• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Czy to są wystarczające powody do rozwodu? Dodaj do ulubionych

  • 18.11.12, 13:33
    Witam,

    Wiem, że to każdy rozwód to b indywidualna sprawa i pytanie obcych ludzi na forum może wydać się dziwnym pomysłem, ale nie bardzo mam z kim skonsultowac temat, a może są tu osoby z podobnym doświadczeniem życiowym, które zechciałyby służyć jakąś radą.

    Jestem z moim mężem kilkanaście lat po ślubie, mamy 2 dzieci ( dużego przedszkolaka i drugie dziecko w podstawówce), ja zarabiam bardzo mało, a mąż dużo. Od kilku lat myślę o rozwodzie, 2 razy uczęszczaliśmy na terapię dla par, prawie na siłę go tam zaciągałam, nic to nie dało.

    Mąż mnie nie bije, jest dobrym ojcem, generalnie chętnie z dziećmi spędza czas, utrzymuje nas, nie zdradza mnie. Jest wykształconym, inteligentnym człowiekiem, towarzyskim, rowija różne swoje hobby.

    Ale to by było na tyle jego udziału w moim życiu. Nie interesuje się mną, nie chce ze mną spędzać czasu, nie mówi komplementów, czułych słow, nie zrobi mi nawet herbaty, prezenty sama sobie kupuję itd., nie mogę liczyć z jego strony na przyjacielską pogawędkę, wsparcie w razie problemów, jakąkolwiek pomoc w obowiązkach domowych (sprzątanie, odrabianie lekcji, zakupy, gotowanie, ucinanie dzieciom paznokci, prasowanie i wieleinnych to w 100% moja działka, nie zrobi nic pod prośbą ani groźbą, nie mogę wywalczyć nawet odniesienia talerza do zmywarki, po obiedzie, który ma zawsze pod nos podany).
    Po pracy spędza czas z dziećmi, potem czyta, biega, pływa itd. weekend aktywny z dziećmi, znajomymi itd.

    Wszekie ustalenia z terapii małżeńskiej typu, abyśmy raz w tyg jedli razem kolację, raz na miesiąc sami gdzieś wyszli istnieją tylko wtedy, gdy ja w 100% zorganizuję wyjście, zakupy, posiłek, opiekę dla dzieci itd, wtedy łaskawie się stawi (zwykle np b spóźniony, bo w weekendy śpi do 11-12) i rozmawia ze mną trochę, jakby nigdy nic, ale jak chcę porozmawiać o nas, czy o tym, jak męczy mnie to wieczne milczenie lub kłótnie, to, że czuję się obciążona wszystkimi domowymi sprawami, to się kończy awanturą i tak od lat: patowa sytuacja, nic się nie da załatwić, wyjaśnić, ustalić,zmienić.

    Bardzo mnie to męczy, bo czuję się tylko służką i matką, która musi strasznie się namęczyć, żeby królewicz udzielił jej kwadransu audiencji.

    Twierdzi, że nie chce się rozwieść. I czy mam prawo odebrać dzieciom stały kontakt z ich ukochanym tatą, drastycznie obniżyć im poziom życia, bo czuję się rozczarowana naszym małżeństwem? Dodam, zeorganizacyjnie i fanansowo życie po rozwodzie byłoby dla mnie bardzo trudne.

    Ktoś tak miał?

    Zaawansowany formularz
    • 18.11.12, 13:39
      ... narzeka, że jest służącą traktowaną adekwatnie do swej roli.

      Napisz: dlaczego zdecydowałaś się być służącą?
    • 18.11.12, 13:55
      A sypiacie w ogóle ze sobą?
      Nagle się panu tak zrobiło czy też przez lata pozwoliłaś na taki rozwój sytuacji? Takie rzeczy egzekwuje się na samym początku wspólnego życia tzn. wspólne spędzanie czasu.
      Szczerze mówiąc to podczas rozstawania się z mężem bardziej myślałam o sobie niż o dziecku. I dla siebie się rozstałam, a nie dla syna. Synowi oczywiście byłoby lepiej gdybyśmy zostali razem.
      • 18.11.12, 14:00
        ... mama zajęła się domem i dziećmi, a ojciec czym innym mając ogarnięty dom i dzieci.

        A teraz nagle mąż ma zmienić latami pielęgnowany podział ról. Tylko na co on ma to zmienić? Bo o ile wiemy (z grubsza) co przeszkadza, to nie wiemy, co ma być.
        • 18.11.12, 14:07
          To że mają określony podział ról nie wyklucza posiadania jakiegoś wspólnego obszaru, rozmów nie tylko logistycznych, zainteresowania sobą.
          • 18.11.12, 14:14
            Nie widzę takiej wspólnej przestrzeni.

            Chcę przez to powiedzieć, że autorka przez lata budowała niesymetryczny układ (bo nie małżeństwo) i budzi się z ręką w nocniku nie widząc w sobie grama współodpowiedzialności za własny związek. Jej jest źle, ale nic sama dla siebie zrobić nie chce. To facet ma zrobić!
    • 18.11.12, 14:03
      warszawianka1234 napisał(a):

      > Witam,
      >
      > Wiem, że to każdy rozwód to b indywidualna sprawa i pytanie obcych ludzi na for
      > um może wydać się dziwnym pomysłem, ale nie bardzo mam z kim skonsultowac temat
      > , a może są tu osoby z podobnym doświadczeniem życiowym, które zechciałyby służ
      > yć jakąś radą.

      Tak się ustawiłaś i tak masz. Trzeba mieć własne życie, hobby, własną przestrzeń, pieniądze i swój wolny czas, inaczej się traci szacunek i zainteresowanie ludzi.
      Żeby się rozwieść niepotrzebny jest żaden powód, ludzie się rozwodzą czasami z powodu znudzenia i rozwód dostają na pierwszej sprawie.
    • 18.11.12, 14:07
      Co się dzieje jak wyjeżdżasz z domu bez dzieci?
      Zanim podjęłabym decyzję o rozwodzie lub nie, spróbowałabym zrobić coś dla siebie. tez pójść popływać, poczytać książkę, zrobić np. podlodówkę, koniecznie w innym mieście, żeby wiązało się to z wyjazdami i pozostawieniem go samego z dziećmi.
      Pożyj trochę dla siebie. Może to coś zmieni.
      • 18.11.12, 14:08
        *podyplomówkę
        • 18.11.12, 15:25
          A tak sobie myślę, że skoro tyle czasu wszystko było ok a tu nagle... to mam pytanie: kto otworzył pani oczy, że taka sytuacja nagle przestała pani pasować???

          Bo jeśli np. inny mężczyzna - to lepiej się rozwieźć bo jak sprawa wyjdzie na jaw, to raczej nie będzie fajnie....
          • 18.11.12, 21:10
            Przecież pisała wcześniej, że byli dwa razy na terapii, wiec chyba Jej ta "sytuacja" nie pasowała.

            --
            "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
    • 18.11.12, 15:20
      W każdym związku żar się kiedyś wypala... To nie jest powód do rozstania. Tym bardziej, że macie dzieci. Jeśli dojdzie do rozwodu to prawdopodobnie bardzo skrzywdzicie dzieci i będziecie o nie prowadzić regularną wojnę psychicznie strasznie wyczerpującą was wszystkich. To będzie piekło - to mogę zagwarantować.
      Gdyby wszyscy mieli w związkach tylko takie problemy jak ty świat byłby znacznie lepszy...

    • 18.11.12, 15:37
      Czytam i nie wierzę. Wybacz, bo będę brutalny, ale niektórym to już się w dupie przewraca. Kolejna, która chce rozwodu, bo mąż jej nie przytulał i nie mówił "kocham cię" na każdym kroku.

      I jak już się rozwiedziesz, i wyprowadzisz to co? Zmieni się coś? Nagle każdego ranka będziesz przytulana? Jeśli masz już kogoś na oku, to się rozwódź, ale jeśli chcesz rozwodu, bo ci się znudziło to gorzko tego pożałujesz. Bo zamiast przytulań i "kocham cię" będą łzy, myślenie, doły, a może i status singielki do końca życia. A później zmienisz sobie nicka, wrócisz na to forum i napiszesz: "Dziewczyny, czy żałujecie rozwodu?" smile
      • 18.11.12, 16:19
        ja rozumiem, że nie wyobrażałaś tak sobie życia i nie jest ono fajne dla Ciebie, ale zanim podejmiesz decyzję o rozwodzie, spróbuj jeszcze porozmawiać ze swoim mężem. Przemyśl to, bo Taki drugi ma trochę racji.
        Taki drugi, a Ty mi powiedz na czym według Ciebie polega związek? Mąż ma ją generalnie w dupie ale Ona ma przy nim trwać bo dzieci?
        Tak jak napisałam, masz trochę racji, to życie po rozwodzie nie jest wcale takie fajne i łatwe. Ale chyba wolałabym być już do końca życia sama niż siedzieć z kimś kto mnie nie szanuje, nie lubi i ma gdzieś. I jest ze mną tylko dlatego, że są dzieci.
      • 18.11.12, 17:02
        No dla mnie to jest powód do zostawienia faceta - brak czułości, brak seksu, deklaracji uczuciowych i miłych gestów.
        • 18.11.12, 17:42
          triss_merigold6 napisała:

          > No dla mnie to jest powód do zostawienia faceta - brak czułości, brak seksu, de
          > klaracji uczuciowych i miłych gestów.
          Ja się trochę dziwię, Triss, że masz takie rzeczy na co dzień, że się znalazł facet, co z taką kolczatą babą w domu wytrzymuje i jednocześnie nie łapie dystansu. wink

          Ciekawi mnie Warszawianka i powody problemów. Sama nam pewno nie powie, może nawet nie wie? Pewno nie chleje (kopiuję jej styl pisania - patrz: niebicie przez mężasmile), ale o wszystkim nam nie powie.
          Może to jest typowa maruda, co to woli obejrzeć serial, zamiast pójść z mężem na mecz? Może ma problemy z wybraniem się gdziekolwiek, może nie lubi być w w dużej grupie ludzi, a mąż uwielbia towarzystwo? Bez szklanej kuli za wiele się nie dowiemy. smile
          Mąż przeniósł uczucia na dzieci, co jest typowe u panów i uczuć zabrakło dla żony.
          Jedna rzecz mi nie pasuje do tej teorii, pan nie włącza się do prowadzenia domu.
          • 29.11.12, 11:56
            altz napisał:

            > Może to jest typowa maruda, co to woli obejrzeć serial, zamiast pójść z mężem n
            > a mecz? Może ma problemy z wybraniem się gdziekolwiek, może nie lubi być w w du
            > żej grupie ludzi, a mąż uwielbia towarzystwo? Bez szklanej kuli za wiele się ni
            > e dowiemy. smile
            > Mąż przeniósł uczucia na dzieci, co jest typowe u panów i uczuć zabrakło dla żo
            > ny.
            > Jedna rzecz mi nie pasuje do tej teorii, pan nie włącza się do prowadzenia domu

            Dlaczego nie może woleć obejrzeć serialu niż iść z e mężem na mecz???
            A może to maż powinien z nią obejrzeć serial zamiast lecieć na mecz?
            • 29.11.12, 18:49
              > > A może to maż powinien z nią obejrzeć serial zamiast lecieć na mecz?

              Co za dziewiętnastowieczne jakieś stereotypy. Wśród moich znajomych to pani chętniej poleciałaby na mecz, a pan walnął się przed telewizorem.

              Emot smile ale tak naprawdę, wcale nie żartuję...

              PS Blackglass, jest pod tobą, ale tak naprawdę to do Altza, nie chciało mi się postu szukać tongue_out
              --
              PT Pisięta: niniejszy post nie stanowi zamachu na życie Prezesa.
      • 18.11.12, 19:16
        Taki_drugi, sam bym tego lepiej nie ujął.
    • 18.11.12, 17:07
      Kilkanaście lat po ślubie, czyli jesteś pod czterdziestkę minimum, dwójka dzieci które są już za duże na wychowanie przez innego chłopa na swoje.
      Boże!!!
      Nikt lepszy od obecnego męża ci się nie trafi.
      Nie ma takiej możliwości po prostu.
      Zrób wszystko by się NIE rozwieść.

      • 18.11.12, 18:01
        straznikteksasu12 napisał:


        > Nikt lepszy od obecnego męża ci się nie trafi.
        > Nie ma takiej możliwości po prostu.
        > Zrób wszystko by się NIE rozwieść.
        A możesz tę odkrywczą mysl rozwinąć?
        W jakim sensie się nie trafi? Bo panów do seksu, z prezentami i zapewnieniami, że piękna jest, do rozmowy po/ w trakcie/ przed to po rozwodzie będzie mieć na pęczki. Sympatia pełna takich. Nawet tutaj do spedzania czasu razem i bez zobowiązań są chętni.
        • 18.11.12, 19:46
          Tak jak pisałam powyżej, nie układa się nam od dawna (od 4-5 lat jest coraz gorzej), ale pierwsze lata małżeństwa dobrze wspominam, wychodziliśmy razem, trzymaliśmy za ręce, dzieliliśmy wrażeniami z minionego dnia, takz zwykła,ale miła proza życia.

          Próby poprawy sytuacji podejmuję non stop (2 razy uczęszczaliśmy na terapię małżenską, w zeszłym roku i chyba z 2 lata temu, na co b musiałam męża namawiać, łaskawie się stawiał lub nie na kolejne sesje, które jednak nie doprowadziły do pojednania między nami, raczej każde okopało się jeszcze bardziej przy swoich racjach i teraż już jest wojna na noże),ale przecież nikogo na siłę się na nic nie namówi, a jak kolejny wieczór z rzędu robię pojednawczą kolację, zapraszam na 21, czekam, a ten mi się o 21.40 pojawia łaskawie z ksiązką w ręku (czyli znak "idę poczytać") i pyta co od niego chciałam, to mi ręce opadają...

          I owszem, niewiele wychodzę i większą mam frajdę z przebywania w ciekawy sposób z moimi b fajnymi dziećmi niż z picia alkoholu w gronie prawie obcych mi ludzi, byleby pokazać, że ja też wychodzę, w nosiemam takie gierki. Nie będę się na studia podyplomowe zapisywać, aby uciekać z domu, skończyłam 2 fakultety i mam mnóstwo pomysłów na to jak spędzić ewentualne krótkie wolne chwile, jakie mam dopiero po 21-22, książek mi nie brakuje.

          I jak najbardziej jestem świadoma, że wiele spraw pokpiłam ja sama, przyzwyczajając go do pewnych sytuacji, mea culpa, ale co z tego dziś, wyszłam za mąż b młodo, chciałam ukochanemu dogodzić (pewnie licząc, że mi się pięknie odwdzięczy), stało się i tego już nie odwrócę.

          Jesteśmy od siebie bardzo różni, zabrnęliśmy w tej złości już oboje bardzo daleko, więc razem nam źle, pytanie czy osobno będzie lepiej? Dzieciom na pewno nie.

          Może ktoś miał podobne dylematy i zechciałby się nimi podzielić, bo ja nie widzę rozsądnego wyjścia z tej sytuacji.


          • 18.11.12, 19:50
            Ależ to nie chodzi o to byś komuś coś pokazywał, tylko o to byś naprawdę miała swoje, niezależne od męża życie.
            W tej chwili on w ogóle nie widzi w Tobie kobiety, nie musi się o Ciebie starać, zabiegać, bo ma wszystko podane na talerzu.
            • 18.11.12, 20:04
              To akurat moje koleżanki też mówią...

              Ino ja już się taka nijaka i nieatrakcyjna czuję przez fakt, że skoro najbliższa na świecie osoba ma mnie w d..., to jak mogę się wydać interesująca w rozmowie komukolwiek (osobom z pracy, sąsiadkom?) i raczej staram się przetrwać niezauważalna. Zwyczajnie wstyd mi przed ludźmi, że w domu mam, jak mam, w dużej mierze za własnym przyzwoleniem.

              A jeżeli o sam wygląd chodzi, to jestem szczupła, zadbana, b lubię się ciekawie ubierać, tylko że to obcy widzą czy ja sama, mąż nie.
              • 18.11.12, 20:11
                Ale dlaczego Ty opinię o sobie opierasz na kimś z zewnątrz? Przede wszystkim sama o sobie musisz się nauczyć myśleć dobrze.
                To, że mąż nie mówi Ci komplementów nie musi znaczyć wcale, że mu się nie podobasz. Chłopy tak już mają, że nie lubią gadać po próżnicy. Zwłaszcza w długoletnich związkach. To jest normalne i naturalne. Raczej niepokoić by się należało gdyby po nastu latach nadal zachowywał się jak zakochany szczeniak smile

                Niemniej jeśli chcesz by jednak choć raz na jakiś czas dał Ci odczuć, że nadal go pociągasz jako kobieta, musisz zadbać o swoją niezależność. On musi wiedzieć, że nie jesteś mu dana raz na zawsze. A by to zrozumiał i zaczął się starać, musisz wyjść z domu. Bez niego.
                Tak to działa, czy tego chcesz czy nie smile
                • 21.11.12, 10:24
                  Powtózę się: Molka, moja idolka!
                  Dziewczyny, jak pragnę zdrowia, odetnijcie się trochę od facetów, bo oni naprawdę się DUSZĄ mając przy sobie kobietę, co to tylko "dom i dzieci i ón sam - całem jej światem."
                  Ludzie potrzebują oddechu. Od innych ludzi też. Od najbliższych przede wszystkim.
                  Przecież jak się jest czyimś całym światem to jest okrutnie obciążające. Taka odpowiedzialność za czyjeś nastroje i samopoczucie.
                  Wszystko by było ok, gdyby i JEMU odpowiadała taka relacja, ale jak widać on mniej daje i mniej OCZEKUJE. Być może on wcale nie potrzebuje by to właśnie rodzina stanowiła centrum jego życia. Tak sobie gdybam.
                  Ar bis
                  • 21.11.12, 10:25
                    powtórzę, miało byc smile
          • 18.11.12, 20:22
            warszawianka1234 napisał(a):

            > Tak jak pisałam powyżej, nie układa się nam od dawna (od 4-5 lat jest coraz gor
            > zej), ale pierwsze lata małżeństwa dobrze wspominam, wychodziliśmy razem, trzym
            > aliśmy za ręce, dzieliliśmy wrażeniami z minionego dnia, takz zwykła,ale miła p
            > roza życia.
            To co sie stało że przestaliście razem wychodzić?

            > I owszem, niewiele wychodzę i większą mam frajdę z przebywania w ciekawy sposób
            > z moimi b fajnymi dziećmi niż z picia alkoholu w gronie prawie obcych mi ludzi
            > , byleby pokazać, że ja też wychodzę, w nosiemam takie gierki. Nie będę się na
            > studia podyplomowe zapisywać, aby uciekać z domu, skończyłam 2 fakultety i mam
            > mnóstwo pomysłów na to jak spędzić ewentualne krótkie wolne chwile, jakie mam d
            > opiero po 21-22, książek mi nie brakuje.

            >
            > Jesteśmy od siebie bardzo różni, zabrnęliśmy w tej złości już oboje bardzo dale
            > ko, więc razem nam źle, pytanie czy osobno będzie lepiej? Dzieciom na pewno nie
            Ja ci podsuwam pewne działania, które przełamią wasz schemat, zaangażują męża w rodzinę a ciebie odrobinę odciąża i pozwolą znaleźć w sobie kobietę, dadzą ci swoje sprawy i odrębne życie, a ty nadal nawet nie zastanowisz się nad nimi. Masz dwa fakultety i już nic nie musisz robic. To może naucz się gry na skrzypcach albo japońskiego, tylko rusz się choć na chwile z domu i zacznij być człowiekiem, a nie tylko matka i zona.i przestań mu dogadzać z myślą, że się odwdzięczy. nie odwdzięczy się a tylko mu zbrzydnie i spowszednieje bo on myśli, że tak ma być.Zacznij myśleć o sobie i swoim życiu w oderwaniu od dzieci i męża.
            Niech to mąz zrobi tę pojednawcza kolację, niech mu zacznie zależeć, a zacznie jak zobaczy że cos się zmienia, że zamiast mebla w domu ma żywą osobę.

            Ja bym się z takim mężem nie rozwiodła bo według mnie nie macie powodów do rozwodu,ani nawet do kłotni. Nie jesteś zadowolona z życia i oczekujesz, że mąż ci da zadowolenie Nie da ci. Sama musisz je sobie znaleźć i wypracować. Nie ma nic gorszego niż partner, dla którego mamy być dawcą szczęścia.
            Zmień siebie i swoje podejście to może uda ci się zmienić relacje.

          • 18.11.12, 21:03
            No następna co myślała, że przez całe życie będzie trzymanie za rączkę i jedzenie sobie z dziubków wink
            Błagam Cię, kobieto, posłuchaj doświadczonych, mądrych kobiet i zacznij działać smile
      • 18.11.12, 21:52
        No popatrz... a mnie sie trafil...
        --
        "Żyj!" - powiedziała Nadzieja. "Bez Ciebie nie umie" - odpowiedziało cicho Życie...
        • 18.11.12, 22:16
          >Taksówką nie mogłaś wrócić do domu?
          >Dlaczego widząc chore dziecko znajomych godzisz się na zagrożenie zdrowia własnego >dziecka? Dlaczego zachowujesz się jak podwładna?

          Chciałam wrocić taxówką (choć byliśmy u znajomych z 20km pod Wwą, kosztowałoby to majątek) i liczyłam, że jak tym zagrożę (zaczęłam wybierać nr do taxi), to nas jednak odstawi do domu swoim autem, ale gdzie tam, zawołał dzieci i zapytał czy chcą zostać z tatusiem, nasze dzieci uwielbiają dzieci tych znajomych, więc przyklasnęły na tą propozycję, nawet moje groźby odebrania im jutro przywileju oglądania bajki nie poskutkowały, chciały zostać i już, a nie wiem jak fizycznie siłą miałabym na raz odebrać dorosłemu mężczyźnie 2 niemałych dzieci i je doprowadzic do tej taxówki, więc zostałam i robiłam co w mojej mocy, aby nasze dzieci bawiły się ze zdrową dziewczynką znajomych, a nie z głównie leżącym już chorym chłopcem. Próbowałam wynegocjować też jak najszybsze wyjście, ale bez skutku.

          I tak jest ciągle. Praktycznie co weekend są rożne takie spięcia. Nic się nie da ustalić, dogadać. Jest tak złośliwy, że już nie wiadomo jak go podejść, gdy mi na czymś zależy (np by nie zabrał dzieci w nocy na mecz zimą, zabrał i tak wbrew mojej woli). Zawsze potem rozmowy na ten temat sobie nie życzy, bo ma dość moich pretensji, cichy tydzień i w kolejny weekend znów coś.

          A ja zawsze jestem ta czepliwa jędza. Ale teraz przynajmniej mam dzieci na oku, a po rozwodzie weźmie je gdziekolwiek i nie wiadomo jak się nimi zajmie on czy potencjalna kolejna żona (kto ogląda "przyjaciółki", wie co mam na myśli). Dzieciaki go uwielbiają, bo się z nimi dużo bawi, wygłupia i jest tym luźniejszym rodzicem.
          • 18.11.12, 22:24
            To odpowiedz sobie, czy chcesz z nim być i już, czy chcesz żeby twoje życie za 20 lat tak wyglądało.
            Jeżeli chodzi o dzieci, to jeśli jest dobrym ojcem to będzie nim także po rozwodzie, i pytanie czy wolisz żeby wziął je gdzieś gdzie nawet nie będziesz wiedzieć gdzie, czy wolisz robić "za wariatkę" wśród znajomych bo chcesz wrócić a nie możesz itp...
            A
            --
            ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
          • 18.11.12, 22:54
            Nie lubię małpiej złośliwości i grania dziećmi. Zmieniłam zdanie i pewnie poważnie myślałabym jednak o rozwodzie. Może spokojnie mężowi powiedz, że doszłaś do ściany i poważnie myślisz o rozstaniu. Zobaczysz jak zareaguje. Jest szansa, że jak mu zależy to zechce coś naprawić i porozumieć sie. jak nie, to przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz.
            Czy ty go jeszcze kochasz?
      • 21.11.12, 10:18
        no pacz wink
        po czterdziestce, z trójka dzieci a się lepszy trafił , hihihihih
        z tym, że ja w żadnym wypadku nie chcę by Obecny wychowywał moje i eksa dzieci jak swoje. Bo moje dzieci tatusia to już mają. Drugi im nie jest potrzebny.
        Ar.
        ps. zrób wszystko, żeby mieć lepsze życie.
    • 18.11.12, 19:31
      Skoro sama siebie traktujesz jak służąca i czekasz na audiencję u księcia, to nic dziwnego, że tak właśnie przez niego jesteś traktowana.
      Nie mówi Ci komplementów? Chyba ważniejsze jest to co robi, od tego co mówi.
      Nie możesz na niego liczyć w kwestii pomocy w domu? Wyjedź gdzieś na kilka dni (np. odwiedź rodzinę) i zostaw go z dziećmi. Skoro świetnie sobie radzi z opieką nad dziećmi, to i wszelkie inne zajęcia okołodzieciowe na pewno nie sprawią mu kłopotu. Tylko musi musieć to robić, teraz nie musi, bo Ty to robisz.
      Nie wyrywa się do wspólnych zajęć z Tobą? Sama sobie takie zajęcia pozadomowe zorganizuj - basen, fitness, kawa z koleżankami. Co tam lubisz. Ważne byś z domu wychodziła i miała swój własny świat, niezależny od męża.

      Aha, jeszcze jedno. Od pogaduszek na różne tematy są koleżanki/przyjaciółki, a nie chłop. Masz jakąś koleżankę, z którą możesz o pierdołach (i rzeczach ważnych też) pogadać?
      • 18.11.12, 19:42
        Ciocia Dobra Rada ma rację. w tej chwili sama z siebie robisz niewolnicę i cierpiętnika - a co więcej przez męża możesz być odbierana jako bluszcz. Naucz się organizować sama sobie życie i czas. Jest wysoce prawdopodobne, że wówczas Twój mąż inaczej na Ciebie spojrzy i nagle wszystko "samo" się naprawi.
        • 18.11.12, 19:47
          Przede wszystkim mężowi jest wygodnie, więc on nie ma żadnej motywacji do zmian. Zresztą się nie dziwię, ja też zmieniam coś co mi nie odpowiada, jeśli jest mi z czymś dobrze/wygodnie, to nie zmieniam. Bo i po co?
          Natomiast Autorce taki układ nie odpowiada, męczy ją. Zatem to ona coś z tym zrobić musi, coś musi zmienić. A zmienić można tylko siebie, nie drugiego człowieka.
      • 18.11.12, 20:10
        > Nie wyrywa się do wspólnych zajęć z Tobą? Sama sobie takie zajęcia pozadomowe z
        > organizuj - basen, fitness, kawa z koleżankami. Co tam lubisz. Ważne byś z domu
        > wychodziła i miała swój własny świat, niezależny od męża.
        >
        > Aha, jeszcze jedno. Od pogaduszek na różne tematy są koleżanki/przyjaciółki, a
        > nie chłop. Masz jakąś koleżankę, z którą możesz o pierdołach (i rzeczach ważnyc
        > h też) pogadać?

        hmmm...to po cholerę w ogóle jest ten mąż.....pytam poważnie. tylko, żeby zarabiać ?
        nic ich nie łączy oprócz dzieci i kasy, doradzasz jej że ma się zając sobą, mężowi nie wywnętrzać.....nie kumam po co mąż w ogóle ??
        • 18.11.12, 20:13
          Monia, ja nie wiem po co mąż, i właśnie dlatego męża nie mam i mieć nie zamierzam. Jednego miałam i wystarczy wink
          Jednak Autorka po coś tego męża potrzebuje, skoro go ma, więc to raczej pytanie do niej, nie do mnie. Ja jej tylko radzę co zrobić, by jednak to małżeństwo spróbować uratować.
          • 18.11.12, 20:19
            Mąż jest właśnie po to, żeby z nim spędzać wolny czas. Koleżanki, kosmetyczka, basen samej itp. są super jako urozmaicenie, a nie jako podstawowa rozrywka i towarzystwo.
            • 18.11.12, 20:23
              Tylko, że zdaje się mąż Autorki wątku na to wspólne spędzanie czasu nie ma ochoty, więc trzeba się zastanowić jak go zachęcić do tego, by tę ochotę miał. A będzie miał, jeśli o swoją żonę będzie musiał się starać. W tej chwili starać się nie musi, bo ma wszystko podane na talerzu.
            • 18.11.12, 20:28
              triss_merigold6 napisała:

              > Mąż jest właśnie po to, żeby z nim spędzać wolny czas. Koleżanki, kosmetyczka,
              > basen samej itp. są super jako urozmaicenie, a nie jako podstawowa rozrywka i t
              > owarzystwo.
              Ale też ten samodzielny komponent jest potrzebny, żeby nie siwiec na mężu. Poza tym ona z mętem nie wychodzi bo woli w domu, a potem sie dziwi, że jemu jej towarzystwo nie jest potrzebne... Nie potrzebne bo on już przywykł że sam siedzi i czyta, że sam wychodzi, sam pływa a zona o audiencje zabiega. Nie zabiegać, zostawić dom i dzieci do ogarnięcia to może zobaczy, że żona też człowiek.
              • 18.11.12, 20:33
                Obie z Molą napisałyście to samo więc dam jedną odpowiedź.wink
                Tak, ona teraz powinna spróbować powychodzić sama. Gwarancji, że to pomoże nie ma żadnej, ale spróbować warto. Facet się przyzwyczaił, że nie musi zabiegać, nie musi się starać - potworny błąd taktyczny jaki popełniają kobiety chcą misiaczkowi przychylić nieba na początku.
                Ten samodzielny komponent jest potrzebny do tego, żeby pan nie miał poczucia 100% kontroli nad tym co żona robi i żeby żona nie była w 100% przewidywalna.
                • 18.11.12, 20:42
                  Dokładnie o to chodzi wink
                  • 18.11.12, 21:20
                    Wydaje mi się, że nie do końca czujecie o co mi chodzi (być może dlatego, że niełatwo jest lata wspólnego życia wyłożyć w kilku zdaniach).

                    Odp na pyt o to czemu przestaliśmy razem wychodzić jest prosta: urodziło się nam dziecko wymagające intensywnej opieki i terapii, którego nie mieliśmy z kim zostawić nawet na parę godzin.

                    Ogólnie z domu trochę wychodzę (co ok 2 tyg sama z przyjaciółką, raz w tyg chodzę na język obcy, ale w ciągu dnia, co czas jakiś z dzieciatymi koleżankami się spotykam i dużo aktywnie wychodzę z dziećmi w stylu na warsztaty do Kopernika itd) + zwykle co weekend spędzamy czas ze znajomymi.

                    Ale o to właśnie chodzi, że mój mąż wydaje mi się interesującym człowiekiem z zewnątrz, ale dla mnie w domu taki nie jest. Zwyczajnie mnie ignoruje, a od dłuższego czasu robi na złosć non stop. Typu wczoraj umawiamy się, że wychodzimy od znajomych o 20.30, bo małymusi iść spać i będzie przemęczony, a do 22.15 go wołami wyciągnąć nie mogę, wróciliśmy, tomały ryczal o wszystko,ciężko gobyło w piżamęubrać, a mąż po 2 butelkach wina i poszedł spac. Dzis byliśmy u innych znajomych, wchodzimy, a ich syn ma gorączkę 39st, ja chcę wyjść, bo nie chcę, by moje dzieci wirusa złapały od tego chorego, a ten się rozsiadł i uparł zostać, jego autem byliśmy, kluczyki w kieszeni miał i nie chciał oddać. I oczywiście dzieciaki od razu podburzył, by z nim zostały.



                    I te wasze podstawowe pomysły typu zaczekaj aż on sam itd przerabiałam, jak wyjdę, to mu to tylko na rękę, bo może robic co chce, na to aż pomysł kolacji od niego wypłynie czekam lat kilka czy kilkanaście może nawet. NAJWYRAŹNIEJ NIE MA CHECI.

                    Kurczę, zaczynam czuć się jak nienormalna, bo oczekuję, że od tego ma człowiek męża, żeby budować z nim bliską relację właśnie przez wspólne przeżycia, rozmowy, dzielenie się opiniami,wrażeniami, troskami. Wystarczyłoby mi wspólne pół godzinki dziennie, ale w miłej atmosferze, troszkę więcej w weekend. Poza tym mam co robić i on też, ale jakaś wspólna przestrzeń to dla mnie podstawa związku.
                    • 18.11.12, 21:30
                      Oczywistym jest to, że nie do końca czujemy o co Ci tak naprawdę chodzi. My tylko czytamy to co piszesz i na podstawie tego możemy radzić.

                      Teraz widzę, że walisz głową mur najwyraźniej, a to fajne zajęcie nie jest.
                      Zatem cóż mogę Ci radzić? Terapie nie pomogły, to może udaj się do adwokata i dowiedz się jak w Twojej sytuacji może wyglądać rozwód i podział majątku. Może to Ci coś pomoże. Znaczy pomoże Ci podjąć decyzję co dalej.
                      Jeśli zdecydujesz się na rozwód to w Twojej sytuacji (małe dzieci i niskie zarobki) łatwo nie będzie, to akurat pewne. Będzie trudno logistycznie i finansowo. Tylko czy to jest dla Ciebie najważniejsze? Łatwiej będzie o tyle, że nie będziesz żyła złudzeniami, nie będziesz już żebrała o uwagę i zainteresowanie.

                      Ostateczną decyzję i tak musisz podjąć sama, bo to Ty z konsekwencjami tej decyzji żyć będziesz.
                    • 18.11.12, 21:37
                      Dlaczego widząc chore dziecko znajomych godzisz się na zagrożenie zdrowia własnego dziecka? Dlaczego zachowujesz się jak podwładna?
                    • 18.11.12, 21:48
                      Wiem o co Ci chodzi,bo u mnie było podobnie. Mąz,chodzący ideał ale na zewnątrz, dla obcych ludzi .Wewnątrz żyliśmy obok siebie a nie razem.W końcu podjęlismy decyzje o rozwodzie. Nie żałuje. Możesz dojrzewać do rozwodu,możesz jeszcze powalczyć o ten zwiazek ale teraz nie myśl o rozwodzie.Będzie Ci bardzo cięzko z dwójka małych dzieci . Przestan usługiwac mezowi, pomysl o sobie,zabezpieczaj się na przyszłość.
                    • 18.11.12, 21:51
                      Zachowania, które opisałaś to tzw. bierna agresja, ten subtelny rodzaj złośliwości, przez który Ty wychodzisz na tę, która się "czepia". W moim małżeństwie ten rodzaj zachowania trwał blisko rok i poprzedzał decyzję męża o nawiązaniu romansu. Celowo traktował mnie źle, chłodno, z dystansem, przestał w domu i ogrodzie robić cokolwiek, znikał w wirtualnym świecie i "pracował". Jednocześnie utwierdzał mnie, że rozwodu nie chce, że mamy trudny okres i musimy go przetrwać. Więc trwałam, kosiłam trawę, prowadziłam dom, opiekowałam się trójką dzieci....by on mógł niczym nie obciążony czule spotykać się ze swoim Marzeniem (tak nazwał skrzynkę mailową, którą sobie założył do miłosnych kontaktów). Przypatrz się lepiej poczynaniom męża bo może już dawno jest jakaś inna.
                      • 18.11.12, 23:00
                        Nie daj sobie wmówić że masz dziwne oczekiwania - bo chcesz z mężem prowadzić wspólne życie, być razem w dobrych i złych chwilach i czasem spędzić z nim miłe chwile.

                        Jak czytam jak ktoś pisze o Tobie że myślałaś że całe życie będziecie sobie spijać z dziobków to się we mnie gotuje.
                        Ciągłe patrzenie się sobie w oczy i zapewnianie się co chwilę o wielkiej miłości to jest początek związku.
                        I nie sądzę że Ty rozsądna kobieta liczysz że facet po kilkunastu latach będzie na Ciebie patrzeć jak w obraz i będzie Cię ciągle zapewniał o wielkiej miłości.
                        Na tym etapie związku powinnaś czuć że Cię kocha, że szanuje , że liczy się z Tobą , że myśli o Tobie jak podejmuje jakiś decyzje.
                        Czy to masz w swoim związku ?
                        Czy pyta jak się czujesz jak jesteś chora?

                        Nie czujesz się kochana i nie ma w tym nic złego że nie chcesz takiego życia.
                        Nie wiem ile masz lat , ale to nieważne ! Ile byś nie miała nie jest za poźno zeby zacząć wszystko od nowa.
                        Postaraj się z nim jeszcze porozmawiać, jeśli dalej nic się nie zmieni to uciekaj.

                        I proszę nie podawaj mu już tych nieszczęsnych obiadów.
                        Jesli gotujesz i jecie całą rodziną to już trudno. Ale jak wraca z pracy i je sam to niech chociaż sobie sam ten obiad podgrzeje. Nie usługuj mu.
                        • 18.11.12, 23:24
                          Odpowiadając na wasze pytania:

                          -czy się interesuje/troszczy? WCALE. Pani z warzywniaka okazuje mi więcej zainteresowania.

                          -czy go kocham? trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, na swój sposób tak, ale już tyle razy mnie zawiódł (zwłaszza po narodzinach starszego dziecka), że nie umiem wszystkiego zapomnieć, próbuję sobie tłumaczyć jego zachowanie, ale pewnych sytuacji mu zapomnieć nie mogę, ciągle się zachowuje źle , np w tym tyg miałam mega kłopot w pracy nagle, w moment prawie osiwiałam, poryczałam się i zadzwoniłam do niego zapłakana (ogólnie nie dzwonimy do siebie, no chyba, że trzeba pilnie coś w stylu "czy wykupiłeś receptę, bo dziecku się leki skończyły"), chwilę niby mnie wysłuchał, jak wrócił do domu zaczęłam mu to dokładniej opowiadać, a on po prostu poszedł się przebierać, bawic z dziećmi i już nie wrócił do tematu wcale. I takie sytuacje są b częste.

                          Prawdę mówiąc już od dłuższego czasu myślę o rozwodzie, ale boję się, jaki kierat mógłby mi urządzić, że np zrobiłby ze mnie wariatkę i odebrałby mi dzieci. Jakby to w sądzie wyglądało: taki fajny Pan Manager i ta czepliwa niskodochodowa jędza, gadane chłopak ma. Wiele razy pytałam go czy dałoby się jakos dogadać ugodowo (separacja? rozwód?), ale zawsze milczy, mówi, że on nie myślał, że dojdzie do rozwodu i np idzie pograć na PSP i za tydzień to samo pyt. i odp.

                        • 18.11.12, 23:29
                          Powyższy post jest doskonałym przykładem na to, jak w bardzo łatwy i obrazowy sposób można wpoić komuś przekonanie, że powinien się rozwieść. Bo przecież "on nie pokazuje, że kocha, nie pyta jak się czujesz, że o tobie nie myśli". Cudnie, naprawdę. Nic dodać nic ując, tylko rano polecieć do sądu złożyć pozew. No i jeszcze ta cukierkowa wizja przyszłości: "Ile byś nie miała nie jest za poźno żeby zacząć wszystko od nowa".

                          Taaaaa, bo przecież po rozwodzie będzie cudnie. Nie będzie musiała usługiwać i nie będzie czuć się niekochana. Będzie co prawda sama jak palec, z dzieciakami, bez kasy, ale będzie "wolna". Hahahaha, zaraz umrę ze śmiechu.

                          Jakoś nikt, poza Molą, nie poradził pani, że powinna zacząć od zmieniania się sama. Zmienianie męża nic da. Bo przecież próbowała. Więc jeśli zależy jej na tym małzeństwie, to powinna zmienić siebie. Jak zmieni siebie, to mąż się sam zmieni. Bo teraz facet w domu ma służącą, kucharkę i niańkę, która sama przyznaje że woli siedzieć w domu z dzieciakami, a nawet jak gdzieś wyjdzie to ciągnie chłopa do domu, bo "dziecko trzeba położyć spać". Więc ja się te mu chłopu nie dziwię. Też by mnie krew zalewała, gdybym miał w domu niańkę, która uważa się za matkę Polkę, ale jeszcze ja jej jestem potrzebny, by ją dowartościować.

                          Niańką to niech ona będzie do dzieci. A jeśli chce, by facet traktował ją jak kobietę, to taką powinna być.
                          • 19.11.12, 07:29
                            > Zmienianie męża nic da. Bo przecież próbowała. Więc jeśli zależy jej na ty
                            > m małzeństwie, to powinna zmienić siebie. Jak zmieni siebie, to mąż się sam zmieni


                            korekta: jak ona się zmieni to jest cień szansy, że i on się zmieni - ale nie daje to żadnej gwarancji, więc Ty z kolei nie roztaczaj wizji jak to będzie pięknie i wspaniale, bo ona się zmieni.
                            ta zmiana jest jej potrzebna, bo nawet jeżeli mąż się nie zmieni to ona nie będzie miała już dylematu czy się rozwieźć czy nie - ona to po prostu będzie wiedziała i nikogo na forum o nic już pytać nie będzie.
                          • 21.11.12, 10:39
                            Bo teraz facet w domu ma służącą, kucharkę i niańkę, która sama przyznaje
                            > że woli siedzieć w domu z dzieciakami, a nawet jak gdzieś wyjdzie to ciągnie ch
                            > łopa do domu, bo "dziecko trzeba położyć spać". Więc ja się te mu chłopu nie dz
                            > iwię. Też by mnie krew zalewała, gdybym miał w domu niańkę, która uważa się za
                            > matkę Polkę, ale jeszcze ja jej jestem potrzebny, by ją dowartościować.

                            Taki_Drugi,
                            z przyjemnością przyznaję, że zgadzam się w całej rozciągłości. Od a-do-zet.
                            OD zawsze powiadam,że facet, który potrzebuje niańki jest jakis niewydarzony. A kobieta, która chce dorosłemu chuopu matkować to niech sobie zafunduje dzieci i to też z zastrzeżeniem, że niańczenie dzieci się kiedyś kończy.
                            No i podstawa mojego rozumowania: człek potrzebny komuś nie oznacza człek kochany przez tego kogoś.
                            Ar.

            • 21.11.12, 10:33
              a broń boże, nigdy w życiu 100% wolnego czasu z mężem.
              Uduszę się, utopię w tej "jedności" i będę zrzędzącą jędzą.
              Tak mam.
              Koleżanki, kino, knajpa, teatr, kosmetyczka itp są super same w sobie. Dzieci mam też fajnie.
              Obecnego kocham bardzo. Nigdy tak nie kochałam. Ale nie chcę byśmy ciągle ze sobą przebywali.
              Oddechu mi trzeba. Dla mnie ważniejsze jest, że jak kocham, a nie że jestem kochana.
              Ar.
    • 18.11.12, 23:41
      A może na poczatek separacja z ustaleniem zasad opieki nad dziećmi, podziałem finansów i obowiązków we wspólnie zamieszkiwanym domu?
      • 19.11.12, 07:25
        1.Dzisiaj wystarczające powody do rozwodu to np. to, że leży bydlę pod telewizorem, za dużo pracuje i nie ma czasu dla swojej lali, chleje piwo, a powinien sok, jak Bond, inaczej wygląda, niż pan w reklamie, nie konwersuje, a partnerka chce,bo wyciągnęła jedną książkę ponad dwie - statystyczne - na głowę - w ciągu dwóch lat, nie rozwija się, a zwija, jak wąż itd.
        2.Powody, które podałaś,są wystarczające aż nadto, żeby go nawet spalić na stosie, przed uprzednim ubraniem dzieci, jak na bal. One nie znają jeszcze horyzontu czasu - ja ty, a do tego przecież i tak pójdą kiedyś w cholerę.
        • 19.11.12, 08:42
          Kasper, to nie jest do końca tak jak piszesz. Pan jest bezinteresownie złośliwy, nie chce rozmowy, woli zabawę 'i tak zrobię co zechcę tobie na złość". Może on już chce się tej zony pozbyć, ale nijak mu powiedzieć: jest mi złe, rozwiedźmy się? Lekceważy ją i okazuje to. Gra dziećmi. To sa poważne sprawy prowadzące do rozpadu więzi. Pan nie chce rozmowy, ani naprawy. Co robić w takim przypadku? Nic autorce nie doradziłeś, a tylko skrytykowałeś pomysł rozwodu. Jak masz konstruktywne rozwiązania to ja tez chętnie poczytam. Może mi się to kiedyś przydasmile
          • 19.11.12, 09:05
            Ja tak samo jak Mayenna zmieniłam zdanie. Autorka wątku szerzej opisała swoją sytuację rodzinną i inaczej to widzę.
            Na początku myślałam, że Pani chce żeby było tak jak na początku związku, a tak się pewnie wiecznie nie da.
            Ktoś Ci napisał, żebyś powiedziała mężowi, że myślisz o rozwodzie i tak zrób, ale na spokojnie.
            To nie jest związek, nie ma tu partnerstwa.
            • 19.11.12, 09:21
              Pan się z nią nie liczy i nie szanuje. Po prostu. Robi na złość celowo, żeby mieć argument, że to ona jest wredną jędzą, nudną, męczącą i w ogóle bez sensu z nią rozmawiać.
              • 19.11.12, 10:16
                Miałam podobnie w małżeństwie - brak więzi, brak zainteresowania mną i moimi sprawami, praktycznie brak "spraw wspólnych", kilka lat walczyłam, próbowałam do niego dotrzeć itp. Na pewno zrobiłam dużo błędów...
                w końcu doszło do tego, że ja również się odsunęłam i tak "żyliśmy obok siebie" aż pan maż poczuł się samotny i znalazł lekarstwo na swoją samotność...
                Możesz czekać jak aż któreś z Was da "prawdziwy" powód do rozwodu, ale nie musisz, moim zdaniem masz go już teraz...
                --
                "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
              • 19.11.12, 10:19
                Dziękuję, że tak liczne osoby zechciały zabrać głos i podzielić się swoją opinią.

                Umówię nas po raz kolejny na terapię małżeńską, żeby tam porozmawiać o naszej sytuacji, bo w sumie w domu się nie da (są dzieci, on zawsze nie chce itd). Raczej się nie łudzę, że mąż nagle odkryje, że też chciałby odbudować naszą relację, ale może chociaż udałoby się w jakiś cywilizowany sposób się odseparować, nabrać dystansu i nie zrobić wojny angażującej dzieci, rodziców itd.
                • 19.11.12, 10:27
                  Któreś z was w końcu znajdzie sobie odskocznię w postaci kochanka/ki albo jakiegoś wirtualnego shitu i tyle.
                  Nie daj sobie wmówić, że masz zawyżone oczekiwania.
                  • 19.11.12, 11:12
                    Warszawianko, pisze troche w pospiechu, poza tym nie przeczytalam wiekszosci wpisów i moze powtórze sie z radami.
                    Przeczytalam posty Moli i zgadzam sie z nimi.
                    Jest jednak bardzo istotna sprawa o której chyba nikt nie wspomnial, a która jest podstawa naszych zachowan: nie mozemy zmienic drugiego czlowieka, mozemy zmienic tylko siebie.
                    W Twoim przypadku to wypracowanie asertywnosci. Moze potrzebny Ci bedzie psycholog, - nie ciaganie meza na niechciane terapie - tylko terapia dla Ciebie.
                    Po tylu latach ulegania, brania na siebie obowiazków, kladzenia po sobie uszu potrzebujesz stanac na nogi i zadeklarowac, ze w tym domu Ty tez jestes i Ty równiez decydujesz. Bo juz masz widoczne niebezpieczenstwo, ze dzieci sluchaja ojca, a nie sluchaja Ciebie. Sa jeszcze male i to mozna zmienic, ale trzeba to zmieniac juz, teraz!!
                    I nie wolno co tydzien grozic separacja i potem nic nie robic. Czy pieklic sie wsród znajomych i przegrywac. Bo wtedy wlasnie wychodzi sie na jojczaca, grozaca, marudna jedze, która pogledzi, pokrzyczy ale nic nie zrobi. To jest blad! Jesli czyms sie grozi, to grozby sie spelnia. Inaczej taka grozba jest bezsensowna. I osoba grozaca staje sie osoba bezradna.
                    Musisz przepracowac swoja postawe i koniecznie wyrobic w sobie sile i decyzyjnosc.
                    Podejrzewam, ze psycholog bedzie niezbedny, ale to tylko Ty to wiesz.
                    I zajecie sie soba. Maz doskonale radzi sobie z dziecmi, wiec planowac wyjscia i wyjazdy, nie w celu wzbudzenia zazdrosci tylko w celu sprawienia sobie przyjemnosci. Oczywiscie byloby fajniej gdyby on te przyjemnosci Ci sprawial, ale jezeli tak nie jest, to Ty sama musisz o to zadbac.
                    Powodzenia!
                • 19.11.12, 11:04
                  Daj już kobieto wreszcie spokój tym ciąganiem faceta po terapiach, czego on wyraźnie nie chce. Może sama się udaj na terapię, z postawionym problemem: jak być osobną, samostanowiącą jednostką? Nie matką, nie żoną, ale osobą z własnymi planami, zainteresowaniami, z własnym życiem.
                  Czy masz problem kontroli? Czy chcesz, żeby wszystko było tak jak sobie wymyślisz? Czy umiesz odpuszczać, czy do padnięcia będziesz porządkować świat według swoich wizji? Bo może być tak, że mąż nie chce być kolejnym elementem zgodnym z Twoją wizją świata, stąd ta jego bierna agresja. Nie wiem, tak tylko sobie gdybam.
                  A próbowałaś go pytać kiedykolwiek jak on to widzi? Ale nie monologować, tylko zwyczajnie zadawać krótkie pytania? Czy jest zadowolony? Czy jest coś na czym mu zależy? I słuchać, słuchać, słuchać, nawet jeśli miałoby to być słuchanie jego milczenia. Nie oskarżać, tylko zwyczajnie okazać zainteresowanie. Bo teraz to on ma pewnie poczucie, że ciągle czegoś od niego chcesz....
                  A na tych dwóch terapiach- też był taki mało wylewny? Nic nie powiedział? Może poczuł się osaczony i osądzany? Czy terapeutą był facet czy kobieta? Może spróbuj znaleźć jakiegoś starszego, budzącego szacunek terapeutę- mężczyznę, który da mu poczucie oparcia. Bo rozpoczynanie trzeciej takiej samej terapii, to raczej bez sensu jest. Skoro dwie poprzednie nic nie dały... Robienie ciągle tego samego w ten sam sposób i oczekiwanie innych rezultatów, to trochę nie bardzo jest.
                  • 19.11.12, 11:09
                    Chyba też bym nie szła na kolejną terapię, miałabym poczucie że poprzednie nic nie dały, więc entuzjazm byłby zerowy.
                    WY musicie ustalić czy wam po drodze, czy niekoniecznie,ustalić czy walczycie razem o bycie czy już wybieracie życie w pojedynkę.
                    Ludzie różnie się rozstają w gniewie w złości ale też niektóym na tej ostatniej wspólnej prostej udaję się dogadać.
                    A
                    --
                    ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
                    • 19.11.12, 11:22
                      Rada jest prosta: ubrać się, wziąć z domu, co niezbędne, i iść sobie tworzyć własne życie. Oczywiście, dzieci nalezy zostawić. Przecież mąż jest dobrym ojcem. To jest jedyna szansa na uratowanie rodziny. Sądzę, że gdy mąz zostanie sam, zauważy, że stracił rodzinę, że nie ma domu, bezpieczeństwa, a dzieci są samotne i zrozpaczone. Wtedy, jak myślę, przewartościuje siebie i świat.
                      Mój sarkazm wynikał z istoty postawionego pytania: "Czy ...?, gdyż autorka widziała tylko koniec własnego nosa - rozwód, niszczący przecież wszystko.
                      • 19.11.12, 11:43
                        Boimy się wyjść bez dzieci bo może okazać się, ze nie ma gdzie wracać.Dlatego ona chce wyjścia z dziećmi - rozwodu.
                        • 19.11.12, 14:11
                          1.No, właśnie. Mądrze to ujęłaś. Dlatego dzieci czyni się zakładnikami swojego "szczęścia". Przeżyłem to.
                          2.Długie 7-8 lat moich cierpień po rozpadzie domu...czy tylko po to, żebym posiadł prawdę o tym, z kim żyłem? Coraz częściej myślę, że było warto, ale myśl tą zatruwa świadomość o braku gniazda dla dzieci. Nic już nie jest takie same.
                          3.Warszawianka ma zgryz. Powody zawsze się znajdą, jak się jest wygranym i można uderzyć psa na smyczy i w kagańcu.
                          • 19.11.12, 14:25
                            Wygraną? Nie wiem jakie są Twoje życiowe doświadczenia, ale ja ewentualnie zostanę bez grosza przy duszy z dziećmi płaczącymi za tatą. I ani mi w głowie kolejne związki, jeżeli zdecyduję się pokonać cały trudny proces rozwodowy, to nie po to, by wpaść z deszczu pod rynnę. Nie wyobrażam sobie po raz kolejny stracić niezależności i możliwości samodzielnego decydowania o sobie.

                            Ja w ogóle nie rozważam rozwodu w kategorii wygranej kogokolwiek, to porażka 2 dorosłych ludzi, którzy mimo złożonej przysięgi nie zdołali się porozumieć, chciałabym właśnie nie orzekać o winie, nie gmerać w brudach sprzed lat (żadnej zdrady nie było), nie dopiekać sobie bez końca, przy dzieciach np, tylko albo intensywnie popracować nad związkiem (co próbowaliśmy, nie udało się) albo rozstać się, zachowując jednak garstkę dobrych wspomnień z dawnych lepszych czasów i dać sobie obojgu szansę na święty spokój.
                            • 19.11.12, 16:08
                              To z czego Ty zamierzasz żyć razem z dziećmi, gdzie mieszkać? Z osoby zależnej od męża chcesz stać się osobą zależną od jego pieniędzy?

                              Przecież on będzie miał świetne narzędzie do ewentualnej wojny z Tobą, narzędzie, które mu sama włożysz do ręki.
                              • 19.11.12, 18:06
                                Mąż dobrze zarabia, będzie więc można wystąpić o duże alimenty, bo przecież dziecko musi żyć w warunkach nie gorszych niż dotychczas. A że żona nie ma kasy? No cóż, przecież jej opieka jest bezcenna big_grin
                          • 19.11.12, 14:27
                            Jeśli już ktoś jest zakładnikiem, to Warszawianka zakładniczką szczęścia dzieci. Pewnie gdyby nie one, to by jej już dawno nie było w tym układzie. Chyba jedyna rzecz, którą ją jeszcze motywuje do walki o to małżeństwo, to właśnie szczęście dzieci
                            Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto by na każdą sytuację spoglądał przez pryzmat swojego nieszczęścia, odnajdował we wszystkim analogie do swoich perturbacji tak jak Ty, taki przedziwny egotyzm... Myślę, że przez to samoograniczasz swój punkt widzenia. Naprawdę nie jest tak, że wszystkie okołorozwodowe sytuacje to dosłowne cytaty z Twojego życia...
                            • 20.11.12, 14:29
                              " Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto by na każdą sytuację spoglądał przez pryzm
                              > at swojego nieszczęścia, odnajdował we wszystkim analogie do swoich perturbacji
                              > tak jak Ty, taki przedziwny egotyzm..."
                              Altz robi to samo aczkolwiek nieco mniej fanatycznie i bez tej charakterystycznej pogardy Kaspra dla osob, ktore (jego zdaniem) nie dorastaja mu do piet inteligencja.
                              • 20.11.12, 14:54
                                noname2002 napisała:

                                >> " Chyba nigdy nie spotkałam kogoś, kto by na każdą sytuację spoglądał przez pry
                                >> zmat swojego nieszczęścia, odnajdował we wszystkim analogie do swoich perturbacji
                                >> tak jak Ty, taki przedziwny egotyzm..."

                                > Altz robi to samo aczkolwiek nieco mniej fanatycznie i bez tej charakterystyczn
                                > ej pogardy Kaspra dla osob, ktore (jego zdaniem) nie dorastaja mu do piet intel
                                > igencja.
                                Wypada mieć doświadczenia, skoro chce się odnosić i porównywać. Ja słucham ludzi, dość dobrze pamiętam te rozmowy i często o tych sytuacjach piszę.
                                Pewno przypisuję komuś moje emocje, to się zdarza, ale staram się zrozumieć drugą stronę. Ludzie inni też tak robią, przypisują mi pewne emocje, odczucia i motywy. Z niektórymi zerwałem kontakty, mam nadzieję, że na zawsze. Pewnych rzeczy się nie wybacza, choćbym miał zostać sam jak palec.

                                Zobacz tylko, jak panie opisują swoje problemy i powód do rozwodu?
                                Ja się czuję źle, bo... Ja chcę wyjść z tego układu i chciałabym tego i owego. Ja mu mówiłam, co ma zrobić, żeby się poprawiło, a on nie słuchał moich rad i rozkazów. Ja będę się teraz robiła to i owo, nie będę sobie życzyła, będę wymagała od niego itd.
                                Jego w tym nie ma! Nie ma jego odczuć, potrzeb, wymagań, czy planów.

                                Przy tym wszystkim, mój sposób odbierania i opisu świata nie jest wcale taki zły. wink
                                • 20.11.12, 15:07
                                  Bym powiedziała, że często ludzie stosują "wyparcie" jakichś tam problemów, przez co mają nadzieję, że one wyparują- a jest również parę osób stosujących "wparcie", czyli przypisanie swoich traum i problemów innym smile
                                  Obie te metody są równie kalekie w obiektywnej ocenie sytuacji- ale kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień smile
                            • 20.11.12, 21:46
                              Myślę, anbale, że ty patrzysz przez przyzmat bólu Inków u schyłku ich imperium.
                              A tak, na poważnie, wcale nie patrzę na doświadczenia innych przez moje. Jest odwrotnie - gdy zauważam podobne sytuacje do tych, w których uczestniczyłem/byłem świadkiem/obserwatorem - odzywam się. I tyle.
                              Nie ma we mnie pogardy do innych. Raczej do siebie, że musiałem widzieć rozpacz dzieci. Weź - jeśli chcesz - do siebie takie oto słowa: "Podejrzewamy innych, bo znamy siebie".
                              • 21.11.12, 11:58
                                "Dzisiaj wystarczające powody do rozwodu to np. to, że leży bydlę pod telewizorem, za dużo pracuje i nie ma czasu dla swojej lali, chleje piwo, a powinien sok, jak Bond, inaczej wygląda, niż pan w reklamie, nie konwersuje, a partnerka chce,bo wyciągnęła jedną książkę ponad dwie - statystyczne - na głowę - w ciągu dwóch lat,"

                                To nie jest pogarda?
                                • 21.11.12, 12:15
                                  Kasper tak się zrósł ze swoją pogardą, że jej już nie zauważa...Częsty przypadek
    • 19.11.12, 15:45
      U mnie ostateczna decyzja o rozwodzie została podjęta z innego powodu, ale podobnie jak u Ciebie mój już ex mąż był za bardzo przyzwyczajony do dobrego. Również uważam, że za bardzo na to pozwalałam, ale nie daj sobie wmówić, że to głównie Twoja wina. Nic bardziej mnie nie bawi niż tłumaczenie śmierdzącego lenia, że stał się taki przez kogoś innego smile. Ja też najpierw doszukiwałam się problemów u siebie i próbowałam zmieniać coś na siłę. Jak zrobiłam sobie rachunek sumienia po rozwodzie, to wyszło mi, że on był taki od zawsze, tylko, że ja się za późno połapałam i tyle. A że trafił na podatny grunt, to się jego "umiejętności" za bardzo rozwinęły. Teraz po prostu wiem na co zwracać uwagę i jest o nieeebo lepiej smile. No i prawda jest taka, że nikt Ci lepiej nie doradzi w sprawie decyzji o rozwodzie niż Ty sama. Nieważne jakie powody Tobą kierują. Powodzenia!
      --
      "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
    • 19.11.12, 16:03
      Pytaniem wyjściowym dla Twojego męża powinno być: "Jak dalej wyobrażasz sobie nasze małżeństwo?"
      Potem, co chce osiągnąć przez takie złośliwości...

      Napisałaś, że zaczęło się psuć po urodzeniu dziecka. W relacjach wielu par jest to przełomowy moment, kiedy małżeństwo się sypie. Kobieta jest wtedy zmęczona i swoje uczucia przelewa wyłącznie na dziecko, odstawiając męża na boczny tor. Nawet, kiedy mężczyzna chciałby zająć się potomkiem, to kobieta mu to utrudnia, sądząc, że ona pewne czynności wykona lepiej...
      Być może w tym momencie zaczęła w mężu narastać frustracja z braku zaspokojenia jego potrzeb (seks). Stąd te jego złośliwości i wyżywanie się na Tobie.
      Prawdopodobnie dwie poprzednie terapie wyjaśniły przyczyny osłabienia Waszych więzi.
      Dlaczego mąż z niechęcią szedł na terapie? Być może za pierwszym razem terapeuta uświadomił mu, że w takim okresie powinien wykazać więcej zrozumienia... czyli musiał coś w sobie zmienić, co kosztowało go trochę wysiłku...
      Potem kolejna terapia, i znów wyszły jego błędy... Twoje pewnie też, ale z subiektywnego punktu widzenia, to on był zmuszony do zmiany...
      Człowiek bardzo nie lubi słuchać o swoich niedoskonałościach. Łatwiej jest zrzucić na kogoś winę i obarczyć go odpowiedzialnością za swoje zachowanie.

      W obecnej chwili mąż poczuł się pewniej. Nawiązał lepszy kontakt z dziećmi i lepiej zarabia. Nie liczy się z Twoim zdaniem, bo zajmuje wyższe stanowisko w hierarchii Waszego małżeństwa. "Odbija" sobie za wcześniejszą frustrację.
      Ty chcąc go udobruchać, utwierdzasz go tylko w przekonaniu, że jego postępowanie przynosi zamierzony efekt.
      Co należałoby zrobić?
      Pozostaje chyba jednak tylko bunt (nie gotować, nie sprzątać, nie usługiwać panu i nie zabiegać o niego).
      Ale oczywiście to nie wszystko, bo wrogość rodzi wrogość, a to nie o to tu chodzi.
      Tak jak wiele osób wyżej napisało, należy wzmocnić swoją pozycję i poczucie wartości.

      Tutaj wchodzimy w pewien rodzaj gry, ale mi nie przychodzi nic innego do głowy (no i jest to skuteczny sposób, wypróbowany osobiście)
      Po pierwsze, uśmiech na twarzy (okazanie zadowolenia i szczęścia).
      Trzeba wydobyć z siebie maksimum kobiecości (zadbany wygląd i optymistyczny nastrój).
      Potraktuj przez jakiś czas swojego męża jak obcego faceta, od którego nic nie oczekujesz (bo jak można oczekiwać, skoro jest obcy). Zajmij się sobą. Pozwól sobie na osobiste przyjemności, jakieś wyjścia... Pokaż się jako osoba spełniona i nie potrzebująca od męża czegokolwiek. To będzie moment, kiedy mąż może poczuć zaniepokojenie (jak to ona nic ode mnie nie chce, a na dodatek nie marudzi...)
      Poza tym, bądź dla niego miła, jak to się bywa miłym dla znajomych ludzi. Podziękuj za najdrobniejszą rzecz, chociażby to, że zajął się dziećmi czy zrobił zakupy, albo nawet za małą pierdołę.
      Jeśli będzie się wyzłośliwiał - ignoruj to, a przynajmniej nie okazuj, że to Cię dotknęło.
      Gorzej jak pogrywa z dziećmi w sposób jaki opisałaś.
      W sumie to dziwię się, że znajomi nie uprzedzili, że mają chore dziecko.
      W każdym bądź razie, jeśli podejmuje jakieś głupie decyzje, żeby np. zostać dłużej, pomimo, że syn był już śpiący, to sam powinien go potem ułożyć do łóżka.

      Myślę, że Wasz rozwód nikomu by w tej chwili nie posłużył.
      Jeśli mąż zaproponuje Ci takie życie obok siebie, to zapytaj się go, czy w takim razie możecie szukać sobie innych partnerów na boku. Trochę to głupie, ale czasami może zrodzić się myśl, że w końcu znajdzie się ktoś, kto sprzątnie mu Ciebie sprzed nosa. Jakby nie było, to się go przecież pytałaś....
      --
      Sza­cunek na­jis­totniej­szym skład­ni­kiem miłości.
    • 19.11.12, 19:44
      ..... tak ze mieliscie pewna umowe co do podzialu obowiazkow i bylas zadowolona a problemem jest nie podział obowiazkow tylko

      "nieposłuszenstwo " męża ktory sie spoźnia nie daje wystarczajaco duzo wsparcia ma inne pomysły na wychowania dzieci i generalnie nie chce byc taki jak Ty oczekujesz przez co jestes rozczarowana i sfrustrowana

      udzial w kolejnej terapii jest dla mnie rownie beznsensowny jak poprzednie ...poniewaz ja zrozumialem Twoje intencje tak ze to terapia ma zmienic meza w "męża posłusznego" spelniajacego oczekiwania a dwa ze nieprofesjonalna terapia bardziej szkodzi niz pomaga
      a rady zjedzcie kolacje raz w tygodniu lub idźcie do kina w takiej napietej sytuacji sa dla mnie mocno nieprofesjonalne.......przeciez do kina zabierzecie swoja zlosc gniew i frustracje...zreszta nic na siłe

      ja wasza sytuacje widze w ten sposób ze im bardziej Ty chcesz miec meza poslusznego tym bardziej on jest zbuntowany............i robi sie przekorny...a ty rozżalona...taki mechanizm ktory nakreca was dwoje

      jak dla mnie powod do rozwodu jest ....poniewaz ten mechanizm jest coraz bardziej niszczacy zwiazek..brnie do nikad...

      rownie dobrze moze byc tak ze on nie chce wykonac wysilku zeby cos zmienic....tak moze byc ale nie musi

      mozna zmienic zachowania i sprobowac przestac wychowywac męża...przestac miec oczekiwania zaakceptowac fakt ze oprocz wielu zalet jakie wymienilas...ma tez wady ...jest po prostu człowiekiem....

      ale to jest trudne...wiem po sobie rozwieść sie jednak jest łatwiej


    • 19.11.12, 19:51
      Tak, masz prawo byc glaskana, uwielbiana i szczesliwa. Ale dzieci tez. Moze nawet przede wszystkim. A wiec idz w sina dal, ale zostaw dzieci w swietym spokoju w domu, ktory jest ich domem. Powiedz dzieciom, ze idziesz szukac szczescia, bo ci sie znudzily zupki, kupki i odkurzanie. Stan przed dziecmi i powiedz im to, ze nie mozesz dalej tak zyc, bo Ci uznania brakuje i tatus co godzine nie mowi !"kocham cie". Portafisz tak? A przeciez nic innego nie planujesz. Bdz wiec odwazna i powiedz to dzieciom!!
      A poza tym Kobieto otrzasnij sie troche! Twoj maz ma jakies stanowisko, utrzymuja was na wysokim poziomie a wiec ma jakas odpowiedzialnosc w pracy a Ty mu dzwonis w ciagu dnia i placzesz, jak dziecko do sluchawki. Smieszne! Porem maz wraca z tej pracy w ktorej juz mu d... placzem zawracalas i ma od poczatki chciec sluchac Twoich zali? Czy on nie byl w pracy? Czy on nie ma prawa miec dosc?
      Chcesz, to idz w piguly, ale stan przed dziecmi i powiedz im to i nie burz ich spokojnego domu. Twoj maz z cala pewnoscua da sobie rade. Zarabia dosc, zeby sobie pomoc domowa wynajac.
      Zwijaj zagle, byle predko, byle dzieci same nie wpadly na to, co planuje ich mamusia.
      --
      zielona.wrona
    • 20.11.12, 21:11
      nie, to nie sa powody do rozwodu!!!

      Jezeli twoj maz nie interesuje sie toba (co jest prawie!!! normalne po takim stazu malz., gdyz jedna strona/albo dwie zawalila/y), to zainteresuj sie sama soba! i zacznij od nowa, tak jakbys go np. jutro poznala...............

      Maz nie chce!smile ba....sad, to wez te strategie w swoje rece, a nie pozalujesz.

      Wez kartke papieru i napisz swoje przyszle marzenia/plany na przyszlosc , np.:

      1)a. -"chce kochac i byc kochana",..... zastanow sie dlaczego ludzie sie kochaja (nie myslac o sobie), np.; zeby ktos nas pokochal nalezy sie czyms wyroznic, byc pociagajacym, miec inne sugestie i ich bronic przez swoje dogmaty a zarazem imponowac (majac na mysli to co napisalas; jego inteligencjewink....., itd.

      1)b. - mialas plany na dalsza nauke, to zacznij to realizowac, dzieci sa juz wystarczajaco durze i nie potrzebuja twojego swiezego mleka z piersi.

      1)c. - pamietaj o tym, ze oddalabys zycie dla dzieci, ale...... nalezy sie zastanowic; co dzieciom daje zycie z nieszczesliwa matka? czyli, staraj sie nie projektowac swojego nieszczesicia na dzieci (wiem, ze jestes rozsadna kobieta, wiedzaca czego chce, wiec.......)

      1)d. -zacznij nagle liczyc sama na siebie, tak jakbys byla sama (majac przy boku niewiedzacego meza o twojej strategi)...., to jest fascynujace, pozwala tobie (przy boku jeszcze meza) okreslic twoj stan, twoje slabosci, nad ktorymi mozesz jeszcze pracowac, wytrzymalosci i zasiegu twoich dzialan.

      1)e. - nie probuj na sile uzyskac sexownej postaci w oczach twego meza, bo oni sa wzrokowcami....(nie musze tutaj duzo pisac, prawda?). Wiec jezeli pierwsze moje punkty beda "odpracowane" to i na obopulny, zadawalajacy ...... przyjdzie pora.

      on ciebie napewno kocha, za twoje "oddanie", ale w twojej mocy jest mu przypomniec; ze jestes kobieta, ze jestes seksowna i porzadana,...........nie strofujac go...., zle wypomnienia i awantury nie sa na miejscu, odzwierciedlaja twoje niezadowolenie (nie jego, on tego nie rozumie), i wierz mi nie tedy droga...


      --
      • 20.11.12, 21:52
        Wiecie że czytam i nie wierzę...
        Pisze tu dorosła rozsądna kobieta która ma problemy, trwają o kilku lat.
        To nie dziewczę które nie dostało od mężusia wypasionego prezentu na walentynki i postanowiło się z nim rozstać rozstać rzucając mu pozwem w twarz.

        Tu nie chodzi o jednorazowy wyskok męża tylko o wieloletnie bycie samotną w związku.
        Winni pewnie są oboje w jakimś tam stopniu ale co taka kobieta ma robić?
        Terapia ? Próbowała. Rozmowy ? Pewnie też były.
        Co powinna zrobić ? Doradzcie coś konkretnego.

        Bo panowie tu piszący uważają że kobieta nie powinna mieć żadnych oczekiwań.
        Facet zarabia, zapewnia życie na odpowiednim poziomie i koniec.
        Nic więcej nie jest potrzebne.
        Nieważne że nie ma z kim porozmawiać (porozmawiać może sobie z koleżanką albo sąsiadką) nieważne że jej nie kocha - przecież jak się rozstanie i tak nikt jej nie będzie kochał bo jest już za stara i życie się dla niej skończyło.
        I tu nie chodzi o mówienie sobie codziennie o wielkiej miłości tylko o okazywanie sobie uczuć, wspieranie się w trudnych chwilach - tak nawet wysłuchanie zapłakanej żony ! Co w tym strasznego że chce się wypłakać najbliżej osobie??? Komu powinna się wypłakiwać jak nie mężowi.

        Jak długo wg Was powinna tak żyć obok faceta zeby uznać ze tak dalej nie może ?

        Życie mamy tylko jedno.
        Jeśli problemy trwają kilka lat, jeśli próbowała to posklejać do kupy i nic z tego nie wychodzi, jeśli dalej żyją obok siebie to co ma dalej zrobić?
        Powiedzcie mi. Konkretnie.
        • 20.11.12, 23:30
          Kochana Emilio,

          nie napislam tego postu od tak sobie, wrecz przeciwnie, mam za soba duze doswiadczenie.. Przezylam to samo co autorka postu......., ale bylam pare latek temu w goracej wodzie kapana....., nie doswiadczona i nie uswiadomiona............
          Jestem teraz po rozstaniu, a z moim teraz. mezem jestem szczesliwa, wypelniona w kazdym kontekscie, ale zadje sobie od czasu do czasu pytanie; czy wszystko zrobilam dla......

          Moim zdaniem tak, ale jak czytam takie wypowiedzi to lezka sie w moim oku kreci......., pozostaly dzieci, ktore kochamy, ale ktore cierpia do tej pory....., a ja z nimi......pomimo, ze jestem juz babcia blizna rozkladu rodziny nie omija nas.................


          --
          A jeżeli przyjdą Ateiści - powiedział Bóg. - To mnie nie ma...,

          no i jak ktos tobie powie, ze czas leczy rany, to uderz go z calej sily w morde i powiedz, ze zaraz przejdzie..........
          --
        • 20.11.12, 23:57
          e_milia123 napisał(a):

          > Jeśli problemy trwają kilka lat, jeśli próbowała to posklejać do kupy i nic z t
          > ego nie wychodzi, jeśli dalej żyją obok siebie to co ma dalej zrobić?
          > Powiedzcie mi. Konkretnie.

          Dobre pytanie zadałaś. Bo też mam wrażenie, że ludzie dają tu dobre rady z głębi serca płynące, ale takie, jakby autorka wątku była na początku drogi. A ona jest już daleko, jeśli nie na samej końcówce.
          Szczerze mówiąc ja nie wiem, co ona jeszcze może zrobić. Co można zrobić z mężem, który uporczywie traktuje żonę jak osobistego wroga? Mniejsza już o to jak do tego doszło, mleko się wylało i już...
          Mnie się wydaje, że pozostaje już tylko pogodzenie się z własną bezradnością w tej kwestii i zaplanowanie co dalej z tym życiem.
          • 21.11.12, 08:46
            Emilia i anbele, trafiłyście w sedno, moim zdaniem, dziękuję za próbę szerszej analizy. Nasze problemy trwają już lata całe.


            Prawda jest chyba tak, że pewne sytuacje są po prostu niezwykle trudne, niejednoznaczne,od lat wspiera mnie przyjaciółka, która zna nas oboje na wylot i jakoś też nic genialnego nie wymyśliła, żeby rozwiązac tą sytuacjęsad Ale mnie wspiera, wiem, że mogę do niej zadzwonić w każdej chwili zarówno z dobrą, jak i ze złą nowiną, pogadać o modzie, o pracy, o dzieciach i o życiu. A z mężem pogadać nie mogę o niczym, chiński mur i lata swietle nieporozumień i złośliwości między namisad Jakoś to wcześniej mijało dzień za dniem, aż tu nagle stwierdziłam, że dłużej tak nie chcę i nie mogę funkcjonować.

            • 21.11.12, 09:50
              Nie wiesz z czego będziesz żyła po rozwodzie, ale powodów do rozwodów już szukasz. Oczywiście nie mając - jak to napisałaś - grosza przy duszy zakładasz, że dzieci będą z Tobą także nie mając grosza przy duszy. Pięknie, naprawdę jesteś konsekwentną i zorganizowaną osobą. Można liczyć na Ciebie.

              W przeciwieństwie do wielu Ci wręcz współczujących ja mam inne zdanie: ciężko zapracowałaś na swoje wykluczenie. Nawet teraz pomocy szukasz u jakiejś przyjaciółki, która - kurza jej twarz - niczego nie wymyśliła! Bezczelny i leniwy babsztyl! Kolejna terapia, co da? Nic.

              Może dotrze w końcu, że Ty sama kierujesz swoim życiem, a nie kierując tylko poddając się obcym wpływom, bierności i oczekiwaniom, że ktoś coś zrobi za Ciebie, doszłaś właśnie do miejsca, w którym mąż ma Cię w dupie, terapie nie pomagają, przyjaciółki nie wymyślają cudownych środków na życie, a po potencjalnym rozwodzie nie masz z czego żyć. Gdzie nie spojrzeć to kataklizm.

              Może wreszcie dojrzejesz pod koniec młodości, co?
            • 21.11.12, 11:43
              warszawianka1234 napisał(a):


              A z mężem pogadać nie mogę o niczym, chiński mur i lata swietle nieporozumień i złośliwości między namisad Jakoś to wcześniej mijało dzień za dniem, aż tu nagle stwierdziłam, że dłużej tak nie chcę i nie mogę funkcjonować.

              Sądzę, że nie powinnaś próbować już gadać, skoro się nie da, tylko rób swoje. Tak jakbyś była sama i tylko ze sobą. Akurat mój eks mąż, który przez 80% naszego małżeństwa był na mnie obrażony o sam fakt istnienia i nie zniżał się do rozmowy, nabrał wielkiej ochoty na wielogodzinne konwersacje jak już osobno zamieszkałam "sama ze sobą" i miałam poważny problem, żeby z nim rozmawiać, bo się odzwyczaiłam i przestało mi zależeć...Nawet mi było trochę przykro, że tak ucinam te dyskusje, ale to była klasyczna musztarda po obiedzie...
              Czasem zmiana taktyki czyni cuda, akurat w moim przypadku to mnie już zaczęło dyndać to małżeństwo, ale może Tobie uda się właśnie dojść do jakiegoś porozumienia, jeśli po prostu odpuścisz...
        • 21.11.12, 08:56
          e_milia123 napisał(a):

          >
          > Życie mamy tylko jedno.
          > Jeśli problemy trwają kilka lat, jeśli próbowała to posklejać do kupy i nic z t
          > ego nie wychodzi, jeśli dalej żyją obok siebie to co ma dalej zrobić?
          > Powiedzcie mi. Konkretnie.

          Ustalić razem co dalej - sami jednak tego nie ustalą. Ja bym im polecał wypracować to na mediacjach, ale musieliby pójść do dobrych mediatorów - takich, którzy im obojgu otworzą oczy na pewne sprawy.

          Jeśli mediacje zakończą się fiaskiem to radziłbym wystąpić o separację - małżeństwo trwa dalej, ale muszą ustalić wiele kwestii, które i tak muszą być uregulowane w przypadku rozwodu. Chodzi mi tutaj głównie o kwestie sprawowania władzy rodzicielskiej, kontaktów z dziećmi, finansowania wydatków na dzieci, wspólnego zamieszkiwania. To zresztą też polecałbym im ustalić w trakcie mediacji - tam przynajmniej ktoś by może spojrzał na dobro dzieci.
    • 21.11.12, 15:17
      Warszawianko, myślę, że wiele kobiet czy mężczyzn w swoich małżeństwach, chociaż przez chwilę, mogło czuć się niekochanych i ignorowanych.
      Jest to bardzo frustrujące.
      Poczucie żalu i rezygnacji nasila się jeszcze bardziej, gdy staramy się dając z siebie wszystko zmienić całą tą sytuację.
      Dlaczego to nie działa?
      Bo, po pierwsze, pojawia się oczekiwanie. Coś za coś.
      To nie jest bezinteresowne gotowanie obiadków, robienie kolacji, czy też dbanie o męża. Podświadomie idzie przekaz, że obdarowany musi się odwdzięczyć.
      Pomyśl jak Ty byś się czuła, gdyby ktoś Ci coś ofiarował, a potem wymuszał coś na Tobie. (No jak to tak, ja dla Ciebie SPECJALNIE się poświęciłam, a Ty nie chcesz tego zrobić?)
      Wtedy myślisz sobie, że dziękujesz za taki dar. Nie chcesz niczyjego poświęcenia i nie chcesz takich oczekiwań.

      Po drugie, narasta w nas poczucie żalu.
      Jest to najgorsze z uczuć, które gnębi człowieka i zatruwa mu życie.
      Żal nie pozwala na miłość do drugiego człowieka.
      Możemy odczuwać smutek, ale nigdy nie dopuszczajmy do siebie żalu.
      Żal jest ziarnem, z którego wyrasta niechęć, pretensje, nienawiść, pragnienie zemsty i odwetu...

      Znów odwracając sytuację: nie lubisz kiedy ktoś ma Ci za złe, że zrobiłaś coś nie tak, nie po jego myśli; nie lubisz gdy ktoś wzbudza w Tobie poczucie winy, obarcza Ciebie za negatywne emocje...

      Podsumowując, zawsze będziemy uciekać od osób, które coś od nas oczekują i kiedy mają do nas żal.
      Czy nie tym kierujesz się w stronę męża?
      Dlatego wszyscy zalecają zmianę samego siebie.
      Ta zmiana odbywa się przez kontrolowania swoich uczuć i zadawanie sobie pytania: czy we mnie jest żal, czy ja czegoś oczekuję?
      Gdy wyeliminujemy z siebie te dwie rzeczy, wtedy jest miejsce na miłość.
      A kiedy jest w człowieku czysta, prawdziwa miłość, wtedy jesteśmy w stanie przyciągnąć drugiego człowieka.
      --
      Wielu jest takich, którzy deklarują miłość do ludzi. Ale niewielu z nich okazuje człowiekowi szacunek.
      • 21.11.12, 15:26
        ... dodam tylko, że gdy ktoś daje wszystko z siebie, to przestaje być atrakcyjny. Jest nudny i przewidywalny do wyrzygu.

        Mnie by szlag trafił gdybym dostawał codziennie obiad pod nos, bo w obiedzie przyjemniejsze jest gotowanie (czasem) żonie niż wkładanie łyżką we własny otwór gębowy nawet żoninych rahatłukumów.
        • 21.11.12, 17:21
          Do tricolour:

          jako że tak aktywnie komentujesz mój wątek, pozwolę sobie udzielic także i Tobie rady: znacznie więcej osiągniesz bez takiej ilości jadu, ludzie wchodzą na to forum w celu uzyskania konkretnej porady, często będąc na granicy załamania nerwowego, po co ich jeszcze dobijać w niespecjalnie wysublimowany sposób, nigdy nie rozumiałam takich internautów... Wszystko można powiedzieć, tylko po co w taki sposób?

          Na głównej stronie widnieje napis:
          WAŻNE:
          To forum traktuje o wyjątkowo poważnych sprawach, dlatego przypominamy o obowiązku
          przestrzegania w dyskusji zasad netykiety.


          I nie czuję się zobowiązana udzielać odpowiedzi za wszystkie zadane tu mi pytania (np o sex czy o pieniądze, których to mój mąż dorobił się tyle w czasie trwania naszej wspólnoty majątkowej tyle, że starczyłoby na osobne wielkie mieszkania, wysokie alimenty itd, ale nie wiem czy zechciałby swoje zarobki na te cele przeznaczyć).
          • 21.11.12, 17:26
            Dziękuję za opinie wszelakie, na pewno warte przemyślenia.
            • 21.11.12, 20:32
              Każda sytuacja jest inna i żeby coś więcej powiedzieć trzeba dokładnie poznać sytuację.

              Jeśli związek się rozpada trzeba zrobić wszystko żeby go ratować. Ale to wymaga dużo pracy i 2 osób bo jedna osoba nie może związku poskładać.
              Ale co robić w sytuacji kiedy trwa to kilka lat, prób było wiele ?
              Trwać w tym układzie ? Bo to nie małżeństwo tylko układ. Jeśli 2 osoby w tym układzie czują się dobrze to ich sprawa. Niech sobie w tym tkwią ale gorzej jeśli jedna osoba się dusi bo jednak potrzebuje męża/żony , partnera a nie współlokatora z którym się składa na czynsz i rachunek na gaz.

              Ja jeszcze nad jedną sprawą się zastanawiam.
              Co by było gdyby na forum napisał facet, około 40.
              Napisałby że ma żonę - ładna, mądra, cudowna matka a do tego bardzo dobrze zarabia i dzięki jej zarobkom stać ich na bogate życie ale nie chce z tym facetem sypiać.
              Próbował terapii małżeńskiej dwukrotnie ale to nic nie dało. Ona go kocha ale sypiać z nim nie chce i już...
              Co wtedy ?
              Wysłalibyście go na terapię indywidualną ?
              Napisalibyście żeby dał sobie spokój bo już jest za stary i nikogo nie znajdzie a ta żona jest super a że nie chce z nim sypiać to drobiazg.
              Nie powinien niczego od niej oczekiwać bo jeśli to prawdziwa miłość to nie powinien oczekiwać że ona mu coś da tylko powinien się cieszyć że on może jej coś dać.
              Ta jasne...
              Panowie zaraz by się oburzyli , chłopie jesteś jeszcze młody, znajdź sobie kogoś itd bo seks to ważna sfera życia i bez tego nie ma związku.

              Ale jak kobieta pisze że czuje się samotna i niekochana to ją wyśmiewacie.
              Bo to jej kaprys, bo powinna cieszyć się ze w ogóle ktoś ją chciał i że dużo zarabia.
              A że jest samotna jak palec ? Trudno.
              • 21.11.12, 20:39
                > Ja jeszcze nad jedną sprawą się zastanawiam.
                > Co by było gdyby na forum napisał facet, około 40.


                był tu kiedyś taki wątek...raczej i kobiety i mężczyźni doradzali rozwód
              • 21.11.12, 20:42
                Wystarczy zajrzeć na forum "mężczyzna", żeby zobaczyć jakie rady dają w takiej sytuacji mężczyźni mężczyznomsmile Generalnie sprowadzające się do stwierdzenia, że jesteś ciężkim frajerem jeśli w tym tkwisz...
                Ale jakoś tak się przyjęło, że kobieta w złotej klatce to rzecz zupełnie naturalna, i nie wiadomo o co jej chodzi, jeśli chce z niej wyfrunąć...
                • 21.11.12, 20:55
                  anbale napisała:
                  > Ale jakoś tak się przyjęło, że kobieta w złotej klatce to rzecz zupełnie natura
                  > lna, i nie wiadomo o co jej chodzi, jeśli chce z niej wyfrunąć...

                  Żadną sztuką jest wyfrunąć ze złotej klatki i rozbić się na pierwszym murze, lub zamarznąć pod mostem. Ze złotej klatki trzeba uciekać racjonalnie, zwłaszcza gdy ma się dzieci i za ich los ponosi się odpowiedzialność.
                  Dlatego radziłam Autorce wizytę u adwokata. Adwokat na chłodno, bez emocji oceni jej sytuację i doradzi co robić.
                  • 21.11.12, 21:26
                    Nie pisałam konkretnie o tym przypadku, tylko tak ogólnie o różnym podejściu do podobnego zjawiska...
                    Jednak nigdy nie jest tak, że z jakiegoś tzw. "stabilnego" układu wychodzi się całkiem na czysto i bezboleśnie. Zawsze jest coś za coś; coś tracisz, coś zyskujesz.
                    Każdy musi sobie sam poukładać to sobie w głowie
                    • 21.11.12, 21:31
                      No ja się akurat (wyjątkowo? wink) trzymałam tego, konkretnego przypadku.
                      A w tym konkretnym przypadku chyba tylko adwokat może pomóc. Za mało danych, by radzić coś konkretnego. Nie wiemy jakie Autorka ma możliwości podjęcia lepiej płatnej pracy, jakie ma zawodowe perspektywy na przyszłość, czyje są nieruchomości - męża, czy wspólne. A takie "drobiazgi" mają duże znaczenie.
    • 29.11.12, 00:17
      Warszawianko,
      To że mąż nie bije i nie pije to wcale nie znaczy że jest dobrym mężem....jeśli ktoś mówi/pisze Ci że to kaprys z Twojej strony że chcesz od życia czegoś więcej niż tylko bycia matką i sprzątaczką w jednym to podziekuj mu serdecznie za takie uwagi.....Każdy człowiek w życiu powinien być szczęśliwy i dążyć do szczęścia bo życie mamy tylko niestety jedno i KAŻDY ma prawo ,a wręcz powinien robić wszystko aby to życie przeżyć jak najlepiej...
      To tyle tytułem wstępu.....teraz Ty musisz odwalić kawał dobrej roboty , wyjść z domu i w spokoju zastanowić się czego chcesz od życia. Jeśli kochasz tego człowieka i chcesz to małżeństwo ratować , to zacznij od ......siebie samej. Zadbaj o siebie, o swoje potrzeby,zacznij wychodzić z domu -chodż domyślam sie ze pewnie na początku to nie bedzie łatwe,ale to jedyna opcja aby Twój mąż zrozumiał ze nie jesteś tylko matką jego dzieci i 'tą która gotuje". Przyzwyczaiłaś go do takiego schematu, jemu jest z tym wygodnie, a jak pewnie wiesz z rzeczy wygodnych sie nie rezygnuje z własnej woli. On doskonale wie że Ty chcesz czegoś wiecej ,ale przecież "tylko mu gadasz nad uchem",więc on sie nie stara, nic nie robi, bo wie że tak naprawde Ty tylko sobie pogadasz i nic pozatym.On zapewne jest inteligentnym facetem,a Ty przewidywalną, dla niego, kobietą.Więc jedyne co Ty musisz zrobić to wreszcie sie odwazyć i zmienić ten stan rzeczy. Takie proste ,a zarazem takie trudne. A rozwód ? Jeśli chcesz tylko zmiany w swoim związku i jeszcze wierzysz że się Wam uda to nie myśl o rozwodzie tylko spróbuj tą zmiane wywołać.

      Jeśli natomiast nie chcesz , nie masz siły, masz dość, tak naprawde dość ,to przekalkuluj czy to Ci sie opłaca pod wieloma względami, nie tylko finansowymi i jesli uznasz że wiecej jest za niż przeciw to działaj i pamiętaj ze nie można całe zycie robić czegoś dla dobra innych kosztem siebie samego.

      pozdrawiam ciepłosmile
      • 29.11.12, 16:00
        Boską nie używaj dzieci jako argumentów do psychicznego i ekonomicznego zniewolenia faceta bo to zwyczajne świństwo. Skoro jesteś taka przebojowa, otwarta to rozejdź się, zajmij się dziećmi, pracą, zrezygnuj z alimentów itp. Ale kanalie...
        --
        Lost in the Past
    • 29.11.12, 15:58
      Są! To czas go wysłać w diabły tym bardziej, że cham ma czelność mieć własne życie zamiast obsługiwać system. Panowie! W kolejnym poście błagam! W obecnym stanie prawnym żadnych dzieci i żadnych ślubów. Wazektomia i dymać do oporu. Przyfika? Won! Inaczej się nie da we współczesnym świecie...niestety.
      --
      Lost in the Past
      • 29.11.12, 16:06
        zalosny.jestes napisał:
        Panowie! W kolejnym poście błagam!

        Toś se forum do błagania znalazł big_grin Przecież tu niemal same kobiety piszą.
        • 29.11.12, 16:19
          to i tak będzie sukces... smile
          --
          Lost in the Past
          • 29.11.12, 16:27
            Uuu, to bardzo kiepskie masz zdanie o mężczyznach. Skoro ledwie jeden na tysiąc nie daje się zniewolić, a reszta to biedactwa, z których byle baba może zrobić niewolnika...
            • 29.11.12, 18:12
              O swojej przeszłości również, ale to co myślę o kobietach to się nie nadaje do publikacji (chciałbym tu jeszcze pochałturzyć co nieco).
              --
              Lost in the Past
              • 29.11.12, 19:23
                No to biedny jesteś. Baby beee, chłopy beee, to z kim Ty w ogóle rozmawiasz? Ze zwierzętami? Czy one też krzywdę jakowąś Ci wyrządziły?
                • 29.11.12, 23:31
                  > Baby beee, chłopy beee, to z kim Ty w ogóle rozmawiasz?

                  Z dmuchanymi lalami smile
                  --
                  "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
                • 30.11.12, 10:50
                  Tutaj traktuje to wszystko jako kabaret smile
                  Najlepszego.
                  --
                  Lost in the Past
                  • 30.11.12, 11:37
                    Jakoś tak mam zawsze wrażenie, że w realu jesteś płaszczącym się bawidamkiem, a to forum traktujesz jako zsyp dla swej bezdennej frustracji i pogardy, właśnie chyba do samego siebie : )
                    • 30.11.12, 11:59
                      anbale napisała:

                      > Jakoś tak mam zawsze wrażenie, że w realu jesteś płaszczącym się bawidamkiem, a
                      > to forum traktujesz jako zsyp dla swej bezdennej frustracji i pogardy, właśnie
                      > chyba do samego siebie : )

                      Wyśle, ze to właśnie taki klasyczny z niego przykład wink

      • 29.11.12, 18:31
        zalosny.jestes napisał:
        >Wazektomia...

        szczerą mam nadzieję, że się sam zastosowałeś do własnego apelu.

        --
        "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
        Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
        • 29.11.12, 23:30
          Na to wygląda.
          Wazektomia nie powoduje, że plemniki nie są wytwarzane- one tylko nie mają ujścia wink Czyli są nadal produkowane, a następnie "psują się" i obumierają, powodując tym samy różne takie nieciekawe reakcje typu np. alergicznego i zapalnego, no i po wchłonięciu ich (w tym i tych zdechniętych plemników) do krwi trafiają m.in. do mózgu wink A tam sieją zniszczenie- czego wybitnym przykładem jest właśnie Żałosny tongue_out
          --
          Nie jestem dziwna- jestem z edycji limitowanej.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.