Dodaj do ulubionych

Samotność po rozwodzie - jak sobie z nią radzić

02.09.13, 19:59
Witam wszystkich.
Rozwiodłam się - nie z mojej inicjatywy ale zgodziałam się no to.
Po 5 latach chodzenia pobraliśmy sie i małżeństwo trwało niecałe 3 lata.
On został wychowany tylko przez mamę, która początkowo mnie nie akceptowała, bo pochodzę ze wsi i wg niej moi rodzice chcieli by się "pozbyć" mnie...
w wolnym tłumaczeniu: zajdę w ciąże i jej syn będzie mnie utrzymaywał.

Ale przezwyciężyliśmy to razem. Tylko że w każdy weekend on jeździł do mamy aby pomóc jej w zakupach, przy sprzątaniu, mnie w tym czasie podrzucał do rodziców gdyż nasze domy rodzinne są oddalone o 10km albo zostawałam w miejscowości gdzie obywoje pracowaliśmy.
Ja oczywiście myślałam że to się zmieni po ślubie ale się nie zmieniło, ostatnie święta spędziliśmy osobno bo on musiał odpocząć. To nic że wtedy wyszłam ze szpitala na przepustkę.
Odnośnie mnie zachorowałam 2 lata temu, pół roku spędziałam na intensywnym leczneniu, wygrałam bitwę z chorobą bo walka nadal trwa. Jak nie było mnie w domu i sie leczyłam zakomunikował mi że żona to nie rodzina że on musi myśleć o sobie, i że nie potrafi mi spółczuć.
Przyznaję z pełną świadomością że w trakcie kumulacji choroby byłam nieznośna, raniłam ludzi dookoła, ja wtedy nie miałam siły na to aby zyć myślałm że nie dam rady, że nie wyjdę z tego i nie przeżyję. Samo nie wiem jak mi się udało. Wygrałam życie ale straciałam wszystkie marzenia i plany. Wszytko było związane z nim. Pozostała tylko ogromna pustka, samotność której nie potrafię wypełnić.

Rany które zadała mi choroba i rozwód są ogromne.
Moja dusza cierpi i nie widzę swojej przyszłości.

Wiem że potrzebuję innych ludzi, ich obecności w moim życiu.
Chętnie nawiąże znajomości zarówno z kobietami jak i mężczyznami którzy mają podobne doświadczenia i nie tylko.

Jeżeli macie pomysły na samotność i konstruktywne sposoby radzenia sobie z nią to czekam na propozycje.
Bo życie polega na tym aby iść do przodu z pełną świadomością tego co było za nami.
"Paradoksalnie to przez dobre wspomnienia cierpimy najbardziej"
Edytor zaawansowany
  • kruku33 02.09.13, 21:40
    Hej Gabi,
    podaj prosze mail, wysle PM, nie chce jeszcze opisywac tu swojej sytuacji, ktora jest w niektorych szczegolach podobna do Twojej.

    Pozdrawiam
  • g-a-b-i-1 03.09.13, 09:46
    Cześć.
    Podsyłam maila: konstruktywna.rzeszow@o2.pl. Czekam na wiadomość.



  • dreemcatcher 03.09.13, 09:33
    nic nie przegrałaś , jesteś bogatsza o to doświadczenie, mąż mocno uzależniony od matki .
    Masz szansę poznać kogoś dla kogo będziesz kimś bardzo ważnym w życiu , ciesz się że w tamtym układzie nie pojawiły się dzieci bo byście byli tylko kulą u nogi.
  • dama-pik0 03.09.13, 12:28
    Jeżeli miałabym wybierać samotność w małżeństwie a samotność po rozwodzie wybieram opcję numer dwa.Po rozwodzie masz szansę poukładać swoje życie na nowo ,zadroszczę Ci że masz już rozwód za sobą.Ja nadal jestem na początku drogi o lepsze jutro..
  • xciekawax 04.09.13, 20:01
    uwazam, ze trzeba zaakceptowac (i chyba to robisz ) ze za nasze czy innych czyny sa konsekwencjie.
    Jezeli bylas okropna przez dwa lata "dla wszystkich", to oczywiscie ze wiezi z mezem sie rozluznily tak ze milosc mu wygasla.

    Sposob na samotnosc jest taki aby zajac sie czyms - wychodz do ludzi, uaktywnij sie spolecznie. Jezeli bedziesz dobra osoba, usmiechnieta, pozytywna - to powinno byc ci latwiej znalesc znajomych ktorzy beda lubieli przebywac w Twoim otoczeniu.

  • facetka_w_rajtuzah 12.10.13, 22:52
    ja nie przeżyłam choroby w czasie związku, ale bezrobocie. to było moje drugie małżeństwo. rozpadło się. na szczęście po rozstaniu znalazłam pracę, gdzie szybko awansowałam, i teraz nieźle zarabiam. i lubię swoją samotność. nie szukam nowego związku. jestem atrakcyjna (fizycznie i finansowo), więc mam wiele możliwości, ja jednak mam swoją samotność, którą lubię. mam kochanka, który mieszka na drugim końcu Polski, ma rodzinę której nie chce stracić. To partner dla mnie, kocham go, ale mam podwójne ubezpieczenie przed życiem w związku
  • lampka_witoszowska 13.10.13, 11:39
    polubić pojedynczość i samodzielność, nigdy więcej nei uwieszać sie na drugim człowieku w sensie: "był dla mnie wszystkim" i siebie samą traktowac jak najfajniejszą, ukochaną osobę, której nalezy się uwaga i która wie, że taka sama uwaga nalezy się też innym

    to dobra lekcja w życiu, masz ją teraz. Jest się z czego cieszyć, serio

    --
    Najważniejsze są recenzje, które wystawiamy sami sobie.
  • kalpa 13.10.13, 11:52
    Hej Gabi smile
    Ja 4 lata po rozwodzie i po związku, który zakończył się bardzo nieprzyjemnie.
    Samotność mi dopieka, bo mimo, że mam przyjaciół i znajomych, to po prostu zwyczajnie samej mi trochę smutno.
    Nie mam ochoty angażować się w kolejny związek, niejako na siłę, żeby "zapchać dziurę:.
    Znalazłam dla siebie lekarstwo, która okazało się strzałem w dziesiątkę smile
    Mianowicie poszłam na poważny kurs, dwa popołudnia i wieczory zajmuje mi zgłębianie tajników księgowości, rachunkowości i zarządzania finansami firmy. Głowę pochłaniają cyferki, reguły i zasady oraz... nadzieje na lepsze zarobki i standard życia smile
    Mnie to bardzo pomogło i pomaga- poznałam nowe dziewczyny i kobietki, które sa w podobnej sytuacji do mnie.
    Moje dzieci dają sobie radę, nawet im to imponuje, że mama chodzi do szkoły dla dorosłych, pilnują, czy zrobiłam zadanie wink
    Znajdź koniecznie jakiekolwiek zajęcie i sposób wyjścia w świat, to powolutku zaczniesz wracać do zdrowia i równowagi. Ciężka choroba wyczerpuje na wszystkich frontach, więc teraz potrzebny ci kontakt ze zdrowymi i silnymi ludźmi- właśnie szkoły wieczorowe mają dobre działanie, bo przychodzą ludzie, którzy jeszcze chcą i faktycznie coś odmieniają w swoim życiu smile
    trzymaj się cieplutko smile
    --
    Taniec i wiatr to moje żywioły!
  • g-a-b-i-1 13.10.13, 19:38
    Dziękuję Ci bardzo za Twoją wypowiedź.
    Powoli odnajduje się w nowej sytuacji i staram się dostrzegać korzyści jakie ona mi daje.
    Zaczęłam inaczej patrzeć na siebie, swoje potrzeby. Aby nie narzekać na samotność, brak innych ludzi w moim życiu na dniach rozpoczynam ponownie przygodę z uczelnią.
    Tak jak napisałać życie samemu jest czasami smutne i trudne. Ale lepiej żyć samemu niż przeżywać samotność u boku innej osoby.
    Rozwód uświadomił mi czego ja oczekuję od życia i pokazał że nigdy nie jest za późno aby realizować swoje marzenia. Co najważniejsze niemogę biernie czekać że "coś samo się stanie" dlatego zaczęłam działać aby mieć poczucie zadowolenia z tego co robię i jak żyję.
    Pozdrawiam Cię gorąco.
  • am.alia 13.10.13, 16:43
    Szukać ludzi bardziej samotnych niż my. Pomagać innym. Pokochać i oddać się innym. Wtedy człowiek nie czuje już samotności. Istnieje wiele osób, wiwle miejsc, wiele grup wsparcia. Wystarczy się rozejrzeć i otworzyć oczy

    ____________
    Forum samopomocowe:
    www.samopomoc.zz.mu
  • kalpa 13.10.13, 20:03
    Ale też dać sobie czas na przeżycie żałoby, bo bez tego ani rusz.. Mnie paradoksalnie żałoba po końcu małżeństwa dopadła jakieś pół roku po. Wcześniej żyłam na jakimś haju i w totalnym oszołomieniu wyrażającym się totalną głupawką.
    --
    Taniec i wiatr to moje żywioły!
  • dominika8 21.10.13, 12:01
    niestety, nie napiszę Ci jak sobie radzić, bo kazdy podchodzi indywidulanie. Na wszelkie rady typu-zapisz się na siłownię, język, czytaj ksiązki, wychodź na imprezy, reagowałam odruchem wymiotnym. Ja akurat wolałam być sama, zaszywałam się w domu, gdzie nie musiałam udawać, że jest ok. Ja było bardzo źle, to ryczałam cały dzień, jadłam byle co itd. ale czułam, że tak dla mnie lepiej, bo to rodzaj żałoby, i żadne wyjście do ludzi mi nie pomoże.
  • g-a-b-i-1 28.06.14, 10:46
    Witam wszystkich, szczególnie tych którzy czują się, tak jak w tytule tematu, samotni i zagubieni.
    Zakładając ten wątek szukałam celu w swoim życiu, które bardzo się skomplikowało, nie toczyło się tak jakbym tego chciała czy też oczekiwała.
    Niedługo minie rok gdy wyprowadziłam się z mieszkania (które w połowie należało również do mnie, zabierając jedynie rzeczy osobiste) i stałam się rozwódką niemającą praktycznie nic, a przede wszystkim najbardziej na tym życiowym zakręcie brakowało mi poczucia bezpieczeństwa.
    W tym trudnym okresie mojego życia bardzo pomogli mi ludzie -których mogę nazwać przyjaciółmi, chociaż znali mnie zaledwie kilka miesięcy to czułam ich wparcie, mogłam się wygadać, oraz potrafili postawić mnie do pionu gdy zaczynałam się użalać nad sobą. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna.

    Szukając pomysłu na siebie zaczęłam studia, w pracy zostałam wydelegowana do realizowania projektu w zespole złożonym z fajnych, sympatycznych osób, dzięki temu czas spędzony w pracy był i jest przyjemny.

    Stałam się właścicielem autka, co bardzo ułatwiło mi życie (nawiasem mówiąc mojemu ex nigdy nie zależało na tym abym była niezależna i samodzielna, gdy potrzebowałam się gdzieś pilnie dostać on potrafił zwolnić się z pracy aby mnie podwieźć, pomimo ze miałam prawo jazdy - wolał uzależnić mnie od swojej osoby)

    A dzisiaj, cóż...
    Z nikim się nie związałam, bo skupiłam się na pracy i studiach, ale jak to mówią coś za coś.
    Dla mnie moje "coś" to wyjazd na 3 lata do Chin na stypendium.
    Pomimo "przerażenia" jestem zadowolona i mogę nieśmiało napisać że czasami czuję się szczęśliwa.
    W moim przypadku powiedzenie, że życie zaczyna się o 30-stce sprawdza się.

    Życzcie mi powodzenia, odwagi i wytrwałości czego ja również Wam wszystkim życzę.
    Życie mamy tylko jedno a czas nieubłaganie ucieka.

    Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego...
    G.
  • krycha_123 28.06.14, 13:51
    pewnie ,ze życzę Ci powodzenia
    jak najwiecej!
    obyś była bardzo szczęsliwa
    jak miło sie czyta takie wpisy!
  • wiosnaw 28.06.14, 15:10
    No to gratuluję pracy nad sobą i rezultatów - i oczywiście życzę Ci powodzenia! smile
  • xciekawax 30.06.14, 20:10
    dzieki ze napisalas. Napewno pomoze to wielu osobom. Super dziewczyno - aby tak dalej. Jeszcze wiele dobrego przed Toba. smile
  • izasia83 05.07.14, 18:33
    Pokazałaś, że się da! Że potrafisz.
    Układasz swoje życie i to tak wspaniale. Często po rozwodzie ma się więcej determinacji by coś osiągnąć i Ty z tego skorzystałaśsmile
    Zazdroszczęsmile
  • dworak71 18.07.19, 12:07
    Witam. Mnie zostawiła po 15 latach, jak to stwierdziła, chce zakosztować innego życia. Była tylko ona. Zostałem zupełnie sam, stres mnie znokautował i wpadłem w depresje. Nie wiem co dalej, myśli rezygnacyjne. Totalne bagno.
  • caramba68 19.07.19, 01:33
    Czytałeś cały wątek Gabi? To wiesz przez co przeszła i jak jej się wiodło potem. Pomyśl o sobie, znajdź sobie jakąś pasję, hobby i bądź egoistą. Ja uczę się angielskiego, mój eks kupił motor. Choć byliśmy ze sobą ponad 20 lat, nie zaprzątam sobie nim głowy. Ba, po paru latach byłam gotowa na kolejny związek i go mam. Żałuję, że dopiero teraz, jestem za stara na dzieci, a z nim chciałabym je mieć. Świat się nie kończy na rozwodzie. Potem też może być fajnie. Ja to już wiem i Ty też się dowiesz. Powodzenia.
  • dworak71 19.07.19, 11:53
    Dzięki za odpowiedź. Pasje to by się znalazły, zawsze mi towarzyszył sport. Na tym jednak etapie, depresja przykuła mnie do łóżka, a samotność w tej chorobie nie pomaga. To co się czyta o tej chorobie to czysta prawda. Codziennie pływałem i 3x w tyg siłownia. Teraz nie mogę wstać z łóżka, wolę się napić wody z kranu bo nie chce mi się herbaty zrobić. Jem jakieś antydepresanty, ale narazie lipa. Wkurza mnie że ona buja się w tropikach a ja psychiczny w łóżku leżę. Nie cierpię bezczynności a teraz jestem uziemiony. Dobrze że chociaż ktoś to czyta i można się wyładować. Jak nie zeświruje to będzie dobrze. Pozdrawiam
  • nieprawda.nieprawda 19.07.19, 14:46
    Nawet bez depresji, faza żałoby potrafi nieźle zwalić z nóg. Nie musisz chodzić na basen czy siłownię codziennie, ale planuj sobie jakieś małe aktywności. Mnie najbardziej pomagało, że się z kimś umówiłam. Miałam motywację, żeby wstać, umyć się i wyjść z domu. Pogódź się z tym, że to trochę trwa i nie poczujesz się lepiej z dnia na dzień.
    Z jednej strony: żadna tabletka nie uzdrowić Cię w trzy dni.
    Z drugiej: wiedz, że z czasem będzie lepiej.
    Może dziś w końcu zrób sobie tę herbatę. Od czegoś trzeba zacząć smile
  • dworak71 19.07.19, 15:53
    Dobrze że tutaj trafiłem, i można usłyszeć jakieś słowa otuchy. Najgorsze jest jednak to, że chyba byłem od niej uzależniony i była tylko ona. Nawet nie zauważyłem, że nasi znajomi to jej znajomi. Więc umówić się z kimś będzie raczej ciężko😞. Ale herbatę sobie zrobię, i będę liczył że te prochy zaczną działać. Ogólnie nie wygląda to dobrze, samotność to lipa, ale będę walczył. Od poniedziałku jakaś terapia w szpitalu, to będzie można wypróbować narząd mowy. Dzięki
  • caramba68 20.07.19, 00:43
    Nie jest z Tobą tak źle, ciągle masz poczucie humoru. Niech Cię wyślą do sanatorium , tam odżyjesz. Poznasz nowych ludzi, niektórzy będą w takiej samej sytuacji jak Ty. Zadziałają lekarstwa, zmienisz otoczenie. Będzie dobrze. Powodzenia.
  • nieprawda.nieprawda 20.07.19, 13:30
    Poszperaj, na pewno masz jakichś znajomych, tylko niektóre znajomości wymagają odświeżenia. Poza tym jest teraz tyle opcji, mnie np. ratował fb i grupa na której ludzie umawiają się na rowery oraz kino plenerowe, bo nie czułam się głupio idąc sama.
    Pomyśl też czy jest coś co zawsze chciałeś zrobić a dotąd odkładałeś na później. Może to akurat dobry moment? Można pójść na kurs odnawiania mebli, zrobić prawko na motocykl, nauczyć się jeździć na łyżwach, wejść na Śnieżkę, pojechać do Indii...
    To były akurat moje pomysły, Ty na pewno masz swoje.
    Powodzenia!
    I jako ciotka dobra rada dodam: Zrób sobie czasami kanapkę do tej herbaty wink
  • med80 24.07.19, 09:22
    Witam, ja też jestem w takiej beznadziejnej sytuacji...Wszystko wydawało mi się, że jest ok, czułe gesty, telefony do mnie, serduszka w wiadomościach, martwienie się o mnie..., aż tu z dnia na dzień (fakt, ze po ostrym starciu), nagle zażądał rozwodu i ze ma dość traktowania go przeze mnie jak zero. Ale zaczął w tym samym czasie znikać na pół nocy, wiecznie z kimś pisał, więc wydaje mi się, ze po prostu czekał na okazję, żeby móc zgonić winę na mnie. Też jest mi ciężko, ale nie siedzę w domu-chodzę po znajomych i rodzinie i po prostu im się wyżalam, a oni cierpliwie mnie wołaja do siebie, martwią sie, wysłuchują i za to jestem im wdzięczna. Nie chce mi się wracać do domu, bo nadal mieszkamy razem, więc non stop mam zaciśnięty żołądek. Psycholog przyznaje racje, że to dobra postawa, jesli chodzi o to, ze nie jestem sama i ze nie siedzę w domu. Też powinienieś ruszyć się z domu i sie po prostu komuś wyżalic - uwierz mi, że przynajmniej przez chwile jest lepiej. Ponoś będzie kiedyś dobrze, ale ponoć...
  • ktos_z_kosmosu 20.07.19, 09:31
    Pierwsze, kolego dworak z 71.
    Dlaczego zamiast założyć nowy, swój wątek, podpiąłeś się pod cudzy i to mocno już pajęczyną zarosły.
    Drugie, to dlaczego użalasz się nad skutkiem czegoś bez chęci dociekania, co to jest to coś w tobie, co wpędziło cię dziś w tarapaty. To co dziś się stało jest mniej ważne od tego, dlaczego tak się stało. Czyli radzę byś stojąc w gównie zamiast szukać wygodnej pozycji, zastanowił się co w tobie jest nieteges, że wylądowałeś w tym gównie. Taka retrospekcja jest niezbędna byś, by gdy dziś z tego gówna się wygramolisz, w przyszłości już nigdy w nie nie wpadł.
    Rady.
    1- Psycholog - taki, który pomoże ci sięgnąć do źródeł twoich problemów i je zweryfikować. Tym, którzy zaproponują głaskanie po główce i pomoc w wygodnym ulokowaniu się w gównie, podziękuj. Takim, a jest ich większość, nie zależy na tym by cię wyleczyć, a jedynie nieustannie zaleczać rany po to byś im płacił.
    2 - Stylista - o ile psycholog ma cię przekonstruować wewnętrznie, to stylista ma zadbać o twoją zewnętrzność.
    Pociecha i bodziec do działania.
    Piszesz, że tamta szaleje gdzieś w tropikach, to ja ci powiem.
    Jak się tak szaleje, to się źle dzieje. Czytaj, że z niej nie spłynęło jak po kaczce. Zastanawia się - dobrze zrobiłam, czy źle i by te natręctwa w sobie zagłuszyć, szaleje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka