Dodaj do ulubionych

Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy?

02.02.13, 20:47
Czy naprawdę istnieją jakieś cechy, niedoskonałości, zachowania, które powodują, że jesteśmy zdradzani? Czy zdradzamy, bo czegoś nam brakuje w partnerze? A może próbujemy załatać lukrem zdrady własne braki?
A może po prostu związki mają termin przydatności i zwyczajnie nie da się na zawsze i że cię nie opuszczę aż do śmierci amen? Może jedynym powodem jest czas? Albo hormony? I może nie ma o co się spinać? Przecież się nie wymydli.
Edytor zaawansowany
  • logicman 02.02.13, 22:50
    Zdrada jest skutkiem słabości charakteru - osoby zdradzającej. Mam na myśli oczywiście normalny, zdrowy związek, gdy jest komunikacja między stronami i "wydaje się", że wszystko jest OK. Nie doszukiwałbym się tutaj żadnej specyficznej cechy osoby zdradzanej.

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • heksa_2 02.02.13, 23:29
    Dzięki ci za to zdanie, bo dominuje tu pogląd, że zdradzie można zapobiec przez różne zabiegi. Wydaje mi się jednak, że zdrada jest zawsze winą zdradzającego, choć zapewne istnieją czynniki potęgujące, przyspieszające i demotywujące. Pewnie do zdrady łatwiej dochodzi w sprzyjającym środowisku. Niewątpliwie toksyczny czy patologiczny związek jest naturalnym środowiskiem zdrady.
  • anbale 02.02.13, 23:51
    Ile zdrad, tyle powodów.
    Chyba najczęściej zdradzają Ci, którzy nie dostają w stałym związku tyle, ile by chcieli albo dostają nie to, na czym im zależy. Często to nie ma nic wspólnego z "winą" drugiej strony, bo jednak każdy człowiek na swoje ograniczenia, niektórych spraw nie przeskoczy choć się stara.
    Niektórzy jednak mają dużo, dostają wiele a jednak zdradzają. Mnie to zawsze dziwią historie "z wyższych sfer" gdy partnerzy niewiarygodnie pięknych, atrakcyjnych i zakochanych kobiet płacą za seks jakimś mocno sfatygowanym, paskudnym prostytutkom (taki np. Tiger Woods), ryzykując swoją reputacją, karierą i majątkiem. Jak widać jest to dziwna i tajemnicza siła smile
  • jagienka_2 03.02.13, 00:53
    Nie da się wszystkich zdrad wrzucić do jednego worka i stwierdzić, że to wina tylko zdradzającego... Każdy przypadek jest inny. My byliśmy dramatycznie niedopasowani, w pewnym sensie zdrada była dla eksa pretekstem do tego, żeby odejść i nie musieć odgrywać niechcianych ról - męża i ojca... Noszę w sobie wspomnienie tamtego cierpienia, ale dziś czuję przede wszystkim ulgę, że już z nim nie jestem...
  • katja75live 03.02.13, 11:18
    Mnie sie wydaje, ze nikiedy moze byc to kwestia kompleksow, niskiego poczucia wlasnej wartosci. Moj exs zaczal mnie zdradzac ewidentnie wtedy, gdzy nadazyla sie okazja.
    Wyjechal do pracy do kraju, gdzie jest ewidentny deficyt mezczyz, a bardzo w cenie sa tak zwani ''z europy''. No i bardzo mu to zaimponowalo, podkrecilo jego ego. Jestem tez prawie pewna, ze gdyby nie jego wyjazdy,to tu na miejscu, nie znalazlby kochanki. Poniekad okazja zrobila z niego ''zlodzieja''. Ale wiem, ze nie zawszze tak musi byc, to kwestia charakteru jak napisal logicman.
  • altz 03.02.13, 16:22
    katja75live napisała:
    > Mnie sie wydaje, ze nikiedy moze byc to kwestia kompleksow, niskiego poczucia w
    > lasnej wartosci. Moj exs zaczal mnie zdradzac ewidentnie wtedy, gdzy nadazyla s
    > ie okazja. Wyjechal do pracy do kraju, gdzie jest ewidentny deficyt mezczyz,
    > a bardzo w cenie sa tak zwani ''z europy''.

    Jaki to kraj? Bo ja też mam kompleksy. sad
  • heksa_2 03.02.13, 16:25
    altz napisał:
    > Jaki to kraj? Bo ja też mam kompleksy. sad

    Kraj małych jaj?
  • katja75live 03.02.13, 16:31
    No altz, przeciez ty jeszcze nie tak dawno byles w zwiazku, albo jeszcze jestes. Znaczy sie udalo sie i nie musisz sie uciekac do takich metod/krajowsmile
  • altz 03.02.13, 16:54
    katja75live napisała:
    > No altz, przeciez ty jeszcze nie tak dawno byles w zwiazku, albo jeszcze jeste
    > s. Znaczy sie udalo sie i nie musisz sie uciekac do takich metod/krajowsmile

    Ale już jest nowy rok, a nawet się skończył styczeń. wink
  • anielica84 31.07.13, 17:33
    ja z moim mezem zawsze sie dogadywalismy, nie bylo tematow tabu, byly problemy roznego typu, ale zawsze dochodzilismy do porozumienia, a moj maz kiedys stwierdzil, ze jak przestane go inspirowac to wtedy powinnismy sie rozstac to bardzo boli, bo ja w zasadzie nie mialam nic do powiedzenia, a on twierdzi ze przeciez uczciwie mi powiedzial ze sie zakochal wiec w czym problem...powiec jagienka czy pozniej przestaje sie czuc cierpienie??ja chcialabym juz tolerowac go jak sasiada z bloku obok, wymieniac sie informacjami na temat corki i nic do niego nie czuc
  • tricolour 03.02.13, 14:08
    Albo inaczej: czy wszyscy z forum płacą ten abonament?

    Więc Twoje niełatwe pytanie o zdradę można znacznie uprościć do: dlaczego kradniesz dwie dychy miesięcznie skoro to żadne wzbogacenie?

    "Może jedynym powodem jest czas? Albo hormony?"

    A może naturalną naturą jest zdradzać i kraść?
  • triss_merigold6 03.02.13, 14:44
    OMG ile ludzi i sytuacji, tyle powodów i może to być całkowicie niezależne od partnera/ki.
    - z nudów
    - z ciekawości jak to jest z kimś innym
    - bo jest okazja, a wcześniej nie było
    - z braku seksu w związku
    - bo związek jest ogólnie ok, ale seks z kimś innym lepszy
    - z zemsty
    - w poszukiwaniu czułości, zainteresowania i miłości
    - bo tak jakoś wyszło
    - z potrzeby dowartościowania się
    - bo fajnie się gadało, a seks wyszedł przy okazji
    itd.
  • joannapa 03.02.13, 15:55
    bo okazało się ze Miłość to z kim innym a nie z żoną/mężem

    tylko czy to zdrada?
    zdrada to coś złego
    czy podążenie za Miłością jest zdradą?
    wg mnie nie jest
    jest bólem, że się pomyliło i weszło w małżeństwo z nie TĄ osobą

    --
    Joanna
  • tricolour 03.02.13, 16:01
    Pomyłek powinno sie jakoś pozbywać, może do bacutilu?

    Napisz jaka się wchodzi w małżeństwo przez pomyłkę. Miało się wejść do kibelka, ale drzwi się pomyliły z USC i się weszło?
  • zmeczona100 03.02.13, 16:04
    Tri smile smile smile
    Normalnie wyznałabym Ci miłość big_grin
    --
    Pierwszy mąż jest jak naleśnik- zwykle nieudany.
  • mola1971 03.02.13, 16:49
    Tri, dzieci nigdy nie są pomyłką.
    Czasem tak bywa, że popełniamy błąd i konsekwencje tego błędu są zarówno złe jak i dobre. Złą konsekwencją błędnego wyboru współmałżonka jest nieudane małżeństwo, dobrą - udane dzieci.
    To są dwie strony tego samego medalu po prostu.
  • heksa_2 03.02.13, 16:24
    Ale że co? Drzwi sie pomyliło w USC i się oblubieńcowi nie przyjrzało dokładnie? Był bardzo podobny do naszego? Garnitury mieli z tego samego pedeciaka?
  • joannapa 03.02.13, 16:44
    ha smile a to nie jest ludzka rzecz się pomylić?
    a nie bywa tak, ze nam się wydaje, ze to jest własnie To, a potem okazuje się, że To dopiero z kimś innym?

    czy w imię przyzwoitości i poczucia odpowiedzialności trzeba z tej miłości spotkanej za późno, by obyło się bólu porzucenia, rezygnować?
    --
    Joanna
  • triss_merigold6 03.02.13, 16:44
    A to przepraszam, ja mniej górnolotne powody zdrad wymieniałam.
  • joannapa 03.02.13, 16:47
    ja nie wiem, co znaczy zdradzać z powodów o których napisałaś

    wiem, co znaczy spotkać za późno Tę osobę
    --
    Joanna
  • triss_merigold6 03.02.13, 17:06
    A po czym rozpoznaje się Tę osobę? Ja się mogłam dziko zakochać jak seks był rewelacyjny + inne rzeczy grały, ale seks był wstępem zawsze.
  • malgolkab 04.02.13, 21:50
    triss_merigold6 napisała:

    > Ja się mogłam dziko zakochać jak seks był rewelacyjny + inne rzeczy grały, ale seks był wstępem zawsze.
    Ooooo, właśnie, mój 2 mąż nie byłby teraz mężem gdyby nie świetny seks - miłość przyszła dużo później. I na pewno nie związałabym się z kimś z kim nie gra "w łóżku".
  • ro.d 04.02.13, 19:08
    cześć. mam na imię ro.d i jestem anonimowym rozwodnikiem. wiesz dlaczego ja zdradzałem? bo bałem się że zostanę zdradzony i wolałem się zabezpieczyć. wiem że to psychiczna ułomność ale tak było. straciłem najcudowniejszą kobietę która dodatkowo kochała mnie do szaleństwa bo ciągle Jej wmawiałem że nie jestem warty miłości. i w końcu uwierzyła i odeszła.
  • anbale 04.02.13, 22:10
    Nie wiem, czy ułomność, ale na pewno mocne pokręcenie...Zdrada na wszelki wypadek? Nie spotkałam się jeszcze z takim wariantem. Tzn. gdyby ona Cię zdradziła, to wykrzykujesz "ale ja byłem pierwszy, ja to robię od dawna" i od razu Ci lepiej, czujesz wyraźną ulgę?
    Poza tym w żaden sposób nie mogę pojąć, jak można świadomie utracić kogoś, kogo się kocha szczęśliwie i z wzajemnością- no ale skądinąd wiem, że ludzie i takie ewolucje potrafią wykonać...
    Chyba bardzo współczuję i piszę to bez cienia ironii.
  • malgolkab 04.02.13, 21:55
    Jak byłam młodsza to się zastanawiałam czy to kwestia charakteru (tzn. ktoś zdradza każdą partnerkę/partnera) czy raczej (nie)dobrania. Do tej pory nie znam odpowiedzi smile Znam osoby, które zdradzają notorycznie, znam i takie, które zdradzały pierwszego męża/żonę, a z kolejnym/ą żyją w monogamii od wielu lat. Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak komuś jest dobrze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksoholików czy innych zaburzonych osobowości).
  • blackglass 05.02.13, 13:19
    malgolkab napisała:
    .... Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak komuś jest do
    brze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksoholików czy innych zaburzonych osobowości).

    A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystkiego czego by chciał/potrzebował....
    Po drugie jaki to ma sens?
  • anbale 05.02.13, 14:02
    blackglass napisała:
    >
    > A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystki
    > ego czego by chciał/potrzebował....

    Tylko, że jedni potrafią z tym żyć, a nawet się cieszyć z tego co mają- a inni w żaden sposób nie potrafią się z tym pogodzić i idą szukać szczęścia smile

    > Po drugie jaki to ma sens?

    A niektórzy w końcu znajdują to szczęście, a że kosztem ranienia innych ludzi- to już muszą we własnym sumieniu to przerobić (jeśli je mają)
  • ulla08 05.02.13, 18:46
    To nie jest takie proste. Ja mam drugiego męża, kocham go nad życie , uwielbiam z nim spedzać czas , nigdy mnie nie drażni. Dostałam coś pięknego od losu. Jesteśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był taki sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego. Dziś tkwię w ramionach omdlewającego, czułego seksu, chce mi się płakać. Nienawidzę się za to. Jednocześnie błogosławię te chwile. Nie chcę nikogo ranić. Czuje do męża to co wcześniej.
    A gdy kochanek przytula i całuje mnie po seksie - płaczę- nie z poczucia winy, ale z radości spełnienia. Prawda nie zawsze jest taka oczywista i łatwa...
  • malgolkab 06.02.13, 10:50
    ulla08 napisał(a):

    > To nie jest takie proste. Ja mam drugiego męża, kocham go nad życie , uwielbia
    > m z nim spedzać czas , nigdy mnie nie drażni. Dostałam coś pięknego od losu. Je
    > steśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był tak
    > i sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak
    > juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego.
    Też mam 2 męża, tylko jak napisałam wcześniej - nie byłby moim mężem gdyby nie świetny seks (oczywiście nie tylko to, ale było to dla mnie równie wazne jak inne rzeczy, o których piszesz).

    > A gdy kochanek przytula i całuje mnie po seksie - płaczę- nie z poczucia winy,
    > ale z radości spełnienia. Prawda nie zawsze jest taka oczywista i łatwa...
    No i to potwierdza moją tezę - gdyby Ci czegoś nie brakowało to nie szukałabyś gdzie indziej. Brakuje dobrego (satysfakcjonującego) seksu. I to nie chodzi o to, by ktoś się naginał pod nas, próbując nas zadowolić, tylko, żeby mieć takie same upodobania, temperament.
  • malgolkab 06.02.13, 10:52
    blackglass napisała:

    > malgolkab napisała:
    > .... Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak ko
    > muś jest do
    > brze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksohol
    > ików czy innych zaburzonych osobowości).
    >
    > A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystki
    > ego czego by chciał/potrzebował....
    Ja na chwilę obecną mam praktycznie wszystko czego/chcę potrzebuję (no może pensję chciałabym wyższą wink) I znam wiele osób, które są zadwolone i niczego im nie brakuje.
  • ulla08 06.02.13, 17:26
    Właśnie chodzi o to, że nie chcę zmieniać swego męża, nakłaniać go do rzeczy, które nie wychodzą od niego. Nie wiem , myślę , ze czułby się winny, bezradny, zaniepokojony. A tak wiele od niego dostałam i nadal dostaję. Co dzień szłyszę , że jestem kochana i wiem , ze także kocham. Czy warto to zmieniać.? Nie zamienię tego na nic .
    Jednak nie portafie poradzić sobie z tą sytuacją. Cudowny seks , też przemienia się w miarę upływu czasu w coś więcej. na poczatku to była tylko ciekawość i radość. Teraz cos się zmieniło.
    Nie wiem dokładnie na czym to polega, jest to bardziej moje i jego. Kiedy seks sie kończy , on mocno przygarnia mnie do siebie , wdycha mnie głęboko, a mnie chce sie płakac. Nic nie mówimy , ale wiemy , ze to jest. Dokąd to nas zabiera?...
  • natalia-ok6 06.02.13, 17:43
    Jak mozna kochać męża i jednocześnie zdradzać? Moim zdaniem męża nie kochasz,daje ci wiele o czym tu piszesz i potrzebny ci jest dla twojej wygody.Straszny egoizm.
    Mam nadzieje,ze mąż w końcu przejrzy na oczy .
  • ulla08 06.02.13, 18:17
    Myślisz ,że to jest łatwe dla nie? Chwilami czuję się okropnie. Nie chcę nikomu robić krzywdy, nawet jesli ON o tym nie wie. Ja wiem. Pomyśl jednak, że jestem nie tylko żoną , ale również kobietą. Mam duży temperament, i wiele razy próbowałam mu delikatnie a czasem nawet mniej delikatnie wytłumaczyć jak bardzo brakuje mi namiętności. On stale swoje, że nic się nie zmieniło, tylko te problemy w pracy, stresy itd. I nic się nie zmienia.
    Poza tym, niczego sama nie szukałam, choć przyznaję, że znudziła mi się już masturbacja.
  • natalia-ok6 06.02.13, 19:34
    Jak nie jest to łatwe ,to po co komplikujesz sobie zycie.Moze twój mąz równiez po seksie kogoś "wdycha" na boku.Jak zachorujesz,to który z nich zaopiekuje sie tobą,bo moim zdaniem zaden .
  • ulla08 06.02.13, 19:47
    Dlaczego jesteś napastliwa , a w ogóle nie odnosisz się do moich argumentów ? Powtarzam , wyszłam za mąż z miłości , szanuję męża i przeszłam już z nim wiele, m.in. Moją ciężką chorobę. Wiem , że zawsze mogę na niego liczyć i nigdy go nie opuszczę.
    Czy nie rozumiesz ,ze oprócz tego jestem normalnym człowiekiem, czuję się nadal atrakcyjną kobieta, uwielbiam seks , nie w najczystszej postaci, ale to co mnie spotkało daje mi szczęście, jakie nie spotkało mnie w tej sferze przez całe życie, a mam 45 lat. Znałam wielu mężczyzn, i wiem na pewno , że takie rzeczy nie zdarzają się co dzień , a czasem być może nigdy?...
  • anoraak 06.02.13, 20:09
    Nie dziw się takiej reakcji - Twoje zachowanie dalece odbiega od akceptowalnych społecznie norm, pomijam już sama zdradę, ale jesteś kobietą a to facetom wielu wybacza kochanki na boku (nie na tym forum ale ogólnie smile.
    Moim zdaniem może i kochasz męża, ale na pewno nie szanujesz. Jeżeli byś szanowała to byś go nie oszukiwała. Ale ja doskonale Ciebie rozumiem - sama nie wiem jakby się zachowała na Twoim miejscu ale wiem jedno - taki układ na pewno nie będzie trwał wiecznie i kiedyś będziesz musiała podjąć decyzję czy zrezygnować z dobrego seksu który jak sama piszesz może przerodzić się w coś głębszego czy też zrezygnować i zranić mocno męża....albo sytuacja wyjdzie samoistnie na jaw.
  • mayenna 06.02.13, 21:09
    Uwielbiam takie tłumaczenie: nic nie mogłam zrobić, samo przyszło, a seks z mężem był zawsze taki sobie.
    Miałaś różne drogi, a wybrała jak wybrałaś.Wiesz co w zdradzie jest najpodlejsze? Nie rogi i orgazmy, nie to ze ta druga osoba jest g.. kochankiem, albo jak nie jest, to i tak się poczuje jak zero, gdy odkryje prawdę. Najgorsze jest kłamstwo. On nic nie wie i żyje w przekonaniu, że bajka trwa. Prawda go zniszczy. Właśnie rozdeptałaś serce swojego męża. On ci ufa bezgranicznie, a ty sobie tym zaufaniem buty czyścisz...
    Ale rozumiem, że inaczej po prostu się nie dałosmile)
  • agios_pneumatos 10.02.13, 23:08
    Przecież widzisz, że to fatalistka...
  • logicman 06.02.13, 18:59
    natalia-ok6 napisała:

    > Jak mozna kochać męża i jednocześnie zdradzać? Moim zdaniem męża nie kochasz,da
    > je ci wiele o czym tu piszesz i potrzebny ci jest dla twojej wygody.Straszny e
    > goizm.

