Dodaj do ulubionych

Był sobie ojczym.

25.03.04, 16:16
Był sobie ojczym. Krótko był, to nawet nie był substytut Ojca. Pojawił się,
w sumie teraz to żal mi, że przez te cztery lata był mi zupełnie obcy. Gdy
umarł to nawet nie płakałem. Ot, po prostu znikł. Chyba mnie lubił.
--
Świat przełamany na pół, czy dwa światy
Obserwuj wątek
    • agablues Re: Był sobie ojczym. 25.03.04, 18:13
      Ja nie miałam oficjalnego ojczyma. No niby planowali małzeństwo, po śmierci
      mojego ojca, to nawet nie byłbt grzech, ale im nie wyszło. Mieszkał z nami
      bardzo długo, z mamą jeszcze dłuzej. Niewątpliwie nieświadomie przyczynił się do
      mojego dosyć wczesnego odejścia z domu. Chciałam mieć normalną rodzinę.
      Nie lubiliśmy się, był trochę kaleką uczuciową, choć nie całkiem z własnej winy
      - wychowywał się w domu dziecka. Nigdy nie chciałam go za ojca, może nawet przez
      niego bardziej tęskniłam za tym prawdziwym. Przez te ponad 20 lat ani razu nie
      zaproponował by mówić do niego inaczej niż "pan". Teraz jest starym, przegranym
      człowiekiem. Ma dwoje własnych dzieci, z którymi nie utrzymuje kontaktu ( syna,
      który jest pewnie dorosły nigdy nie widział). Może chciałby, żebyśmy my
      traktowali go jak rodzinę, ale jest za póżno
      --
      agablues
      Warszawskie Hospicjum dla Dzieci
      Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą....
    • edeka5 Re: Był sobie ojczym. 26.03.04, 12:05
      Był sobie ojczym. Pojawił się jakieś 7 lat po rozwodzie rodziców. Dzięki niemu
      dostałam rodzeństwo i to od razu starsze (był wdowcem). Bardzo Go kochałam,
      pomimo że miałam swojego Tatę (dobrego Tatę) i bardzo przeżyłam Jego śmierć
      5 lat temu. Brakuje mi Go do dziś dnia. Był dobrym dziadkiem dla moich dzieci
      i mam nadzieję, że Go nie zapomną. Ubawiłam się jak córka w przedszkolu
      tłumaczyła koleżance, że ma pięcioro dziadków, bo mama ma dwóch "tatów".
      • sloggi Re: Był sobie ojczym. 27.03.04, 22:29
        Wiem, że tak można. Moja Mamęcja miała wspaniałego Ojczyma, o którym zawsze
        mówi Tata. Dziadkowie pobrali się, bo Babcia była młodą wdową (miała 36 lat) -
        Dziadzio młodym wdowcwm (wówczas miał 45 lat). Stworzyli wspaniałą kochającą
        się rodzinę, On miał troje dzieci i Babcia również. Czyli jak się chce to
        można. Mój Ojczym był starym kawalerem, nie miał zupełnie podejścia do dzieci,
        teraz to myślę, że był "zazdrosny" o Mamęcji uwagę, którą mi poświęcała.
        --
        Świat przełamany na pół, czy dwa światy
        • siwapp Re: Był sobie ojczym. 11.06.04, 08:57
          Ja mam wspaniałego ojczyma - własciwie jest dla mnie ojcem i nie mówię mu
          inaczej, niż tato. Wprawdzie zdarzały nam się nieporozumienia i kłótnie, ale
          dziś się całkiem nieźle rozumiemy. Razem z moja mamą tworzą dobraną parę.
    • slonikus Re: Był sobie ojczym. 22.06.04, 11:30
      Ja nie mam "właściwego" ojczyma, moja Mama ma po prostu narzeczonego, i to
      narzeczonego od kilku lat, ale na ślub im się jakoś nie zbiera. Bardzo trudne są
      moje z nim relacje, bo jest to człowiek zupełnie innego typu niż ja i
      powiedziałabym, że "starej daty". Był wychowywany przez mamę, która wymagała od
      niego wielkiego szacunku dla siebie i ojca (co nawiasem mówiąc uważam za
      słuszne, bo ustawia w rodzinie odpowiednią hierarchię, ale to nie temat na ten
      wątek), ale też ogromnej dyscypliny. Niepodporządkowanie się było karane laniem.

      I w takim duchu W. (mówię do niego od samego początku na Ty) się wychował.

      Sam nie miał nigdy żony, spłodził syna, którego zobaczył dopiero, gdy ten
      skończył lat 18, wcześniej miał ciekawsze rzeczy do roboty.

      Mimo tych wszystkich faktów wiem, że to dobry prosty człowiek. Fakt, że naprawdę
      wiele jego przyzwyczajeń czy cech jest dla mnie trudnych do zaakceptowania, np.
      to, że się zupełnie intelektualnie nie rozwija, tylko stawia raczej na pracę
      fizyczną (uwielbia robić na działce różne rzeczy) i sport. Nie czyta książek, w
      domu najczęściej leży przed telewizorem.

      Ja nie mieszkam w domu od 2 lat, wcześniej on mieszkał z nami chyba ze 4, nie
      wiem dokładnie.

      Teraz obserwuję jego relacje z moim młodszym, dorastającym bratem. Jest to
      bardzo trudna relacja. Moja Mama czasem mi opowiada, co się dzieje między nimi
      trojgiem. Każdy ma inny charakter. Ale bardzo ładnie i powoli rozwiązują się
      wszystkie konflikty między nimi. Ogromna w tym zasługa mojej Mamy, która stara
      się stworzyć wyraźną hierarchię wartości w Domu i każdemu pokazać jakie są
      granice, których nie wolno przekraczać. Bardzo jestem z Niej dumna.

      Jeśli chodzi o mnie, to moja relacja z W. nie jest ani specjalnie ciepła, ani
      też jakaś nieprzyjemna. Cieszę się, że mieszkam osobno. Ale jak czasem przyjadę
      albo dzwonię, to wiem, że myśli o mnie i to bardzo miłe.


      Oj, chyba się troszkę rozpisałam. Ale to dobrze czasem się uzewnętrznić...

      Asia

      --
      sloniul.jogger.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka