Dodaj do ulubionych

Podwyższenie alimentów po 6 latach

04.11.12, 23:34
Proszę o poradę w kwestii alimentów, bo nie potrafię sie nigdzie doszukać, jak moja sytuacja wygląda od strony prawnej i czy jest sens wnosic pozew o podwyzszenie świadczenia.
Ponad 6 lat temu, w trakcie rozwodu, Sąd przyznał alimenty na moje dziecko w wysokosci 400 zł. W międzyczasie zmieniło się tyle, że wyszłam za mąż, syn rozpoczął edukację, urodziło się drugie dziecko, z którym mamy problemy zdrowotne, z racji tego, ja juz nie wróciłam do pracy, przebywam na urlopie wychowawczym i od ponad 2 lat nie osiagam żadnego dochodu. Zatem reasumując, wydatki nam znacznie wzrosły, a dochody sporo zmalały, bo dawniej dwie wypłaty i jedno dziecko, a teraz dwoje dzieci i jedna wypłata.
W związku z tym zastanawiam się, czy jesli ja nie zarabiam, to mój obecny mąż ma prawny obowiązek przejęcia na siebie mojej części zobowiązania alimentacyjnego, czy w takiej sytuacji przechodzi on w 100% na ojca dziecka.
Będę wdzięczna za jakiekolwiek sugestie.
Edytor zaawansowany
  • inna_nowa_ja 05.11.12, 00:16
    a czy bezrobotnych ojców zwalnia się z obowiązku alimentacyjnego?
    Z drugim dzieckiem masz problemy zdrowotne, mam wrażenie że chcesz aby eks łożył teraz 100% abyś Ty mogła opędzić dwoje, w tym jedno nie jego.
    PIszesz że wydatki Wam wzrosły, litości kobieto masz drugie dziecko z drugim mężem, eks ma obowiązek względem własnego dziecka a nie całej twojej familii.
    Gdybyś jeszcze napisała, że wydatki wzrosły ale względem tego pierwszego dziecka.. w takich przypadkach nie dziwię się że niektórzy Panowie postrzegają nas eks jako hieny.

  • kalpa 05.11.12, 00:29
    Koszty utrzymania rosną wraz z dzieckiem....
    I tata ma nadal obowiązek alimentacyjny bez względu na to, co się dzieje...
    A 400 zł.. hm... nie da sie za to otrzymać całej familii - śmiem twierdzić, że nawet na 1 dziecko to niewiele...i jeśli sąd podniesie trochę alimenty to raczej nadal wystarczać bedą co najwyżej na starsze dziecko, a nie na dwoje...


    --
    Taniec i wiatr to moje żywioły!
  • mayenna 05.11.12, 01:24
    Przesłanką do podwyższenia alimentów jest zmiana sytuacji dziecka - szkoła. Jeśli eks ma możliwości alimentacyjne wieksze i stać go na zapłacenie alimenta w wyższej kwocie to spróbuj.
  • tricolour 05.11.12, 09:02
    To policz ile wzrosły i staraj się o podwyżkę alimentów na skutek wzrostu potrzeb, a nie wydumanych innych potrzeb z racji założenia nowej rodziny.

    Poza tym skoro decydowałas sie na drugie dziecko, to chyba z ołówkiem w reku, a nie "jakoś to bedzie" i najwyżej eks dołoży.
  • logicman 05.11.12, 09:11
    viktoria_kw napisała:

    > W związku z tym zastanawiam się, czy jesli ja nie zarabiam, to mój obecny mąż m
    > a prawny obowiązek przejęcia na siebie mojej części zobowiązania alimentacyjneg
    > o, czy w takiej sytuacji przechodzi on w 100% na ojca dziecka.
    > Będę wdzięczna za jakiekolwiek sugestie.

    Moja sugestia jest taka, iż Twój tok rozumowania zmienia Cię w pijawkę.
    Dziecko utrzymuje oboje rodziców solidarnie, dobrze Ci odpowiedziała Inna - szacunek dla niej.

    Oczywiście 400 zł alimentów to nie szał, jednak to oznacza, że na dziecko jest 800 zł a nie 400zł. Masz szansę na odejście od podziału kosztów 50/50 jeśli ojciec nie interesuje się dzieckiem, nie bierze go do siebie itp.

  • pokopanka 05.11.12, 10:06
    nigdzie nie jest napisane, ze rodzice dzielą się kosztami 50/50
    współuczestniczą proporcjonalnie do możliwości, a nie że jak ojcu zasądzono x, to matka też tyle dokłada i w zw.z tym "koszt" utrzymania dziecka to 2x.
    a jeśli ojciec nie interesuje się dzieckiem, itd, to są wszelkie przesłanki do 90% kosztów po stronie ojca
  • logicman 05.11.12, 10:12
    pokopanka napisała:

    Dlaczego zakładasz, że ojciec nie interesuje się dzieckiem?
    Dlaczego zakładasz, że odejście od podziału 50/50 miałoby być na korzyć kobiety? Może on ma jeszcze gorszą sytuacje materialną?
    Problemy z drugim dzieckiem autorki wątku i jej zmartwienia finansowe to nie sprawa ex'a. Jak kobieta nie jest w stanie utrzymać dziecka, to niech odda ojcu na wychowanie.

    Mentalność pijawek jest taka, że 100% satysfakcji z faktu wychowywania dziecka otrzymuje pijawka, a najlepiej 90% (albo i 100%) kosztów ma ponosić ex.

    Swoim wpisem, świadomie lub nie, wpisujesz się w mentalność pijawki.
  • mayenna 05.11.12, 11:12
    W jednej sprawie masz racje; koszt powiększenia rodziny pani powinna ponieść ona sama i jej nowy mąż a nie ojciec starszego dziecka. Ale jak ona z tym wyskoczy na sali sadowej to pewnie jej to wytłumaczą.
  • viktoria_kw 05.11.12, 15:11
    Dzięki, ale nie trzeba mi tego tłumaczyć, bo nawet jesli nie znałabym przepisów prawa, to jest to dla mnie logiczne. Tylko chodzi mi o to, czy działa to też w drugą stronę, czyli, czy mój aktualny mąż jest zobligowany łozyć na utrzymanie nie swojego dziecka w sytuacji, gdy pojawiło sie jego własne, które potrzebuje znacznie wyższych nakładów finanswoych z powodu swojej choroby?
  • mayenna 05.11.12, 17:02
    Jesteście rodziną a to zobowiązuje Twój syn tez będzie miał moralne zobowiązania wobec ojczyma. Nie będzie to dla niego obca osoba.
  • pokopanka 05.11.12, 16:28
    nie odnosiłam się do sytuacji z wątku, tylko do Twojej sugestii kosztów 50/50 że 400 alimentów to koszt utrzymania dziecka jest na poziomie 800 zł
    nigdzie w krio nie jest zapisane, że rodzice po równo ponoszą koszty współutrzymania
    i oczywiste jest dla mnie wyobraź sobie, że oboje ponoszą koszt
    nie jestem pijawką, generalizujesz
  • triss_merigold6 05.11.12, 09:31
    Nie, zobowiązanie alimentacyjne nie przechodzi w 100% na ojca dziecka tylko dlatego, że Tobie zmieniła się sytuacja rodzinna i finansowa.
    Możesz za to złożyć pozew o podwyższenie alimentów ze względu na wzrost kosztów utrzymania dziecka - jest w szkole, rośnie, ubrania dla starszych dzieci są droższe, ma inne potrzeby edukacyjne i kulturalne niż np. dwulatek.
  • tricolour 05.11.12, 09:38
    ... więc ten wzrost na szkolniaka jest taki bardziej iluzoryczny.
  • mayenna 05.11.12, 10:06
    tricolour napisał:

    > ... więc ten wzrost na szkolniaka jest taki bardziej iluzoryczny.
    Tak?
    W opłacie przedszkolnej jest wliczone jedzenie- w szkole obiady trzeba wykupić osobno lub dać prowiant z domu. W przedszkolu dodatkowe zajęcia są w cenie - teraz dodatkowe zajęcia trzeba opłacić samemu. Dochodzą wydatki na przybory szkolne - co miesiąc trzeba dokupować bo dzieci gubią, zużywają: mundurki, dodatkowe podręczniki/książki, wycieczki klasowe i szkolne, wydatki okolicznościowe: wszelkie mikołajki, andrzejki, choinki, dyskoteki, składki na ksero.
  • mayenna 05.11.12, 10:10
    Zapomniałam: moim gimnazjalistom co miesiąc kupuje buty halówki bo takowych wymaga szkoła, a przy grze w nogę bardzo szybko się niszczą. W szkole też zdarza eis, że giną buty, kurtki,nawet podręczniki w tym roku kradną z plecaków.
  • logicman 05.11.12, 10:15
    Porównywać gimnazjalistę do "wczesnoszkolniaka"? Widzisz w tym sens?
  • mayenna 05.11.12, 10:23
    Wczesnoszkolniak je obiady, chodzi na zajęcia dodatkowe, częściej gubi rożne reczy i nosi mundurek, potrzebuje dodatkowych pomocy szkolnych.
    Jakie widzisz różnice dotyczące szkoły w zależności od wieku?
  • logicman 05.11.12, 10:28
    Koszty przedszkola - ok. 400 zł m-c (państwowe). Daje to ok. 4400 zł/rok (zakładam standardowy miesiąc wakacji przedszkolnych)

    Koszty obiadów w szkole - 60 zł m-c.
    Mundurek, przybory szkolne kupuje się najwyżej co semestr, wyprawkę (poza podręcznikami) można kupić za 100 zł, podręczniki 290 zł. Daje to ok. 1100 zł/rok.

    Dalej uważasz, że przedszkole jest tańsze?

    Różnica wszesnoszkolniak - gimnazjalista -> nieporównywalna, przede wszystkim zdecydowanie więcej idzie na ubrania ("byle czego" nie ubierze), więcej na jedzenie i zajęcia pozaszkolne.
  • mayenna 05.11.12, 11:08
    Nie policzyłeś angielskiego, czy innych zajęć pozalekcyjnych. Nie policzyłeś składek szkolnych, opieki np. logopedycznej, dodatkowych pomocy szkolnych i książek dodatkowych. U mnie na pomoce plastyczne wydaję sporo. Nie ma kosztów kina, składek szkolnych, wycieczek.
    Zaniżyłeś cenę wyprawki szkolonej. sam plecak to koszt 50 -80 zł. Tańszy będziesz musiał kopic jeszcze raz bo się rozpadnie.

    W przedszkolu dziecko je jeszcze dwa posiłki, które zje też w domu więc można je do kosztów nadal wliczać.
    I maluch potrzebuje wicej zmian ubrań, butów niż starszy bo się bardziej brudzi/moczy.
  • logicman 05.11.12, 11:14
    Nawet uwzględniając angielski i "wypasiony" plecak za 100zł przedszkolak wychodzi drożej.

    Natomiast u gimnazjalistów pojawia się problem markowych ciuchów, dobrych butów za 250 zł (sam mam za 180 i 3 razy się zastanawiałem czy to nie za drogo, ale skórzane to długo posłużą) wypasionej komórki i całego tego syfu cywilizacji opartej na konsumpcjoniźmie, bez którego młodzież czuje się wyobcowana i dyskryminowana. Tylko nieliczni się temu opierają.
  • sonia_30 05.11.12, 11:51
    A dlaczego miałby liczyć skoro nie wiadomo czy dziecko na jakiekolwiek zajęcia pozalekcyjne, płatne uczęszcza. Jak się pojawia temat alimentów, z automatu jedzie bicie piany co jeszcze wliczyć można, a wręcz należałoby, podczas gdy w tym konkretnym przypadku słowa nie ma nt. skokowego wzrostu kosztów utrzymania wczesnoszkolniaka, jest natomiast o gorszej sytuacji finansowej matki i trudno oczekiwać by były mąż ponosił tego konsekwencje.
    --
    Odkładając sprawy na później unika się nudy oraz uczucia że nie ma się nic ważnego do zrobienia
  • mayenna 05.11.12, 12:01
    Sońka, nie da się ukryć, że post pani jest bardzo niefajny z etycznego punktu widzenia. Nic też nie napisała o sytuacji eksa. Może on zwyczajnie nie da rady płacić więcej.
    Ale piszemy odpowiedź na zadane pytanie, a ono brzmi czy da się podnieść alimenty po 6 latach jak sytuacja dziecka uległa zmianie: poszło do szkoły. I teoretycznie da się.
  • sonia_30 05.11.12, 12:21
    Nie wiem Mayenna gdzie Ty wyczytałaś takie pytanie, bo ja zauważyłam tylko takie "jesli ja nie zarabiam, to mój obecny mąż ma prawny obowiązek przejęcia na siebie mojej części zobowiązania alimentacyjnego, czy w takiej sytuacji przechodzi on w 100% na ojca dziecka".
    Żeby dywagować czy i o ile da się podnieść alimenty, trzeba mieć wiedzę jak wzrosły koszty utrzymania... bo że u Triss wzrosły, czy u Ciebie wzrosły, jeszcze nie oznacza że w tym konkretnym przypadku też (ja na ten przykład nie zauważyłam wzrostu kosztów przy przejściu z przedszkola do szkoły). Nie mamy bladego pojęcia czy dziecko uczęszcza na płatne zajęcia dodatkowe, a pomysłów nt źródeł wzrostu alimentów padło co niemiara, bo jedna pani z drugą panią płacą za ochronę, konie, słonie, dzikie węże, to na pewno i autorka wątku też.
    --
    Rodzina - grupa osób zbierających się okresowo celem przeliczenia i pobiesiadowania z okazji zmiany ich liczby.
  • logicman 05.11.12, 12:24
    Sonia, to o czym piszesz to sławetna solidarność jajników. Tylko nieliczne kobiety się temu nie poddają - a i te czasem poddają się zupełnie podświadomie.
  • mayenna 05.11.12, 12:29
    Ja zauważyłam takie:Proszę o poradę w kwestii alimentów, bo nie potrafię sie nigdzie doszukać, jak moja sytuacja wygląda od strony prawnej i czy jest sens wnosic pozew o podwyzszenie świadczenia. Proszę o poradę w kwestii alimentów, bo nie potrafię sie nigdzie doszukać, jak moja sytuacja wygląda od strony prawnej i czy jest sens wnosic pozew o podwyzszenie świadczenia. [/i]
    I dowodzę że koszty są na podobnym poziomie.Ale zmieniła się sytuacja dziecka więc można wnosić o podwyżkę.
  • logicman 05.11.12, 10:14
    Mayenna, z mojego doświadczenia - koszty przedszkola są sporo wyższe niż koszty związane ze szkołą i wszystkimi związanymi z tym sprawami. Oczywiście mówimy o wieku wczesnoszkolnym (klasy 1-3), później się to nieco zmienia.

    Tak więc, jeśli dziecko poszło do szkoły, to realne koszty zmalały (chwilowo, na kilka lat).
  • mayenna 05.11.12, 10:25
    logicman napisał:

    > Mayenna, z mojego doświadczenia - koszty przedszkola są sporo wyższe niż koszty
    > związane ze szkołą i wszystkimi związanymi z tym sprawami. Oczywiście mówimy o
    > wieku wczesnoszkolnym (klasy 1-3), później się to nieco zmienia.
    >
    Z mojego doświadczenia wynika, że koszty są porównywalne ale w szokle bardziej rozbite i ukryte.
  • logicman 05.11.12, 10:30
    Akurat jestem z tym na bieżąco, Ty zdaje się już jesteś sporo po tym etapie wink
  • mayenna 05.11.12, 11:10
    logicman napisał:

    > Akurat jestem z tym na bieżąco, Ty zdaje się już jesteś sporo po tym etapie wink
    Tak, jestem samotną singielką w wieku 80 latsmile)
  • logicman 05.11.12, 11:16
    smile
    Dzięki za uśmiech, który mi nieświadomi sprezentowałaś serwując ten tekst.
  • noname2002 05.11.12, 11:27
    Ja jestem na bieżąco, dziecko w IV klasie, koszty utrzymania porównaniu z przedszkolem wzrosły, bo
    -je duuużo więcej niż będąc w przedszkolu
    -ubrania i buty są droższe, buty mu się bardzo szybko zużywają.
    Opłata przedszkolna odeszła w I klasie ale za to wydatki na jedzenie wzrosły.
    A koszty wyprawek? same podręczniki w tym roku to 500zł. Noszą tyle książek, że musiałam nowy plecak kupić, bo w poprzednim urwały się naramkiuncertain
    O tym że gry, książki czy klocki LEGO są droższe od zabawek dla małych dzieci to już nie będę się rozpisywać.
  • logicman 05.11.12, 11:30
    A owszem, tak od 4 klasy to już zaczyna się inny etap. Pisałem o wczesnoszkolniakach 1-3 z akcentem na początek tego okresu po-przedszkolnego.
  • sonia_30 05.11.12, 11:15
    Ale pani nie pisze, że wzrosły koszty utrzymania starszego dziecka, tylko kombinuje jak tu eksa wrobić w rozwiązanie problemów finanswoych wynikających z faktu, iż nie pracuje, bo opiekuje się dzieckiem z drugiego małżeństwa. Nie ma co zatem tworzyć fikcji...
    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko że czasami jest to wieko od trumny
  • logicman 05.11.12, 11:17
    Właśnie - ale co symptomatyczne, tylko nieliczne Panie to zauważyły.
  • triss_merigold6 05.11.12, 11:40
    Bo pewnie dopóki pracowała te 200-300 zł nie robiło jej różnicy, a teraz robi - koszty utrzymania wzrosły, dochody spadły.
    Bez względu na to jaka jest jej motywacja alimenty w wysokości 400 zł to żenada.

    Mam dziecko w II klasie podstawówki, za zajęcia dodatkowe płacę 200 zł miesięcznie, obiady w szkole to ok. 80 zł. Syn wszedł w rozmiarówkę młodzieżową 134-140 cm i te rzeczy są już sporo droższe od rozmiarówki do 128 cm. Same składki szkolne rocznie to 100 zł RR, 100 zł świetlica i 100 zł ochrona, do tego ubezpieczenie i fundusz klasowy co miesiąc. Sorry, każda wycieczka, bilet do teatru czy do kina też kosztują.
  • logicman 05.11.12, 11:47
    A gdzie świetlica jest płatna? 100 zł to może na rok - składka na napoje dla dzieci.
    Wysyłasz dziecko do prywatnej szkoły czy jak?

    W przedszkolu tez były koszty dodatkowe, ubezpieczenie, wycieczki itp.
    O tym co ile kosztuje nie musisz mi pisać, bo doskonale się orientuję, tez mam syna w 2 klasie. Koszty wszelkich zajęć pozaszkolnych sam finansuję.

    Autorka wątku nic nie napisała o zakresie opieki i finansowania potrzeb dziecka poza alimetami, tak więc cała ta dyskusja to bezsensowna dywagacja. Faktem jest tylko to, że ex'a nie może obciążać wzrostem własnych kosztów wynikających z powiększenia rodziny czy choroba młodszego dziecka. Zresztą jak tu słusznie zauważono, sąd jej to uświadomi, jesli wyskoczy z takimi argumentami.
  • triss_merigold6 05.11.12, 11:53
    Napisałam, że za rok.
    Dlatego autorce napisałam, że ma motywować podwyższenie alimentów wzrostem kosztów utrzymania dziecka, a nie swoją sytuacją rodzinną.
    Mój eks nie finansuje kosztów zajęć dodatkowych, z trudem można go zmusić, żeby zabrał syna na tydzień wakacji, bo marudzi, że nie ma pieniędzy.
  • logicman 05.11.12, 11:59
    triss_merigold6 napisała:

    > Mój eks nie finansuje kosztów zajęć dodatkowych, z trudem można go zmusić, żeby
    > zabrał syna na tydzień wakacji, bo marudzi, że nie ma pieniędzy.

    Kiedyś będzie tego żałował. Ale będzie już za późno.
  • mayenna 05.11.12, 11:55
    logicman napisał:

    > A gdzie świetlica jest płatna? 100 zł to może na rok - składka na napoje dla dz
    > ieci.
    > Wysyłasz dziecko do prywatnej szkoły czy jak?
    Płatna świetlica jest jak najbardziej w państwowej szkole. Nazywa się to składka na zakup potrzebnych pomocy.
    Ale pani nie pracuje wiec jej ten koszt nie-dotyczy.
  • logicman 05.11.12, 12:03
    No właśnie o tym pisałem jak o "składce na napoje". U mojego młodego było to akurat 50zł/rok, łącznie napoje i pomoce. Myślę, że tu też sporo zależy od Urzędu Miasta, gdy jest duże dofinansowanie szkół, to mniejsze koszta są przerzucane na rodziców.
  • mayenna 05.11.12, 12:09
    A ja o tym pisałam mówiąc że koszta w szkole są rozdrobnione i nieoficjalne.
    Policzyć wszystko skrupulatnie i dokładnie, i możliwe że dobijemy do tych 4 tys rocznie.
  • logicman 05.11.12, 12:13
    Nie Mayenna, akurat niedawno robiłem sobie takie porównanie kosztów między przedszkolem a 1 klasą. W 2 czy 3 jest podobnie. Może w 3 podręczniki o kilkadziesiąt PLN droższe.
  • tata_tomek 06.11.12, 18:17
    logicman napisał:

    > A gdzie świetlica jest płatna? 100 zł to może na rok - składka na napoje dla
    > dzieci.
    > Wysyłasz dziecko do prywatnej szkoły czy jak?

    Niekoniecznie.
    Podstawówka w warszawskiej dzielnica Śródmieście:
    * obiady 7 zł, czyli np. listopad = ok. 140 zł
    * świetlica 70 czy 75 zł za semestr
    * RR na szkołę - zadeklarowana 10 zł / m-c
    * + składki klasowe czyli na coś tylko na klasę a nie na szkołę: 10 zł / m-c

    Dzielnicę podaję bo to ma znaczenie: od tego roku szkolnego niektóre dzielnice zrezygnowały z prowadzenia stołówek w szkołach swoimi siłami (kucharkami) na rzecz ajencji lub kateringu. To właśnie taki przypadek, może w innych dzielnicach jeszcze jest taniej (tu było przedtem 4 zł). Nie wiem jak w innych miastach.

    --
    Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu, że masz plany na życie...
  • logicman 06.11.12, 19:37
    Nawet jeśli obiady by były po 10zł dziennie to i tak wyjdzie taniej niż przedszkole.

    Przedszkole to koszt minimum 400 zł/mc, w wielu miastach jest drożej + składki na ubezpieczenie, imprezy okolicznościowe, wycieczki. Daje to minimum 4500 zł/rok (tzn.
    11 m-cy).
  • mayenna 06.11.12, 19:42
    U mnie przedszkole to góra 300 zł ze wszystkim.
  • malgolkab 06.11.12, 22:19
    mayenna napisała:

    > U mnie przedszkole to góra 300 zł ze wszystkim.
    u mnie też - duże miasto w aglomeracji śląskiej
  • triss_merigold6 07.11.12, 09:56
    Mnie przedszkole ze wszystkim (składki, Mikołajki, ubezpieczenie itd.) kosztowało ok. 450 zł miesięcznie ale w przedszkolu dziecko miało 3 posiłki (w tym dwudaniowy obiad), a nie jeden.
  • tricolour 05.11.12, 15:13
    ... te wszystkie Twoje wyliczenia dodatkowych wydatków szkolnych dały 300zł miesięcznie. Na obiady, zajęcia dodatkowe, składki, świetlicę i ochronę.

    A przedszkole ile kosztuje? Trzy stówy? A może blisko tysiąc?
  • kobieta306 05.11.12, 10:12
    idż do sądu, bo do stracenia raczej nic nie masz. Warto spróbować.
  • zalosny.jestes 12.11.12, 10:57
    ująć. Idź do sądu. Co masz do stracenia? Nic. Nawet pozew to kartka papieru...a z drugiej strony adwokat, stracony czas, udowadnianie starań itp. Uważam, że prawo powinno być tak zaostrzone, że w przypadku stwierdzenia, że kanalia składa wnioski dla sportu powinno się jej odbierać prawo do opieki nad dzieckiem. To jest KRADZIEŻ w majestacie prawa.
    --
    Lost in the Past
  • viktoria_kw 05.11.12, 14:01
    Widzę, że do niektórych, bardziej rozsądnych i myślących dotarło, to, co starałam się w telegraficznyhm skrócie przekazać w tych kilku faktach, ale chyba większość znalazła kolejną okazję do tego, aby bić w tym wątku swoja pianę i choć nie mam zamiaru się tłumaczyć ze swojego toku rozumowania, to przykre jest to, że osoby te śmią oceniać kogoś zupełnie sobie obcego swoją miarą i określać mianem pijawki.

    Wydawało mi się logiczne to, że skoro minęło 6 lat i dziecko poszło do szkoły, to koszty jego utrzymania i wydatki z tym związane znacznie wzrosły i ten kto ma dzieci chyba doskonale zdaje sobie z tego sprawę no i ten kto chciał zrozumieć, to pojął, co zawiera się w tej treści, wiec nie widziałam sensu rozwijania tego stwierdzenia.

    Druga kwestia, o której wzpomniałam, czyli pojawienie się drugiego dziecka.
    Owszem mojego eks nie musi obchodzic ani fakt, ze ono istnieje ani tym bardziej to, ze jest chore i sporą częśc naszych wydatków pochłaniają koszty z tym związane, ale juz to, że JEGO dziecko na tym cierpi i znacznie obniżył sie standard JEGO życia, czyli ten, do którego było wcześniej przyzwyczajone, chyba nie powinno być mu obojętne, tym bardziej, że sam żyje na na prawde wysokim poziomie, osiąga bardzo wysokie dochody i nie ma na utrzymaniu nikogo oprócz własnej osoby, więc stać go na wszystko. I wcale nie chodzi o to, żeby go wydoić do ostatniej kropli, bo gdyby zależało mi na wyssaniu z niego, tego, na co sam pracuje, to mogłabym starać się o to juz duzo wczesniej, bo 6 lat to chyba spory kawałek czasu w zyciu dziecka i oczywiste jest to, ze koszty jego utrzymania w tym czasie cały czas wzrastały.
    Jednak, dopóki pracowałam, oboje z mężem bylismy w stanie zapewnic mu taki standard życia, w jakim wzrastał od chwili narodzin, więc nie było potrzeby domagać się wyższych alimentów od eksa, bo choc jego 400 zł nie było nawet 50% wkładem w wychowanie dziecka, to było nas stać na to, aby nie domagac się większej kwoty.
    Jednak zrozumiałe jest chyba to, że w chwili pojawienia się drugiego dziecka, mój mąż jemu równiez musi zapewnic godziwe warunki do życia, wiec wydatki na NIE JEGO dziecko, jak równiez swoje własne potrzeby musielismy zredukowac i chyba dzieje sie tak w kazdej rodzinie, która zwiększa swoją liczebnosc i pewnie nie byłoby w tym nic bulwersującego, gdyby dotyczyło to "normalnej" a nie "kombinowanej" rodziny. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że jego ojciec żyje ponad stan, wozi się po całym świecie, kupuje same markowe ciuchy, perfumy, wypasione telefony i inne gadżety, podczas gdy nas nie stac nawet na kupowanie nowych ubran dla jego dziecka (tylko uzywanych), na zabawki, pomoce naukowe, ani na zapewnienie mu raz w roku wypoczynku wakacyjnego, nawet w jakiejs dziurze, bo o wakacjach w krajowych czy zagranicznych kurortach nawet nie marzę, staje się to dla dziecka trochę przykre.
    Czy według Was jest to uczciwe wobec JEGO własnego DZIECKA? I od razu dodam, jak to ktos słusznie na początku tego wątku zauwazył, ze za jego alimenty nie próbuję ustawić całej rodziny ani nawet drugiego dziecka, tylko nie chcę, żeby syn aż tak drastycznie musiał odczuwać na sobie obecnosć swojego młodszego rodzenstwa. No i przede wszystkim, jak kto inny równiez zaznaczył, wiedziałam, ze decyzja o drugim dziecku wpłynie na uszczuplenie wydatków na całą rodzinę, bo to co było wczesniej dla 3 osób, teraz trzeba podzielic na 4 i odjąc jeszcze 50 %, ale nie planowałam równiez, ze drugie dziecko bedzie chore, bo kto takie rzeczy planuje i że nie bede mogła wrócic do pracy.

    No i ostatnia juz chyba kwestia. Ojciec interesuje sie synem, ale poniewaz przebywa na stałe za granicą, ich kontakty są znacznie ograniczne i widuja sie tylko 2-3 razy w roku.

    Dziękuję tym, którzy chcieli pomóc, tym bardziej złośliwym i ironicznym równiez dziękuję, bo po raz kolejny przywołali mnie do rzeczywistosci, czyli uswiadomili fakt, ze dochodzenie swoich praw, to zawsze droga przez męki i zajadła walka, dlatego pewnie albo skorzystam z pomocy znajomego prawnika albo sobie odpuszcze próby przywrócenia swojemu synowi dawnych realiów zycia. Moze nie bedzie miał mi kiedys za złe, ze nie zawalczyłam o to, aby miał normalne wakacje, jak jego koledzy, którzy wracajac we wrzesniu do szkoły ekscytuja sie tym gdzie byli, co widzieli i jakie przywiezli sobie pamiatki. Tylko najbardziej przykre w tym wszystkim jest to, że kiedys to miał i musiał zostac tego brutalnie pozbawiony, bo chyba łatwiej jest czegos nigdy nie doswiadczyc niz miec to potem odebrane, przynajmniej tak mi sie wydaje.


  • mayenna 05.11.12, 14:11
    Zaproponuj eksowi, żeby zadbał o wakacje dziecka. Może dobrowolnie odciąży cię trochę?
  • smutnyaniol 05.11.12, 14:23
    No proszę was jak można używać takiego argumentu. Albo dołożysz kasę albo twojemu dziecku będzie gorzej bo nasze nowe dziecko pochłania wiekszośc pieniędzy. To chore.
    Skoro nie możesz pracowac z powodu choroby dziecka to zglos sie po zasilek pielegnacyjny. zawsze to jakis dochod, moze nie duzy ale czesc kosztow pokryje.
  • viktoria_kw 05.11.12, 21:19
    Dziękuję za podpowiedź. Dowiem się jakie mamy szanse na uzyskanie tego zasiłku i jakie warunki trzeba spełnić.
  • viktoria_kw 05.11.12, 21:17
    Dzięki za sugestię, ale w tej kwestii raczej trudno na niego liczyć, juz od kilku lat obiecuje synowi, że zabierze go ze sobą na wakacje i niestety na obietnicach sie zawsze konczy, więc przestałam się juz łudzić.
  • mayenna 05.11.12, 21:32
    viktoria_kw napisała:

    > Dzięki za sugestię, ale w tej kwestii raczej trudno na niego liczyć, juz od kil
    > ku lat obiecuje synowi, że zabierze go ze sobą na wakacje i niestety na obietni
    > cach sie zawsze konczy, więc przestałam się juz łudzić.
    Porozmawiaj z nim zanim wniesiesz o podwyżkę. Może zrozumie sytuację i sam da coś od siebie dziecku.
  • viktoria_kw 06.11.12, 19:39
    Miałam własnie taki zamiar, ale mój eks jest człowiekiem, który musi mieć przedstawione twarde argumenty, zgodne z tym, co przewiduje w danej sytuacji prawo, wiec ja sie musze po prostu do tej rozmowy przygotowac i tylko dlatego ten cały watek, bo liczyłam po prostu na rzeczową i odpowiedź.
  • zegnaj_kotku 05.11.12, 15:20
    400 zł to małą kwota - masz prawo wnosić o jej powiększenie.
    Może uda Ci się z exem porozumieć by finansował wyjazdy synka na wakacje czy ferie? A może sam by z nim gdzieś wyjechał? Piszesz, że mieszka za granicą ale chyba może cześć urlopu spędzić z dzieckiem?

    --
    "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
    Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
  • viktoria_kw 05.11.12, 21:23
    No własnie... jak juz napisałam wyżej - eks od kilku lat obiecuje synowi wspólne wakacje, ale jeszcze nigdy nie wywiązał się z tych obietnic. Szkoda tylko dziecka, bo najpierw mu w głowie namąci, a potem my zostajemy z rozczarowanym dzieckiem.
    Znasz to powiedzenie "krowa która duzo ryczy mało mleka daje"? No, to własnie świetnie charakteryzuje podejscie mojego eksa do dziecka (oczywiscie nie w kazdej sytuacji, bo byłabym niesprawiedliwa), ale zdarza się raz na jakis czas.
  • tricolour 05.11.12, 15:24
    ... bo z faktu, że dziecko idzie do szkoły wcale nie wynikają większe koszty utrzymania. Odpada opłata za przedszkole, która ile wynosiła w Twoim przypadku? Jakoś celowo omijasz ten temat, bo chyba niewygodny. Zresztą alimenty się wylicza. Nie pisze poematów na temat ich wysokości tylko bierze kartkę, spisuje i podsumowuje.

    Poza tym jest wyjątkowo niesmaczne, że nie mogąc wykazać zwiększonych potrzeb na starsze dziecko, jako argumentu za podniesieniem alimentów używasz faktu "okradania" tego dziecka na finansowanie leczenia drugiego. Wykazujesz w ten sposób niezbicie, że alimentów na starsze dziecko używasz do innych celów.

    Słowem tez nie napisałaś, że zwyczajnie zaczęłaś ten temat od normalnej rozmowy z eksem, a od tego powinno się zacząć.
  • noname2002 05.11.12, 17:55
    Wykazujesz w ten sposób
    > niezbicie, że alimentów na starsze dziecko używasz do innych celów

    Tak, za te 400zł zdrowo z nowym mężem i dzieckiem sobie poszaleli. Przecież wyraźnie napisała że wcześniej PRACOWAŁA i z nowym parterem dokładała więcej do utrzymania dziecka. Teraz z powodu choroby młodszego dziecka nie pracuje a potrzeby starszego rosną więc chce wnieść o podwyżkę. Dopiero co mężczyźni na tym forum dowodzili że jak się mężczyźnie w nowym związku urodzi dziecko to sąd powinien zmniejszyć alimenty na dziecko/dzieci z poprzednich związków. W drugą stronę to nie działa?

  • yoma 05.11.12, 19:53
    Noname, to nie tak. 400 zł na dziecko to oczywiście nie jest powalająca kwota i można spoko wnosić o jej podwyższenie, z szansami na powodzenie. Natomiast argumentacja autorki wymiata.

    Bo to jest tak, jakby eks autorki się ożenił i wystąpił o alimenty od autorki, bo mu standard spadł. Czy autorka uznałaby tę niewątpliwą rację, czy też spuściłaby eksa na drzewo?
    --
    Kobyła ma mały bok
    Ogrodnik ma wielki łeb, jest ślepy, lubi dobrze zjeść i czyta Herriota
  • viktoria_kw 05.11.12, 22:19
    Ok, masz rację, argumentacja moze śmieszna, ale pamiętam, że istnieje (bądź istniał) taki paragraf, który wyraźnie mówił o tym, że rozwód rodziców nie powinien wpłynąc negatywnie na dotychczasowy standrad zycia dziecka i nie powinien odbiegać w znaczący sposób od poziomu, na jakim oboje żyją po rozwodzie.
    Dla mnie też było to zaskakujące, bo sama bym na to nie wpadła, a jednak nawet krio to przewiduje. Być moze ten przepis jest martwy i nikt go nie respektuje, ale dlatego własnie poszłam w tym kierunku, bo byłam przekonana, że na tym forum wypowie się ktoś, kto ma w tej kwestii doświadczenie.
    Fakt, że koszty utrzymania syna wzrosły nie stanowią dla mnie żadnego problemu do udowodnienia przed sądem, dlatego w tym temacie nie potrzebowałam porady i moze stąd mój post został źle zinterpretowany. Ja chciałam się tylko dowiedzieć, czy fakt, ze ja nie mam dochodów, że mąż ma teraz "swoje" dziecko i w związku z tym nie jestesmy juz w stanie wydawac tyle na starszego syna, co wczesniej, moze byc dodatkowym argumentem w sprawie. I tylko tyle. A tu od razu podniosły sie krzyki, obelgi i lincz.
  • cozzycie_80 05.11.12, 22:53
    Z Twojego początkowego wątku, wynikało, że chcesz podnieść alimenty, bo masz chore dziecko i nie masz pracy. Co faktycznie jest troche nie halo.
    Ale nie zmienia to faktu, że te 400zł jest kwotą śmieszną, jeżeli ojciec ma większe możliwości.
    Ale też trzeba pomyśleć zanim sie coś napisze, a nie się później obrażać bo ktoś napisał, że jestem "niefajna".
    A Zielona.wrona to się uaktywnia tylko w przypadku takich postów (alimenty) i chyba tylko po to żeby sobie poprawić nastrój, dowalając komuś. I te śmieszne wpisy o oddawaniu dzieci do tatusiów. A dziecko to jest jakaś bluzeczka, zeby tak sobie je oddawać bo mi sie już nie podoba. Na Boga!!!!!!!!!!!!!!!
  • viktoria_kw 05.11.12, 23:50
    Dziękuję za doinformowanie. Masz rację, źle sprecyzowałam swój pierwszy post i teraz rozumiem tę gromką wrzawę. Nie miałam na celu jej wywołanie, ani tez robienie z siebie cierpiętnicy, tylko uzyskanie informacji na temat stosunku prawa do takiej sytuacji.
  • sonia_30 05.11.12, 23:12
    W Twoim przypadku rozwód nie wpłynął... Twoja obecna sytuacja finansowa, a co za tym idzie standard w jakim żyje dziecko, jest pochodną Twoich decyzji porozwodowych i splotu okoliczności. Skup się na kosztach utrzymania, bo to jest clou sprawy.
    --
    Piorunochron na szczycie wieży kościelnej jest najlepszym dowodem na to, że wszyscy miewamy czasami wątpliwości
  • viktoria_kw 05.11.12, 23:58
    Bardzo dziękuję za rzeczową odpowiedź, ale muszę jeszcze nadmienić, iz to nie do konca tak z tym, ze rozwód nie miał wpływu. Nie miał, bo ja i moje starania do tego nie dopusciły, a nie pomoc ojca, który tez powinien sie poczuwac do zapewnienia dziecku tego bytu.
    Jego 400 zł to tak na prawde od samego początku było kropla w morzu potrzeb i tylko dzięki najpierw pomocy moich rodziców, a potem mojego męża syn miał zapewnione godziwe warunki życia, bo ojciec nie podjął w tym kierunku żadnych wysiłków, a jeszcze tylko targował sie na sali rozpraw o zmniejszenie alimentów o 100 zł.
    Zatem, tak na prawdę to gdyby nie pomoc osób, które nie były zobligowane do łozenia na dziecko, to rozwód przyczynilby sie do znacznego pogorszenia sytuacji zyciowej dziecka i mojej. Ale rozumiem, ze prawo nie działa wstecz.
  • mayenna 06.11.12, 07:53
    Otóż dziadkowie są zobligowani do pomocy córce i wnukowi. Twój mąż też. Nie zwalnia to ojca dziecka z łożenia na nie, ale nie używaj tego argumentu na sali sądowej.
    Skup się na tym, że wydatki na dziecko wzrosły i na wykazaniu że eksa stać na proponowaną kwotę alimentów.
  • viktoria_kw 06.11.12, 19:44
    Dzięki za uświadomienie, tak jak juz wczesniej wspomniałam, nie jestem oblatana w prawie rodzinnym, bo mi to nigdy do niczego wczesniej nie było potrzebne, ale na pewno nie nawiązywałabym juz na sali sądowej do tego, co było, bo było mineło, a prawo przeciez nie działa wstecz, wiec to juz nie ma znaczenia. Napomknęłam o tym tylko po to, zeby pokazac, ze zawsze są dwie strony medalu i raz na wozie, a raz pod wozem.
    Poza tym byłam przekonana, ze w pierwszej kolejnosci obowiązek alimentacyjny spoczywa na rodzicach, jesli oboje zyja, a nawet jesli jedno z nich nie jest w stanie łozyc na utrzymanie dziecka, to dopiero wtedy zobowiazanie to przechodzi na jego rodziców, czyli w tym przypadku na rodziców eksa, a nie moich. Przynajmniej tak cały czas myslałam.
  • yoma 06.11.12, 11:52
    > istnieje (bądź ist
    > niał) taki paragraf, który wyraźnie mówił o tym, że rozwód rodziców nie powinie
    > n wpłynąc negatywnie na dotychczasowy standrad zycia dziecka i nie powinien odb
    > iegać w znaczący sposób od poziomu, na jakim oboje żyją po rozwodzie.

    Owszem, rozwód nie powinien. Ale u ciebie rozwód nastąpił sześć lat temu, nie teraz. Nie ma żadnego paragrafu, który mówi, że drugie małżeństwo rodzica dziecka nie może wpłynąć na obniżenie standardu życia dziecka - ani takiego, który mówi, że drugi rodzic dziecka powinien partycypować finansowo w tym małżeństwie.

    smile

    Czego mi brakuje u ciebie, to jakiejkolwiek próby rozmowy z eksem. Rozmawiałaś czy poleciałaś od razu na forum?
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyjebig_grinDD
  • viktoria_kw 06.11.12, 19:58
    Jak juz wspomniałam przed chwilą gdzies powyzej: ja od samego początku miałam zamiar porozmawiac z eksem, ale musze sie do tej rozmowy przygotowac merytorycznie, bo jak sama zauwazyłas moje argumenty nie maja poparcia w przepisach, a ja po prostu potrzebuje dla eksa solidniejszego uzasadnienia niz to, ze wzrosły koszty utrzymania dziecka, bo dla niego to fikcja, bo przeciez skoro przez 6 lat mi wystarczało, to cóz tak nagle mogło podrozec. Zrozum to, ze on nie ma pojecia o kosztach jakie wiązą się z wychowywaniem dziecka, bo tak na prawde nigdy sie w to nie angazował i na ile był w stanie tego doswiadczyc, skoro strzelił w kopyto, gdy syn miał niespełna rok, w ciągu którego równiez więcej go w domu nie było niz był. To tak, jakby tobie ktos wyliczył koszty utrzymania wieloryba w przydomowym basenie.
    Poza tym kwestia jest jeszcze tego typu, ze on od wielu lat zyje w innym kraju, nie ma pojecia o tym, jakie sa teraz realia w Polsce, jaka jest inflacja, jakie podwyzki energii, wody, paliwa, żywnosci, ile kosztuje odziez dzicięca itd. itd. On nie ma o tym pojęcia, bo mu to do niczego nie jest potrzebne. Czy ty sie interesujesz ile kosztuje zycie przecietnej rodziny w Chinach? Domyslam sie, ze nie. No wiec jego tak samo nie interesuje to ile kosztuje zycie dziecka w Polsce.
  • chalsia 06.11.12, 21:42
    > ie, bo jak sama zauwazyłas moje argumenty nie maja poparcia w przepisach, a

    Ty chyba nie przeczytałaś mojego postu
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • malgolkab 06.11.12, 22:27
    viktoria_kw napisała:

    > bo przeciez skoro przez 6 lat
    > mi wystarczało, to cóz tak nagle mogło podrozec.

    No i wcale mu się nie dziwię - 6 lat pasowało, a nagle nie, bo się nowe dziecko urodziło - tak to z zewnątrz wygląda. I nie żołądkuj się tak, bo akurat obce osoby, które nie są z Tobą związane emocjonalnie, mogą ocenić obiektywnie.
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:38
    Przez 6 lat wystarczało, bo resztę dokładali najpierw dziadkowie, potem ja miałam dobrą prace, potem dokładal sie jeszcze M., a teraz dziadkowie juz nie dokładają, ja nie mam pracy, a M. zaczął utzrymywac jeszcze kogos oprócz syna eksa. Dlatego nie przestało wystarczac dlatego, ze sie pojawiło drugie dziecko, tylko dlatego, ze ja nie mam pracy.
    Porazające dla mnie jest to, jak dla niektórych 3+5 = 2. Uczepiliscie sie tego dziecka jak jakies sępy padliny.
  • malgolkab 07.11.12, 09:33
    viktoria_kw napisała:

    > Porazające dla mnie jest to, jak dla niektórych 3+5 = 2. Uczepiliscie sie tego
    > dziecka jak jakies sępy padliny.

    Nie, chcemy Ci tylko pokazać jak odbierze Twoje argumenty ex i sąd.
    Jak widać - nie da się...
  • viktoria_kw 05.11.12, 21:50
    Tak, z pewnością działam z takim wyrahowaniem i premedytacją, że celowo ukryłam przed forumowiczami fakt, że moje dziecko chodziło raptem pół roku do przedszkola, za które płaciłam 400 PLN + jakąs tam kwotę za dodatkowe zajęcia i wyżywienie (wybacz, że moje zeznanie majątkowe jest niepełne, ale już ponad 4 lata minęły, jak syn nie chodzi do przedszkola). No i jakos mało skrupulatna byłam i nieprzewidująca, żeby zbierać wszystkie pokwitowania, z którymi mogłam już wtedy pójśc do sądu, aby domagać się podniesienia alimentów, ale wtedy na szczęście nie było takiej potrzeby.
    Tak więc przykro mi to stwierdzić, ale wychodzi na to, że te ochłapy, które mój eks dawał na dziecko, tak na prawde nie wystarczały nawet na pokrycie kosztów przedszkola, nie mówiąc juz o ubraniach, zabawkach, wyżywieniu, rachunkach, czynszu itp.
    A to, że alimenty się wylicza, to ja świetnie zdaję sobie z tego sprawę, bo gdy kilka lat temu zakładałam sprawę o ich podwyższenie, to w załączeniu do pozwu były wszystkie wyliczenia wykonane w arkuszu kalkulacyjnym. Jednak do sprawy nie doszło, bo eks uprosł mnie, zebym ten pozew wycofała, bo on będzie sam od siebie dawał więcej, więc z racji, ze jestem osobą ugodową, zgodziłam sie na takie rozwiązanie, niestety z marnym skutkiem.
    Ja rozumiem, że możesz czuć niesmak z powodu moich argumentów, ale rzeczywiste koszty to ja będę wykazywać przed sądem, a nie na forum. Stwierdziłam tylko, że takowe miały miejsce i na prawde nie musisz się trudzić w ich udokumentowanie, bo to juz jest moje zmartwienie przed sądem.
    > Wykazujesz w ten sposób
    > niezbicie, że alimentów na starsze dziecko używasz do innych celów.
    No wiesz, chyba powinieneś/powinnaś być prawnikiem, skoro na podstawie moich dwóch postów uzyskałes/aś juz niezbite dowody na to, że za te 400 zł szalejemy całą rodzina. Gratuluję! Ale poszalelismy, hoho smile
  • tricolour 05.11.12, 23:32
    ... gdy cytujesz KRiO, że niby rozwód nie powinien wpływać na poziom życia alimentowanego dziecka gdy to nie rozwód wpłynął, tylko wręcz przeciwnie: nowe małżeństwo i nowe dziecko.

    Ale jak Ty przed sądem wykażesz konieczność podwyższenia alimentów gdy sama nie pracujesz i nie masz żadnych dochodów? Toż sąd od razu o to zapyta i wyjdzie, że jesteś mężatką i masz nowe dziecko i to właśnie przez nie potrzebujesz pieniędzy. Poza tym nawet gdy sąd podniesie alimenty do tysiąca złotych, to i tak to jest mało na czteroosobową rodzinę żyjąca z jednej wypłaty.
  • viktoria_kw 06.11.12, 20:10
    Owszem rozwód nie wpłynął, bo dzięki staraniom moim i moich bliskich dziecko tego nie odczuło, ale tatus niestety do tego sie nawet nie poczuwał, choc powinien byc bardziej zobligowany niz inni krewni. Gdyby nie splot wczesniejszych okolicznosci i pomoc rodziców, to pewnie juz dawno byłabym zmuszona wnosic o podwyzszenie tych alimentów, a tak to po prostu odwlekło sie tylko w czasie.

    Człowieku, czy ty na prawde jestes takim strasznym intrygantem! Alez po co ja miałabym przed sądem ukrywac, ze jestem męzatką i mam drugie dziecko. Toz ja przeciez mam zamiar wspomniec o tym w swoim oficjalnym pozwie, wiec nic nie bedzie wychodziło w trakcie tylko bedzie juz wiadomo przed sama rozprawą. Tez mi wielka sensacja, ze młoda kobieta ułozyła sobie ponownie zycie.
    A jesli sąd podniesie alimenty nawet do 1 tys zł, to i tak mój M. bedzie pokrywał reszte wydatków na starszego syna, bo wierz mi, ze w chwili obecnej ten tysiac to mało nie tylko na 4 osobowa rodzine, ale i na potrzeby dziecka. Wystarczy, ze na jedzenie dla niego przeznaczamy ok. 500 zł miesięcznie ( i to tak skromnie), kolejne 400 zł/m-c to rehabilitacja, a 240 zł - korepetycje, a gdzie reszta wydatków? Ksiązki, ubrania, woda, prąd, opał, wywóz nieczystosci, środki higieny osobistej, wycieczki szkolne, urodzinowe prezenty dla kolegów (no chyba, ze mam dziecka pozbawic juz wszelkich przyjemnosci, albo dziergac kazdemu po kolei szaliczki na drutach).
    Sorry, ale jak dla mnie, to ktos, kto nigdy nie miał u siebie dziecka na wychowaniu, nie ma bladego pojęcia o tym "ile kosztuje dziecko".
  • sonia_30 06.11.12, 20:42
    Rozwód nie wpłynął, bo ex był bezrobotny.. starania Twoich bliskich to jest inna bajka.
    A wyliczenie kosztów to masło maślane - mieszasz w nie utrzymanie całej rodziny, w tym rehabilitację młodszego, podczas gdy powinny być skalkulowane li i jedynie faktycznie ponoszone na starszego syna wydatki. No i jeszcze jeden szczegół tak na marginesie - korepetycje dla 3-klasisty? Moje dziecię kończy podstawówkę, w jego klasie jest parę osób korzystających z korepetycji, ale z tego co się orientuję w klasach 1 - 3, a nawet i 4, nie było takowych przypadków. Program szkoły podstawowej jest zdecydowanie ogarnialny dla osoby posiadającej przeciętne wykształcenie, z czasem chyba problemów nie masz, chyba niespecjalnie ogarniam tę pozycję kosztową, przy zdecydowanie napiętym budżecie domowym i dostępnych w każdej szkole zajęciach reedukacyjnych.
    400 zł alimentów to śmieszna kwota, ale jak przefajnujesz z argumentacją, tak jak tu na Forum, polegniesz w rozmowie z exem.. Wątek rozrósł się na ponad 100 postów, wskazówek jest sporo, a ty nadal kombinujesz jak koń pod górę.
    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko że czasami jest to wieko od trumny
  • viktoria_kw 06.11.12, 21:20
    No i kolejna alfa i omega tego forum przemówiła!
    Proszę was ludzie, nie nadinterpretujcie moich wypowiedzi, nie dopowiadajcie sobie własnych wydumanych historii i faktów!
    To, co napisałam dotyczy mojego STARSZEGO syna. Owszem, młodszy jest chory, ale czy to oznacza, ze ze starszym nie mam zadnych problemów zdrowotnych, nie jest kaleką, ale tez wymaga pewnych długofalowych zabiegów, a NFZ refunduje tylko 3-tyg. turnusy.
    A reszta kosztów, to niby jakie utzrymanie całej rodziny? 1/4 rachunków za media? Że niby my 4 zużywamy tyle samo wody, co zuzylibysmy będąc we troje? Pokój starszaka tez ogrzewamy, nie zakręcam mu kaloryferów na zimę! Aż takim potworem nie jestem jakim mnie juz okrzyknęliscie!!! Nie bede sie roztzrąsac nad resztą, bo to chyba oczywiste, przynajmniej dla tych, którzy choc raz sporzadzali taka kalkulacje kosztów utzrymania dziecka.

    A co do korepetycji! Sorry, ale chyba los mnie pokarał, ze jedno dziecko mam mało inteligentne, a drugie chore (kurcze, chyba jednak jestem potworem, skoro mnie tak pokarało, to pewnie z tej zawisci). No i wyobraz sobie, ze u mojego syna w klasie, na 18 osób jest przynajmniej 8, które mają problemy z matematyką, tylko większosc rodziców wyznaje zasade "jakos to bedzie", "byle z klasy do klasy" i raczej nikt nie korzysta z korepetycji. Mój syn nie jest tumanem, bo z innymi przedmiotami nie ma póki co problemów, ale nie kazdy ma umysł ścisły i zacięcie do liczb (on akurat bardzo ładnie potrafi spiewac, a jego koledzy fałszuja, ale za to są biegli w liczeniu). Takie to trudne do pojęcia, że ludzie nie wychodzą z foremki?
    Owszem, program nauczania początkowego jest przystępny, ale nie kazdy jest pedagogiem, który potrafi tę wiedzę przekazac dziecku, bo nie wtłuczesz jej za pomoca młotka. Co do wolnego czasu, to albo nigdy nie byłas z dzieckiem w domu, albo masz lekcewazący stosunek do obowiązków domowych i opieki nad dzieckiem, bo ja jakos nie cierpię na nudę, ani nadmiar wolnego czasu. To kolejny mit na temat bezrobotnych kobiet wychowujących dzieci i gwarantuje Ci, ze kazda kobieta, która jest w takiej sytuacji ten stereotyp obali.
    W kwestii zajęć wyrównawczych (bo tak to sie u nas zowie) nie bede zbytnio sie roztrząsać, bo znając zaplecze oświatowe od podszewki wiem, że te zajęcia służą głownie zapychaniu dziur etatowych, tudziez pozyskiwaniu środków finansowych dla szkoły, o czym mielismy okazje przekonac sie juz w ciągu minionego roku szkolnego.
    Moze to naduzycie budzetowe z mojej strony, ale jakos wole kuc żelazo póki gorące niz potem zostac z ręką w nocniku. Do dentysty tez chodzę, gdy tylko zauwazę najmniejsze oznaki psującego się uzębienia, nie czekam, aż ząb spruchnieje, albo zrobi sie z niego krater. Ot, taka moja życiowa dywiza, na którą, jak zauwazyłas mnie nie stac, bo przeciez repetowanie roku przez dziecko to mniejszy wydatek niz wykupienie korepetycji na okres chociazby 3-4 m-cy. I nie mysl, ze skoro w szkole, czy klasie twojego dziecięcia nikt nigdy nie powtarzał klasy, to takich przypadków nie ma, bo w zeszłym roku szkolnym dwoje dzieci w szkole mojego syna nie ukonczyło I klasy (słownie PIERWSZEJ) Tez byłam w niezłym szoku! A powiem ci, ze juz raptem po 3 lekcjach były zauwazalne efekty tego nauczania, bo dziecko przyniosło pierwszą piatke z testu. Nasza korepetytorka od razu wyłapała w czym lezy problem i teraz pracuje nad usunieciem przyczyny jego trudnosci z matmą, a nie wkuwa mu na siłe wiedze do głowy. Owszem, ja jestem matką i w czym mogę i jestem w stanie to dziecku pomagam, ale ona jest pedagogiem z powołania i wie jakich uzyc sposobów, aby były szybkie i dobre efekty.

    Wątek rozrósł się na ponad 100 p
    > ostów, wskazówek jest sporo, a ty nadal kombinujesz jak koń pod górę.
    No tak, rozrósł sie, bo kazdy mój kolejny wpis jest pożywką do upuszczenia odrobiny jadu, a to przeciez takie nasze, polskie smile Ja z racji tego, ze nie mam w zwyczaju lekcewazenia innych, ale tez dlatego, ze nie lubie, gdy ktos wyciaga zbyt pochopne wnioski, wciąz odpowiadam dogłębnie na prawie kazdy post, a tym samym nakręcam tę spiralę i tworzę błędne koło, bo przeciez kazdy chce miec ostatnie zdanie, prawda. A i tak ostatnie zdanie bedzie miał pewnie sąd, wiec po co ta cała afera i takie podsycanie sie wzajemne.
    Aha, a tak dla ścisłosci, to tak na prawde cennych wskazówek jest raptem kilka, a reszta to po prostu bicie piany.
  • yoma 06.11.12, 21:25
    Dobrze, Viktoria, wnoś o to podwyższenie i przestańże raz marudzić. Poradę dostałaś, reszta nikogo nie interesuje.
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • mayenna 06.11.12, 21:29
    Naprawdę nie umiesz wytłumaczy dziecku matematyki z 3 klasy podstawówki i konieczne są korepetycje?
    Ja bym tę pozycję ukryła i nie wspominała w sądzie bo pomyślą, ze chcesz naciągnąć eksa.
  • barmanka_prl 07.11.12, 11:01
    mayenna napisała:

    > Naprawdę nie umiesz wytłumaczy dziecku matematyki z 3 klasy podstawówki i konie
    > czne są korepetycje?

    Mnie na przykład program matematyki w 3 klasie mocno przerasta, choć chodziłam do klasy mat-fiz i miałam czwórkę big_grin Chwalić boga, dziecko samo sobie jakoś radzi.

    A co do meritum: Wiktoria, jeśli nie chcesz iść od razu do sądu to najpierw spróbuj porozumieć się z exem polubownie.

    W tym celu przygotuj się do rozmowy tak, jakbyś miała mówić przed sądem. Skorzystaj z pomocy znajomego prawnika i nie przejmuj się przykrymi uwagami forumowiczów. Możesz też zawrzeć z exem ugodę pozasądową na piśmie. Polega to na tym, że wspólnie ustalacie zakres obowiązków exa, spisujecie je i oboje się pod tym podpisujecie. To jest tylko dla Was, żaden sąd nic do tego nie ma. To eleganckie rozwiązanie czasem przynosi dobre rezultaty. Deklaracja exa na piśmie być może zmobilizuje go moralnie do wywiązywania się z obietnic, skoro piszesz, że nie spędza z dzieckiem wakacji, choć obiecał. Może też zobowiązać się do finansowania konkretnych potrzeb dziecka: wyjazdów na obozy (przelew na konto organizatora obozu), może zobowiązać się do przysyłania paczek z odzieżą, zabawkami, pomocami szkolnymi. Takie rozwiązanie ma dwa pozytywne aspekty: odciąża Ciebie finansowo i wpływa pozytywnie na więź ojca z dzieckiem. Potrzebna jest tylko dobra wola ojca, a myślę, że zawsze to milej dla nich obu, niż "wykonywanie wyroku sądu".

    Oczywiście próby polubownego rozwiązania tej sytuacji mogą być bezowocne. Wtedy pozostaje droga sądowa. Masz duże szanse na podwyższenie kwoty alimentów, bo:
    a) Twoje możliwości zarobkowe pogorszyły się
    b) potrzeby dziecka zwiększyły się
    c) sytuacja finansowa ojca dziecka jest dobra
    Twój obecny mąż ma obowiązek wspierać finansowo Ciebie, ale to jest odrębna kwestia i sąd będzie rozpatrywał ją jako sprawę drugorzędną.
  • viktoria_kw 07.11.12, 22:46
    Wielkie dzięki za to usystematyzowanie tego forumowego chaosu. Mało tu takich rozsądnych rad, a więcej przepychanek. Liczyłam dosłownie na kilka, ale rzeczowych odpowiedzi. Nawet jesli to, co napisałam w pierwszym poscie zostało źle odebrane, to nie rozumiem dlaczego ludzie maja taka mętalnosc, ze musza się od razu nad kims pastwic. Przeciez wystarczy wyprowadzic go z błędu.
    No, ale nieważne.
    Na pewno skorzystam z Twoich porad.
  • natalia-ok6 07.11.12, 23:42
    viktoria_kw napisała:

    > Wielkie dzięki za to usystematyzowanie tego forumowego chaosu. Mało tu takich r
    > ozsądnych rad, a więcej przepychanek. Liczyłam dosłownie na kilka, ale rzeczowy
    > ch odpowiedzi. Nawet jesli to, co napisałam w pierwszym poscie zostało źle odeb
    > rane, to nie rozumiem dlaczego ludzie maja taka mętalnosc, ze musza się od razu
    > nad kims pastwic. Przeciez wystarczy wyprowadzic go z błędu.
    > No, ale nieważne.
    > Na pewno skorzystam z Twoich porad.

    Viktoria tu nikt ci nie doradzi Zmykaj stąd.Tu jest grono stałych bywalców,ktorzy nową osobe osaczaja jak hieny, zeby ulac swoja żółc.
  • sonia_30 06.11.12, 22:43
    Jako Alfa mogę występować jedynie z Romeo u boku (a i to od czasu do czasu), z Omegą nie mam nic wspólnego ;-P
    Z dzieckiem w domu bywam, ale Twojego komfortu czasowego nie mam, bo ex nie żyje, w związku z czym kwestia utrzymania spoczywa wyłącznie na mojej głowie, ogarnięcia wszystkiego również i rzeczywiście zdarza mi się zlekceważyć obowiązki domowe, pt. codzienne odkurzanie, podlewanie kwiatków czy prasowanie majtek.
    Co do kosztów - wrzucaj sobie tam cokolwiek chcesz, zarówno ja, jak i inni, starają Ci się wskazać na słabe punkty Twej zawiłej argumentacji. Skoro rezonuje u kilku osób, jest duża szansa, że exa, czy sąd też owe kwestie zastanowią. Zamiast biadolić nad wyjątkową złośliwością interlokutorów, pomyśl nad logiką i spójnością wypowiedzi bo jest słabo.. bardzo słabo.
    --
    Doświadczenie przychodzi z wiekiem, szkoda tylko że czasami jest to wieko od trumny
  • viktoria_kw 07.11.12, 12:10
    > Z dzieckiem w domu bywam, ale Twojego komfortu czasowego nie mam, bo ex nie żyj
    > e, w związku z czym kwestia utrzymania spoczywa wyłącznie na mojej głowie,

    Przykro mi z powodu smierci męża, ale jak to napisałas: ty z dzieckiem w domu bywasz, a ja przebywam i na tym polega róznica w odbieraniu rzekomego bezrobocia, choc zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest ogarnąć całe zycie w pojedynkę mając na utzrymaniu dom i dziecko. Wielki szacun dla ciebie, bo ja nawet będąc juz samotna matką miałam wielkie wsparcie rodziców za co bede im wdzieczna do konca zycia.

    Skoro rezonuje u
    > kilku osób, jest duża szansa, że exa, czy sąd też owe kwestie zastanowią. Zami
    > ast biadolić nad wyjątkową złośliwością interlokutorów, pomyśl nad logiką i spó
    > jnością wypowiedzi bo jest słabo.. bardzo słabo.
    Na moje szczeście sala sądowa to nie forum i jakos podczas sprawy rozwodowej dałam rade bez adwokata, co tutaj zaczyna juz byc po woli niemozliwoscia.
    Wnioski na pewno wyciagne z tej całej plątaniny uwag i mysle, ze wykorzystam we własciwy sposób we własciwym czasie, zarówno w rozmowie z eksem jak i, o ile okaze sie to konieczne, na sali rozpraw. Nie jestem az taka ignorantką, tylko działa mi na nerwy poziom niektórych wypowiedzi.
  • sonia_30 07.11.12, 12:59
    Wsparcie jeśli o opiekę chodzi, to ja też mam, a co do odbierania "rzekomego bezrobocia", to nie napisałam że leżysz 4 kołami do góry i jest git, a jedynie że dostępnego czasu masz więcej, niż osoby pracujące, samotnie wychowujące dzieci, bo to kwestia bezdyskusyjna.
    Sala sądowa to nie forum, nikt wyprowadzał Cię na prostą nie będzie, podejmie decyzję zgodnie z odczuciem i cześć, więc zamiast strzelać focha za fochem, wyciągnij wnioski.
    --
    Kiedy kobieta nie ma racji, pierwsza rzecz którą należy zrobić, to natychmiast ją przeprosić.
  • yoma 06.11.12, 21:11
    > w chwili obecnej ten tysiac to mało nie tylko na 4 osobowa rodzine,

    Dziad swoje, baba swoje...
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • viktoria_kw 07.11.12, 12:17

    > Dziad swoje, baba swoje...

    Otóż to, baba swoje, a dziad wciąz jej wmawia, że ona perfidnie bedzie próbowała utzymac za ten 1 tys zł cała rodzine, pewnie jeszcze na urlop za to pojada...
  • tricolour 06.11.12, 21:43
    ... na dzieci mają zarabiać ich ojcowie, a Ty nawet palcem nie kiwniesz nie tylko, by pójśc do pracy, ale nawet by pomóc dzieciom w nauce.

    Ty się módl, by drugi facet nie wybrał wolności gdy się zorientuje czym on jest w tej rodzinie.
  • yoma 05.11.12, 15:55
    > chyba więk
    > szość znalazła kolejną okazję do tego, aby bić w tym wątku swoja pianę i choć n
    > ie mam zamiaru się tłumaczyć ze swojego toku rozumowania, to przykre jest to, ż
    > e osoby te śmią oceniać kogoś zupełnie sobie obcego swoją miarą i określać mian
    > em pijawki.

    Nie jest elegancko wejść z prośbą o pomoc i zacząć od lżenia odpowiadających. Kto nie chce być oceniany, nie jest w żadnej mierze zmuszany do wchodzenia na forum.

    > kto chciał zrozumie
    > ć, to pojął, co zawiera się w tej treści, wiec nie widziałam sensu rozwijania t
    > ego stwierdzenia.

    Hm, dlaczego zatem bijesz pianę łzawymi opowieściami o chorowitym drugim dziecku? Nie ma sensu rozwijania tych stwierdzeń.

    > sam żyje na na prawde wysokim poziomie,
    > osiąga bardzo wysokie dochody i nie ma na utrzymaniu nikogo oprócz własnej osob
    > y, więc stać go na wszystko.

    Powiem wprost: nie twój interes, na jakim poziomie żyje obcy człowiek.

    > JEGO dziecko na tym cierpi i znacznie obniżył sie standard
    > JEGO życia, czyli ten, do którego było wcześniej przyzwyczajone,

    Fajne. Proponuję wyprodukować jeszcze z pięcioro dzieci. Nauczy to pierwsze dziecko, że życie to nie je bajka i standard, do którego się człowiek przyzwyczaił, może w każdej chwili ulec zmianie.

    No chyba że wytłumaczysz pierwszemu mężowi, że każde z tych pięciorga dzieci to obniżenie standardu, do którego jest przyzwyczajone pierwsze, więc łóż, drogi eksie...

    > jego ojciec żyje ponad stan, wo
    > zi się po całym świecie, kupuje same markowe ciuchy, perfumy, wypasione telefon
    > y i inne gadżety, podczas gdy nas nie stac nawet na kupowanie nowych ubran dla
    > jego dziecka (tylko uzywanych), na zabawki, pomoce naukowe, ani na zapewnienie
    > mu raz w roku wypoczynku wakacyjnego, nawet w jakiejs dziurze, bo o wakacjach w
    > krajowych czy zagranicznych kurortach nawet nie marzę, staje się to dla dzieck
    > a trochę przykre.

    Ojejejej... Rozumiem, że to eks jest winien, że ty i twój drugi mąż zainwestowaliście w drugie dziecko?

    > dochodzenie swoich praw, to zawsze droga przez męki

    Twoich praw? Jakich?

    > kiedys to miał i musiał zostac tego brutalnie pozbawiony,

    To może weź ty się, matka, za jaką robotę albo co...
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie Prezesa.
  • logicman 05.11.12, 19:42
    Yoma, jestem pod wrażeniem - aż dziwne, że jesteś kobietą, kto by pomyślał, też potraficie spojrzeć obiektywnie wink
  • yoma 05.11.12, 19:50
    Ups. No cóż, dzięki za dobre słowo smile
    --
    PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie Prezesa.
  • viktoria_kw 05.11.12, 22:51
    Obiektywnie to jest wtedy, gdy sie najpierw kogos pozna, potem zrozumie, a dopiero potem oceni.
  • malgolkab 06.11.12, 11:01
    viktoria_kw napisała:

    > Obiektywnie to jest wtedy, gdy sie najpierw kogos pozna, potem zrozumie, a dopi
    > ero potem oceni.
    No to radź się osób, które Cię dobrze znają. Skoro piszesz na forum otwartym to licz się z tym, że pojawią się różne opinie. Jeśli oczekujesz głaskania po głowie to raczej zapisz się do Towarzystwa Wzajemnej Adoracji smile
  • viktoria_kw 06.11.12, 20:44
    Ja się nie radzę, tylko zadałam konkretne pytanie i oczekiwałam konkretnej odpowiedzi, a nie umoralniania i osądów!!! Nauczcie sie czytac ze zrozumieniem, a nie nadinterpretowac i wymyslac niestworzone scenariusze! Ja wiem, ze moze co niektórzy mają nudne zycie, wiec lubia tak sie napawac sprawami innych, ale takie TWA to własnie chyba tutaj na forum zauwazyłam. No cóz jakos szczególnie mnie to nie dziwi, choc nie jestem czesta bywalczynia for internetowych. Dobrze, ze w tym gąszczu bezsensownych wypocin chociaz część wypowidzi w czyms mi pomogła. Ci, co chcieli sie popastwic tez sobie pouzywali, ale co tam, niech sie dobrze bawia, jesli tylko tyle maja od zycia.
  • yoma 06.11.12, 21:16
    > tylko zadałam konkretne pytanie i oczekiwałam konkretnej odpo
    > wiedzi,

    No i dostałaś. Wylicz konkretne koszty utrzymania tego konkretnego dziecka tego konkretnego ojca, nie czteroosobowej rodziny, a argumentu o jeżdżeniu po świecie tegoż ojca nie używaj. Między nami mówiąc, bluzgi też możesz sobie darować, bo nieładnie jest zadać pytanie i się obrażać za to, że się nie otrzymało odpowiedzi "tak, tak, oczywiście masz rację, oj jaki wstrętny eks".
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • viktoria_kw 07.11.12, 12:21
    No i znów sie czepiasz, ja wcale nie oczekiwałam bluzgania eksa, bo sama tez nie uwazam, ze jest wstrętny. Zarabia to ma, ok, krzyz mu na droge. Napisałam o jego bujaniu sie po świecie i innych przyjemnosciach w kontekscie tego, ze stac go na płacenie wyzszych alimentów, zeby ktos mi nie zarzucił, że żądam kasy od biedaka.
  • viktoria_kw 05.11.12, 22:48
    Przepraszam bardzo, ale czy w takim razie elegancko jest rzucac oszczerstwami w kogos, kto przyszedl tutaj na OTWARTE PUBLICZNE FORUM, aby pozyskać racjonalną opinię, a nie znosić obelgi pod swoim adresem.

    > Hm, dlaczego zatem bijesz pianę łzawymi opowieściami o chorowitym drugim dzieck
    > u? Nie ma sensu rozwijania tych stwierdzeń.
    Ano własnie dlatego, że niektórzy jednak nie zrozumieli w jakim kontekście przytoczyłam ten fakt i musiałam rozwinąć ten wątek. Aczkolwiek zauwaz obiektywnie, ze w owych ckliwych opowieściach ujełam jedynie aspekt odnoszący się do starszego dziecka, które jest przeciez głownym bohaterem moich wpisów.

    > Powiem wprost: nie twój interes, na jakim poziomie żyje obcy człowiek.
    Pewnie, ze nie mój interes, ale jakby nie było ten obcy człowiek jest ojcem mojego dziecka i bądź co bądź, ale jego poziom życia moze bardzo koleć w oczy jego syna, który po dwóch dniach spędzonych u ojca wraca, jakby był przez ten czas w innej bajce. Nie wiem, czy Twoje dzieci były kiedykolwiek w takiej sytuacji, ale wierz mi, że takiemu 9-latkowi moze sie przez tych kilka chwil nie źle poprzestawiać w głowie od przesytu.
    Poza tym, tak, jak juz przytoczyłam to chyba gdzies powyzej, w odpowiedzi na jeden z Twoich postów: przepisy same określają to, że standard zycia dziecka nie powinien odbiegac od tego, na jakim zyją jego rodzice i jaki miałby zapewniony, gdyby byli wciąz razem.
    Ja oczywiście parafrazuję owy paragraf, bo nie potrafię go na szybko odnaleźć. Nie wiem równiez, czy nie został on juz uchylony, ale jakies 5 lat temu cos takiego znalazłam w kodeksie rodzinnym.

    > Fajne. Proponuję wyprodukować jeszcze z pięcioro dzieci. Nauczy to pierwsze dzi
    > ecko, że życie to nie je bajka i standard, do którego się człowiek przyzwyczaił
    > , może w każdej chwili ulec zmianie.
    Oczywiście, że moze ulec zmianie, tylko wytłumacz dziecku dlaczego nasz uległ, a jego ojca nie, a raczej dlaczego nasz uległ na gorsze, a jego ojca na lepsze i dlaczego 9 lat temu, gdy to jego ojciec był bezrobotnym na utrzymaniu rodziców, jego matka potrafiła okazać wyrozumiałosc i nie domagac się po trupach zasądzenia alimentów, a jego tata, któremu teraz się powodzi nie moze pomóc mamie w utrzymaniu jego jedynego syna. Ja wiem, że w świecie dorosłych litera prawa jest ponad wszystko, ale świat dziecka według niej nie funkcjonuje i moze chwała mu za to, bo gdyby ludzie mieli bardziej ludzkie odruchy, to nie byłoby tyle zaciekłosci i nienawiści.

    > Ojejejej... Rozumiem, że to eks jest winien, że ty i twój drugi mąż zainwestowa
    > liście w drugie dziecko?
    Hmmm, no wiesz, gdyby tak przeanalizowac dogłębnie całą naszą historię wspólnego życia, to pewnie by sie jeszcze okazało, że poniekąt tak... No bo gdyby z jego winy nie doszło do rozwodu, to pewnie nie byłabym teraz z moim obecnym męzem, wiec nawet jesli miałabym drugie dziecko to własnie z eksem, a wtedy starsze nie byłoby w tym wszystkim pokrzywdzone. Wiesz, to całkiem dobry argument, pewnie tez go wykorzystam w sądzie.

    > Twoich praw? Jakich?
    Tak, moich praw, bo prawa dziecka są jednoczesnie moimi prawami, dopóki ja je reprezentuję i jest pod moja opieką, a prawo do podwyższenia alimentów jest jednym z nich.

    > To może weź ty się, matka, za jaką robotę albo co...
    Bardzo chętnie, wiesz, marzę o tym, żeby po prawie 4 latach siedzenia w domu powrócić do zawodu, a Ty zajmij się moim chorym dzieckiem, ok
  • yoma 06.11.12, 12:04
    > musiałam rozwinąć ten wątek.

    Mhm, już w pierwszym poście. W kontekście: jaka ja jestem biedna, jaka nieszczęśliwa, mam chore dziecko, a ten łobuz ojciec pierwszego opływa w tym czasie w dostatki, jak śmie.

    > przepisy same określają to, że standard zycia dziecka nie
    > powinien odbiegac od tego, [cut]

    To ci już wyjaśniono wyżej.

    > tylko wytłumacz dziecku dlaczego nasz uległ,
    > a jego ojca nie, a raczej dlaczego nasz uległ na gorsze, a jego ojca na lepsze

    Dziecku, wbrew pozorom, można bardzo wiele rzeczy wytłumaczyć. Z jakiegoś powodu odnoszę wrażenie, że ty w obu rodzinach miałaś/masz jakiś problem z porozumiewaniem się. Niewątpliwie też byłoby ci łatwiej to wytłumaczyć, gdybyś ciągle nie porównywała swojego standardu ze standardem eksa. Wybacz, ale eks chyba nie ciągnął cię siłą do USC, żebyś wyszła drugi raz za mąż? To chyba była twoja decyzja?

    > nawet jesli miałabym drugie dziecko to własnie z eksem, a wtedy starsze n
    > ie byłoby w tym wszystkim pokrzywdzone. Wiesz, to całkiem dobry argument, pewni
    > e tez go wykorzystam w sądzie.

    Powodzenia smile Argument boski, tak trzymaj smile

    > > Tak, moich praw, bo prawa dziecka są jednoczesnie moimi prawami, dopóki ja je r
    > eprezentuję i jest pod moja opieką, a prawo do podwyższenia alimentów jest jedn
    > ym z nich.

    Czyli przyznajesz, że te alimenty mają wpłynąć na podwyższenie twojego standardu życia?

    > marzę o tym, żeby po prawie 4 latach siedzenia w domu po
    > wrócić do zawodu, a Ty zajmij się moim chorym dzieckiem, ok

    Niemożliwe. Tak lekką ręką oddasz dziecko obcej babie z forum?
    A poważnie, jest naprawdę mnóstwo zajęć, które można wykonywać z domu na odległość, i nie chodzi mi wcale o skręcanie długopisów. Chcieć to móc, tylko trzeba chcieć.
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • mayenna 06.11.12, 12:11
    Yoma, to ja poproszę konkretne linki do ofert pracy wykonywanej na odległość. Nie jestem programistą ani tłumaczemsmile
    Ale masz rację w jednym: szukać rozwiązań i to różnych a nie mówić, że ja nie mogę bo dziecko chore.
  • yoma 06.11.12, 12:21
    Dzięki za przyznanie racji smile Linków nie dam, bo nie mam, bo mi ich szukanie dawno nie było potrzebne, przepraszam...
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • mayenna 06.11.12, 12:26
    yoma napisała:

    > Dzięki za przyznanie racji smile Linków nie dam, bo nie mam, bo mi ich szukanie da
    > wno nie było potrzebne, przepraszam...
    Yoma, ja szukam i takich linków nie masmile
  • yoma 06.11.12, 12:28
    Naprawdę mi przykro.
    --
    Nowości i tak nie dogonię. Przecież to z fabryki wychodzi już przestarzałe. [by Inna 57]
  • mayenna 06.11.12, 12:39
    yoma napisała:

    > Naprawdę mi przykro.
    Niepotrzebnie.smile)
  • viktoria_kw 06.11.12, 21:37
    > Mhm, już w pierwszym poście. W kontekście: jaka ja jestem biedna, jaka nieszczę
    > śliwa, mam chore dziecko, a ten łobuz ojciec pierwszego opływa w tym czasie w d
    > ostatki, jak śmie.
    Yoma, ty na prawde masz świetne predyspozycje do pisania scenariuszy telenowel. Ty zawsze tak przekoloryzowujesz czy to tylko taki incydent w twoim zyciu, bo zadziwiadz mnie coraz bardziej.

    > Powodzenia smile Argument boski, tak trzymaj smile
    Kurcze, sama ironizujesz w odpowiedzi na czyjes posty, a potem oczekujesz, zeby ktos cie powaznie traktował. No tutaj sie swoją wyobraznia nie popisałas.

    > Czyli przyznajesz, że te alimenty mają wpłynąć na podwyższenie twojego standard
    > u życia?
    No wiesz, gdybym sie mocno postarała, to pewnie sporo wacików by za te 400 zł było...a za 800 zł jeszcze wiecej, hmm... w sumie musiałabym pokombinowac jak tu dziecko utzrymac przy zyciu nie dajac mu jesc, pic, nie posyłajac do szkoły, mozna by poowijac w jakis wór pokutny. Wiesz, twoje pomysły są moim natchnieniem.

    > Niemożliwe. Tak lekką ręką oddasz dziecko obcej babie z forum?
    > A poważnie, jest naprawdę mnóstwo zajęć, które można wykonywać z domu na odległ
    > ość, i nie chodzi mi wcale o skręcanie długopisów. Chcieć to móc, tylko trzeba
    > chcieć.
    A obca baba tak z lekkim sercem bedzie urządzac mi zycie?
    Wierz mi, ze ja na prawde chetnie bym zajeła sie praca tzw, chałupniczą, bo nie mam juz wysokich aspiracji zawodowych, ale jakos do tej pory nie miałam szczescia natknac sie na uczciwą firmę, która oferuje pracę zdalną. Ofert jest mnóstwo, ale moze Ty ze swoimi zdolnosciami parapsychologicznymi bedziesz potrafiła wybrac z tego gąszczu tę odpowiednią.
  • sunday1974 08.11.12, 13:51
    Może to co zrobiłam ja jakoś Ci pomoże.

    Też mam alimenty przyznane ponad 6 lat temu.
    Jakiś czas temu stwierdziłam, że dzieci mają zupełnie inne potrzeby.

    Napisałam list do exa z prośbą o DOBROWOLNE podwyższenie alimentów, uczciwie informując że jeśli nie uda nam się dogadać to będę zmuszona wystąpić do Sądu o podwyższenie alimentów (wiedziałam że ma takie możliwości, żeby zwiększyć alimenty). Dołączyłam szczegółowe wyliczenie i rzetelnie uzasadniłam. Dałam mu jakiś czas do namysłu i zaznaczyłam, że brak jego reakcji w terminie do będzie dla mnie znakiem ze muszę działać inaczej.

    Wysłałam ten list listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Wiedziałam, że odebrał osobiście i kiedy.

    Chciałam też mieć podkładkę do Sądu, że próbowałam się dogadać.

    U mnie podziałało.

    Spotkaliśmy się , zaproponował że jakieś pieniądze mi dołoży ale nie takie jak ja chciałam.
    Zawarliśmy też niepisaną umowę , że będzie kupował dzieciom potrzebne rzeczy.

    Mi się udało, ale żyjemy dość poprawnie.
    Do dziś przelewa mi umówioną kwotę (wyższą niż alimenty) mimo, że nie pracuje kilka miesięcy. W miarę możliwości kupuje też dzieciom potzrebne rzeczy. Rozumiem, że może mniej niż bym oczekiwała, ale rozumiem też że chwilowo jest bez pracy.

    Tak więc udało się bez Sądu i niepotrzebnych nerwów.
    Ale dwie Strony muszą chcieć się dogadać i choćby odrobinę zrozumieć.
    Tyle, że ex wie ile kosztuje utrzymanie dzieci bo zabiera je na wakacje, ferie, weekendy.

    Najważniejsze zeby się jakoś w miarę poprawnie dogadać jeśli chodzi o wspólne dzieci, a to czasem jest MEGA trudne.




    W miarę możliw
  • zielona.wrona 05.11.12, 17:57

    viktoria_kw napisała:
    ednak biorąc pod uwagę fakt, że jego ojciec żyje ponad stan, wo
    > zi się po całym świecie, kupuje same markowe ciuchy, perfumy, wypasione telefon
    > y i inne gadżety, podczas gdy nas nie stac nawet na kupowanie nowych ubran dla
    > jego dziecka (tylko uzywanych), na zabawki, pomoce naukowe, ani na zapewnienie
    > mu raz w roku wypoczynku wakacyjnego, nawet w jakiejs dziurze, bo o wakacjach w
    > krajowych czy zagranicznych kurortach nawet nie marzę, staje się to dla dzieck
    > a trochę przykre.
    .........................
    Jak Ty to sobie wyobrazasz, te wakacje, ktore ojciec Twojego syna mialby zaplacici? Dziecko pojedzie samo, bo przeciez Was (Ciebie i meza) na wakacje nie stac. Albo moze ma wam wszystkim wakacje zafundowac?
    Albo te ciuchy? Twoj syn nosi D&G a Ty i twoj maz lumpeksy?
    Z calego twojego postu wieje zazdrosc, ze ex ma a Ty nie. Ale, jak sama zauwazylas, Twoj Ex PRACUJE, nie ma zony na utrzymaniu i sie nie rozmnozyl.
    Gdybys ty byla tylko z synkiem,moglabys pracowac i tez mialabys o wiele wiecej.
    Do kogo wiec masz pretensje, ze Ty nie masz a on ma.
    Oczywiscie,chore dziecko to tragedia, ale obnosisz sie z tym, jakby to bylo usprawiedliwienie na wszystko.
    Poszukaj mozliwosci opieki nad drugim dzeickiem, idz do pracy i zapewnij dzieciom przyzwoite zycie, skoro je masz. A jak cie nie stac, to oddaj dziecko ojcu. A sama plac, zamiast kasowac.
    Niedobrze sie robi, jak sie czyta takie posty.
    zielona.wrona
  • mayenna 05.11.12, 18:13
    Juz widzę ten entuzjazm ojca jak mu zaproponuje przejęcie opieki. O odczuciach dziecka nawet nie wspomnę.
  • zielona.wrona 05.11.12, 18:23
    mayenna napisała:

    > Juz widzę ten entuzjazm ojca jak mu zaproponuje przejęcie opieki. O odczuciach
    > dziecka nawet nie wspomnę.^

    No to wyobraz sobie, ze tatus posyla po SWOJE dzieicko limuzyne, ktora go odwozi do szkoly, bo go na to stac. A mama z drugim dzieckiem zaiwania za limuzyna, bo jej na to nie stac.
    Wyobraz sobie odczucia dzieci. Fajne, co?

    --
    zielona.wrona
  • logicman 05.11.12, 19:47
    Bardzo dobitnie to opisałaś wink
    Ale na to właśnie musiałoby to wyglądać hehe
  • logicman 05.11.12, 19:48
    Miało być: Ale tak właśnie musiałoby to wyglądać.
  • logicman 05.11.12, 19:46
    mayenna napisała:

    > Juz widzę ten entuzjazm ojca jak mu zaproponuje przejęcie opieki.

    Mayena, znasz go?
    Dlaczego generalizujesz, to do Ciebie niepodobne...
    Ja np. uważam, że to przywilej wychowywać swoje dziecko. Gdyby mi ex coś takiego zaproponowała nie zastanawiałbym się ułamka sekundy.

    > O odczuciach dziecka nawet nie wspomnę.

    A bo ojciec to jakiś potwór?

  • yoma 05.11.12, 19:56
    Przyznam, że ja też tego postu Mayenny nie rozumiem.
    --
    - Proszę państwa, całka z e do x jest tak idealna, że nawet PiS nie mógłby jej nic zarzucić.
  • mayenna 05.11.12, 20:17
    logicman napisał:


    > Mayena, znasz go?
    > Dlaczego generalizujesz, to do Ciebie niepodobne...
    > Ja np. uważam, że to przywilej wychowywać swoje dziecko. Gdyby mi ex coś takieg
    > o zaproponowała nie zastanawiałbym się ułamka sekundy.
    >
    Logic, pan na wakacje dziecka nie zabiera, nie upomina się o opieke i spotkania nadmiernie, dodatkowo chyba nic nie daje od siebie bo autorka nie wspomina więc nie sądzę aby się to nagle miało zmienić.
    > > O odczuciach dziecka nawet nie wspomnę.
    >
    > A bo ojciec to jakiś potwór?
    Ojciec pewnie nie jest potworem, ale jak pracuje za granicą to dziecko musiało by wszystkie znane sobie rzeczy zostawić. Mogło by się tez poczuć odtrącone przez mamę bo pojawiło się młodsze rodzeństwo i mama musi ze względów finansowych oddać opiekę. Fajnie, prawda?
    >
  • mayenna 05.11.12, 20:23
    Jeszcze jedno: ojciec zaakceptował, ze to matka zajmuje się dzieckiem. Może zwyczajnie nie móc sprostać opiece skoro wcześniej już się zdał w tej kwestii na matkę.
    Mój eks nie ma ochoty zajmować się dziećmi. Tacy ojcowie tez są.
  • yoma 05.11.12, 20:41
    OK, wytłumaczyłaś mi smile Ale uważam, że tu nie ma co gdybać, bo za chwilę możemy się dogdybać np. do tego: ojciec od dawna chciał wyjechać za granicę, bo tam czekała na niego dobra praca i te z lubością opisywane przez autorkę luksusy, ale żona nie pozwalała, twierdząc, że nie będzie się z małym dzieckiem po obczyznach włóczyć. Rozwiódłszy się, skwapliwie wyjechał, a dziecko chciał zabrać wiedząc, że zapewni mu lepszy standard życia, ale żona nie pozwoliła z powodów jak wyżej. A teraz siedzi w Australii, więc z powodów technicznych nie ubiega się o częste kontakty.

    Mogło tak być? Mogło. Czyli nie ma co gdybać, bo nie wiemy. Mamy daną sytuację, udzieliliśmy dość wyczerpujących odpowiedzi...
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • mayenna 05.11.12, 20:55
    Yoma, wszystko mogło być. Odnosiłam się do pomysłów zielonej wrony, które są dość trudne do realizacji i nie są wyjściem z sytuacji, żadnym wyjściem nie są. Raczej mają dokopać autorce.
  • yoma 06.11.12, 12:08
    Zielona Wrona jest obcesowa, ale trochę racji ma. Bo to ciągłe porównywanie ojejejej, eks zły, bo ma, a my dobrzy, bo nie mamy to jest takie trochę nie halo mimo wszystko.
    --
    Uwłaszczyło się
    niech żyjebig_grinDD
  • viktoria_kw 05.11.12, 23:46
    Ojej, szkoda, że tak nagle przerwałas swój scenariusz, bo tak mnie wciągnął, że czułam sie jakbym czytała scenariusz telenoweli wenezuelskiej.
    Ale wiesz co, gdyby faktycznie to była Australia, to pewnie bym go błagała, zeby mnie tez zabrał ze soba.
  • viktoria_kw 05.11.12, 23:40
    > A bo ojciec to jakiś potwór?
    Wiesz, mój sąsiad też nie jest potworem, ale jakos średnio chciałoby mi się z nim mieszkać, tym bardziej, że za bardzo sie mną nawet nie interesuje. Czułabym sie chyba trochę niezręcznie...
    > Ja np. uważam, że to przywilej wychowywać swoje dziecko. Gdyby mi ex coś takieg
    > o zaproponowała nie zastanawiałbym się ułamka sekundy.
    No i czesc i chwała Ci za to, ale uswiadom sobie, ze jednak nie kazdy rodzic traktuje to w takich kategoriach, są i tacy, którym obecnosc dziecka przeszkadza w zyciu, bo nie mozna wyjsc wieczorem z kolegami na piwo, bo nie mozna pojsc do pracy na nocna zmianę i zarobic większej kasy, bo nie mozna bezstresowo wypocząc na urlopie, tylko trzeba wymyslac jakies idiotyczne zabawy, zeby sie dziecko nie nudziło, zapewniac ciagłe atrakcje, przez pierwszych kilka lat zycia podcierac tyłek, a to przeciez tak niemiłosiernie cuchnie, aaaa no i jeszcze trzeba w nocy wstawac, isc do lekarza, jak choruje, opiekowac sie, pamietac o podawaniu leków, jechac w srodku nocy na ostry dyzur z bólem brzucha, koczowac przez tydzien na szpitalnym lezaku koło łózeczka chorego dziecka, no i jeszcze pomagac w odrabianiu lekcji, zawiezc rano do szkoły, odebrac ze szkoły, zrobic kanapki, ugotowac obiad, biegac po 10 sklepach, zeby kupic 1 głupia kurtke, prosic o jej przymierzenie, słuchac narzekan i płaczu dziecka... itd. itp. nieeee, lepiej jednak przycisnąc raz w miesiącu myszką na opcje wyślij 400 zł i mamy high life.
  • viktoria_kw 05.11.12, 23:28
    > Jak Ty to sobie wyobrazasz, te wakacje, ktore ojciec Twojego syna mialby zaplac
    > ici? Dziecko pojedzie samo, bo przeciez Was (Ciebie i meza) na wakacje nie stac
    > . Albo moze ma wam wszystkim wakacje zafundowac?
    A dlaczego nie? Przeciez dziecko moze jechac na jakies zorganizowane kolonie, moze jechac z ojcem i jego partnerką.

    > Albo te ciuchy? Twoj syn nosi D&G a Ty i twoj maz lumpeksy?
    Czemu nie? Nie jestem typem psa ogrodnika. Jak ja nie moge miec sie lepiej, to inni tez nie moga? Niech chociaz moje dziecko ma i czuje sie z tym szczesliwsze. POza tym ja tez moge miec Dolce Gabana z drugiej ręki. Zdziwc sie mozna jakie kąski czasem trafiają się w lumpeksach wink A to, ze uzywane, no cóż, mi to akurat nie przeszkadza, nie jestem hrabianką.

    > Z calego twojego postu wieje zazdrosc, ze ex ma a Ty nie.
    Proszę Cię, nie oceniaj ludzi tak powierzchownie, tym bardziej kogos, kogo nie znasz. Ja mam na prawdę wyższe wartosci niz markowe ciuchy, wypasione telefony i inne bajery. Wierz mi, że gdy w życiu doswiadczy się cierpienia i to własnego dziecka, to nie ma siły, zeby nie nastąpiło porządne przewartościowanie świata. Mi wystarcza to, co mam, tylko szkoda mi dziecka, które nie do konca to wszystko rozumie.

    > Ale, jak sama zauwazylas, Twoj Ex PRACUJE, nie ma zony na utrzymaniu i sie nie rozmnozyl.
    > Gdybys ty byla tylko z synkiem,moglabys pracowac i tez mialabys o wiele wiecej.>
    Ale fakt posiadania męza i dziecka przeciez nie pozbawia mozliwosci pracowania, bo zanim pojawiło sie drugie dziecko, ja tez pracowałam, wiec co to za argument, ze gdybym była sama? Patrząc w kategoriach czysto materialistycznych, gdybym była sama to tez nie byłabym w stanie zapewnic synowi super ekstra warunków, dopiero połączenie naszych wspólnych finansów, czyli mojego i męza, umozliwiło ich stworzenie. No i wyobraz sobie, ze mój syn bardzo chciał miec rodzenstwo i jego pojawienie się nie było kwestią przypadku.
    A mój eks sie rozmnozył i to ze mną, ponad 9 lat temu, a to, że nie sprawuje osobistej opieki nad dzieckiem nie zwalnia go z ponoszenia pełnej odpowiedzialnosci za to dziecko, bo nie zostały mu ograniczone prawa rodzicielskie. Poza tym, gdyby dziecko mieszkało z nim, to na pewno nie miałby takiej mozliwosci zarobkowania, jaką ma obecnie, wiec nie czynmy z niego bohatera, bo nie sztuką jest zawojowac świat gdy sie jest samemu i nie ma sie zadnych obowiązków wobec dziecka oprócz przelania raz w miesiącu 400 zł.

    > Oczywiscie,chore dziecko to tragedia, ale obnosisz sie z tym, jakby to bylo usp
    > rawiedliwienie na wszystko.
    Coście sie tak uczepili tego chorego dziecka? Przeciez ja tylko nakresliłam swoją sytuacje rodzinną. A gdyby nie było chore to tez bym na pewno o nim wspomniała w swoich postach, bo ono jest i tez mu sie cos nalezy od jego własnego ojca.

    > Poszukaj mozliwosci opieki nad drugim dzeickiem, idz do pracy i zapewnij dzieci
    > om przyzwoite zycie, skoro je masz.
    Dzięki za rady, ale tyle to ja sama tez wiem, tylko gdybys znała małomiasteczkowe realia, to pewnie juz bys nie miała tyle do powiedzenia na ten temat. Zawsze łatwo sie radzi komus, prawda? Pracy zero, zarobki 1200 zł netto, opiekunka do dziecka 1000 zł netto, myslisz ze za 200 zł zapewnie dzieciom przyzwoite warunki zycia?

    A jak cie nie stac, to oddaj dziecko ojcu.
    > A sama plac, zamiast kasowac.
    Oddaj? Kobieto, kim Ty jestes? Bo na pewno nie matką!!! Ja mam "oddać" dziecko? Oddać, jak jakiś przedmiot, który mozna przestawiac z kąta w kąt, w zaleznosci od chwilowego upodobania. Niedobrze to sie robi, gdy sie czyta takie herezje.
    A pomyslałas, ze to dziecko tez ma swoje zdanie, swoje uczucia, ze nigdy w zyciu nie chciało zamieszkac z ojcem, choc rozmawiałam z nim nawet na ten temat, ze ono kocha swojego chorego brata, z którym nie chce sie rozstawac nawet na kilka dni. To tez jest czująca istota, a nie pies czy kot, którego moge tak po prostu oddac, bo pomijam juz oczywiscie moje odczucia z tym związane, gdyz dobro dziecka jest dla mnie na pierwszym miejscu.

    > Niedobrze sie robi, jak sie czyta takie posty.
    Masz rację, niedobrze mi sie zrobiło na mysl, ze istnieja takie matki, które w gorszych momentach swojego zycia miałyby odwage oddac komus swoje dziecko. To nie lepiej pomóc takiej matce, ze względu na dobro dziecka, tylko najlepiej od razu odebrac, prawda? A potem sie dziwic, ze powstaja reportaze o bezdusznych urzędasach.
  • logicman 06.11.12, 08:25
    viktoria_kw napisała:

    > Masz rację, niedobrze mi sie zrobiło na mysl, ze istnieja takie matki, które w
    > gorszych momentach swojego zycia miałyby odwage oddac komus swoje dziecko.

    Nie KOMUŚ tylko ojcu dziecka.

    Inna sprawa, że nie rozumiem jak ojciec może nie chcieć zabrać syna na wakacje. Jakiś bezduszny człowiek.
  • viktoria_kw 06.11.12, 21:57
    No niestety, ale własnie komuś, komuś z kim nie łączą go żadne więzi oprócz tych biologicznych, komuś, dla kogo świat konczy sie na czubku własnego nosa, komuś, kto zawsze ma cos wazniejszego do roboty niz opieka nad synem, komus, kto nie raz będąc w kraju, raptem 20 km od dziecka nie ma dla niego czasu, komus, kto zabiera dziecko do swoich rodziców, zeby z nim pobyc, a potem zostawia je pod ich opieka i znika na pół dnia... nie chce mi sie wypisywac charakterystyki tego "kogos".

    Ano nie rozumiesz, bo ty jestes takim logicmanem, a mój eks jest egoistą, dla którego dziecko na wakajcach jest tylko zbędnym balastem, o czym juz wspomniałam w jakims wczesniejszym poscie pod twoim adresem.
  • straznikteksasu12 18.11.12, 18:53
    Sprawa jest prosta.
    Przekaż pierwszemu chłopu jego dzieciaczka i po temacie.
    Dzieciaczek ma 6 lat plus co najmniej, więc tatuś może się zająć w całości jego wychowaniem.
  • moniapoz 18.11.12, 20:11
    no tak, bo dziecko to jest rzecz która można przekazać.....i po temacie.
  • malpkap 05.11.12, 20:42
    Sytuacja odwrotna - Twój ex zakłada nową rodzinę i zostaje bez pracy - czy to znaczy, że 100% utrzymania dziecka spada na Ciebie?
  • viktoria_kw 05.11.12, 21:58
    Pytasz o aspekt prawny czy o rzeczywistość? Bo realia są takie, że przez 3 lata od rozstania, do chwili zasądzenia alimentów i wyjazdu eksa za granice to on był bezrobotny, a ja zarabiając gorsze byłam praktycznie na utrzymaniu swoich rodziców. Wtedy to on w ogole nie poczuwał się do łożenia na dziecko, a ja, podchodząc do tego po ludzku i z wyrozumiałością, nie ciągałam go po sądach, zeby wyłudzić od niego jakiekolwiek alimenty. Mam na tyle zamoznych i pomocnych rodziców, że mogłam dziecku zapewnic wszystko, czego na tamten czas potrzebowało, nie chciałam tez zdzierac z teściów, którym tez sie nie przelewa. Ot, takie zwyczajne człowieczenstwo, a nie tylko litera prawa i własnie tak staram sie podchodzic do zycia, bo przepisy są czesto absurdale i niejednokrotnie stoją w sprzecznosci ze zdrowym rozsądkiem.
  • tricolour 05.11.12, 23:23
    ... a Ty zamiast jasno odpowiedzieć znów piszesz historyjkę. Takim to sposobem wyglądasz na manipulantkę, która nawet nie potrafi zając stanowiska w prostej sprawie.

    Ale wiadomo dlaczego nie potrafisz. Bo na pytanie o sytuację odwrotną jest jasna odpowiedź "nie". I z tego "nie" wynika takaż odpowiedź na Twoje pytanie w wątku. Tyle, że Ty tego nie chcesz przyjąć i kombinujesz jakby tu exa obciążyć kosztami nowego dziecka. Jest bowiem oczywiste, że nie będziesz tolerowała wysokiego (po ewentualnej podwyżce alimentów do realnych możliwości ojca) poziomu życia starszego dziecka i sfinansujesz drugie dziecko z alimentów pierwszego. To wyraźnie widać z Twojego pisania.

    A co do człowieczeństwa: rozmawiałaś z exem o swoim pomyśle sprawy sądowej o podwyższenie alimentów ze względu na to, że masz drugie, chore dziecko?
  • viktoria_kw 06.11.12, 00:04
    Otóż powiem tak: od strony prawnej nie, nie spada na mnie, jeśli eks ma zasądzone alimenty, ale w rzeczywstości tak, spada na mnie w 100%, bo na mojej głowie byłoby zapewnienie dziecku warunków do życia.
    A to, że pisze tak zawile i rzekomo nie potrafie zając stanowiska, poniewaz jestem manipulantka, to moge uzasadnic tylko tym, że życie niestety nie jest tylko czarne lub białe, są jeszcze rózne odcienie szarości, a punkt widzenia zalezy od miejsca siedzenia i nigdy, ale to nigdy nie rozpatruję żadnej sytuacji w jednej kategorii.
    Ty na prawde nadajesz sie na prawnika.
  • viktoria_kw 06.11.12, 00:25
    > Ale wiadomo dlaczego nie potrafisz. Bo na pytanie o sytuację odwrotną jest jasn
    > a odpowiedź "nie". I z tego "nie" wynika takaż odpowiedź na Twoje pytanie w wąt
    > ku. Tyle, że Ty tego nie chcesz przyjąć i kombinujesz jakby tu exa obciążyć kos
    > ztami nowego dziecka. Jest bowiem oczywiste, że nie będziesz tolerowała wysokie
    > go (po ewentualnej podwyżce alimentów do realnych możliwości ojca) poziomu życ
    > ia starszego dziecka i sfinansujesz drugie dziecko z alimentów pierwszego. To w
    > yraźnie widać z Twojego pisania.

    Zapomniałam dokonczyc...
    Ja na prawde nie chcę obciązać w żaden sposób eksa kosztami utrzymania drugiego dziecka, chocby brzmiało to nie wiadomo jak. Ja po prostu chce, aby on łozył na utrzymanie swojego dziecka więszką część tych kosztów, bo ja w chwili obecnej nie jestem w stanie zapwenic mu świadczenia alimentacyjnego w formie pienięznej, a jedynie w formie osobistego starania o wychowanie i sprawowanie opieki nad synem i dla mnie logiczne jest to, ze jesli ja w 100% zabezpieczam dziecko od tej strony, to ojciec w tym momencie powinien zabezpieczyc strone finansową.
    A co do moich nieodpartych chęci finansowania młodszego dziecka z alimentów starszego, to nie mam pojęcia na jakiej podstawie wnioskujesz, ze nie będe potrafiła "tolerować" wysokiego poziomu zycia starszego syna. Na prawde nie rozumiem tej sugestii. Dla mnie sensowne jest, że jesli ojciec pokryje np. 100% wydatków związanych z utrzymaniem jego dziecka, to pieniądze, które zarabia mój obecny mąż, a które były przeznaczane na wydatki związane ze starszym dzieckiem, będą mogły byc w całosci wykorzystane na młodsze dziecko, czy to jakies matactwo z mojej strony, czy o co chodzi. Będę podbierac z pieniędzy starszego, zeby młodszemu kupic zabawke? Wy na prawde tak funkcjonujecie? Ja bym chyba szajby dostała, jakbym miała chodzic na zakupy z dwoma portwelami i osobno płacic za zakupy w jednym sklepie. Skoro wiadomo z wyliczen jaki jest przeciętny miesięczny koszt utrzymania dziecka i ja otrzymam te pieniądze, to juz nie dziele włosa na czworo i nie robie na koniec kazdego miesiąca bilansu zysków i strat, czy aby na pewno wydałam tyle, ile dostałam, bo w jednym miesiącu moge wydac mniej, ale za to w innym, gdy sa większe wydatki wydam więcej, wiec na prawde nie rozumiem w czym lezy problem.
  • smutnyaniol 06.11.12, 08:53
    Co do przepisu na ktory sie powołujesz to było coś takiego, ale dotyczy to obojga rodziców. W Twoim wypadku to nie rozwód, a Twoja decyzja znacząco pogorszyła dziecku standard życia i nie mozna obarczac za to odpowiedzialnością ojca dziecka. Zasłanianie się chorobą drugiego jest również poniżej moich standardów bo to Wy jesteście odpowiedzialni za nie a nie Twój eks.
    Co do alimentów to 400 złotych nie jest kwotą wysoką i jeżeli potrzeba więcej to powinnaś wystąpić, ale ja uważam, że najpierw powinnaś porozmawiać z eksem a potem zakładać sprawę w sądzie.
    Nie rozumiem też dlaczego tak wiele matek oburza sie na sugestie oddania dziecka ojcu na wychowania, przecież ma dokładnie te same prawa co matka. Czasem jest to najlepsze rozwiązanie i nie ma co się oburzać. Wszystko zależy od sytuacji i osób.
  • moniapoz 06.11.12, 10:34
    > Nie rozumiem też dlaczego tak wiele matek oburza sie na sugestie oddania dzieck
    > a ojcu na wychowania, przecież ma dokładnie te same prawa co matka. Czasem jest
    > to najlepsze rozwiązanie i nie ma co się oburzać. Wszystko zależy od sytuacji
    > i osób.

    chyba nikt nie oburza się akurat na sam fakt oddania dziecka na wychowanie ojcu, ale na fakt przedmiotowego traktowania dziecka przy takim myśleniu akurat w tym przypadku.
    nie wyobrażam sobie, że dziecko mogłoby znieść dobrze taką sytuacje, że z powodu problemów finansowych matki (w związku z nowym braciszkiem i jego chorobą) jest zmuszone zmienić cały swój świat (w tym również kraj zamieszkania). gdzie tu dobro dziecka? po pierwsze poczuje się odrzucone przez matkę a po drugi nie ma mocnej więzi z ojcem (kontakt dwa razy w roku)
    jak się daje rady - oddaj dziecko ojcu - to trzeba najpierw pomyśleć o tym co takie dziecko może czuć i jak odebrać całą sytuację.


    ------
    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:00
    Dziękuję,że mnie ubiegłas.
  • malgolkab 06.11.12, 09:56
    viktoria_kw napisała:

    >Ja po prostu chce, aby on łozył n
    > a utrzymanie swojego dziecka więszką część tych kosztów, bo ja w chwili obecnej
    > nie jestem w stanie zapwenic mu świadczenia alimentacyjnego w formie pienięzne
    > j, a jedynie w formie osobistego starania o wychowanie i sprawowanie opieki nad
    > synem i dla mnie logiczne jest to, ze jesli ja w 100% zabezpieczam dziecko od
    > tej strony, to ojciec w tym momencie powinien zabezpieczyc strone finansową.
    > A co do moich nieodpartych chęci finansowania młodszego dziecka z alimentów sta
    > rszego, to nie mam pojęcia na jakiej podstawie wnioskujesz, ze nie będe potrafi
    > ła "tolerować" wysokiego poziomu zycia starszego syna. Na prawde nie rozumiem t
    > ej sugestii. Dla mnie sensowne jest, że jesli ojciec pokryje np. 100% wydatków
    > związanych z utrzymaniem jego dziecka, to pieniądze, które zarabia mój obecny m
    > ąż, a które były przeznaczane na wydatki związane ze starszym dzieckiem, będą m
    > ogły byc w całosci wykorzystane na młodsze dziecko, czy to jakies matactwo z mo
    > jej strony, czy o co chodzi.

    To chcesz, żeby on pokrywał większą część czy 100% - zdecyduj się...
    I znowu analogicznie - rozumiem, że gdyby dziecko mieszkało z tatą, 100% pokrywałabyś Ty?
    Mam 2 męża i jeśli bym nie pracowała, to chyba logiczne, że moje zobowiązania przejąłby on (a ja jego w identycznej sytuacji), a nie były mąż. I chyba każdy, kto się żeni/wychodzi za mąż z osobą, która ma dzieci liczy się z tym.
  • noname2002 06.11.12, 13:01
    "To chcesz, żeby on pokrywał większą część czy 100% - zdecyduj się...
    > I znowu analogicznie - rozumiem, że gdyby dziecko mieszkało z tatą, 100% pokryw
    > ałabyś Ty?"

    Przecież dopiero co kobieta pisała, że jak eks był bezrobotny to utrzymywała dziecko w 100%.

    " Mam 2 męża i jeśli bym nie pracowała, to chyba logiczne, że moje zobowiązania p
    > rzejąłby on (a ja jego w identycznej sytuacji), a nie były mąż. I chyba każdy,
    > kto się żeni/wychodzi za mąż z osobą, która ma dzieci liczy się z tym."

    A jakbyś zginęła w wypadku to Twojemu nowemu mężowi przyznano by opiekę nad dzieckiem czy ojcu biologicznemu? Dla mnie logiczne jest, że zajmują się i utrzymują dziecko rodzice biologiczni.
  • malgolkab 06.11.12, 14:02
    noname2002 napisała:


    >
    > Przecież dopiero co kobieta pisała, że jak eks był bezrobotny to utrzymywała dz
    > iecko w 100%.
    Nie ona, tylko dziadkowie akurat. Skoro tak chcieli to ok, ale to była ich i matki dobra wola. Dlatego może teraz porozmawiac z byłym mężem i poprosić go o to samo. A nie pytać czy teraz ex ma obowiązek utrzymywać ich wspólne dziecko w 100%.
    > " Mam 2 męża i jeśli bym nie pracowała, to chyba logiczne, że moje zobowiązania
    > p
    > > rzejąłby on (a ja jego w identycznej sytuacji), a nie były mąż. I chyba k
    > ażdy,
    > > kto się żeni/wychodzi za mąż z osobą, która ma dzieci liczy się z tym."
    >
    > A jakbyś zginęła w wypadku to Twojemu nowemu mężowi przyznano by opiekę nad dzi
    > eckiem czy ojcu biologicznemu? Dla mnie logiczne jest, że zajmują się i utrzymu
    > ją dziecko rodzice biologiczni.
    Czyli rozumiem, że jak teraz spłodzę kolejną 5 dzieci i będąc matką takiej gromadki maluchów nie będę mogła pracować to ojcowie tych dzieci mają obowiązek pokrywać 100% ich utrzymanie, ja nie muszę robić nić, bo już z tymi dziećmi w domu siedzę?
    Uważam, że 400 zł na dziecko w podstawówce to mało, ale argumentem nie może być, że pani ma kolejne dziecko z kolejnym panem, a do tego exowi się lepiej powodzi. Idąc tym tropem, ex powinien spłodzić 3, to będzie miał spokój, tak?
    Skoro uważasz, że dziecko utrzymują i wychowują rodzice biologiczni, to pamiętaj, że jest ich dwoje.
  • chalsia 06.11.12, 14:05
    > Uważam, że 400 zł na dziecko w podstawówce to mało, ale argumentem nie może być
    > , że pani ma kolejne dziecko z kolejnym panem, a do tego exowi się lepiej powod
    > zi.

    owszem, zgodnie z prawem może być.

    > zi. Idąc tym tropem, ex powinien spłodzić 3, to będzie miał spokój, tak?

    tak, miałby "spokój" - również w zgodzie z prawem
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:02
    > To chcesz, żeby on pokrywał większą część czy 100% - zdecyduj się...

    Dobrze Wysoki Sądzie, proszę o wybaczenie i obiecuję poprawę.
  • malgolkab 06.11.12, 09:32
    viktoria_kw napisała:

    > Pytasz o aspekt prawny czy o rzeczywistość? Bo realia są takie, że przez 3 lata
    > od rozstania, do chwili zasądzenia alimentów i wyjazdu eksa za granice to on b
    > ył bezrobotny, a ja zarabiając gorsze byłam praktycznie na utrzymaniu swoich ro
    > dziców. Wtedy to on w ogole nie poczuwał się do łożenia na dziecko, a ja, podch
    > odząc do tego po ludzku i z wyrozumiałością, nie ciągałam go po sądach, zeby wy
    > łudzić od niego jakiekolwiek alimenty. Mam na tyle zamoznych i pomocnych rodzic
    > ów, że mogłam dziecku zapewnic wszystko, czego na tamten czas potrzebowało, nie
    > chciałam tez zdzierac z teściów, którym tez sie nie przelewa. Ot, takie zwycza
    > jne człowieczenstwo, a nie tylko litera prawa i własnie tak staram sie podchodz
    > ic do zycia, bo przepisy są czesto absurdale i niejednokrotnie stoją w sprzeczn
    > osci ze zdrowym rozsądkiem.

    Hm, kręcisz jak dla mnie... Poza tym w pierwszym poście piszesz W związku z tym zastanawiam się, czy jesli ja nie zarabiam, to mój obecny mąż ma prawny obowiązek przejęcia na siebie mojej części zobowiązania alimentacyjnego, czy w takiej sytuacji przechodzi on w 100% na ojca dziecka.
    To w końcu się zdecyduj czy chodzi Ci o aspekt prawny czy moralny... Poza tym jak chcesz po ludzku, to może zamiast lecieć do sądu, porozmawiaj z byłym mężem.
    Inna kwestia - czy gdyby Twój mąż spłodził teraz jeszcze 6 dzieci, z dobrego serca powiedziałabyś mu, by na Wasze przestał płacić?
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:09
    > To chcesz, żeby on pokrywał większą część czy 100% - zdecyduj się...

    A czy to tak trudno pojąc, że ja kieruję się w życiu kwestiami moralnymi, ale dla mojego eksa liczy się tylko to, jakie są jego prawa i obowiązki określone przez kodeksy, uchwały i inne ustrojstwa. Czepiacie sie jakbym była jakims przestępcą, który plącze sie w zeznaniach. Żyjcie i dajcie życ innym.
  • chalsia 06.11.12, 22:12
    > A czy to tak trudno pojąc, że ja kieruję się w życiu kwestiami moralnymi, ale d
    > la mojego eksa liczy się tylko to, jakie są jego prawa i obowiązki określone pr
    > zez kodeksy, uchwały i inne ustrojstwa. Czepiacie sie jakbym była jakims przest
    > ępcą, który plącze sie w zeznaniach. Żyjcie i dajcie życ innym.

    a czy to tal trudno pojąć, że sąd nie zajmuje się kwestiami moralnymi ale prawami, obowiązkami itp określonymi przez kodeksy, uchwały.
    Sąd będzie się czepiał jeszcze bardziej niż my.
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • malgolkab 07.11.12, 09:40
    viktoria_kw napisała:


    >
    > A czy to tak trudno pojąc, że ja kieruję się w życiu kwestiami moralnymi, ale d
    > la mojego eksa liczy się tylko to, jakie są jego prawa i obowiązki określone pr
    > zez kodeksy, uchwały i inne ustrojstwa. Czepiacie sie jakbym była jakims przest
    > ępcą, który plącze sie w zeznaniach. Żyjcie i dajcie życ innym.

    Skoro wiesz, czym ex się kieruje i jaki jest to chyba nie liczysz, że nagle przejmie na siebie wszystkie zobowiązania.
    Wybacz, ale z Twoich wpisów nie wyłania się osoba kierująca się zasadami moralnymi, a zawiścią. Co Cię obchodzi ile kasy ma ex, gdzie jeździ itd. Piszą tu osoby, które mają doświadczenie w tych sprawach, więc przyjmij do wiadomości, że z takim nastawieniem wyjdziesz w sądzie na pazerne, zawistne babsko.

    I po raz setny - jak najbardziej powinnaś podwyższyć alimenty i nie, nikt w tym wątku nie uważa, że 400 zł to dużo.
  • chalsia 06.11.12, 12:52
    KRiO, Art.138. W razie zmiany stosunków można żądać zmiany orzeczenia lub umowy dotyczącej obowiązku alimentacyjnego.

    Uchwała o alimentach:
    (fragmenty)
    Zgodnie z utrwaloną w orzecznictwie zasadą, dzieci mają prawo do równej stopy życiowej z rodzicami, i to zarówno wtedy, gdy żyją z nimi wspólnie, jak i wtedy, gdy żyją oddzielnie. Oznacza to, że rodzice powinni zapewnić dziecku warunki materialne odpowiadające tym, w jakich żyją sami.
    Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego przewidują także formę wykonania obowiązku alimentacyjnego, w całości lub w części, w postaci osobistych starań o utrzymanie i wychowanie dziecka (art. 135 § 2 k.r.o.).
    Podwyższenie alimentów następuje wówczas, gdy zwiększeniu uległy potrzeby uprawnionego albo zwiększyły się możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego.
    Powództwo z art. 138 k.r.o. wyłącza dopuszczalność ewentualnego powództwa przeciwegzekucyjnego z art. 840 k.p.c. Dla stwierdzenia, czy nastąpiła zmiana stosunków w rozumieniu art. 138 k.r.o., należy brać pod uwagę, czy istniejące warunki i okoliczności - na tle sytuacji ogólnej - mają charakter trwały, dotyczą okoliczności zasadniczych, ilościowo znacznych i wyczerpują te przesłanki, które w istotny sposób wpływają na istnienie czy zakres obowiązku alimentacyjnego. Zmiana orzeczenia dopuszczalna jest tylko w razie zmiany stosunków powstałych po jego wydaniu, a jej ustalenie następuje poprzez porównanie stosunków obecnych z warunkami i okolicznościami uprzednio istniejącymi.
    ____________________________

    W świetle powyższego wszystkiego powody podane przez autorkę wątku (wzrost kosztów utrzymania dziecka w związku z jego rośnięciem, urodzenie przez matkę przyrodniego rodzeństwa, zwłaszcza wymagającego specjalnej opieki z racji choroby - matka nie może pracować) są wystarczającymi argumentami na podniesie alimentów.

    JEDNAKŻE lepszym według mnie będzie podanie powyższych okoliczności jedynie jako DODATKOWE (a nie główne argumenty) w pozwie.
    Główną drogą postępowania winno być przedstawienie aktualnych kosztów utrzymania i wychowania dziecka i wykazanie, że 400 zł (dotychczasowe alimenty) stanowi jedynie niewielki procent tych kosztów (tak z opisu autorki rozumiem sytuację). I należy wnioskować o podwyższenie alimentów do kwoty 70-80% kosztów z racji szczątkowego osobistego zaangażowania ojca w wychowanie oraz jego dobrego statusu materialnego.

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • tricolour 06.11.12, 20:45
    ... "dzieci mają prawo do równej stopy życiowej z rodzicami"?

    By wykładnia forumowa jest taka, że ta "równość" ma polegać na równaniu do lepiej sytuowanego rodzica. A przecież tak literalnie prawo nie stanowi. Zresztą w przypadku nowej rodzin, która jest uboższa od exa (jak w tym przypadku) równość oznaczałaby, że ex ma utrzymywać całą czeredę, łącznie z nowym mężem.

    Więc nie szukajmy prawnego sposobu na skubanie faceta, który pracuje więc ma.
  • chalsia 06.11.12, 21:46
    cześć Tri,

    wiesz co? mnie się już nie chce o tym dyskutować smile
    nie interesuje mnie wykładnia forumowa (zresztą -taka ludzka natura, że ludzie chcą by było lepiej i przyjemniej, a nie gorzej i biedniej)
    każdy ma prawo do swojego własnego zrozumienia - sąd także smile
    i to sąd będzie rozstrzygał wedle tego jak sam ten zapis kodeksowy rozumie
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • viktoria_kw 07.11.12, 22:17
    Bardzo dziękuję za ten wpis. Rzeczywiście wczesniej go pominełam w tym chaosie, a własnie to było meritum w mojej sprawie, tzn. tak, jak sama wywnioskowałas: głownym argumentem jest wzrost uzasadnionych potrzeb dziecka (z którymi nie miałam żadnego dylematu, bo wiedziałam, że to jest podstawa, zatem nie szłam tym torem), ale chciałam usystematyzowac sobie w głowie to, co gdzies mi tam dźwięczało sprzed lat, a nie wiedziałam dokładnie co i gdzie.
    Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
  • zegnaj_kotku 06.11.12, 14:07
    Może sposób w jaki autorka przedstawia fakty oraz poniekąd gra na emocjach nie jest do końca właściwy. Ale nie rozumiem tego ataku na nią…
    6 lat temu zostały zasadzone alimenty w kwocie 400 zł, w tamtym czasie ona miała dobrą sytuację materialną a ex złą. Przez kolejne lata ona w większej mierze (wydatki, czas, zaangażowanie) łożyła na utrzymanie wspólnego dziecka.
    Po latach sytuacja się odwróciła – ona ma dużo gorszą sytuację materialną, ex ma lepsza (od niej obecnie oraz od własnej poprzedniej). Dziecko ma potrzeby większe niż miało jako kilkulatek.
    Czy to takie „niemoralne”, że ona chce by ex ponosił obecnie wyższe koszty w związku z utrzymaniem dziecka niż było to przez minione lata, gdy ten obowiązek spoczywał na niej – bo miała takie możliwości? Czy może powinna z założenia od początku wymagać wyższych alimentów nie biorąc pod uwagę, że był wtedy w złej sytuacji ekonomicznej?

    --
    "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
    Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
  • zielona.wrona 06.11.12, 17:36
    Nikt kobiety nie atakuje. Moze 6 lat nie podnosila alimentow, zeby miec swiety spokoj od ojca dziecka i zyc ersatzem normalnej rodziny. Ona nie wnosila o alimeny, ex trzymal sie z daleka odwiedzajac malego dwa razy do roku. Teraz sie wszystko zmienilo. Nowy maz, rzecz calkiem zrozumiala, zainteresowany jest bardziej wlasnym dzieckiem, jak cudzym. No to mama sie zorientowala, ze teraz ex by sie przydal, zeby maly znikl na chwilke, na wakcje z tata ( i jego partnerka).
    Gdyby kobieta normalnie napisala, ze po 6 latach mysli o podwyzce alimentow, zlego slowa by tu nikt nie powiedzial. Tylko to twierdzenie, ze urodzilo sie nowe dziecko, ja nie pracuje, to niech tatus placi. I na wszystkie posty autorki sa moze dwa, trzy w ktorych nie wspomina o chorym dziecku. A wystarczyloby zupelnie nadmienienie, ze mlodsze dziecko wymaga jej osobistej opieki w jednym poscie.
    A co jest zlego, zeby dziecko wychowywal ojciec? Nie stac matki na zapewnienie dziecku bytu i tymbardziej opieki przy chorym dziecku a ojciec jest sam, to trzeba z nim po prostu porozmawiac.
    Z calosci przebija wlasnie chytrosc i chec wykorzystania sytuacji na poprawienie budzetu rodzinnego. Super sytuacja. Ludzie maja dwoje dzieci i jedna pensje i zyja a tu matka zastanawia sie, jak wykorzystac dziecko do podreperowania budzetu domowego. Bo tak to wlasnie jest, pomimo tych ochow i achow nad sama soba.
    No to powodzenia!"!
    --
    zielona.wrona
  • yoma 06.11.12, 17:58
    > Czy to takie „niemoralne”, że ona chce by ex ponosił obecnie wyższe
    > koszty w związku z utrzymaniem dziecka niż było to przez minione lata,

    To nie jest "niemoralne". Tu mamy sytuację jasną, alimenty na dziecko w kwocie niewysokiej i nikt nie neguje, że można się domagać ich podwyższenia. Tu się ludziska dziwują argumentacji pani: urodziłam drugie dziecko, więc niech eks daje kasę, bo ma, a poza tym łobuz ośmiela się jako singiel po świecie bujać.

    Gdyby pani zaczęła od "dziecko rośnie, ma potrzeby, czy mogę chcieć podwyższenia alimentów", nikt by pewnie złego słowa nie powiedział poza zapewne Tauczyńskim. Ale pani wolała zacząć od "olaboga jaka ja nieszczęśliwa, a eks ma kasę i się rozbija po świecie".
    --
    Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
  • viktoria_kw 06.11.12, 19:35
    Proszę kobieto, nie dramatyzuj moich postów bardziej niż są w rzeczywistości, tylko policz spokojnie do 10, weź głęboki oddech i jeszcze raz przeczytaj na spokojnie mój pierwszy wpis, w którym podaje suche fakty i zadaję konkretne pytanie z racji tego, że nie znam na tyle przepisów prawa i liczyłam, że spotkam się z konkretną odpowiedzią: "tak" lub "nie", a nie z moralnymi wywodami, jakąs bezzasadną krytyką (juz od razu po pierwszym poście, w którym miałam na celu jedynie nakreślenie swojej sytuacji rodzinnej, a nie użalanie się nad sobą czy kimkolwiek innym) i robieniem ze mnie potwora nie tylko wobec eks, ale teraz juz nawet w stosunku do własnych dzieci.
    Ludzie! Litości! Opamiętajcie się, bo chyba niektrórym z was juz sie poprzewracało w głowach!
    Wybacz yoma, ale nie chce mi sie juz nawet komentowac Twoich wypowiedzi, bo dla mnie sa po prostu żałosne.
  • tricolour 06.11.12, 20:51
    To przyjmij krytykę jak osoba dorosła, a nie dziecko, które się obraża. Każdy Ci mówi, że 400zł to małe alimenty i niewystarczające , a Ty zamiast się skupić na merytorycznym załatwieniu podwyżki piszesz o exie, który jeździ po świecie. Pracuje, to jeździ - na tym właśnie polega praca, że człowiek sobie wypracuje odpoczynek. Ty nie pracujesz więc nie masz odpoczynku - wiem, że to brutalnie brzmi, ale taka jest właśnie istota pracy.

    Dodatkowo słowem nie piszesz, że potrafisz normalnie porozmawiać z exem o podwyżce tylko od razu sąd. Sąd to jest wojna, a to co masz na forum to tylko pukanina kapiszonami w porównaniu z salą sądową.
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:30
    Gdybym sie obraziła, to by mnie juz tu nie bylo., ale to wy, zamiast sie skupic na faktach roztrzasacie moje zycie na częsci pierwsze oceniajac jego etycznosc, moralnosc i słusznosc. Myslałam, ze na tego typu forach nie rządzą emocje, a jednak.

    > Pracuje, to jeździ - na tym właśnie polega praca, że człowiek sobie wypracuje o
    > dpoczynek. Ty nie pracujesz więc nie masz odpoczynku - wiem, że to brutalnie br
    > zmi, ale taka jest właśnie istota pracy.
    No nie wytrzymam! Jak mozna miec tak ciasny umysł! Bo ja od ponad 3 lat siedze w domu i pierdze w fotel oglądając telenowele. Od razu widac, ze nie masz pojecia o zajmowaniu sie domem i dziecmi. Wyboraz sobie, ze ja tez pracuje i to byc moze ciezej niz ty, z ta róznicą, ze za moja prace mi nikt nie płaci i ja pracuje prawie 24h/dobe przez 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. I nie dlatego nie mam wolnego, ze nie pracuje, tylko dlatego, ze od opieki nad dzieckiem i domem nie mozna wziąc urlopu.


    > Dodatkowo słowem nie piszesz, że potrafisz normalnie porozmawiać z exem o podwy
    > żce tylko od razu sąd. Sąd to jest wojna, a to co masz na forum to tylko pukani
    > na kapiszonami w porównaniu z salą sądową.
    Nie lubie sie powtarzac, ale zrobie dla ciebie wyjatek, bo pewnie nie bedzie ci sie chciało szukac wsród gąszczu postów, ze aby porozmawiac z eksem najpierw musze sie do tej rozmowy przygotowac merytorycznie i tylko dlatego mój watek w ogole zaistniał na tym forum. Jednak efekt tego marny, bo uzyskałam tu tylko kilka cennych uwag, a cała reszta to tylko chęć dokopania.
    Z pewnoscia skorzystam z porad prawnika, który nie bedzie sie tak emocjonował i czynił osądów nad moim zyciem, tylko udzieli konkretnych i rzeczowych wskazówek.


    Sąd to jest wojna, a to co masz na forum to tylko pukani
    > na kapiszonami w porównaniu z salą sądową.
    Co prawda tylko 2 razy miałam okazje znaleźć sie na sali sądowej, podczas sprawy rozwodowej, ale jakos nie wspominam tego jako wojny, no chyba ze patrzec na to w kategorii tego, ze mój eks poległ i nawet adwokat mu nie pomógł. Jak sie ma twarde argumenty to nie ma z kim walczyc.
  • blue_ania37 06.11.12, 22:42
    No nie wytrzymam! Jak mozna miec tak ciasny umysł! Bo ja od ponad 3 lat siedze
    > w domu i pierdze w fotel oglądając telenowele. Od razu widac, ze nie masz pojec
    > ia o zajmowaniu sie domem i dziecmi. Wyboraz sobie, ze ja tez pracuje i to byc
    > moze ciezej niz ty, z ta róznicą, ze za moja prace mi nikt nie płaci i ja pracu
    > je prawie 24h/dobe przez 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. I nie dlatego nie m
    > am wolnego, ze nie pracuje, tylko dlatego, ze od opieki nad dzieckiem i domem n
    > ie mozna wziąc urlopu.

    Gdybym pisała to ja, która jest sama od półtora roku to może by mi powiedzieli, dziewczyno ochłoń, nie przerobiłaś tematu itp...
    Przestan rozwalać każde słowo na czynniki pierwsze, rozwiodłaś się, wychowujesz, przez pewien czas nawet bez wsparcia eksa chwała, poznalaś nowego faceta, masz nowe dziecko gratuluję.
    Ale skup się na merytoryce.
    Nikt nie mówi, że masz kosmiczne alimenty i że jesteś pijawką na ramieniu eksa.
    Nie jesteście 6 lat conajmniej, jakie to ma znaczenie czy on jeżdzi maluchem czy wypasionym mercem?
    To już nie twoje zycie i nie twoje radości i zmartwienia, skup się na obecnej rodzinie.
    Przygotuj wyliczenia, paragony, przelewy, bez żali że on 6 lat temu to a ty to...bo to faktycznie doprowadzi was do sądu.
    A
  • viktoria_kw 07.11.12, 22:26
    > Ale skup się na merytoryce.
    No i własnie taki miałam zamiar, ale nie spodziewałam sie, ze dyskusja przybierze taki obrót.

    > Nikt nie mówi, że masz kosmiczne alimenty i że jesteś pijawką na ramieniu eksa.
    Oj, nie będe juz teraz sie doszukiwac kto i kiedy to napisał, ale juz zostałam na samym początku okrzyknieta pijawką wink

    > Nie jesteście 6 lat conajmniej, jakie to ma znaczenie czy on jeżdzi maluchem cz
    > y wypasionym mercem?
    No wiesz, do dnia przedwczorajszego nie miało to dla mnie zadnego znaczenia, ale dałam sie sprowokowac, bo chciałam tylko napomknąc o jego zasobnosci w kontekscie tego, ze stac go na to, zeby płacic wyzsze alimenty, ze nie jest biedakiem, od którego oczekuję manny z nieba.

    > To już nie twoje zycie i nie twoje radości i zmartwienia, skup się na obecnej r
    > odzinie.
    Masz rację, mam powazniejsze sprawy na głowie niz roztrząsanie przeszłosci i analizowanie obecnego zycia eksa i tak jak wspomniałam wyzej, on nie jest obecny w naszym zyciu, nikt z nas nie rozczula sie nad tym, jak on zyje, gdzie jezdzi i co posiada. To po prostu wyniknęło tylko tu, na forum.

    > Przygotuj wyliczenia, paragony, przelewy, bez żali że on 6 lat temu to a ty to.
    > ..bo to faktycznie doprowadzi was do sądu.
    Przyznam szczerze, ze byłam mało zapobiegawcza, bo w zasadzie nie posiadam zadnych paragonów za zakupy dla syna, nie lubie zarzucac sie smieciami, wiec nigdy ich nie przetrzymywałam, chyba, ze na produkty podlegające gwarancji.
  • errormix 07.11.12, 14:35
    viktoria_kw napisała:

    No nie wytrzymam! Jak mozna miec tak ciasny umysł! Bo ja od ponad 3 lat siedze
    > w domu i pierdze w fotel oglądając telenowele. Od razu widac, ze nie masz pojec
    > ia o zajmowaniu sie domem i dziecmi. Wyboraz sobie, ze ja tez pracuje i to byc
    > moze ciezej niz ty, z ta róznicą, ze za moja prace mi nikt nie płaci i ja pracu
    > je prawie 24h/dobe przez 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku. I nie dlatego nie m
    > am wolnego, ze nie pracuje, tylko dlatego, ze od opieki nad dzieckiem i domem n
    > ie mozna wziąc urlopu.

    To już twój kolejny post, w którym podkreślasz, że siedząc w domu pracujesz, bo zajmujesz się dziećmi, a faceci nie są w stanie tego zrozumieć.

    Otóż wyprowadzę cię z błędu. Są w stanie zrozumieć. Ja jestem właśnie facetem, który wychowuje dziecko sam, bez niczyjej pomocy, bez zaangażowania ze strony ex. Tak się składa, że pracuję na etacie, dodatkowo mam własną firmę, a jakby tego było mało również gotuję, sprzątam, ceruję, bawię się, śpiewam, piorę, prasuję.... I tak już od 4 lat.

    Oczywiście, ty możesz odpowiedzieć że masz gorzej, bo zajmujesz się dwójką dzieci, a ja jednym, tyle tylko, że tobie pomaga mąż big_grin Nawet jeśli wyniesie śmieci, odkurzy, albo przybije gwoździa.

    Jak również, podobnie jak Tri, odnoszę wrażenie, że te pieniądze o które chcesz wnioskować wcale nie mają służyć tylko i wyłącznie dziecku, ale generalnie - wam wszystkim. A to już jest nie fair.

    Moja rada - Weź się do roboty.

    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • viktoria_kw 07.11.12, 23:06
    No i chwała Ci za to, że jestes taki zaradny, ale jesli tez tak skrupulatny, ze zdążyłes zauwazyc, iz kilka razy sie powtórzyłam, to mogłes tez spostrzec, ze nigdzie nie napisałam, ze faceci nie są w stanie tego zrozumiec, tylko ktos, kto nigdy nie miał na wychowaniu dziecka, bo zdaję sobie sprawę z tego, ze nie tylko matki mają je pod swoją opieką.

    > Otóż wyprowadzę cię z błędu. Są w stanie zrozumieć. Ja jestem właśnie facetem,
    > który wychowuje dziecko sam, bez niczyjej pomocy, bez zaangażowania ze strony e
    > x. Tak się składa, że pracuję na etacie, dodatkowo mam własną firmę, a jakby te
    > go było mało również gotuję, sprzątam, ceruję, bawię się, śpiewam, piorę, prasu
    > ję.... I tak już od 4 lat.
    Gratuluję! Tylko wytłumacz mi jakim sposobem ogarniasz to wszystko, skoro pracując na etacie z twojej doby umyka juz min. 8h, kolejne 8 pewnie na sen, doglądanie własnej firmy pewnie tez wymaga jakiegos nakładu czasowego, do tego stanie w korkach, zakupy itd.
    Kiedy znajdujesz czas dla dziecka? Czy to nie jest przypadkiem troche tak, ze dzieć większosc czasu tuła sie po rodzinie, albo spędza go w szkolnej świetlicy lub z opiekunką?
    Albo jestes jakims cyborgiem, albo troche cie poniosło z tymi twoimi obowiązkami.
    Fakt, ja mam dwoje i moze mam 2 razy wiecej prania, prasowania, musze naobierac wiecej ziemniaków na obiad, czy ugotowac wiecej zupy, ale to juz nawet nie o to chodzi, tylko o to, kiedy ty to wszystko robisz? Bo ja co prawda nie ceruję i nie dziergam, ale i tak brakuje mi juz czasu dla siebie samej.

    > Jak również, podobnie jak Tri, odnoszę wrażenie, że te pieniądze o które chcesz
    > wnioskować wcale nie mają służyć tylko i wyłącznie dziecku, ale generalnie - w
    > am wszystkim. A to już jest nie fair.
    Proszę cie, miej litosc. Chyba jednak solidarnosc plemników wygrywa! Jestes ojcem, masz dziecko przy sobie, na pewno dobrze wam sie powodzi, wiesz ile kosztuje zycie, a mimo to uwazasz, ze majac nawet ten tysiac (na co szczerze mówiac nie licze), jestem stanie cos wyrwac dla reszty rodziny. Jesli alimenty zostana podwyzszone, to czytajac moje wczesniejsze wpisy juz chyba sie zorientowałes, ze nawet ten tysiac nie wystarczy na potrzeby mojego dziecka.

    > Moja rada - Weź się do roboty.
    Wierz mi, że bardzo chętnie bym się wzięła, bo zanim jeszcze skonczyłam studia, a starszy syn miał kilka m-cy juz rozpoczęłam pracę i do momentu urodzenia drugiego dziecka cały czas byłam aktywna zawodowo, dlatego pomimo juz dosc długiego czasu, nie przywykłam do roli kury domowej.
    Ty pewnie w mojej sytuacji wynająłbys opiekunkę do chorego dziecka, ale pomysl, jesli wszystko, co zarobie mam jej oddac, to na prawde wole sie zajmowac synkiem sama, bo przynajmniej mam gwarancje, ze nie dzieje mu sie zadna krzywda.
    Oczywiscie alternatywą jest praca zdalna, ale o taką tez nie łatwo, bo juz na kilka ogłoszen odpowiedziałam, a potem sie okazywało, ze to jakas wielka ściema i szukanie naiwniaków.
  • mayenna 08.11.12, 08:45
    Wiktoria, muzę ty się nie umiesz zorganizować zwyczajnie, skoro dwoje dzieci to dla ciebie takie obciążenie, że nie masz czasu dla siebie?
    A może za dużo na forum siedzisz bo wyprodukowane 5 postów o takiej objętości wymaga tak z pól godziny co najmniej.Nie szkoda ci go na ciągnęcie tej dyskusji, z której już nic nowego nie wyniknie?
  • errormix 08.11.12, 08:53
    Jedno jest jasne. W tłumaczeniu się, że ty czegoś nie możesz, jesteś doskonała.

    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • malgolkab 08.11.12, 11:00
    Ja jak error mam 1 dziecko - rozstałam sie z jego ojcem jak syn miał 3,5 roku. Oprócz umowy o pracę, wziełam wtedy 2 duże zlecenia na 3 lata + co jakis czas mniejsze. Moje dziecko chodziło do przedszkola (przeciętnie 7 godzin dziennie), nigdy nie miałam opiekunki, moi rodzice oboje pracują i wracają 17-18, tata zabiera syna średnio 3 razy w miesiącu na 1 noc.
    W przedszkolu obiad jest o 12, więc syn ok. 17 je 2 obiad, mieszkam w domu, więc sprzątania w środku i na zewnątrz też jest trochę. Teraz sytuacja się zmieniła, bo mam 2 męża, więc jest dużo prościej, choć jak chodzi o odbieranie syna + inne prace domowe w tygodniu to niewiele się zmieniło, bo w chwili obecnej mąż rzadko kończy pracę przed 20.
    Ty masz co prawda 2 dzieci, ale masz też 2 męża i chętnych do pomocy rodziców.
    Jak się chce, to wszystko można zorganizować trzeba tylko chcieć. Pewnie, że mając dzieci jest trudniej, bo wymagaja opieki, chorują itd., ale to chyba wie każdy kto się na dzieci decyduje.
  • yoma 06.11.12, 21:09
    > ale nie chce mi sie juz nawet komentowac Twoich wypowiedzi,

    Uff smile
    --
    Mam żone dwójkędzieci i czuję siez tego tytułu podle. [by Oszołek, pisownia oryginału]
  • malgolkab 06.11.12, 23:04
    viktoria_kw napisała:

    > Proszę kobieto, nie dramatyzuj moich postów bardziej niż są w rzeczywistości, t
    > ylko policz spokojnie do 10, weź głęboki oddech i jeszcze raz przeczytaj na spo
    > kojnie mój pierwszy wpis, w którym podaje suche fakty i zadaję konkretne pytani
    > e z racji tego, że nie znam na tyle przepisów prawa i liczyłam, że spotkam się
    > z konkretną odpowiedzią: "tak" lub "nie", a nie z moralnymi wywodami,

    Co ty gadasz? Parę postów temu pisałaś, że nie chodzi Ci o przepisy prawa, ale o moralnośc właśnie, bo Twoi rodzice dziecko utrzymywali jak ex był bez pracy i Ty właśnie oczekujesz, że po ludzku on teraz zrobi to samo. Zdecyduj się na jedną wersję i wtedy pisz
  • viktoria_kw 07.11.12, 22:37
    > Ty właśnie oczekujesz, że po ludzku on teraz zrobi to samo. Zdecyduj się na je
    > dną wersję i wtedy pisz

    Nigdzie nie napisałam, ze liczę na to, ze zrobi to samo - kolejna nadinterpretacja, a ukazałam jedynie to, że ja na zycie patrzę przez pryzmat moralnosci i kiedys zachowałam sie zwyczajnie po ludzku, co nie oznacza, ze stoi to w sprzecznosci z tym, ze mój eks postrzega swoje obowiązki w kategoriach prawnych i dla niego liczą się przepisy, zatem dla niego argumentem muszą być paragrafy.
    A podałam ten przykład sprzed lat w odpowiedzi na to, jak ja zachowałabym sie, gdyby to eks był bezrobotny. Zatem napisałam, ze byłam juz w takiej sytuacji i zachowałam sie tak a nie inaczej, bo to, ze eks miałby zasądzone alimenty, a nie miałby pracy, to jego zobowiązanie byłoby jedynie wyrokiem sądu, a w rzeczywistosci i tak by nie płacil. Więc prawo sobie, a życie sobie.
    Nie mam rozdwojenia jaźni i wiem czego oczekuje i czego sie moge spodziewac.
  • malgolkab 08.11.12, 11:19
    Po raz kolejny Ci napiszę, choc nie wiem czy to ma sens - Twoje wypowiedzi brzmią niewiarygodnie - kręcisz, mieszasz, powołujesz się na zasady moralne, a niektóre z Twoich tekstów sugerują raczej ich brak. Nie znam Cię, więc ocenić Twojej osoby nie mogę, ale po wypowiedziach, zdanie mam niezbyt pozytywne. Jeśli w ten sposób będziesz się wypowiadać w sądzie, to myślę, że odczucia będą podobne. Jeśli uważasz to za złośliwość, to proponuję zacytować swoje wypowiedzi - te z forum - jakiemukolwiek prawnikowi i poprosić o opinię.
  • viktoria_kw 06.11.12, 22:12
    Dziękuję za obiektywizm. Potwierdzasz tylko to, że jednak ten kto chciał zrozumiec, to zrozumiał, bo juz zaczełam wierzyc w to, ze jestem potworem.
  • noname2002 07.11.12, 09:37
    Nie przejmuj się krytyką, skup się na tym co Ci poradzono(zwłaszcza na postach Chalsi) i wnioskuj o wyższe alimenty.
  • tricolour 07.11.12, 12:19
    ... że jeśli miałaś przez sześć lat marne 400zł i nie podnosiłaś tych alimentów, to byłaś dupa nie matka. Najzwyczajniej nie tylko zaniedbałaś finansowo starsze dziecko (nawet gdy pomagali dziadkowie, bo w finansowaniu dziecka nie chodzi o pomoc tylko stały obowiązek rodzica), ale wypracowałaś w exie przeświadczenie, że cztery stówy wystarczą. Nie wystarczą.

    Teraz zaś chcesz realnych alimentów, co będzie oznaczało wzrost kilkaset procent. Więc się ex zdziwi (sąd pewnie też) skąd nagle dziecko ma taki wzrost potrzeb. Sąd zapyta nie tylko o potrzeby, ale także skąd taki wielokrotny wzrost. Dlaczego kiedyś starczało 400, a teraz potrzebujesz kilka razy więcej? Je tylko kawior i popija szampanem? Jeśli tego sensownie nie wyjaśnisz i nie przekonasz exa, to jego niechęć do wielkiej podwyżki alimentów może skończyć się wzrostem do 600-800zł po wielkiej awanturze.

    I co wtedy? Przecież to stanowczo za mało, by utrzymać Waszą rodzinę. Ty masz w ogóle plan jak rozwiązać Wasze sprawy finansowe?
  • viktoria_kw 07.11.12, 13:24
    Dlaczego kiedyś wystarczało 400?
    Mam nadzieję, że sąd nie będzie tak oporny i łatwiej mu będzie przyjąć do wiadomości, to co juz napisałam w tym wątku chyba 2 czy 3 razy, ale specjalnie dla ciebie napisze kolejny: przez 6 lat było mnie stać (słownie S T A Ć) na to, zeby ponosić większą częśc kosztów utrzymania dziecka, a to, że swój udział mieli w tym moim bliscy, to chyba nie powinno mieć już znaczenia, ważne, że dziecko miało zapewnione, to czego potrzebowało.
    Ale chyba faktycznie masz rację, byłam dupa i to wielka dupa wołowa, że przez tak długi czas brałam na swoją klatę starania o byt dziecka. No cóż, ale przyszedł moment, kiedy dumę i honor trzeba będzie sobie schować głęboko gdzieś.
    No i skąd ten "nagły" wzrost? Hmmm, no cóż, ja wiem, że czas to pojęcie bardzo względne, ale myślę, że chyba dla każdego 6 lat to spory kawałek czasu, szczególnie w życiu dziecka, kiedy zachodzą tak intensywne zmiany na każdej jego płaszczyźnie, zatem myslę, że wzrost ten nie jest ani nagły, bo postępował stopniowo, a to, że eks w nim nie uczestniczył, nie oznacza, że go nie było (po prostu tylko go to ominęło), ani wielokrotny, bo skoro następował sukcesywnie, co jakis czas o ileś tam procent i złotych, to po prostu po jakims czasie osiągnął taki własnie poziom, jaki mamy obecnie, a to, że w rzeczywistości oznacza to, że chcę dążyć do tego, żeby eks pokrywał na ten czas przynajmniej 80% tych kosztów (i to nie z racji posiadania przeze mnie drugiego dziecka, tylko braku pracy i ponoszenia osobistych staran o dziecko, które ja mu zapewniam, a więc w ten sposób świadczę swoje alimenty wobec niego) nie oznacza, ze wczesniej ponosił chociazby 50%. Czy to na prawdę takie brutalne i okrutne z mojej strony. Jak nie musiałam, to nie prosiłam o więcej, zapewniałam i wikt i opierunek, a oprócz tego pokrywałam znaczną częśc wydatków pieniężnych na dziecko i jakos jego to wtedy nie bolało, ze jego starania ograniczają się do przelania raz w miesiącu kasy (na dodatek zawsze ze sporym opóźnieniem).

    > I co wtedy? Przecież to stanowczo za mało, by utrzymać Waszą rodzinę. Ty masz w
    > ogóle plan jak rozwiązać Wasze sprawy finansowe?
    Widzę, że uparcie próbujesz mi wmówić, że za alimenty będę utrzymywać całą rodzinę, zatem ja poraz kolejny spróbuję ci wbić do twojej opornej głowy, ze z tego sie zwyczajnie nie da juz nic uczknąć dla nas, nawet gdybym bardzo tego chciała (bo do swoich intencji nie bede cie juz przekonywac). No chyba, ze faktycznie zaczne dziecko głodzic, przestanie sie myc, bedzie chodził do 18-stki w tym, co ma teraz w szafie. Moze w takiej sytuacji mógłbys mi zarzucic chęć zgarnięca alimentów do własnej kieszeni, ale ja na prawdę nie jestem wyrodną matką i dbam o swoje dzieci.
    Wiem, ze komus po drugiej stronie barykady moze trudno w to uwierzyc, bo przeciez solidarnosc plemników zawsze wygra, ale jakos mój eks nie ma mi nic do zarzucenia wzgledem opieki i wychowania dziecka.

    A w kwestii mojego planu na rozwiązanie naszej sytuacji finansowej... no cóż... miło mi, że tak się troszczysz o moją rodzinę, ale zapewniam cię, że głodem nie przymieramy, bo nawet gdy są chwile, ze pod koniec miesiąca mamy 10 zł na koncie, to wciąz mozemy liczyc na wsparcie moich rodziców.
    Aczkolwiek zgodzę się z tym co napisałes na samym początku: wolałabym, zeby ktos mi dał wędkę niz rybę, bo to nie rozwiązuje przyczyny naszych problemów, a jedynie chwilowo likwiduje ich skutki.
    Zatem co zamierzam? Póki co próbuję pozyskiwać środki np. na nową odzież dla dzieci sprzedając ubranka po nich na allegro, czyli sprzedając juz te za małe mogę za to kupic większe. Z resztą wystawiam co się da, niepotrzebne sprzęty domowe, rózne artykuły dziecięce, ostatnio wzięłam się tez za zgodą syna za jego zestawy lego, których kolekcja uchowała mu sie jeszcze z tych dawnych dobrych czasów.
    Pewnie, ze to tez moze zadne rozwiązanie, ale docelowo chciałabym się podjąc jakiejs pracy przez internet, czy w ogole jakiejkolwiek, którą mogłabym wykonywac w domu. Tyle, ze znalezienie uczciwej oferty jest na prawdę ogromnym wyzwaniem.
  • taki_drugi 08.11.12, 09:13
    Przyłączam się do głosów, że jesteś pijawką.
    Sprawę o alimenty rozpatrujesz przez pryzmat tego, że twój ex ma kasę, a wam jest ciężko bo nie masz pracy, urodziło ci się drugie dziecko i generalnie poziom życia się obniżył.
    Mam nadzieję, że dotarło w końcu do ciebie, to co pisze tutaj większość, że twoja nowa rodzina, mąż, dziecko nie mają nic w spólnego z alimentami. twój ex ma płacić na wasze dziecko, a nie żeby tobie i twojej rodzinie przybyło trochę więcej grosza w portfelu i żeby wam się łatwiej żyło.
  • smutnyaniol 08.11.12, 09:24
    A poszłaś już dowiedzieć się o zasiłek pilęgnacyjny czy nadal tylko siedzisz i narzekasz jak to nie masz czasu?
    Ja tez pracuje na etacie, ma dziecko, dom, przyjaciół, prowadzę działalność i wystarcza mi czasu na wszystko. Naprawdę nie trzeba koniecznie przesypiać 8 godzin smile. A jak słysze o przepracowaniu kobiet co maja tylko dom i dzieci i sa tak "zarobione", że już na nic nie mogą sobie pozwolić to się lekko uśmiecham. Szczególnie, że Ty nie jesteś sama, a conajmniej jedno dziecko nie jest maluchem wymagającym stałej opieki i conajmniej kilka godzin dziennie spędza w szkole.
  • logicman 08.11.12, 09:31
    smutnyaniol napisał(a):

    > Naprawdę nie trzeba koniecznie przesypiać 8 godzin smile

    Powiedziałbym nawet, że 8 godzinny sen w przypadku dorosłej osoby to komfort. Np. ja mogę sobie pozwolić na coś takiego jedynie na urlopie (i to nie zawsze), czasem w weekendy.
  • noname2002 08.11.12, 10:56
    Ja tez pracuje na etacie, ma dziecko, dom, przyjaciół, prowadzę działalność i w
    > ystarcza mi czasu na wszystko. Naprawdę nie trzeba koniecznie przesypiać 8 godz
    > in smile. A jak słysze o przepracowaniu kobiet co maja tylko dom i dzieci i sa tak
    > "zarobione", że już na nic nie mogą sobie pozwolić to się lekko uśmiecham.

    Taaak, na zdradzanie męża też miałaś czas, to już wiemy. A doczytałaś, że młodsze dziecko jest chore? masz chore dziecko i wiesz ile czasu i pracy wymaga?
  • taki_drugi 08.11.12, 11:11
    Czy autorka gdzieś tu napisała na co chore jest dziecko? Bo to może być zarówno porażenie mózgowe, jak i zwykła alergia smile
  • noname2002 08.11.12, 11:22
    Skoro musiała zrezygnować z pracy, to raczej nie jest to alergia.
  • tricolour 08.11.12, 11:30
    ... ponieważ wyraźnie pisze, że gdyby poszła do pracy, to dostanie za nią 1200 złotych, a niania kosztuje tysiąc więc za dwie stów jej się nie opłaca. To jest wyraźnie zasygnalizowane.

    Ale rzeczywiście można dopytać na co chore jest dziecko skoro może mieć nianię. No to na co?
  • viktoria_kw 08.11.12, 21:44
    Czy nie wydaje ci się, że zaczynasz byc zbyt wścipski i na zbyt wiele sobie pozwalasz. Jeszcze chwila, a będziesz chciał znac wysokosc zarobków mojego męza, metraz mieszkania i rozmiar mojego biustu.

    A a propo luksusu przesypiania 8h. na dobę, to jak zwykle koloryzujesz, bo podkresle, że ja nigdzie nie napisałam, że tyle czasu na dobe sypiam, tylko załozyłam, że niejaki errormix może średnio tyle przesypia, co równiez wydawało mi się rozpustą biorąc pod uwagę jego napięty grafik.
    A tak na marginesie, to gdybys od 3 lat spędzał nie raz noc na półsiedząco z dzieckiem na ręku albo przy szpitalnym łóżku lub był kazdej nocy wybudzany co godzine, to nawet gdybys próbował poświęcić 10 h na nocny wypoczynek, to wierz mi, ze i tak chodziłbys przodem do tyłu i podpierał sie nosem. Nie liczy sie ilosc snu, tylko jego komfort.
    Ale po co ja ci cokolwiek bede tłumaczyc, i tak nie pojmiesz, bo masz za to zbyt ciasny umysł, jak to juz wczesniej zauwazyłam.
  • errormix 08.11.12, 22:09
    viktoria_kw napisała:

    > A a propo luksusu przesypiania 8h. na dobę, to jak zwykle koloryzujesz, bo podk
    > resle, że ja nigdzie nie napisałam, że tyle czasu na dobe sypiam, tylko zało
    > zyłam
    , że niejaki errormix może średnio tyle przesypia, co równiez w
    > ydawało mi się rozpustą biorąc pod uwagę jego napięty grafik.

    Źle założyłaś. I co gorsza, teraz dorabiasz do tego swoją teorię dotyczącą mojego grafiku, o którym nie masz zielonego pojęcia.

    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:13
    No cos ty!!! To zupełnie tak jak wy wszyscy tutaj wszechwiedzący o moim życiu!
    A poza tym ja nie miałam na celu tworzyc teorii twojego grafiku, tylko zadałam pytanie jak sie wyrabiasz ze wszystkim w 24h, na co oczywiscie nie uzyskam juz zadnej odpowiedzi, bo trzeba by sie za bardzo wysilic, prawda?
  • smutnyaniol 08.11.12, 11:30
    Kwestia organizacji, a złośliwością mało co sie osiąga.
    Doczytałam, ale nadal nikt nie wie na co, więc nie będę wyrokowac ile czasu trzeba mu poświęcić, ale Ty to zapewne wiesz.
  • noname2002 08.11.12, 11:51
    A w imię czego kobieta ma po nocy pracować? tego, żeby eks w ogóle nie miał już obowiązków wobec własnego dziecka?
  • tricolour 08.11.12, 11:55
    ... płaci zasądzone alimenty. Mieszka za granicą, to siłą rzeczy nie opiekuje się dzieckiem. Zresztą dziecko ma nowego tatusia więc może było dobrze się usunąć?

    Jakby na to nie patrzeć prawo mówi jednoznacznie: spełnianie obowiązku alimentacyjnego oznacza wypełnianie w całości obowiązku rodzicielskiego.
  • noname2002 08.11.12, 12:04
    Popatrz a ja znam ojców, którzy mieszkając za granicą potrafią utrzymywać kontakt z dziećmi (przez Skype'a i odwiedzając je przy każdym pobycie w Polsce) i zabierać je na wakacje. Supermeni?

    "Zresztą dziecko ma nowego tatusia więc może było dobrze się usuną
    > ć?"
    I jesteś pewien, że dziecko nigdy się nie zastanawia dlaczego biologiczny ojciec nie chce mieć z nim do czynienie?

    A na koniec pytanie: naprawdę wierzysz, że z przeciętnych polskich alimentów może wyżyć 4 osobowa rodzina?
  • taki_drugi 08.11.12, 12:14
    noname2002 napisała:

    > A na koniec pytanie: naprawdę wierzysz, że z przeciętnych polskich alimentów mo
    > że wyżyć 4 osobowa rodzina?

    Kobieto! Jaka 4 osobowa rodzina? Z alimentów ma żyć dziecko, a nie całe stado. A gwoli ścisłości, to część tego stada (tutaj: matka) ma obowiązek się do utrzymania tego dziecka jeszcze dorzucać.
  • viktoria_kw 08.11.12, 21:58
    Kwoli ścisłości: zarówno ja, jak i ojciec mamy wobec dziecka obowiązek alimentacyjny, który dla przypomnienia nie polega tylko na finansowaniu jego potrzeb, ale równiez na osobistych staraniach o jego wychowanie, czyli opiekę, przygotowywanie posiłków, zawożenie do szkoły, pranie, prasowanie ubrań, czytanie bajek na dobranoc, wizyty u lekarzy, podcieranie pupy, itd. itp.
    Zatem skoro ja zabezpieczam całe to zaplecze techniczno-organizacyjne dziecka, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, zeby tatus, nawet w całosci, zabezpieczył stronę finansową.

    > Kobieto! Jaka 4 osobowa rodzina? Z alimentów ma żyć dziecko, a nie całe stado.
    Chyba kazdy to rozumie, oprócz dwóch ograniczonych myślowo panów na tym forum, do których juz nie wiadomo jak pisac, zeby dotarło, bo chyba logiczne jest, ze skoro miesięczne koszty utrzymania dziecka wynoszą np. 1000 zł, a tata da na to 1000 zł, to na resztę rodziny już przypadnie 0 zł. Zatem pytanie brzmi, jesli 1-1=0, to o ile wzbogaci się pozostałych członków rodziny? Prościej sie juz chyba nie da, ale pewnie i tak nie dotrze.
  • tricolour 08.11.12, 12:20
    ... ale gdy w 4-osobowej rodzinie jest tylko jedna wypłata, to alimenty na dziecko stają się wspólne dla wszystkich. Co zresztą wyraźnie wynika z postów autorki.
  • noname2002 08.11.12, 12:31
    Nie jest jedna wypłata, bo pomagają rodzice autorki to raz, a dwa, żeby z alimentów korzystał ktoś oprócz dziecka alimenty muszą przewyższać koszty utrzymania tego dziecka.
    Myślisz, że polski sąd przyzna alimenty wyższe niż koszty utrzymania dziecka?
  • tricolour 08.11.12, 13:01
    ... zwyczajnie jednemu się zabiera, a drugiemu daje. wyrównując Zresztą taka sytuacja byłaby po podwyżce alimentów, gdy starsze dziecko będzie miało więcej pieniędzy niż młodsze. A że takie cuś nie jest zaakceptowania, to rodzice zabiorą starszemu i dodadzą młodszemu, by dzieci nie jadły różnych rzeczy.

    I stąd spór. I też upór autorki, która dobrze o tym wiedząc wije się jak piskorz, by tylko do tego sie nie przyznać, ale i tak to wynika.
  • malgolkab 08.11.12, 13:04
    tricolour napisał:

    > ... zwyczajnie jednemu się zabiera, a drugiemu daje. wyrównując Zresztą taka sy
    > tuacja byłaby po podwyżce alimentów, gdy starsze dziecko będzie miało więcej pi
    > eniędzy niż młodsze. A że takie cuś nie jest zaakceptowania, to rodzice zabiorą
    > starszemu i dodadzą młodszemu, by dzieci nie jadły różnych rzeczy.
    Tri, bez sensu polemika - zaraz Ci Pani napisze, że młodszemu do tego lepszego jedzenia dziadkowie dołożą.
  • tricolour 08.11.12, 13:08
    ... jako stały comiesięczny dochód.

    smile
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:10
    Ludzie! Jak wy funkcjonujecie w zyciu, bo nie potrafie tego pojąć? Znakujecie pieniądze? Robicie oosobne zakupy dla dziecka, na które macie alimenty?!
    Skoro ktos kilkanascie postów temu próbował mi tłumaczyc, ze alimenty sie wylicza a nie wymysla, to jesli ja wiem ile w skali roku przeznaczam na dziecko i podziele to przez 12 m-cy, to chyba nie jestem z tego juz w stanie zaoszczedzic.

    A co do tego podbierania jedzenia! Wy jacys chorzy juz chyba jestescie! Nie wiem jakie szopki wy przy stołach urządzacie, ale u mnie wszyscy jedzą to samo, nie ma "lepszego" i "gorszego" (no chyba, ze komus cos nie smakuje ze względu na preferencje kulinarne, to wtedy dla niego jest tym gorszym), a póki co to musiałabym chyba starszakowi dawac jakies ochłapy, gdybym miała patrzec na to, zeby nic nie dołozyc z wypłaty męża, bo za tatusiowe na wiele by nie starczyło.

    Coraz bardziej mnie zadziwiacie swoja pomysłowością, naprawdę!
  • noname2002 09.11.12, 11:31
    Nie, młodsze będzie miało lepsze jedzenie, bo wypłata męża autorki będzie przeznaczona na 3 osoby:męża, żonę i najmłodsze dziecko a nie jak poprzednio na prawie 4 osoby(prawie bo od kosztów utrzymania najstarszego dziecka odejmuje się 400zł alimentów).
    Zadziwiające, że wykształcone osoby nie potrafią liczyć.
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:01
    Jestes po prostu genialny! Sama bym na to nie wpadła!
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:00
    Wiesz co? Szkoda mi juz na ciebie czasu, bo i tak nic nie pojmiesz.
  • smutnyaniol 08.11.12, 11:59
    noname2002 napisała:

    > A w imię czego kobieta ma po nocy pracować? tego, żeby eks w ogóle nie miał już
    > obowiązków wobec własnego dziecka?

    A czemu po nocy? Niech w dzień pracuje, ale skoro po opłaceniu opiekunki się nie opłaca to trudno.
  • noname2002 08.11.12, 12:24
    Sama pisałaś, że nie ma spać 8 godzin tylko pracować. Po rozwodzie rozumiem, że nie będziesz chciała od ojca Twojego dziecka alimentów ani tego żeby się z dzieckiem spotykał?
  • smutnyaniol 08.11.12, 12:30
    Jestem po rozwodzie. Co do spotkań z dzieckiem to oboje jesteśmy dorośli i dogadalismy się całkiem sprawnie, ale do tego trzeba chcieć chociaż spróbowac podjąć dialog, a nie miec tylko roszczenia.
    Tak, napisałam, że 8 godzin snu kiedy sie rzekomo nie wyrabia z ciężkim jarzmem obowiązków to luksus, na który dorosły człowiek nie musi sobie pozwolić. Po 2 autorka wyraźnie napisała, że może póść do pracy, ale po opłaceniu opiekunki zostanie jej 200 złotych. Widać sytuacja nie jest taka zła skoro lekką ręką sobie te pieniądze wyrzuca. Nie mówiąc juz o innych aspektach wyjścia z domu.
  • noname2002 08.11.12, 12:49
    Mhm, czyli masz JEDNO zdrowe dziecko i pomoc eksa(zapewne też przyzwoite alimenty a nie 400zł) i innych pouczasz o tym jak organizować życie.

    "ale do tego trzeba chcieć chociaż spróbowac podją
    > ć dialog, a nie miec tylko roszczenia."
    Jakie roszczenia? Przecież jak eks był bezrobotny to szła mu na rękę i nie domagała się alimentów, nie podwyższała ich. Ty masz szczęście, że trafiłaś na dobrego ojca, jakby nie był dzieckiem zainteresowany to żadne dialogi tego nie zmienią.

    "Po 2
    > autorka wyraźnie napisała, że może póść do pracy, ale po opłaceniu opiekunki zo
    > stanie jej 200 złotych. Widać sytuacja nie jest taka zła skoro lekką ręką sobie
    > te pieniądze wyrzuca."
    I wydałaby te 200zł na dojazdy do pracy.



  • smutnyaniol 08.11.12, 12:57
    noname2002 napisała:

    > Mhm, czyli masz JEDNO zdrowe dziecko i pomoc eksa(zapewne też przyzwoite alimen
    > ty a nie 400zł) i innych pouczasz o tym jak organizować życie.
    >

    Wróżka jesteś? Niestety bardzo słabą, nie mam wyższych alimentów. Mamy zupełnie inny podział.
    Co autorki to też ma pomoc- obecnego męża. Nie jest sama ze wszystkim.


  • malgolkab 08.11.12, 13:02
    smutnyaniol napisał(a):


    > Co autorki to też ma pomoc- obecnego męża. Nie jest sama ze wszystkim.

    Ma obecnego męża i rodziców - to już 3 osoby, które na stałe pomagają, czyli 4 osoby dorosłe na 2 dzieci- bilans chyba nie jest zły...
  • sunday1974 08.11.12, 13:58
    Może to co zrobiłam ja jakoś Ci pomoże.

    Też mam alimenty przyznane ponad 6 lat temu.
    Jakiś czas temu stwierdziłam, że dzieci mają zupełnie inne potrzeby.

    Napisałam list do exa z prośbą o DOBROWOLNE podwyższenie alimentów, uczciwie informując że jeśli nie uda nam się dogadać to będę zmuszona wystąpić do Sądu o podwyższenie alimentów (wiedziałam że ma takie możliwości, żeby zwiększyć alimenty). Dołączyłam szczegółowe wyliczenie i rzetelnie uzasadniłam. Dałam mu jakiś czas do namysłu i zaznaczyłam, że brak jego reakcji w terminie do będzie dla mnie znakiem ze muszę działać inaczej.

    Wysłałam ten list listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. Wiedziałam, że odebrał osobiście i kiedy.

    Chciałam też mieć podkładkę do Sądu, że próbowałam się dogadać.

    U mnie podziałało.

    Spotkaliśmy się , zaproponował że jakieś pieniądze mi dołoży ale nie takie jak ja chciałam.
    Zawarliśmy też niepisaną umowę , że będzie kupował dzieciom potrzebne rzeczy.

    Mi się udało, ale żyjemy dość poprawnie.
    Do dziś przelewa mi umówioną kwotę (wyższą niż alimenty) mimo, że nie pracuje kilka miesięcy. W miarę możliwości kupuje też dzieciom potzrebne rzeczy. Rozumiem, że może mniej niż bym oczekiwała, ale rozumiem też że chwilowo jest bez pracy.

    Tak więc udało się bez Sądu i niepotrzebnych nerwów.
    Ale dwie Strony muszą chcieć się dogadać i choćby odrobinę zrozumieć.
    Tyle, że ex wie ile kosztuje utrzymanie dzieci bo zabiera je na wakacje, ferie, weekendy.

    Najważniejsze zeby się jakoś w miarę poprawnie dogadać jeśli chodzi o wspólne dzieci, a to czasem jest MEGA trudne.

  • tricolour 08.11.12, 15:30
    ... z resztą postu jest OK.
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:23
    Bardzo dziekuję za kolejny głos rozsądku! Nie wiem po co było tworzyc wątek tasiemiec, w którym większość wypowiedzi nie ma na celu pomocy, tylko pouzywanie sobie na mnie. Gdyby zostawic tylko te sensowne, to moze uzbierałoby sie z 10 takich postów.
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:21
    >i rodziców - to już 3 osoby, które na stałe pomagają

    I tak własnie tworzą sie plotki: tu coś przekręcę, tu cos dorzucę i powstaje z tego nowa rzeczywistość. Czytaj uważniej, jesli chcesz zabrac głos w czyjejs sprawie.

    A tak nawiasem mówiąc, to chyba masz predyspozycje na księgową, bo bilanse robisz świetne, ale na pracownika MOPS-u to juz bys raczej kadydowac nie mogła, bo trzeba by sobie jeszcza zadac odrobinę trudu i doinformowac sie w jakiej formie i ewentualnie wysokosci jest świadczenie pomocy, aaa no i jeszcze z jaką częstotliwością. Dopiero wtedy mozna zrobic bilans.
  • viktoria_kw 08.11.12, 22:31
    Jak juz ktos słusznie wczesniej zauwazył, moja dalsza obecnosc tutaj to tylko strata czasu i dostarczanie wciąż świecej pozywki dla forumowych wyjadaczy.
    Dlatego żegnam się juz z Wami, dziękując jednoczesnie tym, którzy mieli dobre chęci udzielenia mądrych porad i uczynili to bez zbędnych złośliwości.
    Na pewno skorzystam z tych cennych uwag, ale wybaczcie, ze nie odezwę się już, aby poinformowac Was, jak sprawy się potoczyły, poniewaz nie mam juz ochoty na udzielanie sie na tym forum.
    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i życzę pomyślności w życiu (no i mniej jadu, bo kto jadem wojuje, od jadu ginie)! Bywajcie!
  • noname2002 09.11.12, 11:33
    A ja trzymam kciuki i chętnie przeczytałabym, że Ci się udało i alimenty zostały podwyższone.
    Przypomniał mi się jeszcze jeden argument dla sądu-ceny żywności wzrosły.
  • mamamalegomisia 09.11.12, 16:48
    Do autorki: wnosząc o podwyższenie alimentów, skup się przede wszystkim na potrzebach dziecka (wzrost) i możliwościach majątkowych i zarobkowych ojca. Zaznacz, że nie zajmuje się dzieckiem - czyli nie zapewnia osobistego wkładu w jego wychowanie, jak również nie ponosi dodatkowych kosztów jego utrzymania. Co do Twojej sytuacji (drugie dziecko i jego choroba) nie akcentowałabym tego jako powodu do zwiększenia alimentów. Sąd i tak jest zobowiązany ustalić również Twoje możliwości majątkowe i zarobkowe, tu wszystko zależy od tego czy chorobę dziecka uzna za usprawiedliwioną przyczynę nie wykorzystywania Twoich możliwości zarobkowych. Pamiętaj że również Twój drugi mąż ma obowiązek utrzymywania rodziny, którą założył i sąd również wezmie to pod uwagę.
    Do pozostałych forumowiczów udzielających się w wątku: jakiś czas temu zakładałam podobny wątek, tylko sytuacja była niejako "odwrotna" - pytałam o kwestię obniżenia alimentów przez ojca w sytuacji, gdy urodziło mu się drugie dziecko. Większość osób odpowiedziała, że owszem jak najbardziej ma prawo mieć tyle dzieci ile chce i obniżać alimenty na poprzednie w związku z tym, że środków do podziału jest mniej (czyli de facto - ma prawo wymagać ode mnie abym ja zwiększyła swój finansowy wkład w utrzymanie dziecka, skoro jemu urodziło się drugie). Pamiętam że niezle mi się wtedy oberwało jako pazernej mamuśce która tylko myśli jak "wydoić" biednego eksa i trzęsie się ze złości, że ułożył sobie życie - mimo że nie chciałam podwyższać alimentów, a jedynie zachować status quo. Zakładając, że autorka jest w sytuacji analogicznej do mojego eksa- zastanawia mnie dlaczego tak po niej jedziecie ? Skoro ojciec ma prawo żądać zwiększenia finansowego udziału matki w wychowaniu dziecka, gdy urodzi mu się drugie, dlaczego matka nie może tego zrobić ? Żeby nie było - tak jak napisałam na wstępie nie uważam, aby okolicznością uzasadniającą podwyższenie alimentów w przypadku autorki mogło być samo pojawienie się drugiego dziecka. Uważam, że każdy świadomie powinien podejmować takie decyzje i liczyć się ze zwiększonymi kosztami i koniecznością zwiększenia wysiłków w celu ich pokrycia. Jedyne, czego autorka przewidzieć nie mogła, to choroba dziecka - tutaj sąd oceni, czy faktycznie uniemożliwia autorce pracę zarobkową.
  • moniapoz 09.11.12, 17:59
    pamiętam Twój wątek...sama pisałam, że facet ma prawo ułożyć sobie życie po rozwodzie
    pamiętam też bardzo krytyczne uwagi co do Twojej osoby wielu osób.......dlatego z wielkim zdziwieniem przeczytałam ten wątek - straszna hipokryzja....choć być może powodem jest błędnie sformułowany pierwszy post autorki.

    ------
    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
  • tricolour 10.11.12, 11:42
    ... ponieważ autorka chce podwyżki alimentów nie z powodu urodzenia drugiego dziecka tylko z tego powodu, że nie pracuje. To jest powód: brak kasy ze względu na opiekę przy chorym dziecku.
  • mamamalegomisia 10.11.12, 14:54
    Zgadzam się nie do końca analogiczna (co zresztą zaznaczyłam w moim poście- choroba dziecka to dodatkowa okoliczność).
    Ale - co do zasady - po przeczytaniu postów w moim starym wątku odniosłam wrażenie, że urodzenie drugiego dziecka daje rodzicowi, któremu ono się urodziło, prawo do zmniejszenia świadczeń alimentacyjnych na poprzednie dziecko. Moje pytanie brzmi dlaczego miałoby dotyczyć to tylko ojca, a nie obydwojga rodziców ? Z lektury obydwu wątków można wywnioskować, że jak facet żąda zwiększenia partycypacji finansowej matki, obniżając alimenty, po tym, jak urodzi mu się kolejne dziecko, to ok, a jak to samo chce zrobić kobieta (zmniejszyć swój finansowy udział i podwyższyć udział ojca), to nie w porządku. Dlaczego ?
  • tricolour 10.11.12, 22:06
    .... bo wychodzi się z kretyńskiego założenia, ze po rozwodzie sytuacja materialna dziecka ma się nie pogorszyć, a to "niepogorszenie" odnoszone jest tylko do strony przeciwnej. To właśnie prowadzi do takich dylematów, jak piszesz.

    Tymczasem urodzenie kolejnego dziecka ZAWSZE oznacza pogorszenie sytuacji materialnej członków rodziny, bo jest zwyczajnie więcej osób. Dlatego ojciec alimentujący chce obniżenia alimentów, bo dochody do podziału zostały takie same, a dzieci więcej więc mniej wypada i na rodzinę, i na dziecko alimentowane.

    A matka pobierająca alimenty ma nie oczekiwać podwyżki tylko zostawić alimenty na tym samym poziomie i wtedy też dochody w jej rodzinie zostaną obniżone dla WSZYSTKICH. Gdyby matka chciała podwyżki, to wyróżniałaby alimentowane dziecko wobec reszty członków rodziny, którym dochody na głowę spadły.

    Oczywiście matka jak najbardziej chce kasy, jak każdy. Więc niech się dziwi ojcu, który też chce jak najwięcej kasy. Jak każdy.
  • straznikteksasu12 18.11.12, 17:40
    Pogadać z chłopem, najlepiej żeby wziął swoje do siebie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka