18.09.13, 21:58
witam. moze ktos mi doradzi co mam zrobic? jestem mezatka od 7 lat. mam dwojke dzieci. w moim malzenstwie od poczatku sie nie ukladalo. ciagle klotnie wyzwiska.mam juz tego dosc. z kazdym dniem oddalamy sie od siebie a na dodatek podejrzewam meza o zdrade choc nie mam jednoznacznych dowodow. niewiem czy powinnam zakonczyc ten beznadziejny zwiazek czy przetrwac w nim dalej dla dobra dzieci. zupelnie niewiem co robic tym bardziej ze boje sie samotnosci. boje sie ze juz nigdy z nikim nie stworze zadnego zwiazku a strasznie tesknie za prawdziwa miloscia. brakuje mi jej. POMOCY!!!!!!!!!!!!!!! doradzcie mi.
Edytor zaawansowany
  • zmeczona100 18.09.13, 23:37
    Złóż pozew o rozwód lub poczekaj na zmianę.
    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • amsterdamska_mgla 18.09.13, 23:51
    Przeczytaj i popracuj wg wskazówek z tą książką:
    www.empik.com/jak-ocalic-zwiazek-broder-michael,prod740225,ksiazka-p
    Wbrew tytułowi jest ona nie tylko o ocalaniu związku, ale i przewalczeniu paraliżującego lęku przed samotnością. Być z kimś z powodu tego, że boisz się samotności, to naprawdę wielkie zniewolenie samej siebie.
  • mayenna 19.09.13, 07:20
    Rozmawiałaś z mężem? Co on na to?
  • zofiulina1971 19.09.13, 07:50
    niewiem czy powinnam zakonczyc ten beznadziejny zwiazek czy przetrwac w nim dalej dla dobra dzieci

    A gdzie Ty tu widzisz dobro dzieci?
  • 8kwiatek 19.09.13, 15:12
    w tym ze straca pelna rodzine
  • zofiulina1971 19.09.13, 18:54
    Wprost zadziwia mnie to, że niektórzy ludzie uważają swoje dzieci za ćwierćinteligentów, którzy nie widzą, że między rodzicami jest bardzo źle.

    Nie przyszło Ci do głowy, że Twoje dzieci potrzebują przede wszystkim spokoju?

    Pozwalam sobie na takie pytania, bo jestem dzieckiem takiej pani, jak Ty.

    Moja mama swego czasu też wybrała "pełna rodzinę" i tego typu "wartości", wszystko to - rzecz jasna - "dla dobra dzieci".

    Na dźwięk słowa "dzieciństwo" staje mi przed oczami zaczerwieniona twarz ciągle zapłakanej matki, gdzieś w tle krzyczący ojciec i ja, pytająca: "Tatusiu, a dlaczego mama płacze?". Wiecznie kłócący się rodzice, roztrzęsiona matka, budzenie się w środku nocy i słuchanie, czy rodzice się "tylko kłócą" czy już tłuką... Wiecznie napięta atmosfera, powroty ze szkoły do domu i nadsłuchiwanie pod drzwiami, czy słychać krzyki, obserwowanie po twarzach, czy są przed czy po kłótni, krzyki, krzyki, wyzwiska, wyzwiska, krzyki, krzyki, wyzwiska, wyzwiska... Szkoda pisać. Tak w skrócie z perspektywy dziecka wygląda rodzina, w której rodzice są razem "dla dobra dzieci".

    A jak przyszło co do czego, mój tata znalazł sobie panią, która może być moją starszą siostrą. Odszedł od wiecznie płaczącej i nieszczęśliwej żony. Pamiętam, jak przed swoim ślubem opowiadał mi, jaki to teraz jest szczęśliwy, doceniony, zadbany, bo w małżeństwie tego nie doznał... A mojej mamie zostawił zszargane nerwy i cholernie znerwicowane dzieci.

    Być może Twój mąż doszedł do tego samego wniosku. Weź to, proszę, pod uwagę.

    Wierz mi, Twoje dzieci nie podziękują Ci za to poświęcenie. Wręcz przeciwnie, obserwowanie awanturujących, nienawidzących się rodziców to dla nich fatalna lekcja dorosłości.

    Niebawem będziesz zbyt zmęczona na wchodzenie w nowy związek i bardzo samotna. Od dzieci też wsparcia nie będziesz miała, bo zafundowaliście im traumę na całe życie wychowując je w koszmarze.
  • flower82 20.09.13, 12:46
    Beznadziejni Ci faceci, fakt. Ale to nie do końca jest tak jak piszesz, poczytaj statystyki odnośnie dzieci z rozbitych rodzin, o tym jak wygląda procentowo np. wśród przestępców, gwałcicieli itd. To nie jest prosta sprawa, bo statystyki nie kłamią. Ale fakt, nie ważne z kim śpisz, dzieci mają być szczęśliwe, choć do końca tego nie rozumiem...
    --
    pozdrawiam
    flower
  • mia17 19.09.13, 08:49
    a po co tkwiłaś w tym związku tyle lat i urodziłaś dwoje dzieci skoro - jak piszesz - od początku się nie układało...?
    na dobro dzieci to chyba już i tak trochę późno - skoro od 7 lat słyszą kłótnie i wyzwiska... uncertain
  • mayenna 19.09.13, 09:05
    Ja rozumiem to sformułowanie :" dla dobra dzieci". Kłotnie pewnie nie są codziennie, są lepsze momenty i jeszcze nie jest tak tragicznie, żeby podjąć jednoznaczną decyzję.Ekonomicznie, logistycznie i nawet emocjonalnie jeszcze są z tego układu profity.
    Nikt jednak za ciebie, droga autorko, nie podejmie decyzji i słuchanie rad w takiej kwestii też odradzam. Sama musisz się zastanowić jak chcesz żyć, co jest dla ciebie najważniejsze i podjąć decyzję samodzielnie bo tylko ty masz pełen obraz tego co się u ciebie w domu dzieje.
  • asiorex_krk 19.09.13, 11:15
    nikt za Ciebie tej decyzji nie odejmie.. To jest ciężko tak o się rozwieść. Obawy jak najbardziej uzasadnione. Każdy się z nimi mierzy jeśli jest choć trochę myślący. Co do argumentu "dla dobra dzieci" to pytanie gdzie to dobro leży.. U mnie małżeństwo się tak sypało, że po rozwodzie moje dziecko powiedziało że cieszy się że się nie kłócimy już... Tylko ja z tych nie licznych chyba co były jest na poziomie i po rozwodzie jest jak starym dobrym małżeństwie... Co do Twojej sytuacji jeśli Ty i mąż jesteście ludźmi rozsądnymi i do tego chcecie dobra dzieci to się dogadacie. Polecam rozmowę z mężem i wizytę w dobrym ośrodku kryzysowym lub dobrego psychologa. Nam małżeństwa nie uratowało to ale psycholog pozwolił nam parę rzeczy zrozumieć i rozwieść się bez mega awantur. Może na początek sama idź do psychologa że pomógł Ci poukładać Twoje uczucia i obawy?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/bhywgu1rf4a22adt.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/ukdye6ydoe8o45g4.png
  • eluthiena 19.09.13, 13:47
    polecam swoje stare wątki i odpowiedzi na nie, jakby co pisz na priv i trzymaj sięsmile
  • paprykkinia 19.09.13, 13:55
    8kwiatek- jestem w podobnej sytuacji jak Ty, tyle, że męka ta trwa już 9 lat. Mam dość!!! Od półtora roku uczestniczę z "m" w terapii małżeństw..., bez żadnej poprawy, owszem zdarzały się parę razy "normalne" dni, ale żadnych trwalszych pozytywnych efektów, żadnej poprawy. Jak były wyzwiska, przemoc psychiczna, emocjonalna, a także fizyczna, tak jest! Jest tak jak było. Nie mam już sił walczyć o... no właśnie o co...? u mnie nie ma już nic- jedno wielkie g..., w którym tkwię ja i moje dzieci ( syn 7 l. nauczył się już od tatusia jak traktuje się mamę..)
    Dziś mamy kolejne spotkanie terapeutyczne, ale dziś oświadczę, że to koniec.
    Xolernie się boję, co i jak dalej...
    Myślę, że już dawno kopnęłabym w tyłek "m", ale niestety, jestem z dziećmi uzależniona finansowo do "m". Zrezygnowałam z pracy zawodowej, żeby móc sprawować opiekę nad niepełnosprawnym synem. Do tego mamy wspólne mieszkanie na kredyt. Nie wiem czy jest jakiekolwiek wyjście z tego bagna...,takie żeby nie znaleźć się z dziećmi pod mostem...

    pozdrawiam
  • blue_ania37 19.09.13, 14:11
    Powiedzcie dziewczyny, co musi się WYDARZYĆ żebyście przejrzały na oczy?
    Ja rozumiem, że zycie wiele lat z kimś zmienia optykę, ale skoro gdzieś wpisałyście hasło forum i tu się znalazłyście to do jakiś wniosków dochodzicie?
    Życie nie polega na samobiczowaniu.
    Dla dobra dziecka niekiedy się rozwodzi.
    I to najlepsza opcja jaką można zrobić.
    Na kogo chcecie wychować dzieci?
    Na furiatów którzy będą powielać wzorce wyniesione z domu?
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
  • tautschinsky 19.09.13, 16:29
    blue_ania37 napisała:

    > Dla dobra dziecka niekiedy się rozwodzi.

    Pani związek nie zadowala, pani motylków w brzuchu nie czuje.
    Miłość wyfrunęła, jej miejsce zastąpiła żółć. Czy to pana wina, że nie spełnia
    jej oczekiwań? Nie tańczy tak, by jej się chciało? A może ona go też mierzi?
    Ale pani ma pomysł: odbiorę dzieciom ojca, a ojcu dzieci. A co tam, rozwiodę się!
    Ciekaw jestem, z o ile mniejszą łatwością do rozwodzenia się podchodziłyby kobiety,
    gdyby w przypadku tego definitywnego rozstania kwestia tego, z kim będą dzieci,
    nie byłaby taka oczywista?
    Podejrzewam, że w tych, które stawiają dobro dzieci
    nad własne fium-fium i "rozwój duchowy", mniej samolubnie podchodziłyby do
    życia wielu ludzi, którym zamierzają zniszczyć życie. Rozwodzić się, kiedy nie ma
    dzieci, to co innego, kiedy są. Rozwodząc się z mężem taka pani rujnuje życie jemu
    i dzieciom. Jeśli ktoś nie widzi różnicy między byciem ojca w domu na co dzień -
    nawet jeśli nie zajmuje się tymi dziećmi modelowo (czyli jak z reklam: rzuca teczkę,
    i fru na podłogę do syna i układanie klocków), to jest to zasadnicza różnica, której
    nic nie wyrówna. Rozwód jednoznacznie niszczy związek tego, kto zostaje odseparowany od nich i dzieciom, które tracą jedno z rodziców. "Widzenia" 2 godziny na tydzień czy dwa nie sprawdzają się nawet w więzieniu, kiedy ktoś za karę trafia za kratki.



    --
    http://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
    '...bo tak mówi prawo...'
    http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
  • blue_ania37 19.09.13, 16:40
    Ale niestety Tau takie rzeczy się zdarzają i ludzie się rozwodzą.
    Pani nie może na niego patrzeć, pan może też nie może na nią patrzeć.
    Więc mają trwać w tym?
    Mógłbyś być z żoną, której ewidentnie nie trawisz i ona nie trawi Ciebie?
    Z różnych powodów, mniej lub bardziej ważnych.
    Taki związek rodziców dla dzieci też nie jest chyba dobrym rozwiązaniem?
    Tu nie ma dobrych rozwiązań.
    Na pewno dziecko które jest związane mocno z tatą i mamą ma traumę.
    Na pewno ojciec zżyty ze swoimi dziećmi traci coś na zawsze.
    I nie znajdę słów które będę wiedziała, że są na miejscu i słuszne w tym momencie.
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
  • 8kwiatek 19.09.13, 22:14
    co to za ojciec ktory zamiast spedzic czas z dziecmi spedza go przed komputerem. wlasnie taki obraz tatusia maja moje dzieci... nawet do wspolnej zabawy juz go nie zapraszaja bo wiedza ze tatus sie nie zgodzi bo wazniejszy jest komputer.
  • blue_ania37 19.09.13, 22:20
    Ja tylko powtórzę pytanie, jaką ty tu widzisz rodzinę?
    --
    www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
  • 8kwiatek 19.09.13, 22:31
    moje otoczenie doradza mi abym myslala o dzieciach. abym nie podejmowala decyzji zbyt pochopnie. ze dzieci powinny miec ojca... mam 27 lat a nie potrafie podjac zadnej sensownej decyzji. wciaz mam nadzieje ze on sie zmieni, ze zacznie dbac wreszcie o rodzine, ze odetnie sie od swojej matki ktora i tak juz dosc namieszala w moim zyciu. ale z drugiej strony skoro nie poprawil sie przez te 7 lat to moze nie ma sie co ludzic.
  • blue_ania37 19.09.13, 22:34
    Zawsze mozna poczekac jeszcze 7 latsmile
    Nawet 20 lat.
    Pytanie brzmi, co maja dzieci z całej rodziny, on i ty?
    Wy razem i każde z osobna?

    --
    www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
  • mayenna 19.09.13, 22:54
    Rozmawiałaś zz nim spokojnie o tej sytuacji? Czy on chce takiej rodziny? Uwaza, że jest dobrym ojcem? Na czym mu zależy? Porozmawiaj z nim spokojnie.
    Z teściową też bym porozmawiała. Jak ma wpływ na syna to może go trochę wstrząsnąć.
  • 8kwiatek 19.09.13, 23:08
    tesciowa mnie nienawidzi. traktuje mnie jak wroga. podburzala syna przeciwko mnie. ma mi za zle ze jej go zabralam. ucieszylaby sie na wiesc o rozwodzie.
  • mayenna 20.09.13, 07:19
    Porozmawiaj z nią. To jest babcia twoich dzieci. I od tej informacji bym zaczęła: że macie dzieci i jesteście rodzicami. Macie tym dzieciom tworzyć dom i rodzinę, a mąż się nie angażuje. Zobaczysz co ona na to. To tez jest informacja, która moze ci pomóc podjąć decyzję. Na razie to chyba chowasz się za fasadą: wszystko jest ok i nikt nie wie co się dzieje z tobą, do jakich decyzji dojrzewasz.
  • 8kwiatek 20.09.13, 12:38
    poki co to narazie ja stwarzam im rodzine. bo ojciec wiecznie zajety albo niema go wcale. a co do tesciowej to z nia niema sensu rozmawiac. ona jest bezgranicznie zapatrzona w swojego synka. zawsze jemu przyznaje racje. ja sie dla niej wogole nie licze moje dzieci zreszta tez nie.
  • flower82 20.09.13, 12:31
    Wiesz co, ale z drugiej strony, kiedy jesteś w domu z tymi dziećmi, ale jesteś traktowany z pogardą i jak piszesz, tylko ta żółć się wylewa i nic więcej nie ma, to co można zrobić. Czy dzieci będą miały do Ciebie kiedykolwiek szacunek, jeśli ich matka zniszczy w nich Ciebie. To dla mnie nie ma sensu i nie ma sensu wszystko co dzieje się między ludźmi, bo to nie mój sens jest.

    Fakt, ktoś napisał, że Tatuś będzie potulnie siedział i czekał, może sobie coś na boku znajdzie, ale nie odejdzie, bo dzieci. Ale to do niczego nie prowadzi, bo nie zawsze wszystko jest stracone. Chciałbym być mężniejszy, ale jeszcze będę wink
    --
    pozdrawiam
    flower
  • 8kwiatek 19.09.13, 15:31
    wszystko popsulo sie po slubie. bo zanim sie pobralismy to wszystko bylo ok. bylam nim zauroczona a on przy kazdym spotkaniu wyznawal mi milosc. lecz gdy wzelismy slub wszystko uleglo zmianie. zaczelam dostrzegac jaki on jest naprawde. nie dosc ze lubil alkohol to byl mamimsynkiem. ta kobieta stala posrod nas. ja zaczelam schodzic na dalszy plan. liczylo sie tylko to co ona powie. knula przeciwko mnie i obmawiala. a on nie reagowal. wiem ze moglam zakonczyc to duzo wczesniej zanim pojawilo sie drugie dziecko ale chcialam uratowac ten zwiazek i dlatego zdecydowalam sie na kolejne dziecko i nie zaluje tej decyzji bo kocham moje pociechy najmocniej na swiecie. tylko ze miedzy nami jest gorzej. czuje ze ten mezczyzna jest mi zupelnie obcy. stwierdze nawet ze wszystkie uczucia jakie mialam dla niego zniknely. oprocz nienawisci. kiedys go kochalam a dzis nienawidze.
  • blue_ania37 19.09.13, 15:41
    To co mają teraz to jest pełna rodzina, wg Ciebie?
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • 8kwiatek 19.09.13, 15:47
    w sumie to nie, bo to ja zajmuje sie dziecmi 24 h na dobe. i tak bylo od samego poczatku. sama wszystko robie.( kapie, ucze, gram w pilke z synem, nauczylam go jezdzic rowerem, czytam itd.).
  • blue_ania37 19.09.13, 15:49
    To jaką mają całą rodzinę?
    Mają dwóch kłócacych się rodziców.
    Jakaś pani jeszcze w tle, jakiś alkohol.
    Jaka to cała rodzina?
    Są męskie portki w łazience do prania i maszynka do golenia.
    To masz a nazywasz to rodziną.
    A
    --
    www.youtube.com/watch?v=YErXozSHW9w
  • mayenna 19.09.13, 19:36
    8kwiatek napisał(a):

    > w sumie to nie, bo to ja zajmuje sie dziecmi 24 h na dobe. i tak bylo od samego
    > poczatku. sama wszystko robie.( kapie, ucze, gram w pilke z synem, nauczylam g
    > o jezdzic rowerem, czytam itd.).
    Czyli już jesteś sama. To oprócz finansów do czego on ci jest potrzebny? A jemu do czego potrzebna jest rodzina?
    Porozmawiaj z nim tak spokojnie, bez pretensji, raczej o tym jak on się widzi w rodzinie, jaką rolę sobie przypisuje, czego chce i jak to dalej widzi.Będziesz miała obraz tego jak to wygląda i czy da się naprawić. Bez jego woli współpracy nic nie zmienisz. Tylko nie występuj z pozycji 'ty jesteś winien', raczej mów, że macie problem, wspólny do rozwiązania.Może taka rozmowa pomoże podjąć decyzję.
  • zmeczona100 19.09.13, 16:03

    Myślę, że już dawno kopnęłabym w tyłek "m", ale niestety, jestem z dziećmi uzal
    > eżniona finansowo do "m"

    Dziś mamy kolejne spotkanie terapeutyczne, ale dziś oświadczę, że to koniec.
    > Xolernie się boję, co i jak dalej..

    Mam nadzieję, że się zabezpieczyłaś finansowo albo jednak jeszcze nie oświadczyłaś, że to koniec... Przemoc finansowa po takim oświadczeniu to NORMA; wyjątki się zdarzają, ale z tego, co opisujesz, na wyjątek nie liczyłabym.

    --
    Morale nizin społecznych staje się moralnością ogólnie przyjętą. Ideałem i wzorem postępowania staje się osoba o moralności i osobowości stułbi modrej. By Mayenna
  • flower82 20.09.13, 12:48
    A co nazywasz przemocą finansową, że Pan się zabierze i zajmie się sobą wykorzystując do tego zarabiane pieniądze? Jeśli rozwód będzie z jego winy to Pani będzie w jakimś stopniu zabezpieczona.

    8kwiatek - bierz się w garść, zbierz dowody, załóż sprawę i czekaj.
    --
    pozdrawiam
    flower
  • flower82 20.09.13, 17:56
    Prawdziwa miłość...

    Uczucie, rozpala w nas wszystko
    Przynosi radość, w deszczowe dni
    Czasem, gdy śnisz
    Błękitne przynosi sny
    Potem znów, dyskretnie
    Sprawia że się boisz, że drżysz
    Trwa, wydaję się na zawsze
    Myślisz, to to, wreszcie
    Potem, ukradkiem umiera
    Smutek doskwiera, wielki brak
    Tak ulotne, nieuchwytne tak...

    Inaczej miało być,
    Miałaś śnić, nie obudzić się
    Trwały miał być sen,
    A sprowadził na ziemię,
    Smutek zostawił i ból.

    Ale nie poddasz się, nie odmienisz jej
    Taka już jest, zdradliwa
    Czasem złośliwa, upadła
    Ale, pamiętaj
    Nie była prawdziwa.

    --
    pozdrawiam
    flower
  • 8kwiatek 20.09.13, 20:33
    moja prawdziwa nie byla i dlatego teraz tak boli.
  • kimonabike 20.09.13, 20:36
    Kwiatek,

    rozwiedź się i pokochaj siebie.

    Pozdrawiam,
    K.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.