dom w spadku a podział majatku Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam. Od 20 lat , od momentu ślubu, mieszkalismy w domu, kamienicy należącej do teściowej, która zmarła kilkanaście lat temu i zapisała dom mojemu mężowi. Kamienica była cały czas remontowana, modernizowana, właściwie większa część naszych dochodów była przeznaczana na remont. Na własny rachunek pracoweałam jedynie kilka lat, większość czasu pracowałam w firmie męża, niestety bez umowy o pracę, ubezpieczenia i pensji...Na co mogę liczyć podczas podziału majatku? Dodam, że nie mam żadnego majątku a obecnie i dochodów.
    Rozwód ma być przeprowadzony bez orzekania o winie(dzieci są juz pełnoletnie, a ja nie jestem w stanie prać brudów w sądzie, nie stać mnie na pełnomocnika, męża i owszem, ale przystał na rozwód bez orzekania o winie).
    • właściwie większa część nasz
      > ych dochodów była przeznaczana na remont. Na własny rachunek pracoweałam jedyni
      > e kilka lat, większość czasu pracowałam w firmie męża, niestety bez umowy o pra
      > cę, ubezpieczenia i pensji...

      No coz, sama to sobie zrobilas. Nie chce kopac lezacego, ale jak mozna sie doprowadzic do sytuacji calkowitej zaleznosci od kogokolwiek, a juz zwlaszcza meza, ktory dzis jest, a jutro moze byc obcym czlowiekiem?

      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
      • Niestety można, zwłaszcza, że nigdy z góry nie zakładasz końca. Albo przez lata jesteś tak zapętlona, zdołowana psychicznie,że zaczynasz wierzyć w swoja pozycję sprzataczki i kuchty w jego wielkim domu.
        Dorzućmy do tego brak wsparcia- nie mam rodzeństwa, bliskie koleżanki (oby jak najdłużej!)szczęśliwe w zwiazkach, więc taka jak ja- wiecznie sama- nie jest zbyt dobrze postrzegana, a rodzice twierdzą, że mam ciepło i co do gara wrzucic, więc nie powinnam narzekać.

        To znaczy, że mam walizkę z ciuchami zabrać i wyjśc? Tak po prostu, że nic, że nie moje? A te dwadzieścia lat tyrania?
        • Alicjo, w Twoim wypadku warto wydać na dobrego adwokata w sprawie podziału majątku (a może i rozwodu?), abyś nie wyszła z jedną walizką ciuchów. Potrzebny Ci jest adwokat nie tyle, że dobry, co najlepszy. Jeśli mąż wg Ciebie jest winny rozpadowi, to zastanów się może nad orzekaniem o jego winie- wtedy sąd inaczej patrzy choćby i na podział majątku. A jeśli bez orzekania, chociaż winny, to wtedy masz z czego startować w mediacjach odnośnie podziału majątku.

          Nikt przy zdrowych zmysłach nie zakłada, że ten jeden nie okaże się jedynym- co innego spółka z .o.o., a co innego umowa małżeńska. To Twoje życie, a nie Twoich rodziców, więc niech decyzje będą tez tylko twoje- nikt za Ciebie nie poniesie przecież ich konsekwencji.

          Trzymaj się


          --
          "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
        • > To znaczy, że mam walizkę z ciuchami zabrać i wyjśc? Tak po prostu, że nic, że
          > nie moje?


          A co, chciałabyś jeszcze przed odejściem zapłacić połowę czynszu który byś płaciła wynajmując dom na wolnym rynku? BTW raz piszesz o kamienicy a raz o domu. Jeżeli jest to kamienica to ewentualne zyski z wynajmu, po odliczeniu niezbędnych remontów służących zachowaniu substancji (ale już nie modernizacje) są majątkiem wspólnym (o ile nie macie intercyzy).

          A te dwadzieścia lat tyrania?

          20 lat tyrania w firmie też nie powoduje, że ta firma staje się choć trochę bardziej nasza. Chyba, że pod względem emocjonalnym ale z tego więcej pieniędzy nie ma.
          • Kamienica to też dom. To kamienica z dwoma sklepami. Nie mamy intercyzy.
            Niestety nie stać mnie na adwokata, nie mówiac nawet o najlepszym z najlepszych.
            Jestem umęczona tym pseudo małżeństwem. Pozew wniosłam rok temu, ale za namową męża wycofałam- mielismy spróbować jesze raz...niestety bez pozytywnego rezultatu, szczerze mówiac była to taktyczna zagrywka męża, przez ten rok rozwiazał spółkę, wartosciowy samochód przepadł bo podobno wspólnik go oszukał, namówił mnie na zaciągnięcie kredytu (niewielki w porównaniu z wartoscia domu ale jednak) oczywiście kredyt musiałam podpisać jako współwłaściciel- bzdura moim zdaniem bo tak naprawdę nie mam pełnomocnictwa nawet do konta bankowego męza! Tylko nie piszcie proszę, że jestem głupia. Teraz to wiem , tak łatwo manipulować czlowiekiem, zastraszać, obwiniać. Nie jestem w najlepszej kondycji psychicznej, zależy mi , by wreszcie wyjść z tego toksycznego związku. Nie chce też obedrzeć męża ze skóry(co mi zarzuca), liczyłam jedynie na jakąś gotówkę po podziale majatku, by móc kupić niewielkie mieszkanie. Dzieci są pełnoletnie, uczące sie, więc koszty na ich utrzymanie są znaczne. Nie wiem jak sobie poradzę finansowo, ale wiem, że tak trzeba, że najwyzszy czas na detoks..
            • Były czynione nakłady z majątku wspólnego na jego majątek odrębny- tu jest punkt zaczepienia. Ale bez adwokata raczej szanse marnieńkie- chyba, że trafisz na sędziego jak trzeba.
              I jeszcze kredyt na siebie?? Uuuuuuu......
              --
              "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
              • Kredyt zaciągnął mąż, ja musiałam podpisać jako współmałżonek.
                Jednym słowem- dom odziedziczony w spadku- nie tykaj. Remonty wspólnie, bardzo gruntowne remonty bo kamienica była w opłakanym stanie, zamiast na wczasy- wymiana instalacji gazowej czy elektrycznej, zamiast sukienki- nowy kaloryfer, i tak mogę mnozyć- cały mój majatek, moja praca jest w tym domu, ba nawet sama malowałam i tapetowałam i odnawiałam stare meble, taka byłam zacięta. To wszystko nic? Moi rodzice także maja swój wkład finansowy w remont domu. Zaczynam się bać, że czarne wizje mogą się ziscić- pójdę mieszkać pod most.
                • Moi rodzice także maja swój wkład finansowy w remont domu.

                  No i tego można się czepić. O ile udokumentowany.

                  > Zaczynam się bać
                  > , że czarne wizje mogą się ziscić- pójdę mieszkać pod most.

                  Bez przesady. Miliony ludzi wynajmują mieszkania i żyją. I na tym trzeba się skupić: z czego zamierzasz się utrzymywać po rozwodzie? Zadałaś sobie to pytanie? Z tego co napisałaś twoje doświadczenie zawodowe jest nie tylko krótkie ale i nieudokumentowane.
              • > Były czynione nakłady z majątku wspólnego na jego majątek odrębny- tu jest punk
                > t zaczepienia.

                Cienki ten punkt zaczepienia. Z tego co rozumiem, budynek daje dochód (choćby te 2 lokale użytkowe) z którego zapewne były czynione te nakłady. Jeżeli te nakłady, pokrywane z dochodów, nie przyczyniły się do zwiększenia wartości nieruchomości to nie ma podstawy do roszczeń. Jeżeli przyczyniły się to zastanowić się o ile i czy warto brać adwokata. Bo może się zdarzyć, że autorka wyjdzie nie tylko z walizkami ale i z długami.
            • Jakie to toksyczne małżeństwo? Po prostu prostak i cham.
              Mam nadzieję, że macie chociaż dzieci mądrzejsze i będą wiedziały, jak się powinny zachować.
            • Nie chcesz obdzierać "ze skóry" męza a przcież on to własnie dopkładnie zrobił w stosunku do Ciebie, jestes stara, spracowana, dorosłe dzieci wiec niemłoda, bez środków do zycia i dostajesz kopniaka w tyłek.
              Moim zdaniem dalej się nad nim litrujesz a jeszcze nie wiesz ,że bedzie zmuszona po latach biegania po kuchni i dogadzania męzowi " wystawić wrescie pazury" Dzioewczyno zejdź na ziemię i zacznij myslec, nie zasłaniaj się stanem psychicznym bo nikogo to nie obchodzi, jesli jestes słaba to idż do psychiatyry, bierz leki , masz jakaś rodzinę? może k toś Ci pomóc/ a co dzici? samodzielne? ile mają jeszcze lat nauki?, wystap o alimemnty na siebie i to wysokie.
              • Oj, dzięki. Wiesz, że mimo wszystko, mimo trudnych lat, łez, przewlekłej depresji, ciągłego poczucia winy(nie wiem o co ale te psychologiczne wybiegi męża...) i 40-tki na karku , mimo wszystko- nie czuje sie stara, właśnie dlatego postanowiłam odejśc, wyplątać sie z tego chorego związku(nic nas nie łączy prócz dzieci, zero seksu od b. dawna, mijamy sie jedynie w domu, te złe spojrzenia, upokarzanie-dno). A, że nadal się lituję- pewnie masz rację, inaczej nie potrafię, taki charakter- naiwna jestem. Małymi krokami ale do przodu, dam radę, najważniejszy jest dla mnie spokój, po dzisiejszej wizycie u adwokata nieco inaczej rysuje się moja przyszłość, mozliwe, że będzie mnie stać na zakup mieszkania(to byłaby pełnia szczęścia!) , mam wykształcenie podyplomowe, niestety nie pracowałam w zawodzie, wiec trudno będzie mi wrócić na rynek pracy (w tym wieku i przy dużym bezrobociu w moim miescie)ale mam pasje, jestem twórcza- poradzę sobie. Zawsze żyłam skromnie, mimo duzych dochodów mąz mnie nie rozpieszczał, dostawalam pieniadze na życie, na dodatek wydzielane w dziennych racjach(!) posmiejcie się ze mnie- należy mi sie pewnie...o ciuchach czy torebkach mogłam zapomnieć, o takie ekstrawagancje musiałam zadbać sama(całe szczęście mam zdolne rączki, współpracuję z galerią internetową, nie ma z tego dużych pieniędzy- kilka stówek miesięcznie, ale w zupełności mi wystarcza na kosmetyk, buty- w kazdym razie wyglądam jak czlowiek.
                Nie chcę litości, nie chcę iść na wojnę o kasę, chcę jedynie odzyskać to, co sama włożyłam w tę nieszczęsną kamienicę. Kupa lat życia, poswieceń i wyrzeczeń, trochę boli, ale jestem tak bogata w doswiadczenia, madrzejsza i mam nadzieję, że moje życie po rozwodzie w końcu bedzie miało inną jakośc.
                • [b]kobieto 40 lat??/ toz to sam kwiat albo inaczej kwintesencja młodości, czujesz się staro? pora z tym zerwać, jesteś zdolna manualnie dasz sobie radę juz widze ,ze adwokat tchnał wiarę w Ciebie i dobrze. Dasz sobie radę ale powalcz o to co ci się nalezy ale o alimentachn a siebie nie zapomnij .jesli chodzi o podzial majatku to sad musi uwzglednić nakład twoje pracy .
                  Zycze ci wiecej wiary w siebie =trzymam za cIEBIE KCIUKI I PAMIETAJ od tej pory nie chcę słyszec ,ze jesteś stara rozumiesz NIE JESTES
        • ala-alicja napisała:
          > To znaczy, że mam walizkę z ciuchami zabrać i wyjśc? Tak po prostu, że nic, że
          > nie moje? A te dwadzieścia lat tyrania?

          nie jest źle, ex miała nawet o tę walizkę pretensje, trzeba było karton... smile
          • nie jest źle, ex miała nawet o tę walizkę pretensje, trzeba było karton... smile


            No ja tez swoich samsonitow bym nie dala...
            --
            Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
            Naomi Wolf

            Wiedzmowo
            • zakup samsonitów poczyniony był z Twojego majątku osobistego ?
              więc czy aby na pewno "swoich" ?
              • zakup samsonitów poczyniony był z Twojego majątku osobistego ?
                > więc czy aby na pewno "swoich" ?

                A imagine, ze tak, przed zwiazkiem. Ale nawet gdyby w zwiazku, to my na szcezscie nie jestesmy malzenstwem i co za tym idzie mamy naturalna rozdzielnosc majatkowa. Co nie matwi mnie jako strone de facto zarabiajaca na cala rodzine.


                --
                Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
                Naomi Wolf

                Wiedzmowo
    • Zgłoś się do jakiejś fundacji świadczącej nieodpłatnie pomoc prawną kobietom.
      Bez adwokata nie masz żadnych szans.
      Nie pracowałaś zawodowo więc nie możesz udokumentować ponoszenia nakładów na majątek odrębny męża (tę kamienicę). Osobiste starania trzeba udowodnić. Wkład finansowy Twoich rodziców również. Nie masz kwitów, prawda?
      Po rozwodzie - skoro nie masz pracy - przestaniesz nawet być ubezpieczona zdrowotnie i stracisz prawo do korzystania z publicznej służby zdrowia.
      Najkrócej mówiąc byłaś służącą za wikt i kąt do spania, ubezwłasnowolnioną finansowo.
      Rozwód bez orzekania o winie męża to dla Ciebie finansowy samobój.
    • Nie lubię takich rozwiązań, ale... bardzo trudno jest wywalić kogoś z własnego domu, o ile ta osoba nie ma chęci się wyprowadzić. Graj na zwłokę, trudno, dałaś się koncertowo wydmuchać, teraz widzisz po co były te próby "godzenia". Na twoje nieszczęście kredyt cię obciąża, ale prawo masz co najwyżej do zwrotu nakładów z majątku wspólnego na majątek osobisty.
      • burza4 napisała:

        > Nie lubię takich rozwiązań, ale... bardzo trudno jest wywalić kogoś z własnego
        > domu, o ile ta osoba nie ma chęci się wyprowadzić. Graj na zwłokę, trudno



        To zależy, kto wyrzuca a kto jest wyrzucany. Bo jeśli ona się uprze za wszelką cenę nie ruszyć swojego siedzenia z domu będącego własnością
        kogoś innego, a ten ktoś inny to osobnik, który jeśli nie może sprawy załatwić po dobroci zabiera się za mniej wyszukane sposoby. Może zacznie od nałożenia astronomicznego czynszu, a może zaraz przejdzie do dzieła i odetnie prąd, wodę. A pewnie nie. Za to zrobi z jej życia takie
        bagno - już wtedy swojej byłej żonie - że ta była żona będzie marzyła
        o ławce w parku, by choć godzinkę spędzić w spokoju, a na myśl o powrocie do domu i wojny tam się toczącej będzie się oblewała zimnym potem big_grin



        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
        '...bo tak mówi prawo...'
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
    • Po nieprzespanej nocy i palpitacji serca ...ale mi stracha napędziliście, taka czarna wizja- karton i pod most. Stwierdziłam , że rozwód, który ma być wybawieniem może okazać się szubienicą- a ja mam dzieci tuż przed maturą!
      Jestem po rozmowie z adwokatem, który bardzo chętnie zajmie sie podziałem majatku, honorarium, bagatela, jedynie 10% od tego co dostanę- pikuś. W skrócie przedstawił to tak-
      np. jeśli kamienica przed zawarciem zwiazku była warta 1 mln zł, a obecnie jest warta np. 2 mln zł, to tę różnicę dzielimy na pół i to jest ta kwota której moge sie domagać. Nie ma znaczenia jak długo i czy w ogóle pracowałam, od dnia zawarcia związku jest majątek wspólny, tzn. wszelkie inwestycje, remont domu, to co zgromadziliśmy jest wspólne i dzielone po połowie. Złapałam oddech, ale na ile jest to wiarygodna porada? Tak różna od tego, co przeczytałam na forum...
      • A i jeszcze a'propos rady, by grać na zwłoke i mieszkać kołkiem- odpada. To i tak za długo trwa. Dojrzałam do pewnych decyzji i zwyczajnie chcę siebie ratować. Nikt mnie nie wyrzuca z domu, gdzie ON znajdzie tańszą siłę roboczą?! Ale już dość!
      • ala-alicja napisała:
        > honorarium, bagatela, jedynie 10% od tego co dostanę- pikuś.
        (...)
        > Złapałam oddech, ale na i
        > le jest to wiarygodna porada? Tak różna od tego, co przeczytałam na forum...

        Jest wiarygodna ale tak naprawdę wszystko zależy od oceny sądu. W sumie dobrze, że adwokat będzie pracował za % od uzyskanej sumy - ma motywację wink
      • > np. jeśli kamienica przed zawarciem zwiazku była warta 1 mln zł, a obecnie jest
        > warta np. 2 mln zł, to tę różnicę dzielimy na pół i to jest ta kwota której mo
        > ge sie domagać.

        Domagać to się możesz wszystkiego łącznie z pałacem Buckingham. Zmiana wartości kamienicy nie wynika wyłacznie ze zmian samej kamienicy ale również na zmianie wyceny rynkowej nieruchomości. Tego nie możesz się domagać. Możesz się domagać zwrotu połowy nakładów które _zwiększyły_ wartość nieruchomości. A do tego potrzebne są ekspertyzy, faktury i mnóstwo czasu i pieniędzy. Szczególnie tego ostatniego będziesz potrzebowała. Już Juliusz Cezar to zauważył, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. I to jest nadal aktualne. Masz pieniądze? Bo nikt ci za darmo ekspertyzy nie zrobi a podejrzewam, że prawnik oprócz tych 10% też sobie zażyczy osobno za uczestnictwo na każdej rozprawie, szczególnie, ze tu nie mamy do czynienia z łatwą i oczywistą sprawą. BTW, przygotuj się, że jeżeli wygrasz jakieś pieniądze to i tak może być to za parę lat. Jak masz zamiar przez ten czas żyć? Dobrze ci radzę. Stań na własnych nogach jeszcze będąc w małżeństwie a dopiero później myśl o rozwodzie.
      • ala-alicja napisała:

        > np. jeśli kamienica przed zawarciem zwiazku była warta 1 mln zł, a obecnie jest
        > warta np. 2 mln zł, to tę różnicę dzielimy na pół i to jest ta kwota której mo
        > ge sie domagać. Nie ma znaczenia jak długo i czy w ogóle pracowałam, od dnia za
        > warcia związku jest majątek wspólny, tzn. wszelkie inwestycje, remont domu, to
        > co zgromadziliśmy jest wspólne i dzielone po połowie.



        Trafiłaś na kogoś, kto nie rozumie podstawowych spraw. Adwokat
        polał miodem twoje stargane serce, ale to chwilowe ukojenie.
        Nieruchomość zapewne zyskała na wartości, bo wszelkie nieruchomości
        w ostatnich choćby kilku latach poszły mocno w górę i nic ponad to.
        Jedyne co może być dzielone, jeśli już, to ewentualne twoje nakłady
        na tę nieruchomość (a że nie pracowałaś, to nie możesz też liczyć na kokosy), natomiast NIE WCHODZI do podziału wartość nieruchomości
        nabyta w wyniku niezależnej od własnych nakładów, jeśli przedmiot sporu
        dotyczy majątku odrębnego.
        Na babski rozum to jest tak: gdybyś chłopa poznała co dostał kiepskiej jakości ziemię, tak zwaną ojcowiznę, wartą tyle co nic, ale w trakcie waszego małżeństwa ta ziemia zyskałaby nagle na wartości 1000krotnie w wyniku przekształcenia jej na przykład na działki budowlane, które stałyby się modne w tym miejscu, to nie znaczy, różnica w wartości tej ojcowizny stałaby się przedmiotem podziału między małżonkami. Majątek odrębny to majątek odrębny. Tylko jego majątek by się zwiększył - ALE NIE WASZ wspólny, bo majątek majątkiem odrębnym pozostaje bez względu na zyskanie czy utratę jego wartości. Nie nabywa się do niego praw przez samo bycie w związku małżeńskim niezależnie od tego, ile by on nie trwał. Takim majątkiem mąż/żona może się podzielić z drugą stroną przez rozszerzenie wspólnoty majątkowej lub czyniąc na rzecz kogoś takiego darowiznę. Nie inaczej. Na szczęście! big_grin


        --
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
        '...bo tak mówi prawo...'
        http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
        • Wszystko jasne(nawet na babski rozum) z tą różnicą, że pomijam wzrost wartości nieruchomości bo wszystkie nieruchomości poszły w górę cenowo, to mnie zupełnie nie interesuje, to jest własność męża, otrzymał to w spadku i ja sobie żadnych praw do nieruchomość nie roszczę. Ale, jak pisałam już wcześniej, dom był w bardzo złym stanie, po ślubie zaczęliśmy gruntowny remont, łącznie ze stropami, praktycznie za te pieniądze pastawilibyśmy nowy dom, taki gruntowny remont trwał 3 lata, w tym czasie m ieszkalismy u moich rodziców. W kamienicy zamieszkaliśmy kiedy to już było możliwe i praktycznie cały czas coś było ulepszane, remontowane, modernizowane, instalacja gazowa, miedziane rurki, instalacja elektryczna, dach, okna, nie będę wyliczać, ktoś, kto posiada coś takiego będzie wiedział o czym mówię....Ludzie drodzy! 20 lat mojej pracy, a jeśli nawet nie pracowałam legalnie w firmie męża( z oszczędności oczywiście) to myślicie, że leżałam do góry brzuchem?!

          I mam wielką prośbę- bardzo staram się pisać logicznie i jasno przedstawiać sytuację, jeśli ktoś naprawdę chce mi pomóc, lub chociaż wesprzeć to proszę CZYTAĆ moje posty- dziękuję.
        • tautschinsky napisał:
          > Na babski rozum to jest tak: gdybyś chłopa pozna
          > ła co dostał kiepskiej jakości ziemię, tak zwaną ojcowiznę, wartą tyle co nic,
          > ale w trakcie waszego małżeństwa ta ziemia zyskałaby nagle na wartości 1000krot
          > nie w wyniku przekształcenia jej na przykład na działki budowlane, które stałyb
          > y się modne w tym miejscu, to nie znaczy, różnica w wartości tej ojcowizny stał
          > aby się przedmiotem podziału między małżonkami. Majątek odrębny to majątek odrę
          > bny. Tylko jego majątek by się zwiększył - ALE NIE WASZ wspólny, bo majątek maj
          > ątkiem odrębnym pozostaje bez względu na zyskanie czy utratę jego wartości.


          Pozwolę sobie dalej iść tym przykładem, mam chłopa z tym kawałkiem pola co to dostał jako ojcowiznę i to jest jego beszprzecznie, i my, jako mąż i żona uprawiamy to pole, siejemy, orzemy i zbieramy plon, który jest już własnością wspólną...tak na babski rozum?

          Kamienica jest warta naprawdę dużo pieniędzy, niech mąż dobrze gospodaruje i cieszy się z jej posiadania (mam nadzieje, że w przyszłości dzieci nie oszuka). Ja chciałabym jedynie mieć gdzie mieszkać, móc kupić mieszkanie, to nawet nie 1/10 wartości tego domu. Nie możemy się dogadać, mąż wykorzystuje moją niemoc finansową, a ja juz nie chcę być zdana na łaskę i niełaskę. Wiem, że w sądzie trzeba udowodnić co i ile sie wniosło w remont domu, to będzie trudne, wszelkie faktury są na męża. Czy sąd może uwzględnić lata zajmowania się domem, wychowywanie dzieci, czy to nie ma żadnego znaczenia? Mogę jedynie udowodnić, że przez wiele lat pracowałam w firmie męża (bez umowy niestety) i bardzo angażowałam się w remont domu(to , co potrafiłam wykonywałam sama) mam wielu świadków, tyle, że pójście na wojnę to dla mnie ostateczność- mógłby mnie zjeść w butach z pomocą pomysłowego adwokata.
          >
          >
          • ala-alicja napisała:

            > Pozwolę sobie dalej iść tym przykładem, mam chłopa z tym kawałkiem pola co to d
            > ostał jako ojcowiznę i to jest jego beszprzecznie, i my, jako mąż i żona uprawi
            > amy to pole, siejemy, orzemy i zbieramy plon, który jest już własnością wspólną
            > ...tak na babski rozum?


            Nie, nie jest waszą wspólną własnością. Natomiast powinnaś podziękować w takim razie właścicielowi tego gruntu - żyłaś z jego owoców, choć nie
            był twój. Co twoje, to tych dwadzieścia lat chleba z tego kawałka ziemi.
            Przez ten czas nie żywiłaś się przecież tylko powietrzem i rosą? Nie nabywa się do czegoś praw przez samo korzystanie z tego. Robotnik pracując
            iks lat przy frezarce nie nabywa praw do tej maszyny - tak samo ty nie nabyłaś żadnych praw do tej kamienicy będącej odrębnym majątkiem twojego szanownego męża (pozdrów go ode mnie). Do podziału wchodzi co najwyżej twój wkład w podniesienie standardu tego budynku, ale że nie pracowałaś, to na wiele nie licz. Zrozum w końcu - ten dom jest jego. Gdyby tobie rodzicie podarowali kamienicę, też by ona nie nie stała się w połowie jego tylko przez sam fakt, że malowałby w niej ściany czy łatał dziury big_grin



            --
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
            '...bo tak mówi prawo...'
            http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
            • ...a tak prosiłam w poprzednim poscie, by CZYTAC, najlepiej ze zrozumieniem...
              Męża, wybacz- nie pozdrowię.
              A tak w ogóle to jest mi zwyczajnie przykro. Dla mnie to poważna sprawa a nie gierki słowne.
              Drogi TATSCHINKY, skup się chwilę i przeczytaj co napisałam wcześniej i powtarzam teraz (specjalnie dla Ciebie)- NIE ROSZCZĘ sobie absolutnie żadnych praw do nieruchomośći.
    • a ja myślę, że twój mąż boi się przestępstwa jakiego się dopuścił zatrudniając kogoś bez umowy tyle lat. Wybacz ale dziwię się strasznie twojej bezmyślności w tym wypadku. Nie wiem czy wiesz jakie są kary za coś takiego ?? Postrasz go, na pewno są jacyś świadkowie, którzy mogą w tej sprawie zeznać-mogą to być osoby, którym mężuś zalazł za skórę-byli współpracownicy, niezadowoleni klienci, zwolnione lub oszukane osoby. nie użalaj się nad sobą, i nie lituj nad nim, tylko opracuj plan działania.
      Sama kamienica nie podlega do wspólnego majątku, ale nakłady na nią i uzyskane z niej przychody TAK- przelicz ile zarobiliście (tak zarobiliście=macie wspólnotę majątkową) z wynajmu mieszkań i lokali pod sklepy. domyślam się, że są to kwoty rzędu kilku tysięcy miesięcznie i to razy ileś lat. to jest m.in wasz wspólny majątek.
      ponadto fakt, że nie pracowałaś ma akurat średnie znaczenie. w małżeństwie gdzie jest wspólnota majątkowa jak sama nazwa wskazuje wszystko jest wspólne niezależnie od tego kto pieniądze do domu przynosił Ty czy on. Sąd na pewno wezmie pod uwagę też fakt, że ktoś dzieci urodzić musiał, odchować itd przez ten czas też ciężko iść do pracy, jesli nie ma się z kim zostawić dzieci. warto byłoby przed sądem wyciągnąc sprawę znęcania się psychicznego męża nad tobą- wydzielanie pieniędzy, dlaczego pracowałaś bez umowy-nie wierzę, że na własne życzenie czy mąż zmusił Cie do tego? nie pomiń tego, to ważny aspekt sprawy.
      • zapomniałam napisać
        czysto hipotetyczny przykład:
        osoba x przed ślubem dostala mieszkanie od rodzicow. osoba y również.
        po ślubie doszli do wniosku, że jedno mieszkanie (x) sprzedają w drugim żyją i je modernizują
        gdyby osoba x mieszkania nie sprzedala to przy rozwodzie jest ono nadal odrebną wlasnościa. ale niestety sprzedala i przychod ze sprzedazy powiększyl majątek wspolny !!! przy rozwodzie x i y beda musieli się podzielić dorobkiem i pieniedzmi ze sprzedania jednego z mieszkan, a mieszkanie y nie idzie do podziału!

        • No wybacz ale chyba to nie tak. Jeżeli pieniądze zostały przeznaczone na modernizację a więc na jakiś inny majątek to te pieniądze są do odzyskania, bo te pieniądze są nadal majątkiem odrębnym i składniki majątku za nie nabyte też pozostają majątkiem odrębnym. Z tym, że to trzeba udowodnić. No chyba, ze pieniądze przeznaczono na "przelew" albo inne bieżące spożycie, to przepadło. Sąd dzieli majątek który jest a nie który został przejedzony.
      • Z penością masz racje, że w ten sposób mozna wiecej ugrać...tyle, że ja nigdy tego nie zrobię. Nie kocham go już ale szanuję, jako ojca moich dzieci. Pewnie jestem naiwna, ale chciałabym to rozwiązać w miarę bezboleśnie i sprawiedliwie, o ile to jest mozliwe.
        Nie zmusił mnie do niewolniczej pracy, nic takiego. Poczatkowo płacił za mnie składki zus- owskie, pózniej już nie, bo wysokie koszta, itp. Do tego silna presja psychiczna, gdy tylko wspomniałam o własnej inicjatywie podjecia zatrudnienia. Poddałam sie, brak wsparcia w rodzinie, to nie są łatwe sytuacje.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.