Dodaj do ulubionych

Życie po rozwodzie rozczarowuje

06.10.12, 13:30
Czy ktoś z Was czuje się podobnie? Miało być lżej, miała być szansa na lepsze życie, związek z dobrym, nieprzemocowym człowiekiem, a jest po prostu szara codzienność, samotność, stres samotnego rodzicielstwa, samodzielne dźwiganie ciężaru odpowiedzialność ekonomicznej, logistycznej, wychowawczej... Plus poczucie niesprawiedliwości, gdy patrzy się na lekkie, przyjemne i rozrywkowe życie ex-a...
Czy ktoś czuje się równie rozczarowany swoim "nowym życiem"? Czy tylko ja naiwnie wierzyłam, że moim jedynym problemem był fatalny związek...?
Edytor zaawansowany
  • zofiulina1971 06.10.12, 14:37
    Kredka, masz dzieci? Pytam, bo chcę Ci dać odpowiedź z pozycji dziecka, a nie rozwiedzionej kobiety.
  • mola1971 06.10.12, 14:49
    Skoro pisze o stresie samotnego rodzicielstwa, to jasno wynika z tego, że ma dzieci.

    A do Kredki...
    Nie, ja swoim życiem po rozwodzie rozczarowana nie jestem, ale też nigdy naiwnie nie wierzyłam, że moim jedynym problemem był fatalny związek. Świadoma byłam, że ten fatalny związek był jedynie skutkiem, a nie przyczyną.
  • argentusa 06.10.12, 15:15
    Za Molką.
    Jest mi dobrze, a nawet lepiej niż za małżeńskich czasów. Bowiem od naprawiania siebie zaczęłam. No i pamiętam, że naprawdę musiało boleć zanim podrosłam i uświadomiłam sobie ,ze to ode mnie zalezy moje samopoczucie.
    Ar.
  • unema 06.10.12, 16:11
    Za Molką i za Argentusąsmile
    Czasami jeszcze boli, i nie do końca poukładane to życie, ale ... generalnie najczęściej coraz lepiej, a nawet bardzo, bardzo dobrze.
    Może to kwestia pogodzenia się z wieloma rzeczami na które się nie ma wpływu?
    Na przykład z tym, że eks zdecydowanie ma "luźniej" niż ja. Z drugiej strony, w czasie małżeństwa też miał zazwyczaj "ważniejsze" od moich sprawy do załatwienia. I jak ktoś z czegoś rezygnował na rzecz potrzeb rodziny to nie był raczej On.
    Można powiedzieć, że chociaż mamy teraz jasność w kwestii tego kto za co odpowiada i super, bo wiem na czym stoję i się bezsensownie nie wściekam. A wiadomo od wieków, że złość piękności szkodzi.wink
    I tak jak napisała Ar, moje życie i samopoczucie zależy ode mnie.
    I to jest wartość którą doceniam.
    Ty też w końcu docenisz.
  • roma113 06.10.12, 17:48
    Zgadzam się z Unemą. Wydaje mi się, że klucz leży w tym, że po rozwodzie siłą rzeczy zbyt często myśli się kategoriami sprzed rozwodu.
    Tymczasem trzeba chyba otworzyć się na tę zmianę w życiu, zaakceptować ją, uświadomić sobie, że prowadzi ona o czegoś nowego. Rozwodu nigdy (np prawie nigdy) nie bierze się z błahego powodu, jest wynikiem trwałego rozpadu związku, więc za czym tu tęsknić? Trzeba sobie zawsze o tym przypominać. Za czym się tęskni? Czy za tym, co było przed rozwodem, czy za czymś, co było znacznie wcześniej, za jakimiś ideałami, wspomnieniami, złudzeniami?
    Dzieci są bardzo ważne, ale warto pamiętać też o sobie,o swoich potrzebach.
  • niutka 14.10.12, 18:34
    To ja za dziewczynami... Jest lepiej... Dużo lepiej niż mogłam sobie wyobrazić.
    --
    "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
  • armia55 06.10.12, 16:00
    Jak do tej pory.... szósty rok po rozwodzie nie rozczarowało . Bywa , ze nie jest łatwo i tu mam na myśli przede wszystkim samodzielne rodzicielstwo choć i tu syn jest coraz starszy a co za tym idzie coraz mnie zbuntowany smile.
    Na eksa i jego życie w sumie lajtowe smile, nie mam żadnego odniesienia. Nie odnoszę do swojego.
  • niutka 14.10.12, 18:41
    Moj ex związał się z kobieta (zona przyjaciela - już byłego oczywiście), która ma dzieci młodsze od naszych, wiec raczej zrobił sobie "pod górkę". No ale miał w "d..." nasze dzieci, jak z nimi mieszkał, to teraz ma gorzej (bo te z opowiadań chłopaków są nie do zniesienia)...
    --
    "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
  • zofiulina1971 06.10.12, 16:12
    Kredka, ja jestem dzieckiem, wychowanym w cholernie przemocowym związku. I bardzo Twoim dzieciom zazdroszczę rozstania rodziców.

    Pomyśl, że Twoje dzieci nie oglądają zaczerwienionej twarzy ciągle zapłakanej matki, nie słyszą wrzeszczącego ojca, nie pytają "mamusiu, czemu płaczesz?" Że nie budzą się w środku nocy i nie muszą nasłuchiwać, czy rodzice się "tylko kłócą" czy już tłuką... Że będąc w szkole nie zastanawiają się, czy tata "tylko" plunął mamie w twarz, czy już uderzył... Że nie zgadują po Waszych twarzach, czy jesteście przed czy po kłótni, że nie słyszą krzyków na zmianę z wyzwiskami... Że nie obserwują tego wszystkiego, co jest udziałem rodziców, którzy "są razem ze względu na dobro dzieci".

    Moimi koszmarnymi wspomnieniami z dzieciństwa mogłabym obdzielić kilka osób, serio. Ze "związku" moich rodziców wyrosło troje cholernie znerwicowanych dzieci. Na pewno trochę z tych nerwów oszczędziliście swoim dzieciom, rozstając się.

    Ja już jestem po czterdziestce, więc jestem stare krówsko smile Ale wierz mi, do dziś odczuwam radość, gdy mogę spokojnie wyjechać na wakacje i nie roztrząsać, czy moi rodzice "tylko" obrzucają się wyzwiskami, czy "już" piorą po gębach.

    Gdy pomyślisz o spokoju swoich dzieci, będzie Ci trochę lżej. I przestaniesz główkować, czy i jak dobrze bawi się Twój były mąż.

    Bo moi rodzice też się wreszcie rozwiedli. Tyle, ze jakieś 20 lat za późno.


  • blue_ania37 06.10.12, 16:19
    I to lubięsmile
    Samotność miła zawsze nie jst, samodzielne macierzyństwo męczy, ale każdego dnia powtarzam sobie że dzięki temu moje dziecko będze szczęśliwszesmile
    A
  • kredka1979 06.10.12, 16:46
    Dzięki za wpisy. U mnie nie było tak źle, jak u zofiuliny, przemoc nie z gatunku wrzasków i bicia, taka bardziej zakamuflowana, podstępna, odbierająca poczucie własnej wartości.
    Obawiam się, że moje dzieci bardziej przeżywają brak ojca, niż jego wcześniejszą, toksyczną (dla mnie) obecność. Są z nim bardzo związane, chyba obwiniają mnie za jego wyprowadzkę. Młodszy syn (3 latka) chciałby z nim mieszkać, o czym mnie często informuje (zwłaszcza, gdy go wychowuję, np. każąc jeść obiad lub sprzątać zabawki). Widują się z nim bardzo często, to takie spotkania jak ze starszym bratem... Mój ex jest dzieciakiem.
    Jak widać, w moim przypadku nie działa "dla szczęścia dzieci". Wręcz przeciwnie, wciąż się zastanawiam, czy nie zniszczyłam im życia tym rozwodem. To wszystko jest jeszcze bardzo świeże, może przyjdzie czas, gdy jakoś się to nasze życie ułoży...
  • mola1971 06.10.12, 16:53
    kredka1979 napisał(a):
    wciąż się zastanawiam, czy nie zniszczyłam im życia tym rozwodem

    A co z Twoim życiem? Ono się nie liczy?
    Dzieci nadal mają dwoje rodziców, tyle, że już nie pod jednym dachem. Jeśli ex jest dobrym ojcem, to będzie nim również po rozwodzie.
    A to, że 3-latek chce do taty, gdy każesz mu sprzątać? Przecież to normalne. Dzieci to bardzo sprytne stworzenia i chcą tam, gdzie nie mają obowiązków wink Musisz się pogodzić z tym, że Ty jako rodzic codzienny jesteś od "czarnej roboty", czyli wychowywania, a ex jako rodzic dochodzący jest od rozpieszczania.
  • kredka1979 06.10.12, 17:04
    Jak sobie radzicie z byciem tym "złym" rodzicem? Jak tłumaczycie maluchom, że muszą mieszkać z Wami, a nie cudownym, wspaniałym, ukochanym tatą, który (bo domyślam się, że tak to przedstawia) musiał wynieść się z domu na życzenie mamy?
    Moje życie jest ważne, powtarzam to sobie każdego dnia, tylko dzięki temu zdecydowałam się na rozwód (choć i on do niego dążył, ani przez sekundę nie walczył o poprawę relacji). Ale nie ważniejsze od życia dzieci. Nie mam tej pewności, że walcząc o siebie (oraz swój obraz w oczach dzieci, bo to też było istotne dla mnie) miałam prawo zburzyć ich bezpieczeństwo. Domyślam się, że to częsty dylemat porozwodowy, zwłaszcza u kobiet, których poczucie własnej wartości ktoś latami podważał, z dobrym skutkiem zresztą...
  • mola1971 06.10.12, 17:09
    Kredka, po prostu trzeba robić swoje i tyle. Wychowywać dzieci, kochać je i kompletnie się nie przejmować tym co ex im do głów kładzie.
    Dzieci mają to do siebie, że rosną. Kiedyś dorosną i same sobie wyrobią opinię.

    I o jakim zburzeniu bezpieczeństwa Ty mówisz? Naprawdę myślisz, że dom ze znerwicowaną matką był dla dzieci bezpieczny?
  • kredka1979 06.10.12, 17:20
    Chyba sama sobie dam poradę: terapia na poprawę swojego wizerunku we własnych oczach. Bez tego nawet bez udziału eksa jeszcze długo (o ile nie zawsze) będę znerwicowaną mamą i kobietą...
    A taką miałam nadzieję, że zniknięcie z domu sączącego jad chłopa uzdrowi mnie. A guzik, chodzę zatruta i nie ma zmiłuj...
  • mola1971 06.10.12, 17:26
    Terapia to jest bardzo dobry pomysł. Zwykle problemy są w nas samych, a nieodpowiedni partner to, tak jak już wyżej napisałam, tylko skutek tych problemów, a nie ich przyczyna.
    Póki człek tych swoich problemów nie rozwiąże, będzie się pakował w coraz to większe tarapaty.
  • blue_ania37 06.10.12, 17:29
    Nie uważam, że zburzyłam swojemu synowi poczucie bezpieczeństwa, raczej mam poczucie że je buduję mu każdego dnia.
    Nie tłumaczę, rozmawiałam raz, skupiłam się na bajkach terapeutycznych(4 latek), nigdy nie usłyszałam że woli mieszkać z tatą ani razu nie usłyszałam że chce do taty.
    Po latach krzyków i matki płaczów docenia spokój i ciszę i luz który zawsze mu dawałam a niechore zakazy jego taty.
    Jedyne z czym "walczę" to z jego "poglądami" które mu tata wpoił, że na mamę się mówi matka, że matka nie ma prawa do odpoczynku i wiele innych.
    Poczucie własnej wartości....to trzeba przerobić, ja zrobiłam kilometry spacerów, miliony zapisanych kartek, morze łez, kilka mądrych książkek, joga z buddystami a po roku dociera do mnie coraz bardziej że czas zająć się sobą i żebym to ja była dla siebie najważnijsza.
    Bycie samotną mamą jest ciężkie, ale wykonalnesmile
    A
  • armia55 06.10.12, 22:04
    Pytasz jak sobie radzić ....robić swoje. Mój syn zaraz po naszym rozstaniu mocno wrogi był do mnie , nawet tacie powiedział, ze nie dziwi mu sie, bo z mama wytrzymać nie można smile Wiem to od syna , bo sam mi sie przyznał po dłuższym czasie, ze on tak wtedy myślał, ale sie mylił i teraz widzi to inaczej. No i jeszcze, ze zmyślał inne rózne rzeczy na mnie...Trudno jest przyjmować takie wieści, ale jakoś utuliłam wtedy to moje zbuntowane dziecie. Dziecko też musi sobie swoja prawdę znaleść w tej rozwodowej sytuacji i bywa że to trwa .
    Co do mieszkania, mój syn mając naście lat , kiedy za bardzo jego obowiązki mu się nie podobały w tym nauka i chodzenie do szkoły, a ja oczywiście nie odpuszczałam mu, zaczął mnie szantażować ze do ojca pójdzie mieszkać. Za każdym razem tłumaczyłam mu ze jak najbardziej moze iść , bo ma dwoje rodziców. I skoro uważa ze tam bedzie mu lepiej to ja nie mam nic przeciw temu a nawet rozumiem jego decyzje i bede się cieszyć ze jemu bedzie dobrze, bo też mi zależy na jego dobrym samopoczuciu.. No i po kilku przekładanych dniach poszedł do taty. Spróbował i szybko wrócił, bo miło było tylko przez pierwsze dni a potem nikt się nim nie interesował. Wtedy, troszkę urealnił sobie tate. Nie powiem zeby mi było dobrze w tej sytuacji bo martwiłam się o syna, ale uważam że trzeba dziecko/ nastolatka/ "wypuścić" do taty.
    Tak więc lekko nie jest, ale akceptacja takiej sytuacji bardzo pomaga.
  • mola1971 06.10.12, 22:13
    U mnie było podobnie smile
    Gdy Młody zaczął się buntować (nabuzowany tym co ex mu o mnie naopowiadał) spokojnie mu odpowiadałam, że ma dwoje rodziców i że nikt go tutaj na siłę nie trzyma, i że może się wyprowadzić (tu padał adres exa).

    Tyle, że tak to można z nastolatkami postępować, z małymi dziećmi tak się nie da.
  • armia55 06.10.12, 22:19
    Pokrzepiające co piszesz, Mola.
    Tak, to dobry sposób na nastolatki.
    Do autorki....robić swoje....innej rady nie znam.
  • noname2002 07.10.12, 08:48
    Uff, nie jestem bardzo wyrodna, też mówiłam, że może się przenieść do taty. Na młodsze niż nastolatki też działa, u mnie podziałało na 7latka(bunty przy odrabianiu lekcji-"tata na pewno by mnie nie zmuszał"). Ale zawsze też dodawałam, że go kocham i cieszę się, że mieszka ze mną.
    --
    "Za moich czasów to dzieci były inne, wszystko było lepsze, ku czemu świat zmierza."
    Cóz, takie teksty wyglasza się od 6 tysięcy lat. Nic nie mowią o nowym pokoleniu, świadczą tylko o zramoleniu narzekającego. (Verdana)
  • mola1971 07.10.12, 10:31
    Mojej kuzynki syn z kolei chciał się wyprowadzać do babci wink
    Zatem te "wyprowadzki" to nie jest przypadłość dzieci rozwiedzionych rodziców. To taki dziecięcy szantaż jest.
  • noname2002 07.10.12, 11:16
    A, do babci też się mój wyprowadzałsmile wszyscy są lepsi od złej mamy karzącej sprzątnąć i odrobić lekcjesuspicious
    --
    "Za moich czasów to dzieci były inne, wszystko było lepsze, ku czemu świat zmierza."
    Cóz, takie teksty wyglasza się od 6 tysięcy lat. Nic nie mowią o nowym pokoleniu, świadczą tylko o zramoleniu narzekającego. (Verdana)
  • olgucha_3 07.10.12, 11:20
    Też to przerabiałam. Wyprowadzam się do mojej kochanej babci, bo ona nie każe mi sprzątać i mnie kocha. Dziś ta sama babcia mówi o wnuku per gnój. smile
  • taki_drugi 06.10.12, 17:23
    mola1971 napisała:

    > A co z Twoim życiem? Ono się nie liczy?

    Nie mieszaj jej w głowie takimi łzawymi tekstami. Ona jest dorosła i sama decyduje o swoim życiu. Jeśli by doszła do wniosku, że nie powinna się rozwodzić, to by to była jej decyzja. Bo to właśnie jest JEJ życie. Jeśli gotowa by była je poświęcić, by dzieci miały rodzinę, to jej sprawa.

    Uwielbiam te wszystkie babskie zawołania w stylu: "A co z twoim życiem?" i to wymuszanie na innych podjęcia jedynie słusznej decyzji, a więc kopnięcie faceta w dupę.

    Zapamiętajcie sobie drogie panie, że każdy decyduje sam o swoim życiu, każdy ma własne wartości i każdy żyje tak jak uważa, że powinien.
  • mola1971 06.10.12, 17:29
    Przecież ona już się rozwiodła. Mleko się rozlało, więc o co Ci chodzi?
    Gdybym ją wbijała w poczucie winy (którego ona i tak już w sobie od cholery ma), to lepiej byś się z tym poczuł?
    I bądź łaskaw odczepić się od tego co komu radzę. Nikt Ci nie zabrania tego, byś napisał jak to z Twojej perspektywy wygląda.
  • kredka1979 06.10.12, 17:36
    Ekspertem nie jestem, ale wydaje mi się, że nie każdy jest w stanie żyć tak, jak uważa, że powinien. Bo np. pięścią bywa zmuszany do zachowania takiego, jakie uważa za stosowne pan mąż. I nie potrafi się przeciwstawić, jest za słaby, zastraszony. Od kogoś takiego też lepiej się wg Ciebie odczepić i nie dawać zbędnych rad?
    To oczywiście nie moja sytuacja, tak sobie gdybam.
  • zabelina 06.10.12, 17:40
    taki_drugi napisał(a):

    > Zapamiętajcie sobie drogie panie, że każdy decyduje sam o swoim życiu, każdy ma
    > własne wartości i każdy żyje tak jak uważa, że powinien.

    A powiedział Ci kiedyś ktoś, że nikt nie lubi być pouczany, drogi panie?wink
    A swoją drogą to czekam z utęsknieniem czytając to forum, aż pojawi się choć jeden mężczyzna, który swoich własnych życiowych doświadczeń nie będzie przenosił na wszystkie rozwódki światabig_grin
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • mola1971 06.10.12, 17:48
    zabelina napisała:
    > A swoją drogą to czekam z utęsknieniem czytając to forum, aż pojawi się choć je
    > den mężczyzna, który swoich własnych życiowych doświadczeń nie będzie przenosił
    > na wszystkie rozwódki światabig_grin

    Nawet jeśli taki się pojawi, to zostanie żywcem zjedzony wink))
    Zresztą całkiem niedawno był tu taki, ale się szybko ewakuował. A szkoda, bo sympatycznie się z nim na forum pisało.
  • agios_pneumatos 06.10.12, 18:38
    zabelina napisała:


    > A swoją drogą to czekam z utęsknieniem czytając to forum, aż pojawi się choć je
    > den mężczyzna, który swoich własnych życiowych doświadczeń nie będzie przenosił
    > na wszystkie rozwódki światabig_grin

    A o co konkretnie chcesz zapytać?
  • zabelina 06.10.12, 18:56
    O nic konkretnie. Jego pojawienie wlałoby trochę otuchy w moje serce panie Duchu Świętywink
    Przeniesienie osobistych doświadczeń na całą populację kojarzy mi się (pardonez moi) ze zwykłą głupotąsmile
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • agios_pneumatos 06.10.12, 23:24
    zabelina napisała:

    panie Duch
    > u Świętywink

    O.... Kurczę.... Surowe. Nie pieczone.
  • zabelina 07.10.12, 07:34
    Używasz nicka i nie wiesz co on znaczy?big_grin
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • agios_pneumatos 07.10.12, 08:20
    zabelina napisała:

    > Używasz nicka i nie wiesz co on znaczy?big_grin

    Urocze pytanie.

    Rzeczowo: Jesteś pierwszą i jedyną, której się chciało. Sprawdzić.

    Zatem: otucha - raz, proszzzzzzzzz. Obosieczna.
  • argentusa 07.10.12, 10:00
    skucha wink, niektóre wiedziały bez sprawdzania smile i się pochwalić muszą smile
    Ar.
  • agios_pneumatos 07.10.12, 10:05
    argentusa napisała:

    > skucha wink, niektóre wiedziały bez sprawdzania smile i się pochwalić muszą smile
    > Ar.

    Ti les re?
    Tylko nie mów mi jeszcze, że rozmawiasz po tymże języku.
  • argentusa 07.10.12, 13:47
    hihih,
    bo słabość mam. Lingwistyczną.
    A jednak rosyjski jest na pierwszym miejscu.
    Ar.
  • agios_pneumatos 07.10.12, 16:08
    To widzę, że cza będzie uważać na siebie tu na forumie.
  • argentusa 07.10.12, 16:39
    > To widzę, że cza będzie uważać na siebie tu na forumie.

    ??? a tu nie поняла, że niby na siebie masz uważać. A to znajomosć języków szkodzi?
  • agios_pneumatos 07.10.12, 17:52
    argentusa napisała:

    > > To widzę, że cza będzie uważać na siebie tu na forumie.
    >
    > ??? a tu nie поняла, że niby na siebie masz
    > uważać. A to znajomosć języków szkodzi?

    Dopiero co się człowiek pojawi, a już jest rozkminiany na czynniki pierwsze. :]
  • roma113 06.10.12, 19:45
    taki_drugi napisał(a):
    > Jeśli gotowa by była je
    > poświęcić, by dzieci miały rodzinę, to jej sprawa.
    >
    > Uwielbiam te wszystkie babskie zawołania w stylu: "A co z twoim życiem?"

    A ja uwielbiam takie odzywki o "poświęcananiu się". Fajnie się ustala że ktoś się powinien poświęcać "by dzieci miały rodzinę". Moim zdaniem często nie można tego wymagać, bo są granice. . A też często rozwód jest właśnie poświęceniem wygody, stabilizacji, by dzieci wychowywały się w miarę normalnych warunkach
  • taki_drugi 06.10.12, 22:09
    > A ja uwielbiam takie odzywki o "poświęcananiu się". Fajnie się ustala że ktoś s
    > ię powinien poświęcać "by dzieci miały rodzinę".

    Nic się nikomu nie ustala. Zapędziłaś się. Tu chodzi o poświęcenie siebie samej, we własnych, na dodatek samoakceptowalnych granicach. Żadnych Jezusów w spódnicach, tylko zimna kalkulacja czy dla dzieci będzie lepiej żeby być razem czy osobno. Jeśli lepiej będzie razem, to kolejną granicą jest to czy czy wytrzyma. Jeśli uzna, że wytrzyma i da radę dalej żyć, to to jest właśnie JEJ sprawa, a sąsiadkom, kumpelom, "dobrym duszom" i pocieszycielkom nic do tego.
  • mola1971 06.10.12, 22:21
    Oj, chyba przeceniasz rolę "pocieszycielek" i innych "dobrych dusz".
    Kobiety muszą mieć koleżanki/przyjaciółki. Bez nich marnieją. Ale to nie znaczy, że ich ślepo słuchają tongue_out
  • triss_merigold6 06.10.12, 22:22
    Ale w jakim celu kobieta miałaby "wytrzymywać"? Rozumiem, że w tym kraju część kobiet uważa, że mają 9 żyć jak koty i jedno mogą zmarnować, ale na szczęście to coraz mniej popularne podejście.
  • mola1971 06.10.12, 22:36
    Triss, jako kociara, oświadczam Ci, że koty nie mają 9 żyć! One też tylko jedno mają sad
    Moje (cała szustka, ale niedługo piątka, bo jedno oddaję w dobre ręce) mają królewskie big_grin
  • mola1971 06.10.12, 22:43
    * oczywiście szóstka, bo sześć wink
  • zofiulina1971 06.10.12, 17:31
    U mnie nie było tak źle, jak u zofiuliny, przemoc nie z gatunku wrzasków i bicia, taka bardziej zakamuflowana, podstępna, odbierająca poczucie własnej wartości.

    Kredka, sądzisz, że wystarczy, żeby rodzice się nie wyzywali i nie bili i dzieci myślą, że między rodzicami jest "dobrze"?

    Wierz mi, że dzieci doskonale wyczuwają fatalną atmosferę w domu. Moi rodzice mogli sobie spijać z dzióbków, a ja i tak wiedziałam, kiedy wisi między nimi siekiera.
  • nangaparbat3 07.10.12, 12:31
    >
    > Wierz mi, że dzieci doskonale wyczuwają fatalną atmosferę w domu. Moi rodzice m
    > ogli sobie spijać z dzióbków, a ja i tak wiedziałam, kiedy wisi między nimi sie
    > kiera.

    Święte słowa.
    Po wyprowadzeniu sie męza corka (wtedy 8, bardzo kocha tatę i bardzo cierpi, ze nie jesteśmy razem, do dzisiaj) na pytanie, czy gniewa się, że nie mieszkamy razem, odpowiedziala: Gniewałam sie jak sie kłociliście, chcialam uciec z domu, teraz jest dużo lepiej.
    Ale mysmy się nie kłócili.
    --
    "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
  • nangaparbat3 07.10.12, 12:09
    kredka1979 napisał(a):

    > Młodszy syn (3 latka) chciałby z nim mieszkać, o czym mn
    > ie często informuje (zwłaszcza, gdy go wychowuję, np. każąc jeść obiad lub sprz
    > ątać zabawki).

    Moja corka w tym wieku przy probach "wychowywania" krzyczała patetycznie: Ja chce do Reksia!
    A Reksio zszedł był dwa lata wcześniej, nie wiem, czy ona miała świadomość, co to znaczy że chce do niego, ale jestem pewna ze wiedziała świetnie, jaKą jej slowa reakcje powodują w mamusi i rewelacyjnie mnie tym szantażowala.
    jesli on "chce do tatusia" kiedy Ty coś mu każesz/zabrniasz, to manipuluje Tobą, i tyle, korzystajac z Twego poczucia winy. Zajmij sie bardzo jego rzeczywistymi potrzebami, więcej rozmawiaj a mniej "wychowuj", więcej się z nim baw a mniej o niego dbaj (zanim zacznie szantażować tatusiem) i bedzie dobrze. Zachęcam do lektury Korczaka (Janusza) - Jak kochac dziecko.


    --
    "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
  • plujeczka 08.10.12, 07:29
    mnie zycie po rozwodzie nie roczarowałao -chociaż nie było łatwo ale to ze względu na toczace się sprawy i długi ex.Teraz jest naprawde dobrze, spokojnie, urlopy spędzane tak jak lubię i ę, grono sprawdzownych przyjaciół .Powtarzam nie było łatwo ekonomicznie ale ja z tych kobiet, które zawsze dawały sobie radę .
    Nie interesuje mnie zycie ex -i nie porównuję do swojego choć przypuszczam ,że ma łatwiej ekonomicznie ponieważ razabia 3-4 razy wiecej odem nie .Ale to ja jestem szczęśliwa i budowuje swoje szczęście codziennie od nowa.Do tego mam super dziecko i kochanego oraz naprawdę oddanego przyjaciela na dobre i złe. Coz mogę chcieć wiecej...........dziękuje losowi za to co teraz mam i za nic na świecie nie wróciłabym do zycie , które wiodłam z ex .Oni wciaż zyją nienawiścią do wszystkich
  • mama-mariols 23.09.19, 08:29
    Kredka witam Cię, ciężko przez to wszystko przejść, wiem że trudno było Ci szczególnie chodzi o dzieci, ale myślę że już teraz jest wszystko dobrze, napisz jak Ci się ułożyło, to już trochę minęło czasu a ja niestety obecnie jestem w takiej sytuacji. Pozdrawiam
  • mola1971 06.10.12, 16:33
    W bardzo podobnym domu się wychowałam. Jako dziecko modliłam się o to, by się rozwiedli. Z dzieciństwa pamiętam tylko strach, przenigdy drugi raz nie chciałabym być dzieckiem.
    Tyle, że moi rodzice się nie rozwiedli, nadal są małżeństwem, ale ja w pewnym momencie się od ich wojenek (które nadal toczą, ale już na mniejszą skalę) odcięłam. Dorośli są, niech robią co chcą. To co zrobili z życiem moim i mojego brata dawno im wybaczyłam, brat też.
  • zabelina 06.10.12, 17:36
    zofiulina1971 napisała:
    > Ja już jestem po czterdziestce, więc jestem stare krówsko smile

    Sorry, tak trochę off-topic...ale dlaczego tak mówisz o sobie? Nawet jeśli to wyrażenie jest trochę zmiękczone, nadal wydaje mi się okropneuncertain Ja też jestem po czterdziestce tak a propos.
    P.S. Dawno już doszłam do tego, że przyczyną większości rozwodów są "nieprzerobione" wzorce wyniesione z domów.


    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • mola1971 06.10.12, 17:40
    zabelina napisała:
    > P.S. Dawno już doszłam do tego, że przyczyną większości rozwodów są "nieprzerob
    > ione" wzorce wyniesione z domów.

    Te wzorce wyniesione z domów bywają nie tylko przyczyną rozwodów, ale też czegoś zgoła przeciwnego - tkwienia latami w czymś, co człowieka niszczy.
  • zabelina 06.10.12, 17:42
    Aaa, to też, to teżsmile
    Choć w obecnych czasach jakoś tak ludzie szybciej decydują się na rozwódwink
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • anbale 07.10.12, 14:16
    zabelina napisała:

    > zofiulina1971 napisała:
    > > Ja już jestem po czterdziestce, więc jestem stare krówsko smile
    >
    > Sorry, tak trochę off-topic...ale dlaczego tak mówisz o sobie? Nawet jeśli to w
    > yrażenie jest trochę zmiękczone, nadal wydaje mi się okropneuncertain

    Mnie też to mocno razismile Tym bardziej, że z takiej "samoświadomości" wynika potem ogólna autoprezentacja...Na przykład miss Kręglicka jest już grubo po 40, a na pewno przenigdy nie pomyślała o sobie "stare krówsko" i to od razu widaćsmile
  • kobieta306 06.10.12, 19:04
    szansa na lepszy związek - jest cały czas,
    samotność - czasami dokucza ale bez przesady,
    stres samotnego rodzicielstwa - generalnie zawsze był ten stres, bo były mąż był z tych "nieudzielających się',
    odpowiedzialność ekonomiczna - jw.
    odpowiedzialnośc logistyczna - jw.
    odpowiedzialność wychowawcza - jw.
    Nie czuję się rozczarowana, bo jest mi lżej. Mam 2 dzieci, a trzecie (byłego męża) oddałam z powrotem do matki biologicznej, pozbywając się kuli u nogi.
  • kredka1979 06.10.12, 19:14
    >a trzecie (byłego męża) oddałam z powrotem do matki biologicznej, pozbywając się kuli u nogi.

    O rany, strasznie to zabrzmiało... Biedna ta kula...sad
  • mola1971 06.10.12, 19:18
    Kredka, ta "biedna kula" to dorosły człowiek jest. Widać tak jest mu wygodniej żyć. Przecież to jego wybór jest, nikt go do mieszkania z mamą nie zmusza.
  • kobieta306 06.10.12, 19:28
    skoro ktoś w wieku 40 lat nadal ma pępowinę jak linę okrętową, to nie ma co walczyć. Trzeba oddać mamuni.
  • kobieta306 06.10.12, 19:30
    big_grin - ojejku teraz zatrybiłam big_grin
    Kredko - ten trzeci dzidziuś to mój były mąż - taką se figurę stylistyczną użyłam smile
    On dzieci innych nie miał wcześniej przecież.
  • zofiulina1971 06.10.12, 19:39
    =D

    Ale ja też w pierwszej chwili zrozumiałam, że Twój mąż miał jakieś dziecko z pierwszego związku, które wychowywaliście razem i które po rozwodzie zdecydowałaś się oddać matce biologicznej =D
  • kobieta306 06.10.12, 19:46
    smile smile smile śmieję się teraz smile smile smile
    mój chłopaczek już taki mocno odchowany, ale jednak co matka, to matka smile
    no to go oddałam, żeby się nie męczył w niewoli wink
  • kredka1979 06.10.12, 19:51
    Uff, nie czytałam wszystkich wątków. Zrozumiałam, że kulą był jakiś przerzucany z domu do domu dzieciaksmile Dobrze, że niesmile
  • kobieta306 06.10.12, 19:53
    no ale przynajmniej się pośmiałyśmy trochę wink

  • kredka1979 06.10.12, 19:58
    Dobre i tosmile
  • nangaparbat3 07.10.12, 12:34
    big_grin big_grin big_grin

    Tez myślalam, że to biedne pasierbiątko, a potem zaczełam zastanawiać się, za kogoś Ty wyszła skoro ma syna czterdziestolatka.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • mola1971 07.10.12, 13:11
    Ja od razu załapałam o jakim "dziecku" Kobieta napisała, ale może dlatego, że moje dzieciątko-exiątko też do mamusi wróciło wink
  • mayenna 07.10.12, 08:44
    Mnie rozwód nie rozczarował bo wiedziałam jakie będą skutki. Podejmując decyzję brałam pod uwagę, że mogę być sama. W małżeństwie też byłam sama. Ta odpowiedzialność, o której piszesz, była też wcześniej, a poczucie, ze nie jestem z tym sama było złudne.
    Mam świadomość tego, ze umiem sobie poradzić w najtrudniejszych życiowych sytuacjach sama lub przy wsparciu przyjaciół i rodziny.
    Mnie bardziej przeraża, że mogłabym godzić się na związek tylko po to aby z kimś być, by mieć parę.
  • argentusa 07.10.12, 10:03
    smile
    przypominam sobie, że zanim się ponownie sparowałam, właśnie tak czułam.
    I włąsciwie wtedy pomyślałam: No! o to Polska wałczyła. A raczej Ar walczyłą ze sobą, chociaż specjalnie krwawa ta walka nie była.
    Najlepszego niedzielnego Państwu smile
    Ar.
  • olgucha_3 07.10.12, 10:23
    Kredko, coś Ci powiem z innego podwórka. Moja koleżanka, rozwiodła się rok temu z wyłącznej winy męża, a powodem była zdrada. Ich wspólny syn ma 17 lat i o wszystko obwinia matkę, bo tak mu gada ojciec, Ojciec powiedział, że gdyby matka, poświęcała mu więcej uwagi to on nigdy by jej nie zdradził, ale to że matka tyrała na dwóch etatach, bo mąż był zawodowym bezrobotnym od 6 lat, to już pozostaje milczeniem. Syn kocha ojca i koniec. Mimo wieku nadal łyka jak żuraw żurawinę opowiastki ojca i wierzy we wszystko. Tatuś jest aktualnie na utrzymaniu nowej pani i nie ma mowy o tym, żeby płacił alimenty, za to syn oddał mu ostatnio swoje kieszonkowe, bo tata nawet na fajki nie miał. Nie dociera do niego, że to ojciec zniszczył rodzinę, bo tata jest fajny, zna się na życiu. Trzymaj się Kredko, Twoje dziecko jest małe i plastyczne jak plastelina, pracuj nad sobą, nad tym, by dziecko postrzegało Cię jako supermamę, a tatuś niech sobie plecie bzdety. Pozdrawiam. Olga
  • nangaparbat3 07.10.12, 12:40
    Lekkie, przyjemne i rozrywkowe zycie przecieka przez palce, a sens zycia jest w szarej codziennosci, bo wszystko co trwale i naprawdę cos warte budujemy powolutku, dzień po dniu.
    Czytając od lat to forum mam wrażenie, ze im trudniejszy i bolesniejszy byl poprzedni zwiazek, tym bardziej chcemy stworzyc nowy, nie cenimy samotnosci i spokoju. Paradoks, jak to w zyciu nierzadko.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • maciekqbn 08.10.12, 11:21
    nangaparbat3 napisała:

    > Czytając od lat to forum mam wrażenie, ze im trudniejszy i bolesniejszy byl pop
    > rzedni zwiazek, tym bardziej chcemy stworzyc nowy, nie cenimy samotnosci i spok
    > oju.

    Nie zgadzam się z tym. Widać u co niektórych owa trudność i bolesność poprzedniego związku była bardziej autosugestią niż rzeczywistością.
    Ja po swoim trudnym i bolesnym związku na dłuuugo mam dosyć wszelkich związków.
    Moja opinia w temacie jest dokładnie przeciwna do Twojej, czym ktoś miał łatwiejszy związek i mniej dostał w dupę, tym szybciej rwie się do kolejnego związku. Nie ma tu żadnych paradoksów.

    --
    "Prawdziwą sztuką życia jest śmiać się zawsze i wszędzie, nie żałować tego co było i nie bać się tego co będzie... A jeśli ktoś zada Ci cierpienie najlepszą zemstą jest przebaczenie". Epikur
  • anbale 07.10.12, 14:49
    Gdy odchodziłam od męża, nie miałam przekonania, że będzie lepiej. Właściwie brałam pod uwagę, że może być całkiem kiepsko i trzeba się na to przygotować, bo odchodziłam w kompletne nieznane. Obawiałam się, że mogę z jednej beznadziei wpaść w inną beznadzieję, więc żadnych specjalnych rozczarować nie przeżyłam. I w sumie, mimo, że łatwo nie jest i wciąż kopię się życiem, niestety, to wiem, że to była słuszna decyzja, bo małżeństwo było zwyczajnie chore, ja w nim byłam chora i trzeba było sobie dać szansę na zdrowsze funkcjonowanie.
  • kirkunia 07.10.12, 17:10
    Absolutnie nie. Po pierwszym szoku (biedna, porzucona czterdziestolatka, kto mnie teraz zechce i w ogóle życie mi się skończyło) baaardzo moje nowe życie polubiłam.

    Tak, jestem sama i lubię to.
    Nie, nie jestem samotna. Ludzi (bliskich i serdecznych) mam wokół siebie tyle, ilu potrzebuję smile
    Przyjaciółki, rodzina (no dobra, czasem ich trochę za dużo, ale da się wytrzymać smile )
    Jestem samodzielna i samowystarczalna. Czuję się silna, przestałam bać się życia. Wreszcie mogę zająć się moimi pasjami (chociaż ze względu na ich charakter to tylko kilka razy w roku smile

    A co do dzieci i tego, ze Ty jesteś wszystkiemu winna: nie ograniczaj exowi kontaktów z dziećmi, a on sam pomoze im zrozumieć, że to Ty jesteś ta dobra. Wystarczy że będzie sobą, a od razu urośniesz w ich oczach smile
  • zalosny.jestes 07.10.12, 17:15
    alimentów. Walka i wróg da Ci siłę napędową do życia na jakiś rok...później się zastanowisz. A mąż nie ostrzegał przed rozwodem? Ja ostrzegałem i...wszystko się sprawdziło, co do joty sad
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • anbale 07.10.12, 17:33
    Gderasz, nudzisz, zgredzisz...
  • inna_nowa_ja 07.10.12, 21:58
    no.. Żalosny.. ale lepiej Ci po rozwodzie?
    Do autorki: tak jak u Kobiety i Moli.. pozbyłam się 3 dziecka i oddałam biologicznej mamie. Cieżej mi jest ale tylko dlatego, że spłacam sama wspólne kredyty a eks o każdą złotówkę się targuje.
    No i rodzina miała pomóc a tu dupa, więc zostało mi forumsmile
  • zalosny.jestes 07.10.12, 22:01
    która rozwiodła się ze wszystkim tylko nie z moim portfelem, to mógłbym powiedzieć, że na dzień dzisiejszy po trzech latach złych jest dobrze smile
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • nandita_7 08.10.12, 08:48
    ... dobrze cię rozumiem. Jestem sama od kilku miesięcy (izycznie), lecz samotna byłam przez ostatnie kilka lat paskudnego związku (przemoc psychiczna). Logistyka, wychowywanie, zabawy, dbanie o dom - wszystkim zajmowałam się sama. I teraz też - tak jak ty - choć w mojej codzienności niby nic się nie zmieniło - to po rozwodzie martwię się o dziecko i siebie. Wiesz, musimy znaleźć dużo siły w samych sobie - stać się niezależne, szczęśliwe. Bo szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Kredko, wiem, sadzę ci komunały,choć sama nie umiem jeszcze tego osiągnąć i przeraża mnie każdy rozpoczynający się tydzień. Już od niedzielnego popołudnia mam ciężką nerwicę. Ale wiem, że będzie lepiej. I, za radą Argentusy, uczę się uniezależnić swoje samopoczucie od (nie)obecności i humorów innych. Póki co, jest cholernie ciężko. PS. Kredko, skąd jesteś? Jeśli nie chcesz odpowiadać tutaj, napisz na priv (nandita_7@gazeta.pl). Pozdrawiam cię. Trzymaj się.
  • katja75live 08.10.12, 09:46
    Mnie zycie po rozwodzie bardzo rozczarowalo, ale zgola z innego powodu niz wiekszosc z Was.
    Ja musial ''oddac'' dzieci na czesciowe wychowanie ojcu, i jak na razie jest to dla mnie istna tragedia. Jak ja Wam wszystkim zazdroszcze tej codziennej gonitwy, az do braku tchu. Wiem co ona znaczy bo tez tak mialam w czasie malozenstwa, zawsze ze wszystkim sama. Moj exs w przeciwienstwie jednak do wiekszosci tutaj obecnych exsow, wlasnie w okresie okolorozwodowym bardzo sie zaktywizowal i wystapil o opieke naprzemienna. Dostal ja, a ja mam teraz baaaardzo duzo czasu. I nie to, ze mnie sie nudzi, ale bardzo tesknie za dziecmi i mam wrazenie, ze ucieka mnie wiele waznych momentow w ich zyciu.
    I zeby nie bylo, ze mam co chcialam, mimo ze moje malozenstwo bylo bardzo nieudane i tez pelne przmocy, to nie ja zdecydowalam o rozwodzie. To byl moj exs- ktory po kolejnej kochance zapragnal wolnosci. On prowadzi teraz podwojne zycie - tydzien z dziecmi-przykladny ojciec (nie moge mu nic zarzucic), tydzien bez - impreza co wieczor.
    No nic przyzwyczaje sie i bedzie lepiej (mam nadzieje), ale na razie jest bardzo ciezko.
  • zalosny.jestes 08.10.12, 10:49
    Pani czuje to co czuje na co dzień 97% facetów w tym kraju. Pustkę. Opiera naprzemienna powinna być standardem!
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • nangaparbat3 08.10.12, 10:53
    pod warunkiem ze dzieci mieszkają U SIEBIE a rodziców się przerzuca tam i nazad.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • katja75live 08.10.12, 11:01
    Dzieci jak na razie nie czuja obciazenia takim ukladem (2 domy), wiec bym tego nie demonizowala. Mieszkamy blisko siebie i jestesmy jak na razie elastyczni. Ja pisze o tym jak ja sie czuje, bo chociaz rozsadek mowi, ze nie bylo innego wyjscia (wlasnie w tym rowniez dla dobra dzieci), ale czuje fizycznie jakby mnie pol serca wyrwalisad Z mkojej perspektywy jest to tragiczny uklad, i zazdrocze tym, co maja mlyn ''na codzien''.
  • ewela1_1 08.10.12, 11:09

    O tak,taki uklad jest super, pod warunkiem,ze są trzy mieszkania i dzieci mieszkają w "swoim", kupionym na spółkę z ex/exią. Wtedy niech się rozwiedzeni dorośli tułają.

    W innych przypadkach dla mnie opieka naprzemienna to jakieś nieporozumienie. Szczególnie wtedy gdy rodzice mieszkają daleko od siebie. Szkoda mi tych dzieci.




    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • katja75live 08.10.12, 11:27
    A nie sadzisz, ze dla dzieci wazniejsi sa ludzie niz mieszkanie? Wazniejsze jest to, ze tata na rowni z mama uczestniczy w ich zyciu, niz to ze maja jeden adres?
    Ja znam takich dzieci duzo, i nawet czasami cos dyskretnie ''podpytuje''. No wiec one lubie swoje 2 domy i u mamy jest rownie dobrze jak u taty. Znam tez juz dorosle osby, wychowane w takim ukladzie, i jak same teraz mowia, byla to dla nich wtedy najzwyczajniesza rzecz na swiecie.
    Ja nie mowie, ze to jest idealna sytuacja, zadna sytuacja nie jest idealna po rozwodzie, ale wlasnie ze wzgledu na dobro Moich dzieci, sie na to zgodzilam. Mimo, ze teraz jest mnie potwornie ciezko, mysle, ze bym zrobila drugi raz to samo - po prostu nie mialam wyjscia.
    Jedank, gdybym tylko mogla postrzymac rozwod i sytuacje zachowac jaka mialam, to na dzien dzisiejszy widze, ze wolalabym z moim exsem mieszkac jak z lokatorem, niz miec tak jak mam teraz.

  • ewela1_1 08.10.12, 11:46

    Uważam, że dzieci są ważne. Po prostu. Nie dorośli w tej sytuacji, którzy się rozwodzą. I nie chodzi tu o mieszkanie,czy o wspólny adres, ale o to by miały przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Szczególne małe dzieci. Taka sytuacja w przypadku gdy musza one np. zmieniac szkole co dwa tyg. i swoje pokoje nie mieści mi się w głowie. I już chyba wolałabym "oddać" dzieci pod opieke ojcu byle nie musiały się tułać. Oczywiście taki układ moze się sprawdzić, ale np. w takim przypadku jak napisałam lub podobnej, ale to raczej w polskich warunkach jest trudne do osiągnięcia i rodzice dzieci musieli by się niezwykle dogadywać. Ja mam takie zdanie na temat opieki naprzemiennej, nie musi ono być słuszne. Pisze jak ja to widzę ze swojej perspektywy. Co by było dobre dla moich dzieci, bo je znam. Zresztą tak jak zauważyłaś po rozwodzie nigdy nie jest idealnie, skoro Twoim dzieciom jest tak dobrze, mieszkacie blisko siebie z eksem to dobrze smile
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • ewela1_1 08.10.12, 11:50

    musieliby * smile
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • katja75live 08.10.12, 12:01
    A ja nie wierze Ewa, ze bys oddala dzieci pod calkowita opieke ojca. Tak po prostu zminimalizowala swoj wklad w zycie dzieci, tylko po to by sie nie musialy ''tulac''. Gdzie tu dobro dzieci?, przeciez one by strasznie tesknily.Moje juz byly w takim wieku, ze mogly same ''wspoldecydowac'' i one wlasnie chcialy, a raczej nie-chcialy tracic ani taty, ani mamy.
  • ewela1_1 08.10.12, 12:15

    Ja "na szczęście" tego problemu nie mam i nigdy nie miałam, bo eks wymiksował się z wychowania dzieci, albo bardzo sobie to wychowanie ograniczył. Mając na myśli tułaczkę miałam na myśli sytuacje kiedy rodzice mieszkają daleko od siebie i tutaj tez można by bylo zadać pytanie gdzie w tym dobro dzieci?. Wolałabym się tułać ja, gdy sąd przyznał opiekę ojcu. Jeśli oboje rodzice chcą być rodzicami i sytuacja logistyczna pozwala na taka opiekę naprzemienną to elastycznie można się dopasować.
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • argentusa 08.10.12, 19:07
    A kto tu mói o zminimalizowaniu wkłądu w ich życie?
    Można nie mieszkać z dzieckiem na codzień, ba można mieszkać ponad 100 km od niego a i tak codzienny mieć kontakt (na ten przykład moje skajpajanie z najstarszym ) i kilka rzy w tyg widywać się z dzieciem. Wiem, bo ćwiczę. Wymaga to dużego wysiłku i podróżowania niemal non-stop, ale można.
    Oj baby, nie histeryzujcie. Katja, mam wrażenie,ze ty się definiujesz jako rodzic i stąd to (ppardonnnnn jednak) histeryczne nieco "wyrwanie połowy serca".
    Ar.
  • katja75live 09.10.12, 09:02
    Ja jednak uwazam, ze skajp, a nawet kontakt na godzine-dwie dziennie to jednak nie to samo, co mieszkanie z kims 24 na dobe. Wiem bo tez to przerabiam, tygodnie gdy nie sa ze mna zawsze dzwonie (czesto sa za bardzo zajete aby podejsc do telefonusmile), przychodze na wszystkie ich imprezy sportowe, mecze etc., a jednak uwazam ze cos mnie ucieka.

    I tak masz racje, ja definiuje sie jako rodzic, mysle ze dokladnie tak jest jak piszesz, dlatego pracuje nad tym i mysle, ze za jakis czas bedzie lepiej.
  • argentusa 09.10.12, 09:10
    A i fajnie, jesli tylko to poprawi Ci jakość życia. smile
    Czego życzę szczerze smile)))))))))
    Ar.
  • moniapoz 08.10.12, 11:54
    Katja
    tak mi się właśnie zawsze wydawało, że opieka naprzemienna musi być trudna dla rodziców zwłaszcza dla matek a nie koniecznie dla dzieci - jeżeli jest wszystko ułożone tak by dzieci faktycznie nie musiały się tułać między jednym mieszkaniem a drugim - a tak jest chyba u Ciebie.
    i pomyślałam po przeczytaniu Twojego posta dokładnie tak jak Żałosny....że tak jak Ty musi się czuć wielu ojców którzy zostają odcięci od normalnego codziennego życia swoich dzieci.

    ja akurat popieram opiekę naprzemienną (sensownie logistycznie rozwiązaną) i uważam po opowieściach osób które ją stosują (nie są to polskie rodziny, bo w PL to rzadko się udaje) że to rozwiązanie wcale nie jest złe i wymaga również od matki mega elastyczności i wyzbycia się egoizmu. pełen szacun dla Ciebie, że dajesz radę.

    ------
    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
  • katja75live 08.10.12, 12:36
    Dziekuje Monia, nie jest latwo, ale dam rade w ostatecznym rozrachunku z zyskiem dla nas wszystkich (taka mam przynajmniej nadzieje).
  • zalosny.jestes 08.10.12, 13:28
    kogoś dla Ciebie wartościowego, kto zamieni ten mrok, w którym jesteś w piękny dzień. Gdyby więcej kobiet miało Twój punkt widzenia to świat byłby lepszy a ja nie musiałbym być mizoginem.
    Pozdrawiam serdecznie.
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • argentusa 08.10.12, 19:10
    i znowu za niegodziwą postawę Żałosnego odpowiedzialne są kobiety. Bo to przecież nie jest JEGO wybór, tylko te okropne baby go "zmusiły" do bycia mizoginem.
    Ech, Żałosny, czy Ty czyasz to, co piszesz?
    NAjlepszego,
    Ar.
  • zalosny.jestes 08.10.12, 12:28
    Cuda jednak się zdarzają...
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • nangaparbat3 08.10.12, 18:43
    OT: dlaczego piszesz "Moich" wielką literą?

    ze wzgledu na dobro Moich dzieci,
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • katja75live 09.10.12, 08:57
    Pisalam z duzej litery, zeby podkreslic, ze chodzi o moje dzieci, a nie wszystkie, kazda sytuacja jest inna i kazda trzeba rozpatrywac indywidualnie. Co jest dobre dla moich dzieci nie musi byc dobre dla dzieci pani X czy Y. Tylko o to mnie chodzilo.
  • qawsedrftg 11.10.12, 22:17
    To notorycznie ostatnio spotykany błąd, wynikający chyba z potrzeby dowartościowania się. "Zadzwoń do Nas", a w aptece: "Zadbaj o Swoje oczy"... tragedia!
  • nangaparbat3 14.10.12, 23:40
    Raczej jednak groteska.
    --
    "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
  • nangaparbat3 08.10.12, 18:41
    ewela1_1 napisała:

    >
    > O tak,taki uklad jest super, pod warunkiem,ze są trzy mieszkania i dzieci miesz
    > kają w "swoim", kupionym na spółkę z ex/exią. Wtedy niech się rozwiedzeni doroś
    > li tułają.
    Ale to wcale nie jest super, bo dziecko nie powinno byc gospodarzem, a rodzic jednak - gościem. To wszystko jest na glowie postawione.


    > -------------
    > "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędz
    > ie" E. Orzeszkowa
    >
    > "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"


    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • zalosny.jestes 08.10.12, 18:56
    bankomat a matka udaje cierpiętnicę i heroizm, bo sama musi dzieci wychowywać.
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • ewela1_1 08.10.12, 19:23

    Jak dziecko gospodarzem?, przecież nie żyłoby samo w tym mieszkaniu....gospodarzami(właścicielami) byliby rodzice, którzy przebywają w mieszkaniu 50/50. Plus posiadają swoje odrębne mieszkania. To są moje rozważania czysto teoretyczne, jak ja fajnie sobie wyobrażam opiekę naprzemienną. Zdaje sobie sprawę, ze w polskiej rzeczywistości raczej trudne do zrealizowania.
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • zalosny.jestes 08.10.12, 12:26
    B/T
    --
    Tak! Jestem MIZOGINEM. To i tak sto razy lepiej niż być kanalią i pijawką chowającą się za dobrem dzieci.
  • luna67 11.10.12, 02:30
    Na koncu gehenny jest zawsze wszystko wporzadku, a jak nie jest; to znaczy, ze ten koniec jeszcze nie zastal. A wiec cierpliwosci.....

    Pozdrawiam



    A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

    no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
    --
  • nandita_7 11.10.12, 08:56
    > Na koncu gehenny jest zawsze wszystko wporzadku, a jak nie jest; to znaczy, ze ten koniec jeszcze nie zastal. A wiec cierpliwości.....

    Myślisz?... Bo zaczynam wątpić.
  • luna67 11.10.12, 19:37
    Nie tylko tak mysle, ale wiem, ze tak jest. I nie powinno sie chowac glowy w piasek, a wrecz przeciwnie; wychylic czolo dumnie do przodu, bo jak tego nie zrobisz to ciebie nikt w szeregu szarej rzeczywistosci nie zauwazy....

    Dziewczyno mam taka nie jedna gehenne za soba i jakos kazda miala koniec, a ze kiedys napewno nastepna sie pojawi, no coz po to sa problemy zeby im sie stawiac i je rozwiazywac....
    --
    A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

    no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
    --

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka