• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Roszczeniowośc polskich matek. Dodaj do ulubionych

  • 09.09.12, 17:09
    Chętnie przeczytam zdania odrębne. Widzicie takie zjawisko wśród Was? Może jest ono uzasadnione?
    wyborcza.pl/1,75478,12446740,Spor_o_tozsamosc_polskiej_kobiecosci__Cos_ty_wozkowym.html
    Edytor zaawansowany
    • 09.09.12, 17:21
      Ale o jakie zjawisko pytasz? O nawiedzone, roszczeniowe matki, czy o profesorów, którzy pianę biją?
      Ani jednego, ani drugiego zjawiska w swoim otoczeniu nie zaobserwowałam.
      • 09.09.12, 19:09
        O roszczeniowe matek.

        Dodam jeszcze, że bynajmniej nie traktuję jako roszczeniowość postawy typu emeryt pójdzie dorobić to mu zabiorą emeryturę, bo przekroczy dochód i podobnych temu w których powstaje kwadratura koła, o którą nietrudno w Polandii.
    • 09.09.12, 19:13
      wiele hałasu o nic. Jeden skutek - profesorek autor zyskał na popularności wśród prostych ludzi.
      • 10.09.12, 09:45
        czyli inteligentni ludzie głosują na PO, a kto śmie inaczej ten nieuk i debil.
    • 09.09.12, 19:29
      hm... ja w swoim otoczeniu nie dostrzegam smile
      --
      ... jestem słodka jak miód...człowiek - ciacho...genetyczny cud...
    • 09.09.12, 19:35
      Mlode matki? U mnie w pracy wracają do roboty najdalej po roku, inna znana mi mloda matka zapieiprza jak maly samochodzic, pracuje, studiuje.
      Nie wiem, jak jest, wiem, co ja.
      Że się modlę, zeby być zdrową i w pelni sił kiedy moja corka zechce sie rozmnozyc i moc w razie potrzeby jej pomoc.
      Żeby przez pierwsze trzy lata chociaż jej dzieci mialy indywidualną opiekę bliskiej osoby i calą jej uwagę - i żeby ona miała szansę robic też coś dla siebie, "rozwijac się intelektualnie".
      Powiem, co myślę: myślę, że mlode kobiety to grupa przed ktorą w Polsce stawia się najwieksze wymagania dotyczące każdego, absolutnie kazdego aspektu zycia. Że zaden rzeczywisty człowiek wszystkich tych wymagań nie jest w stanie spelnić. Że mlode kobiety są - wbrew pozorom - o wiele mniej pewne siebie niz ich matki czy babcie, za to o wiele ambitniejsze i o wiele silniej dążą do perfekcji. Same kręcą na siebie bicz, przy ofiarnej pomocy rodzicow, szkoły, reklam, pism dla dam i "pudelka".
      Nie widziałam statystyk, mowiono mi jednak, ze znacznie wzrosla liczba kobiet z depresją poporodowa. Kiedy na forum emama jedna z pań opisała wszystkie symptomy choroby, inne pisały: nie przejmuj się, po pół roku ci przejdzie, też tak miałam.
      Świat, w ktorym depresje poporodowa zaczyna uważać sie za normę, to koszmar. Mloda matka potrzebuje zyczliwości, troski, pomocy, ciepła i odciazenia. Polską mlodą matke sie rozlicza.


      --
      Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
      • 09.09.12, 19:46
        nangaparbat3 napisała:
        > Świat, w ktorym depresje poporodowa zaczyna uważać sie za normę, to koszmar. Ml
        > oda matka potrzebuje zyczliwości, troski, pomocy, ciepła i odciazenia. Polską m
        > lodą matke sie rozlicza.

        Też tak myślę. Jak nie ma wsparcia w rodzinie/mężu i sama je sobie znajduje wśród innych młodych matek, to etykietkę "matki wózkowej" dostaje, bo jakiemuś podstarzałemu profesorowi przeszkadza, że w stadzie sobie idą. Niech stada kiboli sobie chłopak rozlicza i po nich jeździ. Jeśli już musi po kimś pojeździć.
        Potem się dziwić, że przyrost naturalny leży i kwiczy...
        • 09.09.12, 23:29
          Pojechał również po kibolach:
          Otwarcie, liberalność, prawa traktuje jako szansę na dominacyjne, bezprawne i agresywne zachowania. To dotyczy różnych grup. Niektóre są szczególnie drastyczne i widoczne, jak kibole

          www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,12424754,_Wozkowe___Wojowniczy__dziki_i_ekspansywny_segment.html
          • 09.09.12, 23:35
            To teraz niech se po Tusku pojeździ, skoro taki wojownik z niego tongue_out Żadna sztuka jeździć po jakiejś grupie, sztuką jest uderzyć w konkretnego, wysoko postawionego człowieka. Bo co mu grozi za to, że matkom lub kibolom przyłożył? Nic konkretnego.
            Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia) przypomniało mi się powiedzenie (Kofty chyba, o ile dobrze pamiętam), że z młodych gniewnych wyrastają starzy wkurwieni tongue_out
            • 10.09.12, 10:41
              o rudym to mu nawet pomyśleć źle nie wolno co dopiero coś napisać, by mógł zapomnieć o jakiejkolwiek publikacji
          • 11.09.12, 04:48
            Ja nie wiem, czy o tym panu to przypadkiem filmu juz nie nakrecili kiedys? Bo kogos mi bardzo przypomina tongue_out

            Cytacik? (:

            Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy!

            Albo:

            Kurwa, jeszcze z tymi dziećmi jebanymi. Nie mogę.

            No i jeszcze cytacik, moment odbioru pensji w szkole, ktory IMO wiele wyjasnia tongue_out

            Nie, no to nie do wiary. Nie, to być nie może. Osiem lat podstawówki, cztery liceum. Potem pięć, bite, studiów, dyplom z wyróżnieniem, dwadzieścia lat praktyki, i oto mi płacą, jak by ktoś dał mi w mordę. Ja pierdolę, kurwa! O, bracia poloniści, siostry polonistki, sto trzydzieścioro było nas na pierwszym roku. Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów. Szkoła poetów, Dżizus, kurwa, ja pierdolę! Przez pięć lat stron tysiące, młodość w bibliotekach. A potem bida, bida i rozczarowanie! A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas, kałamarzy, ma za mniej niż zero. Dlaczego władza każdej maści ma mnie za nic? Czy czerwona, czy biała, jestem dla niej śmieciem, kurwa! Pod każdą władzą czuję się jak kundel! Czemu nie jestem chamem ze sztachetą w ręku? Ktoś by się ze mną liczył gdybym rzucił cegłą! A przecież stanowimy sól ziemi. Tej ziemi! Mimo że nie jesteśmy prymitywną siłą, dyktaturami zawsze wstrząsają poeci! Wtedy nas potrzebują, zrozpaczone masy, które nie widzą dalej niż kawał kiełbasy! Które nie widzą dalej...
        • 10.09.12, 11:51
          Przyrost naturalny kwiczy bo nareszcie mamy skuteczną ogólnie dostępną i w dodatku różnorodną antykoncepcję.
          Kiedyś matki nie miały ani 10% obecnych udogodnień (pieluszki jednorazowe, znieczulenie do porodu, gotowe słoiczki, zmywarki, pralki) w dodatku panowała większa bieda niż obecnie i rodziły jak kotki w maju. Teraz mają tyle udogodnień a ledwo można wydusić z jednej czy drugiej jedynaka, i to na ogół z komentarzem "jak jej ciężko z jednym (zdrowym) dzieckiem w domu".
          Kobiety są wygodne i myślą o sobie (absolutnie nie uważam tego za wadę), dlatego rozmnażają się późno i ledwie jedynaka, najwięcej rozmnażają się kobiety afrykańskie gdzie nie ma profesorów tongue_out i muzułmańskie smile

          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
    • 09.09.12, 19:47
      A ja się z tym artykułem zgadzam w całej rozciągłości.
      Co też nie oznacza, że przedstawia on obraz 100% polskich matek.

      Z takich postaw biorą się pomysły np. emerytur dla nigdy nie pracujących matek (skąd fundusze na taką emeryturę i kto miałby je wypracować?) czy dodatkowego opodatkowania osób bezdzietnych.
      • 13.09.12, 01:27
        wendd napisała:

        > A ja się z tym artykułem zgadzam w całej rozciągłości.

        Calej?
        Tzn zgadzasz sie z tym, ze kobieta (nie kazda co prawda) po zostaniu matka nagle zaczyna "pytlowac nieprzytomnie", zadac dla siebie zawsze! przywilejow powolujac sie na dziecko, ktorej jej tak naprawde nie obchodzi, a sluzy jedynie zdobywaniu tych przywilejow i urzadzaniu sie za granica i ze nagle przestaje czytac ksiazki? Ze to wszystko ze zdobycia wozka i nabytego w ten sposob poczucia wartosci wynika?
    • 09.09.12, 21:24
      Moje znajome młode matki nie są roszczeniowe. Nie sa też "wózkowymi". Ich marzeniem było szybko wrócić do pracy, zarabiać na utrzymanie rodziny...a jedyne roszczenie- żłobek, żłobek i jeszcze raz żłobek dostępny dla każdego dziecka, nie po znajomości, nie czekając trzy lata w kolejce i lekarz pediatra, który przyjmie chore dziecko od razu, a nie informacja w telefonie, że możemy panią zapisać na wizytę za trzy dni.
      Piszę o swoich młodych babach z pracy. Są wesołe, szczęśliwe , że mają dzieci, że mają pracę, są silne, mogą nie przespać kilka nocy pod rząd....wink Nie to co już starsza koleżanka smile
      --
      " Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywać to przeznaczeniem" C.G. Jung
    • 09.09.12, 21:53
      Drogie Panie,
      niektóre z Was mylą matki wózkowe, jak to ujął autor z młodymi matkami, o których p. profesor pisze tak:
      Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku.

      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,12429251,Wozkowe___najgorszy_gatunek_matki.html
      • 09.09.12, 21:57
        Czytałam ten artykuł, ale nie znam ani jednej takiej matki i wg mnie pan profesor opisuje jakieś swoje urojenia, a nie rzeczywistość. Nie znam ani jednej kobiety, która do tego opisu z artykułu by pasowała.
        • 10.09.12, 08:17
          Widzisz Mola, a ja znam co najmniej kilka, z tego jedną bardzo dobrze.

          --
          "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
          • 10.09.12, 09:43
            No to może w innych światach żyjemy? W moim otoczeniu kobiety wracają do pracy od razu po macierzyńskim, pracują, rozwijają się zawodowo i dokształcają. Może nawet wolałyby posiedzieć dłużej z dziećmi w domu, ale na taki luksus nie mogą sobie pozwolić.
            Tylko jedna z moich kuzynek korzystała z urlopu wychowawczego, ale zanim zaszła w ciążę, odłożyli z mężem na ten czas pieniądze. Reszta posiłkuje się pomocą rodziny (lub niani) w opiece nad dziećmi i wraca do pracy od razu po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego i ewentualnie zaległego wypoczynkowego.
            • 10.09.12, 09:49
              mola1971 napisała:

              > No to może w innych światach żyjemy? W moim otoczeniu kobiety wracają do pracy
              > od razu po macierzyńskim, pracują, rozwijają się zawodowo i dokształcają.

              A ty uważasz, że jeśli czegoś w twoim otoczeniu nie ma to to coś już nie istnieje?
              • 10.09.12, 09:53
                Nie, nie uważam tak tylko trzymam się tematu wątku.
                • 10.09.12, 09:57
                  mola1971 napisała:

                  > Nie, nie uważam tak tylko trzymam się tematu wątku.

                  Czyżby?

                  Wystarczyło więc nie pisać:
                  "To teraz niech se po Tusku pojeździ, skoro taki wojownik z niego tongue_out Żadna sztuka jeździć po jakiejś grupie, sztuką jest uderzyć w konkretnego, wysoko postawionego człowieka. Bo co mu grozi za to, że matkom lub kibolom przyłożył? Nic konkretnego.
                  Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia) przypomniało mi się powiedzenie (Kofty chyba, o ile dobrze pamiętam), że z młodych gniewnych wyrastają starzy wkurwieni tongue_out"

                  a zwyczajnie odpowiedzieć: nie, w moim otoczeniu nie zbnam nikogo takiego.
                  • 10.09.12, 10:03
                    A Ty się dobrze czujesz?
                    • 10.09.12, 10:07
                      mola1971 napisała:

                      > A Ty się dobrze czujesz?

                      Znakomicie.
                      Mało tego: zasadniczo zgadzam się z prof. Mikołejko.
                      • 10.09.12, 10:11
                        "Co tak kontrowersyjnego głosi profesor? Że żyją w Polsce kobiety, których poczucie wartości wynika tylko z tego, że są matkami, i z tego powodu spodziewają się szczególnego traktowania. Drażni go, że nie zajmują się dziećmi, tylko babską paplaniną. Że domagają się specjalnego traktowania, a same lekceważą innych. Że przestają czytać, uczyć się, rozwijać. Że wiele z nich wyjeżdża za granicę i tam rodzi dzieci, żeby na nie pobierać zasiłki."

                        To jest prawda - nawet wtedy, gdy w twoim otoczeniu takich zjawisk nie widziesz.

                        Nazywanie profesora za takie stwierdzenie "stukniętym" świadczy nie o nim a o tobie.
                        • 10.09.12, 10:15
                          Ależ przecież nikt Ci nie zabrania z nim się zgadzać. Ja się nie zgadzam, Ty się zgadzasz i tyle.
                          A Twoje zdanie na mój temat guzik mnie interesuje smile
                          • 10.09.12, 10:23
                            Wiadomo - jeśli ktoś jakieś zjawisko widzi szerzej, niż ty, jest stuknięty smile
                            • 10.09.12, 10:26
                              A to już Twoja nadinterpretacja jest.
                              • 10.09.12, 10:42
                                mola1971 napisała:

                                > A to już Twoja nadinterpretacja jest.

                                Bynajmniej.
                                To ty napisałaś: "Przy okazji pana profesora (i innych stukniętych z jego pokolenia)".
                                Zaliczyłaś go do stukniętych dlatego, że opisuje grupę kobiet, jakiej ty nie znasz.

                                • 10.09.12, 10:54
                                  Zaliczyłam go do stukniętych z tego powodu, że pianę bije i zajmuje się pierdołami, a nie dlatego, że opisuje zjawisko, które jest mi nieznane. Wg mnie poważny człowiek, profesor, nie powinien marudzić w prasie na grupę słabszą od siebie, bo to zwyczajnie żałosne jest. Dlatego napisałam by się Tuskiem zajął, skoro taki z niego chojrak.
                                  • 10.09.12, 11:04
                                    mola1971 napisała:

                                    > Zaliczyłam go do stukniętych z tego powodu, że pianę bije i zajmuje się pierdoł
                                    > ami

                                    Nie uważam, że roszczeniowość grup społecznych, brak kultury w relacjach międzyludzkich to pierdoły.
                                    • 10.09.12, 11:28
                                      Jako zagadnienie do badań socjologicznych są to ciekawe tematy. Tyle, że profesor nie zajął się badaniami zjawiska, tylko wysmażył pełen negatywnych emocji artykulik w prasie. A jedno z drugim nie ma nic wspólnego.
                                      • 10.09.12, 11:31
                                        mola1971 napisała:

                                        > Tyle, że profes
                                        > or nie zajął się badaniami zjawiska, tylko wysmażył pełen negatywnych emocji ar
                                        > tykulik w prasie.

                                        Profesor na to odpowiedział tak:
                                        "12. Wyznaję ponadto, iż nie mam zamiaru znosić, aby ktokolwiek - korzystając zarówno ze zniekształconych i szczątkowych elementów dyskursu tradycyjnego (że "macierzyństwo jest cudowne"), jak i ze zniekształconych i szczątkowych elementów dyskursu feministycznego (że wszystkim młodym matkom i ich potomstwu należą się wszelkie prawa, nawet wbrew prawu i zdrowemu rozsądkowi) - starał się żyć na mój koszt, odmawiając mi zarazem prawa do swobody wypowiedzi oraz sposobu egzystencji. I tworząc emocjonalne - tylko emocjonalne - mechanizmy "kobiecej solidarności", która nakazuje patrzeć bezkrytycznie na wszystkie bez wyjątku działania rozmaitych grup kobiet, także te znieprawione, agresywne, bezprawne."
                                        wyborcza.pl/1,75478,12435267,Prof__Mikolejko_odpowiada___dzikiej_wozkowej_babie___.html
                                        • 10.09.12, 11:43
                                          Przecież jemu nikt nie zakazuje pisania, więc o co chodzi? Natomiast jeśli pisze, musi liczyć się z tym, że różnie to może zostać odebrane. Dla mnie tym artykułem i tą całą wojną w szklance wody, tylko się ośmieszył.
                            • 10.09.12, 10:51
                              Szerzej???
                              Widzi je z zewnątrz, nie dostrzega przyczyn, nie rozumie, co to znaczy byc matką w rodzinie nuklearnej. widzi objawy, nie dostrzega choroby. Jak na filozofa, cieniutko.
                              --
                              "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                              • 10.09.12, 10:52
                                * w rodzinie nuklearnej i w kraju agresywnego, a raczkującego kapitalizmu - fuj
                                --
                                "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                        • 10.09.12, 10:49
                          To ja też mam przechlapane. Uważam, że bycie dobrą, kochającą matką jest bardzo dobrym powodem dla wysokiego poczucia wartości.
                          I o ile mogę jeszcze zrozumieć, że profesora drażni lekceważenie innych (o ile ma miejsce), pozostałe "zarzuty" są śmieszne, bo raczej są profesorskimi fantazjami niż faktami.


                          --
                          "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                        • 13.09.12, 02:58
                          woda_woda napisała:

                          > "Co tak kontrowersyjnego głosi profesor? Że żyją w Polsce kobiety, których pocz
                          > ucie wartości wynika tylko z tego, że są matkami, i z tego powodu spodziewają s
                          > ię szczególnego traktowania. Drażni go, że nie zajmują się dziećmi, tylko babsk
                          > ą paplaniną. Że domagają się specjalnego traktowania, a same lekceważą innych.
                          > Że przestają czytać, uczyć się, rozwijać. Że wiele z nich wyjeżdża za granicę i
                          > tam rodzi dzieci, żeby na nie pobierać zasiłki."
                          >
                          > To jest prawda - nawet wtedy, gdy w twoim otoczeniu takich zjawisk
                          > nie widziesz.
                          >
                          > Nazywanie profesora za takie stwierdzenie "stukniętym" świadczy nie o nim a o
                          > tobie.

                          Mikolejko tego nie powiedzial. Przytaczasz jedynie jedna z interpretacji jego slow, autorstwa pani Natalii Waloch.
                          Mikolejko napisal m.in.:

                          "Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł."
                          "Gdy domagają się dla siebie szczególnej tolerancji - a domagają się jej zawsze! "
                          "Ale dzieci to zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się (czy widzieliście kiedyś wózkową czytającą książkę?)."


                          A te slowa ja dla przykladu interpretuje zupelnie inaczej, niz pani Natalia.

                          Naprawde sa matki, ktorym dzieci potrzebne sa wylacznie do nadania sobie znaczenia i walki o przywileje? I naprawde zawsze sie domagaja szczegolnej tolerancji? I uzywaja dzieci jako alibi, zeby nie czytac? Nie ma w tym nic kontrowersyjnego, prawda? A do tego jest to tak liczna grupa spoleczna, ze trzeba sie przed nimi bronic, publicznie pietnowac, zwrocic uwage spoleczenstwa na ten jakze palacy problem? No przykro mi, ja sie z tym nie zgadzam (choc z interpretacja pani Natalii moglabym od biedy).

                          Jakby to sobie ktos tam napisal, bo sie akurat wkurzyl, bo baba z wozkiem mu przed samochod wylazla czy cos - OK, rozumialabym, ma racje, czy tez nie, nic wielkiego sie nie stalo. Ale jak filozof i logik, profesor, dydaktyk z takim niespojnym, nieprecyzyjnym, nielogicznym tekstem zawierajacym dosc powazne oskarzenia i uogolnienia wyskakuje, to juz OK nie jest. To mniej wiecej tak, jakby lekarz promowal leczenie moczem nie opierajac sie przy tym wcale na wynikach zadnych badan. Albo nauczyciel polskiego w szkole nagminnie robiacy bledy ortograficzne.

                          Krytykowac mozna. Byleby z sensem, konstruktywnie.
                          I nie zupelnie wbrew zasadom i wiedzy w dziedzinie, w ktorej sie jako autorytet publicznie wystepuje, wiec powinno sie je znac i akceptowac.
            • 10.09.12, 09:49
              Przykład pierwszy z brzegu. Dziecko od 4 roku życia w przedszkolu, jego matka siedzi w domu i "szuka pracy". I tak szukała pracy kolejne 4 lata - przy czym rzecz działa się w dużym mieście, gdzie problemów z bezrobociem nie ma a na sklepach wiszą ogłoszenia "szukamy pracowników". Pracę znalazła miesiąc przed rozwodem - tylko ze względu na obawę, że nie dostanie pod opiekę dziecka (i niemałych alimentów).

              --
              "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
              • 10.09.12, 10:12
                Maćku, ale jak to się ma do tematu? Leniwa baba i tyle, a lenistwo nie ma nic wspólnego ani z płcią, ani z byciem matką/ojcem. Po prostu są na tym świecie leniwi ludzie.
              • 10.09.12, 11:36
                Może miała depresję albo dużą niewiarę w siebie po czteroletnim okresie wychowywania dziecka w domu?
                Pomagałeś jej jakoś w tym szukaniu?
                --
                http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                • 10.09.12, 11:58
                  W Trójmieście dostać pracę za 1500 brutto to nie problem, wystarczy wyjść do centrum i skorzystać z ogłoszeń wiszących na witrynach sklepów. Od czegoś trzeba zacząć - ja także zaczynałem swoja ścieżkę zawodową od pracy fizycznej.

                  --
                  "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                  • 10.09.12, 12:33
                    Praca fizyczna nie jest dla każdego, najczęściej jest dla mężczyzn lub dla młodych (do około 25 roku życia) zdrowych w pełni kobiet.
                    Twoja małżonka zarobi owe 1500zł za fizyczną ciężką pracę, a zdrowie straci na całe życie (np. przewlekłe kłopoty z kręgosłupem jak tato, obecnie od lat rencista mojej dobrej koleżanki).
                    Poza tym chyba pracodawcy niezbyt chętnie patrzą na matkę małego dziecka, prawda? Znaleźć pracę odpowiednią (w sensie bez dojazdów po 30 km w jedną stronę za 1500zł gdzie więcej się wyda na benzynę, nie taką która rujnuje zdrowie) jest trudno, nawet specjalistkom w danej dziedzinie, nie mówiąc już o dobrze płatnej pracy sad
                    My kobiety tutaj zawsze mamy pod górkę sad
                    --
                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                    • 10.09.12, 13:48
                      Na szczęście nie małżonka już, po drugie praca sprzedawcy w sklepie spożywczym czy odzieżowym do tak tragicznie ciężkich nie należy. Setki tysięcy kobiet w Polsce taką pracę wykonują (w tym matki małych dzieci) i jakoś żyją. A jeśli mają kwalifikacje to taką pracę traktują li tylko jako epizod w swojej karierze. Najgorzej jeśli ktoś nie ma tych kwalifikacji a mierzy nie wiadomo jak wysoko. Wówczas można pracy szukać do starości a i tak nic odpowiedniego i "godnego" się nie znajdzie.

                      --
                      "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                      • 10.09.12, 14:36
                        Pracowałeś, że wiesz? To bardzo ciężka praca, moja siostra w takiej pracowała przez dwa lata, potem na szczęście znalazła pracę w biurze, praca w biurze w porównaniu do tej w sklepie spożywczym to niebo a ziemia.
                        A z kolei do tych z ciuchami (obserwacja z galerii krakowskich) głównie pracują tam bardzo młode dziewczyny, studentki i młodsze.
                        Osobie w pewnym wieku już trudno o taką formę pracy.
                        --
                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                        • 10.09.12, 14:41
                          27-28 lat to chyba nie taki leciwy wiek?
                          Znajoma od tego zaczynała, jako matka 3 letniego dziecka, na sklepie jako zwykły sprzedawca (i to po studiach). Teraz jest na stanowisku kierowniczym w centrali sieci, w której zaczynała pracę.

                          --
                          "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
                          • 10.09.12, 18:58
                            Nie każdy się nadaje do pracy w sklepie, tak samo jak nie każdy nadaje się do pracy np. w rzeźni albo jako kierownik czy szwaczka.
                            Może Twoja była żona wiedziała, że akurat do pracy w sklepie się nie nadaje? Ja na przykład wiem, że nie (nie nadaję się) do pracy w sklepie i nie szukam tam zatrudnienia mimo, że co pewien czas kartki wiszą.
                            Kiedyś zmuszałam się do robienia (akurat był taki przymus) czegoś do czego nie miałam może nie tyle chęci (bo akurat starałam się jak mogłam) co umiejętności i drygu, efekt tego zmuszania był koszmarem zarówno dla mnie jak i dla innych sad (nie z mojej złej woli, po prostu mi nie wychodziło).

                            --
                            http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                      • 13.09.12, 03:09
                        maciekqbn napisał:

                        > Najgorzej j
                        > eśli ktoś nie ma tych kwalifikacji a mierzy nie wiadomo jak wysoko. Wó
                        > wczas można pracy szukać do starości a i tak nic odpowiedniego i "godnego" się
                        > nie znajdzie.

                        I to od tego wozka jej sie tak porobilo? Jak matka zostala, to jej ego tak uroslo i stad te problemy? Aha, a czytac przestala po urodzeniu, wczesniej duzo czytala i sie rozwijala, tak? Po to urodzila, zeby sie juz nie uczyc i nie pracowac?
                    • 10.09.12, 14:45
                      gazeta_mi_placi napisała:
                      > My kobiety tutaj zawsze mamy pod górkę sad

                      Odezwała się zarobiona po kokardkę, Matka Polka siedmiorga dzieci tongue_out
          • 10.09.12, 09:47
            ja tez znam smile
          • 13.09.12, 02:21
            I wlasnie z zawyzonego poczucia wartosci, ktore wyniklo z faktu wejscia w posiadanie wozka tak sie im porobilo? Wczesniej byly to skromne, nieroszczeniowe i malomowne osoby, tak?
      • 09.09.12, 22:01
        Odsetek osób roszczeniowo nastawionych, nierozwijających się, uważających się za święte krowy, tepych, głupich i zhamiałych jest podobny w każdej grupie społecznej.
        Nie sądzę by matki wiodły prym w tej kategorii.
        --
        "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
        Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać..." Jeremi Przybora
    • 09.09.12, 23:39
      Jeśli już się przyczepiać, to do wszystkich roszczeniowych, wielkopańskich prostaków, wśród których także znajdują się kobiety-matki dzieciom. Bo nie rozumiem, czemu z tej gromady tylko im się obrywa.
    • 10.09.12, 07:49
      Wskaźnik zatrudnienia kobiet w Polsce to 53% (dane na koniec 2010 r.) - czyli pracuje zaledwie połowa pań w wieku 15-64 lata (wliczając w to osoby na urlopach macierzyńskich, wychowawczych, czy zwolnieniach lekarskich w czasie ciąży).
      Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące, roszczeniowe i etc.
      Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

      I z pustego Salomon nie naleje - więc oczekiwania wypasionej polityki prorodzinnej państwa, kiedy nie myśli się o dokładaniu się do wspólnego budżetu są śmiesznesmile
      • 10.09.12, 09:01
        Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące, roszcz
        > eniowe i etc.
        > Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

        A to jest szczyt manipulacji. Statystyczny pracodawca woli zatrudnić mężczyznę a nie kobietę, bo nie zajdzie w ciążę i nie pójdzie na macierzyński. A jak już będzie miała dzieci i trafią na wolne miejsce w żłobku(których w samej Warszawie brak ponad 6000 miejsc), to według statystyk ona będzie się do nich zwalniać-znów stając się pracownikiem II kategorii.
        • 10.09.12, 09:10
          Zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu kuzynka, z dobrą nowiną, że jest w ciąży w 5 tygodniu. I się pyta czy na kawę może wpaść, ja jej mówię że oczywiście, na co ona że za chwilę będzie (mieszkamy blisko siebie). Przyjeżdża po chwili i taki oto dialog

          Ja: Jest 13.00 a Ty nie jesteś w pracy
          Ona: Nie, no co ty. Na zwolnieniu jestem.
          Ja: Żle się czujesz????
          Ona: Nieeee. No wzięłam L4 do końca ciąży. Przecież muszę odpocząć.

          I dlatego, będąc pracodawcą nigdy nie zatrudnię młodej kobiety. Co najwyżej emerytkę.
          • 10.09.12, 09:38
            Znajomy eksa, żeby uniknąć zwolnienia z pracy był rok na fałszywym zwolnieniu. I dlatego będąc pracodawcą nigdy nie zatrudnię młodego mężczyzny!
            • 10.09.12, 09:39
              noname2002 napisała:

              > Znajomy eksa, żeby uniknąć zwolnienia z pracy był rok na fałszywym zwolnieniu.
              > I dlatego będąc pracodawcą nigdy nie zatrudnię młodego mężczyzny!

              Proponuję lekturę:
              wyborcza.biz/Firma/2029020,101618,12373274.html
              • 10.09.12, 09:56
                Tam jest również to co pisałam wcześniej:
                "niestety bywa tak, że kobiety w czasie ciąży pracowały do końca i tak były pomijane przy awansach, bo pracodawca zakładał, że skoro będą miały małe dziecko, będą niedyspozycyjne. Przy kolejnej ciąży taka kobieta od razu bierze zwolnienie, bo dochodzi do wniosku, że nie ma sensu się wysilać. Awansu i tak nie dostanie."

                Nie bronię zwolnień brania w ciąży na odpoczynek, sama pracowałam do 8miesiąca ciąży(jeszcze nie na swoim) tylko wkurza mnie sugerowanie, że połowa kobiet, które mogły by pracować, nie pracuje wyłącznie z lenistwa.
                • 10.09.12, 09:58
                  noname2002 napisała:

                  > Tam jest również to co pisałam wcześniej:

                  Ale jest napisane również:
                  "- Zawsze zatrudniałam kobiety na umowie o pracę na czas nieokreślony. Chciałam być z nimi fair. Sama jestem kobietą i rozumiem, że narodziny dziecka to najważniejsze dla rodziców wydarzenie w życiu. Tyle że wiele pracownic to wykorzystuje i rozwala mi firmę - mówi pani Maria."
          • 10.09.12, 09:53
            Zgadza się, z moich obserwacji w pracy wynika, że najlepszymi pracownicami są kobiety, które już odchowały dzieci. Często poświęcają się pracy bardziej niż mężczyźni. Młode (zwłaszcza młode mamuśki) to większości niekompetentne, roszczeniowe kroowska.

            --
            "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
      • 10.09.12, 09:10
        ale nie rozumiemy się chyba ta roszczeniowa to nie jest każda niepracująca. są pewne ustalenia w rodzinach/związkach - i nic nikomu do tego. nie każdy tez musi kończyć kolejne studia na wychowawczym - bo nie do tego ten urlop jest stworzony. niech każdy żyje po swojemu i szlus.

        po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w społeczeństwie, być może je widuję, ale nie wiem co robią w domu, czy najeżdżają kogoś specjalnie wózkiem by się przepchnąć w kolejce i czy paplą o niczym - nie wiem, bo ich nie znam. a nie znam, bo być może takich ludzi znac nie chcę? jest nam ze sobą nie po drodze? nie polubilibyśmy się?

        a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?
        --
        ... jestem słodka jak miód...człowiek - ciacho...genetyczny cud...
        • 10.09.12, 09:48
          nicol.lublin napisała:
          > po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w społeczeństwi
          > e, być może je widuję, ale nie wiem co robią w domu, czy najeżdżają kogoś specj
          > alnie wózkiem by się przepchnąć w kolejce i czy paplą o niczym - nie wiem, bo i
          > ch nie znam. a nie znam, bo być może takich ludzi znac nie chcę? jest nam ze so
          > bą nie po drodze? nie polubilibyśmy się?

          Dokładnie. O paniach, które widuję w sklepie spożywczym nie będę się wypowiadać, bo zielonego pojęcia nie mam jak żyją. Mogę tylko wypowiadać się o kobietach, które znam osobiście, a wśród tych nie ma żadnej "matki wózkowej".
        • 10.09.12, 10:40
          a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?

          Matki mają rodzić w Polsce a nie poza, a potem mają dbać o rozwój intelektualny dziecka w domu a nie paplać profesorowi pod oknami i przepychać się wózkiem.
          • 10.09.12, 10:59
            noname2002 napisała:

            > a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?
            >
            > Matki mają rodzić w Polsce a nie poza, a potem mają dbać o rozwój intelektualny
            > dziecka w domu a nie paplać profesorowi pod oknami i przepychać się wózkiem.

            Nad tym samym się zastanawiałam. No dobra, opisane jakieś zjawisko i co dalej?
            Wyłapywać te matki na mieście i na kursy rozwoju duchowego przymusowo wysyłać?
            Bo mnie się wydaje, że te matki to tylko jakaś cząstka tej grupy roszczeniowego chamstwa, które pleni się wszędzie, są również mężczyźni mający podobną postawę "mnie się należy i macie mi dać" itp- więc zastanawiam się, czy ktokolwiek ma jakiś pomysł na zdławienie tego zjawiska, czy tylko cała sprawa sprowadza się do zrzędzenia i marudzenia, jaki to świat jest zły.
        • 13.09.12, 03:36
          nicol.lublin napisała:

          > po głębszym zastanowieniu, dopuszczam myśl, że są takie kobiety w
          > społeczeństwie,

          Ja po dosc dlugim namysle doszlam do wniosku, ze nawet jesli takie sa, to nie jestem w stanie uzyskac co do tego pewnosci. Bo autor nie potrafil jasno napisac, o jakie kobiety tak naprawde chodzi.

          > a tak na koniec: jaka jest teza tego artykułu, bo nie kumam?

          Nikt tego nie wie, ale niektorzy probuja zgadywac. Czesci ze zgadujacych wydaje sie, ze wiedza, powymyslali nawet dodatkowe kryteria przynaleznosci do kategorii "wozkowych", najlepsze jest to: "jak sie nie zgadzasz z profesorem, to jestes wozkowa! to najlepszy dowod na to, ze one istnieja" big_grin

          Autor zamieszania nie raczyl nigdzie sprecyzowac o co mu chodzi. Wyszedl chyba z zalozenia, ze jak ktos sie z nim nie zgadza, to go nie rozumie, a jak go nie rozumie, to jest glupi, a z glupkami gadac nie bedzie, tylko bedzie im udowadnial ich glupote big_grin Logiczne, nie? tongue_out
      • 13.09.12, 03:19
        wendd napisała:

        > Więc nie wierzę w deklaracje, że nikomu nie są znane osoby niepracujące,
        > roszczeniowe i etc.

        Tez w to nie wierze.

        > Bo statystycznie jest to połowa kobiet w Waszym otoczeniu.

        Bzdura. Nie kazda niepracujaca kobieta jest automatycznie roszczeniowa etc.
        Dla przykladu: moja matka pracowala cale zycie, zadnych zasilkow nie brala, po zachorowaniu na raka poszla na zwolnienie, potem rente na rok, potem renty nie dostala, o prace w jej wieku i przy ograniczeniach wynikajacych z niepelnosprawnosci nie bylo latwo, w sumie stalej juz nie znalazla. W zyciu nie nazwalabym jej roszczeniowa. A jesli dla Ciebie kazda niepracujaca kobieta jest roszczeniowa, to uwazam, ze obrazasz moja matke nieslusznie ja oskarzajac o przywary, ktorych nie posiada.

        > I z pustego Salomon nie naleje - więc oczekiwania wypasionej polityki prorodzin
        > nej państwa, kiedy nie myśli się o dokładaniu się do wspólnego budżetu są
        > śmiesznesmile

        Jeszcze smieszniejsze jest wkladanie w usta domniemanych oponentow domniemanych przekonan (:
        Skad Ci sie te rzekome oczekiwania w tym watku wziely?
    • 10.09.12, 11:04
      Nie widzę takiego zjawiska.
      Nie życzę sobie, żeby mi jakiś zapuszczony samotny staruszek hejter fukał w temacie turkoczących jeździków, tematyki rozmów w piaskownicy i decybeli na placu zabaw. Podobnie jak nie życzę sobie, żeby mi w tym temacie fukała jakaś samotna stara panna, która ma najwyraźniej nadmiar czasu i frustracji.
      Nie podobają się dzieci na trawniczku (wtf, że to jego trawniczek?) to wypad i kupić sobie dom z ogrodzonym ogrodem.
      • 10.09.12, 11:17
        triss_merigold6 napisała:


        > Nie życzę sobie, żeby mi jakiś zapuszczony samotny staruszek hejter fukał

        Moja mama, samotna mocno starsza pani nie może wyjść do południa do pobliskiego parku poczytać książkę, bo jest on zawłaszczony przez rozwrzeszczane dzieci i ich matki.

        Ona co prawda nie fuka, tylko wraca do domu.

        Czy moja mama ma mniejsze prawa, niż te dzieci?
        • 10.09.12, 11:23
          Moja mama, po osiemdziesiatce, do przesady kochajaca męża, nigdy mu nie wybaczyła, ze podpisał się pod petycją o zlikwidowanie placu zabaw, ktory znajdował sie pod oknami rodzicow.
          Mowiła: poki wnuczka byla mala, sam tam z nią chodzil, jak wyrosla, nie byl mu już potrzebny, a o innych nie pomyślal.
          Ojcu, starszemu panu, bylo wstyd.
          Na przeszkadzający nam hałas jest sposob, naprawdę działa, choc dopóki nie spróbujemy, wydaje się to niemożliwe: trzeba przez parę minut uważnie się w to, co nas drażni, wsłuchiwac.
          --
          Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
          • 10.09.12, 11:28
            nangaparbat3 napisała:

            >
            > Na przeszkadzający nam hałas jest sposob, naprawdę działa, choc dopóki nie spró
            > bujemy, wydaje się to niemożliwe: trzeba przez parę minut uważnie się w to, co
            > nas drażni, wsłuchiwac.

            OK, powiem to mojej mamie, że ma wsłuchiwać sie we wrzaski dzieci.
            Choć chętniej powiedziałabym mamom tych dzieci, aby szanowały prawo do spokoju innych ludzi.
          • 10.09.12, 11:41
            Zatem naukowcy się mylą:

            www.razem.pl/?p=2537
            --
            http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
            • 10.09.12, 19:03
              Nie mylą się - placz dziecka jest trudno zignorowac, mamy wdrukowane mechanizmy zmuszajace nas do reagowania - jesli tego nie robimy, trudna nam skupić sie na czymkolwiek. Logiczne, zgodne z "naturą", nie trzeba badań, żeby na to wpaść.

              --
              "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
        • 10.09.12, 11:28
          Zdaje się, że parki to właśnie ta przestrzeń publiczna dla m.in dzieci?

          Korki w uszy i może czytać. Albo słuchawki.
          Albo dom na dużej posesji.
          • 10.09.12, 11:29
            triss_merigold6 napisała:

            > Zdaje się, że parki to właśnie ta przestrzeń publiczna dla m.in dzieci?

            Nie. Dla dzieci są place zabawa. Parki są dla wszystkich.
            • 10.09.12, 11:31
              No to są i dzieci i starsza pani. O co kaman.
              • 10.09.12, 11:32
                triss_merigold6 napisała:

                > No to są i dzieci i starsza pani.

                O to, że mamy tych dzieci nie szanuja prawa do parku innych ludzi prócz swoich dzieci.
                • 10.09.12, 11:34
                  A co, fizycznie atakując wyrzucają staruszków? Zachowują się jak dzieci, a małe dzieci na dworzu biegają i hałasują = normalne.
                  • 10.09.12, 11:41
                    triss_merigold6 napisała:

                    > A co, fizycznie atakując wyrzucają staruszków? Zachowują się jak dzieci, a małe
                    > dzieci na dworzu biegają i hałasują = normalne.

                    Odpowiem ci w twoim stylu: won na plac zabaw!
                    • 10.09.12, 12:04
                      Po co ta histeria? Mam zamknięty wewnątrzosiedlowy plac zabaw i tam starszak sobie szaleje popołudniami. Staruszki na nim nie bywają. D
                      • 10.09.12, 12:08
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Staruszki na nim nie bywają. D

                        Niech więc i dzieci nie bywają tam, gdzie staruszki chcą odpocząć. Mam na myśłi te dzieci, które jeśli mają niewydolne wychowawczo mamy.
                    • 10.09.12, 13:32

                      > Odpowiem ci w twoim stylu: won na plac zabaw!

                      A u mnie na osiedlu plac zabaw jest częścią parku podobnie jak boisko dla młodzieży.
              • 10.09.12, 11:45
                triss_merigold6 napisała:

                > No to są i dzieci i starsza pani. O co kaman.

                No a gdyby np. starsza pani wrzeszczała sobie koło matki, która usiłuje uśpić dziecko w wózku, bo to przecież park, przestrzeń publiczna i każdy ma prawo wrzasnąć- to też nie widzisz problemu?
                Wzajemne poszanowanie to często niuanse, jedni załapują to bez problemu, do innych to nie dociera i chodzi o to, żeby czasem coś dotarło. Żeby choć im przez myśl przemknęło, że ich radośnie rozdarte dziecko jest udręką dla innych. Co nie znaczy od razu, że trzeba dzieci kneblować, wystarczy troche przystopować.

                • 10.09.12, 12:01
                  Można oczywiście. Pewnie żyją w innym matrixie, bo w parkach małe dzieci są jakoś pilnowane przez rodziców i poza placami zabaw nie przemieszczają się swobodnie wrzeszcząc bez opamiętania. Ale każdy widzi to co chce zobaczyć.
                • 14.09.12, 07:56
                  anba

                  > No a gdyby np. starsza pani wrzeszczała sobie koło matki, która usiłuje uśpić d
                  > ziecko w wózku, bo to przecież park, przestrzeń publiczna i każdy ma prawo
                  > wrzasnąć- to też nie widzisz problemu?

                  Jesli nie robi tego zlosliwie, to nie widze. Malo tego, potrafie sobie wyobrazic, ze starsza pani zobaczyla w parku kogos znajomego, czy z rodziny i tak sobie krzyknela do niego, nie zauwazywszy usypianego w poblizu dziecka. Bez zlej woli, bez zlamania regul wspolzycia. Ot, chwilowa niedogodnosc dla matki i dziecka, i tyle. Zycie.

                  > Wzajemne poszanowanie to często niuanse, jedni załapują to bez problemu,

                  Blad logiczny. Polega na zalozeniu, ze zachowania innych spowodowane sa raczej ich stalymi cechami charakteru niz chwilowa sytuacja. Wynika z psychologii, jest normalny, dobrze zdawac sprawe z tego, ze wszyscy mamy do jego popelniania naturalne sklonnosci.
                  Odwrotny blad czesto wystepuje przy ocenie naszych wlasnych nieakceptowanych zachowan, te sklonni jestesmy tlumaczyc raczej czynnikami zewnetrznymi, sytuacja, niz stalymi cechami naszego charakteru.

                  To nie jest tak, ze jedni zalapuja bez problemu, a inni sa z natury niekulturalni i nieempatyczni i trzeba im lopata wkladac do glowy podstawowe zasady wspolzycia. Owszem, sa miedzy nami roznice, jednak o wiele wieksze roznice wywoluje znalezienie sie w jakiejs konkretnej sytuacji, np zmeczenie, stres, halas, rozproszenie uwagi.
            • 10.09.12, 11:36
              Dla wszystkich oprocz matek z placzącymi dziećmi, matek karmiących piersią i matek hałasujacych przedszkolaków.
              OK.
              --
              "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
              • 10.09.12, 11:43
                nangaparbat3 napisała:

                > Dla wszystkich oprocz matek z placzącymi dziećmi, matek karmiących piersią i ma
                > tek hałasujacych przedszkolaków.
                > OK.

                Ktos napisał, że przeszkadzają mu płaczące dzieci i matki karmiące?

                A przedszkolaki? Owszem, mogą hałasować dopóki nie przeszkadza to innym ludziom. Chyba jasne.
                • 10.09.12, 19:06
                  problem w tym, że przedszkolaki nie mogą nie hałasować - podobnie jak większość starszych ludzi nie moze nie zrzędzic
                  To co - eksmitujemy?
                  Karmiace matki nie przeszkadzają może Tobie i Twojej mamie, niestety wielu ludziom i owszem. W ogole każdemu ktoś przeszkadza.
                  Taki kraj, taki obyczaj.
                  --
                  "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                  • 10.09.12, 19:48
                    nangaparbat3 napisała:

                    > problem w tym, że przedszkolaki nie mogą nie hałasować

                    Oczywiście. Nie musze jednak robić tego kosztem innych ludzi.
                    Dziecko od tego ma matkę, aby ta uświadomiła mu gdzie wolno a gdzie nie wolno krzyczeć.
                    To chyba jest jasne?
                    • 10.09.12, 19:59
                      No więc wlaśnie w parku wolno.
                      poza tym wielu starszym osobom głosy bawiacych sie dzieci sprawiaja przyjemność. A Wy chcecie ich tej przyjemnosci pozbawic.
                      W kazdym razie jak świat światem dzieci chodziły bawic się do parku. Sama bywam w parkach bardzo często (jako właścicielka suki) i nigdy nie zauwazylam dzieci drących sie tak bardzo, by mialy komus przeszkadzać.
                      --
                      "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
                      • 10.09.12, 20:04
                        nangaparbat3 napisała:

                        > No więc wlaśnie w parku wolno.


                        W parku wolno spacerować, czytać książki, rozmawiać.
                        Wolno też dzieciom rozrabiać ale wyłącznie tak, aby nie przeszkadzało to innym.

                        To dla ciebie za trudne do pojęcia?
                        • 11.09.12, 12:48
                          skoro w parku nie wolno (często place zabaw są w parkach, a zdarza się, że ich nie ma w okolicy) to gdzie wolno? w domu nie, bo sąsiedzi, w szkole nie, w sklepie nie (wiadomo), no to gdzie? dzieci muszą od czasu do czasu pohałasować, takie ich prawo. Szczególnie jak bawią się w grupie robi się harmider. Twoja mama rozumie więcej, niż one i ma większe możliwości (np. znalezienia miejsca w innej części parku). żyjemy w przeludnionych miastach i nie ma szansy, żeby nasze prawa były zawsze respektowane. Ktoś śpi po nocnej zmianie, a budzi go odgłos kosiarki do trawy. innemu przeszkadza ujadający pies sąsiada, komuś remonty, bo jeden sąsiad kończy, a drugi zaczyna; innemu sąsiad palący na balkonie. i co zrobisz?
                          A profesor dokonał nieuprawnionej generalizacji. matki, które go tak zezłościły nie stanowią grupy reprezentatywnej. pewnie większość kobiet z dziećmi pracuje. a i wśród tych, które rozmawiały o zupkach są takie, które w domu czytają, pracują, może piszą książkę. profesor też nie zawsze rozmawia o nauce.
                      • 10.09.12, 20:08
                        Co tam park? Ja mam jako sąsiada prywatne przedszkole i tam to dopiero dzieci dają do pieca, gdy wyjdą na przedszkolny plac zabaw smile)) Na szczęście najbardziej hałasują, gdy ja jestem w pracy, jedynie w soboty te dzieci słyszę. Nie przeszkadza mi ten hałas. Jeśli już, to bardziej mi przeszkadzają trzy małe psy drugiego sąsiada, które ujadają całą noc. Ale co zrobić? Dzieci tak już mają, że hałasują, a psy tak już mają, że szczekają smile
                        • 10.09.12, 21:34
                          przedszkole czynne w sobote? a pozniej sie ludzie dziwą, że dzieci zaburzone emocjonalnie...
                          --
                          "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                          Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                          • 10.09.12, 22:05
                            Tak, czynne w sobotę. I nawet sporo dzieci w soboty jest. Tyle, że u mnie na wsi jest kilka dużych firm, które pracują w systemie zmianowym, 7 dni w tygodniu i może dzieci rodziców pracujących w soboty są tego dnia w przedszkolu, ale aż tak nie wnikałam.
            • 10.09.12, 11:42
              A szczekające psy kneblować? w parkach najwięcej jest psiarzy. Wiesz, mojej 80letniej babci mieszkającej w kamienicy z podwórzem-studnią jakoś nigdy nie przyszło do głowy przeganiać dzieci z podwórka, bo hałasują-obserwowała je z uśmiechem i jeszcze jakąś słodycz dała.
              I za to ją między innymi kochałam-pokazała mi, że na starość można być ciepłym, pogodnym i życzliwie nastawionym do otoczenia.
              • 10.09.12, 11:44
                noname2002 napisała:

                > A szczekające psy kneblować?

                Odpowiesz może na moje pytanie: czy moja mama ma mniejsze prawa od dzieci?
                • 10.09.12, 13:29
                  Do przebywania w parku takie same. Do tego, żeby nakazać innym korzystającym w parku zachowywanie absolutnej ciszy nie ma żadnych praw. To tak samo absurdalne jak mieszkańcy bloków oczekujący, że wszyscy współlokatorzy będą się zachowywać bezszelestnie.
                  • 10.09.12, 13:31
                    noname2002 napisała:

                    > Do przebywania w parku takie same. Do tego, żeby nakazać innym korzystającym w
                    > parku zachowywanie absolutnej ciszy nie ma żadnych praw.

                    A kto pisał o absolutnej ciszy?
                    • 10.09.12, 13:41
                      To ja się spytam,napisałam powyżej: u mnie plac zabaw i boisko to części parku. Gdzie zatem dzieci i młodzież mogą swobodnie pobiegać i pohałasować? Tyle się przecież mówi o braku ruchu u dzieci i młodzieży u związanej z tym otyłości.
            • 10.09.12, 13:44
              O! może w parkach wstawić taki znak jak z pieskami? <dzieć_na_smyczy_i_w_kagańcu>??

              jestem zdania, że moja (i mojego dziecka) wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka... Moje dziecko nie hałasuje w środkach komunikacji, w kinie w restauracji, nie wali zabawką w metalowy kaloryfer w budynku... etc
              ale w parku/placu zabaw ma prawo pobiegać i wydawać z siebie dźwięki....
              --
              "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
              Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
              • 10.09.12, 14:00
                Ależ niech sobie biega i wydaje dźwięki; chodzi o tą subtelną granicę, gdy ktoś staje się uciążliwy dla otoczenia. Np. nie musi biegać uporczywie i krzyczeć w odległości 10 cm od ławki gdzie siedzi ktoś czytający czy też jacyś staruszkowie. W końcu oni też nie sadowią się w centrum piaskownicy, więc to chyba jakoś da się zrobić. A sama czasem urzęduję w parku i nadziwić się nie mogę, jak dzieci potrafią skakać niemalże ludziom po głowach , a rodzice nie reagują,
                choć generalnie mnie dzieci na ogół nie przeszkadzają i mam na nie wysoką tolerancję.
                • 10.09.12, 14:46
                  anbale napisała:

                  > Ależ niech sobie biega i wydaje dźwięki; chodzi o tą subtelną granicę, gdy ktoś
                  > staje się uciążliwy dla otoczenia. Np. nie musi biegać uporczywie i krzyczeć w
                  > odległości 10 cm od ławki gdzie siedzi ktoś czytający czy też jacyś staruszkow
                  > ie. W końcu oni też nie sadowią się w centrum piaskownicy, więc to chyba jakoś
                  > da się zrobić. A sama czasem urzęduję w parku i nadziwić się nie mogę, jak dzie
                  > ci potrafią skakać niemalże ludziom po głowach , a rodzice nie reagują,
                  > choć generalnie mnie dzieci na ogół nie przeszkadzają i mam na nie wysoką toler
                  > ancję.

                  Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powiedzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza". O tym właśnie napisał Mikołejko.
                  • 10.09.12, 15:02
                    > Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powie
                    > dzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza".
                    > O tym właśnie napisał Mikołejko.

                    Moje nie wrzeszczy nikomu nad uchem...
                    jacy rodzice takie dzieci... ja zwracam uwagę dziecku/ojcu/matce jak dziecko jest rozwydrzone i chamskie we wspólnej przestrzeni...
                    ale zwracałam tez uwagę sąsiadom w nowym budownictwie gdy co i rusz urządzali imprezy z wrzaskami i bitami do 4 nad ranem... hmm może jestem roszczeniowa tongue_out
                    a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stosujących wolnoć Tomku w swoim domku? tzn balangi do rana + grill na balkonie + śmieci przed drzwiami... bo "im się należny bo se kupili kwadrat" wink chamstwo jest wszędzie....
                    --
                    "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                    Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                    • 10.09.12, 15:08
                      zegnaj_kotku napisała:

                      > Moje nie wrzeszczy nikomu nad uchem...

                      To świetnie. Inne wrzeszczą.

                      > a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stos
                      > ujących wolnoć Tomku w swoim domku?

                      Pewnie jeśli zechce, to napisze. Na razie pisze o roszczeniowej postawie niektórych matek.

                      • 10.09.12, 15:17
                        > Pewnie jeśli zechce, to napisze. Na razie pisze o roszczeniowej postawie niektó
                        > rych matek.
                        ma prawo niech pisze smile

                        --
                        "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                        Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                    • 10.09.12, 15:12
                      zegnaj_kotku napisała:


                      > ale zwracałam tez uwagę sąsiadom w nowym budownictwie gdy co i rusz urządzali i
                      > mprezy z wrzaskami i bitami do 4 nad ranem... hmm może jestem roszczeniowa tongue_out
                      > a może niech Pan Mikołejko napisze również o młodych lokatorach "na swoim" stos
                      > ujących wolnoć Tomku w swoim domku? tzn balangi do rana + grill na balkonie + ś
                      > mieci przed drzwiami... bo "im się należny bo se kupili kwadrat" wink chamstwo je
                      > st wszędzie....

                      To są zachowania z tej samej działki, co rozwydrzone dzieciaki- dlatego też wcześniej pisałam o tym, że brak liczenia się z innymi i roszczenia nie dotyczą tylko tych "wózkowych", że to dużo szersze zjawisko. Ja akurat nie mam w sąsiedztwie wrzeszczących dzieci, za to mam balangujących do świtu dorosłych- i to jest ta sama roszczeniowość i bezwzględne dyktowanie swoich warunków, które się zarzuca "wózkowym", to jest to samo plemię...
                  • 14.09.12, 08:40
                    woda_woda napisała:

                    > Problemem nie są dzieci, tylko ich matki, które nie chcą lub nie potrafią powie
                    > dzieć swoim dzieciom "nie krzycz temu panu nad uchem, bo jemu to przeszkadza".
                    > O tym właśnie napisał Mikołejko.

                    Problem wlasnie w tym, ze sie o tym nie zajaknal nawet. Nic nie pisal o halasujacych dzieciach, jesli juz, to o ich rozgadanych mamach uzywajacych dzieci jako pretekstu dla nieuprawnionego wyludzania przywilejow dla siebie. Tego, ze rozmowy mam Mikolejce przeszkadzaja nie zauwazasz, a zmyslasz i fantazjujesz o tym, co on jakoby napisal.
        • 10.09.12, 20:34
          No to albo macie cholernie mały park, albo jakąś nadwyżkę młodzieży w okolicy smile. w moim parku jest miejsce na place zabaw i na czytające staruszki. Sama tam chętnie czytałam nie będąc jeszcze matką i nie przeszkadzały mi żadne hałasy. Życie w mieście niestety wymaga kompromisów. Mogłabym tupać ze złości, że brakuje miejsc na parkingu, albo, że sąsiedzi nade mną hałasują, ale mieszkając w mieście każdy musi przyjąć, że nie jest tam sam. Przypominasz mi moją sąsiadkę, która mieszka trzy piętra niżej i odwiedziła mnie kiedyś z fochem, że mój syn biega po mieszkaniu. Skoro ma dwa lata, to może przecież siedzieć i układać klocki smile)))) Z jednej strony atak społeczeństwa, że dzieci za dużo przebywają w domu przed telewizorem / komputerem, a z drugiej, że hałasują na zewnątrz. I bądź tu człowieku mądry...
          --
          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
          • 10.09.12, 20:37
            > Życie w mieście niestety wymaga kompromisów.

            Dokładnie tak.
            Dlatego nie ma konieczności, aby dzieci wydzierały się o metr od osoby czytającej książkę - za pełną aprobatą swojej mamy.
            • 10.09.12, 20:48
              Zapytam może tak. Czy masz / miałeś małe dziecko i czy naprawdę uważasz, że matkom sprawia przyjemność jak się dziecko wydziera, albo siada na chodniku i ryczy wniebogłosy, a Ty stoisz obłożony siatami i masz ochotę zapaść się pod ziemię albo wystartować w kosmos? Mi ostatnio starsza pani przy okazji takiej sytuacji zrobiła wykład, że nie powinnam na takie zachowania pozwalać. Zrobiłam się czerwona po same końcówki uszu. Nikt nikogo nie uczył jak wychować perfekcyjne dziecko, bo nikt nie jest perfekcyjny.
              --
              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
              • 10.09.12, 21:06
                fotm napisał(a):

                > Zapytam może tak. Czy masz / miałeś małe dziecko

                Jestem mamą trojga dzeci.

                I przypominam, co napisałam: nie ma konieczności, aby dzieci wydzierały się o metr od osoby czytającej książkę - za pełną aprobatą swojej mamy.

                A czy ten krzyk tym mamom przeszkadza? Pewnie nie, bo w tym czasie gadają sobie z koleżanką, więc nie widzą i nie słyszą.
                • 10.09.12, 21:12
                  To jestem pełna podziwu, że Twoje dzieci od samego początku były takie usłuchane. Albo masz nieziemskie zdolności pedagogiczne, albo Twoje dzieci są na tyle duże, że już tego okresu nie pamiętasz. Dzieci nie muszą się wydzierać metr od czytającej osoby, tak samo jak dorosła osoba nie musi siedzieć o metr od krzyczących dzieci. Pan Psor ocenia matki wózkowe, czyli matki dzieci raczej małych jak sądzę, którym niewiele można wytłumaczyć na tym etapie rozwoju.
                  --
                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                  • 10.09.12, 21:14
                    fotm napisał(a):

                    > Dzieci nie muszą się wydzierać metr od c
                    > zytającej osoby

                    Właśnie o tym piszę, że nie muszą. Ale co zrobić, jeśli ich mamy na to pozwalają?
                    • 10.09.12, 21:19
                      a co zrobić, jak staruszki z książką siadają przy placu zabaw - przeganiać? To już się lekka farsa robi.
                      --
                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                      • 10.09.12, 21:25
                        fotm napisał(a):

                        > a co zrobić, jak staruszki z książką siadają przy placu zabaw - przeganiać?

                        A komu i w czym to przeszkadza?
                        • 11.09.12, 10:20
                          Mamom, które muszą gdzieś siedzieć, żeby pilnować swoich pociech i móc interweniować w razie ich karygodnych zachowań.
                          --
                          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                          • 11.09.12, 10:25
                            fotm napisał(a):

                            > Mamom, które muszą gdzieś siedzieć, żeby pilnować swoich pociech i móc interwen
                            > iować w razie ich karygodnych zachowań.

                            Ach, mamom, które nie maja gdzie usiąść.
                            To trzeba grzecznie poprosić o ustapienie miejsca z przyczyn jw.
                            • 11.09.12, 10:33
                              Ach to również wystarczy zwrócić uwagę, że dzieci hałasują. Wiesz, generalnie jak człowiek ma małe dziecko to jest z musu przyzwyczajony do innej skali hałasu niż staruszki i może tego po prostu nie odnotować.
                              --
                              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                              • 11.09.12, 11:02
                                Ludzie mają różnie.

                                Ja mam tak, iz uważam, że więcej troski należy się ludziom najsłabszym: chorym, niepełnosprawnym, starym. Nie ma w tej grupie młodych kobiet. Nawet dzieciatych.

                                Dlatego na przykład uważam, że miejsce siedzące w tramwaju nalezy sie osobie sytaszej a nie dziecku - przykłady mogłabym mnozyć.
                                Ale - dlatego też uważam, że nawet w parku to dziecko powinno dostosować sie do starych ludzi a nie odwrotnie. Bo ci starzy na to po prostu zapracowali.

                                Ale to, o czym piszę, to kwestia cywilizacyjne.
                                • 11.09.12, 11:03
                                  straszne literówki z pospiechu, sorry smile

                                  "osobie starszej", rzecz jasna
                                • 11.09.12, 11:34
                                  Oczywiście, że masz rację. Tylko, że nie zawsze da się zrobić tak żeby wszyscy byli zadowoleni, w zasadzie to nigdy. Przykładów można mnożyć tysiące. Ja na przykład aktywnie musiałam zwalać z miejsca dla matki z dzieckiem paniczów dwudziestoletnich z laptopami, jak jeździłam do pracy tramwajem w ósmym i dziewiątym miesiącu ciąży.
                                  Trzeba też rozgraniczyć określenie "dziecko". "Dziecko" powinno się dostosować. Oddałabym złota wór, gdyby mój dwulatek dostosował się do tego co chcę. Takie rzeczy wymagają czasu niestety i powtarzania do samego obłędu. "Dziecko" nie musi siedzieć w autobusie. Felieton jest o "dzieciach" wózkowych, małych, mało rozgarniętych, wrzeszczących czasem wniebogłosy na widok lizaka. Takie dziecko w autobusie stać nie będzie, nie oznacza to jednak, że trzeba zwalać z miejsca staruszki. Jest wiele innych przedziałów wiekowych, które można poprosić o ustąpienie miejsca.
                                  Starszym ludziom należy się szacunek i to jest sprawa oczywista. Czy na to zapracowali? Ogromna większość tak. Znam też takich, co bujali się całe życie na lewych zwolnieniach i zasiłkach, ale to jest temat na zupełnie inną dyskusję wink.
                                  --
                                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                                  • 11.09.12, 11:39
                                    Widzę, że nie zrozumiałaś nic z tego, co napisałam. Trudno.
                                    • 11.09.12, 11:43
                                      Tak jest zawsze najłatwiej napisać smile
                                      --
                                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                                • 11.09.12, 13:08
                                  Ileż było dyskusji o tym, że młoda matka z dzieckiem taka pokrzywdzona, a te stare baby (stare dziady) nie ustąpiły miejsca. Że najgorsze dla owych młodych (pokrzywdzonych -mój dopisek) matek są te paskudne mohery, stare baby (na pewno zgorzkniałe i/lub bezdzietne albo takie co pewnie nawet rodzony wnuk nie odwiedza), stare dziady.
                                  A wejdź na forum e-mamowe i napisz podając się za młodą matkę, że w przychodzi 50-latek - honorowy dawca krwi, który wykorzystał przysługujące mu akurat w tej przychodni pierwszeństwo (bo taki jest regulamin), a potem kup sobie chipsy i obserwuj reakcje smile

                                  --
                                  http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                  • 13.09.12, 05:00
                                    gazeta_mi_placi napisała:

                                    > Ileż było dyskusji o tym, że młoda matka z dzieckiem taka pokrzywdzona, a te st
                                    > are baby (stare dziady) nie ustąpiły miejsca.


                                    Widzialam co prawda dyskusje na temat ciezarna vs moher a miejsce w tramwaju.
                                    Nie widzialam jeszcze takiej, gdzie sie wiesza psy na starych babach w obronie miejsca dla biednego dzieciatka. Wiec poprosze o linki, skoro tyle tych dyskusji przegapilam (:
                                    • 13.09.12, 12:12
                                      Na forum E-mama był wątek gdy starsza kobieta (pociąg by zatłoczony na maksa, był to pociąg bez wydzielonego przedziału dla matki z dzieckiem) powiedziała matce, żeby wzięła swojego trzylatka na kolana. Matka nie chciała i zaczęła się jatka.
                                      Na forum Savoir Vivru Pani była wielce oburzona, że gdy ciężarna (która dopiero co weszła) przeszła na początek bardzo długiej kolejki na poczcie została jej zwrócona uwaga przez starszą kobietę, która też tam stała (70-letnią czyli myślę, że około 40-50 lat starszą od owej ciężarnej.
                                      A na forum e-mamowym gdy bronię starszych ludzi mówiąc, że owszem upadek w ciąży czy dziecka w autobusie jest niebezpieczny, ale i upadek starszej osoby (zwłaszcza kobiety) jest niebezpieczny (osteoporoza, złamanie szyjki udowej), słyszę w odpowiedzi od matek, że niby takie schorowane te starsze Panie (na ogół określenie tych starszych ludzi jest mniej grzeczne niż tu podaję) a mają siłę aby jechać przez pół miasta na ryneczek.
                                      Oraz niezadowolenie, że po co starsze osoby (nie, nie piszą one "starsze osoby" tylko najczęściej stare baby, stare wredne babska, moherowe berety, czasem stare dziady) jeżdżą rano autobusem jak wtedy tyle osób jedzie do pracy albo z dzieckiem do przedszkola.

                                      A tu przykładowy wątek (chyba właśnie takie Panie jak założycielka tematu miał na myśli Pan profesor):

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,117098414,117098414,Moherowa_poczekalnia.html
                                      Tu kolejny w którym matki jeżdżą po jakiejś anonimowej starszej Pani bo śmiała odpowiedzieć dziecku "Nieładnie tak mówić":

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,110743294,110743294,staruszka_czy_to_obraza_.html
                                      Honorowy krwiodawca nie ma prawa wymagać należącego mu się pierwszeństwa, kto to widział, krwiodawca przed ciężarną...:

                                      forum.gazeta.pl/forum/w,586,121769535,121769535,Myslalam_ze_mnie_dzisiaj_trafi_.html


                                      --
                                      http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                • 13.09.12, 04:46
                                  woda_woda napisała:

                                  > Ludzie mają różnie.
                                  >
                                  > Ja mam tak, iz uważam, że więcej troski należy się ludziom najsłabszym: chorym,
                                  > niepełnosprawnym, starym. Nie ma w tej grupie młodych kobiet. Nawet
                                  > dzieciatych.

                                  Zastanawiam sie, czy brak w tej grupie dzieci jest celowy, czy to przeoczenie?

                                  > Dlatego na przykład uważam, że miejsce siedzące w tramwaju nalezy sie
                                  > osobie sytaszej a nie dziecku - przykłady mogłabym mnozyć.

                                  Tak z ciekawosci: kobiecie ciezarnej, czy starszej osobie?

                                  > Ale - dlatego też uważam, że nawet w parku to dziecko powinno dostosować sie
                                  > do starych ludzi a nie odwrotnie. Bo ci starzy na to po prostu zapracowali.

                                  Wg mnie powinno sie dostosowac do regul obowiazujacych w danym miejscu. Starsi ludzie tez powinni sie do nich dostosowac, dokladnie tak jak i dzieci. Moze z ta jedna roznica, ze dzieci nadal sie ucza, starsi powinni je juz znac. Dostosowywanie regul do starszych ludzi "bo sobie na to zapracowali" wydaje mi sie, delikatnie mowiac, nieuzasadnione i nieracjonalne.

                                  > Ale to, o czym piszę, to kwestia cywilizacyjne.

                                  Ladnie prosze o doprecyzowanie, bo powyzsze zdanie mozna rozumiec na wiecej niz jeden sposob, bo chcialabym zrozumiec, a nie nadinterpretowac (:
                                  • 13.09.12, 12:19
                                    Z drugiej strony osoby starsze są (na ogół) w dużo gorszym stanie zdrowia i gorzej się czuje niż przeciętne dziecko, to też warto brać pod uwagę.
                                    Zdrowe dziecko jest w lepszej sytuacji niż osoba w starszym wieku. To chyba jest racjonalny argument smile
                                    --
                                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                    • 14.09.12, 02:42
                                      Ale argument za czym? Bo chyba mieszamy juz kilka watkow i znow sie moze okazac, ze jedno mowi o gruszce, a drugie o pietruszce (:

                                      Nie, to, ze zdrowe piecioletnie dziecko czuje sie lepiej niz osoba w podeszlym wieku nie jest argumentem za tym, zeby zdrowy piecdziesieciolatek siedzial w autobusie podczas gdy ciezarna przyszla i obecna matka z niemowlakiem na reku stoi obok niego i mdleje tongue_out
                                      A powtarzam, nie widzialam jeszcze nigdy dyskusji, w ktorej stado wscieklych matek atakowaloby osiemdziesiecioletnia staruszke za to, ze nie ustapila miejsca zdrowemu osmiolatkowi big_grin
                                      Tak, wiem, ze przesadzam. Probuje w ten sposob pokazac, ze mieszanie watkow co chwila, nieprecyzyjne wyrazanie sie i odpowiadania nie na temat moze prowadzic do pozornych roznic zdan i wyrobienia sobie o drugiej stronie zdania, ze jest glupia, skoro glupio mysli, a mysli w istocie podobnie do Ciebie (:
                                      No i pytanie, niemowle albo dwulatka uwazasz za silniejszego od 60-latka? Czemu wsrod tych najslabszych nie wymienilas dzieci?

                                      Dzieki za linki, poczytam dokladniej jak bede miala chwile, pewnie nad ranem Waszego czasu (;
                                      Na razie rzucilam okiem na pierwsze posty, rozpoczynajace watki. No i wlasnie widze tam tylko to, o czym pisalam: ciezarna vs osoba starsza. Watek o "staruszce" pomine, nie ma zbyt wiele wspolnego z tematem tej dyskusji. Nie widze tam na razie nic o wydumanych, nieuzasadnionych prawach dzieci, ktore pozbawiaja zasluzonych i uzasadnionych przywilejow osoby starsze.

                                      Mnie chodzilo o zwrocenie uwagi wlasnie na to, ze dyskusje praw ciezarnych vs starszych faktycznie widzialam. Ale jakos automatycznie niektorzy zaliczaja przyszle matki oraz wszystkie inne matki do jednej kategorii, czego sie w temacie przyslugujacych przywilejow robic nie powinno. Bo kobiecie w zaawansowanej ciazy miejsce w komunikacji sie nalezy, to wynika z rozsadku. Ale to wcale nie znaczy, ze osoby tak uwazajace automatycznie uznaja, ze nalezy sie to miejsce takze dwulatkowi, pieciolatkowi i nastolatkowi.

                                      IMO pieciolatek powinien byc uczony, zeby miejsca starszej osobie ustapic, nastolatek powinien to juz dawno wiedziec, ale to nie znaczy, ze matka dwulatka, ktory jeszcze nie mowi, jest zmeczony i grymasny, ze zachowuje sie ona roszczeniowo proszac kogos o ustapienie jej miejsca w autobusie ze wzgledu na dziecko. A juz na pewno nie oznacza, ze ciezarna ma ustapic miejsca (albo wpuscic do kolejki) zdrowemu piecdziesieciolatkowi, bo jest od niego o 30 lat mlodsza!

                                      Kolejna sprawa. Matce pieciolatka mozna zwrocic uwage, ze juz najwyzszy czas go zasad wspolzycia spolecznego uczyc. Ale zwyzywanie od afrykanskiej dziczy (niewazne czy skrzekliwym glosem, czy tez pieknym altem albo barytonem) uprzejmym zwroceniem uwagi nie jest. Jest chamstwem.

                                      Kiedys mnie niespelna osiemnastoletni chlopak zapytal w internecie, jak to jest, ze jestem dwa razy starsza od niego, a on czuje, ze odnosze sie do niego z szacunkiem. Byl zdziwiony.
                                      Wiesz, co odpowiedzialam? Szacunek nie ma nic wspolnego z wiekiem. Wiek bywa jedynie wymowka, by komus szacunku nie okazywac. "Mlody jestem, nie musze pryka szanowac". "Za stary jestem, zebym musial szczyla szanowac".

                                      Temat do przemyslen: czemu ten mlody czlowiek byl zdziwiony?
                                      • 14.09.12, 12:39
                                        Moim zdaniem zdrowe dziecko nie jest osobą podpadającą pod kategorię "słabszy".
                                        Jeden i drugi wątek mówi o braku szacunku matek małych dzieci do osób starszych, ale im wolno.
                                        W drugą stronę (Pan profesor) już nie bo od razu jazgot.
                                        --
                                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                        • 14.09.12, 12:42
                                          gazeta_mi_placi napisała:

                                          > Moim zdaniem zdrowe dziecko nie jest osobą podpadającą pod kategorię "słabszy".

                                          Moim też. Powiem więcej: mało który dorosły jest tak mocny, aby godzinami biegać i szaleć smile
                                          • 14.09.12, 15:57
                                            Ale dwulatek w autobusie jest słabszy od dorosłego-wystarczy gwałtowniejsze hamowanie i rozbije głowę(a starszy człowiek może sobie coś złamać, tu się zgadzam).
                                            • 14.09.12, 18:34
                                              Z drugiej strony chodnik twardszy niż podłoga w autobusie, a jakoś matki puszczają dzieci na chodnik aby pobiegały i też czasem się te dzieci przewracają (na chodnikach) bez tragiczniejszych skutków.
                                              --
                                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                              • 15.09.12, 01:43
                                                Gazecia, ale to naprawdę są inne sytuacje-gwałtowne hamowanie a upadek na chodnik.
                                                Przy upadku dziecko odruchowo wyciąga rączki i spada na dłonie/ ciało, przy hamowaniu uderza głową w ściany autobusu/poręcze/siedzenia.
                                            • 15.09.12, 18:20
                                              U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci (choćby złamanie kości szyjki udowej), często osoba w starszym wieku po złamaniu nogi już "do końca" zostaje unieruchomiona w łóżku, znam takie przypadki (zawodowo poniekąd i z teorii i z praktyki wiem jak to wygląda, oczywiście dla kogoś kto nie zna zbytnio fizjologii starzenia się, różnorakich chorób z tym związanych itp. złamanie czegoś u starszej osoby to po prostu zwykłe złamanie, takie samo jak złamanie u zdrowego 30-latka , otóż niekoniecznie).

                                              --
                                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                              • 15.09.12, 21:27
                                                gazeta_mi_placi napisała:

                                                > U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci

                                                No ale co to wnosi do naszej dyskusji? Czego to dowodzi? Czy to oznacza, czy przybliza nas w jakikolwiek sposob do wniosku, ze Mikolejko napisal jasno i kulturalnie o rzeczywistym problemie?
                                              • 15.09.12, 23:44
                                                U osoby starszej złamanie to często preludium do śmierci (choćby złamanie kości
                                                > szyjki udowej), często osoba w starszym wieku po złamaniu nogi już "do końca"
                                                > zostaje unieruchomiona w łóżku, znam takie przypadki

                                                Wiem z praktyki, opiekowałam się moją babcią po urazie kręgosłupa. Wcale nie oczekuję od starszych osób ustępowania siedzeń dzieciom, wiem że one też mogą bardzo ucierpieć przy hamowaniu. Ja tylko mówię, że i starszy człowiek i małe dziecko są słabsi od dorosłych i powinny być inaczej traktowani.
                                                I tak samo mogę Tobie zarzucić, że nie znasz etapów rozwojowych dziecka i pewne normalne dla dzieci zachowania odbierasz jako brak wychowania czy lenistwo matki.
                                                • 16.09.12, 14:23
                                                  Znam, miałam w rodzinie niemowlęta i małe dzieci.
                                          • 15.09.12, 10:00
                                            Rozumiem, ze zarowno dla gazeta_mi_placi jak i dla woda_woda osoba starsza jest slabsza niz dziecko. Slabsza niz trzylatek. Slabsza niz dwulatek. Slabsza niz roczne dziecko tez? Umowmy sie, ze nastolatki, choc tez dzieci, to jednak w wozkach nie jezdza, wiec raczej nie matki nastolatkow mial Mikolejko na mysli (;

                                            Dziecko "wozkowe", zdrowe tez, uwazam z cala pewnoscia za osoby slabsze niz jakikolwiek zdrowy dorosly. W dodatku nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Przykro mi, ale wedlug mnie ktos, kto twierdzi, ze dwulatek jest silniejszy niz podrzucajacy go szescdziesieciolatek chyba za bardzo sie zacietrzewil w dyskusji i postanowil na wszelki wypadek nie ustapic przed zadnym argumentem. Nawet jesli zapomnial o czym i po co dyskutujemy tongue_out
                                            • 15.09.12, 10:55
                                              smarhta napisała:

                                              > Rozumiem, ze zarowno dla gazeta_mi_placi jak i dla woda_woda osoba starsza jest
                                              > slabsza niz dziecko.

                                              Jeśłi idzie o mnie, to dobrze rozumiesz.
                                              Tak, starsza osoba jest słabsza od zdrowego trzylatka.

                                              PS. Masz ADHD?
                                              • 15.09.12, 13:41
                                                woda_woda napisała:

                                                > smarhta napisała:
                                                >
                                                > > Rozumiem, ze zarowno dla gazeta_mi_placi jak i dla woda_woda osoba starsz
                                                > a jest
                                                > > slabsza niz dziecko.
                                                >
                                                > Jeśłi idzie o mnie, to dobrze rozumiesz.
                                                > Tak, starsza osoba jest słabsza od zdrowego trzylatka.

                                                Zdrowa starsza osoba jest slabsza od zdrowego trzylatka? Powaznie?
                                                Czemu wiec dziadek jest w stanie nosic trzylatka na rekach albo na plecach, a trzylatek tego samego z dziadkiem nie jest w stanie zrobic?

                                                > PS. Masz ADHD?

                                                Nie mam.
                                                • 15.09.12, 18:23
                                                  Powyżej pewnego wieku na ogół nie ma już niestety pojęcia "zdrowa starsza osoba", oczywiście wyjątki zawsze się zdarzają jak wyjątkowo sprawna i zdrowa 80-latka tak samo jak i 3-latek może mieć białaczkę, jednakże to wyjątki.
                                                  --
                                                  http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                                • 29.09.12, 21:52
                                                  A po czym poznajesz ZDROWĄ starszą osobę?
                                                  Taki drobny przykład - po 70-tce sporo osób przechodzi operację zaćmy. Drobny, rutynowy zabieg. Na zewnątrz nie poznasz, że starsza osoba go przeszła. A przez kilka miesiecy po zabiegu upadek (czy nawet nagła zmiana pozycji ciała - niby nie upadł, podtrzymał się w ostatniej chwili) może skończyć się nadwerężeniem operowanego oka - i ślepotą.

                                                  Jeszcze paręnaście lat temu normalne było, że matka 2-3 latka siadała z nim, ale brała go na kolana. Teraz takich przypadków jest może 10-15%. Zazwyczaj 2-3 latek i 20-30 latka zajmują dwa miejsca. A 60-70 latka stoi (80-late zazwyczaj ustąpi miejsca jakaś inna litościwa dusza...)
                                                  • 29.09.12, 22:52
                                                    Nie bylo mnie w Polsce 5 lat. Jednak te 5 lat temu mieszkalam przez rok w Warszawie, korzystalam z komunikacji miejsckiej. Nie spotkalam sie nigdy z opisana przez Ciebie sytuacja.
                                                    Naprawde teraz jest tak, ze zazwyczaj matka z malym dzieckiem zajmuja 2 miejsca w czasie, kiedy obok stoi osoba w podeszlym wieku?

                                                    Podkreslam, 5 lat temu czesto korzystalam z komunikacji mieszkajac w duzym miescie i ani razu takiej sytuacji nie widzialam, wiec ciezko mi uwierzyc, ze od kilkunastu lat jest to powszechna postawa.

                                                    Owszem, widywalam kobiete z dzieckiem na sasiednich siedzeniach. Tu, w Nowej Zelandii tez widuje. Tam i tu widywalam takie obrazki w czasie, kiedy autobus nie byl pelny. Ojca z dwojka dzieci w wieku wczesnoszkolnym zajmujacych 4 siedzenia tez widuje (plecaki dzieci).

                                                    Jesli ktos (bez wzgledu na wiek) cierpi na chorobe, ktora nie jest widoczna, a wymaga miejsca siedzacego w celu zwiekszenia bezpieczenstwa, co stoi na przeszkodzie, zeby o tym poinformowac i poprosic o miejsce? I co zlego w tym, ze pierwszy ustapi miejsca ktos, kto nie jest obarczony dzieckiem/zakupami/wlasnymi dolegliwosciami? Cel - bezpieczenstwo i komfort podrozy osoby, dla ktorej ma to wieksze znaczenie, zostal chyba osiagniety?


                                                    Tak przy okazji, dowiedzialam sie, czemu jadac do pracy nie widuje tu starszych ludzi w autobusie. Wlasciwie spotykam ich tylko jak wracam. Po godzinie 9 rano osoby w podeszlym wieku jezdza za darmo...
                                                    W pociagach po godzinie 10 rano tez jest znizka, tym razem dla wszystkich.
                                                    IMO dobre rozwiazania systemowe. Jezdzi sie w godzinach szczytu tylko wtedy, kiedy jest potrzeba placic o tego dolara wiecej. Ci co nie musza jechac akurat wtedy, nie zajmuja miejsc tym, co wlasnie musza. Czyli sie da... konfliktow mniej... chyba niepotrzebnych konfliktow.
                                                  • 30.09.12, 16:24
                                                    Niestety na oko nie widać wielu schorzeń, tak samo jest z endoprotezą stawu biodrowego (choć tu wysyp operacji zaczyna się już po 50 roku życia), na oko niby wszystko w porządku, ale do pół roku, a nawet roku osoba taka nie powinna długo stać.
                                                    --
                                                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                              • 15.09.12, 18:26
                                                Podobnie jak woda_woda uważam, że trzylatek jest silniejszy ( ma silniejszy zdrowszy organizm) niż osoba 80-letnia na ten przykład.
                                                W razie złamania ma też lepsze rokowania od przeciętnej 80-latki.
                                                Żeby mnie nie atakowano dodam, że ustępuję miejsca zarówno matkom z dziećmi, jak i osobom starszym oraz o kulach.
                                                --
                                                http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                                                • 15.09.12, 23:00
                                                  Zgadzam sie z tym, co piszesz. Z wiekiem przybywa chorob i dolegliwosci, organizm ma mniejsze mozliwosci regeneracji.

                                                  Nie zgadzam sie jedynie z wysuwaniem nieadekwatnych argumentow.

                                                  Pisalas "Ileż było dyskusji o tym, że młoda matka z dzieckiem taka pokrzywdzona, a te stare baby (stare dziady) nie ustąpiły miejsca". No a ja sie z taka dyskusja nie spotkalam. Nigdy. Jedynie z dyskusjami na temat konfliktow o prawa kobiet w ciazy i prawa osob starszych. Albo matki utyskujace na chamstwo osob starszych, ktore uwazaja, iz z racji wieku maja prawo pouczac innych, im natomiast nie wolno zwrocic uwagi.

                                                  Z wiekiem zdrowie coraz slabsze. Wsrod 80 latkow rzadko trafiaja sie okazy zdrowia. Ale pokaz mi watek, gdzie chodzilo o konflikt praw zdrowego kilkulatka z prawami schorowanej 80-letniej staruszki. Oburzenie matek nie dotyka tych staruszek (oj, czyzby niepoprawne politycznie slowo? tongue_out ), na pewno nie na to, ze miejsca schorowana starowinka zlosliwie nie ustepuje rozbrykanemu dzieciakowi. Wiec po co argument o 80-latkach, skoro z tym akurat nikt nie polemizuje? Jesli juz, to moge popolemizowac nieuprawnionym wnioskiem, jakoby stan zdrowia typowej 80-latki uzasadnial ocenianie w ten sam sposob wszystkie osoby w wieku 50+ i uznawanie je na tej podstawie slabsze od typowego dziecka w wieku wozkowym. A ja tymczasem na wlasne oczy widzialam, ze moi rodzice byli silniejsi od mojego dziecka jeszcze przez ladnych kilka lat po tym, jak sie urodzilo. Moja prababcia byla silniejsza fizycznie od mojego dziecka przez jakies trzy-cztery lata i nawet jesli nie miala sily biegac tak jak on, to miala dosc sil, zeby nad nim zapanowac i zeby sie nim opiekowac. A nie odwrotnie.

                                                  Czuje sie troche tak, jakby mi ktos tlumaczyl, ze snieg jest w kratke, podczas kiedy ja widze, ze jest bialy. Ewentualnie brudnobialy...
                                        • 14.09.12, 13:16
                                          Piszesz tak, jakby istniało jakieś społeczne przyzwolenie na to, żeby młode matki nie szanowały starszych ludzi. I jak rozumiesz "w drugą stronę" skoro Pan profesor wypowiada się w swoim mniemaniu za całe społeczeństwo, a nie starszych ludzi.

                                          --
                                          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
              • 10.09.12, 21:09
                fotm napisał(a):

                > Zapytam może tak. Czy masz / miałeś małe dziecko i czy naprawdę uważasz, że mat
                > kom sprawia przyjemność jak się dziecko wydziera, albo siada na chodniku i rycz
                > y wniebogłosy, a Ty stoisz obłożony siatami i masz ochotę zapaść się pod ziemię
                > albo wystartować w kosmos? Mi ostatnio starsza pani przy okazji takiej sytuacj
                > i zrobiła wykład, że nie powinnam na takie zachowania pozwalać. Zrobiłam się cz
                > erwona po same końcówki uszu. Nikt nikogo nie uczył jak wychować perfekcyjne dz
                > iecko, bo nikt nie jest perfekcyjny.

                Miałam kiedyś przypadek, że dwóch małych chłopców urządziło sobie koło mojej ławki w parku bitwę na kamyki i patyki. No więc kamyki i patyki fruwały nad moją głową, chłopcy się wydzierali, ja czekałam kiedy w końcu oberwę, a dwie młode matki siedziały na huśtawce na placu zabaw właśnie, jakieś 100 m dalej, pogrążone w rozmowie i kompletnie nie zwracały uwagi na to co robią synkowie mili. Zero reakcji.
                W końcu zebrałam się i poszłam. Jeśli uważasz, że na tym polega kompromis, to sorry...
                Mnie naprawdę nie przeszkadza, że jakieś dziecko obok mnie tupnie, rzuci lalką czy się rozpłacze, mnie chodzi tylko o takie sytuacje, gdy niejako człowiek jest sterroryzowany sytuacją, bo dziecko przecież ma prawo się wyszaleć...

                • 10.09.12, 21:17
                  jak już pisałam, nikt nie jest perfekcyjny.
                  a. można było zwrócić uwagę matkom
                  b. można było zwrócić uwagę dzieciom
                  A skąd ten wniosek, że dzieci muszą się wyszaleć, każde szaleństwo ma swoje granice przecież.
                  Nasze zachowania też pewnie komuś codziennie przeszkadzają. A to dzwoniący telefon, a to zbyt długie zastanawianie się przy ladzie sklepowej, czy zajechanie drogi autem. Terroryzmem sytuacji bym tego nie nazwała, tylko zwykłym życiem w grupie.
                  --
                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                  • 10.09.12, 21:23
                    fotm napisał(a):


                    > a. można było zwrócić uwagę matkom
                    > b. można było zwrócić uwagę dzieciom

                    Mamom?
                    Żeby nazwano to, co mówię skrzekiem baby?
                    "Nieraz zdarzyło mi się, że z błogiego chwilowego letargu pod placem zabaw wyrywa mnie skrzek baby lub dziada: - Afrykańskie zwyczaje, co za matka, bachory zachowują się jak dzikusy a pani gazetę czyta."
                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,12429258,Dzika_wozkowa_baba_wyzywa_na_pojedynek_profesora_Mikolejke.html
                    Zwracanie uwagi dzieciom nie skutkuje.
                    • 13.09.12, 06:18
                      woda_woda napisała:

                      > fotm napisał(a):
                      >
                      >
                      > > a. można było zwrócić uwagę matkom
                      > > b. można było zwrócić uwagę dzieciom
                      >
                      > Mamom?
                      > Żeby nazwano to, co mówię skrzekiem baby?
                      > "Nieraz zdarzyło mi się, że z błogiego chwilowego letargu pod placem zabaw wyry
                      > wa mnie skrzek baby lub dziada: - Afrykańskie zwyczaje, co za matka, bachory za
                      > chowują się jak dzikusy a pani gazetę czyta."

                      To powyzej to nie zwrocenie uwagi, a agresywne, chamskie najezdzanie na kogos. Jesli potrafisz dopominac sie o swoje prawa tylko w taki sposob, to nic dziwnego, ze po paru odpowiedziach na tym samym poziomie tego unikasz.

                      > Zwracanie uwagi dzieciom nie skutkuje.

                      Czasem skutkuje, czasem nie. Jesli w Twoim wypadku jest zawsze nieskuteczne, warto sie zastanowic nad przyczynami. Niekoniecznie szukajac ich na zewnatrz, skoro dla innych to dziala.
                  • 10.09.12, 21:33
                    A dlaczego mam wychowywać czyjeś dzieci? Albo narażać się na pyskówki z urażonymi matkami
                    Właśnie zrobiłam to, co jest często polecane w takich sytuacjach, poszłam sobie gdzie indziej.
                    Jeśli życiem w grupie powinna kierować zasada, że szukający minimum spokoju powinni się chować do mysiej dziury, to chyba słusznie zrobiłamsmile
                    A że dzieciaki musi się przecież wyszaleć, to często słyszałam. Właśnie sztuka jest w tym, żeby postawić jakieś granice, nauczyć wrażliwości na innych ludzi.
                    • 11.09.12, 10:05
                      Generalnie zanim zostałam mamą nigdy nie zwracałam uwagi na wrzeszczące dzieciaki w parkach i na skwerkach. Bardziej przeszkadzały mi i przeszkadzają nadal grupy meneli robiących pod siebie, na siebie i przed siebie, bijących butelki i zaczepiających wszystkich w około. Podobnie jak osiłki w dresach z wolno biegającymi amstafami bez kagańców (ostatnio taki przebiegł przez piaskownicę pełną dzieci i jak jedna z matek zwróciła właścicielowi uwagę usłyszała tylko kilka przecinków i zapewnienie pana, iż piesek jest najzupełniej łagodny). Do tego babcie z wszędzie robiącymi pieskami, po których nie sprzątają, bo z racji wieku nie muszą, a jak nie daj boże ktoś zwróci im uwagę, nawet straż, to wyzywają od zomowców - sama byłam świadkiem smile. Z tego całego przekroju osobowości parkowych rzeczywiście najstraszniejsze są matki z wózkami i mówię wiem, że jak tylko taką widzę, to czmycham w obawie o swoje życie smile))) A jeszcze gorsze są zakochane pary, łażą tacy za rączki, całują się po ławkach i jeszcze z nich potem nowe wózkowe matrony powstają. Trzeba zdusić ten ogromny problem w zalążku.
                      --
                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                      • 11.09.12, 10:28
                        Czy czujesz się ofiarą jakiegoś ostracyzmu społecznego?
                        Bo jakoś tak dziwnie reagujesz...Za wszelką cenę chcesz udowodnić, że czyjeś dziecko nie ma prawa przeszkadzać. Mnie normalnie, "dziecięco" zachowujące się dzieci nigdy nie przeszkadzają, drażnią mnie jedynie te niewychowane i agresywne, których nikt nie stopuje.
                        Jeśli np. przez całą mszę w kościele dzieciak biega i trzaska z hukiem drzwiami od konfesjonałów, to mnie, niestety, przeszkadza i przepraszam, jeśli to normalny, dziecięcy sposób bycia, nie widzisz w tym zachowaniu nic niestosownego i zwrócenie uwagi traktujesz jako niesprawiedliwość dziejową, bo przecież wokół menele, amstafy, babcie z pieskami i inna swołocz szaleje...
                        • 11.09.12, 10:53
                          Zaraz zaraz, nie mam nic przeciwko zwracaniu uwagi. Sama jednak napisałaś, że cudzych dzieci wychowywać nie będziesz. Nie uważam, że dzieci mają prawo zachowywać się karygodnie i staram się wychowywać swoje, żeby zostało facetem na poziomie. Z jakim skutkiem, przyszłość pokaże. Jednak pretensje, że przeszkadza mi czyjeś zachowanie, a jednocześnie wymaganie, żeby się ten ktoś sam domyślił to trochę since-fiction. A pisząc o menelach i innych parkowych ludkach chciałam tylko zwrócić uwagę, że tak naprawdę piszemy o pierdołach biorąc pod uwagę inne problemy.
                          --
                          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                          • 11.09.12, 11:06
                            No proszę, czyli jednak dziecko może się zachowywać karygodnie...
                            Nie będę zwracać uwagi, bo kończy się to tak, że taka wózkowa mamuśka skacze momentalnie do gardła. Normalna matka sama się orientuje, że dziecko przegina pałę i uwagi jej zwracać nie trzeba; i nie wiem skąd pomysł, że świadomość, że komuś coś przeszkadza to jakieś science-fiction, to po prostu zwykła empatia.
                            • 11.09.12, 11:13
                              Oczywiście, że może, tak samo jak dorosły. Mam taką sąsiadkę, która mi cyklicznie ciśnienie podnosi smile. Nigdzie nie napisałam, że nie może przeca. Raczej staram się zwrócić uwagę na fakt, że punkt widzenia zależy od punktu leżenia i czasem się pewnych rzeczy po prostu nie widzi z własnej perspektywy, chociaż się z poziomem empatii absolutnie żadnego problemu nie ma. Żyj i daj żyć innym, to najprostsza zasada tego świata, więc po co takie felietony?
                              --
                              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                            • 11.09.12, 13:02
                              Dokładnie.
                              Jak pisała kiedyś (o pewnym forumowiczu któremu przeszkadzały niektóre zachowania dzieci i ich rodziców, najczęściej matek bo w Polsce najczęściej to matka przebywa z dzieckiem i nie ukrywał tego w postach) pewna forumowiczka, sama matka dzieciom:

                              "Xy rzeczywiście nie jest kontrowersyjny- podejrzewam, że wbrew statystykom powszechnej tolerancji na ematce, jest wyrazicielem poglądów znacznej części społeczeństwa, zakneblowanego jednak szumnymi hasłami poprawności politycznej. "

                              No i Pan profesor nieco odkneblował ową cześć społeczeństwa, której pewne zachowania w niektórych miejscach pewnej grupy matek z dziećmi przeszkadzają i nie podobają się.




                              --
                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                              • 15.09.12, 10:10
                                > (...) zakneblowanego jednak szumnymi hasłami poprawności politycznej. "
                                >
                                > No i Pan profesor nieco odkneblował ową cześć społeczeństwa (...)

                                Bardzo nie lubie wyrazenia "hasla poprawnosci politycznej". Zbyt czesto jest naduzywane zeby usprawiedliwic a nawet wychwalac zwykly brak kultury. Potocznie "poprawnosc polityczna" i "kultura osobista" to, niestety, synonimy, a kazde chamskie lub agresywne zachowanie chetnie sie podciaga pod dumna walke z ta straszna poprawnoscia polityczna.
                • 13.09.12, 05:57
                  anbale napisała:
                  < No więc kamyki i patyki fruwały nad moją
                  > głową, chłopcy się wydzierali, ja czekałam kiedy w końcu oberwę, a dwie młode
                  > matki siedziały na huśtawce na placu zabaw właśnie, jakieś 100 m dalej,
                  > pogrążone w rozmowie i kompletnie nie zwracały uwagi na to co robią synkowie
                  > mili. Zero reakcji.
                  > W końcu zebrałam się i poszłam. Jeśli uważasz, że na tym polega kompromis, to
                  > sorry...

                  Nie, ustepowanie i skrywane pretensje to nie kompromis. To brak asertywnosci u Ciebie oraz bledna ocena sytuacji, o czym dalej:

                  > mnie chodzi tylko o takie sytuacje, gdy niejako człowiek jest
                  > sterroryzowany sytuacją, bo dziecko przecież ma prawo się wyszaleć...

                  Najpierw piszesz, ze brak rekacji byl spowodowany tym, ze mamy sie zagadaly. Potem stwierdzasz, ze przyczyna bylo domniemane prawo do wyszalenia sie dziecka. Tymczasem matkom moglo tez zwyczajnie nie przyjsc do glowy, ze Tobie zachowanie ich dzieci przeszkadza.

                  Asertywna reakcja pozwolilaby Ci uniknac "kompromisu", ktory Tobie najwyrazniej wcale nie odpowiadal, mimo iz byl Twoim wyborem, a byc moze moglaby uczulic tez matki na zachowanie ich pociech w przyszlosci.

                  Moze przypomne: asertywnosc to nieulegle i nieagresywne, pozbawione manipulacji zachowanie. Bez bluzgow, bez oceniania, bez blagan, bez niechcianego przemilczania, bez aluzji. Szczere, grzeczne i stanowcze.
                  • 13.09.12, 11:52
                    Naprawdę nawet grzeczne i bez bluzgów zwrócenie uwagi często kończy się bluzgami z drugiej strony (akurat nie tylko w przypadku matek z dziećmi, ale i zwrócenie uwagi w innych sytuacjach).

                    --
                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                  • 13.09.12, 12:04
                    smarhta napisała:

                    > Moze przypomne: asertywnosc to nieulegle i nieagresywne, pozbawione manipulacji
                    > zachowanie. Bez bluzgow, bez oceniania, bez blagan, bez niechcianego przemilcz
                    > ania, bez aluzji. Szczere, grzeczne i stanowcze.

                    Pewnie mogłam być bardziej asertywna i poustawiać wszystkich w tym parku, masz rację- ale mi raczej chodziło o zilustrowanie sytuacji, gdy dzieci chodzą niemalże na rzęsach, dzieje się co chce a matki/rodzice nawet nie rzucą okiem na to. No i fakt, dla niektórych matek każda uwaga w kierunku dziecka, najbardziej nawet asertywna, to ciężka obelga wymagająca obrzucenia wielkim bluzgiem w odpowiedzi, nie każdy ma ochotę na to się narażać, czasem dla świętego spokoju lepiej zachować się nieasertywnie.
                    • 13.09.12, 12:29
                      Czyli reasumując: lepiej nie reagować, potem mieć pretensje, a następnie ulżyć sobie w felietonie.
                      --
                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                      • 13.09.12, 12:34
                        Idąc Twoją logiką jeśli nie wojujesz z każdą możliwą babcią wyprowadzającą pieska do parku to nie masz prawa narzekać na psie kupy. A nie daj Boże napisać felieton.
                        • 13.09.12, 12:45
                          Właśnie chodzi o to, że ja z nikim nie wojuję. Nie wiem skąd ten wniosek. Wkurza mnie tylko czepianie się jednej grupy, podczas gdy inne działają i zachowują się podobnie. Walczyć należy z brakiem wychowania, a nie z konkretną grupą osób wrzuconych do jednego wora. Nieważne, czy cham i prostak ma 10, 30 czy 70 lat, dziecko, psa, czy chomika.
                          --
                          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                          • 13.09.12, 12:56
                            No ale jak sobie taką walkę wyobrażasz? Uważasz, że zwracanie uwagi na każdym kroku załatwi jakąś sprawę? Powinnam sobie jakąś misję dziejową wychowawczą założyć i jak idę do parku to mam wszystkim matkom dookoła zwrócić uwagę, jak się dzieci wychowuje- bo inaczej nie mam prawa nawet westchnąć, że coś mi przeszkadza?
                            Poza tym ludzie czepiają się różnych grup, akurat tu rozmawiamy o roszczeniowych matkach, pójdziesz na inne forum- czepiają się hodowców gołębi. Nie wiem skąd u Ciebie to przekonanie, że tylko te biedne matki takie poturbowane przez społeczeństwo. Masz jakiś problem z jakąś grupą społeczną, załóż o tym wątek, zaczną się ludzie wypowiadać co sądzą- ale nie wymagaj żeby w wątku o matkach rozmawiali o psach i chomikach, bo to jest dopiero problem...Felietony też możesz pisać o czym chcesz, żyjemy w wolnym kraju
                            • 13.09.12, 14:23
                              Z tego co widzę to częściej są tematy odnośnie "paskudnych" psiarzy (zwłaszcza wysyp takich wątków jest po nagłośnionym medialnie przypadku pogryzienia dziecka przez psa), że nie sprzątają, że nie mają prawa nigdzie praktycznie spuścić (nawet w kagańcu) zwierzaka ze smyczy, bo w parku nie wolno, na łące nie wolno, w lesie nie wolno, że nie sprzątają po psach, że pies agresywny, że pies przywiązany przed sklepem i ludzie boją się wchodzić, że pies szczeka (wszystko jedno czy w domu jednorodzinnym na wsi czy w bloku).
                              Osób starszych na emeryturze też się czepiają, a to moherowe berety, a to że przychodzą do publicznych przychodni porozmawiać towarzysko i blokują kolejkę tym naprawdę potrzebującym, a to że nie chcą przepuszczać w kolejce matki z dzieckiem, a przecież "mają pełno czasu bo emeryci", a to śmią jechać na ryneczek lub towarzyskie ploteczki komunikacją miejską akurat wtedy gdy uczciwi obywatele (tj. pracujący lub matki z dziećmi) akurat nimi jadą, a to przepychają się do wolnych miejsc, a to zwracają (akurat faktycznie ta grupa ma większą odwagę do zwracania uwagi) uwagę matce z dzieckiem, a to śmierdzą....
                              Jednej mamuśce przeszkadzało to, że niby tacy schorowani emeryci a opowiadają sobie w kolejce o grzybobraniu i w ogóle po co te rozmowy w kolejce w przychodni, niech siedzą cicho...
                              W czepianiu się emerytów akurat nie wiedzieć czemu prym wiodą zwłaszcza mamusie małych dzieci.

                              --
                              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                              • 14.09.12, 03:54
                                gazeta_mi_placi napisała:

                                > W czepianiu się emerytów akurat nie wiedzieć czemu prym wiodą zwłaszcza
                                > mamusie małych dzieci.

                                Haha big_grin
                                Sorki, rozbawilo mnie to, po prostu fajnie to opisalas zbierajac wszystko w jednym poscie big_grin

                                Tak sobie mysle, ze sie domyslam, czemu ten prym wioda. Po prostu mamusie malych dzieci i emeryci jako ludzie niepracujacy zawodowo wchodza sobie czesto w droge, kwestia miejsc wspolnego uzytku i czasu korzystania z nich. Parki, przychodnie, przedpoludnia i wczesne popoludnia. Wiec i mozliwosci konfliktu wiecej. Podejrzewam, ze dziala to w obie strony, ze emerytom wyraznie czesciej niz pozostalym te male dzieci jakos przeszkadzaja, oczywiscie nie kazdy emeryt jest kulturalny, a mamusie odbijaja paleczke, tez nie zawsze kulturalnie (: Bo tak jedni jak i drudzy sa rozni. A niestety, bardziej sie pamieta tego jednego/jedna co drzwi w windzie przed nosem zatrzasnal, niz tych 10 co drzwi przytrzymali... No i jojczenia na forum, zwlaszcza te nieuzasadnione, tez sie bardziej pamieta, niz peany pochwalne tongue_out
                            • 14.09.12, 03:46
                              anbale napisała:

                              > No ale jak sobie taką walkę wyobrażasz? Uważasz, że zwracanie uwagi na
                              > każdym kroku załatwi jakąś sprawę?

                              Tzn? Jaka sprawe ma zalatwic zwracanie uwagi na kazdym kroku?

                              > Powinnam sobie jakąś misję dziejową wychowawczą zało
                              > żyć i jak idę do parku to mam wszystkim matkom dookoła zwrócić uwagę, jak się d
                              > zieci wychowuje- bo inaczej nie mam prawa nawet westchnąć, że coś mi przeszkadz
                              > a?

                              Widzisz, ze sprowadzasz wszystko do absurdu, prawda?

                              > Nie wiem skąd
                              > u Ciebie to przekonanie, że tylko te biedne matki takie poturbowane przez społ
                              > eczeństwo.

                              U mnie jest przekonanie, ze artykul o ktorym w tym watku dyskutujemy nie ma dostatecznych podstaw, sensu, a jego zwolennicy w wiekszosci chca sobie po prostu na matkach pouzywac. Nikt nawet nie probowal przekonac mnie, ze jest inaczej. Bo za przekonywanie trudno uznac "argumenty" typu "a ja sie z profesorem zgadzam", "jak sie z tym nie zgadzasz, to nic nie rozumiesz i jestes wozkowa" albo "nikt przy zdrowych zmyslach sie temu nie sprzeciwi".

                              > Masz jakiś problem z jakąś grupą społeczną, załóż o tym wątek, zaczn
                              > ą się ludzie wypowiadać co sądzą

                              A rozwiaze to ten problem?

                              > żyjemy w wolnym kraju

                              Wolnosc dzieli sie na wolnosc "do" i wolnosc "od".
                              Wolnosc "do" konczy sie tam, gdzie w nieuzasadniony sposob odbiera wolnosc "od".
                              Wolnosc do halasowania - wolnosc od halasu w nocy.
                              Wolnosc slowa - wolnosc od bycia szkalowanym.
                              Jesli krytyka jest bezsensowna, bezpodstawna lub bezcelowa, wowczas naursza istotnie inne wolnosci.
                        • 13.09.12, 14:14
                          Nie wiemy w sumie czy nie zdarzyło się profesorowi kiedyś zwrócić uwagi matce z dzieckiem.
                          A zresztą pewnie gdyby się i zdarzyło nawet to niektórzy by polemizowali z kolei, że łatwo mu zwrócić uwagę bezbronnej wink matce z dzieckiem, ale zapewne do bandy dresiarzy nie miałby odwagi i tchórz z niego itp.
                          --
                          http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                      • 13.09.12, 14:10
                        Nie wiemy czy nie reagował.
                        --
                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                    • 14.09.12, 03:35
                      anbale napisała:

                      > Pewnie mogłam być bardziej asertywna i poustawiać wszystkich w tym parku,

                      I sadzisz, ze to by bylo zachowanie asertywne? Poustawiac wszystkich w parku?

                      > masz
                      > rację- ale mi raczej chodziło o zilustrowanie sytuacji, gdy dzieci chodzą niem
                      > alże na rzęsach, dzieje się co chce a matki/rodzice nawet nie rzucą okiem na to

                      No zdarza sie. Ale problem w czym innym. W Twoim poczuciu bycia sterroryzowanym. Swiata calego w ideal oczywiscie nie zmienisz. Mozesz za to zmienic odrobinke, najblizsze otoczenie, w takim stopniu, zeby czuc sie w miare komfortowo. A w tym wypadku najwyrazniej komfortu nie bylo.
                      Czlowieka nie zmienisz. Mozesz zmienic jego stosunek do Ciebie. A moze, przy odrobinie szczescia, ten czlowiek zmieni sie pod Twoim wplywem. O ile zechce (:

                      > . No i fakt, dla niektórych matek każda uwaga w kierunku dziecka, najbardziej n
                      > awet asertywna, to ciężka obelga wymagająca obrzucenia wielkim bluzgiem w odpo
                      > wiedzi, nie każdy ma ochotę na to się narażać, czasem dla świętego spokoju lepi
                      > ej zachować się nieasertywnie.

                      Masz do tego pelne prawo. Tez tak czasem, nawet czesto, robie. Ale odpuszczam z pelnym przekonaniem, ze to moj wybor. Bo nie bylo warto, bo mi sie nie chcialo. Bo moj wysilek albo wlozone nerwy bylyby wg mnie niewspolmierne do efektow. Nie dorabiam do tego ideologii typu "jakbym zaryzykowala, to by mnie zbluzgaly". Nie przerzucam odpowiedzialnosci za swoja decyzje na innych. Nie uznaje tez z automatu, ze wszyscy kierowcy autobusow sa chamami, bo mi sie taki trafil i nie unikam pytania kolejnego, na ktorym przystanku wysiasc, jesli tego akurat potrzebuje. A juz na pewno nie obarczam wina tego kierowcy za to, ze przez wzglad na moje wczesniejsze doswiadczenia z innym kierowca tego jego o droge nie zapytalam.
            • 14.09.12, 08:55
              woda_woda napisała:

              > > Życie w mieście niestety wymaga kompromisów.
              >
              > Dokładnie tak.
              > Dlatego nie ma konieczności, aby dzieci wydzierały się o metr od osoby czytając
              > ej książkę - za pełną aprobatą swojej mamy.

              Tak samo jak nie ma koniecznosci, zeby akurat w parku czytac ksiazke. Albo zeby wybierac miejsce akurat obok bawiacych sie dzieci, zwlaszcza, jesli to w czytaniu przeszkadza.

              No ale co z tego wynika? Czy wg Ciebie jesli cos nie jest konieczne, to jest zakazane?
              • 14.09.12, 12:44
                A jeśli to ona była tam przed bawiącym się dziećmi?
                --
                http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                • 15.09.12, 10:24
                  Nawet jesli, to i tak jestem przeciwna zamykaniu parkow dla dzieci ze wzgledu na komfort czyjejs mamusi (;

                  Przsadzam, ale przyklad z biedna mamusia pozbawiana ciszy w parku tez przesadzony. Nie wierze, ze zawsze kiedy mama idzie do parku poczytac natychmiast zaraz po niej pojawiaja sie dzieci, zeby celowo wrzesczec o metr od osoby czytajacej ksiazke. Chyba, ze to ta osoba celowo siada w ulubionym miejscu zabaw dzieciarni. Stawiam raczej na to, ze albo to pojedyncze zdarzenie, albo halas i zachowanie dzieci w normie, tylko wrazliwosc na bodzce rozpraszajace mamy ponadprzecietna. Czy w takim razie trzeba caly swiat, ktory innym pasuje, zmieniac specjalnie dla niej, zeby tylko jej prawa nie byly "mniejsze"? Dla takich wlasnie osob, potrzebujacych skupienia zeby czytac wymyslono czytelnie w bibliotekach. Tam halas jest rzeczywiscie zlamaniem regul wspolzycia spolecznego.

                  Po prostu przesada i tyle. Byc moze prawdziwa i tylko przesadzona, a byc moze wymyslona historyjka uzyta tu po to, zeby dosc pokretnie "udowodnic" ze Mikolejko ma racje, choc ten sam zapewne nie wie za bardzo o czym wlasciwie pisal. W kazdym badz razie wyjasnic tego nie chce, a my sobie tylko zgadujemy, kazdy po swojemu.
                  • 15.09.12, 10:48
                    Przepraszam, ale strasznie się wymądrzasz, a chyba nie rozumiesz za bardzo o czym pisał Mikołejko oraz o czym ludzie rozmawiali w tym wątku. Ani profesor, ani nikt w tym forum nie twierdził, że dzieci to jakaś plaga w parkach, z którą trzeba się rozprawić. Nikt nigdzie nie twierdził, że dzieci wrzeszczą na każdym kroku, ani, że w parku ma być cisza jak w mauzoleum.
                    W ogóle raczej nikt nie miał pretensji do dzieci, a bardziej do, niekiedy, kompletnie beznadziejnych postaw ich matek/rodziców.
                    • 15.09.12, 13:53
                      anbale napisała:

                      > Przepraszam, ale strasznie się wymądrzasz, a chyba nie rozumiesz za bardzo o cz
                      > ym pisał Mikołejko

                      To prawda. I nikomu nie udalo sie mi tego wyjasnic, mimo, ze prosilam. Na razie przyjmuje, ze po prostu napisal niezrozumiale.

                      > oraz o czym ludzie rozmawiali w tym wątku.

                      Rozni ludzie pisali o roznych sprawach. Czesto pozornie tylko zwiazanych z tematem. Oczywiscie nie kazdego zrozumialam w tym samym stopniu.

                      > Ani profesor, an
                      > i nikt w tym forum nie twierdził, że dzieci to jakaś plaga w parkach,

                      Ktos tu twierdzil, ze dzieci sobie zawlaszczaja przestrzen publiczna, jaka jest park. Nie bylo o tym mowy? Co zle zrozumialam?

                      > z którą t
                      > rzeba się rozprawić. Nikt nigdzie nie twierdził, że dzieci wrzeszczą na każdym
                      > kroku, ani, że w parku ma być cisza jak w mauzoleum.

                      Wiec wyjasnij prosze jak rozumiec pytanie "czy moja matka ma mniejsze prawa niz dzieci w parku"?

                      > W ogóle raczej nikt nie miał pretensji do dzieci, a bardziej do, niekiedy, komp
                      > letnie beznadziejnych postaw ich matek/rodziców.

                      Czesto w takiej formie, ktora sugerowala, ze rodzice powinni dokonac niemozliwego. Czyli miec dzieci grzeczne od urodzenia, poza tym nie spuszczac ich z oka nigdy i nigdzie. A w tym samym czasie sie oczywiscie doksztalcac.
                      • 15.09.12, 14:27
                        Już nie mam siły tłumaczyć tego w tym wątku, ale po raz ostatni spróbujesmile
                        - jeżeli np. na ogólnodostępnym koncercie (już odczepmy się od tego parku) jakieś dziecko zaczyna rozpaczliwie płakać na cały regulator, a rodzic bierze dziecko pod pachę i idzie gdzieś na bok uspokoić i coś tam przetłumaczyć- nie mam pretensji ani do dziecka, za to że jest dzieckiem, ani do rodzica
                        - jeżeli na tym koncercie dziecko drze się wniebogłosy, a rodzic udaje, że tego nie widzi i nie słyszy, a na zwrócone uwagi zaczyna jakieś pyskówki- uważam, że to mocno nie fair, i mam pretensje do rodzica, nie do dziecka, że jest chamem.
                        I błagam, żeby znowu nie zaczynać, że to ja mam zwracać uwagę i drzeć koty z ludźmi skoro mi przeszkadza itp. !! I jeśli ktoś w przestrzeni publicznej zachowuje się w sposób zakłócający spokój innym i domaga się, żeby to ci inni spadali, skoro im coś przeszkadza- to owszem, zawłaszcza ją. Dzieci nie muszą tego wiedzieć, ich opiekunowie są od tego, żeby nad tym jakoś panować, żeby je wdrożyć do zasad współżycia społecznego.
                        I to naprawdę jest to co najmniej lekka paranoja dochodzenie do wniosku, że świat wymaga rodzenia dzieci grzecznych od urodzenia, gdy tylko ktoś powie czy napisze, ze nie podobają mu się jakieś konkretne zachowania czy postawy wychowawcze rodziców i że czasem jakieś fatalnie wychowane, rozwydrzone dziecko po prostu zwyczajnie przeszkadza.
                        A Mikołejko pisał zupełnie o czym innym, ten temat wyszedł "na boku"
                        • 15.09.12, 23:35
                          No, wreszcie rozsadnie, normalnie, myslimy tak samo, z malymi tylko roznicami.

                          > uważam,
                          > że to mocno nie fair, i mam pretensje do rodzica, nie do dziecka, że jest chamem

                          Tu jest ta roznica miedzy nami. Tez uwazam, ze to nie fair, tez moge miec pretensje, ale niekoniecznie mysle, ze jest chamem. Dopuszczam mozliwosc, ze nie wie co robic, czuje sie bezsilny, stad frustracja i odpyskniecie. Wiec moze to byc chwilowe, niekoniecznie stala cecha charakteru.

                          > I błagam, żeby znowu nie zaczynać, że to ja mam zwracać uwagę i drzeć koty z lu
                          > dźmi skoro mi przeszkadza itp. !!

                          Nikt Ci tego nie kaze robic. Ja tylko pisalam co mozesz, a nie co powinnas robic. W odpowiedzi na Twoje stwierdzenie o poczuciu bezradnosci, sterroryzowania.

                          > Dzieci nie muszą tego wied
                          > zieć, ich opiekunowie są od tego, żeby nad tym jakoś panować, żeby je wdrożyć d
                          > o zasad współżycia społecznego.

                          Zgadzam sie z tym calkowicie, w 100%.

                          > A Mikołejko pisał zupełnie o czym innym, ten temat wyszedł "na boku"

                          Heh, mozesz mi w koncu napisac, o czym on pisal? Ale tak, zebym widziala, ze to z jego slow wynika, a nie jest interpretacja interpretacji jego slow?

                          Jak dla mnie walczy z wiatrakami. Z urojeniami. Z jego opisu wychodzi, ze istnieje cala kategoria osob, ktore wg mnie albo nie istnieja, albo zdarzaja sie wyjatkowo sporadycznie. Co gorsza napisal to w sposob niechlujny intelektualnie, tak, ze pod te kategorie mozna podciagnac wiele osob zupelnie niewinnych tych zarzucanych przez niego win. Bo skoro nie ma nikogo, kto by sie wszystkimi opisanymi przez niego cechami wykazywal, to kazdy, kto ktores tam z tych cech widzi u siebie moze sie poczuc dotkniety.
        • 13.09.12, 04:26
          woda_woda napisała:

          > Moja mama, samotna mocno starsza pani nie może wyjść do południa do
          > pobliskiego
          > parku poczytać książkę, bo jest on zawłaszczony przez rozwrzeszczane dzieci i
          > ich matki.

          Park to przestrzen wspolna, ktora sluzy kontaktowi z natura w srodowisku miejskim, a nie czytaniu ksiazek. Jezeli matka pragnie poczytac w spokoju, moze to robic w domu, lub w bibliotece, w czytelni, zamiast roscic sobie nieuzasadnione prawa do ograniczania innym ludziom prawa z korzystania z parku.

          > Ona co prawda nie fuka, tylko wraca do domu.
          >
          > Czy moja mama ma mniejsze prawa, niż te dzieci?

          Zdajesz sobie sprawe z roszczeniowosci swojej postawy i manipulacyjnego podejscia jakie prezentujesz?
          Roscisz sobie, a raczej swojej matce wyimaginowane prawa kosztem cudzych praw. Zamiast szukac kompromisu i rozsadnych rozwiazan, robisz ze swojej matki ofiare probujac to wykorzystac do zdobycia specjalnych przywilejow dla niej. To sie nazywa manipulacja, zwlaszcza ze piszesz jakoby w imieniu swojej matki.
    • 10.09.12, 11:19
      Po pierwsze, jeśli można to poproszę o link do tekstu źródłowego profesora, bo moje zaufanie do inteligencji dziennikarzy GW, a tym bardziej portalu Tok FM jest na poziomie znikomym.
      Po drugie, jeśli dobrze rozumiem, cała afera jest o felieton - tym, którzy nie pamiętają proponuję przypomnieć sobie na czym polega i jakimi regułami rządzi się ta forma literacka smile
      • 10.09.12, 11:22
        sweet-tulipan napisał:

        > Po pierwsze, jeśli można to poproszę o link do tekstu źródłowego profesora

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,12429251,Wozkowe___najgorszy_gatunek_matki.html
        I dalej:
        wyborcza.pl/1,75478,12429258,Dzika_wozkowa_baba_wyzywa_na_pojedynek_profesora_Mikolejke.html
        riposta:
        wyborcza.pl/1,75478,12429258,Dzika_wozkowa_baba_wyzywa_na_pojedynek_profesora_Mikolejke.html
        oraz:
        wyborcza.pl/1,75478,12438664,Prof__Mikolejko__Dlaczego_rozpetalem_wojne_z__dzikimi.html
        • 10.09.12, 11:30
          Dzięki. Moim zdaniem rzecz należy potraktować z przymrużeniem oka wink
          • 10.09.12, 11:34
            sweet-tulipan napisał:

            > Dzięki. Moim zdaniem rzecz należy potraktować z przymrużeniem oka wink

            No owszem, ale do czasu, gdy człowieka nie wkurzy arogancja, złe wychowanie i bezczelność niektórych mam smile
            • 13.09.12, 06:55
              woda_woda napisała:

              > sweet-tulipan napisał:
              >
              > > Dzięki. Moim zdaniem rzecz należy potraktować z przymrużeniem oka wink
              >
              > No owszem, ale do czasu, gdy człowieka nie wkurzy arogancja, złe wychowanie i b
              > ezczelność niektórych mam smile

              Albo do czasu, kiedy nie zostaniesz zwyzywana od roszczeniowych, bezmyslnych wozkowych za tak chamskie roszczenia jak na przyklad egzekwowanie prawa pierwszenstwa na przejsciu dla pieszych (:

              Wiecie, ze jako przybysz z dzikiego kraju wkurzam tu u siebie kierowcow? Bo boje sie wejsc na pasy zanim sie nie upewnie, ze kierowca zaczal hamowac... A tu, na koncu swiata, zatrzymuja sie by przepuscic pieszych zawsze o_O
              I cos sie obawiam, ze po tylu latach tutaj w Polsce bedzie odwrotnie - bede wstretna i roszczeniowa z przyzwyczajenia wchodzac na pasy, gdzie jako pieszy mam pierwszenstwo... Oby sie to tylko zle dla mnie nie skonczylo tongue_out
    • 10.09.12, 15:57
      Szczerze nie znam żadnej takiej matki. Może po prostu obracam się w innym środowisku niż Pan Psor smile. Wszystkie młode matki, które znam zapierdzielały do roboty zaraz po macierzyńskim i do tej pory po pełnym etacie zasuwają na następny - opiekunki, sprzątaczki, kucharki itd. A Pan Tatuś w ramach pomocy raz na dwa/ trzy tygodnie zabierze malucha do siebie na 3 godzinki i pobawi się z nim samochodzikami. Zapomoga od Państwa po prostu powaliła mnie na kolana, bo nie wiedziałam co zrobić z takim ogromem pieniędzy - zapłacić szpitalowi, kupić wózek, czy może szczepionkę dla dziecka big_grin. O ZUSie się nie wypowiadam, bo mimo moich comiesięcznych składek, mój syn ma szansę na wizytę u alergologa jak ja na wygraną w totka. Taka roszczeniówa ze mnie tongue_out
      --
      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
      • 10.09.12, 16:01
        A ja nie rozumiem, czemu kobiety w tym wątku tak bardzo biorą do siebie wywody pana profesorasmile
        Przecież wyraźnie zaznaczył, że nie mówi o wszystkich jak leci matkach, tylko o pewnym typie matki...
        • 10.09.12, 18:59
          Dokładnie, też się dziwię.
          Widać o matce Polce można mówić tylko jak o zmarłym - dobrze albo wcale.
          Przeraża mnie ta jatka na biednego Pana profesora i ogrom pomyj wylewanych na niego.
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
          • 10.09.12, 19:10
            Pomyje? Jakie pomyje? Po prostu od profesora wymaga się więcej, niż od Wojewódzkiego, czy innego Figurskiego. Przede wszystkim wymaga się dystansu.
            Szokować, tudzież prowokować, mogą ci dwaj panowie, ale nie profesor. Tzn móc może, ale musi też liczyć się z tym, że może zostać negatywnie odebrany.
            • 10.09.12, 19:41
              Bardzo dużo pomyj, fakt - więcej na forum E-mama. Poza tym np. wg mnie ów profesor nie powiedział nic specjalnie szokującego (pamiętajmy, że mówił o niektórych typach matek, a nie wszystkich jak leci).
              --
              http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
              • 10.09.12, 19:47
                Gazeciu, wg mnie profesor, a więc naukowiec, do tego filozof, w ogóle takiego artykułu nie powinien napisać. Jeśli z jakiegoś powodu interesuje go samo zjawisko, mógł przeprowadzić badania i zrobić ich podsumowanie, wnioski wyciągnąć, ale nie wysmażyć pełen negatywnych emocji artykuł. Profesorowi to po prostu nie przystoi i już.
              • 10.09.12, 19:50
                gazeta_mi_placi napisała:

                > Poza tym np. wg mnie ów prof
                > esor nie powiedział nic specjalnie szokującego (pamiętajmy, że mówił o niektóry
                > ch typach matek, a nie wszystkich jak leci).

                Masz rację. Myślę poza tym, że mało kto przeczytał w całości to, co profesor napisał. To widać po komentarzach.
                • 10.09.12, 20:14
                  przeczytałam całość i nawet dodatkowe wypowiedzi po felietonie i powiem szczerze, że mnie to błoto rzucane przez Psora też trochę dotyka. Chętnie poczytałabym książki przy dziecku, ale nie ma takiej możliwości, bo jak się skupić, jak ktoś ci skacze po głowie? Wyszło też na to, że jestem roszczeniowym babiszonem próbując uzyskać miejsce dla wózka w autobusie i sama brałam udział w akcji wskazywania miejsc w moim mieście, gdzie za skarby nie możesz podjechać wózkiem. Myślę, że te wypowiedzi Psora były po prostu niepotrzebne, bo młode matki w tym państwie i tak nie mają lekkiego życia. To, że nie miał na myśli wszystkich matek nie znaczy, że jego wypowiedź nie dotknęła każdej z nas w jakimś tam procencie. I po co to?
                  --
                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                  • 10.09.12, 20:33
                    fotm napisał(a):

                    >To, że nie miał na myśli wszystkich matek
                    > nie znaczy, że jego wypowiedź nie dotknęła każdej z nas w jakimś tam procencie.

                    Coś takiego.

                    A profesor pisze wyraźnie: "Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku. Chodzi o wózkowe - wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa. Macierzyństwa w natarciu, zawsze stadnego i rozwielmożnionego nad miarę. Pieszczącego w sobie poczucie wybraństwa i bezczelnie niegodzącego się na żadne ograniczenia."

                    I nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, iż taki "segment" istnieje i jest problemem społecznym.
                    • 10.09.12, 20:42
                      Chodzi mi raczej o tę wypowiedź:
                      wyborcza.pl/1,75478,12435267,Prof__Mikolejko_odpowiada___dzikiej_wozkowej_babie___.html
                      Pan Psor obniża wyraźnie loty.
                      To, że taki segment istnieje - być może. Nie spotkałam się z nim, mimo tego, że jestem matką i często przebywam z innymi matkami i ich dziećmi na placach zabaw i w innych miejscach. Razem jakoś tak raźniej, pogadać można i trochę wiedzy pożytecznej łyknąć. Mój młodzian również sypie piaskiem w oczy i czasem szarpie się z innymi dziećmi. A jego autko furkocze, że aż strach smile.
                      --
                      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                      • 10.09.12, 20:48
                        fotm napisał(a):


                        > To, że taki segment istnieje - być może. Nie spotkałam się z nim

                        Pozazdrościć.
                    • 14.09.12, 03:16
                      woda_woda napisała:

                      > A profesor pisze wyraźnie: "Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porz
                      > ądku. Chodzi o wózkowe - wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego maci
                      > erzyństwa. Macierzyństwa w natarciu, zawsze stadnego i rozwielmożnionego nad mi
                      > arę. Pieszczącego w sobie poczucie wybraństwa i bezczelnie niegodzącego się na
                      > żadne ograniczenia."
                      >
                      > I nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, iż taki "segment" istnieje i jest pro
                      > blemem społecznym.

                      Czyli jesli ja takiego "segmentu" nie zauwazylam, nie widze zwiazku pomiedzy chamstwem, nieuctwem a wozkiem, nie zgadzam sie z daleko wysuwanymi i niedostatecznie dowiedzionymi wnioskami, badz co badz, logika, to oznacza, ze jestem niespelna rozumu?

                      No to powiem tak. Istnieje "segment" spoleczenstwa, ktory plecie co mu slina na jezyk przyniesie, a kazdego, kto zada sensowne, acz krytyczne, pytanie, poda kontrprzyklady swiadczace o tym, iz pletacy nie ma stuprocentowej racji lub w inny sposob wyrazi poglady niezgodne z nieuzasadnionymi pogladami owego "segmentu" nazywa wariatem. I to uwazam za problem spoleczny. Zwlaszcza w internecie. Nie odmienne poglady, a sposob ich wyrazania, sprowadzanie dyskusji do poziomu "kazdy kto mysli inaczej jest glupi".
                  • 10.09.12, 20:50
                    Nie jestem matką, więc nie pouczam żadnych matek jak się powinny czuć, a jak niesmile- ale moim skromnym zdaniem takie wypowiedzi trzeba traktować z dystansem, jak wyrzut czyjejś frustracji, tym bardziej, że forma wypowiedzi to felieton (który rządzi się własnymi prawami, czyli trzeba w nim komuś dowalić) w kobiecej gazetce, która pewnie puchnie z dumy, że udało się wsadzić kij w mrowisko i poprawi się pozycja na rynku. Więc profesor wyrzucił z siebie co go boli, a akurat padło na wózkowe- i tyle.
                    Tak w ogóle matki to chyba "wdzięczny" cel wszelkich zaczepek, a bo karmią piersią, a bo dzieci płaczą, a bo wózki zajmują pół autobusu i tak dalej...Wszyscy się rozczulają nad "brzuszkiem" ciężarnej, a jak już urodzi, to najlepiej żeby dziecko usypiała chloroformem w miejscach publicznych i nosiła w torebce - więc naprawdę nie można się tym wszystkim za bardzo przejmować...
                    Mnie tam boli w ogóle roszczeniowa i bezwzględna postawa, matki-nie matki, nieważne. Równie dobrze można by się przyczepić do właścicieli psów czy chłopów małorolnych. W każdej grupie społecznej znajdzie się procent zatruwający innym życie, wśród matek dzieciom również. Jak ktoś się konstruktywnie wypowie, że wpadł na to, co z tym zrobić, to ja się wtedy tym zainteresuję, samo zrzędzenie mnie nie bawi smile
        • 10.09.12, 19:06
          Może temu, że w poście założycielskim Obrazoburca napisał:
          Chętnie przeczytam zdania odrębne. Widzicie takie zjawisko wśród Was? Może jest ono uzasadnione?
          Zatem większość piszących skupiła się na odpowiedzi na te pytania, a by na nie odpowiedzieć trzeba to co napisał profesor odnieść do siebie.
        • 10.09.12, 20:05
          hmm, może dlatego, że osobiście nie lubię podstarzałych filozofów, oceniających innych ludzi zza firanki wink. Może sama napiszę o nich felieton tongue_out. A tak z ciekawości chciałabym zobaczyć Psora jak z koncentracją czyta książkę przy biegającym i jedzącym kwiatki dwulatku. To byłby dopiero widok big_grin.
          --
          "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
          • 10.09.12, 21:18
            Ależ nie o tym mowa w tych artykułach Fotmsmile
            To oczywiste, że nie tylko książkę trudno czytać ale nawet wysikać się - po ludzku i za zamkniętymi drzwiami czasem trudnosmile
            I nie chodzi o to też aby nie domagać pewnych ulatwień w życiu - miejsc dla wozków w autobusach, miejsc do zabawy, do przewijania - przykłady można mnożyć.
            Wszyscy mamy prawo żyć tak wygodnie (i dwulatek i mama dwulatka i 80-cio letnia sąsiadka dwulatka) jak okoliczności i publiczne finanse na to pozwalają.

            W artykule jest mowa o pewnej grupie kobiet, która nie dając nic od siebie spoleczeństwu, domaga się od niego specjalnego traktowania.
            Mowa o kobietach, którym urodzenie dziecka dało okazję to położenia lachy na wszystkim - bo utrzymania oczekują od ojca dziecka i państwa.
            Mowa o lewych zwolnieniach lekarskich, lewych rentach, zasiłkach.
            Np ostatnia afera z wyludzaniem zasiłków z ZUS na świeżo założonej z okazji ciąży działalności gospodarczej.
            Publiczny budżet nie jest workiem bez dna.
            Mowa o braku kultury osobistej - o rżnięciu kup w parkach i na placach zabaw czy ozdabianiu publicznych koszy na śmieci pampersami z kupą do wierzchu - tu też przykłady można mnożyć.
            I o agresywnych reakcjach tych kobiet na próby zwrócenia im uwagi, że tak się nie robi.

            A tak w ogóle to dochodzę do wniosku, że te artykuły faktycznie przynoszą więcej zlego niż dobrego.
            Skłonią do refleksji tylko normalne matki, które już teraz wymagają od samych siebie za dużo i zaczną jeszcze więcej.
            Bo "wózkowe mamuśki" dalej będą robić swoje i mieć gdzieś co myśli o nich reszta światasmile
            • 11.09.12, 10:19
              Masz rację, takie artykuły przynoszą więcej złego niż dobrego. Zwłaszcza, że w tym granica tej "pewnej grupy" jest dosyć zamglona i niedoprecyzowana. Dlatego większość bierze te słowa do siebie, w tym również ja.
              Z mojej strony muszę dodać, że osobiście wolę kupę w śmietniku, niż psią na trawniku.
              Może Pan Prof. zająłby się może czymś bardziej "rozwijającym", zwłaszcza, że jego pensja idzie z budżetu nas wszystkich, a jak sama zaznaczyłaś, nie jest on workiem bez dna.
              --
              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
              • 11.09.12, 10:23
                fotm napisał(a):

                > Masz rację, takie artykuły przynoszą więcej złego niż dobrego.

                Doczytaj do końca:
                "A tak w ogóle to dochodzę do wniosku, że te artykuły faktycznie przynoszą więcej zlego niż dobrego.
                Skłonią do refleksji tylko normalne matki, które już teraz wymagają od samych siebie za dużo i zaczną jeszcze więcej.
                Bo "wózkowe mamuśki" dalej będą robić swoje i mieć gdzieś co myśli o nich reszta światasmile"
                • 11.09.12, 10:57
                  Chyba coś Ci się pomyliło, bo akurat z poprzedniczką zgadzam się w pełnej rozciągłości.
                  --
                  "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
              • 11.09.12, 12:57
                Dyskutować można o wszystkim, mamy wolność słowa. A profesor na samym początku zaznaczył, że nie chodzi mu o wszystkie młode matki tylko niektóre.
                --
                http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
          • 11.09.12, 07:19
            fotm napisał(a):

            > A tak z c
            > iekawości chciałabym zobaczyć Psora jak z koncentracją czyta książkę przy biega
            > jącym i jedzącym kwiatki dwulatku. To byłby dopiero widok big_grin.

            Otoż to.
            Małe dzieci mają swoje potrzeby i wymagają dyspozycyjności opiekuna adekwatnej do wieku i potrzeb. Im młodsze, tym pełniejszego oddania potrzebują.
            (w tym miejscu przypomina mi się Jan Gwalbert Pawlikowski, który pogrążony w dociekaniach nad "Królem-Duchem" przeszkadzajacego mu synka wyrzucil przez okno - szczęśliwie wysoko nie było).

            --
            "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
            • 11.09.12, 09:07
              A tak z c
              > > iekawości chciałabym zobaczyć Psora jak z koncentracją czyta książkę przy
              > biega
              > > jącym i jedzącym kwiatki dwulatku. To byłby dopiero widok big_grin.


              Jest to wykonalne tylko wtedy różni profesorowie i starsze panie będą mieli pretensje, że matka sobie czyta a im jej dziecko przeszkadza.

              • 11.09.12, 09:18
                I będą mieć rację, czytać można gdy dziecko śpi.
                --
                http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                • 11.09.12, 09:23

                  Odpowiadasz na:
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > I będą mieć rację, czytać można gdy dziecko śpi.

                  Gazetko ile masz dzieci? smile
                  --
                  "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                  Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                  • 11.09.12, 12:54
                    A co ma piernik do wiatraka? Merytoryczne argumenty proszę np. proszę wykazać, że czytanie książki gdy dziecko śpi jest niemożliwe.
                    --
                    http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                    • 11.09.12, 20:57
                      Jak miałam noworodka, stoczyłam się intelketualnie i jednym ciagiem przeczytalam wszystkie tomy "Ani z Zielonego Wzgorza". (Teraz sądzę, że byl to strzal w dziesiatkę, skok w świat bezpieczeństwa, spokoju, wzajemnej troski, wyciszenie i uspokojenie, rytm w sam raz dla karmiacej oseska.) Potem, kiedy córka zasypiala, myślałam: szbko ogarne dom, a potem poczytam - i oczywiscie zawsze, przysięgam, zawsze dokladnie w momencie gdy ogarnianie dobiegalo końca, z pokoju corki dawalo się slyszeć rozkoszne nawolywanie.
                      Tak to wyglada w praktyce.
                      --
                      Bo było to, co jeden brat przy królu, a drugi przy Lubomirskim, ojciec tam, syn tu, to nie wiedzieć, jako się było bić. J.Ch. Pasek
                    • 11.09.12, 21:09
                      wolałam malować, to mnie wtedy najbardziej wyciszało

                      już pominę potrzebę ogarnięcia domu, zmajstrowania choćby prostego jedzenia czy potrzebę spędzenia nieco czasu razem - sam na sam - z dorosłym człowiekiem, na dodatek mężem

                      --
                      Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
                    • 11.09.12, 21:29
                      gazeta_mi_placi napisała:

                      > A co ma piernik do wiatraka?

                      To, że są "teorie" i jest "praktyka" wink
                      Gdy dziecko jest malutkie i wstajesz do nieo w nocy co godzinę/ dwie to jak ono spi to w 90 % marzysz tylko o śnie smile
                      ew. chcesz ogarnąć chłupę, siebie, ugotować, pobyć z ojcem dziecka i 100 innych rzeczy smile
                      czytanie też ale to nie jedyna aktywność, którą chcesz wcisnąć w 45 minutową drzemkę dziecka.
                      Syty nie zrozumie głodnego - czy jakoś tak wink
                      --
                      "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                      Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                      • 13.09.12, 11:48
                        Można mieć Panią do sprzątania lub na kilka godzin i do dziecka (jak nie można liczyć np. na dziadków). Nie są to specjalnie duże pieniądze.
                        --
                        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                        • 13.09.12, 16:17
                          nie wiem, jak inne panie, ale ja, decydując się na dziecko, decydowałam się na dziecko, nie na panią do dziecka

                          --
                          Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
                        • 15.09.12, 10:42
                          gazeta_mi_placi napisała:

                          > Można mieć Panią do sprzątania lub na kilka godzin i do dziecka (jak nie można
                          > liczyć np. na dziadków). Nie są to specjalnie duże pieniądze.

                          Gdzie Ty zyjesz?
                          Bo ja w Nowej Zelandii, ale mimo dobrych nawet jak na tutejsze warunki zarobkow jeszcze az tak kontaktu z rzeczywistoscia nie stracilam.
                          A jak czuje, ze trace, to sprawdzam srednia i mediane zarobkow w Polsce. I ta mediana jest nizsza niz srednia...
                          • 15.09.12, 18:14
                            Stawki za Panią do sprzątania (a nie przychodzi na ogół na cały dzień, chyba że ktoś ma dwupiętrową willę, a nie przeciętne mieszkanie) to od 8-10zł za godzinę.
                            Ogarnięcie przeciętnego mieszkania (bez mycia okien) to 2-3 godziny, a zawsze jakaś ulga dla młodej Mamy.

                            --
                            http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
                            • 17.09.12, 09:43
                              Powiem tak. Osobiście podziwiam kobiety, które zdecydowały się zostać z dzieckiem w domu i nie wracać do pracy. Dla mnie powrót po macierzyńskim to był odpoczynek psychiczny i fizyczny, mimo, że moja praca do lekkich nie należy. Kocham moje dziecię nad życie, ale każdy kto siedzi z maluchem 24h wie, że to jest orka na ugorze i to bez konia smile. Zwłaszcza jak nikt Ci nie pomaga. Czytanie książek nie było dla mnie priorytetem. Marzyłam, żeby się wyspać i umyć w spokoju. Dlatego śmieszą mnie felietony podstarzałych profesorów, którzy uważają, że matki zajmujące się wychowywaniem dzieci to nieroby i pasożyty. Śmieszy mnie ludzka niewiedza i ocenianie innych na podstawie kilku ogólnych przesłanek. Ludzie są o wiele bardziej skomplikowani.

                              --
                              "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
                • 11.09.12, 09:59
                  Gazeta, aż strach pomyśleć jaka będziesz w wieku 60-70lat.
        • 13.09.12, 07:04
          anbale napisała:

          > A ja nie rozumiem, czemu kobiety w tym wątku tak bardzo biorą do siebie
          > wywody pana profesorasmile

          A kto powiedzial, ze akurat do siebie? Ja nie w swojej obronie staje, dziecko mi z wozka kilkanascie lat temu wyroslo. Zwyczajnie mnie ten pan oburzyl, glownie dlatego, ze profesorowi sie tak kaleczyc przedmiotu, ktory wyklada w publicznej wypowiedzi nie godzi. Uwazam, ze to co zrobil jest szkodliwe spolecznie.

          > Przecież wyraźnie zaznaczył, że nie mówi o wszystkich jak leci matkach, tylko o
          > pewnym typie matki...

          A jednoczesnie ten pewien typ tak "zdefiniowal", ze zupelnie nie wiadomo, kto sie do niego zalicza. Wiec mozliwe, ze pisal o nikim, a chamsko i niesprawiedliwie zaatakowac na tej podstawie mozna bedzie kazda matke z wozkiem. I podeprzec sie przy tym "autorytetem profesora".
    • 11.09.12, 13:03
      niektóre sa roszczeniowe, inne nie
      jedne są mądre, inne głupie

      jadę ja ostatnio z dziecięciem i po raz kolejny, pomimo dwóch chodników w dobrym stanie przy jezdni, mijam autem mamę z wózkiem - mijam w odległości 20 cm od wózka - przy akompaniamencie morderczego wzroku tejże wózkowej mamy

      mogę ominąć dalej? mogę, jak już niejedną, póki nic z naprzeciwka nie jedzie
      mogę zajechac drogę, zatrzymać auto i poczekać, aż zjedzie na chodnik i wysłuchac bluzgów - przetestowałam
      moge omijać też dzieci wracające ze szkoły jezdnią, staruszkę z siatką zakupów, która może tak samo nie chcieć chodzić chodnikiem, pieski, kotki i raczkujące jezdnią maluszki

      ale czy o to chodzi?

      --
      Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
    • 29.09.12, 17:08
      Moje dzieci też już z wózków dawno wyrosły, ale też poniekąd tekst wzięłam do siebie jako matka. A nie spotkałam się z takim zjawiskiem jakie profesor opisuje- owszem,źle zachowujące się dzieci, wulgarne matki widywałam, ale nie częściej niż nieodpowiednio zachowujące się inne grupy społeczne, właściwie jakby brać pod uwagę kiboli, meneli, czy choćby niewybredne komentarze pracowników drogowych tudzież budowlanych powiedziałabym,że matki raczej na tym tle bardzo korzystnie wypadają. Park to jedyne ewentualne miejsce gdzie dzieci mogą się wykrzyczeć - też nie wiem dlaczego ale małe stworzenia zwłaszcza płci męskiej okrutnie hałasują nawet przy właściwie grzecznej zabawie- większość znanych mi matek próbuje nad tym zapanować, ale to dość trudne. Małe dziecko wymaga właściwie ciągłego nadzoru i korygowania zachowań, bo dopiero się uczy i 90% matek tym się właśnie zajmuje- wychowywaniem, ale nawet najlepszej matce zdarza się czasem przymknąć oko i udawać,że nie widzi jak dziecko w parku trochę za głośno krzyczy, bo też ma dość tego nieustannego napominania i wychowywania, bo chciałaby chwilę pogadać z kimś dorosłym lub poczytać gazetę. Jestem pożeraczem książek, kocham czytać, ale przy małych dzieciakach czytałam zwykle szmatławce ,które można czytać jednym okiem i przerywać lekturę co 7 minut na siku, kupę, soczek, zwrócenie uwagi -bez szkody dla zrozumienia treści. Ludzie, trochę wyrozumiałości- ja akurat nie miałam wózkowych koleżanek bo mam samotniczą naturę, ale kobiety z małymi dziećmi często wiodą bardzo samotne życie, ojcowie dzieci pracują, rodziny daleko, znajomi pracują i mają własne sprawy- wózkowe koleżanki to często jedyny sposób żeby mieć do kogo usta otworzyć przez cały dzień- a że gadają o kupkach i zupkach? Tak, pamiętam ten etap- nie żeby mnie te tematy pasjonowały tylko zajęta non stop opieką nad niemowlęciem nie miałam czasu na lekturę, na koncert ani kino, też wtedy czułam,że się odmóżdżam i że nie mam o czym rozmawiać z wracającymi z premiery koleżankami- bo one jeszcze dzieci nie miały, albo miały odchowane. Nie zapominajmy też o realiach finansowych w naszym kraju, kobiety na macierzyńskim czy wychowawczym to raczej nie jest opływająca w luksusy grupa społeczna.Tak, mamy udogodnienia w postaci pampersów, słoiczków i pralek- pytanie tylko jaki jest procent kobiet które na te udogodnienia nie stać?Jaka część z tych kobiet jest zupełnie uzależniona finansowo i bytowo od swoich mężów? Jak wielu z nich nie traktuje ich najlepiej? (cóż statystycznemu polakowi do ideału partnera wciąż brakuje ).Obawiam się,że spora. Trochę więcej wyrozumiałości- robiąc szum wobec jakiejś, moim zdaniem zupełnie niszowej grupy wydaje się osądy krzywdzące dla osób , które w większości starają się najlepiej jak mogą wychować swoje dzieci, z pożytkiem dla samych dzieci i bez szkód dla społeczeństwa. Gazeto czy Twój suwaczek dotyczy ciąży? Niedługo spojrzysz na pewne rzeczy inaczejsmile Nawet jeśli teraz w to nie wierzysz, bo jak mawia moja przyjaciółka macierzyństwo zawsze zaskakuje- jak zima drogowcówwink Wszystkim nam trzeba więcej życzliwości- dla matek, dla staruszków, dla bliźniego - i tylko- ja osobiście politykom dobrałabym się do przysłowiowej dupy i to niezależnie od przynależności partyjnej, ale każdy ma jakieś fobiewink
      • 30.09.12, 16:21
        > Gazeto czy Twój suwaczek dotyczy ciąży?

        Chroń mnie Panie Boże! Suwaczka po prostu, Zia już wyszła za mąż, odchudzać już się nie odchudzam, a nie mam pomysłu na kolejny sad
        --
        http://www.suwaczki.com/tickers/l22n8ribdod7h2cy.png
    • 30.09.12, 12:55
      dziecka zwalnia panią z wszelkich obowiązków oraz daje wszystkie możliwe przywileje. Heroizm ten powoduje, że pani już nie musi pracować na siebie i dziecko (wszak chłop chyba wie skąd się dzieci biorą), nie musi dbać o siebie (po co, jak chłop na najbliższe 20 lat ma pętle na szyi - minimum finansową), nie musi dawać nic w związku a jest umocowana aby tylko brać, bo przecież dokonała czynu heroicznego (po co dawać, jak w razie co pani w todze zmieni chłopa w bankomat). Generalnie uważam, że w tym kraju panie z wózkami powinny dostać niebieskie koguty i być traktowane jako pojazdy uprzywilejowane w każdej sytuacji. Myślę, że byłoby to bardzo dobre rozwiązanie równie życiowe i potrzebne jak inne kretynizmy funkcjonujące między innymi w KRiO.
      --
      Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
      • 01.10.12, 02:24
        zalosny.jestes napisał:

        > dziecka zwalnia panią z wszelkich obowiązków oraz daje wszystkie możliwe przywi
        > leje. Heroizm ten powoduje, że pani już nie musi pracować na siebie i dziecko (
        > wszak chłop chyba wie skąd się dzieci biorą), nie musi dbać o siebie (po co, ja
        > k chłop na najbliższe 20 lat ma pętle na szyi - minimum finansową), nie musi da
        > wać nic w związku a jest umocowana aby tylko brać, bo przecież dokonała czynu h
        > eroicznego (po co dawać, jak w razie co pani w todze zmieni chłopa w bankomat).
        > Generalnie uważam, że w tym kraju panie z wózkami powinny dostać niebieskie ko
        > guty i być traktowane jako pojazdy uprzywilejowane w każdej sytuacji. Myślę, że
        > byłoby to bardzo dobre rozwiązanie równie życiowe i potrzebne jak inne kretyni
        > zmy funkcjonujące między innymi w KRiO.


        I to wlasnie mialam na mysli piszac, ze Mikolejko wykazal sie brakiem myslenia, logiki, przewidywania i odpowiedzialnosci. Takie reakcje na jego wypociny mozna bylo przewidziec, profesor logiki i filozofii tym bardziej mogl. Teraz prosze myslacych zwolennikow Mikolejki, tych co twierdza, ze go zrozumieli, by mi powiedzieli, czy ich zdaniem to wlasnie Mikolejko mial na mysli, czy karmienie takich chorych postaw spolecznych bylo jego celem.

        A z przedmowca nie dyskutuje... jego nick mowi wszystko. Wspolczuje.
        • 01.10.12, 08:34
          Twój nick za to nic nie mówi, bo przydługie wywody świadczą o tym, że too smart to Ty nie jesteś. No chyba że w swoim mniemaniu big_grin
          • 01.10.12, 08:42
            no, z tego co wiem, nie ma obowiązku czytania wywodów, jeśli umysł długości nei ogarnia smile

            podobnież nie ma potrzeby jeżdżenia po bliźnim tylko dlatego, że życie nei wychodzi jak byś sobie życzył/a

            poniedziałek mamy, świezutki, nietknięty - może coś wartościowego by zrobić? wink
            --
            Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
            • 01.10.12, 08:57
              Miłego poniedziałku, i duuuużo uśmiechu!
              --
              Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
              • 01.10.12, 09:06
                nawzajem
                i zwyczajnych ludzkich przyjemności - jak najwięcej

                --
                Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.