• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Po rozwodzie Dodaj do ulubionych

  • 16.02.11, 11:05
    5 lat temu rozwiodlam sie z mezem.Wlasciwie do dzis nie wiem dlaczego.Po prostu coraz trudniej bylo nam sie dogadac,seksu prawie nie bylo wiec wnioslam pozew o rozwod.Maz nie protestowal i po 15 minutach przestalismy byc malzenstwem.
    W miedzyczasie spotykalam sie z mezczyznami,ale z nikim nie zwiazalam sie na stale.Z bylym juz mezem nigdy nie wyjasnilismy sobie dlaczego tak naprawde sie rozstalismy.
    Kilka dni temu na N-K zobaczylam zdjecia mojego ex z nowa przyjaciolka,ktora zeby byla smieszniej byla kiedys moja kolezanka.I tu zaczal sie problem-zalamalam sie,zabolalo mnie to bardziej niz rozwod.
    Zastanawiam sie dlaczego tak zareagowalam na zdjecia.Przeciez meza juz nie kocham,przez tyle lat powinnam sie przyzwyczaic do samotnosci i do tego,ze zyjemy osobno a stalo sie inaczej.
    Chyba nie zdawalam sobie sprawy,ze on moze miec inna.Moze gdybym nie znala tej dziewczyny,to moja reakcja bylaby inna?
    Czy ktos byl w podobnej sytuacji? Jak sobie poradzic z psychika?
    Edytor zaawansowany
    • 16.02.11, 11:25
      albo jeszcze cos do niego czujesz albo Ci żal, że on kogoś ma, a Ty nie... proponuje nie zaglądać na profil ex męża i nie interesować się jego życiem.
      Ja swojego nie kochałam, byłam o tym przekonana, nie zrobiła na mnie wrażenia informacja, że ma kogoś na stałe, ani ta, że jeszcze jak byliśmy razem to miał romans (dowiedziałam się jak juz nie mieszkaliśmy razem)- po prostu było mi to już obojętne
    • 16.02.11, 11:40
      Przypuszczalnie, gdybyś kogoś konkretnego w międzyczasie poznała i związała się z nim ; to związek byłego by Cię słabo wzruszył. Ale jesteś sama, nie zmieniłaś go na "lepszego" więc myślisz sobie "z exem właściwie aż tak źle nie było" i póki on też był sam to podświadomie zaspakajałas się tym, że on nalezy do Ciebie i to Ty decydujesz o byciu z nim lub nie byciu.
      Dość często bywa, że świadomość końca związku przychodzi dopiero gdy się swojego/swoją ex zobaczy z nowym partnerem. Taka psowatość ogrodnicza. wink
      • 16.02.11, 11:45
        Sinsi chyba dobrze to ujelas.Tylko dlaczego to tak boli?
        • 16.02.11, 11:50
          bo lubimy żyć fantazjami, a nie nie chcemy spojrzeć prawdzie w oczy?
          bo jesteśmy niedojrzali i jak dzieci bierzemy fantazje za rzeczywistość?
          bo wydaje się nam, że jesteśmy "obok" życia jako obserwatorzy a nie w nim?

          powody bywaja różne
          • 16.02.11, 12:01
            bo nasza duma została urazona?
            bo jesteśmy zazdrosne w sensie psa ogrodnika?
            bo same nie jesteśmy w związku?
        • 16.02.11, 12:10
          Przypuszczalnie Twoje zadowolenie z obecnego codziennego życia jest niskie. Dużo energii czerpałas z projektowanego w sobie podświadomie poczucia przynależności do exa i exa do Ciebie. I w pewien sposób zaspakajało to Twoje emocjonalne potrzeby. Teraz, jego nowa kobieta, odarła Cię ze złudzeń. Więc odczuwasz ból ich utraty. Bo wymaga to przewartościowania własnej rzeczywistości do tych faktycznych realiów i zmierzenia się z nimi. I takiego od zera radzenia sobie samej. Ty złożylaś pozew-więc to Ty mialas być szczęśliwa a nie on, tym bardziej ze znajomą.... bo "wiedza o Twoim byciu gorszą" się rozprzestrzenia...
          Przestań budować życie na pozorach. Znajdź zdrowe źródło energii. W sobie. Niezależne od związków innych.
          Boli bo zima się przeciąga i deprecha wielu dopada,
          i obok nie ma nowego faceta który świadomość utraty exa by wynagrodził,
          a sama nie masz na tyle pewności siebie
          i nie masz pewności że "rozwód byl bardzo dobrym wyborem"
          =by się exem i jego życiem już nie zajmować.
          Stwórz swój świat taki, by nie musieć w nim myśleć o byłych facetach ani o tych ktorych będziesz mieć na emeryturze z braku bardziej zajmujących tematów.
          Rozejrzyj się wokoło siebie, czy to co sobie zbudowałaś Ci wystarcza, a jeśli zalezy Ci na byciu z kimś to się za kimś rozglądaj, albo zaktywizuj inne strony życia, by pustki exami nie zaklejać.
    • 16.02.11, 13:30
      A ja sądzę, że to normalne i że z czasem Ci przejdzie. Mnie też czasem jakaś igiełka zazdrości ukłuje z powodu Eks, chociaż nie kocham go. I wiem, że on też jest odrobinkę zazdrosny, chociaż mnie nie kocha.
    • 16.02.11, 14:32
      Nie piszesz jak długo byliście razem. Domyślam się, że kochaliście się.
      Związek dwojga ludzi to niezwykle doniosła rzecz, wielu ludzi duchowo nastraja na całe życie.
      Z powietrza nie wzięło się "...i Cię nie opuszczę aż do śmierci". Ja niedługo będę się rozwodził i wiem, że bardzo ciężko będzie mi zapomnieć o żonie, o ile wogóle kiedykolwiek to się stanie.
      Z całą pewnością jej widok z innym męższczyzną będzie dla mnie bardzo przykrym doświadczeniem, chociaż teraz chwilami jej po prostu nienawidzę. Tak to odbieram.
      • 16.02.11, 15:12
        Bylismy razem 15 lat.
        Jak tak przeczytalam Wasze odpowiedzi to doszlam do wniosku,ze chyba jestem zazdrosna.Moze rzeczywiscie gdybym ulozyla sobie zycie,to ostatnie rewelacje odebralabym inaczej.
        Juz tyle lat jestem sama,ze powinnam sie byla liczyc z tym,ze kiedys nadejdzie chwila,ze on ulozy sobie zycie.
        Dzis,z wlasnego doswiadczenia wiem,ze nie powinno sie zbyt pochopnie decydowac na rozwod.Moze lepiej najpierw separacja.
        Czasu sie nie da cofnac,zeby tylko tak nie bolalo.
        • 16.02.11, 16:43
          No właśnie ja z żoną jestem prawie 16 lat.
          • 16.02.11, 16:51
            JAk sie jeszcze nie rozwiodles,to probuj naprawic swoje relacje z zona.Wiem,ze nie jest to latwe,ale uwierz,ze warto sprobowac.
            Zycie po rozwodzie wcale nie jest takie rozowe,a u Ciebie wyraznie widac,ze kochasz zone.
            Jak sie nie uda dogadac zaproponuj separacje,zawsze jeszcze bedzie jakas szansa na pogodzenie.Rozwod wszystko przekresli.!6 lat to kawal czasu,moze przezywacie tylko chwilowy kryzys.
            Zycze powodzenia.
            • 16.02.11, 19:43
              Basiu, Twoje życie po rozwodzie nie jest takie różowe. (tak zrozumiałam to, co piszesz)
              Są ludzie, którzy mają różowo. Myślę, że nie można generalizować.
              Ja byłam z Eksem prawie 20 lat i się rozeszliśmy. Za późno, bo oboje wcześniej mysleliśmy, że już taaaak długo jestesmy razem, że trzeba ratować ZA WSZELKĄ cenę (i chwilowy kryzys ciągnął się latami).
              Jestem daleka od dawania rad innym jak postąpić. Każdy musi podjąc włąsną decyzję. Ale wiem, że nie da się przewidzieć przyszłości smile
              Powodzenia smile i Tobie i Kuwrowi smile
              • 16.02.11, 20:12
                Argentusa -calkowicie zgadzam sie z Toba,ze nie mozna z kims zyc na sile,bo wtedy tracimy poczucie wlasnej wartosci.Sama sie rozwiodlam bo juz sie dusilam w tym zwiazku.Przyznaje jednak,ze zaluje pochopnej decyzji.
                Uwazam jednak,ze jak jest chociaz iskierka nadziei to warto zwiazek ratowac.Po wypowiedzi Kuwra odnioslam wrazenie,ze nie bardzo pogodzil sie z rozwodem i strata zony.Dlatego propozycja separacji,zeby zostawic sobie jeszcze jedna otwarta furtke.
                • 16.02.11, 21:30
                  Po wypowiedzi Kuwra odnioslam wrazenie,ze nie bardzo pogodzil sie z rozwodem i strata zony.

                  Ze stratą żony, rozbiciem rodziny nie pogodziłem się. Z rozwodem tak.
                  Zgadzam się z Tobą, że póki tli się ostatnia iskierka związek trzeba ratować. Niestety, od początku lipca ub.r. nie spotkało mnie ze strony mojej żony ani jedno dobre słowo czy chociażby gest (co nie znaczy, że ja byłem aniołem ale symetrii nie ma żadnej). 7 miesięcy to kawał życia i nie jestem w stanie żyć dłużej pod jednym dachem z osobą, która tak mnie traktuje przez tak długi czas.
                  Czekam od miesiąca aż żona złoży pozew (chce orzeczenia mojej wyłącznej winy co jest kompletnym absurdem). Miałem już sam składać (bez orzekania winy) ale żona zaczęła się kontaktować z prawniczką słynącą z bardzo brudnych chwytów w sprawach rozwodowych (ta pani jest nawet opisana w szczegółach na jednym z wątków tego forum). Postanowiłem więc poczekać aż druga strona wyłoży karty (dotrze do mnie pozew z uzasadnieniem). W zależności od tego co przeczytam adekwatnie odpowiem (mam już odpowiedniego prawnika, który z rozkoszą zmiażdzy pozew wspomnianej prawniczki, jeżeli wniesie ona o moją wyłączną winę). Tak to wygląda.
                  • 16.02.11, 21:48
                    Nigdzie nie dowiesz sie o sobie tyle,co na sprawie rozwodowej.Tam kazdy wyciaga najciezsze dziala.Nie wazne,czy to jest prawda,czy falsz.Wazne,zeby zabolalo strone przeciwna.
                    Moja rozprawa trwala 15 minut.Pani sedzina nawet nie zapytala,czy ze soba sypiamy.Chciala jak najszybciej odfajkowac kolejne zmarnowane zycie.
                    Wystarczyloby pare prostych pytan i dowiedzialaby sie,ze mielismy jeszcze szanse.
                    Zycze Ci powodzenia i szybkiego otrzasniecia sie po przykrym epizodzie.
                    • 17.02.11, 08:56
                      Tam kazdy wyciaga
                      > najciezsze dziala.Nie wazne,czy to jest prawda,czy falsz.Wazne,zeby zabolalo s
                      > trone przeciwna.
                      Basiu, tutaj też się nie zgodzę. Nieprawda, że każdy. U nas było zupełnie inaczej. Aż Sąd dziwnie patrzył, że my tak kulturalnie i zgodnie.
                      >Chciala jak najszybciej odfajkowac kolejne zmarnowane zycie.
                      Basiu, ależ Sędzia przychyliłą się do wniosku złożonego przez stronę. Sąd NIE JEST od przyznawania winy/racji komukolwiek skoro wniosek był o nieorzekanie o winie i Sąd miał stwierdzić, czy są przesłąnki do rozwodu.
                      Basiu, mam wrażenie, że bardzo żałujesz rozwodu, bo nie widzisz pozytywów swojej sytuacji. Decyzję podjęłaś Ty, to Twoje życie i Ty (niestety) musisz wziąć "na klatę" konsekwencje działań.
                      Rozwód nie jest tylko epizodem, jest raną, która się zabliźnia wolno i tylko wtedy, gdy na to pozwolimy. Mogę pisać wyłącznie o sobie: zanim osiągnęłam całkowite zadowolenie z życia, powoli uczyłam się doceniać małe radości. Doszłam do równowagi przy pomocy fachowców, swojej ciężkiej pracy nad sobą (to naprawdę trudne) i dpopiero jak osiagnęłam stan względnego zadowolenia, poczułam że żyję.
                      Na wszystko potrzeba czasu. Ale i DZIAŁANIA. Konkretnych kroków z Twojej strony. Szczęście samo się nie zrobi.
                      • 17.02.11, 09:29
                        Ja podjecia decyzji i rozwodu nie zaluje.Nie mozna z kims zyc na sile,tylko dlatego,ze wzielo sie slub.
                        Jestem sama(bez meza) prawie 10 lat,wiec nauczylam sie z tym zyc.
                        To forum odkrylam pare dni temu i jak poczytalam niektore posty,to doszlam do wniosku,ze rozwod prawie zawsze zostawia w nas rane,ze jest to pewnik.Przechodzilam rozne fazy-od zadowolenia z zakonczenia sprawy,przez rozpacz jak to bedzie,czy sobie poradze,przez rozpaczliwe szukanie partnera,bol samotnosci.Wstydzilam sie tego,ze jestem rozwodka.Niektorzy znajomi sie ode mnie odsuneli.
                        Dobil mnie pewien wdowiec,ktory zjawil sie u mnie dzien po rozwodzie i zaproponowal,ze bedziemy sie spotykac na seks,a jak zapytalam kiedy slub to stwierdzil,ze z rozwodka to on sie nie zwiaze,bo to bylby mezalians.
                        Dzis jestem juz ze wszystkimi przeciwnosciami pogodzona i wytracila mnie z rownowagi tylko fotografia exa z moja dawna przyjaciolka.Jako wytlumaczenie tej sytuacji najbardziej przemawiaja do mnie te slowa sinsi-
                        "Przypuszczalnie, gdybyś kogoś konkretnego w międzyczasie poznała i związała się z nim ; to związek byłego by Cię słabo wzruszył. Ale jesteś sama, nie zmieniłaś go na "lepszego" więc myślisz sobie "z exem właściwie aż tak źle nie było" i póki on też był sam to podświadomie zaspakajałas się tym, że on nalezy do Ciebie i to Ty decydujesz o byciu z nim lub nie byciu."
                        Czuje sie juz o wiele lepiej i jestem silniejsza.Dziekuje wszystkim za pomoc.
                    • 17.02.11, 09:58
                      zawsze-basia napisała:


                      > Moja rozprawa trwala 15 minut.Pani sedzina nawet nie zapytala,czy ze soba sypia
                      > my.Chciala jak najszybciej odfajkowac kolejne zmarnowane zycie.
                      > Wystarczyloby pare prostych pytan i dowiedzialaby sie,ze mielismy jeszcze szans
                      > e.

                      Basiu, rolą sądu nie jest ratowanie naszych związków sad
                      Wiem, czasem chcemy, by zdarzył się "cud", by ktoś nas ocalił, zwłaszcza wtedy, kiedy przedtem walczyliśmy o nasze małżeństwo i jesteśmy tym tak strasznie zmęczeni i pozbawieni wiary.
                      Ale cuda się nie zdarzają. Niestety sad Za nasze "zmarnowane życie" odpowiadamy tylko my.

                      ----------
                      Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
                      • 17.02.11, 10:08
                        Wczoraj myslalam o rozwodzie jako o zmarnowanym zyciu,ale dzis swieci piekne slonce i mysle,ze rozwod to wstep do nowego zycia.
                        Historii nie da sie cofnac ani zmienic,ale na nasza przyszlosc mamy wplyw.Wszystko przed nami.
                    • 19.02.11, 21:09
                      zawsze-basia napisała:
                      > Nigdzie nie dowiesz sie o sobie tyle,co na sprawie rozwodowej.Tam kazdy wyciaga
                      > najciezsze dziala.Nie wazne,czy to jest prawda,czy falsz.Wazne,zeby zabolalo s
                      > trone przeciwna.
                      Fakt, od miłości do nienawiści jest niedaleko.
                      Uważam jednak, że dużo więcej się dowiemy o partnerze, niż o sobie i nie jest to normą wyciąganie wszystkiego. Mi teraz jest po prostu żal mojej ex, że się tak upodliła i zastanawiam się, jak mogłem żyć z taką osobą? Nie wybaczę jej tego.
                      Znajomi nie mogą mi za to wybaczyć, że nie walczyłem o dzieci, bo miałem szansę na opiekę, a na pewno by poszli na świadków sami z siebie, tak mówią i mam pewność, że szczerze.
                      Teraz się spotkamy z dziećmi, popłaczemy razem i jakoś jest łatwiej wytrzymać smile, ale warto układać sobie życie z dala od siebie i nie rozgrzebywać wspomnień.

                      A Ty pewno coś czujesz do byłego męża, może on też do Ciebie i dlatego wybrał Twoją koleżankę? To nic złego, ani wstydliwego. Warto sobie jednak powiedzieć, że nigdy nie wrócicie do siebie i tego się trzymać, to może sobie ułożysz życie z kimś innym. W końcu z wieloma osobami można być szczęśliwym.
                      • 19.02.11, 23:20
                        A czy Ty jesteś szczęśliwy/wa w obecnym stanie?
                        --
                        www.rozwodnicy.org/
                  • 19.02.11, 21:25
                    Kuwra, czy możesz mi podszeptać kogo w końcu wybrałeś na pełnomocnika?
                    A nie myślałeś o zmianie nicka?
    • 17.02.11, 18:54
      moze rozeszliscie sie bo milosci juz tam nie bylo? To wazny powod.
      • 18.02.11, 00:44
        Mój ex ma nowa partnerke od dawna
        mnie boli to, że ja nie mam nikogo
        a nie to, że on kogoś ma

        --
        Taniec i wiatr to moje żywioły!
        • 19.02.11, 20:30
          kalpa napisała:

          > Mój ex ma nowa partnerke od dawna
          > mnie boli to, że ja nie mam nikogo
          > a nie to, że on kogoś ma


          A dlaczego nikogo nie masz? Co Cię powstrzymuje?
          --
          www.rozwodnicy.org/
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.