13 zł za telefon, 20 zł za list, 110 zł za odwiedziny - tyle banki liczą sobie za ponaglanie nas w spłacaniu kredytów. W tym roku zbiorą rekordowe żniwo, bo długi rosną na potęgę.
Widzisz, jeśli dłużnik ma problemy z kasą, to on powinien udać się z małżonką do
banku. I to "w podskokach". Bank wyświadczy mu przysługę, jeśli rozłoży dług na
raty itp. Dlaczego zakładasz, że bank ma myśleć za Kowalskiego, który nabrał
kredytów, nie spłaca ich i jeszcze się obraża, że ktoś mu telefonicznie
przypomina, że nie płaci rat.
Gdy przeniosłem kredyt hipoteczny, zapłaciłem ratę wyliczając ją w sposób, jaki
czyniłem to w "starym" banku. Dostałem telefon z "nowego", szybko wyjaśniliśmy
sobie w czym rzecz, nie było żadnych dodatkowych opłat. Choć to ja zawiniłem.
Ale w przeciwieństwie do większości forumowiczów się tu udzielających nie
powyzywałem banku od złodziei, byłem uprzejmy, dostrzegłem własną omyłkę, więc
bank nie naliczył opłaty.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.