13 zł za telefon, 20 zł za list, 110 zł za odwiedziny - tyle banki liczą sobie za ponaglanie nas w spłacaniu kredytów. W tym roku zbiorą rekordowe żniwo, bo długi rosną na potęgę.
> Wcale nie chodzi o bankowe bajery. Wcale nie trzeba wyjeżdżać z Polski. Mental
> ność ekonomiczna jest w człowieku. Albo nie chce ponosić dorosłej odpowiedzialn
> ości za własne decyzje, więc wpada w długi, albo wręcz odwrotnie. A ta Brazylia
> to taka właśnie dziecinada.
I tak i nie. Problem jest taki że banki w Polsce jeszcze nie rozumieją że ich
klient potrafi dożyć 70 lat i w tym czasie można na nim zarabiać pieniądze, a on
może być zadowolony. Wolą od razu wydrzeć ile się da i udawać głupiego "tak było
w umowie". Podobnie jest wielu branżach: platformach telewizyjnych, telekomach
że wiernego klienta tnie się najbardziej i nie ma dla niego promocji i ofert bo
jest głupim frajerem że nie rozwiązał umowy.
Wystarczy zmienić podejście i zadzwonić do klienta z pytaniem o spłatę raty,
zapytać o problem i zaprosić go z małżonką na spotkanie. Zaproponować rozłożenie
zaległości, ustalić nowy harmonogram spłat w spokojny sposób poinformować o
wpisanie na listę BIK by nie szukał kredytu na spłatę kredytu. Taki gest to
"inwestycja" w relacje. Klient odbije się od dna i za kilka lat będzie na górze
i wtedy przyjdzie po nowy kredyt, kartę, otworzy konto dla córki - prosto do
nas. Nie trzeba gó...anych kartek wkładać do skrzynki pocztowej, nie trzeba
robić idiotycznych reklam w TV i wynajmować durnowatych panienek do telefonowania.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.