Dodaj do ulubionych

Szacunek podczas i po rozwodzie

19.01.14, 22:50
Czy udało się Wam podczas rozwodu traktować siebie z szacunkiem, przeprowadzić rozwód spokojnie, czy zamienił się w wojnę? A jak ze stosunkami porozwodowymi? Co ma na nie największy wpływ, co jest największą trudnością?

U nas podczas rozwodu był rollercoaster emocjonalny, ja żyłam w lęku, że eks będzie utrudniał, a eks żył w poczuciu winy, który co 2-gi dzień zmieniał mu się w ataki agresji. Ciężko było. Ale finalnie, tuż przed wyciszyło się i rozwiedliśmy się - paradoks - wspierając się nawzajem w tym dniu i oboje klnąc na durny system prawny w Polsce. Żadne z nas nie wycięło numeru, nie podłożyło nogi drugiemu, a oboje mieliśmy czym zaszarżować i przeciągnąć to na lata. Po rozwodzie zadzwoniłam do eksa i podziękowałam mu za to, że poszło na jednej rozprawie, on też mi podziękował. W całym tym rozwodowym bagnie to była jakaś iskierka nadziei, że coś się z naszej relacji ocaliło.

A porozwodowo...świeżo jeszcze jest, ale eks miał napady szału, musiałam spotykać się z adwokatem, mimo że formalności były za nami, obstawiać wiedzą, co mogę, czego nie (wobec jego histerycznych i agresywnych teorii). Pierwsze 2-3 miesiące były ciężkie, teraz jest coraz lżej z miesiąca na miesiąc. Wciąż jednak dla mnie największą trudnością jest pogodzenie się z tym, że jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu...niemniej w głowie mi się to nie mieści i potrafię zasypać go pretensjami, co z tego, że słusznymi. Też pracuję nad tym, żeby wyluzować.

Ciekawa jestem, jak będzie za rok, kilka lat...jak będę myślała, co czuła, jak to oceniała...?
Jak było i jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • mia17 20.01.14, 09:45
    nam udało się rozwieźć spokojnie.
    nie wiedziałam, czego się spodziewać - jak się eks zachowa (pomimo faktu, że to on wszystko zepsuł). bałam się o wiele rzeczy, ale okazało się, że niepotrzebnie.
    daliśmy radę rozstać się jak kulturalni ludzie. po tym, czego się naczytałam i nasłuchałam przed rozwodem o rzeczach, jakie się dzieją na sali sądowej i co potrafią wyrabiać ludzie - włos mi na głowie stawał. ale udało się i wszystko odbyło się bez szarpania.
    mnie zależało, abyśmy nie darli kotów ze względu na dziecko. żeby pozostać mimo wszystko sobą, nie przeobrazić się w bestię, zaślepioną złością. bywały chwile, kiedy miałam ochotę strzelić go na odlew łopatą, ale nie zrobiłam tego. emocje buzowały, ale nie przekroczyłam linii.
    teraz nasze relacje są poprawne. niestety, musimy utrzymywać ze sobą kontakty ze względu na dziecko - to jest dla mnie trudne, bo najchętniej wymazałabym go z mojego zeszytu.
    ale - nie da się. jest córka, która go kocha i koniec tematu.
    potrafimy ze sobą rozmawiać - ale na tematy związane z dzieckiem. nie interesuje mnie nic ponadto. nie pytam nigdy, co u niego słychać, co słychać u naszych kiedyś wspólnych znajomych, itp. nie poruszam żadnego tematu nie związanego z dzieckiem. on na początku pytał, co u mnie - ale nie byłam zbyt wylewna i przestał się pytać.
    nie wiem, jak będzie za parę lat. liczę na to, że moja złość do niego minie i będę potrafiła traktować go bez emocji. złych.
  • mia17 20.01.14, 09:45
    "rozwieść" miało być oczywiście... smile
  • asiorex_krk 20.01.14, 12:04
    U nas początek był ciężki, eks straszył prokuratorem, kuratorem, policją, czego się bałam bo ma ich w rodzinie.. Ale potem moja adwokat mnie jakoś nastawiła "a niech próbuje to nie takie proste" a i psychologowie do których chodziliśmy załagodzili sprawę, powoli złe emocje wygasały, w dniu rozwodu było już spokojnie, a po poszliśmy ze świadkiem i nim na kawę. Może dlatego że jeszcze przed sprawą udało nam się nawzajem pokazać że nie chodzi o to żeby sobie nawzajem dopiec, ale o to aby zakończyć nie udany związek i zminimalizować traumę dziecka. Po 7 latach mogę powiedzieć że życzę każdemu takiej eks żony i takiego eks męża wink Owszem czasem się pokłócimy bo mamy różne poglądy i podejście do wychowania, ale zawsze się dogadujemy, czasem sobie utniemy pogawędkę telefoniczną jak starzy dobrzy znajomi. Plan wychowawczy dawno poszedł w odstawkę, robimy tak aby dziecku było dobrze a i nam nie robiło na złość. BO czy nie lepiej czasem przesunąć o tydzień spotkanie, jeśli ojciec z jakichś przyczyn nie może? Bo czy nie warto pozwolić dziecku zostać dłużej jeśli tego chce a jest możliwość? Wiem że w kwestii dziecka mogę na eksa liczyć w każdej dziedzinie. Córka już nastolatka więc teraz ona decyduje kiedy, z kim i co..
  • zabapo11 20.01.14, 16:55
    My jeszcze w trakcie rozwodu, ale jest dziwnie. Przez pierwsze 3 miesiące relacje były fatalne, bo nie mogłam się pogodzić, ciągłe kłótnie i nerwy, zero szacunku z obu stron. Teraz jest tak, że ja jestem już totalnie obojętna, a mąż zachowuje się, jakby nic się nie zmieniło (omawiamy sprawy domowe/dzieci, naprawy AGD itp.). Można chyba powiedzieć, że jest dobrze, bo nikt się nie miota. Spokojnie ustalamy kwestie organizacyjne na po rozwodzie. Zobaczymy jak będzie dalej.
  • eicron 21.01.14, 06:09
    amsterdamska_mgla napisała:

    > ące były ciężkie, teraz jest coraz lżej z miesiąca na miesiąc. Wciąż jednak dla
    > mnie największą trudnością jest pogodzenie się z tym, że jemu wystarcza jakiś
    > tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu...niemniej w gło

    Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci?

    > wie mi się to nie mieści i potrafię zasypać go pretensjami, co z tego, że słusz
    > nymi. Też pracuję nad tym, żeby wyluzować.

    Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 07:45
    Eicron, będziemy się bawić w analizę mojego małżeństwa? wink jeśli chcesz...

    > Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowiednim oj
    > cem dla dzieci?

    Skąd taki wniosek? Piszę o rozwodzie, nie o małżeństwie. Najważniejsze PO ROZWODZIE jest dla mnie to, żeby mój były mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci.

    Niemniej kiedy małżeństwo zmienia się w rodzinę, czy nie uważasz, kompletnie abstrahując od mojego wpisu, że stosunek do obowiązków wobec wspólnego potomstwa jest niezmiernie ważny? I że jeśli coś małżeństwu szwankuje w tym obszarze, rzutuje to na więź między małżonkami?

    > Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?

    Ciekawa wizja ojcostwa.... wink ujęta w nawias postanowieniami sądu....
    W sumie wywiązuje się. Zabiera dzieci 4 dni w miesiącu i sadza je przy tablecie. Zabiera dzieci na swoją część wakacji i wkłada w ręce swojej mamy, by zajmowała się od rana do wieczora, a sam siada do komputera a wieczorem urywa się na imprezkę z przyjaciółmi. Masz rację, wywiązuje się, sąd nie określił przecież jakości spędzanego czasu, a jego wymiar...niepotrzebnie się czepiam, czyż nie? wink
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 08:18
    I dojaśnię, skoro już analiza mojego rozwodu leci wink pisząc o tym, co było przyczyną rozwodu (pisałam już o tym w sąsiednim wątku) mam na myśli to, że eks znudził się rodziną i ojcostwem jako czymś, co ogranicza mu wolność i luz w życiu, możliwość wysypiania się, imprezowania itp. Taka była jego decyzja co do rodziny, którą założył jako dorosły człowiek i dzieci, które świadomie i planując zaprosił na ten padół łez wink
  • eicron 21.01.14, 21:37
    amsterdamska_mgla napisała:

    > Eicron, będziemy się bawić w analizę mojego małżeństwa? wink jeśli chcesz...

    Tylko tego, co sama o nim napisałaś smile

    > > Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowied
    > nim ojcem dla dzieci?
    >
    > Skąd taki wniosek? Piszę o rozwodzie, nie o małżeństwie. Najważniejsze PO ROZWO
    > DZIE jest dla mnie to, żeby mój były mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci.

    Napisałaś: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu.

    Rozumiem, gdybyś jako przyczynę rozwodu podała np. że nie otrzymywałaś od exa żadnego wsparcia czy pomocy przy dzieciach, ex krzywdził dzieci, nie mogliście się dogadać w sprawie wychowania dzieci czy też, że zaczął uciekać z domu po urodzeniu się dziecka, ale stwierdzenie, że rozwiodłaś się, bo źle oceniałaś jego ojcostwo brzmi dla mnie niedorzecznie. Stąd to pytanie. Wydaje mi się, że ludzie rozwodzą się z powodu spraw, które są dla nich w małżeństwie najważniejsze.

    > Niemniej kiedy małżeństwo zmienia się w rodzinę, czy nie uważasz, kompletnie
    > abstrahując od mojego wpisu
    , że stosunek do obowiązków wobec wspólnego pot
    > omstwa jest niezmiernie ważny? I że jeśli coś małżeństwu szwankuje w tym obszar
    > ze, rzutuje to na więź między małżonkami?

    Małżeństwo to już rodzina smile I zgadzam się z Tobą, że stosunek do obowiązków wobec dzieci jest bardzo ważny. Zawsze to rzutuje na relacje między małżonkami. Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzieciach. To dwie zupełnie inne sprawy.

    > > Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?
    >
    > Ciekawa wizja ojcostwa.... wink ujęta w nawias postanowieniami sądu....

    Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dziećmi?

    Poza tym dzięki ustaleniu sądowemu kontaktów z dziećmi wszyscy zainteresowani wiedzą kiedy dzieci spędzają czas z ojcem. Zwłaszcza dla dzieci taka przewidywalność jest ważna.

    Ponadto sądowe ustalenie kontaktów uniezależnia je od stanów emocjonalnych obojga rodziców i "niechcemisi" wink

    Oczywiście jak ktoś się uprze to i tak nie będzie ich przestrzegał, ale to inna sprawa.

    > W sumie wywiązuje się. Zabiera dzieci 4 dni w miesiącu i sadza je przy tablecie
    > . Zabiera dzieci na swoją część wakacji i wkłada w ręce swojej mamy, by zajmowa
    > ła się od rana do wieczora, a sam siada do komputera a wieczorem urywa się na i
    > mprezkę z przyjaciółmi. Masz rację, wywiązuje się, sąd nie określił przecież ja
    > kości spędzanego czasu, a jego wymiar...niepotrzebnie się czepiam, czyż nie? wink

    Oczywiście że nie potrzebnie się czepiasz smile To jest jego prywatna sprawa - dopóki się wywiązuje z postanowień i nie stwarza zagrożenia dzieci. Jeśli chodzi o "jakość" kontaktów to wybacz, ale to nie Ty jesteś od jej oceny tylko dzieci. One go w przyszłości za to podsumują. I może być to osąd bardzo surowy. Obcego faceta będziesz pouczać? wink
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 22:43
    eicron napisał:

    >ale stwierdzenie, że rozwiodłaś się, bo źle oceniałaś jego
    > ojcostwo brzmi dla mnie niedorzecznie. Stąd to pytanie.

    Eicron, rozumiem, ale już Ci to powyżej dojaśniłam. Spróbuję może jeszcze raz. Ale też i proszę Cię o przeczytanie uważnie moich dojaśnień powyżej, bo przecież bez sensu jest, żebym kopiowała swoje poprzednie słowa.

    Piszę, że tym, co wpływa na moje emocje porozwodowe jest wciąż bunt i niezgoda na to, że mojemu eks mężowi wystarcza kawałek ojcostwa. Mówiąc po ludzku: nie tak miało być, nie na to się umawialiśmy wink jestem świeżo po rozwodzie, więc się to we mnie kłębi i boli. Wiesz, moje dzieci "miały" mieć cudownego, zaangażowanego ojca - na to się on ze mną umawiał, to deklarował...więc boli. Bo to moje dzieci i je kocham. I czasem po rozwodzie się wściekam i czasem za mocno i wciąż nad tym pracuję. Jeszcze nie umiem tego olać, ani się z tym pogodzić. No, tyle psychoanalizy porozwodowej wink
    A pytasz, myślę, że nie zrozumiawszy mojej wypowiedzi (nic dziwnego, to tylko forumowa konwersacja) o ten kawałek: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu. mojej wypowiedzi. Myślę, że zakładasz, że ja złożyłam z tego powodu pozew, że "o to się rozwiodłam" . A to kompletnie nie tak. Ja piszę o tym, co już uwywnętrzniałam na forum - że eks pewnego dnia uznał, że rodzina i obowiązki wobec niej i wysiłek wokół dzieci są obciążeniem, kolidującym mu z wolnością, niezależnością, piciem i imprezowaniem i że nie chce tego dalej w swoim życiu. Potem zaczął się wielomiesięczny proces rozpadu, który już z grubsza opisywałam w wątkach, pozwól, że nie będę forumowiczów zamęczać historią jakich wiele wink A to, że finalnie pozew złożyłam ja, a nie on, to tylko kwestia niezborności życiowej eksa. Całe wspólne życie go holowałam, motywowałam, byłam jego pamięcią zewnętrzną i załatwiałam za niego. Załatwiłam i to, bo on miał pomysł, że będzie mieszkał osobno, żył jak singiel a formalnościami się nie zajmie.

    >exa żadnego wsparcia czy pomocy przy dzieciach, ex krzywdził dzieci, nie mogliście się dogadać w sprawie wychowania dzieci czy też, że zaczął uciekać z domu po urodzeniu się dziecka

    To też się jakoś działo, poza krzywdzeniem, dzieci (krzywdził mnie); ale nie ww takiej skali, by być dla mnie motywacją do rozwodu wówczas. Motywowało mnie to do pracy nad małżeństwem, do podjęcia terapii małżeńskiej. Za wszelką cenę chciałam ratować małżeństwo i rodzinę.

    I jeszcze jedno - ja nie uznaję takich zwrotów jak "pomoc przy dzieciach" jeśli mówimy o wspólnych biologicznie dzieciach, w opcji, że oboje pracujemy na dom i mamy obowiązki zawodowe. Nie uznaję też zwrotu "mąż pomaga mi w sprzątaniu domu" - dzieci i dom są wspólne i o ile nie jest to sytuacja, że jedno zarabia a drugie jest gospodynią/gospodarzem na wychowawczym, to robi się to wspólnie. Pomóc przy dzieciach może mi moja siostra, jeśli ma chęć. Pomóc w domu może moja mama, jeśli ma kaprys, bo czasem do mnie wpada i coś np. zmyje. Ja jej o to nie proszę, ona chce pomóc, ja jej dziękuję. Ale to nie jest ich obowiązek. A dzieci i wspólny dom to jest obowiązek i kobiety i mężczyzny. Tak o tym piszę, bo widzę, że często używasz takich zwrotów, np tu:
    > Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzieciach
    > . To dwie zupełnie inne sprawy.

    Ja się kompletnie z takim pojmowaniem świata nie zgadzam. No ale to ja. I kupa kobiet wink

    > Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dziećmi?

    Akurat ojcu moich dzieci niczego nie trzeba zabezpieczać, bo ja mu niczego nie odmawiam. Nie chodziło mi jednak o negowanie zasądzania kontaktów, ale o to, że dobry ojciec to nie jest ojciec "od - do", jak mu sąd wyznaczył.
    Ale też uczciwie muszę przyznać,że mój eks się na razie miota - między wdupiemieniem i nie wychylaniem się poza wyznaczony sądowo rytm kontaktów a napadami tęsknoty i szukaniem większej ilości kontaktu - na co się zgadzam zawsze, jeśli to nie koliduje z moimi planami, a zgadzam się często. Dla dobra dzieci. Czas pokaże, w którą stronę mu się to wahnie.

    > Oczywiście że nie potrzebnie się czepiasz smile To jest jego prywatna sprawa - do
    > póki się wywiązuje z postanowień i nie stwarza zagrożenia dzieci. Jeśli chodzi
    > o "jakość" kontaktów to wybacz, ale to nie Ty jesteś od jej oceny tylko dzieci.

    A widzisz, dla mnie oczywiste jest, że ja mam "się czepiać". Mam wręcz obowiązek oceniać jakość kontaktu moich dzieci z przeróżnymi osobami - wychowawcami, członkami rodziny, sąsiadami, drużynowymi w harcerstwie etc. Nie po to, by zawłaszczać i sprawować kontrolę ponad wszystko, ale by być czujną na to, co może szkodzić dziecku, to chyba jasne, to robi każdy przytomny rodzic.
    I to nie jest prywatna sprawa eksa, to jest też sprawa osobista moich dzieci, a jako że są niepełnoletnie, leży w orbicie mojego zainteresowania. Właśnie dlatego, że taki kontakt potencjalnie może krzywdzić emocjonalnie dzieci, zubażać ich psychikę - a to dla mnie wiele znaczy, bo to MOJE dzieci i chyba nie jest dziwne, że chciałabym, by czuły się ważne i dobrze zaopiekowane, a nie by czuły, że ich tata odbębnia kontakty. Bo przecież to ma wpływ na kształtowanie się ich osobowości, poczucia własnej wartości, samoakceptacji etc.

    > One go w przyszłości za to podsumują. I może być to osąd bardzo surowy.

    Niestety, podsumowują już dziś sad dziecko gorączkując i wymiotując w nocy przyznaje, że zjadło za dużo słodyczy na przedszkolnym przyjęciu, na które poszedł jako gość tata "bo mamusiu, tata wcale na mnie nie patrzył, wcale nie zwracał uwagi, tylko grał i grał na swoim telefonie, jak zawsze" sad Więc się wściekam uncertain I jestem bezradna i to mnie jeszcze bardziej wkurza. To chyba zrozumiałe....

    Ok, dość o moim małżeństwie, o reszcie mogę pogadać na żywo przy piwie wink
  • eicron 22.01.14, 19:46
    amsterdamska_mgla napisała:

    > A pytasz, myślę, że nie zrozumiawszy mojej wypowiedzi (nic dziwnego, to tylko f
    > orumowa konwersacja) o ten kawałek: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostw
    > a, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu.
    mojej wypowiedzi. Myślę, że za
    > kładasz, że ja złożyłam z tego powodu pozew, że "o to się rozwiodłam" . A to ko
    > mpletnie nie tak. Ja piszę o tym, co już uwywnętrzniałam na forum - że eks pewn

    I teraz wszystko jasne smile

    > I jeszcze jedno - ja nie uznaję takich zwrotów jak "pomoc przy dzieciach" jeśli
    > mówimy o wspólnych biologicznie dzieciach, w opcji, że oboje pracujemy na dom
    > i mamy obowiązki zawodowe. Nie uznaję też zwrotu "mąż pomaga mi w sprzątaniu do
    > mu" - dzieci i dom są wspólne i o ile nie jest to sytuacja, że jedno zarabia a
    > drugie jest gospodynią/gospodarzem na wychowawczym, to robi się to wspólnie. Po

    Ten przypadek urlopu wychowawczego zmienia wszystko smile Zwrotu "pomoc przy dzieciach" używała często moja ex. Zresztą taka sytuacja miała potem niespodziewane konsekwencje po rozwodzie wink

    > > Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzi
    > eciach. To dwie zupełnie inne sprawy.
    >
    > Ja się kompletnie z takim pojmowaniem świata nie zgadzam. No ale to ja. I kupa
    > kobiet wink

    No widzisz, nie u wszystkich jest tak samo. Pozostaje tylko pozazdrościć Twojemu ex wink To jednak dyskusja nie na publiczne forum. Zwłaszcza że zaczyna to przypominać raczej "rozwód...a co przedtem?" wink

    > > Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dz
    > iećmi?
    >
    > Akurat ojcu moich dzieci niczego nie trzeba zabezpieczać, bo ja mu niczego nie
    > odmawiam. Nie chodziło mi jednak o negowanie zasądzania kontaktów, ale o to, że
    > dobry ojciec to nie jest ojciec "od - do", jak mu sąd wyznaczył.

    Nie u każdego jest tak jak piszesz. Zdarzyło się, że musiałem wykazać stanowczość, aby kontakty wyegzekwować. Zdarzyło się też, że próba kontaktów poza ustalonym terminem została wykorzystana przez ex przeciwko mnie. Stąd ustalenie konkretnych terminów jest dla mnie korzystne. Poza tym nie mam nigdy problemów z natychmiastową odpowiedzią na pytania dzieci typu: z kim spędzamy najbliższe święta, z kim spędzamy ferie zimowe, z kim spędzamy wakacje. Myślę, że dla dzieci to jest ważne.

    > Ale też uczciwie muszę przyznać,że mój eks się na razie miota - między wdupiemi
    > eniem i nie wychylaniem się poza wyznaczony sądowo rytm kontaktów a napadami tę
    > sknoty i szukaniem większej ilości kontaktu - na co się zgadzam zawsze, jeśli t
    > o nie koliduje z moimi planami, a zgadzam się często. Dla dobra dzieci. Czas po
    > każe, w którą stronę mu się to wahnie.

    Pozostaje mieć tylko nadzieję, że będziesz miała dobrego exa smile

    > A widzisz, dla mnie oczywiste jest, że ja mam "się czepiać". Mam wręcz obowiąze
    > k oceniać jakość kontaktu moich dzieci z przeróżnymi osobami - wychowawcami, cz
    > łonkami rodziny, sąsiadami, drużynowymi w harcerstwie etc. Nie po to, by zawłas
    > zczać i sprawować kontrolę ponad wszystko, ale by być czujną na to, co może szk
    > odzić dziecku, to chyba jasne, to robi każdy przytomny rodzic.

    Niezupełnie. Przeróżnych osób które wymieniłaś nie można porównywać z ich ojcem. One nie mają do nich żadnych praw poza tymi, które sama ustalasz i kontrolujesz. W przypadku ojca to on te prawa ma i tylko sąd może mu je zabrać w ekstremalnych sytuacjach.

    > I to nie jest prywatna sprawa eksa, to jest też sprawa osobista moich dzieci, a
    > jako że są niepełnoletnie, leży w orbicie mojego zainteresowania. Właśnie dlat
    > ego, że taki kontakt potencjalnie może krzywdzić emocjonalnie dzieci, zubażać i
    > ch psychikę - a to dla mnie wiele znaczy, bo to MOJE dzieci i chyba nie jest dz
    > iwne, że chciałabym, by czuły się ważne i dobrze zaopiekowane, a nie by czuły,
    > że ich tata odbębnia kontakty. Bo przecież to ma wpływ na kształtowanie się ich
    > osobowości, poczucia własnej wartości, samoakceptacji etc.

    Obawiam się, że choćbyś nie wiadomo jak się czepiała exa to i tak nic to nie da. A nawet spodziewałbym się efektu odwrotnego niż w przypadku gdybyś po prostu zostawiła go w spokoju.

    > Niestety, podsumowują już dziś sad dziecko gorączkując i wymiotując w nocy przy
    > znaje, że zjadło za dużo słodyczy na przedszkolnym przyjęciu, na które poszedł
    > jako gość tata "bo mamusiu, tata wcale na mnie nie patrzył, wcale nie zwracał u
    > wagi, tylko grał i grał na swoim telefonie, jak zawsze" sad Więc się wściekam uncertain
    > I jestem bezradna i to mnie jeszcze bardziej wkurza. To chyba zrozumiałe....

    To akurat tak smile Pewnie tata potrzebuje edukacji w zakresie odżywiania dzieci wink

    > Ok, dość o moim małżeństwie, o reszcie mogę pogadać na żywo przy piwie wink

    Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic to jest to nawet możliwe wink
  • tricolour 21.01.14, 09:15
    ... z szacunkiem wyrażonym respektowaniem próśb ex.

    Nikt z nas nie miał materiału na szarże i go nie organizował, nie zbierał haków na wydłużanie procesu, nie radził się prawników, nie zachowywał agresywnie, nie miał napadów szału. Były dwie sprawy, wykazano moją winę, ustaliliśmy alimenty i już. No, to był zwyczajny proces po paru latach rozstania. Zwyczajny, nie znakomity, ale mniejsza z określaniami błagalnie reperującymi zdeptane rozwodem ego...

    Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosimy odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ ex nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowocował tym, że córka nie jest moją rodziną.

    Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Twoje dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego czasu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalność i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomieszkiwaniem są iluzją.
  • mia17 21.01.14, 10:51
    a mnie się wydaje, że niekoniecznie masz rację.
    uważam, że kontakty - nawet te rzadkie, typu 2 razy w miesiącu - są dziecku potrzebne. potrzebna jest świadomość, że ma ojca - nawet jeśli się z nim nie spotyka zbyt często. nie mówię tutaj o spotkaniu np. raz na rok - ale o regularnych wizytach.
    wydaje mi się, że sama świadomość, że może do niego zadzwonić, może o nim opowiedzieć w p-kolu/szkole, może go zaprosić na występ z okazji Dnia Ojca - to dla dziecka dużo. dla dziecka, które musi pogodzić się niestety z sytuacją, że mieszka z jednym z rodziców i nie może mieszkać z obojgiem.

  • luciva 21.01.14, 12:55
    Kontakty nie się ustaliły, tylko Ty tak ustaliłeś bo zgodziłeś się na to.
    Czemu nie inaczej?
    Bo eks nie chciała Cię widzieć? to akurat naturalne, a Ty tak w podskokach się podporządkowałeś?
    Oto mamy ojca, który w praktyce właśnie tak walczy o dziecko.
    hehehehe
    To jest proste - ona nie chce mnie widzieć, ona coś tam...trudno...umywam rączki, mnie to już nie dotyczy.
    tryb zycia niczego nie narzuca, sposób spędzania czasu narzuca tryb zycia, zatem z kontaktami bardziej czestymi po prostu byłby inny tryb życia - a tryb życia zawsze można zmienić, ustalając sobie w zyciu priorytety
    Uwielbiam jak ludzie posługują się tego typu dyplomacją, żeby chyba przed samym sobą się wytłumaczyć
    Zatem - to przez Ciebie Twoja córka nie jest Twoją rodziną. Bardzo jej współczuję, że ojciec takie rzeczy wypisuje.
    Przypadkiem nie dzwoń do niej na starość, gdy będziesz potrzebował pomocy, bo może będziesz sam. wszak i z obecną zoną rozwieść się możesz.

    > Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Two
    > je dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego cz
    > asu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalnoś
    > ć i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomies
    > zkiwaniem są iluzją.

    To jest absolutna nieprawda, i piszę to jako córka rozwiedzionych rodziców, ale takie podejście w łatwy sposób pozwala aby nic nie gniotło w sumieniu.
  • blue_ania37 21.01.14, 13:18
    A ja myślę paradoksalnie, że Tri ma rację.
    Emocje rozwodowe są różne.
    My jako kobiety oceniamy to często inaczej bo zostajemy z dziećmi i wymagamy, żeby oni myśleli tak jak my chcemy.
    A oni tak nie myślą.
    Im szybciej się to zaakceptuję tym szybciej te emocje normalnieją.
    Ja sobie nie wyobrażam życia bez młodego i chciałabym, żeby też tak czuł jego ojciec.
    A on ma się świetnie widując dziecko wtedy kiedy widuję.
    Nie tęskni za tym, aby młodego widzieć codziennie i nie wylewa łez w poduszkę.
    Zaakceptowanie tego było trudne ale to pozwoliło mi zaakceptować jego niedzielne kontakty i nie oceniania ich.

    --
    www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
  • luciva 21.01.14, 13:49
    Ale Twój syn ma ojca i ma świadomość, że ten ojciec jest i spotyka się (już nieważne jak często).
    Czy gdyby jego ojciec wcale nie spotykał się też pisałabyś tak samo?
    Co powiedziałby Twój syn za x lat?
  • blue_ania37 21.01.14, 14:04
    Jego ojciec nie spotykał się z nim przez półtora roku, bo miał takie emocje po rozwodowe.
    Mogłam albo to zaakceptować albo złorzeczyć na świat i niego.
    Wiem co to znaczy jak dziecko nie ma kontaktu z rodzicem.
    Zdaję sobie sprawę też w jakim ja byłam stanie i nie byłam w stanie być kulturalna i wzbijać się ponad siebie dla dziecka jakby to nie zabrzmiało poprawnie.
    Musiałam ochłonąć i jego ojciec też.
    W tym momencie nie mam z nim problemów ale też dlatego że każdy w pojedynkę zmierzył się z tymi uczuciami.
    Minął czas zmieniłam się ja zmienił się on.
    Ale będę zawsze myśleć, że nie mam prawa wymagać od niego takiego myślenia jak ja mam.
    Mój syn i tak oceni czy będzie się z nim spotykał czy nie.
    Ale zgadzam się że budowanie sztucznej przestrzeni rodzinnej jest sztuczne.
    Takie czepianie się bo on musi......
    Dziecko za 10 lat może powiedzieć, że zmuszanie go do sztucznych kontaktów było dla niego trudne i co wtedy powiem?
    Akceptuję obecność pana taty w moim życiu i akceptuję jeśli postanowi to zmienić.
    Nie wymagam aby myślał jak ja.
    Ja rzucę się za młodym w ogień a on tego nie musi czuć i nie ma obowiązku.
    Bo on nie jest mną i myśli po swojemu.
    Życie nas oceni i przyszłość kto i co zrobił źle ale wszelkie zmuszanie do kontaktu kiedy ludzie nie mogą na siebie patrzeć jest nieporozumieniem.
    Wszelkie sądowe przestrzeganie musisz i koniecznie.
    Jest śmieszne.
    Wolę bezpośredniość Tri niż gadanie o przestrzeganiu kontaktów sądowych.
    Bardziej prawdziwe

    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 22:47
    Blue_ania, ciekawa jest dla mnie Twoja wypowiedź, ale jednego nie rozumiem - o jakim "zmuszaniu" piszesz, w jakim kontekście?
    I wiesz, uderzyło mnie jeszcze jedno - piszesz, że eks musiał porozwodowo ochłonąć. Ok, trudno, ale co wtedy działo się z emocjami dziecka? Nie tęsknił, nie cierpiał? Dla mnie to niewyobrażalne - postawić swoje ego ponad potrzebami emocjonalnymi dziecka i rozwalić mu poczucie bezpieczeństwa sad
  • eicron 21.01.14, 21:47
    blue_ania37 napisała:

    > My jako kobiety oceniamy to często inaczej bo zostajemy z dziećmi i wymagamy, ż
    > eby oni myśleli tak jak my chcemy.
    > A oni tak nie myślą.

    Niesamowite. Ktoś na tym forum to zauważył. I to w dodatku kobieta! No po prostu szok wink

    > Nie tęskni za tym, aby młodego widzieć codziennie i nie wylewa łez w poduszkę.

    Abstrahując od Twojej sytuacji - gdyby którykolwiek ojciec po rozwodzie tak się zachowywał, jego eks nigdy by się o tym nie dowiedziała.
  • blue_ania37 21.01.14, 21:51
    Masz rację bym nie wiedziała.
    Więc tym samym chylę czoła przed tymi którzy umieją to ukrywać.
    Ale wiem, że każdemu człowiekowi potrzeba wolności i ocenianie kogoś swoją miarą nie ma sensu.
    I to moja nauka po rozwodowasmile
    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • tricolour 21.01.14, 14:08
    ... skoro dla ciebie istnieje takie pojęcie jak walka o dziecko.

    O dziecko się nie walczy. Dziecko się kocha i zapewnia stabilizację oraz poczucie bezpieczeństwa w takich warunkach, na jakie nas stać. Nie walką, by zaspokoić własne ambicje tylko staraniem o jakość życia dziecka. Czasem to wymaga machnięcia ręką (z bólem) na własne wyobrażenia i standardy. Nie chodzi tu o lenistwo, umywanie rąk czy tryb życia tylko realne ograniczenie.

    Ale rozumiem, że bardzo byś się cieszyła gdybym pisał o walce o dziecko do upadłego, o wojnie na noże z eks i rozlewie krwi. To takie romantyczne by było...

    PS. Gdy piszę, że moja córka nie jest moją rodziną, to takie rozedrgane posty jak Twój, świadczą tylko o Twoim własnym problemie, którego nawet nie próbujesz nazwać.
  • blue_ania37 21.01.14, 14:09
    Starzeję się Tri bo się z tobą zgadzamsmile

    --
    www.youtube.com/watch?v=zFwaRmpzvjo
  • luciva 21.01.14, 14:28
    Hm, dobrze wszyscy tu wiemy, że walka o dziecko to poijecie umowne - nikt nie ma na myśli rozlewu krwi, przynajmniej ja nie, bo nawet nie miałam z czyms takim do czynienia.
    Moje posty nie są rozedrgane i dobrze wiem o czym piszę, a problemu nie mam, przynajmniej w tym zakresie.
    Śmiem twierdzić, ze blue_ania do końca nie wie o czym piszemy, a przynajmniej nie do końca zrozumiała, co ja miałam na myśli.

    Dobrze, można więc usnuć termin - starania o więź z dzieckiem, jak chcesz.
    ty tego nie chciałeś, nie chciało Ci się starać, bo być może wymagało więcej wysiłku- no to sobie ideologię wymyśliłeś.

    Dlaczego kontakty choćby raz na miesiąc mają być sztuczne? jakie będą zależy tylko do Ciebie, również raz na pół roku mogą być serdeczne.
    sztuczna rodzina - rozumiem, że ciotki kuzynki, brat - z którymi nie mieszkasz i nie masz codziennego kontaktu to też nie jest rodzina.
    A jak syn postanowi wyprowadzić się w wieku 16 lat też nie będzie rodziną?

    Widzisz, a ja mam takiego przedszkolaka i widzę, że kontakty z tatą są dla niego ważne. Te kontakty są bardzo rzadkie, ale są. Ito jest lepiej dla niego, niż nie byłoby wcale. Moje dziecko spokojnie może na pytania kolegów odpowiedzieć - czy masz tatę, gdzie Twój tata, itd.
    Ale oczywiście taka postawa jak Twoja służy temu, aby mieć z głowy - obowiązki i wyrzuty sumienia.
  • blue_ania37 21.01.14, 14:51
    Ale wydaję mi się że zrozumiałam.
    Ojciec musi być ojcem i tyle a jak się wykolegowuję to jest złym ojcem.
    I ja zgadzam się z tym, ale w swoich osądach jestem już na tyle wyważona, że zdaję sobie sprawę że to nie dzieje się bez przyczyny.
    Masz żal do Tri że tak pisze o córce, a gdzie była jej matka?
    Nie wiedziała, że córka potrzebuję kontaktu?
    Nie znam do końca historii Tri ale gdzie była kobieta która zrobiła sobie z nim dziecko?
    Umyła się z małżeństwa i tyle.
    A gdzie wspólne plany dotyczące dzieci?
    Tylko on miał ona nie?
    Myślę że on zapłacił jakąś swoją cenę .
    Drażni mnie, że wszyscy muszą być kulturalni i pozytywni w czasie rozwodowym, bo niekiedy się nie da.
    I to też ludzkie.
    I bliżej mi do Tri niz do walk z RODk na czele i podżeganie co i jak.
    Kontakty raz na pół roku mogą być serdeczne i oparte na prawdzie?
    Sorry ale wybieram brak tych kontaktów.
    Ja też mam przedszkolaka i wiem, że kontakt z ojcem jest ważny.
    Ale też zrozumiałam że nie mogę wymagać czegoś czego nie ma i akceptuję co jest.
    To że spokojnie może powiedzieć że ma tatę to oki, ale ja ciągle jak młody tak mówi, mam myślenie czy to nie zaklinanie rzeczywistości?
    A co by bylo gdyby jego tata umarł?
    Miałby zwichrowane życie i traumę na zawsze?
    A

    --
    www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
  • luciva 21.01.14, 15:29
    ... z szacunkiem wyrażonym respektowaniem próśb ex.

    Nikt z nas nie miał materiału na szarże i go nie organizował, nie zbierał haków na wydłużanie procesu, nie radził się prawników, nie zachowywał agresywnie, nie miał napadów szału. Były dwie sprawy, wykazano moją winę, ustaliliśmy alimenty i już. No, to był zwyczajny proces po paru latach rozstania. Zwyczajny, nie znakomity, ale mniejsza z określaniami błagalnie reperującymi zdeptane rozwodem ego...

    Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosimy odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ ex nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowocował tym, że córka nie jest moją rodziną.

    Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Twoje dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego czasu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalność i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomieszkiwaniem są iluzją.


    Po pierwsze ja nie mam do Tri żadnego żalu, bez przesady aż tak nie wczuwam się w życie netowe.
    Po drugie ja współczuję jego córce i tyle.
    Po trzecie - czytam, że matka była, kontakty SIĘ ustaliły? A więc był i ona i on, żadnemu się nie chciało. Ale jemu też - podkreślmy to. Tak? Rozumiemy się? Ja nie piszę o matce, tylko o Tri, to jemu się nie chciało, wszak mógł wykazać się większym zaangażowaniem w ustalanie kontaktów, czyż nie?> wtedy by SIĘ nie ustaliły.
    ale jak się nie chce, to potem się mówi, że "to zła kobieta była".
    Generalnie za kontakty z dzieckiem i własną rolę rodzica, odpowiedzialny jest rodzic, NIE dziecko, choćby kilkunastoletnie.

    Więc gdzies tam ta kobieta była, ale że nie mogła na niego patrzeć (ciekawe czemu, hehe, połączmy to z rozwodem z jego winy) to on się elegancko pod to podpiął i tyle.

    Jest takie powiedzenie - jak się CHCE szuka się sposobu, jak się NIE CHCE - szuka się powodu.

    Skoro rozwód z jego winy, to sorry, ale chyba ona się nie umyła?
    Tiaaa, wiem, teraz będzie, że sądy niesprawiedliwe, itepe.

    Aniu, ja nie piszę o tym co by było gdyby taty nie było, ani o tym co matka (czyli ja) w zwiakzu z tym czuje. To właśnie taka postawa Tri powoduje, że niby ojciec chce, ale nie chce tak naprawdę - a potem rewolucja bo stosunek 94/6.
  • luciva 21.01.14, 15:30
    ps. Oczywiście, że kontakty raz na pół roku mogą być serdeczne i oparte na prawdzie, kwestia chęci i naszego zaangażowania.
    nie masz takich ludzi z którymi masz rzadki ale rewelacyjny kontakt?
  • tricolour 21.01.14, 16:04
    ... to ja naprawdę rewelacyjny kontakt miałem z pewną dziwką. To był kontakt pełen serdeczności, oparty na prawdzie, chęci i wzajemnym zaangażowaniu.

    Normalnie chyba ją adoptuję.
  • blue_ania37 21.01.14, 15:49
    No widzisz a ja miałam szarże i szukanie haków.
    I szanuję facetów którzy nie wykorzystują do walki i do szukania haków.
    Szczególnie haków które nie istnieją w rzeczywistości.
    Szanuję jeśli ktoś umie coś wziąć na klatę.
    I stoje na stanowisku że jemu ale jej też się nie chciało.
    Wynikało to z pewnie ich subiektywnych zdarzeń, ale nie tylko wina Tri.
    Bo kiedy nie odbierałam wściekła telefonu od eks to ja to robiłam a nie moje dziecko!
    Takie szukanie ja jestem dobra to tylko mój eks nie dorósł, ja dorosłamsmile
    Guzik.
    Myslę że dla facetów rozwód jest też ciężki nawet jak ucieka do kochanki, farbuję włosy i żyję dziwniesmile
    Wierzę że faceci odpuszczają bo maja przed sobą hormony które pokazują wszystko.
    Nie wierzę w dobry układ rodzinny raz na pół roku.
    Jest to udawanie że wszystko gra i jesteśmy rodziną.
    Przez pół roku zdążyłam 4 razy pofarbować włosy, byłam na 4 koncertach 2 razy się pokłóciłam z byłym mężem z 3 razy z dyrektorem, złapałam gumę przeczytałam wiele książek miałam wiele myśli o życiu o małżeństwie.
    Tak mogę się spotkać i napić wódki i coś powiedzieć ale nie traktujmy tego w kategoriach serdecznego, prawdziwego kontaktu rodzinnego.
    --
    www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 22:57
    > Bo kiedy nie odbierałam wściekła telefonu od eks to ja to robiłam a nie moje dziecko!

    Blue, ale nie każde dziecko jest przedszkolakiem, a to, które nim jest, nie będzie nim zawsze.
    Ja mam przedszkolaka i jeśli chce porozmawiać z tatą, dzwonię ze swojego telefonu i łączę wink podobnie łączę, gdy tata chce porozmawiać z tym dzieckiem. Ale mam też szkolniaka i to dziecko ma telefon i można nań zadzwonić i zaesemesować. I to niezależnie od tego, czy ja akurat powiedzmy szlocham nad naszymi ślubnym zdjęciami czy kończę lepić laleczkę woo-doo eksa i szykuję szpilki.
    Tak samo gdyby matka broniła kontaktu z przedszkolakiem, to w każdym przedszkolu wisi harmonogram rocznych zajęć. W przedszkolu mojego dziecka jest minimum 5 uroczystości, na które zaprasza się rodziców. Nie ma powodu, by ojciec chcący uczestniczyć w życiu dziecka na nie nie dotarł. I tak dalej.
  • tricolour 21.01.14, 17:43
    ... drogą kompromisu. Niepisanego, niemówionego. Obcy ludzie żyją bez zbędnych słów, bez ustaleń między sobą, ale korzystając z zasad współżycia społecznego czyli na zasadzie nieprzekraczania zasad, co się rozumie drogą wychowania. Dlatego się ustaliły.

    "Ja nie piszę o matce, tylko o Tri, to jemu się nie chciało" - czyli jak by mi się zachciało, to miałbym eks sobie zgwałcić? No bo mi się chce co innego niż jej? Dla dobra dziecka?

    Nie rozumiesz, Luciva.
  • luciva 21.01.14, 23:14
    Nie Tri, to Ty nic nie rozumiesz.
    Ty cały czas piszesz o sobie, skupiasz się na sobie,
    że jak takie sporadyczne kontakty to Ty wolisz żadne.
    A zapytałeś córkę jakie by chciała - takie czy żadne?
    Sorry, Ty dbasz o jakość wspólnego czasu - to Ty sprawiasz, że dziecko chce się widzieć albo nie.
    Nie patrzysz na sytuację dziecka wcale. Może dla niego lepsze te raz na pół rok wizyty niż żadne? Może lepsze to kino i obiady niż nic?
    Wiesz to? Tobie niewygodnie, Tobie nie gra - no to nie, rezygnuję.
    A moze warto się poświecić, raz nie patrzeć na siebie, tylko na to co potrzebne dziecku?
    Swoją drogą, można być dla dziecka bliskim nawet daleko - mamy telefony, inne media.
    Można stać się jego powiernikiem, bliską osobą.

    Co ma gwałcenie eks, to nie wiem, bo to nie ma nic do rzeczy - masz prawo do kontaktu z dzieckiem, tak samo jak ma prawo matka. Gdybyś chciał - miałbyś to i tyle. Kwestia zaangażowania. Ty nie chcesz niczego od eks, Ty chcesz być z dzieckiem. Jej osoba nie ma tu nic do rzeczy - tiaaaaa wiem sądy sfeminizowane, itepe, itede.........

    Bardzo współczuję Twej córce. rośnie a może już urosła następna kobieta opuszczona przez ojca, która bedzie szukać tej miłości u mężczyzn, zamiast mieć ją w sobie. Nie miała zainteresowania ojca, choćby małego, więc każde byle spojrzenie faceta bedzie traktować poważnie. Ech Tri.............
  • tricolour 21.01.14, 16:01
    ... choć oczywiście liczę się, że nie zrobisz: weź kartkę papieru i napisz u góry pytanie: Co to dla mnie znaczy być matką. Powtarzam: co to dla mnie ZNACZY?

    Potem, na dole wypisz swoje zachowania, pragnienia, lęki, radości, troski, plany itp, które składają się na to ZNACZY. Mnie wyszło ponad dwie setki - takie miałem zadanie.

    A potem wykreśl wszystko to, czego nie można zrobić przez regularne comiesięczne kontakty, pełne serdeczności i uścisków. Wykreśl odważnie i zostaną Ci: kina (się siedzi w milczeniu i gapi), opery i teatry. Wspólne kolacje i obiady. Wyjścia na zakupy, pełne radości. Wyjazdy w góry na narty i nad morze pływać, bo wakacje. I to wszystko jest. Pięknie co? Jestem znakomitym ojcem!

    Gówno. To jest gówno gdy zobaczysz, co wykreśliłaś. Zobaczysz, że Twoje ojcostwo ma wymiar zajmowania dziecku wolnego czasu. Nic innego - gówno. No, ale trzeba mieć odwagę to nazwać.
  • teuta1 21.01.14, 21:28
    No właśnie...
  • kruku_33 21.01.14, 21:54
    Nie mam dzieci, ale mam serdecznego przyjaciela, ktory ma dziecko i wlasnie rozstal sie z jego matka (nie-zona). I chyba wydaje mi sie, ze wiem o co Ci chodzi.

    Czasem, kiedy spojrze na niego i jego mine, i pozniejsze wyjasnienia - "bo musialem juz wyjsc, a synek rzucil mi sie na szyje mowiac "gdzie idziesz", a ja, ze tak niestety jest i spotkamy sie jutro" bardzo mu wspolczuje. Tez ma takie niepisane kontakty, na razie bardzo dobre, ale gosc wie, ze ma rozbita rodzine. Cholera, zycie jest podle.

    Nie powinno byc rozwodow w ogole. I zlych zwiazkow. Wszystko takie jest do dupy.
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 23:06
    Tak Kruku, nie powinno i do dupy, zgadzam się, bardzo się zgadzam, za siebie i swoje dzieci jeszcze.

    Ale pomyśl, dlaczego tak jest, że ten tata ma kontakty od-do? Znów to będzie opowieść, że "to zła kobieta była"? Świat jest pełen złych podstępnych mściwych bab, których nic a nic nie obchodzi co w życiu ich dzieci znaczy ojciec tych dzieci i jak ważną emocjonalnie jest osobą?
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 23:30
    Errata ode mnie , bo źle doczytałam - jeśli ma niepisane kontakty, to znaczy, że częstotliwość kontaktów jest ok? czy właśnie tak jest niedobrze?
  • kruku_33 22.01.14, 09:19
    Tak, jest ok, tylko ciezko mu to zaakceptowac i jego synowi rowniez. Jego byla nie stwarza zadnych problemow, wiec nie pisalem ogolnie.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:31
    Ok, to niestety takie są skutki rozwodu. Nie wiem, kto rozbił tamto małżeństwo, kolega, była, czy wspólnie. Ale rozwód BOLI. Każdego z nas. A niewyobrażalnie boli dzieci. I ich dobro powinno być ponad rozdętymi ego rodziców, ponad ich emocjami, niechciejstwmi, zmęczeniami, załamaniami, niewyspaniami i lenistwami itd. Bo to rodzice zdecydowali się na dzieci i podjęli pewne zobowiązania, a nie odwrotnie.
  • luciva 21.01.14, 23:25
    To co ważniejsze, ten twój kolega i jego smutek, czy mimo wszystko dziecko?
    jezu co to za tłumaczenie, wychodzi na to, że faceci nie spotykają się z dziecmi bo tak im smutno?!
    To cos w stylu - musimy się rozstać, bo nie zasługuję na Ciebie, są inni, lepsi....- odwracanie kota ogonem i zwykła manipulacja.
    Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu. No więc mamy powody - tak było smutno, bo wizyta od do to już lepiej wcale (czemu niby lepiej?), bo eks zołza i krzywo patrzy, herbaty nie poda, mam wymieniać dalej?
  • amsterdamska_mgla 21.01.14, 23:31
    To jest męskie pitolenie. Mnie się też dziecko rzuca na szyję, jak muszę wyjść do pracy i czasem nawet szlocha "nie idź, zostań ze mną", ale pracy nie rzucam i uczę dziecko, że teraz muszę wyjść, bo takie okoliczności ale potem będę. Tak wiem, to nie to samo, co kontakt porozwodowy rodzica z dzieckiem, ale piszesz Kruku, że te kontakty nieregulowane, że tata może być u dziecka jutro - więc o to chodzi, teraz idzie, jutro będzie i ma być , bo dziecko ma wiedzieć, że tacie można ufać, że tata kocha, że nie porzucił, że nie zapomniał....
  • kruku_33 22.01.14, 09:21
    Tak samo jak kobiety odbieraja sprawy inaczej, tak samo faceci. Moze i to meskie pitulenie, fakt. Ale takie zycie...
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:33
    No to coraz mocniej wychodzi na to, że kobiety są silne, mają jaja, mają moc i dają radę, mimo przeciwności, a panowie pitolą, użalają się nad sobą i zamiast stwarzać realne relacje z dziećmi, tłuką hurtowo żałosne wątki na forach wink
  • mia17 22.01.14, 09:46
    kobiety mają jaja - muszą mieć w takiej sytuacji. inaczej położyłyby się i leżały zwinięte w kulkę i ryczały albo rzucały naczyniami.
    nic samo się nie zrobi. dziecko nie może zostać samo ze swoimi emocjami porozwodowymi. trzeba się nim zająć, otoczyć opieką, pomóc zrozumieć. a przede wszystkim BYĆ.
    i choć niejednokrotnie ma się pewnie ochotę zakopać pod kołdrę i nie wyjść - to się tego nie robi.

  • chalsia 22.01.14, 11:35
    amsterdamska_mgla napisała:

    >kobiety są silne, mają jaja, mają moc i
    > dają radę, mimo przeciwności,

    jak mówią - chcieć to móc

    aaaa, pewnie dlatego te kobiety takie są, bo są bardziej emocjonalne od mężczyzn - co mężczyźni rozumieją jako mniejszą ilość/niezdolność do logicznego myślenia

    ergo - kobiety dają radę bo nie myślą
    ;-D ;-D ;-D
    --
    Są tacy co lubią gady, ja nie.
  • kruku_33 22.01.14, 09:20
    Bardziej chodzi o emocje jego i dziecka. Byla nie ogranicza kontaktow. Ale przeciez na noc u niej nie zostanie wink
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:35
    I biedny nie może wziąć dziecka do siebie na noc? Bo co?
  • kruku_33 22.01.14, 10:09
    Hm, az tak gleboko w jego prywatne sprawy nie wchodze. Moze rzeczywiscie moglby wziac na noc? Albo moze nie jest tak "nieograniczenie" z kontaktami jak sie wydaje. Tego juz nie wiem, niestety.
  • kruku_33 22.01.14, 09:27
    Ocywsicie, ze dziecko. I on robi wszystko, zeby sie z nim spotykac. Co mialem na mysli to to, ze mozna zamienic checi w dzialanie. Bardziej chodzilo mi o zobrazowanie uczuc, kiedy chcialoby sie a nie mozna (vide zostanie na noc). I dotyczy to nie tylko facetow, ale rowniez kobiet, przy ktorych nie ma dzieci. Po prostu czlowiekowi robi sie przykro, dlatego napisalem ze nie powinno byc takich akcji, ale przeciez nie zyjemy w swiecie idealnym.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:36
    No ale Kruku, to są skutki rozwodu....aż się prosi, by napisać "mogli się nie rozstawać" wink oczywiście wiadomo, jak się to ma do realnego życia...
  • kruku_33 22.01.14, 10:10
    Pewnie. Chyba mi sie po prostu ostatnio znowu wlaczyly porozwodowe zale, stad to zasmucenie takimi sprawami. A juz myslalem, ze udalo sie stanac na nogi.
  • luciva 21.01.14, 23:27
    To co Ty byś chciał z tym dzieckiem robić?
    sorry, dla Ciebie może to zapełnianie czasu, a dla dziecka? może wspaniałe chwile, jak myślisz?
    pamiętam jeszcze (hehe) swój punkt widzenia jako dziecka, takie chwile typu wspólne kino, gra, obiady na miescie - to było coś super.
    Bardzo współczuję Twej córce.
  • eicron 21.01.14, 21:45
    tricolour napisał:

    > Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosim
    > y odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób
    > naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ e
    > x nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowo
    > cował tym, że córka nie jest moją rodziną.
    >
    > Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Two
    > je dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego cz
    > asu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalnoś
    > ć i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomies
    > zkiwaniem są iluzją.

    Tri, myślę, że popełniłeś duży błąd. Jakiś czas temu rozmawiałem z psychologiem właśnie na temat kontaktów ojca z dziećmi. Uświadomił mi on, że kontakty te są niezmiernie ważne, nawet jeśli odbywają się rzadko. Dzieci potrafią zapamiętać z tych kontaktów bardzo wiele, a niekiedy takie kontakty potrafią mieć duży wpływ na ich życie.

    Rozumiem jednak, że było Ci bardzo ciężko. Bo utrzymywać sporadyczne kontakty z dziećmi w takiej sytuacji nie jest łatwo, czego nie zrozumie nikt, kto nie ma dzieci na co dzień. Tym niemniej nie masz racji, że kontakty te nie mają sensu. Ja co prawda widuje się z dziećmi częściej niż raz na miesiąc, ale w trakcie tych kontaktów odczuwam, że dzieci mnie potrzebują w swoim życiu.
  • tricolour 21.01.14, 22:19
    ... tylko ograniczenia. Gdy lekarze utną rękę, to nie jest to manualny błąd tylko ograniczenie sprawności - choćby w grze w kosza. Tak to widzę.

    To nie jest tak, że za mało chciałem - jak pisze Luciva. Ona tylko nie zastanawia się jak to chcenie miałoby się zrealizować. Po prostu pomija że chcenie zamienia się w dalszej kolejności na działanie.

    Na przykład: chcę iść z Lucivą do łóżka. Mogę chcieć, prawda? Mam też prawo tego chcieć. Tylko jak ona sobie wyobraża w praktyce realizację tej mojej chcicy? Czy Luciva jest przedmiotem bez prawa głosu skoro ja mam chęć i prawo iść z nią do łóżka?
  • luciva 21.01.14, 23:20
    No włąsnie Tri, bingo!!! chcenie zamienia się w działanie, toc ja o tym cały czas smęcę!!
    no i co Tobie przzeszkodziło działać?
    Eks, co nie mogła patrzeć?
    Jaki był problem, ze mogłeś widzieć dziecko raz na miesiąc?
    Ludzie na studia zaoczne dojeżdzają s km co dwa tygodnie, do dziecka nie dojedziesz?!

    Pójście do łóżka nietrafiony przykład, bo tylko ja mam prawo do swojego ciała, a do dziecka masz prawo tak samo jak i eks.

    No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?
    Tak Cię zimne spojrzenie eks, że podkuliłeś ogon? Boisz się jej, czy jak? aż "tak" zależało Ci na eks?
    Sorry...........szok.
    To po prostu zwykłe lenistwo się nazywa, wiesz, no nie?
    Wymaga wysiłku stracenia czasu, po co? jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks.
  • tricolour 22.01.14, 00:28
    ... nie podniecaj się wykrzyknikami. Zawsze przecież siebie możesz dać na wzór rozwiązań porozwodowych, prawda? Spokojnie, rzeczowo, by inni mogli naśladować i nie błądzili... no proszę o ten wzór. Na przyszłość.

    A konkretne pytanie "co tobie przeszkodziło w działaniu" zostawiam bez odpowiedzi, bo to rzecz prywatna i nie mam obowiązku się nią dzielić. Możesz dać się zeżreć ciekawości - trudno. Możesz mieć dowolną opinię na mój temat - Twoja sprawa. Możesz współczuć mojej córce - proszę bardzo.

    PS. Moja eks nie jest głupia. To wyjątkowo rozgarnięta i uczciwa kobieta więc nigdy nie napisałem złego słowa o niej. Nie ekscytuj się zatem swoją chybioną wyobraźnią.
  • luciva 22.01.14, 09:03
    Ależ ja się zupełnie nie podniecam. Wykrzyknikami. Ani Tobą i Twoją sytuacją, zwłaszcza, że póki co, jesteś dla mnie wirtualna osobą wink
    Nie ma jednego wzoru rozwiązań porozwodowych.
    I generalnie to Twoja sprawa jak i co robiłeś.
    Ale nie stawiaj siebie w roli mentora z li i jedynie słusznymi poglądami, nie pień się, nie wydawaj osądów, bo jak widzisz i Ciebie osądzić można.

    Żałosny. cały czas pytasz, skąd w Polsce stosunek 94/6? No to patrz i czytaj Tri jest tego przykładem. Bo chcenie nie przekłada się na działanie, kapujesz?
    Bo jak pytam o konkret - co przeszkodziło w działaniu - to nagle woda w usta i sorry, to prywatne sprawy.
    Jaaaaaasne, tak to się mówi. "prywatne" - mniej wygodnie by było, trzeba by było działać, cos robić, sprawić.........

    Słuchaj można dażyć do fajnych kontaktów z dzieckiem a nawet opieki, nie zakładając haków rozwodowych, nie jątrząc, itd. Mężczyzna też może mieć taka postawę, być spokojnym - czyż nie? Nikt nie nakłada obowiązku bycia agresywnym, bo ta eks taka agresywna.

    To o czym pisze Kruku, to zwykłe tchórzostwo. dziecko płacze, to już nie będę wcale się spotykał. Dziecko płacze często, jak byś codziennie odprowadzał do przedszkola, widziałbyś dantejskie sceny nieraz jak dziecka oderwać od matki nie można.
    Kwestia czasu i nawet taka forma będzie zaakceptowana. Byle była to reguła.

    Ciekawość mnie nie zżera, ale nie bądźmy hipokrytami wink
    I nigdzie nie napisałam, że Twoja eks jest głupia, czytamy uważnie, oki?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:34
    prywatnym. Mnie na innym forum nie dała rady pewna pani doktor z Lublina ustawić w kącie argumentami (robiłem z niej kretynkę raz za razem pokazując jak płytko myśli) to dotarła do mojego życia prywatnego wywlekając nieprawdopodobne rzeczy prowadzące wręcz do identyfikacji przede wszystkim moich bliskich. W pełni rozumiem stanowisko Tri.
    --
    Lost in the Past
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:35
    publicznym - miało być big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:38
    O Buddo, Żałosny, jaki Ty jesteś Bossski! Pani doktor nie dała Ci rady? No, no, no...Czas się zmierzyć z jakąś profesorką! Albo ministrą. Plus dwieście do lansu normalnie.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:43
    Pani, która powinna leczyć sama mataczyła co udowodniłem.
    Takie ze mnie bydle big_grin big_grin big_grin
    Miłego palenia życzę wink
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:45
    I w życiu nie słyszałeś o profesorach medycyny, prawda? big_grin
    Jakiego znów palenia?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:48
    z Tobą jak na targu pytając o to jakie dla wątku ma znaczenie czy wiem, że są profesorowie medycyny czy nie? big_grin Dla Twojej radości przyjmijmy, że nie wiem big_grin
    Nie chce mi się już. Idź to wątku o manipulacji, który napisałem i wybierz sobie punkt, który chcesz tylko nie leć już proszę tym schematem.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:51
    Napisałam powyżej - teraz stłamś profesorkę medycyny a potem się tym chwal i lansuj, będziesz miał się czym zajmować przez kilka miesięcy.
  • luciva 22.01.14, 10:18
    Żałosny, weź przeczytaj książkę "Moje dwie głowy" i sprawdź czy w opisywanym psychofagu widzisz siebie.....
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:32
    i nie zamierzam bo poziom zapewne ten sam. Skoro na blogu pani cenzuruje wypowiedzi a nie umiejąc odnieść się do rzeczowych i kulturalnych argumentów kasuje całe wątki po czym banuje wypowiadającego się z uzasadnieniem, że "tu się ludzie leczą a jak przychodzę i zadaje niewygodne pytania" to jej twórczość jest dla mnie zupełnie niewiarygodna.

