Dodaj do ulubionych

jak się przygotować?

22.09.10, 10:34
Witajcie,
Chyba i u mnie sytuacja dojrzała do rozwodu...
O szczegółach nie chcę pisać, ale mam kilka pytań, może ktoś mi pomoże znaleźć odpowiedzi:
- boję się, że kiedy złożę pozew, mąż wyjmie z naszego wspólnego konta nasze oszczędności i już nigdy ich na oczy nie zobaczę. Wyjąć połowę pieniędzy i przelać na swoje własne konto tytułem "zabezpieczenia oszczędności pod spodziewany podział majątku"?
- robiliście sobie za wczasu kopie np. PITów, innych dokumentów świadczących o dochodach z ubiegłych lat exa?
- czy ktoś był w sytuacji kiedy para mieszkała w tym samym mieszkaniu podczas rozwodu? Nie chcę płacić za wynajem mieszkania dla siebie i dziecka, a mąż się nie wyprowadzi, na to nie liczę. Czy takie wspólne mieszkanie szkodzi jakoś w sądzie podczas procesu?

Wszelkie inne rady dot. przygotowań mile widziane...
Edytor zaawansowany
  • 22.09.10, 10:44
    1. To zależy, na ile jesteś niezależna finansowo, tzn. utrzymać siebie i dziecko do czasu zasądzenia alimentów lub zabezpieczenia.
    Ja zrobiłam to, co powinnam- po uprzednim zrzuceniu klapek na moich oczach, czyli wszystkie oszczędności na wspólnym koncie przelałam na moje osobiste. On miał drugie tyle na swoim ukrytym i zarabia ponad 2 x więcej, niż ja. Było to rok temu i była to słuszna decyzja- do dzisiaj nie ma decyzji co do wysokości zabezpieczenia, a ojciec wydaje na własne dziecko mniej, niż na swoją kochankę w kilka. Żyjemy więc z oszczędności, które jednak znacznie się uszczupliły. Ale jest nadzieja, że niezadługo sąd postanowi co z zabezpieczeniem.

    2.Kopie PITów jak najbardziej wskazane, bo któregoś razu możesz doznać szoku, kiedy się ulotnią. Ja niestety, widziałam w swoim jeszczemężu człowieka, co wykorzystał i zabrał nie tylko wspólne PITy, ale też np. akt notarialny naszego mieszkania. Co prawda wszystko to odzyskałam (w US można napisać podanie o kopie rozliczeń za potwierdzeniem zgodności z oryginałem, wypis z księgi wieczystej też), ale to wszystko wymaga czasu i wysiłku, który można przecież przeznaczyć choćby dla dziecka.

    3.Nie szkodzi, jeśli wspólnie nic nie robicie- nie śpicie, nie pierzecie, nie gotujecie itp.



    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 11:16
    Odradzam wyplacanie pieniedzy ze wspolnego konta, zalecam natomiast skopiowanie wszelkiech dokumentow dotyczacych wspolnego i osobistego majatku. Kopie uwierzytelnij u notariusza.
    --
    It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
    ~ Cicero
  • 22.09.10, 11:29
    tully.makker napisała:

    > Odradzam wyplacanie pieniedzy ze wspolnego konta

    Dlaczego??


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 11:47
    To zależy jakiej sumy i pochodzenia tych pieniędzy.

    Jeśli są przelane z Twojego zakładu pracy itd, to Ty je wygenerowałaś to możesz je przelać na swoje konto.

    Pieniądze wpłacane jako gotówka w banku raczej muszą być podzielone sądownie, w innym wypadku możesz być posądzona o przywłaszczenie majątku.

    Trzymaj się!
    Mirka
  • 22.09.10, 11:55
    Nie można przywłaszczyć własnego majątku.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 12:52
    Samodzielnie zarządzać wspólnym majątkiem też nie można. Zanim się cokolwiek zrobi, należałoby się zastanowić czy warto zaczynać grę poniżej pasa zgarniając połowę kasy ze wspólnego konta.
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 22.09.10, 13:17
    Każde z małżonków osobno może rozporządzać wspólnym majątkiem. Nie można samodzielnie rozporządzać jedynie nieruchomościami.
    Przelane pieniądze na własne konto i tak pozostają nadal wspólne. A jeśli się ulotnią, to albo wchodzi w grę rozrzutność, albo życie z tych oszczędności- chyba, że dowody wskazują na co innego.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 13:53
    Zgodnie z art. 35 KRiO " W czasie trwania wspólności ustawowej żaden z małżonków nie może żądać podziału majątku wspólnego. Nie może również rozporządzać ani zobowiązywać się do rozporządzania udziałem, który w razie ustania wspólności przypadnie mu w majątku wspólnym lub w poszczególnych przedmiotach należących do tego majątku", co oznacza, że małżonkowie nie mogą dokonywać między majątkiem wspólnym a ich majątkami osobistymi takich przesunięć majątkowych, które prowadziłyby de facto do podziału majątku wspólnego. Jeżeli autorka wątku rzeczywiście zabezpieczyłaby oszczędności - pół biedy, to o czym Ty piszesz - życie z oszczędności - jakoś się w ten model nie wpisuje.

    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko, że czasami jest to wieko od trumny.
  • 22.09.10, 14:08
    Kodeks rodzinny i opiekuńczy reguluje w dość prosty sposób co małżonek może robić z majątkiem wspólnym a czego nie. Punktem wyjścia będą dla nas dwie regulacje:

    art. 36 § 2. Każdy z małżonków może samodzielnie zarządzać majątkiem wspólnym, chyba że przepisy poniższe stanowią inaczej. Wykonywanie zarządu obejmuje czynności, które dotyczą przedmiotów majątkowych należących do majątku wspólnego, w tym czynności zmierzające do zachowania tego majątku.

    Art 361 § 1. Małżonek może sprzeciwić się czynności zarządu majątkiem wspólnym zamierzonej przez drugiego małżonka, z wyjątkiem czynności w bieżących sprawach życia codziennego lub zmierzającej do zaspokojenia zwykłych potrzeb rodziny * albo podejmowanej w ramach działalności zarobkowej.

    *czyli np. życie z oszczędności

    Na podstawie tych dwóch przepisów można wyprowadzić podstawową zasadę dotyczącą zarządu. Otóż zostaje tutaj wprowadzony podział, który w prawie oznacza wyróżnienie zarządu zwykłego i czynności przekraczających zarząd zwykły. Czyli każdy z małżonków, bez prawa ingerencji drugiego małżonka, ma prawo do następujących czynności:

    1. Czynności w bieżących sprawach życia codziennego
    2. Czynności zmierzające do zaspokojenia zwykłych potrzeb rodziny
    3. Czynności podejmowanych w ramach działalności zarobkowej.

    Przykład: Jan nie mógłby się sprzeciwić opłaceniu rachunków przez małżonkę, zakupom mającym na celu zapewnienie rodzinie obiadu czy zakupowi benzyny do samochodu przez małżonkę, która musi dojeżdżać do pracy.

    Czynności wymagające zgody współmałżonka

    Jak wspomniałem wcześniej, prawo przewiduje kilka rodzajów czynności, które bez zgody współmałżonka są nieważne. Będą to:

    1. Czynności prawnej prowadzącej do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia nieruchomości lub użytkowania wieczystego, jak również prowadzącej do oddania nieruchomości do używania lub pobierania z niej pożytków.

    Czyli de facto każda czynność prawna dotycząca nieruchomości będącej częścią majątku wspólnego małżonków wymaga zgody współmałżonka.

    Przykład: Będzie to sprzedaż nieruchomości, ustanowienie na nieruchomości hipoteki, zakup nowej nieruchomości, nabycie prawa użytkowania wieczystego czy np. wynajęcie nieruchomości etc.

    2. Czynności prawnej prowadzącej do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia prawa rzeczowego, którego przedmiotem jest budynek lub lokal.

    W wypadku lokalu i budynku regulacja jest nieco odmienna niż w wypadku nieruchomości (tutaj należy wyjaśnić, że nieruchomością jest ziemia zaś dom na niej stojący jest częścią składową nieruchomości – w tym natomiast przepisie chodzi o odrębną własność lokalu oraz o odrębną własność budynku). Jak widzimy ograniczenia dotyczą tylko praw rzeczowych, natomiast nie ma ograniczenia co do czynności prowadzących do pobierania z niej pożytków czy oddania do używania.

    3. Czynności prawnej prowadzącej do zbycia, obciążenia, odpłatnego nabycia i
    wydzierżawienia gospodarstwa rolnego lub przedsiębiorstwa.

    4. Darowizny z majątku wspólnego, z wyjątkiem drobnych darowizn
    zwyczajowo przyjętych.

    Najogólniej rzecz biorąc zgody współmałżonka wymagają wszystkie te czynności, które również normalnie są czynnościami specyficznymi.


    Co do środków pieniężnych- skąd wiadomo, ile potrwa sprawa i ile będzie do podziału na koncie? Tu nie chodzi przecież o podział, tylko o zabezpieczenie bieżących potrzeb rodziny.
    No i wg wyroku SN (nie pamiętam już nr), przed uzyskaniem rozwodu, a w trakcie sprawy, małżonkowie mają prawo do życia na tym samym poziomie.


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 14:31
    Przepisy należy czytać całościowo, nie wybiórczo, to raz, a dwa - pierwsze słyszę o zabezpieczaniu potrzeb rodziny, poprzez przelewanie połowy czy części wspólnej kasy na odrębny rachunek, bez uzgodnienia z jeszcze współmałżonkiem. A jak się ma to co piszesz w tym miejscu, do Twoich wypowiedzi w wątku pt. "Czy on może bezkarnie roztrwonić nasz majątek?".
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,114020202,114237350,Uszczuplenie_majatku_wspolnego.html
    Podstawową różnicę dostrzegam: tam FACET dokonał "zabezpieczenia oszczędności".

    --
    Kiedy okazja zapuka do twoich drzwi, zaproś ją na kolację.
  • 22.09.10, 14:49
    Autorka tamtego wątku miała problem: "Byłam w totalnym szoku! Ogołocił
    też nasze wspólne konto- zostawił mi tylko kilkaset złotych, a lokaty
    zlikwidował!!! "


    To chyba jest co innego niż zostawienie na koncie połowy całych oszczędności? Nie zauważyłaś? Tylko tych płci się będziesz do końca życia czepiać? To już nudne.
  • 22.09.10, 15:18
    ... nie tylko damsko - męskimi i dasz radę ze mną dyskutować bez personalnych przytyków - zapraszam do merytorycznej dyskusji.
    Zauważam jedno - małżonek autorki wątku widząc konto do połowy wyczyszczone, też mógłby wpaść na forum i napisać "łolaboga ta taka i owaka ciachnęła połowę mojej krwawicy". Czepiać się będę nie płci, a zachowań które mi się delikatnie mówiąc nie podobają i jest to moja i tylko moja sprawa.
    --
    Kiedy okazja zapuka do twoich drzwi, zaproś ją na kolację.
  • 22.09.10, 15:27
    Tak Sonia, masz obsesję,...bycia uczciwą.
    I tego się trzymaj.
    Jeśli ktoś nie rozumie słowa "uczciwość" to problem jego i jego bliskich.
    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te, które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z Zielonego Wzgórza wink
    Pokój bez klamek
  • 22.09.10, 21:21
    O rety, sonia...
    Podstawą trwania małżeństwa, jest zaufanie. Wiele małżeństw rozpada się, bo któraś ze stron to zaufanie utraciła. W przypadku utraty zaufania do współmałżonka, głupotą jest wiara bez podstaw, że w tym wypadku będzie uczciwy.

    > Przepisy należy czytać całościowo, nie wybiórczo, to raz,

    Dlatego Ci to polecam, a do tego choćby poradę u prawnika.

    a dwa - pierwsze słys
    > zę o zabezpieczaniu potrzeb rodziny, poprzez przelewanie połowy czy części wsp
    > ólnej kasy na odrębny rachunek, bez uzgodnienia z jeszcze współmałżonkiem.

    Podstawą wszelkich uzgodnień jest wzajemne zaufanie, nieprawdaż?
    Małżonek przezorny, który już wie, na co stać tego drugiego, a na dodatek sam nie jest w stanie zapewnić potrzeb dziecka, zabezpieczy się własnie w taki sposób choćby dlatego, że pustymi deklaracjami nie opłaci przedszkola czy rachunków za mieszkanie.

    Tam facet zabrał wszystkie pieniądze i zostawił żonę z dziećmi, sam balując z kochanką- o ile dobrze pamiętam. Wystarczy, że zacznie "się żywic" w drogich restauracjach, wydawać pieniądze na markowe ciuchy z górnej półki czy poddawać się zabiegom w SPA (oczywiście gubiąc przy tym rachunki) i tyle widziano tych pieniędzy.


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 23.09.10, 08:44
    Coż za elastyczność niebywała! Wprawdzie zaprzeczasz temu co napisałaś w poprzednim wątku, ale to drobiażdżyk jest, bywa jak się jest zmęczonym.
    Małżonek przezorny i uczciwy, mając obawy czy zdoła zapewnić potrzeby dziecka, złoży wraz z pozwem wniosek o zabezpieczenie, ale lavandzie nie o zabezpieczenie potrzeb dziecka chodzi, tylko o "zabezpieczenie oszczędności pod spodziewany podział majątku". Jak się zabezpiecza oszczędności pod podział, to ja rozumiem że jak już do niego dojdzie, całość zabezpieczonej kasy wejdzie nietknięta w masę podziałową, a nie raptem się okaże że środki wzięły i się rozpłynęły.
    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko, że czasami jest to wieko od trumny.
  • 23.09.10, 10:50
    sonia_30 napisała:

    > Coż za elastyczność niebywała! Wprawdzie zaprzeczasz temu co napisałaś w poprze
    > dnim wątku, ale to drobiażdżyk jest, bywa jak się jest zmęczonym.

    Och, doprawdy? Może nie zauważyłaś, że sytuacja jest zupełnie inna, bo tamten majątek poszedł najpewniej na roztrwonienie, została matka z dziećmi praktycznie bez środków do życia- bo ufała? Wierzyła w uczciwość? Jeśli u małżonka przed czy w trakcie rozwodu pojawiają się myśli o zabezpieczeniu wspólnego majątku, aby nie doszło do jego roztrwonienia, to chyba ta myśl ma jednak swoje realne podstawy? A może sądzisz, że u autorki ta myśl jest przesadzona? bezpodstawna?

    > Małżonek przezorny i uczciwy, mając obawy czy zdoła zapewnić potrzeby dziecka,
    > złoży wraz z pozwem wniosek o zabezpieczenie

    Niom. Całkiem trafna uwaga, bo decyzję o takim zabezpieczeniu sądy podejmują w ciągu paru godzin/ dni/ tygodni.

    , ale lavandzie nie o zabezpieczeni
    > e potrzeb dziecka chodzi, tylko o "zabezpieczenie oszczędności pod spodziewany
    > podział majątku".

    Dlatego w żadnym razie nie może tak pisać w tytule przelewu. Jeśli spodziewa się pozostawienia jej bez środków czy upłynnienia ich przez męża, to głupotą byłoby pozostawianie pieniędzy na koncie, bo odzyskanie ich może się okazać niemożliwe - małzonek może żyć rozrzutnie, co nie jest równoznaczne z trwonieniem majątku.

    Jak się zabezpiecza oszczędności pod podział, to ja rozumiem
    > że jak już do niego dojdzie, całość zabezpieczonej kasy wejdzie nietknięta w ma
    > sę podziałową, a nie raptem się okaże że środki wzięły i się rozpłynęły.

    Nie dostrzegłam w wypowiedziach nic, co wskazywałoby na planowaną defraudację wspólnych pieniędzy przez autorkę, natomiast dostrzegłam jej obawy odnośnie możliwego takiego postępowania przez jej męża.



    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 23.09.10, 23:08
    Jak maz mnie zdradzil i stwierdzilam od razu, ze to koniec, to wyplacilam ze wspolnego konta tylko swoja ostatnia wyplate (ale niewiele wiecej tam bylo) i zlozylam sobie konto w innym banku.
    To odpowiedz tylko na ten post, bo temat odnosnie finansow moglabym ciaaagnac...
    --
    "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
  • 22.09.10, 12:24
    na swoim przykładzie powiem bo najłatwiej==byłam uczciwa i powiedziala ,ze wnoszę pozew o rozwod, dalam pół roku ex mezowi na przedstawienie planu co z mieszkaniem, kredytem itp. ==w odpowiedzi po cichu wymiecione konto, ucieczka do kochanki o której wtedy jeszcze nie wiedzialam, wynajęcie zażartego adwokata. Mi poztostało===spłacenie wszystkoch zobowiazań małżeńskich, utrzymanie dziecka , mieszkania itp, sale sadowe od wielu lat ==dzisiaj powiem otwarcie ++++++WYJMIJ PIENIĄDZE BO BĘDĄ CI POTRZEBNE+++twój mąz nie bedzie mial nad toba litości i jeszcze nawet na tym forum nie spotkałam opisu ( poza chyba 1) ze rozstali się po dzentelmeńsku.Uczciwośc nie popłaca dzisiaj to wiem ale tez wiem ze źle wychowałam dziecko bo tez jemu to zaszczepiłam a dzisiaj żałuję.W tym kraju maja tylko dobrze kretacze, alkoholicy, przemocowcy, kłamcy itp. reszta...sama się przekonasz o i to wkrótce.
  • 22.09.10, 14:04
    jes
    > zcze nawet na tym forum nie spotkałam opisu ( poza chyba 1) ze rozstali się po
    > dzentelmeńsku.

    czyzbys miala mnie na mysli? Ale dolicz 2 raz, bo moj ex just 2 raz sie przyzwoicie rozwodzi.

    W tym kraju maja tylko
    > dobrze kretacze, alkoholicy, przemocowcy, kłamcy itp.

    Nieprawda.
    --
    It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
    ~ Cicero
  • 22.09.10, 14:20
    plujeczka napisała:


    > Uczciwośc nie popłaca dzisiaj to wiem ale tez wiem ze źle wychowa
    > łam dziecko bo tez jemu to zaszczepiłam a dzisiaj żałuję.W tym kraju maja tylko
    > dobrze kretacze, alkoholicy, przemocowcy, kłamcy itp. reszta...sama się przeko
    > nasz o i to wkrótce.

    Plujeczko, też doszłam do tego wniosku rozwodząc się, ale mimo to cieszę się, że byłam uczciwa i mam czyste sumienie. jak widzę, że ktoś kradnie to i tak nie kradnę...
    na szczęście ja trafiłam na sędzinę, która nie dała się zwieść i wprost zasugerowała exowi, że ściemnia.
  • 22.09.10, 13:08
    lavanda100 napisała:

    > - boję się, że kiedy złożę pozew, mąż wyjmie z naszego wspólnego konta nasze os
    > zczędności i już nigdy ich na oczy nie zobaczę.

    Na miejscu twojego męża po zabraniu wspólnych oszczędności natychmiast złożyłbym pozew o rozwód z twojej winy z głównym zarzutem: samodzielne dysponowanie wspólnym majątkiem bez zgody współmałżonka.

    Ten kto wszczyna wojnę, powinien być potem obciążony odpowiedzialnością za efekty tej wojny, które nigdy nie są dobre.
  • 22.09.10, 13:19
    To ja poproszę o konkretny paragraf w tej sprawie wink
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 16:37
    zmeczona100 napisała:

    > To ja poproszę o konkretny paragraf w tej sprawie wink

    A proszę bardzo:

    "Kodeks rodzinny i opiekuńczy
    Art. 23. Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.
    Art. 24. Małżonkowie rozstrzygają wspólnie o istotnych sprawach rodziny; w braku porozumienia każdy z nich może zwrócić się o rozstrzygnięcie do sądu."

    Zabór ze wspólnego konta bankowego sumy pieniędzy, która przekracza potrzeby związane z codziennym utrzymaniem, jest złamaniem zasady współdziałania dla dobra rodziny oraz zasady wspólnego rozstrzygania o istotnych sprawach rodziny.

    Mąż może w wyniku takiego czynu stracić zaufanie do żony i może to doprowadzić do zerwania pozostałych 2 więzi małżeńskich.

    Jeśli nie uda się w trakcie procesu rozwodowego udowodnićmężowi innych win, wtedy czyn autorki wątku (jeśli go oczywiście zrobi) może być podstawą do obarczenia jej wyłączną winą za rozpad związku.

    (Moim zdaniem oczywiście, ale popartym paroletnim doświadczeniem.)

  • 22.09.10, 21:12
    fragile66 napisał:
    > A proszę bardzo:
    (...)

    Fragille wink
    Pytałam o paragraf, który można wykorzystać w opisywanej sytuacji dziewczyny- skoro chce złozyć pozew, to znaczy, że ustały wszelkie więzi. Weź mi wytłumacz, jak krowie na miedzy, co mają działania PO ustaniu wszelkich więzi na winę za to ustanie? wink



    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 21:50
    zmeczona100 napisała:

    > fragile66 napisał:
    > > A proszę bardzo:
    > (...)
    >
    > Fragille wink
    > Pytałam o paragraf, który można wykorzystać w opisywanej sytuacji dziewczyny- s
    > koro chce złozyć pozew, to znaczy, że ustały wszelkie więzi. Weź mi wytłumacz,
    > jak krowie na miedzy, co mają działania PO ustaniu wszelkich więzi na winę za t
    > o ustanie? wink
    >
    >
    >
    hm, idąc tym tropem - co złego w tym, że ktoś znalazł sobie nowego partnera po ustaniu więzi, a przed rozwodem? spytaj każdego prawnika to Ci powie, że jednak może mieć to znaczenie, więc to co na chłopski rozum logiczne, a to jak w sądzie wygląda to 2 różne sprawy są...
  • 22.09.10, 22:19
    malgolkab napisała:


    > hm, idąc tym tropem - co złego w tym, że ktoś znalazł sobie nowego partnera po
    > ustaniu więzi, a przed rozwodem?

    Nic, o ile znalazca partnera ma twarde dowody na to, że więź ustała wcześniej z winy współmałżonka i ta wina spowodowała utratę zaufania, co absolutnie wykluczało dalsze trwanie tego związku dla osoby niewinnej.

    spytaj każdego prawnika to Ci powie, że jednak
    > może mieć to znaczenie,

    Może. Jeśli pozew złożony bez orzekania o winie, a jedna ze stron poznaje kogoś, co powoduje, że nie da się już naprawić wzajemnych relacji, nie ma szans na ratowanie małżeństwa.

    więc to co na chłopski rozum logiczne, a to jak w sądz
    > ie wygląda to 2 różne sprawy są...

    Bo to zależy wszystko od sytuacji, a nie od paragrafów; w każdej istnieje możliwość zastosowania innego paragrafu.

    Ja- za radą prawnika zresztą, mając na uwadze wcześniejsze moje doświadczenia z "uczciwością" męża, mając realne podstawy, by sądzić, że zastanę ograbione konto i nie będę miała za co utrzymać syna, przelałam wszelkie nasze oszczędności, które i tak były mniejsze, niż te na ukrytym jego koncie. Pieniądze przelałam, kiedy wiedziałam, że nic i nikt, żadna siła nie zmusi mnie do ratowania tego małżeństwa. Bo po pewnych zachowaniach to małżeństwo przestało dla mnie istnieć w jednej chwili. Co zresztą przypłaciłam zdrowiem.

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 23.09.10, 13:23
    zmeczona100 napisała:

    > Fragille wink
    > Pytałam o paragraf, który można wykorzystać w opisywanej sytuacji dziewczyny

    A te paragrafy były złe? Na miejscu jej męża powołałbym się na nie w pierwszej kolejności.

    - s
    > koro chce złozyć pozew, to znaczy, że ustały wszelkie więzi.

    Nie jestem adwokatem autorki wątku i nie mnie wnikać, czy ma jakieś dowody na ustanie wszelkich więzi. Za parę miesięcy gdy spotkają się na sali sądowej jest całkiem możliwe, że głównym dowodem na ustanie tych więzi będzie podstępne wyprowadzenie pieniędzy z konta

    Weź mi wytłumacz,
    > jak krowie na miedzy, co mają działania PO ustaniu wszelkich więzi na winę za t
    > o ustanie? wink

    Mają się tak, że ustalenie, czy więzi między małżonkami ustały, jest prerogatywą Sądu. Żadne z małżonków nie może sobie samodzielnie ustalać, że już na nic nie łączy.

    Dlatego wszelkie działania na niekorzyść rodziny - takie jakie planuje autorka wątku, albo takie o których wspomina malgolka poniżej, czyli romansowanie - PRZED uprawomocnieniem się wyroku rozwodowego jest traktowane jak wina w rozpadzie związku.

    Moja adwokat w trakcie sprawy wiele razy ostrzegała mnie, żebym się nie bawił w żadne romanse, bo będę byłej żonie płacił do końca życia. I miała rację - dobrze że jej posłuchałem.
  • 22.09.10, 14:00
    fragile66 napisał:

    > lavanda100 napisała:
    >
    > > - boję się, że kiedy złożę pozew, mąż wyjmie z naszego wspólnego konta na
    > sze os
    > > zczędności i już nigdy ich na oczy nie zobaczę.
    >
    > Na miejscu twojego męża po zabraniu wspólnych oszczędności natychmiast złożyłby
    > m pozew o rozwód z twojej winy z głównym zarzutem: samodzielne dysponowanie wsp
    > ólnym majątkiem bez zgody współmałżonka.
    >
    > Ten kto wszczyna wojnę, powinien być potem obciążony odpowiedzialnością za efek
    > ty tej wojny, które nigdy nie są dobre.


    Nie nakręcaj się za dużo. Autorka napisala, że chce przelać na swoje konto POŁOWĘ oszczędności z konta wspólnego z jasnym opisem tego przelewu. Gdzie w tym widzisz złamanie prawa? Plus spokojne poinformowanie męża, że takiego przelewu dokonała, że drugą połowę zostawia jemu do dyspozycji, a jesli przy podziale majątku sąd zadecyduje o innym podziale pieniędzy to spłacą się wg wyroku. Ja w tym nie widzę nic zdrożnego, a jest w tym dbanie o własne interesu a nie robienie z siebie ostatniej naiwnej, która zostaje bez grosza przy duszy bo drugi małżonek oczyścił wspólne konto DO ZERA i śmieje się jej w twarz.
    Albo, najlepiej by było, siąść z mężem przy komputerze, porozmawiać o środkach na koncie i zrobić od razu przelewy na 2 konta osobiste, by sprawę zamknąć a nie zostawiać jej zaczętej a nie sfinalizowanej i trząść się, że może zaraz wszystkie środki znikną z konta. O ile się da z mężem rozmawiać, bo nie wiemy jaki to typ człowieka.

    A już twój pomysł Fragile66 by wnosić pozew za winą autorki z powodu samodzielnego przelewu z konta to naprawdę zabawny smile. Szkoda, że za samodzielne wypłacenie pieniędzy na zrobienie zakupów spożywczych do domu bez zgody małżonka udzielonej na piśmie, się ludzie nie rozwodzą i winą nie obciążają tongue_out
  • 22.09.10, 14:06
    dru
    > gi małżonek oczyścił wspólne konto DO ZERA i śmieje się jej w twarz.

    Dlatego radze uzyskac i zabezpieczyc stosowne informacje o zdromadzonych na koncie srodkach, by mozna bylo je uwzglednic przy podziale majatku.

    --
    It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
    ~ Cicero
  • 22.09.10, 14:09
    Naprawdę, będzie to wieeeelce przydatne, jeśli małżonek nagle zacznie uzywac życia i zyć rozrzutnie wink
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 22.09.10, 14:28
    > Na miejscu twojego męża po zabraniu wspólnych oszczędności natychmiast złożyłby
    > m pozew o rozwód z twojej winy z głównym zarzutem: samodzielne dysponowanie wsp
    > ólnym majątkiem bez zgody współmałżonka.

    Hmm, niewiele by mnie to obeszło.
    Oboje zarabiamy, na podobnym poziomie (mąż trochę więcej ode mnie), więc nie będzie alimentacji w żadną stronę i orzekanie o winie jest mi niepotrzebne (nie interesuje mnie "satysfakcja" ani "zwycięstwo moralne").
    Ja będę wnosić o rozwód bez orzekania o winie.
  • 23.09.10, 13:15
    lavanda100 napisała:

    > Hmm, niewiele by mnie to obeszło.

    Hmm, w sumie nie moja sprawa, ale powinno cię obchodzić, co robi twój przeciwnik. Brak dobrego wywiadu był przyczyną niejednej przegranej wojny.

    > Oboje zarabiamy, na podobnym poziomie (mąż trochę więcej ode mnie), więc nie bę
    > dzie alimentacji w żadną stronę i orzekanie o winie jest mi niepotrzebne (nie i
    > nteresuje mnie "satysfakcja" ani "zwycięstwo moralne").

    Ja pisałem o sytuacji odwrotnej: kiedy to mąż będzie wnosił o orzeczeniu twojej wyłącznej winy - może to zrobić także będąc pozwanym, wystarczy wyrazić swoje stanowisko na początku rozprawy.

    Jeśli udałoby mu się przeprowadzić dowód, że jesteś wyłącznie winna, miałby w przyszłości prawo do alimentów na swoją rzecz.
    Być może on nawet tego nie wie, ale wystarczy, że pójdzie po choćby najprostszą poradę prawną i wtedy się dowie.
  • 23.09.10, 14:05
    Ja jestem po konsultacji z prawnikiem i powtórzę: oboje zarabiamy, mąż trochę więcej ode mnie. Nie wchodzi w grę żadna alimentacja między (byłymi) współmałżonkami.
    Sprawa orzeczenia o winie jest mi obojętna, tym bardziej, że z łatwością mogłabym udowodnić winę męża, ale (jak napisałam) nie obchodzi mnie udowadnianie winy tylko dopięcie rozwodu.
  • 23.09.10, 14:41
    A co prawnik powiedział w temacie "zabezpieczenia oszczędności pod spodziewany podział majątku"?
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 23.09.10, 22:19
    O tym nie rozmawiałam, więc nie wiem.
  • 23.09.10, 20:01
    zarobki są teraz, ale za kilka lat mąż może się "postarać" o utratę pracy, skoro jak piszesz ma zdolność do posiadania ukrytych kont itd... no i wtedy sprawa wygląda już inaczej.

    Ciebie może udowadnianie winy nie interesuje (moim zdaniem słusznie z resztą), ale czy jego też nie??
  • 23.09.10, 22:21
    To ktoś inny pisał o ukrytych kontach męża, u mnie (o ile nie czeka mnie jakieś zaskoczenie...) nie ma takiej sytuacji.
    No i jestem przygotowana na pokazanie jego "zasług", jeśli upierałby się przy rozwodzie z orzekaniem o winie.
  • 22.09.10, 14:34
    fragile66 napisał:
    > Na miejscu twojego męża po zabraniu wspólnych oszczędności natychmiast złożyłby
    > m pozew o rozwód z twojej winy z głównym zarzutem: samodzielne dysponowanie wsp
    > ólnym majątkiem bez zgody współmałżonka.

    A to się uśmiałam smile Jak ze wspólnego konta żona sama kupi pralkę to mąż może zażądać rozwodu z jej winy z zarzutem 'samodzielne dysponowanie wspólnym majątkiem'??

    Nie zapędzaj się wink
  • 23.09.10, 15:00
    only.elvie napisała:

    > A to się uśmiałam smile Jak ze wspólnego konta żona sama kupi pralkę to mąż może z
    > ażądać rozwodu z jej winy z zarzutem 'samodzielne dysponowanie wspólnym majątki
    > em'??

    Jeśli żona kupi pralkę wbrew wyraźnie sformułowanej woli męża i mąż będzie miał na to dowody, np. wiarygodnych świadków, to tak - może to być jeden z dowodów na brak więzi pomiędzy małżonkami koniecznej do codziennego życia pod jednym dachem.

    Nie jest to jeszcze wystarczający powód do żądania rozwodu, ale jako dowód na brak więzi między małżonkami - jak najbardziej.

    Nie zapędzam się - piszę tylko o tym, co na własnej skórze mam wygarbowane.
  • 23.09.10, 19:14
    fragile66 napisał:
    > Jeśli żona kupi pralkę wbrew wyraźnie sformułowanej woli męża i mąż będzie miał
    > na to dowody, np. wiarygodnych świadków, to tak - może to być jeden z dowodów
    > na brak więzi pomiędzy małżonkami koniecznej do codziennego życia pod jednym da
    > chem.

    No to wystarczy 'wyraźnie sformułować wolę' niekupowania jedzenia i poczekać aż druga strona z głodu zemrze albo się złamie i już rozwód gotowy a przynajmniej 'ustanie więzi'. Przeginasz - nie ma tak prosto smile
  • 24.09.10, 10:51
    elvie,
    nie zamierzam się tłumaczyć z każdej wypowiedzi, bo nie o to chodzi na forum, tylko żeby ludzie prezentujący swoje dylematy mieli możliwie szerokie spektrum komentarzy i mogli podjąć jak najlepsze decyzje.

    Więc nie czepiajmy się słówek i nie twórzmy absurdalnych argumentów.

    Świeżo jestem po przeczytaniu powtórnie uzasadnienia do wyroku w mojej sprawie o rozwód. Muszę przyznać, że po paru latach zmieniła mi się trochę optyka i czytam argumentację Sądu z mniejszymi emocjami, a bardziej analitycznie.

    Nie będę rzecz jasna przytaczał przykładów, ale różnica pomiędzy tym, co ja uważałem za istotne dowody w sprawie, a tym, co Sąd przyjął albo rozważył - była OGROMNA.

    Można się zdziwić, jak z pozoru nic nieznaczące wypowiedzi podczas składania zeznań, zwłaszcza jeśli były połączone z jakimiś emocjami, zapadają sędzi w pamięć do tego stopnia, że stają się potem pryzmatem, przez który ogląda inne dowody.

    Dlatego uważam, że jeśli autorka wątku wprowadzi w życie swój plan, może jej nic nie grozić, jeśli mąż przejdzie nad tym do porządku dziennego, ale może też być istotnym zagrożeniem dla jej przyszłości, jeśli mąż wykorzysta ten fakt przeciwko niej.

    Dla uzupełnienia dodam tylko, że piszę na podstawie własnego doświadczenia, bo ex wypłaciła sobie ze wspólnego konta prawie 30 tys. zł, i to nie z oszczędności, tylko z linii kredytowej w koncie. Potem okazało się, że nie mogę jej z tego tytułu pociągnąć do odpowiedzialności karnej (bo zabranie pieniędzy z konta, którego się jest współwłaścicielem, nie jest kradzieżą), ale sprawę o zniesienie wspólności majątkowej wygrałem, rozwód zakończył się orzeczeniem obustronnej winy, a w postępowaniu o podział majątku cały czas są dołączone akta sprawy, w której wałkowaliśmy temat zabrania pieniędzy - jeszcze nie wiem, czy przyniesie to skutek w postaci nierównych udziałów w majątku, ale niezadługo będę wiedział.

    Tak więc krótkoterminowo moja złodziejka-była-żona (tu nie sala sądowa, więc nie muszę się kierować paragrafami) zdobyła pieniądze, które zresztą w niecały rok przepultała na adwokata, detektywów, buty, bieliznę, komputer i smartfon, ale za to długoterminowo zyskała moją zawziętość w doprowadzaniu kolejnych spraw do końca. I jeśli sprawa podziału majątku zakończy się choć po części po mojej myśli, to może się okazać, że również te wcześniej zdobyte pieniądze też straci.

    Dodatkowym efektem była całkowita zmiana podejścia do niej mojej rodziny. Bo o ile wcześniej trochę jej współczuli, nie do końca wierzyli moim zapewnieniom, że główną przyczyną rozwodu jest jej zdrada, to po zabraniu pieniędzy straciła w ich oczach cały szacunek i było to prawie jak przyznanie się do winy.
    Największe wrażenie zrobiła na mnie relacja mojej matki, która w rozmowie z teściową zapytała ją wprost, jak to było z tymi pieniędzmi. I teściowa potwierdziła, że no przecież ona musiała, że nie byłoby z czego żyć, że sama ją namawiała do tego. A moja mama, która utrzymuje się z nimimalnej emerytury i wynajmuje pokój studentom, żeby związać koniec z końcem, bo jest zbyt dumna, żeby przyjąć wsparcie od dzieci, stwierdziła tylko: jak potrzebowała na życie, to mogła zadzwonić do mnie, na pewno bym jej pomogła, ale 30 tysięcy to jednak była przesada. Od tego czasu panie się do siebie nie odzywają, a ex straciła kilku może nie sojuszników, ale na pewno życzliwie nastawionych osób.

    To miałem na myśli pisząc o konsekwencjach wszczynania wojny, ale nie miałem wtedy czasu, żeby rozwinąć wątek.

    Konsekwencje mogą być żadne, ale mogą też być opłakane, więc warto się zastanowić solidnie, zanim wejdzie się w spór, z którego wycofać się nie będzie sposobu.
  • 24.09.10, 11:06
    fragile66 napisał:
    > Dlatego uważam, że jeśli autorka wątku wprowadzi w życie swój plan, może jej ni
    > c nie grozić, jeśli mąż przejdzie nad tym do porządku dziennego, ale może też b
    > yć istotnym zagrożeniem dla jej przyszłości, jeśli mąż wykorzysta ten fakt prze
    > ciwko niej.

    Konkrety prosze. Jak mąż może wykorzystać ten fakt? Co może zrobić sąd?

    > Dla uzupełnienia dodam tylko, że piszę na podstawie własnego doświadczenia, bo
    > ex wypłaciła sobie ze wspólnego konta prawie 30 tys. zł, i to nie z oszczędnośc
    > i, tylko z linii kredytowej w koncie.

    A nie sądzisz, że to spora różnica - połowa oszczędności a zaciągnięcie kredytu?

    > To miałem na myśli pisząc o konsekwencjach wszczynania wojny, ale nie miałem wt
    > edy czasu, żeby rozwinąć wątek.

    Jeżeli to miałeś na myśli to na początek rzuciłeś idiotycznymi argumentami o rozwodzie z jej winy, bo przelała sobie połowę oszczędności. I nie zastanowiłeś się nad tym, że skoro autorka chce to zrobić bo obawia się, że mąż przywłaszczy sobie wszystkie oszczędności to wojna i tak będzie? Nie zastanowiłeś się nad tym, że jak postąpi 'honorowo' tak jak Ty czy Sonia jej radzicie to może się znaleźć właśnie w takiej sytuacji jak Ty - bez kasy z wieloletnią szarpaniną? To jej doradzasz?
  • 24.09.10, 11:39
    only.elvie napisała:

    > Konkrety prosze. Jak mąż może wykorzystać ten fakt? Co może zrobić sąd?

    O rany, no zupełnie jak z pewnym europosłem: "Ale konkrety, kawa na ławę proszę!" smile

    Pisałem już, że na miejscu męża miałbym bardzo dogodny argument za walką o orzeczenie wyłącznej winy żony. Czysto hipotetycznie, bo nie wiadomo, jak mocne "kwity" ma autorka wątku na swojego męża i czy w związku z tym nie będzie się obawiał rozgrzebywania tych spraw przed sądem.
    Gdyby jednak mąż był czysty jak łza, to dostałby do ręki potężną broń.

    Sąd może przychylić się do wniosku pozwanego i orzec wyłączną winę żony w rozpadzie związku. (Czy to już jest wystarczająco konkretnie?)


    > A nie sądzisz, że to spora różnica - połowa oszczędności a zaciągnięcie kredytu
    > ?

    Nie, nie sądzę.
    Sąd też tego nie rozróżnia.
    Spora różnica jest tylko dla banku, no i dla użytkowników tych pieniędzy, bo ich użytkowanie kosztuje jedną albo drugą stronę w postaci odsetek lub kosztów kredytu.
    Jako dowód przed sądem - nie ma żadnej różnicy.


    > Jeżeli to miałeś na myśli to na początek rzuciłeś idiotycznymi argumentami o ro
    > zwodzie z jej winy, bo przelała sobie połowę oszczędności.

    Moja ex przelała sobie połowę dostepnej linii kredytowej (zresztą spłaconej miesiąc wcześniej z odprawy, którą dostałem przy odchodzeniu z pracy). Nikt w żadnym sądzie nie zwracał uwagi na powtarzane przez ex argumenty, że zabrała tylko połowę. Liczył się tylko sam fakt zabrania pieniędzy i ulokowania ich w miejscu, do którego mąż nie miał dostępu.

    I nie zastano
    > wiłeś się nad tym, że skoro autorka chce to zrobić bo obawia się, że mąż
    > przywłaszczy sobie wszystkie oszczędności to wojna i tak będzie?

    Nie zastanowiłem się, bo nie rozumiem tego toku myślenia. Moim zdaniem wojny można uniknąć, jeśli obie strony zachowają się fair. Zakładanie, że druga strona zachowa się po świńsku, więc ja muszę ją uprzedzić - przyznaję, że wykracza to poza moje rozumienie przyzwoitego postępowania i nie zastanowiłem się nad tym.

    Nie zastanowi
    > łeś się nad tym, że jak postąpi 'honorowo' tak jak Ty czy Sonia jej radzicie to
    > może się znaleźć właśnie w takiej sytuacji jak Ty - bez kasy z wieloletnią sza
    > rpaniną? To jej doradzasz?

    Rozumiem, że to pytanie retoryczne i ty byś doradzała postępowanie odwrotne: postąpić "niehonorowo" i samej rozpocząć wieloletnią szarpaninę z kasą w ręku na dobry początek.

    Ciotka Dobra Rada - nie ma co!
  • 24.09.10, 11:51
    fragile66 napisał:
    > Pisałem już, że na miejscu męża miałbym bardzo dogodny argument za walką o orze
    > czenie wyłącznej winy żony.

    Po czym sam się w zasadzie z tego wycofałeś na rzecz 'ustania więzi' co autorce akurat jest na rękę.

    > Nie zastanowiłem się, bo nie rozumiem tego toku myślenia. Moim zdaniem wojny mo
    > żna uniknąć, jeśli obie strony zachowają się fair. Zakładanie, że druga strona
    > zachowa się po świńsku, więc ja muszę ją uprzedzić - przyznaję, że wykracza to
    > poza moje rozumienie przyzwoitego postępowania i nie zastanowiłem się nad tym.

    I dlatego właśnie dostałeś ostro po dupie od swojej ex. Ponoć człowiek uczy się na własnych błędach - Ty natomiast doradzasz powtarzać je innym???

    Gdybyś mógł cofnąć czas i np. zlikwidować w banku linię kredytową, przez co Twoja eks nie mogłaby zabrać tych 30tys. i uniknąłbyś szarpaniny o to - nie zrobiłbyś tego?

    > Rozumiem, że to pytanie retoryczne i ty byś doradzała postępowanie odwrotne: po
    > stąpić "niehonorowo" i samej rozpocząć wieloletnią szarpaninę z kasą w ręku na
    > dobry początek.

    Owszem, z tym, że nie uważam takiego działania za niehonorowe. Niehonorowe byłoby dla mnie przelanie całej kasy. Natomiast pozostawienie finansów na łasce i niełasce byłego uważam, za bardzo złe pojmowanie 'honoru'.
  • 24.09.10, 12:17
    only.elvie napisała:

    > fragile66 napisał:
    > > Pisałem już, że na miejscu męża miałbym bardzo dogodny argument za walką
    > o orze
    > > czenie wyłącznej winy żony.
    >
    > Po czym sam się w zasadzie z tego wycofałeś na rzecz 'ustania więzi' co autorce
    > akurat jest na rękę.

    To są dwie odrębne sprawy - orzeczenie o winie i orzeczenie o ustaniu więzi, które jest konieczną przesłanką pozytywną do rozwodu. Z żadnej się nie wycofywałem, nadal uważam, że mąż może mieć dzięki zabraniu pieniędzy przez żonę (obojętnie czy połowę czy całość, czy choćby średnią miesięczną pensję) wygodny oręż do walki w sądzie o korzystne dla siebie rozstrzygnięcie.

    > I dlatego właśnie dostałeś ostro po dupie od swojej ex. Ponoć człowiek uczy się
    > na własnych błędach - Ty natomiast doradzasz powtarzać je innym???

    Nie dostałem po d... , tylko po portfelu. smile
    Pisałem już powyżej, że w dłuższej perspektywie to ex popełniła błąd, bo zmobilizowała mnie do walki, co jej na dobre nie wyszło. A przed zabraniem pieniędzy miałem dla niej naprawdę hojne propozycje co do wszystkich ustaleń, włącznie z podziałem majątku. Tylko że ona podejrzewała mnie o niecne zamiary - dokładnie tak jak autorka wątku swojego męża - i wolała wziąć sprawy w swoje ręce.
    Dlatego raczej ODRADZAM innym popełnianie takich błędów, jak moja ex.

    > Gdybyś mógł cofnąć czas i np. zlikwidować w banku linię kredytową, przez co Two
    > ja eks nie mogłaby zabrać tych 30tys. i uniknąłbyś szarpaniny o to - nie zrobił
    > byś tego?

    Trudno gdybać po fakcie, ale chyba nie.
    Tym bardziej, że dzięki temu przynajmniej pozbyłem się złudzeń co do intencji ex, straciłem do niej resztki zaufania i szacunki. Nie miałem potem wyrzutów sumienia, żeby po kawałeczku odbierać jej to, na czym jej najbardziej zależało, czyli pieniądze.

    Niehonorowe było
    > by dla mnie przelanie całej kasy. Natomiast pozostawienie finansów na łasce i n
    > iełasce byłego uważam, za bardzo złe pojmowanie 'honoru'.

    Zgadza się. Mamy zupełnie odmienne pojmowanie honoru.
    Fajnie że tyle różnych ludzi jest na świecie. Dobrze że nie z wszystkimi muszę się spotykać na codzień.
  • 24.09.10, 12:45
    fragile66 napisał:
    > Dlatego raczej ODRADZAM innym popełnianie takich błędów, jak moja ex.

    Odradzasz bez żadnych refleksji, że jednocześnie postępowanie to naraża ją na taką sytuację:
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,114020202,,Czy_on_moze_bezkarnie_roztrwonic_nasz_majatek_.html?s=0
  • 22.09.10, 14:17
    lavanda100 napisała:


    >
    > - boję się, że kiedy złożę pozew, mąż wyjmie z O szczegółach nie chcę pisać, ale mam kilka pytań, może ktoś mi pomoże znaleźć
    > odpowiedzi:naszego wspólnego konta nasze os
    > zczędności i już nigdy ich na oczy nie zobaczę. Wyjąć połowę pieniędzy i przela
    > ć na swoje własne konto tytułem "zabezpieczenia oszczędności pod spodziewany po
    > dział majątku"?
    ja nie miałam czego wyciągać, wszystko przynosił w gotówce i miał kilka kont firmowych (na różne spółki), poprzepisywał też udziały na osoby ze swojej rodziny... nie wiem jak jest traktowane w sądzie takie wyjęcie pieniędzy, więc tu nie poradzę
    > - robiliście sobie za wczasu kopie np. PITów, innych dokumentów świadczących o
    > dochodach z ubiegłych lat exa?

    jestem tak nauczona z pracy, że robię kopię wszystkich ważniejszych dokumentów - nigdy nie wiadomo kiedy coś zginie... choć i tak jak się wyprowadził to oddałam mu jego dokumenty i nawet tam nie zaglądałam i to był błąduncertain Tobie radzę skserować co się da i trzymać poza domem (u rodziny, przyjaciół)
    > - czy ktoś był w sytuacji kiedy para mieszkała w tym samym mieszkaniu podczas r
    > ozwodu? Nie chcę płacić za wynajem mieszkania dla siebie i dziecka, a mąż się n
    > ie wyprowadzi, na to nie liczę. Czy takie wspólne mieszkanie szkodzi jakoś w są
    > dzie podczas procesu?

    na pewno jest łatwiej udowodnić rozpad pożycia kiedy się mieszka osobno. jeśli nie ma takiej opcji, będziesz musiała wykazać, że mieszkając wspólnie nie prowadzicie wspólnego gospodarstwa i razem nie sypiacie.
    > Wszelkie inne rady dot. przygotowań mile widziane...
    spodziewać się wszystkiego (mój były przynoszący 2 lata temu wypłatę w wysokości 5000-7000 w sądzie przedstawił zaświadzcenie, że zarania 1000 i ma 2 firmy na stracie), nie dać się zastraszyć. dasz radę - będzie dobrze
  • 23.09.10, 19:23
    Ludziska - w małżeństwie nawet wspólnego konta mieć nie trzeba. To na czyim koncie są pieniądze nie ma znaczenia - dorobek wspólny jest wspólny, trzymać go można pod materacem albo zakopany w ogródku.

    Autorce wątku poradziłabym - jeżeli boisz się oszustwa ze strony męża - nie wahaj się! Z punktu widzenia podziału majątku nie jest ważne na czyim koncie są pieniądze, mąż i tak będzie miał możliwość udowodnienia ile w danym dniu było a sąd możliwość podziału.

    Czy tak naprawdę którykolwiek z forumowiczów potrafi wymyślać co - oprócz zwrotu na rzecz małżonka jeżeli podział wskazałby dla niego większą część może zrobić jej za to sąd? Bo ja nic strasznego nie widzę. A plus jest taki, że zabezpieczy się przed nagłym ogołoceniem konta przez małżonka i potem żmudnym a może nawet niemożliwym odzyskiwaniem swojej części.
  • 23.09.10, 22:25
    > Czy tak naprawdę którykolwiek z forumowiczów potrafi wymyślać co - oprócz zwrot
    > u na rzecz małżonka jeżeli podział wskazałby dla niego większą część może zrobi
    > ć jej za to sąd?

    Dokładnie na to wychodzi - nie widać realnego zagrożenia smile
    Rozważań teoretycznych zostało wysnutych całkiem sporo, ale nie widać, żeby był to pomysł obarczony ryzykiem jakiejś konkretnej sankcji.
    Jeśli jeszcze-mąż wyciągałby to jako dowód na ustanie więzi - tym lepiej, będzie kolejny argument za rozwodem.
    No i byłby jeszcze taki skutek, że pewnie jeszcze-mąż zapłonąłby świętym oburzeniem jak ja tak mogłam i będzie próbował sprzedawać wersję, że go okradłam z JEGO pieniędzy itd itp.
  • 24.09.10, 09:10
    Na świętym oburzeniu może się nie skończyć. Jeśli jest kreatywny, macie szansę na długotrwałą żonglerkę w myśl przysłowia 'kto sieje wiatr, ten zbiera burzę', ale ocena sytuacji należy do Ciebie.
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 24.09.10, 09:28
    sonia_30 napisała:
    > Na świętym oburzeniu może się nie skończyć. Jeśli jest kreatywny, macie szansę
    > na długotrwałą żonglerkę w myśl przysłowia 'kto sieje wiatr, ten zbiera burzę',
    > ale ocena sytuacji należy do Ciebie.

    O jakiej 'żąglerce' piszesz. Ale tak konkretnie proszę z tego co napisałaś kompletnie nic nie wynika.

    Tak oczywiście - najlepiej być hiper-fair i liczyć na to, że druga strona będzie hiper-fair. Tylko widzisz - w czasie rozwodu z ludzi wychodzą najgorsze cechy i będąc miłym można po prostu ostro dostać po dupie. Dlatego ja jestem za zabezpieczaniem swoich interesów a przelanie połowy oszczędności na swoje konto tym waśnie jest. Według Ciebie lepiej być super-poprawnym a potem latami bujać się z eksem, żeby odzyskać swoje pieniądze? Ryzykować parę lat szarpaniny w imię czego pytam??
  • 24.09.10, 09:52
    Piszę o ŻONGLERCE, nie 'żąglerce' 8-] a konkretów nie podam, bo nie wiem na co pana stać. Wskazuję jedynie na fakt, iż zachowanie niefajne może rodzić reperkusje (może nie musi). Jest szansa, że gość przełknie gładko i bez mydła ulotnienie się części kasy z rachunku, ale może być też tak że sytuacja go zirytuje i postanowi jeszczeżonie życie uprzyjemnić.
    Ja wolę być poprawna, bo lubię sobie w oczy patrzeć przy myciu zębów czy modelowaniu grzywki. Czyjeś zachowanie - chamskie czy nie fair, nie jest dla mnie usprawiedliwieniem mojego zachowania na podobnym poziomie, szczególnie jeśli rzecz dotyczy spraw ważnych. Tak mnie Rodzice wychowali i jestem im za to niezwykle wdzięczna. W tym wątku wyrażam swoją opinię i wskazuję na konsekwencje, które mogą ale nie muszą nastąpić, a co z tym lavenda zrobi, to już jej broszka. Jestem zdania że swoim zachowaniem ryzykuje właśnie owe parę lat szarpaniny. Bo to że Ona złoży pozew bez orzekania o winie licząc na sprawę łatwą i prostą nie oznacza, ze jej małżonek zechce się w ten model wpisać.
    --
    Pierwsze małżeństwo, to zwycięstwo wyobraźni nad rozumem, drugie to zwycięstwo nadziei nad doświadczeniem.
  • 24.09.10, 10:06
    sonia_30 napisała:

    Bo to ż e Ona złoży pozew bez orzekania o winie licząc na sprawę łatwą i prostą nie ozn
    > acza, ze jej małżonek zechce się w ten model wpisać.

    Święte słowa!
    Miałem napisać coś takiego, ale po połajankach o paragrafy i pralkę - ochota mi przeszła...
  • 24.09.10, 10:32
    Też coraz częściej mi ochota przechodzi, bo i po co kopać się z koniem...

    How fragile we are....
    --
    Kiedy okazja zapuka do twoich drzwi, zaproś ją na kolację.
  • 24.09.10, 10:38
    fragile66 napisał:
    > Miałem napisać coś takiego, ale po połajankach o paragrafy i pralkę - ochota mi
    > przeszła...

    Dostałeś odpowiedzi na poziomie na którym argumenty przytoczyłeś.
  • 24.09.10, 10:08

    sonia_30 napisała:
    > Ja wolę być poprawna, bo lubię sobie w oczy patrzeć przy myciu zębów czy modelo
    > waniu grzywki. Czyjeś zachowanie - chamskie czy nie fair, nie jest dla mnie usp
    > rawiedliwieniem mojego zachowania na podobnym poziomie, szczególnie jeśli rzecz
    > dotyczy spraw ważnych.

    Wzięcie przynależnej Ci kasy uważasz za 'chamskie'. WOW nieźle smile

    > W tym wątku wyrażam swoją opinię i wskazuję na konsekwencje, które m
    > ogą ale nie muszą nastąpić, a co z tym lavenda zrobi, to już jej broszka.

    No widzisz - właśnie nie wskazujesz, zero konkretów. Bezsensownie straszysz nie wiadomo czym. Bo się pan zdenerwuje i jej życie uprzykrzy. No pewnie! Sporo ludzi przy rozwodzie uprzykrza życie drugiej stronie. Lepiej żeby uprzykrzył jej życie zabraniem całej kasy z konta? Zastanów się co w ogóle piszesz????


  • 24.09.10, 10:18
    Słowa "chamskie" użyłam w wywodzie ogólnym, nie nakręcaj się tak od rana.
    Kasa przynależna???? Kasa jest wspólna i o jej podziale decyduje się wspólnie, nie w pojedynkę. Jak konsensusu nie ma, rozstrzyga sąd, jak już ustali że temu to a tamtemtu tamto, wtedy można mówić o przynależnościach.
    Jak straszę bezsensownie, to chyba nie ma się czego bać, coooo?
    --
    Kot składa się z futra, kota właściwego i podzespołu mruczącego.
  • 24.09.10, 10:26
    sonia_30 napisała:
    > Kasa jest wspólna i o jej podziale decyduje się wspólnie,
    > nie w pojedynkę. Jak konsensusu nie ma, rozstrzyga sąd, jak już ustali że temu
    > to a tamtemtu tamto, wtedy można mówić o przynależnościach.

    Ale DZIELI SIĘ i w jej przypadku w dużym prawdopodobieństwem będzie to 50/50. To na czyim koncie kasa będzie leżeć czekając na podział NIE MA ZNACZENIA w kwestii podziału. A zapobieżenie sytuacji, kiedy mąż przydzieli sobie 100% w momencie kiedy dowie się o rozwodzie i wieloletniej szarpaninie w celu odzyskania pieniędzy jest w tym przypadku przejawem rozsądku.

    > Jak straszę bezsensownie, to chyba nie ma się czego bać, coooo?

    Dokładnie to napisałam. Wojna może być tak czy inaczej - dla mnie kwestia sprowadza się czy autorka będzie miała ekstra wojnę o odzyskanie kasy czy nie.
  • 24.09.10, 11:14
    Jeśli nie ma dostępu do rachunku na którym są pieniądze ma znaczenie, są na to paragrafy (art. 34 - 36 KRiO), wystarczy pójść do sądu i dostęp wyegzekwować. Moja znajoma z pracy z dobrym prawnikiem w podobnej sytuacji bez większych problemów to uczyniła, nie jest jeszcze rozstrzygnięta sprawa karna o przemoc ekonomiczną. Jedzie po exie bez litości, dla 'dobra' sprawy raptem stała się biedna i bez środków do życia, tak więc jak się chce można wiele. Ale skoro wojna może być zawsze, nie ma się zatem co przejmować i gdybać, szczególnie jak jest się kobietą..nieprawdaż?
    --
    Słaba płeć jest silniejsza od płci mocnej o siłę słabości płci mocnej do płci słabej.
  • 24.09.10, 11:24
    sonia_30 napisała:
    > Jeśli nie ma dostępu do rachunku na którym są pieniądze ma znaczenie, są na to
    > paragrafy (art. 34 - 36 KRiO), wystarczy pójść do sądu i dostęp wyegzekwować. M
    > oja znajoma z pracy z dobrym prawnikiem w podobnej sytuacji bez większych probl
    > emów to uczyniła, nie jest jeszcze rozstrzygnięta sprawa karna o przemoc ekonom
    > iczną.Jedzie po exie bez litości, dla 'dobra' sprawy raptem stała się biedna i
    > bez środków do życia, tak więc jak się chce można wiele. Ale skoro wojna może
    > być zawsze, nie ma się zatem co przejmować i gdybać, szczególnie jak jest się k
    > obietą..nieprawdaż?

    Acha i to jest gorsze niż utrata 100% oszczędności?? Założyć sprawę można o dowolną kwestię, mąż może latać nawet po obdukcję. I co z teog wynika? Pozostawienia małżonkowi połowy oszczędności do dyspozycji + jego własne wynagrodzenie (na poziomie swojego) żaden sąd nie uzna za przemoc ekonomiczną smile

    Z resztą - gdyby było tak łatwo jak piszesz ludzie latami nie szarpaliby się z podziałem majątku.

    I co do tego ma wspólnego 'gdybanie jak się jest kobietą'? Nie potrafisz spojrzeć na problem bez swojej płci?
  • 24.09.10, 11:50
    Każdy ocenia ze swojego poziomu Only. Ja wolałabym spać spokojnie, niż męczyć się świadomością że gwizdnęłam połowę kasy. Ale to ja i nikomu takiego podejścianie narzucam. Kasa nigdy nie była dla mnie przedmiotem walki. Zarabiam przyzwoicie, nigdy nie byłam od nikogo zależna, a w rozwodzie zależało mi na świętym spokoju i bezpieczeństwie Młodego. Ty masz swoje priorytety, ja mam swoje i już. A tekst o kobiecie tyczy się podejścia sądu - potencjalnej ofierze przemocy płci żeńskiej, łatwiej zyskać przychylne spojrzenie sądu.
    Bez płci nie potrafię, bo ja bezpłciowa nie jestem.
    --
    Piorunochron na szczycie wieży kościelnej jest najlepszym dowodem na to, że wszyscy miewamy czasami wątpliwości.
  • 24.09.10, 12:02
    sonia_30 napisała:
    > Każdy ocenia ze swojego poziomu Only. Ja wolałabym spać spokojnie, niż męczyć s
    > ię świadomością że gwizdnęłam połowę kasy. Ale to ja i nikomu takiego podejścia
    > nie narzucam.

    'Gwizdnęłam'???? Nie - no napisz jeszcze 'zdefraudowałam' czy 'sprzeniewierzyłam' smile

    IMO po prostu lubisz się wywyższać jaka to Ty nie jesteś hiper-super nie wiadomo jaka. Jak to Ty na poziomie jesteś. A dla mnie to sprowadza się do prostego 'lepiej być ofiarą niż walczyć o swoje' smile
  • 24.09.10, 12:19
    Na Twojej ocenie Only jakoś wyjątkowo mi nie zależy, wręcz cieszę się z faktu ze Ci się moje zachowanie nie podoba.
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 24.09.10, 12:40
    sonia_30 napisała:
    > Na Twojej ocenie Only jakoś wyjątkowo mi nie zależy, wręcz cieszę się z faktu z
    > e Ci się moje zachowanie nie podoba.

    I vice versa.
  • 24.09.10, 13:18
    Z tą różnicą że ja Cię nie oceniam smile
    --
    Pierwsze małżeństwo, to zwycięstwo wyobraźni nad rozumem, drugie to zwycięstwo nadziei nad doświadczeniem.
  • 24.09.10, 12:07
    sonia_30 napisała:

    W tym wątku wyrażam swoją opinię i wskazuję na konsekwencje, które m
    > ogą ale nie muszą nastąpić

    Mówisz o konsekwencjach dla niej, kiedy odkryje puste konto?

    > Jestem
    > zdania że swoim zachowaniem ryzykuje właśnie owe parę lat szarpaniny

    Czyli powinna poczekać, aż tę szarpaninę wywoła mąż... Oczywiście, wtedy jej pomoże przeżyć tę szarpaninę fakt, że była "uczciwa", tj. głupio naiwna.


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 24.09.10, 12:24
    Sęk w tym by nie szarpać i nie dawać się szarpnąć. Stoicki spokój zawsze zdaje egzamin, poszczególne bitewki nie są ważne, liczy się efekt finalny.
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 24.09.10, 12:31
    Czyli mamy prostą receptę- postępujemy "uczciwie" i nawet niech nas nie wzruszy, kiedy zobaczymy puste konto. A to, że np. po szybkim rozwodzie podział majątku będzie się przeciągał, co uniemożliwi nam np. zakupienie choćby kawalerki, a tym samym będzie istniała konieczność życia przez lata z exem, nie powinno mieć przecież żadnego znaczenia. W końcu tylko wystarczy być stoikiem! Wiadomo powszechnie, że taką postawą można zapłacić deweloperowi.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 24.09.10, 12:44
    Zmeczona,
    zgodnie z nickiem bardziej ci przystoi postawa pogodzenia z losem, niż gryząca ironia. smile

    Wydaje mi się, że różnica w podejściu do sprawy poruszonej przez autorkę wątku wynika z różnych priorytetów. Jeśli dla kogoś głównym celem życia, małżeństwa i rozwodu jest uzyskanie jak największej ilości pieniędzy, to oczywiście będzie kibicował lavandzie, żeby zakosiła jak największą część wspólnych pieniędzy.
    Nie rozumiem tylko, czemu upierać się, że może zabrać tylko połowę? Ja bym wypłacił sobie wszystko i jeszcze zaciągnął duży kredyt gotówkowy na konto małżonków (w Citibanku dali mi 20 tys. zł, bo do takiej kwoty nie wymagają podpisu współmałżonka!)

    Dla mnie te 30 tys. zł, które parę lat temu straciłem, było bolesne, ale bez przesady - pół życia przede mną, zdążę tę pieniądze jeszcze parę razy zarobić i stracić, co za różnica.

    Za to wiedza o tym, co było ważne dla byłej żony - bezcenne!
  • 24.09.10, 12:56
    Jeśli dla kogoś głównym celem życia, małżeństwa i
    > rozwodu jest uzyskanie jak największej ilości pieniędzy, to oczywiście będzie
    > kibicował lavandzie, żeby zakosiła jak największą część wspólnych pieniędzy.

    Ups... Przegapiłam, że lavanda jest przed zawarciem małżeństwa tongue_out

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 24.09.10, 12:59
    fragile66 napisał:
    > Wydaje mi się, że różnica w podejściu do sprawy poruszonej przez autorkę wątku
    > wynika z różnych priorytetów. Jeśli dla kogoś głównym celem życia, małżeństwa i
    > rozwodu jest uzyskanie jak największej ilości pieniędzy, to oczywiście będzie
    > kibicował lavandzie, żeby zakosiła jak największą część wspólnych pieniędzy.

    Wiesz co - bzdury piszesz. Nikt tu nie kibicuje z 'zakoszeniu największej części wspólnych pieniędzy'. Niektórzy tu po prostu radzą zabezpieczyć się przed okradzeniem. Ale dla Ciebie to wszystko jedno - lepiej rzucić błotem, niż dyskutować merytorycznie.

    IMO zarówno Ty jak i Sonia przerzuciliście się na argumentację personalną atakując tych, którzy mają inne zdanie. Używanie sformowań w stylu 'zakosić' czy 'gwizdnąć' świadczy, że po prostu chcecie oczernić innych dyskutantów, postawić ich w złym świetle jako pazernych złodziei. Skończyły się argumenty merytoryczne? Chcecie poczuć się lepsi?

    > Dla mnie te 30 tys. zł, które parę lat temu straciłem, było bolesne, ale bez pr
    > zesady - pół życia przede mną, zdążę tę pieniądze jeszcze parę razy zarobić i s
    > tracić, co za różnica.
    > Za to wiedza o tym, co było ważne dla byłej żony - bezcenne!

    Wiesz - niektórz nie muszą stracić 30tys, żeby 'dowiedzieć się o tym, co było ważne dla byłej żony'. Naprawdę. Nie trzeba włożyć ręki do ognia, żeby wiedzieć, że się sparzysz. Fajnie, że dla Ciebie 30tys to betka, fajnie, że bolesne doświadczenia to nic. Tylko wiesz - większość ludzi wolałoby tego uniknąć. Taka nasza natura. Cierpiętnictwo może pięknie wygląda ale szczęścia nie daje wink
  • 24.09.10, 13:24
    Taaa.. też się właśnie zastanawiam dlaczego tylko 50 %... w końcu równie ładnie możnaby uzasadniać że kolejne 50 % przydałoby się na zabezpieczenie potrzeb dziecka, wszak niedoszły ex może ani złotówki na utrzymanie nie dać... i co wtedy?
    --
    Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz, którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.
  • 24.09.10, 13:34
    sonia_30 napisała:
    > Taaa.. też się właśnie zastanawiam dlaczego tylko 50 %... w końcu równie ładnie
    > możnaby uzasadniać że kolejne 50 % przydałoby się na zabezpieczenie potrzeb dz
    > iecka, wszak niedoszły ex może ani złotówki na utrzymanie nie dać... i co wtedy?

    50% bo z bardzo dużym prawdopodobieństwem tyle dostanie na podziale. Oczywiście zamiast bez oceniania zapytać lepiej rzucić błotem insynuując pazerność smile
  • 24.09.10, 13:46
    Taaaa? A to ciekawe... Podziału majątku dokonuje się wg stanu na moment ustania wspólnoty majątkowej. Rozwodu nie było, zanim wyrok zapadnie, trochę wody w Wiśle upłynie. Lavanda zabezpieczy 50 % i ruszać zabezpieczenia nie powinna, a małżonek swoją kasą puści. Jak wg Ciebie Only sąd podejdzie do podziału? Bo ja osobiście pewności nie mam, że to zabezpieczone 50 % zostanie w rękach Lavandy.
    Jestem pod wrażeniem Twojej nieoceniającej postawy wink
    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko, że czasami jest to wieko od trumny.
  • 24.09.10, 13:55
    Ja też nie mam pewności co zrobi mąż z pozostawioną na wspólnym koncie połową oszczędności. Podejrzewam, że raczej ich nie przepuści, ale kto wie - może kasa zniknie a na koncie jego mamusi zostaną zaksięgowane nieoczekiwane wpływy.
    Tak czy inaczej lepiej zostać z 25% wyjściowej sumy oszczędności niż z niczym.
  • 24.09.10, 14:45
    Piszesz że masz 100% szansy że oszczędności znikną jak je zostawisz, jednocześnie uważasz że jak Ty weźmiesz 50% to on swoich 50 % raczej nie przepuści?
    --
    Jeśli uważasz, że kobiety to słaba płeć, spróbuj w nocy przeciągnąć kołdrę na swoją stronę
  • 26.09.10, 13:17
    Tak jak napisałam w poście, na który odpowiadałaś: podejrzewam, że by nie przepuścił, tylko wyprowadził ze wspólnego majątku np. przelewając na konto mamusi czy chowając je przed podziałem w inny sposób.
  • 24.09.10, 14:03
    sonia_30 napisała:
    > Taaaa? A to ciekawe... Podziału majątku dokonuje się wg stanu na moment ustania
    > wspólnoty majątkowej. Rozwodu nie było, zanim wyrok zapadnie, trochę wody w Wi
    > śle upłynie. Lavanda zabezpieczy 50 % i ruszać zabezpieczenia nie powinna, a ma
    > łżonek swoją kasą puści. Jak wg Ciebie Only sąd podejdzie do podziału?

    Oczywiście podzieli pozostające na jej koncie 50%. Rozumiesz 25% to więcej niż 0?

    Zabawne jest, że sama podnosisz kwestię przepuszczeniu oszczędności przez małżonka a nadal doradzasz 'honorowe' zgodzenie się na to big_grin


    > Jestem pod wrażeniem Twojej nieoceniającej postawy wink

    Moja postawa JEST oceniająca. Tylko ja w przeciwieństwie do Ciebie się do tego przyznaję.
  • 24.09.10, 14:35
    Gdzie się godzę na przepuszczanie oszczędności? Niewykonywanie wrogich działań nie oznacza zgody Only. A gdzie oceniam? Bo jak już mi palcem pokażesz i się wyprę, wtedy będziesz mogła napisać 'w przeciwieństwie'.
    --
    Kiedy okazja zapuka do twoich drzwi, zaproś ją na kolację.
  • 24.09.10, 13:18
    Samowystarczalność stoicką postawę znacznie wzmacnia. Jakbym miała byc skazana na exa, to bym sobie mieszkanie wynajęła. Mam dziecko i w życiu bym sobie nie pozwoliła na sytuację, że od kogoś zależę i jakby coś się z tym kimś stało, ląduję na bruku.
    --
    Słaba płeć jest silniejsza od płci mocnej o siłę słabości płci mocnej do płci słabej.
  • 24.09.10, 09:32
    Nie jestem zainteresowana robieniem jatki, dokuczaniem, uprzykrzaniem życia drugiej stronie itd.
    Ale jeśli zostawię oszczędności na koncie, to podejrzewam, że mam praktycznie 100% szansy na to, że je stracę. A ja nie mam ochoty na własne życzenie dać się finansowo wystawić do wiatru.

    Wolałabym umówić się z mężem od razu co do podziału majątku, podzielić oszczędności na pół i byłoby super.
    Tyle tylko, że to nie wyjdzie w prawdziwym życiu sad
  • 24.09.10, 11:42
    Lawanda, poczytaj na spokojnie only i rób tak, aby mąż Cie nie wyrolował.
    Bezgraniczna wiara w drugiego człowieka w sytuacji, jakiej opisujesz (Twoje obawy- racjonalne) to nie tylko naiwność, ale przede wszystkim totalna głupota.
    W małżeństwie pieniądze są wspólne- bez względu na czyim osobistym rachunku są; gdyby było inaczej, to po ślubie, bez rozdzielności czy intercyzy, obowiązywałby obowiązek posiadania wspólnego konta jako jedyna opcja.
    Nie ma znaczenia, gdzie, na czyim koncie znajdują się pieniądze albo co z nimi zrobisz- obowiązkowa zgoda małżonka obowiązuje tylko w określonych sprawach. Natomiast ważne jest to, abyś miała dowody na to, co się działo z tymi "zagarniętymi" pieniędzmi po tym, jak trafiły na konto- o ile były przeznaczone na Twoje własne potrzeby i/ lub potrzeby rodziny. Oczywiście, dotyczy to sytuacji, kiedy te pieniądze znikają z konta przed podziałem majątku smile

    A jeśli pieniądze ulotnią się bez powodu, to sąd przy podziale odejmuje tę kwotę od części osoby, która je ulotniła.

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • 28.09.10, 09:53
    Dziewczyno, wybieraj pieniadze, potem juz ich nie zobaczysz,tu obowiazuje prawo silniejszego, na sady nie licz,myslisz, ze on ujawni swoje konto, to walka i nie licz na jego dobra wole.
    Przerabiałam to to wiem, adwokat poradził mi je wybrac i wiem, ze dobrze zrobiłam.
  • 01.11.17, 22:11
    tu jest opisane co robić gdy drugi małżonek wydaje pieniądze podczas rozwodu sprawy-rozwodowe.info/co-mozna-zrobic-gdy-podczas-rozwodu-malzonek-dokonuje-wydatkow-z-majatku-wspolnego/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.