Komentarze do artykułu
Karciane sztuczki - krótki kurs
Karta kredytowa to fantastyczny wynalazek. Nie ma lepszego sposobu, żeby płacić za zakupy cudzymi pieniędzmi. I to bez żadnych odsetek! Niestety, ten niewinny kawałek plastiku może być też zabójczą miną w twoim portfelu.
A tak dla przeciwwagi, żebym nie wyszła na specjalistę ds. PR: karta kartą, a
trochę gotówki oraz debetówkę należy przy sobie zawsze mieć. Zawsze może być coś
nie tak z połączeniem. Poza tym np. w Niemczech wiele sklepów spożywczych nie
przyjmuje żadnych kart zagranicznych (biorą tylko jakieś ichnie płaskie karty).
A poza tym opowiem o dwóch przypadkach skrajnego debilizmu obsługi:
1. Barking (Wielki Londyn), supermarket ASDA, miesiąc temu. Wyciągam kartę z
paskiem magnetycznym, a kasjerka upiera się, że przyjmują wyłącznie karty z
chipem i PINem. Nic to, że okazuję jej kwit z tegoż samego supermarketu sprzed 2
dni, gdzie płaciłam moją paskową kartą.
2. Wiedeń, Billa, ok. 2 lat temu. W Austrii kartę należy samemu wetknąć w
czytnik wąskim bokiem. Istnieją 4 możliwości ułożenia karty w czytniku, ale nie
było mi dane przetestować ich, a kasjerka, zamiast mi pomóc, upierała się, że
"tu jest Austria i płaci się w euro!" (w sensie, że moja zagraniczna karta jest
fe). Znaczki Visy pyszniły się oczywiście na kasie.
Poza tym istnieje zawsze możliwość takiej niespodzianki: dzwonią z banku i
mówią, że organizacja Visa International powiadomiła, że "istnieje możliwość, że
doszło do przejęcia danych karty". Propozycja jest taka: albo natychmiast
zablokuję kartę, albo zwalniam bank z wszelkiej odpowiedzialności. No i zostałam
bez karty kredytowej w przeddzień wyjazdu służbowego. Miałam chyba drugą albo
płaciłam debetówką. Teraz dbam o to, żeby zawsze mieć dwie i żeby przynajmniej
ta druga była darmowa albo tania w obsłudze.