ile może trwać podział majątku? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witajcie.
    Przeszukałam forum w poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytanie, ale nie znalazłam tego, o co mi chodziło. Chciałabym się dowiedzieć, ile czasu po orzeczeniu rozwodu odbywa się sprawa o podział majątku? Jeśli do podziału jest tylko mieszkanie kupione w czasie trwania małżeństwa (bo przecież nie będziemy dzielić żelazka i pralki itp), to czy sąd po prostu podzieli jego wartość na pół i tej osobie, która w mieszkaniu zostaje, każe spłacić byłego partnera? Jeśli nie ma żadnych cyrków po drodze, to ilu rozpraw potrzeba, aby zakończyć sprawę podziału majątku? Czy moje założenie, że jeśli w maju złożę pozew o rozwód to uporam się i z tym tematem (bez orzekania o winie) i podziałem majątku do końca roku, czy są to naiwne założenia? Nie mam doświadczenia i nie bardzo mam z kim o tym porozmawiać. A chciałabym poznać opinie kogoś, kto to przerobił na własnej skórze, niekoniecznie prawnika.
    Będę wdzięczna za Wasze opinie.
    • ... bo nie mieszam w Chinach. Ile w Hondurasie, to tez nie wiem. Ile w Płocku, to nie wiem, bo jestem z Wrocławia. A ile trwa we Wrocławiu, to nie wiem, bo zależy od sądu. A ile trwa w konkretnym sądzie we Wrocławiu, to nie wiem, bo to zależy od zgody stron.

      Może zapytaj męża, ustal z nim zasady podziału, to uporasz się z tym na jednej sprawie, bo sąd bardziej woli pić kawę niż nudne podziały żrących się stron.
    • Podział może trwać od 15 minut do nieskończoności. wink
      Wszystko zależy od Was, wnosicie o podział, dogadujecie się, a sąd tylko potwierdza albo robicie sobie na złość przez lata.
    • trzy_lzy_zolzy napisała:

      > Witajcie.
      > Przeszukałam forum w poszukiwaniu odpowiedzi na moje pytanie, ale nie znalazłam
      > tego, o co mi chodziło. Chciałabym się dowiedzieć, ile czasu po orzeczeniu roz
      > wodu odbywa się sprawa o podział majątku?

      Sprawa zacznie się jak złożysz wniosek i sąd wyznaczy pierwszą rozprawę. To niestety zależy od sądu.

      Najlepiej się dogadać, spisać wszystko u notariusza i złożyć papiery do sądu.


      > Jeśli do podziału jest tylko mieszkan
      > ie kupione w czasie trwania małżeństwa (bo przecież nie będziemy dzielić żelazk
      > a i pralki itp), to czy sąd po prostu podzieli jego wartość na pół i tej osobie
      > , która w mieszkaniu zostaje, każe spłacić byłego partnera? Jeśli nie ma żadnyc
      > h cyrków po drodze, to ilu rozpraw potrzeba, aby zakończyć sprawę podziału mają
      > tku? Czy moje założenie, że jeśli w maju złożę pozew o rozwód to uporam się i z
      > tym tematem (bez orzekania o winie) i podziałem majątku do końca roku, czy są
      > to naiwne założenia? Nie mam doświadczenia i nie bardzo mam z kim o tym porozma
      > wiać. A chciałabym poznać opinie kogoś, kto to przerobił na własnej skórze, nie
      > koniecznie prawnika.
      > Będę wdzięczna za Wasze opinie.

      My mieliśmy naiwne założenia. Sprawa złożona pod koniec 2009 roku. Rok nic się nie działo, następny rok to wycena nieruchomości, 2012 kilka rozpraw i wyrok pod koniec roku. Została złożona apelacja, więc prawdopodobnie przeciągnie się do końca tego roku - nie był jeszcze wyznaczony termin rozprawy. Drugiej stronie zależy na tym, żeby to trwało jak najdłużej ponieważ nie ma pieniędzy na spłatę.

      Jeśli chesz, napisz do mnie to chętnie Ci pomogę. Przez ostatnie kilka lat przerabiam temat. Adwokat się jak najbardziej przyda - nawet jeśli Ciebie nie stać to możesz negocjować.





      • pmro dziękuję Ci za odpowiedź. Właśnie takich informacji potrzebowałam.
        Dopiero zaczynam zabawę z tym tematem i jestem zielona.
        Nie wiedziałam właśnie jak wygląda to od strony praktycznej. Jak rozumiem, to kolejność powinna (oczywiście czystko teoretycznie) wyglądać tak:
        1. Ustalam z mężem co wliczamy do naszego wspólnego majątku. Jeśli on nie wykaże dobrej woli, to sama robię taką listę? Załóżmy, że chodzić będzie tylko o mieszkanie, reszta mniej ważna.
        2. Wartość mieszkania musi być oszacowana przez rzeczoznawcę? Skąd się go bierze? Czy musi to być ktoś wskazany przez sąd? Ile kosztuje taka wycena?
        3. Idziemy do notariusza i ustalamy podział sami, a sąd to tylko potwierdzi wyrokiem? A jeśli mąż uprze się i do notariusza pójść nie będzie chciał, to wtedy co? Udowadniamy przed sądem, ile kto do tego mieszkania włożył, kto płacił więcej rachunków...? I na tej podstawie sąd wydaje wyrok?

        Być może dla kogoś z większą wiedzą i doświadczeniem moje pytania wydadzą się banalne, ale nie każdy zjadł zęby na sprawach rozwodowych swoich i cudzych. Chciałabym to załatwić jak najszybciej i możliwie najmniej boleśnie. Mam świadomość, że rzeczywistość może okazać się inna, ale chciałabym wiedzieć jak najwięcej zanim to wszystko zacznie się dziać.
        • Najpierw musicie znieść wspólność majątkową, bądź przed notariuszem (jeżeli mąż zgodny), bądź czekacie na prawomocny rozwód. Jeśli jesteście zgodni co do podziału, możesze składać pozew łączny: rozwód + podział majątku. Możecie również dokonać podziału przed notariuszem (drożej znacznie). Jeśli jesteście niedogadani i szans na porozumienie brak - po ustaniu wspólności, składasz pozew o podział w sądzie. Wartość mieszkania szacujesz samodzielnie, w przypadku sporu sąd i tak powołuje biegłego rzeczoznawcę, koszty wyceny pokrywacie (nie mam wiedzy nt. aktualnych stawek, w każdym bądź razie pewnie parę tysięcy). Jeśli kupiliście mieszkanie w trakcie małżeństwa, dzieli się zazwyczaj 50/50, chyba że środki na zakup pochodziły np. z darowizny dla którejś ze stron, tudzież ze spadku, co rzecz jasna należy udokumentować.
          A ile trwa podział trudno stwierdzić, zależy przede wszystkim od woli stron, jak jest jazda o każdą pierdołę, bywa że ciągnie się kilka lat.
          --
          Historia Frodo to historia wszystkich żonatych mężczyzn, którzy z narażeniem życia próbują się pozbyć oddziałującego na psychikę pierścienia
        • trzy_lzy_zolzy napisała:

          > 1. Ustalam z mężem co wliczamy do naszego wspólnego majątku. Jeśli on nie wykaż
          > e dobrej woli, to sama robię taką listę? Załóżmy, że chodzić będzie tylko o mie
          > szkanie, reszta mniej ważna.

          Z ważnych - musicie jeszcze załatwić sprawę składek w OFE, żeby się potem nie wozić przy naliczaniu emerytury. One też wchodzą w skład wspólnoty majątkowej.

          > 2. Wartość mieszkania musi być oszacowana przez rzeczoznawcę? Skąd się go bierz
          > e? Czy musi to być ktoś wskazany przez sąd? Ile kosztuje taka wycena?

          Nie musi, rzeczoznawcy używa się, jeśli strony nie dogadują się co do wartości.
          Najpierw rozdzielność, potem podział.
          • Dzięki, rozjaśniacie mi w głowie.
            Czyli w wersji najbardziej optymistycznej i pewnie nierealnej w moim przypadku mogłoby być tak, że sami między sobą dogadujemy się, że na przykład mąż zachowuje nasze obecne mieszkanie, ale mnie daje pieniądze w kwocie, jaką ustalimy? I może się to nijak mieć do rzeczywistej wartości mieszkania i podziału na pół? Na co się zgodzimy, tak sąd przyklepie? Mieszkanie może być warte milion, ale jedna strona może zadowolić się 30 tys. i sąd tego nie zakwestionuje? Pod warunkiem że się oboje małżonkowie na to właśnie się zgadzają przed sądem?
            • Dodam tylko kilka słów do tego, co napisali przedmówcy.

              Jeśli dojdziecie do porozumienia że Ty się zadowolisz kwotą 30 tys. i będzie zgoda obydwu stron to nie widzę powodu żeby sąd to zakwestionował.

              Wracając do poprzednich pytań:

              1. Jeśli druga strona nie wyrazi dobrej woli, to tak, Ty robisz taką listę. Rzeczy mniej wartościowe bez dowodu zakupu warto pominąć i dać sobie spokój. Spór może być o mieszkanie.

              2. Dodam tylko do tego co napisał velluto. Biegły będzie wskazany przez sąd, w naszym przypadku cała procedura od wniosku do wyceny plus zwolnienie z kosztów to ponad pół roku. Koszt bywa różny, ale ogólnie od 800 do 4000 zł. W naszym przypadku było dosyć drogo.

              3. Przyklad pozwu tutaj

              Jak jest zgoda to nie ma problemu. Kosztuje to 300 zł i po pierwszej rozprawie sprawa załatwiona.

              Ogólnie podział jest 50-50, tak jak już wspominała sonia. W przypadku gdy jedna strona trwoniła majątek, nie pracowała i np. miała problemy z alkoholem to można wnosić o nierówny podział. W naszym przypadku, nawet z wyrokiem o znęcanie się fizyczne i psychiczne sąd kompletnie to zigonorował jakby sprawy nie było i wyszło 50-50. Było to dziwne, ale po to są apelacje.

              Walka w sądzie jest nieciekawa, i w naszym przypadku było udowodnianie kto co robił, kto czego nie robił i tak dalej.




    • najkrócej i najprościej jest podzielić majątek w ramach sprawy rozwodowej, ale wymaga to absolutnej zgody co do sposobu podziału - jednocześnie z pozwem o rozwód wnosi się o podział majątku od razu podając jak ma być podzielony - i obie strony muszą to do samego końca procesu potwierdzać
      tak jest również najtaniej
      nie jest prawdą, że sąd z automatu przyklepie dowolny, uzgodniony przez rozwodzących się podział (czyli np. 30 tys jako spłata połowy wartości mieszkania) - ja miałam taką sytuację, że w ramach podziału majątku maż przekazywał mi dom bez obowiązku spłaty oraz samochód za spłatą w określonej wysokości, sąd nie miał wątpliwości co do domu, ale kazał udokumentować różne sprawy związane z samochodem, bo widocznie miał wątpliwość co do zwartości spłaty. W efekcie, by nie przedłużać sprawy, wycofaliśmy samochód z wniosku o podział (pisząc, że strony zawarły już porozumienie i podzieliły już ten składnik majątku, tak jak i pozostałe ruchomości).
      --
      Są tacy co lubią gady, ja nie.
      • Jeśli się dogadacie, to sąd tylko przyklepie. Całość łącznie z rozwodem 600 zł i 30 min rozprawy. U notariusza można, tylko, że kasę trzeba niezłą na taki podział przygotować bo notariusz kosztuje. Jak się nie dogadacie, to notariusz odpada a w sądzie może ciagnąć się latami i też kosztowac krocie.
        • Dzięki za informacje i wskazówki. Cóż, idealnie by było, rozwieść się i podzielić na jednej rozprawie, ale obawiam się, że cuda się nie zdarzają. W tym tygodniu moja pani mecenas wzięła ode mnie różne dokumenty i na początku czerwca mamy zaplanowane spotkanie, na którym zaproponuje mi co zrobić.
          Mąż będzie walczył o każdy kawałek mieszkania, bo on jest do niego bardzo przywiązany i nie zechce go sprzedać, tak więc będzie musiał moją część oddać mi w gotówce.
          Zastanawiam się tylko, jak go przekonać, że określona kwota należy mi się i mam do niej prawo, jako że tak samo jak on pracowałam na to mieszkanie przez kilkanaście lat. Jakich argumentów użyć, żeby nie przeciągać tego w nieskończoność, bo nikomu się nie opłaca gra na zwłokę. Czy pomoc mediatora miałaby jakikolwiek sens? Ktoś z niej korzystał? Ile to kosztuje?
          --
          Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!
          • Dla uniknięcia nieporozumień - korzystam z dwóch nicków.
            --
            Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!
            • Zależy z kim masz do czynienia. Jeśli jest w miare uczciwy i ma możliwości na to, żeby Ciebie spłacić to istnieje szansa ugody.

              Jeżeli on nie ma środków ani możliwości, to jemu właśnie się opłaca gra na zwłokę. Musisz więc do tego podejść realnie. Jeżeli ma środki i możliwości, to trzeba zrobić tak żeby był wilk syty i owca cała.

              Spytaj się go co proponuje, jak będzie mur to metoda kija. A kij, czyli Twoje mocne argumenty, wyglądają tak:

              1. W końcu i będzie musiał zapłacić. Napisz konkretnie ile według wartości rynkowej, potem dodaj że do tego będą koszty sądowe, a jeśli tam nie mieszkasz to możesz wnioskować jeszcze do dodatkowe pieniądze ze względu na pożytki. Spytaj adwokata.

              2. Jeśli słowne argumenty nie docierają, powiedz że czekasz na propozycję z jego strony. Gdyby cokolwiek zaproponował to masz szansę na rozpoczęcie negocjacji. W przeciwnym przypadku poproś adwokata o napisanie pisma z informacją o wszystkich konsekwencjach (podkreślając możliwość wniosku o sprzedaż mieszkanie - uderzaj tam gdzie mu zależy) i daj mu 7 dni na odpowiedź, po czym kieruj sprawę do sądu.

              3. Jak już będziesz składała o podział bez ugody, przyda się zabezpieczenie powództwa. Również dowiedz się o tym od adwokata.

              4. Jeszcze raz pomyśl komu zależy na długiej sprawie. 1. Adwokatowi, 2. Osobie która musi Ciebie spłacić i nie ma na to pieniędzy. Poza sądem możesz również korzystać z instytucji mediacji, ale pamiętaj że musisz rozmawiać z osobą która chce współpracować. Jak nie ma partnera do rozmów, w sensie że druga strona w ogóle nie uznaje Twoich roszczeń, to atak z każdej możliwej strony i tyle.

              5. Z adwokatem negocjowałbym wynagrodzenie podstawowe PLUS procent od kwoty uzyskanej PO podziale. Lepsza motywacja.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.