Dodaj do ulubionych

Singiel - wybor czy przypadek

30.10.08, 22:26
Ahoj przygodo.

Poczytalem sobie roznych Waszych singlowych histori, i przyszla mi do glowy taka mysl. Otoz kazdy z nas kroczy przez zycie wlasna odrebna droga. Kazda z nich jest inywidualna i niepodobna do innych. I w zasadzie laczy nas to, ze na tej drodze jestesmy samotni. Jak to single. No ale wlasnie w tym rzecz. Dla jednych jest to swiadomie dokonany wybor. Dla innych znow czysty przypadek, tak sie po prostu ulozylo.

Osobiscie jestem singlem z przypadku. Kilka lat temu zakonczyl sie wieloletni zwiazek. Stalo sie.
No i coz, bycie singlem niesie z soba bardzo wiele zalet. Mozliwosc dokonywania swobodnych wyborow, decydowania samemu za siebie, bez ograniczen narzuconych przez bycie polowka. Przez ten czas bardzo wiele zrobilem w kierunku samorozwoju, wiele zobaczylem i duzo sie nauczylem. I niby wszystko jest w porzadku tylko... no wlasnie.

Do pelni szczescia brakuje bardzo waznej rzeczy. Mianowicie mozliwosci dzielenia sie, wrazeniami, odczuciami i tymi wszystkimi emocjami z kims bliskim. Niby sa kolezanki, koledzy z ktorymi mozna sie zalkoholizowac, wyskoczyc gdzies w teren, zaszalec. Ale to nie to samo. To zupelnie inny rodzaj kontaktu, nie moze zastapic mozliwosci budzenia sie u boku kochanej osoby, przytulenia sie, tego spojrzenia sobie gleboko w oczy i powiedzenia kilku magicznych slow.
Tak wiec mam nadzieje ze z czasem wszystko wroci do tzw. normy i spotkam kogos z kim bede mogl pojsc dalej. Z natury jestem optymista, wiec mocno w to wierze.

No a Wam, jak jest z ta samotnoscia? Dobrze? Zle? Czy to wybor czy przypadek. Czy swiadome bycie singlem jest fajne? I dla kogo?

--
"Wars wita Was"
Edytor zaawansowany
  • menk.a 30.10.08, 22:33
    Stan przechodni.wink
    --
    Elokwencja u kobiety to rozwiązłość umysłu. Rozwiązły umysł prowadzi do
    rozwiązłości ciała.
  • anelkaa 30.10.08, 22:48
    Hm, a ja nie analizuję swojego stanu.
    Po prostu JESTEM.
  • janiostyle 30.10.08, 23:01
    kazdy jest. tu i teraz. ja tez i jest fajnie. tylko chcialbym czegos wiecej, bo
    brak mi "tego czegos" wlasnie.
    --
    "Wars wita Was"
  • menk.a 30.10.08, 23:06
    To witamy w klubie.tongue_out
    --
    Elokwencja u kobiety to rozwiązłość umysłu. Rozwiązły umysł prowadzi do
    rozwiązłości ciała.
  • anelkaa 30.10.08, 23:08
    Tak, wiem i rozumiem Cię. Każdy, kto zasmakował uczucia bliskości z
    drugą osobą, chce tego. Ja też smile

  • misio.26 31.10.08, 12:29
    anelkaa napisała:

    > Tak, wiem i rozumiem Cię. Każdy, kto zasmakował uczucia bliskości z
    > drugą osobą, chce tego. Ja też smile
    >

    a każdy kto nie zasmakował bliskości z drugą osobą?

    --
    "...we talked untill the moon came up, about how life without love isn't worth
    very much..."
  • kristoff26 31.10.08, 12:30
    ...powinien spróbować, choćby po to żeby dokonać świadomego wyboru wink
  • misio.26 31.10.08, 12:32
    kristoff26 napisał:

    > ...powinien spróbować, choćby po to żeby dokonać świadomego wyboru wink

    najpierw musi go ktoś chcieć sad

    --
    "...we talked untill the moon came up, about how life without love isn't worth
    very much..."
  • kristoff26 31.10.08, 12:59
    Z takim podejściem to na pewno nie zachęcisz nikogo do siebie. Żeby się komuś
    spodobać najpierw trzeba podobać się samemu sobie. Jeżeli nie akceptuje się
    samego siebie i ma się takie podejście jak Ty, to lekko nie będzie. Więcej
    optymizmu i trochę ... narcyzmu tongue_out
  • misio.26 31.10.08, 13:54
    No tak, łatwo się mądrować nie znając historii życia danej osoby...
    Kto nigdy nie zaznał prawdziwej samotności, nie zrozumie co to znaczy.
    A w sercu smutek, żal i bezsilność...

    --
    "...we talked untill the moon came up, about how life without love isn't worth
    very much..."
  • kristoff26 31.10.08, 14:03
    Ostatnią rzeczą jaką chciałem osiągnąć było mądrowanie czy wywyższanie się.
    Zdaję sobie sprawę że nie znam historii Twojego życia, ale wiem co to znaczy
    samotność. Nie chcę się bawić w psychologa, ale zmiana podejścia do samego
    siebie na bardziej optymistyczne pomaga nie tylko w związkach, ale i poprawia
    własne samopoczucie.
    A po przeżyciach (o których ja również mógłbym książkę) jedynym sensownym
    wyjściem jest polityka grubej kreski. Nie patrzeć wstecz tylko do przodu.
    Lepiej nie będę już pisał żeby się nie mądrować tongue_out ale życzę wszystkiego dobrego.
  • heliamphora 31.10.08, 14:03
    Ale czy druga osoba naprawdę da radę i jest w stanie być lekarstwem na smutek i
    bezsilność?

    --
    Forum perfumowe
  • misio.26 31.10.08, 14:33
    heliamphora napisała:

    > Ale czy druga osoba naprawdę da radę i jest w stanie być lekarstwem na smutek i
    > bezsilność?
    >
    jeśli ich powodem jest jej brak??

    --
    "...we talked untill the moon came up, about how life without love isn't worth
    very much..."
  • heliamphora 31.10.08, 15:04
    Nie wiem jak to jest u Ciebie, więc się nie będę wypowiadać. Ale znam sporo
    osób, u których powodem jest raczej przekonanie, że są zbyt mało atrakcyjne (nie
    chodzi tylko o wygląd), by ktoś się nimi zainteresował. Boją się też, że jeśli
    one same kimś się zainteresują, to ten ktoś na pewno je odrzuci. Boją się, że
    same sobie nie poradzą w życiu, że nie są w stanie same sobie dac oparcia.
    Czasem chcą, żeby partner był dla nich całym światem...

    Ja nie chciałabym się wiązać z takim facetem, zanim on nie rozwiązałby swoich
    problemów ze sobą.
    --
    Forum perfumowe
  • misio.26 01.11.08, 18:33
    heliamphora napisała:

    > Nie wiem jak to jest u Ciebie, więc się nie będę wypowiadać. Ale znam sporo
    > osób, u których powodem jest raczej przekonanie, że są zbyt mało atrakcyjne (ni
    > e
    > chodzi tylko o wygląd), by ktoś się nimi zainteresował. Boją się też, że jeśli
    > one same kimś się zainteresują, to ten ktoś na pewno je odrzuci. Boją się, że
    > same sobie nie poradzą w życiu, że nie są w stanie same sobie dac oparcia.
    > Czasem chcą, żeby partner był dla nich całym światem...
    >
    > Ja nie chciałabym się wiązać z takim facetem, zanim on nie rozwiązałby swoich
    > problemów ze sobą.

    Problemu z radzeniem sobie w samodzielnym życiu na własny koszt nie mam ;]
    --
    "...we talked untill the moon came up, about how life without love isn't worth
    very much..."
  • areku96 09.04.09, 15:26
    troche przypadek a troche wybór by temu przypadkowi pomoc sie zrealizować smile
    --
    <a href="HTTP://www.radioemka.pl"target="_blank">Rockujemy na przyszłość</a>
  • Gość: Java IP: 89.108.200.* 05.11.08, 21:52
    Bardzo przepraszam, wpadłam tylko sprawdzić, czy mi nowozainstalowana Java działa. Działa! Dzięki.
  • mumuja 31.10.08, 09:20
    ja nie spotkalam jeszcze w zyciu singla z wyboru w czystej postaci - nawet jeśli takowy deklarowal swój wybór, po glebszym wglądzie okazywalo się, że są tam elementy lęku przed bliskością, przed utratą niezależności, przed związywaniem się bardziej stalym, a to wszystko pod pięknym lukrem, czasem mocno wmówionym samemu sobie, nazywanym przez samych zainteresowanych kulturą singli (to jest mój wybór, bycie singlem ma same zalety).
    i druga strona,
    myślę, że to forum jest fajnym wzmacniającym miejscem dla osób, które są same, i które często myślą, że to koniec świata, trzeba zauważać pozytywne strony, ale i pamiętać, że i związek niesie za sobą plusy i minusy, więc nie warto desperacko dążyć do bycia z kimś.

    ja przeszlam dlugą drogę - od dziwnych związków, po wyzwolenie się i euforię z powodu bycia samej, niezależności, potem schiz, że zostanę sama do końca życie, i jak już się pogodzilam ze stanem bycia singlem (ze wszystkimi plusami i minusami), to poznalam na tym forum mojego kochanego faceta, z którym dreptamy sobie teraz razem
    --
    Pola Nadziei
    Klimat dla Ziemi
  • mandolinka.bramborova 31.10.08, 11:57
    > ja nie spotkalam jeszcze w zyciu singla z wyboru w czystej postaci

    a ja uważam, że powiedzieć o sobie "jestem singlem z wyboru" może
    powiedzieć tylko osoba, która była w miarę szczęśliwym związku, ale
    uznała, że to nie dla niej i postanowiła żyć sobie sama. bo jeśli
    związek był niezbyt udany, jeśli partner odszedł, jeśli nie miało
    się nikogo bliskiego, bo się odpowiedniej osoby nie spotkało - czy
    można mówić o jakimś wyborze?
  • grzespelc 31.10.08, 18:28
    może
    > powiedzieć tylko osoba, która była w miarę szczęśliwym związku, ale
    > uznała, że to nie dla niej i postanowiła żyć sobie sama.

    ??? Są tacy?

    bo jeśli
    > związek był niezbyt udany, jeśli partner odszedł, jeśli nie miało
    > się nikogo bliskiego, bo się odpowiedniej osoby nie spotkało - czy
    > można mówić o jakimś wyborze?

    Jasne, że tak. Można tkwić w związku z niewłaściwą osobą. Sporo ludzi tak robi,
    z różnych względów.
  • boks-erka 31.10.08, 11:23
    U mnie zdecydowanie przypadek. a moze brak szczescia bardziej...Bo wydaje mi sie ze odrobina szczescia jest potrzebna zeby dwie osoby znalazly sie w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie i stwierdzily ze sa gotowe poswiecic sobie czas i energie i sprobowac sie dogadac. Jaki mamy wplyw na to szczescie? na ten przypadek? chyba niewielki...Mozemy bywac w miejscach, rozgladac sie, szukac. A co jesli ktos nie do konca dobrze czuje sie w "miejscach" a mimo wszystko chcialby Kogos miec? a moze to wszystko to przenaczenie? kiedy, w jakim wieku nalezaloby stracic nadzieje? ja mam 29, czy mam jeszcze szanse?smile wydaje sie ze taka osoba jak ja, inteligentna, otwarta, dobra, niebrzydka, nietuzinkowa (tak twierdza przyjaciele, tylko czy mozna ufac ich opinii?smile, wyksztalcona, niezalezna, powinna nie miec zadnych problemow...a jednak, brak szczescia...
    No i czegos w tym zyciu brakuje wlasnie, mozna zajmowac sie roznymi rzeczami, udzielac sie, spelniac marzenia, zapelniac czas cudowna rodzina, przyjaciolmi, a jednak wraca sie w koncu do mieszkania, w ktorym czeka pies tylko, i gada sie z nim, smiejac sie z siebie smile
    czegos brakuje...kogossmile
  • wajego 31.10.08, 11:36
    boks-erka napisała:
    ja mam 29, czy mam jeszcze szanse?

    "Niemożliwe, to takie stare jeszcze żyją???" wink
    To cytat z pewnego stareeeego kabaretu, jakby kto pytałwink

    --
    D.
  • jedzoslaw 31.10.08, 12:27
    > "Niemożliwe, to takie stare jeszcze żyją???" wink
    > To cytat z pewnego stareeeego kabaretu, jakby kto pytałwink
    >

    Zdaje się, Krzysztof Piasecki w tym skeczu występował jako uczeń smile

    --
    Czy pamiętasz kraciaste flanele ?
  • wajego 31.10.08, 12:41
    Nigdy tego skeczu nie widziałem, znam go z kasety magnetofonowejsmile
    "Boryna to był chłop, znaczy się mężczyzna, bo miał grabie.". Zajebistesmile
    Musz e na jutiubie poszukać.

    --
    D.
  • kristoff26 31.10.08, 11:43
    Myślę że każdy ma szanse na miłość. Nie ma większego sensu "szukać" (cokolwiek to znaczy) na siłę. Tak jak napisaliście, potrzebna jest sytuacja, w której dwie osoby znajdą się w jednym miejscu, w jednym czasie. Oczywiście trzeba pomagać szczęściu choćby poprzez wychodzenie między ludzi. Znam osoby, które z pokoju nie wychodzą, odcinają się od ludzi i marudzą że nie mogą znaleźć swojej drugiej połówki.
    Druga sprawa że jak dla mnie (również zgodnie z jednym z poprzednich postów) nie istnieje pojęcie "singla z wyboru". Jest to oszukiwanie samego siebie, albo próba wytłumaczenia samemu sobie (i innym przy okazji) aktualnego stanu. Bycie w związku ma zbyt wiele zalet żeby być singlem z wyboru. Choćby możliwość dzielenia się smutkami i radościami czy spojrzenie zakochanych oczu nad ranem.
    Sam przechodziłem przez burzliwe związki, raz byłem tak zakochany że jak to się skończyło to myślałem że świat się skończył. Potem kilka "błędów" i w końcu (właśnie w wieku 29 lat) trafiłem na swój ideał. I niech tak zostanie, czego i wszystkim szukającym życzę wink
    Pozdrawiam
  • heliamphora 31.10.08, 12:03
    kristoff26 napisał:


    > Druga sprawa że jak dla mnie (również zgodnie z jednym z poprzednich postów) ni
    > e istnieje pojęcie "singla z wyboru". Jest to oszukiwanie samego siebie, albo p
    > róba wytłumaczenia samemu sobie (i innym przy okazji) aktualnego stanu. Bycie w
    > związku ma zbyt wiele zalet żeby być singlem z wyboru....

    Oj, zależy w jakim związku... Już nawet mi nie chodzi o toksyczny, z przemocą
    fizyczną czy psychiczną, ale nawet "zwykły" niedopasowany związek, niosący
    rozczarowania i rutynę czy związek z osobą, która mnie nie rozumie czy daje mi
    znacznie mniej niż ja jestem gotowa i potrafię dać... Taki stan jak dla mnie
    nawet się nie umywa do bycia singlem. Stąd mój wybór - zdecydowanie WYBÓR smile


    Forum perfumowe
  • kristoff26 31.10.08, 12:11
    Wybór pomiędzy byciem singlem a związkiem toksycznym to oczywiście żaden wybór.
    Ja jednak miałem na myśli normalny związek. Bo jeżeli ktoś jest zdeklarowanym
    singlem to powinien unikać wszelkich związków - w tym również udanych. Dlatego
    nie wierzę w bycie singlem z wyboru. Każdy zdeklarowany singiel po spotkaniu
    bratniej duszy na pewno porzuci stan, który ponoć wcześniej wybrał wink
  • heliamphora 31.10.08, 12:15
    A widzisz, bo mogą być różne rodzaje wyborów smile

    Jeśli będę miała opcję związku, który spełnia moje oczekiwania, to
    prawdopodobnie wybiorę ten związek niż bycie samą.

    Jeśli będę miała opcję związku takiego, jak moje koleżanki mówią często o swoich
    małżeństwach: "jesteśmy razem bo mamy kredyt, bo nie bije, nie pije i razem
    łatwiej różne sprawy życiowe organizować" - to wybiorę bycie singlem.

    Dla mnie wybór to decydowanie się na jedną z konkretnych, dostępnych w danym
    momencie opcji, a nie odgórnie, filozoficznie, ogólnie i raz na zawsze.
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • wojtass7 31.10.08, 16:39
    to poznaj mnie - ja tez chyba troche nie mam szczescia - a naprawde
    kazda z boku patrzaca dziewczyna ocenilaby ze nie powinienem miec
    klopotu ze znalezieniem sympatii. moj mail wojtass7 na gazecie
    pozdrawiam!
  • easykid78 01.11.08, 05:13
    Ola Dolinska?
  • wojtass7 04.11.08, 17:10
    hej boks-erka odpisałas mi na maila nie podając swojego...napisz
    jeszcze raz ze swojej poczty
  • ben-oni 31.10.08, 11:50
    Bycie starym kawalerem czy starą panną (ew. panną, kawlerem z odzysku) to ani przypadek, ani wybór. To zrządzenie losu, po prostu pech, albo zasłużona kara.
    --
    Wolność dla serbskiego Kosova!
  • mandolinka.bramborova 31.10.08, 12:00
    >albo zasłużona kara.

    o! to to najbliższe prawdy! ja właśnie jestem sama za karę! smile za
    karę, bo zła kobieta ze mnie. choć niby mężczyźni wolą zołzy. ale
    widocznie tylko takie udawane zołzy, z prawdziwymi sobie już tak
    łatwo nie poradzą wink
  • asteroida2 31.10.08, 12:11
    > niby mężczyźni wolą zołzy

    Nie wierz w te bajki. Bycie zołzą nie ma żadnego związku z powodzeniem u
    mężczyzn. Mężczyźni po prostu kierują się innymi kryteriami, prawie nigdy nie
    zwracając uwagi na takie subtelności jak charakter. Jeśli dziewczyna nie ma
    powodzenia, to powinna raczej się skupić na poprawianiu swojej urody - bo
    poprawianie charakteru tutaj nic nie zmieni.
  • jedzoslaw 31.10.08, 12:16
    > Nie wierz w te bajki. Bycie zołzą nie ma żadnego związku z powodzeniem u
    > mężczyzn. Mężczyźni po prostu kierują się innymi kryteriami, prawie nigdy nie
    > zwracając uwagi na takie subtelności jak charakter. Jeśli dziewczyna nie ma
    > powodzenia, to powinna raczej się skupić na poprawianiu swojej urody - bo
    > poprawianie charakteru tutaj nic nie zmieni.

    To dopiero jest bajka. "Mężczyźni nie zwracają uwagi na charakter". Dziwne,
    cholera, że ja zwracam i dla większości facetów, których znam jest on nie mniej
    ważny jak wygląd, a może i ważniejszy. Znam również przypadki szczęśliwych
    związków facetów z kobietami hm... niezbyt atrakcyjnymi.

    --
    Czy pamiętasz kraciaste flanele ?
  • kristoff26 31.10.08, 12:26
    To jest chyba bardziej skomplikowane. Nie wierzę jak ktoś (niezależnie od płci)
    mówi że dla niego/niej wygląd się nie liczy tylko charakter. Tak naprawdę
    charakter poznaje się w drugiej kolejności. Żeby jednak do tego doszło musi być
    coś co nas zainteresuje w drugiej osobie (i to coś "wizualnego") żebyśmy do niej
    w ogóle podeszli, np. na imprezie. Nie podejdziesz do dziewczyny/chłopaka jeśli
    Ci się kompletnie nie podoba, nawet jeśli ma złoty charakter. No i tym samym
    nawet tego nie odkryjesz. Często natomiast zdarza się że poznaje się osobę
    atrakcyjną a po pierwszym otwarciu ust okazuje się że to totalny "beton" smile
    Tak więc wg mnie do udanego związku potrzebna jest zgodność charakterologiczna
    ale i choćby częściowy pociąg fizyczny.
  • heliamphora 31.10.08, 12:39
    Oczywiście że zwracają uwagę na charakter. Tylko szkoda, że niektórzy charakter
    kobiety oceniają tak: łagodna i zgadza się ze mną we wszystkim - dobry
    charakter, może być. Ma swoje zdanie i je wyraża - jędza, odpada smile
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • jedzoslaw 31.10.08, 12:47
    heliamphora napisała:

    > Oczywiście że zwracają uwagę na charakter. Tylko szkoda, że niektórzy charakter
    > kobiety oceniają tak: łagodna i zgadza się ze mną we wszystkim - dobry
    > charakter, może być. Ma swoje zdanie i je wyraża - jędza, odpada smile

    Osobiście wolę ciekawe i wyraziste osobowości, z którymi polemika stanowi
    intelektualną ucztę, niż ciepłe kluchy, które nie mają żadnego zdania. Tak, wolę
    więc inteligentne "zołzy" tongue_out
    --
    Czy pamiętasz kraciaste flanele ?
  • heliamphora 31.10.08, 13:18
    Widzisz, nie każdy podchodzi do tego jako do uczty. Niektórzy widzą w odmiennych
    poglądach zamach na swoją świętą prawdę oraz na swoją, przyrośniętą do owej
    prawdy, osobę...
    --
    Forum perfumowe
  • grzespelc 31.10.08, 18:32
    Mężczyźni po prostu kierują się innymi kryteriami, prawie nigdy nie
    > zwracając uwagi na takie subtelności jak charakter.

    Faktem jest, że charakter na początku związku nie ma na ogół znaczenia. Ale na
    końcu ma.
  • grzespelc 31.10.08, 18:24
    > o! to to najbliższe prawdy! ja właśnie jestem sama za karę! smile za
    > karę, bo zła kobieta ze mnie.

    To się zmień.

    choć niby mężczyźni wolą zołzy. ale
    > widocznie tylko takie udawane zołzy, z prawdziwymi sobie już tak
    > łatwo nie poradzą wink

    Nie rozumiem jak można poczytywać sobie trudny charakter za zaletę.

    Kobieta , która chwali się ,że jest zołzą to coś takiego, jak face, który chwali
    się chamstwem.
  • demeter2007 31.10.08, 12:02
    Nie ma czego jęczeć: kazda sytuacja ma plusy i minusy. Bycie w
    związku też. Ludzie prą do zmiany, zeby było ciekawiej. Stan
    permanentnego szczęścia nie istnieje. W związku chodzisz na
    kompromisy i czasem trafia cię szlag, jako singiel nie masz czasami
    do kogo gęby otworzyć, ale wyobraźnia pracuje i wciąż podpowiada,
    że lepsze jest to, CZEGO NIE MASZ.
    Bo u sąsiada trawa zawsze bardziej zielona...
  • sorrento_8 01.11.08, 18:37
    > albo zasłużona kara.

    Kara? Za co? Za przewinienia przodków? Wiesz, że największych
    przestępców i takich, których należało szczególnie ukarać,
    umieszczano w pojedynczych celach, odosobnienie było dla nich
    największą karą, samotność jest tym samym.
    Ile złego trzeba by zrobić, żeby na taką karę zasłużyć? Ja mogę z
    czystym sumieniem powiedzieć, że nie zasłużyłam i co zostanie mi
    cofnięty wyrok?


    --
    mogę zamknąć drzwi
    klucz wyrzucić i ...
  • nika290 31.10.08, 11:57
    Właśnie, czy to PECH czy KARA? Sama się teraz nad tym zastanawiam.
    Byłam też w związku 7-letnim i nastąpił KONIEC.I tak jak wcześniej osoby pisały:
    że faktycznie trzeba się (chyba?)znaleźć w odpowiednim czasie w odpowiednim
    miejscu.Pomimo wielu znajomych - człowiek jest Sam, brak tej drugiej - bratniej
    duszy. Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni....tylko kiedy??? oto jest pytanie!!!
  • 4v 31.10.08, 12:04
    ... single to słowo-wytrych, gdzie do jednego wora wrzuceni są pracoholicy,
    pasztety ktorych nikt nie chce, totalne fajtłapy życiowe, pechowcy, ludzie
    niedojrzali do stałego związku (i tacy co do niego po prostu nie są stworzeni),
    a także ci, co mają zbyt wybujałe wymagania i szukają ideału, którego jak
    wiadomo nie ma.

    niektorzy do "singli" zaliczają też ludzi co mają partnera, ale po prostu
    mieszkają osobno uncertain

    tak więc heh, nie jestem singlem, ale to co mogę powiedzieć: ile singli, tyle
    historii, powodów, motywacji. świat społeczny jest światem skomplikowanym, a
    tworzenie takich nowotworów jak "singiel" raczej nie rozjaśni sytuacji tongue_out
  • pancwynar 25.11.08, 11:41
    lubię czytać konkretne odp.
    zamiast 'lania wody' w zwięzłej formie powiedziano wszystko co można
    o tzw. singlach powiedzieć;
    znać analityczny umysłsmile
    pozdr.
  • jurek.powiatowy 31.10.08, 12:13
    Odpowiadając na Twoje pytanie trzeba zastanowić się nad jedną rzeczą. Co to
    znaczy być singlem z wyboru? Czy jeżeli ktoś był w nieudanym związku i mając złe
    doświadczenia nie wchodzi w nowy układ - to czy jest singlem z wyboru? Czy
    wyborem można nazwać ranę powstałą po złych doświadczeniach? Wybór oznacza
    raczej świadomość. To tak jak z osobami konsekrowanymi. Decydują się na życie w
    celibacie - świadomie. Jestem osobiście przekonany, że życie w pojedynkę też
    jest pewnego rodzaju powołaniem, tak jak małżeństwo czy kapłaństwo. Ale singiel
    z wyboru to ten, który nigdy nie wchodził w dłuższe układy a nie ten, który
    mając złe doświadczenia decyduje się na życie w pojedynkę. Singli z wyboru jest
    bardzo mało.

    --
    Dziewictwo, jako kobiecy obiekt pożądania.
  • jedzoslaw 31.10.08, 12:22
    Fakt, "singiel" to przede wszystkim termin wykreowany i podtrzymywany przez
    media jako dobry wytrych, pozwalający łatwo opisać skomplikowaną rzeczywistość.
    A wybór? Jasne, że ten świadomy wybór praktycznie zawsze jest podyktowany
    takimi, a nie innymi uwarunkowaniami czy przeżyciami, które są całkowicie
    niezależne od człowieka. Dlatego istotnie, singlowanie to świadomość bardziej, a
    nie dowód wolności wyboru.

    --
    Czy pamiętasz kraciaste flanele ?
  • malinka2002 31.10.08, 12:30
    Bardzo ładnie opisałeś swoje odczucia...
    Zgadzam się z nimi w pełni, zwłaszcza z tym, czego brakuje singlom. Większość
    mężczyzn z którymi się czasami spotykam, nie potrafią się do tego przyznać.
    Podkreślają tylko zalety bycia samemu....i są nadal sami
    smile
    --
    Malinka smile
  • d.pabjan 31.10.08, 12:51
    Jestem singlem z przypadku, gdyz tez tak jakos sie ulozylo, ze
    jeszcze nie zalazlam tej drugiej polowki, kiedys mi to doskwieralo,
    ale teraz nie zadreczam sie tym. Usmiecham sie, jestem otwarta na
    nowe znajomosci, z nadzieja, ze jestem ktos dla mnie na tym swiecie.
    Pozdrawiam wszystkich singli, trzymajcie sie cieplo
    --
    doty
  • d.pabjan 31.10.08, 12:53
    sorki za literowke, powinno byc jest a nie jestem
    --
    doty
  • janiostyle 31.10.08, 18:14
    No no, goraco sie zrobilo. W pracy bylem wiec dopiero teraz wchlaniam.
    Konstruktywna dyskusja sie nawiazala. I dobrze. Czasem warto sie otworzyc, zeby pomoc innym ale rowniez sobie samemu.
    Ktos napisal ze single to slowo-wytrych i zdaje sie ze ma racje bo jak wspomnialem kazdy jest inny i kazdy inaczej je zdefiniuje.
    Jeden moze byc singlem, bo tak mu jest dobrze i nie szuka zmian, inny dlatego ze nie potrafi odnalezc kogos z kim chcialby sie zwiazac. Kogos znow blokuja emocje i zamyka sie przed calym swiatem jak slimak w swej skorupie. No i oczywiscie tacy co sa tak zakochani w sobie samym, ze nawet jesli sa w jakimkolwiek zwiazku mysla tylko o sobie. Ich zdaje sie tez mozna nazwac singlami.
    --
    "Wars wita Was"
  • anelkaa 31.10.08, 20:06
    Cieszy mnie to, że w tym wątku pojawiły się również wypowiedzi osób,
    które już nie są singlami (hm, nie przepadam za tym słowem).
    To bardzo optymistyczny akcent smile
  • niebieskax 31.10.08, 20:29
    Ja cieszę się, że suma wypowiedzi jest niezwykle prosta.
    Większość wybiera najpierw siebie a potem dopiero drugą osobę.
    Czy o to chodzi ?? Nie mnie decydować, jednak to jest droga, którą obrałam i
    pomimo, że wciąż obrywam, najpierw stawiam na siebie i córkę dopiero potem na
    drugą "połowę". Patrzę i jestem spokojna.
    --
    Właśnie tak !!
  • anelkaa 31.10.08, 20:52
    niebieskax napisała:

    > Większość wybiera najpierw siebie a potem dopiero drugą osobę.
    > Czy o to chodzi ??

    Rok temu chyba za bardzo myślałam o sobie. Tak bardzo, że zatraciłam
    się w tym co dla mnie dobre, a co nie. Związałam się z kimś tylko
    dlatego, że miałam wielką potrzebę po prostu bycia z drugą osobą.
    Takie bycie, dla samego bycia (jak później się okazało) dla obydwóch
    stron nie jest najlepsze. Nie ma w tym emocji, o uczuciu już nie
    wspomnę. Dlatego teraz, kiedy minęły 4 miesiące od rozstania jestem
    już spokojna, wyciszona i mam nadzieję, że tym razem będzie już
    inaczej. Jest dobrze... smile
  • diamina 31.10.08, 21:15
    Jestem przekonana, że bycie singlem jest w pewnym stopniu karą. Inaczej nie jestem w stanie sobie tego wytłumaczyć.

    Co do mojej osoby, to z pewnością ze mną jest coś nie tak... Może gdybym nosiła białe kozaczki, tlenione włosy i tipsy, nie kończyła studiów, byłabym bardziej interesująca?
    --
    www.lastfm.pl/user/black_squirrel
  • kania144 31.10.08, 21:23
    Mam 25 lat i dopiero co rozstalam sie z chłopakiem po kilku długich latach
    związku. Jestem chyba całkiem ładna, chyba całkiem niegłupia, mam fajną pracę i
    jestem ciekawa ile czasu zajmie mi singlowanie zanim znajdę jakiegoś innego
    warosciowego chłopaka. Na pewno nie zostanę singlem z wyboru, jeżeli tak sie
    zdarzy ze zostanę stara panna, to tylko dlatego ze los tak chciał.
  • findoutmore 31.10.08, 23:14
    a jakie masz pośladki, kochanie? jeśli jak dwa giewonty to zapraszam!
  • zlota-puma 31.10.08, 22:03
    > No i coz, bycie singlem niesie z soba bardzo wiele zalet. Mozliwosc dokonywania
    > swobodnych wyborow, decydowania samemu za siebie, bez ograniczen narzuconych p
    > rzez bycie polowka. Przez ten czas bardzo wiele zrobilem w kierunku samorozwoju
    > , wiele zobaczylem i duzo sie nauczylem.

    To tak jak ja.
    Długo trwał stan hibernacji, kiedy nie byłam w stanie zaangażować się w żadną ideę, żadną pasję. Ale powoli, stopniowo, nabrałam apetytu na życie.
    Poza tym dopuściłam do siebie tę myśl, która była znacznie wcześniej, ale nie chciałam jej przyjąć : mój arcy ważny związek oddalał mnie od świata, ludzi, życia i ode mnie samej, pełnej. Byłam tak skoncentrowana na tym, by jemu pomóc, by jemu było lepiej, że odłożyłam swoje pragnienia.
    Przy całym zaangażowaniu, o sobie nie można jednak zapominać. Nie permanentnie .
    Teraz dopiero doceniam jak bardzo potrzebowałam samotności, by móc o siebie zadbać.

    > Do pelni szczescia brakuje bardzo waznej rzeczy. Mianowicie mozliwosci dzielen
    > ia sie, wrazeniami, odczuciami i tymi wszystkimi emocjami z kims bliskim.

    Otóż to.

    Czy świadome bycie singlem jest fajne ?
    Bywa przydatne z powodów, o których napisałam na początku... Ale nie jest fajne.


    Pozdrawiam
    --
    zatrzymane.blox.pl/
  • morekac 01.11.08, 07:49
    Ale czasami bycie sa,e,u jest bardzobolesne. Nie ma tego oparcia w
    najbliższej osobie, człowiek wzystkie problemy dżwiga sam. Ale w
    złym związku człowiek jest jeszcze bardziej samotny...
  • folavril4 31.10.08, 22:23
    Temat jest trochę taki plim, plam, plom. W sensie, że ucieczkowy. Nie wierzę
    bowiem, że ktokolwiek chciałby być absolutnie sam. Definitywnie i bez wyjścia
    żyć w pustce pustelnika, co na skale jeno z powykręcaną sosną. Albo z
    substytutem w postaci rzucenia się w wir uciech towarzyskich. Potrzeba wymiany
    myśli, dzielenia emocji, bycia kochanym, podziwianym, wreszcie potrzeba opieki
    wydaje mi się być całkowicie immanentną w życiu. Niech wykaże się ktoś, kto ich
    nie ma - pewnie zostanie obwołany psychopatą. Ale, ale - czy w samotności się
    nie dojrzewa, czy nie przepracowuje swoich leków i niedoróbek, wreszcie, czy
    kompromisy tych, którzy pozostają z lęku i powinności nie są pewną przestrogą?
    Czy rzuciliśmy się w podróż poszukiwania idealnego? Czy siedzenie w niedzielę w
    wyciągniętych gaciach jest lepsze w samotności, czy w całkowitej akceptacji z
    pominięciem fazy puszenia piórek?
  • heliamphora 31.10.08, 23:10
    folavril4 napisała:



    > Ale, ale - czy w samotności się
    > nie dojrzewa, czy nie przepracowuje swoich leków i niedoróbek, wreszcie, czy
    > kompromisy tych, którzy pozostają z lęku i powinności nie są pewną przestrogą?

    Właśnie - bycie samemu po związku (niechby i nieudanym) to nic miłego, ale
    dopiero wtedy mamy szansę przemyśleć, co było nie tak, zobaczyć trochę "z
    dystansu" swoje nawyki, oczekiwania, przyzwyczajenia, mity itp. A przechodzenie
    ze związku do związku pozbawia nas tej szansy na refleksję i na zmianę.

    Kiedyś facet, z którym byłam, powiedział mi, że on nie potrafi być sam (i
    faktycznie, od wieku nastoletniego sam nigdy nie był). Szybko zauważyłam, że nie
    potrafił też być z kimś, nie miał pojęcia, co chce kobiecie dać, czego i
    dlaczego od niej potrzebuje itp. - myślę, że takich rzeczy najlepiej można się
    dowiedzieć przyglądając się sobie kiedy się nie jest w związku...

    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • jedzoslaw 31.10.08, 23:31
    Zgadza się. Ale co ma zrobić ktoś, kto nigdy z nikim nie był? Jak może spojrzeć
    z dystansu na coś, czego nie zaznał? Były tutaj i takie głosy. A jeśli już
    mówimy o dojrzewaniu i przepracowaniu lęków w samotności itp.- to jak długo ta
    "terapia" powinna trwać? I co robić, kiedy już czujesz, że już jej nie
    potrzebujesz, a tymczasem samotność trwa nadal?
    --
    Czy pamiętasz kraciaste flanele ?
  • heliamphora 31.10.08, 23:56
    Jak ktoś nigdy nie był, to zdecydowanie ma trudno. Zwłaszcza jeśli jest to osoba
    po 30tce... Wtedy od partnerów oczekuje się, że jednak będą mieli jakieś
    doświadczenia za sobą.

    Niewiele znam osób dwudziestokilkuletnich i starszych, które nigdy z nikim nie
    były. Ale parę znam. Wszyscy (sami faceci) są bardzo nieśmiali i/lub nie wierzą
    w swoją atrakcyjność. Współczuję im, bo ja z kolei nie bardzo wierzę, że ktoś do
    tego stopnia przestraszony perspektywą pójścia na randkę czy choćby zagadania do
    podobającej mu się kobiety, kiedykolwiek wzbudzi (i zdoła utrzymać)
    zainteresowanie. I wg mnie im jest potrzebna nie tyle własna refleksja nad
    związkiem, co popracowanie nad nieśmiałością i poczuciem swojej wartości.

    Jak długo? Chyba lepiej trochę dłużej, niż za krótko.. Ale to tylko moje zdanie.
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • katarzynanana 01.11.08, 09:50
    a ja jestem "taką" właśnie kobietą. Jest "takich" wielu, wielu,
    tylko nikt przy zdrowych zmysłach nie obnosi sie z faktem braku
    doświadczeń w związkach. Zwłaszcza gdy się przekroczyło
    trzydziestkę. Znam osobiście co najmniej kilka takich kobiet, tyle
    że starszych, w okolicach 40, 50, i one żyją juz chyba pogodzone ze
    swoją samotnością od zawsze,bo im poźniej tym trudniej to zmienić,
    wiadomo. W małych środowiskach otoczenie jest tego doskonale
    świadome, i po prosta ten stan jest nieodłącznym elementem tej
    osoby, do tego stopnia że aż trudno mi sobie wyobrazić moją
    nauczycielki fizyki z podstawówki (skądinąd nawet atrakcyjna babka)
    w regularnym związku. W dużych miastach łatwiej jest zachować
    twarz, hi hi, nie przyznając się do swojego problemu. Bo to jets
    poważny problem emocjonalny, to nie tylko nieśmiałość i brak
    pewności siebie, jak to ujmujesz, to jest cos czego źródlo tkwi
    zcęsto w niezbyt szczesliwym dziecinstwie, z toksycznymi,
    nadopiekuńczymi, albo surowymi nieumijącymi okazywać miłości
    rodzicami, rodzicami alkoholikami, itede itepe, można by długo na
    temat.
  • katarzynanana 01.11.08, 10:28
    nie dokończyłam poprzedniego posta, wysłał mi się całkiem niechcący
    nieskorygowany, więc sorki za literówki.
    otóż do czego zmierzam: że człowiek co do zasady jest zwierzęciem
    stadnym (oczywiście są wyjątki potwierdzające regułę). Osoba
    dojrzała, czyli po 30tce (dla potrzeb tego wątku przyjmuję za
    dojrzałość pewne skrystalizowanie się osobowości, usposobienia,
    przyzwyczajeń, itd.) więc taka osoba jeśli nie należy do grupy
    powyższych wyjątków, a dotąd nie była w związku, zapewne ma problem
    głębszy niż kompleksy i nieśmiałość, i te ostatnie mogą byc "tylko"
    jednymi z objawów. Co więcej dodać - są ludzie pod względem pewnych
    emocji, tzn tych związanych z relacjami z płcią przeciwną, prości
    jak konstrukcja cepa, i są też popaprani, i to tacy właśnie nie
    potrafią nawet próbować stworzyć sytuacji sprzyjającej powstaniu
    związku. Tzn perspektywa randki choćby nawet bardzo mgliście
    zarysowana, tak ich zestresuje, iż nie do końca świadomie a nawet
    wbrew sobie zrobią wszystko by tej możliwości już nie było. Choć
    jednocześnie czują się bardzo samotnie...ale to jest silniejsze od
    nich crying
    Ta grupa singli chyba nie do końca podpada pod
    formułkę "singlowania".. w każdym razie nie można tu mówić o
    jakimkolwiek wyborze.
  • wetiweria 01.11.08, 12:55
    Masz rację, to jest bardziej skomplikowane niż da się opisać w paru krótkich
    postach.

    Mnie osobiście zastanawia, jak to jest, że w czasach "wolnego wyboru drogi
    życiowej" i większej niż kiedyś tolerancji dla odmiennego wyboru tejże, wciąż
    sytuacja jest taka, że wielu ludzi woli ukrywać (czy przynajmniej "nie obnosić
    się" z nim), że nie były nigdy w związku. A przecież każdy miał/ma jakieś
    trudności w życiu, wiele osób pochodzi z rodzin, które w jakiś sposób utrudniają
    później start w życie. A jednak jest to rodzaj tabu - tak mi się zdaje (ci moi
    znajomi, o których pisałam, nawet z osobami względnie bliskimi nie rozmawiają o
    swojej sytuacji)...
  • heliamphora 01.11.08, 12:59
    ...notorycznie mi się myli login od poczty z loginem używanym na forach wink
    --
    Forum perfumowe
  • katarzynanana 01.11.08, 18:00
    mamy czasy wolnego wyboru, owszem, ale dla nas (mnie i zapewne tych
    facetów o których pisałaś) nie jest to kwestia wyboru. O singlach z
    wyboru jest wiele w poprzednich postach, ja z takim singlowaniem
    niewiele mam współnego. Jest mi z tym stanem źle, choc pewnie nie
    widać, bo przez lata go oswoiłam. No i trzeba robić dobrą minę,
    przecież nie siądę i nie spędzę życia płacząc. Chciałabym być z
    kimś, ale moje zahamowania są silniejsze ode mnie.
    A dlaczego ukrywamy? Sama napisałas powyżej, że trudno będzie
    takiej osobie znależć partnera, bo fakt że nie były w związku
    działa odstraszająco, pierwsze co się nasuwa, ze "coś z taką/takim
    musi być nie tak", kto w takim momencie bierze pod uwagę, że był to
    być może wybór tej osoby.
    Tabu? bingo. dla mnie do pewnego momentu rzeczywiscie było to tabu.
    Od niedawna jednak o tym rozmawiam. Oto reakcja znajomego
    trzydziestolatka: jak to nie byłaś w związku? w żadnym?? ale w
    jakim sensie??? Reakcja trochę starszej znajomej z pracy: ale nie
    jestes les??? big_grin
    wracając od tabu: jest to bolesne dla nas, dlatego że jest
    ewidentnym świadectwem naszych problemów emocjonalnych, dlatego że
    mamy gdzieś w łepetynach durnie zakodowane, że nikt nas nigdy nie
    chciał i nigdy nie zechce, i fakt że ciągle jesteśmy sami jest na
    to niezbitym dowodem. Zacznijmy od wczesnej młodości, kiedy to
    przykładowo byliśmy grubymi pasztetami, odtrącani przez
    rówieśników, na wszelkich imprezach podpieraliśmy ściany, nawet w
    drugiej klasie podstawówki na tzw "choince" kiedy dziewczynki
    tańczyły ze sobą albo w kółeczku. Kiedy to trzeba było mobilizować
    kuzynów i braci przyjaciółek aby mieć z kim pójść na półmetek,
    studniówkę - w tamtych siermiężnych czasach jeszcze nie było
    stosowne iść solo. Te uśmieszki i komentarze na uroczystościach
    rodzinnych.. a najgorsze były wesela. Uffff.
    Użyłam tu czasu przeszłego, bo pomijając to że wszelkie imprezy
    spokojnie można pójść w pojedynkę, teraz już nie jesteśmy grubymi
    pasztetami, znaleźliśmy swój styl, jakos sie prezentujemy, nie
    czerwienimy sie przy każdym spojrzeniu i generalnie nauczyliśmy sie
    robić wrażenie takich typowych singli, którym jest dobrze ze sobą
    samym.
    Podsumowując: nie ma się czym chwalić smile
  • sorrento_8 01.11.08, 18:44
    > Podsumowując: nie ma się czym chwalić smile

    Bo jak sama napisałaś działa odstraszającą, w każdej łepetynie
    zalegnie się pytanie, a jaki ona/on ma feler, że nikt jej/go nie
    chciał. Nie ma się co chwalić, bo wzbudza to politowanie, a litość
    to jest coś, co nie jest zupełnie potrzebne.
    Jak napisałam niżej albo wyżej smile ostatnio zastanawiam się jak to
    jest, czy rzeczywiście nie mam nic do zaoferowania drugiej osobie…
    I wyszło, że to co uważałam całe swoje życie za jakieś zalety nikogo
    nie interesują.

    --
    I znów niedoskonałość zmogę snem
  • kalokagathia 01.11.08, 18:06
    Przepraszam, że się wtrącam, ale ja również jestem z "tych" i także nie
    rozmawiam z bliskimi o mojej sytuacji, a to dlatego, że ich ten temat w ogóle
    nie interesuje. Moją "pojedynczość" uważają za rzecz oczywistą i niezmienną.
    Widocznie jestem tak odpychająca, że trudno im sobie wyobrazić osobnika
    pałającego ku mnie gorącym uczuciem wink
  • katarzynanana 01.11.08, 22:13
    nie przepraszaj, to jest otwarta dyskusja smile
    myślę że sie mylisz gdy piszesz że Twoja samotność nie interesuje
    Twoich bliskich. Szalenie ich interesuje, ale jest to delikatna
    materia i nikt nie chce włazić w takie sprawy z butami, choć ja np
    nie raz bardzo chciałam o tym porozmawiać, tylko że sama nie
    potrafiłam zagaić, a nikt pierwszy takiego tematu nie zacznie.
    Wydaje im się że tak trzeba, że są taktowni, a nie przyjdzie im do
    głowy, iż my możemy potrzebować pomocy w postaci zwykłej rozmowy. Z
    drugiej strony mogą uważać nasz permanentny stan pojedynczości za
    rzecz oczywistą, jeśli wiedzą o nas ze jesteśmy sami od zawsze - po
    prostu sie przyzwyczaili, ale nie uwierzę że nie zadają sobie od
    czasu do czasu pytania 'dlaczego'. Gorzej jeśli dochodza do wniosku
    ze np masz inną orientacją seksualną, i wtedy już kapa, nie
    pogadasz o tym, bo rodzina bedzie ryzykowny temat omijać szerokim
    łukiem.
    Kwestia bycia "odpychającym" - daj spokój, nie w wyglądzie
    zewnętrznym leży pies pogrzebany wink
    sorrento niżej fajnie to ujęła (przy okazji sorki droga sorrento za
    garmażerkę wink
    Pytanie za sto punktów do heliamphory która dziwi się kolegom
    singlom że nie rozmawiają - czy tych kolegów ktoś o to pyta?
  • heliamphora 01.11.08, 23:37
    Parę razy próbowałam zacząć rozmowę (kiedy przypuszczałam, że kolega ten i ów
    może by zyskał gdyby miał szansę pogadać, ale sam nie zacznie). Starałam się to
    robić nienachalnie, mówiąc że u mnie słychać to i to, a co u Ciebie, poznałeś
    ostatnio kogoś ciekawego? itp. I co się okazało? Ze mną (może kwestia płci...)
    trudno im było o tym ze mną rozmawiać. Krótkie "ja to nikogo sobie nie znajdę" -
    i dalej nie dałam rady uzyskać więcej informacji. Albo "nikt nie jest mną
    zainteresowany" czy "za długo byłem sam zeby to sie moglo zmienić". Czyli
    komunikaty, że jest problem, ale też dawanie do zrozumienia, że taka rozmowa to
    też problem.

    To trudna sytuacja, bo chciałabym jakoś pomóc (sama nie robię przed znajomymi
    tajemnicy z odczuć na temat mojego niebycia z nikim, no ale ja jestem w innej
    sytuacji). Nie chcę nikogo zdawkowo pocieszac, dawać "dobrych rad" ani
    bagatelizować sprawy. I wyczuwałam ogromne skrępowanie, a w końcu żaden z nich
    nie jest aż tak bliskim moim przyjacielem, żebym czuła się uprawniona sprawę
    drążyć mimo oporu. Ale wiem od innych osób, że dla tych facetów jest to temat
    tabu nawet w rozmowie z najbliższym kumplem czy bratem.
    --
    Forum perfumowe
  • katarzynanana 02.11.08, 09:13
    Twój post i post kalokagathii mnie zainspirował do poszukania w
    pamięcie takich sytuacji, gdy ktos z rodziny i bliższych znajomych
    próbował zagaić temat i wiesz co? pomijam kretyńskie pytania
    rzucane przez różne ciocie i babcie typu "masz w końcu jakiegos
    kandydata na męża" Otóż odbywało sie to analogicznie do Twoich
    akcji wink zaczynali od siebie 'ja to i tamto, a jak z tym u ciebie'?
    wydawało mi się to zawsze rzucane tak sobie, mimochodem, więc
    odpowiadałam lekko "mnie nikt nadal nie chce" albo coś w tym stylu.
    Reakcje były albo żadne, co najwyżej "no coś Ty" albo "pewnie
    jesteś zbyt wymagająca" albo szablonowe porady typu wyjdź z domu
    dziewczyno, rusz się itd. zupełnie nie trafione te rady, zważywszy
    że albo wtedy studiowałam na wydziale zupełnie niesfeminizowanym,
    mieszkałam w akademiku, pelno facetów wokół, albo też był to np
    okres gdy sporo się przemieszczałam, mieszkałam za granicą, i też
    było wiele teoret. okazji do spotkania faceta. Więc nie w tym ze
    siedze w domu tkwiła przyczyna mojej samotności, a takie rady
    ciocci kloci tylko swiadczyły o tym ze tak naprawde te ciocie
    klocie guzik obchodzi moja sytuacja, a zapytanie było z
    grzeczności. Do takich wniosków dochodziłam i nie kontynuowałam
    tematu,a pytający też jakoś nie naciskali, i koniec pieśni.
    Piszesz że "były komunikaty o problemie" - gdyby nie chcieli
    takiego komunikatu by nie wysłali. To juz duże posunięcie z ich
    strony, czemuś ma służyć wysłanie go. Tylko jeśli ja np widzę że
    taki komunikat trafia koniec końców w próżnię, to dochodzę do
    wniosku na przyszłość że w ogóle nie warto sie odsłaniać.
    Inne rezultaty pogrzebania w pamięci: nikt ale to nikt z bliższej
    odziny nigdy nie póbował poważnie (poza jakimiś tam zdawkowymi
    zartobliwymi uwagami) o tym ze mna rozmawiac. Serio. Teraz myślę że
    to jest co najmniej dziwne.
    Co do Twoich rozmów z tymi facetami, rzeczywiście mogło byc im
    trudno, takie tematy nie są ruszane na sucho i tak ot sobie, tu
    trzeba atmosfery, czwartej nad ranem i przede wszystkim kontekstu.
    Takim kontekstem nie będzie raczej Twoja sytuacja, jesli u Ciebie
    to wygląda w miarę typowo, co prawda też singiel, ale nie wieczny,
    taki co to nie ma z tym większego problemu.
    Z drugiej strony masz rację, że jeśli nie jesteś im zbyt bliska to
    faktycznie nie wypada drążyć, bo mogą odebrać to raczej jako
    zwyczajne wścibstwo niż jako przejaw troski. Chociaż czasem lepiej
    o takich sprawach pogadac z osobami z ktorymi nie jest sie zbyt
    blisko, trudno tu generalizować. Zależy od człowieka, skali i
    charakteru jego problemu.
    Jeszcze jedno: można pomóc takiej osobie wyciągając ją na imprezę,
    gdzie pełno ludzi. Tymczasem przykładowo, ciekawe dlaczego, znajoma
    para którzy na imperzy często chodza osobno, nigdy mi nie
    zproponowali pójścia z nimi. Nikt mnie nigdy nie próbował z
    kimś "swatac", też zastanawiam się dlaczego. Przy piwku rozgadałam
    się kiedyś i rzuciłam że nigdy nie byłam w związku (była to jedna z
    pierwszych rozmów n/t w moim życiu) oni się zdziwili, trochę
    pogadalismy i tyle. Nie wracalismy do tego więcej, oni tak jakby
    przyjęli do wiadomości a potem zapomnieli. Może jestem zbyt
    roszczeniowa, ale ja służę im non stop jako dyzurny psycholog w
    poważnych sprawach i w pierdołach też, więc oczekiwałabym czegoś w
    zamian wink dla mnie to kluczowa sprawa życiowa i jeśli się otwieram
    a ktoś to traktuje jak wyznanie w stylu "mam katar" i wypuszcza
    drugim uchem, to cóż, odechciewa się otwartości.
    Tyle na temat smile
  • heliamphora 02.11.08, 15:27
    Rozmawianie z kimś o takich osobistych sprawach (a zwłaszcza wychodzenie z
    inicjatywą takiej rozmowy) to dla mnie balansowanie na cienkiej linie między
    życzliwym pogadaniem z kimś o tym, co dla niego ważne i trudne, a przekraczaniem
    granic i sprawieniem przykrości (czy byciem posądzoną o wścibstwo i marne,
    niepasujące rady - których zresztą sama nie cierpię). Nie znoszę dogadujących,
    wydziwiających i "doradzających" cioć ani koleżanek i obłożyłabym je specjalnym
    podatkiem od wchrzaniania się w cudzą prywatność wink

    Wiem, że moim znajomi wiedzą, że pod względem doświadczeń w związkach różnię się
    od nich. Trudno mi też o kontekst "czwartej nad ranem", bo przeważnie na imprezy
    to oni nie dają się wyciągać. A to że zmęczeni, a to że za daleko, a to że mają
    coś pilnego do zrobienia... Myślę, że prawdziwym powodem jest po prostu
    skrępowanie i nieśmiałość. Nie mówię tu o wyjściu do klubu, ale o domowej
    imprezie na ok. 20 osób, gdzie ma być podobna ilośc osób sparowanych i
    niesparowanych. Niby warunki korzystne, można kogoś poznać, a przede wszystkim
    trochę się oswoić z byciem z ludźmi i nie mieć poczucia, że jest sie jedynym bez
    pary. Ale na siłę przecież nikogo nie zaciągnę.

    Fakt, że niektórzy ludzie "sparowani" wolą własne lub innych par towarzystwo.
    Czemu? Jakoś trudno mi uwierzyć w obawę przed "konkurencją" ze strony
    niesparowanej osoby. Już prędzej w jakąś formę niedostrzegania singli, na
    zasadzie że "jak ona nie ma faceta, to trochę tak, jakby wcale jej nie było".
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • folavril4 01.11.08, 01:27
    jadzoslaw - nie wiem jak dlugo, nie ma na to rady. W samotności można
    przepracować lęk nad pustką, poczuciem osamotnienia, egzystencjalną nudą,
    poczuciem sensu istnienia poprzez inną osobę. Jeśli pojawia się lęk przed
    związkiem - tylko w związku - tak myślę. Konfrontacja i zmierzenie się z tematem
    i być może zabrzmi to nawet cynicznie - ćwiczebnie.
  • heliamphora 02.11.08, 15:36
    Dlaczego cynicznie? Bycie w związku to coś, czego człowiek się uczy - tak jak
    wielu innych rzeczy...
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • justinehh 01.11.08, 00:14
    Jestem sama, bo nie potrafię nawiązywać głębszych znajomości, bo nie mam
    szczęścia do ludzi, bo nie jestem ani piękna, ani mądra, to żaden wybór, po
    prostu nie umiem i nie mam już siły żeby z tym walczyć.
    --
    dłubię
    pstrykam
    80/104
  • janiostyle 01.11.08, 00:53
    No ale nie ma chyba co sie poddawac, zalamywac. Zycie, w wielosci swoich roznic
    i codziennych zagadek jest piekne i dostarcza tak wiele radosci. Nawet bedac
    samemu. Tylko do tego potrzebny jest optymizm i wiara, a tego nie mozna nauczyc.
    To kazdy musi odkryc w sobie sam.
    --
    "Wars wita Was"
  • moniclar 01.11.08, 09:22
    Ja zostałam singlową mamą z dzieckiem po trzynastu latach związku, bo mój mąż
    (klasycznie) stracił głowę dla fascynującej, nieszczęśliwej etc. etc. I dalej
    jestem singlem, bo koło czterdziestki, z dzieckiem i w tzw. damskim zawodzie
    możliwości poznania kogoś nowego (no i czas, żeby poznawać) są dość ograniczone.
    Ale kiedy już przebolałam, przepłakałam itd., odkryłam, że lubię sama siebie,
    lubię robić to co lubię i w sumie bycie singlem zmobilizowało mnie do różnych
    rzeczy, na które wcześniej nie umiałam się zdobyć. I że mogę patrzeć pozytywnie
    na świat, w tym na byłego partnera, z którym jesteśmy w przyjaźni. Myślę, że u
    singli, którym rozpadł się związek, często problemem jest poczucie rozgoryczenia
    i zachwiania wartości (sama przez to przeszłam) a z kolei u tych, którzy nigdy w
    związku nie byli, wątpliwość, że może coś z nimi nie tak, bo są sami nie
    dlatego, że tak wybrali, tylko że tak się ułożyło (jak jedna moja przyjaciółka)
  • sorrento_8 01.11.08, 18:42
    > Jestem sama, bo nie potrafię nawiązywać głębszych znajomości, bo
    nie mam
    > szczęścia do ludzi, bo nie jestem ani piękna, ani mądra, to żaden
    wybór, po
    > prostu nie umiem i nie mam już siły żeby z tym walczyć.

    Takie moje ostatnie noce bezsenne rozważania, że nie ważne jest czy
    się jest
    - pięknym czy brzydkim (w jakim poście wyżej, było określenie
    garmażeryjne, którego nienawidzę), szczupłym czy grubym
    - mądrym czy głupim, czy się ma wspaniały charakter czy jest się
    typową zołzą lub zołzem smile
    - ciepłym i czułym czy zgorzkniałym i cynicznym, miłym i
    sympatycznym czy koszmarnym gburem
    - czy ma się tą umiejętność łatwo nawiązywania kontaktu
    - czy się ma zainteresowania czy nie
    Tak mogłabym bym wymieniać bezsensu jeszcze długo, lecz to jest
    zupełnie nieistotne…cryingwiecie przecież, o co chodzi)

    Jak to jest, że są osoby, które niezależnie od swoich przymiotów i
    wad płynnie przechodzą z jednego związku w drugi, a inni wiecznie
    singlują i nie jest to związane z zbyt dużymi wymaganiami.

    Czy ci wiecznie singlujący, są tak bezwartościowymi osobami
    (oczywiście w zależności, co dla kogo jest wartością), że nie ma
    osoby, która by je pokochała i chciała zostać przy jego boku na
    dłuższy czas?

    --
    Niewiele mam takich snów, co dobrze kończą się.
    Każdego dnia więcej wiem, żałuję, że nie umiem wiedzieć mniej.
  • constelacja 01.11.08, 12:18
    Jeżeli chodzi o mnie to moje bycie "pojedynczą" to sprawa losu... A z losem nie
    ma co dyskutowaćsad tak czy inaczej od 3 lat 3 miesięcy i 14 dni jestem sama i
    jakoś się do tego przyzwyczajam...Powoli przyzwyczajam się również do myśli, ze
    tak już zostanie na zawsze...
    - nie jest fajnie codziennie budzić się samej, nie jest fajnie samej zasypiać...
    nie jest fajnie nie móc podzielić się z kimś radością, żartem, bólem...
    -nie ma nic uroczego w samotnych wieczorach
    no ale ...

    --
    *****
    wiem,wiem,...życie jest piękne a ludzie są dobrzy...bla ,bla, bla
    4790396
  • odd.perfect.number 01.11.08, 17:41
    wybór

    do czasu aż przypadkiem przestanie być wyborem big_grin
  • sorrento_8 01.11.08, 18:32
    > No a Wam, jak jest z ta samotnoscia? Dobrze? Zle? Czy to wybor czy
    przypadek.
    > Czy swiadome bycie singlem jest fajne? I dla kogo?

    Wybór czy przypadek, pytanie w stylu być czy nie być smile.
    Jakbym mogła wybierać, co bym wybrała? Wybrałabym życie, w którym w
    tej chwili moje pierwsze dziecko miałby około 3 lat, drugie byłoby
    planowane albo już w drodze, mój mężczyzna (wcale nie książe na
    białym koniu) byłby moim przyjacielem, kochałabym i byłabym kochana,
    miałabym myśli spokojne a praca dawałaby satysfakcję, ale nie byłaby
    dla mnie całym moim życiem.
    Wiele osób pewnie powie, że wybrałabym banalne, proste życie, ale
    tak bym chciała, nie oczekuje od życia fajerwerków, tylko spokoju,
    spokoju emocjonalnego.
    Więc gdzie jest ten przypadek, który spowodował, że nie udało mi się
    zrealizować nawet 1/100 swojego planu? Która z ścieżek, w którą
    skręciłam, była nie „tą” ścieżką? Kiedy przegapiłam szanse?

    Więc z pewnością nie wybór, a czy przypadek? Też nie. Więc co?

    Czy świadome bycie singlem jest fajne?
    Dla mnie nie. Mimo, całego szumu medialnego, jakie to singiel to ma
    klawe życie, mimo, tego, co uważa wielu, to nie jest to chciałabym
    dalej robić big_grin.
    To co jest fajne w singlowaniu, tą całą niezależność i tą całe
    samostanowienie oddałabym bez marudzenia.

    --
    Serce za głupie jest
    nie słucham już jego rad
    oszukało mnie
  • sorrento_8 01.11.08, 18:34

    Jak weszłam w ten wątek, to pomyślałam, że pomyliłam fora big_grin, tylu
    nowych nicków w ciągu 2 dni to ja nigdy nie widziałam.
    Może temat wątku okazał się na tyle interesujący, że ujawnili się
    wszyscy czytający, a może pojawiła się ta od dawna oczekiwana świeża
    krew smile
    W każdym razie ja witam serdecznie smile <trochę zasiedziała Sorrento>

    --
    Mam puste konto w banku noce i dni
  • lejdimakbet 01.11.08, 22:09
    Oczywiście czekam na miłośc i kogoś, dla kogo będę gotowa zmienic
    swoje dotychczasowe życie,ale w międzyczasie nie chcę zadowalac się
    półśrodkami, więc jestem singlem. Z wyboru. I nie znaczy to, że
    siedzę w domu i dołuję się myślami czy zasługuję w ogóle na kogoś,
    na jakies szczęście. Świetnie bawię się ze znajomymi, rozwijam się,
    zwiedzam świat, poznaję nowych ludzi, flirtuję.
  • janiostyle 01.11.08, 23:57
    Ponoc milosc jest bezwarunkowa, ale to by musialo znaczyc ze zgodzimy sie na wszystko z drugiej strony dla owej milosci wlasnie. Tymczasem kazdy zdrowy zwiazek to branie ale i dawanie, kompromisy a czasem i ustepstwa dla dobra obojga. Oczywiscie z obu stron.
    A polsrodki? Coz, byc moze ktos nowo poznany wydaje sie czasem niewlasciwa osoba. Ale nie nalezy chyba od razu rezygnowac bo za daleko jej do wymarzonego idealu. Niestety te najwazniejsze zalety charakteru sa najczesciej dosc gleboko ukryte i potrzeba czasu zeby je zobaczyc. A wtedy polsrodek moze okazac sie wlasciwym wyborem.
    No i jak najbardziej trzeba ruszac sie z domu, zeby moglo sie cos w ogole wydarzyc. Bo jak nie to, coz, jakos nie zauwazylem kolejki adoratorek przed domem. Troche dziwne...
    --
    "Wars wita Was"
  • heliamphora 04.11.08, 23:32
    Zgadzam się - miłość jest bezwarunkowa, ale już bycie w związku nie jest. To
    znaczy mogę kogoś kochać bezwarunkowo, ale nie akceptować tego, w jaki sposób
    się wobec mnie zachowuje. I jeśli narusza moje prawa, mogę mu na to nie pozwolić.

    A kolejki może nie masz, bo bannera z ogłoszeniem nie wystawiłeś... W
    dzisiejszych czasach bez reklamy ani rusz wink

    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • altra_volta 10.11.08, 21:52
    Nie wiem czy zauważyłaś ale jesień na tym forum zawsze jest przypływem niosącym
    świeży narybek. I tak jak zawsze, kilku szybko się znudzi, kilku błyskawicznie
    singlami być przestanie, no ale będą też tacy, którzy zostaną tu na dłużej.
    Takie diamenty ;D
  • sorrento_8 11.11.08, 03:34
    Hmmm, czyli jesteś na tym forum dłużej niż jedną jesień? wink To mi
    dałaś do myślenia. smile
    Różne napływy już widywałam, ale nigdy takich masowych, więc
    przypuszczam, że ktoś, gdzieś robi reklamę i dobrze.
    Diamencik jestem? Może być smile

    --
    Twoja podróż niech skończy się
    Na tym krześle tu obok mnie
    Ja mam wszystko czego ci brak
  • ryganta 05.11.08, 17:54
    W moim przypadku to przymus i zarazem przeznaczenie!
  • czarny.onyks 07.11.08, 12:30
    Tobie chłopie by się przydała jakaś psychoterapia
    przymus? przeznaczenie?
    przede wszystkim zmień nastawienie...

    --
    Życie jest jak Miriam - niby piękne a tu nagle CH...

    kominek.blox.pl/2007/10/POSTAW-KLOCKA.html
  • ryganta 10.11.08, 17:32
    czarny.onyks napisała:

    > Tobie chłopie by się przydała jakaś psychoterapia
    > przymus? przeznaczenie?
    > przede wszystkim zmień nastawienie...
    >
    Dziekuje na wstepie za porade! Z całym szacunkiem ale ja juz gdzies
    na temat swojej sytuacji zyciowej pisałem i nie chcialbym znowu
    pisac o tym. Ja uważam ze ktos kto nie zna mojej sytuacji to sie
    tak wypowiada. Gdyby zas ja poznal wówczas radykalnie zmienilby
    zdanie. I raz jeszcze powtarzam. Jest to przeznaczenie i przymus.
    pozdr.
  • czarny.onyks 14.11.08, 11:35
    przeznaczenie i przymus?
    na pewno niektórym osobom jest trudniej, ale walczą, nie poddają się
    ludzie chorzy znajdują miłość
    niepełnosprawni kochają i są kochani
    nie znam chyba sytuacji, w której przeznaczenie zmusza nas do bycia samemu...

    --
    Życie jest jak Miriam - niby piękne a tu nagle CH...

    kominek.blox.pl/2007/10/POSTAW-KLOCKA.html
  • ryganta 11.04.09, 18:20
    czarny.onyks napisała:

    > przeznaczenie i przymus?
    > na pewno niektórym osobom jest trudniej, ale walczą, nie poddają
    się
    > ludzie chorzy znajdują miłość
    > niepełnosprawni kochają i są kochani
    > nie znam chyba sytuacji, w której przeznaczenie zmusza nas do
    bycia samemu...
    > A ja znam takie osoby i wiem, ze to jest przeznaczenie! Czy np
    kloszarda lub chorego na trąd mozna kochac? Oczywiscie z całym
    szacunkiem dla ludzi. Ale mozna tylko , ze bardzo trudno i
    ryzykowne. A w dzisiejszych czasach nie kazdy lubi ryzyko!
  • fancypacket 08.11.08, 16:50
    Bycie singlem na dłuższą metę jest złe, wątpię żeby ktoś to wybierał sam i
    świadomie... Po prostu chyba każdy, nawet najbardziej niezależna jednostka,
    potrzebuje kogoś do kogo może się przytulić i wygadać.
    Ja jestem singlem i szczerze trochę zaczynam tego żałowaćsad
  • czarny.onyks 08.11.08, 17:20
    wśród singli są tacy, co myślą, że na zawsze i tacy, co chwilowo są sami...
    z różnych powodów
    czasem nieudane związki, czasem taka osobowość...

    to przystanek na naszej drodze życia...
    od Ciebie (w dużej mierze) zalezy jak ten czas wykorzystasz...
    zwłaszcza,że nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutrzejszy dzień, tydzień..
    może kolejny samotny dzień, wieczór...a może niewink

    --
    Życie jest jak Miriam - niby piękne a tu nagle CH...

    kominek.blox.pl/2007/10/POSTAW-KLOCKA.html
  • heliamphora 09.11.08, 01:01
    A ja bardziej żałuję (nie wiem czy to dobre słowo) tego, że będąc w swoich
    związkach nie wiedziałam tego, co wiem teraz. Dużo bym sobie stresów
    oszczędziła. Ale żeby to wiedzieć, trzeba trochę pobyć samemu.
    --
    Kaczym dziobom mówimy stanowcze: NIE!
  • koto.podobna 10.11.08, 18:30
    Ciężko stwierdzić tak anprawdę jak to jest z tym singlostwem. Chyba zależy od przypadku. Ja jestem sama, ponieważ nie miałam szczęścia (od rozwodu) poznać kogoś, kto - oczywiście z wzajemnością - poruszyłby moje serce, duszę i ciało. Poznaję różnych ludzi tu czy tam, są na ogół sympatyczni, ale... właśnie. Nie rozpoznałam na razie w nikim tego kogoś "specjalnego".
    Cały czaś mam nadzieję, że może kiedyś się to przydarzy. Samotność czasem doskwiera, zwłaszcza wieczorami, w święta itp. Chciałoby się mieć kogoś bliskiego obok, do pogadania czy przytulenia.... a tu nic. Jednak na codzień staram się cieszyć tym, co jest - i jest miło. Pozdrawiam wszystkich singli! smile

    --
    Om mani padme hum.....
  • mmilky11 10.11.08, 18:35
    singlowanie z wyboru jest przereklamowane i pewnie niemozliwe ..tez
    tak kiedys myslalem ..ale jak tak sie glebiej zastanowie to dochodze
    do wniosku ze bycie singlem to bycie samotnym..i minusy przewazaja
    nad plusami...albo mam za duzo dni wolnych ..i za duzo mysle..
  • altra_volta 10.11.08, 21:25
    nie wybrałam bycia samej. Raczej nie wybrałam bycia z kimś. Tzn. jestem sama
    ponieważ obok mnie nie ma kogoś z kim chciałabym być. Jeżeli zdarzają się ktosie
    którzy sprawiają, że budzić zaczyna się tęsknota za bliskością, najczęściej nie
    odwzajemniają oni tego uczucia. I odwrotnie. I tak to się toczy, dzień za dniem...
    Odpowiadając na pytanie. Nie jest fajnie. Ale nie jest też niefajnie. Ot, po
    prostu życie smile
  • alienor_81 10.11.08, 21:53
    A ja jestem singlem z wyboru, ale nie własnego. To dość świeża sprawa i póki co
    jestem na etapie buntu i raczej negatywnych emocji w stosunku do mężczyzn.
    Zawsze wszystko psują i nie potrafią się na nic zdecydować. No chyba, że akurat
    tacy mi się trafili.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka