziwieni . Od momentu , gdy
    czołowa postać mediów , premier Marcinkiewicz , z niechęcią na twarzy unikał
    obściskiwania i całowania po policzkach , witającego go z przejęciem starszego
    jegomościa , gesty powitania uczynione przez nas zasługiwały w oczach młodych na
    pełną dezaprobatę .
    - Dobrze , na rozmowy będziemy mieli czas i sporo godzin przed nami – dodał-
    Zawiozę cię do domu.
    - Jedziemy twoją bryczką ?- zapytałem mając na mysli wypielęgnowanego Mercedesa .
    - Och ! Nie ma już jej , skasowana – podniósł rękę w geście uspokajającym –
    Wszystko ci opowiem – zauważył, jak otwierałem usta chcąc zadać pytanie .
    - Mimo wszystko mam do ciebie prośbę ...
    - Chciałbyś tradycyjnie przyjechać przez śródmieście – wpadł mi w słowo – Że też
    tobie nie znudzi się ten stary rutyał . Gospodarz postara się spełnić prośbę
    gościa .Da się zrobić .Wiesz , wycieczka musi być krótka bo przygotowałem stół
    na twoje przybycie . Trudno ,żeby wiktuały powysychały zanim znajdziemy się w domu.
    - Prowadź wodzu – zawołałem .
    Doprowadził nas do postoju taksówek . Wsiadaliśmy do niej. Młody kierowca po
    zaordynowaniu trasy ruszył płynnie .
    - Powiedz jak upłynęła ci droga – pytał Kazimierz sadowiąc się wygodnie na
    tylnym siedzeniu .
    - Na wspomnieniach – odpowiedziałem – Wracałem do tamtych stron i zdarzeń dzięki
    którym poznaliśmy się .
    - Jeszcze siedzą w tobie te smutne wspomnienia ? – spytał znajomy .
    - Obawiam się , że nie pozbędę się ich całkowicie , tak naprawdę coraz mniej
    bolą , intensywność powrotu do wspomnień zmniejsza się , jednak nie ustępuje . A
    ty nie wracasz do tych czasów?- spytałem spoglądając mu w oczy.
    Kazimierz tradycyjnie rozpoczął zdanie od swojego ulubionego słowa.
    - Wiesz, najmilej wspominam wigilię spędzoną z tobą w wagonie pocztowym –
    zmieniał ton głosu na żywszy – albo , jak wpadłem na pusty dworzec w Szczecinie
    Dąbiu i szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiłem na ciebie . Od tamtej pory
    doceniam świętowanie w gronie najbliższych osób i choć ci ostatni wykruszają się
    , nie zdarzyło mi się świętowanie poza domem – kończył opierając prawąrękę na
    kolanie .
    Patrzyłem przez szybę taksówki na miasto w którym kiedyś tak chciałem mieszkać
    .Ciepły jesienny dzień i pora popołudniowa zachęcała mieszkańców grodu do
    spacerów. Ludzie przechadzali się wolno , poubierani w letnie stroje . Z
    wpatrywania się w ten stary świat wyrwało mnie nagłe hamowanie taksówki . Przez
    pasy przechodziła kobieta w naszym wieku . Przed nią na smyczy dreptał piesek .
    Odwracał swój pysk i wpatrywał się, zza osłoniętych białą sierścią oczu , w
    swoją panią. Coś mówiła do kierowcy , a ten w geście przeprosin podnosił do góry
    rękę . Twarz tej kobiety wydawała mi się znajoma . Skąd znam tę twarz?
    Gdzie ją widziałem? Czy to wrażenie nie jest wydobyte przez mój mózg z otchłani
    pamięci?
    Już tyle razy widywałem twarze osób a ta szczególnie mnie zaintrygowała.


  • dankarol 12.09.06, 23:58
    Dzięki Sagi za następną część. Coś mi powiedziało, żeby jeszcze zaglądnąć na
    forum zanim wyłączę komputer i proszę razem z Lolkiem wmaszerowaliśmy do Twego
    opowiadania. smile))
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • dankarol 27.09.06, 22:22
    Uprzejmie zawiadamiam, że Lolek zlazł z pasów i nie blokuje ruchu smile)))
    --
    załóżmy, że dziś spotka nas coś miłego
  • regine 27.09.06, 22:26
    No popatrz, Lolek faktycznie już nie stoi na pasach...I co dalej ?
    Dobrze, że Danutko przypomniałaś. Bo będziecie tak stać i stać....smile)))
    --
    -----------------------------------------------------
    ~~Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech ~~

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka