Re: Europoseł z Polski? Lepiej niech zapomni o kr
Cóż, mój doradca mi powiedział, że o ile kredyt hipoteczny pewnie bym na moje
niemałe dochody osiągane z pracy dla UE (wysokie na polskie warunki) dostała,
"bo wie pani, bank zakłada, że ludzie będą płacić, bo nie chcą stracić
mieszkania", to zwykłej kredytówki już nie dostanę, choć kwota o którą chciałam
wnioskować, to niewielka część mojej pensji, w dodatku zabezpieczona udziałami w
funduszach inwestycyjnych w tym samym banku. A przecież ryzyko w mojej sytuacji
jest dużo mniejsze niż w przypadku jakiejkolwiek osoby pracującej na etacie w
Polsce! Ot, polskie banki... Z europosłami jest inna sprawa, nie ma gwarancji
ponownego wyboru, ale wystarczyłoby ustalić ratę na takim poziomie, żeby
poseł/posłanka spłacili kredyt w okresie 5-letniej kadencji, czyli rata na
przykład na poziomie 7-8 tys. złotych lub (możliwe, że kredyt eurowy byłby tu
korzystniejszy), np. 2 tys. euro. Nie kupi się za to może nie wiadomo jakich
luksusów, ale jakieś wygodne mieszkanie już się pewnie znajdzie, może poza
największymi miastami i drogimi apartamentowcami. Mogłaby też być rata malejąca,
kiedy poseł na początku płaciłby dużo, a pod koniec kadencji stopniowo by to
malało, w efekcie z końcem kadencji miałby większość spłacone i pozostałe raty
do udźwignięcia nawet, gdyby nie był ponownie wybrany.
Problem w tym, że banki się asekurują. Pamiętam, kiedy pracowałam jako
administrator w Londynie w firmie będącej w istocie rzeczy oddziałem dużej
polskiej firmy. Koleżanka starała się o kredyt hipoteczny w Polsce, na
nieszczególnie wysoką kwotę, bo ok. 250 tys. zł mając przy tym dość przyzwoite
dochody. Oczywiście, kredyt jej przyznano, ale szopki, jakie były z dokumentami,
przyprawiały wszystkich o bóle głowy. No bo zaświadczenie o dochodach koniecznie
na druku z pieczątką pracodawcy (wiele firm brytyjskich praktycznie nie używa
pieczątek, nawet urzędy niezbyt często je stosują, wystarczy, że jest coś na
papierze firmowym), kopie payslipów nie wystarczały. Koleżanka miała szczęście,
że to była firma polonijna i znając język mogłam wyszperować gdzieś w necie
wzory druków po polsku, przystosować je i wypełnić dla niej, na szczęście
mieliśmy firmową pieczątkę itd. W większości firm brytyjskich popatrzyli by na
nią jak na wariatkę, gdyby poprosiła o wystawienie tylu dokumentów naraz. Inna
koleżanka, pracująca dla dużej brytyjskiej korporacji miała wnioski o kredyt
poodrzucane chyba ze dwa razy i to nie z braku dochodów, tylko brytyjski
pracodawca nie miał możliwości wystawić jej potrzebnych dokumentów. Nawet w
londyńskim oddziale PKO BP rozkładali bezradnie ręce, bo niby otwarli oddział,
żeby dotrzeć do Polaków pracujących na Wyspach, ale procedury narzucono im
identyczne jak w Polsce, łącznie z dokumentami takimi jak w Polsce, a
niekoniecznie brytyjskimi odpowiednikami... Ot, polskie banki żyjące w epoce co
najmniej sprzed UE...