Dodaj do ulubionych

czy jest dla mnie szansa ? :( dlugie...

23.09.10, 21:22
Witam
pisze pierwszy raz i prosze o pomoc..
Wielka wakacyjna milosc ja 16 lat on 18 pierwszy chlopak na powaznie ja jego pierwsza dziewczyna….
Chodzilismy ze soba dlugo po 4 latach oswiadczyl mi się (mielismy plany żeby zamieszkac ze soba on pracowal, ja dorabialam on dobrze zarabial jak na tamten wiek i czasy…wink od zareczyn do zamieszkania minelo 10 ms ale „pomieszkiwalismy razem” tzn noce spedzalismy ze soba... zamieszkalismy w grudniu… w kwietniu zaszlam w ciaze co było planowane przez nas w ciazy kupilismy mieszkanko i mieszkalismy w mieszkaniu 6-7 ms bo maz stwierdzil ze mu za ciasno na 2 pokojach itd. Malo pomagal mi przy dziecku na spacery nie chcialo mu się chodzic codziennie,,, chodzil oczywiście ale ja w tym czasie gotowalam.sprzatalam itd. Nie odpoczywalam czesciej z siostra chodzilam niż z mezem… kilka razy wypomnial mi ze go naciskalam na dziecko.. kapal ale spal w drugim pokoju ja sama z synkiem… stwierdzil ze wezmiemy kredyt i kupimy wieksze mieszkanie z mieszkania zrobil się to dom nie na nasza kieszen wiec po rok mieszkania w domu trzeba było sprzedac i przeprowadzic się na nowe mieszkanie na 7 ms (kupilismy mieszkanie 4 pokojowe i urzadzalismy) miedzy czasie ja nie pracowalam bo zajmowalam się wychowaniem dziecka maz pracowal, wolne dnie spedzalismy roznie ja chodzilam do szkoly policealnej on nie uczyl się już nigdzie, odwiedzalismy znajomych itd. Ja dalej zajmowalam się domem, on dawal pieniadze na jedzenie i był zadowolony zaczal się zmieniac, okazalo się ze ma ogromne dlugi w bankach zatail przedemna informacje o ogromnych kredytach (jak dla nas ogromnych) nabral pozyczek po prostu tlumaczy się tym ze musial abysmy mieli z czego zyc… aczkolwiek kiedy pobiegl po auto z salonu nie pytal mnie o zdanie,. Wogole on zarabial i wychodzil z zalozenia ze to on decyduje…. Tak wiec zaczelo brakowac pieniedzy coraz czesciej to był jedyny temat do rozmowy klotni, nie udzielal się w zycie nasze bo miał depresje wiec ja sama bylam ze wszystkim na glowie… dziecko,szkola itd. Jak już poprosilam to zajal się dzieckiem nie powiem ze nie.. ale zadko kiedy z wlasnej inicjatywy zadko kiedy slyszalam „ze jestes kochanie zmeczona idz sobie odpocznij” raczej na zasadzie „ja tez jestem zmeczony bo pracuje” a ja przeciez siedze w domu poszlam do pracy co prawda na staz to wypominal mi ze to się nie oplaca bo zarobie 800 zl a on na paliowo wozac mnie i przy okazji dziecko do przedszkola wyda wiecej ?! wiec po miesiacu zrezygnowalm konczylam szkole… dziecko zachorowalo na chorobe z nerkami duzy stres duzo się wydarzylo w jednym roku problemy zdrowotne meza, dziecka moja szkola brak pieniedzy… i w tym wszystkim zapomnielismy o sobie… oddalilismy się… ja zajelam się szkola i dzieckiem on szukaniem pracy… znalazl poszedl.. ale ja już nie moglam odbyc praktyk w szkole bo „moglas zrobic to wczesniej kiedy ja nie pracowalem teraz nie ma na to czasu” wtedy poklocilismy się mocno… tak mocno ze pierwszy raz uderzyl mnie a w zasadzie „wypchnal” za dzwi z dzieckiem na nogach mowiac „taka madra jestes to wypierdalaj” czy cos takiego… nie pamietam dokladnie to było 9 ms temu dziecko to pamieta ale tatus mu wmowil ze to takie zabawy.. tak bardzo mnie to bolalo ze do dzis pamietam i nie wierze.. przepraszal nie od razu ale to było krotko przed swietami itd.. jakos nie myslalam o tym co się stalo…tlumaczyl tym ze jesgo agresja to brak pieniedzy… prosilam go żeby poszedl do psychologa (to samo mu pani psycholog powiedziala może widziala jego agresje?) nie poszedl bo powiedzial ze to nie problem bo nigdy wiecej już tak nie zrobi ale ja po jednym takim zachowaniu stracilam zaufanie którego nie mogę odzyskac od 9 miesiecy…
Dopiero kiedy w lutym wymyslilam ze wyjade za granice do pracy mialam mozliowosc bo rodzicow mam za granica pomogli zorganizowali wyjazd wyjechalam na miesiac… maz od razu był zadowolony ze nie wazne, iż mam egzaminy to „zarobie” pozniej pojechalam w wakacje na 1,5 ms i od tamtej pory „stanelam” na nogi finansowo i zaczelam widziec ze tak moje zycie nie może wygladac… ze pracuje po to aby dac pieniadze mezowi, on powiedzial ze ile ja bym była mu winna kiedy nie pracowalam przez te lata co wychowywalam dziecko..
Stanelo na tym ze od miesiaca siedze sobie za granica z dzieckiem !! i maz prosi o kolejna szanse.. ale on tez wyjezdza do pracy za granice na mniej wiecej 3 lata (bo tyle czasu ma kredyty) ostatanio duzo piszemy o przyszlosci jak to widzi itd. On napisal ze chce być z nami „ale na dzien dzisiejszy nie stac go na rodzine”
Naprawde mysle o tym żeby się rozstac skoro jestem sama z dzieckiem.. dajemy sobie rade sami,, skoro nie mogę liczyc na meza kiedy jestem przeziebiona. To nie wiem czy jest sens jeszcze cos ratowac wydaje mi się ze nie?!
Mój maz uchodzi w towarzystwie za „rozrywkowego” w domu ciagle slysze „nie chce mi się”
On wyzywa mnie od materialistek bo pytam np. czy ma pieniadze na rachunki kiedy powiedzialam ze dam mu polowe na polowe rachunkow obrazil się na mnie.. ale ja tez musze ubrac dziecko, nakarmic a do tego mi nie doklada…
Nie powiem nie jest mi latwo samej 24h z dzieckiem które nie chodzi do przedszkola… ale tak się zastanawiam w imie czego ja mam czekac na meza???
On sobie wymyslil ze ja będę 3 lata sama z dzieckiem on będzie zarabial po czym zjawi się jak ksiaze na koniu i będziemy szczeliwa rodzina bo nie będziemy mieli klopotow finansowych…
Tylko czy sens jest tego wszystkiego ja nie wiem. On mowi ze gdyby mi zalezalo to bym zrobila wszystko żeby być razem…
Edytor zaawansowany
  • xciekawax 24.09.10, 02:06
    a powiedz mi droga, co ty czujesz? co podpowiada ci Twoja intuicjia o tym co TY chcesz, i co on chce i jakie sa jego motywy.

    I jakie jest Twoje konkretne pytanie?
  • smutna_zona4 24.09.10, 09:21
    konkretnego pytania nia mam.. chodzilo mi bardziej o sugestie czy powinnam miec watpliwosci czy z "boku" moje malzenstwo wyglada dobrze?? bedac w srodku czasem nie widzimy ze cos jest nie tak.. nie chcem aby ktos mnie ocenial, ale chciala bym poznac zdanie na ten temat...
  • xciekawax 24.09.10, 14:55
    Twoja historia jest po prostu zbyt dlugo i zbyt haotyczna aby mozna ja bylo przeczytac z zainteresowaniem i ze zrozumieniem. Moze zaloz nowy watek, ale tym razem powycinaj 50% niepotrzebnych zdan, i jakos sensowniej to napisz.
  • sinsi 24.09.10, 15:31
    Uświadom sobie, że życie Twoje należy i zależy od Ciebie.
    Opisujesz swoją wieloletnią historię i czekasz, by ktoś Ci powiedział czy Twoje życie jest ładne czy brzydkie i co na tej podstawie masz zadecydować w bardzo istotnych sprawach... Tu ludzie to przeczytają, jeden stwierdzi "wcale nie masz tak źle, przesadzasz" inny stwierdzi "kobieto!czyś ty oszalała, że nadal tkwisz w takim syfie?"... bo ludzie różni są, więc TY sama musisz wiedzieć co Ci odpowiada a na co nie chcesz się godzić...

    Kilka uwag które się nasuwaja:
    -opieka nad małym dzieckiem nie jest nicnierobieniem, facet nie ma prawa Ci wypominać, że gdy było małe to tylko on zarabiał, nie daj się mu szantażować takim gadaniam
    -jesli Ty pod jego namową zrezygnowałaś z kształcenia, staży, pracy itd to niestety do siebie możesz miec o to pretensje, że się odpowiednio wcześniej nie zorientowałaś, że to będzie na Twoją szkodę. nie warto gromadzić w sobie o to żalu do męża, bo w końcu mogłas powiedzieć "nie" a nie powiedziałaś.
    -długi to także Twój udział, bo z jednej wypłaty dom, duże mieszkania, samochody...nie zastanowiłaś się nigdy i nie zapytałaś skąd na to ma pieniądze? nieświadomość czy wygoda? czy jedno i drugie? mąż się chciał pokazać jak to ma kupę szmalu a Ty chętnie mu kibicowałaś? trzeba sobie pilnowac interesu nawet w małżeństwie...teraz możliwe, ze będziesz musiała te długi spłacić bo we wspólnocie małżeńskiej obciążają was po równo
    -jeśli sama opiekujesz się dzieckiem, oboje z mężem pracujecie, obciąż go połową kosztów utrzymania dziecka. Porozmawiaj o tym z nim, rodzice oboje sa obowiązani dziecko utrzymywać, jego obowiązkiem jest dawać Ci pieniądze na dziecko. Jeśli nie będzie chciał to do idź sądu po alimenty...
    -obawiam się, że kilka lat rozłąki może spowodować, że któreś z was pozna inną osobę ...a wy wtedy zaczniecie się bardzo źle traktować by się rozwieść.


  • podroznie 24.09.10, 21:30
    Szacunek za przebrnięcie przez całość. Kompletne spójne wyjaśnienie.
    Wczoraj przeglądając wyborczą przeczytałem recenzję jakiegoś francuskiego romansidła
    wchodzącego na ekrany dzisiaj. Było tam zdanie o sile snucia opowieści,
    która wciąga słuchacza, koi ból, przynosi mu ulgę i tak dalej.
    Tam mowa o słuchaczu, tutaj pewnie te wypiski z życia pomagają autorce
    choć koszmarnie sie to czyta.

    Cały wątek przede wszystkim o niedojrzałości wcześniej i za chwilę.
    tez dążyłbym do wciągniecia męża, gdziekolwiek jest w utrzymanie syna.
    konkret z którego mogłoby kiełkowac zaufanie że może byc lepiej.
    Po za tym trzy lata to nie czarna dziura, 1100 dni. Po drodze jeszcze masa
    okazji by na bieżąco weryfikować swoje uczucia.

    dobrej nocy
  • esteraj 25.09.10, 10:46
    Opisałaś swoją historię dość dokładnie, żeby czytelnicy wyłapali główne powody Waszych nieporozumień. Jeśli jakiemuś forumowiczowi nie chce się czytać, to niech nie zwala winy na autorkę o długość postu.

    Smutna żono, Twoja historia jest podobna do wielu historii małżeńskich. Zwykle pojawiają się w małżeństwie takie dylematy, kiedy kobieta jest zobowiązana zajmowaniem się dzieckiem i rezygnacją ze swojej kariery. Na mężczyźnie wówczas ciąży obowiązek zarobienia na rodzinę. Ani jedno, ani drugie nie czuje się wtedy komfortowo. Zwykle problem tkwi w tym, że zaczynacie postrzegać się jako jednostka a nie jedność. Zaczynają się kalkulacje, kto więcej włożył wysiłku w powodzenie małżeństwa. Wypływa Wasz egoizm. Zapominacie, że Waszym głównym celem było robić coś razem.

    Błędy w postępowaniu i brak zrozumienia zaprowadził Was do punktu, czy to ma sens.
    Nie jest dobrze, że zdecydowaliście się być w innych miejscach. Oddalacie się od siebie coraz bardziej. Wasza więź słabnie.
    Musisz zadać sobie autorko pytanie, co jest dla Ciebie najważniejsze. Z Twojego postu wynika, że tak naprawdę podjęłaś już tą decyzję, szukasz tylko potwierdzenia u innych, czy ta decyzja jest słuszna. Rób tak, żebyś była szczęśliwa.
  • ef.endir 25.09.10, 13:09
    Na początku było zauroczenie......
    potem zaręczyny, ślub, dziecko. Na to nałożyła się sytuacja w kraju, dostępność kredytów, ogólny optymizm itd.
    Ale.......
    Czas już dorosnąć. Tzn. wziąć odpowiedzialność za siebie, swoje dziecko i swojego partnera. On za Ciebie, Ty za niego. Zacząć rozmawiać i planować. Poszukać tego co było kilka lat temu, tej pasji, która dawała Wam siłę do życia.

    Czy jest szansa dla Ciebie? Jasne! Dla Was wszystkich!
  • smutna_zona4 25.09.10, 14:44
    Tym ktorzy umieja czytac ze zrozumieniem, moze faktycznie chaotycznie napisane to wszystko, ale pisalam troche w nerwach i dosyc dlugo sie zastanawialam co napsac...
    wiem doskonale (teraz juz) ze majac 20 lat ciezko jest decydowac o doroslym zyciu faktycznie wybralam taka droge, ze stac nas wtedy bylo na dziecko wspolne mieszkanie itd. nie jest tak ze ja nie chcialam pracowac itd. tylko ustalilismy wspolnie, ze ja zajmuje sie domem bo nie ma potrzeby abym pracowala itd.. nagle kiedy dowiaduje sie, ze sa klopoty finansowe (wyciagnelam sila z meza kiedy juz mial depresje) przyznal sie do wszystkiego uwazal "ze nie musialam wiedziec o finansach bo i tak nie pracowalam, dlatego tez nie mialam zadnego zdnia na temat kupienia np auta itd") wiadomo ze czlowiek dojrzewa do roznych spraw ja dojrzalam do tego ze zajelam sie mezem ktory mial depresje, dziecko sie rozchorowalo, ja bylam w tym sama z rozpoczeta szkola itd... pomagalam, wspieralam meza, nagle zaczal mnie sluchac... az do czasu kiedy poklocilismy sie o to ze nie ma czasu na to abym w szkole miala praktyki bo z kim dziecko bedzie...wyrzucil mnie wtedy z domu wyciagnal za wlosy uzywajac, sily fizycznej i psychicznej.... wybaczyc wybaczylam, ale nie potrafie zapomniec, moj wyjazd za granice jest tez jak by "egzaminem", zostawieniem problemow domowych w domu... (place rachunki !) moj maz sie teraz obraza ze place tylko polowe bo on nie ma na reszte ja to rozumiem.. ale musze przeciez myslec o sobie i dziecku.. nie ma innej mozliwosci aby on byl na miejscu w pl i zarobil (nawet ze mna) na rachunki...
  • ef.endir 25.09.10, 19:50
    no.... i super.
    Ty już jakoś powoli dochodzisz do tego jak to życie jest skonstruowane.
    A Twój mąż? Może jeszcze nie? Może on troszkę więcej czasu potrzebuje? Nie wszyscy rozwijamy się w tym samym tempie, niestety....
    A może być i tak, że nigdy nie dojdzie do takich wniosków jak Ty i ..... nie będzie sensu utrzymywać fikcji, czego oczywiście Ci nie życzę!smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka