Dodaj do ulubionych

Panie? święte!!! / co zrobić - wypowiedzcie się

30.12.10, 19:48
Witam!
Pomimo iż większość wypowiadających się tutaj to kobiety, dodam swoje dwa grosze.!
U mnie jest taka sytuacja że jesteśmy z żoną od dziesięciu lat razem, mamy dwoje dzieci.Jesteśmy normalną rodziną nie ma u nas alkoholu ale jest inny problem, od początku to już dziesięć lat wypruwam sobie żyły abyśmy żyli w dostatku, sam wychowywałem się w patologii i ubóstwie i nie chciałem tego dla mojej rodziny, tułałem się za granicą za chlebem a moja kochana? !!! małżonka nic sobie z tego nie robiła przy każdej mojej rozmowie na temat przyszłości naszych dzieci i co zamierzamy zrobić aby coś poprawić odpowiadała bulwersującym głosem że ona nie może znaleźć pracy a tym bardziej nie takiej abyśmy mogli wspólnie dźwigać ten ciężar utrzymania rodziny - powtarzała " jestem jaka jestem ", jak ci nie pasuje to złóż o rozwód.No i tyrałem dalej a wszystko nie dla niej tylko dla naszych dzieci nie chciałem ich krzywdzić, robiłem to choć miałem dość, wyjazdy na narty ,wczasy,rozrywki i prezenty.Ale teraz powiedziałem koniec mam już dosyć wysłuchiwania jej głupich dziecięcych tekstów np:chcesz żeby dzieci jechały na zieloną szkołę to musisz zapłacić no bo ja nie mam a jak ty nie zapłacisz no to wiesz one na tym ucierpią przecież to twoje dzieci!, zapłać za prąd bo odetną a wiesz to twoje dzieci ucierpią ja bym dała ale nie mam pracy szukam myślę że nie długo znajdę.! Tylko że pracy szuka jej koleżanka przez internet która też nic nie robi a moja żona nie potrafi włączyć nawet komputera bo przez dziesięć lat nie zainteresowało jej to,już nasze dzieci w wieku 9 lat korzystają z kompa.Dwa lata temu poznałem kobietę w której się zakochałem a ona pokochała mnie była cudowna i odpowiedzialna dbała o mnie i się martwiła gdy wyjeżdżałem na dłuższe wyjazdy mieliśmy być razem ale mnie nie naciskała powiedziała teraz to wiem mądrą rzecz (że dzieci mam kochać ale muszę też myśleć o sobie bo one kiedyś dorosną i co dalej).
Jednak ją zostawiłem,nie mogłem unieść tego brzemienia że mógłbym zostawić dzieci i odejść zostałem z żoną i poświęciłem się dla dzieci ale teraz widzę że nie da się tak bo człowiek zwariuje mam już dość przez ostatni rok nawet się przestraszyłem byłem w szpitalu a potem miałem złamaną nogę i założony gips aż do uda i nie mogłem nawet odchorować gdyż musiałem jeździć samochodem no bo moja Pani!!! nic nie robi a przecież rachunki trzeba płacić i wtedy się przestraszyłem że w razie czego nie mogę w cale na nią liczyć zawsze mówi żeby chciała ale nie wie jak.I ciągle tylko a ty mnie jeszcze kochasz no wiecie co żenada.Powiem szczerze czuje się jak niewolnik w tym chorym związku mam już dość i chcę normalnie żyć no i może znaleźć normalną kobietę - zobaczymy.
Złożyłem sprawę o rozwód bez orzekania o winie aby potoczyła się szybko ale mam problem bo chciałbym abyśmy podzielili mieszkanie na dwa bo nie mam gdzie pójść a jest nasze wspólne ona mi mówi że jak tak to ona napisze żeby sąd uznał moją winę z powodu zdrady który miałem dwa lata temu, i nie dostane ani połowy mieszkania no i wysokie alimenty gdyż mam wysoki dochód 4 tys.miesięcznie no bo to przecież moje dzieci!!!.Nadmienię tylko że do dzisiaj wszystkie koszty ponoszę ja.
I co zrobić ???? - odpuścić i odejść z podkulonym ogonem!/ a może to moja wina?
Mam już tego dość i przepraszam jeśli kogoś zanudziłem.
wszystkich serdecznie pozdrawiam.
Edytor zaawansowany
  • marta-mamadwojga 30.12.10, 20:07
    Nie zazdroszczę i dziwię się Twojej cierpliwości. W naszej kulturze utarło się, że to facet musi dbać o finansowe zabezpieczenie a kobieta powinna wychowywać dzieci. Powiem, ze coś w tym jest, jeśli dzieci mają rok, nawet dwa lata... a później? Wg mnie kobiety zasłaniają się koniecznością wychowania dzieci, nawet gdy dzieci mają 25 lat (znam takie przypadki)

    Nie ma znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna, po prostu niektórzy nie dorośli do spełniania funkcji partnera oraz rodzica (bo to nie tylko robienie kanapek ale również zapewnienie dziecku godnego życia poprzez zapewnienie przynajmniej minimum finansowego)

    Może to, ze będzie musiała sama zejść na ziemię i sprostać rzeczywistości na dobrze jej wyjdzie... dla mnie nie widzę Twojej winy, bo o takie rzeczy jak zarabianie wg mnie powinni zadbać oboje partnerzy (chyba że ustalili oboje że może być inaczej )
  • emaciek31 30.12.10, 20:27
    jeśli chodzi o wychowywanie to też się nie narobi no bo twierdzi że ona nie umie uczyć dzieci więc wynająłęm korepetytorkę a obiady jedzą w szkole pozostaje tylko pranie w pralce automatycznej no i pójść na zakupy he he ale nie pójdzie tam gdzie taniej no bo za daleko 1 kilometr a samochód wolny pod domem stoi tylko musi się chcieć zrobić prawo jazdy ale po co nie!
  • tesknotazabija 30.12.10, 20:33
    Dla mnie taka forma małżeństwa to niestety rodzaj niewolnictwa. Współczuję Ci.
    Nie pocieszę mówiąc, że niestety takich kobiet jest więcej.
  • szizumami 30.12.10, 20:26
    -a co było po ---jak dowiedziała sie. ze kogoś masz/miałeś
    i czy powiedziałeś dlaczego znalazłeś sie w ramionach innej kobiety,ze od niej dostałeś to cego było ci bardzo brak
    powiedzialeś
    co jest ci niezbędne--ta czułosc i zrozumienie i dbałośc o zdrowie...?
    ---
    czy wcześniej nie była tez taką chłodną kobieta--a ty dajć z sibie wszystko--dałes do zrozumienia że on nie musi..
    rozumiem ciebie e nie wytrzymałeś--ale troszke sam to "rozkreciłeś"
    może trzeba było nie wstwać z tą noga--to była t pora kiedy można było zmienić podział obowiązków i zyskać dla siebie i czs i odpocynek i szacunek do swojej pracy
    pni musiałaby pójść i na własnej skórze odcuła że ciężko..
    tak ciągnąłeś wozy
    a rodzina mysłała--daje rade wiec jest ok...
    ?
    może? amoże jest nieczuła--
    jesli tak to sie tobie nie dziwie
    kobiety tez potrafią...


  • szizumami 30.12.10, 21:18
    maćku ?nie odpowiadasz na drazliwe pytania?
    a chcesz obiektywnej opinii
    na ile ty dawaleś do zrozumienia swojej rodzinie,że nie dajesz rady
    że chcesz uczestnictwa w utrzymaniu
    że już nie dajesz rady na takim poziomie ?
    czy rozmawiałeś?
    --
    czy rozmowy nie było,, tylko kąsliwe słowa?
    i dalej wracałeś do kieratu--utrzymując wszystkich w starym układzie
    czy nie ma w tym tez i troche twojej winy
    takiej może nazwijmy to nikłej mobilizacji...?

  • tully.makker 30.12.10, 21:37
    Rozumiem, ze poslubiles kobiete wyksztalcona, z dobra posada, ktora po slubie zdecydowala sie rzucic prace? Czy tez widzialy galy co braly? Nie odpowiadala ci sytuacja, ale ochoczo splodziles 2 dzieci, potem poszedles na bok. Czy tak sie rozwiazuje problemy malzenskie?

    Zeby nie bylo, uwazasm, ze kobieta powinna partycypowac w utrzymaniu rodziny, a dla wlasnego bezpieczenstwa powinna miec wlasne dochody. Ale smiac mi sie chce z panow, ktorzy zenia sie z idiotkami bez wyksztalcenia i ambicji, a potem dziwia sie, ze goryl je kolejnego banana.


    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • emaciek31 30.12.10, 22:03
    Macie rację mówiłem ale konkretnie to nie położyłem się i nie leżałem czekając na poprawę ale szkoda że tak nie zrobiłem bo dzisiaj pewnie bym był na ulicy bez mieszkania a dzieci głodne a w domu ubóstwo he he.No to następnym razem się położę obiecuję.

    A co do drugiego to przyznaję rację w 100% widziały gały co brały to też prawda a nadziei nie można mieć przez całe życie,też tak zawsze mówiłem tylko gdy mnie to dotyczy to nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak trwałem dalej, stan umysłu w związku gdy są dzieci jest zupełnie inny i chyba prze długi czas człowiek nie potrafi sobie uzmysłowić oczywistych rzeczy i trwa w nadziei która jest tylko kolejną fatamorganą.

    Ale i tak wychodzi na to że im bardziej się starasz tym gorzej dla ciebie.

    Tylko to nie po mojemu zawsze powtarzam iż lepiej się martwić gdzie jechać na wczasy niż co jutro do chleba włożyć.
    Ale cóż można mnie za to winić.

    pozdrawiam was wszystkich
  • szizumami 30.12.10, 22:27
    nie obrażaj sie o ostre słowa
    to boli--jesli ktoś naprawde daje z siebie wszystko
    a druga strona nie

    często jednak mamy współwine
    w traktowaniu prez długi czas siebie tak a nie inaczej-
    --
    sam możesz ocenić czy w danej gorszej dla ciebie sytuacji--dzieci musiały jechać na zieloną szkołę?czy wazniejsze było twoje zdrowie?1
    to tez nie jest dobre dla dzieci--że muszą dostać wszystko za wszelką cenę
    to wychodzi bokiem
    i teraz to wiesz
    nie miales----skrajność---wiec popadłes w druga skrajność--dac dzieciom za wszelką cenę..
    wina lezy tez w twoim dzieciństwie..rodzicach
    ale jeśli wchodzimy już tak głęboko
    to i u twojej żony --tez może byc jakiś zły wzór rodem z dzieciństwa...
    ...
    jedna rzecz przykuwa moją uwagę--ona powtarza"czy ty mnie jeszcze kochasz?"
    jeśli postawisz warunki?jasno okreslisz czego chcesz..
    "pomoge ci jesli pójdziesz zrobić prawko..pokaze ci --zobacz to jest proste
    najezdzasz tylko myszką...klikasz../reszte pomogą dzieci
    może wystarczy troche zinicjowac--a zobaczy,że tez może/załapie
    zobaczy,że to nie jest taka wielka filozofia
    --
    nie wiem z czego wynika ta jej biernośc--czy z samego wygodnictwa,,czy z niewiary w siebie?!
    jesli z wygodnictwa i wyrachowania to ..warto pomyśleć o sobie

    ale po co te pytnia o "kochanie..?
    ?

  • emaciek31 31.12.10, 08:10
    Nie obrażam się nic podobnego dziękuje za cenne uwagi, i trafiłeś/aś w sedno sprawy tu nie chodzi o pieniądze ani o tą pracę tylko o tą bierność i brak zainteresowania czym kolwiek a jesli chodzi o pomoc to wybacz 10 lat to chyba wystarczający czas.
    Ja mam dwoje dzieci a nie troje!
  • podroznie 31.12.10, 07:40
    Maciek,
    pierwsze wrażenie po przeczytaniu; byle do poniedziałku...
    Eistein powiedział kiedyś że szczęście to praca
    plus umiejętność trzymania języka za zębami.

    Ja też poznałem Kobietę, którą bardzo, bardzo polubiłem.
    Powiedziała mi że mam dzieci, i że ...
    że mam wracać do rodziny, że nie ma szans na nasze dalsze rozmowy.
    Nie było/ nie ma zmiłuj się. Koniec. Kropka. Bardziej może stopka
    redakcyjna, dlaczego piszę od kilku lat o "mojej" Nitce.

    Każdy Maciek coś usłyszy, coś zinterpretował w swoim życiu.
    Było nie do pomyślenia dla mnie, że ja mam to "moje" Cudo zostawić.
    Nawet jeśli Ona próbowała mnie ocucić swoimi słowami,
    pomysłałem nie odpuszczę i będę ją wspierał swoimi głupotami.
    że opowiem bajkę, która stanie się realem.
    że spotkamy się po siedemdziesiątce.
    Pomyslałem wiele ciepłych rzeczy i tak dalej,
    ale lepiej na tym skończyć.

    pozdrawiam serdecznie
    wszystkiego dobrego w Nowym Roku.




  • zatracony72 31.12.10, 09:58
    Nie żyjemy tylko dla siebie ale też nie żyjemy wyłącznie dla innych. Po to mamy wolną wolę aby decydować o swoim losie. Do tego trzeba dojrzeć by móc to odpowiednio wyważyć. Wiedzieć kiedy powiedzieć "nie" a kiedy mocniejsze jest "dość tego". Być na tyle asertywnym by w obliczu śmierci być na plusie tego co dla nas a także dla innych było dobre. Nie tylko "JA" ale także inni, lecz ci "inni" nie mogą przytłumić całkowicie tego naszego "JA".
    Dlatego jeśli nam jest źle to nie w porządku jest tego długo ciągnąć, bo być może dotyczy to też drugiej strony. Potem jak już się nie da wytrzymać i podejmujemy w końcu te ostateczne decyzje zostawiamy za sobą szmat straconego czasu.
    Żyłem w przeświadczeniu, że tak musi być, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka, tylko wegetacja. Ona uważała dokładnie tak samo ale w pewnym momencie wzięła sprawę w swoje ręce. Przeżyłem dużo bólu ale czy nie powinienem jej teraz za to podziękować?
    Nadchodzący rok będzie inny, rozwód... i co dalej? Cóż wykorzystam szansę lub nie. Będę może znów zatracony a może jednak stracony. Coś się na pewno zmieni.
    Oby nowy rok był w końcu lepszy.
    Czego sobie, prawie ex i Wam wszystkim życzę.
  • argentusa 31.12.10, 08:53
  • argentusa 31.12.10, 08:58
    Hmmm, głupia sprawa.
    Maciek, ja na Twoim miejscu zwinęłabym żagle szybkoooo. Jestem kobietą, ale nierobów obojga płci nie lubię. Sama mam 3 dzieci i ZAWSZE pracowałam. Oczywiście nie zarabiałam tyle ile tata moich dzieci, (a proponował mi kilkukrotnie bym zrezygnowała z prcy - bo mamy wystarczające środki do życia). Ale nigdy nie przysżło mi do głowy być na utrzymaniu męża.
    Co do meritum: IMHO zdrada sprzed 2 lat nie ma żadnego znaczenia przy orzekaniu wyłącznej winy TERAZ. Zwłaszcza, że tamten romans zakończyłeś. I próbowałeś dalej funkcjonować w małżeństwie. Jednocześnie mam świadomość, że my tutaj mamy wyłącznie Twoją opinię. Zatem jak będzie w Sądzie -tego nie wiem.
    Co do mieszkania: Jeśli dzieci będą z mamą -nie liczyłabym na to, że Sąd nakaże żonie je opuścić. Musisz znaleźć jakieś inne rozwiązanie.
    |Powodzenia
    Ar.

  • plujeczka 31.12.10, 09:24
    nie obwiniam Cię absolutnie bo chciałeś dobrze zreszta jak człowiek bierze slub to wszystko wydaje się bajkowe i dio pokonania.Nie lubię i nie szanuję nierobów i niewazne czy to jest męzczyzna czy tez kobiet nierób to nierób i koniec a zycie z takim czlowiekiem jest trudne. Trdno tez zebyć "wypruwał" sobie zyły dla dobra rodziny .Wszak i ty w końcy się starzejesz i zdrowie może w końcu przestac Ci dpoisywać a wówczas co? brak szacunku do zony, rozpuszczone dzieci ( bo wszystko miały) a gdzie Ty i twoje potrzeby?
    Moim zdaniem to ostatnia chwila na rowzód i ułożenie sobie zycia tak jak chcesz co przeciez nie oznacza ,ze przestaniesz kochać dzieci i łozyc naich utrzymanie. Pamietaj o jednym dzieci rosną za kilka lat wyfruną z domu i wówczas co? zona na która nie bedziez mógł patrzeć?skoro nie chce się jej pracowac to jej problem nie twój, pora ,zeby Pani poszła do pracy i zarobiła na własną emeryturę.
    Dla informacji powiem ci ,ze osobiscie pracuje 30 lat zawowodo, w tym czasie wychowałam dziecko przeszlam złobek, przedszkole itp. mimo ,ze ex maz pracowal i niezle zarabiał ale zawsze uważałam ,że siedzenie w domu i "zbijanie baków" jest czyms złym, trzeba umiec zapracowac na swoje potrzeby dzieci nie są przez całe życie maluszkami , które wymagają opieki.
    Zycze Ci powodzenia , nie cofaj się przed ostatecznym załatwieniem sprawy.Co do mieszkania to sądzę ,że sad Was podzieli majakiem z uwzględnieniem nierównych udziałów o które powinienes wnieść.Skopro do tej pory byłeś zaradny to i w tym temacie dalej dasz sobie radę, przy aktualnych cenach kawalerek stac bedzie Cię na kupno małego mieszkania dla siebie .O kontakty z dziecmi dbaj bo wciaz stanowią twój sens zycia ale nie przeginaj bo jak ktoś powiedział .."nagorliwośc gorsza od faszyzmu..."
  • olatomka 31.12.10, 11:03
    Siedziałam w domu z dziećmi prawie sześć lat...bo miałam siedzieć,wychowywać ,pilnować...mimo,że chodziły do przedszkola.Były pracował po 16-18 godzin na dobę,żeby na wszystko było.I według niego wtedy wszystko grało.Poszłam w końcu do pracy i to był jeden z gwoździ do trumny mojego małżeństwa.Chora,paranoiczna zazdrość wykańczała mnie.
    Maciek myślę,że nadszedł czas ,żeby pomyśleć o sobie i swoich potrzebach.O tym,czy Tobie odpowiada układ w jakim jesteście.Żona jest zdrowa więc czas najwyższy,żeby ruszyła się i zaczęła chociażby na swoje potrzeby zarabiać.Każdy Sąd tak jej powie.Ona też musi zapracować na utrzymanie Waszych dzieci.Masz do śmierci mieć ją na utrzymaniu bo jej się nie chce?A jeśli nie ma wykształcenia to jak się wysili znajdzie prostą,mało skomplikowaną pracę,którą każdy potrafi wykonać.
  • mayenna 31.12.10, 11:07
    myślałam co ci napisać. Moim zdaniem szukasz powodu żeby wyjść z małżeństwa.Obarczasz żone 'winami' Jak zwalisz trochę winy na nią to się lepiej poczujesz?
    Sam napisałeś: chciałes żeby twoje dzieci miały wszystko. No to dopiąłeś swego. Maja. Tylko twoje dzieci nigdy nie miały normalnej rodziny. tatuś przyjeżdżający od czasu do czasu do domu to nie ojciec.Dawałeś pieniądze więc nie dziw się że to one stały się najważniejsze.
    Co ty wiesz o wychowaniu dwójki dzieci? Wiesz jak wygląda pierwszy rok życia dziecka? Kto pomagał twojej żonie jak była w ciąży? Jak ona sobie radzi gdy dzieci chorują a ona jest sama? Nie było cię w ich życiu a ich w twoim. Tak wybrałeś. ta pani to konsekwencja braku wspólnych problemów i niepraktykowanie codzienności małżeńskiej. Powiedz mi tez kiedy ona miała pracować? Jest na okrągło sama. Jak będzie w pracy od 8 do 18 to kto zajmie się twoimi dziećmi? Opiekunka też kosztuje. Ona wnosiła wkład w tę rodzinę. Także finansowy. Nie rozumiesz bo nie wiesz jak wygląda życie rodzinne. Jesteś sam i wydaje ci się że ona też jest sama - nie jest bo odpowiada za twoje dzieci.
    Zabierasz dzieciom pozory rodziny i jeszcze usiłujesz wmówić że to wina bierności zony...Chłopie, ocknij się i weż odpowiedzialność za siebie i swoje wybory. Chcesz coś zmieniać to zmień w swoim życiu - i nie o wymianie żony myślę.
  • argentusa 31.12.10, 11:26
    Mayenna, był czas, że opiekunka kosztawała nas ponad 90% mojego wynagrodzenia. I wtedy też uważałam, że chcę pracować, bo nic nie zastąpi rodzinie zadowolonej mamy. Dzieci do dzisiaj kochają ciocię, która jest w tej chwili członkiem rodziny (przez "zasiedzenie" wink)))).
    Nie mam w tej chwili wątpliwości, że to był właściwy porządek rzeczy.
    I w ciaży chodziłam SAMA, leżałam sama itp. Pierwszy rok życia moich dzieci -koszmaaaar. Ojciec dzieciom był ojcem po urodzeniu. Wszystko jest kwestią wyboru. Wybrałam takiego pana na ojca moich dzieci to mam takiego Eksa. Owszem, nie było kolorowo, ale o siebie musiałam zadbać i teraz nie ZWALAM WINY na nikogo innego za swoje wybory. I tego też uczę moje dzieci. Brać odpowiedzialnosć za swoje wybory.
    Maciek, życze powodzenia. I paradoksalnie, może Twojej żonie będzie lepiej, gdy zda sobie sprawę z tego, że nie musi być od ciebie zależna finansowo. Mnie ulżyło. Chociaż finansowo mi duuużo trudniej niz w małżeństwie.
  • mayenna 01.01.11, 16:10
    To że ty podjęłaś taką decyzję nie oznacza że inni też tak powinni postępować. I dokładnie jak piszesz - my pozwalamy na to co nas spotyka. Pozwalamy na takie a nie inne traktowanie.
  • mayenna 01.01.11, 20:02
    Jeszcze jedna sprawa: rodzicielstwo to obecność rodziców w życiu dziecka. Jeśli planujemy że zastąpi nas opiekunka, żłobek, przedszkole to darujmy sobie bycie rodzicem. Nic nie zastąpi matki i ojca w wychowaniu.
  • tully.makker 02.01.11, 20:01
    Nic nie zastąpi matki i ojca w wychowaniu.

    Rzeczywiscie jest mnostwo chwil w ktorych nic nie zastapi obecnosci rodzica, czy nawet obojga rodzicow. Ale lektura wielu forow chociazby poucza, ze dzieci bedce z matka w domu korzystaja z zycia duzo mniej, mniej sie tez ucza, niz dzieci uczeszczajace doo klubikow malucha, czy do przedszkoli. Choc mam duza wiedze na temat rozwoju dziecka, to brak mi i umiejetnosci i czasu, by zapewnic dziecku takie rozwojowe aktywnosci, jakie ma w przedszkolu. Nauczycielka w takich miejcach nie gotuje obiadu i nie wiesza prania, tylko 100% czasu poswieca na prace z dziecmi. Nie do przecenienia jest tez socjalizacja poprzez kontakt z rowiesnikami. Nie na darmo specjalisci od edukacji postuluja, by wszystkie dzieci od lat 3 byly objete opieka przedszkolna, niekoniecznie w pelnym wymiarze. Poniewaz pobyt w domu, nawet z najbardziej kochajacym rodzicem, nie zastapi tego doswiadczenia.

    Warunki, w ktorych formowaly sie procesy rozwoju homosapiens to grupa plemienna, w ktorej kobiety zbiorowo pracowaly, jednoczesnie zajmujac sie dziecmi, z czesta obecnoscia nalezacych do grupy mezczyzn. zamkniecie w domu sam na sam z matka, ewentualnie jeszcze jednym czy dwoma czlonkami rodzenstwa nie bez powodu jest uznawana za nierozwojowa, i nie bez powodu doprowadza matki do ciezkiej depresji. Nie do takiego trybu zycia ewoluowalismy.

    W przypadku zas autora watku, ktory najwayrazniej poslubil ktretynke nie umiejaca nawet skorzystac z komputera, korzysci ze spedzania czasu w 00% z matka wydaja sie tym bardziej chybione.

    Ja nie negoje, ze udzial ojca w zyiu dieci jest niezwyklewazny. Moge jednak porownac, ze bedacy w domu codziennie po pracy ojciec moemiec duzo mniejszy kontakt ze swoim dzieckiem, niz ten wyjezdzajacy na kilka dni w tygodniu. Obserwuje to codziennie we wlasnym domu.
    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • malgolkab 03.01.11, 09:52
    mayenna napisała:

    > Jeszcze jedna sprawa: rodzicielstwo to obecność rodziców w życiu dziecka. Jeśli
    > planujemy że zastąpi nas opiekunka, żłobek, przedszkole to darujmy sobie byci
    > e rodzicem. Nic nie zastąpi matki i ojca w wychowaniu.
    co do opiekunki i żłobka to się zgodzę. siedziałam z synem ponad 2,5 roku i gdybym miała kolejne dzieci i taką możliwość to zrobiłabym tak samo (ale nie każdy tę możliwość ma). Co nie znaczy, że siedziałabym dalej z dzieckiem w wieku przedszkolnym czy szkolnym. Pracę można ustawić tak, żeby spędzać z dzieckiem dużo czasu, a kilku latek powinien być wśród dzieci, a nie siedzieć w domu z mamusią do 7 roku życia.
  • tully.makker 31.12.10, 17:36
    Powiedz mi tez kiedy ona miała pracować? Jest na okrągło sama
    > . Jak będzie w pracy od 8 do 18 to kto zajmie się twoimi dziećmi?

    W wiekszosci rodzin oboje rodzice pracuja i jakos daja sobie tez rade z wychowywaniem dzxieci. Moj partner tez sporo wyjezdza, a radzina jakos funcjonuje. mam wsparcie ze strony mojej rodziny, ale przez lata mialam tez pania do sprzatania.

    Kto pomagał twojej żonie jak była w ciąży?

    A w czym, przepraszam, mial jej pomagac? Czy ciaza to jakos oblozna choroba? Oczywiscie mowimy o niepowiklanej ciazy...


    --
    Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
    Naomi Wolf

    Wiedzmowo
  • emaciek31 08.01.11, 14:40
    No to chyba nie doczytałaś o całym sztabie opiekunek i korepetytorek,żyć też za nią!
  • malgolkab 03.01.11, 09:48
    mayenna napisała:

    > Kto pomagał twojej żonie jak była w ciąży?
    a kto normalnie pomaga?? ojciec dziecka bierze 9 miesięcy wolnego??
    Jak ona sobie radzi gdy dziec
    > i chorują a ona jest sama?
    a jak sobie radzą samotne matki?
    > Powiedz mi tez kiedy ona miała pracować? Jest na okrągło sama
    > . Jak będzie w pracy od 8 do 18 to kto zajmie się twoimi dziećmi?
    z tego co Maciek pisze to nie są to małe dzieci (zielona szkoła itp.), więc mama nie musi siedzieć cały dzień w domu. Rozumiem - z jakiegoś powodu urlop wychowawczy trwa 3 lata, a nie 10 czy 15smile Poza tym nigdzie nie napisał, że żona ma pracować od 8 do 18, chyba raczej chodzi o to, że ona po prostu NIE CHCE nic robić....są różne formy zatrudnienia, nie wszystkie wymagają 10 godzinnej nieobecności w domu...> kosztuje.
    > Zabierasz dzieciom pozory rodziny i jeszcze usiłujesz wmówić że to wina biernoś
    > ci zony...Chłopie, ocknij się i weż odpowiedzialność za siebie i swoje wybory.
    > Chcesz coś zmieniać to zmień w swoim życiu - i nie o wymianie żony myślę.
    hm, to może też powinien nie pracować? byłoby idealnie- miałby dużo czasu dla rodziny
  • fikcyjne-konto 31.12.10, 11:42
    >No i tyrałem dalej a wszystko nie dla niej tylko dla naszych dzieci nie chciałem ich krzywdzić, >robiłem to choć miałem dość, wyjazdy na narty ,wczasy,rozrywki i prezenty.


    to ty zwyczajnie głupi jesteś i pazerność na kasę ci świat przysloniła.
    nie zasłaniaj się dziećmi, bo właśnie w ten sposób je krzywdzisz- brakiem ojca na co dzień, brakiem codziennej miłości w domu i ciepłej atmosfery a w zamian tylko kasa i drogie rozrywki,
    wyszedleś z patologii, chciałeś pokazać światy na co cię stać, ha! obrosnąć w kasę, a zapomniałeś o rzeczach dużo ważniejszych jaką jest bliskość, rozmowy, czułość, życzliwość w rodzinie, współpraca, pomaganie sobie.
    a składając wniosek o rozwód- nawet nie pomyslałeś o tym, zeby dzieci zostały z tobą,prawda? bo przeciez od wychowywania dzieci jest matka a nie ojciec, poza tym pracujesz i nie masz dla nich czasu.

    żonę sobie zapewne wziąłeś niezbyt lotną i niewykształconą, pasywną, bez zawodu, zapewniałes jej stały dopływ dużej gotowki przez 10 lat, dając możliwośc utrzymania na wysokim poziomie i przyzwyczajając do tego statusu. A teraz poznałeś kochankę i chcesz żonę wypchnąć z tego utwierdzonego przez was oboje statusu każąc jej iśc do pracy...do tesko na kasę? do sprzątania? w jej markowych ciuchach?

    oboje ten układ stworzyliście, wami obojgiem rządzi kasa i pęd do wskoczenia na wyższy stopień zamożności zabił wam małżeństwo.
    oboje zapewne z niedostatkami emocjonalnymi i fatalnym przykładem z domów rodzinnych.

    nie wiemy czy żona jest kompletnym leniem i pustą lalą, jeśli taka jest to taka była od początku i wiedziałes kogo na matkę dzieci wybierasz (takie też mogą być twoje dzieci jeśli jej wyłącznie na glowie zostawiłeś ich wychowanie), czy ma syndrom wyuczonej bezradności i zwyczajnie nie potrafi występowac z inicjatywą umie tylko tkwić w miejscu, niektorym osobom jest potrzebna pomoc w znalezieniu pracy, posadzenie ich w danej firmie gdzie będą wykonywać to co im szef każe, ale rozwój z własnego dzialania bez stymulacji z zewnątrz jest nie do przeskoczenia. może też kobieta mieć stany depresyjne i trzeba ją było wysłać do psychologa. Tylko, że to trzeba bylo czynnie w tej rodzinie być, żeby problemy na bieżąco rozwiązywać i niestety trzeba było mieć samemu trochę więcej wiedzy o sobie, o relacjach międzyludzkich, o rozwiązywaniu problemów w zmaganiu się z dorosłym życiem dzieci patologii.
    A Ty poleciałeś w klasyczny chory schemat - kasa kasa kasa, następnie nowa dupa i dopiero objawienie że żona nie pasuje do twojego wymarzonego obrazka, dobrze ze dzieciaki odchowane.

    ps. nie popieram i nie akceptuję darmozjadów. czasem jednak komuś kto jest pasywny z natury, kto dotychczas nie pracował i nie ma ambicji aby się rozwijać, trzeba pierwszą pracę pomóc znaleźć,podstawić pod nos albo wysłać na szkolenia zawodowe, lub umiejętnie suszyć glowę i inspirować do dzialania. jak rozumiem na to już za późno, bo swojej żony nie kochasz a kochanka pokazała ci, że możesz mieć bez trudu inną kobietę i bardziej ambitną od tępej żony kury domowej. Może, paradoksalnie rozwód obudzi żonę do działania i wyjścia z roli osoby zależnej.
    rozwod zmusi żonę do znalezienia środkow na swoje utrzymanie, licz się jednak z tym, ze na początek będzie nadal kasy szukać u ciebie. Zdrada sprzed lat po ktorej nadal trwał związek nie jest ważna, gorzej gdybyś teraz miał kochankę. kwota ze sprzedaży mieszkania może wystarczy na zakup dwoch mniejszych? a w sądzie nie wstydz się powiedzieć tego co napisałeś; o namawianiu zony do pracy które odrzucała, o braku jej pomocy w chorobie-jesli tak było. Zastanow się jednak, czy wykorzystałes wszystkie możliwości dotarcia do żony, czy rodzina nie jest warta uratowania i czemu nie chcesz by dzieci zostaly z tobą.





  • emaciek31 31.12.10, 12:31
    No moi drodzy.!
    Wszak dniami byłem zajęty pracą ale akurat tak się składa że co do wychowania dzieci to wszystko wiem, od początku pomagałem żonie kąpałem ,karmiłem, wstawałem w nocy w raz z nią i dbałem o ich rozwój a gdy były w szpitalu to spałem razem z nimi po pracy w szpitalu chodź normalnie nie wolno więc co poniektórzy nie mówcie mi o miłości O.K!
    Dbałem aby mieli jakieś zainteresowania, a czasu razem spędzamy mnóstwo każdą wolną chwilę.
    Jeśli chodzi o ich byt to nie mówcie mi że to że mogą coś mieć jest czymś złym bo to nie prawda, jeśli człowiek się w tym nie zatraci to cóż w tym złego,ja nie miałem nic i dla nich tego nie chciałem chciałem im stworzyć tylko możliwości aby mogli lepiej swój czas wykorzystać.
    No i nie mam nic do mojej żony to ona chce ze mnie teraz winnego zrobić,ja chce sprawę zakończyć szybko więc złożyłem pozew bez orzekania o winie tylko Ona zdała sobie sprawę że czeka ją teraz gehenna no bo niewolnik się zbuntował no mnie szantażuje i próbuje mnie zrujnować ze złości chyba.
    A co do pozostania dzieci przy mnie to chyba jeszcze w naszym kraju nie przejdzie choć jestem przekonany iż byłoby im znacznie lepiej przy mnie ale nigdy nie będę grał dziećmi w życiu, poczekam aż dorosną same zrozumieją.
    życzę wszystkim udanego nowego roku!!!
  • szizumami 31.12.10, 14:42
    f.k.--jak zwykle z grubej rury i swoje teorie jako pewnik...

    ech życie..
    nie on jeden nie znał mechanizmów jakie nim kierują w młosości,kodów..,bagażu dziecinstwa
    gdybysmy zrobili sobie autoanalize w wieku pow.18 lat i wiedzieli na co uważac,kogo unikac ,,,co i kogo przyciągamy--
    nie byłoby nas tak wielu odchodzących i porzuconych
    ----

  • yoma 31.12.10, 15:04
    Pierwsze wrażenie: widziały gały co brały, na jaki układ się zgadzały, ożeniły się z tym, co wzięły i zrobiły dwoje dzieci, układ troskliwie pielęgnowały, a potem się znudziło? No chyba że małżonka przed ślubem była pracowita i otwarta na nowości, a też miała dobrą pracę, to odszczekuję hau hau.
    --
    W takich chwilach jak ta tacy ludzie wznoszą się na szczyty. To jakby mieszać kijem w bagnie. Te naprawdę wielkie bąble znajdują się nagle na powierzchni i wszędzie dookoła brzydko pachnie.
  • jarkoni 31.12.10, 18:06
    To aż nie do wiary, że żona - dorosła kobieta - nie chce się tknąć nawet najprostszej pracy, nie interesuje ją komputer, boi się zrobić prawo jazdy.. Widać mało wyemancypowana jest, ale skoro tkwi korzeniami w XIX wieku to, być może, jest z niej super matka i opiekunka dzieci.
    Zawsze jest coś za coś..
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • sauber1 31.12.10, 19:13
    emaciek31 napisał:

    > Witam!
    > Pomimo iż większość wypowiadających się tutaj to kobiety, dodam swoje dwa grosz
    > e.!
    > U mnie jest taka sytuacja że jesteśmy z żoną od dziesięciu lat razem, mamy dwoj
    > e dzieci.Jesteśmy normalną rodziną nie ma u nas alkoholu ale jest inny problem,
    > od początku to już dziesięć lat wypruwam sobie żyły abyśmy żyli w dostatku, sa
    > m wychowywałem się w patologii i ubóstwie i nie chciałem tego dla mojej rodziny
    > , tułałem się za granicą za chlebem a moja kochana? !!! małżonka nic sobie z te
    > go nie robiła przy każdej mojej rozmowie na temat przyszłości naszych dzieci i
    > co zamierzamy zrobić aby coś poprawić odpowiadała bulwersującym głosem że ona n
    > ie może znaleźć pracy a tym bardziej nie takiej abyśmy mogli wspólnie dźwigać t
    > en ciężar utrzymania rodziny - powtarzała " jestem jaka jestem ", jak ci nie pa
    > suje to złóż o rozwód.No i tyrałem dalej a wszystko nie dla niej tylko dla nasz
    > ych dzieci nie chciałem ich krzywdzić, robiłem to choć miałem dość, wyjazdy na
    > narty ,wczasy,rozrywki i prezenty.Ale teraz powiedziałem koniec mam już dosyć w
    > ysłuchiwania jej głupich dziecięcych tekstów np:chcesz żeby dzieci jechały na z
    > ieloną szkołę to musisz zapłacić no bo ja nie mam a jak ty nie zapłacisz no to
    > wiesz one na tym ucierpią przecież to twoje dzieci!, zapłać za prąd bo odetną a
    > wiesz to twoje dzieci ucierpią ja bym dała ale nie mam pracy szukam myślę że n
    > ie długo znajdę.! Tylko że pracy szuka jej koleżanka przez internet która też n
    > ic nie robi a moja żona nie potrafi włączyć nawet komputera bo przez dziesięć l
    > at nie zainteresowało jej to,już nasze dzieci w wieku 9 lat korzystają z kompa.
    > Dwa lata temu poznałem kobietę w której się zakochałem a ona pokochała mnie był
    > a cudowna i odpowiedzialna dbała o mnie i się martwiła gdy wyjeżdżałem na dłużs
    > ze wyjazdy mieliśmy być razem ale mnie nie naciskała powiedziała teraz to wiem
    > mądrą rzecz (że dzieci mam kochać ale muszę też myśleć o sobie bo one kiedyś do
    > rosną i co dalej).
    > Jednak ją zostawiłem,nie mogłem unieść tego brzemienia że mógłbym zostawić dzie
    > ci i odejść zostałem z żoną i poświęciłem się dla dzieci ale teraz widzę że nie
    > da się tak bo człowiek zwariuje mam już dość przez ostatni rok nawet się przes
    > traszyłem byłem w szpitalu a potem miałem złamaną nogę i założony gips aż do ud
    > a i nie mogłem nawet odchorować gdyż musiałem jeździć samochodem no bo moja Pan
    > i!!! nic nie robi a przecież rachunki trzeba płacić i wtedy się przestraszyłem
    > że w razie czego nie mogę w cale na nią liczyć zawsze mówi żeby chciała ale nie
    > wie jak.I ciągle tylko a ty mnie jeszcze kochasz no wiecie co żenada.Powiem sz
    > czerze czuje się jak niewolnik w tym chorym związku mam już dość i chcę normaln
    > ie żyć no i może znaleźć normalną kobietę - zobaczymy.
    > Złożyłem sprawę o rozwód bez orzekania o winie aby potoczyła się szybko ale mam
    > problem bo chciałbym abyśmy podzielili mieszkanie na dwa bo nie mam gdzie pójś
    > ć a jest nasze wspólne ona mi mówi że jak tak to ona napisze żeby sąd uznał moj
    > ą winę z powodu zdrady który miałem dwa lata temu, i nie dostane ani połowy mie
    > szkania no i wysokie alimenty gdyż mam wysoki dochód 4 tys.miesięcznie no bo to
    > przecież moje dzieci!!!.Nadmienię tylko że do dzisiaj wszystkie koszty ponoszę
    > ja.
    > I co zrobić ???? - odpuścić i odejść z podkulonym ogonem!/ a może to moja wina?
    > Mam już tego dość i przepraszam jeśli kogoś zanudziłem.
    > wszystkich serdecznie pozdrawiam.


    Nie czytając innych wypowiedzi w tym temacie, powiem krotko, życie pełne niespodzianek.
    Większość z nas tu pewne historie ma już za sobą, ale do pewnych Twoich słów z potrzeby ducha odnieść się muszę.
    Nie wiem czy jest warto tyrać ponad siły, choć zabezpieczyć godne warunki życia rodziny, a szczególnie gdy są dzieci naszą powinnością, świętym i zasranym obowiązkiem !
    Moje problemy o których Ty mówisz dzisiaj zaczęły się 10 lat temu, nawet pozwoliłem sobie udać się do sadu rodzonego o pomoc w uratowaniu rodziny, widząc co będzie się działo za lat kilka, były pertraktacje w obecności kuratora, a chodziło o uzależnienie od chciejstwa, wtedy było szkoda mi dorobku kilku lat ciężkiej 48 godzinnej na dobę pracy w tym i krajach cywilizowanego świata, choć nie powiem za godziwą zapłatę.
    Było wszystko, wysoki standard życia, dzieci do prywatnej szkoły i świat mały, ale niestety wielka tolerancja, swoboda w zarządzaniu wszystkim, choć na topie i taka szlachetna czasem wychodzi niejednym bokiem.
    By dziś nie być na garnuszku opieki społecznej, zadbałem wtedy o rozdzielczość majątkowa i podział pozyskanych dóbr, mogło być dobrze, ale nie zawsze wszystko od nas samych zależy, a i rozsadek ginie kiedy wizja świetlanej przyszłości zaciemnia codzienność. Owszem byłem hojny, nic nie chciałem, na koniec poszedłem do pracy i zaczęło się piekło na ziemi, może gdyby wtedy chciano mnie jako innej płci człowieka w sądzie wysłuchać, to może dziś dzieci miałyby jeszcze dach nad głowa, wiem trudno się to pisze...
    Nawet kiedy ( 5lat temu) w sądzie rodzinnym przedstawiłem, że jestem w stanie zając się dziećmi, że będę miał w wkrótce nieograniczony czas i tym pomogę drugiej stronie sporu wyciągnąć się z rożnego rodzaju kłopotów (zadłużeń i innych) usłyszałem dziwne zdanie pytające, jak sobie wyobrażam utrzymanie rodziny za niewiele ponad cztery tysiące marnego miesięcznego dochodu, nie pamiętam, ale chyba zamiast słów wyraziłem swoje zadowolenie gestem ? wink
    Długo by tu opowieści wigilijne snuć, a mi się już nie chce , szkoda że nie ma innych rozwiązań i musimy z takim i sprawami lecieć do sadu, a najbardziej szkoda jest moich dzieci, ze przez swoiste działanie tych bezdusznych "ludzi" w życie tak a nie inaczej wchodzić muszą. Zresztą ja na tym forum bardzo dużo już na ten temat słów rzuciłem, jak masz ochotę odszukaj, poczytaj i weź pod uwagę jedno, że to co nam się wydaje logiczne i z sensem niekonieczni musi tym co decydują o innych być albo żyć !

    A tak na koniec dorzucę, dzieci są jednak ze mną i jest tak jak nie chciałem by było i wnosiłem do sądu 10 lat temu sad

    Do Siego Roku i tego co sobie wszystkim - więcej wiary w siebie ... smile



    Zastrzegam, że nie biorę na siebie odpowiedzialności za wyrażane tu nie swoje słowa (a także czyny) osobników, których IQ i poczucie humoru nie pozwala na przyswojenie treści moich wypowiedzi ...wink
  • altz 31.12.10, 22:34
    Ja się tylko zapytam, czy żona nie ma żadnych plusów? Nic a nic? smile
    Znam sporo takich kobiet, które nie potrafią porządnie sprzątać, a gdyby na pralce nie było rysunków, to białego prania by nie potrafiły wyprać, ale nie odważyłbym się taką kobietę potępić i twierdzić, że to nierób. Masz żal, ale warto popatrzeć na to uczciwie.
  • sauber1 31.12.10, 22:48
    altz napisał:

    > Ja się tylko zapytam, czy żona nie ma żadnych plusów? Nic a nic? smile
    > Znam sporo takich kobiet, które nie potrafią porządnie sprzątać, a gdyby na pra
    > lce nie było rysunków, to białego prania by nie potrafiły wyprać, ale nie odważ
    > yłbym się taką kobietę potępić i twierdzić, że to nierób. Masz żal, ale warto p
    > opatrzeć na to uczciwie.

    Kiedy jest dobrze w bliskiej osobie widzimy same plusy, a tu ... ???
  • mayenna 01.01.11, 20:08
    A tu zamiast romansu na boku to chłop powinien docenić co ona zrobiła dla niego i tego małżeństwa - to po pierwsze. Po drugie: rozmawiać z żoną. Nie raz, ale bez przerwy mówić o swoich oczekiwaniach od związku, małżeństwa i słuchać co ona na to. Jak nie potrafi sam, to terapia małżeńska.
    Ucieczka nie zmieni niczego. Z następną panią te problemy mogą wrócić bo on tez przyłożył rękę do postawy żony.Jakby nie było na rachunki to świat by się nie zawalił: może ten wstrząs by ją zmobilizował, a tak to pani dostała komunikat: mąż mówi że z gipsem czegoś nie może ale okazało się że marudzi bo jednak mógł....
  • zatracony72 01.01.11, 16:44
    altz napisał:

    > Ja się tylko zapytam, czy żona nie ma żadnych plusów? Nic a nic? smile

    liczy się całokształt, charakter każdego człowieka składa się z plusów i minusów, ideałów zapewne nie ma. Jak przykładowo można znieść partnera(kę) piękną i świetną w łóżku ale z którą w życiu codziennym nie da się żyć.? Walory wystarczą na początku i będą rekompensowały całą resztę ale w końcu brutalna rzeczywistość przysłoni to co kiedyś było na pierwszym miejscu.
  • szizumami 01.01.11, 18:45
    ja bym dodała,ze łatwiej jest zmenić coś u siebie na korzyść ,.
    pod wpływem ,nawet samej obecności odpowiedniej osoby
    dobranej..na tych płaszczyznach,które sa dla nas najistotniejsze
    --a które to niedograne były z ta poprzednią osoba
    w pewnym sensie ewoluujemy też
    i to co nam było potrzebne kiedyś
    staje sie mniej ważne
    na rzecz potrzeb istotniejszych...
    można powiedziec że w pewnym momencie przestajemy mówić jednym językiem....
  • emaciek31 08.01.11, 14:51
    Dziękuję!
    Za zrozumienie niestety nie wszyscy na tym forum zrozumieli przesłanie,jak facet to już zawsze można mu jakąś winę znaleźć a sedno sprawy jest gdzie indziej nie ważne jak się to stało ważna jest przyszłość dzieci jakie im warunki stworzymy przecież nie każdy Ojciec to pijak i lump.
    Ważne co mu stworzymy i jak nim pokierujemy w dzieciństwie znam to z życia a niestety świat jest jaki jest i faceci zawsze w tych sprawach są na przegranymi nie rozumiem gdzie tu obiektywizm ludzki,nie wiem nawet jak się to wszystko potoczy w Sądzie.

    Dodam iż czuje się winny i ku przestrodze powiem że ludzie w wieku poniżej 30-lat nie powinni się pobierać.
    pozdrawiam
  • burza4 01.01.11, 21:38
    Osobiście już dawno wymeldowałabym się z takiego układu, życie ma się tylko jedno.
    Jakoś kompletnie bez znaczenia jest, czy żona zawsze taka była, czy zrobiła się taka dopiero z czasem. Dla mnie oboje macie za uszami, niepotrzebne skreślić:
    www.centrum.civis-chelm.pl/index.php/Kompendium/przesanka-winy-rozkadu-poycia-maeskiego.html
    Nie ulegałabym szantażom, bo nawet uznanie cię za wyłącznie winnego rozkładu pożycia nie oznacza, że żona dostanie więcej niż 50% majątku i całe mieszkanie dla siebie. Tzn. mieszkanie pewnie dostanie - ale z koniecznością spłaty na twoją rzecz, tyle że wydarcie jej kasy będzie mało realne. Nakaz sprzedaży oznacza paroletnią batalię w sądzie.

    Może za to dostać alimenty na siebie, z tym, że przy takich dochodach nie będą one porażające, ważniejsze będą te na dzieci. Mimo wszystko - radziłabym wziąć adwokata, skoro zdrada miała miejsce 2 lata temu, a potem wszystko wróciło do normy, to trudno będzie dowieść, że był to jedyny powód rozpadu małżeństwa:

    Orzeczenie SN z dnia 23 marca 1956 r. (sygn. akt III CR 347/55)
    W przebaczeniu małżonka mieści się oświadczenie o "puszczeniu w niepamięć" przewinień drugiego małżonka. Następuje ono jednak nie przez sam fakt przebaczenia i pojednania się małżonków, lecz przez to, że z czasem związek przyczynowy między przebaczonymi uchybieniami a wzajemną postawą małżonków i stanem ich pożycia przestał istnieć. Z samego faktu przebaczenia nie wynika jeszcze, jakoby w żadnym razie przebaczone uchybienia nie mogły się już w rozumieniu art. 29 § 1 kod. rodz. przyczyniać do późniejszego rozkładu.
  • zmeczona100 01.01.11, 21:51
    burza4 napisała:


    > Jakoś kompletnie bez znaczenia jest, czy żona zawsze taka była, czy zrobiła się
    > taka dopiero z czasem.

    Znaczenie jednak ma- jeśli przed slubem akceptował taką, to nie miał prawa wymagac od niej zmian po slubie.


    >
    > Może za to dostać alimenty na siebie, z tym, że przy takich dochodach nie będą
    > one porażające, ważniejsze będą te na dzieci.

    Na siebie?? A z jakiejż to okazji? Nie ma mozliwości podjęcia pracy i utrzymania siebie?

    Mimo wszystko - radziłabym wziąć
    > adwokata, skoro zdrada miała miejsce 2 lata temu, a potem wszystko wróciło do n
    > ormy, to trudno będzie dowieść, że był to jedyny powód rozpadu małżeństw
    > a:

    Z podanego wyroku wynika, że wystarczy, aby po tej zdradzie doszło do jakiegokolwiek uchybienia, które będzie można udowodnić autorowi i uznanie jego winy gotowe:

    >
    Z samego faktu przebaczenia nie wynika jeszcze, jakoby w żad
    > nym razie przebaczone uchybienia nie mogły się już w rozumieniu art. 29 § 1 kod
    > . rodz. przyczyniać do późniejszego rozkładu.


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • crazyrabbit 02.01.11, 02:00
    Hmmmm... najczesciej zdrada jest SKUTKIEM, a nie PRZYCZYNA rozpadu zwiazku.
    Jakkolwiek okrutnie by to brzmialo.
    --
    http://dithistoire.info/wp-content/plugins/smilies-themer/crazy_rabbit/cz06.gif
  • zmeczona100 02.01.11, 13:27
    Orzecznictwo sądowe jednak wątpliwości nie pozostawia i jako przyczyny rozpadu nie uważa związku z inna osobą tylko wtedy, gdy już wcześniej ten rozkład więzi (całkowity i trwały) istniał.
    Jakkolwiek by to komuś nie pasowało.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • crazyrabbit 02.01.11, 23:56
    Zmeczona, Ty nigdy nie odpuszczasz, prawda?
    Czasem mi Ciebie zwyczajnie tak jakos zal sie robi...
    --
    http://dithistoire.info/wp-content/plugins/smilies-themer/crazy_rabbit/cz06.gif
  • zmeczona100 03.01.11, 09:26
    Pleciesz kompletne bzdury i mam odpuścić?? A to z jakiego powodu? Że to piszesz Ty?
    Nie wprowadzaj ludzi w błąd- tak trudno o to?

    Trwały i zupełny rozkład to nie problemy w związku, tylko coś więcej.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • mayenna 02.01.11, 17:39
    emaciek31 napisał:

    >,
    > od początku to już dziesięć lat wypruwam sobie żyły abyśmy żyli w dostatku, sa
    > m wychowywałem się w patologii i ubóstwie i nie chciałem tego dla mojej rodziny
    > , tułałem się za granicą za chlebem

    Jesli tułasz się za granicą to cię nie ma w domu. Dla mnie logiczne jest że jak kogoś nie ma to nie może zajmować się dziećmi i nie wie jak to jest jak się je ma pod opieką 24 godziny na dobę bez niczyjej pomocy. Podejrzewam że to o czym piszesz to były sporadyczne przypadki jak wracałeś do domu na przerwę . Ile najdłużej byleś w domu niezmuszony chorobą? Miesiąc?
    Twoja żona ze wszystkimi problemami de facto musiała radzić sobie sama.
    Jakbym odpytała o nazwiska wychowawców twoich dzieci w szkole lub najbliższych przyjaciół to założę się że nie umiałbyś odpowiedzieć.
    Najsmutniejsze jest to że już nie chcesz tego małżeństwa. Nie masz ochoty nic zmieniać tylko się uwolnić.
    Jak żona dowiedzie twojej winy - a przy zdradzie i życiu z inną kobieta jest to prawdopodobne - to nadal będziesz pracował na nią.

  • zebra12 02.01.11, 18:01
    Ja mam podobnie z mężem. Już eks meżem. On ciągle biedny i bez pieniędzy i wciąż powtarza, że przecież jest artystą, nie nie może nic innego robić, a tu zbytu nie ma na jego dzieła. Żałosne. A dzieci jest troje. Jeszcze musiałam go ubezpieczać, bo przecież nigdy nie pracował na etacie, ZUS nie płacony. Masakra. Rozwiodłam się, ale i teraz przyłazi i mędzi, jaki to on biedny. A mnie to się dobrze powodzi. Tyle, że ja dzień w dzień wstaję o 5 rano i zapieprzam do pracy. Muszę mysleć o opiece do dzieci, gonić z nimi do lekarza, bo jak na złośc chorują. A on sam nie umie sobie poradzić. Ehhhhh.
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka