Dodaj do ulubionych

tracę wiarę w kobiety

23.06.10, 10:08
Po przeczytaniu takich wątków jak ten:
forum.gazeta.pl/forum/w,571,113250056,113250056,Nagly_powrot_ojcowskich_uczuc.html
Pani życie sobie "poukładała", stary tatuś do obrazka nie pasuje, synek mówi
już "tato" do nowego, więc pytanie - jak się pozbyć na stałe niewygodnego
starego? Może sądy rodzinne mogłyby orzekać o eksterminacji, to byłoby jakieś
rozwiązanie...

--
chez alma
Edytor zaawansowany
  • malwa200 23.06.10, 10:32
    ale tam jest napisane, ze ojciec ma nagły przypływ uczuć. takie
    rzeczy nie wpływaja dobrze na dziecko. gdzie ten ojciec był, gdy
    matka dziecka, jak napisała "jakoś się pozbierała" czyli mozna
    wywnioskować, ze pzrezywała rozstanie. wreszcie udało się jej
    stworzyc normalną rodzine, to teraz raptownie ojciec sobie
    przypomniał? za takie błędy płaci sie na własne zyczenie ojca-
    zobojętnieniem lub niechęcią własnego dziecka do takich ojców. co
    innego, gdyby od poczatku interesował się synem, widywał z nim
    często i wypracował więzi
  • eutherpe 23.06.10, 10:37
    Niedokładnie została w wątku sprecyzowana sytuacja- czy ojciec przez 9 lat miał
    dziecko w nosie i nagle przypomniał sobie o potomku?>Dlaczego dziecko nie chce
    widzieć się z ojcem?
    Trudne...
    Ale ja osobiście straciłam wiarę w mężczyzn.
  • eutherpe 23.06.10, 11:23
    Ej,nie piszcie tak oficjalnie bo zaraz obrończynie Panów nazwą was bełkotliwymi
    babami, które mają same ze sobą problemsmile). Tautchinsky gdzie jesteś?>smile)
  • triss_merigold6 23.06.10, 10:39
    Para nigdy nie mieszkała razem, kontakty były sporadyczne, a przez
    ostatni rok żadne ergo więzi między dzieckiem, a ojcem nie ma.
    Ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich co też dość wymownie
    świadczy o charakterze relacji.
    Dziecko nie ma ochoty na kontakt z kimś dla niego kompletnie obcym.
    Gdzie tu widzisz problem? Dziecko nie jest zabawką i nie służy do
    realizowania nagłej potrzeby kontaktu obcego typa.
    Autorka wątku może wsytąpić o sądowy zakaz kontaktów ale będzie
    musiała przejść drogę przez mękę w RODK. Zapewne RODK wyda opinię,
    że między dzieckiem, a ojcem nie ma więzi, a takie nachodzenie
    dziecku szkodzi.
  • plujeczka 23.06.10, 11:07
    na swoim przykładzie podam ,że utraciłam wiarę w ojców i pewnie
    kilka znajomych Pań z tego forum, ojciec lub matka mają to od
    dziecka na co zasłuzyli swoją postawą , obojętnością wobec niego.
  • lima 23.06.10, 11:14
    No oczywiście, ty byś z radością przyjęła do rodziny pana, który np 10 lat temu
    prał cię po mordzie, potem zniknął i zostawił cię samą z dzieckiem bez kasy, sąd
    mu prawa odebrał, a teraz pan uznał, że ma ochotę być super ojcem więc będzie
    się z dzieckiem spotykał czy tobie lub dziecku się podoba czy nie.
    Nalezy taką matkę zdecydowanie potępić, zdzira jedna, kochającemu ojcu dziecka
    nie chce dać jak on przecież plemnik jej kiedyś oddał! Skandal.

  • triss_merigold6 23.06.10, 11:18
    forum.gazeta.pl/forum/w,571,104233051,,inny_punkt_widzenia.html?v=2
  • nowel1 23.06.10, 11:27
    Jak dla mnie - przesadzilaś.
    Jakie ty masz prawo oceniać, że to jest patologiczny wzorzec?
    Jesteś jakimś wzorcem z Sevres dla braku patologii?
  • triss_merigold6 23.06.10, 11:35
    Owszem. Pani ma wdrukowane, że tatuś znikający punkt to norma i nic
    złego. Wpadnie, pogada, spotka się, zniknie, nie da znaku życia
    przez kilka miesięcy, potem znów się pojawi etc.
    Żeby uznać, że jednak tatuś znikający punkt nie jest pożądanym
    wzorcem, musiałaby zanegować wizję swojej idealnej i wyrozumiałej
    matki, ktora nie oceniała takiego postępowania tatusia i nie
    potrafiła powiedzieć dziecku wprost, że taka forma kontaktów nie
    świadczy o poważnym traktowaniu dziecka.

    Kontakty mojego dziecka z jego rodzony ojcem, a moim eksem są
    regularne i bardzo dobre. Na tle forumowych przypadków wręcz
    wzorcowe.
  • a1ma 23.06.10, 11:32
    Patologiczny wzorze, dobre wink
    Wiem, ile wysiłku kosztowało moją matkę, żeby zawsze umożliwić ojcu spotkanie ze
    mną, nawet jeśli pojawiał się po latach.
    Dziś mam dobry kontakt z obojgiem rodziców, co bardzo sobie cenię i za co jestem
    bardzo jej wdzięczna. Dzięki temu mogłam wyrobić sobie obiektywne spojrzenie na
    sprawę i może między innymi dzięki temu sama mogłam ułożyć sobie życie w
    szczęśliwym małżeństwie - dużo trudniej byłoby mi to osiągnąć, gdybym była
    wychowywana w poczuciu krzywdy z piętnem ojca, który nas opuścił na zawsze.

    --
    chez alma
  • triss_merigold6 23.06.10, 11:38
    A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać wysiłek w
    to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?
    Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
    regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i ematce?
    Masochizm?
  • a1ma 23.06.10, 11:43
    triss_merigold6 napisała:

    > A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać wysiłek w
    > to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?

    Oczywiście, że powinien.
    Dlatego jak wspomniałam w tym wygrzebanym przez Ciebie wątku - ojciec nigdy nie
    będzie dla mnie "pełnowartościowym" rodzicem. Ale mimo tego - kontakt, jaki mam
    z nim dziś i możliwość wyjaśnienia sobie na spokojnie różnych spraw z
    przeszłości wiele wniosły w moje życie. I to moja decyzja, czy wybaczę mu błędy
    przeszłości, czy też nie, nie mojej matki - i fantastycznie, że ona to umiała
    uszanować.

    > Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
    > regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i ematce?
    > Masochizm?

    Raczej nuda. Niektórzy oglądają Rozmowy w toku, ja czytam fora wink

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 12:46
    a1ma napisała:

    > triss_merigold6 napisała:
    >
    > > A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać
    wysiłek w
    > > to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?
    >
    > Oczywiście, że powinien.
    > Dlatego jak wspomniałam w tym wygrzebanym przez Ciebie wątku -
    ojciec nigdy nie
    > będzie dla mnie "pełnowartościowym" rodzicem. Ale mimo tego -
    kontakt, jaki mam
    > z nim dziś i możliwość wyjaśnienia sobie na spokojnie różnych
    spraw z
    > przeszłości wiele wniosły w moje życie. I to moja decyzja, czy
    wybaczę mu błędy
    > przeszłości, czy też nie, nie mojej matki - i fantastycznie, że
    ona to umiała
    > uszanować.
    >
    > > Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
    > > regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i
    ematce?
    > > Masochizm?
    >
    > Raczej nuda. Niektórzy oglądają Rozmowy w toku, ja czytam fora wink
    >
    nie tylko czytasz, udzielasz sięsmile) a co lepsze jako szczęśliwa
    mężatka dajesz rady rozwodzącym się, jako bezdzietna - samotnym
    mamom (w sumie mamom w ogóle).

    nudzisz się?? widocznie mało masz obowiązków. ja się nigdy nie nudzę
    i podejrzewam, że większość tu obecnych (obu płci) również, bo po
    prostu nie ma na to czasu...
  • a1ma 23.06.10, 12:49
    Faktycznie, nudzę się i do tego mam sporo wolnego czasu.
    Czy to zbrodnia?

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 12:55
    zbrodnia nie, najwyżej brak ambicjismile)
  • a1ma 23.06.10, 13:00
    Że co proszę??
    Teraz mnie rozbawiłaś smile
    Nie muszę harować od rana do nocy, to Twoim zdaniem równa się brakowi ambicji?
    Gratuluję wyważonych sądów o cudzym życiu, o którym nie wiesz NIC.

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 13:22
    czemu harować?? w wolnym czasie oprócz pracy mozna robić różne fajne
    rzeczy, nie trzeba się nudzićsmile
  • a1ma 23.06.10, 13:30
    Robię wystarczająco dużo rzeczy w wolnym czasie.
    A czasem, jak teraz, mam czas "pół-wolny", jestem przywiązana do komputera, a
    jednak trochę się nudzę.

    To co - mogę wchodzić na fora? Mogę, mogę, mogę? Proooszę!

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 13:33
    no, widzisz - to juz brzmi inaczejsmile bo tekst mam duzo wolnego czasu
    i sie nudzę brzmi prawie jak spod budki z piwem...
  • malgolkab 23.06.10, 11:45
    a czy Twoja mama ułozyła sobie życie z kimś innym?? Czy może jeszcze
    czekała, że tata sie zmieni??
    tu kobiecie udało się stworzyć rodzinę, dziecko traktuje partnera
    mamy jak ojca, bo ojciec się po prostu nim nie interesował. to nie
    jest zastąpienie jednego tatusia drugim, bo mamusia ma nowego faceta
    i każe dziecku mówić do niego tato ( z reszta 9 latek jakby nie
    chciał to by nie mówił).
  • a1ma 23.06.10, 11:50
    Nie widzę, jak historia mojej mamy ma tu coś do rzeczy, ale tak, ułożyła sobie
    życie, mam siostrę z jej drugiego małżeństwa, wychowywałyśmy się razem.

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 11:56
    gdyby nie miała nic do rzeczy, to byś nie dawała na podstawie tej
    historii rad samotnym rodzicomsmile)


  • a1ma 23.06.10, 11:58
    Nie na tej podstawie, tylko z pozycji dziecka rozwiedzionych rodziców. To też
    dość ważna perspektywa, o której walczący rodzice zdają się często zapominać.

    --
    chez alma
  • kasper254 23.06.10, 13:38
    1.Malgokab, piszesz jak Bartoszewski. Wg niego i ciebie księża nie
    powinni nauczać, a w tym także lekcji religii,bo przecież nic nie
    wiedzą o wychowywaniu dzieci, życiu małżeńskim itd. Już widzę, jak
    papież, arcybiskupi i pozostali pakują walizki.
    2. Pięknie i mądrze piszesz am. Gratuluję twojej mamie - zrobiła
    ogromną rzecz, bodaj najcenniejszą - zachowała pamięć rodziny, a w
    tym nie pozwoliła na zbrukanie twojego ojca. Ileż kobiet to robi!
    Myślę, że nastraszniejszą zbrodnią jest wyparcie się swoich korzeni,
    przodków, a najpiękniejszą rzeczą - wybaczanie.
    3. Myślę też, że ojciec - pijak czy kryminalista - jest dalej ojcem,
    mimo, iż dziecko komuś innemu mówi "tato". Ale to już odrębny
    problem - instrumentalizacji poprzez sterowania dzieckiem przez
    podłą matkę.
  • a1ma 23.06.10, 11:27
    Do rodziny? Niby dlaczego?
    Ale ojciec jest ojcem i moim zdaniem matka nie powinna mu kontaktów z dzieckiem
    utrudniać, póki nie robi on krzywdy temu ostatniemu. Ostatecznie to nie wina
    dziecka, że ma takiego ojca, a nie innego.

    --
    chez alma
  • scindapsus 23.06.10, 11:32
    Ojciec to nie tylko prawa ale też obowiązki.
    Dla mnie w tym konkretnym przypadku ważniejsze jest dobro dziecka,
    od dobra pana który miał kłopoty z pamięcią.
    Dzieciak nie chce kontaktów, zmuszać go do nich nie należy.
    Pan przespał sprawę-musi się postarac.
    Nachodzenie dzieciaka, przepytywanie nauczycielki to nie jest dobry
    sposób.Swoją drogą jakim prawem ktoś pozbawiony praw przepytuje
    nauczycielkę?

    Jesteś jego adwokatem?
    I wytłumacz mi bo strasznie/okrutnie mnie to męczy-co robi
    szczęsliwa mężatka na forum rozwodowym?

  • a1ma 23.06.10, 11:35
    > Jesteś jego adwokatem?
    > I wytłumacz mi bo strasznie/okrutnie mnie to męczy-co robi
    > szczęsliwa mężatka na forum rozwodowym?

    Zdarza mi się również bywać na forum emama, choć dzieci nie mam i nie zamierzam
    mieć - to chyba nie jest zabronione? wink

    --
    chez alma
  • scindapsus 23.06.10, 11:40
    To nie jest odpowiedź.

    Oczywiście że to nie jest zabronione,

    Widzę że pozostanę z moją niezaspokojoną ciekawością(dam sobie z tym
    radę, spoko) :
    Co sprawia że osoba pisząca o szczęsliwym związku czuje tak silną
    potrzebę, wręcz parcie na zabieranie głosu na rozwodowym.
  • a1ma 23.06.10, 11:45
    Bo nie ma chyba konkretnego powodu.
    Może tylko to, że temat rozwodu jest mi bliski z powodu historii moich rodziców,
    a forum pozwala zrozumieć więcej. Mam nadzieję, że moja obecność tutaj to nie
    problem.

    --
    chez alma
  • scindapsus 23.06.10, 11:51
    Dla mnie nie, ale smiesznie brzmi argument "forum pozwala zrozumieć
    więcej".
    Okopałaś się na swojej pozycji.
    Matkę która Cię okłamywała postawiłaś na postumencie.
    Wbijasz zęby w inne matki które analizują i wyciągają wnioski i nie
    godzą się na bylejakość i złe traktowanie własnych dzieci.
    Zaniedbywanie emocjonalne dziecka przez ojca jest właśnie takim złym
    traktowaniem.
    Ale jak to mówią-kropla drązy skałę.
  • z_mazur 23.06.10, 11:54
    > Matkę która Cię okłamywała

    A skąd taki wniosek?

    > Zaniedbywanie emocjonalne dziecka przez ojca jest właśnie takim
    złym
    > traktowaniem.

    A czy a1ma pisała coś innego? Napisała tylko, że postawa matki mimo
    to pozwoliła jej zachować kontakt z ojcem i pewne sprawy wyjaśnić
    osobiście.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • scindapsus 23.06.10, 12:10
    Analiza tekstu

    Oczywiście brakuje mi możliwości podkreslenia ważnych wg mnie
    fragmentów, ale może kiedyś się doczekam że modzi właczą te
    narzędzia, skoro są dostępne, a są,
    Wystarczy tylko poklikać w ustawieniach forum.


    wstęp

    -Moja mama była taką właśnie jak Wy, samodzielną mamą. Ojca
    - właściwie nigdy z nami nie było,

    czyli taty nigdy nie bylo, była matka siłaczka, dziecko i znikający
    punkt (By TM)

    - moi rodzice pobrali się z mojego powodu i rozwiedli chwilę
    -później. On pojawiał się i znikał, jak mu było wygodnie.

    znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest ojcostwo, i
    postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
    uczucia dziecka.


    -Bywało, że zabrał mnie na wakacje, a bywało, że nie odzywał się
    -tygodniami, miesiącami,

    dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro ktos
    lubi nazywac to inaczej, jego sprawa

    -w końcu latami.

    pan się nie odzywał latami, dla przypomnienia, jakby komuś to
    umknęło.


    -Żadna patologia, normalny facet,

    nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami do
    własnego dziecka

    -który później ożenił się (i to nie raz), ale nie miał innych dzieci
    - poza mną. A mimo to - jakoś mu nie zależało.

    -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie dała
    - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
    - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała kontaktów.

    a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?

    -Wręcz przeciwnie, często tłumaczyła go, zapewniała mnie o jego
    - miłości,

    dla mnie ta pani okłamywała własne dziecko
    kochający ojciec się odzywa, dba o dziecko
    taka miłość to żadna miłość
    Poza tym skąd matka wiedziała że pan dziecko kocha, skoro się nie
    odzywał?

    -choć dziś, po latach widzę, jak
    -bardzo musiało jej być ciężko - kiedy przeczyła oczywistym faktom,
    - dla mojego dobra. A on powoli znikał z naszego życia na własne
    -życzenie.

    Nie rozumiem co znaczy"przeczyła oczywistym faktom dla dobra dziecka
    to jest takie "lepsiejsze" kłamstwo tak?
  • a1ma 23.06.10, 12:21
    Z analizy tekstu - pała.

    --
    chez alma
  • z_mazur 23.06.10, 12:23
    > znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest ojcostwo,
    i
    > postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
    > uczucia dziecka.

    Po raz kolejny zapytam, czy a1lma twierdziła coś innego?

    > dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro ktos
    > lubi nazywac to inaczej, jego sprawa

    A czy ktoś to nazywał inaczej?

    > -Żadna patologia, normalny facet,
    >
    > nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami do
    > własnego dziecka

    Zafiksowałaś się i czytasz między wierszami tam gdzie jest napisane
    wprost. "Normalny facet" w znaczeniu, że nie nałogowiec,
    przemocowiec itp. A że kiepski ojciec przy okazji, to inna sprawa,
    która ze stwierdzeniem "normalny facet" w tym momencie ma niewiele
    wspólnego.

    > -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie dała
    > - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
    > - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała
    kontaktów.
    >
    > a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?

    Tak, szczególnie był wylogowany, jak zabierał na wakacje.
    Wiele matek w sytuacji, gdy ojciec nie pojawia się regularnie, w
    momencie gdy się jednak pojawi, zaczyna piętrzyć trudności.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • malgolkab 23.06.10, 12:29
    z_mazur napisał:

    > > znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest
    ojcostwo,
    > i
    > > postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
    > > uczucia dziecka.
    >
    > Po raz kolejny zapytam, czy a1lma twierdziła coś innego?
    >
    > > dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro
    ktos
    > > lubi nazywac to inaczej, jego sprawa
    >
    > A czy ktoś to nazywał inaczej?
    >
    > > -Żadna patologia, normalny facet,
    > >
    > > nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami
    do
    > > własnego dziecka
    >
    > Zafiksowałaś się i czytasz między wierszami tam gdzie jest
    napisane
    > wprost. "Normalny facet" w znaczeniu, że nie nałogowiec,
    > przemocowiec itp. A że kiepski ojciec przy okazji, to inna sprawa,
    > która ze stwierdzeniem "normalny facet" w tym momencie ma niewiele
    > wspólnego.

    co do ojca a1my moze ok (z tego co pisze) - z resztą nie oceniam
    raczej czyichś rodzicówsmile) co do pana z wątku - za cos mu te prawa
    odebrali chyba.
    >
    > > -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie
    dała
    > > - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
    > > - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała
    > kontaktów.
    > >
    > > a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?
    >
    > Tak, szczególnie był wylogowany, jak zabierał na wakacje.
    > Wiele matek w sytuacji, gdy ojciec nie pojawia się regularnie, w
    > momencie gdy się jednak pojawi, zaczyna piętrzyć trudności.
    >
    dla dziecka ważny jest regularny kontakt, żaden kilkulatek nie
    będzie chetnie spotykał się z kims kogo po prostu nie zna...
  • scindapsus 23.06.10, 13:14
    Ty pozostań przy swoim a ja przy swoim.
    Jak już ktoś inny napisał-dla dziecka ważne są regularne kontakty a
    nie ojciec pojawiający się raz na parę lat
    Tem pan oblał egzamin z bycia ojcem.
    Nie ma co go wybielac.
    Co do pojawienia się w zyciu dorosłego dziecka- w rodzinie mieliśmy
    taki przypadek.
    Pani sobie radośnie przypomniała o córce którą nascie lat wczesniej
    zabiedbała/zostawiła/zniknęła/zapomniała.
    Pojawiła się z pozwem o alimenty.
    To musiała byc miłość.

    A wracając do tematu-ta pani zapewne nie piętrzyłaby problemów gdyby
    pan się pojawił.Problem w tym że on zapewne tego nie chciał-pojawiać
    się.Jeśli pan się na lata wylogował to chyba nie zabierał na wakacje
    co roku.

    Dla mnie eot
    ja po prostu rozumiem panią z zalinkowanego wątku (pierwszy wpis).
    I wcale nie uważam że jest zła i tak dalej.
    Po prostu wie co jest dobre dla jej dziecka i tego dziecka nie
    oszukuje.


  • triss_merigold6 23.06.10, 13:19
    Shit happens too late. Pan nie realizował swoich obowiązków
    ojcowskich, powinien być głęboko wdzięczny losowi, że znalazł się
    mężczyzna, który go zastąpił. Dzięki temu jego dziecko ma szansę
    obejrzeć pozytywny wzorzec mężczyzny.
  • a1ma 23.06.10, 11:56
    Mama nie okłamywała mnie nigdy.
    Zawsze tłumaczyła mi sytuację, ale bez przenoszenia swoich emocji na mnie,
    spokojnie i rzeczowo.
    Niewyobrażalne, co? wink

    --
    chez alma
  • ciociacesia 23.06.10, 12:27
    to c robil twoj ojciec bylo po prostu zle. i jesli twoja matka ci tego nie
    mowila to chyba jednak nie mowila ci prawdy -> oklamywala cie
    --
    z pustego gadania zostaje tylko pustka w środku
  • a1ma 23.06.10, 12:32
    Nie mówiła też, że robi dobrze.
    Wiedziałam od zawsze, że robi źle i było mi jako dziecku bardzo przykro z tego
    powodu - miała mi jeszcze dokładać?

    --
    chez alma
  • triss_merigold6 23.06.10, 12:55
    Przecież sama napisała, że twoja matka przeczyła oczywistym faktom i
    zapewniała Cię o miłości ojca.
    Litości kobieto, są granice w stosowaniu wyparcia.
  • a1ma 23.06.10, 12:59
    Nie napiszę Ci teraz, co konkretnie mówiła i kiedy.
    Na przestrzeni dwudziestu kilku lat naprawdę bywało różnie.
    Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał i kocha. I
    naprawdę nie muszę tłumaczyć Tobie ani komukolwiek innemu, na jakiej podstawie
    tak uważam, a jeśli wydaje Ci się, że wiesz lepiej, bo widziałaś już tysiąc
    podobnych historii - to Twoja sprawa.

    --
    chez alma
  • triss_merigold6 23.06.10, 13:05
    Ja tylko odwołuję się do Twoich wypowiedzi.
    Kochał? Bardzo pięknie, tylko szkoda, że w tak niekonwencjonalny
    sposób. Język jest plastyczny, upośledzonego umysłowo też można
    nazwać inteligentnym inaczej.
    Pozwól jednak, żeby matki, które na co dzień opiekują się własnymi
    dziećmi i zapewniają im stabilność materialną i emocjonalną, miały
    odmienną wizję miłości rodzicielskiej. Bardziej...ekhem... wymierną
    niż sporadyczne kontakty z poczętym niegdyś potomstwem.
  • malgolkab 23.06.10, 13:24
    a1ma napisała:

    > Nie napiszę Ci teraz, co konkretnie mówiła i kiedy.
    > Na przestrzeni dwudziestu kilku lat naprawdę bywało różnie.
    > Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał
    i kocha. I
    > naprawdę nie muszę tłumaczyć Tobie ani komukolwiek innemu, na
    jakiej podstawie
    > tak uważam, a jeśli wydaje Ci się, że wiesz lepiej, bo widziałaś
    już tysiąc
    > podobnych historii - to Twoja sprawa.
    >
    ale argumentacjasmile skoro nie chcesz tłumaczyć, tylko stwierdzasz -
    jest tak, bo tak to po co w ogóle jakakowliek dyskusja? chyba, że to
    monolog miał bycsmile
  • a1ma 23.06.10, 13:33
    A to jest wątek o moim ojcu?
    Popatrz, nie zorientowałam się.

    Pozwolę sobie jednak zamknąć tę dyskusję autorytarnym stwierdzeniem, że to
    jednak JA wiem najlepiej z wypowiadających się tutaj, czy mój ojciec mnie kocha,
    czy nie.
    Ale - cytując innego forumowicza - to jest tylko moje zdanie i do tego się z nim
    zgadzam. Jeśli ktoś ma inne zdanie - to trudno, aż tak mi się nie nudzi, żeby
    wyprowadzać go z błędu.

    --
    chez alma
  • triss_merigold6 23.06.10, 13:43
    Pozwól więc, żeby kobieta z linkowanego przez Ciebie wątku z
    samotnej matki, sama autorytarnie decydowała co będzie dla jej
    dziecka najlepsze. I skoro nie życzy sobie nagłych intensywnych
    kontaktów ojca pozbawionego praw rodzicielskich z 9-letnim obecnie
    dzieckiem, to najwyraźniej ma ku temu powody, ponieważ swoje dziecko
    zna i odpowiada za nie.
  • a1ma 23.06.10, 13:47
    Czy ktoś jej tego zabrania?
    Skoro pyta na forum, to chyba po to, żeby usłyszeć różne opinie. A zrobi, jak
    będzie uważała za stosowne, nikt jej tego prawa nie odmawia.

    --
    chez alma
  • lima 23.06.10, 13:34
    > Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał i kocha.

    Filozofia "On kocha! A że olewa/źle traktuje/nie interesuje się to nic. Przecież
    kocha.Im rzadziej odwiedza tym bardziej kocha." jest dość częsta wśród
    matkopolkowego wychowania: byle tylko facet był. A jaki?-nieważne.

    Zamierzasz mieć dzieci?
  • a1ma 23.06.10, 13:39
    > Zamierzasz mieć dzieci?

    Nie.
    I daruj sobie proszę komentarze, że to lepiej, spróbujmy jednak zachować jakiś
    poziom tej dyskusji i uciąć argumenty ad personam, nie wnoszące NIC.

    --
    chez alma
  • lima 23.06.10, 14:10
    Jesteś pewna że nic? Bo nader często, dzieci nie chcą mieć te osoby, którym ich
    rodzice zgotowali syf w dzieciństwie, wychowali w chorych emocjach pokazując
    jak być złym rodzicem, albo wzór złego związku, od czego dorosłe dzieci które
    sobie z traumą nie poradziły, chcą uciec, wyrzekając się np małżeństwa lub
    rodzicielstwa.
    Sama wiesz, czemu dzieci mieć nie chcesz, Twoja sprawa.

    Jak na teraz to znajoma miała historię: stara matka mieszkająca w tej samej
    miejscowości, znajoma i jej rodzina latami się nią opiekowali. I jej brat
    mieszkający 200km dalej, odwiedzający rodzicielkę raz na rok. Znajoma zalatwiała
    opiekunki, lekarzy, zakupy, sama zmieniała matce pieluchy gdy już była leżąca,
    organizowała czas, angażowała się w codzienną ciężką opiekę nad coraz gorzej
    także psychicznie funkcjonującą staruszką(skleroza, początki alzheimera). Brat
    wysyłał kartkę na święta z życzeniami dla kochanej mamusi. Okazało się, że matka
    uznała że to właśnie syn ją "tak bardzo kocha i się jej losem przejmuje" więc mu
    cały majątek z wdzięczności zapisała. Bo przecież kochał. W przeciwieństwie do
    córki.


  • malgolkab 23.06.10, 12:38
    zabronione niesmile forum rozwodowe z racji sytuacji Twoich rodziców -
    rozumiem. ale fora o dzieciach, choć deklarujesz, że nie zamierzasz
    ich mieć to co najmniej dziwne...
  • a1ma 23.06.10, 12:45
    Najwyraźniej jestem dziwna.
    Czy takie wytłumaczenie wystarcza?

    Czy można interesować się tylko historiami ludzi podobnych do siebie?

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 12:50
    interesować sie jak najbardziej można, ale Ty ich pouczasz,
    krytykujesz - pozwoliłam sobie poczytać Twoje wypowiedzi na innych
    forachsmile) mnie osobiście maksymalnie wkurza jak np. rady odnośnie
    mojego dziecka, daje mi ktoś kto dzieci nie ma.
  • a1ma 23.06.10, 12:56
    To zadawaj pytania dzietnym znajomym, zamiast pytać na ogólnodostępnym forum
    internetowym, gdzie rad może udzielać Ci zarówno bezdzietny emeryt, jak i
    dwunastolatka - i nigdy nie będziesz wiedziała, od kogo ta rada.

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 13:00
    tak właśnie robięsmile)
  • a1ma 23.06.10, 13:01
    To chyba nie masz powodów do wkurzenia? smile

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 13:26
    napisałam tylko co mnie osobiście wkurzasmile i nie chodziło o forum,
    tylko ogólnie - mam znajomych, którzy mimo, ze dzieci nie mają, to
    zawsze pouczają tych dzieciatychsmile)
  • malgolkab 23.06.10, 13:31
    i niestety tacy odzywają się niepytanismile) to odnośnie tego, co
    napisałaś wczesniej, żeby o dzieci pytać dzieciatych...
  • plujeczka 23.06.10, 13:04
    mylisz się nie przyjełabym takiego faceta z powrotem do domu bo
    własnie od dłuzszego czasu właśnie takiego Pana pozbyłam się z
    domu.Nie oceniaj nikogo pochoponie.
  • malgolkab 23.06.10, 11:33
    a ja nie tracę ani w kobiety ani w mężczyzn tylko w głupich ludzismile
    a dużo takich jest - tylko niech nikt nie odbiera personalniesmile)
    czemu zawsze musi byc podział i stereotypy?? kobiety i mężczyźni to
    LUDZIE, a ci z definicji bywają mądrzy, głupi, wykształceni,
    niewykształceni, nieprzyjemni, mili, wysocy, niscy etc...wśród
    jednej i drugiej płci są zdrady, nałogi... o czym wiele osób zdaje
    się nie pamietać.

    a co do tej konkretnej sytuacji - praw nie ma sie odebranych bez
    przyczyny. poza tym nie widzę nic dziwnego, ze chłopak, którym przez
    tyle lat ojciec się interesował w stopniu nikłym, jako tatę traktuje
    partnera mamy...
  • tautschinsky 23.06.10, 12:09
    Zaliknowałaś temat z innego forum, w którym SAMA możesz przeczytać, o czym piszę w innym wątku o kobietach na co wyraziłaś takie oburzenie. Czy tam wypowiada się jedna kobieta? Ja tak myślących i działających znam i z forów, i z życia bliższego i dalszego od metra. Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jeszcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że mężczyzna, koniec końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą. I dotyczyło to kur domowych, kobiet pracujących na dość pokaźnych stołkach, którym niczego nie brakowało - ale tak "na przyszłość" w ten sposób widziały sprawę i popierały te wszystkie,które żarły się o pieniądze o mężów, partnerów. Dla mnie to myślenie wręcz patologiczne z tych, które należy plenić jak zarazę, która drąży społeczeństwa.





    --
    God is my Lord. I`m Lord.
  • a1ma 23.06.10, 12:20
    tautschinsky, masz jakąś obsesję.
    Ta matka chce się pozbyć ojca z życia dziecka (do czego MOIM ZDANIEM nie ma
    prawa), nie chce od niego żadnych pieniędzy - po co znów podnosisz temat
    utrzymywania kobiet przez mężczyzn? Przecież to nie ma nic wspólnego z tematem
    tego wątku.

    > Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jes
    > zcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że mężczyzna, koniec
    > końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą.

    To już spotkałeś - ja tak nie uważam.
    Uważam natomiast, że małżonkowie powinni wspierać się nawzajem, również
    finansowo - ale to działa w dwie strony.

    --
    chez alma
  • malgolkab 23.06.10, 12:27
    a1ma napisała:

    > tautschinsky, masz jakąś obsesję.
    > Ta matka chce się pozbyć ojca z życia dziecka (do czego MOIM
    ZDANIEM nie ma
    > prawa), nie chce od niego żadnych pieniędzy - po co znów podnosisz
    temat
    matka chce się pozbyć?? to tatuś sam się wypisałsmile jeszcze dosyc
    istotne czemu jest pozbawiony praw... dziecko to nie jest zabawka,
    którą na kilka lat odkłada się do kartonu na strychu, a potem znowu
    wyciąga, bo się inne zabawki znudziły...dla tego chłopca ojciec to
    praktycznie obcy człowiek, on go nie zna, znajdż mi 9 latka, który
    tak chetnie spotyka się z obcymi. już 4-5 latki tego nie robią...
    > utrzymywania kobiet przez mężczyzn? Przecież to nie ma nic
    wspólnego z tematem
    > tego wątku.
    >
    > > Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jes
    > > zcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że
    mężczyzna,
    > koniec
    > > końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą.
    >
    > To już spotkałeś - ja tak nie uważam.
    > Uważam natomiast, że małżonkowie powinni wspierać się nawzajem,
    również
    > finansowo - ale to działa w dwie strony.
    >
    ostatnie zdanie popieram jak najbardziejsmile)
  • nowel1 23.06.10, 13:03
    A1ma, on MA obsesję i dyskusja z nim mija się z celem. Sprawdzilam
    kilka razy.
    Jego stereotypowe postrzeganie świata pewnie jest dla niego niezbędne,
    żeby ten świat zrozumieć, i dlatego nie dostrzega zjawisk stereotypowi
    przeczących.

  • polnaa 23.06.10, 15:01
    Ja dzieki ex straciłam wiarę w mężczyzn...ale czy to znaczy ze nie
    maw normalnych,odpowiedzialnych mężów,ojców? Pewnie gdzies są tylko
    nie miałam szczęścia spotkac takiego na swojej drodze.
    Ja się nie dziwię że nie chce w swoim życiu ojca swojego dziecka,
    dziecko tez nie chce biologicznego ojca.Bo nie ten jest ojcem co
    zrobił a ten co wychował...
  • aiwlysji 23.06.10, 15:23
    hmm, przyjmujac twoj punkt widzenia w zyciu mozna zrobic kazde swinstwo...a pozniej przerosic.
    rozumiem, ze ojciec, ktorego nie bylo, ma "prawo" teraz byc w zyciu dziecka(jak dlugo zechce oczywicie).
    czy kobieta a1ma ma rowniez takie prawo? moze pojawiac sie i znikac gdy ma taka ochote?

    czy odpowiadamy za wlasne czyny? czy decydujac sie na cos mamy prawo, w kazdym momencie, ingerowac w zycie innych (ex zona)???

    czy jestesmy ludzmi a1ma, czy moze robotami, ktore powinny zawsze "czynic dobrze"?
    czyj punkt widzenia powinno sie przyjac w tej sprawie.. twoj czy kobiety z twojego linka? kto to rozsadzi i czy "jedyny punkt widzenia" bedzie pasowal do kazdego czlowieka na tym globie?
    a moze a1ma sa rzeczy, ktore wykraczaja poza ocene i trudno znalesc najlepsze rozwiazanie?
  • a1ma 23.06.10, 15:36
    Ano właśnie. Kto ma decydować - to jest cały problem.
    Otóż moim zdaniem wyłącznie sam zainteresowany - czyli w tym przypadku dziecko.
    I tak, wiem, że dziecko nie może podjąć świadomej decyzji, ale moim zdaniem
    matka nie powinna odcinać mu żadnej z możliwości. Nie oczekuję, że matki będą
    zabiegać o kontakty ojca z dzieckiem (choć wiele tak właśnie robi), ale
    zastanawianie się, "jak się go pozbyć z naszego życia" to też przesada. Bo nie
    do matki należy decyzja, żeby pozbyć się ojca z życia dziecka, ono samo (jak
    będzie gotowe) powinno móc podjąć taką decyzję.

    Wybaczenie leży w gestii poszkodowanego, tylko tyle. Kobieta może wybaczyć lub
    nie, że ojciec jej dziecka porzucił ją, dziecko ma takie samo prawo -
    zadecydować o własnej relacji z ojcem. Pod warunkiem, że matka tej relacji nie
    zniszczy. I nie piszcie proszę, że on sam ją zniszczył - owszem, to prawda, ale
    i ona chce dołożyć swoje, odcinając mu możliwość jakiegokolwiek kontaktu z
    dzieckiem.

    Nie wybielam ojców, nie twierdzę, że MOŻNA pojawiać się i znikać dowolnie z
    życia dziecka. Nie można, ale co z tego? Są ojcowie, którzy tak robią i będą
    robić. Alternatywą jest brak ojca w ogóle. Nie twierdzę, że byle jaki ojciec
    lepszy niż żaden. Czasem lepiej nie mieć kontaktu, oczywiście, że tak. Z tym, że
    nie do matki należy taka decyzja. Jeśli dziecko nie będzie chciało, to w
    przyszłości utnie wszelkie kontakty z takim nieodpowiedzialnym rodzicem - ale to
    będzie jego decyzja i ono poniesie konsekwencje.

    --
    chez alma
  • mediator.org 23.06.10, 15:41
    ... że nawet rodzic pozbawiony praw rodzicielskich, czy też uchylający się od
    płacenia alimentów MA PRAWO widywać się ze swoim dzieckiem...
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • aneta-skarpeta 23.06.10, 16:15
    zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
    rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
    stosunku do dziecka

    generalnie uderza mnie także, ze facet ktory nie odwiedza dziecka,
    nie placi i zapomina o dziecku, nie opiekuje sie nim ma jakiekolwiek
    prawa wobec niego.

    i jak zwykle facet moze robic wszystko, albo nie robic nic a i
    tak "ma prawo" i kazdy ma pomoc, zrozumiec, wesprzec i dawac
    pierdylionową szanse na chwilę, bo ojciec ma taki kaprys na chwile

    a dziecku robi sie wode z mózgu
  • tautschinsky 23.06.10, 16:29
    aneta-skarpeta napisała:

    > zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
    > rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
    > stosunku do dziecka


    Bo to działa w dwie strony. Ojciec nie interesujący
    się dzieckiem lub nawet pozbawiony praw rodzicielskich NIE PRZESTAJE być ojcem i dalej jest zobowiązany do alimentowania takiego dziecka.

    Poza tym nie tylko ojciec ma prawo do dziecka. Matka również. A nadto - SAMO DZIECKO ma prawo do obojga
    rodziców i żadne z nich nie ma prawa mu tego ograniczać.

    A wodę z mózgu to niestety zwykle matka robi
    takiemu dziecku bajdurząc, jakim jest potworem
    ów ojciec. I w wyniku tego takie dziecko zwykle
    zostaje okradzione z tak istotnego czynnika w jego
    życiu jak ojciec. To później procentuje w życiu takiego
    człowieka negatywnie.




    --
    God is my Lord. I`m Lord.
  • tautschinsky 23.06.10, 16:33
    aneta-skarpeta napisała:

    > zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
    > rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
    > stosunku do dziecka



    To działa w obie strony. Ojciec nie interesujący się dzieckiem czy nawet pozbawiony praw rodzicielskich nie przestaje być rodzicem i dalej jest zobowiązany do alimentów na jego rzecz.


    --
    God is my Lord. I`m Lord.
  • aneta-skarpeta 23.06.10, 15:52
    jestem mamą 8 letniego syna

    moj ex sumiennie sobie zapracował na to, że syn nie chce go widziec-
    nigdy nie stosowal wobec niego rpzemocy, ale zaproacował sobie
    innymi rzeczami..wlasnie zapominaniem, olewaniem, klamstwami

    nigdy nie bronilismy kontaktow z synem ( jestemw d rugim zwiazku)
    jednak nie moglismy patrzec na to co sie dzieje z dzieckiem przez te
    cholerne falowe nawroty milosci Powiedzialam dosc, gdy musielismy
    chodzic z dzieckiem a terapie bo nie umialam mu pomoc sama z jego
    bezsennoscią i lękami.

    zreszta nawroty sa tak ulotne, nieczeste- ze wrecz niezauwazalne i
    opierają sie na zdawkowym mailu i obietnicach bez pokrycia

    w tej chwili syn ma prawo decydowac czy chcialby widziec sie z
    ojcem. za zadne skarby nie chce.

    nikt mi nie wmowi, ze to moja/nasza wina- bo wiem jak było

    ojciec sam sobie przez te wszystkie lata zapracowal na taki stosunek

    ja przejelam ( zostalam do tego zmuszona)caly trud rodzicielstwa.
    tatus sie wypiał, ale chcialby spijac smietankę kosztem wszystkich
    naokoło...i to ja jestem zła i powinno sie mnie eksterminowac

    cudne..on sam by tego nie wymysliłbig_grin

  • mediator.org 23.06.10, 17:43
    ... może jednak widywać dziecko?
    Może dlatego, że bycie rodzicem, choć podlega ocenom, jest także wartością
    bezwzględną?
    Pomijając patologię, z którą nie mam styczności w swojej pracy, powody braku
    kontaktu rodzica z dzieckiem bywają różne. Jedne to ewidentne zaniedbania, inne
    to losowe przypadki (pominę tu, że czasami tworzone specjalnie przez którąś ze
    stron...)
    W wątku, który tu jest opisywany autorka wyraźnie pisze, że tata widywał się z
    dzieckiem wciąż, lecz sporadycznie. Dobrze byłoby wiedzieć dokładnie co to
    znaczy w tym wypadku "sporadycznie".
    Comiesięczne listy nie wskazują na to, że tata ma i miał dziecko w głębokim
    poważaniu. Warto byłoby się dowiedzieć co pisał i dlaczego były listy a nie wizyty?

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • lima 23.06.10, 18:59

    > W wątku, który tu jest opisywany autorka wyraźnie pisze, że tata widywał się z
    > dzieckiem wciąż, lecz sporadycznie. Dobrze byłoby wiedzieć dokładnie co to
    > znaczy w tym wypadku "sporadycznie".
    > Comiesięczne listy nie wskazują na to, że tata ma i miał dziecko w głębokim
    > poważaniu. Warto byłoby się dowiedzieć co pisał i dlaczego były listy a nie wiz
    > yty?


    Przekręcasz. Autorka napisała:
    "Nigdy razem nie mieszkaliśmy ale kiedyś syn utrzymywał z ojcem sporadyczne
    kontakty. Od roku przysyła mu jeden list w miesiącu + 50zł dołączone do listu."

    Gdzieś tu jest "wciąż utrzymywał kontakty"?
    Autorka napisała także, że syn nie chce się z ojcem widywać, nie chce chodzić
    tam gdzie może go spotkać, itd.
  • mediator.org 23.06.10, 19:05
    Tak, słowo wciąż zastąpmy po prostu "utrzymywał kontakty".
    Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
    okoliczność), dlaczego pisze listy.
    Tak czy inaczej nie można powiedzieć czy napisać, że tata dzieckiem się nie
    interesuje - przysyła listy, do tego REGULARNIE.
    Nie ma słowa o tym dlaczego istnieje taka sytuacja.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • z_mazur 23.06.10, 19:06
    Nie każdy sobie radzi z byciem dochodzącym rodzicem, bo to trudna rola.

    Jeśli wysyłam do kogoś list co miesiąc (albo nawet rzadziej), to w normalnych relacjach międzyludzkich powie się, że utrzymujemy stały kontakt.

    Oczywiście jak na relacje dziecko - rodzic, to niewiele, ale wystarczająco, żeby dziecko miało świadomość, że rodzic gdzieś tam jest, co z punktu widzenia dziecka ma niebagatelne znaczenie i nie ma co robić mu wodę z mózgu "nowym tatusiem", bo ojca (niezależnie jaki on jest) dziecko ma jednego.

    Być może dziecko teraz, po zrobieniu mu wody z mózgu z "tatusiami", ma problem z odnalezieniem się w tej sytuacji, ale na to zapracowali oboje rodzice.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 19:24
    Nie wiem jak w przypadku tej historii było, wiem jak miała moja znajoma. Ojciec
    interesował się dzieckiem(ok 10letnim) przez 3 (słownie trzy) miesiące po
    rozwodzie i tyleż czasu na niego alimenty. Potem zaczął olewać, okłamywać
    dziecko, mamić obietnicami i nie dotrzymywac ich. Matka ich kontaktu nie
    utrudniała, ona to ona dziecko to dziecko.
    dziecko miało telefon, mogli się z ojcem umawiać, spotykać i porozumiewać kiedy
    chcieli. W pierwszym roku ojciec kilka razy z dzieckiem się spotkał,
    wielokrotnie olał, więc dziecko przestało mieć chęci z nim się widywać jak
    "akurat miał czas", wolało umówione wcześniej spotkania z kolegami z podwórka.
    W drugim roku ojciec już tylko zadzwonił na święta z zyczeniami, tak samo w
    trzecim. W czwartym matka poznała nowego partnera, który dzieckiem się zajmuje
    jak swoim, dba o nie i utrzymuje je, są dobrze działającą nową rodziną, dziecko
    samo chce mówić do niego w półżartach "tatusiu". A biologiczny ojciec na
    naszej-klasie się chwali jakie ma fajne dziecko. Tylko nie dodaje, że od dawna z
    tym dzieckiem nie mają sobie nic do powiedzenia, stali się sobie obcy, bo z
    kontaktów sam zrezygnował i podtrzymywać ich mu się nie chciało, więc na brak
    bliskości z dzieckiem sam sobie zapracował.
  • z_mazur 23.06.10, 19:33
    Dziecko to dziecko, może chcieć różne rzeczy (np. jeść ciastka przed snem, po umyciu zębów), a rozsądny dorosły powinien mu wytłumaczyć, że ojciec, to ojciec i tyle, przynajmniej dziecko nie ma mentliku w głowie.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • lima 23.06.10, 19:37
    A skąd wiesz, że to dziecko ma problem z identyfikacją kto jest faktycznym
    ojcem? Może ma problem z tym, że biologiczny je źle traktował a po długiej
    przerwie w widzeniach stał mu się obcym napastliwym facetem i dlatego nie chce
    się z nim spotykać.
  • z_mazur 23.06.10, 19:44
    No trudno, żeby nie miało, skoro matka z taką radością i satysfakcją pisze, że syn do jej partnera zwraca się "tato", pewnie ku radości matki. Jak się dziecku robi wodę z mózgu, to się potem zbiera tego żniwo.

    Matka sama pisała, że kontakt wcześniej był. Dziecko ma 9 lat, od roku kontakt jest listowy. Wcześniej był osobisty i jakoś dziecku nie działa się krzywda, dlaczego mam zakładać, że ojciec teraz po to się z nim chce kontaktować, żeby je skrzywdzić.

    Wybacz, ale w takie teorie spiskowe to ja nie wierzę.

    Matka ma problem, bo chciałaby, żeby ojciec jej zniknął z horyzontu i nie bruździł w jej nowym idealnym życiu, a skoro ona ma taką postawę, to trudno dziecku się dziwić, że reaguje negatywnie, rozdarte pomiędzy lojalnościami wobec matki, ojca i "taty".

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • lima 23.06.10, 19:57
    A skąd wiesz, że dziecku nie działa się wcześniej krzywda? Może własnie dlatego
    sąd mu odebrał prawa bo ich krzywdził? I dlatego teraz reagują na jego
    pojawianie się lękiem? To równie dobra teoria jak twoja, wyczytana w
    gwiazdach, że matka wcisnęła dziecku innego ojca i ono teraz się stresuje
    konfliktem lojalności a nie samą osobą i zachowaniem ojca biologicznego.
  • z_mazur 23.06.10, 20:03
    Ja się niczego nie doszukuję, tylko czytam to co napisała autorka. A nie napisała ani jednego słowa o jakimś niewłaściwym zachowaniu ojca.

    Za to napisała o zwracaniu się do kogoś obcego "tato".

    Pozwól, że ja nie będę snuł żadnych domysłów, tylko trzymał się tego co jest napisane.

    Mam dużą rodzinę, z niektórymi jej członkami nie widuję się czasem ponad rok czasu i spotkanie po takim czasie nigdy nie jest problemem, chociaż z różnymi osobami z rodziny spotykam się z różnym stopniem entuzjazmu, ale się spotykam. Może dlatego, że moi rodzice zawsze mi wpajali, że rodzina, to rodzina...?

    Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu przypomniała dziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 20:10
    Przemawia przez Ciebie strach, ze twoje dziecko komuś innemu tak moze właśnie
    mówi.
    Opisałam już przykład jaki jest u znajomej. Dziecko mówi tak jak samo chce, tak
    jak czuje kto mu jest bliższy i dla niego dobry, kto w rodzinie i wobec dziecka
    pełni funkcję najważniejszego opiekuna.
  • z_mazur 23.06.10, 20:19
    > Przemawia przez Ciebie strach, ze twoje dziecko komuś innemu tak moze właśnie
    > mówi.

    Nie mówi, mimo że moja eks jest od 4 lat w stałym związku i mieszka ze swoim partnerem. Ale moja eks to rozsądna kobieta. Poza tym akurat ja mam stały kontakt ze swoją córką, właśnie parę godzin temu dzwoniła do mnie z życzeniami na dzień ojca. smile

    > Opisałam już przykład jaki jest u znajomej. Dziecko mówi tak jak samo chce, tak
    > jak czuje kto mu jest bliższy i dla niego dobry, kto w rodzinie i wobec dziecka
    > pełni funkcję najważniejszego opiekuna.

    No to powiedz jej, że popełnia błąd. Nie powinna pozwalać dziecku tak się zwracać, bo opiekun to opiekun, a ojciec to ojciec.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • lima 23.06.10, 20:30
    Gdybyś olał swoje dziecko, to może ono samo z czasem znalazło by dla siebie
    drugiego tatusia i chciało go tatą nazywać i być z nowym członkiem rodziny
    blisko jak powinno z ojcem. I w tym jest sedno. Ojciec zawala relację, to w jego
    miejsce może wejdzie ktoś inny.
    Gdy matka porzuca dziecko i ojciec zakłada drugą rodzinę i nowa kobieta jest dla
    dziecka dobra, to dziecko będzie chciało nazywać ją mamą. I wcale nie uważam,
    żeby aż do czasu formalnej adopcji należało tego dziecku zabronić.
  • z_mazur 23.06.10, 20:34
    > Gdy matka porzuca dziecko i ojciec zakłada drugą rodzinę i nowa kobieta jest dl
    > a
    > dziecka dobra, to dziecko będzie chciało nazywać ją mamą. I wcale nie uważam,
    > żeby aż do czasu formalnej adopcji należało tego dziecku zabronić.

    Jeśli tak jak w dyskutowanym przypadku rodzic ciągle podtrzymuje kontakt, to pozwolenie dziecku na zwracanie się do kogoś innego "mamo", czy "tato" jest poważnym błędem i tak uważam, że rozsądny opiekun zarówno rodzic jak i ta osoba, do której dziecko chce się tak zwracać, powinny mu to wyperswadować.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • lima 23.06.10, 20:40
    Czyli jesli biologiczny raz na rok (a może raz na pięc lat?) wykona telefon do
    dziecka, to nalezy bezwzględnie zakazać dziecku zwracania się do nowego partnera
    matki per "tatusiu" mimo, że dzieciak go kocha, lubi tak nazywać i jest z nim
    zżyty bardziej niż kiedykolwiek był z ojcem, a ten ktoś zajmuje się nim jak
    rodzonym synem i tak traktuje. Tak?
  • z_mazur 24.06.10, 01:30
    Nie gdybajmy. W tej konkretnej sytuacji ojciec kontaktował się regularnie i w tej sytuacji pozwolenie przez nowego partnera i matkę, by zwracał się tato do obcego faceta było olbrzymim błędem.

    Ostatnio znajomi mieli taką sytuację, że przez pewien czas ich 3- letnią córką bardzo intensywnie opiekowała się babcia, był to okres przejściowy, ale rzeczywiście zajmowała się nią więcej niż matka. W pewnym momencie córeczka parę razy powiedziała do babci "mamo", uważasz, że skoro dziecko tak chciało się zwracać, to babcia i mama nie powinny zareagować?

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • malgolkab 24.06.10, 09:18
    osobiście sobie nie wyobrażam, zeby moje dziecko mówiło tato do kogo
    innego niż swojego ojca. tylko, ze jego ojciec wczesniej z nim
    mieszkał, kontakt mają w mairę regularny, no i przede wszystkim ja,
    mimo swojego zdania o byłym (nie bardzo pozytywnegosmile) zawsze mówię
    o nim tatuś, dzwonimy do niego w Dzień Ojca, robimy laurki itd.
    w sytuacji z tamtego watku jak dla mnie zbyt wiele niewiadomych... i
    mi osobiście ciężko ocenić....ale wiem, ze mam kilkoro znajomych w
    moim wieku, którzy twierdzą, że tatą jest dla nich ojczym, a nie
    ojciec, który się kontaktował kiedy chciał, widywał rzadko,
    alimentów nie płacił itd.
  • z_mazur 24.06.10, 09:26
    ze mam kilkoro znajomych w
    > moim wieku, którzy twierdzą, że tatą jest dla nich ojczym, a nie
    > ojciec, który się kontaktował kiedy chciał, widywał rzadko,
    > alimentów nie płacił itd.

    Mam jednego takiego znajomego i pamiętam w jakie zażenowanie
    wprawiały go sytuacje, gdy wychodziło że "tato", to jednak nie tato.

    IMHO to robienie dziecku wody z mózgu. Takie sytuacje są uzasadnione
    jedynie w sytuacji gdy ojciec jest pozbawiony praw i nie ma go w
    ogóle w życiu dziecka, aktualny opiekun jest prawnym opiekunem ze
    wszystkimi tego konsekwencjami, a dziecko jest na tyle małe, że nie
    ma świadomości kto jest jego biologicznym ojcem.

    W każdym innym przypadku to błąd.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • malgolkab 24.06.10, 09:35
    ale tu ojciec jest pozbawiony praw. a ten kontakt listowny cięzko
    nazwać stałym kontaktem (gdyby to był 16- latek to co innego może).
    no i ważne, dlaczego były to listy, a nie spotkanie - tego nie
    wiemy, więc znowu gdybamy. a te 50 zł?? czyli za 100 tego 9 latka
    miała matka utzrymać??
    moje dziecko ma 4,5 roku i doskonale zdaje sobie sprawę kto jest
    jego biologicznym ojcemsmile) nawet ostatnio była rozmowa, bo w
    przedszkolu jest wiele rodzin w różnych konfiguracjach i młody mi
    mówi "mamo, jak kiedys bedziesz miała jakiegoś męża to ja nie będę
    mówił do niego tato, tylko po imieniu, bo przecież tatę każdy ma
    jednego"smile
    a wiesz, nawet kilka dni temu widziałam się z koleżanką, która
    własnie o ojczymie mówi tato i powiedziała, że on dla niej jest
    tata, bo był w najważniejszych momentach życia, a ojca nie było,
    choć mógł...więc jak widać - rózne są sytuacje...
  • z_mazur 24.06.10, 09:44
    Kiedyś ojcowie wyruszali na wyprawy, czy to wojenne, czy to
    podróżnicze i często znikali na dłużej z życia dzieci. Tu był stały
    kontakt listowy, więc po co było robić dziecku wodę z mózgu?

    Jak sama piszesz o swoim 4,5 latku. Tu mamy do czynienia z 9
    latkiem, wystarczyło być konsekwentnym i podtrzymywać stanowisko, że
    ojciec, to ojciec i tyle. To że nowy partner JEST JAK TATA, to nie
    znaczy, że JEST TATĄ. 9 latkowi da się to już bez problemu
    wytłumaczyć w trosce o jego psychikę i równowagę emocjonalną.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • ciociacesia 24.06.10, 09:54
    tylko autorka nie wspomina od jak dawna jej nowy partner pełni funkcje ojca
    --
    To nie jest moja krówka.
  • z_mazur 24.06.10, 10:01
    > tylko autorka nie wspomina od jak dawna jej nowy partner pełni
    funkcje ojca

    A jakie to ma znaczenie? Ojciec w różnym stopniu, ale przez cały
    czas jest obecny w życiu dziecka i dziecko ma świadomość, że gdzieś
    tam jest.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • malgolkab 24.06.10, 09:59
    z_mazur napisał:

    > Kiedyś ojcowie wyruszali na wyprawy, czy to wojenne, czy to
    > podróżnicze i często znikali na dłużej z życia dzieci. Tu był
    stały
    > kontakt listowy, więc po co było robić dziecku wodę z mózgu?
    więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
    listy - tego nie wiemy...
    >
    > Jak sama piszesz o swoim 4,5 latku. Tu mamy do czynienia z 9
    > latkiem, wystarczyło być konsekwentnym i podtrzymywać stanowisko,
    że
    > ojciec, to ojciec i tyle. To że nowy partner JEST JAK TATA, to nie
    > znaczy, że JEST TATĄ. 9 latkowi da się to już bez problemu
    > wytłumaczyć w trosce o jego psychikę i równowagę emocjonalną.
    >
    ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest dobrze,
    innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).
  • z_mazur 24.06.10, 10:08
    > więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
    > listy - tego nie wiemy...

    IMHO nie jest to aż tak istotne. Ważne że były.

    > ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest dobrze,
    > innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).

    A ja uważam, że oceniać możemy i w tym przypadku oceniam
    postępowanie matki negatywnie. Popełniła kilka błędów, które
    spowodowały, że ma aktualnie te problemy, które ma. Może ocena a1my
    jest bardziej kategoryczna niż moja, ale w pewnym stopniu się z nią
    zgadzam.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • malgolkab 24.06.10, 10:37
    z_mazur napisał:

    > > więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
    > > listy - tego nie wiemy...
    >
    > IMHO nie jest to aż tak istotne. Ważne że były.

    wg mnie jest. jeśli mieszka blisko, nie był chory, nie siedział w ZK
    lub na oddziale zamkniętym, to powinien sie spotykać, a pisać, albo
    i spotykać i pisaćsmile
    >
    > > ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest
    dobrze,
    > > innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).
    >
    > A ja uważam, że oceniać możemy i w tym przypadku oceniam
    > postępowanie matki negatywnie. Popełniła kilka błędów, które
    > spowodowały, że ma aktualnie te problemy, które ma. Może ocena
    a1my
    > jest bardziej kategoryczna niż moja, ale w pewnym stopniu się z
    nią
    > zgadzam.
    >
  • malgolkab 23.06.10, 21:41
    z_mazur napisał:

    > Ja się niczego nie doszukuję, tylko czytam to co napisała autorka.
    A nie napisa
    > ła ani jednego słowa o jakimś niewłaściwym zachowaniu ojca.

    ale za coś go chyba tych praw pozbawili??
    >
    > Za to napisała o zwracaniu się do kogoś obcego "tato".
    >
    > Pozwól, że ja nie będę snuł żadnych domysłów, tylko trzymał się
    tego co jest na
    > pisane.
    >
    > Mam dużą rodzinę, z niektórymi jej członkami nie widuję się czasem
    ponad rok cz
    > asu i spotkanie po takim czasie nigdy nie jest problemem, chociaż
    z różnymi oso
    > bami z rodziny spotykam się z różnym stopniem entuzjazmu, ale się
    spotykam. Moż
    > e dlatego, że moi rodzice zawsze mi wpajali, że rodzina, to
    rodzina...?

    jasne, że rodzina to rodzina, ale dzieci są związane z osobami, z
    którymi mają kontakt regularny.
    >
    > Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu
    przypomniała d
    > ziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.
    >
    a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
    tato? przecież wie, że to nie jego tata.
  • malgolkab 23.06.10, 22:00

    > >
    > > Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu
    > przypomniała d
    > > ziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.
    > >
    > a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
    > tato? przecież wie, że to nie jego tata.

    od razu nadmienię, że to jedna z hipotez. bo zgodzę się z Tobą, że
    są rodzice, którzy uporczywie próbują zrobić z nowego partnera
    tatę/mamę... tylko, że autorka wątku na tym forum nie pisała, więc
    ciężko wyczuć w sumiesmile
  • z_mazur 24.06.10, 01:19
    > ale za coś go chyba tych praw pozbawili??

    Niekoniecznie. Pisałem już o tym wcześniej

    > >
    > a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
    > tato? przecież wie, że to nie jego tata.

    Przyszło mi, ale o tym już również pisałem, nie wszystko czego chce dziecko jest dla niego dobre.

    Że tak użyję dosadnego porównania, jakby dziecko chciało się do Ciebie zwracać "głupia c...po" to powinnaś mu na to pozwolić, bo ono tak chce?

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • malgolkab 23.06.10, 21:38
    ale to dziecko wie kto jest jego biologicznym ojcem. z_mazur,
    wyobrażasz sobie utrzymać 9 - latka za 100 zł na miesiąc? (tata daje
    50, mama tyle samo). dziecko mówi do kogoś innego tato, bo samo
    chce - każdy kto ma dzieci lub stały kontakt z nimi, wie, że 9 latka
    się raczej do takiego czegoś nie zmusi.
    dziwne by było, gdyby dziecko mówiło tato do ojczyma w sytuacji gdy
    ojciec jest obecny w jego życiu na stałe (spotyka się i wywiązuje z
    obowiązków rodzicielskich)... choć i takie sytuacje się zdarzają.
    dziwne też by było gdyby dziecko żyło w przekonaniu, że partner mamy
    to jego biologiczny ojciec, a tak nie jest...
  • z_mazur 24.06.10, 01:26
    Każdy psycholog dziecięcy Ci powie, że ogromnym błędem jest pozwolenie na zwracanie się do kogoś tato (lub mamo) w momencie gdy biologiczny rodzic jest obecny w życiu (nawet jeśli jest to kontakt sporadyczny).

    Prosty komunikat: "rodziców się ma jednych i tylko do mnie powinieneś mówić mamo, a do taty, tato, to jest właściwe" i tyle.

    A tak dziecko zaczyna się zwracać do partnera tato i momentalnie jest postawione w sytuacji konfliktu wewnętrznego, bo zdradza ojca. 9 latek jest już tego świadom, potem gdy ten się pojawia, nie wie jak odbierze, to partner, do którego przecież zwraca się tato. To może lepiej wyprzeć się ojca. I tak robi się dziecku wodę z mózgu.

    I nic tego nie usprawiedliwia. Bo w tym przypadku i matka i nowy partner dali ciała.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • mediator.org 23.06.10, 19:12
    "utrzymywał sporadyczne kontakty"
    Jest to dosłowny cytat.
    Który nic nie mówi tak czy inaczej. Dla jednych "sporadycznie" to raz w
    miesiącu, dla innych po prostu nieregularnie, dla jeszcze pozostałych raz na
    kwartał, itp...
    Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • z_mazur 23.06.10, 19:18
    > Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.

    Dokładnie, poza tym dziecko nie zostało adoptowane przez nowego partnera matki, a kontakt z ojcem cały czas był. Wystarczyło nie robić dziecku wody z mózgu, że "Jurek", to jego tatuś i prawdopodobnie obyłoby się bez problemów.

    Byłby i "Jurek", jako codzienny wzorzec, i ojciec, nawet jeśli tylko miałby być antywzorcem. Teraz dziecko ma problem z odnalezieniem się w rzeczywistości, ale jak już napisałem do tego w równym stopniu przyczyniła się matka.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • lima 23.06.10, 19:25
    Ten ojciec nie ma praw rodzicielskich wobec dziecka. Pewnie złośliwa matka mu
    odebrała.
  • z_mazur 23.06.10, 19:35
    Matka nie pisze o szczegółach, tego ograniczenia praw rodzicielskich. Czasem jeden rodzic świadomie decyduje się na ograniczenie swoich praw, żeby nie utrudniać drugiemu rodzicowi życia na codzień. Nie ma np. wtedy potrzeby przy urzędowych dokumentach składania podpisów obojga rodziców.

    To może nie mieć żadnego związku z jego chęcią bycia ojcem.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 19:45
    W jakim zakresie chce być ojcem? W utrzymywaniu dziecka, godziwych alimentach,
    uzgodnieniu z matką jak bezstresowo dla dziecka może wrócić powoli do jego życia?
  • z_mazur 23.06.10, 19:52
    Odpowiem Ci cytatem:

    "Więc przestaliśmy
    chodzić w ciągu tygodnia bo syn nie chciał się z nim widywać, JA TEŻ."

    Podkreślenie moje.

    Myślę, że to jest kwintesencja całego problemu.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • lima 23.06.10, 20:03
    > "Więc przestaliśmy
    > chodzić w ciągu tygodnia bo SYN NIE CHCIAŁ SIĘ Z NIM WIDYWAĆ, ja też"


    A ja podkreślę tak.
    Jesli ktoś nie chce się z kimś widywać, a ta druga osoba nachodzi pomimo jasnego
    "nie", to jest to nękanie.
  • z_mazur 23.06.10, 20:09
    Rozsądna matka wytłumaczyłaby dziecku, że to jest ojciec i że dobrze by było jakby spędził z nim chwilę czasu. Ale jeśli matce i jej partnerowi to nie wsmak (a pisze o tym trochę dalej w swoim poście), to trudno, żeby przy takim nastawieniu dziecko miało inne podejści.

    Co 9 latek powie matce, która ma już dla niego nowego tatusia, że on się chce zobaczyć z tym starym? Nawet jeśliby chciał, to na wszelki wypadek powie nie.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • lima 23.06.10, 20:13
    Czy jeśli facet ma odebrane prawa bo dziecko źle traktował, to matka ma je
    wypychać teraz na spotkania gdyz "ojciec chce" więc dziecko musi iść bez względu
    na swoje chęci ?
  • z_mazur 23.06.10, 20:20
    A skąd wiesz dlaczego ma odebrane prawa, jak już pisałem równie dobrze mogła to być świadoma decyzja dla ułatwienia pewnych spraw.

    Dziwne, że wcześniej spotykał się z dzieckiem bez szkody dla niego.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • lima 23.06.10, 20:31
    Nie wiem, tak samo jak ty nie wiesz. Tworzę równie wiarygodną historie jak ta Twoja.
  • z_mazur 23.06.10, 20:36
    Z jednym zastrzeżeniem, ja niczego nie tworzę, odnoszę się jedynie do faktów, które opisała autorka. Za to Ty rzeczywiście tworzysz. smile

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • lima 23.06.10, 20:45
    Konkretnie jakich faktów? Czy napisała o tym, że dziecko ma konflikt lojalności
    między tatusiami, czy moze jednak napisała, że dziecko nie chce się spotykac z
    biologicznym ojcem?

    Jak rozumiem, dla Ciebie "fakty" to coś co wymyślisz/zinterpretujesz na
    podstawie tekstu, a jesli ktoś inny zinterpretuje ten sam tekst odmmiennie to
    już oznacza wymysły/tworzenia, ale nie fakty. tak?
  • z_mazur 24.06.10, 01:33
    Rok wcześniej chciało się spotykać, po roku i po tym jak zaczęło się zwracać tato do nowego partnera, przestało się chcieć spotykać.

    Jakoś moja córka z wujkami z którymi nie widywała się czasem przez ponad rok czasu i w międzyczasie nie miała żadnego kontaktu chętnie się spotykała. A tu dziecko mimo comiesięcznych listów, nagle nie chce się widzieć. Co się w tym czasie zmieniło?

    Jak się nie chce pewnych faktów dostrzec, to się ich nie będzie dostrzegało.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • tautschinsky 24.06.10, 08:57
    z_mazur napisał:

    > Jakoś moja córka z wujkami z którymi nie widywała się czasem przez ponad rok cz
    > asu i w międzyczasie nie miała żadnego kontaktu chętnie się spotykała. A tu dzi
    > ecko mimo comiesięcznych listów, nagle nie chce się widzieć. Co się w tym czasi
    > e zmieniło?



    Przecież sam "problem" autorki dla logicznie myślącego wystarczy, by wiedzieć,
    że ojciec dziecka nie ma dobrej prasy w tamtym domu, w którym mieszka jego
    dziecko wraz z matką i jej nowym. Wrażliwemu dziecku wystarczy matczyna reakcja
    na przychodzący list, który pewnie sama po wyciągnięciu ze skrzynki mu wręcza:
    Masz, list od NIEGO - z naciskiem na "niego", tego złego, z którym mamunia nie
    chce mieć do czynienia, bo ją skrzywdził itd. 9latek między młotem a kowadłem.
    Wewnętrznie może pragnąć mieć dobre relacje ze swoim PRAWDZIWYM ojcem, może
    nawet jakieś marzenia, ale w domu jest mamusia, której "usta składają się w
    podkówkę" smile i nowy tańcio, co tak go kocha, tyle dla niego i dla mamusi jego
    zrobił a teraz co? Teraz ty chcesz do TAMTEGO?




    --
    God is my Lord. I`m Lord.
  • z_mazur 23.06.10, 19:56
    Dodam jeszcze, że matka nie wymieniła niczego odnośnie ojca, co świadczyłoby o tym, że może zrobić dziecku coś niewłaściwego, problemem jest samo to, że jest.


    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 20:04
    czyżby?

    forum.gazeta.pl/forum/w,571,113250056,113251664,Re_Nagly_powrot_ojcowskich_uczuc.html
  • z_mazur 23.06.10, 20:12
    A co z Twojego cytatu wynika? Że matka coś przeżyła. Każdy coś przeżywa, ja przez moją eks też sporo przeżyłem i myślisz, że to się ma jakoś do tego, jaką ona jest matką? smile))))
    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • malgolkab 23.06.10, 21:43
    z_mazur napisał:

    > Matka nie pisze o szczegółach, tego ograniczenia praw
    rodzicielskich. Czasem je
    > den rodzic świadomie decyduje się na ograniczenie swoich praw,
    żeby nie utrudni
    > ać drugiemu rodzicowi życia na codzień. Nie ma np. wtedy potrzeby
    przy urzędowy
    > ch dokumentach składania podpisów obojga rodziców.

    ograniczenie a pozbawienie to 2 różne sprawy czy się mylę?
    >
    > To może nie mieć żadnego związku z jego chęcią bycia ojcem.
    >
  • mediator.org 23.06.10, 22:04
    Ograniczenie i pozbawienie praw to dwie różne sprawy.
    Ale pozbawienie praw rodzicielskich nie zawsze wiąże się z patologią (agresją,
    alkoholizmem)o czym warto pamietać.
    Czasami rodzice dogadują się (przeważnie za coś...), że jedno z nich zgadza się
    na pozbawienie praw. Bywa różnie. Wystarczy, że jedno z nich mieszka bardzo
    daleko np.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • malgolkab 23.06.10, 22:09
    wiem, chociaż w głowie mi się nie mieści jak można się zgodzić na
    pozbawienie praw do własnego dziecka w zamian za coś. ograniczenie w
    sytuacji o jakiej piszesz, gdy np. rodzic mieszka daleko potrafię
    sobie jakoś wytłumaczyć (ale na pewno nie "za coś")...
  • virtual_moth 23.06.10, 22:53
    malgolkab napisała:

    > wiem, chociaż w głowie mi się nie mieści jak można się zgodzić na
    > pozbawienie praw do własnego dziecka w zamian za coś. ograniczenie w
    > sytuacji o jakiej piszesz, gdy np. rodzic mieszka daleko potrafię
    > sobie jakoś wytłumaczyć (ale na pewno nie "za coś")...

    To jest clou całej sprawy, a raczej dyskusji, która bezsensownie rozwinęła sie do sporych rozmiaów tyko i wyłącznie w wyniku nieznajomosci KRiO oraz orzecznictwa.
    Odebranie włazy rodz. w Polsce jest niezwykle trudne. Trzeba się bardzo dziecku narazić, wręcz ekstremalnie. Ktoś (z_mazur?) wyraził przypuszczenie, że nie wiadomo jak częsty był ten kontakt ojca z dzieckiem, skoro autorka wyraża sie nieprezyzyjnie, a poza tym ojciec pisze regularne listy. TYM GOZEJ dla oceny sytuacji! Oznacza to, że MIMO kontaktu ojciec musiał sobie nieźle nagrabic, tj. RAZĄCO działać na szkodę dziecka. Np sam alkoholizm nie jest podstawą, ale juz molestowanie, katowanie, notoryczne nakłanianie do czynów niezgodnych z prawem (jeden incydent nie wystarczy), skrajne zaniedbywanie przez długi czas. To są poważne sprawy i dziwi mnie, ze na tym dosc powaznym forum robi się z tematu cyrk.

    Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc), częsciej się tą władzę zawiesza lub ogranicza, aby NIE ZNIECHĘCAĆ rodzica, który w danej chwili nie ma mozliwosci wykonywania władzy.
    Argument o tym, iz byc moze pan SAM z siebie się zgodził na odebranie mu władzy uwazam za zenujący na tym forum. Znam owszem takie przypadki, ale TYLKO w sytuacji zerowego kontaktu od kilku lat, faceci po prostu przyjmują na klatę i czesc piesni. Na pewno nie w przypadkach, gdy z dzieckiem mają kontakt, ale są tacy dobrzy, ze chcą coś ułatwic matce dzieckasmile Wolne zartysmile)) Kto uwierzy w takie przypadki? A jesli nawet rodzice po rozstaniu się tak doskonale rozumieją, to istnieją inne, mniej drastyczne środki - na przykład DOGADANIE SIĘ bez sądu czy ograniczenie władzy do konkretnych, dogadanych czynnosci. Jaki facet, który nie jest debilem i psychopatą zgadza się na pozbawienie władzy mimo kontaktu z dzieckiem?

    Reasumując - pan albo miał kontakt z dzieckiem, ale w rażący sposób działał na szkodę tego dziecka, albo długotrwale nie miał kontaktu z dzieckiem, czyli dobre kilka lat, bo nawet przy sporadycznym kontakcie 2 razy na rok sądy nie odbierają władzy. Albo i on i sąd są debilami, bo on zgoził się na odebranie władzy, a sąd to przyklepał mimo braku podstaw (bo podstawy byc muszą). Podstawowa znajomosc KRiO zmienia całkowice tory tej dyskusji, byc moze w ogóle ta dyskusja nie ma prawa bytu, jako bezsensowna (choc oczywiście mozna w necie pisac bzdury), jako ze najprawdopodobniej okazuje się, że pani ma twarde podstawy i prawne i morlane do tego, by pana trzymac z daleka od dziecka.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 01:37
    Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie bardziej, to po prostu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma odebrane. Jakoś nie chce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez 8 lat miał kontakt z dzieckiem.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • virtual_moth 24.06.10, 07:00
    z_mazur napisał:

    > Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie bardziej, to po pro
    > stu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma odebrane. Jakoś nie c
    > hce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez 8 lat miał k
    > ontakt z dzieckiem.


    Hahaha, dawno się z czymś takim nie spotkałam na forumsmile Przedstawione przez autorkę watku fakty nie pasują do teorii, więc autorka na pewno kłamie lub nie odróżnia pozbawienia władzy od ograniczeniasmile Nie no poważnie, szkoda pary na taką dyskusję.




    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 07:30
    Ale do jakiej teorii nie pasują? 3/4 Twojego postu to różnego
    rodzaju przypuszczenia, a śmiejesz się z moich przypuszczeń.
    Rzeczywiście szkoda czasu na taką dyskusję. smile

    Ja nie znam osobiście żadnego przypadku "przymusowego" pozbawienia
    praw rodzicielkich przez sąd, za to znam jeden w którym ojciec
    zrezygnował z nich świadomie.

    cytat z KRO

    "- wystąpiła trwała przeszkoda uniemożliwiająca należyte sprawowanie
    władzy rodzicielskiej (np. nieuleczalna choroba psychiczna lub gdy
    rodzice nie pozostają w stałej styczności z dzieckiem - gdy jedno
    lub oboje rodziców zaginęło, na stałe wyjechało za granicę
    całkowicie nie interesując się dzieckiem lub gdy nastąpiło skazanie
    na długoletnią karę pozbawienia wolności). Jest to przeszkoda, która
    będzie istniała przez wieloletni okres, nie zawsze dający się
    przewidzieć."

    Z postu autorki w żaden sposób nie wynika, że obecność ojca jest w
    jakikolwiek sposób groźna dla dziecka, poza tym że jej to jego
    pojawienienie się przeszkadza.

    Ponadto z postu wynika, że nigdy nie byli małżeństwem, a co najmniej
    nigdy nie mieszkali razem. Jeśli ojciec często przebywał poza
    granicami (np. pracował za granicą, co teraz jest dość powszechne),
    to mogło być podstawą do odebrania praw rodzicielskich. W każdym
    razie wcale nie musiało to wynikać z jakichś niewłaściwych zachowań
    ojca wobec dziecka. A skoro matka sama o tym nie pisze i z postu to
    wcale nie wynika, więc ja się staram trzymać tego co jest napisane.
    Czyli obecność ojca po prostu przeszkadza matce i to ona ma z tym
    problem, a swoją postawą dodatkowo spowodowała, że ma te problemy na
    które się skarży.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • z_mazur 24.06.10, 07:36
    Aaaaa i jeszcze taki cymesik, skoro już grzebiemy w KRO.

    "W sytuacji, gdy wymaga tego dobro dziecka, sąd opiekuńczy ma
    obowiązek wydania z urzędu zakazu rodzicom pozbawionym władzy
    rodzicielskiej osobistej styczności z dzieckiem (art. 113 § 1
    k.r.o.). Zakaz taki wyłącza możliwość spotykania się z dzieckiem,
    możliwość korespondencji, rozmów telefonicznych, a także innych form
    osobistej styczności."

    Jeśliby rzeczywiście, ojciec miał taki zły wpływ na dziecko i
    rzeczywiście ODEBRANE prawa rodzicielskie, a nie tylko ograniczone,
    z czego tak się śmiałaś, to problemu w świetle powyższego cytatu
    praktycznie nie ma i pewnie autorka jest tego świadoma (pewnie
    zostałaby o tym poinformowana przy okazji odbierania praw ojcu,
    jeśli akurat to byłoby podstawą ich odebrania). Więc coś mi tu
    zwyczajnie śmierdzi, albo jeśli chodzi o ODEBRANIE praw, albo o zły
    wpływ ojca.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • malgolkab 24.06.10, 09:26
    z_mazur napisał:

    > Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie
    bardziej, to po pro
    > stu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma
    odebrane. Jakoś nie c
    > hce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez
    8 lat miał k
    > ontakt z dzieckiem.
    >
    ale sam mówiłeś, że mamy nie gdybać. a co ty robisz?? babka
    napisała, ze ma odebrane, to tego się trzymamy - stąd np. moje
    komentarze takie lub innesmile
  • z_mazur 24.06.10, 09:29
    Ok, mój błąd, ale później dokładniej uzasadniłem swoje wątpliwości i
    podstawy gdybania.

    W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
    niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
    jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.

    Przypomnę, że jeśliby ten kontakt był szkodliwy, sąd ma OBOWIĄZEK
    odbierając prawa rodzicielskie zakazać takiego kontaktu.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • malgolkab 24.06.10, 09:39
    z_mazur napisał:

    > Ok, mój błąd, ale później dokładniej uzasadniłem swoje wątpliwości
    i
    > podstawy gdybania.

    myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
    myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
    zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko do
    ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak dla
    mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile
    >
    > W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
    > niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
    > jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.
    >
    > Przypomnę, że jeśliby ten kontakt był szkodliwy, sąd ma OBOWIĄZEK
    > odbierając prawa rodzicielskie zakazać takiego kontaktu.
    >
  • z_mazur 24.06.10, 09:49
    > myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
    > myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
    > zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko do
    > ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak
    dla
    > mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile

    Trochę za mało momentami na tym forum merytorycznych dyskusji, a za
    dużo emocji. smile

    A przecież pogadać jest całkiem przyjemnie i wcale nie chodzi o to
    żeby kogoś do czegoś koniecznie przekonać. smile

    I zgadzam się z Tobą, że za dużo w tym wątku niewiadomych, żeby
    wydać jednoznaczny sąd.

    Bo zgodzę się, że czasem trzeba radykalnie odciąć biologicznego
    rodzica od dziecka, dla jego dobra. Tylko mimo wszystko, dla mnie
    akurat w tym konkretnym wątku nie ma do tego przesłanek.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • malgolkab 24.06.10, 10:18
    z_mazur napisał:

    > > myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
    > > myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
    > > zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko
    do
    > > ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak
    > dla
    > > mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile
    >
    > Trochę za mało momentami na tym forum merytorycznych dyskusji, a
    za
    > dużo emocji. smile
    jak dla mnie to za dużo też monologówsmile
    >
    > A przecież pogadać jest całkiem przyjemnie i wcale nie chodzi o to
    > żeby kogoś do czegoś koniecznie przekonać. smile

    no, dokładniesmile dorosłego, ukształtowanego człowieka ciężko
    przekonać do zmiany zdania, ale forum jest własnie po to, zeby
    poznać zdanie innych i podyskutowaćsmile i to, że sie ma inne poglądy
    to nie jest nic osobistego... przynajmniej wg mnie.
    >
    > I zgadzam się z Tobą, że za dużo w tym wątku niewiadomych, żeby
    > wydać jednoznaczny sąd.
    >
    > Bo zgodzę się, że czasem trzeba radykalnie odciąć biologicznego
    > rodzica od dziecka, dla jego dobra. Tylko mimo wszystko, dla mnie
    > akurat w tym konkretnym wątku nie ma do tego przesłanek.
    >
  • virtual_moth 24.06.10, 09:53
    z_mazur napisał:


    > W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
    > niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
    > jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.

    Jesli zatem nie stanowi zagrozenia dla dziecka, to zostal pozbawiony władzy w wyniku rażącego zaniedbywania obowiązków względem dziecka, czyli kilkuletni brak kontaktu + niepłacenie alimentów. To się kwalifikuje do tego, by trzymac goscia z daleka od dziecka.

    Oczywiście pan ma prawo wystąpic do sądu o ustalenie kontaktów lub nawet przywrócenie władzy. Matka jednak ma prawo obawiac się o stan psychiczny dziecka w sytuacji nagłego powrotu tatusia marnotrawnego. Inna sprawa, jak sama na to reaguje, bo zamiast chowac się po kątach powinna postawic sprawę jasno.

    Mozna gdybac, że facet został pozbawiony władzy w wyniku odległosci, ale jesli ta przeszkoda ustała (odległosc lub inna niemoznosc) to pan ma 100% szanse na przywrócenie władzy. Dlaczego więc nie pójdzie do sądu, tylko stosuje jakąś dziwną partyzantkę? Informacji mamy mało i siłą rzeczy gdybamy, ale imho oczywiste jest, ze jesli ktos gra nieczysto to raczej nie jest to matka.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 09:59
    > Jesli zatem nie stanowi zagrozenia dla dziecka, to zostal
    pozbawiony władzy w
    > wyniku rażącego zaniedbywania obowiązków względem dziecka, czyli
    kilkuletni brak
    > kontaktu + niepłacenie alimentów. To się kwalifikuje do tego, by
    trzymac goscia z daleka od dziecka.

    To tylko Twoja opinia nie mająca podstaw prawnych, tym bardziej, że
    w tym konkretnym przypadku oparta na kolejnych domysłach, a nie
    faktach.

    Autorka nic nie pisze o alimentach, ani o ich płaceniu lub
    niepłaceniu. 50 zł co miesiąc w liście może nie mieć żadnego związku
    ze spełnianiem przez ojca obowiązku alimentacyjnego, może to
    kieszonkowe przesyłane poza płaconymi alimentami.


    A powiedz mi co zmieni przywrócenie praw?

    Prawo do kontaktu ojciec ma mimo pozbawienia praw, więc po co o to
    przywrócenie miałby występować?

    Utrzymywanie kontaktu z dzieckiem przez pisanie listów nazywasz
    partyzantką?

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • malgolkab 24.06.10, 10:22

    > Autorka nic nie pisze o alimentach, ani o ich płaceniu lub
    > niepłaceniu. 50 zł co miesiąc w liście może nie mieć żadnego
    związku
    > ze spełnianiem przez ojca obowiązku alimentacyjnego, może to
    > kieszonkowe przesyłane poza płaconymi alimentami.
    >
    no i własnie - kolejna niewiadomauncertain czy to są "alimenty" czy właśnie
    coś tajm dodatkowo...
    > A powiedz mi co zmieni przywrócenie praw?
    >
    > Prawo do kontaktu ojciec ma mimo pozbawienia praw, więc po co o to
    > przywrócenie miałby występować?

    no, ma, ale jesli faktycznie odebrali mu ze względu na odległośc lub
    jakieś chwilowe zawirowania to powinien wystapić...
    > Utrzymywanie kontaktu z dzieckiem przez pisanie listów nazywasz
    > partyzantką?
    >
    jesli listy sa zamiast, bo np. był gdzieś daleko to ok, tego znowu
    nie wiemuuncertain
    partyzantka to raczej przychodzenie pod szkołę, kościół itd...
  • virtual_moth 24.06.10, 10:23
    z_mazur napisał:


    > To tylko Twoja opinia nie mająca podstaw prawnych,

    Jak to nie mająca podstaw prawnych? Opcje są trzy:
    - naduzywanie wladzy, działanie na szkode dziecka, krzywdzenie go (sam to wykluczyłes słusznie zauważając, ze sąd musiałby jednoczesnie wydac postanowienie o zakazie zblizania się)
    - rażące zaniedbywanie (z podkreśleniem rażące) obowiązków
    - fizyczna niemozność wykonywania władzy
    Podstawa:
    Art. 111 § 1 "Jeżeli władza rodzicielska nie może być wykonywana
    z powodu trwałej przeszkody albo jeżeli rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej
    lub w sposób rażący zaniedbują swe obowiązki względem dziecka, sąd opiekuńczy
    pozbawi rodziców władzy rodzicielskiej. Pozbawienie władzy rodzicielskiej może
    być orzeczone także w stosunku do jednego z rodziców"


    Teraz zgadywanka - na jakiej podstawie ów pan został pozbawiony władzy i dlaczego dana opcja jest bardziej prawdopodobna?

    Co do prawa do kontaktu - prawo do spotykania się z dzieckie ojciec pozbawiony wladzy ma, ale równoczesnie matka MA PRAWO mu ten kontakt uniemozliwic, jako jedyny prawny opiekun dziecka. Pan ma jednak prawo wystąpic do sądu o uregulowanie kontaktów.
    Partyzantka - miałam na mysli przychodzenie na biały tydzien do koscioła, wypytywanie o dziecko pani w szkole, wiedząc, ze dziecko sobie tego kontaktu nie zyczy.

    Reasumując i przypominając - pani ma prawo odmówic kontaktów, a pan ma prawo o te kontakty do sądu wystąpić.

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 10:32
    > Teraz zgadywanka - na jakiej podstawie ów pan został pozbawiony
    władzy i dlacze
    > go dana opcja jest bardziej prawdopodobna?

    Dlatego, że jeśli kontakt z rodzicem jest szkodliwy dla dziecka to
    sąd ma OBOWIĄZEK pozbawiając go praw rodzicielskich, zabronić
    jednocześnie wszelkich form kontaktu.

    W tym przypadku tego nie było, bo jakby było, to matka nie miałaby
    problemu o którym pisze.

    > Partyzantka - miałam na mysli przychodzenie na biały tydzien do
    koscioła, wypytywanie o dziecko pani w szkole, wiedząc, ze dziecko
    sobie tego kontaktu nie zyczy.

    No tak, rzeczywiście pojawienie się na ważnej dla dziecka
    uroczystości i zapytanie w szkole o wyniki dziecka, no po prostu
    masakra, który rodzic tak postępuje?

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • virtual_moth 24.06.10, 10:57
    z_mazur napisał:


    > Dlatego, że jeśli kontakt z rodzicem jest szkodliwy dla dziecka to
    > sąd ma OBOWIĄZEK pozbawiając go praw rodzicielskich, zabronić
    > jednocześnie wszelkich form kontaktu.

    Ależ ja się z Tobą zgadzam. Tę opcję, z trzech, zatem wykluczamy. Zostają dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy:
    - rażące zaniedbywanie obowiązków
    - TRWAŁA przeszkoda w wykonywaniu władzy

    Zastanawiamy się, przypominam, z jakieog powodu ocju została odebrana wladza. Odpowiedz na to pytanie jest bardzo istotna, bo pozwala na w miarę obiektywną ocenę, czy mamusia robi dobrze, czy zle zakazując kontaktu, a o to cała ta dyskusja.

    Pytanie - dlaczego uważasz, że zaszła opcja numer trzy? Opcję dwa rozumiem tez wykluczasz, skoro twierdzisz, za pan się kontaktowal wczesniej. No chyba ze uwazasz, że kilkuletni (realnie powyzej 3-5 lat przy ojcu płacącym alimenty) CAŁKOWITY brak kontaktu z dzieckiem nie jest podstawą dla matki do obawy o zdrowie psychiczne dziecka w przypadku powrotu tatusia.

    Ja mogę się zgodzić, ze zaszła opcja numer trzy, czyli np. tysiące kilometrów dzielące ojca i dziecko (500 km nie wystarczy, poza tym musi to byc sytuacja TRWAŁA bez szans na zmianę w przysżłosci), ale cudownym zrządzeniem losu ta przyczyna ustała. Dlaczego jednak tatuś uprawia partyzantkę zamiast po prostu dopełnic formalnosci w sądzie?

    Którą opcję wybierasz i dlaczego?




    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • virtual_moth 24.06.10, 11:20
    mogę jeszcze ułatwic niektórym obronę ojca podając inne mozliwe przyczyny sytuacji:

    1. autorka wątku przez "nie ma praw do dziecka" rozumie to, ze ojciec nie uznal dziecka i ojcostwo nie zostalo ustalone.
    Tutaj mamy pole do popisów do gdybania, bo jesli tak było, to mozliwych scenariuszy jest bardzo duzo (łącznie z prawdopodobnym, że mu utrudniała kontakt, nie zgadzała się na uznanie itd)

    2. Ojcostwo zostało sądownie ustalone i ojcu nie została nadana władza. Pomijając przyczyny nie nadania władzy (które na pewno musiały byc powazne), ojciec praktycznie od początku był zdredukowany do linijki w akcie urodzenia, ale oczywiście nadal nie wiemy czy bardziej na swoje zyczenie, czy na zyczenie matki dziecka


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 11:40
    Ale tu nikt nie broni ojca.

    Raczej niektórzy negatywnie oceniają zachowanie matki i jego
    bezośredni wpływ na zaistniałą sytuację, a niektórzy uparcie próbują
    matki bronić. smile))

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • z_mazur 24.06.10, 11:36
    Ale co mu zmieni przywrócenie praw rodzicielskich poza utrudnieniem
    życia matce?

    Powiedzmy, za dwa lata ojciec znowu wyjedzie za granicę, a matka w
    międzyczasie będzie chciała wyrobić dziecku paszport.

    Co miałoby dać przywrócenie praw, skoro ojciec z dzieckiem i tak
    może się kontaktować?

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • virtual_moth 24.06.10, 13:39
    z_mazur napisał:

    > Ale co mu zmieni przywrócenie praw rodzicielskich poza utrudnieniem
    > życia matce?

    Masz rację, nic mu w sumie to nie daje. Tyle że jako ojciec mający władzę ma szansę na zasądzenie "normalnych" kontaktów, a nie okrojonych, jak to bywa z tymi pozbawionymi władzy. Zakładając, ze mu rzadsze kontakty wystarczą, to rzeczywiście nie ma o co kopii kruszyc. Clou polega na tym, ze o te kontakty moze wystąpic i zadna wielka krzywda mu się nie dzieje, bo to co matka uważa o powrocie tatusia (moze słusznie, moze nie) ma szansę byc zweryfikowane przez sąd.

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 13:42
    Ale tu już odbiegamy mocno od tematu wątku.

    A1ma potępiła postępowanie matki w tej sytuacji. Może potępienie to
    przesada, ale na pewno matka nie stanęła na wysokości zadania w tej
    sytuacji i problemy, które się pojawiły są w pewnym stopniu wynikiem
    jej postępowania.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • virtual_moth 24.06.10, 14:18
    z_mazur napisał:


    > A1ma potępiła postępowanie matki w tej sytuacji. Może potępienie to
    > przesada, ale na pewno matka nie stanęła na wysokości zadania w tej
    > sytuacji i problemy, które się pojawiły są w pewnym stopniu wynikiem
    > jej postępowania.


    A1ma ma poważne problemy wynikające z nieobecnosci ojca w rodzinie i nie jest dobrym przykładem dziecka, którym matka dobrze pokierowała. Problemy - dysonans poznawczy (co innego było jej mówione, co innego widziała) i wynikła z tego ciągła chęć zasłuzenia na miłość znikającego ojca, objawiająca się tym, ze jest gotowa kazdym podobnym (olewającym) ojcom dawac kolejną szansę. Chęć usprawiedliwienia matki, która zamydlała sprawę.


    Trudno na tej podstawie stwierdzic nie tylko czy autorka wątku o powracającym tatusiu robi źle uniemozliwiając kontakty, ale tez trudno w ogóle stwierdzic, jaki miała udział w wywołaniu niechęci dziecka do "znikającego" ojca. Znamienne jednak, ze w zasadzie bez zadnych podstaw za brak ojca posądzasz oczywiście matkęsmile


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 14:23
    > Znamienne jednak, ze w zasadzie bez zadnych podstaw za brak ojca
    posądzasz oczywiście matkęsmile

    A skąd ten pomysł? Uwielbiam jak ktoś mi przypisuje tezy których nie
    głosiłem. smile))

    Matka ma problem, ale do powstania tego problemu się przyczyniła i
    tyle i może sporo zrobić, żeby ten problem rozwiązać, ale na pewno
    sposobem na rozwiązanie tego problemu nie jest kombinowanie jak tu
    całkowicie wyautować tatusia z życia dziecka.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • mediator.org 24.06.10, 10:02
    "> Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy
    fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc), częsciej się tą władzę
    zawiesza lub ogranicza, aby NIE ZNIECHĘCAĆ rodzica, który w danej chwili nie ma
    mozliwosci wykonywania władzy.
    Kolejna osoba, która z założenia "wie lepiej" jak było.
    "Odebranie włazy rodz. w Polsce jest niezwykle trudne" - sprawa oceny, zależna
    od tego kto pisze... słowa, które tak naprawdę nic nie mówią.
    "Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy
    fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc)"-no, to już zabawne po prostu.
    Sąd nie kieruje się tym, aby kogoś "zniechęcić" lub nie, lecz dobrem dziecka i
    motywacją osoby, która wnosi o odebranie praw.
    " Argument o tym, iz byc moze pan SAM z siebie się zgodził na odebranie mu
    władzy uwazam za zenujący na tym forum. "- zacytuj mi proszę, gdzie napisałam,
    że W TYM PRZYPADKU pan być może zrezygnował z władzy sam? Napisałam jedynie, że
    takie przypadki się zdarzają.
    "Na pewno nie w przypadkach, gdy z dzieckiem mają kontakt, ale są tacy dobrzy,
    ze chcą coś ułatwic matce dzieckasmile Wolne zartysmile)) "
    No to mało widziałaś. Są RODZICE (podkreślam, aby nie być uznaną za stronniczą),
    którzy są w stanie usunąć się z życia dziecka, w sytuacji, gdy drugi rodzic jest
    bardzo agresywny i cierpi na tym dziecko - co oznacza, że jeden z rodzciów tak
    bardzo nie radzi sobie z własnymi emocjami, że drugi rodzic woli zniknąć. A
    potem może powstać np. taka sytuacja jak w opisanym wątku... Może też być tak (i
    bywa), że jedno z rodziców, które czuje się winne nie przeciwdziała pozbawieniu
    go praw, na jakiś czas rezygnuje z kontaktów z dzieckiem, następnie (np po
    terapii) pragnie zmienić sytuację. Naprawdę sytuacji są setki. A to, że Ty ich
    sobie nie wyobrażasz...

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 24.06.10, 10:32
    mediator.org napisała:

    > Naprawdę sytuacji są setki.

    Setki sytuacji to mozna poobserwowac w domach dziecka u dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną (czytaj - mamusi/tatusiowi nie sposób odebrac władzy w/g standardów polskich sądów).

    Nie wiemy wiele o tej sytuacji, a jesli juz gdybamy to nie rozumiem, dlaczego bierzemy pod uwagę sytuację owszem, mozliwą, ale najmniej prawdopodobną.
    Co do biednych zaszczutych przez eksiary żuczków, którzy "osuwają się w cien" i zgadzają na pozbawienie wladzy (brzmi to w Twoim poscie wręcz jak HEROIZM i najwyższe poświęcenie na polu ojcostwa, hehe) to OK, niech będzie. Żaden sąd jednak nie odbierze nikomu wladzy BEZ PODSTAW, a to czy tatus się z tym zgadza, czy nie - to juz najmniej istotne.
    Oczywiście mozemy pławic się w absurdzie i fantazjowac o tym, kto jest najbardziej pokrzywdzony w tym układzie i dlaczego jest to pan, niesłusznie posądzony o molestowanie tudziez heroicznie sam siebie pozbawiający wladzy (oczywiscie dla dobra dziecka). Ja nie mam w sumie nic przeciwko.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 10:41
    > Nie wiemy wiele o tej sytuacji, a jesli juz gdybamy to nie
    rozumiem, dlaczego
    > bierzemy pod uwagę sytuację owszem, mozliwą, ale najmniej
    prawdopodobną.

    A dlaczego najmniej prawdopodobną? Bo ty tak twierdzisz.

    Z postu autorki wynika, że kontakt ojca z dzieckiem był stały,
    chociaż nieregularny. Następnie na rok czasu z jakichś przyczyn (nie
    znamy tych przyczyn, a mogły być różne, poczynając od konieczności
    wyjazdu, przez chorobę itp.) ustał, chociaż był podtrzymywany w
    formie listowej. Jak na razie nie widzę tu żadnej patologii.

    > Oczywiście mozemy pławic się w absurdzie i fantazjowac o tym, kto
    jest najbardziej pokrzywdzony w tym układzie i dlaczego jest to pan,
    niesłusznie posądzony o
    > molestowanie tudziez heroicznie sam siebie pozbawiający wladzy
    (oczywiscie dla
    > dobra dziecka). Ja nie mam w sumie nic przeciwko.

    A skąd Ty to molestowanie wzięłaś? I zacytuj, kto tu pisał, że pan
    (BTW ciekawi mnie dlaczego piszesz o ojcu - pan?) jest poszkodowany.
    Poszkodowane to jest dziecko, któremu matka zrobiła wodę z mózgu i
    której istnienie biologicznego ojca przeszkadza.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • virtual_moth 24.06.10, 11:09
    z_mazur napisał:


    > Z postu autorki wynika, że kontakt ojca z dzieckiem był stały,
    > chociaż nieregularny. Następnie na rok czasu z jakichś przyczyn (nie
    > znamy tych przyczyn, a mogły być różne, poczynając od konieczności
    > wyjazdu, przez chorobę itp.) ustał, chociaż był podtrzymywany w
    > formie listowej. Jak na razie nie widzę tu żadnej patologii.

    Omg. Z postu autorki nic takieog nie wynika. Pisze ona:
    "kiedyś syn utrzymywał z ojcem sporadyczne kontakty. Od roku
    przysyła mu jeden list w miesiącu + 50zł dołączone do listu". GDZIE wyczytałes o tym "stałym, ale nieregularnym kontakcie"?! Nie ma tez nic o tym, ze "na rok" pan zawiesił kontakt, za to stoi jak wół, ze OD ROKU pan pisze listy. Dziecko ma 9 lat, zatem do 8 roku zycia nie wiemy nic o tym, jak ojciec realizował obowiązki poza "kiedys sporadycznymi kontaktami". A przeciez z jakichs przyczyn ojcu władza została odebrana, więc mozna się domyslic, ze to "kiedys" to bylo bardzo dawno temu i była kilkuletnie przerwa w kontaktach. Moze kwalifikowało się to jako rażące zaniedbanie, moze jako niezalezna od ojca przeszkoda, ale KONTAKTU NIE BYŁO, bo inaczej zaden są nie odebrał by mu wladzy. Osobiscie uwazam "niezalezna przeszkode" jako mniej prawdopodobną, bo po prostu pan po ustaniu przyczyny ma 100% szanse na przywrócenie władzy i wlasciwie tematu by nie było, no chyba ze pan srednio swiadomy swoich praw, a powinien byc jako ojciec, któremu podobno zalezy.

    "Molestowanie" to ironia, pojawiły się tu bowiem sugestie, ze panu została odebrana władza przez złą exiarę, a posądzenie o molestowanie to najczęstrzy z grzechów cieżkich eksiar. Mozliwe zatem, ze został niesłusznie posądzony o molestowaniesmile Choc to małoprawdopodobne, bo dostłaby zakaz kontaktów. No ALE prawdopodobnetongue_out

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 11:39
    Równie dobrze "kiedyś" może oznaczać, cały okres sprzed braku
    bezpośredniego kontaktu i pisania listów.

    Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
    inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
    przerwa z pisaniem listów.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • only.elvie 24.06.10, 13:07
    z_mazur napisał:
    > Równie dobrze "kiedyś" może oznaczać, cały okres sprzed braku
    > bezpośredniego kontaktu i pisania listów.
    > Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
    > inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
    > przerwa z pisaniem listów.


    Tak więc Twoje posty to tylko INTERPETACJE, nie fakty.
  • virtual_moth 24.06.10, 13:28
    z_mazur napisał:


    > Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
    > inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
    > przerwa z pisaniem listów.

    Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 13:38
    > Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?

    Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jakoś nie spędza mi to snu z
    powiek. smile

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • virtual_moth 24.06.10, 14:06
    z_mazur napisał:

    > > Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?
    >
    > Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jakoś nie spędza mi to snu z
    > powiek. smile

    Domyślam się, ale ma to kluczowe znaczenie dla toku tej dyskusji. Jesli poznalibysmy prawdę DLACZEGO została mu odebrana władza, to Twoje zdanie na temat zachowania matki jest krzywdzące i niesprawiedliwe. Próbowałam dowieść jednoczesnie, ze dojście do przyczyn pozbawienia władzy jest kwestią dedukcji i logiki, a nie zgadywania. Powtarzam, mamy dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy ojca, obie wskazują na całkowity brak kontaktu ojca z dzieckiem przez minimum kilka lat (naduzywanie władzy sam wykluczyłeś). Ty nadal uparcie twierdzisz, że ojciec miał "stały" nieregularny kontakt.

    Jesli nie miał kontaktu przez kilka lat, to matka ma jak najbardziej prawo do uniemozliwiania kontaktów ojciec-syn, z troski o stan psychiczny dziecka. Ma prawo do własnego w tym temacie zdania. Slusznie tez tu ktoś wspomniał, że dzieci rozumieją więcej niz nam się wydaje i niekoniecznie to matka jest winna temu, ze dziecko nie chce widziec ojca.



    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 14:27
    > Ty nadal uparcie twierdzisz, że ojciec miał "stały" nieregularny
    kontakt.

    To nie ja tak twierdzę, tylko autorka wątku. smile

    > Próbowałam dowieść jednoczesnie , ze dojście do przyczyn
    pozbawienia władzy jest kwestią dedukcji i logiki, a nie zgadywania.

    Dobrze, że napisałaś "próbowałam". smile
    Jak dla mnie ze średnim skutkiem.

    > Powtarzam, mamy dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy ojca,
    > obie wskazują na całkowity brak kontaktu ojca z dzieckiem przez
    minimum kilka
    > lat (naduzywanie władzy sam wykluczyłeś).

    A Ty wykluczyłaś te prawdopodobne okoliczności (podsuwane zarówno
    przeze mnie jak i przez mediator), które dla Ciebie są niewygodne. I
    tak możemy sie przerzucać.

    Ponieważ dyskusja staje się akademicka, to ją sobie podaruję. smile


    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 19:29

    > Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.

    Tego nie wiesz.
    Napisane jest ,że kiedyś utrzymywał sporadyczne kontakty a od roku pisze listy.

    Równie dobrze pomiędzy tymi wydarzeniami mogą być "długie lata" przerwy. Ty
    zakładasz z góry na niekorzyść matki. Kolejny raz.
  • z_mazur 23.06.10, 19:37
    Nikt nic nie musi zakładać, skoro matka sama pisze o stałym kontakcie (nawet jeśli tylko listowym) ojca z dzieckiem. Nie musi wcale ojca tłumaczyć, dziecko i tak wie, że ojciec jest.

    Nie będę pisał, co Ty robisz kolejny raz. smile)))

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • lima 23.06.10, 19:41
    jak na razie mediator.or uprawia manipulację: wstawia "wciąż" tam gdzie go nie
    ma, stwierdza też fakt że "nie było wielu lat przerwy" choć nie ma o tym ani
    słowa ile trwała przerwa w kontaktach.
    Wypada by specjalnie używany nick do czegoś zobowiązywał. Przynajmniej do
    poprawnego czytania jeśli się nie da wykrzesać bezstronności.


  • z_mazur 23.06.10, 19:45
    A Ty przecztałaś chociaż uważnie ten cytowany wątek?

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • mediator.org 23.06.10, 21:39
    Aby uniknąć tego typu zarzutów napisałam swoją wypowiedź pod tytułem
    DOPRECYZUJĘ. Pomijasz ją, bo nie pasuje do Twojej koncepcji - Twoje prawo, ale
    wówczas daruj sobie słowa:"jak na razie mediator.or uprawia manipulację:"
    Zwykle cytuję słowa, do których się odnoszę, dlatego poprawiłam się i napisałam
    doprecyzowanie.
    Co do "nie było wielu lat przerwy" - matka o tym nic nie wspomniała, że taka
    przerwa dłuższa była. po prostu.
    Wypada czytać ze zrozumieniem i nie tworzyć opowieści dziwnych treści, co
    czynisz w swoich wypowiedziach.
    Nawet nie jesteś w stanie zauważyć takich niuansów jak te, że zawsze piszę o
    prawach RODZICÓW, nie OJCÓW. I tym podobne podkreślenia, które służą właśnie
    zachowaniu bezstronności.
    Spróbuj trzymać się faktów w tym wątku i napisać coś rzeczywiście konkretnego
    ODNOŚNIE informacji, które są tu dane - bez tworzenia historii...
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • lima 24.06.10, 17:20
    dalej manipulujesz. Wciskasz tekst, że coś ci zarzucam :"bo nie pasuje to do
    koncepcji"(mojej). Bzdura.

    Pokazuję ci dokładnie w których miejscach manipulujesz:
    wstawiasz "wciąż" tam gdzie go nie było (dlaczego? pomyślałaś o tym? tak
    przypadkiem? czy odruchowo pod swoją teorię?)
    poprawiasz się, że faktycznie dodałaś to czego nie było i kontynuujesz
    manipulację podsumowującym twierdzeniem, że ojciec ciągle kontakty utrzymywał i
    nie było długich lat przerwy.
    TEGO NIE WIESZ. TWORZYSZ WŁAŚNIE WYMYŚLONA HISTORIĘ KTÓRA CI PASUJE I NIE
    DOPUSZCZASZ ISTNIENIA INNEJ.
    Autorka napisała tam jedynie, że kiedyś sporadycznie ojciec się z dzieckiem
    spotykał a od roku pisze listy. I tyle. Nie wiesz ile lat się nie spotyka, czy
    jest zagrożeniem dla dziecka albo niej, itd.
    Ja stawiam pytania -a co jeśli on dziecku jakoś zagraża? . Nie stwierdzam
    autorytatywnie tak jak m.inn.ty , że przerwy długoletniej na pewno nie było(bo
    tego nie wiemy!), albo tak jak Zmazur, że dziecko nie chce widzieć ojca
    biologicznego dlatego ,że matka mu zrobiła wodą z mózgu nowym tatusiem i jest
    winna-kropka. Wybacz, ale wyciągać tak daleko idące osądy po dwóch krótkich
    wypowiedziach autorki w tamtym temacie- to zwyczajnie nadużycie, bo może to być
    zupełnie inna historia niż sobie ją wymyśliliście.

    Co do twoich wypowiedzi, to zawsze jak się wypowiadasz, nacechowane są niechęcią
    do kobiet. Nawet jak twierdzisz, że głosisz prawa rodziców a nie ojców. Ot, taka
    twoja przywara, z której sobie może nie zdajesz sprawy, a nie jestem pierwsza
    której się to rzuca w oczy. Więc zastanów się skąd to masz i dlaczego.

  • z_mazur 24.06.10, 17:28
    Każdy kto wyciąga na podstawie tego jak sama przyznajesz skąpego w informacje tekstu inne wnioski niż Ty to manipulator. smile))))

    Jeśli ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich, to nie ma sprawy, bo jeśli rzeczywiście kontakt z nim byłby szkodliwy dla dziecka, to sąd ma OBOWIĄZEK zabronić mu wszelkiego kontaktu z dzieckiem. Wystarczy złożyć odpowiedni wniosek.

    Skoro jednak matka żali się na forum, tzn. że z takim wnioskiem do sądu nie może wystąpić, bo nie ma do tego podstaw.

    I kto tu tworzy wygodne dla niego historie?

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • only.elvie 24.06.10, 19:15
    z_mazur napisał:
    > Każdy kto wyciąga na podstawie tego jak sama przyznajesz skąpego w informacje t
    > ekstu inne wnioski niż Ty to manipulator. smile))))

    Nie - to właśnie Ty przecież traktujesz wszystkich, którzy nie interpretują informacji tak jak ty manipulatorami. To Twoje wszędobylskie 'trzymajmy się faktów' przy czym oczywiście fakty to Twoje interpretacje smile
  • z_mazur 24.06.10, 19:35
    Nie, po prostu na czyjeś gdybania odpowiadam równoważnymi gdybaniami, tylko o przeciwstawnym wydźwięku, żeby pokazać bezsens takich gdybań.

    A potem nawołuję, żeby jednak trzymać się faktów. wink)))

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • nangaparbat3 24.06.10, 17:52
    mediator.org napisała:

    >
    > Pomijając patologię, z którą nie mam styczności w swojej pracy, powody braku

    >

    A co Ty rozumiesz przez "patologię" - w takim razie?
    --
    "... postępowac jak Towiański, który podczas ciężkiej choroby żony ani razu nie
    zszedł ze swego pokoju na piętrze, >takie zaufanie pokładał w Bogu<, jak z
    entuzjazmem pisze brat Seweryn."
  • mediator.org 24.06.10, 18:05
    ...zasady przeprowadzania mediacji mówią wyraźnie kiedy mediować nie należy -
    zapraszam do zapoznania się z tymi zasadami smile
    To nie boli smile A nawet jest ciekawe.
    To nie JA ustalam co jest patologią.
    Są to ogólne zasady dla mediatorów.
    A wynikają choćby z tego, że np. "czynny" alkoholik nie może być uznany za
    osobę, która weźmie na siebie odpowiedzialność za realizację porozumienia, które
    podpisze.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • only.elvie 24.06.10, 19:15
    mediator.org napisała:
    > To nie JA ustalam co jest patologią.

    Nie ustalasz ale piszesz, że w pracy NIE MASZ z nią do czynienia. Schizofrenia?
  • mediator.org 24.06.10, 19:32
    Czy pewne osoby tu są dorosłe czy też kryją się za nickami dzieci?
    Bo zaczynam wątpić, że dyskutuję z dorosłymi...
    Nie ja ustalam CO jest patologią - te słowa są odpowiedzią do nangi, która pyta
    co DLA MNIE jest patologią w mediacji, sugerując, że to JA sobie ustalam, który
    przypadek uznam za patologię, a który nie. Tymczasem ogólna zasada dla
    WSZYSTKICH mediatorów rodzinnych jest taka, że w przypadkach patologii do
    mediacji dojść nie może.
    A co jest patologią w rozumieniu mediatora - poczytaj w tekstach o mediacji.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • burza4 23.06.10, 19:45
    Kwintesencją sprawy jest to, że dziecko nie chce żadnych kontaktów z ojcem. Sama
    myśl o nich go stresuje. Co więc powinna zrobić w tej sytuacji matka, której
    zależy na tym, żeby syn miał pogodne, spokojne dzieciństwo? ja tam nie mam
    wątpliwości.

    Być może kiedyś dzieciak dojrzeje do tego, żeby kontakt z ojcem nawiązać. Ale ta
    decyzja powinna należeć do dziecka, a nie do tatusia. Teraz wymuszone,
    niechciane kontakty dziecku nie posłużą.
  • z_mazur 23.06.10, 19:47
    Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka wykreowała mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca. Wystarczyłoby tylko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w stosunku do ojca postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

    A tak, dziecko jest rozdarte i trudno mu się dziwić, że nie jest w stanie się skonfrontować z rzeczywistością, ale czy to aby na pewno tylko wina ojca?

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • burza4 23.06.10, 20:14
    z_mazur napisał:

    > Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka
    wykreował> a mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca.

    wirtualną? tu raczej tatuś był wirtualny. Wrogie nastawianie to tylko twoja
    projekcja.


    Wystarczyłoby tylko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w
    stosunku do ojca
    > postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

    Uważam, że postawa neutralna w przypadku braku kontaktów jest błędem. Bo
    trywializuje odczucia dziecka, przekazując mu zakłamany komunikat, zamiast
    pozwolić mu uzewnętrznić swoje odczucia, i przyznać, że ma prawo być złe,
    rozgoryczone i rozczarowane postawą ojca. Bo to wmawianie dziecku, że można
    kochać i nic z siebie nie dawać i że to normalne. Pogląd szkodliwy społecznie.

    Nie istnieje stosunek neutralny kiedy dziecko pyta, czemu tatuś się nim nie
    interesuje. Mydlenie dziecku oczu nie wychodzi mu na zdrowie tak samo jak
    nastawianie przeciwko.

    Jeśli ojciec byłby ojcem z prawdziwego zdarzenia - to żadne nastawianie nie
    zmieniłoby tego, że dziecko w głębi duszy by za nim tęskniło. Być może zresztą w
    tym przypadku również tak jest - może dziecko chce go na swój sposób ukarać,
    pokazać swoją urazę. I może kiedyś dojrzeje do przebaczenia. Ale nic się nie
    wskóra zmuszając go do spotkań, na które nie ma ochoty.

    równie dobrze może być tak, że dziecko właśnie NIE CHCE być rozdarte, bo od
    zawsze ma w swoim mniemaniu PEŁNĄ rodzinę, w której mu dobrze i nie chce żeby
    obcy facet to zaburzał.

    I tak - taki stan rzeczy jest wyłączną winą ojca. Miał wiele lat, żeby zbudować
    relacje z synem.
  • z_mazur 23.06.10, 20:24
    > Uważam, że postawa neutralna w przypadku braku kontaktów jest błędem. Bo
    > trywializuje odczucia dziecka, przekazując mu zakłamany komunikat, zamiast
    > pozwolić mu uzewnętrznić swoje odczucia, i przyznać, że ma prawo być złe,
    > rozgoryczone i rozczarowane postawą ojca. Bo to wmawianie dziecku, że można
    > kochać i nic z siebie nie dawać i że to normalne. Pogląd szkodliwy społecznie.

    Chyba nie rozumiesz na czym polega postawa neutralna.

    > Jeśli ojciec byłby ojcem z prawdziwego zdarzenia - to żadne nastawianie nie
    > zmieniłoby tego, że dziecko w głębi duszy by za nim tęskniło. Być może zresztą
    > w
    > tym przypadku również tak jest - może dziecko chce go na swój sposób ukarać,
    > pokazać swoją urazę. I może kiedyś dojrzeje do przebaczenia. Ale nic się nie
    > wskóra zmuszając go do spotkań, na które nie ma ochoty.

    Z postów autorki wyraźnie widać negatywne nastawienie do ojca, więc to co piszesz nijak ma się do dyskutowanej sytuacji.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • only.elvie 24.06.10, 13:06
    z_mazur napisał:
    > Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka wykreował
    > a mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca. Wystarczyłoby tyl
    > ko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w stosunku do ojca
    > postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

    No nie - FANTAZJUJESZ aż miło. Dzieci nie są ani ślepe ani głupie. Ja w wieku 9 lat doskonale zdawałam sobie sprawę, że ojciec mnie olewa mimo, że matka bardzo starała się go kryć.

    W ogóle w całym tym wątku 90% Twoich wypowiedzi to INTERPRETACJE - a jak ktoś ma inne to się zarzekasz 'trzymajmy się faktów' smile Urocza retoryka smile Kreujesz się na obiektywnego a jedyne co robisz to rzucasz interpretacjami imo podszytymi strachem rozwiedzionego ojca.

    Jeden plemnik daje mężczyźnie wpis w akcie urodzenia, nie czyni go ojcem. Ja od lat we wszelkich dokumentach urzędowych w rubryce 'imię ojca' wpisuję obcego człowieka, zgodnie z aktem urodzenia. Nie uważam go z ojca dlatego, że wredna mamusia zafundowała mi zastępczego tatusia i byłam 'rozdarta' tylko dlatego, że mój biologiczny ojciec sobie na to zapracował.

    Przyjmujesz linię 'ojciec to ojciec' nieważne co. A ja po raz kolejny powtórzę Ci - jeden plemnik ojcem nie czyni. Tak to wygląda z perspektywy DZIECKA.
  • z_mazur 24.06.10, 13:16
    > No nie - FANTAZJUJESZ aż miło. Dzieci nie są ani ślepe ani głupie.
    Ja w wieku 9
    > lat doskonale zdawałam sobie sprawę, że ojciec mnie olewa mimo, że
    matka bardz
    > o starała się go kryć.

    Hahahahaha. smile

    Tak, a to wszystko co tu napisałaś ma związek z tą konkretną
    dyskusją. smile)))

    > W ogóle w całym tym wątku 90% Twoich wypowiedzi to INTERPRETACJE -
    a jak ktoś m
    > a inne to się zarzekasz 'trzymajmy się faktów' smile Urocza
    retoryka smile Kreujesz s
    > ię na obiektywnego a jedyne co robisz to rzucasz interpretacjami
    imo podszytymi
    > strachem rozwiedzionego ojca.

    ROTFL. Moja córka ma prawie 18 lat i mam z nią doskonały kontakt.
    Może jednak wrócimy do merytorycznej dyskusji? smile))))

    > Jeden plemnik daje mężczyźnie wpis w akcie urodzenia, nie czyni go
    ojcem. Ja od
    > lat we wszelkich dokumentach urzędowych w rubryce 'imię ojca'
    wpisuję obcego c
    > złowieka, zgodnie z aktem urodzenia. Nie uważam go z ojca dlatego,
    że wredna ma
    > musia zafundowała mi zastępczego tatusia i byłam 'rozdarta' tylko
    dlatego, że m
    > ój biologiczny ojciec sobie na to zapracował.

    A jaki to ma związek z tą konkretną sytuacją, która jest zupełnie
    odmienna od Twojej? Ojciec ma stały kontakt z dzieckiem. To Ty
    odnosisz tą sytuację do swojej i na siłę starasz się znaleźć
    podobieństwa, a mnie zarzucasz nieobietywność. smile)))))

    > Przyjmujesz linię 'ojciec to ojciec' nieważne co. A ja po raz
    kolejny powtórzę
    > Ci - jeden plemnik ojcem nie czyni. Tak to wygląda z perspektywy
    DZIECKA.

    Jak bym się bawił w domorosłego psychologa jak Ty to próbujesz robić
    w moim przypadku, to doszukiwałbym się w tym emocjonalnym sposobie w
    jaki piszesz o tym, że mimo, że nie jesteś już dzieckiem, to nadal
    masz z tym problem. smile))))

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • only.elvie 24.06.10, 13:36
    z_mazur napisał:
    > A jaki to ma związek z tą konkretną sytuacją, która jest zupełnie
    > odmienna od Twojej? Ojciec ma stały kontakt z dzieckiem. To Ty
    > odnosisz tą sytuację do swojej i na siłę starasz się znaleźć
    > podobieństwa, a mnie zarzucasz nieobietywność. smile)))))

    No właśnie 'stały kontakt' to twoja INTERPRETACJA. Wysyłanie listów przez rok wcześniej NIE WIESZ co było ale INTERPRETUJESZ. że było.

    Sytuacja odmienna od mojej? Jasne - ja miałam lepszy 'kontakt' bo przecież mój biologiczny ojciec był codziennie w domu. A mimo to nie starczyło to na wytworzenie więzi. Nie silę się na obiektywność tylko piszę jak do wygląda z perspektywy DZIECKA.

    Ty piszesz, że mamusia robi dziecku wodę z mózgu a ja z perspektywy dziecka piszę, że ono nie jest ani ślepe ani głupie i swoje widzi. W ŻADEN SPOSÓB nie musi się to wiązać z ingerencją matki. Ta ingerencja to TWOJA INTERPRETACJA.

    > Jak bym się bawił w domorosłego psychologa jak Ty to próbujesz robić
    > w moim przypadku, to doszukiwałbym się w tym emocjonalnym sposobie w
    > jaki piszesz o tym, że mimo, że nie jesteś już dzieckiem, to nadal
    > masz z tym problem. smile))))

    Wiesz z czym mam problem? Z takim podejściem (również do mojego przypadku) 'ojciec to ojciec nie ważne co' lub 'kocha na swój sposób'. Myślę, że osoby, które nie znalazły się w takiej sytuacji nie potrafią tego zrozumieć. Ja już się uodporniłam na pełne oburzenia głosy 'przecież to Twój ojciec więc cośtam'. Jeden plemnik ojca nie czyni. Wielu ludzi sądzi, że jak ojciec to coś się 'należy' i że 'ja coś powinnam'. 'Powinnaś się z nim spotkać, porozmawiać, przecież to Twój OJCIEC!'. Nie ojciec - obcy człowiek.

    Dlatego właśnie moim zdaniem o wiele lepiej jestem w stanie wczuć się w odczucia tego 9-latka i rozumiem to, że zamiast w zasadzie obcego, pojawiającego się i znikającego człowieka w roli ojca obsadził wiarygodnego partnera matki. Tak to moja INTERPRETACJA na podstawie własnych doświadczeń. Rozumiem jednak, że Ty nie potrafisz tego zrozumieć, bo nie byłeś w sytuacji takiej właśnie rodzinnego 'pustego miejsca'. Dlatego nie jesteś w stanie pojąć, że takie mówienie 'tato' do partnera matki może się brać z zaufania i uczuć, którym dziecko obdarowuje wiarygodną dla siebie osobę i zwalasz odpowiedzialność na matkę pisząc 'rozsądna matka wytłumaczyłaby dziecku'. Tylko nie pojmujesz, że to dziecko rozumie, że 'ojciec' to tamten a TATO to ten i może samo tak wybrać.
  • z_mazur 24.06.10, 14:10
    > Wiesz z czym mam problem? Z takim podejściem (również do mojego
    przypadku) 'ojciec to ojciec nie ważne co'

    Dobrze, że sama to piszesz, zauważenie problemu to pierwszy krok do
    jego rozwiązania.

    Może pomyśl nad terapią, żeby uporać się z tym problemem.

    Pokontynuuję moją domorosłą psychoterapię i powiem, że IMHO to masz
    konflikt wewnętrzny w związku z "zaparciem" się swojego
    biologicznego ojca i starasz się wszystkich w koło przekonać, że
    postąpiłaś właściwie. smile)))

    Jak dla mnie to jesteś doskonałym potwierdzeniem tego, że takie
    postępowanie drugiego rodzica, które prowadzi do "zaparcia" się
    biologicznego rodzica, może rodzić właśnie takie konflikty
    wewnętrzne. smile)))

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • only.elvie 24.06.10, 14:43
    z_mazur napisał:
    > Może pomyśl nad terapią, żeby uporać się z tym problemem.

    Wyobraź sobie, że byłam z tym u psychologa! I wiesz czego się dowiedziałam? Że nie jest prawdą, że 'ojciec to ojciec nieważne co', że moje uczucia są jak najbardziej uzasadnione i absolutnie nie mam powodu się ich wstydzić. W skrócie - wszystko ze mną ok, moje reakcje są prawidłowe i mam się jedynie uodparniać na presję otoczenia smile

    > Jak dla mnie to jesteś doskonałym potwierdzeniem tego, że takie
    > postępowanie drugiego rodzica, które prowadzi do "zaparcia" się
    > biologicznego rodzica, może rodzić właśnie takie konflikty
    > wewnętrzne. smile)))

    Że co proszę? Moja matka doprowadziła do mojego 'zaparcia się ojca'????? Dobrze się czujesz czy Tałczyński wodę z mózgu Ci zrobił? Nieważne co się dzieje kobieta zawsze winna? Wyobraź sobie, że on sobie sam na to zapracował (a w zasadzie nie zapracował na co innego). I śmieszy mnie określenie 'zaparcie się' Jak można się zaprzeć czegoś czego nie ma?
  • z_mazur 24.06.10, 14:50
    > I śmieszy mnie określenie 'zaparcie się' Jak moż
    > na się zaprzeć czegoś czego nie ma?

    Może w takim razie kościół założymy?
    Nipokalane poczęcia nie zdarzają się aż tak często. smile

    Ależ masz prawo do własnych uczuć, do złości na ojca za porzucenie
    itp. itd., co nie zmienia faktu, że dzięki niemu jesteś kim jesteś.

    Jeśli przeszłaś psychoterapię, to mało skuteczną skoro tego
    konfliktu wewnętrznego nie przepracowałaś. smile)


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • only.elvie 24.06.10, 15:21
    z_mazur napisał:
    > Może w takim razie kościół założymy?
    > Nipokalane poczęcia nie zdarzają się aż tak często. smile

    Ależ czy ja gdziekolwiek przeczyłam temu że mam BIOLOGICZNEGO ojca? Tak mam -
    jak pisałam - wpisuję go w rubryce 'imię ojca' na urzędowych dokumentach.
    Natomiast WIĘZI między nami nie ma. Nie mam ojca-taty bo ten konkretny człowiek
    nigdy nie starał się nim być.

    > Ależ masz prawo do własnych uczuć, do złości na ojca za porzucenie
    > itp. itd., co nie zmienia faktu, że dzięki niemu jesteś kim jesteś.

    No tak - ten jeden plemnik to przecież całe moje życie big_grin Lata wychowania przez
    matkę, rodzinę, wpływ otoczenia to przy tym 'darze' pikuś big_grin big_grin big_grin

    > Jeśli przeszłaś psychoterapię, to mało skuteczną skoro tego
    > konfliktu wewnętrznego nie przepracowałaś. smile)

    No tak - jak fakty przeczą teorii z_mazura to tym gorzej dla faktów big_grin big_grin big_grin
    Uroczy jesteś.

    Jeszcze raz powoli - ja NIE MAM ŻADNEGO konfliktu wewnętrznego. Wiem co czuję i
    wcale nie jest to 'złość na ojca' jak piszesz. Ja w tym miejscu mam po prostu
    pustkę, ZERO. Żadnych uczuć tu nie ma, bo one nigdy nie powstały. I jest to
    całkowicie NORMALNE. Latami tak żyłam i dopiero otoczenie starające się mi
    wmówić, że powinnam coś innego bo 'przecież to Twój ojciec' wywołało konflikt
    ZEWNĘTRZNY. Konflikt między moimi wewnętrznymi uczuciami a poglądami otoczenia
    na to jakie powinny być. Konflikt ten pojawił się w okresie nastoletnim właśnie
    w tedy kiedy młoda osoba zaczyna być podatną na opinię otoczenia. I bez problemu
    został zażegnany u psychologa, który stwierdził, że moje uczucia są jak
    najbardziej normalne i mam po prostu uodparniać się na presję otoczenia.

    W tej chwili - a minęło już wiele lat nikt ani nic nie jest w stanie wmówić mi
    tak jak Ty 'konfliktu wewnętrznego'. Wiem co czuję i już. To nie podlega
    dyskusji, tak po prostu JEST. Natomiast takie gadanie 'ojciec to ojciec
    niezależnie co' jest dla mnie irytujące niczym brzęczenie komara nad uchem bo
    wiem, że na wrażliwą osobę taka 'presja społeczna' może mieć taki wpływ jak na
    mnie kiedyś. I być może taka osoba zamiast udać się po radę do specjalisty podda
    się jej wbrew własnym uczuciom.
  • z_mazur 24.06.10, 16:23
    > No tak - ten jeden plemnik to przecież całe moje życie big_grin Lata wychowania przez
    > matkę, rodzinę, wpływ otoczenia to przy tym 'darze' pikuś big_grin big_grin big_grin
    >


    No tak i w tym momencie lata odkryć genetycznych poszły w p...zdu.
    smile))))

    Twoje nastawienie emocjonalne doskonale widać w tym jak za każdym razem podkreślasz "jeden plemnik". Może to będzie brutalne co Ci teraz napiszę, ale ten jeden plemnik, to połowa Ciebie. smile))))

    > Natomiast takie gadanie 'ojciec to ojciec
    > niezależnie co' jest dla mnie irytujące

    Jak to zawsze pisał na tym forum Tricolour i z czym trudno się nie zgodzić, jeśli coś Cię irytuje, tzn. że wywołuje Twoje emocje, a to znaczy, że nie jest to dla Ciebie obojętne.

    Jak dla mnie EOT.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • only.elvie 24.06.10, 19:06
    z_mazur napisał:
    > Jak to zawsze pisał na tym forum Tricolour i z czym trudno się nie zgodzić, jeś
    > li coś Cię irytuje, tzn. że wywołuje Twoje emocje, a to znaczy, że nie jest to
    > dla Ciebie obojętne.

    Owszem - tego typu GADANIE (ja bym to nawet dosadnie nazwała pier...eniem) mnie irytuje, właśnie dlatego, że uważam je za SZKODLIWE. A wiem po sobie, że szkodliwe jest.

    No ale nie liczę na to, że pan 'się należy' to zrozumie smile
  • z_mazur 24.06.10, 19:19
    Stwierdzenie, że masz biologicznego ojca, który jest Twoim ojcem, uważasz za szkodliwe??????????

    I Ty uważasz, że nie masz z tym problemu?

    ROTFL

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • mediator.org 23.06.10, 21:07
    Właśnie dlatego napisałam swoją wypowiedź pod tytułem DOPRECYZUJĘ.
    Oczywiście możesz ją pominąć, bo nie pasuje do Twojej koncepcji...
    W odróżnieniu od choćby Ciebie nie staram się tworzyć historyjek typu:
    "A skąd wiesz, że dziecku nie działa się wcześniej krzywda? Może własnie dlatego
    sąd mu odebrał prawa bo ich krzywdził?" - cytat z Lima wink
    Gdybać można długo.
    A trzymając się faktów to:
    nie wiemy co to znaczy w tym konkretnym przypadku "sporadycznie"
    nie wiemy dlaczego tata pisał listy
    nie wiemy dlaczego te sporadyczne spotkania ustały i na jak długo ustały.
    Za to wiemy, że:
    spotkania były,
    tata pisze do dziecka REGULARNE listy, a teraz pragnie uczestniczyć w jego życiu
    jakoś bardziej (jak pewnie on sam nie wie, a mama dziecka także, bo zakłada, że
    tego uczestnictwa nie życzy sobie.
    A więc nigdy z życia dziecka nie zniknął zupełnie.
    Prawda jest też taka, że dorosła i dojrzała postawa mamy dziecka byłaby taka, że
    spotyka się z tatą dziecka i obgaduje sytuację, a nie przestaje chodzić z
    dzieckiem na biały tydzień, żeby uniknąć spotkań, których nie chce.
    Co do tego, że dziecko też nie chce. Widziałam już wiele dzieci
    "zaprogramowanych" latami starań jednego z rodziców, aby dziecko przestało mieć
    ochotę na spotkania z tym drugim. Przykład kolejny miałam wczoraj - chłopiec 6
    lat, ogromnie się cieszy, gdy jeździ do taty. Niestety za każdym razem gdy wraca
    mama krzyczy. Oczywiście nie na synka wprost, lecz na tatę, że o coś nie zadbał,
    że synek ma stłuczone kolano, bo tata latał z nim po lesie, bo to czy tamto...
    Jak w banku, że syn za czas jakiś przestanie wyrażać chęć i radość związaną z
    wizytami u taty. Dziecko na osobnej rozmowie, bez rodziców mówiło zwyczajnie, że
    chyba mamie się nie podoba to, co robią z tatą.
    Historii są setki.
    I jeszcze co do ograniczenia praw - sprawa mogła być bardzo banalna - tata
    daleko, więc prawa zabrane.
    Oczywiście mogło być też inaczej dlatego nie wiedzę większego sensu
    zastanawiania się nad tym. I dlatego w pierwszej swojej wypowiedzi napisałam po
    prostu, że tak czy inaczej tata MA PRAWO widywać się z dzieckiem.
    Warto byłoby aby dwoje dorosłych ludzi umiało o tym porozmawiać, zamiast pisać
    wątek "bo pani już sobie poukładał życie" i klocek pod tytułem "tata
    biologiczny" nie pasuje do układanki.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • mediator.org 23.06.10, 21:16
    Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
    robią dobrze czy źle.
    Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
    A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle.
    Są procedury, które pozwalają wyeliminować z życia dziecka destrukcyjnego
    rodzica, takiego, który szkodzi rozwojowi dziecka.
    Jeśli mama tak uważa - niech działa.
    Ale nie dlatego, że komplikuje JEJ to życie, które sobie poukładał.
    I niech robi to jak dorosły człowiek. A nie dziecko (przykład z białym tygodniem)
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • vero_nique 24.06.10, 01:25
    swoich rodzicow, tych rodzicow ktorzy bili, zaniedbywali, a potem o ile smile
    REGULARNIE przysylali listy. To moze tak :
    "docenmy" do cholery ze w ogole pisza, "naciskajmy" pod pretekstem
    znowelizowanego KRIO na wnoszacy zapewne tak wiele dobrego kontakt z owymi
    rodzicami, a potem spowodujmy aby zaczela sie ponowna rodzinna sielanka.
    Mediator.org - jak sadzisz swietny pomysl? Jestes rodzicem w praktyce czy w
    teorii? Mam nadzieje wiesz juz ze swojej pracy zawodowej, iz troszke inaczej
    negocjuje sie warunki zakupu telefonu komorkowego, a inaczej mediuje sie w
    sprawie zywego czlowieka ktory czuje, mysli, ma swoja godnosc - bez wzgledu czy
    ma 1 miesiac, 2 lata czy 15. Mam nadzieje ze wiesz....





  • mediator.org 24.06.10, 09:33
    Twoja wypowiedź jest tak bardzo nie przystająca do tematu, że aż zadziwia czemu
    ma służyć?
    Napisz mi proszę GDZIE (cytując moje wypowiedzi) napisałam, że należy zmienić
    KRIO, dążyć do kontaktów rodziców, którzy szkodzą dzieciom?
    Nie będę się powtarzać, przeczytaj uważnie (jeśli już silisz się na ocenę wink)
    to, co napisałam. A dopiero POTEM wyciągaj wnioski.
    To co chciałam podkreślić - BEZ OCENIANIA RODZICÓW - to każde z rodziców ma
    prawo do spotkań z dzieckiem nawet gdy jest pozbawione praw rodzicielskich. NIE
    OCENIAM TEGO.
    Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja) -
    zamiast dać tacie dziecka jasny komunikat w stylu: jesteśmy zaskoczeni twoim
    zainteresowaniem, musimy to wszystko omówić, bo tak nagłe twoje wizyty są
    szokiem dla dziecka - mama po prostu jak dziecko uciekła z białego tygodnia i
    pyta się na forum NIE JAK rozwiązać tę sytuację, lecz JAK POZBYĆ SIĘ
    ZAINTERESOWANIA TATY dziecka.
    A co do tematu Domów Dziecka - źle trafiłaś, temat jest mi bliski, biorę
    regularny udział w spotkaniach rodziców starających się o adopcję w TPD i
    słyszałam nie raz opowieści dorosłych dzieci adoptowanych o tym, jak bardzo jest
    im potrzebny... szacunek do swoich rodziców biologicznych. Pisząc inaczej -
    bardzo źle znoszą OCENIANIE swoich rodziców biologicznych. Dlaczego? Może
    dlatego, że te dzieci (a potem dorośli) zdają sobie sprawę, w sposób szczególny,
    że na ich istnienie składają się konkretne dwie osoby - mama i tata...
    Jak dla mnie w tym temacie to wszystko.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • malgolkab 24.06.10, 09:43
    mediator.org napisała:

    > Twoja wypowiedź jest tak bardzo nie przystająca do tematu, że aż
    zadziwia czemu
    > ma służyć?
    > Napisz mi proszę GDZIE (cytując moje wypowiedzi) napisałam, że
    należy zmienić
    > KRIO, dążyć do kontaktów rodziców, którzy szkodzą dzieciom?
    > Nie będę się powtarzać, przeczytaj uważnie (jeśli już silisz się
    na ocenę wink)
    > to, co napisałam. A dopiero POTEM wyciągaj wnioski.
    > To co chciałam podkreślić - BEZ OCENIANIA RODZICÓW - to każde z
    rodziców ma
    > prawo do spotkań z dzieckiem nawet gdy jest pozbawione praw
    rodzicielskich. NIE
    > OCENIAM TEGO.
    > Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie
    (ocena moja) -
    > zamiast dać tacie dziecka jasny komunikat w stylu: jesteśmy
    zaskoczeni twoim
    > zainteresowaniem, musimy to wszystko omówić, bo tak nagłe twoje
    wizyty są
    > szokiem dla dziecka - mama po prostu jak dziecko uciekła z białego
    tygodnia i
    > pyta się na forum NIE JAK rozwiązać tę sytuację, lecz JAK POZBYĆ
    SIĘ
    > ZAINTERESOWANIA TATY dziecka.
    > A co do tematu Domów Dziecka - źle trafiłaś, temat jest mi bliski,
    biorę
    > regularny udział w spotkaniach rodziców starających się o adopcję
    w TPD i
    > słyszałam nie raz opowieści dorosłych dzieci adoptowanych o tym,
    jak bardzo jes
    > t
    > im potrzebny... szacunek do swoich rodziców biologicznych. Pisząc
    inaczej -
    > bardzo źle znoszą OCENIANIE swoich rodziców biologicznych.
    Dlaczego? Może
    > dlatego, że te dzieci (a potem dorośli) zdają sobie sprawę, w
    sposób szczególny
    > ,
    > że na ich istnienie składają się konkretne dwie osoby - mama i
    tata...
    > Jak dla mnie w tym temacie to wszystko.

    brzmi rozsądnie, tylko, że dla ciebie to praca, którą po prostu
    starasz się dobrze wykonywaćsmile a dla nas to jest codzienne życie...
  • mediator.org 24.06.10, 10:06

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • jarkoni 24.06.10, 17:14
    Pani mediator(org.zresztą)
    Dziękuję bardzo za zainteresowanie naszym forum, brakuje nam czasem rzeczowych
    odpowiedzi popartych opinią fachowca.
    Swego czasu mieliśmy tu Majkela(prawnika od rozwodów), z powodów osobistych
    tylko czasami do nas zagląda. Dziękuję że Pani z nami jest i wspiera fachową
    poradą, w ferworze polemik i dyskusji, a czasem i kłótni brakuje czasem chłodnej
    oceny i zdania fachowca, dziękuję i mam nadzieję, że wytrwa Pani długo z nami,
    tu są naprawdę mądrzy ludzie, proszę tylko wybaczyć emocje tym po przejściach..
    Pozdrawiam serdecznie,
    jarkoni
    PS, A co do meritum, nigdzie nie doczytałem się, czy rzeczony ojciec był
    pozbawiony praw, czy tylko miał ograniczone. Po drugie te sporadyczne kontakty
    przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz raz na dwa
    tygodnie). Po trzecie nigdzie nie było napisane, że ojciec nie płacił alimentów,
    było tylko o 50 zł w kopercie co miesiąc, a nuż to kieszonkowe extra poza
    alimentami.
    Za dużo tych ale..

    --
    Rozwód..i co dalej?
  • mediator.org 24.06.10, 17:53
    Bardzo to ważne dla mnie co piszesz Jarkoni - dziękuję.
    Z trudnymi emocjami boryka się większość tu obecnych, ja swego czasu własnymi -
    typowymi przy rozwodzie także smilewięc one mnie nie zniechęcą.
    Choć przyznam szczerze, że pewnego ich poziomu, jaki tu się wylewa nie osiągnęłam wink

    Bardzo przykro mi, że Majkel już nie pisze - można było się czegoś nauczyć smile
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • kasiamasia 24.06.10, 18:43
    Mediator.org dziwie sie Tobie ze tak tesknisz za Majkelem
    jeszcze rok temu pouczalas go ze To On niwewie co sie w sadzie dzieje
    A teraz tak bardzo zmielilas zdanie???
    Cytuje: mediator.org 13.07.09, 19:24
    Oczywiście często tego typu porozumienia pisane przez rodziców
    samodzielnie są oddalane. Rodzi się przez to niesmak, żal, nie
    wiadomo o co chodzi. tymczasem takie porozumienie musi być dobrze
    napisane, "językiem prawnym" wink Inaczej Sędzia tego "nie kupi".
    Warto z napisanym porozumieniem udać się do prawnika -
    niech rzuci okiem. .........................

    Odp: szczególowo i rozsądnie a będzie OK
    majkel01 13.07.09, 22:24 zarchiwizowany
    chyba niepotrzebnie straszysz oddaleniem.
    Od tego zacznijmy że do tej pory w sądach nie wiedza dokładnie jak
    ma wyglądać owo porozumienie. Sprawdzane osobiście.

    Po drugie przepisy nie wspominają o formie, tylko ogólnie o
    porozumieniu. Nie ma
    więc jednego modelu, bo rodzajów porozumień może być kilkadziesiąt,
    a każde może
    wyglądać inaczej i być różnie uszczegółowione.
    Po trzecie biorąc pod uwagę że dziś mamy 13 lipca a nowela weszła w
    życie miesiąc temu do tej pory w całym kraju mogło się zakończyć
    góra kilkadziesiąt, no może troszkę więcej spraw wg. nowych
    przepisów (bo dotyczy to tylko spraw
    złożonych po tej dacie czyli najwcześniej w poniedziałek 15
    czerwca). .................. Rocznie
    spraw o rozwód jest ok. 60-70 tyś. Skoro nowe przepisy obowiązują od
    miesiąca złożonych mogło być ok 5-6 tyś pozwów, z których z uwagi
    na konieczność uzupełnienia braków formalnych, wyznaczenia terminu
    rozprawy z odpowiednim
    wyprzedzeniem,.... Zdecydowanie nieprawdziwa jest więc teza o
    częstym oddalaniu porozumień.

    Wydaje się więc że niepotrzebnie siejesz zamieszanie i nie wiadomo
    skąd masz dane o tym oddalaniu owych porozumień skoro takich danych
    nie ma.
    Nie wiem skąd zatem niesiesz te hiobowe wieści o częstym oddalaniu
    porozumienia.
    Dodam jeszcze że owo porozumienie nie jest wcale przez sądy
    wymagane. Nie musi
    być przedstawiane. Porozumienie
    dotyczy tylko sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej i
    kontaktów....
    Ja rozumiem że mediatorzy powinni na tej nowelizacji zyskać, bowiem
    sędziowie częściej będa kierować sprawy do mediacji żeby nie musieć
    rozstrzygać w sprawach
    gdzie strony porozumienia nie przedstawiły, ale to nie jest jeszcze
    powód żeby straszyć ludzi "częstym oddalaniem" czy podawać inne,
    mało konkretne informacje.

    Cytuje odp szczególowo i rozsądnie a będzie OK
    mediator.org 14.07.09, 09:18 zarchiwizowany
    Majkelu, Twoje rozeznanie w pewnych kwestiach jest imponujące. lecz
    jak widać nie w każdej wink Nie straszę - sam przeczytaj wątki, w
    których rodzice po napisaniu porozumienia byli zdziwieni i
    zaskoczeni, że zostało oddalone. A już
    pisząc iż Sędziowie sami ni wiedzą JAK ma takie porozumienie wyglądać
    wprowadzasz ludzi w błąd. Po wprowadzonej zmianie przepisów miałam
    spotkanie z przewodniczącą Sędzią Sądu, w którym mediuję i
    zapewniam Cię, że wie ona
    dokładnie o co chodzi. Porozumienie ma dotyczyć kwestii danej
    sprawy, a więc
    jeśli jest to sprawa o kontakty, to kontaktów, jeśli kontaktów, jak
    również
    alimentów to wszystkiego tego. Szczegółowość jest ważna, gdyż
    właśnie brak
    określenia pewnych spraw jest przesłanka do odrzucenia porozumienia.


  • z_mazur 24.06.10, 18:48
    I co Twój post ma udowodnić?

    Że dwoje ludzi potrafi merytorycznie podyskutować?

    No rzeczywiście, to obniża wartość wypowiedzi zarówno mediator, jak i majkela. smile)))))

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • only.elvie 24.06.10, 19:17
    z_mazur napisał:
    > I co Twój post ma udowodnić?

    A chociażby to, że mediator.org nie jest tak wspaniałym ekspertem na jakiego się kreuje (a może jest kreowana przez niektóre osoby).

    Poza tym - interpretuje, choć potem pisze, że tego nie robi, unika odpowiedzi na pytania, zasłaniając się zawodem, sugeruje pewne rzeczy choć potem zawsze jest 'ja tego nie napisałam'.

    Jak dla mnie wiarygodność tej osoby jest bardzo niska i uważam, że osoby, które czytają powinny być o tym ostrzeżone bo łatwo się nabrać na chwytliwego nica i 'profesjonalny' ton.
  • z_mazur 24.06.10, 19:33
    Akurat w cytowanej polemice, to mediator była bardziej przekonująca.

    > Poza tym - interpretuje, choć potem pisze, że tego nie robi, unika odpowiedzi n
    > a pytania, zasłaniając się zawodem, sugeruje pewne rzeczy choć potem zawsze jest 'ja tego nie napisałam'.

    Cóż prostszego jak zacytować i przyłapać na gorącym uczynku?

    > Jak dla mnie wiarygodność tej osoby jest bardzo niska i uważam, że osoby, które
    > czytają powinny być o tym ostrzeżone bo łatwo się nabrać na chwytliwego nica i
    > 'profesjonalny' ton.

    No to jeszcze dochodzi skłonność do doszukiwania się jakichś niecnych pobudek u każdego. Autentycznie uważam, że Twoja terapia nie zakończyła się sukcesem. smile)))


    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • only.elvie 24.06.10, 19:47
    z_mazur napisał:
    > Cóż prostszego jak zacytować i przyłapać na gorącym uczynku?

    Ponieważ złapana na gorącym uczynku odwraca kota ogonem. Nie każdemu chce się w ten sposób licytować.

    > No to jeszcze dochodzi skłonność do doszukiwania się jakichś niecnych pobudek u
    > każdego.

    A to ja się doszukuję POBUDEK u mediator.org? Skąd to wziąłeś?
  • z_mazur 24.06.10, 19:57
    > A to ja się doszukuję POBUDEK u mediator.org? Skąd to wziąłeś?

    Z tonu Twojej wypowiedzi

    Podważasz zasadność używania przez mediator.org, "profesjonalnego" nicka. Czyli co, zakładasz że nie jest mediatorem? Czyli podszywa się pod mediatora?

    A jeśli jest mediatorem, to dlaczego ktoś miałby być przed jej postami OSTRZEGANY? Bo jej rady się Tobie nie podobają?

    I nadal uważasz, że nie masz problemu? smile))))


    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • only.elvie 24.06.10, 20:15
    z_mazur napisał:
    > Z tonu Twojej wypowiedzi

    A widzisz - więc to Twoja kolejna INTERPRETACJA. Błędna z resztą i całkowicie
    głupia bo doszukiwanie się POBUDEK jest czymś KONKRETNYM. Nie da się go wyczytać
    z tonu wypowiedzi. Można np. z zadawania pytań, konstrukcji wypowiedzi. Równie
    skutecznie z tonu mojej wypowiedzi możesz wnioskować jutrzejsze notowania giełdowe.

    Ale żeby było jasne - POBUDKI pani mediator.org mnie nie obchodzą.

    > A jeśli jest mediatorem, to dlaczego ktoś miałby być przed jej postami OSTRZEGA
    > NY? Bo jej rady się Tobie nie podobają?

    Nie - dlatego, że mediator (w założeniu profesjonalista) jest na wstępie z
    tytułu wykonywanego zawodu obdarzony pewną dozą zaufania. Zaufania, na którym
    można się przejechać. Ja na przykład wolę być ostrzegana przed niekompetentnymi
    'fachowcami'. Jeżeli pani wychodzi z założenia, że jest bezstronna i tak kreuje
    swoje wypowiedzi a inne osoby (w tym ja) uważają, że tak nie jest to uważam, że
    należy o tym mówić głośno.
  • z_mazur 24.06.10, 20:25
    > Ja na przykład wolę być ostrzegana przed niekompetentnymi
    > 'fachowcami'. Jeżeli pani wychodzi z założenia, że jest bezstronna i tak kreuje
    > swoje wypowiedzi a inne osoby (w tym ja) uważają, że tak nie jest to uważam, że
    > należy o tym mówić głośno.

    Ale to Twoje odczucia. Ja i parę innych mamy inne odczucia odnośnie mediator.org. Nie chcę Cię podłamywać, ale nawet w tym wątku tych osób się odezwało całkiem sporo.

    I co Twoje zdanie jest lepsiejsze...?

    Zanim kogoś oskarżysz o niekompetencję, to może jakieś przykłady na poparcie tego stwierdzenia.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • to.ja.kas 24.06.10, 18:54
    Kumpluje sie z Majkelem i tez wiecznie za nim tęsknie, co nie znaczy, ze zawsze
    mamy takie samo zdanie. Ba, mam wrazenie ze te róznice zdań które mamy i o
    których dyskutujemy własnie spowodoowały, ze tak bardzo Majkiego lubie i czasem
    za nim tęsknie.
    Co to ma w ogole do rzeczy?
    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te,
    które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z
    Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • virtual_moth 24.06.10, 18:05
    jarkoni napisał:

    > Pani mediator(org.zresztą)
    > brakuje nam czasem rzeczowych
    > odpowiedzi popartych opinią fachowca.

    > brakuje czasem chłodnej
    > oceny i zdania fachowca,


    Jarkoni, bez przesady z tym "fachowcem" i chłodną oceną. Mediator dosc mocno przechyla szalę w stronę obrony praw ojców, co oczywiście nie jest złe, ale jak widać w tym wątku - niekoniecznie ZAWSZE słuszne. Z bezstronnością nie ma nic wspólnego np. pomysł, że pan został pozbawiony wladzy w wyniku DOGADANIA się rodziców, a to dlatego, bo autorka wątku jasno napisała, ze "przez" niego ma depresję, teraz zamiast stawic mu czoła ucieka od niego - raczej jest to objaw strachu, zniechęcenia niz skutek "dogadania się". Nie tylko nie jest bezstronnym przypuszczac, ze rodzice kiedykolwiek się dogadywali w kwestii dziecka i władzy rodz., to jest po prostu nielogiczne. A wszystko po to, by udowodnic w dyskusji, ze byc moze ojciec nie jest taki zły, choc wiele wskazuje na to, że ojcem roku (i partnerem) to on nigdy nie był i nie zasługuje na wybielanie. Owszem, nie wiemy wszystkiego, ale ja prędzej uwierzę samej matce, która jest przeciwna kontaktom z ojcem niz "bezstronnej" opinii "fachowca", który ten przypadek kwalifikuje jako "dogadanie się".



    >A co do meritum, nigdzie nie doczytałem się, czy rzeczony ojciec był
    >pozbawiony praw, czy tylko miał ograniczone.

    Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich". Myślę, że precyzyjniej juz się nie da. Dlaczego mam wrażenie, że nastapiła tutaj jakaś zbiorowa slepota? Myślenie życzeniowe?

    >Po drugie te sporadyczne kontakty
    >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz >raz na dwa
    >tygodnie)

    Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to widocznie nie za "sporadyczny" kontakt.





    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 24.06.10, 18:15
    ... tworzysz coraz bardziej smile
    Twój zarzut: "Z bezstronnością nie ma nic wspólnego np. pomysł, że pan został
    pozbawiony wladzy w wyniku DOGADANIA się rodziców,"
    I kolejny:
    "ale ja prędzej uwierzę samej matce, która jest przeciwna kontaktom z ojcem niz
    "bezstronnej" opinii "fachowca", który ten przypadek kwalifikuje jako "dogadanie
    się".
    Zacytuj mi proszę GDZIE napisałam, że W TYM PRZYPADKU ktoś się z kimś
    dogadywał???Napisałam jedynie, że są takie przypadki.
    Naprawdę ta dyskusja staje się bezzasadna, bo nawet nie czytasz WSZYSTKICH
    wypowiedzi, lecz tylko te, które Ci pasują. Inne pomijasz milczeniem.
    Szczególna obrona praw ojców, zwłaszcza W TYM WĄTKU - proszę o KONKRETNE
    przykłady moich wypowiedzi świadczące o większej mojej sympatii dla owych "praw
    ojców" - poczytam z zainteresowaniem, naprawdę wink

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 24.06.10, 18:58
    mediator.org napisała:


    > Zacytuj mi proszę GDZIE napisałam, że W TYM PRZYPADKU ktoś się z kimś
    > dogadywał???Napisałam jedynie, że są takie przypadki.

    Jak rozumiem, napisałaś o istnieniu takich przypadkach ot tak AKURAT w tym watku? Zupełnie bez związku, bo przeciez logika wskazuje, ze akurat ci państwo się niespecjalnie dogadywali? PO CO o tym napisałaś?

    > proszę o KONKRETNE
    > przykłady moich wypowiedzi świadczące o większej mojej sympatii dla owych "praw
    > ojców" - poczytam z zainteresowaniem, naprawdę wink

    Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi mi o:
    1. wspomnienie, ze niektórzy się "doagdują" co do pozbawienia władzy rodz. ojca. Cały czas piszesz "nie oceniam", chcesz byc odbierana jako bezstronna, ale juz sam fakt wspomnienia o tym w tym wątku jest forma oceny, a czasem cos sugeruje. Nie tylko ja tak odbieram Twoje wypowiedzi, takze z_mazur podpiera się twoją opinią (która opinią oczywiście nie jest w Twoim mniemaniu) o tym, ze skoro ISTNIEJĄ przypadki ojców, dobrych zuczków usuwającyh sie w cien i "dogadujących się", to przeciez mozliwe, ze tak było w tym przypadkusmile

    2. Poddawanie pod wątpliwosc moich słów, ze odebranie władzy jest bardzo trudne, pisanie, ze to "kwestia oceny". I kto to pisze? Osoba, która pisze, ze ma kontakt z dziecmi z domu dziecka. To własnie taka osoba powinna zdawac sobie sprawę z realiów odbierania władzy w Polsce, kiedy dzieci są skazane na spędzenie zycia w dd, bo tatus czy mamusia raz na pół roku cos naobiecują i władzy odebrac nie mozna, ergo nie ma szans na adopcję! No ale na potrzeby wątku kwestia trudnosci odbierania władzy jest kwestią "oceny". Tia. Tez mogę sobie dac nick "bezstronny" i rzucac luzno w przestrzen hasła "a w roku 1987 pilot zrobił błąd i dlatego była katastrofa" przy okazji dyskusji o katastrofie samolotu w 2010. No ale oczywiście nie sugerując, ze w 2010 to pilot popełnił błądsmile

    3. Szególne rozwinięcie przyczyn pozbawienia władzy, "usprawiedliwiające" zachowania "rodziców". Wrecz racjonalizacja szeregu zachowan doprowadzajacych do pozbawienia władzy, łącznie ze zrzuceniem winy za "usuniecie się w cien" ojca na "agresywną" matkę (piszesz rodzica, ale wiadomo o co chodzi). To jest nie tylko sugestia (bezpodstawna) jak MOGŁO byc w przypadku tytułowego ojca, to jest obrzydliwe relatywizowanie i trywializowanie nagannych zachowan rodzica, któremu odbiera się władzę.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 24.06.10, 19:47
    Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi mi o:.....
    Otóż to, ŻADNYCH konkretów się nie doszukałąś, bo ich po prostu NIE MA.
    Wszystko, co tu napisałaś to Twój ODBIÓR moich wypowiedzi.
    To wszystko smile
    Może Cie to boli, ale prawdą jest, że:"niektórzy się "doagdują" co do
    pozbawienia władzy rodz", z_mazur, nie mający klapek na oczach też to wie, jak
    wiele innych osób. Ameryki to ja w tym stwierdzeniu nie odkryłam, jeśli dla
    Ciebie jest to nowość (że są tacy rodzice) - to Twoja sprawa.
    "Poddawanie pod wątpliwosc moich słów, ze odebranie władzy jest bardzo trudne" -
    boli "poddawanie pod wątpliwość"? Bo chyba nie samo moje stwierdzenie, że czy
    trudno czy nie zależy to od punktu "siedzenia".
    "łącznie ze zrzuceniem winy za "usuniecie się w cien" ojca na agresywną" matkę
    (piszesz rodzica, ale wiadomo o co chodzi)." - ALE WIADOMO O CO CHODZI??? Tak
    prowadzisz dyskusję???
    To ja więcej pytań nie mam. Bo jest to żenujące.
    ZERO KONKRETNEGO podparcia dla Twoich zarzutów względem moich wypowiedzi.
    Za to dużo "Nieuchwytny całokształt"...

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 24.06.10, 20:12
    mediator.org napisała:


    > Za to dużo "Nieuchwytny całokształt"...
    Poza "nieuchwytnym całkoształtem" podałam 3 konkretne przykłady Twojej stronniczosci. To NIE JEST tylko mój osobisty odbiór Twoich wypowiedzi, chociaz bardzo starasz się byc bezstronna. Słabo Ci jednak wychodzi, najjaskrawiej to widac w przypadku, gdy poddajesz pod wątpliwość kwestię trudnosci pozbawienia władzy rodzica, mówisz, ze to zalezy od punktu siedzenia. Niestety orzecznictwo jest faktem, nie mozna tego interpretowac. Przekonywac Cię nie muszę, jestem pewna, ze to wiesz, tylko na potrzeby dyskusji się zaparłaś i tak jakos wyszłotongue_out

    Nie rozumiem dlaczego się tak bronisz przed tą stronniczością, ja tez nie jestem bezstronnasmile Kazdy z nas ma swoje doswiadczenia, wyrobione zdanie itd., to nic złego. Jestes po prostu mediatorem "ukierunkowanym" na potrzeby ojców, tudziez, jak pewnie wolisz, ukierunkowanym na zaspokojenie prawa dziecka do ojca. Ładnie brzmi, prawda, przed czym tu się bronić?smile


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 24.06.10, 20:25
    To, że nie tylko dla Ciebie moje wypowiedzi są jakie są to żadna nowość, bo są
    tu osoby podobnie... emocjonalne.
    "najjaskrawiej to widac w przypadku, gdy poddajesz pod wątpliwość kwestię
    trudnosci pozbawienia władzy rodzica, mówisz, ze to zalezy od punktu siedzenia"
    Chyba źle zrozumiałaś - chodzi o to, że rodzic, którego pozbawia się praw będzie
    sądził, że dzieje się to zbyt łatwo, zaś ten drugi, że musiał się strasznie
    namęczyć, aby pozbawić praw, tego, którego chciał pozbawić.
    A więc, "nie tak jakoś wyszło" wink
    A przypomnę, że to Ty pisałaś, że w Polsce jest to BARDZO TRUDNE, "bo Sądy nie
    chcą ZNIECHĘCAĆ rodziców"... I od tego dyskusja się zaczęła jeśli chodzi o
    pozbawienie praw.
    Więc znowu Twój "najjaskrawszy" przykład... jakby nietrafiony smile

    Bronię się przed zarzutami, które nie mają pokrycia w rzeczywistych moich
    słowach, a są jedynie wytworem twojej interpretacji, na co dałaś już dowód.
    Jak dla mnie to wszystko w tym temacie.


    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • jarkoni 24.06.10, 18:50
    virtual_moth napisała:
    Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich". Myślę, że precy
    > zyjniej juz się nie da.

    Nie, kilka osób już pytało czy pozbawiony, czy prawa ograniczone. Autorka wątku
    pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest jasna, można
    tylko domniemywać. Odpowiedzi konkretnej nigdy nie było..

    Po drugie te sporadyczne kontakty
    > >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz >r
    > az na dwa
    > >tygodnie)
    >
    > Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to widocznie nie za "spor
    > adyczny" kontakt.

    Dalej nie wiemy co to był za sporadyczny kontakt.
    Jeśli ojciec mieszkał blisko i widywał się z dzieckiem tylko raz na tydzień albo
    dwa tygodnie, a mógł codziennie, to też można uznać za sporadyczny kontakt.
    Autorka wątku tego nie precyzuje.

    Pkt nr 3. Nie odpowiedziałeś na to. Czy te 50 zł w kopercie co miesiąc to była
    cała kasa? Czy extra kieszonkowe poza alimentami? Autorka wątku też tego nie
    precyzuje...

    Poproszę o rzeczową odpowiedź, bez emocji..


    --
    Rozwód..i co dalej?
  • malgolkab 24.06.10, 19:23
    jarkoni napisał:

    > virtual_moth napisała:
    > Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich".
    Myślę, że precy
    > > zyjniej juz się nie da.
    >
    > Nie, kilka osób już pytało czy pozbawiony, czy prawa ograniczone.
    Autorka wątku
    > pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest
    jasna, można
    > tylko domniemywać. Odpowiedzi konkretnej nigdy nie było..
    >
    > Po drugie te sporadyczne kontakty
    > > >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych
    wręcz
    > >r
    > > az na dwa
    > > >tygodnie)
    > >
    > > Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to
    widocznie nie za
    > "spor
    > > adyczny" kontakt.
    >
    > Dalej nie wiemy co to był za sporadyczny kontakt.
    > Jeśli ojciec mieszkał blisko i widywał się z dzieckiem tylko raz
    na tydzień alb
    > o
    > dwa tygodnie, a mógł codziennie, to też można uznać za sporadyczny
    kontakt.
    > Autorka wątku tego nie precyzuje.
    >
    > Pkt nr 3. Nie odpowiedziałeś na to. Czy te 50 zł w kopercie co
    miesiąc to była
    > cała kasa? Czy extra kieszonkowe poza alimentami? Autorka wątku
    też tego nie
    > precyzuje...
    >
    > Poproszę o rzeczową odpowiedź, bez emocji..
    >
    >
    właśnie ja pytałam o to samosmile
    tylko, że autorki wątku na naszym forum nie ma, więc się nie
    dowiemysmile no i pozostaje gdybanie lub czytanie między wierszamismile
  • virtual_moth 24.06.10, 19:24
    jarkoni napisał:

    . Autorka wątku
    > pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest jasna, można
    > tylko domniemywać.

    Błagam, pwiedz, ze żartujesz... Po co ja się tak spalam i dyskutuję z kims, kto nie ma zielonego pojęcia, o czym dyskutujemy?
    Jakie "rózne tematy"?! Jakie "chaotycznie"?! Autorka napisała w swoim słynnym już wątku 2 (słownie dwa) posty, w tym tylko jeden - tutułowy opisujący sytuację. Napisała wyrażnie i precyzyjnie - PRAW NIE MA.

    No ale moze jeszcze podyskutujemy, bo odpaliłam wyszukiwarkę i w innych watkach pisze, że - uwaga - panu nie została nadana władza przy ustaleniu ojcostwa. Off, wreszcie jakies infosmile
    Co ciekawe wątek powstał na podobny temat w ... 2008 roku:
    forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,,Ojciec_bez_wladzy_rodziciel_czy_moze_zadac_spotkan.html?v=2


    A tutaj jeszcze jeden wątek rzucający trochę światła:
    forum.gazeta.pl/forum/w,571,83075617,83075617,Przyznanie_wladzy_ojcu_ktory_tej_wladzy_nie_mial.html
    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 19:43
    No i całe te Twoje czepianie się, że ojciec w jakiś sposób jest niebezpieczny dla dziecka (BO GO POZBAWIONO PRAW RODZICIELSKICH), nie ma w tej chwili żadnych podstaw.

    Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale jest i matka z problemami emocjonalnymi.

    Jak dla mnie teraz ta historia wygląda już całkiem inaczej.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • virtual_moth 24.06.10, 20:02
    z_mazur napisał:


    > Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale
    > jest i matka z problemami emocjonalnymi.
    >
    > Jak dla mnie teraz ta historia wygląda już całkiem inaczej.

    Jak da mnie wygląda cały czas niejasno, o czym piszę w odpowiedzi na post kowalskiego. Najprawdopodobniej OBOJE mają sporo za uszami. Dlaczego ojciec nie ustalił kontaktów, tak jak się odgrażał 2 lata temu?
    Imo tak samo prawdopodobne jak utrudnianie przez matkę kontaktów jest to, ze np. matka na poczatku nie utrudniała (stąd dochodziło do spotkan), ale zobaczywszy, że regularne olewanie dziecka (o czym pisze) przez tatusia robi dziecku powazną szkode, zaczęła te spotkania utrudniac. Jedno jest tak samo prawdopodobne jak drugie, choc dziwna niedbałosc ojca w kwestii braku ustalenia kontaktów mówi sporo o jego intencjach...


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 20:16
    Jedno jest tak samo prawdopodobne j
    > ak drugie, choc dziwna niedbałosc ojca w kwestii braku ustalenia kontaktów mówi
    > sporo o jego intencjach...

    Tak samo jak mnie sporo mówi niechęć matki do czytelnego opisania sytuacji, mimo że parę razy na przestrzeni długiego okresu czasu próbowała uzyskać wsparcie dla swoich pomysłów. Ja np. odbieram to jako niechęć do podania niewygodnych dla siebie faktów.

    Widząc negatywne nastawienie matki do ojca, zakładam że rysowany przez nią w czarnych barwach jego wizerunek (który nawet mimo tego wcale nie jest jakiś dramatycznie zły), może w rzeczywistości jawić się trochę inaczej.

    Ale przyznaję, że to tylko gdybania.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • mediator.org 24.06.10, 20:12
    1.A więc jednak wieloletniej przerwy w kontaktach taty z dzieckiem nie było
    2. Tata w sposób nieregularny był w życiu dziecka (nie napiszę wciąż, choć
    ciśnie mi się to pod palcewink)
    3.Mama dziecka ma kilkuletnie problemy z depresją.
    4. "Władzy rodzicielskiej nie otrzymał na sprawie o ustalenie ojcostwa. " - a
    więc NIE ZOSTAŁ JEJ POZBAWIONY - de facto nie możemy twierdzić, że zagraża dziecku.
    "Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale
    jest i matka z problemami emocjonalnymi." - po prostu tak.
    5. Moja ocena - mama idzie jednak na łatwiznę chcąc wyrugować tatę z życia
    dziecka. Nie ma ku temu poważnych przesłanek.
    Może je oczywiście zdobyć (lu nie) idąc np. z dzieckiem do psychologa i robiąc
    odpowiednie badania. Ale na pewno nie osiągnie NIC uciekając przed tatą dziecka,
    jak robi to do tej pory.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • panda_zielona 24.06.10, 20:13
    virtual_moth napisała:

    > f, wreszcie jakies infosmile
    > Co ciekawe wątek powstał na podobny temat w ... 2008 roku:
    >
    rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,,Ojciec_bez_wladz
    y_rodziciel_czy_moze_zadac_spotkan.html?v=2
    >
    >
    > A tutaj jeszcze jeden wątek rzucający trochę światła:
    >
    rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,571,83075617,83075617,Przyznan
    ie_wladzy_ojcu_ktory_tej_wladzy_nie_mial.html

    Nie bardzo rozumiem stwierdzenie,że ojcu nie została nadana władza
    rodzicielska przy ustalaniu ojcostwa.Kto występował o ustalenie
    ojcostwa,tego nie wiemy.Może autorka wątku potraktowała pana
    wyłącznie jako dawcę.
  • fafocle 24.06.10, 20:21
    A może ojciec jak się dowiedział, że panienka z którą sypiał zaszła w ciążę
    uznał, ze ciąża to jej problem a on z tym nie chce mieć nic wspólnego. Nie żyli
    ze sobą jak rodzina nigdy. Otaki niechciany bachor zło konieczne.
  • z_mazur 24.06.10, 20:29
    Tak i potem z tym złem koniecznym przez 9 lat starał się podtrzymywać kontakt. Musi, masochista jakiś. smile

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • to.ja.kas 24.06.10, 20:21
    nie można wykluczyc takiego scenariusza. smile
    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te,
    które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z
    Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • mediator.org 24.06.10, 20:28
    ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich.
    I nie daje się praw "z automatu"
    A dlaczego pan tych praw nie ma - nie wiadomo. chyba, że virtual, bardzo
    zaangażowana wink znowu coś konkretnego wyszuka. To wychodzi Jej dobrze smileUff wink))
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 24.06.10, 20:58
    mediator.org napisała:


    > A dlaczego pan tych praw nie ma - nie wiadomo. chyba, że virtual, bardzo
    > zaangażowana wink

    Mam nadzieję, że to nie jest kpina (oczywiscie zaprzeczysz). Ktos tu wspomniał, ze psychologiem pewnie nie jestes i ja tez wyrazę to przypuszczenie - zresztą nie trzeba byc psychologiem by dostrzec, ze moje zaangazowanie w tym wątku wynika z osobistych doswiadczen. Teraz ruszamy główką - TAK, te doswiadczenia nie są przyjemne, wiążą się z traumą dziecka. No ale to na pewno nie była kpina.

    Doświadczyłam "powortu uczuc" ojca mojej córki i doskonale wiem czym moze się kierowac matka dążąc do uniemozliwienia tego "powrotu", z tego co widzę nie zrozumie tego nikt, kto nie ma dziecka porzuconego przez niegdys "kochającego" ojca. Kaś - Ty miałaś ten przypadek, ale powrót marnotrawnego przypadł akurat na okres, kiedy córka była (chyba?)trochę starsza. U mnie sprawy nie są do konca zagojone i moja decyzja mogła byc TYLKO jedna. Dlatego tez łatwiej jest mi się wczuc w sytuację autorki watku i obchodzi mnie, gdy ktos ocenia ją nie znając faktów.
    Koncząc osobisty wtręt dodam dla obronców praw ojca, ze każąc mu isc na drzewo nie za bardzo go skrzywdziłamsmile Przejawił po 5 latach chęć zobaczenia dziecka tylko przy okazji sprawy sądowej, karnej dodam (niealimentacja). Nadal żyje sobie jak pączek w maśle, spokojna głowasmile I to jeszcze nawet lepiej - znowu jest usprawiedliwiony - no bo przeciez mu zakazałamsmile




    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • to.ja.kas 24.06.10, 21:13
    Moja sytuacja jest skomplikowana.
    Zaszłam w ciąże, niemąz jeszcze wtedy wyjechał do Surinamu.
    Wrócił prze moim rozwiazaniem i stwierdził, że ciążę ma w nosie.
    Urodziłam córkę, zarejestrowałam jąod własnym nazwiskiem.
    W dniu porodu zjawił sie w szpitalu wprawdzie i nagle poczułl wenę ojcowską ale
    jak postanowiłam tak zrobiłam.
    nagle zakochał sie w dzieciu i we mnie znowu, zyc bez nas nie mógł. Wzielismy
    slub jak Młoda miała 3 miesiace, zmieniliśmy nazwisko na męża, zarejstrował się
    jako ojciec i takie tam (moge nie pamietac szczegółów ale jakos tak to było).
    Przez 7 lat był fatalnym mężem, cudownym ojcem z tendencją do bycia coraz gorszym.
    Potem rozwód i lęk mojej córki (byłam już wtedy w zwiazku z kimś kogo moja córka
    uwielbiała). Starałam sie zrobić wszystko by Młoda nie bała sie ojca...ale
    ojciec zniknął.
    I przez ten czas aż do czasu jak była w gimnazjum nie dawał znaku zycia. Kiedys
    raz zadzwonił do mnie i przy okazji rozmawiał z Młodą wyznająć jej miłośc i
    tesknotę, co Młoda niezmiernie rozbawiło. Potem spotkali się w sądzie.
    Na żadnym etapie po pierwszej traumie mojej Młodej nie widziałam powodu do tego
    by jeśli ojciec sie pojawi chronić przed nim Młodą.
    Moja trauma, moja niechęć do niego, moje złe uczucia to był mój problem.
    Zawsze stałam na straży poglądu, że jeśli tylko eks zechce znaleźć drogę do
    córki to ja nigdy mu tego nie uniemożliwię. Nie będę nic za niego robić, ale nie
    zrobię tez nic co miałoby stanąć na drodzie porozumienia między moją córką a jej
    ojcem. Bo ja tego męzczyznę wybrałam na ojca mojego dziecka.
    Nie usprawiedliwiałam go, ale tez nie mówilam o nim xle. Młoda od zawsze
    wiedziała kto jest jej ojcem, a kto ojcem nie jest i nie mylił się jej mój
    partner z ojcem.
    Nigdy nie kazałam mu jako rodzicowi iść na drzewo.
    Jako męzowi tak. Bo to było moje prawo i moja decyzja. Ale JA NIE MAM PRAWA
    decydować o tym, by rodzic mojej córki nie miał do niej dostępu i nie zrobi nic
    by wzbudzić w niej celowa niechęć.
    Tak, teraz to w ogole mojej głowy nie zaprzata bo Młoda jest dorosła a eks i tak
    jest niekontaktowy i tak. Ale na każdym etapie życia mojej córki jeśli chciałby
    mieć kontakt z córka mógłby go mieć i moje uczucia do eksa nie miały z tym nic
    wspólnego, bo dziada nienawidziłam. teraz mi zwisa.

    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te,
    które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z
    Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • mediator.org 24.06.10, 21:35
    Nawet jeśli opiszesz tu swoje normalne postępowanie w trudnej sytuacji, jaką
    miałaś i z której, jak piszesz, wyszłaś zwycięsko (nie przenosząc swoich złych
    emocji do ojca na dziecko) i zrobisz to 10 razy, to mało która Pani to zechce
    zauważyć i uznać za jakiś dowód, że warto tak postępować jak Ty. Nawet jak jest
    to niezmiernie trudne, wymaga wysiłku, myślenia nie tylko o sobie...
    Gratuluję smile
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • to.ja.kas 24.06.10, 21:47
    Mediator, dziekuję smile
    To miłe co napisałas.
    Ja nigdy nie traktowałam córki jak swoją własność.
    Bo ona nigdy nie była i nie jest moją własnością.
    Zawsze uważałam, że im więcej ludzi ją kocha, im więcej ludzi wokół niej którzy
    chcą dobrze i dobrze jej życzą tym lepiej dla niej.
    Opisywałam tu sytuacje z moimi eks tesciami kiedys.
    Gdy zostałam porzucona w ciązy a teściowie wymienili zamki w mieszkaniu gdzi
    emieszkałam z niemezem pod moją obecnosc w szpitalu (na podtrzymaniu leżałam)
    odgrażałam sie ze jak podejda do wózka to kamień wezme i łep rozwalę.
    Oczywiscie, ze tego nie zrobiłam, mieli szanse byc dziadkami. Kiepskimi byli,
    ale byli.
    Jak rozstawalam sie z eksem tez gdzies w duszy mizaswitało, ze teraz to wała a
    nie Młoda...ale. gdy Młoda miała lat 15 (czyli po 7 latach gdy sie nie odzywali)
    po moim telefonie do tesciowej (bo tam mieszkał eks) z informacja ze sie
    przeprowadziłysmy i ze chce podac nowy adres córki ona nagle sie rozpłakała, ze
    teskni za Paulą i generalnie to ona by chciała ją zobaczyc i takie tam. Młoda
    własnie jechała do Olsztyna za jakis czas wiec wywołałam Młodej zdjęcia i
    ubłagałam dosłownie Młoda by poszła do dziadków, bo wprawdzie 7 lat mieli ja
    gdzies, ale to dziadkowie, a babcia płacze, a może, a zrozum, a sa starsi a nie
    można sie zaperzać. Młoda z fochem, wzieła zdjęcia i powiedziała "ok, zaniose!"
    i pojechała. Spotkała sie z dziadkami, z dziadkiem kontaktu nie ma, ale z babcia
    sporadycznie bo sporadycznie rozmawia kilka razy była.
    OCZYWISCIE, że mogłabym im wypomniec, ze mówili, ze to nie ich wnuczka i pewnie
    sie pusciłam, ze zycza nam bysmy zdechły pod mostem z głodu i rózne takie.
    Mogłabym tym karmic córkę by pamietała jacy sa źli.
    Tylko po co?
    Mi córki nie ubędzie ani jak będzie mieć kontakt z ojcem, ani z eks teściami.
    A za mój osobisty sukces uważam fakt iż wychowałam wesołego, szczęsliwego, nie
    mającego kompleksów i lęków człowieka.

    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te,
    które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z
    Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • virtual_moth 24.06.10, 20:41
    panda_zielona napisała:


    > Nie bardzo rozumiem stwierdzenie,że ojcu nie została nadana władza
    > rodzicielska przy ustalaniu ojcostwa.Kto występował o ustalenie
    > ojcostwa,tego nie wiemy.Może autorka wątku potraktowała pana
    > wyłącznie jako dawcę.

    Wiemy, kto występował, bo wtedy mogła występowac tylko matka. Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:
    - nadac władzę ojcu
    - nie nadac tej władzy
    Podstawa prawna - taka sama ja przy pozbawieniu władzy. Czyli nie nadaje się władzy w przypadku trwałej przeszkody (długie wiezienie, znaczna odległosc), rażacego zaniedbywania obowiazków, naduzywania władzy (choc tu bardziej chodzi o robienie krzywdy dziecku, bo włądzy przeciez nie ma). Najczesciej nie nadaje się władzy ojcu, któreu zostało udowodnione ojcostwo, ale:
    - nie pomagał finansowo dziecku (choc oczywiscie nie jest do tego prawnie zobowiązany, jako nie-ojciec, ale sporo mówi o jego stosunku do nowonarodzonego)
    - nie przyznaje się do dziecka, nie chciał go nigdy uznać
    - nie dąży do kontaktu, w praktyce musi byc to kontakt zerowy

    Słusznym poniekąd jest stwierdzenie, że sądy bardzo często nie nadają władzy przy ustaleniu ojcostwa, ale bynajmniej nie ze względu na rutynę czy stronniczość. Po prostu chu...ów, którzy zrobili dziecko i umywają rączki jest zdecydowana większosc niz takich, którzy są gotowi poniesc odpowiedzialnosc.

    Oczywiscie moze byc tez tak, ze pani np. nie mówiła facetowi nic o ciąży po wpadce, chciała go od poczatku wylogowac, bo np. od początku miała innego faceta. Przeczy temu jednak to, ze kontakty póżniej się odbywały, czyli jakas dobra wola pani wystąpiła. Pytanie co tymi dobrymi chęciami zachwiałosmile Równie dobrze moze to byc nowy facet (niestety częste przypadki, nowy tatus itd), ale też strach o dziecko przed znikającym ojcem, który pojawiał się kiedy chcial, by potem robic sobie dłuzsze przerwy.



    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 24.06.10, 21:04
    Nie wzięłaś jednej opcji pod uwagę. Nie było kiedyś obowiązku ustalenia ojcostwa.

    Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mam taką znajomą, której córka nie ma ustalonego ojcostwa, mimo że matka wie kto był ojcem. Nie chciała jednak, żeby on miał jakiekolwiek prawa do dziecka, bo postanowiła sama je wychować. Ojciec o to nie zabiegał. No i sąd się w ogóle w to nie mieszał.

    Również tutaj mogła być taka sytuacja. Czyli brak praw rodzicielskich nie musi być w żaden sposób związany z tym jakim ojcem dla dziecka był ojciec. Można mieć jedynie zastrzeżenia do faktu, że nie zabiegał o prawa rodzicielskie, ale mogła to być wspólna decyzja rodziców.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • to.ja.kas 24.06.10, 21:16
    na pewno mozna było nie podac nazwiska ojca...bo ja tak zrobiłam. uznanie Młodej
    nastąpiło potem. Ale pisze o tym wyzej.
    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te,
    które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z
    Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • only.elvie 24.06.10, 21:22
    z_mazur napisał:
    > Nie wzięłaś jednej opcji pod uwagę. Nie było kiedyś obowiązku ustalenia ojcostwa.

    Tak w kwestii formalniej - teraz też nie ma wink
  • only.elvie 24.06.10, 19:04
    jarkoni napisał:
    > Dziękuję że Pani z nami jest i wspiera fachową poradą,
    > w ferworze polemik i dyskusji, a czasem i kłótni brakuje czasem chłodnej
    > oceny i zdania fachowca
    (...)
    > Za dużo tych ale..

    No tak - za dużo tych 'ale' - każdy je interpretuje jak chce RÓWNIEŻ mediator.org, co został jej wytknięte. Ale ona to przecież 'chłodna ocena fachowca". Jak widać niektórzy mogą więcej smile

    It made my day big_grin big_grin big_grin
  • mediator.org 24.06.10, 19:57
    "każdy je interpretuje jak chce RÓWNIEŻ mediator.org, co został jej wytknięte"
    Wytykać możemy sobie wszystko, tyle, że wartoby mieć dowody w postaci wypowiedzi
    (skoro jesteśmy na forum)
    Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
    mojej bezstronności się nie doczekałam. Prosiłam Pewną osobę, aby zacytowała mi
    moje własne wypowiedzi będące dowodem na zasadność zarzutów kierowanych w moją
    stronę - nie doczekałam się.
    Jedyne co znalazła na poparcie zarzutów w stronę moich wypowiedzi to
    "Nieuchwytny całokształt" i jej osobiste po prostu, że "ale wiadomo o co
    chodzi", choć piszę coś innego.
    Tak-ale jest dużo, np ale dlaczego ludzie wolą czytać miedzy wierszami i sobie
    dopowiadać? Albo: ale mnie naprawdę nie interesują domysły typu "wiadomo o co
    chodzi", bo tak dyskutują dzieci.
    Only.elvie, skoro Ty zarzucasz mi brak bezstronności zabaw się proszę i zacytuj
    mi słowa, gdzie popełniłam tę straszną zbrodnię.
    Wiem, nie chce Ci się wink
    Tak, niektórzy mogą więcej.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 24.06.10, 20:25
    mediator.org napisała:


    > Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
    > mojej bezstronności się nie doczekałam.

    Opisałam Twoje słowa, oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co? Powiedziałam, ze wspomniałaś o tym czy tamtym jakby "przy okazji" tego wątku, tego ze wspomniałaś nie wypierasz się, więc po co konkretne cytaty? Dałam Ci nawet porównanie do pilota i samolotu, zeby dokładnie pokazac Ci jak mogą byc odbierane Twoje wypowiedzi, czyli wtręty o:
    - o tym, że gdzies tam to nawet rodzice się dogadują w kwestii odebrania władzy
    - o tym, że odbieranie władzy wcale nie jest "trudne", bo zalezy to od punktu siedzenia
    - o przypadkach, gdy to - niech Ci będzie - jeden RODZIC jest usprawiedliwony olaniem dziecka bo drugi RODZIC jest agresywny

    A wszystko to w wątku nie o wyzszosci sera nad szynką, tylko w wątku o między innymi braku władzy rodzicielskiej OJCA (nie rodzica).

    Wydaje mi się, ze trochę zbyt emocjonalnie podchodzisz do tego, jak ktos interpretuje Twoje posty. Zresztą to nie jest wątek o Tobie, więc chyba niepotrzebnie cała ta dygresja. Ja juz zasygnalizowałam jarkoniemu, że z tą opinią o chłodnej ocenie profesjonalsity niekoniecznie wszyscy się zgadzają i to wystarczy.

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 24.06.10, 21:08
    Twoja bezradność w podjęciu rzetelnej dyskusji jest rozbrajająca:
    "oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co?"
    i drugie powalające:
    " Opisałam Twoje słowa, oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co?
    Powiedziałam, ze wspomniałaś o tym czy tamtym jakby "przy okazji" tego wątku,
    tego ze wsp omniałaś nie wypierasz się"
    - mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem?! Czego mam się wyprzeć skoro NIC
    KONKRETNEGO nie napisałaś?!
    I kolejna sugestia TWOJA, że JA gdzieś napisałam, i, że JEST TO MOJE ZDANIE że:
    "jedn RODZIC jest usprawiedliwony olaniem dziecka bo drugi RODZIC jest agresywny"
    USPRAWIEDLIWIONY??? Napisałam JEDYNIE że takie przypadki istnieją.
    Kolejny cymesik Twojej INTERPRETACJI:
    "- o tym, że odbieranie władzy wcale nie jest "trudne", bo zalezy to od punktu
    siedze"
    Wyjaśniłam Ci już co miałam na myśli - odbiór samych zainteresowanych. Napisałam
    też wcześniej, że Sąd, wbrew temu co TY napisałaś (nie chce zniechęcać rodziców
    wink) kieruje się DOBREM DZIECKA i argumentami stron.
    Na każdym kroku dokonujesz przeinaczeń, gdy proszę o KONKRETNE CYTATY z moich
    wypowiedzi wykręcasz się.
    To jest po prostu dziecinne.
    Wątek nie jest o mnie (skąd ten pomysł?), dlatego dyskutuję nie o sobie, jakbyś
    nie zauważyła, lecz odnoszę się do Twoich wypowiedzi, które mają na celu
    wmówienie mnie i innym, że piszę coś, czego NIE PISZĘ i NIE TWIERDZĘ. Nie bardzo
    tylko wiem po co Ci ta zabawa?
    Zamiast tego może jednak po prostu, jak dorosły człowiek coś jednak
    zacytuj?...na poparcie swoich argumentów.
    Lub zwyczajnie skończ bezsensowną przepychankę, skoro argumentów brak.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • only.elvie 24.06.10, 21:08
    mediator.org napisała:
    > Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
    > mojej bezstronności się nie doczekałam.

    Mediator - był cały wątek, gdzie na głowie wręcz stawałaś pisząc co matka dla
    dziecka jeszcze powinna (mimo, że i tak opieka w większości spadała na nią) a o
    ojcu pisałaś per 'dobrze by było, żeby był obecny'. Uważam, że tam całkowicie
    skompromitowałaś swoją bezstronność.

    Przykład braku bezstronności w tym przypadku? Bardzo proszę:
    "Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
    robią dobrze czy źle.
    Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
    A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle."
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113311557,i_jeszcze_jedno.html
    No właśnie - kolejny raz krytykujesz matkę podczas gdy 'nie oceniasz' ojca. Za
    każdym razem gdy coś pada o jego zachowaniu piszesz 'nie wiemy' - przy czym
    działa u Ciebie domniemanie jego niewinności (nawet wbrew statystyce) - skoro
    nie wiemy, to nie można zakładać, że tak jest. I ja się z tym domniemaniem
    niewinności całkowicie zgadzam o ile nie idzie za tym sugestia, że 'nie wiemy' +
    strzępki informacji = nie jest.

    I dalej - dopytujesz się DLACZEGO ojciec postępował tak a nie inaczej. Piszesz:
    "Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
    okoliczność), dlaczego pisze listy."
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113305132,Re_dlaczego_rodzic_pozbawiony_praw_.html
    a jadnocześnie tak po prostu BEZ PYTAŃ oceniasz matkę:
    "Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja)"
    Czy gdzieś dopytujesz się o MOTYWY jej działania? Czy gdziekolwiek napisałaś
    'nie wiemy' lub 'mamy za mało informacji o tym dlaczego tak boi się kontaktów'?

    Podsumowując - jedna ze stron (ojciec) ma u Ciebie przywilej domniemania
    niewinności - druga (matka) domniemanie winy. Nie pierwszy raz.
  • z_mazur 24.06.10, 21:21
    > Mediator - był cały wątek, gdzie na głowie wręcz stawałaś pisząc co matka dla
    > dziecka jeszcze powinna (mimo, że i tak opieka w większości spadała na nią) a o
    > ojcu pisałaś per 'dobrze by było, żeby był obecny'. Uważam, że tam całkowicie
    > skompromitowałaś swoją bezstronność.

    No widzisz, to tylko Twoja ocena. Ja uważam, że zdanie mediator, było wyważone i obiektywne.

    > Przykład braku bezstronności w tym przypadku? Bardzo proszę:
    > "Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
    > robią dobrze czy źle.
    > Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
    > A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle."
    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113311557,i_jeszcze_jedno.html
    > No właśnie - kolejny raz krytykujesz matkę podczas gdy 'nie oceniasz' ojca. Za
    > każdym razem gdy coś pada o jego zachowaniu piszesz 'nie wiemy' - przy czym
    > działa u Ciebie domniemanie jego niewinności (nawet wbrew statystyce) - skoro
    > nie wiemy, to nie można zakładać, że tak jest. I ja się z tym domniemaniem
    > niewinności całkowicie zgadzam o ile nie idzie za tym sugestia, że 'nie wiemy'
    > +
    > strzępki informacji = nie jest.

    A z tym, to się już nawet polemizować nie chce.
    Mediator wyjaśniała, że pisząco o prawie do kontaktu pisała to w oderwaniu od oceny konkretnego przypadku i tylko tyle, a Ty się w tym doszukujesz jakiegoś specjalnego traktowania ojców. I Ty komuś zarzucasz brak obiektywizmu... Wolne żarty. Podobnie można się rozprawić z pozostałymi Twoimi argumentami, ale autentycznie jakoś mi się nie chce.

    Wiem, wiem, to dziecinne z mojej strony. smile


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • mediator.org 24.06.10, 21:27
    Jeśli samo "nie wiemy" jest dla Ciebie dowodem, że komuś "daję fory" - Twój wybór.
    Mamę oceniłam w konkretnym zachowaniu (biały tydzień), bo opisała co zrobiła,
    jak postąpiła a więc było co oceniać.
    Domniemanie niewinności... Twoja interpretacja. Starałam się jedynie przekazać,
    że nie wiemy nic o złym zachowaniu ojca, zgodnie z prawdą. Za to wiemy o mamy.
    No może i przykre, że wiemy...
    Z wątków, które zostały wyszukane okazuje się, że jednak praw mu nikt nie
    ODEBRAŁ, że przerwy jednak długiej nie było.
    "> I dalej - dopytujesz się DLACZEGO ojciec postępował tak a nie inaczej. Piszesz:
    "Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
    okoliczność), dlaczego pisze listy."
    A moje dopytywanie to według Ciebie o czym świadczy, bo nie wiem?
    "a jadnocześnie tak po prostu BEZ PYTAŃ oceniasz matkę:
    "Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja)"
    A o co się pytać, gdy mama napisała CO zrobiła? O tacie niewiele można było
    napisać, o mamie tak - to dowód stronniczości?! Ciekawe...
    I skąd Twoje ciągłe wmawianie "domniemania niewinności"?:
    " Podsumowując - jedna ze stron (ojciec) ma u Ciebie przywilej domniemania
    niewinności - druga (matka) domniemanie winy"
    Zapomniałaś jedynie dodać, że oceniłam jedynie JEDNO zachowanie matki,
    konkretnie przez nią opisane. Nie samą matkę, że jest wyrodną, złą kobietą.
    Pisałam jedynie, że tata MA PRAWO WIDYWAĆ SIĘ Z DZIECKIEM a mama robi
    niewłaściwie kierując się jedynie swoim interesem (poukładała sobie życie na
    nowo) chcąc tatę wywalić z życia dziecka na amen.
    Coś jeszcze?...
    W wątku o którym wspominasz chodziło zupełnie o coś innego, więc "co ma piernik
    do wiatraka"? Tam szła sprawa o kasę i roszczenia pani względem pana, który
    płacił regularne alimenty.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • only.elvie 24.06.10, 21:41
    mediator.org napisała:
    > Jeśli samo "nie wiemy" jest dla Ciebie dowodem, że komuś "daję fory"

    Czytanie ze zrozumieniem chyba boli smile Nie SAMO 'nie wiemy' tylko odnoszenie
    'nie wiemy' tylko do JEDNEJ STRONY (konkretnie ojca).

    > Domniemanie niewinności... Twoja interpretacja. Starałam się jedynie przekazać,
    > że nie wiemy nic o złym zachowaniu ojca, zgodnie z prawdą. Za to wiemy o mamy.

    Wiemy czy ZAKŁADAMY? Czy nie znając motywacji matki można ją jednoznacznie
    ocenić? Ojca nie można bo przecież 'nie wiemy'. Piszesz, że nie wiemy czy ojciec
    jest dla dziecka niebezpieczny - owszem NIE WIEMY ale czyż nie uważasz, że ta
    informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki? Nie - o to nie
    pytasz - Ty ją od razu oceniasz. Mało tego stosujesz świetną figurę retoryczną
    'wiemy' - nie Twoje założenia NIE SĄ wiedzą powszechną.

    > A moje dopytywanie to według Ciebie o czym świadczy, bo nie wiem?

    Tak - dopytywanie się o motywy tylko JEDNEJ strony o czymś świadczy. O braku
    bezstronności.

    > A o co się pytać, gdy mama napisała CO zrobiła? O tacie niewiele można było
    > napisać,

    Ależ o ojcu też można było napisać co ROBIŁ. Chociażby, że utrzymywał
    sporadyczny, nieregularny kontakt. Ale dla Ciebie względem ojca to mało - tu
    przypominasz, że nie wiemy DLACZEGO! O matkę już się nie pytasz. Mało tego -
    dalej w poście piszesz, żekieruje się tylko swoim interesem! Oceniasz nawet to,
    czego nie wiesz - oczywiście tylko w stosunku do matki.

    > Tam szła sprawa o kasę i roszczenia pani względem pana, który
    > płacił regularne alimenty.

    I co - chwała i cześć mu za to? Kompromitujesz się kolejny raz. Tam też po
    prostu nie byłaś bezstronna. Inna sprawa - ten sam schemat.
  • mediator.org 24.06.10, 22:06
    Mamę oceniłam w JEDNYM zachowaniu, gdyż było ono rażące. Motywy jej postępowania
    mogły być różne, co nie zmienia faktu, że postąpiła niewłaściwie, dziecinnie
    uciekając z dzieckiem z białego tygodnia.
    Odnoszenie "nie wiemy" do jednej strony - o mamie coś jednak wiedzieliśmy, o
    tacie właściwie nic.
    Sprawa "niebezpiecznego taty" powstała w słowach którejś z pań. Mnie w ogóle do
    głowy by nie przyszła po opisie mamy, bo gdyby coś takiego istniało mama nie
    pytałaby na forum jak pozbyc się taty, gdyż argumenty miałaby w dłoni.
    O motywy ŻADNEJ ZE STRON się nie dopytywałam. Zastanawiałam się jedynie CO SI
    STAŁO, że tata przestał kontaktować się z dzieckiem.
    Były też moje wypowiedzi, w których wypunktowałam DOKŁADNIE co wiemy - zostały
    ZUPEŁNIE POMINIĘTE.Widocznie były za bardzo BEZSTRONNE wink))
    Twoje słowa:
    "Wiemy czy ZAKŁADAMY? Czy nie znając motywacji matki można ją jednoznacznie ocenić"
    NIE MATKĘ, lecz jej KONKRETNE zachowanie. Mała różnica a jednak
    ogromna...Imputujesz coś, czego nie napisałam.
    Reasumując - tata ma prawo spotykać się z dzieckiem, nigdy nie zostały mu
    odebrane prawa (ileż pań to twierdziło! ciekawe, że im się "nie oberwało" jak
    mnie wink)nie jest niebezpieczny dla dziecka (ciekawe która z pań pierwsza to
    wymyśliła? wink) mamie nie jest na rękę aby tata zaistniał w życiu dziecka na nowo.
    Oceniam mamę w jednym zachowaniu, nie w "całokształcie", bo go nie znam.
    Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenujące.


    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • only.elvie 24.06.10, 22:35
    mediator.org napisała:
    > Mamę oceniłam w JEDNYM zachowaniu, gdyż było ono rażące. Motywy jej postępowania
    > mogły być różne, co nie zmienia faktu, że postąpiła niewłaściwie

    No ale o ojcu już nie napiszesz 'motywy jego postępowania mogły być różne, co
    nie zmienia faktu, że postępował niewłaściwie'.

    > O motywy ŻADNEJ ZE STRON się nie dopytywałam.

    Owszem - wypominałaś każdemu, że NIE WIEMY nic o motywach ojca. Linkowałam.

    > NIE MATKĘ, lecz jej KONKRETNE zachowanie. Mała różnica a jednak
    > ogromna...Imputujesz coś, czego nie napisałam.

    Wycięłaś fragment mojej wypowiedzi gdzie dalej było "czyż nie uważasz, że ta
    informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki?" Zwracam uwagę na
    słowo ZACHOWANIE, którego się uczepiłaś.

    > mnie wink)nie jest niebezpieczny dla dziecka

    I masz znów - WIESZ, że nie jest czy wiesz na podstawie domniemania niewinności
    (bo nigdzie nie napisano, że jest)?

    > Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenują
    > ce.

    A to bardzo dobrze, że autorka wątku NIGDZIE tak nie napisała big_grin
  • virtual_moth 24.06.10, 22:42
    mediator.org napisała:


    > Reasumując - tata ma prawo spotykać się z dzieckiem, nigdy nie zostały mu
    > odebrane prawa

    Ciekawe, dlaczego bezstronnie nie zadajesz pytania, dlaczego mu te prawa nie zostały nadane. Po prostu mediatorowi wypadałoby.


    > nie jest niebezpieczny dla dziecka (ciekawe która z pań pierwsza to
    > wymyśliła? wink)

    Ja. Nie wiedzielismy czy panu zostały odebrane prawa, czy nie nadane. Bralismy pod uwagę 1 opcję, ja zwróciłam uwagę, że MÓGŁ działać na szkodę dziecka, bo to WPROST wynika z KRiO. Z_mazur słusznie zauwazyl, ze wtedy prawdopodobnie miałby zakaz kontaktów, wiec wykluczylismy to.
    Mogłabyś jednak jako mediator zauważyć, że TERAZ, kiedy wiemy, że panu nie została nadana władza 9 lat temu, NIE MOZNA WYKLUCZYĆ, że pan nie dziala na szkodę dziecka. To nie było badane przez sąd od 9 lat. Wypadałoby się nad tym zastanowic, zwłaszcza ze matka pisze o jakichś dziwnych akcjach z nastawianiem dziecka przeciw niej, dziwnym zachowaniu dziecka po kontaktach z ojcem. Oczywiście moze bajdurzyć, tak jak ojcowie niektórzy bajdurzą o "utrudnianiu kontaktów", ale bezstronnej osobie wypadałoby zwrócić uwagę na ten drobny fakt. Ogólnie na fakty, że tak naprawdę nie wiemy teraz NIC.



    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 25.06.10, 06:17
    podejścia virtual o only.
    Dwie Panie, będące jednymi z wielu osób, które wzięły udział w tym wątku
    ogromnie się "zafiksowały" na udowodnieniu (jednak brak konkretów po za
    sugestiami i czymś co można nazwać "tak to odebrałam"), że brak moim
    wypowiedziom obiektywizmu.
    Na szczęście są osoby, które nie czytają pomiędzy wierszami tego co piszę i
    twierdzą coś odwrotnego do tezy obu Pań wink)Obie Panie twierdzą też, że mama z
    owego wątku na 100% ma powody, aby pozbyć się taty dziecka.
    I chyba odkryłam dlaczego... Dla obu Pań termin "obiektywny" najwyraźniej
    oznacza "niekrytykujący mamy rozwiedzionej, która ma zawsze rację"
    Nawet gdy jej nie ma... to ją ma. I dlatego dyskusja jest bezzasadna.
    Takie kwiatki tego dowodzą:
    " dlaczego bezstronnie nie zadajesz pytania, dlaczego mu te prawa nie zostały
    nadane. Po prostu mediatorowi wypadałoby."
    To dwie różne rzeczy, o czym już też pisałam. A nienadanie praw może wynikać z
    prostego faktu - pan się o te prawa nigdy nie starał.
    JAK JUŻ ZDĄŻYŁAŚ ZAUWAŻYĆ, gdyby szkodził dziecku miałby zakaz spotkań. A więc
    sugerowanie (czy zastanawianie się, co mi zalecasz), że pan nie ma praw, bo
    szkodził dziecku przeczy Twoim własnym słowom!
    Sama strzelasz sobie gola, tak bardzo chcesz udowodnić, że masz rację. Właściwie
    jakbyś dyskutowała sama ze sobą wyszłoby na to samo wink
    Drugi podobny kwiatek:
    "Mogłabyś jednak jako mediator zauważyć, że TERAZ, kiedy wiemy, że panu nie
    została nadana władza 9 lat temu, NIE MOZNA WYKLUCZYĆ, że pan nie działa na
    szkodę dziecka. To nie było badane przez sąd od 9 lat"
    - matko kochana, mój były też nie był badany przez Sąd, jak pewnie wielu tu
    tatusiów, masakra po prostu wink)
    ( argument z typu "rozpaczliwych"co by tu jeszcze wymyślić, żeby wyszło "na
    moje".) A wykluczyć to nie można bardzo wielu rzeczy, tyle, że TO ŻADEN ARGUMENT.
    Za to szkodliwość wpływu taty na dziecko została stwierdzone przez mamę bez
    żadnych badań.
    W jednej ze swoich wypowiedzi napisałam, że mama ma prawo i może i powinna
    postarać się o prawne argumenty, jeśli uważa, że tata szkodzi dziecku. Dla
    Ciebie oczywiście to za mało obiektywne? wink)

    "Matka pisze o dziwnych akcjach... "
    Mama ma depresję... W tym stanie rzeczywistości nie ocenia się obiektywnie i
    różne rzeczy mogą wydawać się "dziwne".
    Jeśli mają miejsce "dziwne akcje" może się przed nimi bronić, ale... nie w ten
    sposób, że ucieka z dzieckiem z "białego tygodnia", bo to po prostu nie
    rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie go nawarstwia.

    Zastanawia mnie skąd w obu Paniach taka straszna obrona przed uznaniem prostej
    prawdy, że rozwiedziona mama jednak nie zawsze postępuje właściwie, a tata
    dziecka ma prawo tak czy inaczej do spotkań z dzieckiem?
    Sugestie się nasuwają, ale Panie odpowiedzą sobie same...

    A teraz only:
    "Owszem - wypominałaś każdemu, że NIE WIEMY nic o motywach ojca. Linkowałam." Z
    tego co pamiętam pisałam, ze nie wiemy DLACZEGO tata przestał się widywać z
    dzieckiem, dlaczego pisze jedynie listy. Pytałam o POWODY zmiany zachowania.
    Możesz to nazywać "motywami", bo tak Ci pasuje smile
    Zarzut only:
    "Wycięłaś fragment mojej wypowiedzi gdzie dalej było "czyż nie uważasz, że ta
    informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki?" Zwracam uwagę na
    słowo ZACHOWANIE, którego się uczepiłaś.
    Ty uczepiłaś się, że oceniam MATKĘ, co było nieprawdą (kolejną zresztą).
    Zarzut only;
    "nie jest niebezpieczny dla dziecka
    I masz znów - WIESZ, że nie jest czy wiesz na podstawie domniemania niewinności
    (bo nigdzie nie napisano, że jest)?"
    Nie dlatego, że nigdzie nie napisano, lecz dlatego, że staram się myśleć. Gdyby
    był niebezpieczny mama dziecka nie pisałaby, że nie wie co zrobić, aby się go
    pozbyć z życia swego i dziecka i co zrobić, aby uniknąć z nim spotkań -argument
    miałaby w ręku.
    I jak już zauważyła nawet virtual wink miałby zakaz spotkań.
    Logiczne, choć boli wink

    only:
    "Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenujące.
    A to bardzo dobrze, że autorka wątku NIGDZIE tak nie napisała big_grin "

    Only, Autorka wątku napisała, cytuje:
    "Nikt nie ma ochoty się z nim spotykać i go oglądać."
    Czy trzeba te słowa jeszcze tłumaczyć? Może one oznaczają np.: życzę sobie taty
    dziecka w życiu swoim i naszego synka? Albo: ale fajnie, że tata synka się
    pojawił i znowu go widzę?
    Puść wodze fantazji. smile
    Bo nie się jakoś nie bardzo chce...

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 25.06.10, 07:41
    mediator.org napisała:


    No to jedziemy dalejsmile


    > nienadanie praw może wynikać z
    > prostego faktu - pan się o te prawa nigdy nie starał.

    NIE. Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa niezależnie od tego czy tatuś się "stara" o władzę czy nie. Po prostu musi orzec w tej kwestii. Obojętność ojca moze jednak byc jednym z powodów do wydania orzeczenie o nie nadaniu władzy, to jasne. Uwazasz, że obojętność ojca wobec tak istotnego faktu nie ma znaczenia dla oceny całej tej sprawy i jego postawy? Odebranie praw - be, nie nadanie władzy - cacy, tatus kryształowy?

    No ale zostawmy to, były powody nie nadania władzy, ale to było dawno temu, mogło się wiele rzeczy zmienić, zgoda. Zarówno na korzyść (ojciec mógł się zrehabilitowac) jak i NIEKORZYSĆ I DLATEGO piszę, że TERAZ tatuś moze działać na szkodę dziecka, jest po prostu taka mozliwość, której Ty w ogóle nie bierzesz pod uwagę. Takiej mozliwosci nie wyklucza fakt, iż 9 lat temu nie postanowiono o zakazie kontaktów.


    >A wykluczyć to nie można bardzo wielu rzeczy, tyle, że TO ŻADEN ARGUMEN
    > T.

    Oczywiście, ale nie rozmawiamy w tej chwili o argumentach na korzysc mamy czy taty, ale o tym, że TY nie zauważasz, że tak naprawdę nie wiemy NIC ani o mamie, ani o tacie. Z taką samą łatwością mozemy teraz opowiadac się po stronie matki (moze ma rację, że ojciec działa na szkodę dziecka i próbuje dziecko chronic) jak i ojca (moze to matka utrudniała kontakty i nastąpił przez nią zanik więzi ojca z dziekciem).
    Ty nie zauważasz, że mogło byc różnie. Bardziej skłaniasz się ku ojcu. Wczesniej byłaś ostrożniejsza, cały czas powtarzałaś "ja nie oceniam", teraz przestałaś się kontrolowaćtongue_out


    > Zastanawia mnie skąd w obu Paniach taka straszna obrona przed uznaniem prostej
    > prawdy, że rozwiedziona mama jednak nie zawsze postępuje właściwie, a tata
    > dziecka ma prawo tak czy inaczej do spotkań z dzieckiem?

    Ja sama napisałam, że tata ma prawo do uregulowania kontaktów. Tak samo w co drugim poście powtarzam, że mamy mało danych na temat tak i ojca, jak i matki, by jednoznacznie ich oceniac. Oczywiście kazdy z nas ma prawo opowiedziec się po stronie ojca lub matki, bo jestesmy ludzmi, mamy wlasne doswiadzenia. Co innego tzw mediator... kóremu BTW średnio wychodzi mediacja także gdy chodzi o jego własna osobę. Z kazdym postem coraz bardziej sie emocjonujesz, widać, że masz problemy z przyjęciem krytyki. I jesli ktos tutaj strzela wsobie w stope to Ty, bo po tej dygresji na Twój temat i Twojej rekacji na krytykę ja nie muszę juz się wysilac by udowadniac, że "chłodna" ocena nie jest Twoją domeną.

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 25.06.10, 09:16
    > NIE. Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa
    niezależnie od t
    > ego czy tatuś się "stara" o władzę czy nie. Po prostu musi orzec w
    tej kwestii.
    > Obojętność ojca moze jednak byc jednym z powodów do wydania
    orzeczenie o nie n
    > adaniu władzy, to jasne. Uwazasz, że obojętność ojca wobec tak
    istotnego faktu
    > nie ma znaczenia dla oceny całej tej sprawy i jego postawy?
    Odebranie praw - be
    > , nie nadanie władzy - cacy, tatus kryształowy?

    Matka może nie chcieć w ogóle ustalać ojcostwa. Pisałem już o
    przypadku mojej koleżanki, która tak świadomie zrobiła.

    Decyzja o tym, czy ustalać ojcostwo, czy nie należy do matki. Jeśli
    ona tego nie chce (a przynajmniej parę lat temu tak było), to ojciec
    nawet jeśliby chciał, to nie mógł tego zrobić.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • z_mazur 25.06.10, 09:22
    Doczytałem. Nadal nie można tego zrobić. To matka wskazuje ojca i on
    może się jedynie zgodzić z tym, że jest ojcem, lub wnieść o
    zaprzeczenie ojcostwa. Jeśli matka nie wskaże ojca, to on nie może
    sam z siebie wystąpić o uznanie ojcostwa.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • mediator.org 25.06.10, 12:29
    Święte słowa z_mazur smile
    Ale virtual wie lepiej... Nawet lepiej niż przepisy wink
    już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
    ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual
    chciałaby inaczej. Te Sądy są po prostu nieobiektywne smile)
    Co do reszty virtual - skończyła bezsensowną dyskusję.
    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 25.06.10, 13:22
    mediator.org napisała:


    > już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
    > ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual


    Ojej, a gdzie ja napisałam, że "uznanie ojcostwa" i nadanie władzy to jest TO SAMO? surprised


    Ja mam natomiast wrażenie graniczące z pewnością, że pani mediator z przepisów KRiO to tak nie bałdzo... Ja osobiście zęby zjadłam na wyjasnianiu na forum samodzielna mama tajników KRiO dotyczących własie pochodzenia dziecka i ustalania jego sytuacji prawnej, robię to od przełomu 2004/2005 roku, czyli od momentu kiedy sama przez to przechodziłam.

    Przede wszystkim ostatnia nowelizacja KRiO zmieniła "nazewnictwo" i kiedys było uznanie dziecka, teraz jest uznanie ojcostwa, to tak pro forma piszę. Zatem jesli piszemy o sytuacji sprzed 9 lat to lepiej byłoby uzywac okreslenia "uznanie dziecka", zeby juz nie mieszać.

    Nie wiem gdzie pomyliłam uznanie dziecka z nadaniem władzy, wiec w sumie nie wiem co mam pisac:o Czy chodzi o to, ze napisałam, że pan mógł uznac dziecko dobrowolnie w USC? No przeciez mógł, chyba ze pani odmawiała, w kazdym razie KRiO przewiduje mozliwość uznania dziecka przez ojca, ba, jest to najczęstsza droga do uregulowania sytuacji prawnej małego dziecka urodzonego z np. konkubinatu. Robi sie to w USC, dobrowolnie. Dziś się "uznaje ojcostwo", ale to to samo.
    Jesli tatus lub mamusia się zgadzają na uznanie w USC to nikt do sądu nie chodzi. W razie braku porozumienia dopiero matka (w tamtych czasach tylko ona miała prawo) składała pozew o ustalenie ojcostwa. A i tak na początku sprawy sąd pytał i ojca, i matkę CZY NA PEWNO nie wchodzi w grę dobrowolne uznanie dziecka przez ojca, o zgodę pyta zarówno matkę jak i ojca, bo uznac dziecko mozna takze przed sądem. Jesli zgody ktorejs ze stron nie ma, dochodzi o postępowania majacego ustalic ojcostwo, potem konczy się to zasądzeniem alimentów i orzeczeniem o władzy. Sąd orzekajac o władzy analizuje stosunek ojca do nowonarodzonego.

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • virtual_moth 25.06.10, 13:43
    virtual_moth napisała:

    > uznac dziecko mozna takze pr
    > zed sądem. Jesli zgody ktorejs ze stron nie ma, dochodzi o postępowania majaceg
    > o ustalic ojcostwo, potem konczy się to zasądzeniem alimentów i orzeczeniem o w
    > ładzy. Sąd orzekajac o władzy analizuje stosunek ojca do nowonarodzonego.


    Dodam jeszcze, zeby była juz zupełna jasnosc (wiem ze przyswojenie tej częsci KRiO jest dla większosci porównywalne z przyswojeniem matematyki na poziomie studiów technicznych).

    Na prawie o ust. ojcostwa sąd pyta matkę i ojca czy zgadzają się na uznanie dziecka, tak jak pisałam.
    - jesli się oboje zgadzają nie dochodzi do sprawy o ust. ojcostwa, ojciec otrzymuje władzę rodz., a dziecko nazwisko ojca (dzisiaj jest trochę inaczej z nazwiskiem) - wiemy, ze w omawianym przypadku tak ine było
    - jesli matka się zgadza na uznanie, a ojciec nie, to dochodzi do sprawy o ustalenie ocjostwa. Z duzym prawdopodobienstwem ojciec nie dostawał władzy rodz, ze względu na nie przyznawanie się do dziecka (niechęć do uznania dziecka) połączoną z wnioskiem o badanie DNA. I tutaj nie wiemy jak było. Czy ojciec nie miał po prostu pewnosci co do ojcostwa, ale i tak nie dostał władzy (prokobiece sądy), czy po prostu od początku miał dziecko w odwłoku i dlatego nie chciał go uznać. Muszę jeszcze dodać, że sąd, jesli mają wątpliwosc co do intencji ojca pyta jeszcze raz rodziców czy chcą uznac dziecko PO PADANIACH DNA, czyli po tym, jak ojciec uzyska pewnosc co do pochodzenia dziecka. Jesli tak było, to tym gorzej dla oceny tatusia.
    - trzeci przypadek, czyli ojciec zgadza się na uznanie dziecka, a matka nie. Dochodzi o sprawy o ust.ojcostwa, na której z duzym prawdopodobienstwem ojciec otrzymuje władzę - na korzysc swiadczy chęć uznania dziecka + dodatkowo ewentualne zapewnienia o miłosci, nawet jesli ojciec bezkontaktowy. Naprawdę nie trzeba wiele by tę władzę ojciec otrzymał.




    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 25.06.10, 13:53
    - trzeci przypadek, czyli ojciec zgadza się na uznanie dziecka, a
    matka nie. Dochodzi o sprawy o ust.ojcostwa, na której z duzym
    prawdopodobienstwem ojciec otrzymuje władzę - na korzysc swiadczy
    chęć uznania dziecka + dodatkowo ewentualne zapewnienia o miłosci,
    nawet jesli ojciec bezkontaktowy. Naprawdę nie trzeba wiele by tę
    władzę ojciec otrzymał.

    Ta możliwość istnieje dopiero od niedawna.

    Czyli ojciec mógł chcieć uznać dziecko, ale matka stwierdziła, że
    tego z jakichś przyczyn nie chce.

    Skoro ojciec jednak kontakt z dzieckiem miał, to nie musiał do tej
    pory formalnie zabiegać o uznanie ojcostwa, skoro wcześniej go nie
    miał, bo po co? Dla zasady?

    Być może teraz po jazdach jakie wyczynia mamusia, będzie się musiał
    o to postarać.


    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • virtual_moth 25.06.10, 14:04
    z_mazur napisał:


    > Ta możliwość istnieje dopiero od niedawna.

    Ty po prostu mylisz UZNANIE OJCOSTWA z USTALENIEM ocjostwa smile))))

    Gdyby to nie było takie... beznadziejnie, to nawet kamien by mi z serca spadłsmile

    A więc od podstaw:
    - ustalenie ojcostwa odbywa się w trybie procesowym przed sądem. Do 2004 roku wniesc o ustalenie ojcostwa mogła tylko matka.
    - uznanie ojcostwa (kiedys uznanie dziecka) - to ojciec mógł i moze zrobic zawsze, o ile wyrażał taką chęć, potrzebna jest tez goda matki na takie uznanie. Konsekwencje - pełnia władzy dla ojca.
    - do ustalenia ojcostwa w sądzie dochodzi, gdy rodzice (oboje lub jedno z nich) nie zgadzają się na uznanie dziecka w USC lub przed sądem (no, to komplikuje sprawę, ale ... dobrowolnie uznac dziecko mozna takze przed sądem, nawet po badaniach DNA, jesli tatus miał wątpliwosci co do pochodzenia dziecka i dlatego nie chciał dobrowolnie uznac)

    A wnioski... Znowu straciłam popołudnie na bezproduktywne tłumaczenie fizyki kwantowej. Nadal nikt nic nie rozumie:o O wnioski zatem będzie cieżko.
    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 25.06.10, 14:08
    Wnioski padły. Poczytałem KRiO z komentarzami. Wcale to nie jest aż
    tak skomplikowane.

    A wnioski?

    Jak się ktoś zafiksuje, to rzeczywiście może nie uwzględnić różnych
    aspektów i okoliczności, tylko widzi rzeczywistość taką jaką chce,
    żeby była.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • virtual_moth 25.06.10, 14:23
    z_mazur napisał:

    > Poczytałem KRiO z komentarzami. Wcale to nie jest aż
    > tak skomplikowane.


    Nieeeee, w ogólesmile :

    z_mazur napisał:
    > Jeśli to ojciec wniósł o uznanie ojcostwa,


    O co wniósł i kto? big_grinDD

    A więc nie wniósł, bo nie mógł wnieść (do 2004 roku) i nie o uznanie ojcostwa, tylko ustalenie ojcostwa.
    Czyli czy to prawda,że na Placu Czerwonym rozdają samochody.Radio Erewań odpowiada: nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.

    To tyle w temacie tej dysusji big_grin

    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 25.06.10, 14:33
    > Nieeeee, w ogólesmile

    Może dla Ciebie rzeczywiście jest. Skoro już sobie tak podkiwasz, to
    się zrewanżuję.

    > A więc nie wniósł, bo nie mógł wnieść (do 2004 roku)

    Z tego co wiem mamy 2010 rok, czyli miał 6 lat żeby to zrobić.
    Nieeeee, to niemożliwe, bo Ty tak twierdzisz. smile)))


    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • mediator.org 25.06.10, 21:07
    ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
    pierwsza wpadka - są to dwie różne sprawy, o czym już pisałam, Może zamiast
    "zjadać zęby" poradź się jakiegoś prawnika? smile
    Druga wpadka:
    "Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa"
    No nie, virtual, po prostu nie. Udowodnienie ojcostwa i nadanie praw
    rodzicielskich to DWIE RÓŻNE SPRAWY. Ile razy jeszcze to pisać?...
    Kobieto, Ty nie przyjmujesz do wiadomości oczywistych oczywistości!
    Zadzwoń do jakiegoś prawnika, wydaj tę złotówkę, czy coś.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • virtual_moth 25.06.10, 22:30
    mediator.org napisała:

    > ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
    > pierwsza wpadka - są to dwie różne sprawy, o czym już pisałam, Może zamiast
    > "zjadać zęby" poradź się jakiegoś prawnika? smile
    > Druga wpadka:
    > "Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa"
    > No nie, virtual, po prostu nie. Udowodnienie ojcostwa i nadanie praw
    > rodzicielskich to DWIE RÓŻNE SPRAWY.

    Art. 93.
    §1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.
    §2. Jednakże w razie sądowego ustalenia ojcostwa władza rodzicielska przysługuje ojcu tylko wtedy, gdy przyzna mu ją sąd w wyroku ustalającym ojcostwo. Sąd opiekuńczy może ojcu przyznać władzę rodzicielską także po ustaleniu ojcostwa.

    Myślę, ze ostatnie zdanie z tego artykułu rozwieje wszelkie watpliwości, których nie rozumiem, bo w sumie nie wiem gdzie miałabym popełnic błąd? Moze rozwiniesz?



    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • mediator.org 26.06.10, 13:58
    Wątek stał się kompletnie nieczytelny, ale postaram się...
    Założyłaś błędną teorię (na samym początku), że tata dziecka ma jedynie ustalone
    ojcostwo, zaś nie ma praw, gdyż jest (był) niebezpieczny dla dziecka.
    Po czym, gdy inni wskazali Ci, że nie jest to jednoznaczne, bo są to DWIE RÓŻNE
    RZECZY (ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich)
    i co ja wciąż podkreślam, a czemu Ty nie wiedzieć dlaczego bardzo chcesz
    zaprzeczyć (?) - sama w końcu doszłaś do wniosku, że rzeczywiście tak jest,
    podałaś nawet sensowne argumenty. A więc po raz kolejny "strzelasz sobie gola" i
    good smile
    Stawiasz błędnej tezy, następnie (pod wpływem faktów, które świadczą o Twojej
    pomyłce) zmieniasz je na inną i udowadniasz.
    No, powiedzmy, jest to jakiś sposób na tuszowanie własnych błędów wink)
    Aby efekt był jeszcze lepszy - tworzysz tych tez - historyjek jeszcze ileś i
    właściwie prawie, że sama ze sobą dyskutując wink "sprawdzasz je". Ogólnie masz
    iście ułańską fantazję, jeśli o to chodzi smile

    Cieszę się, że ktoś napisał to:
    "Dodam tylko, że brak praw rodzicielskich lub ich ograniczenie nie zawsze
    świadczy, że dany człowiek jest złym ojcem. U mnie na sprawie rozwodowej, pomimo
    że wnosiliśmy o zachowanie pełnych praw dla nas obojga - sędzina wręcz namawiała
    moją eks, żeby wystąpiła o ograniczenie - "bo tak Pani będzie łatwiej". Jakbym
    miał wredną eks, to pomimo tego, że to ja większość czasu spędzałem z
    dzieckiem,latałem po lekarzach gdy ona się realizowała."

    Bo gdybym ja napisała, że istnieją takie przypadki znowu napisałabyś, że jestem
    nieobiektywna wink

    Jeszcze raz Twoje słowa:
    ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
    napiszę tak już wprost - albo może zrobić to na innej sprawie o nadanie władzy
    rodzicielskiej, gdyż ustalenie ojcostwa to jedno a władza rodzicielska drugie.
    Dlatego napisałam to:
    "już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
    ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual
    chciałaby inaczej. Te Sądy są po prostu nieobiektywne smile)"
    I, jak już sama doszłaś do tego wniosku, brak przyznania władzy rodzicielskiej
    tacie, przy ustaleniu jego ojcostwa nie oznacza, że "złym facetem był i jest".
    Próbowałaś wmówić, że jedno=się drugie (brak władzy rodzicielskiej przy
    ustalaniu ojcostwa=zły ojciec, że jest to jedna sprawa -jedno wynika z drugiego.
    jak ktoś zauważył:
    "Matka może nie chcieć w ogóle ustalać ojcostwa. Pisałem już o
    przypadku mojej koleżanki, która tak świadomie zrobiła. "
    Ojciec też może nie chcieć i praw mieć nie będzie po prostu.
    -Kolejny argument przeciwko Twojej tezie, że "złym ojcem był" gdyż nie ma praw
    rodzicielskich.
    Ogólnie całkiem dobrze idzie Ci dyskusja z własnymi argumentami, zmianą tychże,
    obalaniem jednych, budowaniem drugich, więc myślę, że
    dalej poradzisz sobie sama.
    ja nie mam tyle fantazji wink)
    I już gubię się w tym wątku mówiąc szczerze.

    --
    Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
    Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
    którym współpracuję.
    meeting-point.org
  • pan-kowalski 26.06.10, 22:07
    mediator.org napisała:

    ...
    > I już gubię się w tym wątku mówiąc szczerze.

    Pozwól, że podejmę się wyjaśnić -
    generalnie to chodzi o to, że kilka pierwszoplanowych na Samomamie
    pań w tym równoległym, linkowanym wątku już przesądziło o
    niegodziwych intencjach faceta, a teraz do krucjaty przyłączają
    się kolejni forumowi, dyżurni, wysokiej klasy intelektualiści
    z "gazeta_mi_ płaci" na czele.
    Jako że pytanie i wypowiedzi samej autorki były w istocie dość mocno
    lapidarne, to sztandarowym argumentem postulujących posłanie ojca na
    drzewo / na komisariat w celu złożenia szczegółowych wyjaśnień
    dotyczących jego obecności w Kościele w trakacie
    białego tygodnia / pozostaje tu ten brak władzy rodzicielskiej i
    dlatego Virtual_Moth z zaciętością przedstawia swoje coraz bardziej
    wydumane implikacje faktu tego braku.
    Ten i podobni panowie, którzy z zawinionych i z nie do końca
    zawinionych powodów stracili na dłuższy okres kontakt ze swoimi
    dziećmi pozostaną dla niej jedynie czarnymi charakterami siejącymi
    ferment i czychającymi na spokój matki i dziecka, takich należy
    separować, Howgh - daj spokój, bo w konfrontacji z taką determinacją
    nie masz żadnych szans.
  • virtual_moth 27.06.10, 00:06
    mediator.org napisała:

    > są to DWIE RÓŻNE
    > RZECZY (ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich)

    > uznanie
    > ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY"

    Moze najpierw zdecyduj się czy chodzi Ci o USTALENIE czy UZNANIE ojcostwauncertain Nadal nie otrzymałam odpowiedzi na zadane pytanie, co to znaczy Twoim zdaniem, ze "ustalenie ocjostwa i nadanie władzy to dwie rózne sprawy" i jak to się ma w ogóle do wątkuuncertain Oczywiscie dla wątku nie będzie to miało juz wielkiego znaczenia, ale moze dałoby się np. ustalic kto tu KŁAMIE o czyjejs wiedzy na temat KRiO...

    Próbuję sie domyslic o co chodzi, ale nie mam pojęcia nadal co to znaczy ze to "dwie rózne sprawy". Jesli masz na mysli, że ustalenie ojcostwa i nadanie władzy może odbyc się fizycznie "na dwóch róznych sprawach"
    - zgodnie z podanym przeze mnie art. KRiO sąd MUSI na sprawie o ustalenie ojcostwa orzec co do władzy rodzicielskiej (nadac lub jej nie nadać). Zatem NIE odbywa się to z dwóch róznych pozwów/wniosków na dwóch róznych sprawach, nawet jesli pozew strony wnoszącej nic nie mówi o orzeczeniu władzy, to sąd i tak ją musi orzec. Reasumując - jesli była sprawa o ustalenie ojcostwa, musiało dojsc do orzeczenia w kwestii władzy rodzicielskiej dla ojca NA TEJ SAMEJ SPRAWIE.
    Jesli ojcu nie została nadana władza, to moze on o to wniesć w osobnym wniosku i wtedy jest to juz odrębne postępowanie. Ojciec jak do tej pory z tej mozliwoci nie skorzystał. Nota bene ojciec ma równiez prawo do ustalenia kontaktów nawet nie mając władzy, tez z tego nie skorzystał co ma KLUCZOWE znaczenie dla odbioru jakosci jego ojcostwa, nawet jesli przyjmiemy wszekie gdybania na jego korzysc jako jedyne mozliwe.


    Rzeczywiście tez wszystko Ci się pomyliło. Napisałam, że ojciec BYĆ MOŻE działał na szkodę dziecka (krzywdzenie go), kiedy jeszcze nie znalismy wczesniejszych postów autorki, czyli zanim dowiedzielismy się, że władza ojcu nie została ODEBRANA, tylko NIE NADANA. Nadal jednak to nie wyklucza mozliwości, że ojcu nie została nadana władza, bo działał na szkodę dziecka, choć jest to małoprawdopodobne.

    W dyskusji z z_mazur, kiedy jeszcze rozprawialismy z jakich to przyczyn ojcu mogła zostac odebrana władza SAMA przytoczyłam 2 inne powody (bo tak wynika z KRiO) tego odebrania władzy, łącznie z niezawinionym (odległosć), nigdy zatem nie upierałam się przy teorii, że ojciec MUSIAŁ NA PEWNO dziecko krzywdzic. Najbardziej prawdopodobnym wydawało mi się "zwyczajne" olanie dziecka, czyli rażące zaniedbanie obowiazków (a dla mnie to tez krzywdzenie), potem wkroczyłaś Ty z "dogadaniem się" rodziców. Ta dyskusja juz jednak nie miała znaczenia, skoro okazało się, ze władzy rodz. nie nadano na sprawie o ustalenie ojcostwa, co troche zmienia postac rzeczy.

    Cytowany przez Ciebie fragment, gdzie ktos mówi, że "dogadał się" na ograniczenie władzy - no ja nie wiem jak to w ogóle moze stanowic wartosc w tej dyskusji. OGRANICZENIE władzy to kompletnie co innego niż BRAK władzy, są zupełnie inne skutki i nie ma az tak negatywnego wydzwięku dla rodzica, więc co innego dogadac się na ograniczenie, a co innego na kompletny brak mozliwosci decydowania o dziecku nawet w najdrobniejszej sprawie. Po prostu nie ma czego porównywaćuncertain

    Co do mojego "przyznawania racji" to myslę, że własnie po to jest ta dyskusja? Piszemy, żeby się przekonywac, dyskutowac, WYMIENIAC informacjami, a nawet WSPÓLNIE do czegos dojsc, a nie murem okopywac sie na swojej pozycji? No ale z tego co widzę, innej mozliwosci pani mediator nie przewidujesmile Dyskusja z braniem pod uwagę zdania innej osoby (mediacja?), rozwijanie swojego zdania pod wpływem innych osób jest tylko "strzelaniem sobie wgola" smile)) No i last but not least - nie wiem dokładnie gdzie popełniłam tę zbrodnię, czyli gdzie przyznałam komus rację, oprócz kwestii wykluczenia przyczyn "działania na szkodę dziecka" przy ODEBRANIU władzy, jako ze nie było zakazu kontaktów (wspomnę tylko na marginesie, ze zgodziłam się tylko dla uproszczenia sprawy, poniewaz nawet przy działaniu na szkodę dziecka sąd wcale NIE MUSI wydawac postanowienia o zakazie kontaktów, ale pominmy to, bo to raczej mało prawdopodobne).

    Przypominajac koncowe tory dyskusji. Na koniec doszło do przypuszczenia, ze ojcostwo zostało ustalone dopiero PO 2004 roku na wniosek ojca (dopiero wtedy prawnie mógł), bo mamusia ZŁA BYŁA i nie zgadzała się ani na uznanie, ani na ustalenie az do tamtej pory. Skomentowałam to tylko opisem pewnej historyjki, ale chyba mało kto zrozumiał aluzjęsmile Dodam zatem na koniec, że ze wszelkich mozliwych teorii majacych wykazać, ze to mamusia jest zła ta mnie rozbawiła najbardziejsmile Facet zatem składa pozew o ustalenie ojcostwa, a w wyroku sąd NIE NADAJE mu władzysmile Totalne kuriozum. Juz za samą inicjatywę ma wielkiego plusa - obchodzi go dziecko i nawet 3 lata nieuregulowanej syt. prawnej nie spowodowały, ze zapomniał o dziecku). Same badania DNA dowodzące ojcostwa są dowodem, ze mamusia była zła, nie zgadzała się na uznanie lub sądowne ustalenie, a ojciec był poszkodowany, jako ten, któremu przeciez zalezało. Wszystko działa na korzysc ojca na takiej sprawie, a tu niby nie dostaje władzysmile))
    Ta teoria mnie rozbawiła po prostu. Zamiast wziać najbardziej prawdopodobną wersję wydarzen, forumowicze przescigają się w wymyslaniu coraz to dziwaczniejszych konfiguacji, aby tylko znalezc W MATCE WINĘ. Ja w sumie nie mam nic przeciwko. Na takim forum samodzielna mama trole w argumentację się nie bawią, MATKA ZAWSZE JEST ZŁA z deafultu.

    Czepiasz się mojego sposobu prowadzeni dyskusji, tak, ostatnie posty to raczej monologi, nikt nie dyskutuje ze mną merytorycznie, moze oprócz kowalskiego, który zna prawo (no w ostatnim poscie poleciał niemerytorycznie całkiemwink. Od Ciebie wyciagam wrecz wyjsnienia, bez skutku.

    Co do Twojego "pogubienia się" obawiam sie, że nastąpiło nie z powodu długości wątku, tylko braku ELEMENTARNEJ wiedzy na temat KRiO w kwestii ustalania ojcostwa, uznania dziecka, władzy rodzicielskiej. Świadczy o tym język jakim się w tych kwestiach posługujesz (mylenie pojęć ustalenie i uznanie ojcostwa, posługiwanie się wyrazeniem "nie posiadanie praw"). Od pewnego momnentu bez tej wiedzy nie sposób ogarnać o co chodzi w tej dyskusji.

    Nie czuj się w obowiazku odpowiadac na cały ten post, wyjasnij mi jak krowie na rowie (załóżmy, że wymysliłam sobie, że mam jakiekolwiek pojęcie o KRiO), jak chłopu wioskowemu, co miałas na mysli mówiac "uznanie ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY" i w kontekscie CZEGO, bo posługujesz się tym jako koronnym argumentem, a ja nawet nie wiem jak z tym dyskutowac.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick T
  • z_mazur 27.06.10, 04:02
    > Nota bene ojciec ma równiez prawo do ustalenia kontaktów nawet nie > mając władzy, tez z tego nie skorzystał co ma KLUCZOWE znaczenie
    > dla odbioru jakosci jego ojcostwa, nawet jesli przyjmiemy wszekie > gdybania na jego korzysc jako jedyne mozliwe.

    A cóż jest w tym takiego KLUCZOWEGO? Skoro ojciec do tej pory widywał się z dzieckiem? Wyobraź sobie, że ja też nie mam ustalonych kontaktów z moją córką. Idąc Twoim torem myślenia jestem fatalnym ojcem. smile))))

    Muszę się jednak zgodzić z opinią Kowalskiego.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • virtual_moth 27.06.10, 09:17
    z_mazur napisał:


    > A cóż jest w tym takiego KLUCZOWEGO? Skoro ojciec do tej pory widywał się z dzi
    > eckiem? Wyobraź sobie, że ja też nie mam ustalonych kontaktów z moją córką. Idą
    > c Twoim torem myślenia jestem fatalnym ojcem. smile))))

    No ale Tobie zdaje się matka nie utrudnia spotkań z dzieckiem? Przeciez od tego wszystko się zaczęło: ojciec niekoniecznie zły, bo pewnie matka od poczatku chce go nie dopuscic do dziecka i pewnie tylko taki jest powód jego marnego ojcostwa. To ja się własnie pytam, dlaczego on jeszcze nie ma ustalonych kontaktów? W jednym z postów autorka nawet żali się, że jej groził, ze o takie kontakty wystąpi no i co? Nico. Facet robi jakies dziwne podchody i tyle.

    Ja uwazam, wiele na to wskazuje, że było typowo: sporadyczne kontakty, których matka nie utrudniała (mogła całkowicie je zablokowac lekkim twistem, jednak mamy info, ze jednak jakies się odbywały), zapewne coraz rzadsze lub znikanie ojca na rok/dwa/trzy i powracanie, co odbijało się negatywnie na psychice dziecka. Autorka pisze:
    "nie wiesz co przez niego ja i dziecko przeszło"
    "potrafił przychodzić do dziecka przez pare miesięcy a później znikał zupełnie z jego życia nawet nie dzwoniąc"
    "zaczął nastawiać dziecko przeciwko mnie, po prostu
    mówi mu złe rzeczy o mnie"
    "wydaje mi że coś z nim nie tak, mówi dziecku że pod
    drzwiami jest szpieg"
    "Ojciec mojego dziecka jest trochę nieobliczalny w działaniach"

    Potem juz wiemy - matka nie chce juz tej huśtawki, woli dla dziecka brak ojca niz znikajacego. Uczucia dziecka (niechęć) wcale nie muszą wynikac z tego, ze mamusia je nastawia, dzieci mają swój rozum. Zwykle zaczynają rozumiec o co chodzi, gdy dochodzacy rodzic wiele obiecuje, a potem ulatnia się jak kamfora bez słowa.

    Wymyslanie małoprawdopodobnych wersji wydarzen, byle tylko podkreslic, iz to pewnie matka jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy uważam za interesujące i warte dyskusji, jednak są jakies granice absurdu (vide koncepcja, ze to tatus występił po 2004 roku o ustalenie ojcostwa, oczywiscie nie otrzymując władzytongue_out).


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 27.06.10, 11:05
    > Autorka pisze:
    > "nie wiesz co przez niego ja i dziecko przeszło"

    Tia, no rzeczywiście wiemy tu wszystko.

    > "potrafił przychodzić do dziecka przez pare miesięcy a później znikał zupełnie
    > z jego życia nawet nie dzwoniąc"

    Wiemy na jak długo? Nie padają żadne konkrety.

    > "zaczął nastawiać dziecko przeciwko mnie, po prostu
    > mówi mu złe rzeczy o mnie"
    > "wydaje mi że coś z nim nie tak, mówi dziecku że pod
    > drzwiami jest szpieg"
    > "Ojciec mojego dziecka jest trochę nieobliczalny w działaniach"

    Tiaaaa, a to wszzystko pisze kobieta, która sama przyznaje, że od dłuższego czasu ma depresję. Która w każdej z tych dyskusji przyciśnięta do muru pytaniami o szczegóły unika odpowiedzi. Dla mnie na przykład, to wskazuje, na brak z jej strony konkretnych argumentów, które gdyby były to ojciec już od dawna miałby zakaz konktaktów.

    W całej tej dyskusji chodziło o to, że z tych paru postów autorki nie da się wysnuć niczego ponad to, że ojciec nie jest jakimś specjalnie kryształowym wzorcem, ale też NIE MA bezpośrednich podstaw, żeby uznać, że jego obecność jest w jakiś sposób szkodliwa dla dziecka, co dla Ciebie jest oczywiste i cały czas starasz się to udowodnić.

    A skoro nie ma bezpośrednich podstaw, to nie ma co tego zakładać i tyle. Mnie żaden z Twoich argumentów nie przekonał.

    I dla Ciebie stwierdzenie, że w takiej sytuacji, skoro ojciec nie jest może kryształowy, ale jest, to kombinowanie jak go wyrugować z życia dziecka jest błędem, traktujesz jak jakieś kosmiczne obwinianie matki o cokolwiek. Nikt tu nie mówił, że coś jest winą matki, tylko że postawa którą teraz przyjmuje nie jest dobrym wyjściem z sytuacji i tyle.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • virtual_moth 27.06.10, 19:04
    z_mazur napisał:

    > NIE MA bezpośrednich podstaw, żeby uznać, że jego obecność jest w ja
    > kiś sposób szkodliwa dla dziecka,

    A czy jego NIEOBECNOSĆ nie jest szkodliwa? Tak, napiszesz, że "kontakty były"... Imo jesli pojawiła sie u dziecka potrzeba ojca zastępczego to te kontakty albo szkodziły dziecku, albo były zdecydowanie za rzadkie. Nie upieram się tez przy koncepcji, ze ojciec stricte szkodził dziecku - w sensie molestował, bił, nie karmił, wyzywał itd, nie ma większych podstaw poza słowami matki, które az tak źle ojca nie opisują. Uwazam, jednak, że nieobecnosc ojca ma podobnie złe skutki dla dziecka jak to, ze ten ojciec je krzywdzi. O ILE nie ma DOBREGO wzorca ojca w poblizu, przy czym odległy wujek czy ojciec pojawiajacy się 2 razy na rok lub opiekujacy się "skokami" nie spełnia tej roli, to musi byc ktos zyjacy z dzieckiem na co dzien i okazujacy mu UCZUCIE. I naprawdę nie musi to byc chodzacy ideał, wszyscy popełniają błędy.


    > to kombinowanie jak go wyrugować z życia dziecka jest błęde
    > m, traktujesz jak jakieś kosmiczne obwinianie matki o cokolwiek. Nikt tu nie mó
    > wił, że coś jest winą matki, tylko że postawa którą teraz przyjmuje nie jest do
    > brym wyjściem z sytuacji i tyle.

    Dlaczego nie jest dobrym wyjsciem z sytuacji? Ojciec zawalił na tyle, że byle gacha matki dzieciak traktuje jak ojca, więc nie wiem dlaczego ktokolwiek miałby się nad nim litować, zwłaszcza ze dziecku zdaje się krzywda nie dzieje. Nowy tatus pojawił się pewnie w przerwie w kontaktach, z wątków autorki wynika ze jakies 2-3 lata temu, więc dzieciak był na tyle duzy, że spokojnie kojarzy kto jest jego biologicznym ojcem. Obawiam się, że to niestety biologicznemu musi wystarczyc, poki dziecko samo nie będzie chciało z nim kontaktów. A matka niczego nie musi.


    --
    Do you know what Nemesis means? A righteous infliction of retribution manifested by an appropriate agent. Personified in this case by an 'orrible cunt... ME.
    Brick Top
  • z_mazur 28.06.10, 01:12
    > Dlaczego nie jest dobrym wyjsciem z sytuacji? Ojciec zawalił na tyle, że byle
    > gacha matki dzieciak traktuje jak ojca.

    Ech kobiety. smile)))
    Dziecko pewnie boi się, że skoro straciło już ojca, a mamusia jest taka szczęśliwa, że ono traktuje gacha jak ojca, to żeby matki nie rozczarować i też nie stracić, zrobi wszystko, żeby tylko była jeszcze szczęśliwsza, nawet zaprze się ojca.

    Gdyby matka o czym już pisałem wcześniej zachowała neutralność i nie wpadła na pomysł ZASTĘPOWANIA ojca gachem, pewnie nie byłoby problemu z kontaktem z ojcem, a tak teraz dziecko jest rozdarte, ale o tym już pisałem jakieś 300 postów temu. Wystarczyło zachować odpowiednią rolę w życiu dziecka nowego partnera. Może być pozytywnym wzorcem, wcale nie zastępując ojca. 9 latek spokojnie poradziłby już sobie z taką sytuacją. Ja rozumiem, że 4 latkowi trudno byłoby wytłumaczyć że ojciec to ojciec, a "jurek" to "jurek", ale nie w tym przypadku.

    Jakoś mi ten wizerunek fatalnego ojca nie pasuje do sytuacji w której ojciec wie o komuni dziecka i przybywa na nią. Ojcowie którzy mają dziecko w dupie, takie okazje również (a nawet szczególnie) mają w dupie. Na dodatek płacąc alimenty przesyła jeszcze co miesiąc list z dodatkowym kieszonkowym. Na tym forum 50% kobiet skarży się na ojców nie płacących alimentów, a ten jeszcze przejawia własną inicjatywę, rzeczywiście jest beznadziejny.

    Ale Ty już teraz tak się okopałaś na swoim stanowisku, że pewnie się nie porozumiemy.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • kontopremiumizelkazaglowe 28.06.10, 10:13
    a gdzie autroka napisala, ze miesiac w miesiac placil alimenty. komunia to zaden argument znam bliski przypadek, ze ojciec sie pojawil na komuni po 5 latach.

    "Dziecko pewnie boi się, że skoro straciło już ojca, a mamusia jest taka szczęśliwa, że ono traktuje gacha jak ojca, to żeby matki nie rozczarować i też nie stracić, zrobi wszystko, żeby tylko była jeszcze szczęśliwsza, nawet zaprze się ojca."

    czlowieku dlaczego ty albo zwalasz zawsze na matke albo na dziecko. oczywiscie jesli dziecko jest szczesliwe w tej sytuacji to zaraz powiesz ze powinno udac sie do psychologa bo tak byc nie moze. tak gdy ojciec pojawia sie i znika, nie odtrzymuje obietnic to dziecko ma prawo tutuowac ojcem kogos kto wszedl w role jego ojca. czy ci sie to podoba czy nie smilesmilesmile pewnie nie daje ci to spac ale tak, bylo jest i bedzie smile i wiele dzieci bedzie szczesiwych w tym ukladzie. naprawde przezabany jestes w tej calej dyskusji jakbys chcial zmienic rzeczywistos nie dociera do ciebie ze twoje projekcje o zlym gachu matce i nieszcesliwym dziecku sa tylko projekcjami. na dodatek porownujesz ta sytuacje do sytuacji rodzin marynarzy czy rybakow co jest wielka obraza dla tych rodzin. w takich rodzinach dziecko doskonale wie ze tata przyjedzie tego i tego dnia i czym jest to spowodowane. nie sadzisz chyba, ze matka tatusi znikacjacego punktu bedzie tlumaczyc ojca jesli sama nie wie co sie z nim dzieje.
    trzeba pokazywac dziecku ze takie 'tatusiowanie' jest zle bo potem samo zalozy rodzine i bedzie myslo ze to jest ok traktowac w ten sposob dziecko a corka za to przyjmie role ofiary, ktora bedzie kochac meza mimo zdrad i innych krzywd. bedzie miala wpojone ze mozna kochac i nieszanowac, znikac bez slowa nie bedzie rozumiala, ze opewne rzeczy sie wykluczaja tylko przyjmie postawe taka jak ty chcialbys zeby wszyscy przyjeli w stosunku do ojca - nie wazne co robi to jest MOJ MAZ.
  • z_mazur 28.06.10, 10:31
    > Naprawde przezabany jestes w tej calej dyskusji jakbys chcial
    > zmienic rzeczywistos nie dociera do ciebie ze twoje projekcje o
    > zlym gachu matce i nieszcesliwym dziecku sa tylko projekcjami.

    Dla mnie tak samo zabawne (chociaż może to nie najszczęśliwsze słowo
    w kontekście tej sytuacji) jest wysnuwane na podstawie tych nikłych
    przesłanek przekonanie o szkodliwym wpływie ojca na dziecko.

    I nigdzie nie napisałem że gach jest zły, wręcz przeciwnie
    podkreśałem, że być może jest dobrym wzorcem, zastrzeżenia moje
    dotyczą jego przejmowania roli ojca w momencie gdy ojciec jest.

    Te dziecko teraz pozornie szczęśliwe ma gwarantowane w przyszłości
    rozterki, czy nie zdradziło ojca, nie zaparło się, poczucie winy z
    tego powodu i złość na ojca, że dopuścił do takiej sytuacji, czyli
    kupę problemów emocjonalnych. To nie adoptowany kilkulatek, z
    nieobecnym ojcem, który będzie traktował innego faceta jak rodzonego
    ojca, dopóki gdzieś przypadkiem nie dowie się, że to jednak nie jest
    jego rodzony ojciec i przejdzie nad tym do porządku dziennego.

    Przezabawne, to jest przekonanie, że można dziecku wykreować
    wirtualny idealny świat oderwany od rzeczywistości.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • only.elvie 28.06.10, 12:23
    z_mazur napisał:
    > Te dziecko teraz pozornie szczęśliwe ma gwarantowane w przyszłości
    > rozterki, czy nie zdradziło ojca, nie zaparło się, poczucie winy z
    > tego powodu i złość na ojca, że dopuścił do takiej sytuacji, czyli
    > kupę problemów emocjonalnych

    I znów WMAWIANIE problemów emocjonalnych dzieciom. WMAWIANIE i ZMUSZANIE do lojalności wobec człowieka, którego nie ma bo 'biologicznemu ojcu się należy'.

    Otóż rozczaruję Cię. W momencie, gdy ojciec jest nieobecny w życiu dziecka emocjonalnie a tym bardziej dodatkowo fizycznie nie wytwarza się WIĘŹ. Dziecko po prostu emocjonalnie nie ma ojca. Wiem - ciężko Ci to przełknąć ale tak właśnie jest. I dla dziecka jest to NATURALNE.

    Natomiast to co postulujesz - 'konflikt wewnętrzny' NIE WYSTĘPUJE dopóki nie WMÓWI się dziecku, że POWINNO kochać/szanować/wielbić tamtego człowieka, którego nie zna i z którym nie wiążą się ŻADNE EMOCJE. Właśnie tak jak piszesz - kiedy zaczyna się dziecko bombardować informacjami, że 'skoro to jest Twój biologiczny ojciec to powinieneś bo kochać, być lojalnym etc.'. I wtedy jest konflikt wewnętrzny między tym co dziecko czuje a tym co otoczenie takie jak Ty wmawia mu, że POWINNO CZUĆ.
  • z_mazur 28.06.10, 13:26
    > Natomiast to co postulujesz - 'konflikt wewnętrzny' NIE WYSTĘPUJE
    dopóki nie WM
    > ÓWI się dziecku, że POWINNO kochać/szanować/wielbić tamtego
    człowieka, którego
    > nie zna i z którym nie wiążą się ŻADNE EMOCJE.

    Ale kto tu postuluje jakiekolwiek wmawianie czegokolwiek?
    Ojciec jest jaki jest i nie ma dziecko co oszukiwać, ale jest i
    zawsze nim pozostanie. Niech sobie samo wyrobi opinię na jego temat,
    a nie żyje w przekonaniu, że można zakląć trudną rzeczywistość
    nazywając ją sobie dowolnie. I dziecko właśnie wtedy nie ma
    konfliktów bo widzi, że bycie ojcem nie powoduje jednocześnie, że
    się jest dobrym opiekunem i odwrotnie, że można być dobrym opiekunem
    nie będąc jednocześnie ojcem.

    A tak to Tworzy dziecku wirtualną rzeczywistość, że tatuś musi być
    dobrym człowiekiem. A to nie prawda, bo ojcem można być lepszym,
    albo gorszym, ale trzeba się o to postarać. Takie życzeniowe
    myślenie i kłopoty w dorosłym życiu gotowe.

    Zresztą to widać na Twoim przykładzie. Dla Ciebie ojciec, to musi
    być kryształowa postać, a to bzdura. Ojcowie to są ludzie, są lepsi
    i gorsi, a nie tylko dobrzy. I te rozdwojenie powoduje u Ciebie
    problem z akceptacją, że ojciec to ojciec. Może z tej roli
    wywiązywać się dobrze, może fatalnie, co nie zmienia faktu, że ojcem
    jest. Uszczęśliwianie tego dziecka nowym tatusiem już w tej chwili
    już problemy w kontaktach z ojcem, których jakoś przez kilka lat nie
    było, a w przyszłości pewnie spowoduje takie same problemy z
    akceptacją pewnych faktów, jakie masz Ty.

    Nie dziwię Ci się, że tak uparcie bronisz swojego stanowiska.
    Przyznanie mi racji zmusiłoby Cię do skonfrontowania się ze swoimi
    demonami. Że być może Twój ojciec był kiepskim ojcem, ale nim jest i
    zawsze pozostanie. Możesz czuć do niego złość i żal, ale możesz mu
    to też wybaczyć i pozbyć się tej złości, a nie udawać, że to nie
    jest Twój ojciec, bo nie był wystarczająco dobry.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • only.elvie 28.06.10, 13:39
    z_mazur napisał:
    > Nie dziwię Ci się, że tak uparcie bronisz swojego stanowiska.
    > Przyznanie mi racji zmusiłoby Cię do skonfrontowania się ze swoimi
    > demonami.

    Dlaczego atakujesz AD PERSONAM? Skończyły się argumenty merytoryczne? Tobie wolno? Siebie też zaliczasz do 'równiejszych'? Pan i władca na forum? Dlaczego łamiesz ustalone przez siebie zasady?

    Stać Cię tylko na tyle, żeby osobom o innych poglądach wpierać 'demony'?
  • z_mazur 28.06.10, 13:43
    > Dlaczego atakujesz AD PERSONAM? Skończyły się argumenty
    merytoryczne? Tobie wol
    > no? Siebie też zaliczasz do 'równiejszych'? Pan i władca na forum?
    Dlaczego łam
    > iesz ustalone przez siebie zasady?
    >
    > Stać Cię tylko na tyle, żeby osobom o innych poglądach
    wpierać 'demony'?

    Posługiwałaś się swoim przykładem w argumentacji, odniosłem sie do
    tego argumentu. Nie miałem zamiaru Cię dotknąć.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • only.elvie 28.06.10, 14:20
    z_mazur napisał:
    > Posługiwałaś się swoim przykładem w argumentacji, odniosłem sie do
    > tego argumentu. Nie miałem zamiaru Cię dotknąć.

    Nie dotknęło mnie raczej rozbawiło, że po raz kolejny nie potrafiąc nic merytorycznego napisać atakujesz personalnie. Do tego atakując chybisz bo akurat specjalista żadnych 'demonów' u mnie nie stwierdził. No ale ten fakt nie pasuje do teorii z_mazur więc tym gorzej dla faktu big_grin big_grin big_grin
  • kontopremiumizelkazaglowe 28.06.10, 14:24
    nie no co ty. co to za specjalista byl co to obala teorie mazura. mazur jest jak ci katotalibowie z forum frondy. jak sie pojawi nota, ze pigulki antykoncjepcyjne redukuja ryzyko raka trzonu macicy to zaraz sie zaczyna nagonka o tendencyjnych badaniach ale gdy pojawiaja sie doniesienia o slepnieciu od masturbacji ( czy cos rownie naukowego) to autor badan wiarygodny jest bez mrugniecia okiem.
  • kontopremiumizelkazaglowe 28.06.10, 13:43
    A tak to Tworzy dziecku wirtualną rzeczywistość, że tatuś musi być
    dobrym człowiekiem. A to nie prawda, bo ojcem można być lepszym,
    albo gorszym, ale trzeba się o to postarać."

    hahaha kto ma sie postarac by byl dobrym czlowiekiem ? matka czy syn

    no dobra tylko ze jak jest tym gorszym to mozna go olac bo po co komu taki gorszy ojciec? nie chce gorszego to i sie z nim nie spotyka. meza tez mozna miec gorszego? i co moze tkwic w tym malezenstwie ? w imie czego? widze, ze sytuacja, w ktorej dziecko nie chce ojca elektrona nie miesci ci sie w glowie. no bo jak to tak ojciec moze byc do kitu bawic sie toba ale to jest twoj ojciec i masz go czcic w pamieci. a potem w doroslym zyciu wybaczyc mu i opiekowac sie na starosc bo taki z mazur ma taka wizje. sam boi sie poswiadomie ze dziecko na starosc kopnie go w dupe.
  • z_mazur 28.06.10, 13:49
    > hahaha kto ma sie postarac by byl dobrym czlowiekiem ? matka czy
    syn

    A czy ja coś takiego napisałem?

    smile)))))))))

    Ależ ja rozumiem, że dziecko może nie chcieć kontaktu z takim ojcem,
    ale nie na zasadzie, bo ma już lepszego tatusia. I tyle.

    A przykład z małżonkiem, jest w sumie dobry, czyli Ci faceci, którzy
    odchodzą do lepszej kobietki, bo ta poprzednia jest gorsza,
    postępują właściwie? smile))))) To o co tu tyle wrzawy na forum przy
    takich okazjach. W sumie to rzeczywiscie fajna rzecywistość, jak
    sobie można ludzi dowolnie zastępować jak nam nie pasują. smile)))
    Rzeczywiscie świetny wzorzec dla dziecka. smile))))))

    Życze powodzenia w takim wychowywaniu dzieci. smile))))))

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się
    zdobić wink))
  • kontopremiumizelkazaglowe 28.06.10, 14:21
    no ja mowie o takim mezu jak ojcu. czyli takim co sie pojawia i znika nie widomo kiedy i ma wiele innych niezidetyfikowanych zajec lepszych od zony i syna big_grin

    Ależ ja rozumiem, że dziecko może nie chcieć kontaktu z takim ojcem,
    ale nie na zasadzie, bo ma już lepszego tatusia. I tyle."

    dziecko moglo nie chcec ojca zanim poznalo lepszego tatusia. ale zaraz ty masz na to gadke, ze dziecko nie wie co jest dla niego najlepsze i ma sie zmuszac do ojca elektrona. a moze wycofujesz sie z tego : ? i cos tam jeszcze bylo o konsekwencjach w doroslym zyciu czyli poczuciu winy ze sie kopnelo elektrona w dupe big_grinbig_grinbig_grin
  • only.elvie 28.06.10, 14:46
    z_mazur napisał:
    > A przykład z małżonkiem, jest w sumie dobry, czyli Ci faceci, którzy
    > odchodzą do lepszej kobietki, bo ta poprzednia jest gorsza,
    > postępują właściwie? smile)))))

    Ja też uważam, że przykład z małżeństwem jest dobry. Wyobraźmy sobie parafrazę wątku:
    'Od 9 lat jestem żonaty. Kontakty z moją żoną są nieregularne - czasem pojawia się na kilka miesięcy potem znika bez słowa. Nie można na niej polegać, robi tylko to co chce. Od roku pisze tylko list raz w miesiącu. Jakiś czas temu poznałem fajną kobietę, rozumiemy się, wspiera mnie. Od jakiegoś czasu żyjemy jak mąż i żona. Chciałbym z nią ułożyć sobie życie. Jednak niedawno znów pojawiła się moja ślubna. Nie wiem czy chce zostać czy nie - znów pojawia się od czasu do czasu.

    No i co poradzić takiemu człowiekowi?
    a) rozwiedź się i ułóż sobie życie
    b) jak w ogóle śmiesz myśleć i innej - jesteś winny lojalność prawowitej żonie 'nie zależnie co'?
  • a1ma 28.06.10, 15:07
    Problem w tym, że nie istnieje coś takiego jak "ex-ojciec", z tej relacji
    wypisać się nie da.

    --
    chez alma
  • only.elvie 28.06.10, 15:15
    a1ma napisała:
    > Problem w tym, że nie istnieje coś takiego jak "ex-ojciec", z tej relacji
    > wypisać się nie da.

    Z tej RELACJI wypisać się nie da? Jak to? A człowiek, który w momencie
    dowiedzenia się o ciąży lub później znika raz na zawsze z horyzontu to co? Jest
    'W RELACJI' z dzieckiem?

    Chyba mamy różne pojęcie 'relacji'.