    Zgadzam się z Tobą Natalia, jednak wolałem nie wychylać się ze swoją opinią, kobiecy świat uczuć i emocji jest zupełnie inny od naszego. Pewne sprawy jednak są fundamentalne.


    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • ulla08 06.02.13, 19:59
    Ach tak, to są tylko mądre frazesy. Znajdźcie się w takiej sytuacji , a dopiero później wypisujcie swoje obrażone opinie. Nie uważam się za ignorantkę, i napisałam tu, nie żeby się
    popisywać. Nie szukam też rozgrzeszenia. Wiem w głębi serca, że to co robię , nie ma racji bytu.
    Jednak nie jestem pewna, czy powinnam z tego rezygnować. Uważam, że gdyby mąż , choć w w połowie dał mi to co tamten, nigdy bym o o innym nie pomyślała. Teraz jednak z przerażeniem stwierdzam. że mężczyzna , którego znam 3 msc, lepiej poznał moje ciało i potrzeby niz mój ukochany mąż przez 5 lat....
  • anbale 06.02.13, 20:06
    Ale w jakiej sytuacji mamy się znaleźć, żeby móc się wypowiadać, nie rozumiem?
    Na ogół wypowiadają się na tym forum ludzie, którzy zakończyli związki, które ich unieszczęśliwiały lub im nie odpowiadały z różnych przyczyn, więc trudno im zrozumieć takie walenie męża po rogach motywując to na dodatek "bo sam sobie winny"...
  • ulla08 06.02.13, 20:20
    A ja myślałam, że to forum na temat zdrady, a nie tylko zgorzkniałych zdradzonych. napisałam szczerze. bo jest to dla mnie poważny problem. Miałam nadzieję, spotkać opinie ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, a Ty sugerujesz , że to kącik zranionych,..
    Nie uważam, by Twoje stwierdzenie "walenie po rogach" było odpowiednie do mojej sytuacji.
    To sa prymitywne opinie, nadal lekcewaące to co napisałam powyżej. Szkoda jestem trochę zawiedziona. Życzę wszystkim dobrej nocy,

  • errormix 06.02.13, 20:22
    Czyli w dwóch słowach: czujesz sercem, myślisz dupą!

    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • ulla08 06.02.13, 20:24
    A dupa to nie jest kawełek mnie ? Mam sobie usunąć jajniki?
  • errormix 06.02.13, 20:26
    Nie. Jajników nie możesz. Bo ci uszy odpadną.

    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • ulla08 06.02.13, 20:31
    Jezu ludzie co z Wami? Czy nie rozumiecie ,że nie wszystko jest tylko białe lub czarne?
    Ja nie jestem cholerną zwolenniczka zdrady. Uważam, że to złe .
    Nie sądziłam jednak, ze się cholera znajdę się pod takim pręgierzem ....Niech Was cholera , gdzie są Ci wszyscy święci poza siecia?.
  • mayenna 06.02.13, 21:14
    ulla08 napisał(a):

    > A dupa to nie jest kawełek mnie ? Mam sobie usunąć jajniki?
    Myślisz, że to pomoże?
    Moim zdaniem brak ci istotnej części człowieka: empatii.

    A pomyśl sobie że twój cudowny kochanek przezywa lepsze orgazmy z inną panią, a z tobą to tak żeby się nie masturbować. Fajnie?
  • natalia-ok6 06.02.13, 20:32
    ulla08 napisał(a):

    > A ja myślałam, że to forum na temat zdrady, a nie tylko zgorzkniałych zdradzony
    > ch. napisałam szczerze. bo jest to dla mnie poważny problem

    Akurat w moim związku nie było zdrad i na szczęście nie wiem co to znaczy.Rozstaliśmy się z innych powodów.Dalej upieram sie,ze jak sie kogos kocha to nie krzywdzi i nie zdradza.Jezeli ktos postępuje w ten sposób i dalej tkwi w związku to chyba tylko dla własnej wygody.
  • anbale 06.02.13, 20:36
    Nie, to nie jest żaden kącik zgorzkniałych i zranionych zdradzonych. Wyjątkowo źle trafiłaś.
    Jeśli będziesz potrzebowała pomocy i wsparcia w momencie podejmowania trudnych i niewygodnych dla siebie decyzji, to właściwe miejsce. Hipokryci mają tu wyjątkowo przerąbane, to fakt.
  • ulla08 06.02.13, 20:56
    Rozumiem, czyli jestem hipokrtytka a mój problem nie istnieje , powinnam naszyć sobie szkarłatną literę, bo nie zasługuję na Wasze zrozumienie, ale skoro wszystko jest dla Was oczywiste i jasne to po co co to piszecie? Czego chcecie się dowiedzieć skoro wiecie już wszystko?
    A może tak naprawdę zazdrościsz mi tego , czego sama nie doświadczyłas? Kiedy to poznasz , czego Ci życzę , mimo , ze to 'ZLE I POTEPIONE " to pogadamy.
  • anbale 06.02.13, 21:28
    Oj sorry, piszesz już niemalże jak 'samica w rui', której padło na mózg...
    Jasne, skoro negatywnie oceniam zdradę małżeńską to oczywiste jest, że mnie nikt nawet patykiem nie dotyka. Proste jak drut.
    Nie wiem o co Ci chodzi, tu też chciałaś zostać dopieszczona? No nie wyszło jak na razie.
    Jaki właściwie masz problem? Trudno rozeznać. Na razie się tylko rzucasz, że towarzystwo nie okazało zrozumienia dla twego rozdarcia między łóżkami.
  • mayenna 06.02.13, 21:36
    Ale ona pisze, że biedna jest i problem ma.
    No, ja myślę, że ma. Jak to się wyda to z hukiem zaliczy kolejny rozwód. Ciekawe jak to wpłynie na atrakcyjność kochankasmile
  • malgolkab 06.02.13, 22:32
    ulla08 napisał(a):

    > Rozumiem, czyli jestem hipokrtytka a mój problem nie istnieje , powinnam naszy
    > ć sobie szkarłatną literę, bo nie zasługuję na Wasze zrozumienie,
    Twój problem istnieje, więc w jedną albo w drugą, bo jeśli świadomie chcesz żyć dalej w tym układzie - to tak - jesteś hipokrytką i egoistką. Człowiek popełnia błędy, ale nie powinien świadomie ich pogłębiać.
    > A może tak naprawdę zazdrościsz mi tego , czego sama nie doświadczyłas? Kiedy
    > to poznasz , czego Ci życzę , mimo , ze to 'ZLE I POTEPIONE " to pogadamy.
    Hm, ja np. przeżywam to o czym piszesz, ale z mężem (2 z resztą) - gdyby tak nie było nie zostalibyśmy małżeństwem.
  • ulla08 06.02.13, 20:22
    No, dodam, jeszcze , że nie winie o nic męża. Jest po prostu sobą ,a ja sobą...
  • mola1971 06.02.13, 20:54
    ulla08 napisał(a):
    > No, dodam, jeszcze , że nie winie o nic męża. Jest po prostu sobą ,a ja sobą...

    Rozumiem, że mąż zna Cię dobrze, rozumie, że jesteś sobą i wie o Twoim kochanku. I się na taki stan rzeczy godzi?
  • kasper254 06.02.13, 20:59
    1.Ulla, jesteś po prostu sobą, czy myślisz tylko, że jesteś sobą? To zupełnie co innego. 45 kobieta już powinna to odrózniać.
    2.Tak pięknie piszesz o ekstazie n a w e t stosunku nr 1 654. Radbym wysłuchać jak to jest z nieboszczykiem. Głos fachowca jest nie do przecenienia, a już co najmniej może znamionować osiąganie "s i e b i e" . Pomijam fakt, że warto - mając werwę - poznawać i inne obszary filozofii.
    3.Buddyzm nie jest sektą, tak jak kobyła - księżniczką z ogrodów Semiramidy.
  • ulla08 06.02.13, 21:23
    jestem sobą, czyli nie muszę być taka jak mój mąż . A On nie jest mną, więc nie musi czuć wszystkiego tak jak ja. Mimo to możemy się kochać. Niewyobrażalne? NIe! Jeśli kochasz to pświęcaj się. Tego przecież wszyscy oczekują. Także Bóg
  • mayenna 06.02.13, 21:27
    ulla08 napisał(a):

    > jestem sobą, czyli nie muszę być taka jak mój mąż . A On nie jest mną, więc nie
    > musi czuć wszystkiego tak jak ja. Mimo to możemy się kochać. Niewyobrażalne? N
    > Ie! Jeśli kochasz to pświęcaj się. Tego przecież wszyscy oczekują. Także Bóg
    Ależ nie musisz sie poświęcać. Wystarczy szczerośc i prawda, albo szukanie szczęścia z mężem. Tak to twoje szczęście zniszczy twojego męża. On to odkryje i życie mu się zawali. Ale ty masz prawo do szczęścia. A do czego ma prawo twój mąż? Co mu tam przyrzekałaś?
  • natalia-ok6 06.02.13, 21:34
    ulla08 napisał(a):

    > jestem sobą, czyli nie muszę być taka jak mój mąż . A On nie jest mną, więc nie
    > musi czuć wszystkiego tak jak ja. Mimo to możemy się kochać. Niewyobrażalne? N
    > Ie! Jeśli kochasz to pświęcaj się. Tego przecież wszyscy oczekują. Także Bóg

    Ty nie wiesz co to znaczy"kochać".
    Jeśli kocham to nie wiążę miłości z poświęcaniem się.
    Jezeli kogos kochamy to wszystko co łaczy sie z ukochana osoba powinno dla nas być przyjemnością a nie poświęceniem.
    Nie pisz o swojej seksualnosci ,bo jak zaczniemy sie tu licytowac kto i ile przezył orgazmów i z jakim nasileniem ,wtedy zapewniam cie ,ze nie jedna osoba cie tu zaskoczy.
  • mola1971 06.02.13, 21:36
    Jest jeszcze coś takiego jak UCZCIWOŚĆ. A ona nakazuje osobie najbliższej na tym świecie (a kimś takim powinien być mąż) mówić o rzeczach tak istotnych jak bzykanie się z innych facetem.

    Powiesz mężowi, on podobnie jak Ty nie będzie się poświęcał i zrozumie doskonale to, że przyprawiasz mu rogi (ba, pewnie się ucieszy, że jesteś spełniona seksualnie) i będziecie żyli w tym trójkącie dłuuuuugo i szczęśliwie smile
  • mayenna 06.02.13, 21:38
    Co więcej, może się okaże, ze on też nie za bardzo zadowolony z seksu jest i ta informacja da mu zielone światło do realizowania swojej seksualnoścismile)
  • mola1971 06.02.13, 21:42
    Różnie bywa... Może się chłopina ucieszy, że ktoś go z obowiązków małżeńskich wyręcza, może sam wyzna, że też co nieco ma na sumieniu, może przejrzy na oczy i dojdzie do wniosku, że w d... ma takie małżeństwo i se pójdzie. Może też być tak, że wiadomość o tym, że ma konkurencję demona seksu w nim obudzi wink

    Tak czy inaczej to on powinien zdecydować czy chce w czymś takim tkwić. A by mógł zdecydować, musi o tym, że jego żona bzyka się z innym wiedzieć.
  • malgolkab 06.02.13, 22:15
    Pisałaś, że seks zawsze był taki, więc po co wyszłaś za kogoś kto nie umie Cię zaspokoić? Wychodziłaś za niego będąc dojrzałą kobietą, a nie 20 - latką i nie wiedziałaś, że dopasowanie seksualne to jeden z podstawowych elementów udanego związku?
  • ulla08 06.02.13, 22:26
    do malgolkab: Byłam absolutnie zafascynowana dobrocią i milością o jakiej zawsze marzyłam.
    Ponadto wtedy seks wyglądał między nami inaczej. Mąż był bardziej zaangażowany . Z czasem pojawiły się w naszym życiu inne problemy, jednak nie wiem tak naprawdę co jest powodem ,żę człowiek który mnie tak uwielbia i spędza z mną każdą wolną chwilę, już mnie nie pragnie. Nie pragnie też tego co ja pragnę. Nigdy nie odmawia seksu, ale przecież nie to chodzi. To staje sie z czasem smutne.
  • mola1971 06.02.13, 22:34
    Poczytaj sobie "Inteligencję erotyczną" Esther Perel, a zrozumiesz dlaczego kiedyś był dobrym kochankiem, a teraz nie jest smile
  • luciva 07.02.13, 11:22
    Mola, a możesz pokrótce napisać? Zaciekawiło mnie to abstrahując calkiem od dyskusji, a nie mam kasy na ksiązkę.......
  • mola1971 07.02.13, 21:27
    Luciva, książka jest sprzed kilku lat, więc na pewno znajdziesz ją w bibliotece.
    W książce, krótko mówiąc, chodzi o to, że bliskość (i poczucie bezpieczeństwa z nią związane) oraz pożądanie wzajemnie się wykluczają. Dlatego ta sama para może na początku znajomości mieć bardzo udane życie erotyczne (gdy ludzie jeszcze się dobrze nie znają, nie są siebie pewni), a po latach namiętność stygnie, bo zastępuje ją przywiązanie, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
    Dlatego niczym nadzwyczajnym nie jest to, że po kilku latach małżeństwa mąż/żona nie wzbudzają już takiego pożądania (a tym samym doznań erotycznych) jak "świeża/świeży" kochanka/kochanek.
  • tricolour 07.02.13, 21:37
    ... bo dla mnie bliskość i pożądanie ściśle się ze sobą wiążą.
  • mola1971 07.02.13, 21:47
    To może nie książką jest dziwna, tylko Ty tongue_out
    A tak całkowicie poważnie to bardzo dobrze, że u Ciebie tak jest i do tego właśnie należy dążyć, a autorka książki daje w niej wskazówki w jaki sposób to można osiągnąć.
  • malgolkab 06.02.13, 22:38
    napisałaś tak Jesteśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był taki sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego. z tego wynika, że zawsze seks nie był satysfakcjonujący. Nie wyobrażam sobie małżeństwa z kimś z kim tak jest, nawet jeśli byłby la mnie dobry i mnie kochał (to mogą być cechy przyjaciela/brata/ojca etc., mąż oprócz tego ma też inne zadania).
    Nie wyobrażam sobie też, że nie pociągam swojego męża (jesteście małżeństwem dopiero 5 lat), ale nie wyobrażam tez sobie żyć ileś kolejnych lat w kłamstwie.
  • nie_alicja 06.02.13, 22:19
    kiedyś jednoznacznie potępiłabym to, co robisz.

    teraz też mi się to nie podoba - bo odbiega od tego, do czego dążymy w związku, od realizowania wszystkich potrzeb w jednym, usankcjonowanym uczuciem miejscu.

    i choć sama tego nie robię, dziś Cię rozumiem.
  • xciekawax 06.02.13, 20:48
    czytalam o takich badaniach gdzie studiowano dzieci: naukowcy obserwowali jaka jest reakcjia dzieci na slodycze, i czy istnieje jakas co-relacjia miedzy tym a dalszym rozwojem. I okazalo sie ze jest. A mianowicie: niektore dzieci skrzetnie chowaly slodycze i potrafily racjonowac je same - np : zjadaly dwa cukierki dziennie, i liczyly jak dlugo im starczy az dostana nowe. Inne dzieciaki niestety zjadaly wszystkie w 5 minut az dostawaly bolu brzucha wink

    Te dzieci ktore potrafily "oszczedzac" slodycze wyrosly raczej na ludzi ktorzy nie zdradzaja, ktorzy wola dlugie zwiazki, ktore sa ZADOWOLONE ze zwiazkow jakie maja.

    Te dzieci ktore zjadaly wszystkie slodycze od razu (a potem plakaly bo wiecej przez miesiac nie dostaly) - mialy o wiele wiecej zdrad w zyciu, a ich zwiazki nie satysfakcjionowaly ich na dlugo - zawsze szukali "the next best thing".

    Dlatego mysle cechy charakteru bardzo kieruja czlowiekiem i jakie decyzjie podejmuje. Pewne osoby moga przewidziec ze np wdawanie sie w romans tylko przysporzy wieciej problemow niz jest to warte - a pewne osoby beda wolaly o tym nieprzyjemnym fakcie nie myslec.
  • natalia-ok6 06.02.13, 21:02
    E,z tymi słodyczami to zły przykład.
    Mój brat zawsze zjadał dwa cukierki i resztę chował.Ja zjadałam wszystko od razu.Z twojego przykładu wynika,ze ja zdradzam ,mój brat nie.
    Tak nie jest ,bo w moim związku nie było zdrad /przynajmniej z mojej strony /,w zwiazku mojego brata również nie.
    Moze nie mieszczę sie w ramy tego doswiadczenia poniewaz NIGDY nie dostałam bólu brzucha po zjedzeniu wszystkich słodyczy.
    Tak mam do dnia dzisiejszego,słodycze zjadami tonami.
  • ulla08 06.02.13, 21:18
    Nie , no chyba śnię. A które to fakty są według Ciebie nieprzyjemne? przeczytaj może wszystkie moje wypowiedzi. ja nie szczycę się zdradą, (i to jest ten nieprzyjemny fakt) natomiast mówię Wam , że w tej cholera zdradzie jednocześnie spotkałam coś najbardziej finezyjnego i delikatnego w moim życiu i jestem tego pewna. jak Boga kocham Wy ludzie jesteście uśpieni czy żli , że Wy tego nigdy nie poczuliście? Albo nikt wam nie pokazał , że tak się czuje. Widać, że nie wiecie o czym ja piszę. Wygląda na to,że życie nie jest zbyt łaskawe i tym bardziej powinnam się zastanowić, czy nie jestem szczęściarą? Zegnam Was , po widzę , że mnie nie polubicie.
  • mayenna 06.02.13, 21:21
    Jak się mniej skupisz na sobie to może odkryjesz co twoja finezja i delikatność oznacza dla człowieka,który cię kocha i ufa.
  • ulla08 06.02.13, 21:26
    To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?
  • mayenna 06.02.13, 21:32
    ulla08 napisał(a):

    > To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?
    Rób z nią co chcesz, ale daj wybór swojemu mężowi.
    Wiesz, u mnie na wsi to eis inaczej nazywało, nie seksualność. Tę można realizować w związku małżeńskim, nawet jak nie ma fajerwerków.A na takie sytuacje to bardziej odpowiednie jest słowo na k... i nie dotyczy seksu i moralności, ale folgowania instynktom i kłamstwa.
  • ulla08 06.02.13, 21:40
    dobra ludzie zostawiam Was, i życzę Byście nigdy na tym forum nie musieli niczego istotnego omawiać, jak to czynicie. To własnie wy jesteście hipokrytami zamkniętymi w w swojej wyimaginowanej prawdzie. Gdyby wszystko bylo takie zerojedynkowe, samo szczęście by nas otaczało... A tymczasem Wy czego tu szukacie? Pociechy w cudzym nieszczęściu? A ja to nib skupiam się wyłacznie na sobie ? Pierwszy raz napisałam na takim portalu mająć nadzieję, na obiektywną dyskusję , a tymczasem spotkałam Ku klux klan... No dobra. Po raz ostani dobranoc wszystkim
  • mola1971 06.02.13, 21:44
    Jest na tym portalu forum "Kochanki", poszukaj sobie.
  • nie_alicja 06.02.13, 22:31
    ulla, widzisz, tak naprawdę wiedzą o tym coś tylko ci, którzy mieli możliwość znaleźć się w podobnej sytuacji i dokonać wyboru.

    "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".
    reszta to teoria.
  • mayenna 06.02.13, 22:48
    nie_alicja napisała:

    > ulla, widzisz, tak naprawdę wiedzą o tym coś tylko ci, którzy mieli możliwość z
    > naleźć się w podobnej sytuacji i dokonać wyboru.
    >
    > "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono".
    > reszta to teoria.
    I uważasz, że ty jedna jesteś ta wybrana, a żadna z nas tutaj takich wyborów nie dokonywała?
    Uśmiałam sięsmile)
  • nie_alicja 06.02.13, 23:02
    fajnie. śmiech to zdrowie.

    autorce nie jest do śmiechu, jej mężowi pewnie również by nie było.

    mnie też.
  • nowel1 07.02.13, 11:11
    ulla08, kwestia zdrady akurat jest zawsze kwestią bardzo drażliwą... i trudną.
    Nie dziw się takim reakcjom, ludzie tutaj w większości zdrady doświadczyli i bardzo to bolało... bardzo.

    Natomiast co do mnie - nie potępiam Cię i dobrze rozumiem. Obawiam się tylko, że w takiej formie jak teraz to nie przetrwa - to nie ma prawa się udać. To się po prostu w życiu nie udaje. W takiej formie, czyli kiedy tylko Ty ponosisz jakieś koszty - mam na myśli Twoje poczucie winy. Twoje zaangażowanie w romans wcześniej czy później niestety odczuje mąż na własnej skórze, choćbyś nie wiem jak starała się to ukryć, i zrani go dotkliwie.

    A innym (niektórym) forumowiczom powiem - przesadzacie. Machacie ironią i sarkazmem jak szabelką, po prostu pierwsi sprawiedliwi na tym globie. Nie popełnialiście błędów? Nigdy nie kłamaliście? Byliście zawsze bez skazy?
  • anbale 07.02.13, 11:34
    Może i macham szabelką, ale nieco wkurzyło mnie podejście ulli, że mąż "sam sobie winien".
    W kontekście robienia komuś poważnej krzywdy emocjonalnej uważam to za lekką podłość.
    Poza tym każdy ma swoją seksualność, czy też inne ważne, niespełnione przestrzenie w sobie- realizowanie tego czyimś kosztem, po trupach czyjeś miłości i zaufania, naprawdę trudno ocenić ciepło i pozytywnie- a ulla domaga się akceptacji i zrozumienia dla swego postępowania nachalnie i agresywnie, a w gruncie rzeczy bezrefleksyjnie. Nie podjęła dyskusji, stwierdziła że jesteśmy banda nic-nie-rozumiejących bęcwałów, których na dodatek nikt porządnie nie przeleciał i sobie poszła.
  • tricolour 07.02.13, 21:30
    ... bo kłamstwa mają różną wagę.

    Tu chodzi o podeptanie własnej godności przez robienie z dupy garażu dla obcej osoby przy jednoczesnym odczuwaniu własnego zeszmacenia. Chodzi o robienie z gęby cholewy przez ślubowanie wierności, fizyczną zdradę i szukanie winnego poza sobą. Chodzi o usprawiedliwianie niegodziwości seksualnością jakby ta seksualność górowała nad odpowiedzialnością, rozumem, szacunkiem (także do samej siebie).

    Kłamstwo, skaza? Widziałaś ty skazę głęboką na rozwartość kolan?
  • triss_merigold6 06.02.13, 22:24
    Może bez histerii, co?
    Pan jest umiarkowanie seksem zainteresowany, a pani na boku puka dyskretnie i nie zamierza męża porzucać. Nie ubywa mu przecież.
  • mayenna 06.02.13, 22:53
    Czego mu nie ubywa?
    Wiesz, ja te facecje znam: inna ładna, polecam: to nie mydło i się nie zmydli.

    A ja proponuję proste doświadczenie: wyobraża sobie kogoś kogo kochasz i ufasz mu bezgranicznie, a potem że bzyka się z inna panią. Co czujesz? Nie ubywa ci?
    Triss, nakrywasz aktualnego męża w łózku z inna, co robisz?

  • miacasa 07.02.13, 11:03
    > Triss, nakrywasz aktualnego męża w łózku z inna, co robisz?

    No jak to co? Dołącza się smile

    Osobiście uważam, że zdrada jest koszmarnym dnem i choć niektórym nie ubywa to innym przybywa (dzieci, infekcji, problemów). Mój mąż stwierdził, że nie udźwignął problemów życiowych i tak jak niektórzy uciekają w narkotyki, alkohol czy hazard to on uciekł w romans. Dla mnie największym problemem w tych okolicznościach są kłamstwa, te codzienne drobne kłamstwa wielowątkowe, śliskie, tchórzliwe i to, że ktoś kogo uważałam za miłość mojego życia okazał się być kimś innym niż myślałam. Nie twierdzę, że gorszym, zwyczajnie innym i teraz muszę podjąć decyzję czy dam radę dalej z nim żyć. Wolałabym nie być zmuszoną do zmagania się z tą sytuacją. Uważam, że uczciwie by było gdyby mąż odszedł zanim wszedł w romans.
  • logicman 06.02.13, 23:12
    ulla08 napisał(a):

    > To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?

    Nie myślałaś by o tym porozmawiać z mężem... ?

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • esteraj 07.02.13, 10:26
    logicman napisał:

    > ulla08 napisał(a):
    >
    > > To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?
    >
    > Nie myślałaś by o tym porozmawiać z mężem... ?

    No właśnie, czy nie należałoby powiedzieć mężowi o swoich potrzebach?
    Czasami wydaje nam się, że to nie ma sensu, bo przecież na tyle znamy swojego partnera, że nasz problem nie będzie go obchodził, albo go nie zrozumie.
    Wtedy warto byłoby przedstawić swoje rozwiązania i poczekać jak druga strona się do tego ustosunkuje (Nie mogę rezygnować z przyjemności jaką jest seks, znajdę sobie kochanka).
    Warto pamiętać, że zawsze dokonujemy jakiegoś wyboru.
    W przypadku Uli, ten wybór byłby między jej seksualnością, a uczciwością w związku.
    No ale..., czy trzeba dokonywać drastycznych wyborów, zamiast sprawić, żeby wilk był syty i owca cała...? Przecież nie można negować miłości Uli do męża. Przecież ona przez swoje kłamstwo chroni męża..., nie chce burzyć jego wizji o wiernej żonie... Prawda o kochanku mogłaby go "zabić".
    Nie wiem, na ile Ula jest świadoma konsekwencji swoich czynów, bo przecież nie wiek świadczy o dojrzałości emocjonalnej... Być może jest to jej pierwsza taka sytuacja, kiedy uległa pokusie romansu i nie wie, co z tą sytuacją począć...
    Nie można także Uli zarzucać złych intencji czy też braku miłości do męża. Po prostu, ona nie wie, jakie byłoby najlepsze rozwiązanie w tym układzie. Czy zadbać o własne dobro i przyjemności - jest to przecież oznaka miłości do siebie, czy też być uczciwą kosztem własnego szczęścia...

    Ostatnimi czasy wyznaję zasadę, by żyć tak, aby nie musieć się wstydzić własnych czynów. Nie obawiać się prawdy, która w każdej chwili może być ujawniona. Nie być zmuszoną do zaprzeczeń o sobie samej. Pełna uczciwość względem siebie.
    Małe kłamstwa prowadzą do dużych kłamstw...
    Dzisiaj będąc na miejscu Uli, porozmawiałabym szczerze z mężem o swoich potrzebach, ale zanim to wszystko by tak daleko zaszło.
    W punkcie, w którym ona jest, prawda może przynieść gorsze konsekwencje niż kłamstwo.

    To są wybory Uli i jej przyjdzie się zmagać z ich skutkami.
    Zamiast potępiać, lepiej jest zaproponować lepsze rozwiązania...

    --
    To, co jest oczywiste dla Ciebie, niekoniecznie jest oczywiste dla innych.
  • zmeczona100 07.02.13, 10:45

    A ja nie rozumiem, dlaczego Ula nie zaproponuje mężowi swego kochanka do trójkąta smile
    Zawsze byłaby to okazja dla męża, aby się podszkolić w ars amandi wink Może nawet mąż zaproponowałby kobietę do czworokąta?
    Wydaje mi się, że wtedy wszyscy byliby szczęśliwi, zadowoleni i zaspokojeni smile


    --
    "Percepcja tego konfliktu interferuje z sieciową dyferencjacją w UE oraz w Chinach, gdzie nie nastąpił przełom nominalistyczny".
  • wawrzanka 07.02.13, 11:09
    zmeczona100 napisała:

    > A ja nie rozumiem, dlaczego Ula nie zaproponuje mężowi swego kochanka do trójką
    > ta smile

    Nie zaproponuje, bo zna męża (przecież go bardzo kocha big_grin ), a więc wie, że by na to nie poszedł. Ale może ulla by poszła na film "Take this waltz"? Ci, co oglądali - wiedzą, o czym mówię. Ci, co nie oglądali, a interesują się tematem zdrady w wydaniu ulli - niech obejrzą. Świetny! Nie polecam recenzji przed obejrzeniem filmu, bo wszystko od razu wiadomo. Strasznie się recenzenci rozgadują i podniecają. A ja uważam, że nie ma czym...
  • malgolkab 07.02.13, 09:45
    A co jak jakieś dziecko nie lubi słodyczy i nie chciało jeść w ogóle? (ja np. od dziecka nie lubię)
    Dla mnie to są jakieś bzdury...
  • anbale 07.02.13, 09:55
    Myślę, że ten przykład z cukierkami (dość naiwny) ma związek z tym, że ogólnie do zachowań impulsywnych i wszelkich nałogów mają tendencje osobnicy, którzy dążą w swoich poczynaniach do uzyskania natychmiastowej gratyfikacji, nie potrafią rozciągnąć swojej satysfakcji w czasie- bo wpadają wtedy we frustrację.
    Zdrada małżeńska chyba jest jednak bardziej skomplikowana, więcej czynników w niej gra rolę.
  • u.lla 07.02.13, 19:22
    Witam raz jeszcze. Pozwólcie ,ze zajmę Wam jeszcze chwilę. Nie było moją intencją nikogo denerwować , lecz ponieważ nie spodziewałam się tak ostrej krytyki , byłam po prostu na Was zła. Chcę tez podziękować użytkownikowi nowel1 za spokojne i pozbawione złych emocji słowa.
    Jedyne , które tu przeczytałam.
    Proszę Was nie o pochwałę , czy pocieszenie. Proszę żebyście nie oceniali mnie na podstawie tych paru wypowiedzi. Jak większość z Was przeszłam w życiu wiele. także wiele złego.
    Wiem co to zdrada partnera. Wiem jak bardzo to boli. Jestem bardzo smutna, bo nawet swoje córki wychowałam w takiej pogardzie do zdrady, że chyba bez wahania podpaliłyby pode mną stos.
    Zrozumcie, że to co się dzieje , jest również dla mnie wielką porażka.
    Jednocześnie zaś dzieją sie inne rzeczy, zupełnie dla mnie nieracjonalne.
    Kiedy mąż zasypia obok mnie , czuję spokój i wielką wdzięczność pomieszana z pogardą i poniżeniem wobec samej siebie. Wszystko we mnie się szarpie. Mimo to, jak zamykam oczy , od razu widzę tamtego mężczyznę , jego język we mnie. Nie rozumiem tego, po prostu nie mam na to wpływu. Nie sądziłam , że można leżeć obok kogoś, i czuć się jak w niebycie i widzieć gwiazdy... Wiem , że to się skończy, ale czy jesteście pewni, że nie mam do tego prawa by chociaż przez chwilę to było moje? Dlaczego całe życie muszę dokonywać tych strasznych wyborów?
  • ewela1_1 07.02.13, 19:40
    Ciągle piszesz o sobie, a Twój mąż nie ma prawa dokonać wyboru?

    Jednak istnieją różne definicje miłości...to taka lekcja dla mnie.

    I ciekawe czy Twój mąż poczułby się kochany gdyby dowiedział się prawdy? Po co za niego wychodziłas skoro od początku wam nie grało w łóżku? Jestem w stanie zrozumieć Twój temperament, ale tego, ze stawałaś przed ołtarzem i przysięgałaś WIERNOŚĆ już nie.
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • moniapoz 07.02.13, 20:11
    > Jestem w stanie z rozumieć Twój temperament, ale tego, ze stawałaś przed ołtarzem i przysięgałaś WIERNOŚĆ już nie.

    tak pół żartem pół serio bo ten wątek stał się istnym pręgierzem, czekam tylko jak zaczną lecieć kamienie - może ona brała ślub cywilny a tam w przysiędze nie ma nic o wierności smile
    "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe"

    A do autorki: nie potępiam, jestem w stanie zrozumieć, że można wplątać się w takie bagno, czasem naprawdę podejmując po prostu niewłaściwe wybory - wiem że to trudne dla Ciebie, dla męża gdyby się dowiedział byłoby straszne. Jednak nie wierzę, żebyś była w stanie długo wytrzymać w takim stanie. Ja się skłaniam do takiego rozwiązania które proponował Jacek Krzysztofowicz choć pewnie nie będzie popularne:
    "Gdy jeden z tabloidów zapytał go, czy żona, która dopuściła się zdrady, powinna o tym poinformować męża - odpowiedział, że nie. Sama powinna uporać się z tym problemem, jak najszybciej zapomnieć i nie zdradzać. Jeśli powie mężowi, przerzuci tylko na niego część ciężaru. Jest tylko jeden wyjątek - gdy istnieje uzasadniona obawa, że prawda i tak wyjdzie na jaw."


  • ewela1_1 07.02.13, 20:34

    Jaki by ten ślub nie był to nie ma znaczenia. Na wiernosć chyba nie ma wyłączności tylko kościół(?) I kamieniem nie rzucam, tylko razi mnie egoistyczne podejście autorki podwątku.
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • moniapoz 07.02.13, 20:48
    pisałam pół żartem pół serio smile w przysiędze cywilnej nie ma jednak o wierności słowa smile
    pewno, że wierność to podstawa normalnego związku, jeżeli dozwolone są zdrady to partnerzy się na to zgadzają i o tym wiedzą, a w tym wypadku tak nie jest.
  • zmeczona100 07.02.13, 22:38
    w przysiędze cywilnej nie ma jednak o wierności
    > słowa smile

    Nieprawda smile
    Przysięga cywilna zawiera w sobie świadomość praw i obowiązków- poczytaj w KRiO, do czegóż to zobowiązani są małżonkowie smile

    --
    Nie jestem dziwna- jestem z edycji limitowanej.
  • malgolkab 07.02.13, 20:06
    Ja jestem daleka od potępiania, ale nadal nie umiem zrozumieć - jak osoba z temperamentem, dla której seks jest bardzo ważny (sama jestem taką osobą) może wyjść za mąż z kimś z kim seks po prostu jest słaby. Pytanie jak wyobrażasz sobie dalsze życie - zrezygnujesz z dobrego seksu czy będziesz następne ileś lat zdradzać męża (z tym czy też innym facetem)?
    Nie zazdroszczę Ci, ale musisz podjąć jakąś decyzję jak najszybciej, bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej (tak - zdradzający też często cierpią), nie mówiąc o tym co poczuje Twój mąż jak się dowie (a prędzej czy później tak będzie).
  • moniapoz 07.02.13, 20:14
    Malgolka, seksualność się jednak mocno zmienia u kobiet z wiekiem, dużo też zależy od partnera który może ją nieźle rozbudzić. Tak czy siak autorka popełniła poważny błąd przy zawieraniu małżeństwa, bo pewnie dodatkowo myślała, że z czasem to jakoś się w tej sferze ułoży a tu klops.
    Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział (co jest w sumie kwestią czasu)
  • malgolkab 08.02.13, 10:29
    moniapoz napisała:

    > Malgolka, seksualność się jednak mocno zmienia u kobiet z wiekiem, dużo też zal
    > eży od partnera który może ją nieźle rozbudzić. Tak czy siak autorka popełniła
    > poważny błąd przy zawieraniu małżeństwa, bo pewnie dodatkowo myślała, że z czas
    > em to jakoś się w tej sferze ułoży a tu klops.
    Pewnie, że seksualność się zmienia, tyle, że nie w ciągu 5 lat i to po 40. 40-letnia osoba raczej jest już świadomo swoich preferencji, temperamentu, upodobań i powinna wiedzieć, że to się "jakoś" nie ułoży. U 20 - latki to się może zmieniać w ciągu kilku lat czy nawet miesięcy, stąd gdyby taki związek zawarła osoba 2 razy młodsza i słabo doświadczona, jakoś by mnie nie dziwiło.
  • zabelina 08.02.13, 10:42
    malgolkab napisała:

    U wielu kobiet seksualność nie tyle rozwija się wraz z wiekiem, co potrafi kompletnie się zmienić w momencie poznania odpowiedniego partnera. I nie ma znaczenia czy kobieta w takiej sytuacji ma lat 20 czy 40.

    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • anbale 08.02.13, 14:11
    Ludzie czasem kradną, bo są w pilnej potrzebie... Albo niektóre żony są tak denerwujące, że święty by nie wytrzymał, więc obrywają...
    Można to wytłumaczyć, zrozumieć ale czy usprawiedliwić?
  • nowel1 08.02.13, 14:30
    anbale napisała:

    > Ludzie czasem kradną, bo są w pilnej potrzebie... Albo niektóre żony są tak den
    > erwujące, że święty by nie wytrzymał, więc obrywają...
    > Można to wytłumaczyć, zrozumieć ale czy usprawiedliwić?

    Anbale, kradzież jest przestępstwem, bicie drugiej osoby również, oba przynoszą szkodę. Nie wrzucałabym (mimo wszystko) tego do jednego worka z dochowaniem wyłączności seksualnej, bo to doprowadza dyskusję ad absurdum.
  • anbale 08.02.13, 14:43
    Nie chodzi mi o kodeks karny, tylko o kwestie moralne. Bo właściwie każde działanie ludzkie można jakoś wytłumaczyć, mniej lub bardziej logicznie, ale można
    Tylko jeśli to rzutuje na życie innych ludzi, inni ludzie ponoszą konsekwencje tych działań to sprawy się mocno komplikują. Dokładanie im kolejnego kamienia, że sami są sobie winni a ja tylko poszłam realizować swe potrzeby, bo chcę być sobą i mam prawo- jak dla mnie jest dość paskudne. To po prostu nie jest takie proste.
    Żeby by nie było- ja z aureolą nie chodzę i sama też rozpracowuję różne swoje trupy w szafie.
  • nowel1 08.02.13, 14:48
    Właśnie o to mi chodzi - to kwestie trudne i dwuznaczne, bo dotyczą oceny moralnej.
    Ja jednak nie wyczytałam u ulli nastawienia "sam sobie winien, ja mam prawo realizować swoje potrzeby". Trochę upraszczasz i trywializujesz.

    Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.
  • anbale 08.02.13, 15:00
    nowel1 napisała:

    > Właśnie o to mi chodzi - to kwestie trudne i dwuznaczne, bo dotyczą oceny moral
    > nej.

    Tak, właśnie się zgadzam. Trudno to ocenić jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie- zakrzyknąć "super, życzymy wielu dalszych uniesień", albo też nie znaleźć żadnej okoliczności łagodzącej...

    > Ja jednak nie wyczytałam u ulli nastawienia "sam sobie winien, ja mam prawo rea
    > lizować swoje potrzeby". Trochę upraszczasz i trywializujesz.

    Gdzieś tam po drodze padło takie stwierdzenie, ale szczerze mówiąc, jakoś nie bardzo chce mi się teraz przegrzebywać wątek i nie wiem, czy to w sumie ma aż takie znaczenie smile
    Ja akurat reaguję jak byk na czerwoną płachtę na takie sentencje, bo od urodzenia użeram się z osobą krzywdzącą wszystkich dookoła z konkluzją, że sami sobie winni

    > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia
    > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.

    To nie jest zła cecha, ale jak ze wszystkim trzeba zachować umiar.
  • wawrzanka 08.02.13, 15:48
    nowel1 napisała:

    > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia
    > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.

    Tak, właśnie taka jesteś smile Ja też taka jestem, ale rezygnuję z poprawności politycznej, bo chcę się tej tendencji pozbyć. Uważam, że niektóre rzeczy zasługują na potępienie. Nietrudno zrozumieć pobudki pewnych zachowań i wytłumaczyć czyjąś słabość, albo lenistwo. Trudniej rozróżnić co jest naprawdę godne zrozumienia, a co potępienia.

    W przypadku Ulli ja nie mam wątpliwości: jej rozterki są rodem z harlekina, a więc niestety prymitywne. W dodatku Ulla czuje się w swoim własnym łóżku obok męża jak dziewica w burdelu: „ach, nie chciałam, nie chciałam.... to jakoś tak wyszło”. A ma już 45 lat... to to nie jest w tym wieku prymitywne?

    Ja tam wolę szacunek i poprawność polityczną zachować dla niesłusznie dyskryminowanych... nie mam jej dla ludzi, którzy niczego się w życiu nie nauczyli, pomimo zaawansowanego wieku.
  • nowel1 08.02.13, 16:43
    wawrzanka napisała:

    > nowel1 napisała:
    >
    > > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłuma
    > czenia
    > > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.
    >
    > Tak, właśnie taka jesteś smile

    I już taka pozostanę.



    >
    > W przypadku Ulli ja nie mam wątpliwości: jej rozterki są rodem z harlekina, a w
    > ięc niestety prymitywne.

    Nie odważyłabym się tak oceniać.

    W dodatku Ulla czuje się w swoim własnym łóżku obok mę
    > ża jak dziewica w burdelu: „ach, nie chciałam, nie chciałam.... to jakoś
    > tak wyszło”. A ma już 45 lat... to to nie jest w tym wieku prymitywne?

    Hm, pewne zachowania są prymitywne niezależnie od wieku... a strywializować można absolutnie wszystko, jeśli ma się lekkie pióro.


    >
    > Ja tam wolę szacunek i poprawność polityczną zachować dla niesłusznie dyskrymin
    > owanych... nie mam jej dla ludzi, którzy niczego się w życiu nie nauczyli, pomi
    > mo zaawansowanego wieku.

    Rozumiem.
  • wawrzanka 08.02.13, 17:00
    nowel1 napisała:

    > Hm, pewne zachowania są prymitywne niezależnie od wieku... a strywializować moż
    > na absolutnie wszystko, jeśli ma się lekkie pióro.

    Racjonalizować też można absolutnie wszystko. Ja nie trywializuję, bo przypadek Ulli jest trywialny sam w sobie. Trivialis po łacinie znaczy na rozstaju trzech dróg: albo mąż, albo kochanek, albo harlekin pod wdzięcznym tytułem "Małpie figle".
  • nowel1 08.02.13, 17:13
    Nie zawsze niewierność jest trywialna. Popełniono na ten temat wiele całkiem niezłych dzieł literackich wink
  • wawrzanka 09.02.13, 09:47
    nowel1 napisała:

    > Nie zawsze niewierność jest trywialna. Popełniono na ten temat wiele całkiem ni
    > ezłych dzieł literackich wink

    Dlatego mówię, że to przypadek Ulli jest trywialny. Pospolity, prymitywny i zasługujący na potępienie. Choć szczerze mówiąc wszystkie dzieła literackie i filmowe, których głównym tematem jest niewierność są dla mnie z gatunku lekkich. "Annę Kareninę", "Take this Waltz" i wiele innych filmów na ten sam temat oglądałam oczywiście wbita w fotel, bo to jest po prostu ciekawe, że o walorach artystycznych nie wspomnę. Ciekawe jest też zestawienie przypadków głównych bohaterek z innymi, o szerszych horyzontach. Ale nie powiem, żeby romanse pozostawiały wiele pytań. To się po prostu dobrze czyta i ogląda. Jak kryminały.


    --
    "Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - Oscar Wilde
  • nowel1 09.02.13, 10:18
    wawrzanka napisała:


    > Dlatego mówię, że to przypadek Ulli jest trywialny. Pospolity, prymitywny i zas
    > ługujący na potępienie.

    Wawrzanko, czemu przemawiasz z taką pewnością i tak autorytatywnie? Jakiś ślad chociaż wątpliwości Ci nie kołacze się gdzieś na obrzeżach? Uważasz, że jesteś predestynowana do tak mocnych ocen?

    Choć szczerze mówiąc wszystkie dzieła literackie i film
    > owe, których głównym tematem jest niewierność są dla mnie z gatunku lekkich.

    O, to interesujące. "Osiem i pół" Felliniego, "Wiarołomni" Bergmana, czy z literatury "Gra w klasy" Cortazara albo "Żar" Sandora Marai to rzeczy lekkie... hm, ciekawam Twojego repertuaru wink

    > "Annę Kareninę", "Take this Waltz" i wiele innych filmów na ten sam temat oglądał
    > am oczywiście wbita w fotel, bo to jest po prostu ciekawe, że o walorach artyst
    > ycznych nie wspomnę.

    Aha.

    Ciekawe jest też zestawienie przypadków głównych bohaterek
    > z innymi, o szerszych horyzontach.

    Na przykład? Jakie bohaterki uważasz za posiadające "szersze horyzonty"?

    Ale nie powiem, żeby romanse pozostawiały w
    > iele pytań. To się po prostu dobrze czyta i ogląda. Jak kryminały.

    Jeśli odetnie się emocje, uzna, że wie się o życiu już wszystko, i zacznie patrzeć na rozterki innych z góry, z wyżyn swojego "poziomu moralnego" - owszem.
  • tricolour 09.02.13, 10:49
    ... bo odnoszę nieodparte wrażenie, że siłą starasz się znaleźć usprawiedliwienie zwykłego szmacenia się (o czym autorka pisze) i stąd rozpaczliwa próba znalezienia wątpliwości nawet bez ich nazwania. Że sam pomysł, że mogą być jakieś wątpliwości daje zielone światło do ściągania majtek.
  • nowel1 09.02.13, 10:59
    Tri, nie mamy wspólnego języka. Ten, którego Ty używasz, nie ma racji bytu w moim świecie. Te latarnie, cichodajki, ściągania majtek, szmacenia się - to jest jakieś koszmarne uprzedmiotowienie człowieka, nie godzę się z takim poziomem dyskusji.
    Nie czuję się na siłach z tym polemizować, mogę tylko z zaciekawieniem kolejny raz przyjrzeć się takiej bezkompromisowości, do której, moim zdaniem, nie ma prawa żaden czujący, myślący człowiek.

    I niech każdy zostanie przy swoim, bez dalszego roztrząsania. Żadne z nas drugiego nie przekona.
  • tricolour 09.02.13, 12:57
    ... ona sama robi z siebie przedmiot tylko seksualny. Jakby bowiem na jej relacje z kochankiem nie patrzeć szeroko i łaskawie, to ona pisze tylko o tym języku, co w niej trzyma. Nic więcej o czymś głębszym w warstwie emocjonalnej. Ona tylko pisze o prawie do zaspokojenia seksualności widząc w tej seksualności - przepraszam, ale to jest właśnie dosadność - zatykanie otworów. A potem smutek i płacz nawet w objęciach kochanka, bo czuje się zbrukana. Do tego wstyd i strach.

    Więc ja nie znajduję pola do wątpliwości. No chyba, że seks stał sie uzależnieniem... ale to sie leczy, by wróciło do takiego wymiaru, by seks nie był powodem do płaczu, strachu i pogardy samej siebie.

    A na koniec dodam, że pole kompromisu może i jest. Ale nie na siłę byle tylko znaleźć punkt zaczepienia. Pole kompromisu wypracowuje się określając swój stan i sytuację bez szukania wszelkich możliwych usprawiedliwień z przerzuceniem winy łącznie.
  • esteraj 09.02.13, 11:09
    bezwzględnym sędzią dobra i zła?
    Czy możesz być absolutnie pewien, że Ula zasługuje na potępienie?
    Czy chcesz być mądrzejszy i sprawiedliwszy od samego Boga?

    W tym życiu istnieje przyczyna i skutek. Sprawa sama się rozstrzygnie i wcale nie jest powiedziane, że będzie to złe rozstrzygnięcie.
    Końcowy scenariusz może wyglądać tak, że mąż Uli dowie się o swojej seksualnej nieudolności i zacznie nad nią pracować. Może być też tak, że wyrzuci Ulę z hukiem, a ona w końcu będzie przy odpowiednim mężczyźnie.
    Albo stanie się tak, że mąż Uli załamie się całkowicie i już nigdy nie będzie w stanie zaufać żadnej kobiecie... Ula wpadnie w głęboką depresję i do końca życia będzie nosić brzemię zdrady i poczucia winy...

    Scenariuszy jest mnóstwo i wiele zależy od różnych czynników.
    Dobrze by było, gdyby Ula miała świadomość ewentualnych konsekwencji i przygotowała do nich zarówno siebie jak i męża.
    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • tricolour 09.02.13, 13:03
    ... bo są zabawne. Szczególnie ten, że Ula w końcu zwiąże się z odpowiednim mężczyzną gdy jedyną wymienioną zaletą tego mężczyzny jest jego długi język.

    A sędzią, to Ula jest sama sobie. Strach i pogarda to są jej własne wyroki we własnej sprawie.
  • wawrzanka 09.02.13, 11:41
    nowel1 napisała:


    > Wawrzanko, czemu przemawiasz z taką pewnością i tak autorytatywnie? Jakiś
    > ślad chociaż wątpliwości Ci nie kołacze się gdzieś na obrzeżach? Uważasz, że j
    > esteś predestynowana do tak mocnych ocen?


    Autorytatywnie? To Twoje "aha" jest autorytatywne i to bardzo. Nie mam pretensji wink. Przykro mi, ale nie kołacze mi się ślad wątpliwości na obrzeżach. Poza tym ja nie przemawiam, tylko piszę, a to różnica. Taki styl mi się podoba.

    > O, to interesujące. "Osiem i pół" Felliniego, "Wiarołomni" Bergmana, czy
    > z literatury "Gra w klasy" Cortazara albo "Żar" Sandora Marai to rzeczy lekkie.
    > .. hm, ciekawam Twojego repertuaru wink


    Może nie lekkie, ale zupełnie dla mnie nie interesujące. Czytałam Cortazara na studiach, Maraja chyba nie. Owszem, było kilka powieści z wątkiem (najczęściej pobocznym) psychologiczno-romansowym, które mi się podobały na poważnie. Na przykład "Sedno sprawy" Grahama Greene'a - zresztą sama bym pewnie po to nie sięgnęła, to była lektura obowiązkowa wybrana przez moją panią profesor. Felliniego, ani Bergmana nie lubię. Znam tytuły, które wymieniasz, chyba zaczęłam oglądać, ale mnie pewnie mnie znudziły i nie skończyłam. Ja prosta kobita jestem. Nie interesuje mnie na poważnie psychologia związków, rozterki i dramaty z tym związane, dlatego wszystko, co się z tym wiąże lubię czytać i oglądać na zasadzie rozrywki. Na poważnie wolę biografie (a już najbardziej autobiografie) znanych osób i literaturę popularnonaukową.

    > Aha.
    >


    No właśnie. Co znaczy "aha"? smile Pogarda, że lubię oglądać lekkie rzeczy? Wprost uwielbiam. W końcu jestem kobietą.

    > [b]Na przykład? Jakie bohaterki uważasz za posiadające "szersze horyzonty"?[
    > /b]


    W Annie Kareninie choćby Kitty (w porównaniu do Anny Kareniny), i oczywiście Lewin w porównaniu do Wrońskiego.

    > Jeśli odetnie się emocje, uzna, że wie się o życiu już wszystko, i zaczni
    > e patrzeć na rozterki innych z góry, z wyżyn swojego "poziomu moralnego" - owsz
    > em.


    To jest ocena mojej osoby? smile

    --
    "Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - Oscar Wilde
  • nowel1 09.02.13, 12:08
    No i ok.
    Więcej wiem o Tobie, więcej rozumiem.
    Dziękuję za obszerną odpowiedź.

    Dla mnie internet ma jedną, ogromną zaletę - bez niego nigdy nie dowiedziałabym się tak wiele o tym, jak różni są ludzie, jak skrajnie odmienne mają poglądy, a przecież wciąż zasługują na szacunek, zrozumienie, i mają wiele ciekawego do powiedzenia.
    Tak, "Aha" było autorytatywne - celowo, dla ilustracji.
    I oczywiście ja też lubię oglądać "lekkie" rzeczy, i czytać takoż. Nie dlatego, że jestem kobietą wink

  • wawrzanka 09.02.13, 12:13
    Jaki zbieg okoliczności: w "Ale kino" lecą właśnie "Sceny z życia małżeńskiego" wink


    --
    "Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - Oscar Wilde
  • mayenna 09.02.13, 13:03
    Nowel, z całym szacunkiem, gdyby poglądy nie były wyrażone autorytarnie to było by ok?
    Czy trzeba mieć specjalne moralne prawo by je miec i wyrażać?

    Moim zdaniem autorka wątku i tak ma swoje dylematy i sama musi je rozstrzygnąć i dokładanie jej wątków do rozważań dodatkowych nie pomoże podjąć decyzji.
    Wszystkie przykłady romansów jakie podałeś źle się skończyły. Wyniszczały. Ocena wydaje sie być więc jednoznaczna.
    Ana okrasę mam romans co skończył sie dobrze: Casablanka. Bohaterowie w porę się pożegnali i zwyciężył idealizm.
    Ja się boję że mąż bohaterki nakryje ją in flagranti w czasie wkładania tego języka. Ciekawe jaki to będzie miało na niego wpływ.Przepraszam, ale to tez klasyka gatunku. Polecam Wesele w Sorrentosmile
  • mayenna 09.02.13, 13:05
    Może ja bym się bardziej wzruszyła gdyby autorka napisała o uczuciach, miłości, a nie o języku i orgazmach. Takie ujecie tematu mnie nieco zniesmacza i wpływa na ocenę zjawiska.
  • mayenna 09.02.13, 13:22
    Tak mi się jeszcze przypomniało: adekwatny w tym temacie byłby Kochanek Lady Chatterley i jakby ta sytuacja miała miejsce to też zmieniło by to postać rzeczy.
    Bo ja rozumiem ze jest seksulanośc, ale autorka nie ma przeszkód by realizować ją w małżeństwie. Nie jest to niewinna lelija co nie wiedziała co robi, jak większość młodych zawierających małżeństwo po raz pierwszy ze znikomym często doświadczeniem. Dlatego ja jestem ciekawa tych okoliczności łagodzących, które inni dostrzegają.
    I żeby nie było: jakbym uznała że chcę mieć romans z żonatym mężczyzną, że mi to odpowiada to miałabym bez dylematów moralnych i nie potrzebowałabym do tego rozgrzeszenia na forum.
  • anbale 09.02.13, 13:30
    No ale ona uczucia żywi do męża, a z kochankiem tylko "się spełnia" seksualnie smile
    Oj, gdyby się tu pojawił mężczyzna z analogicznym problemem, to by został zjedzony żywcem razem z butami- no ale skoro to kobieta, to trzeba poszukać "drugiego dna" zahaczając przy okazję o sztukę i klasyków wink
    Ja raczej nie staram się oceniać faktu zdrady, bo to faktycznie żadne wielkie halo, zdarza się najlepszym- ale trochę mnie wzburzyło podejście Ulli do zaistniałego faktu. Jednak po przeczytaniu postów Tri przeraziła mnie ta ścieżka, na którą można wskoczyć uprawiając autorytarne moralizatorstwo i myślę, że sprawę trzeba pozostawić sumieniu Ulli...
  • nowel1 09.02.13, 13:41
    anbale napisała:

    > No ale ona uczucia żywi do męża, a z kochankiem tylko "się spełnia" seksualnie
    > smile
    > Oj, gdyby się tu pojawił mężczyzna z analogicznym problemem, to by został zjedz
    > ony żywcem razem z butami- no ale skoro to kobieta, to trzeba poszukać "drugieg
    > o dna" zahaczając przy okazję o sztukę i klasyków wink

    Skoro pijesz do "sztuki", rozumiem, że chodzi Ci o mnie - bo ja ten aspekt poruszałam.
    Zatem nie; mylisz się. Mężczyzny w analogicznej sytuacji także nie "zjadłabym z butami". Za dużo przeżyłam, żeby nie nabyć sporej ilości pokory.
  • anbale 09.02.13, 13:56
    Też bym nie zjadła, ale fakt faktem, że są zjadani bezwzględnie i bez żadnego przebacz.
    I nawet gdy mi się zdarzyło stanąć w obronie któregoś, to przeczytałam, że "desperacko szukam portek" czy coś w ten deseń smile
    A mnie życie nauczyło, że sprawy często nie są takie, na jakie wyglądają z zewnątrz
    ludzie równie często nie są tacy, jakie sprawiają wrażenie; no i szukając usprawiedliwień dla siebie, są porażająco niesprawiedliwi dla innych.
    Już pomijając fakt, że przeraźliwie wtedy kłamią i koloryzują, ale to chyba nie dotyczy tego wątku.
  • nowel1 09.02.13, 13:19
    Nie wierzę w idealizm.
  • esteraj 08.02.13, 14:27
    moniapoz napisała:
    > Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział (co
    > jest w sumie kwestią czasu)

    Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć zdradę.
    Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
    Niemniej w przyrodzie nic nie ginie i musi być zachowana równowaga... Co to będzie w przypadku Uli...?
    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • malgolkab 08.02.13, 18:52
    esteraj napisała:

    >
    > Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć z
    > dradę.
    > Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
    Długotrwały romans ciężko ukryć, jednorazowe skoki w bok już łatwiej. Jest też taka opcja, że mąż wie lub się domyśla, ale nic z tym nie robi, bo woli udawać, że nic się nie dzieje - takich przypadków też jest trochę.

  • ull.a8 09.02.13, 21:43
    esteraj napisała:

    > moniapoz napisała:
    > > Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział
    > (co
    > > jest w sumie kwestią czasu)
    >
    > Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć z
    > dradę.
    > Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
    > Niemniej w przyrodzie nic nie ginie i musi być zachowana równowaga... Co to będ
    > zie w przypadku Uli...?
    Nie wiem co będzie. Napiłam się wina i mam chęć by wszystkim odpisać. Nie wiem dlaczego tak bym chciała byście mnie zrozumieli, nie rozgrzeszyli... Jestem duża i wiem co znaczy to wszystko... To się musi skończyć. Niedługo. wiem.
  • tricolour 07.02.13, 21:13
    ... bo decyzję czy zostać zakonnicą czy ladacznicą podejmuje się gdzieś w okolicach lat piętnastu, a nie mając trzy razy więcej.

    I pierwsze słyszę, by kobieta nie miała wpływu na to, co facet do niej wkłada. Nimfomanka i kłamca.
  • nowel1 07.02.13, 22:00
    tricolour napisał:

    > ... bo decyzję czy zostać zakonnicą czy ladacznicą podejmuje się gdzieś w okoli
    > cach lat piętnastu, a nie mając trzy razy więcej.

    A kiedy człowiek podejmuje decyzję, że od tej chwili będzie już nieomylnym, bezkompromisowym kaznodzieją?
  • nie_alicja 07.02.13, 22:03
    nowel - pewnie wtedy, gdy mu się zdaje, że już wszystko wie o życiu, okopany na swoich pozycjach.

    to bardzo wygodne miejsce, niech mu się uda jak najdłużej tam zostać.
  • nowel1 07.02.13, 22:15
    nie_alicja napisała:

    > nowel - pewnie wtedy, gdy mu się zdaje, że już wszystko wie o życiu, okopany na
    > swoich pozycjach.
    >
    > to bardzo wygodne miejsce, niech mu się uda jak najdłużej tam zostać.

    Chyba masz rację... niech mu na zdrowie pójdzie.
  • tricolour 07.02.13, 22:29
    ... ja nie wiem, a nawet takiego żadnego nie znam, by zapytać.
  • zabelina 07.02.13, 22:42
    Ciekawe, miałam podobne skojarzenia co Novel...czytając te Twoje napuszone acz dosadnie prostackie wywody.
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • tricolour 08.02.13, 00:29
    ... bo oznacza to, że temat dawania dupy na boku jest prostacki. Rzekłbym nawet, że prymitywny w warstwie relacji.
  • zabelina 08.02.13, 10:47
    tricolour napisał:

    > ... bo oznacza to, że temat dawania dupy na boku jest prostacki. Rzekłbym nawet
    > , że prymitywny w warstwie relacji.

    Nie ma prostackich tematów, prostactwo może tylko dotyczyć człowieka podejmującego określony temat. Nie ma się z czego cieszyć.
    --
    www.youtube.com/watch?v=feMJx8ldhbQ&feature=related
  • tricolour 08.02.13, 15:32
    Bo jeśli masz to pisz klarownie, a nie chowaj się za aluzjami, bo to forma agresji - coś znacznie bardziej obrzydliwego od prostactwa, a na dodatek też tchórzostwo.

    Poza tym stając po stronie cichodajki lądujesz - w przenośni - pod tą samą latarnią. Przypadek, celowo? A może taka już poprawność polityczna i "zrozumienie", że niewidoczny staje się obszar pogardy dla siebie, o której wyraźnie pisze posiadaczka dwóch języków?
  • nowel1 08.02.13, 16:33
    Wydaje mi się, że obie z zabeliną "klarownie" piszemy o Tobie, wpisując się w drzewku pod Twoją wypowiedzią.

    Obszar pogardy dla siebie u kobiety, która pisze o swoich rozterkach jest i owszem, widoczny.
    Niestety, przesłania go bezmiar Twojej dla niej pogardy, jak również Twojej pogardy dla, jak to pięknie ująłeś, cichodajek (przenośnych) spod latarni, jak ja i zabelina.

    Ciekawe jest też Twoje definiowanie ludzi przez to, po czyjej stronie "stają"... przy czym jako stawanie po czyjejś stronie traktujesz empatyczne traktowanie człowieka.... No na zdrowie, Tri.
  • malgolkab 08.02.13, 18:55
    Między niepochwalaniem czyjegoś zachowania a pogardą jest spora różnica. Ty, Tri, pogardzasz większością tu piszących, co pokazujesz na każdym kroku. Tak sobie myślę, że jakbym była Twoją córką czy siostrą to w życiu nie przyznałabym się o błędu czy złej decyzji z obawy na reakcję.
    Tylko dziwne, że takiemu ideałowi jak Ty tez w pierwszym małżeństwie (i ojcostwie) nie wyszło.
  • jagienka_2 08.02.13, 19:50
    malgolkab napisała:
    > Tylko dziwne, że takiemu ideałowi jak Ty tez w pierwszym małżeństwie (i ojcostw
    > ie) nie wyszło.

    Bo to zła kobieta była wink
  • tricolour 08.02.13, 21:11
    ... a nawet ktokolwiek na forum uznał walenie męża w rogi za błąd, to by otrzymał wsparcie, zrozumienie i moje zaangażowanie. Gdyby uznał swoje zachowanie za błąd.

    Ale pogarda samej siebie zmieszana z ekstazą trzymania w sobie cudzego języka nie są z obszaru błędów tylko niedojrzałości, zagubienia, egoizmu, a w połączeniu z małżeństwem i macierzyństwem są też obłudą.

    Jeżeli chcesz komuś pomóc, to jego zachowanie należy umieścić w układzie odniesienia, a nie podejrzanej radości, że ktoś dyma cudzą żonę i matkę, ale jest git, bo cipa jej się przecież nie zmydli.
  • logicman 08.02.13, 22:47
    Tri, poprzez skrajną kategoryczność swoich poglądów i zawartą w nich bezpośrednio pogardę wobec podmiotu wyrażającego swoje emocje... nie pozostawiasz marginesu na żadną dyskusję.
    Potrafiłbym zrozumieć (co nie znaczy, że automatycznie podzielam) Twoje podejście do sprawy i wstręt jaki wzbudzają w Tobie określone zachowania. Niestety jednak forma w jakiej zwracasz się (niekoniecznie bezpośrednio) do innych po prostu odrzuca. Szkoda.

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • tricolour 08.02.13, 23:14
    ... w opisanej sytuacji nie ma pola do żadnej dyskusji. Nie ma obszaru wątpliwości, dylematu, czy nawet zrozumienia dla opisanych zachowań. Obłuda nie jest polem do dyskusji, wręcz przeciwnie: wyklucza dyskusję.
  • mola1971 08.02.13, 23:25
    Ojej, a dlaczego Ty traktujesz ten wątek aż tak emocjonalnie, że błąd stylistyczny popełniłeś?
    Nie w "w moim ocenie", tylko w "w mojej ocenie", Panie Mundraliński tongue_out
  • natalia-ok6 08.02.13, 23:39
    Mola wyprzedze cie ,ja tez popełniłam literówkę.Szukaj.
  • mola1971 08.02.13, 23:44
    Ale Ty nie pilnujesz poprawności językowej, a Tri tak smile
    Literówki (i nie tylko) sama popełniam, ale nie o to chodzi.
  • tricolour 08.02.13, 23:40
    ... było w pierwszej wersji, ale wychodziło masło maślane więc zmieniłem na ocenę, a reszta została. Jeśli to uważasz za emocjonalność wypowiedzi, to ja mam o niej inne pojęcie.

    A biorąc pod uwagę błędy stylistyczne, ortograficzne, składniowe i inne możliwe na tym forum, to emocjonalność użytkowników wskazuje na konieczność bezwarunkowego leczenia na oddziałach zamkniętych.

    tongue_out
  • mola1971 08.02.13, 23:46
    Ok, teraz rozumiem wink

    Już myślałam, że poprawność polityczna Cię dopadła i płeć słowu "ocena" zmieniłeś tongue_out
  • nie_alicja 09.02.13, 11:00
    tri, a komu Ty "dajesz dupy"?

    czy może jesteś zdania, że w związku to uświęcony miłością seks, a poza nim ino łajdaczenie się i "cichodajstwo"?

    jak ktoś jest taki nagrzany w jakiejś kwestii, musiała go kiedyś nieźle dotknąć.
    więc Ty "dawałeś" czy Twoja partnerka?
  • tricolour 09.02.13, 13:55
    ... bo tylko partnerka to materac.

    Ja miałem sympatie, dziewczyny, narzeczone, żony. One zawsze były czymś o wiele więcej niż partnerkami nawet gdy były mi jeszcze zupełnie obce.

    Co do "związku z uświęconym seksem": my tu nie mamy związku tylko małżeństwo. I jest seks pozamałżeński czyli zdrada. A w tej zdradzie zdradzający czuje do siebie pogardę, a córki wychowuje nie w afirmacji zdrady z językiem w cipie tylko odwrotnie. Więc obłuda i strach.

    To jest tematem.
  • nie_alicja 09.02.13, 15:41
    "język w cipie" - jakie prostactwo.
    uprawiasz seks oralny? pewnie nie, skoro tak chamsko go określasz.
    a Ty wszak godny i sprawiedliwy jesteś.

    tacy godni i sprawiedliwi najprędzej upadają, bo w czarno-białym świecie trudniej radzić sobie z życiem. nie mówię oczywiście o Tobie, Tyś wyjątkiem.

    ulla ma spory problem, również moralny, i jest tego doskonale świadoma.
    Tobie zaś sprawia wyraźną przyjemność wulgarne ujeżdżanie po niej - jakie braki Ci to zapełnia?

    a żona jest również partnerką.
    chociaż w Twoim przypadku nie jest to takie pewne.

  • tricolour 09.02.13, 18:55
    ... jeśli on z seksu robi rzecz publiczną, a do tego przedmiotową. Publiczny seks ma swoją nazwę. A o swoim seksie napisałem tu tyle ile o myciu zębów. Użyj wyszukiwarki, to się przekonasz.

    Rozumiem też Twoje zaangażowanie ten wątek Wszak dobrze robisz loda "i kilka innych fajnych rzeczy też. i przetestowane, że fajne".
  • anbale 09.02.13, 19:20
    A to chyba ilustracja syndromu "kurwy i dziewicy". Nic pośrednio. Kobieta albo jest Święta Boska Matka, albo Upadła Brudna Ladacznica.
    Jakakolwiek aluzja ze strony kobiety, że wie co to seks czyni ją automatycznie Upadłą i Brudną.
    A terminologia z zakresu ars amandi to albo Znaczące Milczenie nad Sacrum albo Chamski Szlam...
    Się zgadza, w sumie.
  • ull.a8 09.02.13, 21:09
    No i same widzicie. ...
  • argentusa 10.02.13, 12:03
    Dziewczyny, odpuście, proszę smile
    Tri jest od zawsze w pewien sposób ograniczony. Ja to ograniczenie oglądam od dłuższego czasu z lekkim rozbawieniem. No tak ma. Ma prawo mieć inne zdanie, a pod płaszczykiem zdecydowanych poglądów, pewnie kryje się jakiś problem. No i co? Tacy, jak widać, też znajdują amatorki. Na zdrowie.
    Ar.
    ps. Seks sam dla seksu jest fajny. Dla mnie jest. Co nie przeszkadza mi wiedzieć z doświadczenia już porozwodowego, że jak jest połączony z miłością do PARTNERA, to dopiero jest przeżycie. Nieporównywalne z niczym innym. I niekoniecznie "uświęconego" papierkiem czy obecnością osoby duchownej. Ale to ja - a Tri może mieć zupełnie inaczej. I Wy też smile.
  • ull.a8 09.02.13, 21:07
    to nie jest seks publiczny. To forum, w którym ludzie wymieniają (mam nadzieję) swoje myśli na temat zdrady. Nie tylko zdradzani , tak przeczytałam w tytule. .. A zdrada może mieć różne formy,
    ale zazwyczaj włącza się w to seks
  • nie_alicja 10.02.13, 00:10
    nie widzę powodu, żeby szukać innych postów Twojego autorstwa. te są wystarczająco zniechęcające.

    ale miło, że pofatygowałeś się szukając moich. znajdziesz jakiś chamski i prymitywny?
  • ull.a8 09.02.13, 21:04
    No tak , zgadzam się z Tobą. Niektórzy nie akceptują seksu , a język w seksie to już O MATKO BOSKA .. Oszczedzę Ci tri co jeszcze facet moze zrobić z językiem, by kobieta chciała mu patrzeć w oczy i długo i myśleć o błękicie i zieleni ,nie o tych kures... , które wymieniasz.
  • ull.a8 09.02.13, 20:59
    Jak mogły znaczyć więcej kiedy były obce ? Co Ty Pierd...
    A poza tym od kiedy to pojęcie zdrada kwalifikuje się jedynie do małżeństwa??? A w związku poza małżeńskim to niby normalka?? TY chyba masz rzeczywiście większy problem niz ja...
  • ull.a8 09.02.13, 20:51
    No, ale to wynika , z tego , że mysłimy szybciej i pisanie nas nudzi.
  • ull.a8 09.02.13, 16:01
    No, mimo , ze miałam już nic nie dopisywać, spłoszona nieco formą wypowiedzi niektórych , to słowo daję , skąd Ty się cholera tri wziąłeś ? Rozumiem ,ze coś Ci w życiu nie wyszło ,jak każdemu , tak to już jest. Nie widziałam jednak nigdy tak paskudnej zawiści i nietolerancji dosłownie do wszystkiego. Na stos ! Niech płonie! to jedynie wychodzi z Ciebie.
    Pogardzasz wypowiedziami , sytuacjami , dyskusją , której nie powinno być, a jest. Skoro tak pogardzasz i jesteś ponad te prymitywne zwierzenia, po co w ogóle zaszczycasz nas swoją opinia? ...
  • altz 09.02.13, 17:18
    ull.a8 napisał(a):
    > Nie widziałam jednak nigdy tak paskudnej zawiści i nietolerancji dosłownie do wszystkiego.
    > Na stos ! Niech płonie! to jedynie wychodzi z Ciebie.
    Nie przejmuj się tak, piszesz tak kwieciście i z takim rozmachem, że chyba niektórzy zaczęli zazdrościć. smile Tutaj akurat masz u mnie duży plus, bo mnie sztuczność mierzi i szanuję prawdziwe uczucia i opis, chociaż dosadny, ale nie wulgarny.
    Trochę mnie dziwi cała sytuacja, ja bym tak nie mógł, nie umiem oszukiwać, ale uczucia do obu mężów potrafię zrozumieć.
    Zrób coś z tym, to jest Polska, a nie np. Tybet, tutaj mężczyźni nie zgadzają się na takie układy. W sumie to jest głupie, bo lepiej mieć pół fajnej babki, niż całą kiepską. wink
  • logicman 09.02.13, 17:30
    altz napisał:

    > lepiej mieć pół fajnej babki, niż całą kiepską. wink

    Stawiam Ci Altz wirtualne piwo (jeśli będzie okazja to rzeczywiste) za tę myśl.
    wink

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • altz 09.02.13, 18:47
    logicman napisał:
    > altz napisał:
    > > lepiej mieć pół fajnej babki, niż całą kiepską. wink
    > Stawiam Ci Altz wirtualne piwo (jeśli będzie okazja to rzeczywiste) za tę myśl. wink

    Zastanowiłem się nad sytuacją, gdy jest dwóch mężów, a jedna żona. W wielu społecznościach to funkcjonuje, ludzie się zgadzają. My mamy blokady, bo tego nie znamy i raczej konkurujemy z innymi mężczyznami.
    Ja bym mógł mieszkać z dwiema kobietami na raz, nie miałbym z tym problemów, ale we dwóch nie dałbym rady mieszkać razem, prędzej bym się zgodził na dochodzącą żonę.

    Już jestem po piwie, inaczej nie byłbym taki odważny. wink
    Ale i tak dziękuję!
  • anbale 09.02.13, 19:10
    altz napisał:


    > Ja bym mógł mieszkać z dwiema kobietami na raz, nie miałbym z tym problemów,

    A to podobno jest marzenie większości (jeśli nie wszystkich) mężczyzn, tak słyszałam smile

    >prędzej bym się zgodził na dochodzącą żonę

    To podobno jest marzenie numer dwa smile

    Ja bym mogła mieszkać z 10 mężczyznami, ale nie dałabym rady z jedną kobietą i bynajmniej nie chodzi o seks. Strasznie ciężko znoszę życie z kobietą pod jednym dachem, nawet miałam okres, że współczułam mężczyznom, że są na to skazani. A już na myśl o życiu z dwoma kobietami jeży mi się sierść na grzbiecie.
  • ull.a8 09.02.13, 20:45
    BRAWO!!
  • ull.a8 09.02.13, 19:35
    Jakoś to dziwnie znajome, słyszałam już to kiedyś w ustach mojego pierwszego męża, który wdał się w romans z moją piękną przyjaciółką. Ciągnęli to jakiś czas, ale Ona miała narzeczonego i w końcu zdecydowała wyjść za niego. Mój były, pogrążony w rozpaczy podlewanej whisky, wyznał mi pewnego wieczoru wszystko. Pamiętam dobrze jaką miał rozanieloną minę, jak opowiadał swoją cudowną historię , nie oszczędzając mi szczegółów. Patrząc na mnie ze łzami w oczach oświadczył , że kocha nas obie ,( choć będzie mi to trudno zrozumieć smile) , i chociaż wie, że taka sytuacja nie ma racji bytu , chciałby mieć nas obie w jednym domu.... Cóż, po takim wyznaniu chyba rozumiecie , że nie szokuje mnie już zbyt wiele. A miałam wówczas 26 lat. Dziwię się natomiast , że niektóre osoby określają moją obecną sytuację jako "bagno".
    Nie przyszło mi to do głowy. Nie ma nic obrzydliwego w tym co się dzieje w moim życiu.
    Jest owszem coś przykrego w tym ,że mój mąż cierpiałby gdyby wiedział . jest mi przykro i czuję się bardzo żle kiedy o tym myślę.... Ale On nie wie , i nie jest nieszczęśliwy.. Z tym drugim , choć tu pewnie ułożycie nowy stos dla mnie, sprawa jest znacznie mniej skomplikowana. Nie mam żadnych wyrzutów jak jestem z nim , cieszę się każdą minutą, a te jak się domyślacie biegną wtedy jak szalone... Myślę , że mam szczęście, że w tym wieku spotkałam faceta, który umie sprawić , że znajduję się w innej galaktyce... Nie myślę wtedy o mężu ,( wiem, stos już podpalony) bo to byłoby jeszcze większe zakłamanie wobec samej siebie. . Myślę , wtedy o tym jak jest świetnie, i zamiast do bagna, przyrównałabym to raczej do pięknego filmu, lub nawet sztuki.
  • miacasa 09.02.13, 19:48
    > Jest owszem coś przykrego w tym ,że mój mąż cierpiałby gdyby wiedział . jest mi
    > przykro i czuję się bardzo żle kiedy o tym myślę.... Ale On nie wie , i nie
    > jest nieszczęśliwy..

    Jeśli faktycznie szkoda ci męża to jesteś nieostrożna opisując tu na forum to wszystko, przecież bez problemu może na to trafić.

    Nie myślę wtedy o mężu ,( wiem
    > , stos już podpalony) bo to byłoby jeszcze większe zakłamanie wobec samej siebi
    > e. . Myślę , wtedy o tym jak jest świetnie, i zamiast do bagna, przyrównałabym
    > to raczej do pięknego filmu, lub nawet sztuki.

    Chyba wcale nie myślisz wtedy, dopiero później.
  • ull.a8 09.02.13, 20:17
    A to juz coś nowego na tym forum, to w końcu martwimy się o mnie czy o męża?
  • logicman 09.02.13, 20:30
    miacasa napisała:

    > Jeśli faktycznie szkoda ci męża to jesteś nieostrożna opisując tu na forum to w
    > szystko, przecież bez problemu może na to trafić.

    Bez przesady. Nie podała żadnych osobistych szczegółów, które mogłyby ją zdemaskować.

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • miacasa 09.02.13, 22:12
    wystarczy, że nie wyczyści historii w komputerze a męża coś tknie i sprawdzi
  • ull.a8 09.02.13, 20:47
    Tak. Własnie póżniej . czy twoim zdaniem to wieksza hipokryzja?
  • miacasa 09.02.13, 22:10
    Nic o hipokryzji nie pisałam. Uważam, że często zdradzający sam siebie oszukuje, odniosłam wrażenie, że tobie się to jednak niezbyt udaje stąd dyskomfort. To akurat dobrze jeśli ci na małżeństwie zależy. Mąż bez problemu przetrzepie komputer/telefon i na coś trafi. Co wówczas? Pójdziesz w zaparte? Pamiętaj, że zdradzani mężczyźni rzadziej ratują małżeństwo niż zdradzane kobiety, częściej się rozwodzą w takich okolicznościach. Sama musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy warto ryzykować. Chyba, że to małżeństwo to jednak pomyłka ale wtedy uczciwiej byłoby je zakończyć i dać mężowi szansę na ułożenie sobie życia z kimś dla kogo będzie najważniejszy, kto będzie go pragnął i cenił takim jakim jest, bo ten mąż, ten marny dla ciebie kochanek dla kogoś będzie najwspanialszy.
  • tricolour 09.02.13, 18:43
    Z jakiego powodu? Że facet nie trzyma we mnie języka kiedy ja leżę obok męża, którego kocham? Że córki wychowuję inaczej niż sam postępuję?

    To nie zawiść. To jest dokładnie to, co czujesz do siebie.
  • ull.a8 09.02.13, 20:42
    Coz, trudno , nie polubisz mnie, ale wiesz , wyznam Ci , że po waszych wypowiedziach pierwszego dnia, byłam zdruzgotana , czułam się strasznie . Dokładnie tak jak chciałeś...
    Następnego dnia miałam umówiona randkę, która odwołałam. Po kilku natarczywych esmsach i telef, oczywiście uległam. I wiesz , nie będziesz zadowolony nazwiesz mnie tymi tam.. itd ale nie żałuje tej decyzji. Poczułam się szczęśliwa i to dało mi siłę do normalnego myślenia i podejmowania decyzji beż śmiertelnego doła. To wszystko jest szalone, ale na pewno nie jest obrzydliwe... Skąd u niektórych takie pomysły... Opowiedziałam Wam o "języku" bo to jest niewątpliwie nieodłączna część tego co się dzieje, ale co w tym obrzydliwego? Do cholery mamy do tego prawo by było nam w seksie przyjemnie. Myślę , że jeśli dwoje ludzi potrafi sie odnależć wśród milionów i sobie dać tyle radości , to jak można to potepiać?
  • ewela1_1 09.02.13, 21:04

    Wzruszające...dwoje ludzi się spotkało i polaczylo i daja sobie tyle szczęscia. Co w tym złego?NIC. Złe jest to, ze zdradzasz męża. Masz męża- helllou wink
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • ull.a8 09.02.13, 21:15
    Och szkoda gadać. mam męża . Nie chę o tym pisać. , to zbyt osobiste. Kocham go, ale Wy z tego drwicie. Co z tego ? Nic . Po prostu nic.
  • ewela1_1 09.02.13, 21:32
    Ja nie drwię, tylko razi mnie twoje egoistyczne podejście i to w jaki sposób to piszesz. Nie wiem czego oczekujesz na forum? Sama wiesz,ze Ci to szkodzi, więc po co to kontynuujesz? Czy seks jest dla Ciebie ważniejszy niz małżeństwo?
    --
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • ewela1_1 09.02.13, 21:37
    Rozmawiałas z mężem na temat waszego seksu?
    -------------
    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • ull.a8 09.02.13, 21:52
    ewela1_1 napisała:

    > Rozmawiałas z mężem na temat waszego seksu?
    Oczywiście. Kilka razy . Nie mogę pisać więcej o tym. Nie wiem dlaczego tak to jest,..
    > -------------
    > "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędz
    > ie" E. Orzeszkowa
    >
    > "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • zielona.wrona 11.02.13, 16:59
    Nie "uciekaj"! pieknie piszesz i piekne jest to, co dostajesz. Wiekszosc piszacych o Tobie zle kumoszek nigdy w zyciu nie przezyje nawet podobnego uczucia. Dla nich, to co moze byc tak radosne jest "rozkladaniem nog" albo "materacen" albo jeszcze gorzej. I kij z nimi!! Malzenstwo jest ukladem. W cywilnej obietnicy nie mowi sie o wiernosci. Mowi sie o dolozeniu wszelkich starn, zeby to maltenstwo bylo szczesliwe i trwale. Slowa nie konkteryzuja co to ma byc, te wszelkie starania. I troche za duzo szumu sie robi dookola cielesnej wiernosci. Jak ktos chce byc wierny. czemu nie, ale nie wolno potepiac innych, ze tego nie chca. W Twoim przypadku malzenstwo, ta spolka, zyskuje tylko. Zyskujesz Ty, zyskuje maz. Czemu masz sie pozbawiac czego, co Cie uskrzydla i dowartosciowuje? Bo inni tak uwazaja? Niech sobie uwazaja a Ty zyj dalej swoja radoscia. Wierz mi, niejedna z tych wiernych chcialaby moc i umiec, pisac i przezywac, ja Ty.
    Pozdrawiam i troche mi zal.......
    --
    zielona.wrona
  • puzzle33 11.02.13, 17:32
    zielona.wrona napisał:

    > Wiekszosc piszac
    > ych o Tobie zle kumoszek nigdy w zyciu nie przezyje nawet podobnego uczucia.
    W wątku, założonym przeze mnie pod dyktatem sklerozy, próbowałam powiedzieć, że przeżycia dostarczane przez językoznawców są banalnie powszechne i ogólnie dostępne. Czy nad takim towarem jest się co aż tak unosić?

    > Malzenstwo jest ukladem. W cywilnej obietnicy
    > nie mowi sie o wiernosci. Mowi sie o dolozeniu wszelkich starn, zeby to maltens
    > two bylo szczesliwe i trwale. Slowa nie konkteryzuja co to ma byc, te wszelkie
    > starania.
    Zapewne korzystne byłoby tego samego dnia, gdy wypowiada się słowa wspomnianej przysięgi, uzgodnić niedopowiedziane kwestie, zakładając zaistnienie zdrady. W moim ciasnym i zżartym miażdżycą umyśle wierność jawi się jako warunek konieczny szczęśliwego i trwałego związku, chyba że strony postanowią inaczejwink

    > W
    > Twoim przypadku malzenstwo, ta spolka, zyskuje tylko. Zyskujesz Ty, zyskuje ma
    > z.
    Co zyskuje zdradzany mąż? Powinien mieć prawo do prawdy. Nie wyobrażam sobie szczęśliwego i trwałego stadła, które żyje w kłamstwie.

  • zielona.wrona 11.02.13, 18:21
    puzzle33 napisała:
    W
    > moim ciasnym i zżartym miażdżycą umyśle wierność jawi się jako warunek konieczn
    > y szczęśliwego i trwałego związku, chyba że strony postanowią inaczejwink^

    wyobraz sobie, ze sa umysly mniej ciasne i mysla inaczej

    Co zyskuje zdradzany mąż? Powinien mieć prawo do prawdy. Nie wyobrażam sobie sz
    > częśliwego i trwałego stadła, które żyje w kłamstwie.
    > matrw Ty sie o swojego meza. Moze inny maz jest szczesliwy majac swiadomosc, ze zona jest szczesliwa.
    I to byloby wszystko!

    --
    zielona.wrona
  • puzzle33 11.02.13, 18:36
    zielona.wrona napisał:

    > puzzle33 napisała:
    > W
    > > moim ciasnym i zżartym miażdżycą umyśle wierność jawi się jako warunek ko
    > nieczn
    > > y szczęśliwego i trwałego związku, chyba że strony postanowią inaczejwink^
    >
    > wyobraz sobie, ze sa umysly mniej ciasne i mysla inaczej
    >

    Łapię oddech nowego całą klatąsmile

    > Co zyskuje zdradzany mąż? Powinien mieć prawo do prawdy. Nie wyobrażam sobie sz
    > > częśliwego i trwałego stadła, które żyje w kłamstwie.
    > > matrw Ty sie o swojego meza.
    Od 6ciu lat nie mam męża. To dość długi czas, aby wiele spraw gruntownie przemyśleć, także kwestię życia w prawdzie.

    > Moze inny maz jest szczesliwy majac swiadomo
    > sc, ze zona jest szczesliwa.
    Jasne, że przyzwoity facet cieszyłby się z sukcesów żony, przypinających jej skrzydła, ale żeby radowały go erotyczne loty nad ziemią swoje pani w towarzystwie innego pana - nie wydaje mi się. Dopuszczam taką sytuację, gdy ona ma -dzieści, a on -dziesiąt, ale i to wydaje mi się dość problematyczne.
  • logicman 11.02.13, 19:40
    > Zyskujesz Ty, zyskuje maz.

    Co zyskuje mąż? Coś wiemy na ten temat?
    Zyskiwałby, gdyby znał całą sytuację i się na taki układ godził.

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • zielona.wrona 11.02.13, 20:08
    logicman napisał:

    > > Zyskujesz Ty, zyskuje maz.
    >
    > Co zyskuje mąż? Coś wiemy na ten temat?
    > Zyskiwałby, gdyby znał całą sytuację i się na taki układ godził.
    >

    Co zyskuje maz?
    Rodzine, spokoj, zadowolna zone, brak awantur, "szklanke wody na starosc" ( to taki ulubiony przyklad na tym forum), towarzyszke w zyciu, pomoc w razie choroby.
    Wiecej by stracil, gdyby nie.
    Znam taka pare. Tam zdradzajacym jest maz. Prawie od samego poczatku malzenstwa. Zona z tych, co to sex dla dziecka a potem szlaban. Maz z wysokim libido. Zdradza ja na lewo i prawo, ale dba o dom. Ona nie pracuje. Przestala pracowac, jak urodzilo sie dziecko. On nie wydziela jej srodkow finansowych, maja piekny dom, na ktory tylko on zapracowal, ale spisany jest na nia, w razie, gdyby mu sie noga podwinela...Jej zadaniem jest prowadzenie domu, pranie, gotowanie, podawanie pod nos i bycie sliczma. I jest. Dziecko juz dawno dorosle. Wiec dochodzi do jej obowioazkow tylko pachniec i obslugiwac meza. Z cala pewnoscia wie o jego zdradach. Glupia nie jest. I teraz, co by zyskala, gdyby urzadzala awantury? Co by zyskala rozwodzac sie? Jak sie na nich patrzy, sa sliczna, na zewnatrz zgrana para. Wyjezdzaja razem, przyjmuja gosci, ona ma czego jej dusza zapragnie. On tez. Ugotowane, wyprane, podane pod nos i dekoratywna kobiete przy boku. Czy zdrada,w tym wypadku jego, nie sluzy im oboje? Po prostu oboje troszcza sie, kazdy w swoim zakresie o rodzine. O te spolke, ktora utworzyli przed 30 laty. Czy on jest przegrany? Czy ona jest przegrana? Czy przegrana jest Kobieta, ktora uniosla sie honorem i ma rozwod z winy meza?
    Sa wazniejsze faktory w malzenstwie nis wylacznosc w lozku. Tylko trudno sie do tego przyznac.
    zielona.wrona
  • anbale 11.02.13, 20:37
    Ale Ty kompletnie o czym innym piszesz.
    Piszesz o małżeństwie- kontrakcie, układzie wyprutym z emocji. Jeśli im to pasuje, to super.
    Ulla pisze, że mąż ją kocha, ba, przepada za nią. Ona niby też, ale najwyraźniej na "swój sposób". On jest nieświadom sytuacji. Tu się inna gra toczy.
    Nie ma żadnych analogii z opisaną przez Ciebie sytuacją.
    Nie każdy ma tak wyrachowane podejście do małżeństwa jak Ty: jak kaska leci to niech się dzieje co chce. Niektórzy angażują się emocjonalnie, ufają, kochają, nie chcą nikogo trzeciego w łóżku za żadną cenę. Mają głęboko gdzieś piękne wille, te uprane i ugotowane pod nos podstawione. Inaczej postawione akcenty, ustawione priorytety.
    Pewnie trudno Ci to pojąć, ale się zdarza.
  • logicman 11.02.13, 21:10
    anbale napisała:

    > Pewnie trudno Ci to pojąć, ale się zdarza.

    A ona nie pojmuje Ciebie.
    Jak nie ma interesu to jakaś lipa musi być wink

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • tricolour 11.02.13, 20:48
    Zacytuj słowa przysięgi cywilnej skoro twierdzisz, że nie ma tam nic o wierności, to sie przekonamy.

    No weź i zacytuj, a nie łżyj.
  • blackglass 12.02.13, 13:03
    Łałć zielona współczuje Ci takiego podejścia do życia...a w uli skórze nie chciałabym być...wole czyste sumienie niż zajebisty sex ..ot takie priorytety w zyciu
  • nowel1 12.02.13, 13:17
    A ja się z pragmatycznym podejściem zielonej wrony zgadzam.
    I nie dlatego, że chciałbym być w takim układzie, jak opisany - bo za nic nie chciałabym.
    Ale małżeństwo od zawsze było kontraktem, dopiero w ostatnim 1- 2 stuleciach dodano mu romantyczną otoczkę, i jako dobrze wypełniany kontrakt może być dla ludzi doskonałym środowiskiem do życia.

    My w tym romantycznym pędzie marzymy o związku, w którym WSZYSTKIE nasze potrzeby będą zaspokojone przez drugą osobę - a ona oczywiście ma prawo oczekiwać tego samego. Czy to jest piękne, idealne, cudowne? Tak!
    Czy to jest realne i możliwe do osiągnięcia? Hmmm....
    Oczywiście zawsze istnieje pole dla kompromisu, jednak każdy człowiek inaczej sobie granice tego możliwego dla niego kompromisu określa.
  • anbale 12.02.13, 13:51
    Ale chyba mało kto tak naprawdę oczekuje, że związek zaspokoi wszystkie jego potrzeby.
    Ludzie mają różnie poustawiane priorytety, w imię ich podejmują różne kompromisy.
    Dla jednych strona materialna to podstawa i dla niej poświęcą wszystko, dla innych stoi ona na dalszym planie a podstawą jest wyłączność seksualna... No i pewnie setki innych kombinacji wchodzi w grę, ale że "wszystko"- to chyba wariant tylko dla najbardziej oderwanych od rzeczywistości jednostek.
    Ja akurat podejścia zielonej wrony nie rozumiem, bo mnie by żadne pałace z wodotryskami nie wynagrodziły faktu, że mąż buja się z kochankami. Co nie znaczy, że lubię klepać biedę, ale wolę żyć skromniej z życiową satysfakcją emocjonalną, niż na odwrót- i dokonuję wyborów pod tym kątem. I pewnie więcej takich ludzi się znajdzie smile
    Dlatego odczuwam empatyczne współczucie, jeśli komuś zostaje ta "satysfakcja emocjonalna" odebrana, bez jego zgody i wiedzy. A zielona wrona pewnie mocno współodczuwa, jeśli ktoś komuś zabierze klucze od willi z basenem, tak to jest.
  • nowel1 12.02.13, 14:38
    anbale napisała:


    > Ja akurat podejścia zielonej wrony nie rozumiem, bo mnie by żadne pałace z wodo
    > tryskami nie wynagrodziły faktu, że mąż buja się z kochankami.

    Anbale, mnie też by nie wynagrodziły (co pisałam), ale rozumiem i dopuszczam, że ktoś może mieć inaczej.

    A zielona wrona pewnie mocno wspó
    > łodczuwa, jeśli ktoś komuś zabierze klucze od willi z basenem, tak to jest.

    Takiego sarkazmu bardzo nie lubię. Od razu widać pozycję "wyższościową". Czyliu widzisz, że ludzie są różni : > Ludzie mają różnie poustawiane priorytety, w imię ich podejmują różne kompromis
    > y. ,
    ale Ty uważasz, że twoje wartości są lepsze.
    A tak naprawdę są tylko "Twojsze".
  • anbale 12.02.13, 14:52
    Naprawdę widzisz tu sarkazm i postawę wyższościową?
    Stwierdzenie faktu, poparte lekturą wronowych postów. Dla wrony bardziej bolesny jest fakt utraty majątku niż posiadania kochanka, chyba, że ja czegoś nie zrozumiałam.
  • zielona.wrona 12.02.13, 17:33
    Ty sobie rozum co chcesz, ale zycie pokazuje, ze wiele rozwiedzionych pan zaluje tego kroku, bo zostaja same, bez srodkow do zycia i standartu, ktory miala przed. Madra kobieta a takich nie brakuje, potrafi przeczekac zdrade meza. Wszystko kiedys mija, zaurochenie meza/ zony "na boku" tez. A zycie pozostaje na niezmienionym poziomie i cala reszta tez. Ale jak ktos lubi sie umartwiac, to czemu nie. Niech sobie zyje w samotnosci, zimnie i ciemnie, ale za to dumy.
    zielona.wrona
  • blue_ania37 12.02.13, 14:52
    A ja chcę seks za darmosmile
    Bez wodotrysków, bez udziwnień, co ja mogę dać i co mogę wziąć.
    Bez niedomówień i bez kłamstw.
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=VfnRPOj33oM
  • wawrzanka 12.02.13, 20:05
    nowel1 napisała:

    > Ale małżeństwo od zawsze było kontraktem, dopiero w ostatnim 1- 2 stuleciach do
    > dano mu romantyczną otoczkę

    Skąd masz takie wiadomości? Różnie to było i jest w różnych kulturach, ale na pewno nie tak jak piszesz. Cytuję: "Grecko-rzymskie rozróżnienia form miłości, czyli amor, caritas, eros, dilectio (szacunek), agape, chrześcijaństwo usystematyzowało jako miłości naturalne i nadprzyrodzone. Wątkiem głównym staje się ofiarowanie siebie Bogu, a gdy nie starcza łaski, to drugiemu człowiekowi. Tym samym małżeństwo, rodzina, wspólnota nabiera, teoretycznie ujmując, cech partnerskich, gdyż jedno ma pomagać drugiemu i martwić się o niego. Tego cyniczny Rzym nie znał; tam odbywała się raczej gra interesów, a nie bezinteresownej miłości, choć oczywiście zdarzały się i takie przypadki, opisane w tomie 2 Miłości i strachu. " Cytat pochodzi z 3 tomu "Miłości i strachu" Jerzego Besali, podtytuł Chrześcijański feudalizm i islamskie haremy.

    > My w tym romantycznym pędzie marzymy o związku, w którym WSZYSTKIE nasze potrze
    > by będą zaspokojone przez drugą osobę

    Jacy my? Jaki pęd? Mów za siebie smile Małżeństwo idealne to nie jest jakiś święty Graal, ani koncert życzeń, tylko po prostu związek, w którym dwie osoby czują się dobrze. Skoro o potrzebach mowa... zdaje się, że jedną z potrzeb Ulli jest mieć spokojne sumienie. A jej okropny mąż nie jest w stanie tej potrzeby spełnić. Jak on może! big_grin

    --
    "Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - Oscar Wilde
  • zielona.wrona 12.02.13, 17:24
    Slowa przysiegi malzenskiej w Polsce:
    pl.wikipedia.org/wiki/Przysi%C4%99ga_ma%C5%82%C5%BCe%C5%84ska
    Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko Pani Młodej / Pana Młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

    Szczesliwe i trwale.

    O zdradzie, czy nie, mowi sie w KK.
    --
    zielona.wrona
  • altz 12.02.13, 18:24
    zielona.wrona napisał:
    > Szczesliwe i trwale.
    > O zdradzie, czy nie, mowi sie w KK.

    Co ciekawe, sąd pyta się na sprawie, z kim mieszka małżonek/ka, czy aby to nie jest chwilowe zauroczenie i czy nie warto zaczekać? Bo może małżeństwo da się jeszcze uratować?
  • tricolour 12.02.13, 18:34
    ... (jak Jasiu w szkole) i przytocz te obowiązki, których absztyfikant deklaruje świadomość.

    No to proszę listę tych obowiązków...
  • zielona.wrona 12.02.13, 19:59
    Czytasz cos w slowach, ktore sie wypowiada w USC o wiernosci, czy nie? Prawa i obowiazki . Doslownie. Wynikajace z zalozenia rodziny.

    I to "dziecinko" w Twoim wydaniu mialo byc lekcewazace a wyszlo glupio i malo inteligentnie. Skad wiesz, czy nie moge byc w wielu np Twojego dziadka? No, ale Ty pewnie wiesz lepiej.
    Powodzenia.
    zielona.wrona
  • wawrzanka 12.02.13, 20:13
    zielona.wrona napisał:

    > Czytasz cos w slowach, ktore sie wypowiada w USC o wiernosci, czy nie? Prawa i
    > obowiazki . Doslownie. Wynikajace z zalozenia rodziny.

    Wrono, te prawa i obowiązki nie są spisane na kamiennych tablicach latającego potwora spaghetti, tylko są zawarte w KRiO:

    Art. 23. Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.

    --
    "Często prowadzę ze sobą długie rozmowy i jestem przy tym tak mądry, że czasami nie rozumiem ani jednego słowa z tego, co mówię" - Oscar Wilde
  • tricolour 12.02.13, 20:57
    ... świadomość praw i obowiązków, które to słowa mówi się w trakcie przysięgi cywilnej określa artykuł 23 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego. Cytuję:

    DZIAŁ II
    PRAWA I OBOWIĄZKI MAŁŻONKÓW.
    Art. 23. Małżonkowie mają równe prawa i obowiązki w małżeństwie. Są obowiązani do wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla dobra rodziny, którą przez swój związek założyli.

    Zrozumiałaś czy może podkreślić i wytłuszczyć?
  • zielona.wrona 12.02.13, 21:37
    Zrozumiałaś czy może podkreślić i wytłuszczyć?
    I jeszcze podkreslic na czerwono!

    I zacznij sie wyrazac grzeczniej. Moze byc bez podkreslen i na czarno.
    Baba Cie w trabe puscila, zes taki zdenerwowany przy tym temacie? Obowiazkow nalezycie nie spelnilales, pomimo kodeksu?
    Buzka! Fuj!!!
    zielona.wrona
  • tricolour 12.02.13, 21:42
    ... n/t
  • altz 12.02.13, 22:04
    Re: Czyli wierność się przysięga...
    Tak, ale to nie jest sprawa życia i śmierci, człowiek jest człowiekiem i sądy doskonale o tym wiedzą, nikogo nie wyślą na ukamienowanie.
    Są też inne przepisy w KRiO, choćby o obowiązkowej współpracy między rodzicami.
    Podobno mężczyźni i kobiety są sobie równi, na to też jest przepis. Jak jest w rzeczywistości w Polsce, to sam dobrze wiesz.
  • puzzle33 12.02.13, 21:47
    zielona.wrona napisał:

    > Baba Cie w trabe puscila, zes taki zdenerwowany przy tym temacie? Obowiazkow na
    > lezycie nie spelnilales, pomimo kodeksu?
    > Buzka! Fuj!!!
    Jesteś wyjątkową prostaczką/prostakiem. Dobrze, że mi sieć ostatnio odgryzła sformułowany post, w którym traktowałam Cię w pełni osobowo. Lepiej się posłużyć znanym cytatem: Nie dyskutuj z idiotą, bo najpierw cię uwikła, a potem pokona doświadczeniem. Internet to ludzie, różnistych się spotykasmile
  • puzzle33 12.02.13, 21:58
    Hm... wspomniany cytat brzmi nieco inaczej: idiotów nie ma wielu, ale są tak sprytnie rozstawieni, że spotyka się ich na każdym kroku. Dobre, prawda?
  • zalosny.jestes 14.02.13, 20:08
    kształcie można zrobić tylko jedno. Spuścić go w kiblu...
    --
    Lost in the Past
  • blue_ania37 14.02.13, 20:33
    Ja się tam Żałosny cieszę że trzymasz poziomu, i nadal jest on poniżejsmile
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=VfnRPOj33oM
  • zalosny.jestes 15.02.13, 18:29
    liczba umów cywilno prawnych z zabezpieczeniem dla pani w postaci dożywotniej renty znacząco spada. Ja poziom trzymam, żałuję że go nie trzymałem kilkanaście lat temu dając się podejść przemiłej pani.
    --
    Lost in the Past
  • ull.a8 09.02.13, 21:49
    ewela1_1 napisała:

    > Ja nie drwię, tylko razi mnie twoje egoistyczne podejście i to w jaki sposób to
    > piszesz. Nie wiem czego oczekujesz na forum? Sama wiesz,ze Ci to szkodzi, więc
    > po co to kontynuujesz? Czy seks jest dla Ciebie ważniejszy niz małżeństwo?
    Oczywiście , że nie. Proszę nie pisz tak. Po prostu tak bardzo potrzebuję tego co nazywasz seksem, a dla mnie jest czymś nieziemskim, czego nigdy w życiu nie dostałam, i to bez żadnych żądań z drugiej strony? Znaczy to pewnie, że ja również daję komuś coś cennego, chociaż nazywasz mnie egoistką
  • miacasa 09.02.13, 22:17
    Po prostu tak bardzo potrzebuję tego
    > co nazywasz seksem, a dla mnie jest czymś nieziemskim, czego nigdy w życiu nie
    > dostałam, i to bez żadnych żądań z drugiej strony?

    Popłakałam się, wzruszające.
  • kasper254 10.02.13, 10:22
    1. E, tam, dajesz "coś cennego". Po co te eufeminizmy, legitymizacje, szukanie innych odniesień? To tylko dupa. Jak twój facet ją ma, to co będzie jeszcze żądał? Jednak gdy nie będzie żarł przez kilka dni, to będzie myślał o kromce chleba, a nie o nieziemskich dupnych przeżyciach. A jak go jeszcze trochę przegłodzisz, to zostanie kanibalem, a nie dostarczycielem czegoś nieziemskiego. A więc uważaj, ulla.
    2. Jest taki dowcip: w rosyjskiej ruletce pistolet ma jeden nabój, w polskiej, kogo nie wybierzesz do sejmu i tak cię w chuja zrobią, a we włoskiej: sześć dziewic ma robić loda, a jedna jest kanibalką.
    3.Widzisz, Esteraj, co znaczy nawet "miłość", gdy nie ma choćby promyka odpowiedzialności?
  • esteraj 11.02.13, 12:15
    kasper254 napisał:
    > 3.Widzisz, Esteraj, co znaczy nawet "miłość", gdy nie ma choćby promyka odpowie
    > dzialności?

    Można by się pokusić o wyjaśnienie słowa "odpowiedzialność".

    W Słowniku języka polskiego mamy:
    1. «obowiązek moralny lub prawny odpowiadania za swoje lub czyjeś czyny»
    2. «przyjęcie na siebie obowiązku zadbania o kogoś lub o coś»
    sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2493511
    Czy według takiej definicji w Ulli nie ma "promyka odpowiedzialności"?
    Ulla dba o to, by zdrada nie wyszła na jaw i by nie obciążać męża swoją nielojalnością wobec niego. Poza tym, będąc świadoma konsekwencji, na pewno przyjmie je na swoje barki.

    Zatem...
    Gdyby w małżeństwie Ulli istniała prawdziwa miłość (a nie jej błędne wyobrażenie) to Ulla nie dopuściłaby się bezwstydu.
    (www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/13.php)

    P.S
    Kasper, nie rozumiem Twoich porównań i aluzji w punkcie 1 i 2. Nie przemawiają do mnie.
    Czyżbyś uważał, że Ulla jest niedostępna dla swojego męża, dlatego on nie wykazuje się żadnym polotem?
    Raczej problem leży w ich odmiennej seksualności i temperamencie.
    Oj Kasper, mocno naginasz swoją interpretację...
    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • kasper254 11.02.13, 16:38
    1.Ulla to byt wirtualny. I nawet ten byt nie ma ani krztyny odpowidzialności za los partnera-widma. Nawet w tym słownikowym ujęciu, chociaż ono istotnie zawęża jego ważny zakres pojęciowy. Z drugiej strony patrząc na ten problem: Matka Teresa z Kalkuty nie miała poczucia miłości do Boga czy do kogoś konkretnego (w Boga w ogóle zwątpiła w ostatnich kilkunastu latach życia).Ale była odpowiedzialna wobec siebie i innych i nie przeszkadzało jej kochać - w znaczeniu realnym, a nie idealnym. Któź zresztą pamiętałby o św. Franciszku, kto wierzyłby w te bajdy o miłości do innych, gdyby nie był bogaty i gdyby całego majątku nie oddał biednym?
    2. To Ty, Esteraj - jak myślę- naginasz życie do teorii. Młodość tak zawsze ma do siebie. Dlatego nie chcesz i nie możesz zrozumieć moich aluzji z pkt 1 i 2. Otóż "nieziemskie uczucia" zostają sprawdzone w biologii, a pewnie rzadko - odwrotnie. Myślisz, że ktoś w obozie koncentracyjnym myślał - jak ulla - o odlotach seksualnych?
  • esteraj 12.02.13, 15:17
    Kasper, muszę przyznać, że po przeczytaniu Twoich postów jestem zawsze zmuszona do głębszych przemyśleń... I wiesz co, wczoraj, z ogromnym smutkiem, niczym ograbiona z wiary w miłość, którą nazywasz bajdami, byłam w stanie przyznać Ci rację.
    Tak, dałam się prawie przekonać, że "nieziemskie uczucia" są sprowadzone do biologii...
    Tak, odpowiedzialność jest ponad wydumane, nierealne uczucie...
    Poczułam, jakby uszło ze mnie życie...
    Czy żyłam iluzją...?
    Czy miłość jest zbyt patetyczna, wzniosła, zbyt idealna, by była możliwa...?
    Cóż nam po miłości, gdy trzeba walczyć o przetrwanie?
    Cóż po miłości, którą można zachwiać przelotnym flirtem czy wzbudzeniem pożądania?
    Ale...
    Czym jest życie bez miłości , oparte jedynie na odpowiedzialności?
    Po co trwać, dbać o zdrowie, chronić przed zagrożeniem...?
    Przyjmując odpowiedzialność jako jedyną właściwą wytyczną do bycia szczęśliwym człowiekiem, nie mogę się z tym zgodzić.

    A może Kasper, toczymy bezsensowną przepychankę w udowadnianiu co jest właściwsze - miłość czy odpowiedzialność?
    Bo jak sam zauważyłeś definicja znaczeń może być okrojona, zniekształcona, błędnie zinterpretowana...
    Bo odpowiedzialność może wynikać z obowiązku, a także może wynikać z poczucia miłości.
    Kiedy weźmiemy pierwszą opcję, odpowiedzialność będzie wymuszoną postawą, chłodną, zasadniczą, wyuczoną... Czy jest gwarancją szczęścia? A jeśli tak, to czyjego?
    Gdy odpowiedzialność będzie przejawem samoistnym, wolnym, niewymuszonym, to może być ona wynikiem miłości lub też zrodzić miłość. Dlaczego? Bo kiedy troszczysz się o kogoś, dbasz o jego dobro, chronisz, to czy nie pojawią się żadne uczucia?

    Podobnie jest z miłością. Wymuszona umrze, wolna - rozkwitnie.

    Odpowiedzialność z miłością przenikają się wzajemnie. Jest to może zbyt subtelne, by było uchwytne, bo kiedy są już blisko, to przychodzi znów definicja, wyobrażenie, interpretacja, która na nowo je rozdzieli.

    Krótkotrwała emocja będąca zapalnikiem do wzniosłych przeżyć, zostanie pomylona z trwałym, prawdziwym uczuciem...

    > Z drugiej strony patrząc na ten problem: Matka
    > Teresa z Kalkuty nie miała poczucia miłości do Boga czy do kogoś konkretnego (
    > w Boga w ogóle zwątpiła w ostatnich kilkunastu latach życia).Ale była odpowiedz
    > ialna wobec siebie i innych i nie przeszkadzało jej kochać - w znaczeniu realn
    > ym, a nie idealnym.

    Dobrze Kasper rozpocząłeś powyższe zdanie: "z drugiej strony patrząc (...)"
    Mam wrażenie jakbyśmy uczestniczyli w doświadczeniu holograficznym Davida Bohm'a.
    Patrzymy na to samo zjawisko, tyle że Ty patrzysz z innej perspektywy, a ja z innej.
    Być może ja widzę głowę, a Ty zad (smile sorki, kolejność przypadkowa).
    Istnieje całość, a my spieramy się o jej część.

    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • kasper254 14.02.13, 09:32
    1. Miło mi, Esteraj, że tak wnikliwie czytasz, co piszę. Zazdroszczę Ci, że w tak młodym wieku potrafisz przy tym dokonywać wnikliwych, intensywnych i tak gęstych od znaczeń interpretacji. Gdy ja byłem w Twoim wieku, nie miałem tych zdolności, tej wiary, tego widzenia przyszłości. Byłem pasażerem co najmnniej TGV, lub samolotu, który prechodził od jednej rzeczy/zjawiska/problemu do drugiego w tybie zadaniowo - kompetencyjnym.
    2. W niektórych kwestiach inaczej mnie zrozumiałaś, aniżeli ja myślałem. To kwestia skrótowości internetu, lapidarności. Nie nazywam miłości bajdami. Chodzi mi o to, że najwięcej o miłości bajdurzą ci, którzy nie wiele niej wiedzą. Dlatego pewnie używają wielkich słow, patosu, kolorów. Czynia z niej posąg bez duszy i wartości, bez ciała krwi. Nie sądzisz, że miłość wymaga ciszy, zadumy, refleksji i - działania? Sądzisz, że kocha kogokolwiek ktoś kto kocha miliony?
    Wierzę w miłość. Nie jest ona sprowadzona do biologii, ale nie jest też wartością do niej dodaną. Myślę, że zwierzę potraf bardziej "kochać" swojego bliskiego, niż człowiek. Wilki np. będą umierającemu poobratymcowi podawać wypluwane jedzenie, żegnać go, opłakiwać...Masz tutaj na forum przykłady tch, którzy kochają i nie- kochają, jakby pstryknęli kontakt prądowy. Nie wiem, czemy tworzysz antynomie: miłość - odpowiedzialność? I dlaczego włączas konstrukcję szczęścia do tego?
    Straciłem wszystkich najbliższych. I żyję dalej - też dla nich. Gdybym jednak jeszcze raz stracił ukochanych - po prostu umrę. Bo życie bez miłości jest niczym.
  • esteraj 14.02.13, 13:29
    kasper254 napisał:
    > 2. W niektórych kwestiach inaczej mnie zrozumiałaś, aniżeli ja myślałem. To kwe
    > stia skrótowości internetu, lapidarności.

    Kasper, myślę, że wiem o co Ci chodzi, tak mi się wydaje... Pomimo, że wyrażasz myśli zwięźle, nawet je punktując, to kiedy je czytam, z jednego zdania robi się cała opowieść w mojej głowie i przyglądam się tej opowieści z wielu stron. Najmniejsza choćby opowieść zawiera wiele aspektów i wtedy w moich myślach tworzy się chaos, przeskakuję z wątku na wątek, gubiąc często hierarchię ich ważności. Staram trzymać się zagadnienia, a jednak schodzę gdzieś z tematu.

    > Nie nazywam miłości bajdami. Chodzi mi
    > o to, że najwięcej o miłości bajdurzą ci, którzy nie wiele niej wiedzą. Dlat
    > ego pewnie używają wielkich słow, patosu, kolorów. Czynia z niej posąg bez dusz
    > y i wartości, bez ciała krwi. Nie sądzisz, że miłość wymaga ciszy, zadumy, ref
    > leksji i - działania? Sądzisz, że kocha kogokolwiek ktoś kto kocha miliony?

    Historię o św. Franciszku znam jedynie pobieżnie (Ciebie on bardzo uwiera), ale jestem w stanie uwierzyć, że mógł kochać miliony (chodzi o ludzi, a nie o kasę wink), bo jego uwaga była skoncentrowana na Bogu - świadomej energii wypełniającej wszystko dookoła i tą energią się zachwycał. Myślę, że nie przeszkadzało mu to kochać pojedynczego człowieka, bo jest on częścią całości.
    Natomiast Matka Teresa, owszem zwątpiła w Boga, bo pojmowała go w sposób personalny, tak jak przedstawia go większość religii, jako osobny byt, który poniekąd jest jak czarodziej... Tego tematu jednak nie chcę podejmować na tym forum.
    Kochała człowieka realnie i była odpowiedzialna. Jej miłość wcale nie musiała się różnić od miłości św. Franciszka. Po prostu miłość wymaga uwagi i jej koncentracji na danym człowieku lub aspekcie.
    To jak oswajanie liska w "Małym księciu": "jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś"...

    Wracając jeszcze do Ulli, nie jest ona wirtualnym bytem, choć pisze używając internetu. Jej historia jest prawdziwa, tak zakładam.
    Nie wiem, czy należy w jej przypadku mówić, co powinna, a co nie, bo skutek jej zachowania sam wyda ocenę. Można jedynie rozważyć, dlaczego tak się stało, dlaczego jej seksualne uniesienia stały się tak ważne w jej życiu. To po prostu kwestia priorytetów - wniesionej w to skupionej uwagi.

    > Nie wiem, czemy tworzysz antynomie: miłość - odpowiedzialność?

    Może dlatego, że wcześniej napisałeś:

    > 3.Widzisz, Esteraj, co znaczy nawet "miłość", gdy nie ma choćby promyka odpowiedzialności?

    > I dlaczego włączas konstrukcję szczęścia do tego?

    A czy nie o szczęście w życiu chodzi? Przecież zawsze dążymy do tego, by było nam dobrze, przyjemnie i błogo... Nawet jeśli się poświęcamy i wkładamy jakiś trud, to i tak chodzi o to, by czerpać przyjemność z osądu o własnej poprawności.
    I nawet ludzie, którzy włączają "miłość" jak przyciskiem w gniazdku prądowym, robią to dlatego, by siebie chronić, by w razie czego nie cierpieć, bo takie bezpieczeństwo nie narusza ich poczucia szczęścia.


    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • kasper254 15.02.13, 14:34
    1. Z przepięknym tematem wyszłaś w innym poście, ake - jeśli pozwolisz, Esteraj - parę ososbistych uwag - jeszcze tutaj.
    2. Wcale mnie nie uwiera św. Franciszek (rozumiem, że używając tego słowa, nie miałaś nic złego na myśli), nie czynię negatywnych uwag w odniesieniu do Matki Teresy. Jestem ateistą, ale też szanuję każdą religię, wiarę i wierzących. Gdy jadę samochodem, to jednym z żelaznych punktów mojego programu jest słuchanie Radia Maryja i Barki (to już siódmy rok). Ten punkt jest dla moich bliskich, którzy odeszli, a głównie dla mojej siostry, która była głęboko wierzącą osobą i jednym z najwspanialszych ludzi. Słuchając powyższych tematów - przywołuję ich, jestem z nimi, uczestniczymy razem w misterium.
    2. Sądzę, że młody człowiek - naiwnie jeszcze wierzący w eliadowskie mity, zwodnicze słowa/obrazy/toposy - ma taki dar - jeszcze nie powstająca fala - wiary. "Część" i całość", topografia odniesień - może to echa pozytywistycznych wizji... Gdzie jest miejsce, gdy - już powstałe - powracające fale - przynoszą zwątpienie, gorycz, ból; gdy wokół - wokół nas - żyjących -tyle cichych duchów? Miłość? W czasach zarazy?
  • esteraj 15.02.13, 15:17
    kasper254 napisał:
    > 2. Wcale mnie nie uwiera św. Franciszek (rozumiem, że używając tego słowa, nie
    > miałaś nic złego na myśli)

    Oczywiście, że nie miałam nic złego namyśli smile

    > Gdy jadę samochodem, to jednym z żelaznych punktów mojego programu jest słuchanie
    > Radia Maryja

    Mam podobnie, z tym, że rano wysłuchuję jedynie ewangelii i kazania. Lubię mieć wgląd w różne koncepcje, by nie popaść w fanatyzm...

    > 2. Sądzę, że młody człowiek - naiwnie jeszcze wierzący w eliadowskie mity, zwo
    > dnicze słowa/obrazy/toposy - ma taki dar - jeszcze nie powstająca fala - wiary
    > . "Część" i całość", topografia odniesień - może to echa pozytywistycznych wizji...

    Jeśli chodzi o mnie, to moja wiara w tym temacie nie jest ugruntowana. Przyjmuję i zakładam pewne koncepcje. Lubię poznawać dowody, badania... a tych jest coraz więcej.

    > Gdzie jest miejsce, gdy - już powstałe - powracające fale - przynoszą zwą
    > tpienie, gorycz, ból; gdy wokół - wokół nas - żyjących -tyle cichych duchów?
    > Miłość? W czasach zarazy?

    Kasper, niczego nie możemy być pewni. Ja nie znam prawdy absolutnej, choć głęboko jej szukałam...
    Czy Ty ją znasz? Bo nawet będąc ateistą, żyjesz w jakimś świecie przekonań. Jaka jest Twoja koncepcja w temacie sensu istnienia?

    Być może nie istnieje żadna prawda absolutna, bo wiedząc coś na pewno, musielibyśmy się do tego ustosunkować, a wówczas narusza to naszą wolną wolę.

    Podam przykład:
    1) Zakładamy, że po śmierci nie ma nic. Jesteśmy tylko z woli przypadku.
    Czy jest sens trzymać się jakiś zasad? Wystarczy dobrze lawirować, by nie wpaść pod system prawa, ale ogólnie: hulaj duszo, piekła nie ma.
    2) Istnieje Bóg jako sędzia dobra i zła. Co wtedy? Ano nikt nie chce iść do piekła, a wtedy rezygnujemy z wolnej woli i na siłę stajemy się "święci".

    Gdybyśmy wiedzieli coś na pewno, wstrzymalibyśmy własny rozwój.
    Tak przynajmniej ja uważam.
    --
    To co się zdarza, nie zdarza się Tobie lecz dla Ciebie. Dzięki temu masz możliwość poznawania siebie i własnego rozwoju.
  • ull.a8 09.02.13, 21:39
    ewela1_1 napisała:
    Kocham męża. drwicie z tego ale tak jest. On mnie nie pragnie.
    >
    > Wzruszające...dwoje ludzi się spotkało i polaczylo i daja sobie tyle szczęscia.
    > Co w tym złego?NIC. Złe jest to, ze zdradzasz męża. Masz męża- helllou wink
    > -------------
    > "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędz
    > ie" E. Orzeszkowa
    >
    > "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
  • mola1971 09.02.13, 22:11
    Ula, ludzie tutaj po prostu próbują Ci uświadomić, że stąpasz po bardzo kruchym lodzie. Tym bardziej skoro męża kochasz.
    Rozumiem, że brak pożądania ze strony męża może być frustrujący, ale w takiej sytuacji fundowanie sobie kochanka nie jest żadnym rozwiązaniem problemu. Po prostu to jest NORMALNE, że z czasem namiętność w związku stygnie. Tak to skonstruowała natura. Z kochankiem (jeśli z romansu zdecydowalibyście się przejść do normalnego związku) za czas jakiś będzie tak samo. Lub podobnie. A może jeszcze gorzej.

    Skoro kochasz męża, to mu tego po prostu nie rób. Może idź po poradę do seksuologa, dowiedz się co zrobić, by seks w Waszym małżeństwie się poprawił. Może też być tak, że kłopoty łóżkowe męża nie wynikają z jego lenistwa, czy też braku pożądania, ale z choroby. Mężczyźni o tym nie lubią mówić i trzeba wykazać się ogromną empatią i delikatnością, by z faceta takie wyznanie "wydusić".
    Pomyśl o tym. Bo póki co nie zachowujesz się jak dojrzała kobieta, tylko jak rozkapryszona dziewczynka, która chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko.
  • nie_alicja 10.02.13, 00:20
    mola, problem w tym, że w sporej ilości małżeństw jedno z partnerów staje na uszach, żeby wykrzesać z drugiej połówki zainteresowanie seksem, ale nadaremnie.

    poczytaj sobie forum forum.gazeta.pl/forum/f,15128,_Brak_Seks_u_w_malzenstwie.html

    to jest zawsze cholerny problem, z którym trudno na dłuższą metę normalnie żyć.

    rozwiązanie pt "znajdź sobie kochanka/kochankę", jakkolwiek cyniczne i nie rozwiązujące źródła problemu, pojawia się u co bardziej zdesperowanych dość regularnie.
  • mola1971 10.02.13, 00:34
    Sam problem w pierwszym małżeństwie doskonale rozumiem (a forum znam, choć rzadko czytam, bo dla mnie to przerost formy nad treścią, jednak jeśli komuś pomaga to niech se będzie i żyje długo i szczęśliwie smile), jednak w drugim małżeństwie ludziska powinni już jednak bardziej wiedzieć czego chcą i czego potrzebują. A Ula (takie odnoszę wrażenie) mimo, że baba doświadczona, nadal niemal jak dziecko we mgle uncertain

    Seks wg mnie jest zdecydowanie przereklamowany. Sam w sobie nie jest żadną wartością. Kobieta w wieku Uli może go mieć na pęczki. Wystarczy się zalogować na pierwszy z brzegu portal randkowy, na którym aż kipi od młodych ogierów żądnych wrażeń erotycznych od dojrzałej kobiety. Tylko czy o to w tym życiu chodzi?
  • nie_alicja 10.02.13, 00:44
    mnie się widzi, że ona jest na prostej drodze do zakochania.

    ta oksytocyna "po" miesza kobietom w głowach wink

    ulla huśta się w nastrojach, od samobiczowania do zachwytu.

    najlepiej byłoby, gdyby nowy pan poszedł w siną dal - uroki stabilnego związku znowu nabrałyby kolorów, a byłoby co wspominać w bezsenne noce wink

    jestem trochę cyniczna, ale idealizm skończył mi się jeszcze w poprzednim stuleciu wink
  • mola1971 10.02.13, 00:46
    Ula zrobi jak zechce, wszak to jej życie, nie nasze jest smile
  • natalia-ok6 08.02.13, 23:36
    Juz nie bądżcie takimi wrażliwcami,tri napisał prawde i zaraz was "forma odrzuca".
    Tu większość na tym forym nie trzyma formy.
    To pani ulla pisała o języku i moim zdaniem ,równiez przesadziła i jest obrzydliwa
  • flower82 31.07.13, 16:45
    Swietne, ale nie do końca prawdziwe, ludzie się zmieniają, szczególnie pod wpływem traumatycznych wydarzeń w ich życiu
    --
    pozdrawiam
    flower
  • mayenna 08.02.13, 19:51
    Żeby było jasne, ja nie oceniam ciebie, wręcz rozumiem co przechodzisz, ale odnoszę się do czyniu.Z moich doświadczeń wynika, że zdrada nie ma wpływu tylko na związki uczuciowo martwe.Jesli są uczucia, więzi, to odkrycie prawdy niszczy którąś ze stron. Dlatego najlepsza jest prawda, taka przed sama sobą. I podjęcie decyzji zanim to się wyda.
  • kobieta-000 10.02.13, 18:39
    A ja jestem zdania, że jeżeli jedna strona ( lub niemal jednocześnie obie strony)w małżeństwie zauważa że dzieje się coś niedobrego, że zaczynacie się oddalać od siebie, że następuje brak porozumienia w seksie, brak zaufania, rozmowy to należy usiąść przy kawi/winie, porozmawiać szczerze o dalszych krokach.
    A nie iść na łatwiznę i zdradzić/zdradzać.
    Lepiej się rozejść, podać sobie ręce by każda strona mogła być szczęśliwa i mogła ułożyć sobie życie na nowo ( i wcale nie musi na cito szukać spodni/spódnicy?

    Chcę powiedzieć, że drugiej stronie należy się odrobina szacunku, uczciwości.
    Bo co szkodzi porozmawiać, wyjaśnić że nie jest już nam ok w związku i odejść. Nie krzywdząc tej drugiej strony ani wspólnych dzieci.

    Trzeba być uczciwym przede wszystkim wobec samemu sobie.
  • foringee 10.02.13, 20:09
    Są osoby uzależnione od seksu, coś w rodzaju nimfomanii. W każdym związku, nawet takim z codziennym seksem, znajdą miejsce jeszcze na kochanka. Faktem jednak jest, że te osoby nigdy nie zbudują z małżonkiem mocnej więzi emocjonalnej.
    Bo to jak z alkoholizmem. Gdy jesteś zakochany w alkoholu to sięgniesz po niego zamiast po męża/żonę. Zniszczysz więzi emocjonalne, zniszczysz rodzinę, bliskość, ale będziesz pił.
    Gdy jesteś uzależniony od seksu to też postawisz potrzebę zaspokojenia go na pierwszym miejscu - przed małżonkiem.
    Ale jeśli chodzi o te częste wtręty na temat Boga, to chyba nie ma co sobie nim gęby wycierać w temacie uzależnień i całej misternej konstrukcji świata w kłamstwach którą się tworzy by uzależnienie realizować...
  • anbale 10.02.13, 23:38
    Owszem, taki przypadek też może być- ale chyba częściej to zwykłe, ludzkie pójście na łatwiznę.
    Bo z jednej strony jest oddany mąż, zapewniający wygodę i stabilizację, a z drugiej kochanek zapewniający regularne odloty. Dopóki da się to ciągnąć równolegle, to po co dokonywać wyborów, ponosić konsekwencje, skazywać się na dyskomfort, odmawiać sobie czegoś?
    Nawet sumienie jak widać da się uklepać w takiej sytuacji, wystarczy odpowiednia "autoperswazja" że to coś absolutnie wyjątkowego, jedynego na świecie i grzechem byłoby nie korzystać smile
  • blackglass 11.02.13, 11:07
    Mnie tylko jedno zastanawia, jak można mówić , ze się kogoś kocha i jednocześnie dorabiać mu rogi...to chyba nie miłość ale wygoda...
    A ulla nie jest jedyna takich jak ona jest na pęczki, daleko szukać nie trzeba.
  • sammy123 12.02.13, 13:55
    Ja polecam poczytać, co tak naprawdę ma wartość dla facetów i dlaczego jedna ładna dziewczyna jest uważana za seksowną, a inna, też urodziwa, nie smile
    kobieta.wp.pl/gid,15324856,img,15324935,kat,67116,title,Jak-byc-seksowna,galeriazdjecie.html
  • zalosny.jestes 14.02.13, 20:07
    Czy zdradą jest umieszczenie penisa w pochwie innej niż rzeczona, czy są inne, dużo bardziej kanaliowate jej formy? A może umieszczenie penisa w pochwie inna niż rzeczona to przysłowiowa betka wobec tego czego może się dopuścić człowiek w stosunku do drugiego człowieka?
    --
    Lost in the Past
  • anbale 14.02.13, 23:50
    zalosny.jestes napisał:

    > Czy zdradą jest umieszczenie penisa w pochwie innej niż rzeczona, czy są inne,
    > dużo bardziej kanaliowate jej formy? A może umieszczenie penisa w pochwie inna
    > niż rzeczona to przysłowiowa betka wobec tego czego może się dopuścić człowiek
    > w stosunku do drugiego człowieka?

    Są straszliwsze rzeczy, niewyobrażalne
    Alimenty !!!
  • zalosny.jestes 15.02.13, 18:31
    Jeżeli świadczenie jest w uzasadnionej wysokości i obie strony łożą na podobnym poziomie to nie ma problemu. Zresztą ze zdradą to nie ma nic wspólnego. Miałem na myśli na przykład potajemne wynoszenia kasy przez panią ze wspólnego z panem konta w celu wspomożenia mamusi nieroba. Temat tak powszechny w tym burdelu jak nigdzie na świecie. Okradanie własnej rodziny jest dużo większym przestępstwem niż udostępnienie komuś waginy albo włożenie komuś falusa. No ale ja jest dziwny, więc może nie mam racji.
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • blue_ania37 15.02.13, 18:56
    Okradanie własnej rodziny, jest nie fair, i porównywalne ze zdradą, napewno z brakiem lojalności.
    Ale nie wiem czy wspomaganie przeze mnie mamy, która np jest chora i wykupuję jej leki czy pomagam w inny sposób jest przestępstwem?
    Raczej wiążąc się z kimś nie spotykamy go na bezludnej wyspie i wice wersa, zakladam, że też będę kiedyś pomagać np schorowanym rodzicom wybranka.
    To ludzkie, naturalne.
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=VfnRPOj33oM
  • zalosny.jestes 16.02.13, 09:05
    z Twoją mamusią tylko z Tobą. Jeżeli nie chcesz uznać, że masz nową rodzinę, której każdy członek ma pracować dla dobra reszty to nie wychodź za mąż wcale tylko wspieraj chorą mamusię. Pół biedy jak jedna z drugą kanalia poinformuje chłopa, że część ich krwawicy ma pójść na nieroba co pobiera rentę od 30 roku życia na III grupę inwalidzką, gorzej jak pani po cichu podbiera, bo mamusia biedna jest...co za syf!?
    --
    Lost in the Past
  • to.ja.kas 25.02.13, 00:29
    .....jak podwójna mężatka podwójnej mężatce.
    Przeżyłam kiedyś to o czym piszesz i broniłam tego tak zawzięcie jak Ty bronisz. Nie byłam tylko wtedy mężatką. To on był żonaty (długa historia).
    Obecnie jestem szczęśliwą żoną cudownego, kochającego mnie męża.
    Z dawną miłością mam nawet kontakt i ostatnio wpadł do nas na chwilę z pewną sprawą.
    I skłoniło mnie to do pewnych przemyśleń.
    Konkret na koniec był taki - niedobrze zrobiło mi się na myśl, że mogłabym teraz z nim coś ten tego. Dlaczego? Raz, że ja bardzo kocham swojego męża i dobrze mi z nim, poza tym sama myśl, że mogłabym zranić kogoś tak cudownego dla mnie (oj ma wady, ma....kto nie ma?) budzi mój stanowczy sprzeciw. A jak pomyślałam, że on mógłby zrobić to mnie....skóra mi cierpnie na samą myśl. A poza tym poczułam wstręt do tego całego steku kłamstw, oszustw i brudu w jakim brałam udział. Zgadzam się z Tri (nie zgadzam się z formą jakiej używa, aczkolwiek facetów zdrajców traktowano tu zgoła gorzej wink )...to jest obrzydliwe. Bo okłamujesz kogoś kto kocha. Robisz z niego nieświadomego idiotę. Ten język gdzieś tam (nie wnikam) staje się ważniejszy niż szacunek, miłość, przyjaźń, zaufanie. Ja naprawdę doceniam doskonały seks. Ale jeszcze bardziej naszą z mężem miłość i szacunek do siebie wzajemny. Może stać się jakieś nieszczęście, choroba, która uniemożliwi bajeczny, dotychczasowy seks między nami. Czy wtedy skończyłoby się nasze małżeństwo? Nie wiem. Ale pierwszy raz w życiu myślę/mam nadzieję, że nie. Bo to co między nami jest to coś więcej. I nie chciałabym być na miejscu Twojego męża. Ani Ciebie. Ani Twoich dzieci (tak, to też ich dotyczy). Jak cały ten romans wypali Ci w twarz.
    --
    "Kobiety, które mają sex-appeal, doskonale wiedzą, co to takiego. Zaś te, które go nie posiadają, nigdy nie zrozumieją, czym on jest." by Maheda z Zielonego Wzgórza wink

    Wielbię swojego ukochanego kota big_grin big_grin big_grin
  • supernowa2013 04.04.13, 10:15
    Ulla, jak można się z Tobą skontaktować?
  • kasiaszh 01.08.13, 16:10
    Polecam poczytanie: www.znecanie.pl , tam więcej na ten temat! Ciężko i nie przyjemnie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka