Dodaj do ulubionych

Opieka naprzemienna - nasz cel

28.03.13, 00:30
Witam,

Wzywam wszystkich ojców, którzy w trakcie sprawy rozwodowej nie mają, bądź mają ograniczone kontakty z dzieckiem (dziećmi), aby się zjednoczyli. Strona Dzielnytata.pl zrzesza takich właśnie ojców. Rejestrujcie się. Jeśli z Radomia będzie nas więcej utworzymy grupę wsparcia w Radomiu. Nie pozwólmy matkom uczynić z Naszych dzieci swoją własność. Dosyć już tej dyskryminacji mężczyzn w sądach. SAD CYCATY - DZIECKO BEZ TATY - to musi się zmienić. Coś zaczyna się dziać - nie stójmy obojętnie - tu chodzi o Nasze dzieci i ich przyszłość.

Pozdrawiam,
dzielny tata
Edytor zaawansowany
  • mayenna 28.03.13, 06:31
    Może więc zredukujcie albo podejmijcie współpracę z innymi bo tych stron, portali i organizacji walczących o prawa ojca jest wiele.
    Szkoda, że tylko 3% ojców wnosi o opiekę naprzemienną.
    Ale wiadomo, sąd cycaty...
    Dawno nie było tak obelżywego i seksistowskiego hasła.
  • dzielny.tata 28.03.13, 07:17
    Witam,

    To nie seksistowskie hasło tylko polska rzeczywistość. Widać drogi użytkowniku nie miałaś do czynienia z sądem rodzinnym, albo jesteś kobietą i sąd nie zrobił Ci krzywdy. Ta strona o której mowa próbuje zrzeszać wszystkie organizacje ojcowskie - działa od niedawna, więc to jeszcze potrwa, stąd ten wpis. Przed stycznością z sądem byłem nastawiony na rzeczowe i kompetentne prowadzenie sprawy, jeszcze po pierwszej rozprawie byłem pełen optymizmu. Dzisiaj po ponad roku zmagań podpisuję się obiema rękami pod tym hasłem, które uważasz za seksistowskie. To, że tak jest, winne są temu same sądy, bo w ten sposób rozstrzygają, mając w głębokim poważaniu mężczyzn jako rodziców. Opieka naprzemienna w polskich sądach funkcjonuje jak zaraza, więc te 3% ojców prawdopodobnie dostaje tą opiekę (przypomnieć należy, że tylko w około 5% przypadków dzieckiem zajmuje się ojciec i z tych 5% ogółu te 3% dostaje opiekę naprzemienną), reszta zajmuje się dzieckiem, bo matka albo sama nie chce albo jest chora psychicznie, tylko wtedy ojciec ma szanse w polskim sądzie. W 95% przypadków opiekę sprawuje matka i nie prawdą jest że ojcowie się nie starają o opiekę, tylko jej po prostu nie dostają - ot tak, dla zasady. Mam nadzieję, że wyjaśniłem po krótce problem i proszę nie traktować tego jak atak na płeć przeciwną - ale w przypadku polskich sądów rodzinnych niestety tak to wygląda.

    Pozdrawiam,
  • blue_ania37 28.03.13, 07:25
    A mnie rozwodzi facet, więc nie znam pojęcia sądu cycatego.
    A opieka naprzemienna dla mnie to utopia, bo zmusza obcych sobie ludzi którzy nie raz rozstają się we wrogiej atmosferze do mieszkania blisko siebie ( przedszkole, szkoła ).
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • bramstenga 28.03.13, 07:28
    Opieka naprzemienna w polskich sąda
    > ch funkcjonuje jak zaraza, więc te 3% ojców prawdopodobnie dostaje tą opiekę (p
    > rzypomnieć należy, że tylko w około 5% przypadków dzieckiem zajmuje się ojciec

    A jaki procent ojców ubiega się o opiekę?
    I to pewnie dzięki tym "cycatym" sądom średnia wysokość alimentów w naszym pięknym kraju to całe 350 PLN.
  • oczy123 28.03.13, 20:12
    to pewnie dzięki tym "cycatym" sądom średnia wysokość alimentów w naszym pięk
    > nym kraju to całe 350 PLN.

    bo strona ministerstwa sprawiedliwosci podaje ze w 2010 bylo to 667.30 zł sa dane od 1999 roku co ciekawe w 2006 bylo to 777 zł
  • zalosny.jestes 02.04.13, 12:47
    skoro 3% populacji ją dostaje? Chyba tylko po to, żeby nakarmić system i rozwścieczyć właścicielkę planując zamach na filary jej egzystencji...
    Najbardziej kretyński argument to, że tak mało ojców występuje wink
    --
    Lost in the Past
  • nowel1 02.04.13, 14:35
    zalosny.jestes napisał:

    > skoro 3% populacji ją dostaje? Chyba tylko po to, żeby nakarmić system i rozwśc
    > ieczyć właścicielkę planując zamach na filary jej egzystencji...
    > Najbardziej kretyński argument to, że tak mało ojców występuje wink

    Trudno sobie wyobrazić głupsze podejście do rzeczywistości - nie wystąpić o coś, i mieć pretensje do całego świata, że się tego nie dostaje.
  • zalosny.jestes 02.04.13, 16:53
    że nie wszystkie istoty na tym świecie kierują się w życiu emocjami. Minimum połowa z tu obecnych stara się choć zachować pozory realizmu. Jeżeli pan ma 3% szans na opiekę nad dzieckiem a w perspektywie niemal pewnej porażki WENDETĘ w postaci wniosków o podwyżki alimentów dla sportu co pół roku, odizolowanie od dziecka zupełne, gierki typu ojciec pedofil (wybierz dowolne) to naprawdę taki ktoś musi mieć jaja jak balony żeby rzucić się w wir walki sądowej z kobietą w kartoflanej. Porównać to można chyba tylko do skoku na dyńkę z dziesiątego piętra.
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że wyjaśniłem co nieco... wink
    --
    Lost in the Past
  • nowel1 02.04.13, 16:57
    Nie, nie wyjaśniłeś, raczej probujesz zagmatwać.
    Jest ci wygodniej NIE ROBIĄC NIC odgrywać ofiarę sądów i kobiet, niż rzeczywiście postarac się o przejęcie części opieki nad dzieckiem.
  • zalosny.jestes 02.04.13, 17:03
    że tłumaczenie oczywistych oczywistości na język kobiet nie wychodzi mi najlepiej. Ja nikogo nie gram, analizuję na zimno fakty i wyciągam wnioski.
    Pozdrawiam serdecznie.
    --
    Lost in the Past
  • nowel1 02.04.13, 17:44
    W dialogu dzielenie nie działa dobrze.
    Antagonizujesz ludzi ze względu na płeć, przeciwstawiasz sposób myślenia mężczyzny myśleniu kobiet, nie wygląda to nawet na próbę nawiązania rozmowy, dyskusji, że nie wspomnę już o porozumieniu.
    Logika nie ma płci, wiesz?
  • zalosny.jestes 03.04.13, 09:22
    ale logika to nie test na kobieta.onet.pl polegający na składaniu kwadracików. To zupełnie coś innego ;-
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • nowel1 03.04.13, 10:13
    zalosny.jestes napisał:

    > ale logika to nie test na kobieta.onet.pl polegający na składaniu kwadracików.
    > To zupełnie coś innego ;-
    > Pozdrawiam

    Żałosny, coraz bardziej ci współczuję.
    Spójrz: nic o mnie nie wiesz, nie masz pojęcia, kim jestem, co w życiu robię, jak posługuję się umysłem - a produkujesz pod moim adresem protekcjonalne, nieprzyjemne uwagi, które mają zasugerować, że jestem głupsza od ciebie, i to tylko z powodu różnicy płci.
    Czy nie widzisz, jak bardzo to ciebie ogranicza, wykrzywia ci widzenie świata?
    Miałeś do czynienia z kobietą, która była - nie wiem - chciwa, interesowna, niemądra. Rozumiem, współczuję. Spojrz jednak z jakiejś, choćby najmniejszej perspektywy, to dostrzeżesz, że to nie zależy od płci.

  • zalosny.jestes 03.04.13, 11:58
    Zupełnie nie rozumiem czemu poczułaś się dotknięta, kładę to na karb większej wrażliwości naszych drogich pań wink

    Poza tym zwracam jedynie uwagę na inny sposób widzenia świata. Z mojego punktu widzenia zbyt emocjonalny i pozbawiony rozsądku. Ty zapewne widzisz we mnie zgorzkniałego typa wydymanego przez jakąś panią wink Pewnie oboje się mylimy...

    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • nowel1 03.04.13, 13:13
    Co do mnie, mylisz się - jestem bardzo emocjonalna, ale jednocześnie mocno poukładana i mam ogromne pokłady zdrowego rozsądku. Tak, taka kombinacja jest możliwa wink
    Ale bardzo mnie to cieszy, bo sugeruje, że ja też się mylę i nie jesteś okropnie napastliwym mizogynem smile Cieszę się, bo to dobre dla Ciebie wink
  • zalosny.jestes 03.04.13, 14:19
    dla nas obojga!
    Buźka wink
    --
    Lost in the Past
  • yoma 02.04.13, 17:03
    > w po
    > staci wniosków o podwyżki alimentów

    Powiedz od razu, że tu cię boli, a nie jęcz. BTW, gdyby dziecko było przy tobie, to chyba nie ty byś płacił alimenty?

    I dla mnie EOT, bo się zaraz znowu zrobi wątek na 300 wpisów, że sądy złe, matki złe, a nie przyzna się jeden z drugim sam przed sobą, że nie chodzi mu o żadną opiekę nad dzieckiem, tylko o możliwość swobodnego jęczenia.
    --
    Człowiek nigdy nie wie, ile ma róż, dopóki ich nie zacznie otulać.
  • zalosny.jestes 02.04.13, 17:13
    wypracować relację z byłą, która stała się wręcz wzorcowa po tym jak Ex znalazła sobie nowe portki. Owszem, była droga przez mękę ale to już zakończone. Drugi akt będzie miał miejsce, gdy dziecko będzie miało szanse się wypowiedzieć w sądzie z kim chce mieszkać a pani w todze będzie mogła lub nie wziąć te prośbę pod uwagę wink

    I nieładnie tak droga Yoma wpaść, obrzucić kogoś nieuzasadnionymi oskarżeniami i jeszcze krzyknąć EOT wink
    Pozdrawiam serdecznie, mniej napinki i emocji, więcej racjonalizmu

    PS: Alimenty płacę na czas, za szkołę dzieci też a i zajęcia dodatkowe plus ubrania i wakacje - to tak na wszelki wypadek bo trochę mnie tu nie było wink
    --
    Lost in the Past
  • yoma 02.04.13, 17:22
    Dobrze, zrobię dla ciebie wyjątek smile

    1. A o cóż cię oskarżyłam? Czyżby coś zabolało? Nożyce w stół? A co tak zabolało? Czy nie jest czasem tak, że ktoś powie "deszcz pada", a ty slyszysz "dawaj alimenty"?

    2. Wpadasz po nieobecności, dopisujesz się do kilku wątków, w każdym dopisie te same jęki: że alimenty, że bankomat. Także tu uznałeś za słuszne uwypuklić, że alimenty płacisz, choć ja jako żywo nic o alimentach nie pisałam. Oj, boli...

    3. I to ja mam napinkę i emocje? To się nazywa projekcja, szanowny kolego smile

    4. > akt będzie miał miejsce, gdy dziecko będzie miało szanse się wypowiedzieć

    I dziecko spyta sąd: proszę sądu, a dlaczego ja mam mieszkać z bankomatem, ja chcę z człowiekiem! I będzie miało rację, bo to ty sam się w tę rolę bankomatu wkręcasz. Bo uważasz, że ci to daje prawo do pojęczenia sobie.

    I zdaje się, że nie o tym jest wątek. Dlaczego zatem szanowny kolega z uporem kieruje rzecz na alimenty, bankomaty i płacenie za szkołę?

    Polecam ku przemyśleniu. A teraz naprawdę, z czystym sumieniem, EOT.
    --
    Człowiek nigdy nie wie, ile ma róż, dopóki ich nie zacznie otulać.
  • zalosny.jestes 02.04.13, 17:25
    Czołg! Pancerfaust...nie kobieta! Tak właśnie sobie Ciebie wyobraziłem.
    Przepraszam szanowna koleżanko, ze nico ad personam ale zakładam, ze poczucia humoru Ci nie brak.
    Z poważaniem
    Judyta
    --
    Lost in the Past
  • mia17 28.03.13, 07:30
    jeśli chciałeś opiekować się swoim dzieckiem na równi z byłą (już pewnie teraz) żoną, a wyrok sądu Ci to uniemożliwił - jestem w stanie zrozumieć Twoje rozgoryczenie.
    jednak czytałam wiele artykułów dotyczących opieki naprzemiennej i powiem Ci, że zastanawiałabym się nad tym, czy to dla dziecka "samo dobro".
    owszem - jest wiele plusów dla wszystkich stron: matki, ojca i dziecka. jednak jest też druga strona. przeciwko takim rozwiązaniom przemawia fakt, że brak stałego, ukochanego miejsca zmusza dziecko do ciągłego adoptowania się. taka niepewność może doprowadzić do poczucia braku stabilizacji, która jest z kolei związana z potrzebą bezpieczeństwa – jedną z najbardziej prestiżowych wartości w rozwoju osobowości.
    każde małżeństwo jest inne i każdy rozwód jest indywidualny, zatem i rozwiązanie też takie być powinno. nie zawsze opieka naprzemienna jest dobrym wyjściem.
    takie moje zdanie.
  • dzielny.tata 28.03.13, 07:51
    Ok. Zgadzam się, że opieka naprzemienna nie jest idealnym rozwiązaniem i nie można stosować do wszystkich przypadków, ale uważam, że powinna być celem a dopiero jak się nie da, bo np. rodzic nie chce bądź się nie nadaje, zastosować rozwiązanie, że dziecko zostanie przy rodzicu, który się bardziej nadaje lub ma lepsze warunki egzystencji. Nie jest prawdą, że dla dziecka jest to uciążliwe i że dziecko musi mieć stałe miejsce. W takim razie wg Ciebie ważniejsze jest, żeby dziecko miało MIEJSCE a nie oboje rodziców, choć osobno? Wg wypowiedzi psychologów dzieci w wieku około 5-7 lat doskonale się adaptują do takiego rozwiązania. Dlaczego we wszystkich okolicznych krajach takie rozwiązanie funkcjonuje tylko nie u nas (USA, Włochy, Niemcy, WB, itd). Niewątpliwą zaletą jest to, że dziecko ma oboje rodziców w równym wymiarze czasu i może czerpać na równi z doświadczenia obojga. Zgadzam się, że wymaga to wielkiego wysiłku obojga rodziców, dojrzałości i porozumienia, które w przypadku rozwodu jest trudne do osiągnięcia, ale chodzi przecież o Nasze dzieci!! One się na świat nie prosiły, więc trzeba zrobić wszystko, żeby jak najmniej ucierpiały. To, że wymusza to mieszkanie w zasadzie w jednej miejscowości, niestety jest wymogiem i poświęceniem jednego z rodziców, ale dla dobra dziecka. Ja będę się przeprowadzał w tym celu do miejscowości oddalonej od miejsca zamieszkania dziecka o około 60km i będę dojeżdżał do pracy, ale uważam że warto i wręcz jest moim obowiązkiem tak zrobić i nawet nie traktuję tego jako poświęcenia, ale właśnie obowiązek. Tylko jest jeden problem - NIECH POLSKIE SĄDY DADZĄ NAM OJCOM TAKA MOŻLIWOŚĆ!!!
  • blue_ania37 28.03.13, 07:55
    Ale takie proste pytanie. OKi?
    Wystapiłeś o opiekę naprzemienną?
    Jeśli jej nie dostałeś to w tym konkretnym przypadku czym sąd to argumentował?
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=G2PqMl6K87Q
  • bramstenga 28.03.13, 08:05
    Bądź konsekwentny. Skoro "dziecko się na świat nie prosiło", to dlaczego ono ma ponosić skutki rozstania rodziców? Opieka naprzemienna - doskonale, ale pod warunkiem, że to dziecko ma JEDNO miejsce zamieszkania, a rodzice co tydzień/dwa tygodnie wędrują z walizeczkami, wprowadzają się do niego i wyprowadzają. Jesteś gotowy na coś takiego?
  • 30joanna30 16.07.13, 20:59
    Jezu! Nie straszcie mnie! Nie wyobrażam sobie takiego życia sad
  • mia17 28.03.13, 08:12
    ale zdajesz sobie sprawę, że to co piszesz to utopia...?
    pokaż mi małżeństwo po rozwodzie, które potrafi utrzymywać ze sobą tak dobre relacje, które w żaden negatywny sposób nie będą wpływały na dziecko.
    bo ja takiego nie znam. owszem, jest możliwe unormowanie kontaktów między byłymi małżonkami, ale na to potrzeba czasu - kilku lat zazwyczaj. emocje muszą opaść, ludzie muszą się pogodzić z porażką, poukładać na nowo swoje życie - i DOPIERO potem mogą ułożyć relacje z byłym/byłą.
    jak wobec tego ma się to do opieki naprzemiennej? wierzysz w to, że ludzie, którzy podjęli decyzję o rozwodzie - tuż po ogłoszeniu wyroku (a często zdarza się to już na pierwszej rozprawie, czyli 2-3 miesiące od złożenia pozwu, a więc gdy wszystko jest jeszcze bardzo świeże) są w stanie dojść do porozumienia w sprawie opieki nad dzieckiem? wierzysz, że jedno będzie w stanie tolerować drugie, jego obecność, wizyty, kontakty i całą resztę?
    i że dziecko nie odczuje wrogości rodziców względem siebie?
  • dzielny.tata 28.03.13, 08:37
    nie nie zgodzę się to nie jest utopia. Uważasz tak, ponieważ na dzień dzisiejszy opieka naprzemienna jest możliwa tylko w razie porozumienia rozwodzących się rodziców i przygotowania planu wychowawczego i wystarczy że matka dziecka powie NIE i po sprawie. I tu jest problem, uważam że takie rozwiązanie powinno być obligatoryjne, ktoś w poprzednim poście napisał, że w domu dziecka dzieci mają stabilizację i stałe miejsce i wogóle a jednak żadne z nich nie chce tam być. Powtarzam jeszcze raz za opiniami psychologów: TO NIE MIEJSCE TWORZY DLA DZIECKA POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA ALE OSOBY Z KTÓRYMI PRZEBYWA w tym przypadku z rodzicami i będę o takowe rozwiązanie walczył. Odpowiadając na inny post nie wystąpiłem o to jeszcze ponieważ jesteśmy na etapie przesłuchiwań świadków, co uniemożliwia takie wnioskowanie jak również i RODiK, który również w swej patologii jest nieunikniony.

    Przepraszam, ale dzisiaj będzie to mój ostatni post, ponieważ jestem w pracy i zaraz ktoś mnie zruga, ale jutro mam dzień wolny, więc postaram się na wszystko odpisać. (syna zabieram późnym popołudniem, więc do tego czasu będę dyskutował).

    PS. Żaden ojciec nie pisze?? Żaden nie popiera sprawy? Chodzi o Radom, czyżby tu nie było tego problemu??
  • mia17 28.03.13, 08:43
    ja nie wiem, czy wystarczy, że "matka dziecka powie "nie" i po sprawie".
    wydaje mi się, że to "nie" musi mieć jakieś uzasadnienie dla sądu i na jego podstawie orzeka o opiece.
    mayenna napisała poniżej: tylko 3% ojców ubiega się o opiekę naprzemienną. jeśli jesteś w tych 3% i chcesz być obecny w życiu dziecka nie tylko na papierze - walcz.
    jeśli wiesz, że to wyjdzie na dobre Twojemu dziecku - walcz.
    ale sytuacje są naprawdę różne i różnie taka opieka może wyglądać.
    powodzenia!
  • altz 28.03.13, 08:52
    mia17 napisała:
    > ja nie wiem, czy wystarczy, że "matka dziecka powie "nie" i po sprawie".
    A ja wiem, że tak jest. Wystarczy, że matka powie nie i już.
    W USA jest inaczej, a jak wprowadzono te zmiany, to spadła liczba rozwodów o 6 punktów procentowych.

    > mayenna napisała poniżej: tylko 3% ojców ubiega się o opiekę naprzemienną.
    Mayenna napisała, a sama wie, jak jest. Zna trochę przypadków, mój też zna, dla Mayenny jestem zerem, bo się nie załapałem na statystykę, to dużo bardziej obraźliwe, niż ten sąd z cyckami.
    Ja chciałem załatwić to między rodzicami, nie udało się, na walkę w sądzie z rodziną nie miałem zdrowia.
  • mayenna 28.03.13, 09:09
    altz napisał:


    > Mayenna napisała, a sama wie, jak jest. Zna trochę przypadków, mój też zna, dla
    > Mayenny jestem zerem, bo się nie załapałem na statystykę, to dużo bardziej obr
    > aźliwe, niż ten sąd z cyckami.
    > Ja chciałem załatwić to między rodzicami, nie udało się, na walkę w sądzie z ro
    > dziną nie miałem zdrowia.
    To o co te pretensje skoro nie miałeś zdrowia?
    Ja ponoszę konsekwencje wyboru takiego a nie innego męża, a ty zony. Sąd tu nie ma nic do rzeczy.
    Jeśli w sądzie jest możliwość dostać upiekę naprzemienną pomimo że jest się mężczyzną to oznacza, że szansa jest. To tylko trzeba ja wykorzystać: jak to zrobić napisał tu kiedyś error. Polecam.
  • altz 28.03.13, 09:14
    mayenna napisała:
    > To o co te pretensje skoro nie miałeś zdrowia?
    Nie miałem zdrowia na walkę w sądzie, ale to przecież też wiesz. smile

    > To tylko trzeba ja wykorzystać: jak to zrob
    > ić napisał tu kiedyś error. Polecam.
    Ja lubię Errora, ale dla mnie on nie jest wzorem w tym względzie, bo porzucił żonę z problemami zdrowotnymi. Ja rozumiem, to był jakiś wybór, ale z konsekwencjami jakoś się nie chwali, bo sam wie, że to mimo wszystko jest przegrana.
  • errormix 28.03.13, 09:55
    najpierw altz napisał:

    > Ja lubię Errora, ale dla mnie on nie jest wzorem w tym względzie, bo porzucił ż
    > onę z problemami zdrowotnymi. Ja rozumiem, to był jakiś wybór, ale z konsekwenc
    > jami jakoś się nie chwali, bo sam wie, że to mimo wszystko jest przegrana.

    w innym poście altz napisał:

    >ja mam wielką świadomość porażki, czekałem na przemyślenia z drugiej strony, ale się przeliczyłem.

    A na to Error:

    Widzę Altz, że mierzysz ludzi swoją miarą na zasadzie - u ciebie jest świadomość porażki, to i u innych musi być. Otóż rozczaruję cię nieco. Poza samym faktem rozwodu, który jest porażką dla każdego, to ja żadnych innych porażek nie odczuwam smile

    Chciałbyś wiedzieć co u mnie? To pytaj śmiało chłopaku smile U mnie wszystko ok. Ułożyło mi się. Mieszkam z Julą już 5 lat, mam świetną dziewczynę, w wakacje jedziemy z dzieciakami do Disneylandu, psa sobie kupiliśmy, kredyt mieszkaniowy spłaciłem, mam nowego laptopa.

    W sądzie ustaliliśmy z ex warunki jej spotkań z dzieckiem, zgodziłem się na wszystkie jej wnioski, a nawet sam od siebie kilka dorzuciłem, na kawie z nią byłem chyba ze trzy razy, czasami do mnie dzwoni, czasami pisze smsy, trochę kasy mi wleciało bo zgodnie podzieliliśmy majątek, pytała nawet czy kogoś mam, na ulicy mi się kłania, zaległe alimenty spłaciła, a co do jej zdrowia, to wiem, że ma kłopoty z uchem, bo się ostatnio przeziębiła smile

    Jak więc widzisz - można. Potrzeba tylko czasu.


    --
    Kopiowanie i powielanie tekstów we fragmentach lub w całości, albo jakichkolwiek innych treści opublikowanych przez Errora bez jego pisemnej zgody jest zabronione. Copyright (C) Error.
  • altz 28.03.13, 10:08
    errormix napisał:
    > Chciałbyś wiedzieć co u mnie? To pytaj śmiało chłopaku smile U mnie wszystko ok. U
    > łożyło mi się. Mieszkam z Julą już 5 lat, mam świetną dziewczynę, w wakacje jed
    > ziemy z dzieciakami do Disneylandu, psa sobie kupiliśmy, kredyt mieszkaniowy sp
    > łaciłem, mam nowego laptopa.
    W to, że się jakoś ustawisz, nie wątpiłem. smile

    > W sądzie ustaliliśmy z ex warunki jej spotkań z dzieckiem, zgodziłem się na wsz
    > ystkie jej wnioski, a nawet sam od siebie kilka dorzuciłem, na kawie z nią byłe
    > m chyba ze trzy razy, czasami do mnie dzwoni, czasami pisze smsy, trochę kasy m
    > i wleciało bo zgodnie podzieliliśmy majątek, pytała nawet czy kogoś mam, na uli
    > cy mi się kłania, zaległe alimenty spłaciła, a co do jej zdrowia, to wiem, że m
    > a kłopoty z uchem, bo się ostatnio przeziębiła smile
    Szczerze się cieszę, że się jakoś Córce poukładało. Nie zapowiadało się tak i uważałem, że do tej pory nasza sytuacja (moja i Twoja) niewiele się różni, a może nawet u mnie jest dużo lepsza. Mówię oczywiście o sytuacji dziecka. Teraz u Was się zmieniło. Bardzo dobrze.

    > Jak więc widzisz - można. Potrzeba tylko czasu.
    Ile czasu potrzeba? wink
    Czy z Twojej strony były jakieś ruchy czy ze strony matki Julki?
    Napisz coś na ten temat, bo to chociaż jakieś jedno pozytywne doświadczenie przy zalewie agresji i zwątpienia. Może to kogoś natchnie?
  • bramstenga 28.03.13, 08:46
    >PS. Żaden ojciec nie pisze?? Żaden nie popiera sprawy? Chodzi o Radom, czyżby tu nie było tego problemu??

    W tej chwili widać głównie altza, ale na niego nie licz, bo on potrafi tylko biadolić i narzekać, a z wychowywania własnych dzieci się wymiksował, ponieważ nie spodobał mu się zasądzony wymiar kontaktów. (Nie wiem, czy altz jest z Radomia.)
  • altz 28.03.13, 08:59
    bramstenga napisała:
    > W tej chwili widać głównie altza, ale na niego nie licz, bo on potrafi tylko bi
    > adolić i narzekać, a z wychowywania własnych dzieci się wymiksował, ponieważ ni
    > e spodobał mu się zasądzony wymiar kontaktów.

    Tak, ja nie popieram fikcji. big_grin
    Gdyby tak wszyscy zrobili na raz, to mogę się założyć o wszystko, że za pół roku weszłaby opieka naprzemienna jako priorytetowa.
  • der1974 28.03.13, 09:44
    Ja napisałem. Mam odmienne poglądy.
    --
    5.3.11
  • 30joanna30 16.07.13, 21:06
    Nie zgadzam się z tym, że miejsce nie ma wpływu!!!! Ma! Ogromny!!! Synek usłyszał kiedyś (będąc w swoim pokoju na piętrze - myśleliśmy, że już śpi), jak rozmawialiśmy z mężem o wyprowadzce! To było prawie miesiąc temu, a ja do tej pory co jakiś czas słyszę płacz synka przez sen, muszę go zabrać do swojego łóżka, bo mały woła, że on kocha swój pokoik i żebyśmy się nie wyprowadzali, a na dodatek nie pozwala mi wyjść z domu, jestem, już ponad 2 tyg na urlopie, bo on cały czas myśli, że jak wychodzę, to na pewno się wyprowadzamy sad (dopiero co sam swój pokój urządzał i jest do niego przywiązany). Za 2 dni wracam do pracy - nie wiem, co będzie. Poprosiłam męża i on teraz bierze urlop (dyżur szkoły mamy dopiero w sierpniu, więc póki co - wakacje). Nie wiem, czy wszystkie dzieci tak mają, ale mój syn na pewno nie czułby się komfortowo w wypadku ciągłego przemieszczania się z miejsca na miejsce. Może za kilka lat, po 15 roku życia, ale na pewno nie wcześniej!
  • blue_ania37 16.07.13, 21:31
    Trochę mnie przerażaszsmile
    Ale może to wynik tego, że ja jestem dwa lata po kiedy sie dowiedziałam, że dom jest domem pana taty.
    Zdecydowanie polecam prawnika, jesli chcesz to moge pomoc ale nie na forum, pisz na priva.
    Ale straszne jest to twoje uzaleznienie z synem.
    Dzieci sie przeprowadzaj i można to potraktować jako przygodę lub jako koniec świata.
    Mój syn tez stracił swój pokój i ogród ale mieszkanie do którego eis przeprowadziliśmy miało jego meble, mógł robić co chciał ze ścianami w pokoju, obiecałam mu, że będziemy cholernie szczęśliwi i jest dobrze.
    A
    www.youtube.com/watch?v=KtBbyglq37E&feature=share
  • 30joanna30 16.07.13, 23:04
    Bardzo chętnie skorzystam z twojego doświadczenia. Możemy wymienić maile? Dzieciak jest ode mnie uzależniony - nie winię się za to. Dziadkowie są antydzieciowi, tatuś też, więc jest tylko mama. Ale bez przesady. Synek jest samodzielny - ja pracuję, więc musi. Po prostu nie miał nigdy sytuacji, że ktoś zechciał dać mu jeść, pomóc w przygotowaniu do snu itd.
  • 30joanna30 15.07.13, 23:27
    Witam dzielny tato,
    właśnie jestem w sytuacji tych pazernych, bezczelnych, roszczeniowych matek. Po 10 latach małżeństwa i wspólnego budowania domu dowiedziałam się, że dom nie jest i nie będzie mój NIGDY (działka od teściowej, moi rodzice zbudowali dom, daliśmy się oszukać teściowej, która przez 10 lat zatajała info i kłamała, że dom jest wpisany do majątku wspólnego - urzędniczka państwowa - wiedząc po prostu, że jej synek jest osobą skrajnie nieodpowiedzialną i że prędzej czy później nie wytrzymam - zabezpieczyła go). Ja i mój synek (6 lat) właśnie szykujemy się na rewolucję. Muszę: wynająć mieszkanie (w mojej miejscowości - nierealne, więc wynajmuję w pobliżu mojej pracy), opłacić szkołę, zajęcia dodatkowe, lekarzy (dziecko leczy się w poradni alergologicznej). Zarabiam 1700 zł (kiedyś zarabiałam lepiej - ale wszystko weszło w dom, do którego nie mam prawa, więc nie mam ŻADNYCH oszczędności). Mąż ma pracę etatową i prowadzi działalność gospodarczą (etatowy - ok. 2000 zł, działalnością teściowa zarządza - w urzędzie właśnie tym się zajmuje i chętnie władzę urzędową wykorzystuje, żeby zataić dochody itd.) Średnio jego dochody plasują się na poziomie 4 tys. miesięcznie. A ja muszę opuścić dom, w który włożyłam majątek i całe swoje serce i dostanę jakieś 700 zł alimentów. To ja będę biegać ze szkoły do pracy, z pracy do szkoły (na auto na pewno nie będzie mnie stać!), ja będę z nim jeździć po lekarzach, ja będę brać zwolnienia, ja będę mu organizowała całe, codzienne życie, a nie tylko niedzielne obiadki u babci. Rzeczywiście!!!! Się ustawiłam!!!!! Tatuś nie ma pojęcia o wychowywaniu dziecka, nawet sobie nie wyobraża, że miałby przejąć nad nim opiekę - jest jak jego starszy brat raczej, niż ojciec. Będę z tym SAMA. Dziecko uwielbia swój dom, swój pokój. Może mi poradzisz, co mam mu powiedzieć? Jak mu wytłumaczyć, że tatuś z babcią nas oszukali, tatuś nie wraca już nie tylko na noce, ale i dnie po tych nocach i dobrze się bawi, bo jest młodym, zdrowym sportowcem (a co? stać go!!) z porządnym majątkiem. NO POWIEDZ, bo ja nie wiem... Kochają się - ojciec i syn - wiem to, ale jak mam to rozwiązać, żeby dziecko nie traciło kontaktu z tatą. MNIE TEŻ NA TYM ZALEŻY (chyba mnie bardziej, niż tatusiowi). Stereotyp? Cycaty sąd????? NIE - to jest DOŚWIADCZENIE!!! Na prawie 30 rozwiedzionych par, które znam, tylko JEDEN ojciec angażuje się w wychowanie dziecka (a, przepraszam - angażował się, bo od kiedy ma kolejne dziecko z nowego związku - już jakoś zaangażowanie maleje). Bardzo bym chciała opiekę naprzemienną. Ale jak? Będziemy mieszkać z Młodym w wynajmowanej kawalerce, podczas gdy mój mąż będzie się obijał od ścian na 160 m kw i hektarach działki i ogrodów... NO NIE MOGĘ SIĘ NADZIWIĆ SWOJEJ PAZERNOŚCI dzielny tato... JAK MI NIE WSTYD????
  • altz 16.07.13, 08:28
    Współczuję Ci, chociaż to w niczym nie pomoże. Większość ma gorzej, chociaż to pewnie Cię nie pocieszy. smile
    Wasza wina, nie stawia się domu na nie swojej ziemi.
    Można się domagać zwrotu nakładów, sporą część dałoby się odzyskać, o ile są na wszystko rachunki.
    O ile pamiętam, można było nawet domagać się sprzedaży gruntu pod budynkiem, o ile nakłady bardzo przewyższają wartość gruntu, ale tam chyba był warunek, że budynek miał być postawiony w dobrej wierze, czyli że się uważało, że wszystko jest załatwione, jak się należy. U Was to nie będzie spełnione.
  • chalsia 16.07.13, 09:52
    oczywiście, że możesz mieć żal do teściowej, ale największy żal i pretensje powinnaś mieć do siebie a zwłaszcza do swoich rodziców
    Ty, młoda, zakochana, budująca wspólną przyszłość mogłaś nie brać kiedyś pod uwagę możliwości rozwodu itp, ale Twoi rodzice - starsi, bardziej doświadczeni wykazali się nie wiem - ignorancją, głupotą - wkładając pieniądze w budowę domu bez sprawdzenia aktów własności/dokumentów tej ziemi dotyczących
    --
    Jednak niektórzy ludzie to gady.
  • blue_ania37 16.07.13, 10:06
    Emocje na bok, bo to nie pomaga.
    Masz rachunki na to, że rodzice pomagali?
    Można wycenić nawet pracę fizyczną przy budowie?
    Czyja jest ta działka w końcu męża czy teściów?
    Czy mieliście rozdzielność?
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • 30joanna30 16.07.13, 20:56
    Nie mieliśmy rozdzielności.
    Działka na męża.
    Nie mam rachunków, ani dowodów darowizn (ze strony nie tylko moich rodziców, ale i dziadków).
    Wycenić pracę fizyczną przy budowie można, to ok. 35-40 tys. (zestawienie domu z takim metrażem). Ojciec robił to SAM, bez pomocnika, nawet bez mojego męża. Dom pomogli mi wykończyć mój kuzyn ze swoją ekipą, bez wynagrodzenia za to, ale nie wyceniałam tej pracy póki co.

    Prawnie niewiele mogę... Pogodziłam się z tym. Pracuję dzień i noc, jestem zorganizowana, odpowiedzialna i zdeterminowana, więc sobie poradzę.

    Emocji jest tyle, że póki co boję się zrobić krok. Jestem ostrożna, muszę ochłonąć (ale to trudne jak mąż nie wraca dniami i nocami, awanturuje się, patrzy z góry, wpędza w poczucie winy, bo jak mogę TO robić dziecku>? itd.).

    Wątek o podzieleniu się opieką - pytam tylko, skąd się biorą ojcowie, którzy tak zabiegają, żeby dziecko u nich mieszkało? Ja wymiękam póki co w tym temacie uncertain Nie wyobrażam sobie, co jeszcze mój mąż wymyśli. Jak zacznie walczyć o opiekę nad dzieckiem, to nie wiem, jak się zachowam. 6 lat jestem OD WSZYSTKIEGO, co dotyczy mojego syna. DZIECKO NIE JEST W STANIE BEZE MNIE ZASNĄĆ, ba! nie zje obiadu, jak mamusi nie ma. Jest megauzależniony ode mnie. Pozostawienie go w domu z mężem (nawet w tych wielkich majątkach) byłoby krzywdą dla niego niewyobrażalną. Nie chce nawet o tym myśleć. Chciałabym poznać zdanie tych ojców. Jestem matką, która PRAGNIE, żeby dziecko miało kontakt z ojcem! JAK TO ZROBIĆ, kiedy muszę wyprowadzić się z domu, wynająć małe mieszkanie w innym mieście. Mamy co miesiąc zmieniać dziecku szkołę i miejsce zamieszkania???? On już teraz przeżyje dramat (wiem to na pewno)...
  • altz 16.07.13, 21:28
    30joanna30 napisał(a):
    > DZIECKO NIE JEST W STANIE BEZE MNIE ZASNĄĆ, ba! nie zje o
    > biadu, jak mamusi nie ma. Jest megauzależniony ode mnie.

    To straszne, co piszesz i bardzo smutne.
    Dziecko w tym wieku powinno być już bardziej samodzielne, jeśli ma pewność, że rodzice są i może w każdej chwili przyjść i porozmawiać, ma swoich znajomych, których odwiedza, ma zainteresowania, własne życie. Zdominowałaś dziecko. Myślę, że będzie dobrze, jeśli będziecie się rozstawać, inaczej skrzywdzisz syna.
  • 30joanna30 16.07.13, 22:59
    Nie kochana! Nigdy nie chciałam zdominować dziecka!!! Wręcz przeciwnie - zawsze potrzebowałam więcej swobody i czasu dla siebie. Niestety - synek nie jest przyzwyczajony do innego życia - opiekuje się nim TYLKO mama. Koniec. On nie zna innej możliwości. Szkoła i mama. Wcześniej: przedszkole i mama; jeszcze wcześniej: opiekunka i mama. MAMA... Jesteśmy w domu wszyscy troje. Ja mam zajęte ręce siedmioma sprawami, tatuś ogląda tv - dziecko woła: mama, nie zawoła Tata, bo wie, że niczego nie osiągnie. Tyle...
  • 30joanna30 16.07.13, 15:28
    Jak najbardziej - masz rację - ale to bardzo dłuuuga historia. Moi rodzice znali się z teściową całe życie. Nie mieli nigdy do czynienia z przepisami (oni sobie wszystko SAMI kupili), prawem majątkowym. Teściowa zapewniała, że zapisała wszystko synkowi i i weszło to do majątku wspólnego, jako że to się odbyło po ślubie. Zaufali jej. Wg mnie złodzieja nie usprawiedliwia fakt, że ofiara dała się okraść, oszusta, że ofiara dała się oszukać, gwałciciela, że ofiara się przed nim nie obroniła itd. Nie ma to teraz znaczenia. Najważniejsze jest dobro dziecka, którego JA SAMA muszę dopilnować. Amen
  • chalsia 16.07.13, 15:35
    > Jak najbardziej - masz rację - ale to bardzo dłuuuga historia. Moi rodzice znal
    > i się z teściową całe życie. Nie mieli nigdy do czynienia z przepisami (oni sob
    > ie wszystko SAMI kupili), prawem majątkowym. Teściowa zapewniała, że zapisała w
    > szystko synkowi i i weszło to do majątku wspólnego, jako że to się odbyło po śl
    > ubie.

    być może teściowa świadomie zrobiła Was w konia
    ale może i nieświadomie - bo IMIENNA darowizna na rzecz TYLKO JEDNEGO Z MAŁŻONKÓW nie wchodzi w skład majątku wspólnego
    a wielu ludzi tego nie wie
    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • 30joanna30 16.07.13, 15:43
    Była w pełni świadoma (tak samo postąpili jej teściowie z nią kiedyś, na szczęście jej mąż-kat już nie żyje, dzięki czemu ma przynajmniej gdzie mieszkać). Masz rację - dużo osób nie wie. Ja i mąż też nie wiedzieliśmy - sprawa wyszła przy meldunku sad Teraz mąż życzy sobie niewolnicy (poprzez kontrolę finansową). To już nieistotne. Właściwie utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie ma na co czekać
  • altz 28.03.13, 08:19
    mia17 napisała:
    (...)
    > taka niepewność może doprowadzić do poczucia braku stabilizacji, która jest z kolei związ
    > ana z potrzebą bezpieczeństwa – jedną z najbardziej prestiżowych wartości
    > w rozwoju osobowości.

    W Domu Dziecka dzieci mają stabilizację, dużą pewność, codzienny harmonogram, a jakoś przeważająca większość dzieci bardzo broni się przed tym.
  • mia17 28.03.13, 08:20
    ale nie mówimy tutaj o oddaniu do domu dziecka, a o pozostaniu przy jednym z rodziców - ojcu lub matce.
    dlaczego od razu przytaczasz przykład ekstremalny?
  • altz 28.03.13, 08:28
    mia17 napisała:
    > ale nie mówimy tutaj o oddaniu do domu dziecka, a o pozostaniu przy jednym z ro
    > dziców - ojcu lub matce.
    Mówimy również o Domu Dziecka, to jest dobry przykład, bo w takich domach jest, powiedzmy 20 tysięcy dzieci.

    > dlaczego od razu przytaczasz przykład ekstremalny?
    W końcu chyba powiedziałaś, że najważniejsza jest stabilność, pewność? Chyba, że jednak się z tego wycofujesz?
  • mia17 28.03.13, 08:32
    wiesz, co - przeczytaj jeszcze raz to, o czym pisałam w kontekście postu autora, bo wmawiasz mi jakieś cuda. o domu dziecka nigdzie nie było.
  • altz 28.03.13, 08:43
    mia17 napisała:
    > wiesz, co - przeczytaj jeszcze raz to, o czym pisałam w kontekście postu autora
    > , bo wmawiasz mi jakieś cuda. o domu dziecka nigdzie nie było.

    Nic Ci nie wmawiam. Tak postawiłaś sprawę. Skoro uważasz, że najważniejsza jest stabilność, powtarzalność, brak zmiana i harmonogram, to w konsekwencji wolałabyś oddać dziecko do Domu Dziecka, niż by miało się mieszkać z obojgiem rodziców na zmianę. Jasne, że według Ciebie, to nie jest najlepsze rozwiązanie, domyślam się, że najlepszym jest ciągła opieka matki z wyłączeniem ojca, ewentualnie z symbolicznym zaistnieniem w życiu dziecka.

    Skoro, tak napisałaś, to trzeba wziąć na siebie konsekwencje swoich poglądów.
  • mia17 28.03.13, 08:47
    z mojej strony to koniec dyskusji z Tobą. zwyczajnie nie rozumiesz, o czym piszę.
    wmawiasz mi jakieś poglądy na podstawie wyssanych chyba z palca informacji uncertain
    nie chce mi się tłumaczyć, bo już jaśniej się nie da.
  • altz 28.03.13, 09:03
    mia17 napisała:

    > z mojej strony to koniec dyskusji z Tobą. zwyczajnie nie rozumiesz, o czym piszę.
    > wmawiasz mi jakieś poglądy na podstawie wyssanych chyba z palca informacji uncertain
    > nie chce mi się tłumaczyć, bo już jaśniej się nie da.
    Ja już przeszedłem mnóstwo takich dyskusji, więc mnie to nie dziwi. big_grin
    "ja już z tobą nie rozmawiam", "o tym już nie będę rozmawiał", "koniec dyskusji", "nie dogadamy się" itd. itp. stare numery, żeby nie zastanawiać się i bronić swojego poglądu za wszelką cenę.

    Nie miałem zamiaru jakoś Ciebie zmanipulować, pokazuję tylko konsekwencje pewnych wyborów. Mam nadzieję, że się zastanowisz nad tym i z czasem zmienisz zdanie, to ten Twój system ma dziury. smile
  • basia8.93 02.04.13, 15:16
    w placówkach, które nazywasz domami dziecka nie ma żadnej stabilizacji. Stabilizacja dotyczy również emocji i więzi, ale i przewidywalności, a w sferze wychowawczej - wartości. w innym miejscu piszesz, że dziecka nie wychowuje się dla siebie, a dla jego samodzielności-sfera wartości ma tu ogromne znaczenie. dwoje skłóconych ludzi nieczęsto będzie chciało podzielać je, respektując te same zasady i normy, co utrudnia wzrastanie.
    Dom to nie tylko przestrzeń fizyczna.
    Cytuję (nie pamiętam kogo)- w sytuacji opieki naprzemiennej dziecko traci dom zyskując dwa pokoje hotelowe.
  • polbel 02.04.13, 15:45
    > Cytuję (nie pamiętam kogo)- w sytuacji opieki naprzemiennej dziecko traci dom z
    > yskując dwa pokoje hotelowe.

    Bzdura. Opieka naprzemienna nie jest przewidziana z urzedu tylko jest opcja dla rodzicow, ktorzy nie wyobrazaja sobie z wlasnej woli kontaktow z dzieckiem na zasadzie odwiedzin, czy wspolnego wyjscia. Zapewniaja obydwoje prawdziwy dom, gdzie toczy sie prawdziwe zycie. Dziecko ma dwa domy zamiast jednego, czesto z wykonczona i zestresowana matka pilnujaca lekcji i porzadku i dochodzacym od czasu do czasu skrzyzowaniem bankomatu ze swietym mikolajem.
  • mayenna 28.03.13, 08:30
    3% ojców się o taka opiekę ubiega- tak mówi statystyka.
    Dostaje mniej bo opieka gdy dziecko kursuje pomiędzy rodzicami jest dla dziecka niekorzystna, szczególnie małego.
  • dzielny.tata 28.03.13, 08:45
    mayenna napisała:

    > 3% ojców się o taka opiekę ubiega- tak mówi statystyka.
    > Dostaje mniej bo opieka gdy dziecko kursuje pomiędzy rodzicami jest dla dziecka
    > niekorzystna, szczególnie małego.

    Hasło Ci się nie podoba? Hasłem jest "opieka naprzemienna" a sąd cycaty to uniemożliwia. Zasądzana jest w tak skandalicznym marginesie nie dlatego że jest niekorzystna tylko dlatego że nie ma na to rozwiązań prawnych, które by przynajmniej zmuszały do rozważenia tego przez sądy a tak tego po prostu nie robią, bo nie chcą, bo za szybko by sprawa sie zakończyła, bo wreszcie w razie rozpowszechnienia tejże opieki byłoby mniej rozwodów, kiedy matka wiedziałaby że dziecko jest również ojca, gdyby wiedziała że rozwód nie jest promocją dla matki, która dostaje wszystko na "dzień dobry".

    Nie dziwie się, że nie poprzesz przecież jesteś kobietą, która w razie czego musiałaby ustąpić na rzecz DZIECKA, dając mu ojca a nie dostając np. alimentów a o to chodzi w rozwodzie kobietom o KASĘ - i tylko dlatego jest tak zdecydowany sprzeciw.
    W bardziej rozwiniętych krajach, gdzie jest stosowana opieka naprzemienna stwierdzono znaczący spadek rozwodów. U nas to zjawisko ciągle rośnie - jest z tego niezły biznes, dla prawników, sędziów, RODiK, i innych instytucji, które żyją z nieszczęścia dzieci, tylko dla tego że rozwód jest promocją dla kobiety.
  • bramstenga 28.03.13, 08:50
    a tak tego po prostu nie robią, bo ni
    > e chcą, bo za szybko by sprawa sie zakończyła,

    Brednie. W tej chwili sądy marzą tylko o tym, żeby zamknąć rozwód na jednej rozprawie.

    matka wiedziałaby że dziecko je
    > st również ojca, gdyby wiedziała że rozwód nie jest promocją dla matki, która d
    > ostaje wszystko na "dzień dobry".

    "Wszystko" czyli co? 350 PLN nieegzekwowalnych alimentów?

    > W bardziej rozwiniętych krajach, gdzie jest stosowana opieka naprzemienna stwie
    > rdzono znaczący spadek rozwodów.

    Konkrety proszę.
  • tricolour 28.03.13, 08:55
    Bo rozumiem, że piszesz na własnym przykładzie. Tak?
  • bramstenga 28.03.13, 08:58
    Źle rozumiesz. Piszę o średniej wysokości alimentów w Polsce.
  • tricolour 28.03.13, 09:07
    ... bo niewrażliwa na piki.

    A poza tym to jaka jest średnia żądań alimentów?
  • mayenna 28.03.13, 09:13
    tricolour napisał:

    > ... bo niewrażliwa na piki.
    >
    > A poza tym to jaka jest średnia żądań alimentów?
    Myslę, że ok 500zł. Tak mi jakoś z praktyki wynika bo nie ma statystyki. Tez nie powala ta kwota.
  • tricolour 28.03.13, 09:18
    ... to tragedia. Biorąc pod uwagę - jak zakładam, może na wyrost - średnie przygotowanie do sprawy alimentacyjnej, przez którą sąd obetnie stówkę czy więcej - to wychodzi, że odpowiedzialność za żenujące alimenty spoczywa na opiekunie.

    A w ilu wyrokach jest zapis o corocznej indeksacji o inflacyjny wskaźnik GUS? Przecież czytamy czasem płaczliwe posty "od 9 lat sąd nie podwyższył alimentów". No, nie podwyższył, bo nikt nie chciał podwyżki...
  • mayenna 28.03.13, 09:29
    Nie wiem czy można taki zapis przeforsować. A co jak sie ojcu warunki zmienią?
    Przecież można podwyższać/obniżać alimenty w przypadku zmian i rosnących potrzeb co pól roku. Mydle, ze ten zapis nie jest dobry i sąd może niechętnie go dodawać.Automat nie jest dobry. U nas prawo dostosowuje się do indywidualnych przypadków. ma to swoje zalety.
  • altz 28.03.13, 10:12
    mayenna napisała:
    > Nie wiem czy można taki zapis przeforsować. A co jak sie ojcu warunki zmienią?
    A jak matka się poślizgnie na oleju i wpadnie pod tramwaj?
    Życie się zmienia, a sąd ustala, ale ma obowiązek brać pod uwagę opiekę naprzemienną, jeśli jest na to szansa. Jeśli nie ma, to trudno, ale tam kurator ostro działa i ma dość duże możliwości, więc problemu nie ma z kontrolą. System niewiele się różni, oprócz tego, że matka nie może powiedzieć: "nie, bo nie!", a to jest bardzo dużo.
  • mayenna 28.03.13, 09:00
    tricolour napisał:

    > Bo rozumiem, że piszesz na własnym przykładzie. Tak?
    Ja mam 300 zł i to od niedawna. Wcześniej miałam po 200 zł.
    A pan kombinuje i nie pracuje.Ani razu nie zapłacił alimentów - od 4 lat. Ma pełne wsparcie rodziny, znajomych i pracodawców.
    To też jest część prawdy o kondycji ojcostwa w dzisiejszych czasach.
  • mayenna 28.03.13, 09:03
    Zapomniałam dodać, że mój eks potrafi nie zabrać dziecka na jeden weekend w miesiącu bo jak mówi 'nie ma pieniędzy'. Siedmiolatka jak wiadomo potrafi zrujnować jedzeniemsmile
  • kasper254 28.03.13, 10:44
    1.To ty piszesz brednie, Bramstenga. Dla ciebie prawo to pozytywistyczny XIX-y wzorzec, gdyż ma taki charakter na przykładzie polskiej rzeczywostości. Gdy popatrzysz inaczej, zobaczysz, że prawo to nie tylko ten bełkot, który jest wyssany z siły głosów poselskich, poprawności, wpływów kościoła, ale także - więcej: przede wszystkim - jest to życie, kultura, doktryna dot. praw i wolności jednostki. Inaczej, to to, co my - ludzie ustalimy w toku współżycia jako normę/postępowania, a posłowie t y l k o unoszą do rangi przepisu.
    2. I to właśnie szwankuje. Dzielny.tato i altz piszą o tym, co powinno być, i co właśnie obejmuje inne podejścia do prawa. Tak jest w praktyce USA i innych państw zachodnich. Opieka przemienna jest s t a n d a r d e m, stąd kobieta wcale nie jest pewna swojej wyłaczności i dziecko nie jest przedmiotem. Spadkowi liczy rozwodów towarzyszy k o n i e c z n o ś ć starania się ze strony kobiety o związek, podejmowania prób rozwiązania konfliktów. W Polsce kobieta wie, że i tak weżmie dziecko, jak walizkę, więc pieprzy związek. Pieprzy faceta i rodzinę. Logika środów, szczuków i innych zliberalizowanych kobiecych środowisk tworzy kanwę aksjologiczną.
    3.Walcz, dzielny.tato. Warto. Może ten beton, tworzony przez kobiety skruszeje. Może... Ale warto próbować.
  • bramstenga 28.03.13, 12:03
    W Polsce kobieta wie,
    > że i tak weżmie dziecko, jak walizkę, więc pieprzy związek. Pieprzy faceta i r
    > odzinę.

    Z moich obserwacji wynika, że to jednak facet najczęściej pieprzy rodzinę i wynosi się do innej pani. A dziecko właśnie dla niego jest "walizką", czyli bagażem, który w najlepszym wypadku opękuje pięćset złotowymi alimentami (klękajcie narody!).
  • altz 28.03.13, 12:29
    bramstenga napisała:
    > Z moich obserwacji wynika, że to jednak facet najczęściej pieprzy rodzinę i wyn
    > osi się do innej pani.
    Cóż to za kraj zdradzaczy, w którym mieszkasz? wink
    Według statystyk, zdrada nie jest zbyt częstą przyczyną rozwodów, najczęściej jest nią znudzenie sobą, niedopasowanie charakterów, a dopiero potem zdrada. Po prostu ludzie zapominają o sobie, że trzeba o związek się troszczyć i cały czas starać, żeby razem było miło i dopiero z tego robi się zdrada.
    Jeśli ludzie się autentycznie kochają, to ta trzecia osoba jest intruzem, choćby była nie wiadomo jak atrakcyjna.

    Wynosi się do pani, a powinien mieszkać pod mostem i dawać satysfakcję swojej byłej? wink

    > A dziecko właśnie dla niego jest "walizką", czyli bagaże
    > m, który w najlepszym wypadku opękuje pięćset złotowymi alimentami (klękajcie n
    > arody!).
    Niektórzy panowie po opłaceniu alimentów mają te 500 zł na utrzymanie siebie. Nie oszukujmy się, 75% populacji zarabia pensję bliską minimalnej i tak jest w większości krajów. Wtedy zamieszkanie z kimś jest jedynym sensownym wyborem, zanim się znajdzie inną pracę, a to może potrwać rok i dłużej.
  • foringee 28.03.13, 23:06
    > 2. I to właśnie szwankuje. Dzielny.tato i altz piszą o tym, co powinno być, i c
    > o właśnie obejmuje inne podejścia do prawa. Tak jest w praktyce USA i innych pa
    > ństw zachodnich. Opieka przemienna jest s t a n d a r d e m, stąd kobieta wc
    > ale nie jest pewna swojej wyłaczności i dziecko nie jest przedmiotem. Spadkowi
    > liczy rozwodów towarzyszy k o n i e c z n o ś ć starania się ze strony kob
    > iety o związek, podejmowania prób rozwiązania konfliktów. W Polsce kobieta wie,
    > że i tak weżmie dziecko, jak walizkę, więc pieprzy związek. Pieprzy faceta i r
    > odzinę.


    Fajnie fajnie, u ciebie tak się stało więc przenosisz to na całość.
    A dużo częściej jest tak, że kobieta by się chciała opieką nad dziećmi podzielić lub nawet te dzieci zostawić z ich ojcem - ale ojcowie nie mają ochoty na zapieprzanie przy dzieciach bo mocni to są tylko w gębie i zaczynają od straszenia żon "odebraniem dzieci" a kończą olaniem tych dzieci i unikaniem płacenia alimentów.

    owszem, też jestem za tym, żeby sądy nakazywały opiekę pół na pół.
    wielu kobietom to ulży w życiu jak ojciec będzie musiał się wysilić i od trudów wychowawczych ją odciążyć.
  • altz 29.03.13, 09:04
    foringee napisała:
    > A dużo częściej jest tak, że kobieta by się chciała opieką nad dziećmi podzieli
    > ć lub nawet te dzieci zostawić z ich ojcem - ale ojcowie nie mają ochoty na zap
    > ieprzanie przy dzieciach bo mocni to są tylko w gębie i zaczynają od straszenia
    > żon "odebraniem dzieci" a kończą olaniem tych dzieci i unikaniem płacenia alim
    > entów.

    Masz rację i nie masz racji jednocześnie, to jest trudne zjawisko.
    Z jednej strony panowie nie garną się do pomocy, a partnerki i babcie to wspierają, nie pozwalają zajmować dzieckiem, nie zostawiają, pozwalają na wyjście na piwko, wysyłają do innych prac, a potem się dziwią, że ojciec nie ma więzi z dzieckiem.
    Trawnik skosić czy rozpalić w piecu panie też potrafią, mogłyby się tym zająć, a pan mógłby ugotować obiad i zająć się dzieckiem.
    Więź trzeba wypracować, to nie jest jakaś magia, tylko wspólny czas z dzieckiem, spędzony w taki sposób, żeby był z pożytkiem dla obu stron i żeby się nie nudziło. Tego wspólnego czasu musi być co najmniej 30%, przez spotkania po dwie godziny co dwa tygodnie nie da się nic rozwiązać.
    Jeśli nie ma więzi, wtedy są problemy z innymi sprawami, z pójściem do lekarza z dzieckiem, zostawieniem dzieci pod opieką w razie potrzeby, a potem problemy z alimentami.
    Mężczyźni nie są wcale tacy cudowni, żeby ich to omijało, na nich te mechanizmy też działają. Kobiety też nie są wyjątkowo wredne i dużo gorsze od kobiet innych narodowości. Taki jest system, który źle działa na wszystkich.
    Mądrzy ludzie powinni się popatrzeć na przyczyny, a nie tylko marudzić na skutki. To nie przytyk do Ciebie, ale zauważony fakt. Tak to działa. Panowie , którzy chcą wprowadzenia opieki naprzemiennej, widzą te przyczyny i rozmawiają bardzo rzeczowo. Chodzi mi o ostatnie rozmowy z rządem na ten temat, ostatnie lata rozmów, żeby było smutniej.

    Ja już pisałem kiedyś, żeby była to opieka równoważna, nie naprzemienna. Jeśli matka będzie miała dziecko przez 30% czasu, to jej to wystarczy na utrzymanie więzi, tak samo ojcu, a dziecko może się jakoś dopasować, bo przecież dziecko, nawet to najmniejsze, ma swoje życie i swoje plany i nie powinno się czuć, jak w koszarach.
  • mia17 28.03.13, 08:52
    współczuję Ci - Twoja żona chyba bardzo Cię skrzywdziła, skoro piszesz, że "o to chodzi w rozwodzie kobietom o KASĘ" uncertain
    a już to zdanie: "kiedy matka wiedziałaby że dziecko jest również ojca, gdyby wiedziała że rozwód nie jest promocją dla matki, która dostaje wszystko na "dzień dobry"" - to po prostu makabra.
    tak! rozwód jest super promocją dla matki! jest czymś wprost wymarzonym dla niej i dla dziecka! można wyciągnąć tyle kasy, ile się tylko da i ile przyzna sąd!
    nie ważne, że rozwala się życie, że traci się grunt pod nogami, dziecko traci pełną rodzinę i wszystko staje na głowie!
    weź się człowieku zastanów, co Ty piszesz... ech uncertain straszne doświadczenia musisz mieć - ale nie sądź wszystkich jedną miarą.
  • altz 28.03.13, 08:56
    dzielny.tata napisał(a):
    > Nie dziwie się, że nie poprzesz przecież jesteś kobietą, która w razie czego mu
    > siałaby ustąpić na rzecz DZIECKA, dając mu ojca a nie dostając np. alimentów a
    > o to chodzi w rozwodzie kobietom o KASĘ - i tylko dlatego jest tak zdecydowany
    > sprzeciw.

    Nie znasz sytuacji, ja znam. Nie masz racji tak oskarżając, nie w tym przypadku.
    Mnie to trochę dziwi, bo akurat Mayenna jest zwolenniczką opieki naprzemiennej, stara się to robić w praktyce, ale co innego pisze na forum. Kobiety nie zrozumiesz. big_grin
  • mayenna 28.03.13, 09:21
    altz napisał:


    > Mnie to trochę dziwi, bo akurat Mayenna jest zwolenniczką opieki naprzemiennej,
    > stara się to robić w praktyce, ale co innego pisze na forum. Kobiety nie zrozu
    > miesz. big_grin
    No jak 'nie zrozumiesz', jak napisałam czemu mnie ten post wkurza i wyzwala co najgorsze? Konstrukcja i forma wypowiedzi taty jest dla mnie nie do zakakceptowania.
    Ty pisujesz o tym dużo normalniej, bez seksizmu, łącząć a nie dzieląc i stawiając sobie jako cel faktycznie opieke nad dzieckiem, a nie dokopanie wstrętnym babom i ukaranie brakiem alimentacji. Masz rozsądne podejście do wydatków jakie sa konieczne w utrzymaniu dziecka. Ten pan może się od ciebie uczyć.Od wielu ojców tutaj.
    Mnie on cronat.goldem pachnie. Nie zdziwię się jak to kolejne jego wcielenie.
  • altz 28.03.13, 09:34
    mayenna napisała:
    > No jak 'nie zrozumiesz', jak napisałam czemu mnie ten post wkurza i wyzwala co
    > najgorsze? Konstrukcja i forma wypowiedzi taty jest dla mnie nie do zakakceptow
    > ania.
    Ja rozumiem powód zdenerwowania, ale już nie rozumiem, jak można pisać inaczej, niż się samemu praktykuje?
    Myślę, że jakbym na Ciebie trafił podczas rozwodu, to z opieką w jakimś sensie naprzemienną nie byłoby problemu. Dlatego mnie tak dziwi to rzucanie piorunami i oskarżanie facetów.
    Według mnie, te 30% opieki nad dzieckiem przejętej w większości przez ojców to jest maks, 60%-65% opieki w jakiejś części wspólnej często z przewagą matki i te 5%-10% to samodzielna opieka matki. Myślę, że to jest realne w Polsce po zmianie przepisów w ciągu powiedzmy 10 lat.

    > Ten pan może się od ciebie uczyć.Od wielu ojców tutaj.
    Lepiej żeby jednak sobie znaleźli kogoś lepszego, bo ja mam wielką świadomość porażki, czekałem na przemyślenia z drugiej strony, ale się przeliczyłem.
    Lepiej, żeby ktoś sobie wybrał kogoś, komu się poukładało i jakoś to funkcjonuje, choćby się rodzice dogadali nawet przy pomocy mediatora.

    > Mnie on cronat.goldem pachnie. Nie zdziwię się jak to kolejne jego wcielenie.
    Myślę, że to nie Cronat.
  • mayenna 28.03.13, 09:44
    Altz, przepisy sa jak widać. Trzeba zmiany pogladów i przekonań po obu stronach. Tylko tyle.
    Jak się ludzie dogadają to sąd zaaprobuje.
    Ta akcja to strzał w stopę dla opieki naprzemiennej bo dzieli rodziców. Przecież to powinna byc wspólna akcja a nie ojcowie kontra matki. Ale to jest moje zdanie bo ja mam dziecko na uwadze, nie swój osobisty interes.
  • altz 28.03.13, 09:59
    mayenna napisała:
    > Altz, przepisy sa jak widać. Trzeba zmiany pogladów i przekonań po obu stronach.
    > Tylko tyle. Jak się ludzie dogadają to sąd zaaprobuje.
    Ludzie są z natury źli i egoistyczni i z czasem nie szanują tego, co posiadają. Często wchodzą w jakąś rolę i zmieniają swoje postępowanie. Tylko osoby bardzo dojrzałe potrafią się porozumieć. Tak uważam.
    Dowodem na to są eksperymenty Zimbardo, na wojnie obozowi kapo czy doświadczenia na temat działania mózgu sposobów reagowania.

    Matka zazwyczaj nie ma interesu podzielić się opieką, bo musiałaby podejmować decyzje razem z byłym partnerem. Ostatnio usłyszałem o takiej rozmowie, dlaczego matka ogranicza spotkania dziecku z ojcem? Matka szczere powiedziała, że taki kręcący się ojciec, bardzo utrudnia ułożenie sobie życia matce. Druga pani powiedziała tak samo. Żadna nie przyzna się do tego w oficjalnej rozmowie.
    Wprowadzenie obowiązku w USA spowodowało, że rodzice jednak się porozumieli, a z czasem takie współistnienie zrobiło się łatwiejsze.
  • kasiamasia 28.03.13, 23:10
    altz napisał:

    > Wprowadzenie obowiązku w USA spowodowało, że rodzice jednak się porozumieli, a
    > z czasem takie współistnienie zrobiło się łatwiejsze.
    Czy mozesz mi powiedziec co wprowadzono w USA? Obowiazkowo?
    Bo to chyba nie do konca tak!
  • mayenna 28.03.13, 08:57
    dzielny.tata napisał(a):


    >
    > Nie dziwie się, że nie poprzesz przecież jesteś kobietą, która w razie czego mu
    > siałaby ustąpić na rzecz DZIECKA, dając mu ojca a nie dostając np. alimentów a
    > o to chodzi w rozwodzie kobietom o KASĘ - i tylko dlatego jest tak zdecydowany
    > sprzeciw.

    To świadczy o twoim ograniczonym postrzeganiu problemu, uprzedzeniach osobistych i materializmie.Paskudne jest to co piszesz, te oceny, wrzucanie do jednego wora.
    Tu ci napisano że średnie alimenty to 350 zł. Faktycznie można się dorobićsmile

    > W bardziej rozwiniętych krajach,
    W bardziej rozwiniętych krajach ojcowie chodzą na urlopy tacierzyńskie, sa inne rozwiązania socjalne, a przede wszystkim kultura wypowiedzi. W Szwecji nikt nie poprarłby protestu opartego na słowie "cycki"

    Tutaj już takie manifesty były i ja akurat jy jestem całym sercem za nimi, za większa rola ojców w zyciu dzieci, nie tylko tych po rozwodzie, ale twoja forma wypowiedzi w tej sprawie mnie odrzuca. Odrzuca mnie ta demagogia, mizoginizm i seksizm.
  • fotm 28.03.13, 14:56
    o KASĘ, ale się uśmiałam, nie mogę big_grinDDD. Zaraz się dowiem, że rodzimy dzieci tylko dla kasy z alimentów tongue_out. Mój adwokat powiedział mi, że koszty utrzymania dziecka sąd dzieli 50/50 ponieważ oboje pracujemy i nie ma znaczenia ile kto z nas zarabia. O przyznane alimenty od momentu uprawomocnienia się wyroku muszę cały czas walczyć z exem i nigdy nie zachciało mu się wpłacić ich w terminie. Przed sądem również bajał o opiece naprzemiennej, a zaraz po wyroku wymiksował się z życia dziecka na dobre.
    Rozwód jest promocją dla kobiety? Po Twoich wypowiedziach przestaję się dziwić decyzji sądu.
    --
    "Pozwól też, że dam ci radę płynącą ze szczerego serca: nigdy więcej nie mów, że jesteś nic niewarta. Bo znaczymy tylko tyle, na ile potrafimy wycenić się we własnych oczach." Mordimer/ J. Piekara
  • mayenna 28.03.13, 08:37
    Hasło mi się nie podoba bo dzieli ludzi wg płci. Nie poprę nawet najsłuszniejszego protestu, który na sztandarze ma coś co godzi w moją kobiecość.
    Jak chcesz dokopać babom to hasełko jest świetne. Jak chcesz wsparcia w walce o prawa ojców to radzę je zmienić. We mnie ono budzi niesmak i agresję.

  • nangaparbat3 28.03.13, 08:37
    Dlaczego "Nasze" piszesz wielką literą?

    --
    "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"wojej wypo
  • bramstenga 28.03.13, 08:43
    No jak to dlaczego - bo Moja (Nasza) racja jest Najmojsza smile
  • tricolour 28.03.13, 08:43
    ... i myśli, że ZWROT grzecznościowy pisany wielką literą można rozciągać na wszystko o czym się pisze.
  • tricolour 28.03.13, 08:41
    ... że opieka naprzemienna wymaga od rodziców, by na siebie przyjaźnie patrzyli, umieli razem osiągać kompromisy, umieli zorganizować wspólny grafik, mieli pieniądze na swobodne utrzymanie dwóch gospodarstw (ważne gdy dzieci jest więcej, bo to oznacza kilka pokojów dla tych dzieci x 2), chcieli i mogli mieszkać blisko siebie oraz by ich nowi partnerzy akceptowali życie w komunie.

    Więc nie dziw się, że tej opieki nie ma.
  • dzielny.tata 28.03.13, 08:48
    tricolour napisał:

    > ... że opieka naprzemienna wymaga od rodziców, by na siebie przyjaźnie patrzyli
    > , umieli razem osiągać kompromisy, umieli zorganizować wspólny grafik, mieli pi
    > eniądze na swobodne utrzymanie dwóch gospodarstw (ważne gdy dzieci jest więcej
    > , bo to oznacza kilka pokojów dla tych dzieci x 2), chcieli i mogli mieszkać bl
    > isko siebie oraz by ich nowi partnerzy akceptowali życie w komunie.
    >
    > Więc nie dziw się, że tej opieki nie ma.


    Z całym szacunkiem, ale się dziwię....
  • tricolour 28.03.13, 08:48
    ... skoro Ty przed sądem musisz walczyć o dziecko, to znaczy, że nie sąd jest winny tylko Twoje żona - gdyby ona się zgodziła, to sąd by chętnie poszedł na kawę zamiast siedzieć na dupie przy nudnej sprawie.

    Więc zacznij naprawę świata od dobierania sobie takich partnerów życiowych, z którymi nie będziesz musiał latać po sądach.
  • mia17 28.03.13, 08:56
    i tu się zgodzę.
    z tego, co wiem - jeśli rodzice są "dogadani" co do kwestii wychowywania dziecka - przedstawiają to sądowi i sąd to przyklepuje. nie ma się o co bić.
    tak więc zamiast zwalać winę na sąd - porozmawiaj ze swoją żoną.
  • dzielny.tata 28.03.13, 09:13
    mia17 napisała:

    > i tu się zgodzę.
    > z tego, co wiem - jeśli rodzice są "dogadani" co do kwestii wychowywania dzieck
    > a - przedstawiają to sądowi i sąd to przyklepuje. nie ma się o co bić.
    > tak więc zamiast zwalać winę na sąd - porozmawiaj ze swoją żoną.

    Widzisz - od razu zakładasz, że wszystko jest OK, poczynając od matki - otóż nie, rozmawiałem o tym z żoną i niestety jest z jej strony zdecydowane NIE, ponieważ za dużo by straciła.
    co do innych postów płacę w tej chwili alimenty w wysokości 500zł miesięcznie i wierzcie mi, że gdybym nie zapłacił to komornik raz dwa by się z tym uporał.
    A zadłużenie alimentacyjne rośnie dlatego że na dzień dobry ojcowie jest dostają często nie mając już nic, bo tuż przed rozwodem zostali na lodzie, bo żona wszystko przedtem upłynniła. Opieka naprzemienna ukróciła by ten proceder.
    Jeśli chodzi o dobór partnerów życiowych - masz rację, ale nie każdy tak jak ty ma umiejętność przewidzenia jak za lat 10, czy 15 będzie zachowywał się partner/partnerka.
    Było moim błędem że wstąpiłem w związek małżeński z tą kobietą, ponieważ od początku nie układało się najlepiej, ale cóż człowiek ma taką naturę, że chce żeby się wszystko jakoś ułożyło, na co potrzeba czasu i o czym każdy wokół trąbi, a gdybym od razu zrezygnował to ktoś by podsumował że nie próbowałem, że się wycofałem że jestem niedojrzały i nie dałem nam szansy. Otóż wszytko to nam dałem, ale i tak nie wyszło.
    Szkoda, że dyskusja zeszła na zupełnie inny tor i szkoda że ojców jednak nie ma.
  • mia17 28.03.13, 09:26
    ale dlaczego używasz liczby mnogiej pisząc, że "ojcowie często nie mając już nic, bo tuż przed rozwodem zostali na lodzie, bo żona wszystko przedtem upłynniła"?
    rozumiem, że wszystkie przypadki rozwodów, jakie znasz osobiście były takie, że paskudne i złe kobiety upłynniły cały dobytek przed rozwodem i zostawiły biednych ojców na lodzie...?
    ja nie znam żadnego takiego przypadku - a dość sporo małżeństw wokół mnie się rozwodziło.
    nie generalizuj, bo kobiety to nie jest całe zło tego świata.
  • nangaparbat3 28.03.13, 09:09
    Z tego co piszesz wydaje się, że opieka naprzemienna jest dla Ciebie w duzej mierze sposobem na niepłacenie alimentow (Twoj ostatni post do Mayenny). Biorąc pod uwage wszystkie wyzwania takiej formy opieki (wymienione przez Tri) nie dziwilabym sie, gdyby cala rzecz skończyla sie fiaskiem.

    --
    Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
  • blue_ania37 28.03.13, 09:16
    Jestem zniesmaczona dzielny tato, twoimi wypowiedziami.
    Bo z jednej strony cudowne slowa o tym, że dziecko po rozwodzie powinno mieć dwójkę rodziców itp...
    A potem było już tylko slodziejsmile
    Rozwód to fajna rzecz dla kobiety, dostaję w wraz z rozwodem bonus finansowy na waciki i pierdoly własne.
    Dla dziecka nawet możesz się przeprowadzić, ale najważniejsze to świadkowie i rodk.
    Proponuję melisę i magnez.
    A
    --
    "Ci którzy ruszyli z miejsca, są już w połowie drogi do sukcesu."
  • blue_ania37 28.03.13, 09:20
    500 zł alimentów, faktycznie cycaty sąd ci dowalił tyle to można dostać z funduszu alimentacyjnegosmile
    Suma mnie powala.
    Jesteś niepoważny jak dla mnie, stwierdzając że kobiety po rozwodzie dostają wszystko.
    A

    --
    www.youtube.com/watch?v=G2PqMl6K87Q
  • dzielny.tata 28.03.13, 09:29
    blue_ania37 napisała:

    > 500 zł alimentów, faktycznie cycaty sąd ci dowalił tyle to można dostać z fundu
    > szu alimentacyjnegosmile
    > Suma mnie powala.
    > Jesteś niepoważny jak dla mnie, stwierdzając że kobiety po rozwodzie dostają ws
    > zystko.
    > A
    A czy ja powiedziałem że mi dowalił?? Poruszyliście ten temat to mówię wcale nie w kontekście że mi dowalił, bo wiem że zasądza większe. Więc o co chodzi.
    Co do drugiej części to potwierdzę, że dostają wszystko. I basta.
  • mayenna 28.03.13, 09:37
    dzielny.tata napisał(a):

    > A czy ja powiedziałem że mi dowalił?? Poruszyliście ten temat to mówię wcale ni
    > e w kontekście że mi dowalił, bo wiem że zasądza większe. Więc o co chodzi.
    > Co do drugiej części to potwierdzę, że dostają wszystko. I basta.
    Wszystko powiadasz? A no nie. Mnie sąd nie dał większego wymiaru kontaktów ojca z dziećmi. Odrzucił tak mój wnioseksmile
    Nie ma mozliwości zmuszenia ojca do korzystania nawet z tych szczątkowych jakie ma.

    A nie wyobrażam sobie wykłócania sie o kada rzecz kupiona/niekupiona dziecku. Przy twoim podejściu ze kupuja oboje to jest zarzewie ciągłych konfliktów i niesnasek. W skrajnych przypadkach po prostu dziecko nie miało by co jeśc i nie było by odpowiedzialnej za to osoby. Umiesz sobie to wyobrazić?
    Dojdż dlaczego sąd zasądza alimenty do rąk jednej strony to moze docenisz przesłanki jakimi sie w tum temacie ustawodawca kierował.
  • blue_ania37 28.03.13, 09:37
    dzielny.tata napisał(a):

    > A czy ja powiedziałem że mi dowalił?? Poruszyliście ten temat to mówię wcale ni
    > e w kontekście że mi dowalił, bo wiem że zasądza większe. Więc o co chodzi.
    > Co do drugiej części to potwierdzę, że dostają wszystko. I basta.

    Starzy bywalcy mnie znają, ale dla Ciebie powiem ci co dostałam.
    Zostałam z dzieckiem wyrzucona z domu, pozamykano pokoje, spedziłam z dzieckiem zimę w nieogrzewanym domu, mój mąż wyniósł nawet czajnik.
    Faktycznie dostałam wszystko.
    Więc nie pitol, tylko ochłoń ja nie mówię że faceci to ostanie zło bo są tacy i tacy,zmierz się z tym kogo wybrałeś na partnera i matkę swojego życia a nie wal w kobiety i sądy cycate.
    Tak jak napisałam mnie rozwodzi facet, nie zauważyłam żeby podchodził w inny sposób do mnie czy do męża.
    A


    --
    www.youtube.com/watch?v=G2PqMl6K87Q
  • cozzycie_80 28.03.13, 10:52
    Nie jestem zwolenniczką opieki naprzemiennej, choć jakbym miała spojrzeć na swoją sytuację, to u nas coś takiego jakby funkcjonuje. Dziecko jest tak jakby "na walizkach", ale już się do tej sytuacji przyzwyczaiła. Domy ma dwa, u mamy i u taty (no jeszcze trzeci u babci smile Nie ma z tego tytułu problemów z poczuciem bezpieczeństwa itp.
    Były ma swoje zasądzone kontakty, ale w sumie i tak dogadujemy się super więc nie pilnujemy terminów wyznaczonych przez sąd. A nawet ostatnio nasze kontakty tak się ociepliły, że potrafimy sobie pomagać. Wszystkie sprawy dotyczące dziecka załatwiamy razem (szkoła, a nawet kiedy ostatnio Młodej przebiliśmy uszy, byliśmy przy tym razem).
    Tylko w tym jest całe meritum sprawy, jedna i druga strona musi chcieć!
    Dyskusja dla mnie bezsensowna, ponieważ to wszystko zależy od rodziców. Jeżeli nie umieją się dogadać, to nic z tego nie będzie. Jeżeli tata nie chce spotykać się z dzieckiem, to sąd nic nie zmieni. Matek, które te kontakty utrudniają nigdy nie zrozumiem i nie urażając nikogo, według mnie cierpią na jakąś indolencję umysłową.
    Rozumiem i popieram walkę ojców, którym kobiety utrudniają kontakty z dzieckiem.
  • mayenna 28.03.13, 10:57
    To może wyraźnie napisze: nie popieram walki ojców, matek czy dziadków. popieram prawo dziecka do posiadania dwojga rodziców nawet jak sie rodzina rozpada, do niwelowanie skutków tego rozpadu dla dziecka.
  • 30joanna30 17.07.13, 00:18
    Otóż to!
    Zgadzam się w 100%
    Żaden sąd nie pomoże, jak rodzice się nie dogadają - i tak skrzywdzą dziecko, choćby sądy były najsprawiedliwsze i najmądrzejsze! Najczęściej problemem jest tatuś (przynajmniej z mojego doświadczenia), ale pewnie, że bywa różnie.
    Pozdrawiam
  • altz 17.07.13, 01:18
    30joanna30 napisał(a):
    > Żaden sąd nie pomoże, jak rodzice się nie dogadają
    Polski sąd nie pomoże, bo nie chce. Inne sądy dają sobie radę.

    > Najczęściej problemem jest tatuś (przynajmniej z mojego doświadczenia)
    Najczęściej problemem są matki, ale to takie moje doświadczenie. Polki w porównaniu z innymi paniami w Europie, nie wypadają dobrze ze względu na poziom agresji.
  • blue_ania37 17.07.13, 09:26
    Strasznie dużo w Tobie emocji, rozumiem, ale musisz to jakoś przerobić.
    Nie oczekuj, że twój mąż wystapi o opiekę naprzemienną w sytuacji kiedy nie zajmował się dzieckiem.
    Nie oczekuj pomocy, bo jak sama piszesz zawsze to ty zajmowałaś się dzieckiem.
    Nie oczekuj że się napijesz piwa, bo nie będziesz miała kiedy, naraziesmile
    Ale to minie jak się ogarniesz.
    Zaakceptuj że masz takiego ojca dla swojego dziecka i tyle, nie zmienisz go bo on taki jest.
    Możesz zmienic tylko siebie i swoje nastawienie.
    Dzieci naprawdę nie potrzebują do życia 160 metrów, lepsze życie w kawalerce niż na włościach z kłócącymi się rodzicamismile
    Czytaj mu bajki terapeutyczne, przygotowuj go na rozwód i zmianę miejsca zamieszkania.
    Doczytałam również jedną miłą rzecz o twoim mężu, to w sprawie urlopu, że teraz ty masz potem on ze względu na dziecko.
    To cenna pomoc i staraj się to zauważać, jesli do tej pory tego nie robił.
    Chroń dziecko i nie myśl o teściowej.
    To nic nie zmieni, a twoje zachowanie wobec młodego zmieni dużo.
    Wylaż z nim z domu, pokazuj mu dzieci ludzi rozwiedzionych ( dużo tego, zaprzyjażnij się z kimś ),
    W sprawie domu napisz do mnie na priva, mój nick a potem @ gazeta.pl
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
  • dzielny.tata 28.03.13, 09:22
    nangaparbat3 napisała:

    > Z tego co piszesz wydaje się, że opieka naprzemienna jest dla Ciebie w duzej mi
    > erze sposobem na niepłacenie alimentow (Twoj ostatni post do Mayenny). Biorąc p
    > od uwage wszystkie wyzwania takiej formy opieki (wymienione przez Tri) nie dziw
    > ilabym sie, gdyby cala rzecz skończyla sie fiaskiem.
    >
    No i niestety nastąpiło wypaczenie wszystkiego co chciałem przekazać. Nie jest to sposób na niepłacenie alimentów, ale ja będąc rodzicem również chcę wychowywać swoje dziecko i będąc również dorosłym człowiekiem potrafię kupić dziecku ubranie, książkę, plecak, buty, czy jedzenie i chciałbym o tym decydować. niestety jesteście zapatrzeni w to że to kobieta powinna o tym decydować na co wydać ile wydać i czy wogóle ojciec może zobaczyć dziecko. Wasza mentalność jest porażająca. Przecież jak będę miał przy sobie dziecko to też ponoszę koszty wymienione wyżej, więc to że chcę dać dziecku te pieniądze bezpośrednio to jest złe?? Czy wg was to matce powinienem dawać pieniądze?? Bo tak chce??
    Żaden z waszych wpisów nie mówi o tym, żeby to ojciec wychowywał dziecko i dostawał alimenty - to byłoby nie fair w stosunku do matki przecież.... hipokryzja i to właśnie wam matkom chodzi o pieniądze i zemstę na byłym.....!!! To jest porażające!!!
  • blue_ania37 28.03.13, 09:31
    dzielny.tata napisał(a):
    nieste
    > ty jesteście zapatrzeni w to że to kobieta powinna o tym decydować na co wydać
    > ile wydać i czy wogóle ojciec może zobaczyć dziecko. Wasza mentalność jest pora
    > żająca. Przecież jak będę miał przy sobie dziecko to też ponoszę koszty wymieni
    > one wyżej, więc to że chcę dać dziecku te pieniądze bezpośrednio to jest złe??
    > Czy wg was to matce powinienem dawać pieniądze?? Bo tak chce??
    > Żaden z waszych wpisów nie mówi o tym, żeby to ojciec wychowywał dziecko i dost
    > awał alimenty - to byłoby nie fair w stosunku do matki przecież.... hipokryzja
    > i to właśnie wam matkom chodzi o pieniądze i zemstę na byłym.....!!! To jest po
    > rażające!!!

    Tu nikt nie napisał że ojciec nie może wychowywać dziecka i dostawać alimenty.
    Odezwał się lesnik który wychowuje dziecko, do jego wpisu wogóle sie nie odniosłeś.
    Odczuwam wrażenie, że tobie nie chodzi o dziecko tylko o te cholerne pieniądze, bo ktoś kto ci zrobił przykrość będzie dostawała od ciebie przelewy.
    Widzisz czubek góry lodowej i kojarzysz tylko, że pewnie będzie wydawała te pieniądze na siebie.
    Alimenty jakie płacisz są bardzo niskie, podejście twoje do sądu i kobiet na pewno nie pomoże tobie w uzyskaniu opieki naprzemiennej.
    I żeby było jasne, ja nie uważam, że należy ojca pozbawić dziecka.
    Ale fajnie się piszę, dla dobra dziecka a w następnych postach wywala się całą złość na kobiety.
    Melisa, magnez, uspokojenie, wrócić do tematu jak ci opadną emocje.
    A


    --
    www.youtube.com/watch?v=8dzNqORtRWU
  • mia17 28.03.13, 09:31
    porażająca to jest Twoja jednostronność.
    to Ty przez cały czas skupiasz się na tym, aby wykazać, jakie to kobiety są złe. jak to czekają na rozwód, żeby się wzbogacić i zabrać byłemu mężowi wszystko.
    tak się w tym zapieniasz, że sam nie widzisz, co tutaj ludzie piszą. a piszą różne mądre słowa.
    ochłoń.
  • altz 28.03.13, 09:45
    dzielny.tata napisał(a):
    > Żaden z waszych wpisów nie mówi o tym, żeby to ojciec wychowywał dziecko i dost
    > awał alimenty - to byłoby nie fair w stosunku do matki przecież.... hipokryzja
    > i to właśnie wam matkom chodzi o pieniądze i zemstę na byłym.....!!! To jest po
    > rażające!!!
    To jest rzadki przypadek, dlatego o tym się nie pisze, ale na tym forum są kobiety, które były w stanie coś takiego zaproponować, nie było odzewu albo po miesiącu dziecko wróciło do matki, bo ojciec jednak nie chciał.
    O zemstę czasami(!) chodzi, spora część matek utrudnia spotkania dziecka z ojcem i rodziną dziecka ze strony ojca, ale jeśli chodzi pieniądze, ale to już tak często nie jest. Prędzej się zdarzają matki, które potrafią wydać każdą kwotę i nie chcą, żeby im się ktoś "obcy" wtrącał, ale myślę, że to jest może z procent wszystkich przypadków, tylko bardzo widoczny, bo reklamujący się tym. smile
  • logicman 28.03.13, 09:54
    dzielny.tata napisał(a):

    > hipokryzja i to właśnie wam matkom chodzi o pieniądze i zemstę na byłym.....!!! To jest po
    > rażające!!!

    Spokojnie, z czasem zaczniesz dostrzegać świat w całym spektrum barw, teraz z Twoich wpisów wyziera smutny, czarno-biały obraz rzeczywistości, takiej jaką Ty widzisz na skutek przykrych doświadczeń z matką Twojego dziecka. Pamiętaj jednak, że generalizując krzywdzisz wiele wspaniałych kobiet, matek. Rozumiem to, też tak miałem. Ale świat nie jest taki zły. Życzę Ci, byś przekonał się o tym jak najszybciej. Po co marnować życie pogrążając sie w negatywnych emocjach. Rób to, co uważasz za słuszne pamiętając jednak, że głową muru nie przebijesz. Dostrzegaj to, co najważniejsze w życiu i co może dawać Ci siłę, przepełniać radością, którą będziesz mógł dzielić się z bliskimi.

    Jestem przekonany, że Twoje dziecko będzie czuło się bardziej szczęśliwe mając uśmiechniętych rodziców osobno i widując się ze szczęśliwym i spełnionym ojcem co dwa tygodnie, niż wychowując się wśród wiecznie walczących ze sobą ludzi - ludzi bliskich temu dziecku.
    Aby było jasne - jestem zwolennikiem opieki naprzemiennej. Jednak takie rozwiązanie jest możliwe, gdy obie strony tego chcą dla dobra dziecka. W sferze relacji międzyludzkich jakiekolwiek wymuszenia prędzej czy później wychodzą bokiem - wszystkim stronom "układu".

    Pozdrawiam.

    --
    Prawdziwe uczucie potrafi stworzyć "my" bez niszczenia "ja".
  • 30joanna30 16.07.13, 21:31
    O! Czyli, dziecko ma mieć: 2 x ubrania, 2 x plecaki (akcesoria szkolne), rowerki, rolki, zabawki, piłki, sprzęt sportowy, pierdółki? fajnie, w bogatych krajach pewnie to i funkcjonuje, ale nie w naszym. Wyobrażasz sobie, że z jednej pensji każde z rodziców utrzyma dom, opłaty i każde z rodziców zakupi osobno WSZYSTKO, co potrzebne dziecku. Kurcze! Nie wiem, czy nadążam... Nie wyobrażam sobie dogadać się z moim mężem w tej sprawie, co jest potrzebne dziecku. Mały dostałby u mojego męża talerz frytek i jakieś lansiarskie buty, żebym się odczepiła...
    Nie zrozum mnie źle. Bardzo szanuję to, że chcesz wychowywać dziecko, że podjąłeś walkę o nie, ale nie rozumiem drogi, którą chcesz iść. Nie możesz po prostu dogadać się z żoną? Trudno mi uwierzyć, że kobieta chce odseparować dziecko od ojca, który je kocha. Mieszkając z matką, dziecko ma zapewniony dom, poczucie stabilizacji (co konieczne w jego rozwoju), jeśli macie możliwość opieki naprzemiennej, czemu z niej nie skorzystacie? Płać alimenty, a z żoną dogaduj się, kiedy możesz zabrać dziecko na jakiś dłuższy czas. Tylko umówicie się, że to ona kupuje mu niezbędne rzeczy (po to ma alimenty). To chyba proste rozwiązanie. I dobre dla dziecka - ma jeden dom i ojca, który je kocha i stara się wykorzystywać każdą okazję do bycia z nim. Ja bym BARDZO chciała, żeby mój mąż zgodził się na coś takiego. Przecież to i dla mnie POMOC w wychowaniu, w opiece. Podzielić się: odwożeniem i przywożeniem ze szkoły, spożywaniem wspólnych posiłków, wizytami u lekarzy, na basenie, wożeniem na dodatkowe zajęcia itd. Jeśli kobieta nie chce takiej pomocy, to albo jest głupia, albo ma jakiś powód, by bać się o dziecko,,, U mnie raczej klasycznie: najniższe alimenty (wykazywane dochody męża są raczej poniżej średniej), ja do OBOWIĄZKÓW, tatuś - jak mu się zachce to zabierze syna na niedzielę i to zapewne do babci, bo raczej nie wyobrażam sobie, żeby podjął się wysiłku sprawowania opieki nad małym przez CAŁĄ NIEDZIELĘ wink
  • blue_ania37 16.07.13, 22:02
    30joanna30 napisał(a):

    > O! Czyli, dziecko ma mieć: 2 x ubrania, 2 x plecaki (akcesoria szkolne), rowerk
    > i, rolki, zabawki, piłki, sprzęt sportowy, pierdółki? fajnie, w bogatych krajac
    > h pewnie to i funkcjonuje, ale nie w naszym. Wyobrażasz sobie, że z jednej pens
    > ji każde z rodziców utrzyma dom, opłaty i każde z rodziców zakupi osobno WSZYST
    > KO, co potrzebne dziecku. Kurcze! Nie wiem, czy nadążam... Nie wyobrażam sobie
    > dogadać się z moim mężem w tej sprawie, co jest potrzebne dziecku.

    Daję się rowerek i gacie na przebranie nikiedy zabawki, ukochanego przytulaka, nie trzeba kupowac dwóch kermitówsmile
    Mały dostałb
    > y u mojego męża talerz frytek i jakieś lansiarskie buty, żebym się odczepiła...

    Od talerza frytek nie umrze, moje dziecko uwielbia niestety mac donaldsa więc wliczam w koszty hamurgery i lody to jest natura dzieci.
    Gdybym sie nie rozwiodla to i tak by młody jadał tam od czasu do czassu kolację więc w czym problem?

    Płać alimenty, a z żoną dogaduj się, kie
    > dy możesz zabrać dziecko na jakiś dłuższy czas. Tylko umówicie się, że to ona k
    > upuje mu niezbędne rzeczy (po to ma alimenty). To chyba proste rozwiązanie. I d
    > obre dla dziecka - ma jeden dom i ojca, który je kocha i stara się wykorzystywa
    > ć każdą okazję do bycia z nim. Ja bym BARDZO chciała, żeby mój mąż zgodził się
    > na coś takiego. Przecież to i dla mnie POMOC w wychowaniu, w opiece. Podzielić
    > się: odwożeniem i przywożeniem ze szkoły, spożywaniem wspólnych posiłków, wizyt
    > ami u lekarzy, na basenie, wożeniem na dodatkowe zajęcia itd.

    Rozbawilaś mnie, ma finansować , ale nie wnikać , grzecznie przyjeżdzać i odwozić i miec poczucie pomocy.

    > erze syna na niedzielę i to zapewne do babci, bo raczej nie wyobrażam sobie, że
    > by podjął się wysiłku sprawowania opieki nad małym przez CAŁĄ NIEDZIELĘ wink

    A jak byłaś w małżeństwie to dziecko nie spędzało niedzieli u babci?
    Bo jak się ma męża który kiedy ty idziesz do pracy idzie do babci to raczej jest znikoma wartość że jak przestaniesz być zoną nagle!!! zacznie gotować obiady dwudaniowe i podwieczorek.
    Emocje na bok


    --
    www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
  • 30joanna30 16.07.13, 23:23
    blue_ania37 napisała:

    > 30joanna30 napisał(a):
    >

    > Daję się rowerek i gacie na przebranie nikiedy zabawki, ukochanego przytulaka,
    > nie trzeba kupowac dwóch kermitówsmile

    No właśnie - ja tak to widzę raczej - na tego jednego kermita i rowerek rodzice się składają i nie ma problemu. Po prostu ktoś napisał, ze opieka naprzemienna pozbawia dziecka prawa do alimentów - więc jak się to rozlicza? - każdy ma kupić swoje? - o to mi chodziło
    > Od talerza frytek nie umrze, moje dziecko uwielbia niestety mac donaldsa więc w
    mój tez uwielbia - nie panikuję - chodziło mi o ten wkład w wychowanie - nie płaci alimentów, tylko sypnie frytami, żebym się odczepiła - przecież żywi he he he...
    >
    > Płać alimenty, a z żoną dogaduj się, kie
    > > dy możesz zabrać dziecko na jakiś dłuższy czas. Tylko umówicie się, że to
    > ona k
    > > upuje mu niezbędne rzeczy (po to ma alimenty). To chyba proste rozwiązani
    > e. I d
    > > obre dla dziecka - ma jeden dom i ojca, który je kocha i stara się wykorz
    > ystywa
    > > ć każdą okazję do bycia z nim. Ja bym BARDZO chciała, żeby mój mąż zgodzi
    > ł się
    > > na coś takiego. Przecież to i dla mnie POMOC w wychowaniu, w opiece. Podz
    > ielić
    > > się: odwożeniem i przywożeniem ze szkoły, spożywaniem wspólnych posiłków,
    > wizyt
    > > ami u lekarzy, na basenie, wożeniem na dodatkowe zajęcia itd.
    >
    > Rozbawilaś mnie, ma finansować , ale nie wnikać , grzecznie przyjeżdzać i odwoz
    > ić i miec poczucie pomocy
    ej, specjalnie zostawiłam fragment mojego postu, żebyś jeszcze raz zobaczyła: piszę, że ma wnikać właśnie: w lekarza, szkołę, zakupy, odrabianie lekcji itd - ma się TYM ZAJMOWAĆ!!! Nie rozumiem, o co ci chodzi...
    >

    >
    > A jak byłaś w małżeństwie to dziecko nie spędzało niedzieli u babci?
    > Bo jak się ma męża który kiedy ty idziesz do pracy idzie do babci to raczej jes
    > t znikoma wartość że jak przestaniesz być zoną nagle!!! zacznie gotować obiady
    > dwudaniowe i podwieczorek.

    Nie spędzało - JA WSZYSTKO robię w niedzielę, od święta i na co dzień i nie dlatego, że jestem skrajną masochistką, która chce się wykończyć, tylko dlatego, że NIKT mi nigdy nie pomagał, a na płatą pomoc mnie nie stać; i dlatego, że wbiłam sobie do głowy, że jestem za nich odpowiedzialna i muszę WSZYSTKIEMU podołać SAMA.
    > Emocje na bok
    staram się smile
  • altz 17.07.13, 00:00
    30joanna30 napisał(a):
    > No właśnie - ja tak to widzę raczej - na tego jednego kermita i rowerek rodzice
    > się składają i nie ma problemu. Po prostu ktoś napisał, ze opieka naprzemienna
    > pozbawia dziecka prawa do alimentów - więc jak się to rozlicza? - każdy ma kup
    > ić swoje? - o to mi chodziło

    Dziecko ma alimenty od obojga rodziców takie same co najmniej, a raczej wyższe, bo działa na dwa domy, więc alimentów na pewno nie traci.
    U nas zasądza się i tak większe pieniądze na ręce jednego rodzica, ktoś musi kupić buty i kurtkę, opłacić przedszkole, dentystę..., i lepiej, gdyby to była jedna osoba.
  • 30joanna30 17.07.13, 00:15
    dzięki smile Poczytam jeszcze o tym trochę.
  • altz 16.07.13, 22:13
    30joanna30 napisał(a):
    > O! Czyli, dziecko ma mieć: 2 x ubrania, 2 x plecaki (akcesoria szkolne), rowerk
    > i, rolki, zabawki, piłki, sprzęt sportowy, pierdółki?
    Nie musi tak mieć. Jak jedzie do babci czy do cioci, to tam też nie ma drugiego roweru.
    Własne łóżko i chociaż kącik powinno mieć.

    > Trudno mi uwierzyć, że kobieta chce odseparować dziecko od ojca, który je kocha.
    Mi łatwo. Zresztą, popatrz na siebie, jesteś świetnym materiałem na alienującą matkę i nawet nie ze złośliwości, tylko z zachłannej miłości do dziecka i wszystkowiedzenia.

    > Mieszkając z matką, dziecko ma zapewniony dom, poczucie stabilizacji
    > (co konieczne w jego rozwoju)
    Brak jednego rodzica, to nie jest żadna stabilizacja.
  • 30joanna30 16.07.13, 23:11
    No nie!!! Ja skomlę od 6 lat o pomoc w wychowaniu dziecka! SKOMLĘ! Ale nikt nie che mi jej dać! Teraz będę bardzo gorąco namawiać męża do częstego kontaktu z dzieckiem. Nie znasz moich postów jak widzę - pisałam wszędzie, że zrobię WSZYSTKO, żeby mały miał kontakt z ojcem! Na pewno nie chcę separować syna od ojca! Wręcz przeciwnie - chętnie (wreszcie) zdejmę sobie z barków chociaż część odpowiedzialności za syna, napiję się piwa (po 6 latach) i odpocznę, po prostu - odpocznę, bo jestem skrajnie wyczerpana!
  • altz 16.07.13, 23:54
    30joanna30 napisał(a):
    > Wręcz przeciwnie - chętnie (wreszcie) zdejmę sobie z barków chociaż część odpow
    > iedzialności za syna, napiję się piwa (po 6 latach) i odpocznę, po prostu - odp
    > ocznę, bo jestem skrajnie wyczerpana!

    Weź nie żartuj. Jaka to robota z sześciolatkiem? smile
    Z dużo mniejszym dzieckiem można już jechać choćby i nawet do Rosji.
    Ja już miałem przyjemność coś robić razem z dwulatkiem, a z dorosłym bym się nie odważył na takie wyjazdy, bo dorośli bardziej marudzą. wink
    Po rozwodzie dzieci mi się zmniejszyły, już nie można było ich zabrać, bo były za małe, chyba zmalały albo co? surprised To jest po prostu "logika kobieca".
  • 30joanna30 17.07.13, 00:15
    z 6-latkiem żadna! Z zachłannym facetem, któremu ciągle mało - ogromna! Zbudowaliśmy i wykończyliśmy dom - nie z jego pensji listonosza bynajmniej; mamy całą piwnicę przetworów z własnego ogródka - nie jego rękami zrobione (ani ogródek, ani przetwory). Chciałam być wszędzie i zawsze na 100%: w pracy, w domu, w szkole dziecka itd. Dojeżdżam do pracy 30 km - bus i autobus (nie stać mnie na auto - bo wszystko wkładam w dom), po nocach redaguję teksty na umowę-zlecenie, gotuję obiady na następne dni, prasuję, sprzątam, szykuję dziecko/siebie do szkoły/pracy itd. itp. Nie wiem, czy mnie dobrze rozumiesz: ja jestem BARDZO za opieką naprzemienną. Nigdy o niej nie słyszałam, dlatego zalogowałam się na tym forum. Niektórych rzeczy nie rozumiem, dlatego pytam. Pytam po to, by wiedzieć jakich mój mąż może się jeszcze uchwycić sposobów, żeby nie płacić alimentów - bo wiem, że spróbuje wszystkiego! Gdybym miała możliwość zamieszkania gdzieś w pobliżu mojego męża - chętnie podzieliłabym się opieką i na pewno zrobiłabym wszystko, żeby mały czuł się jak u siebie - i u mnie i w dotychczasowym domu. Problemem jest ta druga strona - mąż - to on będzie robił wszystko, by mógł mieć złote klamki, a ja nic, żeby mi udowodnić, że bez niego jestem nikim. amen
  • lesnik5 28.03.13, 09:14
    Sąd przyznaje opiekę naprzemienną na *zgodny* wniosek rodziców i jest tym wnioskiem związany (ujmując sprawę w skrócie, tak mniej więcej właśnie jest). Tak więc, to nie sąd jest ewentualnym problemem, tylko porozumienie się rodziców. Zupełnie irracjonalne było by ustanowienie opieki naprzemiennej na siłę, w sytuacji gdy sami rodzice nie są w stanie się w tej kwestii porozumieć.

    Żeby sprawie dodać powagi, jestem ojcem, wychowuję naprzemiennie córkę z byłego małżeństwa. Na sprawie rozwodowej odniosłem wrażenie, że to sąd ma jakieś wątpliwości co do technicznych aspektów funkcjonowania takiego rozwiązania, ale widząc, że wniosek jest zgodny a rodzice konsekwentni, po którymś pytaniu odpuścił sobie temat i zasądził zgodnie z wnioskiem.
  • dzielny.tata 28.03.13, 09:26
    No tak, ale matki się na to w zdecydowanej większości nie zgadzają, bo nie muszą. I jest to dla nich utrudnienie. Szacunek dla twojej byłeś żony, że potrafiła oddzielić wasze nieporozumienia od dobra dziecka. Tylko, że takich matek jest jak na lekarstwo..... niestety....
  • nangaparbat3 28.03.13, 09:40
    Wydaje mi sie, że dobre porozumienie jest zawsze zaslugą obydwu stron.

    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • nowel1 28.03.13, 09:46
    dzielny.tata napisał(a):

    > No tak, ale matki się na to w zdecydowanej większości nie zgadzają, bo nie musz
    > ą. I jest to dla nich utrudnienie. Szacunek dla twojej byłeś żony, że potrafiła
    > oddzielić wasze nieporozumienia od dobra dziecka. Tylko, że takich matek jest
    > jak na lekarstwo..... niestety....

    Odnieś się może do meritum tego, co napisał leśnik, zamiast znów podsumowywać wszystkie matki.
    Zatem: JAK wyobrażasz sobie opiekę naprzemienną zasądzoną przez sąd (cycaty czy też nie) bez zgody i chęci współpracy jednego z rodziców?
    I o co chcesz w tym kontekście walczyć?
  • der1974 28.03.13, 09:43
    Ja tato po rozwodzie uważam zupełnie inaczej.

    Opieka naprzemienna nie jest dobra dla dziecka. Dziecko po rozwodzie powinno mieć jeden dom i to jest zazwyczaj dom u mamy. Tato powinien mieć tam wstęp i przebywać choć czasem z dzieeckiem w jego domu. U siebie powinien stworzyć możliwość spania dla diecka, czy pokoju, ale nie rywalizować z jego domem u mamy. To jest bardzo ważne.

    Nie wymyśliłem tego sam tylko konsultowałem się u bardzo dobrego psychologa, biegłego sądowego i to jego teza.

    Potwierdza to moje 7 lat współwychowywania dzieci po rozwodzie. To najlepsze rozwiązanie.

    Co do sądów: krzywdząca jest uwaga, że kobiety źle traktują mężczyzn. Prawda jest nieco inna - to mężczyzni, zazwyczaj ci zdradzeni czy porzuceni, w imię swoich ambicji walczą o dzieci, nie zważając na ich dobro. To wiem już jako adwokat.

    Słowem: szkoda w emocjach pisać kontrowersyjen tezy.


    --
    5.3.11
  • nowel1 28.03.13, 09:54
    A ja sądzę, że nie istnieje jedno rozwiązanie równie dobre dla wszystkich.
    Bywa różnie, na pewno dobrze zorganizowana opieka naprzemienna dziecku krzywdy nie zrobi, ale to jest duże przedsięwzięcie wymagające ogromnej dojrzałosci OBOJGA ropdziców.
    Natomiast jeśli chodzi o jednostkowe przykłady ilustracyjne, to podam swój.
    Otóż gdy podjęłam decyzję o rozwodzie, moj mąż ogdrażał się, ze "odbierze mi synów". No cóż, emocje trochę przycichły i gdy się wyprowadzałam, ze mną wyprowadził się 17-letni starszy, a 11-letni młodszy został na pół roku z ojcem ( do dokończenia klasy w szkole), potem planowaliśmy jego przeprowadzkę do mnie.
    Jakież było moje zdziwienie, gdy po 3 miesiącach mój mąż zadzwonił pytając, czy nie wzięłabym młodego wcześniej, bo on sobie nie radzi sad
    Nieradzenie sobie polegało np.na niezadbaniu o upranie jakichś spodni, i młody nie mógł dotrzeć dzięki temu do szkoły... Albo też na problemie z zapewnieniem opieki, bo tata chciał wyskoczyć na kilka dni
  • smutnyaniol 28.03.13, 10:03
    A ja z moim były mężem mamy opiekę naprzemienną i układa się to całkiem przyzwoicie. Zdarzają się jakieś nieporozumienia, ale większość spraw mamy albo zapisanych w planie albo udaje się je ustalić.
    Córka widzi, że się kontaktujemy i dla niej to jest dobry sygnał.
  • cozzycie_80 28.03.13, 11:31
    smutnyaniol napisał(a):
    Córka widzi, że się kontaktujemy i dla niej to jest dobry sygnał.

    Zgadzam się w 100%.
    U mnie też bywało różnie, emocje czasami nie pozwalały na rozsądek. Jak się kiedyś nakręciłam, to nakrzyczałam do mojego byłego, że mu prawa ograniczę. Bo coś tam zawalił.
    Tylko, że ani ja nie jestem idealną matką, ani on idealnym ojcem więc każdy z nas czasami coś zawali.
    Emocje opadły, jesteśmy szczęśliwi i zaczęliśmy normalnie rozmawiać. Nasze dziecko, to widzi i od razu widać postępy. Już nie płącze, że chce żeby rodzice byli razem. Ostatnio mi powiedziała, że cieszy się że się z tatusiem nie kłócę. I wie, że jesteśmy bardziej szczęśliwi nie będąc razem.
    Ile problemów z dzieckiem skończyło się, kiedy rodzice zaczęli się normalnie porozumiewać smile
  • altz 28.03.13, 12:35
    cozzycie_80 napisała:
    > Ile problemów z dzieckiem skończyło się, kiedy rodzice zaczęli się normalnie po
    > rozumiewać smile

    Czasami się nie da. Dziecko zaczyna chorować gdy zbliża się spotkanie z tatą i choruje tak przez rok i dwa.
    Panie z większą fantazją serwują fałszywe oskarżenie o znęcanie czy o pedofilię i mają rok z głowy, czasami mówią, że nie dadzą dziecka, bo "nie będzie się przed tamtą s... chwalił i udawał rodzinę, nie z moim dzieckiem!". Głupich kobiet nie brakuje, a ile dzieci się przez nie nacierpią?
    To wszystko załatwia jeden przepis o priorytetowej opiece wspólnej.
  • cozzycie_80 28.03.13, 12:51
    Altz, ale ja wiem, że czasami się nie da, dlatego w moim wpisie wcześniejszym, napisałam, że i kobieta i mężczyzna muszą chcieć.
    Opieka powinna być wspólna i nawet sądy nie powinny się tym zajmować, tylko rodzice dla dobra swojego dziecka powinni nad tym pracować.
    Oczywiście pomijam sytuację, w których dziecko jest, krzywdzone przez któregoś z rodziców.
    (wolę dopisać smile
  • blue_ania37 28.03.13, 13:38
    altz napisał:

    > To wszystko załatwia jeden przepis o priorytetowej opiece wspólnej.

    świetnie ale opieka wspólna od urodzenia dziecka a nie dopiero w momencie rozwodu.
    Nie chce uogólniać, ale czy ojcowie korzystają z tacierzyńskiego?, czy ojcowie chodza na zwolnienia jak dziecko jest chore?
    Z moich obserwacji napewno jest taki odsetek ojców, ale nie za duży.
    W przychodni same matki, w szkołach na wywiadówkach same matki.
    Czasy się zmieniają i kiedyś faktycznie to tylko kobieta mogła byc na wychowawczym itp, widuję niekiedy reklamy społeczne, o tym, żeby kobiety wracały do pracy po urodzeniu dziecka.
    Ale tu są najwieksze problemy a nie dopiero w momencie rozwodu.
    A


    --
    www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
  • nangaparbat3 28.03.13, 10:10
    Bywa różnie, na pewno dobrze zorganizowana opieka naprzemienna dziecku krzywdy nie zrobi, ale to jest duże przedsięwzięcie wymagające ogromnej dojrzałosci OBOJGA ropdziców.

    Jednak jest to pewne novum i dopiero poważne badania moglyby moze na takie pytanie odpowiedzieć. Trudno sobie wyobrazić, żeby nieustanna zmiana miejsca pobytu połaczona ze zmiana opiekuna nie miala wplywu na osobowość dziecka. Moze to wpływ pozytywny, znakomite przygotowanie do zycia w świecie, w ktorym nie ma nic stalego i pewnego - nie wiem.
    Do tej pory pewnikami wychowawczymi byly stalość zasad, rytm, jeden glówny opiekun. Byc moze pozbawione tego dziecko będzie bardziej elastyczne, latwiej bedzie mu się przystosowac do zmian. A moze bedzie mialo deficyty, niezaspokojony głód pewności, powtarzalnosci.
    Oczywiscie w opiece naprzemiennej mamy i rytm, i powtarzalność - naprzemienne jednak. Wydaje mi sie, ze nie wiemy, jak to dziala, a moze ja nie natknelam sie na odpowiednia literaturę? napiszcie, jeśli coś wiecie.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • mia17 28.03.13, 10:18
    myślę, że wiele też zależy od dziecka - jego wieku i charakteru.
    nie dla każdego opieka naprzemienna byłaby dobra.
    jeśli np. dziecko jest bardzo związane z matką, bo to głównie z nią spędzało swój czas i to ona się nim zajmowała - opieka ojca mogłaby być ciężka do zaakceptowania. zwłaszcza w przypadku małych dzieci.
    wszystko jest względne i zależne od bardzo wielu czynników i dlatego myślę opieka naprzemienna nie jest tak powszechnie stosowanym rozwiązaniem.
  • altz 28.03.13, 10:28
    mia17 napisała:
    > myślę, że wiele też zależy od dziecka - jego wieku i charakteru.
    > nie dla każdego opieka naprzemienna byłaby dobra.
    > jeśli np. dziecko jest bardzo związane z matką, bo to głównie z nią spędzało sw
    > ój czas i to ona się nim zajmowała - opieka ojca mogłaby być ciężka do zaakcept
    > owania. zwłaszcza w przypadku małych dzieci.
    Jeśli tak by się myślało, to dziecko nie powinno iść do przedszkola, do szkoły, a nawet wchodzić w związek małżeński. Rodzice wychowują dziecko do samodzielności, a nie dla siebie.
    Pedagogika bardzo się zmienia ostatnio, okazuje się, że dziecko półroczne jest już zazwyczaj nastawione na kontakt z innym dzieckiem i całkiem dobrze sobie z tym radzi bez matki.

    > wszystko jest względne i zależne od bardzo wielu czynników i dlatego myślę opie
    > ka naprzemienna nie jest tak powszechnie stosowanym rozwiązaniem.
    Myślę że niechęć do dzielenia się opieką nad dzieckiem jest w głównej mierze spowodowane deficytami matek, dziecko jest im potrzebne do własnych celów.
  • foringee 28.03.13, 22:46

    > Otóż gdy podjęłam decyzję o rozwodzie, moj mąż ogdrażał się, ze "odbierze mi sy
    > nów".(...)
    > Jakież było moje zdziwienie, gdy po 3 miesiącach mój mąż zadzwonił pytając, czy
    > nie wzięłabym młodego wcześniej, bo on sobie nie radzi sad


    heheh. u znajomej było podobnie. a raczej dużo gorzej.
    mąż się bardzo dużo i bardzo głośno odgrażał, że jej dzieci zabierze. bo ona jest beznadziejną matką a on wspaniałym ojcem. już poważnie się zastanawiała czy mu ich nie zostawić jeśli tak bardzo dzieci kocha.
    mąż wyprowadził się, chciał pokazać jak dobrym jest ojcem, dogadali się, że ma otwarty dawny dom i pół tygodnia on zajmuje się dziećmi a drugie pół ona. mąż tylko w jeden dzień zorganizował się by przyjść i dzieciom zapewnić obiad itd. po czym zrobił jej awanturę że on nie ma czasu na takie bzdury, bo musi zarabiać a nie stać w kuchni (a ona nie?).
    i więcej już się nie interesował czy dzieci głodne nie chodzą.
    drugie podejście: zabrał dzieci do siebie,.. po godzinie odwiózł je z powrotem z awanturą, że go nie słuchają i że to wina żony.
    w sądzie alimenty zapisane minimalne, a ustne obietnice współfinansowania wszystkich potrzeb. można się domyślić, że płacił tylko to co zasądzone i to z opóźnieniem (300zł/nastolatka). Rok po rozwodzie przestał się w ogóle dziećmi interesować.
  • mia17 28.03.13, 10:11
    trafne spostrzeżenie co do tego, że to zdradzeni i porzuceni mężczyźni walczą o dzieci, nie zważając na ich dobro sad walczą o swój honor uncertain
    bo zdradzone i oszukane kobiety robią coś zgoła innego.
  • nangaparbat3 28.03.13, 11:20
    No tak: zdradzony i oszukany meżczyzna walczy o honor, zdradzona i oszukana kobieta łaknie niegodnej zemsty.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • kasper254 28.03.13, 10:53
    Der, ten "dobry psycholog" jest na dodatek jest biegłym sądowym. Stąd i taka praktyka orzecznicza. Tylko współczuć ludziom, których los zależy od jego opinii. Miejsce dziecka nie jest tak, gdzie są rzeczy/przedmioty, ale tam, gdzie jest serce najbliższych. Takie oczywise prawdy rozumieją w innych kulturach.
  • mia17 28.03.13, 10:57
    no więc jeśli "serce ojca" przy dziecku nie było - to nie ma się co dziwić, że w takim przypadku opieka naprzemienna nie wchodzi w grę, prawda?
  • altz 28.03.13, 11:13
    mia17 napisała:
    > no więc jeśli "serce ojca" przy dziecku nie było - to nie ma się co dziwić, że
    > w takim przypadku opieka naprzemienna nie wchodzi w grę, prawda?

    Małe dziecko wystarczy odseparować na dwa lata, żeby dobrze się czuło z tym jednym rodzicem, a nie chciało wrócić np. do matki. I wtedy, zgodnie z Twoją teorią, dziecko powinno zostać przy ojcu, bo już serce dziecka nie jest przy Tobie, a najlepiej, żebyś dziecku nie psuła jego stabilnej rzeczywistości, więc zniknij!
    Do tego ludzie się zmieniają, najpierw nie chcą, a potem bardzo chcą, więc dlaczego im to utrudniać, jeśli obaj/oboje tego chcą?

    Niektórzy mają dość empatii, żeby sobie wyobrazić różne sytuacje, inni muszą coś przeżyć, żeby zrozumieć. Jesteśmy inni, po prostu, ale warto zapytać dziecko, czego chce, nawet takie zupełnie małe.
  • nangaparbat3 28.03.13, 11:26
    Dziecka nie trzeba pytać, dziecko chce, zeby rodzice byli dla siebie nawzajem dobrzy, zeby umieli z sobą przy dziecku spokojnie rozmawiać - to dziecko uspokaja, nawet dziecko zupelnie już dorosle.
    Dziecko chce takze dobrego kontaktu z obojgiem rodziców.
    Jesli te dwie potrzeby są zaspokojone, mozna pytac, z kim chce mieszkać. Jeśli nie są, takie pytanie bedzie kolejną krzywdą wyrządzoną dziecku.
    --
    Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
  • anti-magic 28.03.13, 11:41

    Hej,

    nie ma dowodów na to, że opieka naprzemienna jest dla dzieci zła, a w paru krajach uznano ją za dobre rozwiązanie. W Polsce nie liczyłbym jednak na jakiś przełom w tym temacie - nie ma na takie rozwiązania kasy (żeby to miało ręcę i nogi, to potrzebne byłyby jakieś instytucje, które by się tym zajmowały i które które skłaniałyby rodziców do porozumienia), nie ma woli, nie ma klimatu, nie ma odpowiedniego poziomu kultury prawnej.
    Jeśli zaś chodzi o sytuację mężczyzn w sprawach opiekuńczych, rozwodowych to niestety linia orzecznicza sądów jest jaka jest i same sądy funkcjonują jak funkcjonują, o czym zresztą zdążyłeś już przekonać. Niekoniecznie wynika to zresztą ze złej woli sędziów. Wyobraź sobie jednak co działoby się gdyby sądy zaczęły w większej mierze powierzać opiekę nad dziećmi mężczyznom, podczas gdy przeświadczenie społeczne (szczególnie w ośrodkach słabiej zurbanizowanych, jak Radom i jego okolice) jest takie, że tą opiekę powinny zapewniać jednak w głównej mierze matki ?
    I nie jest tak, że prawnicy nie dostrzegają częstego akcentowania interesów matek (utożsamianych zazwyczaj z interesem dzieci) kosztem interesów ojców. Owszem, sędziowie i adwokaci dostrzegają tą dysproporcję (często traktując ją zresztą jako naturalny stan rzeczy), problem dyskryminacji nie jest więc produktem chorych ambicji ojców.

    Z tym że odpowiedz sobie uczciwie na pytanie - czy lepiej skoncentrować się "na sprawie", czy lepiej skoncentrować się na własnym dziecku i na tym co możesz w danych warunkach rzeczywiście zrobić ?

    Zamieściłeś swój apel i O.K., kto chce to może sobie wejść, poczytać, zarejstrować się, poprzeć sprawę.
    Co do reszty - nie pakuj się w dalsze polemiki, bo tak cię będą starzy wyjadacze z tego forum punktowali jeszcze przez kolejne 300 postów, a i tak nikogo nie przekonasz. Na co ci te nerwy ? Sugeruję spożytkować swoją energię bardziej konstruktywnie, a ewentualne przekomarzanki pozostawić sprytnieszym wink
  • dzielny.tata 28.03.13, 12:23
    anti-magic napisał:

    >
    > Hej,
    >
    > nie ma dowodów na to, że opieka naprzemienna jest dla dzieci zła, a w paru kraj
    > ach uznano ją za dobre rozwiązanie. W Polsce nie liczyłbym jednak na jakiś prze
    > łom w tym temacie - nie ma na takie rozwiązania kasy (żeby to miało ręcę i nogi
    > , to potrzebne byłyby jakieś instytucje, które by się tym zajmowały i które któ
    > re skłaniałyby rodziców do porozumienia), nie ma woli, nie ma klimatu, nie ma o
    > dpowiedniego poziomu kultury prawnej.
    > Jeśli zaś chodzi o sytuację mężczyzn w sprawach opiekuńczych, rozwodowych to ni
    > estety linia orzecznicza sądów jest jaka jest i same sądy funkcjonują jak funkc
    > jonują, o czym zresztą zdążyłeś już przekonać. Niekoniecznie wynika to zresztą
    > ze złej woli sędziów. Wyobraź sobie jednak co działoby się gdyby sądy zaczęły w
    > większej mierze powierzać opiekę nad dziećmi mężczyznom, podczas gdy przeświad
    > czenie społeczne (szczególnie w ośrodkach słabiej zurbanizowanych, jak Radom i
    > jego okolice) jest takie, że tą opiekę powinny zapewniać jednak w głównej mierz
    > e matki ?
    > I nie jest tak, że prawnicy nie dostrzegają częstego akcentowania interesów mat
    > ek (utożsamianych zazwyczaj z interesem dzieci) kosztem interesów ojców. Owszem
    > , sędziowie i adwokaci dostrzegają tą dysproporcję (często traktując ją zresztą
    > jako naturalny stan rzeczy), problem dyskryminacji nie jest więc produktem cho
    > rych ambicji ojców.
    >
    > Z tym że odpowiedz sobie uczciwie na pytanie - czy lepiej skoncentrować się "na
    > sprawie", czy lepiej skoncentrować się na własnym dziecku i na tym co możesz w
    > danych warunkach rzeczywiście zrobić ?
    >
    > Zamieściłeś swój apel i O.K., kto chce to może sobie wejść, poczytać, zarejstro
    > wać się, poprzeć sprawę.
    > Co do reszty - nie pakuj się w dalsze polemiki, bo tak cię będą starzy wyjadacz
    > e z tego forum punktowali jeszcze przez kolejne 300 postów, a i tak nikogo nie
    > przekonasz. Na co ci te nerwy ? Sugeruję spożytkować swoją energię bardziej kon
    > struktywnie, a ewentualne przekomarzanki pozostawić sprytnieszym wink

    I ten oto wpis budzi we mnie nadzieję, że jednak coś może zmienić się w naszym pięknym kraju. Potrzeba tylko woli i właśnie rozmów. Nie tracę nerwów i nie uważam że puszczam całą parę w gwizdek. Ten wątek funkcjonuje praktycznie od dziś rana (założyłem go wczoraj a właściwie już dzisiaj po północy) i jest już prawie 100 wpisów, co świadczy o tym, że istnieje potrzeba rozmowy na ten temat, ponieważ ludzie wiedzą, że coś takiego jest, ale nie bardzo wiedzą co można z tym zrobić.

    Ja tak nieśmiało byłbym w stanie zaproponować jakąś debatę, konferencję, czy pogadankę na ten temat w Radomiu najlepiej przy prezydencie miasta, tak żeby władze również wiedziały o istnieniu tego problemu.
    Co wy na to? Bo to że trzeba o tym rozmawiać i uświadamiać nie ulega wątpliwości.

    PS. Wbrew pozorom jestem zadowolony z rozwoju tego wątku w dniu dzisiejszym mimo wielu niepochlebnych wpisów, ale na tym polega demokracja, że każdy może wyrazić swoją opinię.

    A i na pewno nie zabraknie mi sił i odwagi żeby walczyć o moje dziecko. Dzięki wielkie.
    Pozdrawiam,
    tata
  • paris-texas-warsaw 28.03.13, 14:11
    Ja dam takie małe świadectwo - mi się wydaje, że jeśli nawet teraz jako osoba dorosła miałabym zmieniać np. co tydzień dom, to dostałabym za..jo..ba... Ale można powiedzieć, że mam niskie zdolności adaptacyjne, jestem mało ruchawa i zapominalska, więc nie dałabym sobie przez to rady... Ale taki siedmiolatek na pewno wszystko ogarnie, tornisterek zabierze, kredeczki, wszystkie zeszyciki ze szlaczkami i misia z plasteliny i buciki do szkoły i kilka innych rzeczywink

    Ja bym się przychylała do tego by sprawy opieki rzeczywiście dokładnie badać i nie przyznawać dzieci "z urzędu" matkom, ale z tego co np. na tym forum czytam, to wielu ojców nie jest specjalnie zainteresowanych opieką - może to są jednak stronnicze wpisy... Wg mnie sąd powinien sprawdzać na ile obie strony angażują się w opiekę (i wręcz nakładać taki obowiązek - a nie przyznawać co drugi weekend na widzenia) i jeśli któreś z rodziców by się od niej migało (nawet jak dziecko mieszka z jednym rodzicem, to drugi przecież może się z nim widywać kilka razy w tygodniu, odwiedzać, chodzić na spacery, wozić na angielski, chodzić do dentysty, zoo, teatru, na zakupy na bazarek itd. itp.), to nakładać faktycznie wysokie alimenty - coś a la rekompensata za ten czas, który tylko jeden z rodziców poświęca na opiekę - ceny rynkowe opieki nad dzieckiem w przeliczeniu na godziny i może wiele osób poczułoby się na większych siłach opiekować dziećmi po rozwodzie... Dla mnie spędzanie czasu z dzieckiem po rozwodzie nie powinno być przywilejem, a obowiązkiem.
    Kiedyś czytałam bloga o kobiecie, która adoptowała dzieci (taki znany blog o nieudanej adopcji dzieci z FAS I RAD), a potem zrezygnowała z adopcji. I jedno z dzieci już jako jej prawne dziecko po kilku latach oddała do domu dziecka. Nie wiem, jak to było proceduralnie załatwione, ale była obciążana miesięcznymi kosztami utrzymywania dziecka w domu dziecka - coś ok. 3 tys. zł. I to mi się podobało - bo każda decyzja w sprawie dzieci ma też wymiar finansowy, i dobrze by było, żeby to rodzice płacili za dzieci, a nie tylko jeden rodzic, albo państwo (czytaj: podatnicy) w krańcowych sytuacjach.
  • lesnik5 28.03.13, 14:28
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Ja dam takie małe świadectwo - mi się wydaje, że jeśli nawet teraz jako osoba d
    > orosła miałabym zmieniać np. co tydzień dom, to dostałabym za..jo..ba... Ale mo
    > żna powiedzieć, że mam niskie zdolności adaptacyjne, jestem mało ruchawa i zapo
    > minalska, więc nie dałabym sobie przez to rady... Ale taki siedmiolatek na pewn
    > o wszystko ogarnie, tornisterek zabierze, kredeczki, wszystkie zeszyciki ze szl
    > aczkami i misia z plasteliny i buciki do szkoły i kilka innych rzeczywink
    >

    Tak to już jest na tym świecie, że ludzie którzy mają wąskie horyzonty nie są w stanie zrozumieć, ani nawet przyjąć do wiadomości, że coś może w świecie się rozgrywać inaczej niż pozwalają im rozumieć ich horyzonty. Całe szczęście świat idzie do przodu, a cywilizacja rozwija się dzięki tym którzy mogą i potrafią, a nie tym którzy nie mogą i nie rozumieją.



  • paris-texas-warsaw 28.03.13, 14:48
    Pewnie mam wąskie horyzonty i lubię mieć jedno łóżko, jedną lampkę przy łóżku i jedną półkę na perfumysmile Nawet jak mnie stać na dwa łóżkasmile
    Może i świat idzie do przodu, technika się rozwija w zawrotnym tempie, ale mózg człowieka nie zawsze nadąża za tymi zmianami. Stąd wiele zaleceń dotyczących np. unikania przez dzieci oglądania telewizji by półkule mózgowe równomiernie się rozwijały, w warunkach w jakich przebiegała ewolucja człowieka przez setki tysięcy lat. I tak samo jest z psychiką ludzką. Pewne sprawy dotyczące dzieci mają głębokie uwarunkowania i ja bym nie eksperymentowała na swoim dziecku, bo jakiś ośrodek badawczy orzekł, że fajnie, jak kilkulatki się stale przeprowadzają i gdzieś tak robią. Bo może za 10 lat orzekną, że to był duży błąd. Małe dzieci to nie nomadzi, a nawet dzieci ludów wędrownych podążały ze swoim namiocikiem i całą rodziną, a nie robiły cotygodniowy shifting...
  • nangaparbat3 28.03.13, 15:04
    Mozg zupełnie nie nadąża za cywilizacją. Szkoda, że nie wiadomo jak sie wywiklac.
    --
    „powinniśmy porzucić wszelką etyczną arogancję i pokornie przyznać, jak wiele mamy szczęścia, mogąc działać etycznie” S.Ż.
  • lesnik5 28.03.13, 15:59
    No niestety, życie bywa znacznie bardziej skomplikowane niż teoretyczne rozważania, co gorsza wymaga konkretnych decyzji w konkretnym czasie, a nie hipotetycznych dysput teoretyków.
  • paris-texas-warsaw 28.03.13, 16:30
    Wg mnie lepiej wszystko dokładnie przemyśleć i powyobrażać sobie, jak by to miało w praktyce wyglądać, niż rzucać się na głęboką wodę, jeśli kwestia dotyczy dzieci. Pewne sprawy może być później ciężko odkręcić - choćby gdy przy opiece naprzemiennej ktoś zmieni pracę, kupi dom, itp.
    Ja jestem sobie w stanie wyobrazić, że taka opieka spełni swoja funkcję, ale jest masa wymogów. Na forum Życie rodzinne jakaś pani opisywała, że u niej to się sprawdza. Ale dotyczyło to dzieci trochę starszych, ona z eksmężem pozostawała w doskonałych układach, mieli mieszkania bardzo blisko siebie, a opieka naprzemienna była w praktyce realizowana tak, że to synowie decydowali kiedy u którego z rodziców mieszkają.
    Wydaje mi się, że takie rozwiązanie może być bardzo problematyczne zwłaszcza przy małych dzieciach. Są takie, które długo się adaptują, potrzebują swoich rytuałów, jednej maskotki i łóżeczka. I zmiany to wybicie z rytmu na kilka dni. Dzieci zresztą czasem tęsknią za rodzicami nawet po całym dniu i wydaje mi się, że może być lepiej, jak mają przynajmniej jednego z rodziców na stałe, a drugiego jak najczęściej.
    Wy w tej akcji o opiece naprzemiennej korzystacie z jakichś badań? Może trzeba by je udostępnić szerszemu ogółowi przy takiej akcji, poddać pod jakąś dysputę społeczną i dysputę specjalistów zasady przydzielania tej opieki.
  • paris-texas-warsaw 28.03.13, 16:34
    Jakoś dotychczas psychologowie trąbili, że ważne jest by dziecko miało choć jeden obiekt z którym jest blisko i trwale związane. I nie było nawet tak ważne, czy to matka czy ojciec. Taka opieka naprzemienna powodować może, że taka stała więź się nie wytworzy dostatecznie.
  • lampka_witoszowska 28.03.13, 19:03
    otóż to

    co z kolei może skutkować w przyszłości brakiem zaufania do ludzi, co za tym idzie, kompletną nieumiejętnością wchodzenia w bliskie, przyjazne i miłosne relacje, rozwody i co za tym z kolei idzie - dość przykre osamotnienie

    i to dla poczucia wygranej rodzica, który zadba w sumie tylko o wybitnie duży wzrost prawdopodobieństwa istnienia kolejnych rozwiedzionych pokoleń w swojej rodzinie

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lesnik5 28.03.13, 22:54
    lampka_witoszowska napisała:

    > otóż to
    >
    > co z kolei może skutkować w przyszłości brakiem zaufania do ludzi, co za tym id
    > zie, kompletną nieumiejętnością wchodzenia w bliskie, przyjazne i miłosne relac
    > je, rozwody i co za tym z kolei idzie - dość przykre osamotnienie
    >

    Całe szczęście żadnych negatywnych symptomów nie widać. A wręcz przeciwnie.

  • lampka_witoszowska 29.03.13, 08:25
    moim zdaniem, żeby sytuację ostatecznie ocenić, musiałbyś mieć dużo więcej lat, tak, by dziecko wchodziło w wiek starczy - ponadto pisałam o tym, czym MOŻE z bardzo dużym prawdopodobieństwem skutkować taki zrywany co tydzień/2 tygodnie układ to z jednym rodzicem, to z drugim - we wróżby typu: zobaczysz, będzie tak czy tak, albo jeszcze gorzej! - to sorry, ja się nie bawię

    każdy jednak podejmując decyzję dotyczącą swojego dziecka powinien mieć jak najpełniejsza wiedzę, i tyle

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • katja75live 30.03.13, 11:26
    Sorry, ale co to za bzdury, to tak jakby powiedziec, ze dzieci rozwiedzionych rodzicow, juz nigdy z nikim nie wytworza wiezi i sa skazane na rozwod w doroslym zyciu.
    To jak sie naszym dzieciom uloza relacje w przyszlosci ma naprawde niewiele wspolnego i z naszym rozwodem i forma opieki. Jesli juz bym miala na cos stawiac to bym probowala wyrobic w nich maksymalne poczucie wlasnej wartosci i jakas pewnosc siebie.
    To najwiecej procentuje i moze ale nie musi zapobiec temu, ze sie wladuja w jakas toksyczna relacje.
  • lampka_witoszowska 30.03.13, 15:20
    Katja, ja juz takie rozmowy przerabiałam, a jak ma się poczucie pewności do zmiany miejsca zamieszkania, to pewnie Ty powiesz, ze zmiany wzmacniaja poczucie pewności, bo dziecko musi się przystosować, a ja powiem, że każda strata energii przez dziecko na przystosowywanie się obniża jego psychiczną odporność - i tak naprawde można w kółko

    Ty masz swój przykład, którego będziesz bronić, bo tak wybrałaś, więc nie uznasz tego układu za niezbyt udany, natomiast po latach może będziesz mogła dostrzec nie tylko plusy, ale i minusy opieki naprzemiennej

    tak więc Twój tekst, że piszę bzdury powtarzając zdanie kogoś, kto być może dzieciom poświęcił całe swoje życie zawodowe, i opisując swoje obserwacje - jest po prostu niegrzeczny i emocjonalny (nie będę grzebać Ci w głowie i doszukiwać się niepewności co do właściwego wyboru, bo to i nie moja rola), już nie wspomnę o możliwości napisania zwyczajnego: nie zgadzam się, bo........(i tu miło by było zamieścić argumenty)


    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lesnik5 28.03.13, 22:52
    paris-texas-warsaw napisała:

    > Wy w tej akcji o opiece naprzemiennej korzystacie z jakichś badań? Może trzeba
    > by je udostępnić szerszemu ogółowi przy takiej akcji, poddać pod jakąś dysputę
    > społeczną i dysputę specjalistów zasady przydzielania tej opieki.

    Nie, ja nie widzę najmniejszego powodu namawiać czy przekonywać kogokolwiek do idei którą mam na codzień i która działa nienajgorzej. W odróżnieniu od teoretyków, którzy są przekonani, że to nie może działać i próbują przekonywać mnie, że z ich teoretycznego punktu widzenia to co mi działa w praktyce, wcale nie powinno.

  • lampka_witoszowska 29.03.13, 08:40
    ja również miałam okazję widzieć, jak to wygląda na co dzień, kilka lat byłam żoną człowieka, który w takim układzie wychowuje córkę ze swojego pierwszego małżeństwa - pozwolę więc sobie uważać, że również wiem, o czym piszę

    dokładając fakt, że prowadziłyśmy fajne, szczere rozmowy - wiem, jak ona się czuła w tym układzie

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • anti-magic 28.03.13, 14:45
    Lepiej zacząć od zmontowania małej grupy wsparcia, bo politycy tylko wykorzystują takie frustracje do własnych celów. Proponuję też zmianę stylu haseł na sympatyczniejszy, np. "Nie chcę być niedzielnym tatą" akcja www.dzielnytata.pl. albo "Na co nam urlopy ojcowskie, jak dzieci zabrały sądy beztroskie" wink
  • kategemi 28.03.13, 14:48
    anti-magic napisał:


    >
    > Zamieściłeś swój apel i O.K., kto chce to może sobie wejść, poczytać, zarejstro
    > wać się, poprzeć sprawę.
    > Co do reszty - nie pakuj się w dalsze polemiki, bo tak cię będą starzy wyjadacz
    > e z tego forum punktowali jeszcze przez kolejne 300 postów, a i tak nikogo nie
    > przekonasz. Na co ci te nerwy ? Sugeruję spożytkować swoją energię bardziej kon
    > struktywnie, a ewentualne przekomarzanki pozostawić sprytnieszym wink


    Popieram w stu procentach jako dawna "pisaczka" a dziś czasem "czytaczka" tego forum smile


    --
    " Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywać to przeznaczeniem" C.G. Jung
  • lampka_witoszowska 28.03.13, 16:03
    to nie lepiej, jak masz taką wolę walki i niechęć do współpracy z matką dziecka, zawalczyć o parytet w kwestii wychowywania dzieci po rozwodzie?

    ale nie do chwili, jak się nowa niunia pokaże w życiu na dłużej czy emocje opadną, tylko wiesz, tak do dorosłości dziecka

    jeden dom, oddany przynajmniej jeden rodzic kochający dziecko bezwarunkowo (nie przepełniony mało szlachetną wolą walki pt. "jużjacipokażę!"), poczucie bezpieczeństwa i dobre, przyjazne kontakty rodziców, nawet jak nie są już w związku - to dziecku najbardziej potrzebne

    reszta to dorabianie filozofii do własnej niemocy i nieumiejętności kochania

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • oczy123 28.03.13, 20:15
    na przeszkodzie opiece naprzemiennej ? dogadujesz sie z matka dziecka i masz....
  • foringee 28.03.13, 22:53
    Bo tak mi się kojarzy, że tylko ktoś kto za wiele na co dzień się dziećmi nie zajmował może się określać "dzielnym" faktem, ze tymi dziećmi by się chciał jednak zająć...
  • mola1971 28.03.13, 23:07
    Opieka naprzemienna to temat wałkowany na tym forum odkąd pamiętam, czyli odkąd tu jestem.
    Temat jest trudny i bardzo delikatny, wg mnie każdy przypadek powinien być traktowany indywidualnie, a decyzje podejmowane w zależności od tego, czego w danym momencie potrzebują dzieci (a tu wiek jest ważny, im dziecko starsze tym łatwiej się do zmian przyzwyczaja) i od tego czy rodzice potrafią współpracować (a z tym bywa różnie).

    Wygrzebałam starą dyskusję na ten temat, możesz poczytać.
  • triss_merigold6 29.03.13, 08:34
    Tia... być może to rozwiązanie odpowiada ludziom, którzy po rozwodzie są sami.uncertain
  • noname2002 29.03.13, 08:52
    A to dlaczego? Znam mezczyzne ktory opiekuje sie synem naprzemiennie, on i byla zona maja nowych partnerow a mezczyzna nastepne dziecko i wszystko sie dobrze uklada.
  • altz 29.03.13, 09:10
    noname2002 napisała:
    > A to dlaczego? Znam mezczyzne ktory opiekuje sie synem naprzemiennie, on i byla
    > zona maja nowych partnerow a mezczyzna nastepne dziecko i wszystko sie dobrze
    > uklada.

    Triss, jest specyficzna, bo jest dominująca w związku i nie widzi możliwości funkcjonowania, kiedy nie mogłaby narzucać swojej woli i musiałaby się porozumieć.
    Myślę, że stąd się biorą jej lęki przed innym sposobem wykonywania opieki.
  • triss_merigold6 29.03.13, 10:21
    Bo to zmusza do nieustannych interakcji z byłym mężem/żoną, uzgadniania każdej pierdoły, za przeproszeniem, i wygibasów logistycznych. Zabiera czas i energię i rozdziela rodzeństwo jeśli z nowego związku są dzieci.
    Osobiście wykluczam taką opcję.
  • lesnik5 29.03.13, 10:31
    Mylisz się.
  • altz 29.03.13, 10:31
    triss_merigold6 napisała:
    > Bo to zmusza do nieustannych interakcji z byłym mężem/żoną, uzgadniania każdej
    > pierdoły, za przeproszeniem, i wygibasów logistycznych. Zabiera czas i energię
    > i rozdziela rodzeństwo jeśli z nowego związku są dzieci.

    Taka jesteś, jaka jesteś i raczej się nie zmienisz. big_grin
    Ale mam proste pytanie, jeśli się ojcu urodzi dziecko w następnym związku, to czy takie sprawowanie opieki nie rozdziela dzieci? wink
    Czy raczej chodzi o to, że moje dzieci są bardziej mojsze, o taki zwykły egoizm?
  • triss_merigold6 29.03.13, 14:25
    Nie odczuwam potrzeby zmiany.
    Mało prawdopodobne, żeby eks miał następne dziecko, ma kredyt i nie stać go.
  • katja75live 29.03.13, 19:32
    Triss,
    a Co by bylo jak Twoj exs- bedzie mial nowe dzieci. To tez rodzenstwo dla Waszego syna.
    Wiec i tak bedzie rozdzielone. Czasami warto spojrzec dalej niz koniec wlasnego nosa.
  • nangaparbat3 29.03.13, 22:28
    Ale co to znaczy: wszystko dobrze się uklada?
    Przy najlepszych chęciach nie umiem sobie wyobrazić, jak to dziala - cały czas jakby sie bylo nie u siebie, bo "u siebie" nie ma. Część zabawek, ubrań, książek, przyborow toaletowych jest u taty, część u mamy. Inni koledzy mieszkają w pobliżu domu mamy, inni niedaleko domu mamy. Raz jedno lożko, raz drugie. Przez tydzień jedne zasady, potem przez tydzien nieco inne. Inna struktura rodziny, inna pozycja dziecka, inne wymagania, inny sposob porozumiewania się. Raz-raz, raz-raz ....
    Nie wiem, jakie skutki to bedzie mialo za 5, 10, 15 lat, natomiast nie ulega wątpliwości, że pochlania sporo energii, ktorą można by spożytkowac na coś innego.

    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • triss_merigold6 29.03.13, 22:48
    O tak, to musi pochłaniać mnóstwo energii. I mnóstwo energii musi to kosztować rodzica, który nie po to się rozwodził, żeby wszystko uzgadniać z byłym/byłą zamiast skupić się na nowym związku.
  • nangaparbat3 29.03.13, 23:13
    Wyznam szczerze, że energia rodziców malo by mnie obchodzila, gdybym miala pewność, że taki tryb życia sprzyja dziecku. Wydatkowanie energii na dziecko jest podstawowym obowiązkiem rodziców, nie ma zmiluj. Pisze nie bez powodu - coraz częściej spotykam się z sytuacją, kiedy dziecko - fakt, nastoletnie - ewidentnie potrzebujace konkretnej pomocy, najczęściej zwiazanej z chorobą, nie chce martwić rodzicow czy sprawiać kłopotu.
    --
    Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
  • triss_merigold6 29.03.13, 23:24
    Wydatkowanie energii owszem, ale nie kosztem rezygnacji ze wszystkich potrzeb i podporządkowywania całego życia dziecku. Potem dziecko będzie miało naście czy dwadzieścia parę lat, własne życia, a pani matka zostanie sama. To, że nastolatek nie chce martwić rodziców czy sprawiać kłopotu, to generalnie zdrowy odruch dorastania - uczy się empatii i szacunku dla cudzych odczuć.
  • nangaparbat3 29.03.13, 23:32
    Ależ skąd - to często nie szacunek ani empatia, ale z reguły obawa przed irytacja i zloscią rodzicow, ktorzy nie maja czasu, sily ani cierpliwosci, a czasem pieniędzy. Nieproszenie o pomoc tego, kto ma obowiązek jej udzielic, to niestety czesto brak zaufania. Zauważ, że pisze o dzieciach CHORYCH.
    --
    "Dbaj jeden z drugim o żonę, to twojej rodzinie żaden związek partnerski nie zagrozi" Jowita 771.
  • cozzycie_80 30.03.13, 13:08
    triss_merigold6 napisała:

    > O tak, to musi pochłaniać mnóstwo energii. I mnóstwo energii musi to kosztować
    > rodzica, który nie po to się rozwodził, żeby wszystko uzgadniać z byłym/byłą za
    > miast skupić się na nowym związku.

    Ja wiele razy słyszałam rady, w stylu "utnij kontakty z byłym" i zgodzę się z Tobą Triss że nie po to się rozwodziłam żeby się użerać z byłym, obcym facetem. Tylko, że ja mam z tym facetem dziecko i tego już nic nie zmieni. Wystarczy mocno podkreślić granicę i można się dogadać. Uzgadniam wszystko co dotyczy naszego dziecka z byłym mężem. Córka ma bardzo silną więź z ojcem, a on jest wspaniałym tatą. Dlaczego odcinać go od życia córki, od obowiązków, jeżeli on tego pragnie z całej mocy. Nie pochłania to dużo energii. Rozmawiamy tylko o tematach dotyczących życia naszego dziecka. A córka może być u taty kiedy chce.
    Nie przeszkadza jej to, że u mamy są inne zwyczaje niż u taty - nawet psycholog nam powiedziała, że córka szybko zrozumie, co wolno u mamy a co u taty. Życie w dwóch domach też jej nie przeszkadza. Najważniejsze, że ma rodziców, którzy bardzo mocno ją kochają.
    A ja jak przestałam słuchać innych, tylko sama zaczęłam pracować nad swoimi emocjami, to też zupełnie inaczej podchodzę do wielu spraw. I skupiam się na nowym związku, a kontakty z byłym mi nie szkodzą.
  • lesnik5 29.03.13, 23:55
    nangaparbat3 napisała:

    > Ale co to znaczy: wszystko dobrze się uklada?
    > Przy najlepszych chęciach nie umiem sobie wyobrazić, jak to dziala

    No i znowu te wąskie horyzonty co to tak ograniczają.

    Nie dalej jak 100 lat temu ludzie leczyli się ziołami, a antybiotyk to było dzieło szatana. Kolejne 100 lat wcześniej ludzie wiązali się ze sobą bo tak rodzice kazali, a poeci dopiero zaczynali wymyślać całą tą miłość i romantyczne związki kobiety z mężczyzną. Dobrze, że dzisiaj i jedno i drugie jest już pozytywną codziennością.
  • nangaparbat3 30.03.13, 09:00
    Uważasz, ze probujac mi dokuczyć, przekonasz? przekonalby opowiadając o szczegolach zycia, reakcjach dziecka, o tym jakie trudności napotykacie i jak je rozwiązujecie.
    --
    „powinniśmy porzucić wszelką etyczną arogancję i pokornie przyznać, jak wiele mamy szczęścia, mogąc działać etycznie” S.Ż.
  • lesnik5 30.03.13, 10:39
    Bynajmniej, nie próbuję też nikogo do niczego przekonywać, bo i po co.

    Już sam fakt, że mi w praktyce dobrze działa to co wg innych w ogóle nie ma prawa działać (a biorąc pod uwagę jakie jazdy dzieciom fundują moi statystyczni znajomi po rozwodzie, którzy nie są w stanie w ogóle się porozumieć - to już w ogóle nie tylko działa mi dobrze, ale nawet wyśmienicie), wydaje się być osobom, powiedzmy, tradycyjnie podchodzącym do sprawy, tak trudny do zaakceptowania, że nie ma sensu jeszcze dorzucać do pieca.
  • katja75live 30.03.13, 11:02
    lesnik,
    dopiero teraz Cie przeczytalam, nie moge sie zgodzic bardziej z tym co piszeszsmile

    jeszcze dodam od siebie, ze nie rozumiem tej obawy o to przenoszenie sie.
    Dzieciom do szczescia nie jest potrzebne jedno, stale miejsce, ale poczucie akceptacji, milosc, uwaga. Powiem ze w klasie mojego syna 1/3 dzieci jest po rozwodzie. Wiekszosc ma opieke naprzeminna w roznym wymiarze - a wiec co za tym idzie 2 domy.
    Jedyne dziecko ktore ma problem, to dziewczynka ktora mieszka z mama a tata jest tam od wielkiego swieta. Ona caly czas marzy o tym, zeby rodzice sie jeszcze zeszli (choc mama ma nowego partnera), reszta to wesole, szczesliwe dzieciaki, niczym sie nie rozniace od tych z ''normalnych'' rodzin.
  • katja75live 30.03.13, 00:05
    Promowanie tutaj opieki naprzemiennej to jak wolanie na puszczy. Uwarunkowanie spoleczne sa takie, ze rola matki jest wiodaca w wychowaniu dzieci. Ja juz tego nie zmienie i nawet nie bardzo mam ochote Was ''nawracac". Dobry przyklad to Triss, ktora uwaza sie za wylaczna wlascicielke swojego syna, nie bedzie go rozdzielac z siostra, i ona decyduje kiedy i jak exs uczestniczy w jego zyciu. No i Der, ktory powoluje sie na wysokiej klasy specjalistow znanych pewnie tylko w Polsce, ktorzy mu wmawiaja ze to niezdrowe dla dzieci. Dziwne jednak, ze wszedzie na swiecie opieka naprzemienna jest promowana, rowniez przez psychologow, bo najwazniejsze po rozwodzie jest to aby dzieci maily oboje rodzicow, a sa jeszcze mezczyzni ktorzy chca w pelni uczesticzyc w wychowaniu, a nie z doskoku.
    Moje dzieci maja 2 domy, ta sama szkole i tych samych kolegow. Znam rowniez juz dorslych wychowanych w takim systemie. Nikt z nich nie ma traumy, i tego zle nie wspomina (wiem bo o tym rozmawialam z nimi), maja jako dorosli ludzie swietny kontakt z objgiem rodzicow.
    Nie kontaktuje sie czesto z exs na pewno nie czesciej niz jak w klasycznym ukladzie. oboje wiemy o wszystkich akcjach w szkole, zawodach sportowych itp. On to bierze na siebie w swoim tygodniu ja w swoim. dzieci rownie chetnie sa ze mna jak z exs, nie bylo jeszcze zytuacji, ze nie chcialy gdzies wracac (raz syn zostal dluzej o jeden dzien z ojcem, bo mieli fajny dzien). Jak jeszcze kogos interesuje to chetnie odpowiem na pytania.
  • nangaparbat3 30.03.13, 09:06
    To mam parę pytan, na poczatek, bo bardzo sie spiesze, pewnie wroce do tego po swietach:
    - ile dziecko ma lat?
    - co ile dni dziecko zmienia dom?
    - czy w obu domach ma wlasny pokoj?
    - czy w ktoryms z domow ma przyrodnie rodzeństwo i jak ukladaja sie relacje mieędzy dziećmi?
    - jakie ma obowiazki w jednym, jakie w drugim domu?
    - co sie dzieje, kiedy dziecko jest chore (np. powinno zostac w lożku, a wlasnie przypada zmiana domów)?
    Pytanie o doroslych: jak odnajduja sie w zwiazkach?


    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • katja75live 30.03.13, 10:49
    Nanga,
    -Mam dwoje dzieci 8 i 10 lat,
    -mamy staly system , tydzien z tata tydzien u mnie
    -maja w obu domach wlasne pokoje, ale to akurat u nich nie jest zadnym kluczowym punktem. Praktycznie oprocz spania z tych pokoi nie korzystaja ( ani u mnie, ani u exs)
    wlasciwie caly czas spedzaja w duzym pokoju i kuchni, nawet jak koledzy przychodza, moze jak beda starsze to to sie zmieni.
    - nie maja jeszcze przyrodniego rodzenstwa ( wiec z autopsji nic nie moge napisac)
    - jeszcze nie mialam takiej sytuacji z choroba, ale w normalnym ukladzie jak jest grypa, angina itp., to pewnie by wyszlo z tego lozka, zeby sie przenies do innego- zreszta przy takich chorobach i tak zwykle nie lezy sie plackiem), jakby byla jakas na prawde powazna sytuacja...odpukac... to wiadomo, ze mozna sie dostosowac.
    -obowiazki maja raczej takie same, to znaczy posprzatac po sobie, ja jestem bardziej wymagajaca, ale one to wiedza
    - jesli chodzi o odnajdywanie sie w zwiazkach to akurat to nie ma nic wspolnego, z rodzajem opieki, jak rowniez to czy dzieci zaakceptuja i polubia naszych nowych partnerow. Moj exs jest w zwiazku na odleglosc (wykorzystuje na to ten czas gdy nie ma dzieci), ja mam teraz moze troche latwiej bo wiadomo wiecej czasu na randki itp.
    ale jak sie odnajde w stalym zwiazku to juz zalezy od szczescia i kogo znajde lub nie, a nie od rodzaju opieki.
  • tricolour 30.03.13, 13:40
    ... bo eks jest w związku na odległość (czyli jest prawie singlem), a Ty jesteś realnym singlem.

    Więc nie wiesz jak to będzie gdy:
    1. Poznasz faceta mieszkającego dalej i trzeba będzie podjąć decyzję o wspólnym zamieszkaniu, a facet może chcieć mieszkać - tak jak Ty - blisko swoich dzieci z poprzedniego małżeństwa.
    2. Urodzisz kolejne dzieci i może być konflikt w wyborem szkół dzielących spore odległości.
    3. Sprawy zawodowe mogą wymusić (albo zmusić do rezygnacji z kariery zawodowej) do wyprowadzki. Ciebie, exa lub jego żone, lub Twego nowego faceta.

    Mówiąc inaczej: jeszcze nie wiesz jak zafunkcjonuje system opieki naprzemiennej gdy już realnie zakończysz sprawę rozwodu czyli zbudujesz nową rodzinę. Bo - wybacz - bycie singlem po rozwodzie to nie oznacza jeszcze powrotu do normalnego życia. To tylko wymuszony i niechciany stan przejściowy.
  • triss_merigold6 30.03.13, 13:45
    Zgadzam się z Tri.
  • katja75live 30.03.13, 14:09
    a czy tych problemow bym nie miala majac dzieci 24/24?

    1.Tez bym sie nie mogla przeprowadzic na przyklad, tez facet chcialby mieszkac blisko swoich dzieci. Tak rozumujac to w nowy zwiazek moglby tylko wchodzic facet olewajacy swoje dzieci z poprzedniego malozenstwa i nie majacy zadnych ograniczen.
    2.Jezeli urodze kolejne dzieci to zadnego konfliktu nie widze, moje sie zalapaly do bardzo dobrej szkoly, a rodzenstwo ma pierwszenstwo..
    poza tym za 2 lata pojda do szkol srednich, a ewentualne nowe potomstwo dopiero za 5 lat do szkoly
    3. sprawy zawodowe ukladam tak, zebym sie nie musiala wyprowadzac, a dzieci w karierze ograniczaja nawet w pelnej rodzinie.

    Sorry, ale nie trafione przyklady
  • tricolour 30.03.13, 14:56
    ... tylko realne sprawy gdy się buduje nowy związek.

    1. Przecież nawet mieszkając w jednym mieście trudno sobie wyobrażać, że się znajdzie partnera w obrębie kilometra. To oczywiście nie jest wykluczone, ale mało prawdopodobne. Ja np. mieszkałem we Wrocławiu, a teraz mieszkam w pierwszej wiosce za Wrockiem (dokładnie koniec Wrocka to początek mojej miejscowości) a do wrocławskiej Ikei ma teraz 92 kilometry w obie strony. No wręcz nie wyobrażam sobie dymać 100 kilosów ani do sympatii czy narzeczonej, ani do dzieci, a to dalej jedno i to samo miasto.

    2. Sprawy szkolne są właśnie takiego kalibru gdy rodzic uwiązany jest do konkretnego miejsca (tutaj do dzieci z poprzedniego małżeństwa i spraw tych dzieci) a życie układa inne - czasem odległe - drogi. Tu nie chodzi tylko o dzieci, które urodzisz, ale o trzy rodziny: Twoją starą, exa nową, i starą Twojego faceta. Pogodzenie interesów dzieci z takiej czeredy... wyobrażasz to sobie?

    3. Rozumiem, że sprawy zawodowe układasz tak, by nie kolidowały z dziećmi. Ale nie możesz wymagać, by Twój nowy facet też tak układał, a tym bardziej jego poprzednia żona i tamte "stare" dzieci.

    Mówiąc inaczej: jesteś sama (singlem) i silnie podporządkowana jednemu tylko dziecku. Twoja sytuacja w żadnej mierze nie może służyć za wzór.
  • noname2002 31.03.13, 09:35
    A gdyby stala opieke miala Katja a jej eks widywal sie z dziecmi powiedzmy trzy razy w tygodniu, to moglaby sie przeniesc z dziecmi do nowego partnera do innego miasta czy kraju? Tez nie.
    Widze, ze wiele osob ma granitowe przeswiadczenie, ze dzieci sa sprawa matki a ojciec po rozwodzie jest ponownie kawalerem.
  • altz 30.03.13, 14:20
    tricolour napisał:
    > Bo - wybacz - bycie singlem po rozwodzie to nie oznacza jeszcze powrotu do normalnego
    > życia. To tylko wymuszony i niechciany stan przejściowy.

    Spora część osób po rozwodzie zostaje sama i robi to z rozmysłem, po prostu trudno jest się dopasować do nowego partnera. Znam takie osoby, które nie chcą szukać nikogo po rozwodzie i nie traktują tej swojej samodzielności jako niechciany stan przejściowy.

    Jeśli już ktoś się decyduje związać z osobą z dziećmi na co dzień, to się z tym liczy i zazwyczaj potrafi porozumieć.

    A co do szkoły, to sobie można planować, a przyjdzie taki rok jak obecny i okazuje się że "naszą szkołę" likwidują i nic na to nie poradzisz. Bodajże w tym roku, zostanie zamkniętych około 1000 szkół. Ktoś zachoruje, straci pracę, inny się poślizgnie na oleju... Życie z natury jest dynamiczne, nie przewidzi się wszystkiego.
  • nangaparbat3 03.04.13, 19:41
    Katja, dziękuję.
    Bardzo mi sie podoba, ze chociaż mają wlasne pokoje, siedzą z Wami "na kupie" - sama bardzo dobrze wspominam, jak bedąc dzieckiem bawilam się z koleżanką w kuchni, kiedy jej mama krzatala sie po.
    Troche jak napisal Tri, póki co funkcjonujecie jak single, wiec jest zdecydowanie łatwiej, niż kiedy rodzice mają nowe rodziny.
    W kazdym razie trzymam za Was kciuki.
    Pytajac o związki, mialam na myśli zwiazki osob, ktore jako dzieci funkcjonowały w systemie naprzemiennym.
    --
    "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
  • altz 30.03.13, 03:16
    nangaparbat3 napisała:
    > Nie wiem, jakie skutki to bedzie mialo za 5, 10, 15 lat, natomiast nie ulega wą
    > tpliwości, że pochlania sporo energii, ktorą można by spożytkowac na coś innego
    Można ten czas wykorzystać "lepiej", choćby na leczenie skutków alienacji rodzicielskiej.
  • nangaparbat3 30.03.13, 09:21
    Altz, dla mnie alternatywa nie jest alienacja - chyba tego nie musze wyjasniać.
    Zawsze robilam wszystko, zeby dziecko mialo staly, regularny kontakt z ojcem. Nigdy nie odmawialam dodatkowych, poza ustalonymi kontaktów. Kiedy dziecko bylo chore lub smutne, wzywalam ojca, zeby z dzieckiem pobył. Prosiłam, by nocowal u mnie, kiedy musiałam wyjechać. Na wszystkie wazne uroczystości w zyciu dziecka chodziliśmy razem i wiem, że dla dziecka bylo (i jest, chociaz ma 21 lat) to bardzo ważne, żebysmy czasem robili cos WSPOLNIE dla niej, zeby wodziala, ze DLA NIEJ potrafimy się sprzymierzyć - myślę, że daje jej to poczucie bezpieczeństwa. Moje dziecko ma w domu swojego taty wlasny pokój i chociaż korzysta z niego raz na kilka miesięcy (głównie z przyczyn czysto logistycznych) t
    -- en pkoj jest dla niej bardzo ważny, ten pkój i świadomość, że zawsze może tam przyjechać i ojciec się ucieszy.
    Patrze na opieke naprzemienna z wielkimi wątpliwościami, bo z opowiadań mojej mamy wiem, że kiedy z sublokatorskiego mieszkania, ktore zajmowalismy kiedy mialam niecale dwa lata wynoszono lozeczko synka sąsiadow, zrobiłam scenę na calą kamienicę, wyłam jakby mnie ze skóry obdzierali, bo dzieciom zabieraja ich łóżeczka!!!
    Patrzę z wątpliowściami, bo sama jestem silnie terytorialna, z potrzeba posiadania wlasnego, chocby najmniejszego kąta, gdzie moge się schronić - moze mam wąskie horyzonty, nie wyobrazając sobie, że nie ma znaczenia przeprowadzanie się co tydzien czy co dwa - ale nie jest to sprawa horyzontow, a emocji.
    Myślę, że opieka naprzemienna idealnie wpasowuje sie w świat, gdzie co chwile zmienia sie miejsce pracy, miejsce zamieszkania, zone czy meża. Obawiam się tylko, ze nasz dość dawno temu skontruowany organizm za tym nie nadąża.
    -----------------------
    Z punktu widzenia przyrody kotów zawsze jest za dużo. Landora
  • altz 30.03.13, 10:48
    nangaparbat3 napisała:
    > Altz, dla mnie alternatywa nie jest alienacja - chyba tego nie musze wyjasniać.
    > Zawsze robilam wszystko, zeby dziecko mialo staly, regularny kontakt z ojcem. N
    > igdy nie odmawialam dodatkowych, poza ustalonymi kontaktów.
    Śmieszy mnie to, bo osoby najbardziej protestujące miały pewną formę opieki równoważnej albo chociaż chciały tego. big_grin Protestujesz przed tym, co sama prowadziłaś. smile Panowie są w stanie się zgodzić na te 30% czasu, zamiast 50%/50%, nie ma z tym problemu i nie musi być od linijki, o ile panie też się zgadzają na takie rozwiązanie, to większych problemów nie musi być.

    Historia z łóżeczkiem mocna. smile
    Takiemu małemu dziecku trzeba wszystko tłumaczyć, szczególnie takim dwulatkom, bo bardzo dużo myślą, a jeszcze mało wiedzą.
    W przypadku opieki równoważnej, niczego nie ubywa, jedno miejsce zostaje tak, jak było. Dziecko ma po prostu drugie łóżko, drugą szafę, drugie zabawki, z którymi się czasami przemieszcza.
    To tak, jakby ktoś z dorosłych facetów płakał, że żona chce mu kupić drugi samochód, a przecież on już ma jeden, ten ulubiony! wink Porównanie zasadne przy infantylności kierowców-mężczyzn. big_grin
  • noname2002 31.03.13, 09:40
    Nanga ale ja tez bardzo potrzebuje wlasnej przestrzeni, pokoju, ulubionych rzeczy ale jak sobie wyobrazam i jak widzialam, to w opiece naprzemiennej mozna miec tej przestrzeni wiecej- czy to nie jest atrakcja miec i decydowac jak beda wygladac dwa wlasne pokoje?
  • altz 31.03.13, 10:20
    noname2002 napisała:
    > czy to nie jest atrakcja miec i decydowac jak beda wygladac dwa wlasne pokoje?
    Dorośli też czasami mają po dwa mieszkania, bo pracują w różnych miejscach. Znam wiele takich osób, sam mam takie doświadczenia i mam takie plany na przyszłość. Ja w tym dobrze funkcjonuję, wszyscy znajomi również co najmniej dobrze sobie z tym radzą.
  • wawrzanka 29.03.13, 11:19
    dzielny.tata napisał(a):

    > nie wystąpiłem o to jeszcze...

    No to o co ten hałas? Przecież sąd nie odmówił Ci prawa do opieki naprzemiennej, sprawa jest w toku. Nie możecie dogadać się z matką dziecka i oczekujesz, że sąd zrobi to za was na pierwszej rozprawie? Powinieneś docenić, że Wasza wojna trwa, a sąd poświęca na to czas. Inne pozwy rozwodowe, w których ludzie wszystko między sobą ustalili i czekają tylko na papier - leżą. Bo wy zajmujecie wokandę co trzy miesiące. I co? Ludzie nie mogą przez was wziąć kredytu, ślubu, podzielić majątku, wyjechać itp. I jakoś nie zakładają stowarzyszenia poszkodowanych przez czas, tylko cierpliwie czekają na swoją kolej.

    Ale już na poważnie. Skoro tak lubisz walczyć to może zawalcz o coś konkretnie? Na przykład o bardzo wysokie kary finansowe dla matek utrudniających ojcom kontakt z dziećmi. Rzędu powiedzmy... 20 000 zł., a nie 500 zł. Co Ty na to? Takie sankcje ostudziłyby momentalnie zapał niektórych pań do chowania dziecka w szafie, a pieniądze mogłyby zasilić fundusz alimentacyjny.

    Bo wyobraź sobie, że jest cała rzesza matek, które marzą o tym, by ojciec interesował się swoimi dziećmi, a on nic. I nie płaci alimentów, choć ma zasądzone "obligatoryjnie". I co mu zrobisz?
  • anti-magic 29.03.13, 15:34
    Wam to się już od tej psychologii wszystko pomerdało. To sądy mają być dla obywatela, a nie obywatel dla sądów.
  • wawrzanka 29.03.13, 16:04
    anti-magic napisał:

    > Wam to się już od tej psychologii wszystko pomerdało.

    A Wam się pomerdało od piwa. Sąd jest od rozstrzygania sporów na podstawie dowodów i zeznań świadków. Sąd nie jest od leczenia problemów emocjonalnych obywateli. Co z tego, że zasądzi opiekę naprzemienną, jeśli ludzie nie będą umieli w niej funkcjonować? Dla dobra dziecka największe znaczenie ma rozsądek, empatia i kultura osobista rodziców. Niestety, tych wartości nie da się "zasądzić" w wyroku.
  • anti-magic 29.03.13, 16:37
    A skąd wiesz, że "ludzie nie będą umieli w niej funkcjonować " ? Bo inni - z założenia- żlopią piwo i mają niższy poziom kultury osobistej od Ciebie ? A może właśnie jakby opieka naprzemienna była obowiązującym standardem i ludzie nie mieliby wyboru, to by się nauczyli ?
  • wawrzanka 29.03.13, 17:27
    anti-magic napisał:

    > A skąd wiesz, że "ludzie nie będą umieli w niej funkcjonować " ? Bo inni - z za
    > łożenia- żlopią piwo i mają niższy poziom kultury osobistej od Ciebie ?

    Z założenia to ja lubię piwo. Forsowanie na siłę czegoś takiego jak opieka naprzemienna jest zbyt poważną ingerencją w wolność osobistą, w tym w wolność dzieci. Skoro istnieje prawo do opieki naprzemiennej to po prostu trzeba z niego skorzystać, jeśli ktoś chce i potrafi. Żeby nie było tak: spoleczenstwo.newsweek.pl/dziecko-po-rozwodzie--jak-je-podzielic,74908,1,1.html

    Nie ma lepszego sposobu na zwiększenie liczby wyroków korzystnych dla ojców, niż ich zaangażowanie w sprawy dziecka i w zbieranie dowodów dla sądu, że to zaangażowanie rzeczywiście istnieje. Obawiam się, że akcje typu "sąd cycaty - dziecko bez taty" (cóż, to sztandarowe hasło odzwierciedla wartość merytoryczną postulatów głoszonych przez liczne zrzeszenia i towarzystwa na rzecz praw ojca...) tylko pogarszają sprawę, osłabiają wizerunek ojca no i w końcu... traci on czas, który mógłby wykorzystać na kontakt z dzieckiem. A w przypadku braku tego kontaktu, na skutecznie jego egzekwowanie.

    Jest taka bajka dla dorosłych "Niania w Nowym Jorku". Tam z kolei mamuśki chodziły na debaty i spotkania poświęcone wychowaniu dzieci, podczas gdy... z tymi dziećmi siedziały nianie.
  • altz 29.03.13, 18:34
    wawrzanka napisała:
    > Forsowanie na siłę czegoś takiego jak opieka naprzemienna jest zbyt poważną ingerencją
    > w wolność osobistą, w tym w wolność dzieci.
    Masz rację, dziecko powinno mieć możliwość przeniesienia się do Domu Dziecka, jeśli będzie miało taki kaprys albo pójść na wychowanie do sekty, po co ograniczać wolność dziecka?

    > Skoro istnieje prawo do opieki naprzemiennej to po prostu trzeba z niego skorzystać,
    > jeśli ktoś chce i potrafi.
    Przecież się nie da, bo niektóre matki są niespełna rozumu, a prawo im na to pozwala.

    > Żeby nie było tak:
    rel="nofollow">spoleczenstwo.newsweek.pl/dziecko-po-rozwodzie--jak-je-podzielic,74908,1,1.html
    Tutaj rodzice nadal walczą ze sobą, wykorzystując do tego dziecko. Oboje!
    Mądry sąd miałby coś do powiedzenia w tej sprawie.
    Dziecko jest na tyle duże, że już mogłoby samo podjąć decyzję co do sposobu sprawowania opieki, a rodzice by to zaakceptowali ewentualnie z drobnymi korektami.
    Przepisy w takich sprawach nie są po to, żeby je przestrzegać od a do z, ale żeby dziecku i (w drugiej kolejności) rodzicom było z tym dobrze.

    > Nie ma lepszego sposobu na zwiększenie liczby wyroków korzystnych dla ojców, ni
    > ż ich zaangażowanie w sprawy dziecka i w zbieranie dowodów dla sądu, że to zaan
    > gażowanie rzeczywiście istnieje.
    Myślę, że chyba dawno nie byłaś w Polsce. Niemożliwe, żebyś tak mało wiedziała o własnym kraju, mieszkając w nim na stale.
    A może po prostu jesteś przekonana do swojego i nie słuchasz żadnych argumentów, żeby się nie dowiedzieć, jak to jest.

    Taka opieka się sprawdza w wielu krajach. Niemożliwe, żeby Polacy byli tacy niegramotni, a Polki takie głupie. Ja po prostu w to nie wierzę.
    U nas też się uda i te 70%-80% dzieci po rozwodach będzie miało na co dzień oboje rodziców.
  • wawrzanka 31.03.13, 12:12
    altz napisał:

    > A może po prostu jesteś przekonana do swojego i nie słuchasz żadnych argumentów
    > , żeby się nie dowiedzieć, jak to jest.

    Altz, ja się nie chcę z Tobą kłócić, bo są święta smile Jedyne, co Ci powiem to to, że w swoim otoczeniu jestem uważana za dobrą słuchaczkę. Lubię słuchać ludzi tak bardzo, że gdy skończą swój wywód ja dalej słucham, a oni mnie dopiero wtedy pytają, po chwili ciszy: "no i co ty o tym sądzisz, powiedz, ty na pewno coś sensownego wymyślisz". No, nie sądzę, że ja coś sensownego wymyślę w tej sprawie. Jestem bezradna wobec Twoich argumentów. Nie masz zdrowia, nie będziesz walczył, system jest zły, kiedyś się zmieni... ja też w to wierzę.
  • altz 31.03.13, 13:05
    wawrzanka napisała:
    > Altz, ja się nie chcę z Tobą kłócić, bo są święta smile
    Ja też się nie chcę kłócić, ale trudno zachować spokój, gdy mówi się o liczbie 300 tysięcy dzieci, które mogłyby mieć lepiej.

    > Jedyne, co Ci powiem to to, że w swoim otoczeniu jestem uważana za dobrą słuchaczkę.
    Ja też słucham, chociaż bywam niecierpliwy, gdy ktoś nie zauważa bardzo wielu ważnych sytuacji. Czy z wygody? Nie wiem, ale trudno tak wielu faktów nie zauważyć. Co nie oznacza, że nie zgadzam się z niektórymi Twoimi argumentami, bo się zgadzam. Niektóre relacje można poprawić z czasem przez próbę współpracy. Dla części dzieci jest już jednak za późno, bo już się nie odbuduje więzi, za dużo czasu upłynęło.

    > Nie masz zdrowia, nie będziesz walczył
    Mówiłem o czasie przeszłym, kiedy mi bardzo zależało. Teraz nie wiem, czy chcę powrotu do tamtych złych emocji. To już jest inna rzeka, nie ma powrotów.
    Nigdy nie walczyłem i walczyć nie będę, jeśli komuś nie zależy, to odpuszczam.

    > system jest zły, kiedyś się zmieni... ja też w to wierzę.
    Myślę, że już czas na zmiany nadszedł i prawo będzie się powoli cywilizować.
  • zlakobieta.haha 29.03.13, 13:27
    dzielny.tata napisał(a):

    > Witam,
    >
    > Wzywam wszystkich ojców, którzy w trakcie sprawy rozwodowej nie mają, bądź mają
    > ograniczone kontakty z dzieckiem (dziećmi), aby się zjednoczyli. Strona Dzieln
    > ytata.pl zrzesza takich właśnie ojców. Rejestrujcie się. Jeśli z Radomia będzie
    > nas więcej utworzymy grupę wsparcia w Radomiu. Nie pozwólmy matkom uczynić z N
    > aszych dzieci swoją własność. Dosyć już tej dyskryminacji mężczyzn w sądach. SA
    > D CYCATY - DZIECKO BEZ TATY - to musi się zmienić. Coś zaczyna się dziać - nie
    > stójmy obojętnie - tu chodzi o Nasze dzieci i ich przyszłość.
    >
    > Pozdrawiam,
    > dzielny tata


    Nie rozumiem skąd taka zawzięta dyskusja w tak jałowym temacie....
    Organizacje były są i będą (te broniące gejów i lesbijek też....) i co z tego? Nie widzę powodu by ojciec miał dostać prawo wyłącznej opieki nad dzieckiem skoro większość z was podczas trwania małżeństwa nie potrafi sobie przysłowiowej "dupy" podetrzeć...

    Teraz pewnie mój post zostanie usunięty ale i tak ktoś napewno zdąrzy przeczytać...
  • nowel1 29.03.13, 13:46
    zlakobieta.haha napisała:


    > Nie rozumiem skąd taka zawzięta dyskusja w tak jałowym temacie....
    > Organizacje były są i będą (te broniące gejów i lesbijek też....) i co z tego?
    > Nie widzę powodu by ojciec miał dostać prawo wyłącznej opieki nad dzieckiem sko
    > ro większość z was podczas trwania małżeństwa nie potrafi sobie przysłowiowej "
    > dupy" podetrzeć...

    Ja bym nie usuwała.
    Błędy ortograficzne,wulgaryzmy, stereotypy, komunały... niech zostaną, świadczą o tobie.
  • anti-magic 29.03.13, 15:12
    Nic nowego nie napisała. Generalnie miejsce ojca w polskim sądzie jest dziś tam, gdzie powinno być zdaniem pana prezydenta Wałęsy miejsce geja w polskim Sejmie. Albo nawet za.
  • chalsia 29.03.13, 16:41
    inne stare wątki w tym temacie

    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,100624531,100679872.html?v=2&f=24087&w=100624531&a=100679872&wv.x=0

    --
    Większość ludzi to ssaki.
  • katja75live 29.03.13, 19:26
    Ja w kwesti opieki naprzemiennej. Nie zgadzam sie zupelnie z Dare, i innymi, ktorzy twierdza, ze to jest zle dla dzieci.
    My mamy z exs- opieke naprzemienna i widze, ze dla moich dzieci to idealne rozwiazanie.
    Nie zauwazylam jak na razie zadnych negatywnych skutkow rozwodu i opieki naprzemiennej.
    one maja po prostu 2 domy, jak wiele innych dzieci w szkole i nikogo to nie dziwi ani nie zaburza poczucia stabilizacji.
    Ja niestety mysle, ze zarowno matki jak i ojcowie w Polsce jeszcze maja bardzo konserwatywne podejscie do wychowania. Od tego jest matka i babcia. Widze i obserwuje to u moich przyjaciol w Polsce. Tam wszyscy sie dziwili, ze moj exs ma taki dobry kontakt z dziecmi, a on jak tutejsze warunki jest bardzo przecietnym ojcem.
    Jak ktos ma jakies pytania jak to funkcjonuje u nas to zapraszam .
  • tricolour 29.03.13, 21:06
    ... to żyjesz w zupełnie innych warunkach choćby materialnych - bo chyba taki był powód emigracji. Także w innych warunkach społecznych. Te dwie różnice to właśnie dwie poważne sprawy ograniczające możliwości opieki naprzemiennej.

    Na forum pisała kiedyś Krez, chwaląca się opieka naprzemienną. Tyle, że po rozwodzie i podziale majątku mogła kupić tak małe mieszkanie, że synowie nie mieli w nim miejsca do spania. To co za opieka naprzemienna gdy dzieci nie mają nawet łóżka dla siebie?

    Jak widzisz chęci sa czasem mocno weryfikowane...
  • katja75live 29.03.13, 21:10
    Ja bym powiedziala raczej, ze zyje w calkiem innych warunkach spolecznych - tutaj pelna zgoda. W Polsce nie zdecyduje sie prawie nikt na opieke naprzemienna, w tym rowniez bardzo zamozni ludzie.
  • triss_merigold6 29.03.13, 22:50
    Bo nie tkają iluzji, że nadal jesteśmy jedną wielką szczęśliwą rodziną spędzającą urocze święta wspólnie ze wszystkimi nowymi partnerami/mężami/żonami i nowymi dziećmi?
  • noname2002 30.03.13, 07:18
    Bo nie tkają iluzji, że nadal jesteśmy jedną wielką szczęśliwą rodziną spędzają
    > cą urocze święta wspólnie ze wszystkimi nowymi partnerami/mężami/żonami i nowym
    > i dziećmi

    A co ma spedzanie swiat do opieki naprzemiennej? W opiece naprzemiennej tak samo dzieli sie swieta, wakacje i zwykle dni jak wtedy kiedy dziecko jest glownie z matka, tyle ze czas jest rownomierniej podzielony. Nowi partnerzy rodzicow moga sie w ogole nie znac, wozeniem dziecka zajmuja sie rodzice. Jedyna niedogodnoscia jest to, ze nowy partner/ka ma wiecej obowiazkow z wlasnym dzieckiem-ale to juz konsekwencja wiazania sie z kims kto ma dziecko/dzieci z poprzedniego zwiazku.
  • lampka_witoszowska 30.03.13, 16:48
    i tu wychodzi pierwsza wpadka - dziecko z drugiego związku jest na drugim miejscu, bo tata/mama musi zająć się dzieckiem z pierwszego związku?
    czy tata/mama zajmuje się dzieckiem z pierwszego związku, bo druga/i partnerka/partner ma nie zajmować się dzieckiem z pierwszego związku albo nie powinien, albo nie chce, albo dziecko nei ma takiego życzenia? ale dla odmiany ma życzenie mieć co drugi tydzień rodzica dla siebie, tylko dla siebie?
    może się też zdarzyć tak, że rodzic ma takie wyrzuty sumienia, że nei utrzymał żony/męża przy sobie i starsze dziecko jest z rozbitego związku, że starsze dziecko zawsze stanie na pierwszym miejscu przed drugą żoną i drugimi dziećmi... itd, itd

    emocje są jak najbardziej do przepracowania po rozwodzie, ale przy opiece naprzemiennej i głupim podejściu (i wciąż nieprzerobionym) dzielonego/ej taty/mamy - wychodzi czasem układ nie do przejścia dla wszystkich domowników

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lesnik5 30.03.13, 17:34
    lampka_witoszowska napisała:

    > i tu wychodzi pierwsza wpadka - dziecko z drugiego związku jest na drugim miej
    > scu, bo tata/mama musi zająć się dzieckiem z pierwszego związku?

    No wiesz, to jest problem że tak powiem filozoficzny i dotyczy każdego kolejnego dziecka, a nie ma nic wspólnego z taką lub inną formą opieki nad pierwszym dzieckiem.
  • noname2002 30.03.13, 21:35
    To samo chcialam napisac. Gdyby sie malzenstwo nie rozpadlo i mialo kolejne dziecko, to tez ojciec(bo znam takiego ojca i o tym co widzialam pisze)wozilby starsze dziecko do szkoly czy na zajecie i tez musialby dzielic swoj czas na pol.
  • lampka_witoszowska 31.03.13, 13:39
    gdyby się małżeństwo nei rozpadło, to dwoje rodziców zajmuje się dwójką, trójką czy dziesiątką dzieci na zmianę - a Ty napisałaś wyraźnie o podziale: Jedyna niedogodnoscia jest to, ze nowy partner/ka ma wiecej obowiazkow z wlasnym dzieckiem-ale to juz konsekwencja wiazania sie z kims kto ma dziecko/dzieci z poprzedniego zwiazku

    i to już zdrowe nei jest

    zresztą, jak pisałam - na jednym przykładzie dokładnie wiem, jak to wygląda w praktyce - na pewno nie tak, nie jak w rodzinie, która się nie rozpadła

    w swoim poprzednim poście opisałam zresztą kilka paskudztw, które na taką rekonstruowaną rodzinę czekają

    w sumie do rozważenia dla ewentualnych chętnych
    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • katja75live 31.03.13, 15:26
    Lampka,
    Ja widze w Polsce calkiem inny problem u matek. Opiekuja sie dziecmi 100% czasu, ojciej jest z doskoku w weekendy i gdy potrzeba pieniedzy. Pozniej taka kandytatka znajduje sobie nowego partnera, ktory chcac nie chcac przejmuje role ojca (ktorego wlsciwie nie ma), opiekuje sie dziecmi, chodzi na wywiadowki. Po paru latach zwiazek sie rozpada, a dzieci znowu zostaja '' na lodzie''. Myslisz, ze to nie ma na nie negatywnego wplywu?, to bardzo czesty scenariusz.

    Ja mam przynajmniej to szczescie, ze moje dzieci ojca juz maja i innego juz nie musza i nie beda miec, moze warto o tym tez pomyslec zanim sie odrzuci i zaneguje idee, ze ojciec ma te same prawa i obowiazki dotyczace wychowania dzieci co matka.
  • lampka_witoszowska 31.03.13, 18:57
    kurczę, nie znam ani jednego przykładu, o jakim piszesz

    co więcej, nie dość, że póki nie zostałam wpisana na listę osób, które mają prawo odebrać "pasierbicę" ze świetlicy, nie miałam prawa tego zrobić - już nie wspomnę o chodzeniu na wywiadówki

    ba! mój ojczym również ani raz na wywiadówce w tego samego powodu nei był - a na dodatek spędził z moją mamą całe życie odkąd się związali

    natomiast owszem, można dyskutować o tym, co piszesz: o wybraniu dla dziecka mniejszego zła - tyle, ze to całkiem inna dyskusja niż rozmowa o jedynym słusznym układzie, jakim rzekomo miałaby być opieka naprzemienna

    psychologowie wyraźnie mówią o słabych punktach tego typu opieki po rozwodzie - są to na tyle mocne argumenty, że warto przemyśleć, a dodatkowo, skoro tak fajne dogadanie sie z byłym partnerem jest możliwe (a jak najbardziej jest, jeśli dwoje dojrzeje do myślenia o dziecku, a nie o sobie i swoich zaprzesżłych pretensjach), tym bardziej można stworzyć dziecku normalny, stały jeden dom, a do tego częsty - według potrzeb dziecka, które dojrzałym rodzicom to najzwyczajniej powie i wie, że zostanie usłyszane - kontakt z drugim rodzicem, tak po prostu

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • katja75live 31.03.13, 19:59
    <tym bardziej można stworzyć dziecku normalny, stały jeden dom, a do tego częsty - według potrzeb dziecka, które dojrzałym rodzicom to najzwyczajniej powie i wie, że zostanie usłyszane - kontakt z drugim rodzicem, tak po prostu<

    Tylko napisz, ale tak szczerze, czy Ty bys sie zgodzila na role rodzica dochodzacego?
    I tak nie wypominajac, jak exs-Triss, zapewniala logistyke transportowa i bawila sie z wlasnym dzieckiem zamknieta w jego pokoju w domu Twojego exs.
    Sorry, ale nie sadze.

    I tak sa jeszcze mezczyzni, ktorzy nie chca zredukowac swojej roli do czestych tzw. nieograniczonych kontaktow. Chca rownozednie wychowywac swoje wlasne dziecko.
    Podkreslam jeszcze raz, jak dla mnie w Polsce wychowanie jest bardzo zfeminizowane, matki sa wlascicielkami dzieci, a ojcom to w wiekszosci przypadkow na reke
  • triss_merigold6 31.03.13, 21:19
    Akurat mój eks logistykę transportową zapewnia słabo, chyba że chodzi o zabieranie dziecka do siebie na weekend i odwożenie.
    Nie proponował opieki naprzemiennej, nigdy taka opcja nie była brana pod uwagę. Co więcej - nie wykorzystuje wszystkich możliwości jakie ma zapisane w przyjętym przed sądem planie wychowawczym, a mógłby spokojnie. Ponieważ ich nie wykorzystuje (nie zapewnia dziecku tygodnia ferii, przypadającej na niego części wakacji, opieki w część dni wolnych od szkoły itd.) to występuję o podniesienie alimentów, bo nie widzę powodów dla których ja miałabym ponosić niemal cały wysiłek i logistyczny i finansowy.
  • kasiamasia 31.03.13, 21:44
    katja75live napisała:
    > Podkreslam jeszcze raz, jak dla mnie w Polsce wychowanie jest bardzo zfeminizow
    > ane, matki sa wlascicielkami dzieci, a ojcom to w wiekszosci przypadkow na reke

    katja75live piszesz caly czas o sfeminizowanym wychowaniu w Polsce, matkach wlascicielkach
    zacofaniu.
    katja75live moglabys mi powiedziec w jakim to wspanialym kraju zyjesz
    ( ze 100% opieka naprzemienna) i ojcach spedzajacych 50+% czasu na opiece i wychowywaniu dzieci??
    Robie sie stara ale moze warto byloby wiedziec dokad warto sie przeprowadzic?
    (zeby nie nosic na swoich tylko barkach ciezaru wszystkich prac domowych i opieki nad dziecmi)
  • katja75live 01.04.13, 08:11
    Kasiamasia,
    Nie czytalam oficjalnych statystyk, ale obracam sie w takim srodowisku, gdzie opieka naprzemienna niekonoecznie 50/n a 50 czesto 60/40 wystepuje gdzies w przypadku 80% rodzin jakie znam. Mysle, ze srednia krajowa jest nizsza, ale nie wiem dokladnie ile musialabym poszukac. Co ciekawe, taka forma opieki to nie jest tu nowum, to juz 2 pokolenie ktore sie tak wychowuje. Mam duzo w pracy mlodych ludzi, niektorzy wlasnie tak wychowywani.
    Ojcowie faktycznie poswiecaja sie opiece nad dziecmi w duzo wiekszym stopniu niz w Polsce. Natomiast co do reszty to nie wiem czy warto sie tu przeprowadzac, faceci sa jak wszedze, liczba rozwodow znacznie wyzsza niz w Polsce., nie zauwazylam tez aby moj exs bral na siebie jakiekolwiek prace domowe (moze mialam pecha smile
    Powiedzmy ogolnie, ze mieszkam w Polnocnej Europie, szczegolow nie chce pisac na publicznym forum, bo jednak sie tu pisze anonimowo, czasami bardzo intymne szczegoly naszego zycia.
    Ja nigdzie nie pisalam, ze tu jest idealnie, cod miod, tylko o tym, ze opieka naprzemienna jest tu codziennoscia, w Polsce natomiast jak juz nawet by sie znalazla taka matka, ktora sie na to zgodzi to zaraz zostanie zakrzyczana przez babcie, kolezanki itp., ze marnuje dzieciom zycie, rozwala im poczucie stabilizacji itp.
    Pisze to do przemyslenia dla niektorych, ze moze nie warto skreslac czegos tylko dlatego, ze sie tego nie zna.
  • lampka_witoszowska 01.04.13, 12:38
    sorry, Katja, żebyśmy obie wiedziały, o czym piszemy, jeśli juz piszemy o mnie:

    ja, jako "włascicielka dziecka" - i realnie jestem tak nazywana przez ojca dziecka - za każdym razem, jak Młoda jest chora czy lądujemy w szpitalu, dzwonię albo piszę do jej taty (za każdą wizytę u lekarza czy pobyt w szpitalu tata dziecka czuje się w obowiązku zrobić mi awanturę, że sama powinnam dziecko leczyć,a nie ciągać po lekarzach czy szpitalach - ale codziennie w szpitalu jest, co z kolei ja mogę czasem poświęcić na wyskoczenie do domu na chwilę - nie wiem, można rozpatrywać, że tylko ja korzystam, ale było nie było - tata z dzieckiem jest kiedy chce i ile chce),
    zaproszony był i na jej urodziny, bo Młoda zechciała mieć tatę - spędził z naszą rodziną fajny wieczór i nikt go nie zamykał w jej pokoju, zresztą tam Młoda szalała z koleżanką smile
    zaproszony był i na Boże Narodzenie, i na Wigilię - i też było fajnie,
    jak jedzie na imprezę, odwołuje (nie przekłada) spotkanie z Młodą, jak jedzie na wakacje i nie widzą się przez 3 tygodnie, wystarcza tacie jedno dodatkowe spotkanie, a i to nie co rok, jak Młoda chciała kilka razy dodatkowo się z nim spotkać, tata albo nie miał czasu, albo nie było go akurat w domu -
    ...i przy tym ciągle słyszę własnie określenie: właścicielka dziecka i teksty o ograniczaniu kontaktu, bez przerwy i do znudzenia, chyba siłą rozpędu czy jak? może mu to samopoczucie jakoś poprawia? cholera wie smile

    a konkretnie co do Twojego pytania: nie, nie zgodziłabym się nigdy na mieszkanie w innym miejscu niż moje dziecko ani na opiekę naprzemienną - i szczerze mówiąc rozumiem, że chłop nie ma obowiązku mnie kochać aż po grób, tylko dlaczego córka ma z tego powodu nie mieszkać na stałe przynajmniej z mamą? przecież jak ta mama będzie zła, to i dziecko nie będzie z nią szczęśliwe, co chyba będzie widać dla kogoś bliskiego?

    czy wszystkie mamy na świecie po rozwodzie pomijając tę oczywistą oczywistość, że są właścicielkami dziecka i ograniczają samym swoim istnieniem kontakty z ojcem, nie sieją nienawiści w głowach dziecka? bo jeśli tak ktoś widzi ludzi, a przynajmniej połowę ludzkości, to się na opiekę ani normalną, ani naprzemienną chyba nie bardzo nadaje?

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lesnik5 01.04.13, 12:46

    > a konkretnie co do Twojego pytania: nie, nie zgodziłabym się nigdy na mieszkani
    > e w innym miejscu niż moje dziecko ani na opiekę naprzemienną - i szczerze mówi
    > ąc rozumiem, że chłop nie ma obowiązku mnie kochać aż po grób, tylko dlaczego c
    > órka ma z tego powodu nie mieszkać na stałe przynajmniej z mamą?

    A mieszkanie z mamą to jakieś niby dobro najwyższe? A może córka wolała by mieszkać trochę z mamą i trochę z ojcem? (pomijając już, czy w tej konkretnej sytuacji się to uda). A może nie chodzi tutaj o dobro córki, tylko o dobro mamy? Mama ma w ogóle odwagę skonfrontować się z taką oto hipotezą?

  • lampka_witoszowska 01.04.13, 17:20
    mama ma odwagę, jednak rocznego dziecka mama z premedytacją nie pytała

    co więcej, tata nie miał odwagi zainteresować się ani zdrowiem córki, ani choćby porami jadania, a dietę dziecka alergicznego rozpracowywał jakieś 2 lata smile bo przaśnie był wychowywany i innego "chowu" nie miał odwagi przyswoić (standardowe przy alergiach pokarmowych omijanie alergenów nazywał "wychowywaniem w sterylnych warunkach", znaczy się) - ale mniejsza z tym, dziecko udało się z alergii pokarmowej wyprowadzić i bez udziału taty, a to jakby duży sukces, jeść bez ograniczeń, czyż nie?

    jako że dodatkowo na ówczesne swoje warunki tata nie miał odwagi porozumiewać się jak człowiek dojrzały, mama miała odwagę wystąpić o ograniczenie tacie praw rodzicielskich, co sąd miał odwagę uznać po potwierdzeniu przez tatę, że nie porozumiewamy się w żadnym temacie dotyczącym dziecka

    tak więc obecnie mama może mieć odwagę na wiele, a dziecko, obecnie 6letnie, siłą rzeczy jak było związane z mamą, tak pozostaje (ku radości mamy, jak najbardziej, bo bliski kontakt z własnym dzieckiem zawsze mi się wydawał normalny i wskazany dla każdej rodziny), tata za to nadal nie ma odwagi być zadowolony z tego, że ma prawie wszystko podane na tacy

    natomiast bliski kontakt z dzieckiem daje nadzieję na to, że gdyby dziecku coś nei grało w kontaktach z mamą, to po prostu to powie, nie będzie zaś zmuszone zmieniać sobie opiekuna - podobnie liczę na to, jak i sąd (ten wstrętny, cycaty, za przeroszeniem) liczył, że dziecko raz częściej, raz rzadziej będzie chciało być z ojcem, że związki z rodzicami ewoluują, i że rodzice są od tego, by to zrozumieć i uszanować
    - i to by było całkiem fajne dla dzieci, czyż nie?

    jednak co do jednego masz rację - po kilkuletnim widzeniu cotygodniowych łez "pasierbicy" po rozstaniach z jej mamą nie mam odwagi urządzać takiego życia własnemu dziecku, niezależnie od braku twojej odwagi co do przyznania, że opieka naprzemienna NIE jest równoznaczna z niezaprzeczalnym szczęsciem dziecka rozwiedzionych rodziców

    wydaje mi się, że dobry i stały kontakt z własnym dzieckiem nie jest niczym zdrożnym i godnym potępienia, o ile nei jest to wbrew dziecku

    nie zauważam, by moja radość normalnego przebywania z córką jakoś mocno jej szkodziła, ale jakby się zdarzyło, co mam nadzieję, że jak wszystko dziecko mi to wprost oznajmi, a ja zadziałam jak należy (znaczy, nie pozbędę się dziecka, ale przemyślę, jak poprawić sytuację, pewnie obgadując to z córką - jak zresztą niemal wszystko dotąd)

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • noname2002 01.04.13, 18:50
    a konkretnie co do Twojego pytania: nie, nie zgodziłabym się nigdy na mieszkani
    > e w innym miejscu niż moje dziecko ani na opiekę naprzemienną - i szczerze mówi
    > ąc rozumiem, że chłop nie ma obowiązku mnie kochać aż po grób, tylko dlaczego c
    > órka ma z tego powodu nie mieszkać na stałe przynajmniej z mamą? przecież jak t
    > a mama będzie zła, to i dziecko nie będzie z nią szczęśliwe
    , co chyba będzie wi
    > dać dla kogoś bliskiego?

    A to juz pachnie egoizmem. A jakby mama byla zla, ze dziecko w ogole widuje ojca, to dla dobra mamy nalezy zabronic spotkan z tata?
  • lampka_witoszowska 01.04.13, 19:10
    zła w znaczeniu: zła (dysfunkcyjna) a nie zdenerwowana czymkolwiek smile

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lesnik5 31.03.13, 15:51
    lampka_witoszowska napisała:


    > zresztą, jak pisałam - na jednym przykładzie dokładnie wiem, jak to wygląda w p
    > raktyce - na pewno nie tak, nie jak w rodzinie, która się nie rozpadła

    To bardzo poważne wyrobić sobie granitowy pogląd na sprawę na jednym tylko, złym, przykładzie. Ale rozumiem, potem nie trzeba już się przemęczać i analizować argumentów, bo się swój pogląd już ma.

    Poza tym rozmawiamy o opiece w rodzinie która się rozpadła, więc porównywanie jej do rodziny która się nie rozpadła jest trochę, powiedzmy, mało logiczne.
  • lampka_witoszowska 31.03.13, 18:50
    tak właśnie sądziłam, jest to mało logiczne - tekst myślę, powineneś skierować do osoby, która to zrobiła

    a teksty w tylu: granitowy pogląd, późneij nei trzeba myśleć... czy Ty masz jakiś problem i chcesz wojować z obcymi ludźmi tylko dlatego, że mają inne zdanie? i konkretnie na ilu przykładach Ty wyrobieś swój pogląd? bo piszesz jak rozumiem, tylko o swoim doświadczeniu? pojedynczym znanym naprawdę z bliska

    proszę albo o spokojną, rzeczową rozmowę, albo o opanowanie emocji zanim podejmiesz taką rozmowę - pokojowe święta mamy, chłopie smile choćby z tego powodu smile

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • lampka_witoszowska 31.03.13, 13:40
    absolutnie nie jest to problem filozoficzny, bo nei dotyczy rodziny powiększającej się, ale konkretnie: podziału

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • tricolour 30.03.13, 13:41
    ... jeśli zdecydują się na spokojny rozwód.

    A na to mało ludzi stać.
  • noname2002 31.03.13, 09:45
    A z tym sie zgadzam- na pewno opieka naprzemienna nie jest dla wszystkich.
  • 4nickkk 01.04.13, 10:43
    Witam,
    Poprosze o namiary na sprawdzonego adwokata ds. rodzinnych w Radomiu.
    Proszę o wysyłkę na adres nickkk@o2.pl.
    Pozdr.
  • zalosny.jestes 02.04.13, 12:49
    ale z góry uprzedzam, że jak chłop i trafi na kanalię, to może powalczyć o niskie alimenty.
    Taka jest niestety rzeczywistość w kartoflanych sądach.
    pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • polbel 02.04.13, 15:23
    Opieka naprzemienna jest najlepszym rozwiazaniem dla dziecka, bo to jego dobro jest brane pod uwage, zeby jak najmniej cierpialo po rozwodzie. Dla dziecka wylacznie. Dlatego zawirowaniami emocjonalnymi czy rodzinnymi tychze rodzicow sady sie w ogole nie przejmuja i bardzo dobrze. Mieszkam w Belgii i od prawie trzech lat jestem w systemie opieki naprzemiennej i jest to najlepsze rozwiazanie co nie znaczy, ze idealne.
    Z eksem szlo na noze w czasie rozwodu i gdyby nie dzieci nie utrzymywalabym z nim zadnych kontaktow. Ale jest dobrym i troskliwym ojcem, dzieci do niego lgna i maja go tyle samo co mnie. Porozumiewamy sie w sprawach dzieci bezzgrzytowo i przyjaznie, po prostu jest to sprawa zupelnie nadrzedna.
    Moje polskie kolezanki beczaly na wiesc, ze dalam sobie "odebrac" dzieci wink
  • lesnik5 02.04.13, 15:38
    A teraz się pilnuj, bo za chwilę zostaniesz zjedzona.
  • polbel 02.04.13, 15:46
    nie boje sie nic a nic smile
  • lampka_witoszowska 02.04.13, 17:34
    o raju big_grin
    a kto Was zjada? smile
    to, że nie macie pomysłu na fajną rozmowę i wymianę doświadczeń, czy nie widzicie żadnych, dosłownie żadnych problemów u siebie, to naprawdę nei oznacza, że ktoś tu będzie beczał czy zjadał big_grin

    nasuwa się tylko jeden wniosek: opieka naprzemienna jest najlepsza, bo tak twierdzą osoby, które w tym systemie wychowują swoje dzieci smile

    drugi wniosek jest żartobliwy: osoby wychowujące dzieci w systemie opieki naprzemienne nei mogą rozmawiać, bo zostają zjadane, ale wcale się nie boją smile
    zaś jeśli ktoś brał udział w takim wychowywaniu dziecka i widział problemy, to i tak nie wie, co mówi smile

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • polbel 02.04.13, 17:45
    mam nadzieje, ze to nie do mnie.

    Nie wiem o co chodzi z tym zjadaniem, za rzadko odwiedzam to forum.
    Ale ogolny ton tej "dyskusji" mi nie odpowiada, dlatego nie zamierzam sie rozpisywac.
    A na temat plusow i minusow opieki naprzemiennej moglabym powiedzic wiele.

    I tak najwiecej zalezy od priorytetow rodzicow oraz ich woli wychowywania dziecka, niektorym odpowiada forma bycia rodzicem "z doskoku"n inni znow uwielbiaja sie "poswiecac". Jeszcze inni po prostu wyboru nie maja, zwlaszcza w Polsce, gdzie w dalszym ciagu uwaza sie, ze dziecko ZAWSZE powinno zostac przy matce. I wielu tatusiow z tego korzysta, inni cierpia.

  • lampka_witoszowska 03.04.13, 11:15
    nie wiem, dlaczego wpis nie miałby być do Ciebie, skoro "opieka narzemienna to najlepsze rozwiązanie dla dziecka" i kropka, ale więcej nei napiszesz, bo Ci nie odpowiada poziom dyskusji smile

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • polbel 03.04.13, 12:56
    <to, że nie macie pomysłu na fajną rozmowę i wymianę doświadczeń...

    no wlasnie dlatego mialam nadzieje, ze to nie do mnie. Po pierwsze uzylas liczby mnogiej, po drugie po jednym moim wpisie podsumowalas od razu, ze "my" nie chcemy wymiany doswiadczen i pomyslu na rozmowe rowniez nie mamy. Pytan zero, argumentow zero.

    Nie lubie rozmow w tym tonie, wiec mnie nie zachecilas do pisania wiecej.

    Tak, uwazam, ze to jest rozwiazanie najlepsze dla dziecka. Mimo wielu niedogodnosci z tym zwiazanych, zwlaszcza dla rodzicow. Kropka w zdaniu nie znaczy dla mnie, ze inni nie moga myslec inaczej, dla ciebie najwyrazniej znaczy.

    W Belgii jest to pierwsza opcja po rozwodzie brana z urzedu pod uwage. Jedynie wolna i zgodna decyzja obojga rodzicow na opieke w innym wymiarze moze ja zmienic. Matka nie moze tego ojcu dzieci uniemozliwic ot tak sobie 'bo nie' bez arcywaznego powodu (typu przemoc wobec dzieci, nieleczony alkoholizm itp), a ojciec nie ma mozliwosci od tak sobie wymiksowac sie od odpowiedzialnosci za wychowywanie wlasnych dzieci (oczywiscie role moga byc odwrocone).
  • lampka_witoszowska 03.04.13, 18:44
    wszelkie rozwiązania obligatoryjne, w Belgii, w Polsce czy na Księżycu, dla mnie są mocno podejrzane jeśli chodzi o dobro dzieci - za dużo łez taka recepta jedna dla wszystkich kosztuje i podejrzewam, że nie łez mamusi czy tatusia, niestety

    a co do zachęcania do rozmowy - sorry smile nie poczuwam się smile
    niemniej zwyczajnie grzecznym i dośc mądrym jest uzasadnić swoje zdanie

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • polbel 03.04.13, 21:17
    nie chodzi o zachecanie tylko o odstraszanie

    stawanie okoniem bez zadnego uzasadnienian i obrazanie na dzien dobry jest co najmniej denerwujace i ja moja rozmowe z toba czym predzej niniejszym koncze smile



  • noname2002 03.04.13, 21:43
    A czy moglabys troche napisac o plusach i minusach opieki naprzemiennej?
  • lampka_witoszowska 04.04.13, 09:16
    o! to jesli Cię obraziłam na "dzień dobry", to ja Cię bardzo, ale to bardzo przepraszam, za każde obraźliwe słowo, jakie ode mnie pod swoim adresem przeczytałaś smile

    --
    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
  • dzielny.tata 05.04.13, 22:42
    Otóż to !!! To jest kwintesencja celu jakim jest opieka naprzemienna właśnie. To żeby dzieci miały oboje rodziców!!! Dlaczego to u nas nie chce zadziałać???
  • zalosny.jestes 02.04.13, 12:56
    Temat szczytny i warto go wspierać, ale to nie może tak wyglądać bo można oczopląsu dostać! Ja w pierwszej chwili myślałem, że chodzi o wsparcie jakiegoś ruchu gejowskiego.
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • dzielny.tata 05.04.13, 22:40
    Rozumiem że mówisz o witrynie dzielnytata.pl? Jeśli tak to nie przesadzaj:
    Niebieski jest kolorem pełnym symboliki. Niektóre z nich to: uduchowienie, pokój, higiena, spokój, woda, świeżość i chłód, lecz również dynamizm, kreatywność i inspiracja. Niebieski to także kolor przyjaźni: podarowanie niebieskiego kwiatu symbolizuje duże znaczenie przyjaźni dla obdarowującego.
    Gejów zostawmy w spokoju niech się zajmują swoim "ruchem" wink
  • 30joanna30 15.07.13, 23:40
    Czy na stronie dzielnytata jest jakieś forum? Powinno być. Kurcze, chciałabym poznać ojców, którzy tak się domagają dzieci... eh... jakoś mi dotąd nie było dane spotkać... sad
  • dzielny.tata 16.07.13, 08:05
    Oczywiście, że jest w zakładce kontakt jest odnośnik do forum jak i też do facebooka na którym dzieje się znacznie więcej.
    Forum: dt.inkomp.com/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka