Dodaj do ulubionych

Oby nas to nie spotkało...

02.04.13, 09:25
Wczoraj wieczorem zmarł mój ojciec. Ojciec, którego w sumie nigdy nie miałam, który co jakiś czas pojawiał się w moim życiu, a później znikał na wiele lat. Rodzice rozwiedli się gdy miałam 6 lat i przez całe moje życie, często słyszałam od obojga, że jestem ich największym życiowym błędem. Ojciec tuż po rozwodzie, założył nową rodzinę i tylko tę uznawał. Mam z tej nowej rodziny przyrodnią siostrę, z którą przez te wszystkie lata miałam lepszy lub gorszy kontakt. Dziś uświadomiłam sobie, że nie czuję kompletnie nic, nie ma żalu, nie ma bólu, jest pustka. Ojciec nigdy nie płacił na mnie alimentów, jak się pojawiał, to obiecywał złote góry, po czym znikał na 2-3 lata, by znów się pojawić z pękiem kolejnych obietnic. Tak było zawsze, nawet wtedy, gdy wyszłam za mąż, urodziłam mu pierwszego wnuka, nie było go przy mnie, nie cieszył się. Przez kolejne lata, tak jak w dzieciństwie, pojawiał się, tyle, że tym razem obiecywał złote góry wnukowi i znikał. Dzieci drugiej córki były dla niego ważniejsze, były kochanymi wnuczkami, którymi zajmował się, chodził na spacery i był prawdziwym dziadkiem, mój syn istniał tylko przy okazji jakiś osiągnięć, by dziadek mógł się pochwalić wnukiem. Kiedy posypało się moje małżeństwo, mój ojciec skwitował to jednym zdaniem. Tak się córko w życiu dzieje, nie zamykaj drogi do szczęścia swojemu mężowi. Bolało jak cholera. Dziś wiem, że oboje rodzice sami zapracowali na to, że ja nic do nich nie czuję. Być może ten mój żal przyjdzie za jakiś czas. Nie chcę by kiedyś moje dziecko wyło z rozpaczy kiedy ja odejdę, ale tez nie chcę, by schowało akt zgonu do kieszeni i poszło na piwo. Musiałam to wywalić z siebie, bo zaczyna mnie przerażać moja obojętność, a może to nie jest mi obojętne skoro o tym piszę?
Obserwuj wątek
    • yoma Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 10:39
      > zaczyna mnie przerażać moja obojętność

      Bo ci wpoili w dzieciństwie, szanuj ojca swego i matkę swoją, to teraz się dziwisz, że nie szanujesz kogoś, kto ciebie nie szanował. A czemu tu się dziwić? Jak ojciec Olgusze, tak Olgucha ojcu...

      > , a może to nie jest mi obojętne

      Jak wyżej. Coś w środku ciebie podpowiada, że powinnaś czuć żałobę po ojcu, bo przecież to ojciec. A ucho. Sam fakt bycia biologicznie ojcem nie uprawnia do miłości dziecka.

      Jest opcja, że uruchomi ci się żal, że miałaś ojca takiego, że nawet żałoby po nim nie przeżywasz - ale to trochę inna emocja.
      --
      Chłop jest tyle wart, do ilu ukończonych miast przylega
    • tricolour Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 10:54
      ... to byś słowa nie napisała. Jak na ten przykład o zeszłorocznym śniegu.

      Ale piszesz. A właściwie wywalasz, jak to określiłaś. Ale co wywalasz? Warto się zastanowić.

      Może to, że zawsze, od zawsze i nieprzerwanie ojca miałaś. Jaki był, taki był, ale był. Do tego stopnia był, że bez niego nie byłoby i Ciebie. Mógł nawet przyjechać, przeprosić, czy też błagać o przebaczenie za lata obojętności. Była szansa. Już jej nie ma.

      Teraz - jeśli to tylko możliwe - Twoja śmierć może Was zbliżyć.
      • olgucha_3 Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 11:01
        tricolour napisał:
        Teraz - jeśli to tylko możliwe - Twoja śmierć może Was zbliżyć.

        Hmm mam nadzieję, że moja śmierć jeszcze nie jest blisko, że jeszcze trochę pożyję. Rozumiem, że to przejęzyczenie, że miało być, że śmierć Ojca nas zbliży.
        • lampka_witoszowska Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 11:48
          wydaje mi się, że był czas, kiedy można było się zbliżyć - teraz to już tylko możecie poczekać, i Ty, i ojciec, na spotkanie w innym wymiarze - ciekawe, czy on po to, by Cię prosić o wybaczenie, a Ty po to, by z serca, życzliwie mu wybaczyć?

          będzie, jak będzie

          czasem rodzice są obrazem tego, jakimi rodzicami my sami nie chcemy być

          a wdzięczność za plemnik i jajo - kurczę, wolałabym, żeby moje dziecko mogło być wdzięczne za dużo więcej jednak wink

          w sumei podzielam pogląd Yomy - są rodzice, którzy z różnych powodów nie umieją kochać - i nie nasza rola zagryzać się, że czujemy, co czujemy

          poszłabym na piwo, Olgucha smile i nie top się w rozmyślaniach, co powinnaś czuć,a czego nie - szczerość wobec siebie jest dość ważna w życiu: co rzeczywiście czujesz i czy dajesz radę widzieć w takim ojcu, jakiego miałaś, ułomnego człowieka

          --
          Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
          • olgucha_3 Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 12:08
            Lampko, tak sobie siedzę i myślę, że kiedy ojciec jeszcze żył, nie czułam do niego nic poza strachem, że kolejny raz mi coś obieca, że wykorzysta mnie do swoich interesów i porzuci, ale nigdy nie było we mnie nienawiści do ojca. Nigdy nie oczekiwałam, że przyjdzie i powie, córko wybacz, byłem złym ojcem. Na co czekałam? Na to, że ojciec przyjdzie i powie.. Kocham cię. Nie powiedział. Kiedy ponad miesiąc temu okazało się, że jest chory na raka, nie zadzwonił do mnie, tylko powiadomiła mnie o tym moja przyrodnia siostra. Nie umiałam do niego zadzwonić. Coś mnie zblokowało, coś się we mnie zbuntowało i krzyczało NIE, NIE DZWON. Czy wtedy czekałam na cud? Tak czekałam, że ojciec wiedząc, że jego dni są policzone, zadzwoni i powie te dwa magiczne słowa. Nie zadzwonił i już nie zadzwoni...
            • altz Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 12:18
              olgucha_3 napisała:
              > Na co czekałam? Na to, że ojciec przyjdzie i powie.. Kocham cię. Nie powiedział.
              > Kiedy ponad miesiąc temu okazało się, że jest chory na raka, nie zadzwonił do mnie,
              > tylko powiadomiła mnie o tym moja przyrodnia siostra. Nie umiałam do niego
              > zadzwonić. Coś mnie zblokowało, coś się we mnie zbuntowało i krzyczało
              > NIE, NIE DZWON.
              > Czy wtedy czekałam na cud? Tak czekałam, że ojciec wiedząc, że jego dni są pol
              > iczone, zadzwoni i powie te dwa magiczne słowa. Nie zadzwonił i już nie zadzwon
              > i...

              Gdyby zadzwonił, jaka byłaby reakcja? Część kobiet z tego forum powiedziałaby, że "facet sobie przypomniał o dziecku na łożu śmierci (z drwiną w głosie), może mu brakuje na lekarstwa wink" "tyle lat miał na to czas, a teraz niech spada!" itd. Na jego miejscu też bym nie zadzwonił.

              Powiedz lepiej, o co poszło, że ojciec nie chciał utrzymywać "kontaktów"? Nie wytworzyła się zupełnie więź? Czy taka więź umarła z powodów kłótni w rodzinie? Przecież w tamtej rodzinie ojciec dobrze funkcjonował, jakaś przyczyna musiała być.
              • olgucha_3 Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 13:04
                Ależ Ty uwielbiasz grzebać w cudzych życiorysach. Nie otrzymasz ode mnie odpowiedzi, dlaczego ojciec kiedy miałam 6 lat krzyczał, że jestem taką sam ku...wą jak moja matka, a matka krzyczała że jestem największym błędem jej życia. I tak wiem, że dopiszesz do tego własną ideologię a winą za rozpad małżeństwa moich rodziców obciążysz mnie. Powodzenia.
                • altz Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 13:10
                  olgucha_3 napisała:
                  > Ależ Ty uwielbiasz grzebać w cudzych życiorysach. Nie otrzymasz ode mnie odpowi
                  > edzi, dlaczego ojciec kiedy miałam 6 lat krzyczał, że jestem taką sam ku...wą j
                  > ak moja matka, a matka krzyczała że jestem największym błędem jej życia. I tak
                  > wiem, że dopiszesz do tego własną ideologię a winą za rozpad małżeństwa moich r
                  > odziców obciążysz mnie. Powodzenia.

                  Nikogo nie obciążam, mogę Ci tylko współczuć.
                  Zupełnie nieważne jest dla mnie, czyje to jest życie, raczej mnie ciekawi mechanizm. Być może tak kolorowo nie było w nowej rodzinie ojca, jakoś nie chce mi się wierzyć w taką cudowną przemianę.
                  • lampka_witoszowska Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 17:18
                    Ja pierniczę, Altz... co to kogo obchodzi, co powie jedna czy wszystkie kobiety z jakiegoś gazetowego forum? czy jakiś Altz?

                    i z tego powodu, w sytuacji, gdy masz możliwość w bliskim czasie zejść z tego świata, nawet jeśli wydaje Ci się, że dasz radę i jakoś z choroby wyjdziesz, nie dzwonisz, bo jakieś obce osoby Cię obciążą???

                    jakie ja mam szczęście, że mój Tata (ojczym, dla ścisłości) całe życie mówił i okazywał, że ni cholery nie liczy się to, co wyplotkuje z siebie gawiedź

                    --
                    Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
                    • altz Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 18:07
                      ampka_witoszowska napisała:
                      > Ja pierniczę, Altz... co to kogo obchodzi, co powie jedna czy wszystkie kobiety
                      > z jakiegoś gazetowego forum? czy jakiś Altz?
                      >
                      > i z tego powodu, w sytuacji, gdy masz możliwość w bliskim czasie zejść z tego ś
                      > wiata, nawet jeśli wydaje Ci się, że dasz radę i jakoś z choroby wyjdziesz, nie
                      > dzwonisz, bo jakieś obce osoby Cię obciążą???

                      Kompletnie nie rozumiem o czym piszesz i do kogo? Kogo oskarżasz i o co?
                      Ja tylko napisałem, jakie mogą być mechanizmy.
                      Ja bym nie zadzwonił, gdybym wiedział, że jestem śmiertelnie chory, a wcześniej nawalił czy nie utrzymywał kontaktów.
                      Nawet mam u siebie dość podobną sytuację, chociaż płacę i nie mówiłem dziecku przykrych słów, bo tak nie myślę. Ale trzeba być konsekwentnym, nie planuję spotkań i jakoś sobie tego nie wyobrażam.
              • anbale Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 13:32
                altz napisał:
                >
                > Gdyby zadzwonił, jaka byłaby reakcja? Część kobiet z tego forum powiedziałaby,
                > że "facet sobie przypomniał o dziecku na łożu śmierci (z drwiną w głosie), może
                > mu brakuje na lekarstwa wink" "tyle lat miał na to czas, a teraz niech spada!"
                > itd. Na jego miejscu też bym nie zadzwonił.
                >
                A to różnie bywa. Mojej kuzynki ojciec latami się sądził o zaprzeczenie ojcostwa i umorzenie alimentów, na oczy jej nie chciał widzieć, drzwi jej nie otwierał jak go próbowała odwiedzić- a jak wylądował w szpitalu sparaliżowany i nowy syn powiedział, że nie chce mu się specjalnie z Kanady do ojca latać, bo ma ważniejsze sprawy na głowie- to nagle była wielka akcja wabienia córki do szpitala, bo przecież krew z krwi i kość i kości i znienacka uczucia ojcowskie z dna duszy się wydostały...
                No co takiemu powiedzieć właściwie oprócz sentencji "no to teraz sobie sam radź"?
                Żeby coś od ludzi dostać- to trzeba samemu też coś dać, bo potem zostają tylko szantaże emocjonalne i pejoratywne oceny otoczenia...
                • altz Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 14:11
                  anbale napisała:
                  > nowy syn powiedział, że nie chce mu się specjalnie z Kanady do ojca latać, bo ma ważni
                  > ejsze sprawy na głowie- to nagle była wielka akcja wabienia córki do szpitala,
                  > bo przecież krew z krwi i kość i kości i znienacka uczucia ojcowskie z dna dusz
                  > y się wydostały...
                  Żałosny, nawet nie potrafił z honorem umrzeć.

                  > No co takiemu powiedzieć właściwie oprócz sentencji "no to teraz sobie sam radź"?
                  Ja o takiej spodziewanej reakcji dziecka napisałem.
                  • anbale Re: Gdyby Ci było obojętne... 02.04.13, 15:10
                    Relacje, więź z dzieckiem kształtuje rodzic- nie na odwrót.
                    Jeśli mimo zaniedbania, porzucenia, wzgardy dziecko okaże się miłym człowiekiem, chętnym do bezinteresownej pomocy- to fajny zbieg okoliczności.
                    Ale czasem trudno liczyć na cuda.
    • esteraj Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 15:40
      Smutne jest to co piszesz.

      >Musiałam to wywalić z siebie, bo zaczyna mnie przerażać moja obojętność, a może to nie jest mi obojętne
      > skoro o tym piszę?

      Na to wygląda, że nie do końca jesteś obojętna. Jest w Tobie ogromna tęsknota za niespełnioną ojcowską miłością, za byciem kochaną i ważną... Jesteś świadoma tego, że czasu się już nie cofnie i nie zmieni się przeszłości. To nie jest obojętność, ale pogodzenie się z rzeczywistością.
      Szkoda, że nosisz w sobie żal do rodziców, chociaż wydaje się on uzasadniony...
      Ale Twój żal nie ma wpływu na osoby, do których go żywisz. Żal ma wpływ na Ciebie. Może on nie pozwolić Ci prawdziwie się cieszyć, prawdziwie wybaczyć, prawdziwie kochać...
      Chciałoby się, by rodzic był mądry i by był naszym przewodnikiem. By pomagał nam odkrywać świat, by był wsparciem... I tak odbieramy naszych rodziców, gdy jesteśmy dziećmi... Potem nasza dorosłość weryfikuje to spojrzenie. Widzimy, że rodzice popełniają masę błędów, że wcale nie mają takiej wiedzy, że może nie mają tyle sił, by być dla nas wsparciem... Okazuje się często, że to my jesteśmy bardziej wyrozumiali, bardziej dojrzali, że więcej wiemy i posiadamy większą mądrość... Przede wszystkim my wiedzielibyśmy jak zachować się na ich miejscu. Ale... to tylko pozory. My patrzymy z innej perspektywy i oni patrzyli z innej.
      Być może Twój ojciec Olgucho nie wiedział co ma zrobić i jak się zachować w danej sytuacji.
      Zranił Ciebie mówiąc, że byłaś jego życiowym błędem - może chciał w ten sposób ukarać Twoja matkę, a może nie radził sobie z własną bezsilnością...
      Obiecywał złote góry - może chciał zagłuszyć wyrzuty sumienia i gdzieś w głębi wierzył, że uda mu się dotrzymać obietnicy...
      Znikał na 2-3 lata, bo może bał się konfrontacji z własną porażką...
      Oczywiście to są tylko domysły... Jak było naprawdę?
      Śmierć ojca na pewno zabrała ze sobą nadzieję na zmianę...

      --
      Ludzie, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują miłości.
    • xciekawax Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 16:41
      nie poszlas na loze smierci ojca bo pewnie chcialas go ukarac. Moze dziecko w tobie sie obudzilo, i bylas zla ze przez te wsyzstkie lata Ciebie opusil, i oczekiwalas ze teraz zacznie Cie blagac o przebaczenie. Ale nie blagal, i nie powiedzial ze Cie kocha, I to pewnie jeszcze bardziej Cie zranilo, bo nieodwiedzajac go na lozu smierci - nie dalas zakonczenia swoim zalom.

      To moje domysly oczywiscie.

      Abys odzyskala spokuj ducha musisz zaakceptowac przeszlosc, i pogodzic sie jak bylo, ze tego nie zmienisz, ze nie jestes w stanie tego zmienic i nigdy nie bylas w stanie tego zmienic. To byla jego decyzjia aby tak sie zachowywac. Ty bylas bezbronnym dzieckiem - nie mialas na to wplywu.

      Mozesz czuc sie niekochana i opuszczona, ale rowniez mozesz sobie powiedziec tak:
      Nie mialam dobrego przykladu z rodzicow, nie mialam dobrego dziecinstwa. Rodzice sie nie sprawdzili. ALE !!! JA przerwe ten ciag lancuchowy i JA bede ta pierwsza ktora nie bedzie tak postepowac. JA - bede mowic mojemu dziecku ze je kocham czesto. Bede opiekuncza i nie bede lamac obietnic. Bede sie cieszyc zyciem i dam mojemu dziecku najlpeszy przyklad szczesliwego czlowieka - aby moje dziecko mialo szanse wyrosnac na czlowieka bez ran z dziecinstwa.

      Od Ciebie zalerzy co wybierzesz. smile
        • xciekawax Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 18:16
          Napisalas teraz:
          > Nie miałam możliwości pożegnać się z ojcem, bo nikt mnie nie zawiadomił, że on
          > umiera, ani jego żona, ani moja przyrodnia siostra. Gdybym dostała taką wiadomo
          > ść pognałabym co sił.


          Napisalas wyzej:
          "Kiedy ponad miesiąc temu okazało się, że jest chory na raka, nie zadzwonił do mnie, tylko powiadomiła mnie o tym moja przyrodnia siostra. Nie umiałam do niego zadzwonić. Coś mnie zblokowało, coś się we mnie zbuntowało i krzyczało NIE, NIE DZWON. Czy wtedy czekałam na cud? Tak czekałam, że ojciec wiedząc, że jego dni są policzone, zadzwoni i powie te dwa magiczne słowa. Nie zadzwonił i już nie zadzwoni..."

          Klamiesz teraz czy wtedy?
          • olgucha_3 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 18:39
            Jaki Ty jesteś podejrzliwy. Może mierzysz wszystkich swoją miarą. Gdyby zadzwoniły do mnie, że to już koniec, że umiera, to pojechałabym, bo to był mój ojciec, mimo tego co mi zrobił, mimo tego, że milczał. Dziwna jestem? Być może. I pamiętaj nie mierz nikogo swoją miarą, bo nie wszyscy są kłamcami i zimnymi draniami. Ty pewnie też taki nie jesteś, ale przyjmujesz taką pozę, bo to takie niemęskie powiedzieć, tak coś spieprzyłem, tak tęsknię za dziećmi, tak chce mi się czasem wyć.
          • olgucha_3 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 18:47
            Miesiąc temu okazało się, że ma raka i taką informację otrzymałam od siostry. W niedzielę jego stan się pogorszył i trafił do szpitala, umierał. Nie byłam gotowa na jego chorobę i śmierć, nie umiałam zadzwonić i powiedzieć... no właśnie co powiedzieć?? Heloł dedi masz raka? Fajnie prawda? Gdyby to ojciec wtedy do mnie zadzwonił i powiedzial mi o tym, pewnie wtedy pojechałabym do niego. Przez ten miesiąc nic nie wiedziałam. Nie chciał do mnie zadzwonić? Bał się? Nie wiem. Ale wiem, że gdyby moja siostra mnie powiadomiła, że to są jego ostatnie chwile pojechałabym. Dlaczego mnie nie powiadomiły? Nie wiem, być może ojciec tego nie chciał, a być może uznały, że skoro nie zadzwoniłam to znaczy, że to ja olałam.
          • ingryd Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 18:50
            ozeszzz,
            kobieto,nie widzisz roznicy o informacji ze ktos jest chory a o tym ze jest umierajacy?
            naucz sie chociaz czytac bo pisac to juz chyba nie nauczysz sie nigdy.
            potrafisz plesc duby smalone o empati i wrazliwosci w innych watkach, toczac piane i oskarzajac wszystkich o brak taktu, wyrozumialosci a sama wykazujesz sie najdelikatniej mowiac taktem slonia w skladzie porcelany.
            ot rozwolnienie umyslowe, nic innego mi nie przychodzi na mysl.

            olgucha, kazdy z nas probuje byc najlepszym rodzicem, jak tylko potrafi.
            czasami to wychodzi, czasami nie.
            wybacz mu
            • malgolkab Re: Oby nas to nie spotkało... 05.04.13, 10:05
              ingryd napisała:


              > naucz sie chociaz czytac bo pisac to juz chyba nie nauczysz sie nigdy.
              Fakt, mój 7 latek robi mniej błędów smile
              Wykład o zyciu poza krajem mnie nie przekonuje, mam wielu znajomych, którzy wyjechali jako dzieci i mówią oraz piszą bardzo ładnie (czasem brakuje im "dorosłego słownictwa"), tyle, że im się chciało i nadal chce...
          • puzzle33 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 18:50
            xciekawax napisała:

            > Klamiesz teraz czy wtedy?
            Każda sprawa o silnym wysyceniu emocjonalnym ma na ogół wiele aspektów. Nieporozumieniem jest zarzucanie komuś kłamstwa, gdy ten przygląda się tej samej kwestii pod innym kątem.
    • mola1971 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 19:49
      Wiem, że dla Ciebie Olga marnym pocieszeniem to będzie, ale jesteś doskonałym przykładem na to, że dziecko nigdy, przenigdy nie pogodzi się z tym, że własny rodzic ma je gdzieś.
      Może panowie z tego forum, którzy mają własne dzieci w nosie, jakieś wnioski z Twojej historii wyciągną. Choć w to wątpię...
      A Ciebie mocno przytulam i jedyne co mogę radzić to wypłacz to co musisz, idź na pogrzeb a potem przeżyj żałobę po ojcu. Po ojcu, którego tak naprawdę nigdy nie miałaś.
      • puzzle33 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 19:55
        mola1971 napisała:

        > dziecko nigdy, przenigdy nie pogodzi się z tym, że własny r
        > odzic ma je gdzieś.
        Myślę, że wypowiedziałaś się zbyt autorytatywnie. Są dzieci - dorośli, którzy uznają fakty i się z nimi potrafią uładzić.

        • mola1971 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 19:59
          Uładzić, a pogodzić to są dwie zupełnie różne sprawy.
          Można się uładzić, dogadać ze sobą i żyć szczęśliwie, mimo, że rodzic ma nas gdzieś, można mu wybaczyć to, ale pogodzić się? To wbrew naturze.
          • puzzle33 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 20:15
            Dorośli ludzie nie buntują się latami przeciwko faktom. Wychodzą poza to, co dyktuje natura, bo myślą. Oczywiście nie dzieje tak w każdym przypadku odrzuconego dziecka. Ogrom cierpienia, który doprowadził do akceptacji narzuconego stanu obcości z rodzicem bywa ogromny.
            • mola1971 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 20:23
              puzzle33 napisała:
              > Ogrom cierpienia, który doprowadził do akceptacji narzuconego stanu
              > obcości z rodzicem bywa ogromny.

              No toż właśnie o to mi chodziło. Ten konieczny do osiągnięcia stanu akceptacji ogrom cierpienia powoduje, że nie da się do końca pogodzić z tym. Zaakceptować w końcu można, ale pogodzić się nie da.

              Rodzic porzucający dziecko robi dziecku dużo większą krzywdę, niż rodzic, który umiera. Pomijam już to, że śmierć jest niezawiniona (choć też nie zawsze), porzucenie jest świadomym wyborem. Najważniejsze jest wg mnie to, że po zmarłym rodzicu można odbyć żałobę i po niej zacząć żyć normalnie. Po żyjącym rodzicu, który porzucił, żałoby przeżyć nie można i dziecko żyje w zawieszeniu.
              • puzzle33 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 20:37
                mola1971 napisała:

                > Po żyjącym rodzicu, kt
                > óry porzucił, żałoby przeżyć nie można i dziecko żyje w zawieszeniu.
                Stan zawieszenia wskazywałby na oczekiwanie nieprawdopodobnego. Sądzę niebezpodstawnie, że i on się wyczerpuje. Porzucone dziecko odcina się samo, żeby więcej się nie łudzić, tym samym nie cierpieć. Stawia kropkę nad "i", żeby żyć w uporządkowanej, a więc bezpiecznej, rzeczywistości.
                • mola1971 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 20:45
                  Jak pokazuje przykład Olgi, tę kropkę nad "i" dopiero śmierć porzucającego rodzica może postawić. Gdyby naprawdę była pogodzona z tym, że ojciec ją porzucił, nie łudziłaby się. Nie liczyłaby na te dwa słowa od niego, których nigdy nie usłyszała. Traktowałaby go jak zupełnie obcego człowieka, byłby jej doskonale obojętny.

                  Pytanie czy w ogóle można dojść do takiego stanu zobojętnienia na swojego rodzica. Wg mnie nie można, ale chciałabym się mylić.
                  • puzzle33 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 20:55
                    mola1971 napisała:

                    > Pytanie czy w ogóle można dojść do takiego stanu zobojętnienia na swojego rodzi
                    > ca. Wg mnie nie można, ale chciałabym się mylić.
                    Wydaje mi się, że można i chciałabym mieć rację. Pewnych rzeczy się nigdy nie wie.
                    • mola1971 Re: Oby nas to nie spotkało... 02.04.13, 21:10
                      Obyś miała rację, bo to by znaczyło, że moje dzieci kiedyś zobojętnieją na to, że ich ojciec ma je w nosie.

                      A Oldze nie pozostaje już nic innego jak kupić piękny wieniec od siebie i od syna, i iść na pogrzeb pożegnać ojca i dziadka. Mimo, że ani jednym, ani drugim dla żadnego z nich nigdy nie był.
    • agnieszka19792 Re: Oby nas to nie spotkało... 07.04.13, 18:55
      WITAM WSZYSTKICH SERDECZNIE NAZYWAM SIE AGNIESZKA LEWANDOWSKA I PROSZE WSZYSTKICH O POMOC MIESZKAM OD NIEDAWNA W BYDGOSZCZY MIESZKALISMY PRZEZ 7MIESIECY W UK LONDYN MOJ MAZ MIAL DOBRA PRACE I ZYLO NAM SIE DOBRZE KIEDY MOJ SYN ZACHOROWAL WSZYSTKO ZACZELO SIE WALIC MOJ MAZ STRACIL PRACE 2TYGODNIE POZNIEJ ZNALAZL NOWA PRACE ALE KIEDY SIE DOWIEDZIAL ZE DAWIDEK JEST CHORY NA BIALACZKE WYZUCIL NAS Z DOMU POCZYM MUSIALAM WROCIC DO POLSKI MIESZKAM W MALYM MIESZKANIU W KAMIENICY I NIE DAJE SOBIE RADY MAZ NIE PLACI ALIMENTOW ODCIA SIE OD NAS KOMPLETNIE OSTATNIO PO WIZYCIE U LEKARZA DOWIEDZIALAM SIE ZE SYN MA TEZ WADY NEUROLOGICZNE I POTRZEBUJE BARDZO DROGICH LEKOW JA NIE DAWNO ZNALAZLAM PRACE JAKO SPRZATACZKA ZARABIAM 2000ZL MIESIECZNIE I NIE STAC MNIE NA NIC PROSZE POMOZCIE MI JEZELI SA CHETNI PROSZE WPLACIC CHOCIAZ 1£ NA TEN ADRES E-MAIL UNISTAFF@INTERIA.PL LUB PACZKI NA ADRES KTORY PODAM ZAINTERESOWANYM POMOZCIE PROSZE

      • mayenna Re: Oby nas to nie spotkało... 07.04.13, 20:14
        Szukałaś pomocy w Bydgoszczy?
        Napisz do mnie na gazetowego maila. Dam Ci kontakt do znajomej z Bydgoszczy, która pomoże Ci w uzyskaniu pomocy od fundacji i innych instytucji pomocowych. Od wielu lat sama choruje...
      • mayenna Re: Oby nas to nie spotkało... 08.04.13, 07:56
        Agnieszko, o alimenty możesz pozwać rodzinę męża.
        Możesz napisać do ambasady UK lub konsulatu polskiego w Londynie z prośbą o ustalenie miejsca pobytu męża.Może ktoś ze znajomych wie gdzie on jest i gdzie pracuje?
        Czy byłaś w sprawie alimentów u komornika? Może wiesz w jakim banku w UK miał konto?Może miał samochód? Oprócz alimentów wystąpiłabym jeszcze o zabezpieczenie potrzeb rodziny skoro nie macie rozwodu.
        Spróbuj zgłosić się do jakiejś organizacji pomagającej kobietom. Choćby do Centrum Pomocy dla bezdomnych kobiet. Tam na pewno jest prawnik. Albo pokierują cię dalej.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka