Dodaj do ulubionych

Roszczeniowośc polskich matek.

09.09.12, 17:09
Chętnie przeczytam zdania odrębne. Widzicie takie zjawisko wśród Was? Może jest ono uzasadnione?
wyborcza.pl/1,75478,12446740,Spor_o_tozsamosc_polskiej_kobiecosci__Cos_ty_wozkowym.html
Obserwuj wątek
      • obrazo-burca Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 19:09
        O roszczeniowe matek.

        Dodam jeszcze, że bynajmniej nie traktuję jako roszczeniowość postawy typu emeryt pójdzie dorobić to mu zabiorą emeryturę, bo przekroczy dochód i podobnych temu w których powstaje kwadratura koła, o którą nietrudno w Polandii.
    • nangaparbat3 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 19:35
      Mlode matki? U mnie w pracy wracają do roboty najdalej po roku, inna znana mi mloda matka zapieiprza jak maly samochodzic, pracuje, studiuje.
      Nie wiem, jak jest, wiem, co ja.
      Że się modlę, zeby być zdrową i w pelni sił kiedy moja corka zechce sie rozmnozyc i moc w razie potrzeby jej pomoc.
      Żeby przez pierwsze trzy lata chociaż jej dzieci mialy indywidualną opiekę bliskiej osoby i calą jej uwagę - i żeby ona miała szansę robic też coś dla siebie, "rozwijac się intelektualnie".
      Powiem, co myślę: myślę, że mlode kobiety to grupa przed ktorą w Polsce stawia się najwieksze wymagania dotyczące każdego, absolutnie kazdego aspektu zycia. Że zaden rzeczywisty człowiek wszystkich tych wymagań nie jest w stanie spelnić. Że mlode kobiety są - wbrew pozorom - o wiele mniej pewne siebie niz ich matki czy babcie, za to o wiele ambitniejsze i o wiele silniej dążą do perfekcji. Same kręcą na siebie bicz, przy ofiarnej pomocy rodzicow, szkoły, reklam, pism dla dam i "pudelka".
      Nie widziałam statystyk, mowiono mi jednak, ze znacznie wzrosla liczba kobiet z depresją poporodowa. Kiedy na forum emama jedna z pań opisała wszystkie symptomy choroby, inne pisały: nie przejmuj się, po pół roku ci przejdzie, też tak miałam.
      Świat, w ktorym depresje poporodowa zaczyna uważać sie za normę, to koszmar. Mloda matka potrzebuje zyczliwości, troski, pomocy, ciepła i odciazenia. Polską mlodą matke sie rozlicza.


      --
      Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
      • mola1971 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 19:46
        nangaparbat3 napisała:
        > Świat, w ktorym depresje poporodowa zaczyna uważać sie za normę, to koszmar. Ml
        > oda matka potrzebuje zyczliwości, troski, pomocy, ciepła i odciazenia. Polską m
        > lodą matke sie rozlicza.

        Też tak myślę. Jak nie ma wsparcia w rodzinie/mężu i sama je sobie znajduje wśród innych młodych matek, to etykietkę "matki wózkowej" dostaje, bo jakiemuś podstarzałemu profesorowi przeszkadza, że w stadzie sobie idą. Niech stada kiboli sobie chłopak rozlicza i po nich jeździ. Jeśli już musi po kimś pojeździć.
        Potem się dziwić, że przyrost naturalny leży i kwiczy...
        • obrazo-burca Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 23:29
          Pojechał również po kibolach:
          Otwarcie, liberalność, prawa traktuje jako szansę na dominacyjne, bezprawne i agresywne zachowania. To dotyczy różnych grup. Niektóre są szczególnie drastyczne i widoczne, jak kibole

          www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,12424754,_Wozkowe___Wojowniczy__dziki_i_ekspansywny_segment.html
          • mola1971 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 23:35
            To teraz niech se po Tusku pojeździ, skoro taki wojownik z niego tongue_out Żadna sztuka jeździć po jakiejś grupie, sztuką jest uderzyć w konkretnego, wysoko postawionego człowieka. Bo co mu grozi za to, że matkom lub kibolom przyłożył? Nic konkretnego.
            Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia) przypomniało mi się powiedzenie (Kofty chyba, o ile dobrze pamiętam), że z młodych gniewnych wyrastają starzy wkurwieni tongue_out
          • smarhta Re: Roszczeniowośc polskich matek. 11.09.12, 04:48
            Ja nie wiem, czy o tym panu to przypadkiem filmu juz nie nakrecili kiedys? Bo kogos mi bardzo przypomina tongue_out

            Cytacik? (:

            Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy!

            Albo:

            Kurwa, jeszcze z tymi dziećmi jebanymi. Nie mogę.

            No i jeszcze cytacik, moment odbioru pensji w szkole, ktory IMO wiele wyjasnia tongue_out

            Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Dżizus, kurwa, ja pierdolę! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej...
        • gazeta_mi_placi Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 11:51
          Przyrost naturalny kwiczy bo nareszcie mamy skuteczną ogólnie dostępną i w dodatku różnorodną antykoncepcję.
          Kiedyś matki nie miały ani 10% obecnych udogodnień (pieluszki jednorazowe, znieczulenie do porodu, gotowe słoiczki, zmywarki, pralki) w dodatku panowała większa bieda niż obecnie i rodziły jak kotki w maju. Teraz mają tyle udogodnień a ledwo można wydusić z jednej czy drugiej jedynaka, i to na ogół z komentarzem "jak jej ciężko z jednym (zdrowym) dzieckiem w domu".
          Kobiety są wygodne i myślą o sobie (absolutnie nie uważam tego za wadę), dlatego rozmnażają się późno i ledwie jedynaka, najwięcej rozmnażają się kobiety afrykańskie gdzie nie ma profesorów tongue_out i muzułmańskie smile

          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
    • wendd Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 19:47
      A ja się z tym artykułem zgadzam w całej rozciągłości.
      Co też nie oznacza, że przedstawia on obraz 100% polskich matek.

      Z takich postaw biorą się pomysły np. emerytur dla nigdy nie pracujących matek (skąd fundusze na taką emeryturę i kto miałby je wypracować?) czy dodatkowego opodatkowania osób bezdzietnych.
      • smarhta Re: Roszczeniowośc polskich matek. 13.09.12, 01:27
        wendd napisała:

        > A ja się z tym artykułem zgadzam w całej rozciągłości.

        Calej?
        Tzn zgadzasz sie z tym, ze kobieta (nie kazda co prawda) po zostaniu matka nagle zaczyna "pytlowac nieprzytomnie", zadac dla siebie zawsze! przywilejow powolujac sie na dziecko, ktorej jej tak naprawde nie obchodzi, a sluzy jedynie zdobywaniu tych przywilejow i urzadzaniu sie za granica i ze nagle przestaje czytac ksiazki? Ze to wszystko ze zdobycia wozka i nabytego w ten sposob poczucia wartosci wynika?
    • kategemi Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 21:24
      Moje znajome młode matki nie są roszczeniowe. Nie sa też "wózkowymi". Ich marzeniem było szybko wrócić do pracy, zarabiać na utrzymanie rodziny...a jedyne roszczenie- żłobek, żłobek i jeszcze raz żłobek dostępny dla każdego dziecka, nie po znajomości, nie czekając trzy lata w kolejce i lekarz pediatra, który przyjmie chore dziecko od razu, a nie informacja w telefonie, że możemy panią zapisać na wizytę za trzy dni.
      Piszę o swoich młodych babach z pracy. Są wesołe, szczęśliwe , że mają dzieci, że mają pracę, są silne, mogą nie przespać kilka nocy pod rząd....wink Nie to co już starsza koleżanka smile
      --
      " Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywać to przeznaczeniem" C.G. Jung
    • obrazo-burca Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 21:53
      Drogie Panie,
      niektóre z Was mylą matki wózkowe, jak to ujął autor z młodymi matkami, o których p. profesor pisze tak:
      Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku.

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,12429251,Wozkowe___najgorszy_gatunek_matki.html
        • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 08:17
          Widzisz Mola, a ja znam co najmniej kilka, z tego jedną bardzo dobrze.

          --
          "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
          • mola1971 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:43
            No to może w innych światach żyjemy? W moim otoczeniu kobiety wracają do pracy od razu po macierzyńskim, pracują, rozwijają się zawodowo i dokształcają. Może nawet wolałyby posiedzieć dłużej z dziećmi w domu, ale na taki luksus nie mogą sobie pozwolić.
            Tylko jedna z moich kuzynek korzystała z urlopu wychowawczego, ale zanim zaszła w ciążę, odłożyli z mężem na ten czas pieniądze. Reszta posiłkuje się pomocą rodziny (lub niani) w opiece nad dziećmi i wraca do pracy od razu po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego i ewentualnie zaległego wypoczynkowego.
            • woda_woda Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:49
              mola1971 napisała:

              > No to może w innych światach żyjemy? W moim otoczeniu kobiety wracają do pracy
              > od razu po macierzyńskim, pracują, rozwijają się zawodowo i dokształcają.

              A ty uważasz, że jeśli czegoś w twoim otoczeniu nie ma to to coś już nie istnieje?
                • woda_woda Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:57
                  mola1971 napisała:

                  > Nie, nie uważam tak tylko trzymam się tematu wątku.

                  Czyżby?

                  Wystarczyło więc nie pisać:
                  "To teraz niech se po Tusku pojeździ, skoro taki wojownik z niego tongue_out Żadna sztuka jeździć po jakiejś grupie, sztuką jest uderzyć w konkretnego, wysoko postawionego człowieka. Bo co mu grozi za to, że matkom lub kibolom przyłożył? Nic konkretnego.
                  Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia) przypomniało mi się powiedzenie (Kofty chyba, o ile dobrze pamiętam), że z młodych gniewnych wyrastają starzy wkurwieni tongue_out"

                  a zwyczajnie odpowiedzieć: nie, w moim otoczeniu nie zbnam nikogo takiego.
                      • woda_woda I żeby była jasność. 10.09.12, 10:11
                        "Co tak kontrowersyjnego głosi profesor? Że żyją w Polsce kobiety, których poczucie wartości wynika tylko z tego, że są matkami, i z tego powodu spodziewają się szczególnego traktowania. Drażni go, że nie zajmują się dziećmi, tylko babską paplaniną. Że domagają się specjalnego traktowania, a same lekceważą innych. Że przestają czytać, uczyć się, rozwijać. Że wiele z nich wyjeżdża za granicę i tam rodzi dzieci, żeby na nie pobierać zasiłki."

                        To jest prawda - nawet wtedy, gdy w twoim otoczeniu takich zjawisk nie widziesz.

                        Nazywanie profesora za takie stwierdzenie "stukniętym" świadczy nie o nim a o tobie.
                              • woda_woda Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 10:42
                                mola1971 napisała:

                                > A to już Twoja nadinterpretacja jest.

                                Bynajmniej.
                                To ty napisałaś: "Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia)".
                                Zaliczyłaś go do stukniętych dlatego, że opisuje grupę kobiet, jakiej ty nie znasz.

                                • mola1971 Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 10:54
                                  Zaliczyłam go do stukniętych z tego powodu, że pianę bije i zajmuje się pierdołami, a nie dlatego, że opisuje zjawisko, które jest mi nieznane. Wg mnie poważny człowiek, profesor, nie powinien marudzić w prasie na grupę słabszą od siebie, bo to zwyczajnie żałosne jest. Dlatego napisałam by się Tuskiem zajął, skoro taki z niego chojrak.
                                  • woda_woda Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 11:04
                                    mola1971 napisała:

                                    > Zaliczyłam go do stukniętych z tego powodu, że pianę bije i zajmuje się pierdoł
                                    > ami

                                    Nie uważam, że roszczeniowość grup społecznych, brak kultury w relacjach międzyludzkich to pierdoły.
                                    • mola1971 Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 11:28
                                      Jako zagadnienie do badań socjologicznych są to ciekawe tematy. Tyle, że profesor nie zajął się badaniami zjawiska, tylko wysmażył pełen negatywnych emocji artykulik w prasie. A jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
                                      • woda_woda Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 11:31
                                        mola1971 napisała:

                                        > Tyle, że profes
                                        > or nie zajął się badaniami zjawiska, tylko wysmażył pełen negatywnych emocji ar
                                        > tykulik w prasie.

                                        Profesor na to odpowiedział tak:
                                        "12. Wyznaję ponadto, iż nie mam zamiaru znosić, aby ktokolwiek - korzystając zarówno ze zniekształconych i szczątkowych elementów dyskursu tradycyjnego (że "macierzyństwo jest cudowne"), jak i ze zniekształconych i szczątkowych elementów dyskursu feministycznego (że wszystkim młodym matkom i ich potomstwu należą się wszelkie prawa, nawet wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi) - starał się żyć na mój koszt, odmawiając mi zarazem prawa do swobody wypowiedzi oraz sposobu egzystencji. I tworząc emocjonalne - tylko emocjonalne - mechanizmy "kobiecej solidarności", która nakazuje patrzeć bezkrytycznie na wszystkie bez wyjątku działania rozmaitych grup kobiet, także te znieprawione, agresywne, bezprawne."
                                        wyborcza.pl/1,75478,12435267,Prof__Mikolejko_odpowiada___dzikiej_wozkowej_babie___.html
                                        • mola1971 Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 11:43
                                          Przecież jemu nikt nie zakazuje pisania, więc o co chodzi? Natomiast jeśli pisze, musi liczyć się z tym, że różnie to może zostać odebrane. Dla mnie tym artykułem i tą całą wojną w szklance wody, tylko się ośmieszył.
                        • nangaparbat3 Re: I żeby była jasność. 10.09.12, 10:49
                          To ja też mam przechlapane. Uważam, że bycie dobrą, kochającą matką jest bardzo dobrym powodem dla wysokiego poczucia wartości.
                          I o ile mogę jeszcze zrozumieć, że profesora drażni lekceważenie innych (o ile ma miejsce), pozostałe "zarzuty" są śmieszne, bo raczej są profesorskimi fantazjami niż faktami.


                          --
                          "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                        • smarhta Re: I żeby była jasność. 13.09.12, 02:58
                          woda_woda napisała:

                          > "Co tak kontrowersyjnego głosi profesor? Że żyją w Polsce kobiety, których pocz
                          > ucie wartości wynika tylko z tego, że są matkami, i z tego powodu spodziewają s
                          > ię szczególnego traktowania. Drażni go, że nie zajmują się dziećmi, tylko babsk
                          > ą paplaniną. Że domagają się specjalnego traktowania, a same lekceważą innych.
                          > Że przestają czytać, uczyć się, rozwijać. Że wiele z nich wyjeżdża za granicę i
                          > tam rodzi dzieci, żeby na nie pobierać zasiłki."
                          >
                          > To jest prawda - nawet wtedy, gdy w twoim otoczeniu takich zjawisk
                          > nie widziesz.
                          >
                          > Nazywanie profesora za takie stwierdzenie "stukniętym" świadczy nie o nim a o
                          > tobie.

                          Mikolejko tego nie powiedzial. Przytaczasz jedynie jedna z interpretacji jego slow, autorstwa pani Natalii Waloch.
                          Mikolejko napisal m.in.:

                          "Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł."
                          "Gdy domagają się dla siebie szczególnej tolerancji - a domagają się jej zawsze! "
                          "Ale dzieci to zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się (czy widzieliście kiedyś wózkową czytającą książkę?)."


                          A te slowa ja dla przykladu interpretuje zupelnie inaczej, niz pani Natalia.

                          Naprawde sa matki, ktorym dzieci potrzebne sa wylacznie do nadania sobie znaczenia i walki o przywileje? I naprawde zawsze sie domagaja szczegolnej tolerancji? I uzywaja dzieci jako alibi, zeby nie czytac? Nie ma w tym nic kontrowersyjnego, prawda? A do tego jest to tak liczna grupa spoleczna, ze trzeba sie przed nimi bronic, publicznie pietnowac, zwrocic uwage spoleczenstwa na ten jakze palacy problem? No przykro mi, ja sie z tym nie zgadzam (choc z interpretacja pani Natalii moglabym od biedy).

                          Jakby to sobie ktos tam napisal, bo sie akurat wkurzyl, bo baba z wozkiem mu przed samochod wylazla czy cos - OK, rozumialabym, ma racje, czy tez nie, nic wielkiego sie nie stalo. Ale jak filozof i logik, profesor, dydaktyk z takim niespojnym, nieprecyzyjnym, nielogicznym tekstem zawierajacym dosc powazne oskarzenia i uogolnienia wyskakuje, to juz OK nie jest. To mniej wiecej tak, jakby lekarz promowal leczenie moczem nie opierajac sie przy tym wcale na wynikach zadnych badan. Albo nauczyciel polskiego w szkole nagminnie robiacy bledy ortograficzne.

                          Krytykowac mozna. Byleby z sensem, konstruktywnie.
                          I nie zupelnie wbrew zasadom i wiedzy w dziedzinie, w ktorej sie jako autorytet publicznie wystepuje, wiec powinno sie je znac i akceptowac.
            • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:49
              Przykład pierwszy z brzegu. Dziecko od 4 roku życia w przedszkolu, jego matka siedzi w domu i "szuka pracy". I tak szukała pracy kolejne 4 lata - przy czym rzecz działa się w dużym mieście, gdzie problemów z bezrobociem nie ma a na sklepach wiszą ogłoszenia "szukamy pracowników". Pracę znalazła miesiąc przed rozwodem - tylko ze względu na obawę, że nie dostanie pod opiekę dziecka (i niemałych alimentów).

              --
              "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 11:58
                  W Trójmieście dostać pracę za 1500 brutto to nie problem, wystarczy wyjść do centrum i skorzystać z ogłoszeń wiszących na witrynach sklepów. Od czegoś trzeba zacząć - ja także zaczynałem swoja ścieżkę zawodową od pracy fizycznej.

                  --
                  "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                  • gazeta_mi_placi Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 12:33
                    Praca fizyczna nie jest dla każdego, najczęściej jest dla mężczyzn lub dla młodych (do około 25 roku życia) zdrowych w pełni kobiet.
                    Twoja małżonka zarobi owe 1500zł za fizyczną ciężką pracę, a zdrowie straci na całe życie (np. przewlekłe kłopoty z kręgosłupem jak tato, obecnie od lat rencista mojej dobrej koleżanki).
                    Poza tym chyba pracodawcy niezbyt chętnie patrzą na matkę małego dziecka, prawda? Znaleźć pracę odpowiednią (w sensie bez dojazdów po 30 km w jedną stronę za 1500zł gdzie więcej się wyda na benzynę, nie taką która rujnuje zdrowie) jest trudno, nawet specjalistkom w danej dziedzinie, nie mówiąc już o dobrze płatnej pracy sad
                    My kobiety tutaj zawsze mamy pod górkę sad
                    --
                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                    • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 13:48
                      Na szczęście nie małżonka już, po drugie praca sprzedawcy w sklepie spożywczym czy odzieżowym do tak tragicznie ciężkich nie należy. Setki tysięcy kobiet w Polsce taką pracę wykonują (w tym matki małych dzieci) i jakoś żyją. A jeśli mają kwalifikacje to taką pracę traktują li tylko jako epizod w swojej karierze. Najgorzej jeśli ktoś nie ma tych kwalifikacji a mierzy nie wiadomo jak wysoko. Wówczas można pracy szukać do starości a i tak nic odpowiedniego i "godnego" się nie znajdzie.

                      --
                      "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                      • gazeta_mi_placi Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 14:36
                        Pracowałeś, że wiesz? To bardzo ciężka praca, moja siostra w takiej pracowała przez dwa lata, potem na szczęście znalazła pracę w biurze, praca w biurze w porównaniu do tej w sklepie spożywczym to niebo a ziemia.
                        A z kolei do tych z ciuchami (obserwacja z galerii krakowskich) głównie pracują tam bardzo młode dziewczyny, studentki i młodsze.
                        Osobie w pewnym wieku już trudno o taką formę pracy.
                        --
                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                        • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 14:41
                          27-28 lat to chyba nie taki leciwy wiek?
                          Znajoma od tego zaczynała, jako matka 3 letniego dziecka, na sklepie jako zwykły sprzedawca (i to po studiach). Teraz jest na stanowisku kierowniczym w centrali sieci, w której zaczynała pracę.

                          --
                          "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                          • gazeta_mi_placi Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 18:58
                            Nie każdy się nadaje do pracy w sklepie, tak samo jak nie każdy nadaje się do pracy np. w rzeźni albo jako kierownik czy szwaczka.
                            Może Twoja była żona wiedziała, że akurat do pracy w sklepie się nie nadaje? Ja na przykład wiem, że nie (nie nadaję się) do pracy w sklepie i nie szukam tam zatrudnienia mimo, że co pewien czas kartki wiszą.
                            Kiedyś zmuszałam się do robienia (akurat był taki przymus) czegoś do czego nie miałam może nie tyle chęci (bo akurat starałam się jak mogłam) co umiejętności i drygu, efekt tego zmuszania był koszmarem zarówno dla mnie jak i dla innych sad (nie z mojej złej woli, po prostu mi nie wychodziło).

                            --
                            http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                      • smarhta Re: Roszczeniowośc polskich matek. 13.09.12, 03:09
                        maciekqbn napisał:

                        > Najgorzej j
                        > eśli ktoś nie ma tych kwalifikacji a mierzy nie wiadomo jak wysoko. Wó
                        > wczas można pracy szukać do starości a i tak nic odpowiedniego i "godnego" się
                        > nie znajdzie.

                        I to od tego wozka jej sie tak porobilo? Jak matka zostala, to jej ego tak uroslo i stad te problemy? Aha, a czytac przestala po urodzeniu, wczesniej duzo czytala i sie rozwijala, tak? Po to urodzila, zeby sie juz nie uczyc i nie pracowac?
      • zegnaj_kotku Re: Roszczeniowośc polskich matek. 09.09.12, 22:01
        Odsetek osób roszczeniowo nastawionych, nierozwijających się, uważających się za święte krowy, tepych, głupich i zhamiałych jest podobny w każdej grupie społecznej.
        Nie sądzę by matki wiodły prym w tej kategorii.
        --
        "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
        Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać..." Jeremi Przybora
    • wendd Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 07:49
      Wskaźnik zatrudnienia kobiet w Polsce to 53% (dane na koniec 2010 r.) - czyli pracuje zaledwie połowa pań w wieku 15-64 lata (wliczając w to osoby na urlopach macierzyńskich, wychowawczych, czy zwolnieniach lekarskich w czasie ciąży).
      Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące, roszczeniowe i etc.
      Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

      I z pustego Salomon nie naleje - więc oczekiwania wypasionej polityki prorodzinnej państwa, kiedy nie myśli się o dokładaniu się do wspólnego budżetu są śmiesznesmile
      • noname2002 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:01
        Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące, roszcz
        > eniowe i etc.
        > Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

        A to jest szczyt manipulacji. Statystyczny pracodawca woli zatrudnić mężczyznę a nie kobietę, bo nie zajdzie w ciążę i nie pójdzie na macierzyński. A jak już będzie miała dzieci i trafią na wolne miejsce w żłobku(których w samej Warszawie brak ponad 6000 miejsc), to według statystyk ona będzie się do nich zwalniać-znów stając się pracownikiem II kategorii.
        • rzut_beretem Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:10
          Zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu kuzynka, z dobrą nowiną, że jest w ciąży w 5 tygodniu. I się pyta czy na kawę może wpaść, ja jej mówię że oczywiście, na co ona że za chwilę będzie (mieszkamy blisko siebie). Przyjeżdża po chwili i taki oto dialog

          Ja: Jest 13.00 a Ty nie jesteś w pracy
          Ona: Nie, no co ty. Na zwolnieniu jestem.
          Ja: Żle się czujesz????
          Ona: Nieeee. No wzięłam L4 do końca ciąży. Przecież muszę odpocząć.

          I dlatego, będąc pracodawcą nigdy nie zatrudnię młodej kobiety. Co najwyżej emerytkę.
            • woda_woda Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:39
              noname2002 napisała:

              > Znajomy eksa, żeby uniknąć zwolnienia z pracy był rok na fałszywym zwolnieniu.
              > I dlatego będąc pracodawcą nigdy nie zatrudnię młodego mężczyzny!

              Proponuję lekturę:
              wyborcza.biz/Firma/2029020,101618,12373274.html
              • noname2002 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:56
                Tam jest również to co pisałam wcześniej:
                "niestety bywa tak, że kobiety w czasie ciąży pracowały do końca i tak były pomijane przy awansach, bo pracodawca zakładał, że skoro będą miały małe dziecko, będą niedyspozycyjne. Przy kolejnej ciąży taka kobieta od razu bierze zwolnienie, bo dochodzi do wniosku, że nie ma sensu się wysilać. Awansu i tak nie dostanie."

                Nie bronię zwolnień brania w ciąży na odpoczynek, sama pracowałam do 8miesiąca ciąży(jeszcze nie na swoim) tylko wkurza mnie sugerowanie, że połowa kobiet, które mogły by pracować, nie pracuje wyłącznie z lenistwa.
                • woda_woda Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:58
                  noname2002 napisała:

                  > Tam jest również to co pisałam wcześniej:

                  Ale jest napisane również:
                  "- Zawsze zatrudniałam kobiety na umowie o pracę na czas nieokreślony. Chciałam być z nimi fair. Sama jestem kobietą i rozumiem, że narodziny dziecka to najważniejsze dla rodziców wydarzenie w życiu. Tyle że wiele pracownic to wykorzystuje i rozwala mi firmę - mówi pani Maria."
          • maciekqbn Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:53
            Zgadza się, z moich obserwacji w pracy wynika, że najlepszymi pracownicami są kobiety, które już odchowały dzieci. Często poświęcają się pracy bardziej niż mężczyźni. Młode (zwłaszcza młode mamuśki) to większości niekompetentne, roszczeniowe kroowska.

            --
            "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
      • nicol.lublin Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:10
        ale nie rozumiemy się chyba ta roszczeniowa to nie jest każda niepracująca. są pewne ustalenia w rodzinach/związkach - i nic nikomu do tego. nie każdy tez musi kończyć kolejne studia na wychowawczym - bo nie do tego ten urlop jest stworzony. niech każdy żyje po swojemu i szlus.

        po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w społeczeństwie, być może je widuję, ale nie wiem co robią w domu, czy najeżdżają kogoś specjalnie wózkiem by się przepchnąć w kolejce i czy paplą o niczym - nie wiem, bo ich nie znam. a nie znam, bo być może takich ludzi znac nie chcę? jest nam ze sobą nie po drodze? nie polubilibyśmy się?

        a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?
        --
        ... jestem słodka jak miód...człowiek - ciacho...genetyczny cud...
        • mola1971 Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 09:48
          nicol.lublin napisała:
          > po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w społeczeństwi
          > e, być może je widuję, ale nie wiem co robią w domu, czy najeżdżają kogoś specj
          > alnie wózkiem by się przepchnąć w kolejce i czy paplą o niczym - nie wiem, bo i
          > ch nie znam. a nie znam, bo być może takich ludzi znac nie chcę? jest nam ze so
          > bą nie po drodze? nie polubilibyśmy się?

          Dokładnie. O paniach, które widuję w sklepie spożywczym nie będę się wypowiadać, bo zielonego pojęcia nie mam jak żyją. Mogę tylko wypowiadać się o kobietach, które znam osobiście, a wśród tych nie ma żadnej "matki wózkowej".
          • anbale Re: Roszczeniowośc polskich matek. 10.09.12, 10:59
            noname2002 napisała:

            > a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?
            >
            > Matki mają rodzić w Polsce a nie poza, a potem mają dbać o rozwój intelektualny
            > dziecka w domu a nie paplać profesorowi pod oknami i przepychać się wózkiem.

            Nad tym samym się zastanawiałam. No dobra, opisane jakieś zjawisko i co dalej?
            Wyłapywać te matki na mieście i na kursy rozwoju duchowego przymusowo wysyłać?
            Bo mnie się wydaje, że te matki to tylko jakaś cząstka tej grupy roszczeniowego chamstwa, które pleni się wszędzie, są również mężczyźni mający podobną postawę "mnie się należy i macie mi dać" itp- więc zastanawiam się, czy ktokolwiek ma jakiś pomysł na zdławienie tego zjawiska, czy tylko cała sprawa sprowadza się do zrzędzenia i marudzenia, jaki to świat jest zły.
        • smarhta Re: Roszczeniowośc polskich matek. 13.09.12, 03:36
          nicol.lublin napisała:

          > po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w
          > społeczeństwie,

          Ja po dosc dlugim namysle doszlam do wniosku, ze nawet jesli takie sa, to nie jestem w stanie uzyskac co do tego pewnosci. Bo autor nie potrafil jasno napisac, o jakie kobiety tak naprawde chodzi.

          > a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?

          Nikt tego nie wie, ale niektorzy probuja zgadywac. Czesci ze zgadujacych wydaje sie, ze wiedza, powymyslali nawet dodatkowe kryteria przynaleznosci do kategorii "wozkowych", najlepsze jest to: "jak sie nie zgadzasz z profesorem, to jestes wozkowa! to najlepszy dowod na to, ze one istnieja" big_grin

          Autor zamieszania nie raczyl nigdzie sprecyzowac o co mu chodzi. Wyszedl chyba z zalozenia, ze jak ktos sie z nim nie zgadza, to go nie rozumie, a jak go nie rozumie, to jest glupi, a z glupkami gadac nie bedzie, tylko bedzie im udowadnial ich glupote big_grin Logiczne, nie? tongue_out
      • smarhta Re: Roszczeniowośc polskich matek. 13.09.12, 03:19
        wendd napisała:

        > Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące,
        > roszczeniowe i etc.

        Tez w to nie wierze.

        > Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

        Bzdura. Nie kazda niepracujaca kobieta jest automatycznie roszczeniowa etc.
        Dla przykladu: moja matka pracowala cale zycie, zadnych zasilkow nie brala, po zachorowaniu na raka poszla na zwolnienie, potem rente na rok, potem renty nie dostala, o prace w jej wieku i przy ograniczeniach wynikajacych z niepelnosprawnosci nie bylo latwo, w sumie stalej juz nie znalazla. W zyciu nie nazwalabym jej roszczeniowa. A jesli dla Ciebie kazda niepracujaca kobieta jest roszczeniowa, to uwazam, ze obrazasz moja matke nieslusznie ja oskarzajac o przywary, ktorych nie posiada.

        > I z pustego Salomon nie naleje - więc oczekiwania wypasionej polityki prorodzin
        > nej państwa, kiedy nie myśli się o dokładaniu się do wspólnego budżetu są
        > śmiesznesmile

        Jeszcze smieszniejsze jest wkladanie w usta domniemanych oponentow domniemanych przekonan (:
        Skad Ci sie te rzekome oczekiwania w tym watku wziely?
    • triss_merigold6 Nie życzę sobie 10.09.12, 11:04
      Nie widzę takiego zjawiska.
      Nie życzę sobie, żeby mi jakiś zapuszczony samotny staruszek hejter fukał w temacie turkoczących jeździków, tematyki rozmów w piaskownicy i decybeli na placu zabaw. Podobnie jak nie życzę sobie, żeby mi w tym temacie fukała jakaś samotna stara panna, która ma najwyraźniej nadmiar czasu i frustracji.
      Nie podobają się dzieci na trawniczku (wtf, że to jego trawniczek?) to wypad i kupić sobie dom z ogrodzonym ogrodem.
      • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:17
        triss_merigold6 napisała:


        > Nie życzę sobie, żeby mi jakiś zapuszczony samotny staruszek hejter fukał

        Moja mama, samotna mocno starsza pani nie może wyjść do południa do pobliskiego parku poczytać książkę, bo jest on zawłaszczony przez rozwrzeszczane dzieci i ich matki.

        Ona co prawda nie fuka, tylko wraca do domu.

        Czy moja mama ma mniejsze prawa, niż te dzieci?
        • nangaparbat3 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:23
          Moja mama, po osiemdziesiatce, do przesady kochajaca męża, nigdy mu nie wybaczyła, ze podpisał się pod petycją o zlikwidowanie placu zabaw, ktory znajdował sie pod oknami rodzicow.
          Mowiła: poki wnuczka byla mala, sam tam z nią chodzil, jak wyrosla, nie byl mu już potrzebny, a o innych nie pomyślal.
          Ojcu, starszemu panu, bylo wstyd.
          Na przeszkadzający nam hałas jest sposob, naprawdę działa, choc dopóki nie spróbujemy, wydaje się to niemożliwe: trzeba przez parę minut uważnie się w to, co nas drażni, wsłuchiwac.
          --
          Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
          • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:28
            nangaparbat3 napisała:

            >
            > Na przeszkadzający nam hałas jest sposob, naprawdę działa, choc dopóki nie spró
            > bujemy, wydaje się to niemożliwe: trzeba przez parę minut uważnie się w to, co
            > nas drażni, wsłuchiwac.

            OK, powiem to mojej mamie, że ma wsłuchiwać sie we wrzaski dzieci.
            Choć chętniej powiedziałabym mamom tych dzieci, aby szanowały prawo do spokoju innych ludzi.
            • nangaparbat3 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 19:03
              Nie mylą się - placz dziecka jest trudno zignorowac, mamy wdrukowane mechanizmy zmuszajace nas do reagowania - jesli tego nie robimy, trudna nam skupić sie na czymkolwiek. Logiczne, zgodne z "naturą", nie trzeba badań, żeby na to wpaść.

              --
              "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
              • anbale Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:45
                triss_merigold6 napisała:

                > No to są i dzieci i starsza pani. O co kaman.

                No a gdyby np. starsza pani wrzeszczała sobie koło matki, która usiłuje uśpić dziecko w wózku, bo to przecież park, przestrzeń publiczna i każdy ma prawo wrzasnąć- to też nie widzisz problemu?
                Wzajemne poszanowanie to często niuanse, jedni załapują to bez problemu, do innych to nie dociera i chodzi o to, żeby czasem coś dotarło. Żeby choć im przez myśl przemknęło, że ich radośnie rozdarte dziecko jest udręką dla innych. Co nie znaczy od razu, że trzeba dzieci kneblować, wystarczy troche przystopować.

                • triss_merigold6 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 12:01
                  Można oczywiście. Pewnie żyją w innym matrixie, bo w parkach małe dzieci są jakoś pilnowane przez rodziców i poza placami zabaw nie przemieszczają się swobodnie wrzeszcząc bez opamiętania. Ale każdy widzi to co chce zobaczyć.
                • smarhta Re: Nie życzę sobie 14.09.12, 07:56
                  anba

                  > No a gdyby np. starsza pani wrzeszczała sobie koło matki, która usiłuje uśpić d
                  > ziecko w wózku, bo to przecież park, przestrzeń publiczna i każdy ma prawo
                  > wrzasnąć- to też nie widzisz problemu?

                  Jesli nie robi tego zlosliwie, to nie widze. Malo tego, potrafie sobie wyobrazic, ze starsza pani zobaczyla w parku kogos znajomego, czy z rodziny i tak sobie krzyknela do niego, nie zauwazywszy usypianego w poblizu dziecka. Bez zlej woli, bez zlamania regul wspolzycia. Ot, chwilowa niedogodnosc dla matki i dziecka, i tyle. Zycie.

                  > Wzajemne poszanowanie to często niuanse, jedni załapują to bez problemu,

                  Blad logiczny. Polega na zalozeniu, ze zachowania innych spowodowane sa raczej ich stalymi cechami charakteru niz chwilowa sytuacja. Wynika z psychologii, jest normalny, dobrze zdawac sprawe z tego, ze wszyscy mamy do jego popelniania naturalne sklonnosci.
                  Odwrotny blad czesto wystepuje przy ocenie naszych wlasnych nieakceptowanych zachowan, te sklonni jestesmy tlumaczyc raczej czynnikami zewnetrznymi, sytuacja, niz stalymi cechami naszego charakteru.

                  To nie jest tak, ze jedni zalapuja bez problemu, a inni sa z natury niekulturalni i nieempatyczni i trzeba im lopata wkladac do glowy podstawowe zasady wspolzycia. Owszem, sa miedzy nami roznice, jednak o wiele wieksze roznice wywoluje znalezienie sie w jakiejs konkretnej sytuacji, np zmeczenie, stres, halas, rozproszenie uwagi.
              • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:43
                nangaparbat3 napisała:

                > Dla wszystkich oprocz matek z placzącymi dziećmi, matek karmiących piersią i ma
                > tek hałasujacych przedszkolaków.
                > OK.

                Ktos napisał, że przeszkadzają mu płaczące dzieci i matki karmiące?

                A przedszkolaki? Owszem, mogą hałasować dopóki nie przeszkadza to innym ludziom. Chyba jasne.
                • nangaparbat3 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 19:06
                  problem w tym, że przedszkolaki nie mogą nie hałasować - podobnie jak większość starszych ludzi nie moze nie zrzędzic
                  To co - eksmitujemy?
                  Karmiace matki nie przeszkadzają może Tobie i Twojej mamie, niestety wielu ludziom i owszem. W ogole każdemu ktoś przeszkadza.
                  Taki kraj, taki obyczaj.
                  --
                  "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                  • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 19:48
                    nangaparbat3 napisała:

                    > problem w tym, że przedszkolaki nie mogą nie hałasować

                    Oczywiście. Nie musze jednak robić tego kosztem innych ludzi.
                    Dziecko od tego ma matkę, aby ta uświadomiła mu gdzie wolno a gdzie nie wolno krzyczeć.
                    To chyba jest jasne?
                    • nangaparbat3 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 19:59
                      No więc wlaśnie w parku wolno.
                      poza tym wielu starszym osobom głosy bawiacych sie dzieci sprawiaja przyjemność. A Wy chcecie ich tej przyjemnosci pozbawic.
                      W kazdym razie jak świat światem dzieci chodziły bawic się do parku. Sama bywam w parkach bardzo często (jako właścicielka suki) i nigdy nie zauwazylam dzieci drących sie tak bardzo, by mialy komus przeszkadzać.
                      --
                      "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                      • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 20:04
                        nangaparbat3 napisała:

                        > No więc wlaśnie w parku wolno.


                        W parku wolno spacerować, czytać książki, rozmawiać.
                        Wolno też dzieciom rozrabiać ale wyłącznie tak, aby nie przeszkadzało to innym.

                        To dla ciebie za trudne do pojęcia?
                        • basia8.93 Re: Nie życzę sobie 11.09.12, 12:48
                          skoro w parku nie wolno (często place zabaw są w parkach, a zdarza się, że ich nie ma w okolicy) to gdzie wolno? w domu nie, bo sąsiedzi, w szkole nie, w sklepie nie (wiadomo), no to gdzie? dzieci muszą od czasu do czasu pohałasować, takie ich prawo. Szczególnie jak bawią się w grupie robi się harmider. Twoja mama rozumie więcej, niż one i ma większe możliwości (np. znalezienia miejsca w innej części parku). żyjemy w przeludnionych miastach i nie ma szansy, żeby nasze prawa były zawsze respektowane. Ktoś śpi po nocnej zmianie, a budzi go odgłos kosiarki do trawy. innemu przeszkadza ujadający pies sąsiada, komuś remonty, bo jeden sąsiad kończy, a drugi zaczyna; innemu sąsiad palący na balkonie. i co zrobisz?
                          A profesor dokonał nieuprawnionej generalizacji. matki, które go tak zezłościły nie stanowią grupy reprezentatywnej. pewnie większość kobiet z dziećmi pracuje. a i wśród tych, które rozmawiały o zupkach są takie, które w domu czytają, pracują, może piszą książkę. profesor też nie zawsze rozmawia o nauce.
                      • mola1971 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 20:08
                        Co tam park? Ja mam jako sąsiada prywatne przedszkole i tam to dopiero dzieci dają do pieca, gdy wyjdą na przedszkolny plac zabaw smile)) Na szczęście najbardziej hałasują, gdy ja jestem w pracy, jedynie w soboty te dzieci słyszę. Nie przeszkadza mi ten hałas. Jeśli już, to bardziej mi przeszkadzają trzy małe psy drugiego sąsiada, które ujadają całą noc. Ale co zrobić? Dzieci tak już mają, że hałasują, a psy tak już mają, że szczekają smile
                        • zegnaj_kotku Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 21:34
                          przedszkole czynne w sobote? a pozniej sie ludzie dziwą, że dzieci zaburzone emocjonalnie...
                          --
                          "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                          Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                          • mola1971 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 22:05
                            Tak, czynne w sobotę. I nawet sporo dzieci w soboty jest. Tyle, że u mnie na wsi jest kilka dużych firm, które pracują w systemie zmianowym, 7 dni w tygodniu i może dzieci rodziców pracujących w soboty są tego dnia w przedszkolu, ale aż tak nie wnikałam.
            • noname2002 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 11:42
              A szczekające psy kneblować? w parkach najwięcej jest psiarzy. Wiesz, mojej 80letniej babci mieszkającej w kamienicy z podwórzem-studnią jakoś nigdy nie przyszło do głowy przeganiać dzieci z podwórka, bo hałasują-obserwowała je z uśmiechem i jeszcze jakąś słodycz dała.
              I za to ją między innymi kochałam-pokazała mi, że na starość można być ciepłym, pogodnym i życzliwie nastawionym do otoczenia.
                • noname2002 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 13:29
                  Do przebywania w parku takie same. Do tego, żeby nakazać innym korzystającym w parku zachowywanie absolutnej ciszy nie ma żadnych praw. To tak samo absurdalne jak mieszkańcy bloków oczekujący, że wszyscy współlokatorzy będą się zachowywać bezszelestnie.
                  • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 13:31
                    noname2002 napisała:

                    > Do przebywania w parku takie same. Do tego, żeby nakazać innym korzystającym w
                    > parku zachowywanie absolutnej ciszy nie ma żadnych praw.

                    A kto pisał o absolutnej ciszy?
                    • noname2002 Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 13:41
                      To ja się spytam,napisałam powyżej: u mnie plac zabaw i boisko to części parku. Gdzie zatem dzieci i młodzież mogą swobodnie pobiegać i pohałasować? Tyle się przecież mówi o braku ruchu u dzieci i młodzieży u związanej z tym otyłości.
            • zegnaj_kotku Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 13:44
              O! może w parkach wstawić taki znak jak z pieskami? <dzieć_na_smyczy_i_w_kagańcu>??

              jestem zdania, że moja (i mojego dziecka) wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka... Moje dziecko nie hałasuje w środkach komunikacji, w kinie w restauracji, nie wali zabawką w metalowy kaloryfer w budynku... etc
              ale w parku/placu zabaw ma prawo pobiegać i wydawać z siebie dźwięki....
              --
              "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
              Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
              • anbale Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 14:00
                Ależ niech sobie biega i wydaje dźwięki; chodzi o tą subtelną granicę, gdy ktoś staje się uciążliwy dla otoczenia. Np. nie musi biegać uporczywie i krzyczeć w odległości 10 cm od ławki gdzie siedzi ktoś czytający czy też jacyś staruszkowie. W końcu oni też nie sadowią się w centrum piaskownicy, więc to chyba jakoś da się zrobić. A sama czasem urzęduję w parku i nadziwić się nie mogę, jak dzieci potrafią skakać niemalże ludziom po głowach , a rodzice nie reagują,
                choć generalnie mnie dzieci na ogół nie przeszkadzają i mam na nie wysoką tolerancję.
                • woda_woda anbale - w samo sedno. 10.09.12, 14:46
                  anbale napisała:

                  > Ależ niech sobie biega i wydaje dźwięki; chodzi o tą subtelną granicę, gdy ktoś
                  > staje się uciążliwy dla otoczenia. Np. nie musi biegać uporczywie i krzyczeć w
                  > odległości 10 cm od ławki gdzie siedzi ktoś czytający czy też jacyś staruszkow
                  > ie. W końcu oni też nie sadowią się w centrum piaskownicy, więc to chyba jakoś
                  > da się zrobić. A sama czasem urzęduję w parku i nadziwić się nie mogę, jak dzie
                  > ci potrafią skakać niemalże ludziom po głowach , a rodzice nie reagują,
                  > choć generalnie mnie dzieci na ogół nie przeszkadzają i mam na nie wysoką toler
                  > ancję.

                  Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powiedzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza". O tym właśnie napisał Mikołejko.
                  • zegnaj_kotku Re: anbale - w samo sedno. 10.09.12, 15:02
                    > Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powie
                    > dzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza".
                    > O tym właśnie napisał Mikołejko.

                    Moje nie wrzeszczy nikomu nad uchem...
                    jacy rodzice takie dzieci... ja zwracam uwagę dziecku/ojcu/matce jak dziecko jest rozwydrzone i chamskie we wspólnej przestrzeni...
                    ale zwracałam tez uwagę sąsiadom w nowym budownictwie gdy co i rusz urządzali imprezy z wrzaskami i bitami do 4 nad ranem... hmm może jestem roszczeniowa tongue_out
                    a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stosujących wolnoć Tomku w swoim domku? tzn balangi do rana + grill na balkonie + śmieci przed drzwiami... bo "im się należny bo se kupili kwadrat" wink chamstwo jest wszędzie....
                    --
                    "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                    Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                    • woda_woda Re: anbale - w samo sedno. 10.09.12, 15:08
                      zegnaj_kotku napisała:

                      > Moje nie wrzeszczy nikomu nad uchem...

                      To świetnie. Inne wrzeszczą.

                      > a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stos
                      > ujących wolnoć Tomku w swoim domku?

                      Pewnie jeśli zechce, to napisze. Na razie pisze o roszczeniowej postawie niektórych matek.

                      • zegnaj_kotku Re: anbale - w samo sedno. 10.09.12, 15:17
                        > Pewnie jeśli zechce, to napisze. Na razie pisze o roszczeniowej postawie niektó
                        > rych matek.
                        ma prawo niech pisze smile

                        --
                        "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                        Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                    • anbale Re: anbale - w samo sedno. 10.09.12, 15:12
                      zegnaj_kotku napisała:


                      > ale zwracałam tez uwagę sąsiadom w nowym budownictwie gdy co i rusz urządzali i
                      > mprezy z wrzaskami i bitami do 4 nad ranem... hmm może jestem roszczeniowa tongue_out
                      > a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stos
                      > ujących wolnoć Tomku w swoim domku? tzn balangi do rana + grill na balkonie + ś
                      > mieci przed drzwiami... bo "im się należny bo se kupili kwadrat" wink chamstwo je
                      > st wszędzie....

                      To są zachowania z tej samej działki, co rozwydrzone dzieciaki- dlatego też wcześniej pisałam o tym, że brak liczenia się z innymi i roszczenia nie dotyczą tylko tych "wózkowych", że to dużo szersze zjawisko. Ja akurat nie mam w sąsiedztwie wrzeszczących dzieci, za to mam balangujących do świtu dorosłych- i to jest ta sama roszczeniowość i bezwzględne dyktowanie swoich warunków, które się zarzuca "wózkowym", to jest to samo plemię...
                  • smarhta Re: anbale - w samo sedno. 14.09.12, 08:40
                    woda_woda napisała:

                    > Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powie
                    > dzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza".
                    > O tym właśnie napisał Mikołejko.

                    Problem wlasnie w tym, ze sie o tym nie zajaknal nawet. Nic nie pisal o halasujacych dzieciach, jesli juz, to o ich rozgadanych mamach uzywajacych dzieci jako pretekstu dla nieuprawnionego wyludzania przywilejow dla siebie. Tego, ze rozmowy mam Mikolejce przeszkadzaja nie zauwazasz, a zmyslasz i fantazjujesz o tym, co on jakoby napisal.
        • fotm Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 20:34
          No to albo macie cholernie mały park, albo jakąś nadwyżkę młodzieży w okolicy smile. w moim parku jest miejsce na place zabaw i na czytające staruszki. Sama tam chętnie czytałam nie będąc jeszcze matką i nie przeszkadzały mi żadne hałasy. Życie w mieście niestety wymaga kompromisów. Mogłabym tupać ze złości, że brakuje miejsc na parkingu, albo, że sąsiedzi nade mną hałasują, ale mieszkając w mieście każdy musi przyjąć, że nie jest tam sam. Przypominasz mi moją sąsiadkę, która mieszka trzy piętra niżej i odwiedziła mnie kiedyś z fochem, że mój syn biega po mieszkaniu. Skoro ma dwa lata, to może przecież siedzieć i układać klocki smile)))) Z jednej strony atak społeczeństwa, że dzieci za dużo przebywają w domu przed telewizorem / komputerem, a z drugiej, że hałasują na zewnątrz. I bądź tu człowieku mądry...
          --
          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
          • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 20:37
            > Życie w mieście niestety wymaga kompromisów.

            Dokładnie tak.
            Dlatego nie ma konieczności, aby dzieci wydzierały się o metr od osoby czytającej książkę - za pełną aprobatą swojej mamy.
            • fotm Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 20:48
              Zapytam może tak. Czy masz / miałeś małe dziecko i czy naprawdę uważasz, że matkom sprawia przyjemność jak się dziecko wydziera, albo siada na chodniku i ryczy wniebogłosy, a Ty stoisz obłożony siatami i masz ochotę zapaść się pod ziemię albo wystartować w kosmos? Mi ostatnio starsza pani przy okazji takiej sytuacji zrobiła wykład, że nie powinnam na takie zachowania pozwalać. Zrobiłam się czerwona po same końcówki uszu. Nikt nikogo nie uczył jak wychować perfekcyjne dziecko, bo nikt nie jest perfekcyjny.
              --
              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
              • woda_woda Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 21:06
                fotm napisał(a):

                > Zapytam może tak. Czy masz / miałeś małe dziecko

                Jestem mamą trojga dzeci.

                I przypominam, co napisałam: nie ma konieczności, aby dzieci wydzierały się o metr od osoby czytającej książkę - za pełną aprobatą swojej mamy.

                A czy ten krzyk tym mamom przeszkadza? Pewnie nie, bo w tym czasie gadają sobie z koleżanką, więc nie widzą i nie słyszą.
                • fotm Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 21:12
                  To jestem pełna podziwu, że Twoje dzieci od samego początku były takie usłuchane. Albo masz nieziemskie zdolności pedagogiczne, albo Twoje dzieci są na tyle duże, że już tego okresu nie pamiętasz. Dzieci nie muszą się wydzierać metr od czytającej osoby, tak samo jak dorosła osoba nie musi siedzieć o metr od krzyczących dzieci. Pan Psor ocenia matki wózkowe, czyli matki dzieci raczej małych jak sądzę, którym niewiele można wytłumaczyć na tym etapie rozwoju.
                  --
                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                    • fotm Re: Nie życzę sobie 10.09.12, 21:19
                      a co zrobić, jak staruszki z książką siadają przy placu zabaw - przeganiać? To już się lekka farsa robi.
                      --
                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                        • fotm Re: Nie życzę sobie 11.09.12, 10:20
                          Mamom, które muszą gdzieś siedzieć, żeby pilnować swoich pociech i móc interweniować w razie ich karygodnych zachowań.
                          --
                          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                          • woda_woda Re: Nie życzę sobie 11.09.12, 10:25
                            fotm napisał(a):

                            > Mamom, które muszą gdzieś siedzieć, żeby pilnować swoich pociech i móc interwen
                            > iować w razie ich karygodnych zachowań.

                            Ach, mamom, które nie maja gdzie usiąść.
                            To trzeba grzecznie poprosić o ustapienie miejsca z przyczyn jw.
                            • fotm Re: Nie życzę sobie 11.09.12, 10:33
                              Ach to również wystarczy zwrócić uwagę, że dzieci hałasują. Wiesz, generalnie jak człowiek ma małe dziecko to jest z musu przyzwyczajony do innej skali hałasu niż staruszki i może tego po prostu nie odnotować.
                              --
                              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                              • woda_woda Droga fotm. 11.09.12, 11:02
                                Ludzie mają różnie.

                                Ja mam tak, iz uważam, że więcej troski należy się ludziom najsłabszym: chorym, niepełnosprawnym, starym. Nie ma w tej grupie młodych kobiet. Nawet dzieciatych.

                                Dlatego na przykład uważam, że miejsce siedzące w tramwaju nalezy sie osobie sytaszej a nie dziecku - przykłady mogłabym mnozyć.
                                Ale - dlatego też uważam, że nawet w parku to dziecko powinno dostosować sie do starych ludzi a nie odwrotnie. Bo ci starzy na to po prostu zapracowali.

                                Ale to, o czym piszę, to kwestia cywilizacyjne.
                                • fotm Re: Droga fotm. 11.09.12, 11:34
                                  Oczywiście, że masz rację. Tylko, że nie zawsze da się zrobić tak żeby wszyscy byli zadowoleni, w zasadzie to nigdy. Przykładów można mnożyć tysiące. Ja na przykład aktywnie musiałam zwalać z miejsca dla matki z dzieckiem paniczów dwudziestoletnich z laptopami, jak jeździłam do pracy tramwajem w ósmym i dziewiątym miesiącu ciąży.
                                  Trzeba też rozgraniczyć określenie "dziecko". "Dziecko" powinno się dostosować. Oddałabym złota wór, gdyby mój dwulatek dostosował się do tego co chcę. Takie rzeczy wymagają czasu niestety i powtarzania do samego obłędu. "Dziecko" nie musi siedzieć w autobusie. Felieton jest o "dzieciach" wózkowych, małych, mało rozgarniętych, wrzeszczących czasem wniebogłosy na widok lizaka. Takie dziecko w autobusie stać nie będzie, nie oznacza to jednak, że trzeba zwalać z miejsca staruszki. Jest wiele innych przedziałów wiekowych, które można poprosić o ustąpienie miejsca.
                                  Starszym ludziom należy się szacunek i to jest sprawa oczywista. Czy na to zapracowali? Ogromna większość tak. Znam też takich, co bujali się całe życie na lewych zwolnieniach i zasiłkach, ale to jest temat na zupełnie inną dyskusję wink.
                                  --
                                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                                    • fotm Re: Droga fotm. 11.09.12, 11:43
                                      Tak jest zawsze najłatwiej napisać smile
                                      --
                                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                                • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 11.09.12, 13:08
                                  Ileż było dyskusji o tym, że młoda matka z dzieckiem taka pokrzywdzona, a te stare baby (stare dziady) nie ustąpiły miejsca. Że najgorsze dla owych młodych (pokrzywdzonych -mój dopisek) matek są te paskudne mohery, stare baby (na pewno zgorzkniałe i/lub bezdzietne albo takie co pewnie nawet rodzony wnuk nie odwiedza), stare dziady.
                                  A wejdź na forum e-mamowe i napisz podając się za młodą matkę, że w przychodzi 50-latek - honorowy dawca krwi, który wykorzystał przysługujące mu akurat w tej przychodni pierwszeństwo (bo taki jest regulamin), a potem kup sobie chipsy i obserwuj reakcje smile

                                  --
                                  http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                  • smarhta Re: Droga fotm. 13.09.12, 05:00
                                    gazeta_mi_placi napisała:

                                    > Ileż było dyskusji o tym, że młoda matka z dzieckiem taka pokrzywdzona, a te st
                                    > are baby (stare dziady) nie ustąpiły miejsca.


                                    Widzialam co prawda dyskusje na temat ciezarna vs moher a miejsce w tramwaju.
                                    Nie widzialam jeszcze takiej, gdzie sie wiesza psy na starych babach w obronie miejsca dla biednego dzieciatka. Wiec poprosze o linki, skoro tyle tych dyskusji przegapilam (:
                                    • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 13.09.12, 12:12
                                      Na forum E-mama był wątek gdy starsza kobieta (pociąg by zatłoczony na maksa, był to pociąg bez wydzielonego przedziału dla matki z dzieckiem) powiedziała matce, żeby wzięła swojego trzylatka na kolana. Matka nie chciała i zaczęła się jatka.
                                      Na forum Savoir Vivru Pani była wielce oburzona, że gdy ciężarna (która dopiero co weszła) przeszła na początek bardzo długiej kolejki na poczcie została jej zwrócona uwaga przez starszą kobietę, która też tam stała (70-letnią czyli myślę, że około 40-50 lat starszą od owej ciężarnej.
                                      A na forum e-mamowym gdy bronię starszych ludzi mówiąc, że owszem upadek w ciąży czy dziecka w autobusie jest niebezpieczny, ale i upadek starszej osoby (zwłaszcza kobiety) jest niebezpieczny (osteoporoza, złamanie szyjki udowej), słyszę w odpowiedzi od matek, że niby takie schorowane te starsze Panie (na ogół określenie tych starszych ludzi jest mniej grzeczne niż tu podaję) a mają siłę aby jechać przez pół miasta na ryneczek.
                                      Oraz niezadowolenie, że po co starsze osoby (nie, nie piszą one "starsze osoby" tylko najczęściej stare baby, stare wredne babska, moherowe berety, czasem stare dziady) jeżdżą rano autobusem jak wtedy tyle osób jedzie do pracy albo z dzieckiem do przedszkola.

                                      A tu przykładowy wątek (chyba właśnie takie Panie jak założycielka tematu miał na myśli Pan profesor):

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,117098414,117098414,Moherowa_poczekalnia.html
                                      Tu kolejny w którym matki jeżdżą po jakiejś anonimowej starszej Pani bo śmiała odpowiedzieć dziecku "Nieładnie tak mówić":

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,110743294,110743294,staruszka_czy_to_obraza_.html
                                      Honorowy krwiodawca nie ma prawa wymagać należącego mu się pierwszeństwa, kto to widział, krwiodawca przed ciężarną...:

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,586,121769535,121769535,Myslalam_ze_mnie_dzisiaj_trafi_.html


                                      --
                                      http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                • smarhta Re: Droga fotm. 13.09.12, 04:46
                                  woda_woda napisała:

                                  > Ludzie mają różnie.
                                  >
                                  > Ja mam tak, iz uważam, że więcej troski należy się ludziom najsłabszym: chorym,
                                  > niepełnosprawnym, starym. Nie ma w tej grupie młodych kobiet. Nawet
                                  > dzieciatych.

                                  Zastanawiam sie, czy brak w tej grupie dzieci jest celowy, czy to przeoczenie?

                                  > Dlatego na przykład uważam, że miejsce siedzące w tramwaju nalezy sie
                                  > osobie sytaszej a nie dziecku - przykłady mogłabym mnozyć.

                                  Tak z ciekawosci: kobiecie ciezarnej, czy starszej osobie?

                                  > Ale - dlatego też uważam, że nawet w parku to dziecko powinno dostosować sie
                                  > do starych ludzi a nie odwrotnie. Bo ci starzy na to po prostu zapracowali.

                                  Wg mnie powinno sie dostosowac do regul obowiazujacych w danym miejscu. Starsi ludzie tez powinni sie do nich dostosowac, dokladnie tak jak i dzieci. Moze z ta jedna roznica, ze dzieci nadal sie ucza, starsi powinni je juz znac. Dostosowywanie regul do starszych ludzi "bo sobie na to zapracowali" wydaje mi sie, delikatnie mowiac, nieuzasadnione i nieracjonalne.

                                  > Ale to, o czym piszę, to kwestia cywilizacyjne.

                                  Ladnie prosze o doprecyzowanie, bo powyzsze zdanie mozna rozumiec na wiecej niz jeden sposob, bo chcialabym zrozumiec, a nie nadinterpretowac (:
                                  • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 13.09.12, 12:19
                                    Z drugiej strony osoby starsze są (na ogół) w dużo gorszym stanie zdrowia i gorzej się czuje niż przeciętne dziecko, to też warto brać pod uwagę.
                                    Zdrowe dziecko jest w lepszej sytuacji niż osoba w starszym wieku. To chyba jest racjonalny argument smile
                                    --
                                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                    • smarhta Re: Droga fotm. 14.09.12, 02:42
                                      Ale argument za czym? Bo chyba mieszamy juz kilka watkow i znow sie moze okazac, ze jedno mowi o gruszce, a drugie o pietruszce (:

                                      Nie, to, ze zdrowe piecioletnie dziecko czuje sie lepiej niz osoba w podeszlym wieku nie jest argumentem za tym, zeby zdrowy piecdziesieciolatek siedzial w autobusie podczas gdy ciezarna przyszla i obecna matka z niemowlakiem na reku stoi obok niego i mdleje tongue_out
                                      A powtarzam, nie widzialam jeszcze nigdy dyskusji, w ktorej stado wscieklych matek atakowaloby osiemdziesiecioletnia staruszke za to, ze nie ustapila miejsca zdrowemu osmiolatkowi big_grin
                                      Tak, wiem, ze przesadzam. Probuje w ten sposob pokazac, ze mieszanie watkow co chwila, nieprecyzyjne wyrazanie sie i odpowiadania nie na temat moze prowadzic do pozornych roznic zdan i wyrobienia sobie o drugiej stronie zdania, ze jest glupia, skoro glupio mysli, a mysli w istocie podobnie do Ciebie (:
                                      No i pytanie, niemowle albo dwulatka uwazasz za silniejszego od 60-latka? Czemu wsrod tych najslabszych nie wymienilas dzieci?

                                      Dzieki za linki, poczytam dokladniej jak bede miala chwile, pewnie nad ranem Waszego czasu (;
                                      Na razie rzucilam okiem na pierwsze posty, rozpoczynajace watki. No i wlasnie widze tam tylko to, o czym pisalam: ciezarna vs osoba starsza. Watek o "staruszce" pomine, nie ma zbyt wiele wspolnego z tematem tej dyskusji. Nie widze tam na razie nic o wydumanych, nieuzasadnionych prawach dzieci, ktore pozbawiaja zasluzonych i uzasadnionych przywilejow osoby starsze.

                                      Mnie chodzilo o zwrocenie uwagi wlasnie na to, ze dyskusje praw ciezarnych vs starszych faktycznie widzialam. Ale jakos automatycznie niektorzy zaliczaja przyszle matki oraz wszystkie inne matki do jednej kategorii, czego sie w temacie przyslugujacych przywilejow robic nie powinno. Bo kobiecie w zaawansowanej ciazy miejsce w komunikacji sie nalezy, to wynika z rozsadku. Ale to wcale nie znaczy, ze osoby tak uwazajace automatycznie uznaja, ze nalezy sie to miejsce takze dwulatkowi, pieciolatkowi i nastolatkowi.

                                      IMO pieciolatek powinien byc uczony, zeby miejsca starszej osobie ustapic, nastolatek powinien to juz dawno wiedziec, ale to nie znaczy, ze matka dwulatka, ktory jeszcze nie mowi, jest zmeczony i grymasny, ze zachowuje sie ona roszczeniowo proszac kogos o ustapienie jej miejsca w autobusie ze wzgledu na dziecko. A juz na pewno nie oznacza, ze ciezarna ma ustapic miejsca (albo wpuscic do kolejki) zdrowemu piecdziesieciolatkowi, bo jest od niego o 30 lat mlodsza!

                                      Kolejna sprawa. Matce pieciolatka mozna zwrocic uwage, ze juz najwyzszy czas go zasad wspolzycia spolecznego uczyc. Ale zwyzywanie od afrykanskiej dziczy (niewazne czy skrzekliwym glosem, czy tez pieknym altem albo barytonem) uprzejmym zwroceniem uwagi nie jest. Jest chamstwem.

                                      Kiedys mnie niespelna osiemnastoletni chlopak zapytal w internecie, jak to jest, ze jestem dwa razy starsza od niego, a on czuje, ze odnosze sie do niego z szacunkiem. Byl zdziwiony.
                                      Wiesz, co odpowiedzialam? Szacunek nie ma nic wspolnego z wiekiem. Wiek bywa jedynie wymowka, by komus szacunku nie okazywac. "Mlody jestem, nie musze pryka szanowac". "Za stary jestem, zebym musial szczyla szanowac".

                                      Temat do przemyslen: czemu ten mlody czlowiek byl zdziwiony?
                                      • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 14.09.12, 12:39
                                        Moim zdaniem zdrowe dziecko nie jest osobą podpadającą pod kategorię "słabszy".
                                        Jeden i drugi wątek mówi o braku szacunku matek małych dzieci do osób starszych, ale im wolno.
                                        W drugą stronę (Pan profesor) już nie bo od razu jazgot.
                                        --
                                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                        • woda_woda Re: Droga fotm. 14.09.12, 12:42
                                          gazeta_mi_placi napisała:

                                          > Moim zdaniem zdrowe dziecko nie jest osobą podpadającą pod kategorię "słabszy".

                                          Moim też. Powiem więcej: mało który dorosły jest tak mocny, aby godzinami biegać i szaleć smile
                                          • noname2002 Re: Droga fotm. 14.09.12, 15:57
                                            Ale dwulatek w autobusie jest słabszy od dorosłego-wystarczy gwałtowniejsze hamowanie i rozbije głowę(a starszy człowiek może sobie coś złamać, tu się zgadzam).
                                            • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 14.09.12, 18:34
                                              Z drugiej strony chodnik twardszy niż podłoga w autobusie, a jakoś matki puszczają dzieci na chodnik aby pobiegały i też czasem się te dzieci przewracają (na chodnikach) bez tragiczniejszych skutków.
                                              --
                                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                              • noname2002 Re: Droga fotm. 15.09.12, 01:43
                                                Gazecia, ale to naprawdę są inne sytuacje-gwałtowne hamowanie a upadek na chodnik.
                                                Przy upadku dziecko odruchowo wyciąga rączki i spada na dłonie/ ciało, przy hamowaniu uderza głową w ściany autobusu/poręcze/siedzenia.
                                            • gazeta_mi_placi Re: Droga fotm. 15.09.12, 18:20
                                              U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci (choćby złamanie kości szyjki udowej), często osoba w starszym wieku po złamaniu nogi już "do końca" zostaje unieruchomiona w łóżku, znam takie przypadki (zawodowo poniekąd i z teorii i z praktyki wiem jak to wygląda, oczywiście dla kogoś kto nie zna zbytnio fizjologii starzenia się, różnorakich chorób z tym związanych itp. złamanie czegoś u starszej osoby to po prostu zwykłe złamanie, takie samo jak złamanie u zdrowego 30-latka , otóż niekoniecznie).

                                              --
                                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                              • smarhta Re: Droga fotm. 15.09.12, 21:27
                                                gazeta_mi_placi napisała:

                                                > U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci

                                                No ale co to wnosi do naszej dyskusji? Czego to dowodzi? Czy to oznacza, czy przybliza nas w jakikolwiek sposob do wniosku, ze Mikolejko napisal jasno i kulturalnie o rzeczywistym problemie?
                                              • noname2002 Re: Droga fotm. 15.09.12, 23:44
                                                U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci (choćby złamanie kości
                                                > szyjki udowej), często osoba w starszym wieku po złamaniu nogi już "do końca"
                                                > zostaje unieruchomiona w łóżku, znam takie przypadki

                                                Wiem z praktyki, opiekowałam się moją babcią po urazie kręgosłupa. Wcale nie oczekuję od starszych osób ustępowania siedzeń dzieciom, wiem że one też mogą bardzo ucierpieć przy hamowaniu. Ja tylko mówię, że i starszy człowiek i małe dziecko są słabsi od dorosłych i powinny być inaczej traktowani.
                                                I tak samo mogę Tobie zarzucić, że nie znasz etapów rozwojowych dziecka i pewne normalne dla dzieci zachowania odbierasz jako brak wychowania czy lenistwo matki.
                                          • smarhta Re: Droga fotm. 15.09.12, 10:00
                                            Rozumiem, ze zarowno dla gazeta_mi_placi jak i dla woda_woda osoba starsza jest slabsza niz dziecko. Slabsza niz trzylatek. Slabsza niz dwulatek. Slabsza niz roczne dziecko tez? Umowmy sie, ze nastolatki, choc tez dzieci, to jednak w wozkach nie jezdza, wiec raczej nie matki nastolatkow mial Mikolejko na mysli (;

                                            Dziecko "wozkowe", zdrowe tez, uwazam z cala pewnoscia za osoby slabsze niz jakikolwiek zdrowy dorosly. W dodatku nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Przykro mi, ale wedlug mnie ktos, kto twierdzi, ze dwulatek jest silniejszy niz podrzucajacy go szescdziesieciolatek chyba za bardzo sie zacietrzewil w dyskusji i postanowil na wszelki wypadek nie ustapic przed zadnym argumentem. Nawet jesli zapomnial o czym i po co dyskutujemy tongue_out
                                            • woda_woda Re: Droga fotm. 15.09.12, 10:55
                                              smarhta napisała:

                                              > Rozumiem, ze zarowno dla gazeta_mi_placi jak i dla woda_woda osoba starsza jest
                                              > slabsza niz dziecko.

                                              Jeśłi idzie o mnie, to dobrze rozumiesz.
                                              Tak, starsza osoba jest słabsza od zdrowego trzylatka.

                                              PS. Masz ADHD?