Dodaj do ulubionych

Kosmetyczka - kwintesencja absurdu alimentów

29.06.11, 15:22
W innym wątku pojawił się temat wliczenia kosztów comiesięcznej wizyty u kosmetyczki nastolataka jako koszt jego utrzymania. Bagatela prawie 300 zł.

W normalnej rodzinie, ojciec miałby prawo taką fanaberię nastolatkowi w dowolnej chwili ukrucić i syn razem z matką mogliby mu skoczyć. Wystarczy jednak zostać płatnikiem alimentów, by takie zobowiązanie wobec dziecka stało się prawnym obowiązkiem pod groźbą konsekwencji sądowych.

Ciekawe, czy jak syn stanie się pełnoletni i pójdzie do pracy za mniej niż średnią krajową (nawet absolwentom najlepszych uczelni rzadko na początku płacą więcej), to czy mamusia dalej takie rzeczy będzie synusiowi pokrywała z własnej kieszeni, bo ojciec nareszcie uwolni się od tego typu bzdurnych zobowiązań.

To mnie tylko utwierdza w stanowisku, że alimenty powinny pokrywać tylko w miarę standardowe potrzeby dziecka. Reszta nakładów na dziecko to wolna wola rodzica.

--
Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
Edytor zaawansowany
  • dydaki 29.06.11, 15:41
    Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24 latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku. A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
    Ale on nie miał rodziców którzy skąpili mu na rozwój, zwiedzanie świata i higienę i nie musiał się wstydzić swoich pryszczy przed dziewczynami ani wyciskać ich wieczorami przy nocnej lampce brudnymi paznokciami. Bo stać rodzinę było na inny standard życia a nowe pokolenie mężczyzn bierze prysznic codziennie zmienia bieliznę i nawet dobrych kosmetyków używa ku niegasnącemu przerażeniu ich ojców ktorzy pamiętają czasy że kąpać się powinno tylko w sobotę nacierając szarym mydłem.
    Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozumie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.
  • altz 29.06.11, 15:52
    > Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24
    > latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku.
    > A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
    Za granicą może i tak, bo w Polsce tak lekko nie jest.
    Chyba w innych krajach żyjemy. wink
    Dobrze wykształcony człowiek po studiach niewiele jeszcze umie.
    Może tak być, jak piszesz, jeśli takiemu gogusiowi wszystko załatwią rodzice przez swoje układy.

    > Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozum
    > ie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.
    Za najniższą krajową albo i mniej zaczyna może z 95% absolwentów.
    Ciężko jest się podnieść po upadku z wysokiego konia. smile Są tacy, co spadają.
  • dydaki 29.06.11, 16:48
    > Może tak być, jak piszesz, jeśli takiemu gogusiowi wszystko załatwią rodzice pr
    > zez swoje układy.

    gogusiowi? łatwo obrażasz innych, żółć cię zżera że mają kasę czy o co chodzi?
    otóż przez znajomości to pracę dostają sieroty życiowe, a nie zaradny, świadomy siebie i własnych możliwości młody człowiek mający za sobą zaplecze bezpiecznego finansowo domu, który nie siedział na byle jakich studiach klepiąc regułki na wykładach i paragony w Biedronce by dorobić, tylko podróżował po świecie nabierając życiowych doświadczeń i poznając szeroki rynek przyszłej pracy. ale to trzeba mądrych rodziców mieć a nie skąpiradła ciągnące dziecko w dół by tylko się od dna nie odbiło na pohybel mamusi/tatusia.

  • altz 29.06.11, 17:09
    Jeśli stale jeździ i ma wszystko bez własnego wkładu, to jest to goguś i tyle.
    Mało który z tak rozpieszczonych dzieci odwzajemnia się później rodzicom.
    Tak to widzę, starannie się przyglądam takim rodzicom w późniejszym czasie, lekko nie mają.
    Uważam, że osoby powinny same zapracować na siebie, to wtedy doceniają wsparcie rodziców i nie wydają tego lekkomyślnie.
    W porządnych a bogatych rodzinach o wielowiekowej tradycji, zaczyna się pracę od zmywaka i nikt na to się nie oburza.
    Znam przykłady, gdzie wsparcie rodziców było powodem przyjęciach studenta do pracy na dobrym stanowisku. Gdyby takie osoby miały inne nazwisko, nie miałyby takiej szansy. Sama popatrz, ile dzieci ustawionych rodziców zrobiło choćby karierę w telewizji.
    Doceniam pracę i wykształcenie, ale nie przeceniam, bo widzę, ile osób pracuje za marną pensję, żeby "swój człowiek" dostał wysoką pensję. Umiejętności takich osób są często przeszacowane, znam mnóstwo osób, które po miesięcznym kursie są w stanie zajmować to samo stanowisko i pracować co najmniej tak samo wydajnie. Gorzej jest z językiem, tego się przez miesiąc nie można nauczyć, to fakt.
  • rikol 30.06.11, 13:28
    Jesli ktos nie chce utrzymywac dzieci, to nie powinien ich miec.

    Na przyszlosc polecam prezerwatywy.
  • ryszard_mis_ochodzki 30.06.11, 14:51
    bardziej przydatne niz u kosmetyczki

    jak sie ojciec realizujesz w tym aspekcie?

    popatrz na to tak ze przynajmniej nie zrobi dzieciaka i nie bedzie musial sam bulic alementow smile
  • markl75 30.06.11, 11:15
    to chyba jakis zart? Jak nie to wpolczuje. Pomylilo sie cos uzytkownikowi dydaki, znam takie osoby i zycie weryfikuje im te poglady na zycie. Jezdzic po swiecie mozna jak sie na to zarobismile
  • z_mazur 29.06.11, 16:26
    Tak, te "zadbany" szczególnie interesuje pracodawców. smile)))

    Ja też znam takie przypadki, gdzie pracowity absolwent studiów o poszukiwanym przez pracodawców kierunku, bez problemu znajdował sobie pracę. Rzadko jednak przekraczała ona na początku średnią krajową (chyba znam jeden taki przypadek), reszta musiała się zadowalać zupełnie innymi kwotami (ba, od niektórych firmy chciały na początku nawet wolontariatu). Znam też dwa przypadki (na szczęście tylko dwa, bo akurat w takim środowisku się obracam, ale podejrzewam, że jest takich więcej), gdzie rozbestwiony absolwent jakiegoś marketingu, albo innej anglistyki, siedzi na garnuszku rodziców, bo za 2 tys. na rękę, to on nie będzie pracował.

    Ale temat nie o tym, tylko o tym, że normalny rodzic, poza zobowiązaniami wynikającymi z prawa - czyli zapewnienie utrzymania dzieckau, resztę nakładów na dziecko może ponosić w dowolnej wysokości, uzależnionej zarówno od jego dochodów, ale równiez od jego decyzji wychowawczych. Będzie chciał wysłać dziecko do kosmetyczki - proszę bardzo, kto mu zabroni? Nie będzie chciał (no bo ma przecież prawo nie chcieć), to kto go do tego zmusi? Rzecznik praw dziecka? Trybunał Praw Człowieka? A może jakaś Helsińska komisja?

    W momencie stania się płatnikiem alimentów, tego prawa zostaje pozbawiony i jak nie będzie chciał zapłacić, to się go do tego zmusi. To jest równość wobec prawa?


    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • tricolour 29.06.11, 16:30
    ... bo kosmetyczka to nie jest higiena. Higiena to codzienne mycie, zmiana bielizny, pranie rzeczy itp czynności związane z codziennością. Kosmetyczka na dojrzewającą cerę jest zabiegiem trwającym rok, góra trzy. Wlicznie jej do alimentów oznacza, że jest to stały wydatek do końca okresu alimentacyjnego czyli nawet wtedy gdy nie będzie potrzeby. A alimenty mają być na potrzeby, a nie na niepotrzeby.

    Poza tym matka wyraźnie pisze, że wliczyła całość kosztów kosmetyczki do alimentów. Bo gdyby wliczyła tylko część, to kwota 280zł (jako część ojca) by oznaczała, że młodzieniec zostawia u kosmatyczki z pięć stów miesięcznie. Zatem wyraźnie widać, że mamusi wisi i powiewa ile kosztuje kosmetyczka, bo ona za nią nie płaci nawet złamanego grosza. I o to się rozchodzi: o rozrzutność cudzych pieniędzy.
  • zabelina 29.06.11, 16:50
    Leczeniem problemów skórnych, w tym trądziku zajmuje się lekarz dermatolog a nie kosmetyczka. Dawne tzw. "oczyszczanie twarzy" dokonywane przez kosmetyczkę odchodzi do lamusa, uważane jest za zbyt inwazyjne i działające szkodliwie. Obecnie walczy się z tzw. trądzikiem młodzieńczym farmakologicznie i za pomocą róznego rodzaju preparatów zmiękczających i złuszczających, najczęściej zawierających witaminę A.
    Uznanie przez sąd wydatku na kosmetyczkę jako pozycję do wyliczenia alimentów wydaje mi się nierealne.

    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • dydaki 29.06.11, 16:53
    bój się boga kobieto, wilu facetów podniesie larum że matka wyłudza pieniądze na lekarza dermatologa i medykamenty i ze zdrowego syna inwalide robi na złośc ojcu wink
  • belle.du.jour 30.06.11, 11:24
    mój syn (15 lat) chodzi regularnie do mojej kosmetyczki i nie ma mowy o "czyszczeniu" jak za dawnych lat. Używane są właśnie preparaty odpowiednie dla skóry (zmiękczające, złuszczające) i wygląd jego skóry poprawił się znacznie przez ostatni rok. Nie widzę powodu by szprycować dzieciaka antybiotykami przez 6 miesięcy lub dłużej jeśli trądzik nie jest bardzo zaawansowany. A tatuś tutaj widocznie ma pieniądze ale skąpi bo on z pryszczami chodził i było dobrze. Taki ton świadczy o tym, że widzi swojego syna głównie przez pryzmat wydatków. Jak się ma dzieci to trzeba się liczyć z wydatkami.. im większe dziecko tym większe wydatki. Ja to nazywam inwestycją we własne dziecko, bo cóż ma się cenniejszego. Dlatego i prywatna szkoła w miarę możliwości, nauka muzyki, języki, sport, rozwijanie pasji etc. Wszystko to, czego będzie potrzebował w dorosłym życiu. Oczywiście w rozsądnych granicach i bez rozpieszczania. Czy gdyby dzieciak potrzebował aparatu ortodontycznego to też byłby to zbędny wydatek? Leczenie ortodontyczne mojego kosztowało krocie ale ma i dobry zgryz i ładny uśmiech. Nie żałuję ani grosza.
  • zabelina 30.06.11, 11:43

    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • mali_kali 30.06.11, 14:38
    Gadasz trzy po trzy. Rodzic musi najpierw chciec takie rzeczy zapewniac.

    Chcesz kogos przekonac, ze wydatki na kosmetyczke sa niezbedne do zycia???!!!

    Prywatna szkola, muzyka i jezyki - tak jak najbardziej. Ale DOBROWOLNIE!!! Inaczej potrzeby kazdego z nas sa nieskonczone i mozna takie potrzeby mnozyc w nieskonczonosc, a drugi rodzic bedzie musial spelniac wszystkie zachcianki dziecka. Normalna sytuacja jest, ze rodzic powinien wspoluczestniczyc w podjeciu decyzji, a nie sila mu narzuca sie utrzymywanie kosmetyczek i innych pomyslow.
  • altz 30.06.11, 14:55
    > Prywatna szkola, muzyka i jezyki - tak jak najbardziej. Ale DOBROWOLNIE!!! Inac
    > zej potrzeby kazdego z nas sa nieskonczone i mozna takie potrzeby mnozyc w nies
    > konczonosc, a drugi rodzic bedzie musial spelniac wszystkie zachcianki dziecka.
    > Normalna sytuacja jest, ze rodzic powinien wspoluczestniczyc w podjeciu decyzj
    > i, a nie sila mu narzuca sie utrzymywanie kosmetyczek i innych pomyslow.
    Dlatego dobrą sprawą jest wspólne konto na potrzeby dziecka.
    Podstawowe potrzeby to jest minimum z alimentów, a inne sprawy opłaca się ze wspólnego konta w ten sposób, że można podjąć gotówkę i zapłacić, o ile się połowę tek kwoty wpłaci wcześniej na rachunek, wtedy drugą część można podjąć z konta z wpłaty drugiego rodzica.

    Znam przypadki, gdy przy takim traktowaniu sprawy, wyjazdy zagraniczne przestały być konieczne, inne wydatki również. smile
    Znam też przykłady, gdy ojciec sam opłacał dodatkowo wyjazd wakacyjny dziecka razem z matką i wyjazdy były, a gdy podniesiono alimenty sugerując koszty tych wyjazdów, to się wyjazdy nagle skończyły. wink
  • dydaki 29.06.11, 16:51
    nigdzie nie jest napisane, że alimenty się płaci rowno pół na pół. rodzice się składają na utrzymanie a w jakiej proporcji płacą to rozstrzyga się na sprawie sądowej. ojciec chyba nie jest jakiś niekumaty żeby słowa nie powiedzieć jeśli uważa coś za nieprawidłowe.
  • dydaki 29.06.11, 17:00
    i jeszcze jedno; alimenty są na bieżące potrzeby. nie widzę powodu do nie dodawania teraz do kwoty alimentów wydatków na to co aktualnie dziecku jest potrzebne tylko dla tego, że średniostatystycznie możliwe że za 4 lata już potrzebne nie będzie.
  • dydaki 29.06.11, 17:05
    i jeszcze /bo wychodzę i wyjśc nie mogę/ , w interesie obojga rodziców jest się dzieckiem interesowac by wiedzieć na co idzie kasa
    jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jakie dzieciak ma potrzeby i czy syn potrzebuje jeszcze kasy na pryszcze czy może już na prezerwatywy.
  • zmeczona100 29.06.11, 17:40

    > jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jak
    > ie dzieciak ma potrzeby

    Otóż to!

    Poza tym- jaki problem, aby to ojciec umawiał wizyty np. u kosmetyczki, dentysty czy innego specjalisty, a potem szedł z dzieckiem na wizytę i ją opłacał? Musi być matka? Nie sądzę.
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • tricolour 29.06.11, 22:09
    Jeśli ojciec się wcale nie interesuje, to kosmetyczkę doliczmy do alimentów. A jeśli się interesuje, to ma umówić, pójść i zapłacić z własnej kieszeni za zabieg, tak?

    No i o tym jest ten wątek.
  • zmeczona100 29.06.11, 22:55
    Jak się interesuje, to normalne, że i w tej kwestii bierze udział w wychowaniu dziecka. Wtedy nie pyta i nie rozdziawia z wrażenia gęby wink

    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • tricolour 29.06.11, 23:04
    ... skoro ojciec się nie interesuje (jak podejrzewam) wcale, to płaci. Ty pod potrzeby i alimenty podciągasz wszelkie wydatki nawet mniej sensowne (z punktu widzenia alimentów), a facet opędza się banknotami i kupuje sobie spokój.

    Tam podejrzewam to funkcjonuje.
  • zmeczona100 29.06.11, 23:38
    Facet ma generalnie wszystko w dupie- nawet sprawa golarki to był mój problem uncertain No ale tak było i wcześniej, więc nawet nie oczekiwałam, że będzie inaczej.
    Dlatego pisałam, piszę i nadal będę pisać o tym, iż zazdroszczę tym, których ojcowie biorą normalny udział w życiu dziecka, a nie są tylko kumplami do kina czy na kręgle.



    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • tricolour 29.06.11, 23:50
    ... wiesz, chcę to napisać jakoś na tyle delikatnie, by Cię znów nie urazić gdy przecież nie mam takich intencji.

    Chodzi mi o to, by z tego wdupiemania ojca i Twojej zapobiegliwości nie wyszła jakaś taka trująca mieszanka. Że dzieciak wychowa się zaspokojony materialnie, ale jakoś wyjałowiony z uczuć. Że pieniądze staną się ekranem (w sensie izolacji) między realnym światem, w którym jest też miejsce na niechęć czy nienawiść do lekceważącego ojca.

    Rozumiesz? Chodzi o to, by kasa (relaksująca kosmetyczka, oddany komputer, czy później - praca zawodowa) nie były ucieczką przed dniem codziennym: szarym, często nudnym, znojnym.
  • zmeczona100 30.06.11, 00:08
    Tri, kiedy własnie nie jest to możliwe smile
    Pieniądze traktuję jako środek, a nie cel sam w sobie. One nie mają zastąpić czy zrekompensować ojca; mają po prostu służyć jego rozwojowi.
    W ubiegłym roku sfinansowałam pobyt syna w Londynie- zysk jest wielokrotny, bo syn zobaczył, ile od niego zależy, że nauka tam i życie są w zasięgu jego możliwości- tylko musi się uczyć. W efekcie miał jedną z najwyższych średnich w klasie i zdecydowanie najlepszy z j. obcych i wcale nie ukrywał, że to przez pobyt własnie tam. Ja za niego uczyć się nie będę, wie tez, że nie stać mnie na pokrycie kosztów jego nauki tam, więc jeśli mu będzie nadal zależało na wyjeździe, to albo będzie musiał być na tyle dobry, aby otrzymać stypendium, albo po prostu pracować tam i opłacać studia.
    Pieniądze były mi potrzebne, aby dostrzegł swoje możliwości i nabrał motywacji, bo wybór ma.
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • tricolour 30.06.11, 00:19
    ... bo i tak pozostaniemy przy swoich opiniach.

    Zwracam jednak uwagę, że kategoryczne odrzucenie jakiejś opcji (" Tri, kiedy własnie nie jest to możliwe") nawet gdy wydaje się ona nieprawdopodobna do granic niemożliwości czyni bezbronnym na taką opcje. To tak jak z naszym rozwodem, który wydawał się niemożliwy, a jednak się zdarzył i zżarł kilkanaście lat życia.
  • zmeczona100 30.06.11, 00:27
    kategorycznie nie odrzuciłam, bo napisałam, że właściwie odrzucam, a nie wykluczam- jak mamy być dokładni.
    O tak oczywistych sprawach jak relacje z własnym dzieckiem, to nawet nie ma jak pisać.
    To nie od nadmiary pieniędzy dzieci głupieją.

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • mali_kali 30.06.11, 14:43
    Czy ktos czyta te idiotyzmy po napisaniu? Ojciec ma byc kims wiecej niz kumplem na kregle i do kina??? Wymiekam... To niech dziecko zamieszka z ojcem, wtedy bedzie kims wiecej.

    Aaaa... No tak. Rozwiodlas sie i wyrzucilas tego ojca z mieszkania dziecka. Wlasnie. Zjesc ciastko i miec ciastko.

    Dziecko nie ma ojca, a tylko kumpla, bo tak sobie postanowilas. Trzeba bylo zostac przy mezu, to dziecko mialoby ojca.
  • jarkoni 01.07.11, 18:50
    mali_kali napisał:

    > Czy ktos czyta te idiotyzmy po napisaniu? Ojciec ma byc kims wiecej niz kumplem
    > na kregle i do kina??? Wymiekam... To niech dziecko zamieszka z ojcem, wtedy b
    > edzie kims wiecej.
    >
    > Aaaa... No tak. Rozwiodlas sie i wyrzucilas tego ojca z mieszkania dziecka. Wla
    > snie. Zjesc ciastko i miec ciastko.
    >
    > Dziecko nie ma ojca, a tylko kumpla, bo tak sobie postanowilas. Trzeba bylo zos
    > tac przy mezu, to dziecko mialoby ojca.

    Rzadko, bardzo rzadko, bardzo bardzo rzadko, ale czasami myślę podobnie....
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • zabelina 29.06.11, 22:06
    dydaki napisała:


    > jeśli ojciec będzie się na bieżąco z synem kontaktował to i będzie wiedział jak
    > ie dzieciak ma potrzeby i czy syn potrzebuje jeszcze kasy na pryszcze czy może
    > już na prezerwatywy.

    Może jestem konserwatywna, ale osobiście uważam, że na prezerwatywy to syn powinien już sam sobie zarobić.


    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • markl75 30.06.11, 11:18
    Boze bron przed takim pijawkamismile
  • rarely 29.06.11, 17:06
    dydaki napisała:

    > Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24
    > latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku.
    > A po 2 latach może przebierać w ofertach firm. Bo takie przykłady znam.
    >

    to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia krajowa w Polsce to ok 35000 brutto a największe bezrobocie jest wśród absolwentów więc proszę o źródło albo wystarczy jaka uczelnia jaki wydział i w jakiej firmie po roku jest 6000 netto bo to jest 9 000 brutto
  • zmeczona100 29.06.11, 17:18
    > to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia krajowa w
    > Polsce to ok 35000 brutto

    Czyli są tacy, którzy zarabiają 1200 netto i tacy, którzy miesięcznie wyciągają i po 15 000 zł. Co kogo interesuje średnia? Chyba, że chodzi o średnią w swoim zawodzie.

    > a największe bezrobocie jest wśród absolwentów

    Masz na myśli tych po socjologii, politologii, psychologii, marketingi, polonistyce czy historii?
    Są też inne kierunki- np. inżynierskie, czy choćby prawo, architektura, budownictwo itp.


    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • sonia_30 29.06.11, 17:25
    I prawnik czy architekt z rocznym doświadczeniem i bez znajomości wyciąga po roku pracy 6 netto miesięcznie? Heheheh taaa... science fiction .. z naciskiem na fiction.
    --
    Historia Frodo to historia wszystkich żonatych mężczyzn, którzy z narażeniem życia próbują się pozbyć oddziałującego na psychikę pierścienia
  • zmeczona100 29.06.11, 17:36
    Sonia, ja nie mówię o zarobkach absolwenta.
    Doświadczenie u prawników czy geodetów daje w konsekwencji przyrost zarobków, a w przypadku wcześniej wspomnianych przykładów- nie.
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • sonia_30 29.06.11, 17:45
    Zgadza się, ale dyskusja wywiązała się na bazie posta dydaki, dotyczącego zarobków absolwenta, abstrakcyjnych zupełnie.
    --
    Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.
  • rarely 08.07.11, 13:51

    zmeczona100 napisała:

    > Sonia, ja nie mówię o zarobkach absolwenta.
    > Doświadczenie u prawników czy geodetów daje w konsekwencji przyrost zarobków, a
    > w przypadku wcześniej wspomnianych przykładów- nie.

    prawnik z rocznym doswiadczeniem to nie ma nawet aplikacji zeby miec aplikacja to kilka lat musi pracowac i jescze ją zdać

    a z geodeta po studiach i 6000 netto to chyba żes sen erotyczny miała
  • zmeczona100 08.07.11, 13:57
    ja pisałam o rocznym doświadczeniu??
    Naucz się lepiej czytać i się nie ośmieszaj.
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • wkkr 30.06.11, 13:03
    tych co biorą 6000 po roku pracy jest naprawdę niewielu.
    A tych za 1200 całe mrowie.
  • rarely 08.07.11, 13:46
    zmeczona100 napisała:

    > > to ciekawe możesz podac żrodło tych informacji bo póki co to średnia kraj
    > owa w
    > > Polsce to ok 35000 brutto
    >
    > Czyli są tacy, którzy zarabiają 1200 netto i tacy, którzy miesięcznie wyciągają
    > i po 15 000 zł. Co kogo interesuje średnia? Chyba, że chodzi o średnią w swoim
    > zawodzie.
    >
    > > a największe bezrobocie jest wśród absolwentów
    >
    > Masz na myśli tych po socjologii, politologii, psychologii, marketingi, polonis
    > tyce czy historii?
    > Są też inne kierunki- np. inżynierskie, czy choćby prawo, architektura, budowni
    > ctwo itp.

    tylko konkretnie wydział firma stanowisko
  • sonia_30 29.06.11, 17:16
    Może i znajdzie, ale to raczej rzadkość, nie norma. 6 tysiaków na rękę to ma specjalista, nie tylko dobrze wykształcony, ale i z doświadczeniem sensownym. Oferta rynkowa jest bardzo szeroka i gdybym miała wybierać pomiędzy wymuskanym i wykształconym młodzieńcem bez doświadczenia, a mniej wymuskanym i równie dobrze wykształconym specjalistą z kilkuletnim doświadczeniem, młodzieniec odpadłby w przedbiegach. Przykład odrealniony.
    --
    Odkładając sprawy na później unika się nudy oraz uczucia że nie ma się nic ważnego do zrobienia
  • andres_nin 29.06.11, 23:05
    przykład jak najbardziej realny (dotyczący specjalisty za 6 koła)
    opowieści o 6 tysiakach na rękę dla absolwenta z rocznym stażem NAWET jak zwiedził Europę i był w Tajlandii tydzień na Phuket i skończył jakąbądź uczelnię nawet z tych lepszych ubawiły mnie setnie
    większość znanych mi ludzi zajmujacych się biznesem liczy dość dokładnie koszty prowadzenia własnej działalności i przelicza je wprost na stopień użytecznosci danego pracownika ... a po nawet najlepszych studiach jest się dopiero na początku drogi rozwoju zawodowego - za zdobywanie doświadczeń się płaci, mnie się wydaje to normalne w każdym bądź razie
    no chyba że mówimy o firmach typu pegenige czy kopalnie miedzi - tam może tyle sie płaci absolwentom i istotny jest nagłówek na dyplomie a nie to czy taki człowiek jest do czegokolwiek przydatny
    wykształcenie jest na pewno ważne choć to jaką uczelnię się skończyło nie determinuje możliwości zrobienia kariery
    a to że niepryszczaci mają trochę łatwiej niż pryszczaci to już dawno zostało stwierdzone przez amerykańskich naukowców którzy zajmują się tego typu dziwnymi badaniami (swoją drogą kto im daje na to kasę??)
  • rarely 08.07.11, 13:48
    andres_nin napisał:

    > przykład jak najbardziej realny (dotyczący specjalisty za 6 koła)
    > opowieści o 6 tysiakach na rękę dla absolwenta z rocznym stażem NAWET jak zwied
    > ził Europę i był w Tajlandii tydzień na Phuket i skończył jakąbądź uczelnię naw
    > et z tych lepszych ubawiły mnie setnie
    > większość znanych mi ludzi zajmujacych się biznesem liczy dość dokładnie koszty
    > prowadzenia własnej działalności i przelicza je wprost na stopień użytecznosci
    > danego pracownika ... a po nawet najlepszych studiach jest się dopiero na pocz
    > ątku drogi rozwoju zawodowego - za zdobywanie doświadczeń się płaci, mnie się w
    > ydaje to normalne w każdym bądź razie
    > no chyba że mówimy o firmach typu pegenige czy kopalnie miedzi - tam może tyle
    > sie płaci absolwentom i istotny jest nagłówek na dyplomie a nie to czy taki czł
    > owiek jest do czegokolwiek przydatny
    > wykształcenie jest na pewno ważne choć to jaką uczelnię się skończyło nie deter
    > minuje możliwości zrobienia kariery
    > a to że niepryszczaci mają trochę łatwiej niż pryszczaci to już dawno zostało s
    > twierdzone przez amerykańskich naukowców którzy zajmują się tego typu dziwnymi
    > badaniami (swoją drogą kto im daje na to kasę??)
  • zmeczona100 29.06.11, 17:23
    dydaki napisała:


    > Ktoś kto nie ma i nie miał kasy ani wyższego materialnego standardu nie zrozum
    > ie, że można żyć inaczej niż za najniższą krajową.

    Sama kasa nie wystarczy wink Potrzebne jest jeszcze trochę inne niż stereotypowe postrzeganie swoich potrzeb. Niektórzy mają forsy jak lodu, ale nie inwestują jej w swój rozwój czy rozwój dzieci, ale w siebie i swoje dzieci- fura, skóra i komóra wink A z butów słoma wystaje wink

    To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fizycznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko osiągają status ich bogatszych rówieśników...

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • sonia_30 29.06.11, 17:27
    Ale temat dotyczy inwestowania w kosmetyczkę, a nie w rozwój!
    --
    Piorunochron na szczycie wieży kościelnej jest najlepszym dowodem na to, że wszyscy miewamy czasami wątpliwości
  • zmeczona100 29.06.11, 17:34
    No proszę Cię....
    Nawet najlepszy absolwent Harwardu z bliznami po pryszczach miałby mniejsze szanse, niż może mniej przygotowany, ale za to nie straszący innych swoim wyglądem absolwent UJ. Oczywiście, mam na myśli pracę w kontakcie z innymi; taki programista czy informatyk pewnie nie musi mieć alabastrowej skóry wink

    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • sonia_30 29.06.11, 17:49
    Stanowiska na które wymagana jest alabastrowa skóra raczej nie wymagają dyplomu Harvardu czy UJ.. troszkę się chyba zagalopowałaś w fantazjach
    --
    Rodzina - grupa osób zbierających się okresowo celem przeliczenia i pobiesiadowania z okazji zmiany ich liczby.
  • jarkoni 01.07.11, 18:58
    zmeczona100 napisała:

    > No proszę Cię....
    > Nawet najlepszy absolwent Harwardu z bliznami po pryszczach miałby mniejsze sza
    > nse, niż może mniej przygotowany, ale za to nie straszący innych swoim wyglądem
    > absolwent UJ. Oczywiście, mam na myśli pracę w kontakcie z innymi; taki progra
    > mista czy informatyk pewnie nie musi mieć alabastrowej skóry wink

    No tak, pryszcze to koniec kariery...
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • motylewbrzuchu123 29.06.11, 17:38
    " To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fizy
    > cznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko osiągają
    > status ich bogatszych rówieśników..."
    To wyjątkowo niesmaczny przykład, dostawanie się na studia a potem staże i aplikacje raczej nie ma nic wspólnego z inwestowaniem w rozwój czy cechowaniem się wysoką kulturą. I wyjątkowo krzywdzące wobec dzieci ze środowisk popegeerowskich. Dawno czegoś tak wstrętnego nie czytałam.
  • zmeczona100 29.06.11, 17:55
    Motyle, co w tym niesmacznego, że dzieci z biednych środowisk nie mają żadnych szans, jeśli nie mają wsparcia np. w postaci stypendium plus do tego rodziców inaczej myslących? Pisałam, że same pieniądze niczego nie załatwią, ale bez nich ambitne plany też nie będą realizowane.
    Biedą dzieci popegeerowskich jest to, że nie wiedzą, iż można żyć inaczej, a nawet nie mają na to szans. Oczywiście uogólniam, ale chodzi mi o przykład, że same pieniądze albo ambicje nic nie zdziałają- muszą iśc w parze.

    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • panda_zielona 29.06.11, 22:02
    " To dlatego pewnie dzieci adwokackie czy lekarskie nie lądują na budowie za fi
    > zy
    > > cznych, a z kolei dzieci ze środowisk popegeerowskich wyjątkowo rzadko os
    > iągają
    > > status ich bogatszych rówieśników..."

    Nie lądują na budowie, bo w większości tatusiowie załatwiają im studia, a potem intratne posadki. A już środowisko prawnicze to zamknięta kasta i bardzo ciężko się wybić.
  • errormix 29.06.11, 18:52
    Po przeczytaniu powyższego postu nasunął mi się jeden wniosek:

    Możesz mieć pięć fakultetów, możesz znać trzy języki, możesz zjeździć cały świat, by przygotować się do przyszłej pracy, możesz mieć powalające doświadczenie, ale....

    jak masz pryszcze, to i tak cię nie przyjmą.

    --
    Zaintrygował cię mój post? Masz ochotę do mnie napisać, poznać? Przeczytaj najpierw to
  • zmeczona100 29.06.11, 18:56
    Error, pewnie trochę przesadzasz wink
    Ale gdybym miała wybór, to skreślam pryszczatą osobę, jeśli miałaby pracować w obsłudze klienta...
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • zmeczona100 29.06.11, 18:57
    PS To tak samo, jak z wyborem życiowym partnera wink
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • tricolour 29.06.11, 21:43
    ... to nie jest bogate miejsce z zarobkami 6000 netto zaraz po stażu.
  • mola1971 29.06.11, 22:27
    Nie wymaga również nieskazitelnej cery bo BOK obecnie to najczęściej call center a przez telefon twarzy nie widać. No, przynajmniej na razie smile
  • maniasza 29.06.11, 23:19
    mola1971 napisała:

    > Nie wymaga również nieskazitelnej cery bo BOK obecnie to najczęściej call cente
    > r a przez telefon twarzy nie widać. No, przynajmniej na razie smile

    Molu, obsługa klienta dziś ma bardzo szerokie znaczenie, to może być call center, może być adwokat, lekarz, jak równiez informatyka, czy sprzedaż jogurtów. Cała gospodarka dziś jest oparta na usługach i ścisłej specjalizacji,
    U mnie w pracy młodzież zaraz po studiach dostaje na IT HelpDesku (tier 1 , ew 2) - 3,5 - 4 brutto na starcie. To jest standard. Wystarczy, by znali biegle przynajmniej jeden język obcy (oprócz angielskiego) i minimalną, użytkową, wiedzę z IT. Jest tez masa ludzi, którzy jeszcze studiują na czwartym/piątym roku i pracują, stawki mają nieco niższe niż ci, po skończonych studiach, tym niemniej, osiągają zarobki nieraz większe, niż ich rodzice.
    Taka jest kolej rzeczy i tak powinno być.

    ps. masz znajomych z Krakowa lub chętnych do przeprowadzki znających języki obce a szukających pracy? Dawaj na priv. mamy ponad 40 wakatów w tej chwili.


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 29.06.11, 23:35
    Z wakatami sama walczę uncertain Mojego Młodego mogłabym Ci polecić, ale właśnie dziś był na rozmowie kwalifikacyjnej i prawdopodobnie dostanie tę pracę. Poza tym on do Kraka się nie wyprowadzi bo w Wawie od października zaczyna studia zaoczne na wymarzonej uczelni.
    Ale jakbym coś wiedziała to dam Ci znać. Młodego zapytam.

    P.S.
    Co do obsługi klienta to wiem, że to szeroki zakres. Ino się trochę wyzłośliwiałam wink
  • maniasza 29.06.11, 23:38
    Spokosmile Tez się lubię czasami, no.., wyzłośliwić smile
    Powodzenia dla Młodego!


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 29.06.11, 23:44
    Nie dziękuję by nie zapeszyć smile
  • zmeczona100 29.06.11, 23:45
    > ps. masz znajomych z Krakowa lub chętnych do przeprowadzki znających języki obc
    > e a szukających pracy? Dawaj na priv. mamy ponad 40 wakatów w tej chwili.

    Ekhm... Angielski biegły, hiszpański średni i ciągle w trakcie nauki, portugalski (płd amerykański) podstawy i w trakcie nauki- może być? Tzn. znam kogoś, kto chętnie zmieni swoje aktualne miejsce pracy, a jest z Krakowa właśnie.

    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • maniasza 30.06.11, 00:07
    Pisz na priv.
    Angielski nie musi być biegły, wystarczy dobry, ważne połączenie - hiszpański i portugalski (istny rarytas), choć Hiszpanie i Portugalczycy przyjezdżaja tu ochoczo (wśród Polaków - pustka), oraz francuski i rosyjski - nie do odnalezienia w Polsce, a też ani Francuzi, ani Rosjanie nie kwapią się tu przyjeżdżać. uncertain


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • zmeczona100 30.06.11, 00:25
    Aaa, rosyjski- podstawowy, zapomniałam dodać smile
    Podeślę dziewczynie Twojego maila gazetowego, to sama się odezwie do Ciebie.

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • jarkoni 01.07.11, 19:08
    maniasza napisała:

    > Pisz na priv.
    > Angielski nie musi być biegły, wystarczy dobry, ważne połączenie - hiszpański i
    > portugalski (istny rarytas), choć Hiszpanie i Portugalczycy przyjezdżaja tu oc
    > hoczo (wśród Polaków - pustka), oraz francuski i rosyjski - nie do odnalezieni
    > a w Polsce, a też ani Francuzi, ani Rosjanie nie kwapią się tu przyjeżdżać. uncertain

    O kurde, Maniaszo, angielski i rosyjski wystarczy? I niemiecki? A dlaczego nie w Łodzi?????
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • zmeczona100 29.06.11, 22:53
    Jeśli masz na myśli callcenter czy kasę to masz rację. Ja jednak mam na myśli innego klienta- np. u adwokata, lekarza czy projektanta wink
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • sonia_30 29.06.11, 19:00
    Jak jesteś brzydki i nieforemny raczej też nie. Najlepiej już teraz w ramach alimentów zaplanować pulę na przyszłą operację plastyczną, implanty, korektę sylwetki i inne bajery, coby zwiększyć szanse dziecka w wyścigu o stołek.
    --
    Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.
  • errormix 29.06.11, 19:18
    sonia_30 napisała:

    > Jak jesteś brzydki i nieforemny raczej też nie. Najlepiej już teraz w ramach al
    > imentów zaplanować pulę na przyszłą operację plastyczną, implanty, korektę sylw
    > etki i inne bajery, coby zwiększyć szanse dziecka w wyścigu o stołek.

    U mnie może być problem. Zakres robót chirurgicznych byłby pewnie tak duży, że alimentów z 10 lat by pewnie nie wystarczyło. Na szczęście te moje kosmetyczne dylematy jedynie teoretyczne są, bo ex jak alimentów nie płaciła tak nadal nie płaci.

    --
    Zaintrygował cię mój post? Masz ochotę do mnie napisać, poznać? Przeczytaj najpierw to
  • kalpa 29.06.11, 19:51
    Jako nastolatka miałam straszny trądzik. na tamte czasy comiesięczne wyjścia z mamą do kosmetyczki były w oczach wielu fanaberią a juz na pewno obciążały budżet mamy. Mimo to przez 2 lata regularnie ze mną chodziła do prywatnego gabinetu renomowanej kosmetyczki. Byc może to uratowało mnie od dziur i blizn po saczacych sie niemal pryszczach. Byc może problem tego młodzieńca jest z podobnej półki i matka po prostu chce mu pomóc. Nie znam jej, ani tego konkretnego przypadku- byc może to naprawde nie jest zadna fanaberia i proba udupienia ojca.
    --
    Taniec i wiatr to moje żywioły!
  • ekscytujacemaleliterki 30.06.11, 12:19
    Gdygbym przeczytała ten wątek kilka lat temu to zażyczyłabym sobie w ramach alimentów większe cycki!!!!
    A teraz to już dawno przepadło, ehhhhhhh
    --
    "Za nieobecnych przyjaciół, stracone miłości, starych bogów i porę mgieł.
    I niech każdy z nas odda diabłu co jego"

    www.youtube.com/watch?v=1hiEXwyto4k
  • szizumami 30.06.11, 09:09

    na temat szarego mydła ---- zapytaj sie kosmetyczki-jakie ma walory!
  • z_mazur 30.06.11, 11:22
    Tia, to tak jakby proponować: "zapytaj się prawnika jakie ma walory samoreprezentowanie się w sądzie". wink

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • jacek226315 30.06.11, 12:30
    dydaki Ty nie rozumiesz meritum sprawy.Moze jeszcze dzieciakowi ojciec ma fundowac prezerwatywy lub dawac alimenty na pokrycie skrobanki syna dziewczynie kiedy sy zapomni prezerwatywe wlozyc.? W d...niektorym sie poprzewracalo
  • wkkr 30.06.11, 13:01
    6tyś miesięcznie po roku to nie jest żaden standard ale wyjątek.
    Najwyraźniej nie znasz realiów np. warszawskich.
  • czlowiek-na-torze 30.06.11, 21:39
    > Sorry, ale dobrze wykształcony, znający języki i zadbany-obeznany ze światem 24
    > latek znajdzie pracę za 3 tysiaki na rękę na dzień dobry i 6 tysiaków po roku.

    Może w Warszawie... ale uogólnianie tego na Polskę to mocna nieścisłość.

    --
    To nie ja, to chyba Człowiek Na Torze
  • nangaparbat3 29.06.11, 22:14
    A może to nie kosmetyczka, tylko lekarz kosmetolog?
    Zresztą teraz są i kosmetyczki z wyższymi studiami.
    A młody chłopiec może mieć dramatyczne problemy z cerą, o jakich większości się nie śni i nie śniło (na szczęście). I można z powodu zakażenia skóry twarzy nawet umrzeć, i poważny trądzik wymaga czasem poważnego leczenia.
    Może najpierw sprawdź, o co chodzi, dlaczego kosmetyczka, etc.
    Bo samo: kosmetyczka - 300 zł - nie znaczy nic.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • tricolour 29.06.11, 23:19
    ... to rejestrujemy się w przychodni i korzystamy z płaconych składek - po to je przecież płacimy. Ma to szczególnie sens gdy schorzenie jest przewlekłe. Zresztą kwota 280zł pokryje nawet zdrowotne ubezpieczenie prywatne, jakich teraz kilka już jest.
  • nangaparbat3 29.06.11, 23:25
    tricolour napisał:

    > ... to rejestrujemy się w przychodni i korzystamy z płaconych składek - po to j
    > e przecież płacimy.

    Nie żartuj sobie.

    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • maniasza 29.06.11, 23:36
    Faktycznie, wygląda na żart, albo na nieznajomość rzeczywistości.
    Ostatnio, jak potrzebowałam naprawdę, ostry stan zapalny, nie byłam w stanie nawet prywatnie sie dostać do ortopedy. Dwa tygodnie skręcałam się z bólu stawu i ścięgna barku, zanim doczekałam się prywatnej wizyty u ortopedy.
    Rozmawiałam ze znajomą, a ona pyta: jak ci się to udało?
    (o prywaciarza chodziło)
    A państwowym więc nie ma co marzyć.


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • tricolour 29.06.11, 23:41
    ... tylko przewlekłej chorobie skóry, bo z tym się przecież chodzi do kosmetyczki (jesli nie w celach rekreacyjnych) - to po pierwsze.

    Po drugie: może warto sobie wybrać taką przychodnię, która zapewni lepszą jakość usług. Przecież nie jesteśmy przywiązani do ziemi.
  • maniasza 30.06.11, 00:01
    tricolour napisał:

    > ... tylko przewlekłej chorobie skóry, bo z tym się przecież chodzi do kosmetycz
    > ki (jesli nie w celach rekreacyjnych) - to po pierwsze.

    Co do kosmetyki, ja tez widze , że mój syn ma jakieś tam pryszczyki, taki wiek. Ale to normalne, wystarczy dbać i higienę i samo przejdzie wraz z burzą hormonalną.
    Ale na przyklad widziałam niedawno jego kolegę - to chłopak ma jeden wielki ropień na twarzy, twarz - to rana nie gojąca się. I tutaj tylko lekarz może pomóc. I pewnie nie ze slużby panstwowej. Bo to jest ostry stan zapalny. (na marginesie - chłopak ma pełną rodzinę)


    >
    > Po drugie: może warto sobie wybrać taką przychodnię, która zapewni lepszą jakoś
    > ć usług. Przecież nie jesteśmy przywiązani do ziemi.

    Jakby te przychodnie były..., to tak. Albo, jakby ci lekarze byli. Ale ich nie ma.
    Ja mam ubezpieczenie z NFZ, i mam z pracy zapewnioną opiekę zdrowotną. Ani tam, ani tam, jak trzeba było - nie dało się dostać do lekarza specjalisty, kiedy potrzebowałam, teraz, już.
    Dostałam się, po dwóch tygodniach oczekiwania i brania potęznie przeciwbólowych leków, kiedy nie zazywam leków żadnych, nigdy, w ogóle. Nic nie dzialało. Lek co mozna zazywać dwa razy na dobę, zażywałam co 2-3 godziny, inaczej nie szło wytrzymać z bólu.
    Dostalam się ostatecznie z polecenia, prywatnie. Wizyta trwała raptem 15 min. Zapłaciłam , co trzeba.
    Nie ma z czego wybierać, niestety.
    Strach pomyśleć, jeśli by się stało dziecku coś poważnego. Tylko jechać zagranicę do...polskich lekarzy wink



    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • zmeczona100 29.06.11, 23:47
    Tak mówią osoby zdrowe wink
    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • mola1971 29.06.11, 23:39
    W ramach NFZ tak samo se skorzystasz z kosmetologa jak i ze stomatologa tongue_out
    I tak samo skutecznie będziesz leczył stwardnienie rozsiane. Czego oczywiście Ci nie życzę. To tylko pierwsze z brzegu przykłady.
  • zmeczona100 29.06.11, 23:56
    Tri.... wink
    W małej mieścinie za podstawowe zabiegi zapłacisz o wiele mniej, niż w dużym mieście; a ja mieszkam w większym wink Poza tym- to nie są jakieś wymyślne zabiegi na zropiałą cerę- to jest normalny nastolatek, z cerą, która wymaga różnych zabiegów pielęgnacyjnych- w tym i oczyszczania. Pewnie 50 km dalej wizyta byłaby tańsza, ale opcja z dojazdem to nie tylko koszty dojazdu, lecz także i czas.

    Zresztą, dyskusja jest bez sensu, bo każdy żyje na innym poziomie i ma inne potrzeby. Mój wyjeżdża na wakacje, ale nie znowu jakieś wymyślne; a są przecież tacy jego rówieśnicy, którzy polecą do Brazylii; z drugiej strony i tacy, którzy nie wyjadą nigdzie. Dla mnie wyjazd do Brazylii jest poza zasięgiem, a dla kogoś innego- nawet pobyt na obozie harcerskim w Bieszczadach. To samo dotyczy kosmetyczki wink


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • der1974 29.06.11, 23:58
    Przykro to powiedzieć ale jednak. Tri i Mazur kompromitujecie siebie jako ojców. Jeśli się spłodziło dzieciaka to trzeba o niego dbać, a nie wyliczac każdy grosz. A już zwłaszcza jak się kolejnego bahora zrobiło, to tym bardziej treba dbac o poprzednie.
    --
    5.3.11
  • mola1971 30.06.11, 00:04
    A to Mazur ma nowe dziecko? Nie wiedziałam. Pisał tylko o tym, że ma nową (nie wiem którą bo mimo ścisłego umysłu w kalkulacjach już się pogubiłam a i co nieco pewnie mi umknęło) panią. Bo, że Tri ma dziecko to wiem. I życzę jego Małemu wszystkiego co w tym życiu najlepsze smile
  • maniasza 30.06.11, 00:13
    mola1971 napisała:

    > . Bo, że Tri ma dziecko to wiem. I życzę jego
    > Małemu wszystkiego co w tym życiu najlepsze smile

    ??? Serio?
    Tri, serio?



    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • tricolour 30.06.11, 00:22
  • maniasza 30.06.11, 22:20
    To wielkie gratulacje, Tricolour!
    Juz wiem, przeczytałam, tu i ówdzie
    Niech rośnie pięknie i zdrowo i nigdy nie będzie "obciążeniem" dla własnych rodziców. wink


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:30
    mola1971 napisała:

    > A to Mazur ma nowe dziecko? Nie wiedziałam. Pisał tylko o tym, że ma now
    > ą (nie wiem którą bo mimo ścisłego umysłu w kalkulacjach już się pogubiłam a i
    > co nieco pewnie mi umknęło) panią.
    Właśnie pomyślałam, że jeszcze nowszą. No - pozazdrościc smile

    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • tricolour 30.06.11, 00:04
    ... bachor jest niewiadomego pochodzenia więc nie ma żadnego obowiązku zajmować się znajdą. Co innego jeśli chodzi o własne dzieci. Z tym, że własne dzieci wychowuje się wedle własnego uznania i może tak się zdarzyć, że ktoś to uzna za kompromitację. Ludzie tak dziwne rzeczy uznają za kompromitację, że nie ma sensu się tym przejmować.
  • zmeczona100 30.06.11, 00:14
    Tri, zgadza się, jednak... po rozwodzie dzieci zaczynają ciążyć rodzicowi alimentującemu i wtedy jakoś dziwnym trafem najlepiej by było, aby miało zaspokojone najbardziej podstawowe potrzeby, bo nie daj Boże jak wyrośnie z niego goguś wink A wcześniej takich obaw nie było smile

    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • tricolour 30.06.11, 00:22
    ... dzieci są zawsze obciążeniem. Nie ma co ukrywać tego faktu.
  • zmeczona100 30.06.11, 00:29
    Ale tak się dziwnie składa, że ten ciężar ciąży po rozwodzie; przed nim jest odbierany jako naturalna konsekwencja decyzji o potomstwie.
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • tricolour 30.06.11, 00:37
    ... z lektury tego forum, że po rozwodzie potrafią ciążyć: nazwisko po wrażym mężu, większe dochody byłego małżonka budzące zazdrość, sprawy majątkowe, nowi partnerzy, dobre relacje nowych partnerów z dziećmi ze starego małżeństwa itp.

    Różne sprawy są ciężarem.
  • zmeczona100 30.06.11, 00:48
    To wszystko zalezy od systemu wartości smile
    Jeśli komuś ciąży własne dziecko, to ... lepiej omijać go łukiem wink
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • mali_kali 30.06.11, 15:02
    A oczywiscie, ze bedzie ciazyc. Trzeba placic, placic i placic.

    1. Wychowanie? Mamusia podejmuje sama wszystkie decyzje i nie zapyta sie nigdy o zgode.
    2. Radosc z przytulania, bycia razem? Mamusia wzial dzieci, a meza wyrzucila z mieszkania.
    3. Obserwacja jak dzieci rosna i sie rozwijaja? Od czasu do czasu, gdy mamusia sie zgodzi, bo co drugie spotkanie odwola z powodu "spraw niecierpiacych zwloki".
    4. Informacje o nauce dzieci? Po nakazie sadu moze zobaczysz swiadectwo, czyli w Warszawie to tak z polrocznym opoznieniem. W trakcie roku szkolnego nie ma co marzyc.

    Do czego sie zatem sprowadza rola ojca po rozwodzie? Tylko do placenia alimentow, bo tylko to jest egzekwowane. Dlatego wlasnie dzieci po rozwodzie staja sie ciezarem.

    Nie chcesz, aby dziecko bylo ciezarem po rozwodzie? Rozwiazanie w jednym zdaniu: traktuj swojego bylego meza z pelnym szacunkiem i jako pelnoprawnego rodzica. Dziecko nie jest Twoja wlasnoscia.
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:33
    tricolour napisał:

    > ... bachor jest niewiadomego pochodzenia więc nie ma żadnego obowiązku zajmować
    > się znajdą. Co innego jeśli chodzi o własne dzieci.
    Mylisz Pan bachora z bastardem tongue_out
    Który też nie jest niewiadomego pochodzenia, tylko nieprawego raczej - z nieprawego łoża tongue_out


    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • tricolour 30.06.11, 18:40
    ... bachorem nazywamy dziecko pozamałżeńskie. Może jest jeszcze jakieś dodatkowe rozróżnienie, ale aż taki biegły w tym nie jestem. W każdym razie encyklopedia pisze jednoznacznie.
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:54
    A tu masz porządny słownik: bachor
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • z_mazur 30.06.11, 00:55
    Powiem szczerze, że mierzi mnie ogólnie prowadzenie rozmowy z kimś, kto określa czyjeś dziezko w normalnej dyskusji "bachorem", i normalnie bym sobie odpuścił, bo to nie mój poziom, ale ten jeden raz odpowiem.

    Śmieszy mnie stwierdzenie odnośnie wydatku 300 zł, że to wyliczanie każdego grosza, ale to tylko kwestia punktu odniesienia, dla jednego to grosze, a dla drugiego to kwota, którą przeznacza na miesięczne utrzymanie jednej osoby w rodzinie.

    Ale nie w tym problem, bo jak trzeba, to ja wydaję na córki potrzeby, ale to sprawa między mną a nią i od mojej decyzji jako rodzica powinno zależeć, czy pokryję taki wydatek czy nie. Ostatnio np. sfinansowałem jej kurs i egzamin na prawo jazdy. Mogłem? Mogłem. Chciałem? Chciałem. A gdybym nie chciał, to byłbym po prostu mniej kochanym ojcem i tyle. Sprawa między mną a córką. Dostała się na studia, więc jak najbardziej na ten wydatek sobie zasłużyła.

    I córka mnie jako ojca rozliczy z dbałości o nią.

    Nie mówimy o wydawanych kwotach na dziecko, tylko o ubezwłasnowalnianiu jednego z rodziców w decyzyjności co do ponoszonych nakładów na dziecko.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • szizumami 30.06.11, 08:42
    powazniejszymi problemami z trądzikeim zajmuje sie tylko dermatolog
    podrzedna kosmetyczka nie rozróżnia podłoża wykwitów hormonalnych od rezultatu alergii pokarmowej np
    a ze zwykłym trądzikiem można sobie poradzić samemu trzymając sie instrukcji,
    przede wszystkim nie rozdrapujac i nie wyciskajac,trzymając sie diety itp
    --wg mnie kosmetyczka---jest mocno naciąganym punktem
    inaczej byłoby gdyby był to lekarz prywatnie

    jesli ktoś uważa,że dbałośc o higiene oznacza notoryczne przebywanie w salonach piekności
    to pieknie--bo SEKTOR I USŁUGnie upadną,ja bardzo sie ciesze
    prosze tylko jeszcze nagminnie korzystac i wliczać do alimentów-MASAZE
    dziekuje
  • mali_kali 30.06.11, 14:56
    Sprawa jest prosta: on bedzie zmuszony placic na ta kosmetyczke. A chcialby miec wybor. Chcialby miec mozliwosc uczestniczenia w podjeciu decyzji.

    Kompromitujesz sie swoja glupota. Widzisz swiat przez czubek wlasnego nosa. Chodzi o to, aby nie spelniac kazda zachcianki, pod przymusem sadowym. Jak mocno trzeba byc opoznionym umyslowo, aby tego nie zauwazyc?
  • jarkoni 01.07.11, 19:18
    der1974 napisał:

    > Przykro to powiedzieć ale jednak. Tri i Mazur kompromitujecie siebie jako ojców
    > . Jeśli się spłodziło dzieciaka to trzeba o niego dbać, a nie wyliczac każdy gr
    > osz. A już zwłaszcza jak się kolejnego bahora zrobiło, to tym bardziej treba db
    > ac o poprzednie.

    Użycie słowa "bahor" dyskwalifikuje Cię absolutnie jako partnera do ewentualnej dyskusji..
    Czytasz czasami to co sam napiszesz? Jakieś refleksje?
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • scindapsus 30.06.11, 09:13
    Smutne że wizyta u kosmetyczki przez dorastającego chłopca jest traktowana jak fanaberia.
    Moi bracia byli regularnie prowadzeni do kosmetyczki przez mamę. Tak jak i mnie prowadziła. Tata nie oponował a wręcz zachęcał.
    Teraz mają ładną cerę i zero blizn.
    Ja widzę/obserwuję i zazdroszczę uczestnikom zagranicznych wycieczek ładnej cery, białych prostych zębów, świeżych włosów.Widac na przykładzie Twojego wątku że w tym kraju jest jeszcze dużo do zrobienia.
    Aha, jak bracia zbliżali się do pełnoletności to pryszczy na twarzy nie mieli bo gospodarka hormonalna im się uspokoiła.
    Teraz nie pytam czy chodzą czy nie bo mnie to nie interesuje.
  • z_mazur 30.06.11, 10:03
    Oczywiście, że to fanaberia. smile

    Na przeciętny młodzieńczy trądzik wystarczy regularne używanie odpowiednich kosmetyków. To nie ospa i w przypadku przeciętnego nastolatka pojedyncze pryszcze nie pozostawiają śladów na całe życie. Zresztą parę pań o tym już tutaj pisało, że inwazyjne oczyszczanie skóry przez kosmetyczkę nastolatkowi, to raczej przeżytek odchodzący do lamusa.

    W przypadku schorzeń skóry zdecydowanie lepiej od kosmetyczki sprawdza się lekarz dermatolog.

    Ale po raz kolejny powtórzę, że temat nie jest o tym, tylko o tym, gdzie jest granica w ingerencji w prywatne sprawy rodziny, jakimi jest decydowanie o sposobie i sumie wydatków ponoszonych na dziecko.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • scindapsus 30.06.11, 10:39
    To Twoje zdanie
    Ty pozostajesz przy swoim ja przy swoim.
    Kłocić się nie będę.
    Ja przyjmuję do wiadomości że często gęsto zwykły płyn nie wystarcza i kosmetyczka to nie jest fanaberia.
    Przykre że dorośli ludzie nie potarfią się dogadac ale wielu rodziców, którzy opuścili swoje rodziny i dzieci najprawdopodobniej by chciało, aby wraz z zakończeniem małzeństwa dzieci też się kończyły.
  • pisanie81 30.06.11, 11:25
    Święte słowa! Alleluja (Matka dostająca 250 zł alimentów na miesiąc na 9latkę...sad
  • niceflower454 30.06.11, 13:55
    do scindapsus-dlatego żadnemu frajerowi nigdy nie ułatwię drogi do ojcostwa zaręczajac sie czy biora slub.Ma głupia gęś w garsci i moze z nia robic co chce.Niestety na rynku prokreacyjnym mniej atrakcych kobiet jest wiecej i one pijda na taki uklad (swiadome swych brakow w konkurencji) i beda z nim mialy dziatwe po promocji.

    Dotyczy to faceta kazdego bez wzgledu na status.
    Tylko głupie idiotki biora slub,a w zasadzie im facet bardziej ustawiony tym bardziej nie wolno sie z nim "chajtać".
  • altz 30.06.11, 14:11
    niceflower454 napisała:
    > do scindapsus-dlatego żadnemu frajerowi nigdy nie ułatwię drogi do ojcostwa zar
    > ęczajac sie czy biora slub.
    Zamierzasz się tylko rozmnażać z frajerami, ale już nie wychodzić za nich za mąż? wink
  • jarkoni 01.07.11, 19:25
    altz napisał:

    > niceflower454 napisała:
    > > do scindapsus-dlatego żadnemu frajerowi nigdy nie ułatwię drogi do ojcost
    > wa zar
    > > ęczajac sie czy biora slub.
    > Zamierzasz się tylko rozmnażać z frajerami, ale już nie wychodzić za nich za mą
    > ż? wink

    Altz, tę niceflower widać własciwie na każdym dostępnym forum, nudzi się i pisze wszędzie. Nie zawracaj sobie głowy jej opiniami..
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • altz 01.07.11, 19:42
    > Altz, tę niceflower widać własciwie na każdym dostępnym forum, nudzi się i pisz
    > e wszędzie. Nie zawracaj sobie głowy jej opiniami..
    Ma duży stres dziewczyna i pewno jakieś poważne przeżycie które to spowodowało.
    Musi swoje emocje przepracować, może za kilka miesięcy to trochę przejdzie. A ponieważ wydaje mi się to szczere, więc mnie zupełnie nie złości, chociaż nielogiczności warto wskazywać.
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:42
    z_mazur napisał:

    > Ale po raz kolejny powtórzę, że temat nie jest o tym, tylko o tym, gdzie jest g
    > ranica w ingerencji w prywatne sprawy rodziny, jakimi jest decydowanie o sposob
    > ie i sumie wydatków ponoszonych na dziecko.
    >

    Ja bardzo przepraszam, ale kto tu ingeruje w prywatne sprawy rodziny? A kto jest wg Ciebie rodziną?
    Bo chyba nie rozumiem.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • altz 30.06.11, 13:42
    > Moi bracia byli regularnie prowadzeni do kosmetyczki przez mamę.(...)
    > Teraz mają ładną cerę i zero blizn.
    Ja nie chodziłem do kosmetyczki i też mam ładną cerę i zero blizn. smile
    Taką potrzebę ma może co 10-ty młody człowiek i też nie co miesiąc, raz na kilka miesięcy, a może nawet raz na pół roku. Jeśli ktoś ma stale problemy, to ja bym się przyjrzał, jaką ma dietę i jaki jest jego ogólny stan zdrowia.
    Chodzi tylko o to, żeby nie było przymusu comiesięcznego chodzenia do kosmetyczki, więc nie powinno to być wpisywane do kosztów jako comiesięczna powinność. Nikt nie przeczy tutaj, że warto iść, jeśli faktycznie jest taka potrzeba, ale coś takiego powinno się zawierać w pozycji "opieka medyczna", a nie "higiena".

    Co do prostych zębów mogę zazdrościć, ale białych już nie, bo wybielanie jest szkodliwe. Dużo się zmieniło pod tym względem w Polsce, dzieci i dorośli(!) nie wstydzą się chodzić z aparatami za zębach, nie wstydzą się pójść do kosmetyczki czy używać kremu itd., więc nie warto narzekać. Jeszcze długa droga przed nami, ale zacząć by trzeba było jednak od naciskania na Ministerstwo Zdrowia na porządną opiekę dentystyczną dla wszystkich dzieci w ramach NFZ, bo to jest teraz największym problemem. Drugi problem występujący powszechnie i wśród biednych i bogatych, to wady postawy. Widać ładne dziewczyny, z prostymi i białymi zębami i fatalnymi wadami postawy, ładnie, wykształcone i garbate. Chłopcy wypadają dużo lepiej pod tym względem, ale może dlatego, że nie unikają ćwiczeń fizycznych. Tak to jest, że mama zaprowadzi do kosmetyczki i wyda jedną ręką na to pieniądze, a drugą ręką wypisuje zwolnienie z zajęć fizycznych i jakoś jej się to nie kłóci.
  • gazeta_mi_placi 30.06.11, 09:58
    Po co Wam (Panowie) dzieci skoro nie chcecie na nie łożyć? Dziecko (także nastolatek) ma także inne potrzeby niż miska żarcia i podstawowe ciuchy.
  • tricolour 30.06.11, 10:39
    ... że Panowie nie chcą łożyć. Tylko z tego, że najpierw jedna matka głośno się zastanawiała, czy niemożnośc pójścia do kosmetyczki (i to matki, nie dziecka, słowami "jak dodatkowo przedstawić fakt, że np. nie chodzę do kosmetyczki") jest istotnym pogorszeniem warunków materialnych uprawniających do alimentów na matkę. Druga zaś doliczyła 280zł do alimentów na dziecko - co stanowi 100% kosztów w tej pozycji - czym dała znak, że matka nie ponosi kosztów kosmetyczki na dziecko, ale domaga się tego ponoszenia.

    Wątek wziął się z absurdalnych oczekiwań stojących w sprzeczności z działaniem oczekujących.
  • ewela1_1 30.06.11, 11:19
    A gdzie jest napisane, że koszty utrzymania dziecka dzieli sie np. 50:50?. Z tego coś ie orientuje to sądy nie stosują juz takiej praktyki, tylko uwzględniają z osobna każde przypadki.

    Ojciec który nie pomaga matce w wychowaniu dzieci, nie widuje się z nimi, nie uczestniczy generalnie w ich życiu i wychowaniu powinien ponosić 100% kosztów utrzymania dziecka/ci.
    -------------
    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
  • altz 30.06.11, 13:50
    > Ojciec który nie pomaga matce w wychowaniu dzieci, nie widuje się z nimi, nie u
    > czestniczy generalnie w ich życiu i wychowaniu powinien ponosić 100% kosztów ut
    > rzymania dziecka/ci.
    I to ma być zabawne? Matka dostaje dziecko, może z nim radośnie mieszkać, a facet tylko ponosi koszty. Mama = same plusy, tata = same minusy. Powinien się zgłosić do Stwórcy, że dostał złą płeć? wink
  • buba12 30.06.11, 11:44
    rzygać się chce jak się to czyta - panowie z_mazur i tricolor... nie chcecie i nie umiecie rozmawiać z byłymi na temat potrzeb dziecka i nie tylko. widać, że chcecie zminimalizować koszty, które w związku z posiadaniam dzieci z poprzednich związków musicie ponosić...
    tak - alimenty nie dotyczą zaspokajania tylko najbardziej podstawowych potrzeb.
    a matki moze nie byc stac na kosmetyczkę, bo to ona ponosi koszty mieszkania, pradu, gazu i wody, prania i prasowania -itp pierdół dotyczacych codzienności dziecka - to tez kosztuje!!!
    a jak dodatkowe koszty kosmetyczki obniżaja standard zycia Twojej nowe rodziny panie z_mazur - to po cos ja zakłądał skoro cie na nią nie było stac...
    liczyłes, ze w momencie rozwodu stara rodzina zniknie???



    PS jestem po rozwodzie. mam prawie dorosłe dziecko i cudowne stosunki z bylym i jego partnerką. nie ma miedszy nami problemow tego typu. a oporcz stałej kwoty alimentów - wydatki ekstra dzielimy na poł. ale bywaja sytuacje gdy ja nie mam kasy (taki zawód) i wtedy moj byly chetnie i SAM je ponosi - wiedzac ze mnie na to po prostu nie stac. bywało i tak ze jego nie bylo stac a ja mialam lepiej i wtedy ja płaciłam i nie czekałam az on mi odda
    WARTO MIEC NIECO SZACUNKU I ZAUFANIA DO BYLEGO PARTNERA I RODZICA WLASNEGO DZIECKA....
  • mali_kali 30.06.11, 15:10
    > tak - alimenty nie dotyczą zaspokajania tylko najbardziej podstawowych potrzeb.
    > a matki moze nie byc stac na kosmetyczkę, bo to ona ponosi koszty mieszkania, p
    > radu, gazu i wody, prania i prasowania -itp pierdół dotyczacych codzienności dz
    > iecka - to tez kosztuje!!!

    Co Ty wypiszujes?! Ojciec przeciez poprzez alimenty takze ponosi koszty mieszkania, gazu i wody, prania i prasowania. Wszystkie koszty sa wrzucane na ojca. WSZYSTKIE.

    Dodatkowo nie rozumiesz (lub nie chcesz rozumiec, bo to niewygodne) , ze tylko podstawowe potrzeby powinny byc obowiazkowe. Co do ewentualnych dodatkowych wydatkow rodzice powinni dogadywac sie miedzy soba. Tymczasem w tym wypadku sad narzuca na ojca wydatki, ktore nie sa obowiazkowe i ktore nie zostaly uzgodnione. Czy to tak trudno zrozumiec...?
  • dydaki 30.06.11, 22:24
    tricolour napisał:

    > ... że Panowie nie chcą łożyć. Tylko z tego, że najpierw jedna matka głośno się
    > zastanawiała, czy niemożnośc pójścia do kosmetyczki (i to matki, nie dziecka,
    > słowami "jak dodatkowo przedstawić fakt, że np. nie chodzę do kosmetyczki") jes
    > t istotnym pogorszeniem warunków materialnych uprawniających do alimentów na ma
    > tkę. Druga zaś doliczyła 280zł do alimentów na dziecko - co stanowi 100% kosztó
    > w w tej pozycji - czym dała znak, że matka nie ponosi kosztów kosmetyczki na dz
    > iecko, ale domaga się tego ponoszenia.
    >
    > Wątek wziął się z absurdalnych oczekiwań stojących w sprzeczności z działaniem
    > oczekujących.



    coś przekręcasz. w jednym wątku kobieta sobie zażartowała o kosmetyczce, co tłumek innych podchwycił żartem (nota bene z twoim udziałem rozpierniczono wątek dziewczyny która jest tuż przed rozwodem i ma nerwy w strzępach) , a Zmęczona zlicza sobie do alimentów zawsze wszystko bo lubi mieć porządek a ile procent z poczynionych nakładów uzyska to sprawa sądu.

    panowie jakoś chyba ci sami przerażeni gdy mowa o kasie

    nie machać dzieci więcej jak taki strach przed alimentami i sprawa załatwiona.
  • tricolour 30.06.11, 23:09
    ... i nie było żadnego przekręcania z mojej strony: Bromba wręcz szukała jak by tu można udowodnić pogorszenie warunków materialnych. I szukała za pomocą kosmetyczki.

    Tymczasem ktoś, kto ma ciężką sytuację finansową raczej wie bez pytania gawiedzi, na co mu brakuje. Nie wymyśla ani kosmetyczek, ani nie używa słowa "status", o którym mowy nie ma w Kodeksie. Bo o ile zgadzam się, że konieczność rezygnacji z kosmetyczki oznacza pogorszenie statusu (podobnie konieczność zmiany auta na starsze, gorsze, tańsze itp) o tyle nie zgadzam się, że taka rezygnacja oznacza istotne pogorszenie sytuacji materialnej.
  • niceflower454 30.06.11, 13:13
    do gazeta_mi_placi-bo nic nie musza robic by miec dzieci.Nawet PRACOWAC ,a co tam dopiero łoszczyć! A jesli juz w zacisnietymi zebami max do matury...
    Tylko problem w tym,ze cale otoczenie msci sie na dziecku,obarcza je oplatami,nie zdajac sobie sprawy,ze ono nie jest w stanie nic tu zdzialac.A kazde jego dzialanie bedzie tylko po to by ulzyc tatusiowi (niewydolnemu rodzicielsko).

    Alimenty na leczenie tradziku powinny byc traktowanie powaznie.To naprawde moze komus zniszczyc zycie i zryc psychike.Tradzik w kazdym wieku!
  • maheda 30.06.11, 11:26
    sęk w tym, że jeśli - dajmy na to - fantastycznie zarabiający ojciec przyzwyczaił dziecko (z racji swoich zarobków) do tej kosmetyczki, do drogich ciuchów, do częstych wyjazdów zagranicznych na wakacje czy jeszcze innych wg Ciebie fanaberii - dlaczego dziecko ma to tracić tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli?
    Wg mnie do obowiązków ojca jest zapewnienie dziecku nadal takiego samego poziomu życia, bo właściwie dlaczego nie? Dlatego, że ojciec się już nie dogaduje z matką? Dlatego, że ojciec ma teraz fanaberię (przykładowo) obsypywać brylantami tuziny kochanek?
    Otóż wg mnie taki ojciec tak długo, jak nie zmieni mu się poziom zarobków czy stopa życiowa, ma obowiązek zapewnienia dziecku takiego poziomu życia, do jakiego go przyzwyczaił.

    Jeśli nie chce płacić wysokich alimentów - powinien był od początku dziecko wychować w klimacie "mam pieniądze, ale Ciebie rozpuszczać nie będę, radź sobie tak, jak dzieci innych rodziców, mniej zarabiających".

    Jeśli jednak ojciec zapewniał dziecku wysoki poziom życia, a po rozwodzie uznaje, że dzieciak powinien żyć na takim poziomie, jak jego gorzej sytuowani koledzy i koleżanki - trudno się oprzeć wrażeniu, że ojciec rozwodzi się także i z dzieckiem.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • zielona.wrona 30.06.11, 11:47
    Otóż wg mnie taki ojciec tak długo, jak nie zmieni mu się poziom zarobków czy s
    > topa życiowa, ma obowiązek zapewnienia dziecku takiego poziomu życia, do jakieg
    > o go przyzwyczaił.
    ??????????????????????
    Czyli najlepiej by bylo, zeby ojciec dziecko od poczatku spartansko wychowywal. Nie bedzie potem problemow.
    A dziecko, jesli ma miec taki sam poziom zycia, jak ojciec, to powinno mieszkac z ojcem. Dlaczego dziecko mieszkajace z matka, ma miec poziom zycia ojca? A jesli ojciec jest biedniejszy, to co? To matka zje bulke z maslem a dziecko dostanie suchy chceb, bo ojciec suchy chleb je? Albo matka pojedzie autem a dziecko posle pieszo, bo ojciec auta nie ma?
    Kto to wogole wymyslil, ze dziecku nalezy sie taki sam standart jaki ma ojciec. Dlaczego akurat ojciec a nie matka? Dziecku nalezy sie podstawowo taki standart, jaki ma rodzic z ktorym dzeicko zyje. Cala reszta jest dobrowolnym gestem drugiego rodzica. I nie inaczej.
    zielona. wrona
  • ewela1_1 30.06.11, 12:08

    Gest??? Gestem moze być sponsorowanie dorosłego dziecka.

    Piszesz o drugim rodzicu jakby był obcym czlowiekiem , a nie jego rodzicielem. Zreszta wszystko zależy od ludzi. Dla jednego nie bedzie gestem, ze pokryje dziecku dodatkowe zajecia, czy kosmetyczką, a drugi bedzie "wyrzygiwał" każdy grosz z wialka łaską, ze ma wyzsze alimenty niż by chciał dostać.
    -------------
    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
  • niceflower454 30.06.11, 14:00
    do zielonawrona-uwierz mi,wiekszosc facetow jest wlasnie tak skąpa,ze chce miec jak najwiecej dzieci i sie nie wysilać..A malzenstwo im to tylko ułatwia...zachowywanie pozorow "wzorowego tatusia".

    Bez malzenstwa byloby i trudno dlatego tak bardzo szczedza dostep do siebie kobietom wyrachowanym,czyli myslacym jak ja,badz leniwym ich zdaniem.Tymczasem jest zupelnie na odwrot.
  • maheda 30.06.11, 15:02
    zielona.wrona napisał:

    > ??????????????????????
    > Czyli najlepiej by bylo, zeby ojciec dziecko od poczatku spartansko wychowywal.
    > Nie bedzie potem problemow.

    Z tego, co mówisz, powinnaś wyciągnąć wnioski, i wymagać dokładnie takiego traktowania od ojca swojego dziecka.
    Ja jestem zdania, że nie trzeba spartańsko, ale za to lepiej się nie rozwodzić.

    > Kto to wogole wymyslil, ze dziecku nalezy sie taki sam standart jaki ma ojciec.

    Jeśli ojciec swoje dziecko kocha, to sam na to wpadnie, nie będzie potrzebował żadnych "wytycznych". No, ale to przy tym założeniu właśnie.

    > Dlaczego akurat ojciec a nie matka? Dziecku nalezy sie podstawowo taki standar
    > t, jaki ma rodzic z ktorym dzeicko zyje. Cala reszta jest dobrowolnym gestem dr
    > ugiego rodzica. I nie inaczej.

    Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozwodzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • mali_kali 30.06.11, 15:14
    > Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozw
    > odzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.
    >

    Nie osmieszaj sie, prosze. Przywolujesz prawo obowiazujace w PL i sie cieszysz. To chore i seksistowskie prawo. I co z tego, ze tak jest w Kodeksie Rodzinnym? Dyskusja jest o tym jak powinno byc.

    To nie sejm. Tutaj nikt prawa nie bedzie zmienial. Mozna co najwyzej wyrobic sobie opinie jak powinno byc.
  • maheda 30.06.11, 17:07
    Rozmawiamy o tym, jak powinien się zachować ojciec wg przepisów obowiązujących obecnie w naszym kraju. Oraz o tym, jakie są realia.
    Nie wiem, czy znasz takie stare powiedzenie łacińskie: Dura lex, sed lex (Ciężkie prawo, ale prawo).
    Skąd ono się wzięło? Otóż nigdy, ale to nigdy nie było, nie jest i nie będzie tak, żeby wszystkim pasowało ustanowione i obowiązujące prawo. Jednak jest takie, a nie inne, i nie ma siły - trzeba go przestrzegać, czy się komu podoba, czy nie.
    Jeśli komuś się nie podoba - to trzeba albo aktywnie działać na rzecz jego zmiany (nie mówię o anonimowym biciu piany tu i ówdzie, ale raczej o akcjach, zbieraniach podpisów, aktywnym działaniu w stowarzyszeniach, organizacjach pozarządowych, itd.), albo się wyprowadzić tam, gdzie obowiązujące przepisy bardziej odpowiadają poglądom.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • zielona.wrona 30.06.11, 15:57
    Kodeks Rodzinny twierdzi inaczej, niż Ty. Twierdzi, że standard dziecka po rozw
    > odzie ma się nie pogorszyć w stosunku do tego, co było przed rozwodem. Ups.
    >

    Ups!!
    Naprawde tak pisze? No to jesli tak, to wszystkie mamusie powinny zaiwaniac do pracy i jeszcze raz pracy, zeby zarobic na ten, nie pogaraszajacy sie standart. Czy w KR pisze, ze to ojciec ma tylko zaiwaniac i placic?
    Przeciez caly czas bijecie sie tu o "rodzice", to czemu to ojciec ma placic a nie rodzice?
    Ale caly czas bijecie piane, ze dziecko ma ponoc prawo zyc na poziomie rodzicow. Pisze, ze tylko na tym wyzszym poziomie?
    Alboscie to sobie same ubzduraly na zasadzie jedna pani drugiej pani., co?
    zielona.wrona
  • maheda 30.06.11, 17:12
    A pokaż mi paluszkiem, gdzie ja napisałam o ojcu?
    Zresztą, jeśli tak było, to akurat napisałam tak, bo w tę stronę poszedł temat.
    Oczywiście, jeśli to bogata matka zostawiłaby dzieci biednemu ojcu, i to ta bogata matka dzieciom zapewniałaby wcześniej wszelkie wyjazdy na narty, prywatne szkoły i tak dalej - to jasnym jest, że w dalszym ciągu płacenie na to wszystko należałoby do bogatej matki.

    Nie rozumiem Twojego zacietrzewienia.
    Masz w tym jakiś interes? Krzyczysz, bo temat dotyczy Ciebie bezpośrednio? Może jesteś związana z jakimś zamożnym panem, od którego była żona wstrętnie żąda pieniędzy na utrzymanie dzieci na podobnym poziomie, co wcześniej?

    Spróbuj wyjść poza schemat i zastanowić się, jakbyś się czuła, gdyby obecny Twój facet (zakładam, że masz jakiegoś) utrzymywałby Ciebie i Twoje dziecko na poziomie cozimowych i coletnich wyjazdów za granice Europy, opłacając dziecku prywatne przedszkole, kursy językowe, sportowe, muzyczne, czy jakieś inne, a potem by sobie odszedł do kogoś innego i powiedziałby "będę płacił na dziecko 400 zł miesięcznie, bo mam nową rodzinę, a Ty się już zajmij tym, żeby dzieciak miał podobny standard do tego, który ja mu zapewniałem"?

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:47
    Bo wiesz? naprawdę męscy faceci dbaja o swoje dzieci, i chcą, żeby te dzieci żyły na przyzwoitym poziomie. A przyzwoity poziom to zazwyczaj taki, na jakim sami żyjemy (chyba że jestesmu nieudacznikami albo mamy cholernego pecha).
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • altz 30.06.11, 13:56
    > dlaczego dziecko ma to tracić tylko dlatego, że rodzice się rozwiedli?
    > Wg mnie do obowiązków ojca jest zapewnienie dziecku nadal takiego samego poziom
    > u życia, bo właściwie dlaczego nie?
    Dlaczego nie? Ponieważ wzrosły koszty, choćby utrzymania dwóch domów i takich pieniędzy już nie ma, jak przed rozwodem. Cuda się zdarzają w literaturze albo w sądzie wink
  • maheda 30.06.11, 14:50
    Mówię o sytuacji, w której matka zajmowała się domem i dziećmi, ewentualnie do tego zarabiała 1200 netto na jakimś etacie, a ojciec zarabiał dziesięć (czy więcej) razy tyle, co ona.
    W takiej sytuacji nawet, jeśli ojciec wynajmuje mieszkanie, to i tak nie musi wcale obniżać znacznie stopy życiowej dziecka do poziomu "żyj jak Twoi koledzy, którzy mają dwójkę rodziców zarabiających po tysiąc złotych każde".

    Oczywiście do tego dochodzi jeszcze powód, dla którego rozpadło się małżeństwo - jeśli pan znalazł sobie kochankę czy kochanki, to powinien mieć na tyle rozumu, żeby mieć świadomość, że trzeba w związku z tym zarabiać więcej (a nie tyle samo, co wcześniej), bo będzie miał wybór - albo obsypie diamentami kochankę, albo zapewni swojemu własnemu dziecku dotychczasowy poziom życia.
    Jeśli go na to nie stać - wypadałoby, jak powiedziałam wcześniej, niestety zrezygnować z kochanki/kochanek, jeśli miałoby na tym ucierpieć dziecko.
    Oczywiście wyłącznie wtedy, jeśli pan stawia dziecko nad kochanką. Jeśli stare dziecko mu się już znudziło i nowa kochanka stoi nad dzieckiem pana, to nie ma dyskusji. Ale też świadczy to o panu i powinno dać do myślenia kochance, jeśli wpadnie jej do głowy pomysł urodzenia kolejnego dziecka tego pana - choćby dlatego, że schematy lubią się powtarzać.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • altz 30.06.11, 15:09
    Jakoś przebija przez to wszystko filozofia Kalego. sad Delikatnie, ale jednak.
    Rozumiem, gdy rodzic wykopsany ma spore pieniądze, to może żyć na na wysokim poziomie, pomimo rozstania, zapewnić podobny poziom dzieciom i ich matce, ale takie przypadki, to jaki procent rozwodów? 2%? 3%?
    Ja osobiście czuję się oszukany, zostałem pogoniony z domu, obniżył mi się bardzo poziom życia i mam jeszcze za karę ponosić tego koszty, chociaż moja w tym wina nie jest wielka.
    Mam prawo założyć nową rodzinę, mieć dzieci i obniżyć standard życia obecnych dzieci i nikomu nic do tego. Nikt nie ma prawa zmuszać wykopsanego rodzica do hibernacji, niewolnictwo się skończyło i trzeba się liczyć z tym, że po rozwodzie wszystko się zmienia, a życie toczy się dalej.
    Ja traktuję wszystkich jednakowo, chciałbym, żeby wszyscy żyli na podobnym poziomie, jak w jednej dużej rodzinie, nie rozróżniam dzieci swoich od nie swoich.
  • maheda 30.06.11, 17:00
    Ty mówisz o sytuacji, w której pani żonie znudził się mąż i wystawiła go za próg, żądając kasy.

    Ja mówię o sytuacji, w której pan mąż znajduje sobie kochankę/kochanki i w związku z tym nie chce swoim dzieciom zapewniać dłużej poziomu życia, który zapewniał im do tej pory.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • altz 30.06.11, 17:27
    > Ja mówię o sytuacji, w której pan mąż znajduje sobie kochankę/kochanki i w zwią
    > zku z tym nie chce swoim dzieciom zapewniać dłużej poziomu życia, który zapewni
    > ał im do tej pory.
    Jasne, że nie chce. A czemu miałyby jego nowe dzieci żyć poniżej poziomu tych pierwszych? Zresztą poziom życia dzieci "kochanki" też nie powinien specjalnie odbiegać od poziomu życia "niekochanki", chyba że matka dzieci ("niekochanka") sama podwyższa poziom życia dzieci, bo ma taki kaprys.
  • maheda 30.06.11, 18:53
    No ale ja nie mówię o sytuacji, w której pan zakłada nową rodzinę i kolejne dzieci.
    Nigdzie tak przecież nie napisałam, prawda?
    I owszem - pełna prawda, że standard życia (czyli kasa łożona na dzieci) powinna być taka, żeby zapewnić im równy poziom życia, co nie oznacza takich samych pieniędzy - wiadomo, że inne są koszty utrzymania trzylatka, a inne szesnastolatka.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • niceflower454 30.06.11, 13:10
    Dlatego nigdy w życiu nie wezmę ślubu.Wyłącznie na emeryture.

    To instytucja zniewalająca i na dodatek pozbawiająca ojców (mężów) jakiejkolwiek odpowiedzialności.Albo stanowczo zbyt tania....

    Slub jest wyłącznie dla kobiet,które nie sa absolutnie pewne przyszłosci w związku,mają slaba pozycje w tym calym malzenstwie i co tu duzo kryc trzymaja goscia na sile....
    Inaczej nigdy by sie z nimi nie zwiazal.....

    To sie NIE OPŁACA!
    Na pewno dla dzieci!
  • altz 30.06.11, 14:03
    > Slub jest wyłącznie dla kobiet,które nie sa absolutnie pewne przyszłosci w zwią
    > zku,mają slaba pozycje w tym calym malzenstwie i co tu duzo kryc trzymaja gosci
    > a na sile....
    > Inaczej nigdy by sie z nimi nie zwiazal.....
    Ślub jest zabezpieczeniem majątku małżonków i dzieci na szczególne sytuacje typu: poważna choroba czy śmierć. Poza tym, mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.
  • maheda 30.06.11, 14:54
    altz napisał:

    > Ślub (...) mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.

    Czy to znaczy, że jeśli ktoś ma taki światopogląd, że chce mieć ślub (bo np. jest wierzącym chrześcijaninem czy muzułmaninem, czy też jest wyznawcą jakiejkolwiek innej religii kładącej nacisk na wartość małżeństwa), to jest głupi?

    Rozmawiałam nie tak dawno temu z grupą znajomych po rozwodach.
    Część z nich mówiła, że śmieszą ich przysięgi przed ołtarzami, to całe "na zawsze" oraz "że Cię nie opuszczę aż do śmierci".
    A część stwierdzała, że okres ironicznego podchodzenia do ślubów ma już za sobą.
    Wynika z tego, że aby chcieć wziąć ślub, trzeba się pozbyć z psychiki traumy porozwodowej.

    Czego Ci, Altz, jak również innym forumowiczom po rozwodach, serdecznie życzę.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • altz 30.06.11, 15:22
    > > Ślub (...) mądrym ludziom nie jest potrzebny, a głupim i tak nie pomoże.
    >
    > Czy to znaczy, że jeśli ktoś ma taki światopogląd, że chce mieć ślub (bo np. je
    > st wierzącym chrześcijaninem czy muzułmaninem, czy też jest wyznawcą jakiejkolw
    > iek innej religii kładącej nacisk na wartość małżeństwa), to jest głupi?
    Skąd takie dziwaczne wnioski? smile
    Napisałem tylko, że ślub nie może być elementem, który przytrzymuje ludzi przy sobie.
    Powinno być to przekonanie, że się chce być z tą osobą, odpowiedzialność za drugą osobę, chęć bycia razem, empatia, życzliwość, pociąg seksualny itp. itd.
    A ślub powinien być tylko świadectwem, że tak jest w rzeczywistości i małą pomocą w utrzymaniu integralności małżeństwa, po to się w końcu nosi obrączkę, żeby na każdym kroku nie musieć się tłumaczyć, że się nie ma ochoty na flirt.
    Mądrym ludziom ślub nie jest niezbędnym, żeby być do końca razem, chociaż mogą się zdecydować na ślub z różnych powodów, choćby religijnych czy rodzinnych. Mądre rodziny traktują pary jak małżeństwo, a partnerów, jak rodzinę, a głupie muszą mieć na to podkładkę.
    Głupim to wszystko i tak nie pomoże w utrzymaniu małżeństwa. Niektórzy partnerzy potrzebują obrączek, pierścionków, prezentów, ciągłych zapewnień, hołdów, całej tej otoczki feudalnej, widocznie nie są czegoś pewni, swoich walorów albo realności związku. Im to i tak nie pomoże.
  • niceflower454 30.06.11, 17:09
    do altz-no też wlasnie tlumacze,ze slub i tak nie pomoze niedobranym malzenstwom,a dziecko pogorszy ich stan.Wszak wielu panow wstydzi sie swoich narzeczonych,potem żon,dlugo chce uchodzic za kawalera,nie nosi obraczki i ma wielką ochotę na flirt.W sumie sie nie dziwie.....Nikogo nie da sie zmusic do miłości.....

    Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w życiu współmałzonka.Pytanie tylko jaką za to zapłacą CENĘ?

    Choc obsesja na tym tle dlugo do kobiet nie dociera....
  • altz 30.06.11, 17:36
    > niedobranym malzenstwom,a dziecko pogorszy ich stan
    Nie rozumiem. Że pogorszy stan posiadania? Czy utrudni flirtowanie?

    > Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w życiu
    > współmałzonka.
    Ja znam pozytywne przykłady, znam dobrze swoją partnerkę, więc się nie boję małżeństwa.
    Widzę dużo plusów, najważniejsze są te związane z majątkiem wspólnym, opieką nad dziećmi w przypadkach losowych i bezpieczeństwem w chorobie. Reszta spraw nie potrzebuje małżeństwa, żeby dobrze działały. Masz żal, ale Tobie też się zmieni niebawem. smile
  • jarkoni 02.07.11, 08:45
    niceflower454 napisała:

    > do altz-no też wlasnie tlumacze,ze slub i tak nie pomoze niedobranym malzenstwo
    > m,a dziecko pogorszy ich stan.Wszak wielu panow wstydzi sie swoich narzeczonych
    > ,potem żon,dlugo chce uchodzic za kawalera,nie nosi obraczki i ma wielką ochotę
    > na flirt.W sumie sie nie dziwie.....Nikogo nie da sie zmusic do miłości.....
    >
    > Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w ż
    > yciu współmałzonka.Pytanie tylko jaką za to zapłacą CENĘ?

    Spytam bardzo poważnie, bo chciałbym Cię dobrze zrozumieć:
    "Takze potwierdza sie teza,ze malzenstwo sluzy glownie tym,ktorzy są pomyłką w ż
    > yciu współmałzonka."
    Czyli: "również potwierdza się teza"?
    Czy też chciałaś napisać: "Tak że potwierdza się teza.."
    Co by znaczyło "tak więc potwierdza się teza.."
    Co chciałaś powiedzieć?

    PS. Także = też, również
    Tak że = tak więc


    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • obrazo-burca 30.06.11, 15:02
    Ja płacę (alimentami) całkowite koszty utrzymania dzieci. Bo mamusia nie pracuje i łozy przez własne starania. Tak w swojej światłości orzekł sąd. Gęby otworzyć nie mogłem, bo to zabezpeiczenie, więc zapadło zaocznie. Odwołałem się do SA i szkło.

    Żaden sąd nie wział pod uwagę, że ja też łożę na dzieci poprzez własne starania, żaden sąd nie wziął pod uwagę, że mamusia nie pracuje, bo jej się nie chce. Przy moich alimentach się nie dziwię.
  • nangaparbat3 30.06.11, 18:50
    A przed rozwodem pracowała?
    Bo wiesz, ja znam takich panow, co chcieli mieć "prawdziwy dom" i "prawdziwą rodzinę" i żonę w chałupie a potem dali dyla.
    Ale na szczęście ci, których znam, mają na tyle honoru, by ponosić konsekwencje swoich decyzji.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • altz 30.06.11, 20:00
    > Bo wiesz, ja znam takich panow, co chcieli mieć "prawdziwy dom" i "prawdziwą ro
    > dzinę" i żonę w chałupie a potem dali dyla.
    Może jeszcze chcieli mieć "prawdziwą żonę" i to im nie wyszło? wink
  • nangaparbat3 30.06.11, 20:30
    No - ci dwaj, których znam osobiście, znaleźli sobie "prawdziwsze". Żony zostały same, dbając o "prawdziwy dom", bo dzieci zdążyły dorosnąc i opuścić "prawdziwą rodzinę". Chyba na szczęście dla siebie.

    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • eista 30.06.11, 16:17
    W normalnej rodzinie, ojciec interesujący się swoim dzieckiem będzie wiedział czy ten faktycznie potrzebuje tego rodzaju wydatków czy nie. A nie z automatu kwestionował to jako fanaberię.
    Naprawdę nie można się dogadać z matką dziecka, żeby tego rodzaju rzeczy ( w sumie pewnie raczej krótkotrwałe) finansować razem? A nie żalić się na forach?

    "W normalnej rodzinie, ojciec miałby prawo taką fanaberię nastolatkowi w dowolne
    > j chwili ukrucić i syn razem z matką mogliby mu skoczyć. Wystarczy jednak zosta
    > ć płatnikiem alimentów, by takie zobowiązanie wobec dziecka stało się prawnym o
    > bowiązkiem pod groźbą konsekwencji sądowych."
    I szczerze mówiąc to to zdanie o skoczeniu i przymusie prawnym jest dla mnie kwintesencją "pesudojcostwa".
  • z_mazur 30.06.11, 16:37
    Zanim się weźmie za dyskutowanie z kimś, warto przynajmniej w stopniu minimalnym opanować umiejętność czytania ze zrozumieniem, to ułatwi odnoszenie się do meritum problemów stawianych przez interlokutora.

    Akurat ja z matką mojej córki dogaduję się całkiem nieźle. Między innymi przez to, że nie czuję się ubezwłasnowolniony w decyzjach co do sposobu finansowania kosztów utrzymania mojej córki. Alimenty, które płacę co miesiąc, pokrywają połowę codziennych kosztów utrzymania dziecka. Wydatki specjalne i sposób ich finansowania omawiamy. Żeby to zauważyć, wystarczyło przeczytać ten wątek zanim zabierze się głos.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • eista 30.06.11, 17:00
    Ogromnie dziękuję za uwagi o czytaniu ze zrozumieniem. To bezcenne rady od-jak rozumiem-wysokiej klasy fachowca.
    Otóż, z mazur:
    a. Nie śledzę na tym forum Twoich z byłą małżonką kontaktów. Naprawdę mi przykro, mea culpa, w ogóle Twoich losów nie śledzę i między nami mówiąc Twój nick widzę po raz pierwszy. Wiem to straszne i niedopuszczalne nic o Tobie nie wiedzieć. To skandal, że wątek trafił na główną bez notki o autorze i jego problemach!
    b. Wątku nie przeczytałam, bo po kilku postach zamienił się w walkę frustratów i tych Jedynie Słusznych. S
    c. Pierwszy post był taki jaki był (może jednak nawet takiej Krynicy Mądrości jak Ty przydałoby się nieco jaśniej pisać. Tak żeby nie tylko Twoi wielbiciele wiedzieli o co tak naprawdę chodzi. Albo link wkleić, albo coś). I odnosząc się do niego, komentarza nie zmieniam. A zwłaszcza do moim zdaniem wybitnie prostackiego zdania, które cytowałam.
    Miłego dnia

    z_mazur napisał:

    > Zanim się weźmie za dyskutowanie z kimś, warto przynajmniej w stopniu minimalny
    > m opanować umiejętność czytania ze zrozumieniem, to ułatwi odnoszenie się do me
    > ritum problemów stawianych przez interlokutora.
    >
    > Akurat ja z matką mojej córki dogaduję się całkiem nieźle. Między innymi przez
    > to, że nie czuję się ubezwłasnowolniony w decyzjach co do sposobu finansowania
    > kosztów utrzymania mojej córki. Alimenty, które płacę co miesiąc, pokrywają poł
    > owę codziennych kosztów utrzymania dziecka. Wydatki specjalne i sposób ich fina
    > nsowania omawiamy. Żeby to zauważyć, wystarczyło przeczytać ten wątek zanim zab
    > ierze się głos.
    >
  • niceflower454 30.06.11, 17:15
    do z_mazur-gdybys nie placil nie dogadywalibyscie.No,coz takie sa skutki łapania pana na dziecko...narzeczenstwa,sluby i inne popierduły,ktore sa tylko po to,by miec falszywe poczucie bezpieczenstwa i chore prawo do kontrolowania podleglosci emocjonalne i seksualnej malzonka.A prawda jest smutna..i widoczna golym okiem.

    Brak checi przynaleznosci do was.To po prostu widac w oczach...
    co do tych dzieci....to tak prawda mowiac patrzac na tych ukrytych zonkosiow to oni wciąż sa na polowaniu....I gdyby tylko nie byli zniewoleni i to ciąży z zonami by nie bylo...
  • niceflower454 30.06.11, 17:17
    bo jak mozna spolecznie ocenic nie przyznawanie sie do dziecka czy slubu publicznie...za wyjatkiem sytuacji przymusu...choc dobrze sobie zdaje sprawe ,ze nieszczesliwie zaangazowane kobiety zniosa kazde upokorzenie.....
  • dydaki 30.06.11, 22:15
    że panowie w Polsce mają pierońskie ale to piiiieeerońskie kompleksy na tle swoich niewesołych zarobków
    /cóz... jak Manisza w moim kochanym biednym i skąpym Krakówku rozdaje pracę za 3 tysiaki na dzień dobry i chętnych nie ma to o czym to świadczy? .... że pracy nie ma za dobre pieniądze czy , że społeczeństwo woli narzekactwo - niż wysilenie się i kształecenie umiejętności by być cennym pracownikiem, tudzież inwestowanie w dzieci by kiedyś miały otwartą drogę do dobrych zarobków ?)

    a dodatkowo co do zasady (wyjątki nie niwelują reguły) mają giiiiiigantycznego węża w kieszeni na wszystko co nie rośnie na ich oczach i co czołobitnie wdzięczności od razu nie okaże,
    taki obiecujący wiele biust kochanki po sponsorowanej wycieczce ma sens, perfum za 300zł dla potencjalnej narzeczonej też, ale jakieś pryszcze pyskującego gówniarza który z matką został? no bądźmy realistami... kogo one obchodzą. cóż z tego, że z plemnika jakby osobistego? "ja też nie miałem lekko w życiu więc se poradzi bez".



  • maniasza 30.06.11, 22:30
    Korekta. Dziś sprawdziłam. mamy wakatów ponad 140, w rozłożeniu w czasie i względem planów na przyszły rok.
    Słowem, nie ma ludzi do pracy.

    Co do gigantycznego węża ojcow pozostających bez dzieci, nie wiem. Bo też mam jak na to forum nietypową sytuację. Kiedy dziecko było ze mna, to ojciec płacil cos 500-600 zl, plus niektóre ekstra wydatki. Teraz syn jest z ojcem - ja nie płacę żadnych alimentów. Ale pokrywam wiele grubszych wydatków. Plus - pieniądze synowi do reki, bo jest duży i wiem na co "zbiera", a i rozpustą nie jest ( w odróżnieniu od swoich rodziców wink).
    Wszystko to jest kwestią umowną, pomiędzy rodzicami. I tyle w temacie.



    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • nangaparbat3 30.06.11, 22:39
    > Wszystko to jest kwestią umowną, pomiędzy rodzicami.
    Może być.
    Ale równie dobrze może być polem bitwy o władzę - i to bardzo dobrze widać w tym wątku.
    >
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • maniasza 30.06.11, 22:40
    Tylko chorzy ludzie walczą o władzę.
    Normalni - robia swoje.


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • dezoksa 30.06.11, 23:04
    Z normalnymi się zazwyczaj nie rozwodzimywink
  • nangaparbat3 30.06.11, 23:12
    Why not?
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • maheda 01.07.11, 08:44
    sami walczymy o władzę big_grin

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • nangaparbat3 01.07.11, 13:49
    Ależ walka o władzę jest najzupełniej normalnym elementem każdego związku. Takiego, który trwa do śmierci, jak najbardziej też.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • altz 01.07.11, 19:43
    > Ależ walka o władzę jest najzupełniej normalnym elementem każdego związku. Taki
    > ego, który trwa do śmierci, jak najbardziej też.
    To ja nie chcę być w takim "normalnym" związku. smile
  • nangaparbat3 01.07.11, 23:59
    Nie bądź naiwny. Nadmierny pesymizm też nie jest wskazany. "Walka" nie musi zaraz być targaniem się po szczękach. Nie musi być podjazdowa. Ale jest. Fajnie, jak obie strony znacznie czesciej się dogadują wprost niż walczą - ale nie ma sensu udawać, że się bez tego obejdzie.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • demon_hrabiego 01.07.11, 17:02
    maniasza napisała:

    > Korekta. Dziś sprawdziłam. mamy wakatów ponad 140, w rozłożeniu w czasie i wzgl
    > ędem planów na przyszły rok.
    > Słowem, nie ma ludzi do pracy.

    Problem polega na tym, że to jest robota za 3 i pół brutto na początek i na koniec (nie no sorry, z możliwością awansu z tier1 na tier2 ze stawką 4 ?).
    Zdalny support (jeśli to ma być IT heldesk z prawdziwego zdarzenia, a nie z nazwy) wymaga trochę więcej niż "minimalnej, użytkowej wiedzy z IT" i nawet jeśli organizujecie szkolenia, to nie każdy jest w stanie to ogarnąć, a język musi być naprawdę biegły, żeby dogadywać się przez telefon ze zgłaszającymi z innych krajów. Do tego takie centrum mogą w każdej przenieść na Ukrainę czy do Indii, jeśli PL okaże się mało konkurencyjna (co równa się brakowi gwarancji stabilnego zatrudenienia i perspektyw na przyszłość w tej firmie).
    Nic dziwnego, że macie 140 wakatów i olbrzymią rotację.
  • tricolour 30.06.11, 23:17
    ... że ludzie nie chcą pracować czy też szkolić się. Oznacza dokładnie tyle, że młodzi ludzie studiują kierunki mało potrzebne lub marnie płatne.

    Mamy w kraju 500 wyższych uczelni, na których studiuje 2 miliony studentów. Na kierunkach artystycznych studiuje sto tysięcy osób. Na jaką cholerę taka liczba artystów i z czego ni będą żyli? Czy polski rynek wchłonie tysiąc rzeźbiarzy i da im pracę? Chyba tylko przy dłubaniu pomników Lecha-lotnika.

    Studia nie są rzeczą przemyślaną. Młodzież najczęściej studiuje to, co chce lub lubi zamiast studiować to, z czego będzie dało się żyć.
  • dydaki 01.07.11, 00:43
    Jeśli dzieci słyszą całe życie "a po co ci to" "nie rób" "nie chodz" "to kosztuje" "jak zarobisz to se kupisz" "nie dam ci na to bo to fanaberia!" "idź do taty/mamy niech ci da!" to w wieku 19lat nie są uzbrojeni w wiarę w siebie i wiedzę o świecie potrzebną na sensowne decyzje i spojrzenie z perspektywy. Często rodzice więksi niż dzieci mitomani i myślą, że nie zainwestują a dziecko będzie procentować samo z siebie.
  • dydaki 01.07.11, 00:47
    Dlaczego nastolatkowie wybierają studia oderwane od perspektyw zawodowych. Gdzie byli rodzice, żeby ich właściwie pokierować w odpowiednim czasie? W końcu to rodzice powinni mieć większą wiedzę o świecie, szersze spojrzenie, podzielić się z tą wiedzą z dzieckiem.
  • z_mazur 01.07.11, 08:59
    Najśmieszniej się robi, jak ktoś w ferworze dyskusji rzuca argumentami, które w kolejnym poście sam dezawuuje i podważa ich sens.

    To może się zdecyduj, czy rodzic powinien coś dziecku pokazywać i wskazywać, czy nie, bo jak na razie to się po lekturze tego co piszesz pogubiłem. smile))

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • maheda 01.07.11, 08:51
    Powinno się studiować to, co się lubi. Bo tylko taką pracę się potem wykonuje z przekonaniem i sercem.
    Nie jest mi potrzebny lekarz, który będzie patrzył z obrzydzeniem na moje chore części i wypisujący byle co.
    Staram się, jeśli mogę wybierać, chodzić do lekarzy z powołania, bo jest większa szansa, że pod ich opieką wyzdrowieję.

    Osoba wykonująca zawód, którego nie lubi, popada w depresje oraz wykonuje nielubiany przez siebie zawód bez serca, czyli źle.
    Nawet do szorowania podłóg potrzebne jest serce - a znam osoby, które w sprzątaniu spełniają się zawodowo i czerpią satysfakcję z tego, że sprzątają jak nikt inny na świecie.
    Pracowanie w środowisku, gdzie ludzie lubią wykonywaną przez siebie pracę to przyjemność.

    Wczoraj słuchałam programu, w którym psycholog pracy mówił to samo - że studia należy wybierać pod kątem tego, co się lubi robić. Choćby z tego powodu, że rynek pracy zmienia się szalenie dynamicznie i co kilka lat powstają zawody, o których nikt wcześniej nie słyszał, a w których znakomicie odnajdują się absolwenci przeróżnych kierunków.

    --
    Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu
    Czy POTRAFISZ założyć stanik?
  • szizumami 01.07.11, 10:32
    nie trzeba psychologów do tego--
    że najwspanialsza rzeczą w zyciu,jedną z najw.-- byśmy wszyscy, nie tylko po studiach --- prace łaczyli z pasja
    i siedzieli w tym "miejscu" które współgra z naszymi zdolnościami.predyspozycjami
    zeby i uczyc i pracowac z satysfakcją--tylko wtedy robi sie to nie tylko z sercem--a całym sobą

    nawet najlepszy rodzic może nie wiedzieć w czym akurat dziecko sie zrealizuje-
    nie przesadzajmy z ta nadmierną podaża pod nos i na talerz--byśmy nie wychowali ciepluchów
    niech sobie tez pobrudza rączki i polatają z ulotkami...posmakowanie fizycznej pracy ich nie skrzywdzi--a wrecz przeciwnie-na własnej skórze zobaczą --że niestety wszyscy nie dosięgną najwyższych półek i to z róznych powodów-nie tylko--bo są głupi--ale i system nam szwankuje

    bo-jak na razie--niwielu łaczy i radośc i pieniadze i wykształcenie i szczęscie rodzinne na dobrym poziomie--tu w kraju
    studenci którym wszystkiego w dziób nie pchano --pracują lepiej i lepiej dostosowują sie do trudnych warunków
    co nie znaczy że o siebie nie dbają--ale jak pomęcza sie to co nieco pokalkulują--i rodzica pieniądz i wysiłekj jest doceniony

    dydaki--masz dużo racji--trzeba pomóc--rynek jest wymagający
    ale nie przeginajmy--wszedzie jakoś zdrowy rozsadek trzeba utrzymać
    nie wychowujmy egocentryków
  • dydaki 01.07.11, 11:56
    Znajomy chciał studiować socjologię, rodzice przedstawiając mu realia skłonili go do robotyki. Na trzecim roku miał już ITS i socjologię jako 2 kierunek- twierdzi, że bardzo pomogła mu się odnaleźć komunikacyjnie w świecie i na kolejnych stażach zagranicznych które miał dzięki robotyce. Z samą socjologią miałby problem z pracą (widzę tłumy takich magistrów-humanistów sprzedających w sklepie za 1400zł bo nic więcej nie umieją znaleźć). Z pomocą rodziców (dobra rada ludzi znających realia szersze niż tylko w własnej miejscowości) nie mając jeszcze 30-tki zarabia spore pieniądze i stać go na swoje mieszkanie. I jest rodzicom wdzięczny że tak go pokierowali bo łączy teraz przyjemne z pożytecznym. Ale od małego miał naukę języków i prawo jazdy od razu gdy prawo zezwalało - rodzice w niego inwestowali a nie ograniczali.
    Problemem nastolatków jest to, że często rodzice tkwią w dawnym stylu wychowania "byle miało co jeść a jakoś się wychowa sam". Nie tak wielu wie, że dziecku trzeba wiele rzeczy pokazać, nauczyć, wyłożyć kasę na wyjazd czy hobby by dziecko mając kilkanaście lat już wielu rzeczy spróbowało i wiedziało jakie właściwie ma zainteresowania, co lubi a co mu się wydaje że lubi bo nie zna, czego pragnie a co na pewno nie jest dla niego. Dziecko, które nigdy nie było na basenie, nie jeździło na nartach, nie było w teatrze, nie przeczytało książeczki młodego chemika itd.. a zostawione było by nauczyciele w podrzędnej szkole go nauczyli i drogę "sukcesu" pokazywali..- na ogół mając wybierać studia samo nie wie czego chce. Jak ma wiedzieć czego chce, gdy osoby odpowiedzialne za wychowanie nie dały mu możliwości spróbowania czegokolwiek by poznał smak. Nie oszukujmy się - niektórzy dorośli nie mają żadnych zainteresowań, więc co mają dziecku przekazywać, jedynie mogą zakazywać "po co ci to jak mamie/tacie nie było potrzebne"? bez pokazania lepszych alternatyw. I dzieciak błądzi po abstrakcyjnych kierunkach szukając o 10 lat za późno doświadczeń potrzebnych mu do określenia swoich prawdziwych zdolności...
    Co jest złego w posłaniu nastolatka do kosmetyczki? to, że ktoś się fachowo poprawą zdrowia i urody zajmie, to ze dzieciak zobaczy i doświadzcy czegoś nowego i dowie się "co w praktyce się tam właściwie robi", może pomysł na przyszłość się objawi, itd? Nie, problem w tym wątku jest taki, że niektórzy panowie nie zdzierżą by ktoś dla dobra dziecka śmiał decydować o wydatkach zamiast ojca. Dziecko może iść ale tylko jak ojciec to wymyśli a nie matka. A dziecko ma w d...... kto finansuje te rzeczy. Jak rodziców było stać przed rozwodem to wąż w kieszeni i wypominanie/ograniczanie wydatków po rozwodzie gdy się już z dzieckiem nie mieszka jest zwykłym świństwem.

    Taki przykład znajomej dziewczyny:
    Była z facetem, prawdziwy dżentelmen za nic nie pozwalał jej płacić, kolacje w tygodniu, wspólne wyjazdy co weekend, wspólna pasja - dziewczyna płaciła może 10% kosztów wspólnych przyjemności a średniomiesięcznie facet wydawał na to ze 2 tys. Do tego markowe prezenty. Po roku okazało się, że pan zapomniał powiedzieć że ma żonę i dziecko15l. Po kolejnym roku był rozwodnikiem i /opowieść z pierwszej ręki/ z bólem serca i miną cierpiętnika poświęcającego się i jakże hojnego wkładał do koperty 500zł na alimenty... I tak to mniej więcej po rozwodzie wygląda. Dzieciak i alimenty stają się przeszkadzającym obciążeniem, a pomysły exi by nadal w dziecko nadal inwestować -stają się "nadmiernycm dojeniem kasy od exa".
  • z_mazur 01.07.11, 12:03
    No i w końcu dochodzimy do rozsądnych konkluzji.

    Ograniczanie nakładów na dziecko w przypadku gdy się ma możliwości, może podlegać ocenie, można je uważać za świństwo. Co nie zmienia faktu, że nie powinna być to sprawa pomiędzy rodzicami i sądem, tylko pomiędzy rodzicem a dzieckiem. To dziecko ostatecznie rozlicza rodzica z tego jak się wywiązał ze swojej roli.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • dydaki 01.07.11, 12:31
    Bzdura. To nie dziecko ma pilnować ojca czy dał już pieniądze na obóz na który jedzie cała klasa. To nie dziecko ma się prosić ojca by mu kupił jednak buty bo od miesiąca chodzi w dziurawych, matka kasy nie ma, a jak matka zadzwoni w sprawie wydatków na buty do exa to dostanie zjebkę o dojeniu biedaka. To nie dziecko ma chodzić pomiędzy rodzicami wymyślając kolejne argumenty by od jednego lub drugiego wyciągnąć jakieś pieniądze bo chce mieć rolki. Ba, taka praktyka w przypadku gdy rodzice się poprawnie nie komunikują to prosta droga do uczeni dziecka kłamstwa i kombinowania, wyłudzi kasę od obu rodziców na to samo -matka wkurzona że ojciec mu nie dał, ojciec wkurzony że matka dziecku nie dała, dzieciak zadowolony bo ma w ręku podwójną kasę i za jedną kupuje to co miał kupić żeby rodzice widzieli a za drugą kupuje dragi. Skutki wiadome.
    Osoba z którą dziecko zostało ogarnia sytuację całościowo i za dziecko odpowiada. Osoba nie mieszkająca z dzieckiem na ogoł o wielu wydatkach nie wie i nie obserwuje dziecka codziennie, podejrzanych zmian w nim. I to nie np 10latek ma prowadzić swoje rachunki rozpisując co miesiąc czy ojciec już dał wystarczająco i czy matka już dała wystarczająco - ale rodzice wspólnie się dogadać lub w przypadku olewactwa jednej ze stron druga strona sądownie zabezpiecza interes dziecka przez alimenty. To jest jasne i czytelne. Dogadujesz się z exią to się ciesz. Zdecydowanie wielu się nie dogaduje i im jest ustalenie sądowe alimentów konieczne. Matka ma dostawać 200zł na opłaty i wysyłać każdorazowo dziecko po kasę do ojca na coś więcej, gdy ten dziecka nie widuje bo nie chce mu się? Sorry, ale to zwyczajnie krzywda dla dziecka. Wypada pomyśleć szerzej zanim się takie głupiutkie pomysły zacznie forsować.
  • ewela1_1 01.07.11, 12:38
    Podpisuje się pod tym wpisem.

    Nic dodać nic ując.
    -------------
    "Marionetki!...Wszystko marionetki. Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co każe im sprężyna, taka ślepa jak one..."Bolesław Prus
  • z_mazur 01.07.11, 13:51
    Część z Twoich argumentów jest racjonalna (chociaż można z nimi polemizować, np. dziecko w większości przypadków nie musi dostawać kasy do ręki, są przelewy, rodzic może pojechać razem z dzieckiem załatwić konkretną sprawę jak np. kosmetyczka, co tylko dobrze zrobi relacji rodzic-dziecko), ale sposób polemiki (ocenianie czyichś arguentów jako głupiutkie itp.) powoduje, że dalszą wymianę zdań sobie podaruję.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • dydaki 01.07.11, 14:07
    Wyglądają tak:
    -dlaczego miałbym płacić wysokie alimenty zasądzone przez sąd jeśli się dobrze dogaduję z matką co do wydatków na dziecko i biorę aktywny udział w jego wychowaniu?

    otóż nie wiem czy zauważyłeś, że w przypadku dogadujących się rodziców sądowne walki o pieniądze na dzieci nie są potrzebne, na ogół są ustalane na papierze podstawowe alimenty a rodzice i tak dają więcej z własnej nieprzymuszonej woli.
    więc informuję cię, że jeśli się faktycznie ze swoją ex dogadujesz w sprawie finansowania dziecka to zapewne nie będzie cię włóczyć po sądach byś coś dziecku dał.

    natomiast zupełnie nie zauważasz mnóstwa sytuacji, gdzie bez interwencji drogą sądową dziecko praktycznie zostaje na wyłącznym utrzymaniu tylko jednego rodzica bo drugi ma utrzymanie dziecka gdzieś. któryś z panów tutaj wychowuje sam dziecko, chyba Error, zapytaj go dlaczego to matka dziecka płaci alimenty sądownie ustalone ojcu na konto a nie chodzi z dzieckiem za rączkę zrobić mu zakupów jak dziecko potrzebuje, przecież by mogła, czyż nie?

    nie wiem skąd u ciebie takie wąskie myślenie. niemniej rozumiem, że z braku argumentów rejterujesz.
  • dydaki 01.07.11, 14:26
    którą obserwuję dość często szczególnie właśnie u panów,
    przewrażliwienie na tym, by to do nich należało ostatnie słowo i decyzja.
    np
    pan płaci za kolację ale po cichu oczekuje, że kobieta zaproponuje iż może to ona zapłaci... wtedy pan może wielkodusznie ją powstrzymać, zapłacić i ego mu rośnie jaki z niego gieroj któremu kobieta jest wdzięczna. Jeśli po kilku takich akcjach kobieta uzna, że jeśli pan ciągle jej płacić nie pozwala to niech będzie standardem że pan płaci a ona tylko dziękuje-to się okazuje, że pan obrażony iż ona płacenia nie proponuje i ceregieli przy kelnerze nie odstawia. Czyli po co ta akcja? tylko, by pana ego nakarmić i się dowartościował.

    tak samo z alimentami, Wąteku wygląda na jakąś histerię "nic ode mnie nie wymagajcie to tylko wtedy wam coś dam, ale jak zaczniecie wymagać to dostaniecie figę i nawet się z dzieckiem nie spotkam"
    Dojrzałe osoby tak nie postępują.

    czyli to, co zauważyła któraś Foremka - władza władza i kompleksy na tle konieczności posiadania władzy.
  • z_mazur 01.07.11, 14:43
    To nie miejsce na taką dyskusję, ale polecam trochę lektury książek z zakresu psychologii ewolucyjnej, możesz sporo zrozumieć z korzyścią dla siebie. Tutaj nie chce mi się tłumaczyć pewnych mechanizmów relacji damsko-męskich.

    Nikt nie lubi gdy mu obca osoba grzebie w kieszeni, a jeśli jest się do tej osoby negatywnie natawionym, to już dopiero. Nie ma to nic wspólnego z władzą, tylko ze zwykłą ludzką potrzebą prywatności i samostanowienia.


    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • z_mazur 01.07.11, 14:36
    Pisząc o moim wąskim myśleniu potwierdzasz, to co napisałem odnośnie Twojego sposobu prowadzenia dyskusji w poprzednim swoim poście. Zamiast argumentować ciągle atakujesz ad personam. No cóż jak nie staje normalnej argumentacji i kultury dyskusji, to tylko to pozostaje. Jakoś nie odniosłaś się do mioch argumentów o sposobie ponoszenia nakładów na dziecko poprzez opłacenie ich bezpośrednio przez rodzica, tylko znowu skupiłaś się na wycieczkach osobistych.

    Ale ad meritum. Sprawy alimentacyjne są przeważnie wnoszone na etapie wzajemnej walki pomiędzy byłymi małżonkami.

    Zaognianie tego konfliktu poprzez przesadne zawyżanie alimentów, przez wliczanie do nich właśnie takich bzdur jak kosmetyczka za 300 zł, powoduje narastanie wzajemnej niechęci i poczucia w alimentującym rodzicu, że alimenty są narzędziem odwetu, a nie celowym wydatkiem.

    Skupienie się w tym momencie na racjonalnych i uzasadnionych wydatkach, pozwoli wykazać drugiej stronie dobrą wole i pozostawia otwarte drzwi do dalszej wzajemnej współpracy w dogadywaniu pewnych kwestii pomiędzy rodzicami, w przyszłości.

    Taką postawę przyjęła moja eks, co ja doceniam i myślę, że ona z perspektywy czasu (biorąc pod uwagę moje zaangażowanie i wzajemne porozumienia w kwestii dodatkowych wydatków) również tego nie żałuję.

    Pewnie gdyby zaczęła od "kosmetyczki", to sytuacja teraz wyglądałaby zupełnie inaczej. Tą myśl staram się przekazać niektórym paniom, szczególnie tym które zaczynają od "sypania rachunków" na barykadę walki o jak najwyższe alimenty, by odegrać się na byłym mężu.

    Ale to rzeczywiście wymaga odrobinkę szerszego spojrzenia na problem niż z perspektywy "płać i nie pyskuj".

    Co istotniejsze, gdyby zalecane przeze mnie podejście nie zafunkcjonowało, to zawsze można do sprawy podwyższenia alimentów powrócić, oczywiście zastrzegając w pierwszym pozwie, że rodzice zawierają takie porozumienie, które jeśli nie będzie realizowane, to jest jasna podstawa do wniosku o podwyższenie.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • altz 01.07.11, 20:17
    Tak to jest, gdy się jest z kimś i ludzie się szanują i co najmniej lubią, to na różne dziwactwa przymyka się oko.
    Może np. partnerka wpłacać po 50 zł co miesiąc na Radio Maryja, robić niepotrzebne operacje plastyczne, jeździć do homeopaty czy wysyłać dziecko do paramedyków typu kosmetyczka, jeśli to nie jest potrzebne. Wtedy w związku przymykamy na to oko, mi się też zdarzało przymykać, później dostawałem jeszcze ochrzan, że nie protestowałem od razu. smile

    Jak się już ludzie rozejdą, to już takie rzeczy nie przechodzą, bo naprawdę jest dużo mniej pieniędzy. Nam realnie spadły możliwości finansowe o połowę i nie jest to związane z następnym partnerem/partnerką. Kończą się pieniądze na głupotki, a tu jeszcze kobieta sugeruje, że ojciec nie ma nic do gadania i ma płacić. Wtedy naprawdę jest się ciężko dogadać.
    Nie wierzę natomiast w to, że rodzic, który widzi faktyczną potrzebę dziecka, nie będzie chciał temu zaradzić, o ile potrzeby są realne i nie mają tendencji do rośnięcia lawinowo. wink
  • mola1971 01.07.11, 20:51
    altz napisał:
    > Nie wierzę natomiast w to, że rodzic, który widzi faktyczną potrzebę dziecka, n
    > ie będzie chciał temu zaradzić, o ile potrzeby są realne i nie mają tendencji d
    > o rośnięcia lawinowo. wink

    No to uwierz, że tak bywa. No chyba, że Twoim zdaniem 300 zł na dziecko, jakie płaci mój ex pokrywa faktyczne potrzeby dzieci.
  • altz 01.07.11, 21:23
    > No to uwierz, że tak bywa. No chyba, że Twoim zdaniem 300 zł na dziecko, jakie
    > płaci mój ex pokrywa faktyczne potrzeby dzieci.
    Nie ma pokrywać, bo są jeszcze Twoje pieniądze. Niektórzy żyją za 600 zł, gdy jest większa rodzina, ale gdy można inaczej, to faktycznie nie warto się męczyć.
  • mola1971 01.07.11, 21:29
    Napisałeś, że jeśli rodzic widzi potrzebę dziecka to ją pokrywa. Dlaczego zatem ja mam pokrywać 80% kosztów utrzymania i w 100% wychowywać? W jaki sposób niby ex widzi i pokrywa potrzeby dzieci? No chyba, że nie widzi bo widzieć nie chce. Zatem nie zawsze i każdego potrzeby jego dzieci interesują, więc nie generalizuj. Chodzą po tym świecie kanalie, które rozwodząc się z żoną/mężem rozwodzą się z dziećmi i mają potrzeby dzieci gdzieś.

    Już kiedyś Cię pytałam, ale jeszcze raz zapytam - co mnie obchodzą niektórzy? To są KONKRETNE dzieci ich KONKRETNY ojciec.
  • altz 01.07.11, 21:58
    > Napisałeś, że jeśli rodzic widzi potrzebę dziecka to ją pokrywa. Dlaczego zatem
    > ja mam pokrywać 80% kosztów utrzymania i w 100% wychowywać?
    A może pokrywasz tylko 10% potrzeb dzieci, a ich ojciec 5%? wink
    Wszystko zależy od tego, co się liczy za potrzeby. Ale faktycznie w większej rodzinie wszystko już jest problemem, choćby sam dojazd generuje koszty.

    A co do wychowania, to tak już jest, że albo tak się źle wybrało i jeden rodzic nie chce się udzielać zupełnie, albo nie chce się oddać ojcu dzieci na wychowanie i wtedy ta druga strona narzeka, że ma 0% w wychowaniu i zamiast wychowania i wspólnego życia z dziećmi ma tylko "widzenia". To są trudne sprawy i dla mnie często nie są jednoznaczne i wolałbym nie poruszać ich, jeśli nie znam stanowiska dwóch stron.
  • mola1971 01.07.11, 22:04
    No to przestań pisać na forum bo tu nigdy nie znasz stanowiska dwóch stron.
    Ale jak chcesz poznać to mogę Ci podać adres mailowy exa. Nr tel Ci dać nie mogę bo sama nie mam. Tak bardzo zainteresowany dziećmi i ich losem jest.
    Trzy lata temu, gdy wyprowadzał się z domu pierwszą rzeczą jaką powiedział było to, że on dzieci nie chce, więc z tym przypadku Twoja szeroko szerzona na tym forum teoria by dzieci ojcu oddać nie ma zastosowania. Nie da rady dać dzieci komuś, kto ich nie chce.
  • altz 01.07.11, 20:04
    > otóż nie wiem czy zauważyłeś, że w przypadku dogadujących się rodziców sądowne
    > walki o pieniądze na dzieci nie są potrzebne, na ogół są ustalane na papierze p
    > odstawowe alimenty a rodzice i tak dają więcej z własnej nieprzymuszonej woli.
    Ja się nie dogaduję, ale co do alimentów żeśmy się porozumieli i to była moja sugestia kwoty, strona przeciwna proponowała mi mniej, ale ponieważ nie chodzi o przeciwnika, tylko o dzieci, więc umowa została przyklepana.
    U Errora, wkład pani w dzieci jest znikomy, zupełnie nie widuje dzieci, o ile dobrze pamiętam, to jeszcze nie zaczęła płacić i poszła w jakiś kanał z długami, pomimo dobrego zawodu.
    Tak więc widać, że nie chodzi o płeć, ale o zasady.
  • jarkoni 02.07.11, 09:00
    tricolour napisał:
    Studia nie są rzeczą przemyślaną. Młodzież najczęściej studiuje to, co chce lub
    > lubi zamiast studiować to, z czego będzie dało się żyć.

    Albo to na co się najłatwiej dostać i najłatwiej skończyć smile
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • z_mazur 01.07.11, 10:15
    ... bo chyba zostałem źle zrozumiany.

    Z alimentami jest tak jak z każdym przymusowym świadczeniem przez nas ponoszonym. Niby każdy średnio rozgarnięty człowiek wie, że podatki trzeba płacić (za coś te drogi, policję i wojsko trzeba utrzymać), że ubezpieczenie społeczne też jest niezbędne (służba zdrowia i emerytura kosztują), ale jednak gdy te opłaty zaczynają nam się wydawać zbyt wysokie i co ważniejsze gdy mamy wrażenie, że sami te środki byśmy lepiej i rozsądniej wydatkowali, to budzi się w nas opór przed ich ponoszeniem. I tyle.

    Wielu ekonomistów zgadza się z tezą, że czasem obniżenie jakichś zobowiązań skutkuje paradoksalnie zwiększeniem przychodów z ich tytułu (po prostu zmniejsza się czarna strefa).

    Myślę, że w przypadku alimentów może działać podobny mechanizm. Płatnik alimentów, który czuje się wykorzystany i skubany, będzie za wszelką cenę unikał zobowiązania. W momencie gdy zobowiązanie będzie racjonalne i nie wywołujące tego poczucia może pojawić się naturalne zainteresowanie potrzebami dziecka i sposobem ich zaspokojenia.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • noname2002 01.07.11, 10:34
    " Myślę, że w przypadku alimentów może działać podobny mechanizm. Płatnik aliment
    > ów, który czuje się wykorzystany i skubany, będzie za wszelką cenę unikał zobow
    > iązania. W momencie gdy zobowiązanie będzie racjonalne i nie wywołujące tego po
    > czucia może pojawić się naturalne zainteresowanie potrzebami dziecka i sposobem
    > ich zaspokojenia."
    Tak, mój eks płaci 300zł na 9letnie dziecko i czuje się wykorzystywany i skubany. Jak obniżę na 100zł, to zapewne poczuje zainteresowanie potrzebami dziecka i kupi kolejną bezsensowną zabawkę.
  • z_mazur 01.07.11, 10:52
    Piszę tutaj chyba o trochę innej sytuacji. Zauważ, że kwota alimentów, o której mowa w tym wątku ma uwzględnić 300 zł wydatków na kosmetyczkę, więc to chyba trochę inna sprawa.

    Poza tym w pierwszy poście pisałem, że kwota alimentów powinna pokrywać w miarę standardowe koszty utrzymania dziecka.

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • noname2002 01.07.11, 11:06
    Myślę, że ta dyskusja jest trochę bez sensu, komuś przeciętnie zarabiającemu sąd nie zasądzi alimentów w których 300zł na kosmetyczkę będzie jedną z wielu pozycji. A jak ktoś wyżej słusznie zauważył, jeśli fantastycznie zarabiający ojciec(albo matka) wychowywał dziecko w bardzo wysokim standardzie, to czemu ma dziecko ten standard stracić tylko dlatego, że rodzice się rozstali?
    A co do decydowania o wydatkach i wyliczeń na co idą alimenty to już Tully. Makker zauważyła, bardzo słusznie zresztą, że najbardziej na to nalegają Ci którzy płacą minimalne kwoty.
  • z_mazur 01.07.11, 11:47
    Ale tu dyskusja nie jest o obniżaniu alimentów, tylko o sposobie szacowania ich wysokości w momencie gdy są ustalane.

    Jeśli pomiędzy rodzicami jest duża różnica w dochodach, to jeśli dziecko zostanie z mniej zarabiającym, to zawsze obniży mu się standard. Oczywiście jest na to dość prosty sposób, zostawić dziecko z rodzicem o wyższej stopie życia. Ten drugi rodzic będzie płacił symboliczne alimenty i najprawdopodobniej problem wysokich alimentów w ogóle nie zaistnieje.

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • nangaparbat3 01.07.11, 13:52
    W zasadzie się zgadzam, z jednym zasadniczym zastrzeżeniem:

    W momencie gdy zobowiązanie będzie racjonalne i nie wywołujące tego po
    > czucia może pojawić się naturalne zainteresowanie potrzebami dziecka i sposobem
    > ich zaspokojenia.

    Nie "będzie racjonalne", tylko "będzie przez niego postrzegane jako racjonalne".
    A to niestety często dwie zupełnie rózne rzeczy.
    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • z_mazur 01.07.11, 13:56
    Ludzie "en mass" prezentują zazwyczaj dość racjonalne podejście do wielu rzeczy. Chociaż oczywiście skupiając się na pojedynczych przypadkach można wszystko przedstawić w krzywym zwierciadle.



    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • noname2002 01.07.11, 14:49
    Problem w tym, że takich ojców którzy faktycznie interesują się tym, co dziecku potrzeba jest niewielu, reszta raczej skupia się na tym, żeby uniknąć wszelkich wydatków. W każdym razie widzę takie przykłady w swoim otoczeniu. Myślę, że chyba większość kobiet wolałaby normalnie móc się dogadać a nie tracić nerwy a często i pieniądze na prawników na wojny w sądzie.
    A co do tego co pisałeś że rodzic świetnie zarabiający powinien przejąć opiekę nad dzieckiem to się standard nie obniży-a co jeśli wcale tej opieki nie chce, co też jest bardzo częste?
  • z_mazur 01.07.11, 15:00
    Nie wiem jak to wygląda statystycznie, ale wśród moich rozwodzących się znajomych większość ojców chciałaby się podjąć opieki. W Stanach opieka ojcom jest powierzana w ponad 30% przypadków, czy nasze społeczeństwo aż tak się bardzo różni?

    Pewnie ta opieka jest powierzana ojcom głównie wtedy gdy są w stanie zapewnić zdecydowanie lepsze warunki. W przypadku porównywalnych, opieka jest pewnie powierzana matce. I to by właśnie rozwiązywało te konflikty o jakieś wydumane alimenty, bo w przypadku średnich i porównywalnych dochodów obu rodziców, tego pola konfliktu nie ma, ono pojawia się przy dużych różnicach w dochodach.

    --
    Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uznajemy.
  • tricolour 01.07.11, 17:36
    ... ale wcześniej cytat z jednej z wypowiedzi z tego watku: "Bo też mam jak na to forum nietypową sytuację. Kiedy dziecko było ze mna, to ojciec płacil cos 500-600 zl, plus niektóre ekstra wydatki. Teraz syn jest z ojcem - ja nie płacę żadnych alimentów. Ale pokrywam wiele grubszych wydatków. Plus - pieniądze synowi do reki, bo jest duży i wiem na co "zbiera".

    Zwracam uwagę, że normą w tej wypowiedzi jest, że ojciec ma płacić regularne alimenty i extra wydatki, natomiast matka wcale nie płaci co miesiąc. Co prawda pokrywa grube wydatki i kieszonkowe, ale pokrywanie tych wydatków ma pod pełną kontrolą: płaci tylko za to, co jest konieczne i sama decyduje, że jest konieczne lub nie. Jakoś nikt - szczególnie kobiet - nie zauważył,że matka ma obowiązek alimentacyjny, a nie akcyjnośc opłat, których sens weryfikuje.

    No taka "drobnostka" drogie dyskutantki. Jesli hipokryzja jest drobnostką.
  • nangaparbat3 01.07.11, 17:49
    E tam.
    Ta akurat matka bardzo dobrze dogaduje się ze swoim byłym - jeśli umowili sie tak jak ona to opisuje, to widac tak im pasowało. I o to chodzi - zeby ludzie z sobą rozmawiali, dogadywali się i dotrzymywali umów. Wszelkie odwoływanie się do przepisów prawa jest potrzebne tylko wtedy, kiedy coś nie gra. I wtedy to prawo tak naprawdę niczego nie załatwia - bo w ogole nie o to chodzi.

    --
    "Ja jako obywatel - nie obywatelka, nie jestem feministką ..."
  • tricolour 01.07.11, 18:00
    ... szczególnie to zdanie warunkowe: "Plus - pieniądze synowi do reki, bo jest duży i wiem na co "zbiera".

    Tu nie chodzi tylko o to, że matka dogaduje się ojcem. Nie ona jedna. Chodzi o to, że matka daje pieniądze do ręki, bo wie na co idą. Z czego jasno wynika, że ta wiedza zezwala na dawanie pieniędzy. Użycie takiej konstrukcji jasno sygnalizuje, że matka, aby przekazać pieniądze chce wiedzieć na co idą. Gdyby nie chciała i było jej wszystko jedno, to by nie wymysliła takiej warunkowej konstrukcji.
  • z_mazur 01.07.11, 18:10
    Dokładnie to postuluję, żeby ludzie pierw próbowali się dogadywać, a nie walili z grubej rury "na kosmetyczkę".

    Jedna z pań sugerowała, że jak dziecko będzie pieniądze dostawało od ojca, to od razu pójdą na narkotyki, albo alkohol. Pewnie w sytuacji gdy matka daje te pieniądze, tego ryzyka nie ma. smile

    --
    Kobieta nie wie czego chce,
    ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
  • noname2002 01.07.11, 18:49
    A ile razy można mówić, że najczęściej NIE można się dogadać a rodzic nie mieszkający z dzieckiem szybko zapomina jakie są realne koszty jego utrzymania(a często i o samym dziecku "zapomina")? Wyobrażasz sobie ojca który od 2 lat dziecka nie widział i który decyduje o wydatkach?
  • garibaldia 01.07.11, 18:29

    Konkretnie czyja hipokryzja?... Ojca i matki którzy sami sobie ustalili, że taki model im pasuje?... Na co się tu oburzać?... I odsądzać ich od czci i wiary że się tak dogadali i wszystkim z tym dobrze.... A jeśli ojcu jest wygodnie z tym, że matka nadal większość spraw dziecka kupi, załatwi, dostarczy i woli to niż gotówkę do ręki i myślenie na co synowi znowu dać.... Myślę, że niejedna matka by nie żądała alimentów na np zużyty prąd gdyby wiedziała ,że ojcu dziecka można ufać i dziecko dostanie od ojca książki do szkoły, buty, kurtkę i inne podstawowe a nie tanie rzeczy
    a nie np drogą zabawkę traktowaną jako równowartość kwoty alimentów...
    Można się tak umówić...
    Nie rozumiem piany bitej w tym wątku...
    gdy rodzice się dogadują to nikt ich w inne formy relacji nie wtłoczy bo nie ma jako takiego nakazu płacenia alimentów ściganego odgórnie przez państwo...
    Jeśli rodzic ma zasądzone a nie płaci to tylko drugi rodzic może go ścigać komornikiem jeśli o to wystąpi....


    > sygnalizuje, że matka, aby przekazać pieniądze chce wiedzieć na co idą. Gdyby
    > nie chciała i było jej wszystko jedno, to by nie wymysliła takiej warunkowej ko
    > nstrukcji.

    Eureka!! Jeśli ojciec się dzieckiem naprawdę interesuje, to WIE NA CO JEGO PIENIĄDZE IDĄ... Bo to widzi. I tu się kończy cała sprawa niewiedzy. Na ogół jest refleksja: o ku....!jakie to wszystko drogie!
    Większość problematycznych ojców którzy narzekają, że ex na waciki zbiera, coś tam płacą, zawsze uważają, że za dużo, a nie zdają sobie sprawy ile takiemu dziecku jest potrzebne. Idea sądowego ustalania alimentów też jest jasna...,. trzeba wykazać potrzeby dziecka...rachunki.... wszystko jest w tabelkach. Te potrzeby są nazwane... można je dyskutować, podważać sens, lub wskazywać nowe. Dla chcącego nic trudnego...
    Pewnemu koledze polepszyły się zdecydowanie finanse więc zaproponował byłej żonie, że może dać większe alimenty na dziecko bo go stać, żona nie była łasa na kasę więc zaczęła się zastanawiać czy coś dodatkowego dziecko potrzebuje. Wtedy kolega stwierdził, że jeśli matka nie umie od razu mu wymienić czy dziecku czegoś brakuje to znaczy, że jej dodatkowa kasa potrzebna nie jest i kasy nie dał....po co się wysilać bardziej. Nie wiem czemu nie zainteresował się sam dzieckiem.... wolał tylko wyłożyć kasę. Oszczędził tym swój czas. Dla mnie to podsumowanie podejścia niektórych lub większości mężczyzn, którzy cieszą się, że dziecko im rośnie lecz nie mają ochoty wykazywać wysiłku żywych kontaktów i interesowania się tym dzieckiem by SAMEMU wiedzieć co ono potrzebuje.... Jeśli już trafi się taki rodzic to z drugim ustalają płatności na bieżąco i nie ma z tym większego problemu, oboje sobie ufają w kwestii wychowania dziecka pomimo rozwodu.
  • z_mazur 01.07.11, 18:39
    > Jeśli
    > już trafi się taki rodzic to z drugim ustalają płatności na bieżąco i nie ma z
    > tym większego problemu, oboje sobie ufają w kwestii wychowania dziecka pomimo
    > rozwodu.

    No właśnie o to chodzi w tym wątku, ale takiego zaufania nie da się zbudować, jeśli zaczyna się rozwiązywać sprawę pokrywania kosztów utrzymania dziecka, pozwem o alimenty z pozycją "kosmetyczka - 300 zł".

    --
    Skromność zdobi mężczyznę, ale prawdziwy mężczyzna nie powinien się zdobić wink))
  • garibaldia 01.07.11, 18:52
    Ale zrozum Z_Mazur....że rzadziej tak się zaczyna a częściej tak się kończy, gdy inne próby dogadania się zawiodły....
    Jeśli ktoś zarabia 30tysięcy miesięcznie to myślisz, że te 300 zł na kosmetyki go obchodzi?.... jeśli nie ma ochoty zajmować się dzieckiem to płaci 3 tysiące na odczep się i go nie interesuje co tam sobie matka nawymieniała w tej kwocie ani gdzie to dziecko bywa....
    Nie wszyscy są mili, że ustępując im coś się więcej uzyska.... Warto próbować... lecz są takie typy, że się nie da bo zamiast dziecka widzą tylko byłą/byłego który ich wkurza samym widokiem.

  • garibaldia 01.07.11, 18:40
    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,126177627,126371061,Re_Alimenty_myslalam_ze_bedzie_prosciej_.html
    Proszę.... Tak to wygląda w większości przypadków jak bardzo panowie po rozwodzie chcą się dziećmi zajmować i na nie łożyć... Czy kobieta by musiała walczyć w śądzie o pieniądze gdyby pan sam z siebie dawał na dzieci i się nimi czasem zajął......
  • dezoksa 01.07.11, 19:18
    Ktoś napisał że większość rozwodzących sie ojców chce opiekować się dziećmi
    Z mazur napisał: Wielu ekonomistów zgadza się z tezą, że czasem obniżenie jakichś zobowiązań skutkuje paradoksalnie zwiększeniem przychodów z ich tytułu

    Może chcą się opiekować dlatego że mają małe szanse na opiekę?
  • dezoksa 01.07.11, 19:21
    ponadto dla jednego rodzica korepetycje to niepotrzebny luksus, dla innego comiesięczna wizyta u kosmetyczki to minimum socjalne
    Problem pojawia się gdy prosi się na kosmetyczkę tego od korepetycjismile
  • maniasza 01.07.11, 19:32
    tricolour napisał:

    > ... szczególnie to zdanie warunkowe: "Plus - pieniądze synowi do reki, bo jest
    > duży i wiem na co "zbiera".
    >
    > Tu nie chodzi tylko o to, że matka dogaduje się ojcem. Nie ona jedna. Chodzi o
    > to, że matka daje pieniądze do ręki, bo wie na co idą. Z czego jasno wyn
    > ika, że ta wiedza zezwala na dawanie pieniędzy. Użycie takiej konstrukcji jasno
    > sygnalizuje, że matka, aby przekazać pieniądze chce wiedzieć na co idą. Gdyby
    > nie chciała i było jej wszystko jedno, to by nie wymysliła takiej warunkowej ko
    > nstrukcji.

    Tricolour, prosze, nie doszukuj się w mojej wypowiedzi jakiegos drugiego dna.
    Pieniądze idą na pasję syna (bardzo drogą), ktorą zaszczepil dziecku ojciec.
    Mianowicie - szybowce. DOkładnie - synowi daję pieniądze, by opłacał za nich loty szybowcem. Do aeroklubu jeździ zawsze z ojcem. Ile godzina lotu z instruktorem kosztuje - nie będę wspominać. W sezonie i jesli sa odpowiednie warunki pogodowe, mlody lata co tydzien, co dwa. Lata, bo to kocha. a za półtora roku, jak skończy 16 lat będzie mogł zdawać na licencję. To sa pieniądze, ktory mógłby placic ojciec, jednocześnie wymagając ode mnie alimentow argumentując to tym, że trzeba sfinansowac dziecka pasję. Więc te "kieszonkowe" - to w zasadzie alimenty. Tylko inaczej się nazywają. Te kiesoznkowe, to inwestycja w dziecko, bo coś przebąkuje od ponad roku, że chce iść do liceum do Dęblina. Jak będzie - to się okaże, ale na razie.. płacę "alimenty" właśnie w takiej postaci.
    Poza tym, to co ojciec płacił, kiedy młody mieszkał ze mną, to też nie były de facto alimenty. Bo ktoś, kto zarabia 3 srednie krajowe na pewno (teoretycznie) powinien płacic więcej niż 600 zl.
    Kiedyś jak siedziałam na tym forum często, to wpadłam na genialny pomysł pod wpływem lektury, że zrobię se te tabelkę w excelu i i wyciągnę z niego ile się da. Tak sie nakręciłam tutejszymi radami. Częściowo zrobiłam, przejrzałam to i,...ręce mi opadły, jak pomyślałam, jak na to może zareagować. Więc odrzuciłam ten pomysł, bo uznałam go za najgorsze wyjście z możliwywch. I całe szczęście.



    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • maniasza 01.07.11, 19:35
    errata. do Dublina (szkoła Orląt)
    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • panda_zielona 02.07.11, 00:58
    maniasza napisała:
    > errata. do Dublina (szkoła Orląt)

    ????????????????????
  • jarkoni 02.07.11, 09:26
    Maniaszo, Dęblin był poprawny.
    www.wsosp.deblin.pl/
    Młody jest ambitny jak widzę, dobrze, że pomagasz rozwijać jego pasję..
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • maniasza 02.07.11, 09:53
    Oczywiście ze Dęblin. Trzy rzeczy w międzyczasie robiłam - maila pisałam, na forum i na skype, wiec mi się pokićkało wink

    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • garibaldia 01.07.11, 19:55
    Bo jak się da dogadać to tabelka potrzebna tylko dla własnej świadomości ile na dziecko idzie nakładów....by mówić o konkretach a nie rzeczach których się nie jest pewnym. Gdyby oboje rodzice otworzyli sobie taką tabelkę w exelu i zaczęli liczyć ..... to nikt by nie twierdził, że 300zł to wystarczające alimenty...
    Moja przyjaciółka dostaje na 16latków po 300zł....i zero zainteresowania ojca dziećmi, grosza dzieciom dodatkowego nie dał, zawsze odsyła ich do matki z pretensjami że ma alimenty to nich utrzymuje....
    i ona boi się iśc do sądu o podwyżkę alimentów bo przypuszcza, że jak się upomni o realne kwoty to były mąż nie da jej więcej ani grosza(pracuje w szarej strefie i ma się dobrze).... a ona z dziećmi żyje dzięki pomocy rodziców i nie stać jej by zaryzykować utratę tych 300zł z budżetu jeśli pana urazi wnioskiem o podwyżkę... Dla mnie jest to... ohydne. sad
  • maniasza 01.07.11, 20:37
    garibaldia napisała:

    > Gdyby oboje rodzice otworzyli sobie taką tabelkę w exelu i zaczę
    > li liczyć ..... to nikt by nie twierdził, że 300zł to wystarczające alimenty..

    robia takie tabelki rodzice, dla których dziecko jest obciążeniem z założenia.
    Mnie taka tabelka nie jest potrzebna. I sądzę, że mojemu eksowi też nie.\
    Bo nawet jak dziecko i zmusza mnie do ekstra wysiłku, to ten wysiłek jest niczym, w porównaniu z tym, co dziecko wnosi w zycie rodzica.
    > .
    > Moja przyjaciółka dostaje na 16latków po 300zł....i zero zainteresowania ojca d
    > ziećmi, grosza dzieciom dodatkowego nie dał, zawsze odsyła ich do matki z prete
    > nsjami że ma alimenty to nich utrzymuje....
    > i ona boi się iśc do sądu o podwyżkę alimentów bo przypuszcza, że jak się upomn
    > i o realne kwoty to były mąż nie da jej więcej ani grosza(pracuje w szarej stre
    > fie i ma się dobrze).... a ona z dziećmi żyje dzięki pomocy rodziców i nie stać
    > jej by zaryzykować utratę tych 300zł z budżetu jeśli pana urazi wnioskiem o po
    > dwyżkę... Dla mnie jest to... ohydne. sad

    Tak tez bywa, wystarczy poczytać to forum.
    Ja trzymam się jedenj zasady. Umiesz liczyć, licz na siebie, kiedys to zrozumiałam.
    Bo na kogoś można liczyć do czasu, i nie wiadomo, co sie może zdarzyć i co sie komu odwidzi. I wtedy co? Uszy po sobie i cichutko siedzieć i potakiwać, bo sie jest zależnym?

    A siebie się jest pewnym, można szacować swoje siły, bo się zna własne możliwości, przewidywać własne perspektywy i kierować własnym życiem tak, aby nigdy od nikogo w sprawach istotnie życiowych nie być zależnym. Słowem, decydować o własnym życiu, a nie pozwalać, aby ktoś to za nas robił.

    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 01.07.11, 20:56
    maniasza napisała:
    > robia takie tabelki rodzice, dla których dziecko jest obciążeniem z założenia.

    Maniaszo, a skąd taki wniosek? Jak inaczej przedstawić w sądzie realne koszty utrzymania dzieci?
    Kocham moje dzieci nad życie, nigdy nie traktowałam ich jako obciążenia, ale tabelkę zrobiłam. No bo jak inaczej mam w sądzie udowodnić, że utrzymanie dzieci kosztuje wielokrotnie więcej niż płaci ich ojciec?
    Są typy, z którymi nijak pokojowo dogadać się nie da, więc zostaje sąd a w sądzie liczą się dowody.
  • jarkoni 02.07.11, 09:37
    mola1971 napisała:

    > maniasza napisała:
    > > robia takie tabelki rodzice, dla których dziecko jest obciążeniem z założ
    > enia.
    >
    > Maniaszo, a skąd taki wniosek? Jak inaczej przedstawić w sądzie realne koszty u
    > trzymania dzieci?
    > Kocham moje dzieci nad życie, nigdy nie traktowałam ich jako obciążenia, ale ta
    > belkę zrobiłam. No bo jak inaczej mam w sądzie udowodnić, że utrzymanie dzieci
    > kosztuje wielokrotnie więcej niż płaci ich ojciec?
    > Są typy, z którymi nijak pokojowo dogadać się nie da, więc zostaje sąd a w sądz
    > ie liczą się dowody.

    Maniaszo, dokładnie tak, Mola ma rację
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
  • maniasza 02.07.11, 09:56
    Możliwe Jarkoni, ja tego nie neguje. W końcu dla takich typów wymyślono sady, bez nich wydziały rodzinne byłyby bezrobotne wink

    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • altz 02.07.11, 10:05
    > No bo jak inaczej mam w sądzie udowodnić, że utrzymanie dzieci
    > kosztuje wielokrotnie więcej niż płaci ich ojciec?
    Tylko uważaj na to, żeby mieć "pokrycie" tych kosztów w swojej pensji wink
    Czasami tak się może zdarzyć, że rodzic wydaje wirtualne pieniądze. smile
  • mola1971 02.07.11, 17:35
    altz napisał:
    > Tylko uważaj na to, żeby mieć "pokrycie" tych kosztów w swojej pensji wink
    > Czasami tak się może zdarzyć, że rodzic wydaje wirtualne pieniądze. smile

    Altz, czy Ty uważasz, że jestem kretynką?
    Nie martw się, wydaję jak najbardziej realne, ciężko przez siebie zarobione pieniądze.
  • garibaldia 01.07.11, 21:00
    maniasza napisała:

    > robia takie tabelki rodzice, dla których dziecko jest obciążeniem z założenia.

    Mam inne zdanie. Uważam, że każdy takie tabelki powinien sobie choć co kilka lat robić, bo nie oszukujmy się....niektórzy żyją dość....nieświadomie. I są w stanie przyjąć za prawdę kit, że 300 zł to dobre alimenty wystarczające dla nastolatka.

    > Mnie taka tabelka nie jest potrzebna. I sądzę, że mojemu eksowi też nie.\
    > Bo nawet jak dziecko i zmusza mnie do ekstra wysiłku, to ten wysiłek jest nicz
    > ym, w porównaniu z tym, co dziecko wnosi w zycie rodzica.

    Świetnie...ale gdyby to była trójka dzieci to obawiam się, że ekstra wysiłek by nie pomógł by wszystkie mogły mieć choć częściowo poziom który możecie zapewnić jednemu.... Gdy budżet się nie dopina to trzeba liczyć i to dokładnie.... i niestety nie wystarczy liczyć wyłącznie na siebie bo się nie daje rady... Przy jedynaku naprawdę o wiele prostsza sprawa to realizować.
  • maniasza 01.07.11, 21:26
    Ja nie chciałam nikogo urazić tym powiedzeniem. Słowo honoru.
    Ja też kiedys marzyłam, że będę miała z moim eksem nie jednego, ale trzech synów.
    To bylo moje marzenie. Mowię bardzo serio. Bo mam do babińca awersję smile Moj biedny śp. ojciec musiał jakoś funkcjonować z czterema babami w rodzinie.
    Ale mi te marzenia przystopowały, światełko zapaliło sie o wiele wcześniej, zanim odeszłam od eksa, w nieznane tak naprawdę.

    Nie chcę powiedzieć wprost, że trzeba było mysleć, z kim się robi dzieci i jaką ilość, ale nie ukrywam, że sie ciśnie na usta. Ale nie w urazę, Molu i Garibaldio.
    Zastanawiam się abstrakcyjnie zupełnie, czy się jest aż tak pewnym siebie, zbyt pewnym, by brnąć w takie rozmnażanie się.
    Jak sa juz dzieci, to nic na to nie poradzisz, wiadomo. Ale chodzi mi o myślenie "przed".
    Ja nigdy nie bylam za bardzo pewna siebie, dlatego szacowałam swoje mozliwości dośc nisko. Zatem w pewnym momencie wiedzialam, że jest jedno dziecko, ale na więcej mnie nie stać, i to nie tylko o strone materialna chodzi, chodzi o wewnętrzne zasoby, o własna emocjonalność, o własna energię. Jesli wiem, ze mnie nie stać - to nie stać.

    Sąd nie jest głupi i dokladnie wie - że za trzysta złotych nawet niemowlaka nie da się utrzymać.
    Jak są takie typy, z ktorymi dogadać sie nie można, to żadne dowody ich nie przekonają. Nawet przed sądem. Zasądzisz, a ten typ będzie unikać za wszelką cenę wszelkich płatności.
    I sa i były na to liczne przykłady na tym forum.


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 01.07.11, 21:42
    Maniaszo nikt na czole nie ma napisane, że jest palantem, to z czasem wychodzi. U mnie wyszło, gdy była m w ciąży z trzecim dzieckiem. Wcześniej bardzo dobrze się maskował i do dziś nie wiem dlaczego akurat wtedy wylazła z niego jego prawdziwa natura.
    A co do ilości dzieci jako takiej to tak już w tym życiu jest, że jeden człowiek ma "zasoby" (i nie mam tu na myśli zasobów materialnych) na jedno dziecko, drugi na dwoje, trzeci na troje, czwarty na dziesięcioro a szósty w ogóle dzieci nie chce. I bardzo dobrze bo gdyby wszyscy mieli jednakowe "zasoby" i byłyby to zasoby na jedynaków to już dawno wyginęlibyśmy jak mamuty.
    Ja "zasoby" w sobie mam na więcej niż troje dzieci, ale jako, że zrozumiałam, że związałam się z palantem tako więcej dzieci mieć nie chciałam, choć ex więcej mieć chciał. A "zasoby" dla wnuków zostawię wink
  • garibaldia 01.07.11, 21:54
    Akurat moja znajoma miała męża niezłego manipulatora, który zawsze na niej żerował a ona tego nie widziała... środowisko w jakim wtedy żyła jej wtłaczało, że tak ma być, to żony powinność krzyż nieść. I tak dobrze, że ma tylko trójkę bo na więcej sobie nie pozwoliła choć mąż cisnął a ona mogła by spokojnie dzietność w polsce zawyżać.... Mimo wszystko o ojcu dzieci miała dobre zdanie i była pewna, że po rozwodzie będzie dobrym ojcem i o dzieciach nie zapomni. Nawet rozważała czy mu dzieci nie zostawić, że może j lepiej wychowa.... Ale on nie chciał, zwolnił się z obowiązków i cieszy się, gdy jej jest gorzej niż jemu. Taki chory typ...
    Co do zasobów to mój znajomy ze studiów tworzy cudowne małżeństwo, bliskość, współpraca, rozwój duchowy i wysoka inteligencja... i właśnie urodził im się piąty synsmile Dla niektórych to zapewne patologią trąca a ja widzę cudownych ludzi i szczęście w domu. Inny świat...

  • maniasza 01.07.11, 22:14
    garibaldia napisała:


    > Co do zasobów to mój znajomy ze studiów tworzy cudowne małżeństwo, bliskość, ws
    > półpraca, rozwój duchowy i wysoka inteligencja... i właśnie urodził im się piąt
    > y synsmile Dla niektórych to zapewne patologią trąca a ja widzę cudownych ludzi i
    > szczęście w domu. Inny świat...

    Tez podobnie chciałam. Bo z natury jestem taką mamką. Byłam. Co to szaliczek zawinie, rękawiczki włozy, kanapeczki na drogę zrobi, obiadek pod nos i czyste ubranka i takie tam. Ale nie dało się. On tego nie potrzebował, jak sie okazało.
    Nie, to nie. Nic na siłę. Zmieniłam nastawienie. I dobrze na tym wyszłam.

    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • garibaldia 01.07.11, 22:21
    Ja miałam mieć trójeczkę, w tym bliźniaki żeby było szybciej tongue_out
    Chichot losu, że mój były z którym te plany robiłam ..dokładnie mój plan zrealizował z inną.... i szczęśliwy zadzwonił do mnie się pochwalić gdy bliźniaki przyszły na świat.... Oj faceci..wyczucia za grosz...
  • maniasza 01.07.11, 22:38
    garibaldia napisała:

    > Ja miałam mieć trójeczkę, w tym bliźniaki żeby było szybciej tongue_out
    > Chichot losu, że mój były z którym te plany robiłam ..dokładnie mój plan zrea
    > lizował z inną.... i szczęśliwy zadzwonił do mnie się pochwalić gdy bliźniaki
    > przyszły na świat.... Oj faceci..wyczucia za grosz...

    Tak bywa. Cos o tym wiem. Ale wiesz, ja mężczyzn od pewnego czasu nauczyłam się traktować jak sprawnych inaczej. No. Z nimi trzeba bardzo delikatnie, jak z jajkiem, i z wyczuciem. Wtedy się dopiero otwierają, jak te lilije kwitną wtedy wink


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 01.07.11, 22:25
    Maniaszo, ale to nie polega na tym smile
    Właśnie mając kilkoro dzieci kobieta skutecznie oducza się mamkowania wink Uczy się, że obowiązki trzeba dzielić, uczy dzieci samodzielności i odpowiedzialności.
    Typową Matką Polką nigdy nie byłam. Taką co to wszystko dla dzieci. Dzieciaki są cudowne, kochane wspaniałe i ważne, ale ja jestem tak samo ważna.
    Obiadek pod nos? Obiadek pod nos to mi Młody podstawia, gdy z pracy wracam big_grin No, nie obiadek a późną kolację smile
  • maniasza 01.07.11, 22:43
    mola1971 napisała:

    > Maniaszo, ale to nie polega na tym smile
    > Właśnie mając kilkoro dzieci kobieta skutecznie oducza się mamkowania wink Uczy
    > się, że obowiązki trzeba dzielić, uczy dzieci samodzielności i odpowiedzialnośc
    > i.

    Wierzę. Nie znam tego, jesli chodzi o taką ilość dzieci. Ale mądry manager tak robi, sceduje obowiazki na podwładnych. Tak powinno być.


    > Typową Matką Polką nigdy nie byłam. Taką co to wszystko dla dzieci. Dzieciaki s
    > ą cudowne, kochane wspaniałe i ważne, ale ja jestem tak samo ważna.

    Tez tak mam.

    > Obiadek pod nos? Obiadek pod nos to mi Młody podstawia, gdy z pracy wracam big_grin
    > No, nie obiadek a późną kolację smile

    Mój nie podstawiam, bo go ze mna nie ma na co dzień. To raczej jak on przyjeżdza, to ja nadskakuję. Nadrabiam braki codzienności. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Samo zycie i nie ma co tego na czynniki pierwsze rozbierać. Wszystko wymaga wyważenia.

    Dobranoc., milo się porozmawiało. Muszę zmykać.


    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 01.07.11, 22:49
    Dobranoc smile
  • maniasza 01.07.11, 22:04
    Nie ma napisane, ale zawsze są pewne sygnały.
    Poza tym może być tak, że ja go w pewnym momencie uważam za palanta, a on mnie za takąż samą , tylko ja o tym jeszcze nie wiem wink
    A potem jest .."och".. smile

    > I bardzo dobrze bo gdyby wszyscy mieli jednakowe "zasoby" i byłyby to
    > zasoby na jedynaków to już dawno wyginęlibyśmy jak mamuty.

    Oczywiście, że dobrze. W skali globalnej.
    Ja jestem egoistką i do tego leniwcem strasznym. Interesuje mnie bardziej mój węższy świat, niż ten szeroki naokoło. Ty widocznie masz zasoby wewnętrzne większe, niż ja, raczku smile




    --
    "Ja jestem afropolką, lesbijką i żydówką. A na jutro wykupiłam bilety do loży masońskiej."
    (by Szymon Majewski Show).
  • mola1971 01.07.11, 22:11
    Teraz to już i ze mnie leniwiec się zrobił smile
    Kiedyś, gdy dzieci były małe miałam zasoby na więcej. Teraz już niemowlaka w domu sobie nie wyobrażam, niemowlęta teraz już tylko cudze lubię.
    Nadal mam zasoby, ale na starsze dzieciaki. Uwielbiam, gdy do moich Młodych na dłużej przyjeżdżają koleżanki i w domu jest jeszcze gwarniej niż zwykle.
    Wiem, zboczona jestem wink
  • sandrad2 01.07.11, 20:03
    Jeśli ma ropiejące pryszcze na plecach to ktoś się nimi musi zająć bo sam sobie nie wyciśnie.
    Ten rodzic,który nie chce wyciskać mu pryszczy powinien zapłacić kosmetyczkę.
  • altz 01.07.11, 20:33
    sandrad2 napisała:

    > Jeśli ma ropiejące pryszcze na plecach to ktoś się nimi musi zająć bo sam sobie
    > nie wyciśnie.
    > Ten rodzic,który nie chce wyciskać mu pryszczy powinien zapłacić kosmetyczkę.
    Stanowczo odradzam. Jeśli jest to taki stan, jak piszesz, udaj się do fachowca (dermatologa), a nie do magików.
    Niektórzy próbują sobie wyciskać czerniaka, a po kilku miesiącach idą przez to do piachu. Dermatologa zauważy takie zmiany, kosmetyczka mało która.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka