Dodaj do ulubionych

nie chce mi się żyć:-(

17.07.10, 17:42
Mam 31 lat, w domu 3 tygodniowe dziecko, od konca maja w moim malzenstwie pojawil sie ogromny kryzys. Moj maz wczoraj sie wyprowadzil. Wczesniej bylismy razem 8 lat i bylismy idealnym malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze okazywal mi najpiekniejsze uczucia. az tu nagle taki kryzys ...
Wiem, ze pojawila sie inna kobieta, bo wynajelam detektywa i dostalam zdjecia meza obejmujacego mloda kobiete.
Nie wiem co robic - rozwod? Wczoraj maz prosil, abym wstrzymala sie jeszcze z rozwodem, bo twierdzi ze dzialam w emocjach. Nie wiem co robic? Zycie stracilo dla mnie senssad
Obserwuj wątek
    • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 18:01
      tesknotazabija napisała:

      > Wczesniej bylismy razem
      > 8 lat i bylismy idealnym malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze
      > okazywal mi najpiekniejsze uczucia.


      Taki kryzys nie pojawia się, kiedy jest idealnie.
      Nawet łatwej okazji jest się mężczyzna bez trudu
      powstrzymać, jeśli w domu ma swój ideał.






      > Nie wiem co robic - rozwod? Wczoraj maz prosil, abym wstrzymala sie jeszcze z r
      > ozwodem, bo twierdzi ze dzialam w emocjach.




      Na pewno nie ma co się spieszyć z rozwodem. Na to zawsze przyjdzie czas i jest
      to ostateczność. Warto się
      zastanowić, co było nie tak, że doszło do czego doszło. Idealnie na pewno nie
      było, jak twierdzisz, na pewno nie jemu.



      --
      http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
      God is my Lord. I`m Lord.
    • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 18:30

      tesknotazabija napisała:

      od konca maja w moim malzenstwie pojawil sie ogromny kryzys. Moj maz wczoraj sie
      wyprowadzil.

      Mymy polowe lipca, jezeli juz sie wyprowadzil to znyczy, ze trwalo to troche
      dluzej, czegos nie zauwazylas.

      Co robic? nie masz wielkiego wyboru chyba musisz zaakceptowac swoja sytuacje a z
      rozwodem sie nie spiesz zawsze zdazysz. Malzonek powinien zabezpieczyc Was
      finansowo.

      Mysle, ze to malenstwo to dobre zajecie na troski i bol. Odganiaj od siebie
      smutek jak tylko mozesz a milosc.. wiem jak to boli z czasemi bedzie troche lepiej.

      Facet okazal sie draniem , zalozyl rodzine i poszedl w diably. Sama widzisz ile
      byl wart. Osiem lat cieplych slowek nic nie kosztowalo a teraz w obliczu
      obowiazkow okazal sie nikim.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 20:08
        Mąż nie musi mnie zabezpieczać finansowo, bo bardzo dobrze zarabiam i
        sobie poradzę.
        Nie poradzę sobie natomiast emocjonalniesad Po prostu sobie nie
        poradze. Kocham go tak mocno, ze nie potrafie o niczym innym myslec.
        Brakuje mi go przeogromnie. Czuje wszedzie jego zapach. Mam wrazenie,
        ze zwariujesad


        • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 21:47
          tesknotazabija mam dla Ciebie cos:

          przetwornik.blox.pl/2008/01/jakich-kobiet-sie-nie-zdradza.html
          Ciekawe jest zakonczenie. Wiem co czujesz przechodzilem to poltora roku temu.
          Tez myslalem, ze zwaruje. Masz kase to wyjedz gdzies.

          Trzymanie!
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:33
            Może faktycznie powinnam gdzieś na jakiś czas wyjechać? Dom w ktorym
            jestem wzbudza same wspomnienia i emocje. Jestem kompletnie sama z
            malusienkim dzieckiem i nie mam juz sily plakacsad
            Dodam, ze maz wyprowadzil sie tylko na ten okres, kiedy mieszkam w jego
            mieszkaniu. We wrzesniu musze sie przeprowadzic do wlasnego mieszkania,
            bo tego sobie zazyczyl.

            • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 23:11
              zmiana "tapet" bardzo dobrze robi. Wiem jak boli ale najlepsze dla Ciebie jest szybko cos zmienic dla siebie, wyjazd, nowe mieszkanie i tak Cie to nie minie. Powoli wygrzebiesz sie. Ja tez plakalem, chlalem
              i cierpialem ,za dwa tygodnie mamy rozwod i chce aby odbyl sie szybko.

              "Moja" odeszla wraz ze synem wiec cierpialem podwojnie. Wszystko wowczas stracilo dla mnie sens ale powoli podnosze sie.

              Ci ktorzy odchodza chyba wiedza o tym co chca zrobic ci zostawiani na te wiadomosc doznaja szoku zostajemy z nasza zraniona miloscia
              ale kogo to obchodzi. Masz dziecko to najwiekszy skarb i zrodzony z milosci.

              Wietrzylem mmieszkanie bo tez czulem jej zapach perfumu, po roku rozstalem sie z "pamiatkami" po niej resztki niezabranych rzeczy i urzadzam sie powoli po swojemu.

              Ale niestety bolu nikt nie moze Ci odjac musisz przejsc "zalobe" po stracie bliskiej osoby.

              Zycze Ci powodzenia i sil. Mysl duzo o sobie i o dziecku ono czuje Twoj smutek.
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:08
                Dziękuję za wszystkie słowa. Dzisiaj wyszłam pierwszy raz z domu. Pojechałam z maluszkiem na zakupy. Myslałam, ze poprawie sobie humor, a ja sie tylko zdolowalam. Wszedzie usmiechniete pary, rodziny z dziecmi, a ja sama z moim ukochanym synkiem. I tak juz pewnie bedzie zawszesadn
                Dodam jeszcze ze moj syn jest doslownie mala kopia mojego meza. Wszyscy mi mowia, ze to ironia losusad

                • freeeeee Re: nie chce mi się żyć:-( 29.01.11, 23:15
                  Jakiś rok temu przeżyłam coś podobnego. Tylko, że moja córka miała 16 m-cy. Rozumiem Twój ból i cierpienie. Niestety to będzie jeszcze bardzo długo bolało. Szczególnie, że tak jak w moim przypadku Ty bardzo go kochasz. Co Ci mogę doradzić? Na pewno to, żebyś (choć to b. trudne) skupiła się na swoim dziecku. Może trudno Ci w to teraz uwierzyć, ale ono jest dla Ciebie największym szczęściemsmile Facet naprawdę się nie liczy. Musisz być dla niego silna i ja wierzę w to, że dasz sobie emocjonalnie radę!!! Nie jesteś pierwsza ani ostatnia, która znalazła się w takiej sytuacji (ja takie słowa też usłyszałam) i NA PEWNO DASZ RADĘ!!! UWIERZ W TO!!!
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.01.11, 20:58
                    Dziękuję za Twoje słowa. Od czasu kiedy założyłam tutaj swój wątek minęło kilka miesięcy i dzisiaj czuję się zupełnie inaczej. I dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że przeżyć można wszystko. Jak zakładałam ten wątek to naprawdę myślałam, że zwariuję, że ja nie potrafię żyć bez człowieka, którego darzyłam uczuciem wyjątkowym. Myślałam, że oszaleję, a jednak nie zwariowałam, funkcjonuję normalnie. Kocham mojego synka przeogromnie, buduje mu fajny, wesoły, pełen przyjaznych ludzi świat i czekam na to co mi jeszcze los przynesiesmile
                    Serdecznie pozdrawiam,
                    Tęsknota
    • tully.makker Nie cenie Milskiej Wrzosinskiej, ale ja zacytuje: 17.07.10, 19:27
      (...) niewirnosc moze byc wyrazem pewnej osobowosciowej sklonnosci wnoszonej
      przez jednego z partnerrow do zwiazku jako posag. Sa ludzie, ktorrzy zdradziliby
      kazdego partnera w kazdym zwiazku. Mozna wchodzic w relacje pozamalzenskie, by
      utwierdzic sie w swojej atrakcyjnosci, ktorej od zawsze bylo sie nepewnym.
      Niektorzy mezczyzni wyniesli z domu rodzinnego poglad, ze neiwiernosc jest
      wyrazem prawdziwej meskosci. Czasem prowokacyjne zdrady sa wyrazem sklonnosci
      autodestrukcyjnych (jezeli w moim zyciu sie cos uklada, to nie moze ;potrwac
      dlugo i dlatego lepiej samemu to zniszczyc, niz biernie czekac na nieuchronny
      cios). Romans pozamalzenski moze byc testem na uczucia partnera - sprawdzamy,
      czy kocha na tyle, zeby wszystko wytrzymac.

      Jednym slowem - kurwa pozostanie kurwa, niezaleznie od okolicznosci i warto sie
      cieszyc, ze pozbylismy sie kogos takiego z naszego zycia. Choc teraz jest ci
      trudno w to uwierzyc.

      Trzymaj sie i zbadaj sie w kierunku chorob przenoszonych droga plciowa.
      --
      Odkryłem jednak, ze mężczyżni, którzy biją kobiety, nie mają do opowiedzenia
      żadnych historii o bójkach z mężczyznami. Są aż tak słabi.
      ________________________________________________Steve Harvey
    • jestem.incognito Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 20:56
      A czy mąż potwierdził zdradę? Przepraszam, że pytam, ale nie wiem co to znaczy
      "zdjęcia męża obejmującego młodą kobietę". Czy to ewidentnie była zdrada, czyli
      obejmowanie kochanki, czy też składał życzenia imieninowe koleżance?

      Nie zadałam tych pytań, żebyś odpowiadała, tylko żebyś się zastanowiła o
      odpowiedziała sobie. Jeżeli naprawdę zdradził to kicha. Praktyka mówi, że jak
      zdradzającemu wybaczysz to zdradzi znów. Ale jeżeli to była nadinterpretacja?
      • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 21:41
        jestem.incognito napisała:

        > A czy mąż potwierdził zdradę? Przepraszam, że pytam, ale nie wiem co to znaczy
        > "zdjęcia męża obejmującego młodą kobietę".


        Warto też zwrócić uwagę na osobowość, jaką
        prezentuje autorka. Nie zastanawiała się długo
        - wynajęła jakiegoś gostka, by śledził jej męża,
        i ten napstrykał jakieś zdjątka - bo inaczej tego
        nazwać nie można. Jednocześnie twierdzi, że szaleńczo
        kocha swojego męża. Ten mąż prosi ją, by to wszystko
        przemyślała. Wiele wskazuje na to, że jest ona osobą
        zdecydowaną, może nawet mającą cechy przywódcze - ale
        miłość do męża ją rozbraja. Za chwilę w miejsce "miłości" może pojawić się chęć
        zemsty.


        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
        God is my Lord. I`m Lord.
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:27
          Wynajęłam profesjonalnego detektywa, bo chciałam wiedzieć na czym stoję. Od kilku tygodni mąż próbuje mi wmówić,że nie wraca do domu, tylko śpi albo w samochodzie albo gdzieś u znajomych.
          Mam zdjęcia na których mój mąż spaceruje objety z młodą dziewczyną i zdjęcia jak rano wychodzą razem z domu do pracy.
          Mąż wie o tych zdjęciach. Twierdzi, że owszem mieszka u tej dziewczyny, ale z nia nie sypia. No trudno w to uwierzyć.
          Męża faktycznie kocham szaleńczo i się tego nie wstydzę. Zawsze byl dla mnie calym swiatem.
          Mąż z jednej strony prosi mnie, abym przemyslala i wstrzymala sie z rozwodem, a z drugiej strony sie wyprowadza. Nie łapię się już w tym wszystkimsad
          nie odbiera ode mnie telefonow, nie odpisuje na smsy. jestem psychicznie wykonczonasad
          • melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:49
            Trzeba przyznać, że niezły tupet ma twój "cudowny" mązsad
            przecież ten facet jawnie bada nowy grunt! a gdy się okaże że panna go
            pogoni-wówczas spokojnie i łaskawie zechce wrócić na łono ...rodziny sad
            dziwi mnie tylko fakt,że człowieka z takimi cechami tak szaleńczo kochasz,a
            związek z nim uważasz za idealnysad
            --
            www.youtube.com/watch?v=KLM6BBzNWlE&feature=related
          • nina-77 Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:54
            ... wiem co czujesz, pisząc o tesknocie, o tym że wszystko dookoła
            przywołuje wspomnienie... ja miałam inną sytuację w małżeństwie,
            powód rozstania podobny i mimo że juz pół roku mieszkamy osobno,
            cały czas żyję wspomnieniami a szczególnie gdy patrzę na swoje
            również malutkie dzieci...nawet najmniejszy drobiazg w domu ma swoją
            historię która powraca ... wiem że nie jest łatwo, szczególnie gdy
            mąż ucieka nie odbierając telefonów, i traktując Ciebie jak kogoś
            obcego (sama to przechodzę) ale z czasem będzie trochę lepiej nie od
            razu, wiem że jest dziecko i to poczete z miłosci która nagle
            została zniszczona, wiem że jest zal i plakać się chce, ale musisz
            mieć siłe przede wszystkim do tego aby jeszcze raz porozmawiać z
            mężem szczerze, musisz spróbować zawalczyć o to co miałaś i do czego
            tesknisz, gdy emocje opadną przygotuj się do rozmowy, nie wolno
            tylko zbudować sobie przedwczesnego przekonania że na pewno wróci,
            nie wolno ci zbudowac sobie złudnych nadzieji, bo potem bedzie
            jeszcze gorzej
            • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 23:36
              Mysle moje drogie panie, ze nawet w tak dramatycznej sytuacji nalezy zachowac
              godnosc.

              Facet, ktory klamie, zdradza i kaze sie zonie zastanowic nad emocjami
              nie zasluguje na zadna rozmowe. Zawalil na calej lini on zdecydowal jak chce
              zyc. Nie prosic, nie dzwonic zadnych sms-ow. Wybral.

              Ja to przerabiam juz poltora roku, nigdy nie prosilem o powrot, dzwonie tylko w
              sprawie syna. Chce godnie przezyc moja porazke zyciowa.

            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:15
              nina-77 dziękuję za Twoje słowa.
              Wiem, ze nie moge sobie robic nadziei, bo pozniej moze mi byc jeszcze trudniej. Chce walczyc i bede to robic, ale czuje ze sobie nie radze. Caly czas patrze na telefon czy maz zadzwonil albo czy wyslal smsa, a tu ta cholerna cisza. Bylismy para, ktora nie mogla zyc nie slyszac sie dluzej niz przez 2 godziny. Ciagle do siebie dzwonilismy i wspieralismy sie kazdego dnia, a teraz taka cisza i pustka. Nie radze sobie z tymsad
          • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 10:15
            tesknotazabija napisała:

            >Od kil
            > ku tygodni mąż próbuje mi wmówić,że nie wraca do domu, tylko śpi albo w samocho
            > dzie albo gdzieś u znajomych.
            > Mam zdjęcia na których mój mąż spaceruje objety z młodą dziewczyną i zdjęcia ja
            > k rano wychodzą razem z domu do pracy.
            > Mąż wie o tych zdjęciach. Twierdzi, że owszem mieszka u tej dziewczyny, ale z n
            > ia nie sypia. No trudno w to uwierzyć.
            > Męża faktycznie kocham szaleńczo i się tego nie wstydzę.




            Sytuacja wygląda tragikomicznie. Skoro jest tak jak piszesz to naprawdę chcesz mu wierzyć, choć zdjęcia
            i jego zachowanie przemawia do twojego zdrowego rozsądku, że prawda jest inna. Izolacja i czas powinny ci pomóc podjąć decyzję. Na razie zachowujesz jakbyś była w szoku i pewne oczywistości nie do końca do ciebie docierają.




            --
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
            'bo tak mówi prawo...'
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:18
              Bo ja jestem w szoku. Ja i cale moje otoczenie - moi i jego rodzice,
              przyjaciele, znajomi. Mąż dosłownie nosil mnie na rekach, bylismy dla
              siebie wszystkim. Nie klocilismy sie. Mielismy wspolne pasje i
              zainteresowania. Uwielbialismy spedzac ze soba czas. Dlatego tak trudno
              mi uwierzyc w to co sie stalo...
          • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 13:13
            tesknotazabija napisała:

            > Zawsze byl dla mnie calym swiatem.

            Smutne to, co piszesz.
            A gdzie byłaś Ty w tym związku? Miejsce na Ciebie, Twoje sprawy, zainteresowania, pasje?
            Pytam o to z perspektywy kobiety, która dopiero po rozstaniu uświadomiła sobie jak niewiele w związku było przestrzeni dla niej samej. I choć kochałam i kocham - tak jak Ty piszesz szaleńczo - to teraz cieszę się, że nie był on dla mnie całym światem, bo gdyby był - to nie zostałoby mi nic.

            Ten czas niech będzie czasem dla Ciebie, na zastanowienie się czego Ty chcesz.
            Dobrych d ecyzji.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:23
              Chyba zle mnie zrozumialas. Byl dla mnie calym swiatem, bo razem z nim
              realizowalam swoje pasje i zainteresowania. Nadawalismy idelanie na
              tych samych falach, pomimo dosc duzej roznicy wieku. Maz jest starszy
              ode mnie o 11 lat. Nigdy nie ograniczalismy sie wzajemnie.
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:19
            jesli go kochasz to nie powinnaś godzić na sytuację w której mieszka
            u koleżanki, która koleżanką nie jest.To idiotycznie i nienormalne a
            twój mąż jest po prostu cyniczny, beszczelny i ma yupet zastanów się
            kogo ty kochasz? o jakiej miłoąci mówisz?
            Skoro dobrze zarabiasz to moja droga idż złóz pozew, po co dajesz
            mu czas a co to nastolatek? masz czekac aż się odkocha i jeszcze
            jedno zrób test na AIDS to ci nie zaszkodzi a oszczedzi ci złudzeń.
            I przestań się mazać, poczytaj na forum w archiwum posty DOSI ,
            która pisała tutaj kilka late temu i ,której maz sotawił ją z 1
            dzieckiem i maluszkiem w ciazy, podniosła się choć też kochała,
            dzisiaj jest szczesliwa ale ....z innym, otrzaśnij się i bierz się w
            garśc bo fajna z ciebie babka ale nie pozwól odbierac sobie rasztki
            godności.Przez wekend jesli masz duże walizki spakuj Pana jesli on
            mieszka u Ciebie a jesli nie to ty sie wyprowadz do swojego
            mieszkania ( bo chyba takie masz) podaj o alimenty i spokój a Pan
            niech dalej tym razem oficjanie niech spi u koleżanki. Ciekawe czy u
            niej cierpi na bezsennośc i z tego powodu boi spać się z własną
            zoną/ do licha to jakaś paranoja a ty się na to godzisz, masz
            malutkie dziecko teraz bedzie ci łatwiej to zrobić niż później
            szkoda zeby dziecko dorastało u boku takiego łajdaka kiedy możesz
            zyć o wiele bardziej komfortowo.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:38
              plujeczka, testy na AIDS mielismy robione i wszystko jest w porzadku. Ja mialam robione przed samym porodem, wiec tym sie nie martwie.
              W tej chwili mieszkam w mieszkaniu meza. Moje mieszkanie wynajmuje i bedzie zwolnione z koncem sierpnia, tak wiec musze tu jakos przezyc ten okres. Mąż sie wyprowadził właśnie na ten okres z domu.
              Piszecie mi tutaj takie rzeczy, ze zaczynam sie wstydzic, ze kogos takiego pokochalamsad Boze, czy ja jestem az taka slepa???
              • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:52
                tesknotazabija napisała:

                > Piszecie mi tutaj takie rzeczy, ze zaczynam sie wstydzic, ze kogos takiego poko
                > chalamsad Boze, czy ja jestem az taka slepa???



                Jeśli na siłę twojej miłości wpływ mają internetowe wpisy osób, które na oczy nie widziały ciebie, twojego męża, osób, których na oczy nie widziałaś - to wątpię, że to miłość. Szafujesz słowem miłość!



                --
                http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                '...bo tak mówi prawo...'
                http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
              • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 07:30
                oj jesteś slepa twój maz to zwykły drań, tez pamietam histirie Dosi, która maz zostawił kiedy była wiazy z 2 dzieckiem aktualnie ieszy się zyciem i ma nowego partnera.Tobie też się ułozy tylko musisz wywalić gada z serca i domu, wypowadz się bo masz dokąd, wynajmi opiekunke i idź do pracy i natychmiat składaj pozew o rozwód, nie ma na co czekać i nie łudź się na jakąś idiotyczna terapię małżeńską bo na terapii nikt nie oduczy fecata kurestwa a to co zrobił tak własnie się nazywa.Otrząśnij się, i zbierz siły mazanie się nic nie pomożr a zapach meza, który wspominasz to nie zapach a smród skunsa i tchóchrza a to śmierdzi długo i "namietnie" masz wsparcie w rodzinie to wazne .Wiele kobiet było i bedzie w takiej analigicznej sytuacji trzeba się z nią zmierzyć i zchowac godnośc, nie proś, nie becz bo za kilka miesięcy sama o sobie powiesz idiotka ze mnie .Dziecku jest potrzebna silna mama a nie mazagaj bo maluszekk wyczuwa nastrój matki wiec ogarnij sie.Na twoim męzu świat się nie kończy , to skonczony łajdak i drań i przestań go wybielać .I jeszcze jedno jak widac nie mieliscie wspólnych pasji bo zdobywanie panieniek do łóżka nie bylo twoim hobbi a jego owszem.
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 07:17
            przepraszam ale powiem otwarcie/////unielbiam takie słodzkie idiotki co to kochają się w mezu na zabój i wierzą slepo ,że maz nie spi u kolezanki z która wychodzi rano do pracy w czułych objeciach.
            Dziewczyno opamietaj sie i weż się w garśc, skoro dobrze finansowo stoisz to kopnij dupka tak mocno jak tylko się da, wynajmi opiekunke i wracaj do pracy , wyprowadż się z domu natychmiast jesli możesz i złóż papiery rozwodowe.|Nioe ma na co czekać, poxniej bedzie jeszcze gorzej, dziecko małe ojca nie bedzie pamietac a i topbie bedzie zdecydowanie łatwiej ułozyc sobie zycie.\I przestań się mazać i czuć jego zapach, nie to zapach to smród gnojka , który zostawił swoją rodzinę i malutkie dziecko. jak dla mnie to po prostu gnojek a ty przestań rczeć i do dzieła=rozwód koniecznie ,alimenty i...spokój
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:33
              Nie przepraszaj. Nazywaj mnie jak chcesz. Nigdzie jednak nie napisałam, że wierzę, iż mąż mieszkał z tą dziewczyną i z nią nie sypiał. Aż tak naiwna nie jestem. Przeczytaj moje ostatnie posty i będziesz wiedziała, że już od 1.5 miesiąca mieszkam sama z synkiem. Wynajęłam nianię, złożyłam pozew o alimenty i żyję. Staram się być silna dla dziecka, a to że łapią mnie czasami doły to chyba normalne.
    • anart59 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 10:31
      Nie nazywaj go mezem, to tchórz,egoista , człowiek bez zasad, uciekajacy od
      obowiazków, w najtrudniejszym i najpiękniejszym okresie Waszego zycia znalezc
      sobie kochanke.Na Boga powinien byc przy waszym dziecku i Tobie.
      Dziewczyno obudz sie, tak a jeszcze znacznie gorzej bedzie dalej.
      Nie wierz w bajki.Zal przekuj w złosc, chcesz, zeby Twoje zycie tak
      wygladało,zawalcz o siebie i swoja godnosc.Chcesz całe zycie płakac,szkoda
      zycia, wierz mi.
      • niebieskachmurka Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 12:47
        spokojnie.
        Jeśli tyle lat byliscie dobrym małzeństwem to da się uratowac.

        Porozmawiajcie szczerze o wszystkim.
        Zawsze warto wybaczyc i zacząc od nowa.
        Życie moze byc takie piękne.
        Mąż pewnie uległ propagandzie, ze wolnosc , egoizm - świat podsuwa
        złe wzory.
        Szukajcie szczescia w wybaczeniu , w pokonywaniu kryzysów, w
        wiernosci i ofiarnosci.
      • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:15
        anart59 napisała:

        > Nie nazywaj go mezem, to tchórz,egoista , człowiek bez zasad, uciekajacy od
        > obowiazków, w najtrudniejszym i najpiękniejszym okresie Waszego zycia



        Ani to jej najpiękniejszy okres życia, bo to co się dzieje wszelkie możliwe piękno niweczy, a już na pewnonie jest to dla jej męża najpiękniejszy okres.

        Skąd to głupie uogólnienie, że dla każdego - kobiety i mężczyzny, ten okres jest najpiękniejszy? Niektórzy mający dzieci nigdy ich nie chcieli mieć. Inni, którzy nawet chcieli okres niemowlęctwa wspominają najgorzej.
        Prawdziwy kontakt z dzieckiem zaczyna się mniej więcej kiedy ono osiąga 3 rok życia - zaczyna być czymś więcej niż maszyną pożerającą i wydalającą, zaczyna przypominać stworzenie myślące, z którym zaczyna się nawiązywać ludzki kontakt.





        >Na Boga powinien byc przy waszym dziecku i Tobie.



        Bo co, w biblii tak napisano? big_grin





        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
        '...bo tak mówi prawo...'
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
        • anart59 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:41
          Boga to ty tu taut-chinski nie mieszaj
          Jak sie robi dziecko to trzeba je kochac, u normalnych ludzi jest to
          bezwarunkowa miłosc=ty tego nie znasz to co sie wypowiadasz
          Jezeli twoje dziecko łapie lub łapało z toba kontakt w wieku trzech lat, to
          widocznie ma to po tobie
          Nie biblia ale zwykła przyzwoitosc i moralnosc nakazuje normalnemu ,przecietnemu
          człowiekowi byc przy kobiecie w połogu.
          • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:05
            anart59 napisała:

            > Boga to ty tu taut-chinski nie mieszaj


            Akurat boga przywołały dwie różne osoby - nie ja.



            > Jak sie robi dziecko to trzeba je kochac



            Dziecko "zrobić" to można w toalecie na sedesie
            po pijaku, kiedy pęknie guma lub nie założy się
            jej wierząc, że uda się. I to już zobowiązuje do
            miłości?




            > u normalnych ludzi jest to
            > bezwarunkowa miłosc=ty tego nie znasz to co sie wypowiadasz



            A znasz mnie, że tak się wypowiadasz?

            Nie istnieje poza tym coś takiego jak bezwarunkowa
            miłość, która dotyczy wszystkich, którzy doświadczyli
            czegoś podobnego lub tego samego - różnie ludzie reagują i zachowują się.


            > Jezeli twoje dziecko łapie lub łapało z toba kontakt w wieku trzech lat, to
            > widocznie ma to po tobie



            Z inteligentnym 3latkiem/latką można rozmawiać jak z człowiekiem rozumnym - na określonym poziomie - ale otrzymujesz odpowiedzi, dostajesz pytania, widzisz zainteresowanie, jakąś inteligencję. Co roczne dziecko interesuje poza żarciem? I jakie są inne wypowiedzi poza "baba", my-my-my", "da-da" itd.? big_grin



            > Nie biblia ale zwykła przyzwoitosc i moralnosc nakazuje normalnemu ,przecietnem
            > u
            > człowiekowi byc przy kobiecie w połogu.



            Nie przyzwoitość a narzucona społecznie wizja tego,
            kto jak ma się zachowywać.

            Myślisz, że jak kobieta w innych czasach oddalała się, by w samotności urodzić dziecko wynikało to z mężowskiej nienawiści do niej? Nie, taki był zwyczaj, tak był nauczony, tak się zachowywał. Gdyby poszedł taki jej pomóc w porodzie byłby wykluczony ze społeczeństwa, w którym żył jako dziwak i tyle.


            --
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
            '...bo tak mówi prawo...'
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
            • hanyszka tautschinsky 19.07.10, 10:11
              tautschinsky napisał:

              "Co roczne dziecko interesuje poza żarciem?"


              Wiesz Ty co, mistrzu, wróć Ty lepiej do pisania o złych kobietach,
              co to je trzeba jak mężczyzna krótko za pysk trzymać, ale nie
              pogrążaj się tak idiotycznymi, wynikającymi ze zwyczajnej ignorancji
              wypowiedziami.

              Uwierz (na słowo, bo chyba lepiej byś doświadczenia z dziećmi nie
              miał), że 2-, 3-, 6-miesięczne dziecko, nie mówiąc już o rocznym,
              poznaje świat wszystkimi zmysłami, z taką intensywnością, o jakiej
              Ty nie masz nawet pojęcia ( a "żarcie" jak to elegancko
              określasz,naprawdę nie wyczerpuje jego potrzeb i pragnień). I w
              tenże sam sposób się z tym światem komunikuje.
              • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 11:44
                hanyszka napisała:

                > Wiesz Ty co, mistrzu, wróć Ty lepiej do pisania o złych kobietach

                Mistrzynio big_grin - ale konkretnie, jaki jest kontakt,
                który można by nazwać inteligentnym, z osobnikiem
                rocznym rasy ludzkiej?

                Ja wiem, że matki - sam jedną
                taką widziałem! - potrafią zrobioną kupę przez takie
                cudo wziąć do ręki i biegać wokół stołu wśród gości,
                którzy akurat zawitali na urodziny, i dawać to trofeum
                do powąchania i do podziwiania. Mojej matce - wszyscy
                jej współczuli w tym momencie big_grin ta osoba wciskała to to do ręki, żeby oceniła
                wagę tego klocka. Zatem wierzę, że "kreatywna" matka jest w stanie wykrzesać z
                niczego powód do dumy ze swojego potomka, ale bez przesady...

                --
                http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                '...bo tak mówi prawo...'
                http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 12:29
                  Wiesz co Panie T? Zaczynam podejrzewać, żeś Ty student na wakacjach. Nudzącą się i szukający wrażeń w Necie.
                  Może kiedyś zostaniesz ojcem, więc poczytaj sobie jak się rozwija dziecko do roku:
                  Rozwój niemowlęcia 0-12 mies
                  To tylko pierwszy z brzegu link, ale i tak jest w nim wystarczająco dużo informacji byś mógł zrozumieć, że niemowlę potrzebuje do rozwoju znacznie więcej niż tylko jedzenie.
                  --
                  I nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
                  czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą.
                  Jan Twardowski
                  • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 14:12
                    mola1971 napisała:

                    > byś mógł zrozumieć, że niemowlę potrzebuje do rozwoju znacznie więcej niż
                    > tylko jedzenie.

                    Ale mnie o co innego chodzi, o czym innym pisałem:
                    jaki kontakt sensowny, inteligenty ma człowiek
                    dorosły z czymś, co ma rok? Żaden. Z moich obserwacji
                    jasno wynika, że dopiero tak w wieku 3 lat z dzieckiem
                    daje się nawiązać kontakt jak z człowiekiem. Do tego czasu taki człowiek jest na poziomie takim, że można to porównać z kontaktem jaki się ma z psem. Naukowy eksperyment dowiódł, że dzieci rasy ludzkiej dopiero około 5 roku życia osiągają taki poziom inteligencji, iż mogą konkurować z szympansami o pozycję w grupie - do tego czasu są im zupełnie poddane.


                    --
                    http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                    '...bo tak mówi prawo...'
                    http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                    • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 14:24
                      Bardzo proszę o podanie źródła. Jaki eksperyment? Konkretnie?
                      Natomiast dla dziecka i jego późniejszego rozwoju najważniejszy okres życia to okres gdy jeszcze jest w brzuchu matki i pierwsze 3 mies życia. To są podwaliny późniejszego dorosłego człowieka i jeśli coś się w tym okresie spieprzy to potem w dorosłym życiu lata terapii są potrzebne by to naprawić.

                      A tak swoją drogą to miałeś kiedyś kontakt z tak małym dzieckiem czy opierasz się tylko na wynikach "eksperymentów"? Retoryczne pytanie. Z tego co piszesz jasno wynika, że zielonego pojęcia nie masz o dzieciach. Zapewniam Cię, że INTELIGENTNY kontakt można mieć już z noworodkiem.
                      --
                      W literaturze jest dużo seksu i nie ma dzieci; w życiu - na odwrót.
                      David Lodge
                      • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 14:54
                        mola1971 napisała:

                        > Bardzo proszę o podanie źródła. Jaki eksperyment? Konkretnie?

                        Nie jestem osobą, która obsesyjnie zapisuje wszystko, co usłyszy, więc nie podam ci dokładnie o jaki to eksperyment chodziło. Wyglądał on tak, że małżeństwo
                        antropologów dało współwychowywać swoje dziecko grupie szympansów, by sprawdzać między innymi jakie będą zachodziły relacje między nimi - człowieka (tu to dziecko) i szympansami. Eksperyment przerwano, kiedy okazało się, że miast spodziewanego wyższego rozwoju szympansów w wyniku kontaktu z człowiekiem one z tego nie czerpią a jedynie podporządkowują sobie tego ludzika. I to nie one zaczęły przejmować jego rzekomo typowo ludzkie zachowania, ale ono zaczynało zachowywać się jak pozostała grupa złożona z szympansów.



                        > A tak swoją drogą to miałeś kiedyś kontakt z tak małym dzieckiem czy opierasz s
                        > ię tylko na wynikach "eksperymentów"?



                        Miałem big_grin I wyniki są znakomite. Przekładają się
                        na wyniki w relacjach międzyludzkich i edukacyjnych.




                        > Zapewniam Cię, że INTELIG
                        > ENTNY kontakt można mieć już z noworodkiem.


                        Tak inteligenty to można mieć nawet ze szczeniakiem.
                        Mnie nie chodzi o to, że ono coś rozumie czy na coś
                        reaguje, a o kontakt człowieka z człowiekiem. O rozmowę
                        i o czymś więcej niż "tata, jeść!" big_grin




                        --
                        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                        '...bo tak mówi prawo...'
                        http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                        • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 15:13
                          tautschinsky napisał:
                          Eksperyment przerwano, kiedy okazało się, że miast spodzie
                          > wanego wyższego rozwoju szympansów w wyniku kontaktu z człowiekiem
                          one z tego n
                          > ie czerpią a jedynie podporządkowują sobie tego ludzika. I to nie
                          one zaczęły p
                          > rzejmować jego rzekomo typowo ludzkie zachowania, ale ono zaczynało
                          zachowywać
                          > się jak pozostała grupa złożona z szympansów.

                          I tym samym sam sobie zaprzeczyłeś. Jak dla mnie jest to dowód na to,
                          że dziecko jest istotą myślącą i inteligentną skoro DOPASOWUJE się do
                          otoczenia.
                          O tym właśnie piszę. Jeśli traktuje się malucha jak niemyślącego i
                          nic nieczującego psa czy szympansa to taki właśnie szympans wyrasta i
                          potem zatruwa życie innym ludziom.
                          Jeśli malucha od początku traktuje się jak CZŁOWIEKA i poświęca się
                          mu czas i uwagę to wyrasta na istotę samodzielną i myślącą.

                          Każdy kij ma dwa końce tongue_out
                          --
                          To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w
                          porównaniu z tym, co jest w nas.
                          Oliver Wendell Holmes
                          • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 17:04
                            mola1971 napisała:


                            > I tym samym sam sobie zaprzeczyłeś. Jak dla mnie jest to dowód na to,
                            > że dziecko jest istotą myślącą i inteligentną skoro DOPASOWUJE się do
                            > otoczenia.



                            Każdy wnioski wysnuwa jakie mu pasują tongue_out


                            Owszem, dzięki temu, że potrafił dostosować się
                            do zmieniających warunków miał przeżyć, kiedy inni
                            zginęli. Ale też dowodzi, że w człowieku nie tkwi
                            żadna siła wyższa (inteligencja, moralność), które
                            mógłby przekazywać dalej - ulega silniejszemu, potocznie zwanego prymitywniejszym. Tak samo dzieje się, kiedy człowiek z jakimś obyciem trafi do środowiska, w którym rządzi prymitywna siła (więzienie)
                            i albo się przystosuje i będzie jak oni albo zginie. Nie będzie mógł być sobą. Na bycie sobą trzeba mieć warunki, które temu sprzyjają. To są oczywiście nieco inne sprawy. Tam dziecko bez wpojonej cywilizacji, tu człowiek dorosły.


                            --
                            http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                            '...bo tak mówi prawo...'
                            http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                            • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 17:11
                              Ale teraz to już zboczyłeś z tematu tongue_out
                              A ja cały czas dążę do tego, że wbrew temu co sądzisz dziecko do lat trzech nie jest niekomunikatywne i mało inteligentne.
                              Ba, w tym okresie najwięcej i najszybciej się uczy.
                              A ja nigdzie nie napisałam, że człowiek rodzi się dobry. Rodzi się prymitywny i WYCHOWANIE go cywilizuje. A jeśli ktoś wychowuje dziecko wg Twojej teorii i traktuje je jak bezmózga, który tylko je, na bank takiego bezmózga wychowa.
                              --
                              To, co za nami, i to, co przed nami, ma niewielkie znaczenie w porównaniu z tym, co jest w nas.
                              Oliver Wendell Holmes
    • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 14:00
      Przyznam się, że nic nie rozumiem z Twojej historii. Ani tego, jak dla dojrzałej
      juz chyba osoby jeden człowiek - kimkolwiek by nie był (rozpatrywałam
      niepełnosprawne dziecko, ale tez nie) moze byc "całym światem" (pomysl, jakie to
      złe dla wszystkich innych ludzi, którzy tez Cie kochają i potrzebują, i też chcą
      w Twoim swiecie istniec), poprzez zawalenie sie idealnego (?) małżeństwa przy
      końcu pierwszej ciązy, szybka decyzje wynajecia detektywa, aż po żadanie, by
      zona z noworodkiem wyprowadzili sie z domu (chyba że juz masz wlasne lokum i nie
      jest to dla Ciebie żaden problem ani finansowy, ani organizacyjny).
      Jedyne co wydaje mi się oczywiste, to fakt, ze maz jest ojcem Twego dziecka.
      Powinien na nie łożyc (jak nie potrzebujesz, składaj dziecku na przyszlosc,
      nigdy zreszta nie mozesz miec pewnosci, ze zawsze bedziesz zarabiac bardzo
      dobrze) mówiąc mężowi, że "sama sobie poradzisz" wymiksowujesz go z bycia ojcem
      - to jest zrozumiałe ze wzgledu na jego zdradę, oczywiscie, ale dla dziecka
      lepiej, by ojca miało), powinien codziennie dziecko widywac i zajmowac sie nim -
      proponuje, by do jego obowiazków nalezal jeden spacer dziennie i codzienna
      kąpiel. Na pewno będzie dla Ciebie bardzo trudne ogladanie go przy tym, ale dla
      dziecka ważne, by pan poczuł się ojcem juz teraz i dzieckiem zajmował.

      --
      „Co do samej Rebeki, powszechna opinia o jej charakterze była tak znakomita, że
      aby wyjaśnić, jak ktoś ośmielił się okrzyknąć ją czarownicą, a w dodatku jak
      dorośli mogli dopuścić do tego, że dorwano się do niej – musimy przyjrzeć się
      granicom pól z tamtych czasów.”
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:33
        Pragnę bardzo aby moj maz mial kontakt z naszym synem. Mowie mu o tym non stop. Powiedzial, ze oczywiscie tak bedzie, ale niestety widze, ze tak naprawde to nie interesuje sie dzieckiem. Widzial go kilka razy, kilka razy wykąpał. Byl z nami na wizytach u lekarza i to wszystko. A ja chcialabym, aby poszedl wlasnie na spacer, aby go wykapal. Nie jestem w stanie go zmusic, aby sie nim zajal.
        O wyprowadzke poprosil mnie maz. Mam swoje mieszkanie i on wie, ze nie jest to dla mnie zaden problem. Co do lozenia na dziecko to nie mozemy sie dogadac. Na chwile obecna nie dostaje od niego zadnych pieniedzy, ale twierdzi, ze bedzie placil. Ale chyba bede musiala wystapic do sadu o alimenty.
        • szpil1 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:06
          Moim zdaniem, on sobie po prostu przygotowuje grunt jeśli coś mu z tamtą kobietą
          nie wyjdzie. Wtedy wróci, bo Ty ciągle będziesz czekała wierząc, że to tylko
          jego chwilowe wahania. nie daje Ci do myślenia, ze on prawie nie zajmuje się
          dzieckiem, nie dąży do kontaktu z nim, nie chce dokładać się do jego utrzymania?
          To tak mu zależy? Nie bądź naiwna.
    • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:56
      Tęsknota,
      gdybym była mężczyzną w dodatku w takim spełnionym związku jak to
      opisujesz,/” Wczesniej bylismy razem 8 lat i bylismy idealnym
      malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze okazywal mi
      najpiekniejsze uczucia”/ to czekałabym na dziecko z utęsknieniem
      kiedy je wreszcie zobaczę- ten cudowny kawałek siebie. To jego
      oczekiwanie pominęłaś w opisie, a to na każdej kobiecie robi
      wrażenie. Taki mężczyzna nie porzuca 3 tygodniowego dziecka, no
      chyba że nie jest jego. Takie zachowanie u prawie idealnego faceta
      to (moim zdaniem) szok, choroba psychiczna lub podwójne życie-ale
      wtedy to już mówimy o innym człowieku. Nie ma tu logiki..
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:56
        Moja ciąża była bardzo trudna. Leżałam plackiem od 7 tc. Wcześniej długo staraliśmy się o dziecko. Cała ciąża bardzo trudna, ciągle lekarze, szpital itp. Wreszcie wcześniejszy poród. Prze 8 miesięcy mąż opiekował się mną cudownie. Ponieważ mogłam wstawać tylko do toalety, wszystkie obowiązki domowe przejął mąż. Dbał o mnie cudownie.
        Na kilka tygodni przed porodem zaczęło się między nami psuć. Mąż odsunął się ode mnie, aż wreszcie nas zostawił.
        Nie wiem czym tłumaczyć jego zachowanie... Wiem, ze trudno Wam uwierzyć, ale on przez 8 lat naprawde byl idealem. Wszyscy nasi znajomi to mowia. Wszystkie kolezanki zawsze mi zazdroscily meza. Az tu nagle taki szok!
        • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:14
          tesknotazabija napisała:

          > Prze 8 miesięcy mąż opiekował się mną cudownie. Poniew
          > aż mogłam wstawać tylko do toalety, wszystkie obowiązki domowe przejął mąż. Dba
          > ł o mnie cudownie.
          > Na kilka tygodni przed porodem zaczęło się między nami psuć. Mąż odsunął się od
          > e mnie, aż wreszcie nas zostawił.
          > Nie wiem czym tłumaczyć jego zachowanie... Wiem, ze trudno Wam uwierzyć, ale on
          > przez 8 lat naprawde byl idealem.




          A nie było tak, że on tylko dawał, dawał
          dawał i jeszcze raz dawał a ty brałaś,
          brałaś, brałaś, brałaś i brałaś i tego
          brania końca nie miało? Może w którymś momencie
          pękło coś w nim. W tym czasie może żalił się
          albo w samotności cisnęło się wszystko w nim
          a ty jak ta księżniczka nie widziałaś niczego
          więcej niż własny czubek nosa, bo to było takie
          fajne - taki idealne...?




          --
          http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
          '...bo tak mówi prawo...'
          http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:23
            Na pewno byly rzeczy, ktorych nie zauwazalam, a mąż o nich mi nie mowil, bo z natury jest taki, ze generalnie nie lubi mowic o tym co go boli. Dzisiaj siedze i szukam gdzies w glowie takich sytuacji, w ktorych moze zachowalam sie nie fajnie.
            Ale wiem jedno - kochalam go przeogromnie i pokazywalam to na kazdym kroku. Dbalam o niego. W ciazy chcialam go odciazyc od wszystkich obowiazkow i w tym celu sprowadzilam do pomocy moja mame. Jak sie pozniej okazalo-nie byl z tego zadowolony, ale oczywiscie nic wczesniej nie mowil.
            Na pewno nie jestem typem ksiezniczki.
    • zebra12 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:53
      A ja nie rozumiem, jak mozna kogoś takiego kochać. Zrobił ci takie
      świnstwo.
      W takim razie ja nigdy nikogo nie kochałam. Nigdy nie byłam z nikim
      tak związana emocjonalnie, zeby tak rozpaczać i być bliską
      szaleństwa, czy nawet płakać. Gdy mąż mnie zdradził, bylismy juz w
      trakcie rozwodu. Zupełnie mnie to nie ruszyło. Byłam tylko ciekawa
      pikantnych szczegółów... smile Ale ja go już zupełnie nie kocham i nie
      wiem, czy kiedykolwiek w ogóle kochałam.
      Współczuję Ci. Zapomnij o nim. Zacznij zyć i cieszyć się tym, co
      masz.
      Ja znowu mam tylko problemy finansowe, poza tym sobie świetnie
      radzę. Ty masz na odwrót. Każdy ma jakieś bolączki.
      --
      http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:07
        Można kochać, bo mój mąż dzisiaj to nie ten sam mąż który był przy mnie przez 8 lat. Nawet jego rodzice i rodzeństwo mówią, że to nie on, ze coś się stało. Zastanawiają się jak może się ktoś tak zmienić.
        Ja nie kocham tego człowieka, którym mąż jest dzisiaj, ale tego z którym spędziłam tyle cudownych chwil. W moim małżenstwie nie było kryzysów. Nie mielismy zadnych problemow, poza tym, ze musielismy sie leczyc, aby miec dziecko, ale z tym tez sobie poradzilismy, bo dzisiaj mamy cudownego synka.
        Dlatego gdy wspominam te 8 wspolnych lat to wyje i przestac nie moge. Kazdy zakatek mieszkania budzi we mnie cudowne wspomnienia. I tak codziennie ...
        • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:29
          Tęsknota, a jak przez tych 8 lat cudownego związku wyglądało u Was z seksem?
          Czy kochaliście się spontanicznie i często, czy tylko w określone dni w celu prokreacji?
          To bardzo ważne pytanie i odpowiedź na nie może być kluczem do wyjaśnienia tego co się stało.
          --
          Łagodny
          każdą kieszeń obróciłbym w gniazdo dla jaskółek
          Julian Przyboś
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:36
            Nigdy nie kochaliśmy się często. Od samego początku naszej znajomości
            nasze kontakty seksualne były rzadkie ale spontaniczne i cudowne. Mamy
            podobne temperamenty. Byliśmy parą, która potrafiła cieszyć się samą
            bliskością drugiej osoby. Jakieś 2 lata temu zaczęliśmy się starać o
            dziecko i niestety faktycznie musieliśmy dostosowywać się do wytycznych
            lekarzy, co niejednokrotnie bardzo nas, a zwlaszcza meza frustrowalo.
            • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:44
              No to masz odpowiedź co i dlaczego się stało. Mężczyźni już tak są skonstruowani, że seks jest dla nich ważny (jeśli nie najważniejszy) i jeśli nie dostają go tyle ile potrzebują w domu to pytanie nie jest czy zdradzą. Pytanie jest tylko KIEDY zdradzą.
              Dla faceta związek bez seksu to związek bez miłości.
              Od razu wyjaśniam, że nie zamierzam Cię obwiniać i jako kobieta poniekąd rozumiem i wiem, że w przypadku starania się o dziecko i problemów z tym trudno o spontaniczność i radosny seks, ale po prostu chcę byś zrozumiała co Twoim chłopem kierowało i dlaczego stało się to co się stało.
              --
              Być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze.
              Jean-Paul Sartre
                • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 19:35
                  Wiesz, jest różnica między małym temperamentem (który zresztą z wiekiem i z okolicznościami potrafi się diametralnie zmienić) a brakiem seksu w ogóle. Domyślam się, że przez całą ciążę ze względów zdrowotnych miałaś zakaz seksu, teraz jesteś w połogu, więc mimo jego małego temperamentu mógł odczuwać brak.
                  Teraz musisz się zastanowić co dalej... Wg mnie na razie nie podejmuj żadnej pochopnej decyzji, odpocznij, nabierz dystansu i zajmij się sobą i maluchem. Jeśli ta pani w jego życiu to tylko chwilowa fascynacja seksualna, która tak zadziałała na wyposzczonego chłopa, że zgłupiał, to prawdopodobnie za jakiś czas rozum mu wróci i będzie chciał do Ciebie i dziecka wrócić. A wtedy Ty na spokojnie zdecydujesz czy nadal go chcesz.
                  --
                  Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.
                  Mahatma Gandhi
        • jestem.incognito Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 21:36
          To co, kosmici go podmienili? Pogódź się z tym, że to właśnie ten facet. Ten
          sam. Tylko widocznie nie wszystko o nim wiedziałaś, dobrze grał i umiał ukrywać
          swojego Mr Hyda.

          Pozory często mylą, szczególnie mylące mogą być dla osób z zewnątrz. Delikwent,
          który ukrywa zmianę, stara się utrzymać status quo będzie się tak maskował, że
          nawet sam siebie oszuka - chyba, że zaliczy wpadkę, coś się wyda. Jakby się nie
          wydało to zapewne nadal miałabyś męża. Jakby się rozstał z ową panią to pewnie
          wróciłby nawet do bycia ideałem.

          Zakłamane palanty uncertain
    • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:21
      Mnie sie wydaje, że mąz Tęsknoty nalezy do tych osob, ktore nie potrafią mowic
      "nie", nie potrafia wyznaczac granic, staraja sie kosztem wlasnego "ja"
      zaspokoic wszystkie oczekiwania drugiej osoby - a frustracja gromadzi sie i
      gromadzi, i kiedy wybuchnie, nie ma czego zbierac.
      Nie tyle drań, co w relacji z zona czlowiek zupelnie nieasertywny.
      --
      „Co do samej Rebeki, powszechna opinia o jej charakterze była tak znakomita, że
      aby wyjaśnić, jak ktoś ośmielił się okrzyknąć ją czarownicą, a w dodatku jak
      dorośli mogli dopuścić do tego, że dorwano się do niej – musimy przyjrzeć się
      granicom pól z tamtych czasów.”
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:28
        Trafniej nie dalo sie tego opisac.
        To jest dokladnie moj mąż. Ma ogromne problemy z mowieniem "nie" i teraz faktycznie wychodzi na to, ze robil wszystko, aby mnie uszczesliwic, a niejednokrotnie z wieloma sprawami nie czul sie dobrze.
        Tylko na litosc boska ja go do niczego nigdy nie zmuszalam. Robil dla mnie wiele, nigdy na nic nie narzekal a teraz nas zostawil i nawet nie chce rozmawiac. Wyslalam mu smsa czy mozemy sprobowac odbudowac nasz zwiazek na innych zasadach, ale mi nie odpisal.


        • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:38
          tesknotazabija napisała:


          >Wyslalam mu smsa czy mozemy sprobowac odbudowac nasz zwiazek na innych zasadach,
          > ale mi nie odpisal.



          To na pewno nie jest rozmowa na smsy.
          Skontaktuj się z nim i w cztery oczy,
          na spokojnie, porozmawiajcie.



          --
          http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
          '...bo tak mówi prawo...'
          http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
          • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:40
            Taa, już widzę jak będzie chciał rozmawiać. Na razie to on ma świeżą, nową panią i żadne rozmowy o przyszłości małżeństwa nie przyniosą skutku.
            On musi najpierw ochłonąć i wrócić na ziemię. A jak już wróci to adres i numer telefonu zna.
            --
            W literaturze jest dużo seksu i nie ma dzieci; w życiu - na odwrót.
            David Lodge
        • very_blondi Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:43
          Ja też takim mężem byłem, tęsknoto. Minęliśmy się w fazie, jeśli można tak powiedzieć. Teraz każde z nas ma mniej lub bardziej udane życie, dzieci. Coś jednak zostało niedopowiedziane, niedokończone, nierozstrzygnięte. Na wszystko jest swój czas, jak widać, i trzeba umieć z niego korzystać, by nie zastała nas sytuacja, kiedy mówimy sobie: "za późno".
          • kowalka33 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:59
            Wiecie ja myślę że on u tej kolezanki to moze tylko spi....jak dla mnie
            klasyczny homo ale lekajacy sie ujawnienia w koncu się zebrało i tyle.Normalny
            facet, funkcjonujacy w rodzinie wsród znajomych , nie porzuca noworodka (nawet
            jak dziciak go nie wzrusza)
            • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 23:12
              Kowalko, ludzie są bardzo rózni, to tylko my chcemy przykleic każdemu etykietke,
              bo wtedy łatwiej nam funkcjonowac, odniesc sie, nie trzeba sie wysilac.
              Ja na przyklad kompletnie nie rozumiem, co to znaczy "klasyczny homo" - znam
              kilku homoseksualistow, o ktorych orientacji wiem, i kazdy jest inny. Dwóch z
              nich często mówi, jak marzy o dziecku, myśle, ze byliby najlepszymi na swiecie
              ojcami - w zyciu bym nie przypuszczala, ze brak zainteresowania dzieckiem ma cos
              wspolnego z orientacją, a jeśli - to na odwrót (to znaczy po geju spodziwalabym
              się raczej zainteresowania).
              --
              „Co do samej Rebeki, powszechna opinia o jej charakterze była tak znakomita, że
              aby wyjaśnić, jak ktoś ośmielił się okrzyknąć ją czarownicą, a w dodatku jak
              dorośli mogli dopuścić do tego, że dorwano się do niej – musimy przyjrzeć się
              granicom pól z tamtych czasów.”
              • kowalka33 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 09:20
                Droga nango nie chodziło mi o to facet nie zajmuje się dzieckiem, bo choć dla
                dzisiejszych kobiet wychowanych na pismach dla kobiet zajmowanie sie dzieckiem
                przez ojca jest oczywiste to chodzi mi bardziej o fakt sporadycznego seksu. To
                by mnie zastanawiało bardziej...I w tym sensie tekst o tym że się z koleżanką
                nie sypia brzmi całkiem wiarygodnie.
        • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 23:25
          Troche strzelilam, ale to co o nim napisalas przypomnialo mi mojego Exa -
          łagodnego, ustepujacego, starajacego się, by było dobrze - a potem nagle wybuch.
          Miał tez wielki problem z podejmowaniem decyzji, radzil się, ale tak naprawde
          chcial, bym go utwierdzala w jego wyborach.
          Nie mam pojecia, co Ci radzic - ale na pewno nie smsa. Ewentualnie na maksa
          szczery list, i na papierze.
          Oprocz tego:
          poinformowanie meza, ze nie mozesz dźwigac wanienki z woda i przy kapieli jeste
          niezbedny - a jak juz jest, niech kapie, a Ty najwyzej pomagaj
          propozycja, by okreslił, w jakich godzinach moze pobyc z małym - niech to bedzie
          2 razy w tygodniu, ale z parę godzin, tak zeby musial dziecko przewinac,
          nakarmic, etc.
          I chyba jasno musicie ustalic, ze zajmowanie sie dzieckiem nie ma zwiazku z tym,
          czy Wy bedziecie razem. Decyzje o Waszym związku mozna odlozyc, zajmowania się
          dzieckiem - nie.

          --
          „Co do samej Rebeki, powszechna opinia o jej charakterze była tak znakomita, że
          aby wyjaśnić, jak ktoś ośmielił się okrzyknąć ją czarownicą, a w dodatku jak
          dorośli mogli dopuścić do tego, że dorwano się do niej – musimy przyjrzeć się
          granicom pól z tamtych czasów.”
          • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 09:52
            coś takiego prawie w 90% jest szokiem dla drugiej strony i nigdy człowiek nie
            jest w stanie przewidziec coś takiego i się przygotowac żeby nie było
            zaskoczeniem. też to przeszłam z dzieckiem trochę starszym bo 2,5 letnim. też
            bylismy wczesniej 9 lat razem i było nam razem bardzo dobrze i nagle bach. jest
            zwykłym skur.wielem jeżeli zostawił Ciebie z maleńkim dzieckiem. zle mu było?
            języka w gębie nie miał? nie można było porozmawiac tylko odrazu sobie kochankę
            znalezc? bardzo Ci współczuję wiem, że potrzebujesz teraz kogoś z kim mogłabys
            pogadac. jezeli jestes zainteresowana to podam Ci moj nr gg
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 13:15
            nangaparbat3, dziekuje Ci bardzo za wszystkie slowa. Widze, ze
            faktycznie nasi mezowie to podobne typysmile
            Smsy sa u mnie czasami koniecznoscia, bo wiem, ze je czyta. Telefonow
            nie odbiera, list napisalam juz jakis czas temu, ale twierdzi, ze nie
            przeczytal. Dzisiaj umowilam sie z nim na spacer w parku. Sama jestem
            w szoku ze sie zgodzil. Przez telefon byl wyjatkowo spokojny.
            Musze z nim porozmawiac o dziecku. Musi mi pomoc, bo sama nie dam
            rady, chociaz i tak swietnie sobie radze, co on zauwazyl i chyba jest
            w szoku.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 18:08
              No i po spotkaniu. Mąż powiedział mi ze, powinnismy sie rozwiesc, bo
              on uwaza ze nie umielibysmy juz sobie zaufac i ze za daleko juz to
              wszystko zaszlo i ciezko byloby nam odbudowac relacje z rodzinami i
              przyjaciolmi, ktorzy o tym wiedza.
              Rozmowa byla spokojna. Mialam taka nadzieje, ze podejmie walke o nas.
              A on o rozwodzie...
              Jutro okresli sie kiedy bedzie przychodzil do synka. Jutro lub w
              czwartek ma przyjsc i zabrac go na spacer.
              Swiat mi sie zawalil - widze, ze nie ma szans na ratowanie naszego
              zwiazku.
              • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 23:48
                Wiem, że Ci trudno, ale postaraj się skupić na sobie i dziecku. Masz dla kogo żyć a to najważniejsze smile
                A mąż... On jest teraz pod wpływem dopaminy, endorfin i innej chemii towarzyszącej nowej znajomości i nie myśli racjonalnie. Pewnie, że chce rozwodu bo mu się wydaje, że po tym rozwodzie raj na ziemi go czeka. I może go czeka a może nie bo bardzo różnie to bywa.
                Na razie daj czasowi czas a sama zapewne stwierdzisz, że z kimś kto zostawił Cię z maleńkim, wyczekanym dzieckiem nie chcesz mieć nic wspólnego.

                W każdym razie rozwód (nawet jeśli do niego dojdzie) to nie koniec świata. Masa życia przed Tobą i na tym się skup. Będzie dobrze. Nie ma innej opcji smile
                --
                I nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
                czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą.
                Jan Twardowski
      • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 11:18
        nangaparbat3 napisała:

        > Nie tyle drań, co w relacji z zona czlowiek zupelnie nieasertywny.

        Nanga, brak asertywności- zgadzam się, ale to jedno.
        Pozostawienie żony z 3tygodniowym dzieckiem dla młodej dziewczyny-
        dla seksu, to drugie dla mnie jednoznaczne w swej wymowie.
        • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 08:34
          tez usłyszałam takie słowa. to jest etap myślenia tylko kutasem. z czasem
          zacznie mu przechodzić. strasznie to przykre. nie powinnas teraz zostawać sama
          może poproś mamę albo jakąś kolezankę o pomoc może by trochę z toba pomieszkały.
          skąd jestes?
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 11:13
            Po wczorajszym spotkaniu obudziłam się dzisiaj jakaś silniejsza.
            Dziwne, prawda? rano byłam z synkiem u lekarza, wysłałam smsa mężowi,
            że jestem po wizycie i od razu oddzwonił. Powiedział też, że jutro
            przyjdzie do naszego synka i ze bedzie tez przychodzil raz w weekend.
            Wczoraj przelal mi pieniadze na dziecko, o co wcale go nie prosilam.
            Ma mi tez pomoc cos przy moim samochodzie. Rozmawialismy ze soba tak
            normalnie. Przyjelam zasade, ze sie nie poddam. Walczyc bede dalej.
            Od wtorku zaczynam terapie u psychologa. Chce mu pokazac, ze swietnie
            sobie radze.

            Nie jestem teraz sama. Przyjechala do mnie mama, ale powiem szczerze,
            jej obecnosc niezupelnie mi pomaga, bo ona chcialaby abym poszla z
            nim na wojne i zemscila sie na nim. A ja nie chce - ja chce jeszcze
            walczyc. Dlatego jej obecnosc i rady strasznie mnie mecza.
            Jestem z Warszawy a Ty?
            • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 11:41
              Witaj,
              Przede wszystkim żadnej wojny. Domagaj się od niego jedynie, aby
              spełniał swoje obowiązki wobec dziecka. Ty ze swojej strony okazuj
              mu możliwie maksymalną obojętnośc. Wiem, że to niełatwe, ale
              wyznaniami, smsami, naciskaniem nic nie wskórasz. Ja taki błąd
              popełniłam wobec eksa (chociaż rozstaliśmy się nie w tak
              dramatycznych okolicznościach), nic z tego nie wyniknęło oprócz
              mojego złego samopoczucia. Powodzenia, trzymam kciuki i uszy do
              góry smile
            • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 12:52
              tesknotazabija napisała:
              Od wtorku zaczynam terapie u psychologa. Chce mu pokazac, ze swietnie
              sobie radze.

              bardzo dobrze, tylko motywacja zła.
              Terapia jest dla Ciebie,
              żebyś zobaczyła to wszystko z innej perspektywy.
              Wtedy zadecydujesz czy chcesz jeszcze walczyć o męża i czy jest o kogo walczyć i
              czy jest (i jaka) w tym wszystkim Twoja wina, bo odnoszę wrażenie że obwiniasz
              siebie.
              Pozdrawiam
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 13:09
                Jest coś prawdy w tym co napisałaś. Znajomi też mówią, że widzą, że
                zaczynam się obwiniać za to wszystko, a niesłusznie.
                Mąż mi mówi, że niepotrzebnie wciągnęłam w to rodzinę i znajomych i że
                ciężko byłoby teraz odbudować z nimi relacje i faktycznie zaczynam czuć
                się winna.
                Mam nadzieję, że psycholog pomoże mi to wszystko zrozumieć.
                • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 15:57
                  Ale jak niepotrzebnie, do licha ciężkiego! Zostawił Cię samą z
                  malusieńkim dzieckiem po trudnej ciąży, przecież ktoś musi Ci pomóc
                  w tej sytuacji, skoro on ma wszystko w nosie. Wstyd mu podświadomie
                  za to, co zrobił i najchętniej by chciał, żeby nikt o tym nie
                  wiedział. Porażka.
                  Nie obwiniaj się, nawet jeśli on nie potrafił mówic "nie", jeśli
                  umiał tylko ulegac, to w dalszym ciągu nie jest Twoja wina, tylko
                  słabośc jego charakteru przesądziła o tym, że zmarnował Tobie i
                  sobie kilka lat życia (bo- głowa do góry, po burzy wychodzi słońce).
                  Nie słuchaj tych, co mówią, że poszedł, bo nie miał seksu. Jak się
                  kogoś kocha, to przez jakiś czas można się poświęcic i wytrzymac bez.
                  Byc może jest w tej sytuacji jakaś Twoja wina, ale to, co zrobił
                  Twój jeszcze mąż przekracza wszelkie granice i kompletnie go w moich
                  oczach przekreśla. To jest po prostu jakiś niedojrzały człowiek,
                  takich rzeczy się po prostu nie robi. Uważam, że nawet jeśli z jakiś
                  powodów nie chce z Tobą byc, to powinien zacisnąc zęby i przemęczyc
                  się przez te kilka miesięcy, kiedy dziecko (które zresztą wpólnie
                  planowaliście, bo gdyby to była wpadka, to jeszcze, jeszcze, można
                  by go jakoś odrobinę chociaż usprawiedliwic, że nie był gotowy itp)
                  jest najmniejsze, a Ty najbardziej wrażliwa, bo osłabiona po
                  porodzie i nieoswojona jeszcze z sytuacją macierzyństwa. Nawet mój
                  eks, który ogólnie jest zimnym draniem, kiedy rodziłam, wiął miesiąc
                  urlopu i siedział w domu ze mną i z noworodkiem. Potem wszystko się
                  rozleciało, dzieckiem się mało zajmuje i niechętnie płaci, ale stało
                  się to wtedy, kiedy ja już byłam na tyle silna, żeby zostac sama.
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 20:14
                    lejla81, wlasnie dlatego musze zaczac terapie u psychologa, bo czuje ze mąż chce zdobyc nade mna przewage psychiczna (albo juz zdobyl, bo faktycznie zaczynam szukac winy w sobie).Moi znajomi bija mi do glowy, ze tu nie ma mojej winy.
                    Wiecie co, zawsze myslalam, ze jestem inteligentna babka, ktora nie pozwoli soba pomiatac, a to co ja teraz robie zaczyna mnie po prostu przerazac. Z jednej strony wiem, ze powinnam mu dac kopa w 4 litery, a z drugiej strony zachowuje sie jakbym zebrala o milosc.
                    Nigdy nie myslalam, ze znajde sie w takiej sytuacji. ja jestem po prostu zalosna...

                • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 17:33
                  Zgadzam się z Lejlą, prawda bywa niewygodna, gdybyś wg życzenia męża
                  zdołała ukryć jak postąpił miałabyś szansę na jego rychły powrót i …
                  następny taki numer ale za np. 2 lata.
                  To obwinianie siebie to przesada.
                  Można na to spojrzeć z drugiej strony,
                  Pan 11 lat starszy nie potrafił Ciebie rozbudzić (masz 30 lat-a
                  gdzie seks?) znalazł sobie wygodną przystań rodzinną, ale trochę się
                  umęczył (praca nad spłodzeniem dziecka) co w jego egoistycznym
                  mniemaniu było już zbyt wielkim wysiłkiem. O dziecku- już w ciąży
                  zapomniał, bo nie opisywałaś jego ochów i achów nad brzuszkiem (?).
                  Seksuje się właśnie z młodą, naiwną dziewczyną, gdy Ty borykasz się
                  z trudną, nową sytuacją.
                  To właśnie Twój mąż.
                  Nie ma sensu walczyć z nim, popracuj z psychologiem, nabierz
                  dystansu, zadecyduj po terapii, a teraz wdrażaj go w obowiązki, ale
                  też bez obwiniania go, bo to w niczym nie pomoże, a wręcz
                  przeszkodzi w kontaktach ojciec – dziecko.
                  Stało się..
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 20:20
                    Enesta, ja chyba faktycznie potrzebuje takich mocnych slow jak Twoje
                    i kolezanki wyzej.
                    Jesli chodzi o moja ciaze, to powiem Ci, ze od samego poczatku moj
                    maz byl zachwycony nasza ciaza. Od poczatku puszczal dzieciakowi do
                    brzuszka muzyke powazna dla malucha, codziennie czytal malemu 2 bajki
                    wieczorem. Dbal o nas BARDZO! Poniewaz mialam cukrzyce ciazowa, mąż przyrządzał dla mnie specjalne posilki. No ideal jednym slowem.
                    Wszyscy mowili, ze nie jeden facet juz dawno by zwariowal, a on dawal
                    rade. Biegal po sklepach, kupowal mi ciuchy i przynosil do domu, abym
                    mogla sobie wybrac co chce. Co mi sie nie podobalo to oddawal do
                    sklepu. Urzadzil cudowny pokoik dla synka.
                    Jak wiec widzicie - zachowywal sie cudownie, a na samej koncowce po
                    prostu nas zostawilsad


                    • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 22:24
                      Tęsknota, jeśli to prawda o czym piszesz powyżej, to dla mnie nie ma
                      w Twojej historii logiki.
                      Nie wierzę, to niemożliwe, żeby taki facet zrobił taki numer. Moim
                      zdaniem.
                      Jeśli to prawda, to dobrze się trzymasz, a terapia na pewno wzmocni
                      Ciebie.
                      Pozdrawiam
                      • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 23:21
                        Jakaś logika w tym jest. Mąż dbał, żeby zmniejszyć poczucie winy za romans,
                        który już trwał, chciał zrekompensować krzywdę i w jakiś sposób zakamuflować
                        swój grzech.
                        Nie wiem jaką jesteś kobietą Tęsknota, ale może on za bardzo czuł się
                        zdominowany przez Ciebie, bo jak piszesz nie miał w sobie asertywności.
                        Może wynikać to z wychowania, nauczony był posłuszeństwa wobec rodziców.
                        Kobieta, którą spotkał zauważyła w nim inne cechy, nadała pewności, poczuł się
                        mężczyzną atrakcyjnym. To mogło spowodować tak wielką zmianę, bo zobaczył, że
                        można żyć inaczej.
                        Oczywiście to tylko moje przypuszczenia.
                        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:07
                          Nie wierze, ze mąż miał kochankę dużo wcześniej. Tak jak pisałam
                          przez całą ciążę skakał koło mnie jak koło jajka.
                          Jestem osobą dominującą, to fakt. Mąż faktycznie z domu nauczony był
                          posłuszeństwa wobec rodziców i niejednokrotnie już jako dorosły facet
                          nie potrafił im np zwrócić uwagi, gdy zachowywali się nie w porządku.
                          Mój mąż nie mógł nie czuć się nieatrakcyjny czy pewny siebie. Na
                          każdym kroku mówiłam mu, że jest świetny, motywowałam go w pracy na
                          każdym kroku, bardzo często mówiłam mu, że go kocham i ze czuję się
                          przy nim tak bardzo bezpieczna, ze stworzył nam cudowny dom. I teraz
                          tak mi się za to odpłacasad
                          Moja mama mowi, ze za bardzo go kochalam i za bardzo to okazywalam...

                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:01
                        Ludzie, nie siedze na tym forum aby pierdoly pociskac. To co pisze to
                        prawda. Dlatego nie moge sie z tym wszystkim pogodzic. Nie tylko ja
                        jestem tak zalamana. Moja i jego rodzina rowniez, bo wszyscy widzieli
                        jak wygladalo nasze malzenstwo i jak bylismy szczesliwi i nikt teraz
                        nie moze w to uwierzyc, ze maz nas zostawil i nie chce ratowac
                        naszego zwiazku.
                        Dzisiaj podejme kolejna probe rozmowy z nim, jak przyjdzie do
                        dziecka.
                        Wstalam dzisiaj rano, rozejrzalam sie po mieszkaniu i zaczelam
                        ryczec. Wszedzie wspomnienia. Wszedzie wisza moje zdjecia, bo maz
                        zajmuje sie min fotografia i uwielbial robic mi portrety-wisza w
                        calym domu. Nie wiem jak ja sie wyprowadze z tego domu. Urzadzalismy
                        nasze gniazdko razem, wszystko projektowalismy wspolnie, bo mamy do
                        tego smykałkę. Kazdy szczegol jest przez nas dopieszczony, a teraz
                        bede musiala sie stad wyniesc... Nie wiem czy jestem w stanie to
                        przezycsad
                        • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:23
                          Tęsknota,
                          Jeśli faktycznie napisałaś o wszystkim co miało miejsce i nie
                          pobiłaś męża, nie dostałaś szału, (depresja poporodowa) to zwrot
                          starań, chęci , uczuć Twojego męża jest nieprawdopodobny.
                          Chciałam Cię jeszcze spytać- czy dużo przytyłaś-ponad 20 kg i jak to
                          teraz wygląda, dla niektórych mężczyzn jest to bardzo ważne.
                          Czy mąż ma dominującą matkę, czy słyszałaś lub zauważyłaś inne
                          preferencje u męża (sporadyczny seks, mieszka u kobiety z którą nie
                          sypia, teraz mieszkanie od kolegi)
                          Poproś o szczerą rozmowę, tu nic nie trzyma się kupy, mężczyzna
                          który biega koło brzucha nie zostawia malutkiego dziecka, chyba że
                          boi się bliskości z Tobą- ale pytanie czemu?
                          Zakładam że jesteś i byłaś jego żoną, a nie kochanką- bo tu zaszłyby
                          inne okoliczności i czyjś mąż niekoniecznie zostawiłby żonę dla
                          dziecka z inną.
                          Więcej pomysłów nie mam.
                          No może jeszcze jeden – filmowy- młoda dziewczyna to jego córka,
                          ukrywał to 8 lat przed Tobąwink
                          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:47
                            Enesta, nie dostalam szalu, nie pobilam meza, nic z tych rzeczy.
                            W ciazy przytylam tylko 5 kg. Wygladalam kwitnaco. Po ciazy rowniez
                            pomimo wszystkich problemow wygladam bardzo dobrze. Waze 54 kg i
                            naprawde czuje sie w swoim ciele swietnie.
                            Maz w ciazy byl mna zachwycony. Zrobil mi cudowna sesje fotograficzna
                            w ciazy, ktora nawet chcial wyslac gdzies na konkurs fotograficzny.
                            Mąż nie ma dominującej matki, raczej uległą.
                            Widzicie teraz, ze to wszystko jest niezrozumiale ...
                    • anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 23:42
                      Hm, jeśli dorosły mężczyzna czytał ciążowemu brzuchowi codziennie 2 bajki, to
                      albo to jest bardzo dziwne, albo wygląda na jakiś niezły teatrzyk... Tym
                      bardziej, że jak się okazało- znowu tak bardzo na to dziecko nie czekał, skoro
                      nie miał najmniejszego problemu z bezwzględnym porzuceniem zaraz po urodzeniu...
                      Albo przemilczasz jakieś fakty, coś się między wami wydarzyło niedobrego o czym
                      nie wspominasz; albo Twoj mąż potrafi robić jedynie bardzo dobre wrażenie i nic
                      poza tym...Z każdego innego punktu widzenia to wszystko jest psychologicznie
                      nieprawdopodobne.
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:15
                        Czytał bajki do brzucha bo sprawiało mu to przyjemność. Teraz jak
                        przychodzi to synkowi czyta te same bajki. Ja nie widze w tym nic
                        dziwnego.
                        Nic zlego miedzy nami sie nie wydarzylo. Mowisz o dobrym wrazeniu.
                        Nie wiem... Nie wierze, ze przez 8 lat nie zauwazylabym czegos
                        niepokojacego.
                        Widzicie, Wam jest w to ciezko uwierzyc, to teraz pomyslcie sobie co
                        ja czuje. Siedze i próbuje to wszystko zrozumiec.
                        Chodzi mi jeszcze po glowie, aby odwiedzic ta dziewczyne u ktorej
                        mieszka. Chcialabym uslyszec jej wersje wydarzen, bo maz twierdzi, ze
                        mieszka u niej od tygodnia, ale na dniach sie wyprowadza do wolnego
                        mieszkania swojego kolegi z pracy. No i bardzo chcialabym sie
                        dowiedziec czy ona w ogole wie o mnie i o dziecku.



                        • anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:30
                          Ja jednak widze w tym coś dziwnego, bo to tak, jakby czytał te bajki
                          sobie, albo po prostu robił przedstawienie pt. "nie jestem taki zły".
                          No bo opieka i troska nad noworodkiem nie polega na czytaniu mu
                          bajek, wręcz wydaje się to absurdalnym pomysłem- porzucić matkę i
                          dziecię nowonarodzone i wpadać czasem przeczytać mu bajkę...no ale
                          mniejsza z tym.
                          Nachodzenie tej dziewczyny to chyba tez nienajlepszy pomysł. Co
                          własciwie chcesz przez to uzyskać?
                          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:49
                            Ja w czytaniu bajek nie widze nic dziwnego. Sama tez czytalam do
                            brzucha swoja bajke i teraz czytam ja malemu.
                            Z dziewczyna chcialam porozmawiac i ustalic czy ona wie o mnie i
                            odziecku, bo maz twierdzi, ze tak, a mnie sie wydaje, ze ona nie ma o
                            tym zielonego pojecia.
                    • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 08:07
                      [b]wiesz co to tez nie jest normalne zachowanie faceta , puszczanie muzyki dziecku do brzuszka,teraz pewnie puszcza muzyke do innej czesci ciała swojej nowej partnerce i co dalej uważasz ,że to było normalne?
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:29
                        Plujeczko, akurat w puszczaniu muzyki do brzucha dziecka nie widzę nic nienormalnego. Wielu naszych znajomych tak robiło i później jak dzieciaki się urodziły to np bardzo chętnie zasypiały czy uspakajały się przy muzyce, której słuchały regularnie będąc jeszcze w brzuchu mamy. Ale to już osobny tematsmile Zgadzam się natomiast, że mój mąż nie jest zupełnie normalnysad
    • anka_cyganka35 Re: tautschinsky 19.07.10, 15:01
      no tak to idąc tropem twojego rozumowania żaden ojciec nie jest potrzebny
      dziecku do iluś tam lat zanim nie zacznie być komunikatywny.

      oj skrzywdziła Cie jakas naprawde okrutnie, nie wiem czy masz dzieci (lepiej by
      było żebyś ich nie miał) ale wiesz przypadki chodzą po ludziach jak to sam
      napisałeś można gdzieś tego dzieciaka zrobić nawet w kiblu więc dla dobra
      hipoyetycznie przyszłych dzieci wykastruj się
    • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:53
      Najgorsza dla Ciebie jest niewiedza, co się właściwie stało. Dobrze by było
      gdyby mąż Ci to wszystko wyjaśnił. Może nie ma odwagi powiedzieć, co się
      właściwie stało i co naprawdę czuje, boi się Twojej reakcji.

      Jaką masz pewność, że to nie zaczęło się wcześniej? Żeby uśpić czyjąś czujność
      naprawdę można się perfekcyjnie kamuflować.

      Czy Twój mąż mógł się czuć ograniczony przez Ciebie?
      Czy obrażałaś się na niego, gdy zrobił coś nie po Twojej myśli?
      Czy zdarzało Ci się podważać jego decyzje?

      Wpojone posłuszeństwo i strach przed zranieniem drugiej osoby są przyczyną braku
      asertywności.
      Zasady i wartości mogą stać się zbyt ograniczające, dlatego następuje ich
      kulminacja i człowiek chce zrzucić ciężar tej całej odpowiedzialności czekając
      na odpowiedni moment (tutaj Twój mąż czekał aż urodzisz dziecko). Może przerosło
      go to wszystko.
      • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:54
        mój mąz dopiero po 1,5 roku dziwnego zachowania, zdradzania, kłamania, awantur
        wykrztusił z siebie co się dzieje. i wtedy wbrew pozorom poczułam się lepiej.
        skończyło sie robienie ze mnie wariatki z urojeniami. nie wierze w żadne
        historie mieszkania u kolegi albo u kolezanki bez bliższych kontaktów. niestety
        ale dla mnie to on teraz myśli kutasem dlatego zachowuje się w tak irracjonalny
        sposób. kiedyś mu przejdzie ale nie masz co liczyć ze bedzie to szybko jeżeli
        jest taki bezwględny.
          • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 10:22
            Ja zrobiłabym tak samo - skontaktowałabym się z tą dziewczyną, ale,
            Tęsknoto, wszysto trzeba załatwic bardzo spokojnie. Żadnych przed
            nią łez, awantur, wyrzutów w stylu "oddaj mi męża"... Idź, zadzwoń,
            powiedz rzeczowo o co chodzi, zapytaj jak to z jej punktu widzenia
            wygląda, bo Ty nic nie rozumiesz... Wierzę (może naiwnie) w jakąś
            solidarnośc jajników, jeśli dziewczyna jest normalna, to z pewnością
            rozmowa z nią Ci bardziej pomoże, niż zaszkodzi. Pod warunkiem, że
            się przed nią nie rozkleisz.
            Co do męża - zaczyna mi to wyglądac tak, że on sobie w życiu wysoko
            poprzeczkę stawiał, taki pan perfekcyjny, no i w którymś momencie
            (tym najbardziej krytycznym) po prostu nie dał rady. Nie oznacza to,
            że go usprawiedliwiam, bo zrobił straszne świństwo.
            Jest jeszcze inne wytłumaczenie: on po prostu nie wie, co robi. Tak
            miałam z eksem. Przy jednej z naszych rozmów spytałam go, dlaczego
            tak postępuje, bo ja w żaden sposób nie potrafię jego zachowania
            pojąc. Odpowiedział mi, że nie muszę wszystkiego rozumiec, a po
            chwili namysłu dodał, że on sam tego nie rozumie.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:24
              Lejla81, ja wlasnie mam wrazenie, ze moj maz nie wie co robi. W
              jednej rozmowie najpierw mowi, ze nie wie czy mozemy to uratowac, po
              czym za chwile doslownie mowi, ze jednak nie damy rady, ze chce
              rozwodu i ze to on zlozy papiery. Jak sie go pytam co napisze w
              pozwie, jaki powod rozwodu to mi mowi, ze jeszcze nie wie, bo sie nad
              tym nie zastanawial. No zwariowac mozna!
              Ta dziewczyne faktycznie chyba odwiedze w weekend. Scen robic nie
              bede. Przedstawie sie tylko i zapytam od jak dawna to trwa i czy ona
              w ogole o nas wie.
              • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 22:16
                Blagam, nie rob tego. Ratowac malzenstwo musza dwie strony a przede wszystkim
                ta, ktora zawalila.

                Cos musialo sie zdarzyc, ze go tak odmienilo. Czytals artykul- nie zdradza sie
                tych kobiet, ktore sie kocha. Cos minelo, cos w nim peklo. Nie stwarzaj sobie
                dodatkowego bolu, kiedy cie ponownie odtraci.

                Jestes mloda. Dasz rade, fachowcy ci pomoga. Nie idz do tej baby. Prosze.
                Zostaniesz napewno ponizona i bedziesz sie czula jak ostatnia. Pakuj sie i
                wyprowadzaj. Zachowaj godnosc, on cie juz nie chce musisz sie z tym pogodzic.
              • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 20:35
                Nie rob tego dziewczyno. Odpusc. Zajmij sie swoim zyciem.

                Wiem juz dzisiaj jak to sie skonczy, oszczedz sobie bolu i nie narazaj sie na
                smiesznosc. Co ma wisiec nie utonie. Co Ci to da, ze sie dowiesz jak dlugo to
                trwa, a trwa napewno dluzej jak myslisz. Chcesz na sile zadac sobie wiecej bolu.
                Szanuj siebie.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:18
        No właśnie - niewiedza mnie wykańcza i brak chęci ratowania tego
        związku. No i oczywiście ta dziewczyna. Wyobrażam sobie, że jest dla
        niej taki czuły i kochający jak był dla mnie przez te 8 lat i wyję z
        rozpaczy po prostu.
        Pytasz mnie czy mój mąż mógł się czuć ograniczany przeze mnie. Wydaje
        mi się,że nie. Dawałam mu dużą swobodę. Mógł realizować swoje pasje
        bez zadnych ograniczen, ufalam mu we wszystkim. Jak bylam w ciazy to
        nawet sama go prosilam aby gdzies czasami wyszedl bo mialam wyrzuty
        ze caly czas sie mna zajmuje.
        Nie obrazalam sie na meza. Nie jest to w mojej naturze. Nie
        podwazalam tez jego decyzji. Zawsze decyzje podejmowalismy razem, za
        co bardzo podziwiali nas znajomi.
        Ja po prostu musze to uratowac ...

        • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:31
          Twój mąż ma około czterdziestki, jeśli dobrze zrozumiał, a to
          niestety czas na "męskie kryzysy wieku średniego" sad Byc może będzie
          chciał do Ciebie wrócic szybciej, niż się tego spodziewasz. Trzymam
          kciuki, Tęsknoto, żeby wszystko Ci się dobrze w życiu ułożyło.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 22:46
              tak zapytalam i uslyszalam, ze sie wypalilo. Ze robil zawsze wszystko
              tak jak ja chcialam, pomimo tego, ze mial np inne zdanie. A ze nie
              umial o tym mowic to mu sie nazbieralo i nie ma faktycznie juz co
              zbierac. I teraz wg niego ja jestem wszystkiemu winnasad
              Jak stwierdzil - nie ma dymu bez ognia.



                • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 23:19
                  Dziekuje, mam nadzieje, ze uloze sobie jeszcze jakos zycie i mam
                  nadzieje, ze nie trafie juz nigdy na tak slabego czlowieka. Jak mozna
                  nie powiedziec przez tyle lat, ze jest cos co mu nie pasuje, tylko
                  zbierac to w sobie, a potem odstawiac takie sceny i jeszcze teraz
                  obarczac mnie wina.
                  Maz obwinia mnie za rozpad malzenstwa. paranoja, prawda?
              • akswodas Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 23:15
                Mój mąż wyprowadził się 2 miesiące temu... Czytając Twoją historię
                jakbym czytała o sobie i o NAS..O tym,że to wszystko moja wina..o
                tym,że pękł, bo za dużo już się w nim nazbierało..
                Ja go nie poznaję, jest dla mnie jakimś obcym człowiekiem, którego
                momentami nawet zaczynam się bać, np gdy przyjezdza po swoje
                rzeczy.. Nie pokłóciliśmy się, nie zdradziliśmy, po prostu
                stwierdził,ze ma dość, że chce być z kobietą, a nie kimś takim jak
                ja..Pewnie kogoś poznał, nie mam kasy na detektywa sad Wspaniale mu
                odpowiadał nasz układ,że wszystko robisz za niego, płacisz rachunki,
                dbasz o dom, robisz zakupy, dbasz o kolację, pranie itd..oprócz tego
                pracujesz tyle co on i zarabiasz conajmniej podobnie, bo nie wiem
                ile zarabiał, nigdy nie chciał mieć wspólnych pieniędzy..od niego
                nic nie wymagasz, o nic nie prosisz, bo narażasz się na wybuch złego
                humoru i darcie się,że on chce świętego spokoju!! Więc zajmujesz się
                wszystkim dalej, nie mogąc liczyć na pomoc i unikając wymagania od
                niego tylko dlatego , zeby nie przeżywać frustracji, ze czegos znowu
                nie zrobił, zapomniał, czy tez mu się nie chcialo..powoli nie masz
                czasu na własne zainteresowania, poprostu zrobienie czegos tylko dla
                siebie, bo on jest ważniejszy od Ciebie samej, bo Wy jesteście
                ważniejsi od Ciebie samej..Teraz kiedy to się stało zaczynam myśleć
                czego Ja chcę? Co dla mnie jest ważne? Czy to czego pragnę mogę
                dostać od niego? Wiem, że nie, bo ja potrzebuję oparcia, pomocy na
                codzień, poczucia,że mogę na kogoś liczyć, zawsze..a czy mogłabym
                teraz , po tym wszystkim znowu mu zaufac? Polegac? Myśleć, ze zrobi
                dla mnie wszystko w trudnej sytuacji? Nie..i to jest
                najsmutniejsze..Byliśmy ze sobą 13 lat. Jego odejście to był dla
                mnie szok. Z jego strony totalny brak chęci rozmowy, naprawy
                czegokolwiek, bo przecież nikt mu nie zagwarantuje,że będzie lepiej..
                Wiem, ze w środku bardzo boli..chce się płakać gdy usłyszysz
                piosenke w radiu, ktorej sluchaliscie albo gdy wracasz do domu i nie
                masz do kogo ust otworzyć..Ale wiem,że to minie, kiedyś..ale wciąż
                nie mogę się pozbierać..To minie, ale dlaczego musi tak boleć? Wciąż
                kocham go, ale czy chcę z nim być i bać się,że któregoś dnia gdy ja
                znow poczuję się bezpiecznie on mnie zaskoczy, tak jak 2 miesiące
                temu? Może lepiej już teraz to przeżyć do końca? Nie mam mimo
                wszystko odwagi złożyć pozwu..jeszcze nie mam..
                  • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 08:40
                    dołączam się do klubu smile dziewczyny u mnie to samo. właściwie stwierdził, że już
                    dawno było zle że juz przed urodzeniem synka się popsuło. a chciał tego dziecka
                    tak samo jak ja nie zafundowałam mu wpadki bo musiałam mieć zabieg i była to jak
                    najbardziej świadoma nasza decyzja. powiedziałam mu, że jest perfidnym
                    wyrachowanym kłamcą. wypaliło się haha a przy boku dwudziestka to jest to
                    wypalenie. mój maż nigdy mi nie pomagał w domu, nie wiedział jak pralkę włączyć
                    nic. ja pracuję zawodowo, zajmuje sie dzieckiem domem i jeszcze w weekendy
                    pomagałm mu w jego firmie. mam go w dupie. przeszłam depresję, załamanie ale już
                    się podniosłam. już wiem, ze jest człowiekiem , na którego nie mozna liczyć. nie
                    obwiniajcie się! to nie nasza wina. ja w przyszłym miesiącu składam pozew a
                    wyprowadził się w czerwcu po awanturach bo nie bardzo chciał było mu dobrze
                    stukac sobie małolatę na boku ale na noc do wygodnego łóżeczka. jest dla mnie
                    skończony
                  • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:06
                    Tęsknoto, co do jednego masz rację, to bardzo słaby człowiek. Nie
                    daj wmówic sobie winy - tak jak już raz napisałam, nikt nie jest
                    ideałem, czasem niewłaściwie postępujemy wobec osób, które kochamy,
                    ale on zostawiając Cię w takiej chwili, przycmił wszystkie Twoje
                    ewentualne przewinienia.
                    Nic się nie martw, minie trochę czasu i ułożysz sobie życie bez
                    niego. Trochę tu na różnych forach jestem, o wielu dramatycznych
                    sytuacjach miałam okazję poczytac... Pamiętam, że była taka jedna
                    dziewczyna, która pod koniec ciąży zorientowała się, że mąż ją
                    zdradza z koleżanką z pracy. Narobili na dodatek (mąż i kochanka)
                    jakiś przekrętów i mężuś wylądował w więzieniu. Straszna,
                    przejmująca historia, jak może najbliższy człowiek nas rozczarowac.
                    Nie wiem, jak dokładnie się to skończyło, czy ma tego starego męża,
                    czy nowego, ale jakiś czas temu widziałam tę dziewczynę na forum dla
                    starających się o dziecko. Cieszyła się, że jest w kolejnej
                    upragnionej ciąży smile Więc głowa do góry - nie będzie łatwo, ale
                    minie rok-dwa i Twoje życie wróci do normy. Znów będziesz szczęśliwa!
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:07
      Tak siedze i mysle, jak ogarnac swoje zycie.
      Zostalam kompletnie sama z malutkim dzieckiem. Moja rodzina mieszka
      daleko ode mnie. Teraz jest mama, ale nie bedzie tu przeciez non
      stop, bo tez ma swoje zycie. Za kilka dni zostane wiec kompletnie
      sama.
      I troche mnie to przeraza. Zeby wyjsc chocby po chleb do sklepu to
      musze zabierac ze soba dziecko. Nie mam szans, aby wyjsc i spotkac
      sie z kimkolwiek sama, bo nie ma mi kto zostac z dzieckiem. Do
      lekarza z nim sama. Nawet do ginekologa na kontrole po cesarce teraz
      bede musiala zabrac ze soba dziecko.
      Siedze i rycze wlasnie, bo nie wiem jak to ogarnac. Ja naprawde nie
      mam nikogo do pomocy. Mąż zaoferował mi pomoc 2 dni w tygodniu. W
      srode po pracy i w sobote, ale co to za pomoc.
      Nie, ja czuje, ze ja po prostu nie wytrzymam tego wszystkiego ...

        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:45
          nie mam zadnej zaprzyjaznionej sasiadki, bo blok nowy i mieszkamy tu od
          niedawna, a ponadto za 1.5 miesiaca musze sie wyprowadzic. Nie
          pozostaje mi chyba nic innego jak wynajac opiekunke i to jak
          najszybciej, bo w przeciwnym razie zwariuje.
          dziekuje bardzo za chec pomocysmile
          fajnie, ze sa jeszcze tacy ludzie.
            • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 13:41
              Ale jak to mąż zaoferował 2 dni w tygodniu? A co, jego dziecko, to nie jego
              obowiązek???????
              To chyba jakiś żart. Może w takim razie Ty Tęsknoto powiedz swojemu mężowi, że
              może zaproponować mu dwa, no trzy (z dobroci serca) dni w tygodniu pomocy.
              Boisz się, że będziesz wyrodną matką? A on co??? Może być wyrodnym tatusiem?!

              To jest JEGO dziecko, a jak mu się coś nie podoba, to niech się zrzeknie praw
              ojcowskich. Weź trochę potrząśnij nim, bo nawet mnie, osobę zupełnie postronną,
              bardzo wkurza.
      • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 13:44
        tesknotazabija napisała:
        Mąż zaoferował mi pomoc 2 dni w tygodniu
        uff...
        Na Twoim miejscu założyłabym jak najszybciej sprawę o rozwód, by w
        sądzie ustalić że mąż zajmuje się dzieckiem w dniach… i
        godzinach……… nie ma że go to boli..
        Pozdrawiam i życzę siły
    • hanyszka Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 09:31

      Tęsknoto,
      tak czytam sobie to, co napisałaś i nie mogę zrozumieć, jak 42-
      letni, niby dojrzały, niby odpowiedzialny, niby dotąd kochający
      facet może zostawić żonę z noworodkiem i po prostu pójść w diabły,
      nie oferując praktycznie żadnej pomocy przy dziecku.
      Wiesz, jest zlo, które zostawia po sobie rozpacz, złość na tego,
      który to zło uczynił. Ale jest jeszcze taki rodzaj zła, który budzi
      niesmak, politowanie. I wtedy IMHO nie ma już czego zbierać.
      I myślę sobie, że kiedy ktoś mówi "nie mogę już być z Tobą" to w 90
      % przypadków znaczy to tyle co "chcę być z kimś innym i już nawet
      wiem z kim". Wtedy nie ma sensu obwiniać siebie i szukać w sobie
      wyimaginowanych defektów. Amok potrafi radykalnie zmienić zachowanie
      człowieka, tak, że go nie poznajesz: obce oczy w znanej twarzy,jakby
      ktoś wypatroszył mu wnętrze, duszę i do znajomego ciała wstawił
      obcego robota.
      Ściskam Cię naprawdę mocno i trzymam za Ciebie kciuki. Jeszcze
      będzie dobrze, choć zapewne trudno Ci w to teraz uwierzyć.
      ------------------------
      Szczęście poznaje się po hałasie, jaki robi, odchodząc.
      • figurrka Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 17:25
        Moim zdaniem Twój mąż postępuje klasycznie. Widocznie się
        zakochał, zauroczył itd...
        Uważam tez, ze.. wróci. Byc może zrobię Ci nadzieje, ale tak właśnie
        będzie. Zrobi to w przeciągu kilku meisiecu, kiery prozaicznie Ty
        staniesz na nogi, odzwyczaisz się, nauczysz radzić..

        To jest bardzo prosty mechanizm. Tobie jest lepiej, onzaczyna
        teksnic.
        A wiec musisz sie maksymalnie ksupic na sobie.. tyle tylko ze jak
        ogarniesz swoje zycie, to nie bedzie Co go jzu brkaowac, a wtedy
        przyjdziesz.
        Teraz licza sie rzeczy i sprawy praktyczne: kasa, opieka nad
        dzieckiem, dziecko itd. Byc moze kwestia rozwodu i ustalenia winy.
        Nalezy o to zadbac, bo potem sprawy będą sie juz tylko do tego sprowadzałysad
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 19:07
          figurrka, moj maz wczoraj przyznal sie ze faktycznie zauroczyl sie w tej dziewczynie. W sumie nie musial tego potwierdzac, bo mam ich na zdjeciach.
          Powiedzial mi tez wczoraj, ze jego wina jest taka w tym wszystkim, ze nie potrafil w pewnym momencie ratowac naszego malzenstwa i ze byc moze teraz cos go trzyma i bedzie tego niedlugo bardzo zalowal.
          Powiedzial, ze jesli mamy byc razem to i tak bedziemy.
          Wszystko co mowil bolalo mnie bardzo.
          Stwierdzil, ze ladnie wygladam po porodzie i pytal czy mnie nikt nie zaczepia. Jak mu powiedzialam, ze owszem (sama nie wiem po co), to mnie pozniej wypytywal co to za pajac mnie podrywa. Mowil tez, ze widzi, ze bardzo dobrze sobie radze. Prawda jest taka, ze jak mam sie z nim spotkac to wygladam jak lalka, nie chce mu pokazac, ze jestem totalnie zalamana.
          Wiem jedno - musze od niego odpoczac, bo wszelkie kontakty z nim powoduja u mnie mega dołasad
          • szpil1 Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 19:38
            tesknotazabija napisała:

            > figurrka, moj maz wczoraj przyznal sie ze faktycznie zauroczyl sie w tej dziewc
            > zynie. W sumie nie musial tego potwierdzac, bo mam ich na zdjeciach.
            > Powiedzial mi tez wczoraj, ze jego wina jest taka w tym wszystkim, ze nie potra
            > fil w pewnym momencie ratowac naszego malzenstwa i ze byc moze teraz cos go trz
            > yma i bedzie tego niedlugo bardzo zalowal.
            > Powiedzial, ze jesli mamy byc razem to i tak bedziemy.

            Tęsknoto, ja podtrzymuję swoje zdanie: Twój mąż po prostu chce mieć przygotowany
            grunt na wypadek jak mu nie wyjdzie z tamtą laską. Przy tym stara sie wzbudzić w
            Tobie poczucie winy za wszystko, bo jakby chciał wrócić, będzie mu łatwiej. Ty,
            z poczuciem wzbudzonej winy, przyjmiesz go przekonana, że to on robi Ci łaskę. A
            poza tym on robi z siebie bezwolną ofiarę - na zasadzie: to nie jego decyzja,
            żeby odejść, wszystko się dzieje ot tak, a on biedulek nie ma nato wpływu, ani
            na zauroczenie, ani na to, ze Was zostawił. Manipulator i tyle.
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 13:41
            posłuchaj mnie twój maz to naprawde idiota ale zastaniawiam się czy ty aby nie jesteś wiekszą "blondynką" od niego.Dakej mu się spowiadaj, opowiadaj i łudź się nadziej na powrót , czekaj z utesnieniem. spij na wycieraczce przy drzwiach bo jak wróci to a nuz nie usłyszych jego WEJŚCIA do domu, gotuj i podsuwaj pod nos dobre kaski, z kochanką doradzam przyjaźn do grobowej deski, razem pojdziecie do fryzjera, kosmetyczki jak dwie dobrze przyjkaciółki , nauc już dzieci mówić do zdjecia jego "ladki" ciocia to już bedzie im łatwiej kiedy w końcu maz ją z nimi pozna.I jeszcze jedno jak ona bedzie w ciazy z nim co pewnie niewawem od igraszek miłosnych nastapi to ..nie załamuj się, zaoferuj swoją pomoc w opiece nad jej dzieckiem swoje uprzednio zostawiwszy po opieka dobrego ojca i przeciez wczesniej fenomalnego faceta.
            A jak sie już u Was poukłada to pproponuje wspołne zamieszkanie bo nic tak nie scala jak mały metraż i wspólne Wc.Wiesz co słuchać i czytac się nie da tego co piszesz , dorosła baba a naiwna jak 20 latka. Wiesz co chyba faktycznie zacznę rozumieć twojego starego bo w końcu ile mozna zyć z potulna blondynka, która lize wodę ze stóp swojego Pana.Opamietaj się dziewczyno.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 16:24
              Plujeczko, jeszcze raz odsyłam Cię do moich ostatnich postów. Poczytaj co się u mnie teraz dzieje, jakie kroki poczyniłam a dopiero później mnie obrażaj. Mam wrażenie, że wywalasz na mnie jakieś swoje emocje. I przestań powtarzać, abym się opamiętała, bo dawno już to zrobiłam, a że momentami jest mi po prostu źle to chyba w mojej sytuacji normalne.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 18:59
        Hanyszka, dokladnie tak jest. Widzę przed sobą obcego człowieka. Niby
        ta sama twarz, a jednak jest coś innego.
        Jestem bardzo słaba psychicznie w tej chwili. Myślę, że właśnie
        dlatego tez tak szybko poszukałam pomocy psychologa. Umowilam sie tez
        na spotkania z kandydatkami na nianie. Musi mi ktos pomoc, bo sama
        nie dam rady.
        Trzymajcie za mnie kciuki, abym sobie z tym poradziła. Mam w domu
        takie maleństwo i muszę mieć siłę dla niego żyć.
        Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
        • akswodas Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 22:07
          Co wieczór zaglądam sobie w to miejsce i pomimo,że sprawia mi to ból
          kiedy czytam o sytuacji takij jak moja to wyłączając komputer jest
          mi lepiej...To wszystko jest takie smutne, najbardziej wkurzające
          jest to,że wciąż nie wiem jak można tyle lat spędzonych razem
          przekreślić ot tak..nie chcieć walczyć? Bezsilność wobec tego mnie
          zabijała, ie mogłam nic zrobić, jeśli on nie chce..
          Mija 2 miesiące i myślę o tym wszystkim co się stało już
          jaśniej...nie napływają mi już same łzy do oczu kiedy wspominam
          chwile razem, zaczyna chyba się coś goić w brzuszku..długo na to
          czekałam..
          Teraz ja myślę o detektywie, bo niby jest lepiej,ale jednak nie
          wierzę w takie odejście. Jeśli mogłabym prosić o jakiś namiar? I
          info dotyczące kosztów, bo to też dla mnie ważne..mam teraz kredyt
          na głowie..Jestem a Warszawy
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.07.10, 07:27
            akswodas, przykro mi bardzosad doskonale wiem co czujesz.
            Ja kiedy sie budze, a budze sie co 3 godziny, aby nakarmic moje
            malenstwo, widze przed oczami mojego meza. dzisiaj poraz pierwszy
            mialam taki cudowny sen z nim w roli glownej. Wstalam i nie moglam
            uwierzyc, ze to byl tylko sensad
            namiary na detektywa wysle ci na priva. Sa bardzo skuteczni. Ja w
            ciagu 24 godzin od zlozenia zlecenia dostalam zdjecia. Kosztowalo
            mnie to 1600 zl.
            Ja rowniez jestem z Warszawy, jesli chcesz porozmawiac to daj znac,
            moze na gg?
            • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 10:50
              Witaj
              Tęsknoto jedyne co mogę napisać to głowa do góry. Sam jestem po podobnych wydarzeniach i wiem jak to boli. W styczniu zostawiła mnie dziewczyna dla "przyjaciela" z pracy. U nas też wszystko było idealnie wspólne wyjazdy w góry, granie wieczorami w gry planszowe i nagle ona mi oznajmia ze sie wypaliła i że już mnie nie kocha że zakochała się w koledze z pracy i że chce z nim być. Jak mi to powiedziała to cały świat zawalił mi się na głowę. Wyprowadziła się w ciagu 10min i zostawiła mnie z córką. Jakoś daję sobie radę mimo że to już pół roku minęło. Staram się organizować sobie i małej jakoś czas wolny aby jak najmniej siedzieć w domu bo siedzenie w domu dosłownie zabija. Jeżeli będę mógł jakoś pomóc to daj znać. Wiem jak tego teraz potrzeba!!!