    Ta strona niesie wiele złego dla kobiet bo zwalnia Was od samodzielnego myślenia. Wystarczy chłopa ubrać w strój psychofaga, usprawiedliwić sobie wewnętrznie "fszystko" i iść dalej po trupach.

    Beze mnie. Postoję.
    Rzadko smutek gości na mej twarzy ale przywołanie tej treści wywołuje go niestety prawie zawsze. Totalna indoktrynacja niedojrzałych ludzi.
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 11:05
    Nie, ja pisże o książce. Blog jest okrojony, nie ma w nim wielu rzeczy.
    Przeczytaj książkę i znajdź w niej siebie - to proste bo sa konkretne przykłady. Niektóre jakby Cię kto cytował wink
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:14
    już pisałem. Mój szef to świnia bo stosuje przemoc ekonomiczną wobec mnie big_grin
    --
    Lost in the Past
  • tricolour 22.01.14, 10:23
    ... cytuję: "jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks.". To jest jawna sugestia, a konkretne słowo padło. Ty je napisałaś więc teraz nie tchórz.

    Ale nie przejmuj się, bo ja to rozumiem. Sama masz bardzo rzadkie kontakty ojca z dzieckiem więc teraz masz okazję wykrzyczeć swoje frustracje. Gdy piszę, że moja córka nie jest moją rodziną, to odnajdujesz sie w tym określeniu i stąd Twoja żywiołowa reakcja. Nic bowiem nie napisałaś do Mgły, za to wiele do mnie, choć ja w żaden sposób ani nie potrzebuję, ani nie proszę o pomoc. Bo to zamierzchłą historia.

    A moje sprawy prywatne, to są sprawy prywatne i będe o nich milczał na publicznym forum. Możesz to nazywać jak chcesz, ale prawda jest prosta więc ją powtórzę: wierzgasz do mnie, bo w Twojej sytuacji dziecko też nie ma ojca. A dla tego ojca dziecko też nie jest rodziną. Tylko strach to nazwać więc chcesz zakrzyczeć...
  • luciva 22.01.14, 10:34
    Kurde, diagnoza Twoja.....no nie wpadłabym na to.
    Hm, ja nie napisałam, że moje dziecko ma rzadkie kontakty z ojcem, ma nieczeste, ale i nie rzadkie. To różnica.
    Brak kontaktu bezpośredniego wynika z odległości.
    Ale kontakt jest i moje dziecko ma ojca, nawet jest dla niego rodziną, co sam eks wyartykułował, szok no nie?
    A kontakt jest bo są telefony, mój syn rozmawia z tatą dość często, opowiada mu o bieżących sprawach itd.
    Pewnie nie jest to więź perfekcyjna, ale lepsza taka niż żadna, dziecko ojca ma, ma tą świadomość, ma z ojcem wspomnienia, są sprawy i działania tylko z ojcem, itd.
    Więc o co chodzi?

    cytat w całości: "
    No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?
    Tak Cię zimne spojrzenie eks, że podkuliłeś ogon? Boisz się jej, czy jak? aż "tak" zależało Ci na eks?
    Sorry...........szok.
    To po prostu zwykłe lenistwo się nazywa, wiesz, no nie?
    Wymaga wysiłku stracenia czasu, po co? jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks. "

    A więc słowa głupia eks nie znaczyły _TRi Twoja eks jest głupia.
    To ostatnie zdanie jest ogółem i tyczy się wszystkich, którym się nie chce i zasłaniają się swoimi głupimi eks, złymi kobietami i jak tam sobie jeszcze chcesz, żałosny jest w tym niezły.
    Czytając Ciebie, odnosi się wrażenie, żeś inteligentny (nie mylić z mądrością), wiec myślałam, że kumasz takie niuanse pisane.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:35
    luciva napisała:


    > Czytając Ciebie, odnosi się wrażenie, żeś inteligentny (nie mylić z mądrością),
    > wiec myślałam, że kumasz takie niuanse pisane.

    big_grin big_grin big_grin
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:40
    A Ty nie manipulujesz żałosny?
    Na pęczki tutaj Toewich manipulaci ale wybacz, nie cierpie przegrzebywać forum.
    jeśli uważasz, że nie manipulujesz, znaczy się robisz to nieświadomie, znaczy isę, że mało jeszcze wiesz w tym temacie.
    Pozdrawiam cieplutko Ciebie wink
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:42
    iż drogie panie zmuszają mnie do tego. Ja naprawdę wolę walkę na pięści niż podkładanie nóg. Niestety - reguły w kartoflanej wyznaczają póki co podkładacze nóg.

    Również pozdrawiam cieplutko big_grin
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:45
    No popatrz popatrz, drogie panie zmuszają do tego.........a nie przyszło do głowy że i drodzy ponowie zmuszają do tego.....czasem?
    No widzisz?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:46
    > iż drogie panie zmuszają mnie do tego.

    Oj bidusiu nasz malutki. Jak nam Ciebie szkoda...
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:49
    Uwielbiam takie stwierdzenia...My ci tu mówimy, nam Cię żal...
    Kocham Was drogie panie. Za te kołyszące się bioderka, gdy niesiecie rano kawę big_grin
    --
    Lost in the Past
  • tricolour 22.01.14, 13:34
    ... to są Twoje słowa: "U mnie eks pojawia się rzadko, na pare godzin tylko. Nigdy nie zabiera dziecka na weekend, nigdy popołudniu w dzień roboczy"

    oraz: "Widzisz, a ja mam takiego przedszkolaka i widzę, że kontakty z tatą są dla niego ważne. Te kontakty są bardzo rzadkie, ale są. Ito jest lepiej dla niego, niż nie byłoby wcale"

    No jak teraz wyglądasz z takim stwierdzeniem: "ja nie napisałam, że moje dziecko ma rzadkie kontakty z ojcem, ma nieczeste ale i nie rzadkie"
  • luciva 22.01.14, 13:59
    Oj dobra, czepiasz się słów.
    To nie są rzadkie (ale nieczęste) kontakty jak na Twoja perspektywę, czyli raz na miesiąc, ale rzadkie jak na moją - dwa razy w miesiącu po parę godzin.
    Czy teraz jest lepiej, z dokładnością? Poza tym Tri - każdy psycholog Ci powie - nie chodzi o ilość, ale o jakość wink
  • tricolour 22.01.14, 14:05
    ... to ją mogę wręcz zmierzyć, bo mam porównanie z tym, co rozumiem jako ojcostwo dla mojego trzyletniego synka. Ty pewnie takiego porównania nie masz, ale życzę Ci, byś założyła rodzinę i zobaczyła.
  • luciva 22.01.14, 14:13
    Nie martw się o mnie, doskonale wiem, mam porównanie i zdaję sobie sprawę.
    Błędnie założyłeś, że mnie boli to co piszesz, bo przekładam to na siebie.
    wkurza mnie to, bo to jest zwykła głupota, tchórzostwa, wygodnictwo i tyle. wkurza mnie, bo znam wiele kobiet jak twoja córka, opuszczonych przez ojców.
    Ale na moja sytuacje z eksem nie ma to zadnego przełożenia, bo eks to n ie mój ojciec, a ja nie jestem odpowiedzialna za ojcostwo tylko on. Wiec co niby ma mnie wkurzać? to jego syn rozliczy, za jakiś czas zobaczymy, jaką więź stworzył z synem, a najlepiej widać to na przykładzie facetów 65+ - gdy potrzebują pomocy, bliskości itd. - z tym, ze synowie aż tak się nie przejmują jak córki wink - rodzicami.
    mój eks zwyczajnie traci fajne sprawy, sam wiesz jakie, bo masz synka, no ale woli imprezy, jego rzecz.
  • luciva 22.01.14, 14:15
    Poza tym Tri, gdybyś się nie pienił w kwestii 94/6 to bym nic Ci nie napisała, ale nie można być hipokrytą.
  • tricolour 22.01.14, 14:26
    ... w w kwestii 96/4 nie zabrałem w ogóle głosu. Słówkiem chyba nie pisnąłem...
  • luciva 22.01.14, 14:41
    a
    miałam jeszcze pisać, ale odechciało mi się
    w każdym razie - szkoda mi Twej córki, Ty wpłynąłeś na jakość jej życia z pewnością.
    Może teraz ojcostwem dla synka próbujesz zrekompensować - pytanie co i co z tego.
    DZIAŁANIE - to słowo klucz.
    Poki będzie chcenie, ta eks krzywo patrzyła, dziecko płacze jak wychodzę, albo 24/24 albo wcale - póty będzie 94/6 żałosny wink
  • tricolour 22.01.14, 15:37
    ... na sam koniec:

    1. Proszę napisać o tej mojej hipokryzji w związku z 86/4.

    2. Jaka jest jakość życia mojej córki, jak na nią wpłynąłem oraz czego Ci w niej szkoda.
  • luciva 22.01.14, 22:28
    Odpowiem Ci, ale najpierw Ty odpowiedz mi na jedno pytanie - czy serio, ale tak całkiem serio uważasz, że lepsze DLA DZIECKA jest nie mieć żadnych kontaktów z ojcem niż mieć je raz na jakiś czas?
    Oraz jesli odpowiedź brzmi "tak" - dlaczego wg Ciebie to jest lepsze i jakie minusy daje dziecku sporadyczny kontakt z ojcem a jakie plusy daje brak kontaktu?
  • tricolour 22.01.14, 22:54
    ... lepsze są kontakty rzadkie niż gdyby nie miało być ich wcale. Jednocześnie oceniam kontakty o częstotliwości miesięcznej za kontakty wręcz zerowej jakości ze względu na swoją powierzchowność. Gdyby te kontakty comiesięczne miały wymiar wspólnego zamieszkania choćby na weekend, to zupełnie inna sprawa przez konieczność wspólnego zorganizowania życia nawet na dwa dni. Wiąże się z tym posiadanie przez dziecko swojego pokoju, zabawek, ubrania itp. To wspólny wieczór, kolacja, śniadanie, rozmowy, plany. Normalne życie w mikroskali. ALE gdy spotkania są comiesięczne w kinie czy na łyżwach, to jest nic. Nic w mojej ocenie.

    Masz teraz pole na swoją odpowiedź.
  • luciva 23.01.14, 08:12
    Oki, czyli raz na miesiąc to rzadkie a dwa razy w miesiącu już zmienia postac rzeczy? i zdecydowanie wpływa to na jakość ojcostwa?
    Nie odpowiedziałeś w calości na moje pytanie - i nadal piszesz z punktu widzenia ojca, tzn albo robię coś na maksa albo wcale (to działa w biznesie w psychologii dziecięcej nie).
    Dlaczego?
    Argumenty konkretne poproszę - dlaczego lepszy jest brak kontaktu niż kontakt raz na miesiąc? dlaczego? i pytanie - jakie są plusy braku kontaktu oraz jakie minusy kontaktu raz na miesiąc?
    Tia i nie pisz, że minusem jest brak pokoju i zabawek, jak jedziesz do cioci albo na wczasy to dziecko też swojego pokoju nie ma. Uwierz poza tym - własny pokój to osttania rzecz ważna w tym wszystkim.
    Więc jeszcze raz - jakie są plusy DLA DZIECKA -braku kontaktu z ojcem a jakie są minusy DLA DZIECKA kontaktu raz na miesiąc? czym on traci?
    Pytanie pomocnicze, jak myślisz Tri czy rozmowa przez telefon, skype z kamerką, itd. może podnieść poziom jakości kontaktów (nie mówimy o dziecku 2-3letni, raczej wzwyż).

    ps. wspólny weekend raz na miesiąc nie rózni się niczym niż 6 godzin 2 razy w miesiącu - baaaa, nawet lepszy jest.
    Raz na miesiąć możżna z dzieckiem spędzić cały dzień, a to będą i kino i łyzzy i obiad i spacer, i wiele rozmów

    ps.2. argument prywatne sprawy jest smieszny, bo co to za sprawy były, że nie można pisać na forum? byłeś na misji Afganistan? leżałeś sparaliżowany? bo tylko takie coś może spowodować niezdolność zobaczenia dziecka częściej. A inne, nie wiem co miałoby to być, no chyba, że niezadowolona next - he he he, ale spójrz sam na siebie, trochę głupio nie?
  • tricolour 24.01.14, 00:03
    Nie, spokojnie, nie byłem. Teraz, od sześciu lat, jestem. Także kapitanem i armatorem jednocześnie. I konstruktorem. Hobby. Rozwinąć temat?

    Afganistan? Paralityk? Zejdź na ziemię: praca za granicą. Zaraz po studiach, przed blisko dwudziestu laty. Proza.

    Pamiętasz jak się wtedy podróżowało? Tanich linii lotniczych nie było, tylko LOT i Lufthansa z biletami wysokości miesięcznej wypłaty. Nie można było szukać czegoś tańszego, bo raz: nie było czegoś tańszego, a dwa: nie było internetu. Dopiero się rodził. Można było koleją lub autem, ale Schengen też nie było. Przejazd 1000km to cały dzień. Powrót, drugi.

    Masz znajomych, nie w Afganistanie, dajmy na to w Anglii? Samolotem do ze trzy godziny (z pobytem na lotniskach) i może z 50 euro. Jak często przyjeżdżają oni do kraju, do żon, do dzieci?
  • luciva 24.01.14, 08:22
    Tri, a więc nie dorabiaj ideologii.
    Wybrałeś po prostu kasę i tyle.
    Widzisz ja mam taki zawód, że mogłabym robic super karierę, zarobić kupę kasy. Jednak świadomie pracuję tu gdzie pracuję, bo to pozwala mi na bycie z dzieckiem i zajęcie się nim tak, jakbym chciała.
    Kwestia wyborów, priorytetów i wartości.
    Ale nie stwarzajmy głupiej ideologii, itd.
    Miałeś wybór, bo ZAWSZE ma się wybór.

    Wybrałeś pracę, zamiast dziecka. Jednym słowem dorobiłeś się kosztem córki, aby teraz spokojnie wychowywać syna.
    Tyle.
    I wszyscy Ci niby walczący żałosny - właśnie tak często się to konczy - bo okazuje ssię, że przy dziecku trzeba wybrać? kariera dziecko? imprezy dziecko? i często dokonują wyboru na koniec, choć na początku jak te koguty w sąd uderzali. Stąd 94/6.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 08:42
    luciva napisała:

    > często dokonują wyboru na koniec, choć na początku jak te koguty w sąd uderzali.
    > Stąd 94/6.

    Wiem coś o tym bo sam mieszkam na zadupiu właśnie dlatego, żeby być z dziećmi. Co to powyższego cytatu to kompletna bzdura i nadużycie. Nie ma takiej możliwości, aby Polacy byli ułomni w stosunku do innych nacji. To kłody kładzione pod nogi przez system tworzą taki rezultat. Anglik, Szwed czy Niemiec gdyby musiał funkcjonować w kartoflanych warunkach jako rozwodnik to prawdopodobnie by się powiesił lub wyjechał jak najdalej się da i ten współczynnik byłby nie 96/4 tylko 100/0. Mężczyźni odpuszczają widząc z jaką ścianą na każdym kroku muszą się mierzyć. Trzeba mieć naprawdę silną psychikę, możliwości (pieniądze), czas i nerwy żeby funkcjonować w tym zaściankowym burdelu prawnym, żeby nie tylko żyć ale też być ojcem. Żadna z Was na naszym miejscu nie zostałaby i nie walczyła. Tu trzeba stanąć po drugiej stronie i zobaczyć jak to wygląda i dopiero wydawać sądy. Wskaźnik 96/4 jest skandalem na miarę europejską i niezbitym dowodem na segregację ze względu na płeć w dodatku przez twór zwany wymiarem sprawiedliwości.

    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • tricolour 24.01.14, 08:56
    ... pracujesz gdzie pracujesz z dala od exa przez co ma on kilkaset kilometrów do przejechania i widzi dziecko bardzo rzadko. Wybrałaś zatem wygodę własnych czterech liter. Proste, co?

    Poza tym masz super zawód i mogłabyś zarobić kupę kasy, ale świadomie z tego rezygnujesz i masz mniej kasy, a na dodatek daleko do ojca dziecka.

    Zatem - myśląc według Twoich priorytetów - świadomie działasz na szkodę dziecka, bo przez Ciebie jest ono biedniejsze i ma kilkaset kilometrów do ojca. Wyraźnie dałaś do zrozumienia, że takie masz priorytety.

    Z takimi priorytetami to raczej powinnaś milczeć.
  • luciva 24.01.14, 10:47
    Uwaga, załosny!!!! Mamy tu następne manipulacje Tri, mam nadzieję, ze notujesz wszystko.

    A więc Tri - nie dorabiamy drugich den i nie nadinterpretujemy, KAPEWU?

    Te kilkaset kilometrów to akurat 150 i to on wyjechał do swej cizi, my tutaj gdzie ja jestem mielismy mieszkanie, pracę, itd. Mógł zostać, nieprawdaż? gdyby dziecko było najważniejsze, no ale cóż, ona tam miała działkę, hahaha. Budowlaną.

    Mam super zawód, ale zarobienie w nim kupy kasy wymaga czasu - co to za zajmowanie się dzieckiem gdy 14 godzin siedzi z nim niania? Niania ma chodzić do lekarza itd.? Wychowywanie dziecka polega na byciu z nim, chyba wiesz, to skoro PRAWDZIWIE zajmujesz się swym synkiem. No, chyba, że to prawdziwie to 1 godz dziennie. Sam gdzieś napisałeś, że wykąpałeś, kolacja, książeczki, usypianie, sprżątanie - i mamy godzinę 24. Zabierasz się wówczas do pracy?

    Tak, mam mniej kasy, ale dziecku potrzebny jest rodzic a nie niania, a kasy mam tyle, że jest ok, no fakt moje dziecko nie ma tableta, może Twoje ma, ale czy to dobrze, sam oceń.

    Więc co jest nie tak z moimi priorytetami? to, że nie lecę i nie gonię za kasą, tylko spędzam czas z dzieckiem, normalnie żyjąc? Nie martw się, nie żeruję na eksie i na waciki od niego nie wyciągam, jak Wam wszystkim się wydaje. Pracuję, jak tylko się da, dorabiam, ale nigdy kosztem dziecka.

    Po prostu można się uśmiać, ja przestaję wierzyć w istnienie tego Twojego synka, bo jakbyś był tak ZAANGAŻOWANYM ojcem, nie wypisywałbyś takich głupot.
  • luciva 24.01.14, 10:54
    PS. No i mam ten komfort, że ta praca jest stabilna, co jest niesłychanie ważne, Twój synek zaczął przedszkole i chorowanie? Nie?
    no to już niedługo, nie zapomnij zaangażowany ojcze brac zwolnień, może się to zdarzyć nawet systemie: 2 tyg choroby, 1 tydz pracy i apiać od nowa. I tak przez parę miesięcy.
    Ale nie martw się, z każdym rokiem jest lepiej a zerówka, to w ogóle lajcik.
    Wtedy pogadamy. Który pracodawca wytrzyma to na dłuższą metę.
    I nawet eksa brak, kto pójdzie do apteki? Myslisz, że on przyjedzie 150km, abym mogła wykupić leki?
    Tia, wiem, na wszystko znajdziesz odpowiedź.
    Acha, i nie przedłużaj już czczej dyskusji stwierdzeniami, że co to za matka, skoro dziecko choruje, bo tylko się pogrążysz. Dzieci chorują - jedne mniej, inne więcej, zdarzają się historie hardcorowe, idź do mądrego pediatry (na pewno masz takiego, skoro jesteś super dbającym ojcem) niech Ci wszystko wytłumaczy.

    Jak Twoje dziecko zacznie przedszkole, wypraw zonę na kilka miesięcy, dość daleko, aby przyjeżdżała raz na miesiąc albo i nie (bo po co takie czcze kontakty), poradź sobie ze wszystkim sam, a potem pogadamy. Bez niani, żeby było jasne. Bez babci, dziadka, wujka cioci. wtedy pogadamy.
    Żałosny mógłby zrobić to samo, no ale wolnego dziecka nie ma na podorędziu. big_grin

    ps. Kto się Twym synkiem zajmuje w czasie dnia, gdy pracujesz?
  • tricolour 24.01.14, 10:59
    ... bo to ja jestem pracodawcą. Wyobraź sobie, że jeszcze siedzę w piżamie w domu, przy kompie. Nawet nie wiem, czy się ruszę, bo zimno....

    Żona w pracy, dzieckiem zajmuje się niania - siedzą na dole.

    Jakieś pytania?
  • luciva 24.01.14, 11:14
    Nie, wszystko jest dla mnie jasne.
    Z tym większym minusem dla Ciebie i współczuciem dla córki.

    Ale po co niania, wszak prawdziwi zaangażowani rodzice niani nie potrzebują, a Ty działasz na szkodę dziecka, bo obca baba się nim zajmuje, Ty zamiast się nim zająć klepiesz w kompie, a w ogóle to powinieneś w podskokach lecieć do roboty lub też ją już wykonywać, aby jeszcze więcej kasy zarobić - bo dziecku by się żyło lepiej, na przykład z dwoma tabletami, aniżeli z jednym wink
  • tricolour 24.01.14, 11:27
    .... to już z pewnością wiesz dlaczego mąż Cię zdradził i wybrał inną. Nie popełnij zatem tych samych błędów w przyszłości, bo znów Cie zdradzą.

    Po prostu korzystaj praktycznie z tego, że WSZYSTKO jest już jasne.

    tongue_outtongue_outtongue_out
  • luciva 24.01.14, 11:31
    Ależ korzystam, korzystam, nie martw się, choć to milutkie z Twej strony, że się przejąłeś mym gorzkim losem.
    Nawet uczę się wielu zachowań od facetów. wink
  • tricolour 24.01.14, 11:04
    ... i nie przesadzamy z nadmiarową interpretacją (mówiąc "my" masz na myśli siebie i mnie, prawda?) to nie piszemy "cizia" o nowej pani Twojego ex. No chyba, że sama jesteś cizią dla swojego obecnego partnera, o którym wspominałaś. To jesteś cizią, czy nie jesteś?

    Po prostu zwracam Twoja uwagę, że naidinterpretacja także dotyczy Ciebie. Alą ją rozumiem: masz okazję zrobić sobie ze mnie worek treningowy, bo ex zwiał do cizi... o przepraszam: do takiej samej kobiety, jak Ty.
  • luciva 24.01.14, 11:12
    Nie jestem, bo on nie ma żony wink
    Gdyby miał, no to tak, byłaby cizią, albo jeszcze gorzej
    Oooo, widze, że chyba nadepnęłam czuły punkt, czyżbyś też zwiał do c... eeeeeee, kochanki? big_grin swego czasu, bo teraz to oczywiście ŻONA wink

    Nie, ja już nie potrzebuję worka treningowego, bo eks nie wywołuje we mnie emocji, przynajmniej nie na płaszczyźnie damsko-męskiej.
    ale ale Tri - tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono, wiec z łaski swojej nie wypowiadaj się w kwestiach, o których nie masz pojęcia, toć już żałosny napisał Krukowi. Jak Cię kiedyś ktoś zdradzi - zapraszam do rozmowy, oki? pewnie będziesz potrzebował worka treningowego, mężcyźni to w ogóle drażliwi bardziej w tym temacie są. Poradzę Ci wówczas, jak sobie radzić. wink

    Jakieś pytania?
    Ja niczego nie nadinterpretuję, piszę tylko o tym, o czym Ty piszesz.
  • tricolour 24.01.14, 11:33
    ... dwadzieścia lat temu i piętnaście lat z nią chodziłem, jako kochanką oczywiście, a potem się z taką przechodzoną lampucerą, na sam koniec - ożeniłem. Bo ja muzealnik jestem. Lubię używane starocie.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 11:35
    Nie rozumiesz kobiet. Za grosz...kocha się za wnętrze a nie za powierzchowność czy kasę. Płytki jesteś straszliwie sad
    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • tricolour 24.01.14, 11:41
    ... skoro kocham za wnętrze, powierzchowność oraz kasę, a najbardziej za to, czego ona nie ma, a co mogę jej dać od siebie.
  • luciva 24.01.14, 11:36
    No i?
    big_grin
  • tricolour 24.01.14, 11:38
    ... skoro wszystko jest dla Ciebie jasne.
  • luciva 24.01.14, 11:50
    Ja pytam Ciebie, nie się.
    no i co z tego, że lubisz starocie i muzealnik jesteś. To jakaś oferta czy co?
    wybacz, nie interesuję się żonatymi.
    big_grin
  • tricolour 24.01.14, 11:55
    - "W formach pytać się czy dotknąć się słowo się pełni funkcję emfatyczną. Nie jest konieczne, nie zmienia ich znaczenia ani nawet rejestru".
    — Mirosław Bańko, PWN

    Zrozumiałaś, że czepiasz się nieudolnie?
  • luciva 24.01.14, 12:01
    Czepiam się nieudolnie. big_grin

    Ale ale, wracając do dyskusji - umknęło mi, ale teraz zauważyłam - nie odpowiedziałeś na pytanie, w jakim charakterze spotykasz się ze swoją córką, czy też utrzymujesz kontakt, skoro ona nie jest Twoją rodziną?
  • zalosny.jestes 24.01.14, 12:13
    ale wyjdzie już jako podejrzany wink
    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • tricolour 24.01.14, 12:35
    ... licząc, że i Ty w końcu odpowiesz, jak obiecałaś.

    Spotykam się jako ojciec. Z córką. W jakim charakterze? No, gdy zapraszam na obiad do domu, to w charakterze kucharza, a gdy do knajpy na obiad, to w charakterze płatnika. W obu tych wymienionych przypadkach także w charakterze towarzysza rozmowy. Był taki moment, że pokazywała mnie swoim znajomym - że ma ojca. Wtedy miałem charakter eksponatu. A że całowałem podczas oglądania w rękę młode panny, to - jak mi zdawała później relację z opowieści panien - miałem wspaniały charakter. Można powiedzieć, że mam różne charaktery, w zależności od potrzeb. Oraz jeden stały "charakter" - jestem ojcem dla córki. A ona nie jest moją rodziną. Jest córką.

    Córką, która zakłada rodzinę, no tak twierdzi. Uważasz, że gdy założy, to będzie miała dwie?

    Aaaa, bym był zapomniał: mój ojciec też nie jest moją rodziną.
  • luciva 24.01.14, 13:11
    Tri, trochę mi Cię żal, ale nie będę wypowiadać się dalej.
    lubię ludzi o szerokich horyzontach, Ty takich nie masz. Absolutnie. Skoro rodziną są osoby tylko i wyłącznie mieszkające z Tobą.
    Gdy córka wyjdzie za mąż, jej rodzina powiększy się.
    Kurna, jakie Ty przykłady dajesz synowi, znowu wyrośnie jakiś pokoślawiony facet!!

    Odpowiadając na Twoje pytania, aczkolwiek na czuja, bo nie chce mi isę ich szukać:
    1. Hiopkryzją jest to, że wypowiadasz się w wątkach na temat opieki ojców nad dziećmi, mimo, że sam nie masz takiego doświadczenia, nawet nie próbowałeś, wręcz porzuciłeś swoją córkę. Takim samym hiopkrytą jest żałosny, tym bardziej, że napisał do Kruka, że skoro nie ma dzieci, nie ma prawa pisać na ten temat - otóż załosny też nie ma prawo, bo wszak jakie ma doświadczenie w pójściu do sądu i złożeniu wniosku o opiekę? na razie żadne. Czeka.

    2. Co Twoja córka straciła -ano wiele, bo ojciec dla córki jest szalenie ważny, to wzorzec mężczyzny, to jak traktuje on ją, będzie dla niej wzorem, jak powinni traktować ją mężczyźni będący jej potencjalnymi partnerami. Czyli - ojciec i jego traktowanie córki ma ogromny wpływ na jej poczucie wartości jako kobiety. A wszyscy wiemy, ze poczucie wartości to podstawa wszystkiego. Porzuciłeś swą córkę, bo tak ma na imię ta Twoja ideologia _ "porzucenie", więc resztę sobie dośpiewaj. Nadzieja, że miała mądrą matkę, albo jakiś ojczym fajny był po drodze - i jednak będzie miała w życiu szczęście.
    Tyle, że zauważyłam, że faceci rzadko widzą związek między sowim postępowanie a zżyciem drugiego człowieka i rzadko mają z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia czy przemyślenia. Szkoda, bo rosną rzesze nieszczęśliwych ludzi, a faceci narzekają że gdzieś im umknęła uch rola - ale niejako na ich własne życzenie, przez zanikający brak poczucia odpowiedzialności.

    A tak se pogeneralizowałam, niczym żałosny, mogę?
  • tricolour 24.01.14, 19:19
    ... skoro wszystko jest dla Ciebie jasne - jak napisałaś - to weź napisz konkretnie.

    Zadałem Ci dwa pytania, na żadne nie potrafisz napisać nic sensownego, tylko puste ogólniki. To nie ja mam wąskie horyzonty. To Ty masz je tak wąskie,że nawet nie potrafisz napisać tego, co sama obiecujesz.

    Ja pierdziele, dorosła kobieta zdołała z siebie wydusić, że ojciec (nawet nie ja, tylko jakiś ojciec) ma ogromny wpływ... dajże Luciva już spokój. Szanuj się...
  • luciva 25.01.14, 12:11
    Jezu, myślałam, że moja wypowiedź jest jasna dla inteligentnego faceta, ale ok.
    Twoja córka straciła kontakty z ojcem - a więc możliwość poznania męskiego punktu widzenia na świat i życie, męskiej perspektywy, męskich zachowań. Straciła to, że nie przećwiczyła z ojcem, jak powinien traktować ją mężczyzna, który kocha. Straciła możliwość nauki jako kocha i powinien kochac mężczyzna. Straciła możliwość nauki, na czym polega ma poczucie wartości jej jako kobiety.
    Ty serio firmę prowadzisz, jak taki niekumaty jesteś?
  • luciva 25.01.14, 12:13
    A za tym wszystkim idzie to, że teraz może mieć problemy w związkach, bo będzie brała za dobrą monetę męskie zachowania, które tak naprawdę nie są ok, bo może uzna manipulacje za objaw miłości, itd.
    weź se trochę poczytaj, pogadaj z mądrymi ludźmi.
  • tricolour 25.01.14, 12:41
    ... podczas regularnych kontaktów?

    Wszechwiedząca Stolico Mądrości, dla Której wszystko jest jasne, proszę, błagam, powiedz mi, nieświadomemu pracodawcy: w jaki sposób ona to straciła podczas regularnych kontaktów? Jak to się traci podczas wyjść do opery, na sushi, do wrocławskich knajp, rozmów i wyjazdów, na wspólne zakupy nawet bielizny bo - jak twierdzi moja córka - mam gust i doradzę?

    Wyjaśnij mi: może ja nie tą drogą chodzę, może nie do przybytków zaglądam, może nie te prezenty kupuję gdy pamiętam nie o tych urodzinach i imieninach. Może ja jej bezguścia uczę?Może ja cudze urodziny i imieniny powinienem obchodzić, nie córki, by ją jakoś moralnie wzmocnić i wlać uczucie miłości? Może Marii Curie-Skłodowskiej słać klomby na grób przez co dowartościuję córkę nie wprost, skoro wprost, jak twierdzi Jasność Wszelka, jest źle.

    Poinstruuj mnie. Dopomóż. Nie zostawiaj mnie samego... nas samych.
  • luciva 25.01.14, 13:42
    Tri a to nie Ty napisałeś, że zrezygnowałeś z kontaktów, bo jak miały być co miesiac to były bez sensu?
    A to wybacz, widocznie to Twoje alter ego, sorry.
    Rozumiem,, że kontakty masz, może nie od początku, po powrocie z zagranicy, ile córka miała lat?
  • luciva 24.01.14, 13:16
    Tri tabelkę Ci nawet z Wikipedii wkleję
    zobacz co jest w rubryce najbliższa rodzina:
    pl.wikipedia.org/wiki/C%C3%B3rka
    ps. chyba sobie uknułeś takie rozumienie tematu, aby Cię tak serce nie bolało, co? że córkę, najbliższą rodzinę porzuciłeś?
    Niestety, nie uciekniesz od tego.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 16:17
    tylko nie wikipedią w takich tematach...
    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • tricolour 24.01.14, 19:10
    ... to Ty, jako konkubina, jesteś patologią. Żadnych praw,a społeczne rozumienie konkubinatu graniczy z kryminałem, wódą.
  • luciva 25.01.14, 12:07
    Tri.ja nie jestem konkubiną, kto Ci tak powiedział i skąd ten wniosek?
    Ty swoją żoną spotkałeś i od razu po pierwszej randce wzięliście ślub?
    big_grin
    big_grin
  • luciva 24.01.14, 11:16
    Aaaaa, żałosny, grafi w pogotowiu masz?
    Bo tam coś w tym Towim watku o manipulantkach było o rozmywaniu tematu?

    Czy kwestia słówka "cizia" - jako żywo nie jest przykładem rozmywania tematu?
    wszak nie dyskutujemy tu o nazewnictwie następnych pań naszych byłych panów?

    żałosny, notuj notuj, może zmienią się statystyki.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 11:18
    Też siedzę w piżamie big_grin
    Dzieci odwiozłem do szkoły. Nieogolony za co przepraszam wink
    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • tricolour 24.01.14, 11:24
    ... ja też dopiero co się goliłem i do fryzjera iść muszę, bo trochę zarosłem.

    Morda w kubeł. Normalny facet ma zapiedralać od rana do nocy na alimenty, a nie siedzieć do południa w chacie.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 11:29
    panie już to uzgodniły. Jest jeszcze jedna różnica między nami. Ja siedzę na górze big_grin
    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • luciva 24.01.14, 11:28
    Fatalnie, że nieogolony.
    nie mamy o czym gadać

    big_grin
    big_grin

    ps. Tri, Ty nie jesteś zabawny i sarkazm to nie jest Twoja mocna strona, bo żałosnemu to niekiedy wychodzi.
    Faktycznie lepiej pracuj. Pracownic pilnuj, bo jeszcze w ciąze pozachodzą.
  • tricolour 24.01.14, 11:38
    ... ostatnią rzeczą jaką chcę, to być zabawnym.
  • zalosny.jestes 24.01.14, 11:39
    luciva napisała:

    > Pracownic pilnuj, bo jeszcze w ciąze pozachodzą.

    Miś! Nie wiem jak to się stało! Zapomniałam wczoraj pigułki sad Cieszysz się? wink

    --
    Tłumaczenia z kobiecego na polski.
    Szybko, tanio i solidnie.
    Dzwoń już teraz 800666666
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:30
    luciva napisała:

    > No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na
    > konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?

    W moim jak i większości panów w kartoflanej 4% szansa na opiekę nad dzieckiem. W zasadzie to jeszcze mniejsza bo te 4% ojców wychowujących dzieci dostało tę opiekę z powodu jakiejś dysfunkcji po drugiej stronie, czyli u kobiety. Odpowiadam zatem jednoznacznie:

    DYSKRYMINACJA ZE WZGLĘDU NA PŁEĆ

    Moje życie się nie skończyło, opiekuję się dziećmi jak umiem najlepiej a w odpowiednim czasie podejmę próbę zmiany status quo. Mam na to jedną, jedyną szansę, bo jak się nie uda to wendeta zmusi mnie prawdopodobnie do emigracji (znów kartoflany system prawny).

    Ja wiem, że drogie panie chciałby widzieć szarżę ojców niczym w Lotnej kawaleria na czołgi (której to między nami szarży nigdy nie było) bo wówczas stosując podstęp i przebiegłość ogrywałyby nas w kartoflanych sądach jak dzieci. W moim wypadku trafiła kosa na spokojny, rzeczowy kamień.
    Miłego dnia życzę.

    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:44
    Żałosny, jak ktoś jeszcze nie zna Twoich wątków powielanych na zasadzie "kopiuj-wklej" z drobnymi zmianami, to się może i nabierze. Szerokie grono rozmówców już jednak od Ciebie samego się dowiedziało niedawno, że nie podjąłeś starań o dzieci, bo sobie przeliczyłeś, że finansowo Ci się to nie opłaca.
    Tym się różnisz od matek, kobiet, które tak opluwasz w każdym możliwym wątku. One walczą, żyją dla dzieci, z dziećmi, stawiają ich dobro ponad swoje ambicje, lenistwo, wygodę, święty spokój. Ich energia idzie w codzienną walkę z niełatwą porozwodową rzeczywistością, Twoja w tłuczenie w klawiaturę.
    Gdybyś próbował, starał się, apelował i przegrał, byłbyś dla mnie jakimś wiarygodnym głosem w takiej dyskusji. Człowiek, który nic nie zrobił, bo z góry założył, że system go przemieli, jest tylko....żałosny. Niestety.

    Wiem, że zaraz zalejesz ten wątek bełkotem o kartoflach i Twojej ulubionej liczbie 96/4, ale może, jak masz takie zamiłowanie do cyferek, w lotto zagraj. Ma być jakaś kumulacja.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:46
    cytatami produkuję na bieżąco. Twoja ocena mojej i innych ojców sytuacji zupełnie mnie nie dziwi. Obecny stan prawny odpowiada Ci przecież big_grin
    Mniej nerwów bo znów bluzgami sypniesz i Cię wytną wink
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:51
    Nigdy nie bluzgałam, pudło.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 09:57
    Różnica między nami panie kartoflu polega na tym, że ja zaryzykowałam, stanęłam na polu i podjęłam negocjacje, licząc się z tym, że może dojść do walki. Obecny system odpowiada mi szalenie - umożliwił mi na zapewnienie dzieciom praktycznie nieograniczonego kontaktu z ich ojcem. Kontakt jest wyznaczany, ale nie jest ograniczany. Dzięki aktualnemu systemowi, konkretnie planowi wychowawczemu. Tylko wiesz, to wymagał wysiłku - musiałam dowiedzieć się, zapłacić za prawnika, lawirować w rozchwianych emocjach histerycznego eksa, iść do sądu, uwiarygodnić swoje stanowisko, potem z tego wszystkiego się wywiązywać, choć nie ma tygodnia, by nie było to dla mnie utrudnieniem. Ale warto - dla dzieci. One mają czuć się dobrze, bezpiecznie. Na tyle, na ile to możliwe w rozbitej rodzinie. One mają mieć świadomość, że mimo że rodzice nie podołali wspólnemu życiu, to dali z siebie wszystko (albo chociaż jedno z nich, holując drugie, bezwolne), by zapewnić im optimum.
    Łatwiej jest nie zrobić nic, a potem narzekać i użalać się. Tylko nie wiem dlaczego zakładasz, że ktoś te jęki ma potraktować serio.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 09:59
    "Różnica między nami panie kartoflu".
    Różnice między nami są dużo poważniejsze wink
    A tak na serio to masz rację w kwestii bluzg - jesteś tak do bólu schematyczna, że pomyliłem Cię z panią lampką big_grin big_grin big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:06
    Mnie się w ogóle wydaje, że Tobie wszystkie kobiety zlewają się w jedno, od niemowlaczki do emerytki. I każdą obdarzasz pogardą i poczuciem niższości ubranym w paskudne wywyższanie się.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:12
    schematyczne. Ciebie to oczywiście nie dotyczy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    --
    Lost in the Past
  • elzabeth18 22.01.14, 09:56
    amsterdamska_mgla piękna wypowiedź żałuje że nie ma I Like It!
    --
    Pozdrawiam smile
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-54560.png

    http://www.suwaczek.pl/cache/fab4005b98.png
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:00
    Treść zbędna big_grin
    Idę już po targ się zaczyna znów wink
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:16
    hm, moje konkretne pytanie do Ciebie było zupełnie inne, a mainowcie, co konkretnie robiłeś, aby mieć opiekę nad dziećmi i zmienić ten nieszczęśny stosunek 94/6 oraz móc wydawać wyroki.
    konkretnie - jakie działania?

    Ale ok, bo okazuje się tymczasem, że póki co wydajesz wyroki opinie i sądy bez doświadczenia i praktyki- mianowicie jeszcze nie podjąłeś działań.
    Czyli póki co jesteśmy na etapie chcenia - podobnie jak Tri.
    On na tym zakończył swą działalność. na chceniu.

    W odpowiednim czasie podejmiesz..........a czemu nie zrobiłeś tego od razu? zaraz natychmiast?
    Duzo gadasz a tymczasem palcem jeszcze nie kiwnąłeś?
    To na czym opierasz swe sądy i żale?

    Bo mnie się wydaje, że stosunek 94/6 wynika z tych co podjęli działania. Czyli na 94 kobiety tylko 6 mężczyzn ZADZIAŁAŁO, A NIE TYLKO MÓWIŁO CZEGO CHCĄ?
    Kapujesz teraz?
    Na tym polega różnica.
    Bo mówić i chcieć to se można, przejdźmy do praktyki, zobaczmy na ile starczy zapału i mądrości.


  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:27
    Czemu jeszcze nie?

    BO NIE JESTEM KAMIKADZE

    Próba uzyskania opieki nad dzieckiem przez ojca w tym kraju, gdy matka nie chla albo nie ćpa nałogowo jest skazana na klęskę a podjęcie takiej próby nie zakończonej sukcesem powoduje wendetę. Wachlarz możliwości jest nieprawdopodobny, począwszy od zamknięcia całkowitego kontaktu z dzieckiem (niszczenie psychiczne), poprzez składane co pół roku dla sportu wnioski o podwyżkę renty (nękanie ekonomiczne bo dla pani wniosek to kartka papieru a dla mnie sam adwokat to 1800 złotych) a skończywszy na wrabianiu w pedofilię co również się zdarza. System prawny w tym kraju umożliwia w praktyce zniewolenie uczciwego faceta.

    Szansą jaką ma mężczyzna w tym kraju na realną opiekę nad dzieckiem jest ukończenie przez nie 13 roku życia. Wówczas panie w todze mogą wziąć pod uwagę to z kim dziecko chce być na co dzień. Oczywiście drogie panie pozostawiły sobie furteczkę na zasadzie, że może wziąć ale nie musi wink Najczęściej i tak sądy sankcjonują stan faktyczny ale szansa jest...realna nie nie szarża z motyką na słońce.

    W sumie sam nie wiem po co to piszę po raz n-ty. To jest tak oczywiste dla każdego choć odrobinę przyzwoitego i nie zakłamanego człowieka, że aż szkoda tracić czas na udowadnianie spraw oczywistych.

    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:36
    > W sumie sam nie wiem po co to piszę po raz n-ty. To jest tak oczywiste dla każd
    > ego choć odrobinę przyzwoitego i nie zakłamanego człowieka, że aż szkoda tracić
    > czas na udowadnianie spraw oczywistych.

    Ależ przecież dobrze wiemy, dlaczego piszesz o tym po raz e-nty. Bo chcesz sam siebie przekonać. Wiesz, że stchórzyłeś, wiesz, że dałeś się nastraszyć czarnemu ludowi, wiesz, że nawet nie próbowałeś, wiesz, że nie weryfikowałeś tych przerażającyh okropieństw, które sobie wyobrażasz. Usiłujesz przekonać sam siebie i dlatego musisz o tym głośno krzyczeć do innych, że gdybyś zrobił pierwszy i drugi krok, piekło rozpętałoby się i nie miało końca. A tak wcale nie jest. Ci z nas, którzy podjęli jakieś próby, wiedzą dobrze, że można iść po cienkiej linie, ryzykować i że polskie prawo zawsze daje szansę odwrotu. Można powiedzieć swojemu prawnikowi "wycofajmy się, nie dam rady, to nie ma sensu, to zmieni się w wojnę". Można przegrać sprawę i spuścić łeb, zamiast składać apelację.
    Wszystko można, tylko trzeba chcieć, umieć, mieć odwagę i nie być zakłamanym.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:40
    Ja wolę przemyśleć, poczekać i zrealizować to co zaplanowałem.
    Wiem - żałosny jestem wink
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:44
    A co przemyśliwujesz i na co czekasz?
    Bo wiesz, dzieci rosną. Szybko.

    a! wiem! tak, znacznie łatwiej opiekować się 12-latkiem niż 4-latkiem. Na przykład. W sensie organizacji oczywiście.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:47
    Luciva, nie czepiaj się kolegi wink on chciał się opiekować 4-latkiem, tylko uznał, że mu się to nie opłaca.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:52
    amsterdamska_mgla napisała:

    > Luciva, nie czepiaj się kolegi wink on chciał się opiekować 4-latkiem, tylko uzna
    > ł, że mu się to nie opłaca.

    są na poziomie właśnie 4 latka big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:58
    Manipulacje to jest coś ukrytego, a ja piszę wprost. Znów pudło. Kiepski dziś masz dzień smile
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:00
    przewagę merytoryczną. W tym wypadku źle dobrane narzędzie. Polecam jakiś kurs z negocjacji albo coś pokrewnego wink

    Dzień mam bardzo dobry, czego życzę i Tobie.
    Kochane flirciary jesteście big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:07
    Moja przewaga polega na tym, że :
    a - REALNIE poszłam do sądu zagrać o swoje przywileje
    b- REALNIE zajmuję się swoimi dziećmi

    > Polecam jakiś kurs
    > z negocjacji albo coś pokrewnego wink

    Cytując pewnego znajomego "dobre rady zachowaj dla siebie" A jak jeszcze zechciałbyś z nich skorzystać...
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:15
    wystarczyła Ci kartka papieru i jedna rozprawa.
    Tak to wygląda realnie.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:22
    Nie, realnie po prostu jestem silna, odważna, mądra i empatyczna big_grin i tych zasobów użyłam, żeby się znakomicie rozwieść, za co eks mi uczciwie po rozwodzie podziękował, mówiąc, że on nie napisałby pozwu do dziś bo za bardzo się stresował.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:38
    opiekować się dzieckiem skoro taki wrażliwy big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 22:52
    Radzę sobie z obiema sprawami. Poluję, zakładam hodowlę oraz opiekuję się dziećmi. Da się, kobiety potrafią.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:49
    opieki nad dzieckiem to przywilej a nie obciążenie. Bez względu na wiek i wiem co mówię. Nigdy nie byłem i nie jestem tatusiem weekendowym. Obciążenie wynikające ze sprawowania opieki nad dzieckiem jest kolejnym nadużyciem ze strony kobiet wykorzystywanym do wskazania jakie to one są obciążone przez życie - powód jeden - wyższa renta. Ja biorę dzieci i nie chcę renty - i to pokazuje ile dla mnie znaczą a nie ile kosztują. A wiesz co by było gdybym z renty zrezygnował w kartoflanym sądzie? Pani w todze stwierdziłaby, że nie dbam o interes dzieci. Takie to interesowne są nasze drogie panie big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:53
    Nie wiem, o jakiej rencie piszesz. Rentę będą miały Twoje dzieci jak zemrzesz, czego nie życzę ani Tobie ani im.

    Myślę, że nie wiesz, czy opieka nad dziećmi to przywilej czy obciążenie, skoro się nimi nie opiekujesz, bo bałeś się o to postarać.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:03
    kartoflanym sądzie big_grin Renta - to jak najbardziej właściwe określenie na daninę, którą przysądza pani w todze. I to bardzo dobra renta:

    - wyrok ma siłę bankowego tytułu egzekucyjnego przed panem komornikiem (swoją drogą, czemu to zazwyczaj faceci) wink
    - jest wypłacana przez dziesiątki lat
    - ewentualne niewypłacenie renty jest ścigane do śmierci i karane więzieniem (ewenement na skalę światową)
    - zapewnia spokój bytowy przez wiele lat

    Podejrzewam, że wiele ofiar wypadków czy inwalidów wojennych marzyłoby o takiej rencie.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:10
    Naprawdę nie wiem, o czym piszesz. Jakieś nowe urojenia?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:16
    Bo wiesz, z alimentami na dziecko to jest tak:

    Zgodnie z art. 133 k.r.o. § 1. Rodzice obowiązani są do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, chyba że dochody z majątku dziecka wystarczają na pokrycie kosztów jego utrzymania i wychowania.

    Do ukończenia 18 roku życia alimenty płacone są 'do ręki' drugiemu z rodziców, lub sąd w wyroku określa inny sposób realizacji świadczenia (np. część kwoty jest płacona bezpośrednio na szkołę czy zajęcia dodatkowe). Po ukończeniu 18 roku życia alimenty płacone są dziecku, a nie drugiemu z rodziców.


    RODZICE. Liczba mnoga. Czyli ja również "alimentuję" swoje dzieci. Różnica polega na tym, że ja "alimentuję" wprost ze swojego portfela a eks, ponieważ zdecydował się na opuszczenie rodziny, dokonuje tego za pośrednictwem wpłaty na moje konto. I jeszcze nie słyszałam z jego ust narzekania, raczej deklaracje, że jeśli polepszy mu się sytuacja materialna, będzie łożył więcej, bo chce dobrobytu dzieci a w moją uczciwość i oszczędność nie wątpi.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:37
    amsterdamska_mgla napisała:

    > I jeszcze nie słyszałam z jego ust narzekania, raczej deklaracje, że jeś
    > li polepszy mu się sytuacja materialna, będzie łożył więcej, bo chce dobrobytu
    > dzieci a w moją uczciwość i oszczędność nie wątpi.


    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:40
    Żałosny,ja rozumiem, że hojność i uczciwość to nie są Twoje zasoby i priorytety, ale proszę nie oceniaj swoją miarą wszystkich. Są tacy ludzie, którzy są uczciwi, chcą dobrze dla swoich dzieci, chcą im zapewnić dobrą przyszłość i umieją to oddzielić od tego, co im nie wyszło w relacji z inną, dorosłą osobą.
  • luciva 22.01.14, 11:09
    Czyli jak wyglądają Twe kontakty?
    Ale tak konkretnie żałosny, po męsku?
    Ostatnie pół roku? ile zaliczyłeś wizyt lekarskich, ile zebrań, zajeć, przebierania w szatni, zachęcania po raz n-ty do jedzenia, ile razy budziłeś się w nocy, odprowadzałeś dziecko do łóżka ? ile razy wysłuchiwałeś po raz 1548900 koncertu w wykonaniu dziecka? ile razy stałeś na bramce na orliku i broniłeś a ile razy strzelałeś gole? ile razy czytałeś książki, kolorowałeś kolorowanki? ile razy byłeś na tzw opiece czyli zwolnieniu lekarskim i ile razy obcięli Ci za to premie (o ile masz takowy system)itd. Ile razy wsyłuhcałeś od szefa - znowu przedsatwienie w przedszkolu i czemu 2 godziny a nie jedna?
    wszak nie jesteś weekendowy, wiec pewnie tyle razy ile dni w roku, no pomijając dni, kiedy matka była z dziecmi jakieś 2 do 6 w miesiącu?
    Mam rację?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:18
    w wychowanie dzieci. Muszę to wypisywać co jakiś czas, bo raz po raz jakaś pani próbuje mi udowadniać, że nie umiem "ugotować zupy". Ze mną to nie przejdzie, bo dzieci wożę do szkoły codziennie, co drugi tydzień gdy są ze mną ogarniam wszystko począwszy od lekcji a skończywszy na praniu. Bramki? Rysunki? No proszę - toż to sama radość życia.

    Pracę też mam taką,że szef mi nie mówi, że tu czy tu...widzisz same plusy aby zajmować się dziećmi na stałe a pani w todze NIE! Ty masz płacić daninę wink
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:23
    Ale jaka pani w todze, przecież Ty nawet z tą sprawą w sądzie nie byłeś?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:26
    decyduje kto ma zajmować się dziećmi. Bez zgody w tej kwestii rozwód trwa latami a Tobie przecież zależy na tym biednym, przesłuchiwanym dziecku big_grin big_grin big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:41
    No ale co ma zadecydować pani sędzia, kiedy kartoflany ojciec nawet nie pisnął, że chce kontaktów z dzieckiem?
  • luciva 22.01.14, 11:54
    A więc masz wszelkie silne argumenty za sobą?
    Co więc Ciebie powstrzymuje?
    Ten wiek?
    eeeee
    sędziowie w spódnicy? a może czas otrzepać kurz i przekonać się jak jest TERAZ? spróbować chociaż, bo chyba nic nie tracisz?
  • luciva 22.01.14, 11:04
    No dobra, piszesz o czym czytasz, słyszysz, itd. Teoria.
    Pytanie moje - czy sprawdziłeś to na własnej skórze?
    W sensie napisałeś wniosek o opiekę, było ileś spraw, świadków, itd.?
    czyli - czy działałeś w tym, aby to móc napisać - tak przeszedłem to wszystko?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:05
    Wówczas opiszę Ci wszystko i mam głęboką nadzieję, że nie będzie to opis jak z opinii RDOKU, że ojciec jest spoko gość i nawet lepiej się porozumiewa z dziećmi niż matka ale matka to matka wink
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 11:16
    A dlaczego jak 13 lat?
    Tylko dlatego, że dziecka można zapytać? Słuchaj fakty i zdarzenia przemawiają za Tobą, wszak nie jesteś weekendowy, wiec? czego się boisz - bez trudu udowodnisz, że i tak w praktyce jesteś więcej z dziecmi wiec to tylko formalność, no nie?

    A może chodzi o to, że 13-latek sam w domu zostanie? Można iść na squasza? Sam się sobą zajmie - nie trzeba po raz enty z klocków budować a autkami jeździć po podłodze?
    nie trzeba wiązać szalika, kąpać, usypiać, uczyć pływać?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:17
    Boisz się badania w RODKu, Żałosny?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:19
    I skoro tak Ci na dzieciach zależy - uważasz, że mniejszym stresem jest zeznawanie przez dziecko w sądzie, opowiadanie się za jednym/ przeciw drugiemu rodzicowi, niż wizyta w warunkach diagnostycznych i bezpiecznych w RODKu? Sam boisz eis stanąć przed sądem, żeby bronić swoich racji, więc wysuniesz przed siebie 13-letnie dziecko?
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:25
    uciekać się do bardzo plugawej zagrywki. Dziecko w sądzie nie stawia się na sali tylko jest przesłuchiwane przez psychologa. Ależ manipulacja...

    Kiedyś oglądałem taki film i schemat Twojego rozumowania jest identyczny wink :

    Facet podchodzi do budki telefonicznej, podnosi słuchawkę i chce dzwonić. Nagle podchodzi do niego typ, wyciąga mu słuchawkę z ręki i mówi:

    - Ty to jest moja budka. Musisz zapłacić 20$ jak chcesz dzwonić
    Na to dzwoniący odpowiada:
    - OK, rozumiem...skorzystam z innej budki
    Na to typ wyciąga bejzbola i mówi:
    -Co? Nie podoba Ci się moja budka?

    To jest to samo. Poza tym ja się nie boje ani RDOKU ani przesłuchania dziecka w sądzie bo starsze wprost pyta kiedy na stałe zamieszka ze mną a młodsze też by chciało ale jest mu żal matki.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:34
    Ok, przepraszam, nie znam procedury, wycofuję się i sypię głowę popiołem.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:21
    również Ex mimo, że czasu ma dla dzieci mało. Ona jest kobietą więc starsze panie muszą przecież to usankcjonować wpisami typu "stara się ale nie ma czasu", "kocha ale jest zajęta" itp/ Drogie panie, przestańcie sankcjonować ten chory system. RDOKI należy zaorać, bo jeżeli ja świadomy facet ledwo ogarniam bałagan prawno-organizacyjny w kartoflanej to piekarz, kierowca czy dozorca nie ma nawet szans na zrozumienie 10% tego o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. big_grin
    --
    Lost in the Past
  • mia17 22.01.14, 09:48
    otóż to - podpisuję się pod tym rękami obiema. o to mi właśnie chodziło.
  • mia17 22.01.14, 09:52
    pod eicronem miało się pojawić smile
  • anderikka 22.01.14, 10:23
    Przepraszam, że się wtrącam, tylko że chyba kłótnie nie mają sensu.* Każdy jest tu w jakiś sposób bardzo ciężko doświadczony przez życie, więc po co dokładać sobie złych emocji...

    *"Chyba", bo może ktoś tego jednak potrzebuje.
  • tricolour 22.01.14, 10:26
    ... że moja córka nie jest moją rodziną, to niektóre panie nagle sobie uświadomiły tandetę własnych rozwiązań porozwodowych i napadają na tego, który im to uzmysłowił.

    Bo łatwiej napadać na obcych i się kłócić niż pogadać z exem.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:34
    udowadniać oczywistych spraw big_grin Tri, mniej emocji - tu chodzi tylko o transfer energii z Ciebie na panią. W małżeństwach odbywa się to niemal co dzień wpędzając nas do grobów o kilka lat przed czasem. Brak chłopa? Nie ma po kim pojechać emocjonalnie smile
    --
    Lost in the Past
  • anderikka 22.01.14, 10:47
    zalosny.jestes napisał:
    > W małżeństwach odbywa się to niemal co dzień wpędzaj
    > ąc nas do grobów o kilka lat przed czasem. Brak chłopa? Nie ma po kim pojechać
    > emocjonalnie smile

    Widzisz, Żałosny, dla mnie na przykład w takim miejscu dyskusja przestaje być dyskusją. Jasne, niech każdy pisze, co chce, tylko że wtedy nic z tego nie wyniknie: ktoś nie dostanie konstruktywnej rady, ktoś się zdenerwuje itp.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:57
    do poziomu pań na forum. Ty jesteś jedną z nielicznych, z którą rzeczowa dyskusja jest możliwa. Upraszam zatem o wybaczenie big_grin
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • anderikka 22.01.14, 11:00
    zalosny.jestes napisał:
    > do poziomu pań na forum.

    He he, powstaje dylemat stary jak świat: co było najpierw, jajko czy kura? wink
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:04
    Jajko. Gady były przed ptakami wink
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:06
    big_grin
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:37
    Panie na Ciebie nie napadają,. bp sobie uzmysłowiły.
    Panie napadają, bo pewnie zwyczajnie żal im córki a może wiedzą, jak to jest gdy ojciec opuścił córkę.....poczytaj sobie trochę. Twoja córka pewnie zasili rzesze tych kobiet nie wierzących w siebie, pakujących się w byle ramiona. Ty masz w tym największy udział. No chyba, że może jakiś mądry ojczym się trafił.
    Poza tym nie można swiadomie zrezygnować z kontaktów a potem trąbić na temat 94/6.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:46
    z kontaktów czy o mnie? Ja akurat jestem z dziećmi więcej niż Ex. Stan na papierze nie ma nic wspólnego z rzeczywistym a jest taki tylko i wyłącznie z powodu dyskryminacji mężczyzn w kartoflanych sądach rodzinnych.

    Tri jeżeli się odciął też rozumiem. Trzeba mieć niesamowitą psychikę i jaja jak balony, żeby wytrzymać poziom hipokryzji, kłamstw, manipulacji z jakim faceci po rozwodach mają do czynienia. Ktoś widujący swoje dzieci rzadko ma z nimi kiepską więź - to naturalne, dlatego panie w todze często pozwalają na widzenia np dwa razy w miesiącu po dwa niepełne dni plus środa miedzy 12 a 13:30 wink Jak ktoś nie widzi jakiego rodzaju jest to podświadoma manipulacja to zwyczajnie jest ślepcem wink
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:50
    To, że Ty rozumiesz indolencję kolegi naprawdę nie oznacza, że zrozumie go własne dziecko i mu wybaczy i będzie umiało być szczęśliwe, a o tym pisze Luciva. Wiem, trudne w odbiorze.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 10:59
    amsterdamska_mgla napisała:

    > To, że Ty rozumiesz indolencję kolegi naprawdę nie oznacza, że zrozumie go włas
    > ne dziecko i mu wybaczy i będzie umiało być szczęśliwe, a o tym pisze Luciva.

    Racja. To są bardzo trudne wybory - niestety czasem lepiej aby ojciec został choć w szczątkowej formie i np płacił niż miałby się z rozpaczy powiesić. Nie przesadzam w tej chwili bo są to tego typu wybory - mnie też było strasznie ciężko chwilami.

    >Wiem, trudne w odbiorze.

    Zbędna manipulacja big_grin


    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:00
    No widzisz, a dla mnie biduś, który się "wiesza", bo mu tak ciężko, zamiast być i się starać wesprzeć dziecko, to właśnie przykład tchórzostwa i mięczakowatości.

    Pokaż mi, ile matek się "wiesza" po rozwodzie.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:08
    Chyba żartujesz? big_grin Przecież to najpiękniejsza pozycja jaką sobie można wymarzyć a jak jeszcze facet ma trochę zasobów to jest to w ogóle mistrzostwo świata. W kartoflanej kobiecie będącej w relacji z poukładanym mężczyzną zupełnie nie opłaci się w niej pozostawać, skoro może uzyskać pełny dostęp do jego portfela bez potrzeby tłumaczenia czegokolwiek wink
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:20
    Czyli wszystko sprowadziłeś do pieniądza. Brawo.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:27
    za plecami dzieci big_grin
    --
    Lost in the Past
  • luciva 22.01.14, 10:56
    piszę o Was obu bo Was najbardziej kojarzę na forum jako pieniaczy w spr opieki nad dzieckiem, po czym okazuje się, że żadne z Was nie zaczął działań, bo czeka i filozofuje lub w ogóle zrezygnował z działań, bo eks krzywo patryzła.

    Z tego co wiem, to sąd zasądza to, do czego dażą rodzice, wiec to raczej matka powiedzmy wnioskuje o te środy 12-12.30 a jak ojciec siedzi cicho i nawet nie stęknie (te działania!!!) no to o czym gadać.
    To co dzieje się w sądach to ładny wynik tego co dzieje się w zyciu.

    Dla mnie ideałem byłoby co drugi weekend z tatą i dwa dni w tygodniu, każdym. Na przykład.
    Ale wiesz co się zdarzyło, gdy poprosiłam aby eks przyjechał dwa weekendy pod rząd.? sorry on nie może zrezygnować, bo on imprezę ma.
    Sorry, od 6 lat nawet nie mruknął na przykład cos na temat sylwestra.
    Ale oczywiście, często słyszę, że on mógłby dzieckiem się opiekować. Tyle teorii. praktyka - jest dziecko w domu - nie ma imprez, przynajmniej nie tak często. Boli, no nie? i tak dalej.

    Ktoś dla kogo ważne jest dziecko, tak serio, jego zycie, przysżłośći, itd. - nie patrzy na manipulacje, hipokryzje sądów, itd. Jeśli takie rzeczy go łamią - znaczy się, że jest sam dla siebie pępkiem świata. I wtedy sorry, ale opieka nad dzieckiem nie uda się, bo bycie z dzieckiem uczy, że nie jest się zawsze pępkiem świata.
    Ktoś widujący się z dzieckiem rzadko może mieć fajną więź -wystarczy prawdziwe zaangażowanie.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:03
    uciva napisała:

    > piszę o Was obu bo Was najbardziej kojarzę na forum jako pieniaczy w spr opieki
    > nad dzieckiem, po czym okazuje się, że żadne z Was nie zaczął działań, bo czek
    > a i filozofuje lub w ogóle zrezygnował z działań, bo eks krzywo patryzła.

    Luciva, jesteś moją boginią big_grin big_grin big_grin
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:11
    będziecie miały ulgi podatkowe wink
    To nie jest kwestia krzywego patrzenia Ex tylko REALNYCH możliwości dołożenia człowiekowi z wykorzystanie kulawego orzecznictwa. Już pisałem - można się porywać z lancą na słońce jak np rogacz z Łodzi (byłemrogaczem). Co ugrał? Totalnie nic mimo, że pani zdradziła.

    Zabrała mu wszystko, spokój, dom, córkę, teraz jeszcze okradnie go w majestacie prawa z tego co zgromadził. Chłopisko walczył z podniesioną przyłbicą a na wyjście ma dużo gorszą pozycję niż ja bo rozwód z winy obu stron i dziecko u matki. Szanse na odwrócenie ma zerowe praktycznie.
    --
    Lost in the Past
  • tricolour 22.01.14, 10:29
    - Luciva, która ma bardzo rzadkie kontakty - jak rzadkie?
    - Mgła, która się znakomicie rozwiodła, ale ojciec ma w dupie dzieci i gra na tabletach podczas spotkań, a one wymiotują od tego co nieuważnie zjedzą.

    No to jak sie nie kłócić mając taki burdel?
  • anderikka 22.01.14, 10:42
    tricolour napisał:
    > No to jak sie nie kłócić mając taki burdel?

    Nie wiem, nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, wiem tylko, że za tą dyskusją kryje się mnóstwo dramatów (dotyczą wszystkich), i dlatego tak przykro czytać to wzajemne obrzucanie się zarzutami.
    Nie wchodzę w rolę mediatora, tylko jest to po prostu przykre... To tylko moja refleksja.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:43
    A co ma mój znakomity rozwód do dupnego ojca?

    Mój rozwód był znakomity, albowiem:
    1. odbył się błyskawicznie, nie czekałam na rozprawę
    2. odbył się przy pomocy wspaniałego prawnika
    3. ustaliliśmy optymalny plan wychowawczy
    4. uzyskałam rozwód z orzeczeniem winy eksa na jednej szybkiej rozprawie
    5. ustaliliśmy uczciwe dla obu stron alimenty i nie było się o co kłócić
    6. między sobą, bez prawników, podzieliliśmy się majątkiem i znów nie było się o co kłócić
    7. atmosfera przed po i w trakcie była życzliwa i sympatyczna
    8. umieliśmy się uściskać i podziękować sobie na pożegnanie
    9. dobro dzieci stawialiśmy zawsze na pierwszym miejscu*

    * choć jak widać, mamy zdecydowanie inne podejście do spraw wychowawczych

    Rozpad rodziny to parszywe bagno, eks dupkowato ojcuje, niemniej ojcuje, a nie znika, mówiąc, że "dzieci to nie jego rodzina" {zgroza!}, ale mój rozwód był znakomity smile. Każdemu życzę takiego lightu'u, trudno o lepszy.

    Warto umieć odróżnić proces rozwodowy od całej reszty.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:13
    amsterdamska_mgla napisała:

    > 4. uzyskałam rozwód z orzeczeniem winy eksa na jednej szybkiej rozprawie

    Widać spieszno mu gdzieś było wink My tak mamy, że czasem myślimy sercem a nie głową wink

    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:29
    Nie, powodem rozpadu mojego małżeństwa nie była zdrada i innej pani nie ma do dziś.
    Eks potrafił powiedzieć "przepraszam" , "ponoszę winę i biorę ją na siebie w wymiarze moralnym". Nie tylko przed sądem, dla klepnięcia, w wielu intymnych rozmowach między nami też. Dlaczego we wszystkim widzisz nieuczciwość?
    Mogę psioczyć na eksa, że jest dupkowatym niedojrzałym tatusiem, który gra na tablecie zamiast skoncentrować się na dzieciach (a potem dziecko obżarte słodyczami wymiotuje i cierpi), ale nie mam do tej pory powodu, by zarzucić mu kłamstwo czy nieuczciwość. Gówniażeria emocjonalna naprawdę nie musi być równoznaczna z byciem oszustem, zwłaszcza wobec własnej rodziny.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:30
    Spokojnie mgło big_grin
    Pan grający na tablecie wszystko wyjaśnia, również krótkowzroczność w myśleniu.
    Szczerze? Chyba dobrze zrobiłaś wink
    Pozdrawiam
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:33
    Ależ ja wiem, że nie oskarżasz mnie o oszustwo, pisałam Ci, że nie oszukiwał mąż, obecny eks. Bo zdrada jest oszukiwaniem, czyż nie?
    Co więcej, uczciwy jest do dziś. W sprawach majątku, finansów, regulowania kontaktów z dalszą rodziną. Po prostu do bycia ojcem nie dorósł, bo sam jest dzieckiem. Bywa.

    Też mi się wydaje, że zrobiłam dobrze, a nawet...znakomicie wink
  • tricolour 22.01.14, 13:26
    ... ale w oparach wzajemnej agresji, możliwych brudów, i szałów exa. Oczywiście możesz powiedzieć, że rozwód to scenka z sali sądowej, a reszta się nie liczy. Nawet ta "mała reszta", że ojciec przed i po rozwodzie dupny, ale to się nie liczy, bo był znakomity przez pół godziny w sądzie. Ja to widzę inaczej i mnie chwila sądowa mało obchodzi wobec blisko dwudziestu lat, która minęły po niej.

    Ty się pytasz, co może być dalej? No to ja piszę, co wiem z własnego doświadczenia po raz kolejny wzbudzając kontrowersje. A prawda jest taka, że ten Twój dupowaty OJCIEC mniej się przykłada do opieki i wychowania swoich dzieci niż byle pierwszy lepszy znajomy, gdyby tylko Twoje dzieci pod opiekę dostał. Wręcz nie ma takiej możliwości, byś dała pod opiekę dzieci facetowi, który woli tablet, niż zając się dziećmi. Nigdy w życiu byś nie dała gdyby naraził on zdrowie tych dzieci zaniedbaniem i lekceważeniem. W takim rozumieniu ten facet od tabletu to nie jest ojciec - on jest gorszy od wszystkich.... ale oczywiście możesz go nazywać jak chcesz.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 22:58
    I pisze to chłop, który o swojej córce pisze, że nie jest jego rodziną i że nie utrzymuje z nią od lat kontaktu. Wow, przekonałeś mnie. Mój Ty autorytecie.
  • tricolour 22.01.14, 23:02
    ... bo z kręcenia jesteś już tu znana.

    Nigdy nie napisałem, że nie utrzymuje od lat kontaktu z własną córką więc szanuj się. Kontakt utrzymuje regularny. Nawet tabletów nie używam przy córce - wyobraź to sobie i nie rzyga ona po mojej wizycie.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:07
    A nie, przepraszam, pomyliłam się, ale wiadomo, szeroko jestem znana z kręcenia, szeroko. Z łgarstw nawet. Ja po prostu myślałam, że odpisuję Tricolourowi, który nie uważa swojej córki za rodzinę i nie ma z nią kontaktu i jest na tyle duża, że sama kontroluje ilość zjadanych słodyczy. A tu się okazuje, że ja odpisuję Tobie, wspaniałemu tacie, który regularnie utrzymuje kontakt ze swoją córką i któremu drugie dziecko na przestrzeni miesiąca z dwulatka nagle zmieniło się w trzylatka. Nie, no najmocniej przepraszam, autorytecie mój i oazo szczerości i mądrości. Wzorcu mężczyzny taki, o matryco Ty moja.
  • tricolour 22.01.14, 23:13
    ... mogłaś napisać: cholerka, pomyliłam się.

    Ale po raz kolejny wolisz z siebie zrobić idiotkę. No to nią jesteś skoro nie potrafisz ogarnąć, że dziecko może mieć lat miedzy dwa, a trzy. Na przykład dwa i siedem miesięcy. Wtedy piszemy dwulatka, ponad dwulatka, prawie trzylatka. Kapujesz? Dwa - trzy.

    Kapujesz, że można regularnie utrzymywać kontakt i uważać, że córka nie jest rodziną w moim rozumieniu?

    Kapujesz na sam koniec, że nie musisz się zgadać z moim zdaniem i mieć własne?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:22
    Niestety, znów się nie pomyliłam tongue_out Kłamiesz, kręcisz, raz dziecko ma dwa lata, raz trzy lata, raz nie utrzymujesz kontaktu z córką, raz mega regularny i jesteś dobrym tatą, choć nie uważasz rodzonego dziecka za rodzinę i tak dalej.

    Nadchodzi już ten moment, w którym możesz zacząć mnie wyzywać od prostytutek, pisać o gwałtach i burdelach, tak jak lubisz, śmiało, ulżyj sobie, północ się zbliża, to Twoja godzina.
  • tricolour 23.01.14, 00:33
    ...i zachowujesz się prymitywnie: przyłapana na kłamstwie kłamiesz jeszcze bardziej.

    Kłamliwie sugerujesz że nie utrzymuje kontaktów. Kłamliwie sugerujesz że jestem mega kulturalny. Kłamliwie, że niby twierdzę, że jestem dobry tatą, a twierdzę odwrotnie.

    Od wręcz pierwszego Twego dnia na tym forum twierdzę, że kłamiesz. Ty się lepiej zastanów skąd to się bierze i jak bardzo to widać... to dla Ciebie powinno być ważniejsze niż jakiś obcy Tricolour.

    PS. Prostytucja małżeńska polega na byciu w związku małżeńskim tylko dla pieniędzy. Napisałem to do osoby, która tak o sobie twierdziła. Dlaczego tak to pamiętasz?
  • amsterdamska_mgla 23.01.14, 00:56
    > Od wręcz pierwszego Twego dnia na tym forum twierdzę, że kłamiesz.

    Ależ twierdź sobie. Robi to na mnie takie same wrażenie, jakbyś twierdził, że mam kopytka i zielony ogon. I tyle samo w tym prawdy. Ale twierdź sobie, jeśli Ci z tym lepiej.

    >Dlaczego tak to pamiętasz?

    1 - bo wtedy do mnie dotarło, jak pogardliwy, chamski i agresywny wobec ludzi potrafisz być.
    2 - bo tydzień później nazwałeś mnie burdelmamą
    3 - bo Twoje wypowiedzi najeżone są agresją z podtekstami seksualnymi
    4 - a to wszystko pokazuje Cię w parszywym świetle

    Już się nie produkuj. Wiem, że musisz się opluć i mieć ostatni wpis. Generuj kolejne, plącz, mąć, judź, karm się tym, ale nie pociągnę dialogu z Tobą. Nie lubię gadać z przeżartymi nienawiścią ludźmi, sorry, cytując jedną wiceministrę.

  • luciva 23.01.14, 08:20
    Ej, kapujesz to moje słowo!!
    big_grin
    fajne jest, no nie?

    Tri, a jak córka nie jest rodziną, ale spotykasz się z nią regularnie, to przepraszam, w jakim charakterze spotykacie się? wink
  • argentusa 22.01.14, 11:34
    hihih, a ja się tylko śmieję i błogosławię opatrzność, że ani eksio ani nm nie są takimi jak Wy.
    I ja, nie mieszkając z najstarszym synem, nadal uważam,ze JEST moją rodziną co więcej kocham go jak nie wiem co, chociaż codziennie nie piorę jego skarpet wink a nawet nie gonię do lekcji.
    A rozwieśc się też rozwiodłam doskonale. I płacę alimenty i nie narzekam, ze dużo. I dysponuje alimentami na maluchy i nie narzekam,ze małe.
    Można, można.
    I nawet można nie uważać, że moje rozwiązanie najlepsze dla wszystkich. Dla naszej RODZINY (do której poniekąd i eksio /choć obcy/ należy poprzez więzy z dziećmi). A, i lubię neksię. Bo fajna kobita jest smile smile smile.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:35
    Argentuso, cieszy mnie Twój wpis smile
  • kruku_33 22.01.14, 10:52
    A ja mam idiotyczne wrazenie, ze zamiast szukac rozwiązań i możliwości, ew. przedstawić swoje zdanie / historię, to forum zaczyna trącić wojną podjazdową pomiędzy facetami i kobietami.

    Czas sie trochę ogarnąć - <żałosny> ja też mógłbym psioczyć na wszystkie kbiety tego świata, ale jaki to ma cel? Są fajne kobiety, są fajni goście; i są też beznadziejne rample, które nigdy się nie zmienią, ale nie generalizujmy. Może i Ciebie i mnie coś fajnego jeszcze spotka...
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 10:55
    kruku_33 napisał(a):

    > A ja mam idiotyczne wrazenie, ze zamiast szukac rozwiązań i możliwości, ew. prz
    > edstawić swoje zdanie / historię, to forum zaczyna trącić wojną podjazdową pomi
    > ędzy facetami i kobietami.

    Twoje wrażenie nie jest idiotyczne, tylko trafne. Ale wiesz co? Zauważyłam, że zaczyna się tak dziać regularnie w wątkach, które zahaczają o dobro dzieci. Przerażające, jak odmienne wobec dzieci postawy naświetlają tu kobiety i mężczyźni.
  • anderikka 22.01.14, 11:01
    Właśnie Kruku, dokładnie o to mi chodzi...
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:14
    B/T
    --
    Lost in the Past
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:28
    Kruku...masz dzieci?
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:31
    Ja nie Kruk, ale czytam jego wypowiedzi uważnie, bo to mądry i wrażliwy człowiek.

    Nie ma dzieci.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:36
    Ja bym się nie wypowiadał w kwestii, która mnie nie dotyczy. Rozwód jeśli brak potomstwa nie rodzi poza emocjonalnymi żadnych następstw. Dzieci niestety często stanowią narzędzie w rękach matek sad

    Kruku zwyczajnie jest już na etapie rozglądania się za kolejną panią. Życie prawdopodobnie niewiele go nauczyło, pewnie sądzi, że jak będzie miły, nadskakujący to szybciutko jakaś go przytuli. A i owszem a później przemiele, strawi i wydali...

    Kruku! Nie idź tą drogą bo znajdziesz się w tym samym miejscu co jesteś tylko z dziećmi a wówczas tak pięknie już nie będzie.

    Czasem wydaje mi się, że najważniejszym kryterium jakim kieruje się większość kobiet w wyborze partnera jest jego brak odporności na manipulację i zgoda na szeroko rozumiany kompromis w myśl zasady - co jest Twoje to jest moje a co moje to się zobaczy big_grin

    Obym się mylił.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:38
    A czemuż Ty się wziąłeś za pseudo-psychoanalizę Kruka? I czemu mu nie pozwalasz się wypowiadać w tym wątku?

    > Obym się mylił.

    Nie martw się, mylisz się niemal we wszystkim. Śpij spokojnie.
  • zalosny.jestes 22.01.14, 11:39
    Gdzie mu zabraniam? wink
    Śpij spokojnie? Środek dnia mamy wink
    Poza tym mój spokój ma wynikać z Twojej diagnozy, że się mylę niemal we wszystkim?

    Ale ludzie mają o sobie mniemanie big_grin
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 11:43
    Gdybym była jedyną polemizującą z Tobą, to mógłbyś to podważać, ale w sumie nie ma nikogo, kto się zgadza z Twoim jojczeniem i teoryjkami.
    Słabo się ustawiłeś, skoro nie możesz w środku dnia się przespać wink dobranoc, ja idę na sjestę smile
  • kruku_33 22.01.14, 12:23
    Wiesz, zmanipulowany zostalem przez byla ex nawet w ten sposob, ze to ona wmowila mi (a ja uwierzylem), ze to ja zmanipulowalem ja...

    Glowny temat to <szacnek przy rozwodzie> - a nagle tu dzieci i nie wypowiadaj sie jak ich nie masz.

    Po prostu nie zieje jadem, szkoda energii. Etap poszukiwan? Moze. Dziekuje za rady.
    Mimo wszystko wole szukac rozwiazan niz siec zniszczenie dokola.
  • argentusa 22.01.14, 13:20
    Spokojnie Kruku,
    są ludzie, którym "zawsze pod górkę".
    i cokolwiek by nie było, zawsze tak będzie. Bo to taki gatunek człowieka. I zapewne jego opinia o kobietach wynika z jego doświadczeń! Tylko, że taki gatunek mężczyzny przyciąga konkretny gatunek kobiet. Żadna, w miarę normalna, nawet nie spojrzy w tym kierunku.
    Zgodnie z teorią: każda potwora znajdzie swego amatora. Wart swój swego, czy jakoś tak. wink
    A zdrowi ludzie przyciągają zdrowych. I git.
    Najlepszego,
    Ar.
  • kruku_33 23.01.14, 13:10
    Dziekuje i wzajemnie.
    Zalosnemu wydaje sie, ze jestem slodki i radosny. Tak nie jest. Nie trzeba miec dzieci, zeby przy rozwodzie dostac w kosc. Czasem jak czytam forum, mam wrazenie, ze nawet majac dzieci - czasem jest latwiej. Jest jakas czesc Ciebie na tym swiecie, nawet jesli jest pod gorke i zona/maz utrudnia kontakt. A osoby bezdzietne po rozwodzie? Utracilem chyba wiare we wszystko, stracilem checi do czegokolwiek, odrzucam wszystko co mozna. Zyje dla pracy i choc wiele mnie cieszy, mam wrazenie, ze takie prawdziwe, rodzinne zycie juz mnie nie dotknie.

    Ale czy przez to ze ja i ex zachowalismy sie jak dwie uparte i dumne osoby, mam zlorzeczyc wszystkim kobietom na swiecie, a ona facetom? Niekoniecznie. Rozumiem, ze Zalosny mial bardzo zle doswiadczenia i naprawde wspolczuje. Nie wyobrazam sobie jak mozna i co czuje osoba odcieta od dziecka (nie na wlasne widzimisie). Ale faszerowanie wszystkich kobiet ostra amunicja z tego powodu... tak nie mozna.

    Pozdrawiam
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:09
    zalosny.jestes napisał:

    > Ja bym się nie wypowiadał w kwestii, która mnie nie dotyczy.

    Ale przecież Ty się nieustannie wypowiadasz w kwestii, która Cię nie dotyczy. Udajesz, że przegrałeś w sądzie walkę o opiekę nad dziećmi.
  • zalosny.jestes 23.01.14, 07:07
    Więcej myśl wink
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 23.01.14, 07:50
    Żałosny:
    1 - czasownik "udawać" w języku polskim w 1 os. liczby pojedynczej brzmi "udajĘ". Jeśli go tak napiszesz, jest większa szansa, że czytelnicy Cię zrozumio....eeee zrozumiejooooo....eeeee zrozumiejom.....eeeeee wink
    2 - teraz powinien się pojawić Twój forumowy fumfel spod sztandaru "przegrałem w sądzie walkę o dzieci, choć nawet w nim nie byłem w tej sprawie/ chciałem być dobrym ojcem, ale nie mogłem, bo eks krzywo na mnie patrzyła po rozwodzie z mojej winy" i napisać Ci "kłamiesz, kłamiesz, od zawsze kłamiesz, ole ole ole!" {ale tego nie zrobi, bo on tylko do kobiet takie "ole ole" adresuje} i zapytać - no to walczyłeś o ową opiekę nad dziećmi czy też nie walczyłeś, bo teraz każda z Twoich wypowiedzi przeczy wcześniejszym Twoim relacjom
    3 - doprawdy nie wiem, cóż masz za motyw z tym paleniem, dojaśnisz?
    4 - o moje myślenie się nie martw, jakbyś zaczął sam, wiedziałbyś, jak rozpoznać ten proces
  • zalosny.jestes 23.01.14, 08:31
    amsterdamska_mgla napisała:

    > Żałosny:
    > 1 - czasownik "udawać" w języku polskim w 1 os. liczby pojedynczej brzmi "udajĘ
    > ". Jeśli go tak napiszesz, jest większa szansa, że czytelnicy Cię zrozumio....e
    > eee zrozumiejooooo....eeeee zrozumiejom.....eeeeee wink

    zrozumia jeśli już big_grin końcówka a zamiast ą powstaje na skutek niedokładnego wciśnięcia prawe klawisza alt (to takie małe po prawej stronie klawiatury)

    > 2 - teraz powinien się pojawić Twój forumowy fumfel spod sztandaru "przegrałem
    > w sądzie walkę o dzieci, choć nawet w nim nie byłem w tej sprawie/ chciałem być
    > dobrym ojcem, ale nie mogłem, bo eks krzywo na mnie patrzyła po rozwodzie z mo
    > jej winy" i napisać Ci "kłamiesz, kłamiesz, od zawsze kłamiesz, ole ole ole!" {
    > ale tego nie zrobi, bo on tylko do kobiet takie "ole ole" adresuje} i zapytać -
    > no to walczyłeś o ową opiekę nad dziećmi czy też nie walczyłeś, bo teraz każda
    > z Twoich wypowiedzi przeczy wcześniejszym Twoim relacjom

    To jest nadzwyczaj jasne. W czasie rozwodu nie miałem szans na opiekę nad dziećmi więc zawiesiłem "walkę" jak to określasz do czasu aż te szanse z mikronowych wzrosną do mikroskopijnych. Nie jestem kamikadze droga Mgło (z dużej) big_grin
    Rozumiem, że starasz się mnie zdyskredytować wykazując jakąś tam wyimaginowaną niespójność? Mgło...Mgło...proszę Cię.

    > 3 - doprawdy nie wiem, cóż masz za motyw z tym paleniem, dojaśnisz?

    To taki żarcik. Amsterdamska mgła nie kojarzy mi się w Twoim przypadku z pięknym zjawiskiem polegającym na snuciu się pary wodnej nad łąkami, rzeczkami czy kanałami tylko na mgle powstałej z palenia trawy big_grin

    > 4 - o moje myślenie się nie martw, jakbyś zaczął sam, wiedziałbyś, jak rozpozna
    > ć ten proces

    No właśnie nie rozpoznaję u Ciebie dlatego się martwię. "Fszystko" co tu piszesz to schemat dlatego nawet doszło do pomylenia Cię z lampką big_grin Zresztą tu nie ma różnicy czy to Mgła (z dużej) czy lampka (z małej). To samo zaślepienie big_grin

    --
    Lost in the Past
  • kruku_33 22.01.14, 12:20
    Nie, ale mysle, ze nie odbiera mi to prawa glosu?
  • tricolour 22.01.14, 13:59
    ... ale za to skutecznym. Bo w tym wątku było sześć bodaj postów gdy napisałem oczywistą tezę wraz z dowodem gdy się przyjmie moje założenia. No i nagle eksplodowało na sto sześćdziesiąt, co jak najbardziej potwierdza trafność moich spostrzeżeń.

    Najwięcej napisały Luciva i Mgła, których dzieci też ojców nie mają wbrew ich czczym deklaracjom oraz Żałosny, którego dzieci matki też nie mają choć ona też ma o sobie najpewniej dobre mniemanie.
  • luciva 22.01.14, 14:09
    To trochę smieszne co pisze, ale w sumie prawdziwe -gdyby wszystko widzieć czarno-biało i kategorycznie.
    Jasne, ojciec i matka sa wtedy gdy są codziennie, spią razem, jedzą sniadanie, kolację, itd. inaczej - to już nie rodzice.? serio? a jak dziecko mieszka w internacie?

    Fajnie by było, żeby rozwodów nie było, ale jak widzisz nawet Ty się rozwiodłeś, a czzemu? jeszcze z Twej winy? czemu dobro dziecka nie było najważniejsze, czyli konkretnie to aby miało oboje rodziców?

    Ty to piszesz z perspektywy dziecka czy własnej wygody? albo robię cos na maksa albo wcale? to może ma dobre przełożenie w pracy zawodowej, ale nie w zyciu. I mam nadzieję, ze Twoja praca zawodowa to nie pedagogika ani psychologia, brrrrrr, dlaczego są tacy ludzie?
  • tricolour 22.01.14, 14:23
    ... ale to znów sprawy prywatne więc pominę je milczeniem. Zresztą dla osób postronnych powody mojego rozwodu, skutki prawne, wychowawcze itp to beletrystyka. Ot, dla zaspokojenia ciekawości by to było.

    Dla mnie jednak ważna jest perspektywa jaką mam: blisko dwadzieścia lat po rozwodzie. Wtedy dziecko było małe, teraz ma 25 lat i mieszka samodzielnie ze swoim facetem. Przeszedłem całą długa drogę do nowego małżeństwa włącznie i kolejnego ojcostwa. Przeszedłem ją więc wiem i piszę nie perspektywy dziecka czy swojej wygody tylko z perspektywy zebranych doświadczeń.

    A to doświadczenie - pisząc w skrócie - jest takie: gdybym uważał, że byłem ojcem dla swojej córki, to byłbym takimże samym ojcem dla swojego syna. Nie byłoby żadnego racjonalnego powodu, by rozróżniać ojcostwo od ojcostwa i cały kolejny projekt o nazwie "małżeństwo" byłby równie zagrożony.

    Albo inaczej: gdybym grając na tablecie narażał dziecko na zatrucie i rzygi, gdybym na skutek takiego lekceważenia nie umiał nazwać siebie zwykłym spermodawcą, a nie ojcem - to bym nie miał powodu uważać, że znów do tragedii nie doprowadzę.
  • luciva 22.01.14, 14:33
    Żałosny i oto tu mamy śliczną manipulację, pt "taki jestem szlachetny, że - tu wstaw dowolne, zerwę z Tobą aby nie stawac na drodze twego szczęścia, przestanę być ojcem, jak mam być kiepskim, itd.".
    big_grin
    Tri, po prostu za młody byłeś, ale nadal uważam, że popełniłeś błąd. Teraz jesteś starszy, czy bardziej dojrzały, a może to co innego (te 65+ wink )
    ja wiem, łatwiej trwać w takim zasklepieniu jak Twoje niż stanać oko w oko z faktem - zrobiłem błąd. Niełatwo sobie wybaczyć wink
  • tricolour 22.01.14, 15:46
    ... bo błąd jest wtedy gdy zrobisz jedno, ale opacznie, bezwiednie i zaskakująco wychodzi drugie. Błędem jest nazywanie ojcem faceta, który pojawia się raz na jakiś czas, nigdy w dzień roboczy, nigdy na weekendy. To jest błąd.

    Ale błędem nie jest jego postępowanie, które opisałaś.
  • argentusa 22.01.14, 19:44
    Tri zdradzę ci tajemnicę: NIE MOŻNA ZRESETOWAC życia. Rozwód i nieudolne ojcostwo, a raczej rezygnacja z niego już ZAWSZE będą się wlec za Tobą. Ile byś nie miał dzieci w nowym związku, już zawsze będziesz miał na karku tamto doświadczenie. Bo jako ojciec kiedyś się nie sprawdziłeś. Tyle w temacie. I ja nawet jestem w stanie zrozumieć dlaczego chcesz się oszukiwać, że jest inaczej. Taki mechanizm obronny. po ludzku rozumiem. Ale nie wmawiaj nam tu na forum, że tamtego ojcostwa nie było, a dopiero to teraz jest. Boś stary a Twoje drugie dziecię małe jest. Pożyjemy zobaczymy.
    Zdecydowanie więcej szacunku i miłości mają ludzie, którzy potrafią przyznać że nawalili.Boś nawalił na całej linii. Nie w kontekście małżeństwa. Rodzicielstwa jeno.
    Ar.
  • tricolour 22.01.14, 20:30
    Proszę o wyjaśnienie...
  • luciva 22.01.14, 22:26
    Żałosny, helouuuuuu - mamy następną manipulację, widzisz to, no nie?
    big_grin
  • tricolour 22.01.14, 22:59
    ... więc musisz jakoś się wyłgać od odpowiedzi.

    Dokładnie tak, jak z moim zarzutem, że kręcisz: postawiona pod ścianą cytatami wzajemnie sprzecznymi, napisałaś, że czepiam się słówek. Nie słówek tylko krętackich słów. Bo język to słowa.

    No to dawajcie o mojej córce.
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:17
    No paczcie pańsfo, a jakbym założyła na forum wątek, że mi eks dziecka nie dopilnował, zajął się tabletem i dziecko najadło się słodyczy i chorowało w nocy i że stało się to RAZ ale o RAZ za dużo, i że w związku z powyższym idę do sądu walczyć o pozbawienie eksa praw rodzicielskich, to troll byłby pierwszym, który by mnie opluł od góry do dołu i nawyzywał od burdelmam. No ja się kompletnie pogubiłam. Odebrać mu te prawa czy nie odebrać?
  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:03
    Mam wrażenie, że Luciva, Mgła i nawet Żałosny dość dobrze się w tym wątku bawią, troll zaś zachłystuje się swoim jadem.
    Eks dziś pobrał dzieci z placówek, poodrabiał z nimi lekcje, nakarmił, odstawił wieczorem na kolację pod opiekę babci, wykąpał młodsze, wykąpał starsze, wyciął z włosów gumę mambę wink położył do łóżeczek, ululał, pobrał od babci klucz do schowka, wziął sanki na plecy, żeby dzieci miały na weekend, klucz oddał, ukłonił się i poszedł do swojej nory.
    Zdecydowanie moje dzieci mają o niebo gorzej pod względem kontaktu z ojcem i opieki z jego strony od córki trolla (której współczuję całym sercem).
  • tricolour 22.01.14, 23:06
    To Ty się może weź i z nim ożeń, co? Co będziesz szukała jakiegoś dorabianego, który może nie podołać obowiązkom wobec cudzych dzieci...

  • amsterdamska_mgla 22.01.14, 23:19
    Dupowaty, ale nie tak podły i wyrachowany jak Ty.
    Nikogo nie szukam, wyluzuj. Nie każdy musi sobie zrobić kolejne dziecko, żeby zapomnieć o podłości wobec pierwszego i choć raz móc nazwać siebie "rodzicem".
  • zalosny.jestes 23.01.14, 06:51
    gdzie pani z panem uśmiechają się grając szczęśliwą parę to spokojnie możesz założyć, że pan jest:

    "Dupowaty, ale nie tak podły i wyrachowany jak Ty"

    Tłumacząc to na Polski należy rozumieć to tak:

    "Pan dający się wykorzystywać poprzez manipulacje a nie facet, który widzi te wszystkie gierki i jest nieugięty"

    Jak jeszcze ktoś będzie chciał tłumaczenia z kobiecego na polski to proszę o kontakt na priv.

    Pozdrawiam serdecznie.
    --
    Lost in the Past
  • amsterdamska_mgla 23.01.14, 07:40
    Żałosny, z kobiecego na "polski" "Polski" czy nawet "kartoflany" to jedno, ja bym chciała choć raz zrozumieć jedno całe zdanie, które piszesz, nie mówiąc o tym, że marzy mi się, jeśli z tych zdań kilku składasz coś na kształt wypowiedzi, żeby zrozumieć całościowo ten bełkot, jaki to tworzy. Ty sam rozumiesz, co piszesz?
  • zalosny.jestes 23.01.14, 08:23
    powstałe na skutek przeskoku palca na klawiaturze bez wątpienie tworzą bełkot big_grin
    Dodajmy, że bełkot żałosnego człowieka. Żal Ci mnie, jestem kaleką emocjonalnym...wiem...wiem...wiem big_grin
    Zajrzyj do postu o kobiecej manipulacji - podpunkt o rozmywaniu treści.

    Miłego dnia Mgło (z dużej).
    --
    Lost in the Past
  • luciva 23.01.14, 08:23
    Tri ale umiesz ocenić, ze ktoś może być fajnym ojcem, albo w miarę ojcem, ale kiepskim mężem? i że generalnie rozwód dotyczy męża i żony a nie dzieci?
  • altz 23.01.14, 13:22
    luciva napisała:
    > generalnie rozwód dotyczy męża i żony a nie dzieci?

    Jakieś mydlenie oczu, bo rozwód dotyczy całej rodziny, zazwyczaj nic już nie jest tym, czym było dawniej.
  • luciva 23.01.14, 13:43
    Jasne, ale w tym konkretnie przypadku chodziło o to, że Mgła może uważać swojego eks za fatalnego męża, a w miarę czy nawet fajnego ojca, no nie?
    Bo Tri kazał jej ponownie za niego wyjść, skoro jakieś pochwały napisała (o nim, swoim eks, jako ojcu).
  • amsterdamska_mgla 23.01.14, 15:23
    Bo widzisz Lucivo, w tym samym wątku pisałam o tym, co oceniam jako "dupowatość" eksa wobec dzieci (wciskanie teściowej zamiast zajęcie się osobiście, sadzanie przy bajkach czy grach zamiast np. wspólne zagranie w planszówkę czy polepienie z modeliny {czy cokolwiek bądź} i wreszcie aferkę z zatruciem się dziecka słodyczami, bo tatuś łomotał w gierki, zamiast się nim zająć). Oraz w tym samym wątku pisałam, że eks się jakoś stara, miota, że potrafi też jednak czasem odrobić lekcje, wykąpać, włosy wysuszyć, ululać i sanki zabrać, by były na weekend etc. Napisałam, że widzę, że się miota, że ma wychylenia od jednej opcji do drugiej. I dla każdego dojrzałego człowieka jest to pewnie opis , smutny, ale prawdziwy, kolesia, który nie umiał być ojcem, ale chce, próbuje, kombinuje, daje ciała, zawodzi i kombinuje dalej. Co więcej, piszę też o tym, że mimo że eks zrezygnował z bycia ojcem na full etat, że nawet nie próbował być po połowie, to starannie przestrzega swojego czasu, który w sumie nie jest tak wąski, choć z mojego punktu widzenia jest go mało. I na dodatek, w całej nieumiejętności bycia ojcem, który dzieciom gra na tamburynie i pląsa z nimi starego niedźwiedzia wink , zachował się uczciwie finansowo, co więcej deklaruje (zobaczymy, co mu z deklaracji wyjdzie), że jeszcze bardziej będzie dbał materialnie o dzieci, jak będzie miał lepszą sytuację.
    I to wszystko dla jednych jest pogłębionym obrazem dość pogmatwanego i pogubionego człowieka (do którego, po nastu latach związku z nim ja mam niebotyczną listę zarzutów, ale to zupełnie odrębny wątek), ale dla kogoś, kto patrzy płytko, ocenia świat czarno - biało i obdarza pogardą wszystko, co nie jest zgodne z jego wizją, jest...dowodem na moje rozliczne kłamstwa wink No bywa, cóż robić.
  • luciva 23.01.14, 15:28
    Mgło ja to wszystko zrozumiałam, bo i u mnie podobnie, gorzej z innymi i ich rozumieniem.
    ale wiesz, 2-3latek - może to z niewyspania, wszak PRAWDZIWY ojciec na pewno wstaje w nocy. wink

    Tak, żałosny, to był sarkazm zastosowany świadomie, możesz nawet doszukiwać się tam manipulacji smile
  • amsterdamska_mgla 23.01.14, 17:37
    No ba, Luciva, no ba wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka