• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

dylematy drugich związków Dodaj do ulubionych

  • 07.10.10, 08:56
    Jestem kilka lat po rozwodzie, teraz zwiazałam sie z rozwodnikiem. Z małżeństwa mam 7 letnią córke. Niby zyjemy razem, ale zauważam, ze moj facet coraz częściej wytyka mi co jest jego a co nie tzn. chodzi o podział obowiązków. Np. dziecko twoje to się nim zajmuj, sprzataj po kocie bo twój, zalatwiaj swoje sprawy bo twoje są. Albo teksty ze nigdy nie stworzymy rodziny itd. Mieszkamy razem w moim domu, fakt dziecko jest moje, kot i te sprawy też, ale uważam ze jesli ludzie są ze sobą powinni jakos razem isc przez życie a nie osobno, tym bardziej ze zyjemy pod jednym dachem. Uwazam ze on powinien się jakoś włączyc w życie rodzinne. Do tego ostatnio powiedział mi ze nie jestem jego rodziną, (fakt nie jestem) ale jestem przeciez osobą z która jest od kilku lat dzien w dzień. Trudno to wszystko opisać, mam mętlik w głowie.Powiedzcie mi jak powinien zachowywac się normalny facet decydujący się na zwiazek z kobietą z dzieckiem i wspolne mieszkanie. Bo ja juz nie wiem, czego wymagac a co odpuscić.
    Edytor zaawansowany
    • 07.10.10, 09:09
      No nie wiem, czy o radę powinnaś pytać na forum gromadzącym część społeczeństwa, która w materii utrzymywania związków nie ma spektakularnych sukcesów...tongue_out
      Wiedz jednak, że podziwiam Cię za odwagę wejścia w ten związek. Mnie wciąż pożera paniczny lęk, że skończy się tak, jak poprzednio...
      Ale skoro już walczysz o swoje szczęście to pamiętaj, żeby przede wszystkim nie lekceważyć tego, co Cię uwiera. Jeśli to zostawisz to i tak wróci. Widzisz... Ty związek postrzegasz w kategori "nasze"... On wciąż dzieli świat na "moje" i "twoje".
    • 07.10.10, 09:10
      moim skromnym zdaniem albo facet...szykuje sie do "odlotu" albo za wszelką cenę chce stać się "rodziną" co chyba raczej wam dobrxe nie wrózy. POdejrzewam względy materialne bo facet mieszka u ciebie, w twoim mieszkaniu i ( dobrze) nie ma żadnych w związku z tym praw do mieszkania a facet kocha jesli to kobieta jest zalezna od niego czyli jego mieszkanie, jego kot, jego złe humory, jego porozrzucane dkarpetki.
      Moim zdaniem nie powinnaś niczego zmieniać a po proostu normalnie zapytać o co facetowi chodzi, jesli powie ze o nic...to po prostu dobrze sie zastanów co daje tobie i twojemu dziecku ten związek. Dzwi mnie postawa faceta wobec twojego dziecka ..co to za podkreslanie ze dziecko jest twoje , o tym to ty dobrze wiesz i nie musi ci facet o tym przypominać.
      Z drugiej strony mam nieodparte wrażenie ,że facet szuka głupich powodów aby " wymiksować się z tego zwiazku" bądź istrożna i miej uszy i oczy otwarte bo za jego zachowaniem może stać inna kobieta , którą poznał i teraz na siłę szuka pretekstu do odejścia .
      Znam kilkanascie par osób po przejściach, które w drugich związkach znalazły szczęście, szacunek i miłośc tam nikt nie dzielił dzieci na moje, twoje, kot mój twój tylko wszystko polegało na tolerancji, faceci nie wtracali się w sprawy dzieci kobiet ale też robili wszysko aby zapenić im normalne dzieciństwo i choćby namiastkę rodziny. Dzisiaj dzieci dorosłe, usamodzielnione i mają świetny kontakt z "ojczymem" czyli jak się chce to mozna.
      • 08.10.10, 09:23
        plujeczka napisała:

        > POdejrzewam wzgl
        > ędy materialne bo facet mieszka u ciebie, w twoim mieszkaniu i ( dobrze) nie ma
        > żadnych w związku z tym praw do mieszkania a facet kocha jesli to kobieta jest
        > zalezna od niego czyli jego mieszkanie, jego kot, jego złe humory, jego porozr
        > zucane dkarpetki.



        To, że facet kocha taką sytuację to twoje prawdopodobnie doświadczenie,
        a piszesz o tym jako ogólnej prawdzie. Co większość może nie kocha, ale ceni i do czego dąży to poczucie bezpieczeństwa. Dziwi mnie więc, kiedy piszesz, że jest dobrze, iż jej partner życiowy nie ma żadnych praw do miejsca, w którym żyje i starzeje się. Może on sobie zadaje to właśnie pytanie - co dalej? Na jego miejscu postaw kobietę mieszkającą de facto kątem u swojego partnera. Ile można, rok, dwa, pięć. A potem albo się tworzy wspólne gospodarstwo albo jest tak jak jest: mój dom. On - twoje dziecko.




        > Dzwi mnie postawa faceta wobec twojego
        > dziecka ..co to za podkreslanie ze dziecko jest twoje , o tym to ty dobrze wie
        > sz i nie musi ci facet o tym przypominać.




        Ona to wie, ale w praktyce może wygląda tak, że mimo iż wie o tym, uważa, że powinien spełniać wobec tego dziecka wszelkie obowiązki, które na nim by spoczywałby, gdyby rzeczywiście tym ojcem. Kluczowe słowo to obowiązek.



        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
        '...bo tak mówi prawo...'
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
    • 07.10.10, 09:10
      związek dwojga ludzi to równiez wzajemne wspieranie się i pomganie sobie. a co by było gdybyś Ty zachorowała z gorączka w łózku to co nie zrobiłby Twojej córce kolacji np. bo to nie jego dziecko? sory ale dla mnei facet, który wiąże się z kobietą z dzieckiem musi mieć świadomość tego, że to jest odpowiedzialność równiez za dziecko. nie ma samych przyjemności są tez obowiązki ale Pan widac tego nie rozumie
      • 07.10.10, 09:17
        do tego Pan ten ma problemy z alkoholem. Zaoferowałam się ze mu pomogę, wiecie grupy wsparcia, terapia. I wtedy zaczelo sie ze sie mieszam, ze nie jestem rodziną. Tylko ze ta rodzina tylko biadoli ze on pije a przez lata nic nie zrobila w tym kierunku. Wszystko spada na mnie, bo to ja z nim jestem na codzien. Denerwuje mnie taki układ, ze do codzienności jak mu pasuje to niby żona. W sprawch ważnych liczy się rodzinka.
        • 07.10.10, 09:26
          A wyjasnij mi, po co zwiazalas sie z alkoholikiem? Chcesz, zeby twoje dziecko bylo DDA? Chcesz jej zniszczyc zycie?

          Panu kopa i to ASAP.
          --
          It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be made less by baldness.
          ~ Cicero
          • 07.10.10, 09:30
            nie myślałam ze tak bedzie. Pokochałam go, chciałam mu pomóc. Teraz zaczeło sie psuć, ale bylo nam razem naprawdę dobrze. Poprostu z poczatku nie widac wszystkich wad. Córka nigdy nie widziała go w takim stanie.
            • 07.10.10, 12:14
              wegetarianka74 napisała:

              > nie myślałam ze tak bedzie. Pokochałam go, chciałam mu pomóc.



              Kobieto! To nie miłość tylko twoja choroba współuzależnienia i pragnienia podporządkowania się facetowi, bycia lepszą przez wybór faceta z problemami, "uratowania" go, gdy on wcale nie chce nic w swoim życiu zmieniać!

              TO TY POWINNAŚ IŚĆ NA TERAPIĘ BY SWOJE WYOBRAŻENIE O MIŁOŚCI ZMIENIĆ.
              bY NIE SPIEPRZYĆ ŻYCIA SWOJEJ CÓRCE!
            • 07.10.10, 13:50
              W takiej sytuacji to bym zamieszkała osobno, żeby się przekonać, czy facet jest w stanie zmienić swoje życie i nie pić. Nie przekreślałabym go ostatecznie, bo przecież wielu alkoholików nie pije, np. prof. Osiatyński. W dalszej rodzinie też mam taki pozytywny przykład, mój wujek od 20 lat nie pije. Ale trzeba jasno postawić warunki i nie litować się nad nim, tylko tak można pomóc.

              Co do problemu "rodzina-nie rodzina" to nie da się stworzyć trwałego związku, jak facet będzie tak stawiał sprawę. Ja też żyję z rozwodnikiem, mamy swoje problemy, ale jednak oboje uważamy, że tworzymy rodzinę, chociaż ślub mamy dopiero w planach i to bliżej niesprecyzowanych, bo jednak w Polsce nie opłaca się formalizować związku (ulgi dla samotnie wychowujących)
              • 07.10.10, 15:57
                ... jesteście nieuczciwi wobec społeczeństwa biorą nienależne ulgi dla samotnie wychowującej.
                • 07.10.10, 18:57
                  Tri, zgadzam się z Tobą. Koleżanka, która pracuje w MOPR mówiła, że przychodzą kobiety żyjące w konkubinacie z ojcem dziecka, ale biorą wszystko co się da. ja składałam dokumenty do przedszkola, to miałam złożony pozew, ale rozwód nieorzeczony jeszcze, choć termin rozprawy był, za to kilkoro rodziców żyjących bez ślubu złożyło jako samotne matki. co lepsze- potem wypełniając kartę obserwacji, gdzie trzeba zaznaczyć typ rodziny wszystkie te panie zaznaczają "rodzina pełna".
                  dla mnie nieistotne czy mam słub czy nie i czy pan, który ze mną mieszka to ojciec moich dzieci czy tylko mój partner- tak czy tak żyjąc z mężczyzną nie jestem samotną matką. szkoda tylko, że nie dla wszystkich tak to wygląda.
                • 12.10.10, 22:01
                  pozornie nieuczciwi...jest jeszcze prawo spadkowe. Jeśli para jest ze sobą kilka dobrych lat, a coś by się stało z nim, albo z nią (tak, tak- myślę o tym najgorszym) to nie dziedziczą po sobie... tylko dziecko z takiego związku dziedziczy po rodzicu
                  --
                  www.czarodziejka1.blogspot.com
              • 12.10.10, 16:02
                Jakie ulgi? Poza możliwością zapisanie dziacka do przedszkola żadnych ulg nie widzę.
                --
                http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
            • 07.10.10, 15:41
              tak to jest jak kobiety nie przepracuja poprzedniego zwiazku tylko pchaja sie w nastepny, z tymi samymi problemami, z tymi samymi podswiadomymi powodami. Bylym tez sie opiekowalas? Po co ci TO? Aby tylko portki byly w domu??? zastanow sie kobieto nad soba. Wlsnie, nad SOBA, nie nad nim. On jest taki jaki jest, ale co z Toba jest nie tak ze nie potrafisz wybrac wartosciowego partnera????? karasz sie za cos? masz potrzebe rozwiazywania czyis problemow?
        • 07.10.10, 09:29
          Uuuu... Jeśli wchodzi w grę problem z alkoholem to naprawdę zastanów się głęboko nad Waszym związkiem. Jeśli wiesz trochę na temat tej choroby to masz świadomość, że dotyka ona nie tylko nadużywającego, ale przede wszystkim jego bliskich. Jeśli chcesz mu pomóc ..... Sama nie wiem czy to możliwe...
          A jak ukłądają się jego relacje z dzieckiem?
          • 07.10.10, 09:32
            czytałam w necie o tym problemie. Faktycznie cięzka sprawa. Relacje z córką są chłodno-poprawne, ale uwazam ze mogły by byc dużo lepsze.
            • 07.10.10, 09:50
              Przepraszam, to nad czym się zastanawiasz?Nad stworzeniem związku" na siłę"?Wprowadzasz dziecko do kolejnego problemowego?
            • 07.10.10, 09:51
              od córki niech ten facet trzyma się z daleka, smierdcy alkoholik po przepiciu to niezbyt ładny widok dla dziecka, ty liczysz ze go zmienisz? ze mu pomożesz? w czym? to musi byc jego decyzja a nie twoja żaden alkoholik nie przyzna się ,że nim jest a to oznacza ze nie widzi porblemu i potrzeby leczenia, radze ci pakuj facetowi walizki i to wtedy kiedy córka bedzie w szkole zapewniam cię nie odczuje jego braku, jak możesz to dziecku robić? a swoją drogą jestes blondynka?
        • 07.10.10, 09:48
          widzisz sama jesteś nieszczera bo nie napisałam ,że twój facet to alkoholik--to ja ci napisze jako była zona alkoholika z 22 letnim stażem-----wywal faceta za drzwi póki czas a swojemu dziecku nie funduj dziecinstwa w oparach alkoholu, myslałam ze jesteś mądrzejsza ale twoja postaw to typowa postawa kobiety będacej współuzaleznionej od faceta alkoholika, kto dał ci prawo fundowaniu włłasnemu dziecku takiego beznadziejnego dzieciństwa.Kobieto spakuj mu walizki i wywal za drzwi i to natychmiast bo zycie az alkoholikiem to piekłio, to huśtawka nastrojów,humorów i tak naprawdę dręcznie psychicznie jego ofiary, która jestes ty albo twoja córla, nie masz prawa jej tego robic rozumiesz NIE MASZ PRAWA i nic moja droga cie nie tłumaczy......
          • 07.10.10, 10:03
            Przepraszam a blondynki to gorsze w temacie?
            • 07.10.10, 10:06
              dzieki za odpowiedzi. macie rację. ruda jestem. ruda i głupia.
            • 07.10.10, 15:03
              nie są gorsze ale jednak mają wiele z tych blondynek z poczytnych awałów
        • 07.10.10, 10:57
          Alkoholik musi pomóc sobie sam. Nie ma innej drogi.
          Dzielenie na "moje" - "twoje" może oznaczać wiele problemów. Spróbuj z nim porozmawiać. Uważnie słuchaj bo możliwe że on nie powie wprost w czym rzecz. Mężczyznom czasem trudno.
          Związałabym się z trzeźwym alkoholikiem, nie z pijącym i mającym plany na leczenie. W tej kwestii nie ma ustępstw.Ale to też niesie ze sobą dla Ciebie pewne konsekwencje i ograniczenia. Podstawowe to zero alkoholu w domu i na wszelkich imprezach i to możliwe że na zawsze.

          Mam nadzieję że podejmiesz słuszne decyzje i nie pod wpływem naszych forumowych rad, ale własne, przemyślanesmile
          • 07.10.10, 11:05
            Jeśli jesteś gotowa na pomoc to moze skontaktuj się z jakąś fundacją, instytucją pomagającą osobom współuzależnionym. Po prostu pójdź pogadać. W Warszawie polecam fundację "Opta". Wiem, że ten pomysł budzi opór.... Ja zwlekałam 4 lata. Niepotrzebnie.
    • 07.10.10, 12:09
      Facet znalazł naiwniaczkę, która mu daje gratis dach nad głową, nic nie wymaga a jeśli czegoś wymaga to i tak tego nie egzekwuje, i daje się mu łatwo manipulować. Już cię facet nie szanuje dzieląc sprawy na twoje i jego, Wpuściłaś go do swojego życia i do życia dziecka nie wiedząc o nim zbyt wiele.
      Za chwile będziesz współuzależnioną kobietą alkoholika(lub już jesteś), której się wydaje, ze jak poświęci siebie i swoje dziecko to pana i władcę uratuje. Więc będzie mu pozwalać robić co panu się zachce, wierząc, że przy niej i dzięki niej beznadziejny facet się zmieni w ideał. Albo pójdziesz na terapię by ratować pana, zamiast iść by ratować siebie i swoje dziecko...
      Tak nie zachowuje się NORMALNA KOBIETA.
      • 07.10.10, 12:22
        spakuj go i niech ma swoją niezalezność.
        • 07.10.10, 12:36
          Przypuszczam, że pan wcale nie będzie się chciał wyprowadzać, pogra gadką na litość, nagada jej jak ją kocha i jaka ona jest okrutna, że go odrzuca, jaki on jest nieszczęśliwy ale dla niej bohatersko przestanie pić (aż do następnego razu) i autorka go nie wyrzuci. Zrobi kilka ruchów pozornych, żeby się nazywało, ze przeciez coś zmieniła. A nie zmieni nic.
          Pan na wspomnienie jego alkoholizmu staną od razu okoniem, więc od rozwiązania problemu ucieka.
          A rodzina pana.... przypuszczam, że są bardzo ale to bardzo szczęśliwi, że się pozbyli garba i alkoholik przeszedł pod opiekę autorki. I wcale nie mają ochoty go leczyć ani poruszać tego tematu ani nie chą by ich w to angażować, bo chcą mieć wreszcie od niego święty spokój, a będą go mieli wtedy, gdy alkoholik będzie mieszkał u jakiejś współuzależnionej pani.
    • 07.10.10, 12:31
      wegetarianka74 napisała:

      > Jestem kilka lat po rozwodzie, teraz zwiazałam sie z rozwodnikiem. Z małżeństwa
      > mam 7 letnią córke. Niby zyjemy razem, ale zauważam, ze moj facet coraz części
      > ej wytyka mi co jest jego a co nie tzn. chodzi o podział obowiązków. Np. dzieck
      > o twoje to się nim zajmuj

      po takim tekscie już bym się głęboko zastanowiła. w ogóle dziwię się, że zamieszkaliście razem przy takim jego podejściu do dziecka, które z reszta na pewno to widzi.
      > Albo teksty ze nigdy nie stworzymy rodziny itd.

      to nie wiem po co w ogóle razem mieszkacie...

      >Mieszkamy razem w mo
      > im domu, fakt dziecko jest moje, kot i te sprawy też, ale uważam ze jesli ludzi
      > e są ze sobą powinni jakos razem isc przez życie a nie osobno, tym bardziej ze
      > zyjemy pod jednym dachem.
      no, to masz odpowiedź- dom twój, dziecko twoje, to i obowiązki twoje, a pan znalazł darmowy hotel...

      > Do tego ostatnio powiedział mi ze nie jestem jego rodziną, (fakt nie jeste
      > m) ale jestem przeciez osobą z która jest od kilku lat dzien w dzień. Trudno to
      > wszystko opisać, mam mętlik w głowie.Powiedzcie mi jak powinien zachowywac się
      > normalny facet decydujący się na zwiazek z kobietą z dzieckiem i wspolne miesz
      > kanie. Bo ja juz nie wiem, czego wymagac a co odpuscić.

      przede wszystkim jak mieszkacie razem, to niezależnie od tego czyj to dom, obie osoby powinny o ten dom dbać (i materialnie i zadaniowo). dodatkowo decydując się na związanie z Tobą chyba wiedział, że masz dziecko. Nie wyobrażam sobie, ze mój partner uważałby, ze moje dziecko to mój problem...
      szczerze, bardzo się Ci dziwię, że będą po przejściach zdecydowałaś się na tego typu związek.
    • 07.10.10, 14:15
      Co było przyczyną rozpadu pierwszego małżeństwa?
      Czy masz zidentyfikowany, przemyślany i przepracowany problem "dlaczego wybrałam takiego męża i co spowodowało, że związek się rozpadł" ?
    • 07.10.10, 14:51
      Wiesz, mi sie wydaje ze od ostatniego rozwodu nie nauczylas sie na bledach i znowu zle wybralas.

      Czy Twoj poprzedni facet nieopiekowal sie Toba? Ten tez nie ma zamiaru. Ale wspolny czynnik to ty.

      Ale tak tylko szalenie zgaduje.

      Jak dla mnie to te jego podzialy na Moje/Twoje to jest wielka czerwona flaga.

      No i nigdy z nim nie lacz domu.
    • 07.10.10, 15:16
      dziwczyny alkoholik to śswietny manipulant, potrafi szybko owinać swoją ofiarę wokół palca i tak naprawdę to on dyktuje warunki same zobaczcie facet pijący, niewiele przyczynia się do spraw gospodarskich w domu, izoluje się od obowiazków wzgledem dziecka, kota czyli kto jak nie on dyktuje warunki a ona je spełnia .Moja droga może upłynac wiele lat zanim połapiesz się ze coś tutaj nie gra ale pamietaj szkoda twojego czasu, powiedziałaś mu ze jest alkoholikiem i co? zaprzeczył ? to normalne zaden z nich sie nie przyzna ze z nim coś nie tak, on pije przez ciebie nie słyszłaś jeszcze tego tekstu? bo za mało o niego dbasz? też powód do picia a ze padasz zmęczona na twarz to już go to nic nie obchodi liczy sie tylko on, egocentryk to świat ma sie kręcic koło niego a nie on koło świata.Jesli jeszcze tego nie dostrzegłaś to zrób głęboką analizę tego związku, co on tak naprawdę daje tobie a co bierze? założę się ze wiecej dostaje niż daje w zamian.
      Nie powinnaś wpuszczać takiego goscia do domu, tobie sie tylko wydaje ze twoja córka nie widząc go nigdy pijanego nie dostrzega ze z gościem coś nie tak a pytałac ją co on robi kiedy ty jesteś w pracy? gdzie chowa butelelki zanim wrócisz z pracy? porozmawiaj z dzieckiem a dowiesz się takich rzeczy od których włos się na głowie Tobie zjezy, nie wiem na co czekasz nie graj Matki Terersy z Kalkuty bo alkoholizm to nie tylko jego choroba ale to choroba całej rodziny i po twoim wpisie wnioskuje ze i ciebie nie xle zaatakowała, na co czekasz boisz sie buyc sama czy uważasz ,że obojetnie jakie portki w domu ale byleby były bo co ludzie powiedzą? jesteś okrutna w stosunku do dziecka.Idź porozmawiaj z jego 1 zona, nawiaż z nia kontakt , zony alkoholików wiele mogą ci powiedzieć jak to było w ich małżenstwie i pamietaj cibie czeka to samoi, masz odwagę? to chyba nie problem odnaleźć tą pania? a jakie kontakty ma twój partner ze swoimi dziecmi? interesuje się nimi? czy opowiada ci bajki o złej 1 zonie i o tym ,że nastawia dzieci przeciwko takiemu kochanemu tatusiowi. pamietaj zycie bez alkoholu i bez osoby uzależnionej od alkoholu to tylko twój wybór i naprawdę wówczs jest normalnie i spokojnie kiedy nie drżysz kiedy on wtróci do domu, a ty co kamuflejes jago "wjazdy" po alkoholu przed dzieckiem? czy Pan wchodzi kiedy córka usnie? jak długo dasz sie okszukiwac, wybacz ale nie mam zrozumienia dla takich kobiet jak ty i nie o ciebie mi tutaj chodzi ale o twoja córke, wiesz jak to zawazy na jej relacjach w przyszłości z mężczyznami?
    • 07.10.10, 15:51
      ... jeśli piszesz, że mieszkacie w Twoim domu. Uważam, że po kilku latach mieszka się już we wspólnym domu bez wskazywania do kogo on należy, bo należy do obojga.

      Poza tym ważne jest czy tworzycie de facto rodzinę czyli wspólnotę czy KAŻDE z Was kurczowo trzyma się podziału moje-twoje. Zresztą sformułowanie "związek" po latach wspólnego mieszkania oznacza, że toworzycie jakiś dziwoląg bardziej przypominający układ niż jedność.
      • 07.10.10, 15:54
        ... Pani współuzależniona związała się z alkoholikiem i dziwi się, że sie wali.

        Nie ma co się dziwić tylko wiać i leczyć ze współuzależnienia. Siebie przede wszystkim, a dziecko już może też.
    • 07.10.10, 19:19
      Jeśli on tak myśli: "twoje" i "moje", to jest bardzo źle.
      Jeśli tak mówi za niego wódka, to też źle.
      Ja bym wystawił walizki i kazał mu się leczyć, a może wrócić po odwyku, jeśli Ci na tym nim zależy.
    • 07.10.10, 19:37
      Witam, wlasnie sie zarejestrowalam na tymze forum, bo szczerze mowiac wczesniej nie mialam odwagi, choc jestem 3 lata po rozwodzie...i tez z tzw."bonusem" 7 letnim synem. To o czym piszesz jest dokladnym przykladem i powodem dla ktorego nie chce sie zwiazac z innym facetem, albo moze inaczej boje sie. Bo wlasnie tak to potem jest, twoje dziecko, twoje to, twoje tamto!! A to jest chore, bo jesli ktos wiaze sie z kobietami takimi jak my, czyli po przejsciach to powinien zdawac sobie sprawe ze przyjmuje nas z calym tzw. inwentarzem i absolutnie nie powinnym padac takie hasla, ze nie jestescie rodzina, ze toje rzeczy robisz ty, a on co??? Jest ozdoba...wybacz ma szzcerosc, ale jeak slysze takie teksty to mi slabo i tym bardziej utwierdzam sie w swoim przekonaniu, ze nie warto
      • 08.10.10, 08:21
        Z tego co wiem, a pewnie wiem czubek góry lodowej to moj pan rozwódł sie z żoną z powodu alkoholu. Maja syna. Czasem mam taka mysl, zeby zdobyć telefon do bylej zony i pogadać z nią o nim. Nie wiem czy to dobry pomysł. Ona mieszka prawie 400km od nas. Nie ma szansy na spotkanie.
        • 08.10.10, 08:49
          Jasne, że dobry pomysł, o ile już trochę minęło po rozwodzie, to może być konkretna rozmowa. Jeśli za krótko, to mogą być same emocje.
        • 08.10.10, 10:32
          Czyli świadomie związałaś się z alkoholikiem. I dziecku CHCESZ dać życie w patologii i alkoholizmie.

          Gratulacje. Na peeeeeeeewno ci po latach za to podziękuje..... i powieli twoją patologię.

          Już skupiasz się na tym jak "ratować" pijaka, a nie jak obronić przed nim dziecko.

          Powinnaś się leczyć.
          • 08.10.10, 12:21
            1. Dusinka, opamiętaj się! Od takiego napiecia myśli może przyjść jakieś niedomaganie psychiczne lub/i fizyczne, a nawe zawał - intelektu. Bohaterka tematu nie związała się "świadomie" z alkoholikiem. Tak wyszło, tak czasem wyjdzie. Pokochała człowieka i próbuje ratować związek, a społeczność forumową pyta o w tej m.in. mierze możliwe rozwiązania.
            2. Nie skupia się na tym, aby ratować "pijaka" kosztem dziecka - tyle to można wyczytać pewnie w zwidach sennych.
            3. Uważasz, że miłość jest patologią? Na tym forum, jak i w naiwnych nurtach pewnych kierunków psychologii "wspóółczesnej"uznaje się życie z alkoholikiem za wpółuzależnienie; niemożność odejścia, zapomnienia - za wynik uzależnienia. Miłość, współczucie, wybaczanie otrzymują inne formy, dzięki zakwalifikowanii ich do kategorii uzaleznień, a więc patologii. W socjologii i kryminologii zachowanie dewiacyjne to takie, które charakteryzują się masowością, szkodliwością a także cechą godną potępienia.
            Nasi psychologowie, a za nimi ci, którzy używają takiej terminologii, powinni trochę poduczyć się z innych nauk, a nie tylko w ramach "psychologii" wyważać otwarte drzwi i do tego kpić w żywe oczy dyletanctwem.
            Reasumując, to z czego powinna się leczyć: z miłości? głupoty?"uzależnienia" ?
            • 08.10.10, 13:03
              nie masz racji bohaterka postu świadomie związała się z alkoholikiem bo wynika z jej wpisu ,że wiedziała ,ze jest osoba uzaleznioną od alkoholu-co to znaczy pokochała? uwazasz ze miłośc wszystko tłumaczy? a gdzie rozum a gdie wiedza na temat alkoholizmu? dobry pomysł z telefonem do byłej zony, sądze ze wiele rzeczy usłyszałaby od których oczy wyszły by jej w orbit, nie mozna uwazać ze problemu nie ma a alkoholik jak za dotknieciem czarodziejskiej różdżki przestanie pić bo jak widac nie przestał, jego zachowanie jest charaketystyczne w tej chorobie, nie wiem na ile starczy ci sił aby mu pomóc a tą nieststey oodradzam na własnym przykładzie, ponad 20 lat pomagałam mezowi i co? przestał pić? nie pije nadal choć pracuje i na zewnatrz przezentuje się nieźle ale trzeba wiedzieć co robi taki cłzłowiek w domu.A autorka postu jest osoba współuzależniona od partnera a to juz jest alarmujace, dymeat kota czy dziecka jest naprawde błahy w porównaniu do tego co może dziać się później.Rzadko kiedy uda się wyrwać alkoholika ze szponu nałogu nieststey , kobiety łudzą się ze dla nich alkoholik się zmieni ale to nieperawda, owszem w nowym związku "przycichnie" lepiej bedzie się maskował ale do czasu i jak wiać ten czas nastapił a co zatem czekać? poprzdnia kobieta z ulga pozbyła się kłopotu a nowa wzięła sobie garb na plecy, zyczę autorce postu powodzenia ale doprawdy nie moge zrozumieć jej głupoty i naiwności i nie mówcie mi ze to miłośc to po prostu paniczny strach przed byciem sama a ten nie jest najlepszym doradca.Krótko walizki za drzwi i do widzenia Panu nie ma innej rady z czasem bedzie tylko gorzej a nie lepiej i niech ktoś napisze ze się myle, niech się odezwą byłe zony alkoholików to zobaczycie jakie piekło moze zgotować taka osoba czekam......
              • 08.10.10, 13:23

                > eta z ulga pozbyła się kłopotu a nowa wzięła sobie garb na plecy, zyczę autorce
                > postu powodzenia ale doprawdy nie moge zrozumieć jej głupoty i naiwności i nie
                > mówcie mi ze to miłośc to po prostu paniczny strach przed byciem sama a ten ni
                > e jest najlepszym doradca.


                Plujeczko! Nie powinnaś tak pisać! Sama byłaś żoną alkoholika, jak twierdzisz ,20 lat!
                Powinnaś świetnie rozumieć, że zanim do człowieka dotrze, że jest głupi i naiwny to może mu całe życie minąć! Przeciez sama taka byłaś przez wiele wiele lat!..... Czy zrozumiałaś własną głupotę i naiwność i wybaczyłaś ją sobie, czy te słowa, że autorki nie umiesz zrozumieć to twoja część ciągle nieskończonego rozrachunku z sama sobą? ...
                • 08.10.10, 22:09
                  posłuchaj jak wychodziłam za mąż to miałam niewiele ponad 20 lat rozumiesz a nie o wiele wiecej niż autorka wątku a to zasadnicza róznica. Nie mozna popełniać błędów nastolatki będac dojrzałą kobietą i matką już niemałego dziecka o to tutaj chodzi. Chcesz aby jej zabrało również 20 lat dojcie do takich wniosków w relacjach z alkoholikiem jak mi? tego chcesz? ja ją po prostu ostrzegam przed czymś co jesy nieuchronne ale ty tego nie możesz wiedzieć bo nie byłaś zoną alkoholika a to już powoduje ,ze mamy róznice zdań e temacie.To jest tak jakbyś o seksie mówiła będąc dziewicą nie rozumiesz? Czy zrobiłam rachunek własny powiem ci tak nierobiłam ale wiem jedno ,że przed 20 laty wiele osób w moim kręgu widziały ,że coś z moim przyszłym mężem jest nie tak tylko ja nie widziałam bo byłam zakochana podobnie jak autorka wątku gdybym je posłuchała dzisiaj moje zycie wygladaloby inaczej i zapewne lepiej wiec teraz kiedy mam tak.ą smutną wiedzę to po prostu przestrzegam WALIZKI ALKOHOLIKOWI ZA DRZWI I BEZ SKRUPÓŁÓW BO ON ICH NIE BEDZIE MIEĆ WZGLĘDEM SWOJEJ PARTNerki
            • 08.10.10, 13:06
              Wegetarianko, a może warto choćby zadzwonić do jego byłej żony?
              Poznać się, porozmawiać, popytać o jej zdanie, jak to było z nimi?
              Może dużo zależeć od takiej rozmowy..
              --
              forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
            • 08.10.10, 13:18
              Leczyć? Z braku poczucia własnej wartości i z rozmyślnego wkodowanego wchodzienia w destrukcyjne związki. Wiele osób (szczególnie kobiet) wiąże się z kimś, z kim z boku patrząc wiadomo, że będą miały problemy. Bo taki te kobiety mają rys psychologiczny. "Zły" facet u boku jest im potrzebny by one same czuły się lepiej, bo to leczy ich kompleksy. By czuły się dowartościowane, że ktoś je potrzebuje i .... że są od niego lepsze, bo np nie piją. Bo to one mu "pomagają". (często właśnie swoimi zachowaniami nie pomagają przerwać nałogu ale pomagają tkwić w nim). Z tłumu ludzi taka kobieta wyszuka sobie właśnie alkoholika, narkomana, przemocowca, lenia który nie zarabia i którego będzie mogła nieść na plecach by samej czuć się coś wartej, obnosząc się ze swoim "wielkim poświęceniem i dobrocią" (czyt. współuzależnieniem).
              Rozejrzyj się wokoło. Czy mało takich związków? To nie ma nic wspólnego z miłością.
              Niektóre kobiety "kochają" złych chłopców , taki wrodziony masochizm, jak facet jej nie uderzy, nie poniży, nie zrobi awantury to kobieta nie umie się "zakochać".

              Tutaj, dziewczyna wiedziała, że poprzednie małżeństwo tego pana rozpadło się z powodu alkoholu. I związała się z nim świadoma tego,
              przejęta swoją misją, że to ona go uratuje (sama to napisała), pokaze mu lepsze zycie niż dała mu jego była zona(?). (czyli kierowała się litością i swoimi konpleksami a nie miłością, a teraz facet zaczyna uwierać tym, ze jest taki jaki zawsze był, więc dziewczyna się zaczyna denerwować...)
              Równocześnie, mając wiedzę o alkoholiźmie partnera, nie zrobiła autorka nic by z panem temat alkoholizmu przepracować i ustalić jasne reguły swojego związku. Nie ma w tym związku reguł, są rosnące z obu stron frustracje, są próby z obu stron narzucenia swoich racji, jest jego wściekłość gdy ona porusza problem alkoholu...więc za chwilę przestanie go poruszać, żeby się nie kłócić?
              Pani jest kompletnie nie przygotowana na to, że pan pije. Zdziwiona, że pije? Czym zdziwiona? Swoją beztroską w wybraniu nowego partnera i brakiem odpowiedzialności za los który szykuje swojemu dziecku? Własnie tworzy mu los. Gorzki los, jeśli sama nie dorośnie do odpowiedzialności za to co tworzy. Bo nauczy córkę godzic się na byle jakie życie, na brak szacunku do siebie, nauczy ją łatwości współuzaleznienia od używek, akceptacji takich partnerów, lub strachu przed związkami, przekaże jej niskie poczucie wartości jako człowieka i jako kobiety. I jesli córka kiedyś nie wyrwie się z tego kręgu to jej mężem zostanie alkoholik.
              Dobrze kilka osób tu zapytało, z jakiego powodu rozpadło się jej małżeństwo. Jaki był jej mąż? Dlaczego wybrała właśnie tego pana i które cechy w nim spowodowały, że uznała iż to miłość.
              • 08.10.10, 13:38
                Forowi znawcy (a raczej znawczynie) będą decydowac, co jest miłością a co nią byc nie może. W ogóle nie pojmuję tego rozróżnienia: albo miłosc, albo współuzależnienie. Niekoniecznie. Można kochac i jednoczesnie byc współuzależnionym (ą), można nie kochac i byc współuzależnioną (ym). To dwie różne kategorie, które mogą na siebie zachodzic - ale absolutnie nie muszą.
                I powiem szczerze, że czytając wiele postów w tym wątku mam wrażenie, że wizja miłości i kochających się ludzi jest dla wielu powieleniem wzorców z "Ani z Zielonego Wzgórza" - albo reklamy proszku do pieczenia.
                --
                "To jest roztrzęsione społeczeństwo, które łatwo wchodzi w redukcję napięcia".
                • 08.10.10, 13:46
                  A kto uprawia wizję miłości z reklamy proszku do prania? Czy nie osoba która wiąże się na zasadzie on na pewno się dla mnie zmieni! ja go uratuję od złego świata! ? Dla mnie to jest niedojrzałość i patrzenie na życie rodem z harlekina.
                  • 08.10.10, 14:45
                    dziękuję za wszystkie wpisy, krytyczne pod moim adresem również. Uwierzcie mi, ze uwikłałam się z tym człowiekiem. Czasem chcialabym byc taka silna, jak inne kobiety. Z tego co tu wypisujecie, wynika ze on mną manipuluje od dawna. Gra na moich uczuciach, przywiązaniu. Tak bardzo chcialam normalnego domu, ze pozwolilam na zbyt wiele. Moja wina. Poza tym nie moge narażać córki. Pod zadnym względem. Nie mogę fundować jej koszmaru dziecinstwa, awantur i innych rzeczy które zapewne zdarza się w tym stanie rzeczy. To chory związek, poprzedni związek nie byl alkoholowy. Nie mialam doswadczenia w czym rzecz. Rozwód mam z wylącznej winy meża.
                    • 08.10.10, 15:44
                      wegetarianka74 napisała:


                      > , mam mętlik w głowie.Powiedzcie mi jak powinien zachowywac się
                      > normalny facet decydujący się na zwiazek z kobietą z dzieckiem i wspolne miesz
                      > kanie. Bo ja juz nie wiem, czego wymagac a co odpuscić.

                      Napisałaś takie słowa jak powyżej.
                      Nikt nie poda Ci recepty idealnej dla Ciebie. Bo każda para sama wyznacza swoją normalność. Ty Czujesz, że coś nie gra, że Twoje potrzeby nie są uwzględniane, Twoje granice naruszone i włączyły Ci się czerwone lampki. Nie zaniknęły Ci odruchy samozachowawcze - to dobrze. Twoje pytanie pokazuje, że czujesz się zdezorientowana albo zmanipulowana, szukasz odniesienia swojej sytuacji do innych obcych Ci osób by móc nazwać zło i dobro w Twoim związku, czy masz prawo mieć inne zdanie od partnera. Odczuwasz dyskomfort a jeszcze nie potrafisz zidentyfikowac jego źródła.
                      Zastanów się spokojnie czego oczekujesz od życia a następnie spójrz na obecnego partnera i przemyśl, czy jest wam razem po drodze, czy dla was jest szansa a jeśli jest - to jaka. Wyrzuć myślenie życzeniowe, odnoś się tylko do faktów. Nie kieruj się strachem, nie uciekaj w demonizowanie sytuacji ani w bagatelizowanie jej - tylko przemyśl i rozwiąż spokojnie problem podejmując decyzję, z którą dasz rady się pogodzić i zmierzyć. Jeśli w Twoim domu jest problem nałogów, to terapia jest konieczna, nie tylko dla alkoholika ale dla wszystkich domowników. Jeśli zaś zadecydujesz o rozstaniu, zrób to spokojnie i konsekwentnie trzymaj się decyzji, bo będzie tu dużo gry na emocjach z drugiej strony.
                      Może sama pójdziesz na spotkanie z psychologiem by swoje odczucia co do sytuacji przeanalizować z kimś bardziej bezstronnym i spróbować zbudować swój stabilny kręgosłup, swoją własną normalność, którą dasz rady obronić przed innymi i która będzie odporna na czyjekolwiek manipulacje, być asertywną, ustępowac gdy trzeba ale i stawiać granice gdy trzeba.
                      Kieruj się spokojem, konsekwencją i odwagą a wszystko się ułoży. Szczęście jest w Tobie, jesli zechcesz je znaleźć, nie zależy ono od stanu posiadania lub nie posiadania partnera.
                    • 08.10.10, 17:06
                      On Toba manipuluje, ale to dlatego ze TY sie dajesz.

                      I byc moze Twoj dawny zwiazek nie mial problemow z alkoholem ale to nie znaczy ze nie byly podszyte tym samym problemem np: ratowania kogos, ze dbalas o partnera potrzeby bardziej niz o siebie, czy inne wspoluzaleznienia. To, ze tamten rozwod byl z winy partnera niczego nie tlumaczy.

                      Jezeli chcialas normalnego domu to po co zwiazalas sie z takim czlowiekiem ktory o Ciebie nie dba? nie widzi WAS, tylko siebie i ciebie - oddzielnie?

                      A sila jest w Tobie, jestem tego pewna - wkoncu jestes matka, masz za soba ciezki okres i jakos wybrnelas z tego. Po prostu musisz ta sile z siebie wyciagnac, poczym ta sile karmic swoimi czynami, i tym ze wkoncu zaopiekujesz sie SOBA!!!!
                      • 08.10.10, 17:47
                        Tak, w poprzednim związku byłam nadopiekuncza. Myslałam, ze milość tzn. być dla kogoś. W tym zwiazku przez dlugi okres byłam kochana, doceniona, potem banalnie zaczelo się psuć od slowa do słowa. Wiecie jak to jest. Wyszło ze problem z alkoholem nie jest błahostką, ze to narasta. Słyszałam nawet ze pije przeze mnie. Obwiniał wszystkich zeby móc usprawiedliwić siebie. Pokazywał ze może być cudownie a na drugi dzien koszmarnie. Jak zaczełam wymagać tego "RAZEM" to okazało się ze jest on i my (ja z synem). Do tego doszło umniejszanie mojej wartości zawodowej. To wyglądało tak jakby ktoś mówił różnymi słowani ze nic nie znaczysz, nic nie zrobisz, nie poradzisz sobie, tutaj ja pan i władca mogę. No i umiał być w porządku do następnej wpadki. No nic, trudno człowiek uczy się na błędach.
                        • 08.10.10, 18:59
                          Na bledach to powinnas sie nauczyc po pierwszym zwiazku. Badz teraz bardzo madra i przeanalizuj co sie stalo ze wybierasz takich partnerow a nie innych. I co robisz ze jednak potem cos sie w zwiazku zmienia? Moze na poczatku to ty jestes inna? a potem jak juz masz kogos to powoli stajesz sie wlasnie taka nadopiekuncza. Miej troche egoizmu w sobie - dla siebie i corki.
                        • 08.10.10, 22:26
                          POSŁUCHAJ 20 LAT SŁYSZALAM ,ŻE MÓJ EX PIJE PRZEZE MNIE a prawda była taka ,ze pochodził z domu o tradycjach alkoholowych co skrzetnie przede mną ukrywano-+ ( zreszta eź maz mieszkał ode mnie wiele kilometrów wiec nie było kontaków z jego rodziną), moja praca się nie liczyła zawsze poniżana i nie szanowana za posprzatany ,zadbany dom byłam zła bo......nie rozumiała jego picia, wyciagałam zza segmrntu kolejne butelki przy okazji porzadów swiątecznych, ze ścisnietym sercem odnajdowałam butelki po kieszeniach, w kurtkach w kartonachj po butach w pawlaczu wiec tez byłam zła bo się czepiam.
                          Mnie też nie wydawało się na samym poczatku podejrzanym ,że ex mąż chetnie chodził tam gdzie był alkohol a w momenice kiedy się kończył natychmiast "rwał" do domu i nie interesowało go ,ze np, ja chcę na imieniach u cioci pozostać bo dosłownie bylismy w rodzinnym grodnie 30 minut, podobnie jak autorka watku nie miałam swiadfomości co to alkoholik bo w moim domu rodzinnym nikt takiego problemu nie miał. Pozniej była izolacja od znajomych . rodziny wiecznie tłumaczenie "Pana" ,że nie przyszedł ze mną bo...no własnie i tutaj wymysłałam wszystkie historie ,że Pana głowa boli, że się żle czuje mnie sie zdawało ,że jestem wiarygodna ale po latach okazało się ,ze wszyscy wiedzieli ale po prostu bali sie przy mnie o tym głośno powiedzieć.
                          Powiem autorce postu jedno cokolwiek zrobi bedzie źle a z czasem coraz gorzej , bedziecie sami zamknięcie w czterecjh ścianach odizolowanoi od innych, jak twój Pan narzyga bedziesz biegła do łazienki po ścierkę żeby zetrzec bo bedziesz się bała ,że ktoś wejdzie i zobaczy a powinnaś........zostawić to na podłodze, Pan ma się obudzić i zobaczyc jakiego dzieła po pijanemu dokonał, wiesz jakie leki mają dzieci z rodzin alkoholików, poromawiak z córką a sama się przekonasz jaką straszną ma wiedzę o którą jej nie podejrzewasz, to rany, które się nie zablixniają, idż z córką do psychologa a dowiesz się jak wiele widzi i rozumie ....niechcę cię straszyc ale twoj post przypomniał mi każdą trudną chwilę dlatego dobrze poczytaj o alkoholikach i zastanów się po co ci ten zwiazek.....alkoholika nie zmienisz a starając sie pomóc sama pograzysz się w tym bagnie....zresztą już w nim tkwisz
                        • 09.10.10, 08:09
                          syn? córka?
                          czepiam się
            • 08.10.10, 22:24
              kasper, pewnie zgodzisz się ze mną, że miłość to nie słowa, ale czyny. To napisz w takim razie, w czym przejawia się miłość alkoholika do swojej żony i dzieci.

              Podstawowa zasada:

              "Każdy ma prawo opuścić miejsce, które go niszczy"

              --
              "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
              • 09.10.10, 10:46
                Alkoholik nie kocha ani żony, ani dzieci. Przez większą część swojego życia byłem za pan-brat z alkoholizmem ojca, stryjów, dziadka i brata. Znam tragiczne skutki tego nałogu.
                Masz rację, że każdy ma prawo opuścić miejsce, które go niszczy. "Prawo" (a nie - obowiązek), ponieważ w polu egzystencji tego "każdego" są i inni. W kręgu alkoholizmu najczęściej najbardziej poszkodowanymi po żonie (czy mężu) są dzieci. Co oznacza to prawo? A no to, że gdy prawa kogokolwiek w owym kręgu są naruszone, należy bezwględnie przywrócić równowagę, z obowiązkiem stosowania co najmniej jednej zasady: w przypadku konfliktu zasad, chronić słabszych.
                Zazwyczaj w tego typu sytuacjach mówi się: "masz prawo do własnego życia", "szczęścia" itd. To tylko część prawdy. W rodzinie chodzi przede wszystkim o konkretyzację zestawu zasad i wartości, następujących zazwyczaj w nieprawdopodobnym natężeniu emocji, jak choćby w przypadku alkoholizu, przemocy, uzależnień.
                Krótko mówiąc: wegetarianka musi postawić nieprzekraczalną granicę: alkohol albo rodzina.
                Pomijam kwestie niedorosłości, szczeniactwa jej partnera. Rozwód zazwyczaj jest dramatem, po którym człowiek rodzi się jakby na nowo. Jej głupka nic on nie nauczył, nie wyciągnął wniosków, nie umie budować rodziny. Czy to znaczy, iż - jak by chcieli uczynić buńczucznie niektórzy tutaj na forum, którzy mylą miłość z uzależnieniem, a na widnokręgu widzą tylko własne dobro i, jak tęczę, tylko własną pupę - wegetarianka ma go wyrzucić? Otóż nie. Ma zrobić wszystko, aby ratować związek, miłość i rodzinę. Gdy jednak zawiodą wszystkie środki, gdy facet wybierze choćby piwo - pokazać mu drzwi.
                • 12.10.10, 09:40
                  Kasper, zaprzeczasz sam sobie:

                  > Alkoholik nie kocha ani żony, ani dzieci.


                  Ale:

                  > Krótko mówiąc: wegetarianka musi postawić nieprzekraczalną granicę: alkohol alb
                  > o rodzina.

                  wegetarianka ma go wyrzucić? Otóż nie. Ma zrobić wszystko, aby rat
                  > ować związek, miłość i rodzinę.


                  Wegetarianka zrobiła wszystko, co do niej należało, choć ja uważam, że nazbyt wiele. On jej nie kocha, więc związek jest bez szans. Jej działania to tylko 50% wkładu w związek- jego tworzenie, utrzymanie; reszta zależy od pana. A panu zależy na chlaniu.

                  A jeśli twierdzisz, że Wegetarianka powinna zrobić coś jeszcze, to napisz konkretnie co to miałoby być. Jeśli twierdzisz, że mąż ją kocha, to napisz, czym przejawia się ta "miłość" do wegetarianki i jej dziecka.

                  Ten związek jest zupełnie bez szans. Obowiązkiem Wegetarianki nie jest dbanie o dobre samopoczucie pana, o to, aby unikać sytuacji, które go sprowokują (bo wszystko jest pretekstem); ona jest odpowiedzialna przede wszystkim za dziecko, aby mu nie spieprzyć życia:

                  www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=73&Itemid=11
                  Z opisu wyraźnie wynika, że wegetarianka jest współuzależnioną. A współuzależnienie polega na tym, że osoba niepijąca przystosowuje się do chorej sytuacji. Tu jest dobre opracowanie:

                  www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=205&Itemid=11
                  Wegetarianko, panu kopa jak najszybciej!


                  --
                  "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                  • 12.10.10, 13:48
                    1.Żle czytasz, Zmęczona, nie zaprzeczam sobie.
                    2. Skąd wiesz, co robi Weg. i czy robi wszystko? Skąd znasz podawane procenta? W emocjach żonglujesz słowami.
                    3. Nie wiem, co dokładnie ma zrobić Wegetarianka; może mniej -więcej to, co bohaterka rewelacyjnej "Pętli" Hłaski. Teraz, po doświadczeniach życia, wiedziałbym, co robić z moimi nieszczęsnymi bliskimi - ale nie nie żyją.
                    4. Przytoczony przez Ciebie opis sytuacyjny z gazety to dyletanctwo niedoucznego redaktora-"psychologa". Natomiast "uzależnienie" czy współuzależnienie" to prostackie terminy stanów/zdarzeń,sytuacji, który nie mają nic wspólnego z dewiacją, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu. Nie używaj więc karczemnego zwrotu: "dać kopa", gdy mowa o dramacie ludzi. Staraj się rozumieć.
                    • 12.10.10, 22:00
                      kasper254 napisał:

                      > 1.Żle czytasz, Zmęczona, nie zaprzeczam sobie.
                      Zaprzeczasz. Skoro alkoholik nie kocha zony, to nie ma mowy o ratowaniu związku, bo go już nie ma. Żona nie zmusi go do miłości. On ma już taką na całe życie.

                      > 2. Skąd wiesz, co robi Weg. i czy robi wszystko?

                      Z jej postów w tym wątku?


                      > Skąd znasz podawane procenta?
                      > W emocjach żonglujesz słowami.

                      Skąd wiesz, kto siedzi po drugiej stronie? wink


                      > 3. Nie wiem, co dokładnie ma zrobić Wegetarianka; może mniej -więcej to, co boh
                      > aterka rewelacyjnej "Pętli" Hłaski. Teraz, po doświadczeniach życia, wiedziałb
                      > ym, co robić z moimi nieszczęsnymi bliskimi - ale nie nie żyją.

                      Np. co?


                      > 4. Przytoczony przez Ciebie opis sytuacyjny z gazety to dyletanctwo niedouczneg
                      > o redaktora-"psychologa". Natomiast "uzależnienie" czy współuzależnienie" to pr
                      > ostackie terminy stanów/zdarzeń,sytuacji, który nie mają nic wspólnego z dewiac
                      > ją, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu.

                      Podana przeze mnie strona należy do PARPA, czy Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, a że to nie jest "wydanie gazetowe", świadczy choćby skrót gov w adresie strony smile Trochę się wkopałeś wink

                      Nie używaj więc karczemn
                      > ego zwrotu: "dać kopa", gdy mowa o dramacie ludzi. Staraj się rozumieć.

                      Zrozumieć alkoholika, czy jego ofiary?
                      Masz rację- to jest dramat. Tylko odpowiedz sobie, dla kogo. I kto kogo powinien ratować w opisanej sytuacji. Zauważ tylko, że każdy dorosły odpowiada za siebie sam. A za dzieci- rodzice.

                      Tak, "dać kopa" oznacza dokładnie to, aby znalazł się na dnie- inaczej nigdy nie wróci na górę.


                      --
                      "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
              • 12.10.10, 07:00
                > (...) w czym przejawia się miłość alkoholika do swojej żony i dzieci
                W tym, że przyniesie z imprezy "łabądźka" z aluminium, czy pomyśli o dziecku kupując lizaka.
                Wraca do domu i stara się być cicho, żeby nikogo nie obudzić, chociaż nigdy mu/jej się nie udaje. Alkoholizm dotyka również kobiety!

                Niestety, to wszystko jest żałosną prawdą. Ale prawdą też jest, że alkoholizm to choroba.
                Gdyby moja żona była alkoholiczką, to bym o nią walczył, a na pewno bym próbował przez jakiś czas i łatwo nie odpuścił.
                • 12.10.10, 09:54
                  altz napisał:

                  > > (...) w czym przejawia się miłość alkoholika do swojej żony i dzieci

                  >
                  > Niestety, to wszystko jest żałosną prawdą. Ale prawdą też jest, że alkoholizm t
                  > o choroba.

                  Jest, ale na własne żądanie- jak każde inne uzależnienie. I leczy się to-to całkiem inaczej, niż inne choroby- alkoholik ma osiągnąć dno, ma stracić coś, co jest dla niego ważne, aby przyznał się, że ma problem z alkoholem i zdecydować się na leczenie. Najgorsze, co może zrobić niepijący partner, to pozwolić mu jak najdłużej żyć bez ponoszenia konsekwencji przez alkoholika, bo wtedy alkoholik nie ma powodów do podjęcia leczenia.

                  Sprzątanie po alkoholiku wymiocin, wydalin, pranie po nim śmierdzących rzeczy, zwalnianie z pracy z powodu "biegunki", jeśli kac nie pozwala podnieść głowy z łóżka, gotowanie mu wtedy rosołków, aby odzyskał siły i tysiąc innych działań jest niczym innym, tylko pomaganiem alkoholikowi w wytrwaniu w jego nałogu.


                  > Gdyby moja żona była alkoholiczką, to bym o nią walczył, a na pewno bym próbowa
                  > ł przez jakiś czas i łatwo nie odpuścił.

                  Na 10 kobiet alkoholiczek tylko przy jednej zostaje mąż- jest to proporcja zupełnie odwrotna, niż u mężczyzn. To m.in. tłumaczy, dlaczego kobietom jest o wiele trudniej wyjść z alkoholizmu (brak wsparcia*). No i ten stereotyp- że mężczyznom wiele się wybacza, no bo wiadomo, że oni lubią wódkę, papierosy; tak samo, jak nie ma nic dziwnego bogate doświadczenia seksualne czy posiadanie kochanek; kobietom to "nie przystoi", więc o wiele trudniej im się przyznać, że nawaliły jako matki, żony, bo społeczeństwo postrzega je jako "strażniczki domowego ogniska", matki dzieciom etc. A od przyznania się do problemu dopiero można mówić o pierwszym kroku w leczeniu.

                  * Wsparcie jak najbardziej należy okazywać każdemu swojemu bliskiemu, który podjął leczenie; nigdy wcześniej.

                  --
                  "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
                  • 12.10.10, 15:13
                    Tu się zgodzę prawie na 100%.
                    Myślę, że to jest choroba, jak każda inna, tak samo można by powiedzieć, że ktoś ma depresję na własne życzenie.
                    Trzeba "dać kopa" i zmusić do leczenia, bo nie ma w tej chwili lepszej metody.
                    Myślę, że to jest trochę jak z ADHD i wierzę, że za jakiś czas będziemy umieli to sensownie leczyć, a współczesne metody będą się wydawały średniowiecznymi.
                    • 12.10.10, 21:53
                      tak samo można by powiedzieć, że kto
                      > ś ma depresję na własne życzenie.

                      A to jakim cudem??

                      dać kopa, czyli dać jak najszybciej powód do podjęcia leczenia- najczęściej coś, co tracą, a na czym im zależy- np. rodzina. Inny sposób zupełnie nie zda egzaminu.

                      Skuteczne leczenie już dzisiaj istnieje- podstawą jest motywacja, ale nie leczenie się dla innych.
                      Z uzależnieniem fizycznym można sobie poradzić farmakologicznie, ale z tym psychicznym jest o wiele trudniej.
                      To dotyczy każdego uzaleznienia, bo mechanizm ich powstawania jest taki sam.

                      --
                      "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
    • 13.10.10, 19:26
      wwwwwwwwrrrrrrrrrrrrrrr

      Wybacz, ale az mna zatrzeslo.

      Piszesz, ze koles jest alkoholikiem a Ty sie z nim zwiazalas, bo chcialas mu pomoc???

      Jakbym czytala o swojej matce! Ona tez sie zwiazala z takim panem jak ja mialam 7 lat. Jak mialam 25 to zmarla na raka a ojczym alkoholik wywalil mnie z chaty i z dnia na dzien stalam sie bezdomna. Gdyby nie znajomi ze squatu to magisterke bym chyba pod mostem konczyla!

      Chyba nie musze dodawac, ze spadku nie widzialam i chyba nigdy nie zobacze, pan ojczym przepija sobie radosnie wszystko.

      Zastanow sie dwa razy czy tego chcesz dla swojej corki. Jesli sformalizujesz zwiazek z panem to jest bardzo prawdopodobne ze wspolny majatek bedzie finansowal jego chlanie.

    • 14.10.10, 20:33
      Witam wszystkich serdecznie, jestem studentką 5 roku psychologii i poszukuje osób rozwiedzionych, które zgodziłyby się wypełnić krótka ankietę na temat postawy wobec zachowań nielojalnych. Ankieta jest w pełni anonimowa i posłuży mi do mojej pracy magisterskiej. Nie jest to kwestionariusz diagnostyczny a statystyczny, więc jego wyniki będą istotne jedynie po zebraniu przeze mnie danych od wielu osób. W swoim badaniu porównuje uśrednione wyniki 3 grup: osób w stanie wolnym, po ślubie oraz rozwiedzionych. Niestety aby ukończyć swoje badanie brakuje mi nadal odpowiedzi osób rozwiedzionych dlatego proszę Was o pomoc. Wszystkich chętnych do wypełnienia ankiety a tym samym pomocy studentce psychologii proszę o kontakt mailowy: 2.marcelina@gazeta.pl
      Pozdrawiam serdecznie,
      Marcelina.
    • 20.10.10, 22:18
      wegetarianka74 napisała:

      > Jestem kilka lat po rozwodzie, teraz zwiazałam sie z rozwodnikiem. Z małżeństwa
      > mam 7 letnią córke. Niby zyjemy razem, ale zauważam, ze moj facet coraz części
      > ej wytyka mi co jest jego a co nie tzn. chodzi o podział obowiązków. Np. dzieck
      > o twoje to się nim zajmuj, sprzataj po kocie bo twój, zalatwiaj swoje sprawy bo
      > twoje są. Albo teksty ze nigdy nie stworzymy rodziny itd. Mieszkamy razem w mo
      > im domu, fakt dziecko jest moje, kot i te sprawy też, ale uważam ze jesli ludzi
      > e są ze sobą powinni jakos razem isc przez życie a nie osobno, tym bardziej ze
      > zyjemy pod jednym dachem. Uwazam ze on powinien się jakoś włączyc w życie rodzi
      > nne. Do tego ostatnio powiedział mi ze nie jestem jego rodziną, (fakt nie jeste
      > m) ale jestem przeciez osobą z która jest od kilku lat dzien w dzień. Trudno to
      > wszystko opisać, mam mętlik w głowie.Powiedzcie mi jak powinien zachowywac się
      > normalny facet decydujący się na zwiazek z kobietą z dzieckiem i wspolne miesz
      > kanie. Bo ja juz nie wiem, czego wymagac a co odpuscić.

      Jak wszystko jest w jego mniemaniu nie jego, to niech on też nie będzie Twój,
      Pomyśl że jest gdzieś, ktoś, kto głaskał by Twojego kota z przyjemnością, mieszając zupę w garnku i przy okazji uśmiechając się serdecznie do Twojego dziecka.

      --
      "Prawdziwe szczęście jest rzeczą wysiłku, odwagi i pracy".
      Honoriusz Balzac
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.