Dodaj do ulubionych

Czas na orzeczenie nieważności

27.10.09, 14:59
Witajcie,
czy jest określony czas jaki Sąd Metropolitalny I Instancji ma czas
na orzeczenie ważności/nieważności małżeństwa?
moja sprawa zaczęła się w styczniu 2007 roku. Za niedługo minie trzy
lata jak się ciągnie a tu echo.
W czerwcu otrzymałam pismo od Obrońc Wezła Małżeńskiego.
I do teraz echo co się z tym dzieje.
Wiem, że tych spraw teraz na pęczki ale przecież muszą być jakieś
przepisy ile taka sprawa może trwać.
Dodam, że sprawę mam w sądzie katowickim
dziękuję
Edytor zaawansowany
  • anjar_84 27.10.09, 15:00
    przepraszam za błędy ale pisałam w pośpiechu
    anjar_84 napisała:

    > Witajcie,
    > czy jest określony czas jaki Sąd Metropolitalny I Instancji ma
    czas
    > na orzeczenie ważności/nieważności małżeństwa?
    > moja sprawa zaczęła się w styczniu 2007 roku. Za niedługo minie
    trzy
    > lata jak się ciągnie a tu echo.
    > W czerwcu otrzymałam pismo od Obrońc Wezła Małżeńskiego.
    > I do teraz echo co się z tym dzieje.
    > Wiem, że tych spraw teraz na pęczki ale przecież muszą być jakieś
    > przepisy ile taka sprawa może trwać.
    > Dodam, że sprawę mam w sądzie katowickim
    > dziękuję
  • tricolour 27.10.09, 15:56
    ... sprawę zakładałem w 2005 roku, a niedawno dostałem dekret z wyrokiem - cztery lata.

    Od czasu otrzymania pisma Obrońcy do dekretu z wyrokiem minęło półtora roku.
  • mona.blue 28.10.09, 09:07
    Tricolour , czy dostałeś wynik pozytywny?
  • delfinka80 27.10.09, 16:03
    Bardzo interesuje mnie procedura uniewaznienia małżeństwa kościelnego, w
    szczegółach jak to wygląda. Jestem po rozwodzie cywilnym. Zastanawiam sie nad
    założeniem sprawy w Sadzie kościelnym. U nas sprawa wygląda tak, że zawieralismy
    malzenstwo, bo sie kochalismy, nikt nas do niczego nie zmuszal, no moze
    delikatne sugestie rodziców, ze moze bysmy juz ten zwiazek zalegalizowali,
    odkladalismy to 3 lata. Potem oddalilismy sie od siebie, cpraz wiecej klotni,
    roznica pogladow na zycie, charakterów,kazde z nas zylo swoim zyciem. Dzieci nie
    mamy. Doszło do zdrady jednej ze stron w zwiazku z brakiem zainteresowania
    drugiej strony i brakiem checi pracowaniana nad zwiazkiem. Potem gdy ta druga
    strona sie dowiedziala automatycznie natychmiast rozwód. Wiec nie wiem czy w
    nasyzm przypadku mozliwe byloby uzyskanie takiego uniewaznienia.
  • tricolour 27.10.09, 16:07
    ... więc historie małżeńskie mają znikomy wpływ.

    Jest stwierdzenie nieważności czyli stwierdzenie faktu, że małżeństwa - w sensie sakramentalnym - nigdy nie było.
  • pisklatko12 27.10.09, 17:32
    dlaczego napisałeś, że nie ma unieważnienia?? Co przez to rozumiesz??
    --
    POKAZUJ LUDZIOM MAGIĘ ŻYCIA ZAMIAST TANICH SZTUCZEK...
  • tricolour 27.10.09, 20:59
    ... unieważnienie oznacza, że coś było ważne, ale zostało unieważnione. Jak stary dowód osobisty czy legitymacja: kiedyś były ważne, ale straciły swoją ważność.

    Sakrament jest (z definicji) na całe życie więc nie można go unieważnić. Można za to próbować udowodnić, że nigdy (w sensie wymogów formalnych) nie zaistniał.

    Przykład: małżonek nie chce dziecka. Warunkiem małżeństwa jest zgoda na przyjęcie potomstwa. Brak tejże zgody czyni sakrament nieważnym: nie było małżeństwa sakramentalnego.
  • stazyla50 24.06.19, 15:29
    To nie jest unieważnienie,tylko uznanie małżeństwa jako nieważnie zawarte. Czekałam w sumie ok 4 lata,z tym,że mam teraz z dwóch instancji. Z drugiej instancji czekałam ok 3-4 miesięcy, z pierwszej pewnie ponad 3 lata
  • lampka_witoszowska 28.10.09, 00:30
    u mnie sprawa od pisma obrońcy do wyroku pierwszej instancji trwała
    jeszcze rok i 3 mies, potem jakieś 6 mies na wyrok II instancji
    całość w sumie 2 lata
    sąd wrocławski

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • useless00 28.10.09, 08:21
    Nie wiem, czy kto mój wątek czyta więc zapytam tu. wink Czy do procedury jest
    potrzebna obecność fizyczna drugiej strony? Ex za chiny nie chce "się płaszczyć
    przed klechami, ani rodziny (ewentualni świadkowie)po kuriach ciągać", więc
    niczego nie ułatwi, ale... stosowne oświadczenia czy co tam chce podpisze.
    --
    Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam.
  • scindapsus 28.10.09, 09:03
    Obecność drugiej strony nie jest potrzebna.
  • tricolour 28.10.09, 09:05
    ... ale musisz mieć mocne dowody, tak by sąd móg wydać wyrok bez
    udziału i zeznań strony. Pamiętać nalezy, że KAŻDA wątpliwość jest
    za ważnością sakramentu więc brak męża stwarza wielką niewygodę w
    procesie.
  • mola1971 28.10.09, 09:32
    Tri, z tym to chyba tak różnie bywa.
    Wczoraj rozmawiałam z koleżanką z pracy, która w sobotę brała ślub
    kościelny (po 5 latach od cywilnego) i jej ex nie zeznawał bo nie
    chciał, ale ona twierdzi, że to było interpretowana na jej korzyść.
    Cała sprawa trwała 3 lata.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • afp31 28.10.09, 08:41
    1. Czy aby złożyć wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa trzeba być już
    po rozwodzie cywilnym czy można te sprawy rozpocząć jednocześnie?
    2. Czy przy postępowaniu o stwierdzenie nieważności radzicie sobie sami czy
    wynajmujecie adwokatów ponoć w Polsce jest ich ok 20 od tych spraw?
    3. Czy posiadanie dziecka (poczęte przed ślubem kościelnym) uniemożliwia
    stwierdzenie nieważności małżeństwa biorąc pod uwagę np. kanon 1095?
    4. Ile tak naprawdę to wszystko kosztuje i czy zwykłego katolika o przeciętnych
    zarobkach na to stać???
    5. Jeśli ktoś życzliwy chciałby mi udzielić info - z góry dziękuję i będę
    wdzięczna - mój adres: anna_fp@op.pl
    Pozdrawiam
  • tricolour 28.10.09, 09:08
    1. Nie jest konieczny rozwód cywilny, ale pamiętać należy, że dlaej
    prawnie bedziecie małżeństwem - to utrudnia wyrok kościelny.

    2. Można wynająć, można samemu.

    3. Nie.

    4. Co łaska.

    5. Forum jest publiczne więc odpowiadam publicznie.
  • afp31 28.10.09, 10:07
    Dzięki!
    Mam jeszcze jedno pytanie a mianowicie gdzie mogę i z kim o tym porozmawiać? nie
    mam zaufanego księdza ani księdza w rodzinie a w mieście gdzie obecnie mieszkam
    nie mam znajomych z podobnymi "przygodami"?
  • tricolour 28.10.09, 17:05
  • stazyla50 24.06.19, 15:30
    U mnie nie było co łaska. Podano konkretną kwotę,ale przyznam,że byłam zaskoczona,że jest tak niska
  • mona.blue 28.10.09, 09:10
    anjar_84 napisała:

    > Witajcie,
    > czy jest określony czas jaki Sąd Metropolitalny I Instancji ma czas
    > na orzeczenie ważności/nieważności małżeństwa?

    Teoretycznie na pierwszą instancję jest 2 lata, na drugą 6 m-cy do roku.
    W praktyce pozytywny wyrok pierwszej instancji dostałam po 2 latach i 4
    miesiącach (Warszawa).
    Druga instancja się przeciągnie bo kuria w Poznaniu (druga instancja jest
    rozpatrywana w innym mieście) zażądała dodatkowych dowodów lub świadków.
    Strasznie mnie to przygnębiło.
  • kasper254 28.10.09, 12:42
    Oświećcie mnie - prostego, naiwnego i głupiutkiego człowieka. Jak to
    jest, że można stwierdzić, że małżeństwa nie było, gdy wszyscy wkoło
    widzieli i wiedzieli, że było?
    Jakie tu mogą być dowody, zasady, wartości, reguły procesu? No,
    np. fakt, że jedno za małżonków nie chciało dziecka; od początku
    małżeństwa, gdzieś tam w środeczku, przy końcu; czy też wychowywanie
    dzieci w innej religii, czy nawet niedomagania seksualne, choroba
    psychiczna...
    I ta kwestia - że chodzi o małżeństwo "sakramentalne". Rodzi się
    problem: jak może rozłączyć je człowiek, a nie Bóg, skoro
    przyjmujemy,że kapłan jest człowiekiem.
    Czy taki proces nie jest więc farsą, kupczeniem wartościami?
    Pomijam stronę handlową: koszta sprawy, powtórne, czy jeszcze
    następne małżeństwa kościelne? Księża zawsze trzymali z silnymi,
    zawsze poszukiwali zarobku, zawsze - poczynając od III w. n.e - byli
    zachłanni - to ja wiem. Nie rozumiem tylko, jak człowiek może się na
    to nabrać, jak może wyprzeć się swojej części życia, zanegować to,
    co było. I tu mój problem - wracam do preambuły.
  • tricolour 28.10.09, 13:12
    ... co napisałeś, to byś zobaczył, że jako jedyny dowód na zawarcie
    sakramentu wymieniłeś "wszyscy wkoło widzieli". Tyle, że nie chodzi
    o to co widzieli (bo widzieli TYLKO ceremonię) a chodzi o sprawy
    formalne. Poczytaj o wymogach formalnych udzielenia sakramentu, a
    sprawa staje się prościutka.

    NIkt także nie wypiara się swojej części życia tylko twierdzi o
    nieważności sakramentu. Kierowca bez prawa jazdy także nie wyprze
    się przejechanych kilomeetrów i obejrzanych widoków.
  • kasper254 28.10.09, 13:43
    Zastanawiam się i zastanawiam i dalej nie kumam. Czyli, jak dobrze
    rozumiem,jeśli sąd niewłaściwy np. rzeczowo, wyda wyrok, to kasuje
    sprawę, a więc nie ma i nigdy np. gwałtu czy kradzieży, czy też
    czyny te były nieważne? Ten Twój przykładowy kierowca też jakiś
    szemrany. Odwołajmy się do niego: czy na podstawie liczby np.kar,
    czy kradzieży kur można stwierdzić, że nigdy nie był kierowcą?
    Jednak niech to oświecanie mnie trwa dalej.
  • mola1971 28.10.09, 14:00
    Kasper, wytłumaczę Ci to na przykładzie z własnego życia.
    Wychodząc za mąż miałam 20 lat a wyszłam za mąż tylko i wyłącznie
    dlatego, że to była jedyna wtedy metoda na to by wyprowadzić się z
    domu. Sama jakoś wcale nie miałam ochoty na ślub kościelny (bo jakoś
    nie czułam takiej potrzeby wtedy), ale wzięłam ten ślub bo nalegali
    na to moi rodzice. Oprócz tego mój mąż był osobą niewierząca i
    specjalnie na tą okoliczność przystąpił do komunii i bierzmowania
    (ochrzczony był po urodzeniu), ale dla niego to co się działo w
    Kościele to był tylko cyrk a nie sakrament.
    Zresztą to w ogóle był cyrk a nie sakrament bo ani ja ani on nie
    przystąpiliśmy do niego ani ŚWIADOMIE ani z WŁASNEJ woli.
    W żaden sposób nie przekreśla to oczywiście tego co było później.
    W sądzie cywilnym by orzec rozwód "bada się" historię małżeństwa i
    stwierdza lub nie jego rozpad. W sądzie kościelnym jest odwrotnie -
    bada się "poprawność" jego zawarcia. I stwierdza się, że dane
    małżeństwo w momencie zawarcia zostało zawarte ważnie lub nie.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • scarlet.secret.sky 28.10.09, 14:45
    Mola rozumiem, ze pobraliscie sie bedac mlodzi, nie myslac o konsekwencjach i
    powadze ceremonii, ale czy taka niedojrzalosc psychiczna jest brana pod uwage
    uznajac niewaznosc sakramentu? To moze byc jeden z argumentow za niewaznoscia?
    Przeciez wiele osob podchodzi do malzenstwa jak do czegos co trzeba przejsc, dla
    nich ceremonia to taki przykry obowiazek. Nawet wsrod znajomych mam kilka
    podobnych par, ktore do dnia slubu i wesela szykowaly sie jak do wojny. Czy oni
    wszyscy kiedys moga sie starac o uniewaznienie malzenstwa?
  • mola1971 28.10.09, 14:52
    Scarlet, nie wiem. Ja jeszcze nawet nie wzięłam się za to, dopiero
    powoli się przymierzam.
    Dla mnie (tak wewnętrznie) nie jest ważny młody wiek tylko to, że do
    tego ślubu zostałam niemal zmuszona przez rodziców. Sama go nie
    chciałam. Ważne również jest dla mnie to, że dla mojego ex małżonka
    to nie był sakrament bo był i jest niewierzący.
    A jak podejdzie do tego sąd kościelny to ja nie wiem. Dowiem się gdy
    już się za to wezmę.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • scarlet.secret.sky 28.10.09, 15:10
    Zastanawiałam się po prostu, bo jestem na takim etapie, że wszyscy w okół mnie
    się pobierają, sama też myślę o małżeństwie coraz częściej, więc temat mnie
    zaciekawiłsmile
    A że lubię pogdybać co będzie w przyszłości, to zaczęłam sobie wyobrażać jak
    znajomi w kolejce stawiają się po unieważnienie argumentując męczarnią podczas
    ślubu i wesela wink Ale, żeby nie było życzę im happy endu.
    Powodzenia w realizacji planów.
  • lampka_witoszowska 28.10.09, 23:09
    dobra rada: gdybaj, ale jeszcze nie myśl o ślubie smile

    bo to, wiesz - jak z wychowywaniem dzieci: ekspertem się jest, póki
    się własnych nei ma :o)

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • scarlet.secret.sky 29.10.09, 09:05
    Lamko jednak kiedyś, w końcu będę musiała z tego drzewa spaść i otrzeć się o
    rzeczywistość smile
  • tricolour 28.10.09, 17:03
    ... komplikujesz prostą dodając gwałty i kury - niepotrzebna
    ilustracja tylko zaciemnia istotę rzeczy.

    A jeśli już bardzo chcesz o tym gwałcie, to sądownictwo na pewno zna
    przypadki, że kobieta zgłosiła gwałt, a w procesie okazało się, że
    sama chciała i gwałt... nieważny. Żarty na bok.

    Rzecz jest prosta: sakrament jest ważny jeśli przy jego zawieraniu
    zostały spełnione wszystkie wymogi formalne. Zazwyczaj jesteś
    dokładny i analityczny więc nie rozumiem jak możesz nie pojmować tak
    prostej rzeczy. Te wymogi formalne są przecież jasno wymienione.

    Jeśli bardzo chcesz przykładu, to zgoda na potomka jest jak
    najbardziej na miejscu, bo kapłan PYTA o to podczas ślubu. Jeśli
    ktoś odpowie twierdząco (a w rzeczywistości nie chce dzieci), by się
    kapłan odczepił i dał ten slub, to co to za sakrament jeśli został
    zdobyty przez kłamstwo.
  • kasper254 28.10.09, 21:36
    Tri, mola - Wy naprawdę wierzycie w to, co piszecie?
  • mola1971 28.10.09, 21:54
    Kasper, gdybym nie wierzyła to bym tego nie napisała.
    Napisałam tylko i wyłącznie ze względu na Ciebie bo Cię cenię, ale nie chcę dłużej o tym rozmawiać. Wiara to jest bardzo intymna sprawa każdego człowieka. Chyba najintymniejsza z możliwych. Nie jestem osobą duchowną i nie mam odpowiednich kompetencji by kogokolwiek do mojej wiary przekonywać. Zresztą nawet własnego syna, który kryzys wiary przechodzi i deklaruje, że jest ateistą nie próbuję przekonywać (tylko pozwalam mu do tego dorosnąć) a co dopiero kogoś anonimowego na forum.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • useless00 28.10.09, 22:06
    Kasper przyjmujesz błędne założenia. I chyba nie rozumiesz pewnych spraw. Temat ten był już przerabiany na tym forum. Kościół bardzo niechętnie uznaje za zawarte nieważnie małżenstwa. Szczególnie po tym co powiedział Benedykt XVI. I choć jest więcej takich spraw niż kiedyś to i tak w większości przypadku kanony sa bardzo surowo oceniane. Są zasady, są prawa. Kupczenie nie ma nic do rzeczy. Jeśli Ty uważasz sakrament za coś nienaruszalnego bez względu na wszystko nawet jeśli ktoś naruszył Twoją wolną wolę, wprowadził ją w błąd, albo też takowej woli nie posiadasz, to wybacz, ale jesteś świętszy od papieża.

    Mam wrażenie, że nie znasz podstawowych dogmatów, zasad itd. Ale nie wydaje mi się by to był miejsce i czas by o tym mówić. Nie mieszaj instytucji Kościoła z instytucjami świeckimi - inne prawa, inne obowiązki. Porównanie aktu sakramentu z czynem w postaci gwałtu jest kompletnie chybione. W Polsce niestety większość osób nie rozumie sensu przysięgi małżeńskiej wobec Boga, złożonej w obecności księdza jako świadka (!). "Płodność jest darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem." - cytat z KKK - to dlatego tak ważne dla sakramentu (czy wiesz co to aby jest?) jest świadoma, dobrowolna zgoda. Zatajenie niechęci do posiadania dzieci jest poważną przeszkodą, oszustwem i to w stosunku do osoby, którą podobno się kocha. W prawie cywilnym jest coś takiego jak uchylenie się od zobowiązania o ile powtalo ono w wyniku wprowadzenia w błąd. NIE wykorzystuje się czyjeś nieświadomości! Rozumiesz?

    Polecam lekturę Katechizmu Kościoła Katolickiego.


    --
    Lubię mówić o niczym. Jest to jedyna rzecz, na której się znam.
  • tricolour 29.10.09, 00:06
    ... zasada jest prosta i daje się wypowiedzieć czterema słowami: sakrament
    ma wymogi formalne.
  • kasper254 01.11.09, 06:33
    1. Moja żartobliwie - kpiąca inwokacja była raczej zaprawiona
    goryczą, aniżeli próbą naruszania uczuć relgijnych.
    2. Cały omawiany proces kościelny opiera się na podstawach
    dyskrecjonalnej władzy, braku stałych, uniwersalnych norm, zasad i
    wartości. Wynika to z tego, że próbuje się sztukować to, co jest
    sprzeczne w samym założeniu: połączenie tomaszowskich norm boskich z
    ludzkimi. Idą za tymn następujące konsekwencje: pseudodowody osobowe
    i rzecowe, w tym o charakterze wybitnie poszlakowym i uznaniowym,
    nie mające w zasadzie przełożenia na świat prawa natury. Niektórzy
    myśliciele o rodowodzie judeo-chrześcijańskim zdają sobie sprawę z
    tego, jak fałszzywą instytuacją, niemoralną hybrydą, jest "rozwód"
    kościelny, bo jest on przecież, biorąc pod uwagę w skutkaxch,
    rozwodem,a nie uznaniem czegoś,co było, za niebyłe.
    3. Poprzez instytucję braku rozwodu małżeństwa kościelnego kościół
    legitymizuje nierówności, czyniąc człowieka swoim bytem, a nie bytem
    świata boskiego. Człowiek pozostaje pod władzą hierarchów, idzie im
    na rękę. Powinien raczej działać na rzecz i kwidacji nierówności.
    Przynosi cierpienia wielu ludziom: tym, którzy nie mogą powtórnie
    wyjść za mąż/ ożenić się, przystępować do sakramentu, bliskim,
    którzy przeżywają za córkę/syna itd., dzieciom rozwodników,
    wyruconyc poza nawias kościoła.
    4. Powiedzcie mi, czy wyrok, w świetle powyższego, może przynosić
    różne sprawiedliwości, wzbudzać cierpienia? Jeśli tak, tak nie jest
    sprawiedliwy, nie jest wyrokiem, ale swobodnym uznaniem arbitralnie
    działającej, poza wszeką kontrolą, władzy, uzurpującej sobie rząd
    dusz. Godząc się na mnejsze zło, godzimy się na większe
    nieprawiedlwości.
  • mola1971 01.11.09, 10:53
    Kasper, uznanie sakramentu małżeństwa za nieważny w żaden sposób nie przekreśla małżeństwa jako związku. To nie chodzi o żadne wyparcie się tego co było. Chodzi (przynajmniej u mnie) o to by żyć w zgodzie z samą sobą.
    I to też nie jest tak, że z kolei bez tego czuję się gorszym człowiekiem. Nie czuję się również wykluczona poza nawias Kościoła.
    To już nie te czasy. Obecnie Kościół ma inne (bardziej ludzkie) podejście do ludzi rozwiedzionych i ich rodzin.
    Nawet jeśli moje małżeństwo nie zostanie uznane za zawarte nieważnie nie będę z tego powodu cierpiała bo w ostatecznym rozrachunku i tak to nie ludzie będą mnie rozliczać z tego jakim człowiekiem byłam. A rozliczana będę z całego swojego życia a małżeństwo to tylko jeden z elementów tego życia.
    Co do duchowieństwa... Cóż, to też są tylko ludzie i jak to ludzie są różni. Dobrzy i źli, mądrzy i głupi.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • tricolour 01.11.09, 12:04
    ... jakie masz merytoryczne podstawy wydawania swoich sądów o Kościele?

    Konkretnie: kierunkowe wykształcenie, doświadczenie, osiągnięcia.
  • kasper254 02.11.09, 07:16
    1.Wszystko, co tutaj piszę, jest szczere. Mam wystarczającą wiedzę,
    aby pisać o tym, czy innym kościele.
    2. Nie bierz do siebie osobiście to, co napisałem. Wyraziłem raczej
    swój ból i - jak wspomniałem - gorycz. Otóż napatrzyłem się dość na
    cierpienie moich bliskich, płynące tylko z tej prostej przyczyny, iż
    ich krewni nie mogą powtórnie zawrzeć związku sakramentalnego,
    przyjąć komunii itd. Byli ofiarami w nieudanym małżeństwie, ale
    zostali zrównani z katami. Rządzący Kościołem zstygmatyzowali ich
    jako ludzi II kategorii, bez żadnych racji i uzasadnień religijnych,
    moralnych czy obyczajowych. Zwykłe barbarzyństwo motywowane
    względami "doktrynalnymi".
    I ostatnia rzecz: moja żona, jako osoba wierząca, chciałaby mieć
    ślub kościelny. Nie umiałbym jednak unieważniać częci mojego życie,
    mojego pierwszego małżeństwa i to w "procesie" opartym na z góry
    fałszywie przyjętych założeniach i podstawach formalno- i
    materialnoprawnych.
    Szanuję Cię, Tri - i także tej ostatniej kwestii nie bierz do
    siebie. Robimy to, co sami uważamy za słuszne.
  • tricolour 02.11.09, 09:07
    ... bo sam miałem poglądy podobne do Twoich. Wynikały one ze skąpej
    wiedzy na poziomie katechizmu szkoły podstawowej. Jakośc takiej
    wiedzy jest mizerna i opiera sie na stereotypach, że sakramet to
    formułka przy ołtarzu w obecności świadków. Tak jednak nie jest, bo
    sakrament to także wymogi formalne.

    Popełniasz także powszechny błąd językowy i mówisz o unieważnianiu
    sakramentu (zamiast stwierdzeniu niewazności) oraz o przekreślaniu
    zycia. Dlaczego nie uzywasz precyzyjnego słownictwa?

    Pamiętam jka się kiedyś zżywałm i irytowałem, że inni mogą
    sobie "unieważnić" a jak nie mogę. Zazdrosciłem im i uważałem to za
    niesprawiedliwe. Sytuacja się zmieniła gdy zdobyłem troszke wiedzy...
  • lampka_witoszowska 28.10.09, 23:05
    przecież Ty wcale nie zyczysz sobie być oświeconym smile))
    masz na beton ugruntowane swoje nieprzemyślane poglądy na ten
    temat smile

    za dużo wolnego czasu? smile))

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • takajuzpo 02.11.09, 21:06
    Podczepiam sie do tematu bo mnie zaciekawil.
    Chce ( teoretyzuje ta chęcią orzeczenia niewaznosci choc dalsza czesc tekstu
    poza nawiasem to prawda) "rozwodu" kościelnego - powod jestem nie wierzaca i nie
    bylam w trakcie slubu. Jest to powod wystarczający do przedsięwzięcia takich
    kroków? Czysto teoretyzuje. Drugi powod - slub po to by dziecko mialo chrzciny,
    slub byl mocno sugerowany przez księdza.
  • tricolour 02.11.09, 21:34
    ... to nie mogłaś w ogóle przystepowac do ołtarza.
  • takajuzpo 02.11.09, 22:12
    Tri, prosze o informacje. Skoro mam slub koscielny tzn ze tam bylam i
    powiedzialam co mialam powiedziec. Mam chrzest bo rodzice mnie ochrzcili,
    bierzmowanie bo tak mial ogol spoleczenstwa i nic poza tym. Wiary, nadziei i
    przezywania w tym nie ma nic. Stąd moje pytanie. Plus dla takiego rozwodu bylby
    najwiekszy dla ex, moglby wziac ponownie slub koscielny z kimkolwiek innym jesli
    to dla niego byloby wazne. Czy ktos moglby mi odpowiedziec na zadane wczesniej
    pytanie?
  • mola1971 02.11.09, 22:22
    Tak naprawdę to dowiesz się jeśli się za to weźmiesz.
    Tu raczej na podstawie tak skąpych informacji nikt Ci jednoznacznej odpowiedzi nie udzieli bo ważne są niuanse. Oczywiście z perspektywy osoby niewierzącej są to niuanse bo dla katolika są to sprawy zasadnicze.
    IMO to Twój ex jeśli chce powinien się tym tematem zainteresować a nie Ty.
    --
    internetbezchamstwa.pl
  • takajuzpo 02.11.09, 22:46
    Dziękuje za odpowiedź smile
    Nie chcialam nigdy się za to brac bo nie jest to mi do niczego potrzebne, tak
    tylko się teraz nad tym zastanawialam czytając ten watek smile
  • tricolour 03.11.09, 08:32
    ... pisząc "Mam chrzest bo rodzice mnie ochrzcili, bierzmowanie bo tak
    mial ogol spoleczenstwa i nic poza tym". Owszem - jest coś "poza tym".
    Podczas ceremonii slubu kapłan zadał szerego pytań odnośnie wiary i
    sakramentu. Był czas zaprzeczyć. Zdecydowałaś inaczej i nie zaprzeczyłaś?
    To ponoś konsekwencje.

    Zresztą możesz próbować jakoś udowodnić, że osoba mająca chrzest,
    bierzmowanie i ślub kościelny (brany świadomie, co sama mówiłaś pod
    przysięgą) jest niewierząca. W takich razach nie dziwię się Kacprowi, że
    jest skołowany. Sąd Duchowny trudniej skołować, bo w momencie wątpliwości
    przestanie zajmować się sprawą i oddali pozew.
  • tricolour 03.11.09, 08:55
    ... na pewno nie raz się przyda.
  • arlettabolesta 04.05.19, 14:16
    Z uwagi na zamknięcie platformy blogów na blox.pl zmienił się również link do mojego bloga nt. kościelnego procesu o nieważność małżeństwa, służę podaniem jego elektronicznie
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka