Tak, jestem. Pytanie było retoryczne.
I tak sobie myślę, czyż to nie wspaniale być singlem ?

Jestem niezależna, samowystarczalna, mam do kogo wracać do domu, mam również ów "dom", ciepełko, piżamkę, kubek gorącej herbaty, kołderkę, balkon i góry za oknem... Czego mogłabym chcieć więcej...?
Czy ja jestem nienormalna, że lubię - autentycznie lubię - swoje singielstwo ? Kocham wolność, jak niemal nic innego na świecie, a dzięki temu nikt niczego mi nie narzuca. Mogę robić dowolnie, co tylko chcę, nikt nie rzuca mi skarpetek w łazience, ani nie zostawia okruchów na blacie

Mogę się spakować i jechać gdzie- i dokąd - oczy poniosą.
Tylko dlaczego koleżanki z żalem spoglądają mówiąc "jeszcze sobie kogoś znajdziesz"...?!!
A po chol..rę mi garb, wobec którego musiałabym mieć zobowiązania ?
Narośl, zabierająca moją wolność ? A po kiego ...?