Dodaj do ulubionych

Kiedy odpuścić?

10.10.15, 23:14
Witam,

Na forum zaglądam od niedawna, ale to jak z lekarzem - nie potrzebujemy, dopóki się nie rozchorujemy.
Zacznę może od tego kim jestem: facet, 33 lata, ponad 5 lat po ślubie, ponad 7 lat mieszkania razem, dobra sytuacja finansowa, brak dzieci. Niestety moje małżeństwo zamienia się w katastrofę. Zastanawiam się czy to już ten moment, żeby się poddać i rozwieść. Zawsze myślałem, że takie rzeczy przydarzają się innym. Że jak się wchodzi w małżeństwo z dobrymi intencjami, poznając się wcześniej przez kilka lat, oczekując zwykłego życia, rodziny to się nie może nie udać.
Lubiliśmy razem spędzać czas, wydawało się, że mamy podobne temperamenty, że co by nie było zawsze się dogadamy. Były różne standardowe tematy sporne po zamieszkaniu razem: pieniądze, prowadzenie domu, przysłowiowe skarpetki koło łóżka, które wywołały jakieś tarcia, ale nie było to nic z czym byśmy sobie nie poradzili.
Zawsze się trochę kłóciliśmy o kilku moich znajomych, których nie lubiła. Jestem towarzyski i trochę to bolało, ale wydawało się, że uda się jakiś kompromis. Będę się z nimi spotykał rzadziej i sam, a przecież jeszcze są jej znajomi, z którymi możemy wspólnie spędzać czas. A może poznamy kogoś innego? Nie można być zachłannym, kompromis to podstawa udanego małżeństwa, prawda?

cdn.
Edytor zaawansowany
  • zmiety 10.10.15, 23:18
    Dzieci..
    Zawsze miała do nich raczej "zdystansowany" stosunek. Najczęściej wyrażała się o nich żartobliwie "bachorzyska", a karmienie piersią wydawało jej się czymś strasznie obrzydliwym. Twierdziła, że chce mieć dzieci, bo rozmawialiśmy o tym jeszcze przed ślubem, ale zawsze była mocno zdystansowana do tego tematu. Nie przeszkadzało mi to, nie chciałem matki polki, nie zależało mi na licznej rodzinie. Zawsze sądziłem, że będę ją musiał namawiać, żeby zacząć się starać o dziecko. Zaskoczyła mnie bardzo, kiedy pewnego dnia oznajmiła, że może się postaramy o potomstwo. Zobaczyła w moich oczach to zaskoczenie i strasznie się o to wkurzyła. Oskarżała mnie o niedojrzałość, że ja wcale nie chcę tego dziecka, że nie jestem gotowy. Na szczęście jakoś udało się to przegadać. Kiedy nie zaszła w ciąże w pierwszym (!) cyklu długo płakała. Bardzo ją pocieszałem i mówiłem, że przecież zdrowe pary czasem i rok się starają, a my dopiero jeden miesiąc. Ale równocześnie nie rozumiałem co się dzieje. Potem z miesiąca zrobił się rok, praktycznie miesiąc w miesiąc płacz. Intensywniejsze starania, była bardzo nerwowa, bardzo ją drażniło jeśli za mało "przykładałem się". Wciąż ją pocieszałem i sam byłem optymistą: że nigdzie nam się nie śpieszy, że nie musi się udać od razu, że przecież medycyna, a nawet jakby coś to adopcja. Adopcję mocno i nerwowo odrzuciła. Również odmawiała spotkania z moimi znajomymi, którym urodziło się dziecko.
    Później dopadła ją bezsenność, depresja. Zaprzestaliśmy starań, żona poszła na psychoterapię na której jest do dzisiaj (prawie 3 lata). Na początku wszystko wyglądało nie najgorzej. Rzuciła (kiepską) pracę, w czym ją zresztą bardzo popierałem, żeby mogła trochę odpocząć i dojść do siebie. Starałem się być wspierający, opiekowałem się nią, po powrocie z pracy gotowałem itp. Kiedy stanęła na nogi zaczęło się robić gorzej: psychoterapia pokazała jej, że ona niekoniecznie chce mieć dzieci, że ją to przeraża, że nie wie czy widzi siebie jako matkę. Zaczęła na mnie naciskać, żebym ją przekonał, że wcale mi nie zależy na dzieciach. Że potrzebuje czasu. Że jak mi zależy to nie widzi naszej przyszłości razem, bo nie wiadomo czy się uda. Przekonywałem ją, że kocham ją i na pewno damy sobie radę jak się nie uda. Że nie ma pospiechu i ma tyle czasu ile chce, ale że jednak zależy mi na tym, żeby spróbować.
    Dwóm moim znajomy urodziły się dzieci, więc czasem ten temat wychodził podczas ogólnych rozmów "co tam w pracy słychać" - ale dostałem absolutny, naprawdę absolutny zakaz wspominania czegokolwiek o jakichkolwiek dzieciach, nawet pośrednio, bo uznała to za znęcanie się.
    Później był kolejny zwrot, nagle stwierdziła że chce. Ostrożnie podszedłem to tego, bo wciąż nienawidziła ludzi mających dzieci i kobiet w ciąży (niedawno obraziła się na mnie bo ustąpiłem kobiecie w ciąży miejsca w tramwaju), wciąż miałem zakaz wspominania dzieciach, nawet naszych przyszłych. Za to już 2 tygodnie później strasznie się zdenerwowała, że nic nie robię w tym kierunku i nie zapisałem nas do kliniki.
    Potem były kliniki, etap ciężki dla nas obojga, ale dla niej z wiadomych względów bardziej. Starałem się ją uspokajać, wspierać i pocieszać, ale wszystko szlag trafił jak w pewnym momencie przeczytała na forum o ciężkich skutkach ubocznych jednej z terapii o której nam wspominano. Uspokajałem ją, że wcale nie musimy jej stosować, że nie ma się co uprzedzać, bo to tylko forum, nawet nikt nas na to nie skierował, a warto zrobić badania i się dowiedzieć. To był błąd. Jej psychoterapeutka powiedziała jej o tym, że "na lekarzy trzeba uważać, bo za kasę przepiszą byle co i skrzywdzą człowieka". Okazało się że NAWET ona, obcy człowiek ją broni i chroni, a ja, jej mąż jestem nieliczącym się z jej uczuciami brutalem i traktują ją jak klacz rozpłodową. Robiła mi o to niewyobrażalne wyrzuty bardzo długo i nie wybaczyła mi tego nigdy. Mocno dołożyło się to do innych spraw, które sprawiły, że obecnie nie staramy się o dziecko.

    cdn.
  • zmiety 10.10.15, 23:25
    Ludzie..
    Zawsze była raczej wycofana, w ludziach widziała bardziej wrogów niż przyjaciół i raczej zło niż dobro, czyli przeciwnie niż ja. Ale jednocześnie miała koleżanki, z którymi całkiem dobrze się dogadywałem i z którymi czasem się spotykaliśmy. Poza grupą znajomych których nie znosiła, znałem jeszcze inną parę, z którą od czasu do czasu udało się spotkać. Zawsze była lekko niechętna i nie były to częste spotkania, ale ceniłem i to. Czas płyną i po kolei odpychała od siebie ludzi. Moi znajomi wylądowali na permanentnej czarnej liście z jakiegoś błahego powodu. Wszystkie jej koleżanki z różnych powodów podobnie. Nie lubi moich sióstr i mojej rodziny. Ogólnie nie ma w jej życiu zupełnie nikogo, poza mną. Nie chce się spotykać z nikim, jestem jej jedynym powiernikiem, jedyną osobą z którą może pójść na ciuchowe zakupy czy do kina. Nie widzi potrzeby żeby to zmieniać. Równocześnie jest mocno przeciwna moim spotkaniom z innymi ludźmi. Traktuje wszystkich jako konkurencję, jest strasznie zazdrosna na przykład o telefon od siostry raz na dwa tygodnie, o to że dogaduję się z jakimś kumplem z pracy. Przez półtora roku nikt nie przekroczył progu naszego mieszkania. Obecnie nie mam już przyjaciół i powoli tracę nawet znajomych, bo po trudno mi z nimi pozostać w kontakcie. Prawie każde moje wyjście to kryzys małżeński. Jestem towarzyski i lubię ludzi, a równocześnie mamy mnóstwo wolnego czasu i żadnych zobowiązań, więc ta sytuacja jest dla mnie bardzo trudna. Czasem naprawdę od tego wariuję i mam ochotę wyjść z kimkolwiek, gdziekolwiek, stawiając sprawę na ostrzu noża, co doprowadza ją jeszcze bardziej do szału i oskarżania mnie, że troszczę się o wszystkich tylko nie o nią.
    Czasem czuję, że to niedojrzałe z mojej strony. Ulegam i wierzę jej, że powinienem się zachowywać jak "prawdziwy facet", moja żona powinna być dla mnie najważniejsza, a całą reszta się nie liczy. Ale takie czarno-białe widzenie świata chyba też nie jest słuszne.
    cdn.
  • nuevo.75 13.10.15, 11:01
    Możemy sobie podać rękę - widzisz moja żona ma podobnie, podobne nastawienie do ludzi i moich znajomych, również do rodziny - chcąc być lojalnym mężem i stać po stronie żony w oczach innych jesteś zdominowanym facetem który nie ma swojego zdania, i wtedy to boli potrójnie: że jest jak jest, że jest to nie fair, i że inni tak Ciebie oceniają chociaż ty robisz wszystko żeby ratować swój związek

    Ja jestem teraz na etapie rozważania sensu mojego małżeństwa i jest mi o tyle trudniej że mam dwóch wspaniałych synów i wiem jakie piekło będę mieli jeżeli zdecyduje sie na odejście. Jest bardzo trudno podjąć konkretną decyzję, ponieważ jest to całkowita zmiana ŻYCIA i funkcjonowania, itd....głownie dla dzieci.

    Jakkolwiek zrobię to będzie przerąbane, a u Ciebie może mniej bo nie masz dzieci. Nie namawiam cię do tego absolutnie, uważam że trzeba próbować do końca i tylko jeżeli druga strona nie ma zamiaru zmian należy pomyśleć o ucieczce żeby się ratować....

    Czytając twój post widzę duże podobieństwa osobowości mojej żony do twojej, czasem wręcz takie same....
  • zmiety 18.10.15, 23:06
    > chcąc być lojalnym mężem i stać po stronie żony w oczach innych jesteś zdominowanym facetem który nie ma swojego zdania, i wtedy to boli potrójnie: że jest jak jest, że jest to nie fair, i że inni tak Ciebie oceniają chociaż ty robisz wszystko żeby ratować swój związek

    Nie wiem, czasem mam wrażenie, że mogłem bardziej stać po jej stronie. Ona zawsze miała do mnie o to żal. Oczekiwała, że zawsze będę walczył jak lew w obronie jej honoru, że będę urządzał sceny każdemu, kto powie cokolwiek, co ona stwierdzi, że jest wymierzone przeciwko niej. Nie radzę sobie z takimi rzeczami, nie jestem samcem alfa, ani mistrzem ciętej złośliwej riposty. A ona też uważała, że wszystko jest wymierzone przeciwko niej.
    Oczekiwała również, że stawiam znajomych ponad nią, ponieważ spotykam się z tymi których ona nie lubi. Co gorsza lubię się z nimi spotykać.
    Zawsze chciałem dla niej jak najlepiej, opowiadałem o niej wszystkim w samych superlatywach, nigdy, aż do niedawna na nią nie narzekałem. Ukrywałem bardzo długo przed wszystkimi, że ich unika i nie lubi często stosując jakieś niewiarygodne wykręty.
    Ale też nigdy nie potrafiłem do końca odpuścić tego na czym mi zależało..

    > Ja jestem teraz na etapie rozważania sensu mojego małżeństwa i jest mi o tyle trudniej że mam dwóch wspaniałych synów i wiem jakie piekło będę mieli jeżeli zdecyduje się na odejście.

    Nie zazdroszczę.. Ja faktycznie mam bardziej z górki. Ale mimo wszystko to trudna decyzja.
  • zmiety 10.10.15, 23:47
    Psychoterapia..
    Chyba dobrze się jej przysłużyła, wyszła z depresji, pozbyła się bezsenności. Ale równocześnie odcięła się od wszystkich i zrobiła się agresywna. Podobno nauczyła się lepiej wyrażać uczucia, ale z jakiegoś powodu i od dłuższego czasu są to wyłącznie uczucia negatywne. Po powrocie z pracy wręcz wylewa się to z niej, jacy źle są ludzie z którymi pracuje, jaka jest nimi rozczarowana i zdegustowana. Ciężko mi obiektywnie ocenić jaka jest jej praca, mogę jedynie powiedzieć, że nigdy nie siedzi w niej po godzinach. Ale chyba nie jest też możliwe, że ją zawsze spotykają tylko źli ludzie? Problem też w tym, że jestem jedyną osobą z którą może pogadać, a oczekuje ode mnie empatii i że będę się zawsze włączał z nią w ten festiwal nienawiści. Staram się, ale nie zawsze daję radę robić to i być w tym autentyczny. Moje opowieści z pracy są raczej pozytywne i raczej bez jakiś wielkich emocji, przez co obrywa mi się, że to nudy i, że na pewno tłumie negatywne emocje. Jeśli nie zgadzamy się na jakiś temat, często tłumaczy to tym, że ona to teraz wie lepiej bo chodzi na terapię. Jeśli się na mnie zdenerwuje to mówi, że ciężko się ze mną dogadać i że nic nie rozumiem, ale terapia na pewno mi na to pomoże. Ma świadomość, że się zmieniła i że sobie z tym nie daję rady, ale nic na to nie poradzi. Jakiś czas nie mogłem się zebrać, ale w końcu zapisałem się na terapię. Zaczynam za tydzień, nie wiem tylko czy doczekamy do tego czasu, bo dzisiaj jest trzeci raz w tym miesiącu jak każe mi się wyprowadzić. Jest to taka bardziej figura retoryczna, bo rozstaniem straszy od wielu lat dosyć często. Też czasem jej się nie dziwię, niewiele jej ostatnio daję.

    Jest między nami tak źle, że przestaliśmy w ogóle rozmawiać o dzieciach. Seks prawie nie istnieje. Jesteśmy w stanie funkcjonować z dnia na dzień, nawet czasem się postarać, być dla siebie miłym. Ale nawet gdyby się nam udało bycie razem, seks, dzieci to mnie przeraża przeżyć życie w ten sposób. Nie widzę światełka w tunelu, choć bardzo chciałbym je zobaczyć. Żona mówi, że jeśli bardziej się postaram, że jeśli coś jej od siebie dam i wróci dawna miłość to ona może się bardziej odblokuje jeśli chodzi o innych ludzi, będzie mniej agresywna. Ale z drugiej strony czasem mówi, że na kontaktach z ludźmi jej wcale nie zależy, to mój wyimaginowany problem, a agresją wyzwala emocje i dobrze jej z tym.

    Rozwód to byłby szok dla naszych (dosyć religijnych) rodzin, bo nie wiedzą o naszych problemach i na pewno lekko tego nie zniosą. Jestem człowiekiem, który za bardzo się przejmuje "co pomyślą inni", co dokłada stresu do decyzji o rozwodzie, ale też zdaję sobie sprawę, że nie może mnie to zatrzymywać, jeśli faktycznie tak postanowię. Nie wiem tylko czy naprawdę tego chcę, czy nie spróbować jeszcze raz, nie dać sobie szansy. Niestety ostatnio małżeństwo przysparza mi mnóstwo stresu i już w ogóle zapomniałem co ja właściwie chciałem od życia i jakie są moje marzenia. To jest powód z jakiego poszedłem się na terapię, ale nie wiem czy rozwód nie przyniósłby również ulgi.

    Nie wiem w sumie czego oczekuję po tym wpisie. Nikt przecież nie podejmie tej decyzji za mnie, a to co piszę jest na pewno mocno zniekształcone moim punktem widzenia i niesprawiedliwe względem żony.
    Chyba chciałem się wygadać i lekkiego poklepania po plecach.
  • mayenna 11.10.15, 12:52
    Bardzo niepokojąco to wszystko brzmi. Zona zapewne przebadała się hormonalnie więc jej agresja i zmiany nastrojów nie są wywołane zaburzeniami np. tarczycy?
    Uzależnianie dobrostanu małżeńskiego od starań partnera, tylko i wyłącznie, i niedostrzeganie swojego, wpływu na niego jest bardzo niepokojące, szczególnie jeśli mówi to ktoś, kto pracuje z terapeutą. Rozmawiałeś z nim o zonie, jej zmianie i swoich odczuciach?

    Próby izolacji ciebie od znajomych, agresja i to co pięknie nazwałeś "figura retoryczną" a co jest zachowaniem stricte przemocowym, świadczy o zaburzeniach osobowości żony. Poszłabym na rozmowę do jej terapeuty, albo namówiła na wspólną terapię, albo uciekałabym z tego związku - zależy na co jeszcze miałabym siłę i ile miłości byłoby we mnie. Namawiałabym tez żone na kontakt z lekarzem i zbadanie tarczycy, a potem może też z psychiatrą bo jesli miała depresję to sama psychoterapia może nie pomóc. Może wróciły jej te stany....
    Trzymaj się.
  • zmiety 11.10.15, 17:34
    > Zona zapewne przebadała się hormonalnie więc jej agresja i zmiany nastrojów nie są wywołane zaburzeniami np. tarczycy?

    Faktycznie ma problemy z tarczycą, ale jest pod kontrolą endokrynologa i bierze leki. Nie miałem świadomości, że tarczyca może tak wpłynąć na zachowanie.
    Jej zmiany nastrojów nie są jakieś strasznie burzliwe, po prostu jest w niej więcej agresji niż kiedyś. Potrafi mnie zwyzywać kiedy się pokłócimy, czego wcześniej nie robiła. Myślę, że źródłem tego jest prędzej "pozbywanie się negatywnych emocji" niż tarczyca.

    > a potem może też z psychiatrą bo jesli miała depresję to sama psychoterapia może nie pomóc.

    Była u psychiatry i brała przez jakiś czas leki. Depresja i bezsenność ustąpiła, więc już ich raczej nie potrzebuje.

    > Poszłabym na rozmowę do jej terapeuty

    Hmm, jakoś nigdy mi to nie przyszło do głowy. Przemyślę to, ale sam nie wiem czy to dobry pomysł..

    > Trzymaj się.

    Dzięki smile
  • samiec_omega 12.10.15, 14:13
    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16984324,Toksyczne_zwiazki.html?disableRedirects=true
  • jeszcze_mezatka3 11.10.15, 02:55
    Pytanie jest jedno czy kochasz ja? Bo jesli tak to masz o co walczyć. Ja walczyłam o dwie małżeństwo przez rok, wyczerpalam wszelkie dostępne środki. Mój maz złożył pozew o rozwód miesiąc temu, odeslalam odpowiedź i czekam, podziwiam cię że trwasz w tym związku - mam wrażenie że u was związek jest jednoosobowy...
  • zmiety 11.10.15, 17:36
    > podziwiam cię że trwasz w tym związku - mam wrażenie że u was związek jest jednoosobowy...

    To nie do końca jest tak. Teraz to jest taki trochę zero-osobowy związek. Oboje trochę odpuściliśmy i chyba zastanawiamy się co dalej.
  • jeszcze_mezatka3 13.10.15, 13:24
    Moim zdaniem w takim razie powinnoście oboje przeanalizować swoje uczucia, jeśli naprawdę się kochacie nie ma rzeczy niemożliwych. Czy próbowaliscie terapii małżeńskiej?
  • rybak 11.10.15, 07:34
    Prosta sprawa: zapytaj sam siebie czy chcesz z nią wspólnie przez najbliższe 20 lat mieć i wychowywać wasze dzieci.
    Odpowiedz sobie na to szczerze. A potem nie czekaj, tylko szybko i sprawnie zrób to, co powinieneś już dawno. W tę czy w tamtą stronę. Bo jak zapytasz o to siebie za lat 15, będziesz mieć przechlapane już tylko z tego powodu, że nie zapytałeś o to wcześniej.

    p.s. A, i jeszcze najważniejsze: a nie zastanawiałeś się nigdy, czy to ona nie zadała sobie już tego pytania?
  • mis_zakneblowany 11.10.15, 09:55
    Jak dla mnie masakra - jestem zdania, że żadna terapia ci nie pomoże na związek z toksyczną kobietą i jedynym skutecznym antidotum jest jego zakończenie.
    Wydajesz się żyć w wyalienowanym świecie wyimaginowanych konfliktów żony.
    Być może to właśnie rozwód by ją zreflektował i nieco posunął do przodu.
  • koronka2012 11.10.15, 11:29
    Przede wszystkim mam wrażenie, że albo ta terapia jest do kitu, albo mamy tu do czynienia z czymś innym niż tylko depresja. Bo całokształt tych zachowań jest niepokojący. Skutkiem 3 letniej terapii nie powinno być na pewno odsunięcie się od absolutnie wszystkich i epatowanie negatywnymi emocjami na prawo i lewo.

    nie bardzo chce mi się wierzyć, że lęk przed ciążą wypłynąłby dopiero po dłuższej psychoterapii, szczególnie, że rzuciła się na ten pomysł dość desperacko. Co z jej dzieciństwem, wzorcami rodzinnymi? A co do powodów medycznych - macie diagnozę, podjęliście jakieś leczenie? Zastanawiam się, czy problem nie kręci się jednak wokół dziecka? piszesz, ze pochodzicie z katolickich rodzin - czy nie jest to związane z ograniczeniem możliwości leczenia? czy żona nie stosuje jednak mechanizmu wyparcia?

    Zamiast 2 terapii indywidualnych należałoby raczej spróbować terapii małżeńskiej - inaczej będziecie realizować indywidualne, i osobne scenariusze i oddalać się od siebie. Nie widzę tu płaszczyzny wspólnoty, poza zwykłym codziennym życiem - ale takie można prowadzić z sublokatorem, a nie żoną. Nie napisałeś o swoich oczekiwaniach, tylko o tym co robi/czego nie robi żona. Co musiałoby się zmienić, żebyś widział szansę na przetrwanie tego małżeństwa?
  • teuta1 11.10.15, 13:10
    Nie musisz od razu się rozwodzić, ale może powinieneś odpuścić. Daj sobie szansę na zastanowienie się, czego chcesz. I zacznij stawiać granice, egzekwować swoje potrzeby. No chyba że chcesz pozostać na lata sfrustrowanym pantoflarzem. Co ludzie powiedzą? No właśnie.....Wiesz, oni nie żyją Twoim życiem.
  • zmiety 11.10.15, 22:40
    > nie bardzo chce mi się wierzyć, że lęk przed ciążą wypłynąłby dopiero po dłuższej psychoterapii, szczególnie, że rzuciła się na ten pomysł dość desperacko.

    Według mnie ona trochę wiedziała, że ma lęk przed dzieckiem, ale go racjonalizowała i wypierała. Ten konflikt tak naprawdę wpędził ją w depresję. Tyle mniej więcej zrozumiałem z jej opowiadań i w sumie nie mam powodów, żeby nie wierzyć.

    > zastanawiam się, czy problem nie kręci się jednak wokół dziecka? piszesz, ze pochodzicie z katolickich rodzin - czy nie jest to związane z ograniczeniem możliwości leczenia? czy żona nie stosuje jednak mechanizmu wyparcia?

    Z rodzin katolickich owszem, ale żona nie jest zupełnie religijna. Jest wręcz antyreligijna. Być może problem ma coś wspólnego z dzieckiem, ale na pewno nie chodzi o opór moralny przed IVF czy leczeniem. Prędzej chodzi o to, że ona ciągle nie jest pewna czy chce być matką, czy nie. Ale temat dziecka zszedł na drugi plan i nie dyskutowaliśmy o tym ostatnio.

    > Zamiast 2 terapii indywidualnych należałoby raczej spróbować terapii małżeńskiej - inaczej będziecie realizować indywidualne, i osobne scenariusze i oddalać się od siebie.

    Kiedyś proponowałem, ale odmówiła, ponieważ nie chciała porzucać swojej terapii, ani brać udziału w dwóch na raz. Ale jeśli mielibyśmy jeszcze o coś walczyć, to może wrócę do tego pomysłu.

    > Nie widzę tu płaszczyzny wspólnoty, poza zwykłym codziennym życiem - ale takie można prowadzić z sublokatorem, a nie żoną. Nie napisałeś o swoich oczekiwaniach, tylko o tym co robi/czego nie robi żona. Co musiałoby się zmienić, żebyś widział szansę na przetrwanie tego małżeństwa?

    To, że żyjemy jak para współlokatorów strasznie ją wykańcza i często o tym mówi. Wspominała o tym nawet jeszcze kiedy mi było dobrze w małżeństwie, byliśmy blisko i zupełnie nie rozumiałem o co jej chodzi. Być może już wtedy zaczęło się źle dziać, a ja coś przegapiłem.
    Moje oczekiwania.. no tu jest problem. Jeszcze rok, półtora roku temu wiedziałem lepiej czego chcę. Nawet jak coś szło nie po mojej myśli, odpuszczałem coś czego oczekiwałem od życia, z czegoś rezygnowałem to wiedziałem co to jest i dlaczego to robię. Teraz już właściwie nie wiem. Trochę dałem się wpędzić w poczucie, że dorosły facet to taki, który jest sam ze swoją kobieta przeciw całemu światu, a cokolwiek innego to dziecinada. Nawet jak dzwoni jakiś znajomy z zaproszeniem, czy ich nie odwiedzimy, to moja pierwsza myśl jest: będą kłopoty. Kiedyś mnie to bardzo cieszyło, teraz uczucia są już bardziej mieszane. Temat dziecka tak się pokomplikował, że kiedyś o tym marzyłem, a teraz to sam już nie wiem. Poza tym nasze małżeństwo jest w takim stanie, że to nie jest najlepszy pomysł. Więc to jest podstawowy powód dla którego wybieram się do psychologa: jeszcze trochę takiego życia i skończę z depresją.
  • koronka2012 12.10.15, 18:44
    Przede wszystkim mam wrażenie, że wasz związek kręci się wokół żony, jej upodobań, fobii czy frustracji.
    Ona odmawia terapii, która mogłaby pomóc wam obojgu - gdzie jest zaangażowanie "w was"?
    Gdzie ty jesteś w tym wszystkim?
    Wg mnie pora postawić swoje warunki - i albo coś w niej drgnie, albo pora się pożegnać.

    Czy jej w ogóle zależy na tym małżeństwie, bo z twoich postów przeziera obraz osoby skoncentrowanej wyłącznie na sobie. Często mówi o tym, że przeszkadza jej takie życie - ale co robi żeby było lepiej?
    Bez terapii małżeńskiej ten związek jest skazany na porażkę - pytanie tylko czy tobie jeszcze zależy? twoja indywidualna terapia nie naprawi relacji między wami - może ci raczej uświadomić, że już ci się nie chce walczyć i utwierdzić cię w decyzji o odejściu.
  • heniek.8 11.10.15, 14:18
    stary uciekaj z tego, ratuj się kto może
    na tym etapie nie daj się wrobić w dziecko
  • yoma 11.10.15, 14:41
    A ja zapytam, co chcesz zmienić w sobie, że wybierasz się z tym na terapię?
    --
    Oszołomy z Greenpeace i tym podobnych organizacji, proszę natychmiast przywrócić globalne ocieplenie, bo w ryja.
  • azja001 11.10.15, 14:59
    No właśnie, po co ci terapia? Chyba że po to aby dowiedzieć się że jesteś w związku z toksykiem o zaburzonej osobowości. Jeśli tak to idź na terapię. Ta kobieta zawładnęła twoim zyciem, tak właściwie to już twojego życia nie ma. Jest ona i jej chore oczekiwania, abys ty był częścią składową związku tylko dwojga ludzi. Zero życia pozamałżeńskiego oprócz pracy to istne więzienie. Absolutnie nie decydowałabym się na dziecko na twoim miejscu, obawiałabym się, że jesli ono pojawi sie na świecie to małżonka bedzie grała nim, aby podporządkowywać sobie mnie już na zawsze. Przerażająca wizja.
    A jakie ona ma relacje ze swoja religijna rodziną? Może tu leży clue jej zaburzonych relacji z ludźmi?
  • zmiety 11.10.15, 22:52
    > Absolutnie nie decydowałabym się na dziecko na twoim miejscu, obawiałabym się, że jeśli ono pojawi się na świecie to małżonka będzie grała nim, aby podporządkowywać sobie mnie już na zawsze.

    Mam dokładnie taką obawę. Najbardziej się boję, że wykorzystałaby to, żeby jeszcze bardziej ograniczyć mi relacje z innymi ludźmi. Trochę okropnie się przez to czuję, bo znowu wychodzi, że stawiam innych ludzi ponad własnym dzieckiem.

    > A jakie ona ma relacje ze swoja religijna rodziną? Może tu leży clue jej zaburzonych relacji z ludźmi?

    Rodzina jest religijna, ale nie jakoś skrajnie. Powiedziałbym, że przeciętnie. Ona jest bardzo nie-religijna, ale nie ma w tym punkcie między nimi jakiegoś konfliktu. Jej stosunki z rodziną są różne, trochę też im się dostało podczas jej gorszych okresów. Generalnie patrzy na nich jak na innych ludzi, czyli widzi w nich raczej gorsze niż lepsze cechy, ale to jednak rodzina, więc mają poprawną relację. Jej zaburzone relacje z ludźmi pewnie wynikają z jakiś czynników dzieciństwie, ale tak naprawdę to nie wiem.
  • amb25 13.10.15, 06:51
    A czy twoja zona boi sie tylko posiadania dzieci, czy oprocz tego czegos innego? Jej zachowania wydaja sie dziwne, a z Twojego opisu mam wrazenie, ze terapia jej szkodzi. Od tej terapeutki, szczegolnie po tym co pisales, to zwiewalabym gdzie pieprz rosnie. Mozesz zasugerowac zonie zmiane terapeutki?
    Majemu ex terapeutka wmawialam, ze a/ ma borelioze, b/ chorobe kregoslupa i innych problemow nie widzi i w ogole nei widzi potrzeby jakiegokolwiek leczenia (oprocz boreliozy i kregoslupa, oczywiscie - zrobilismy te badania i oczywiscie nic nie wyszlo). Az nie wytrzymalam i powiedziam jej ze nie jest lekarzem i ma nie stawiac dignoz bez badan. A lekarz psychiatra (uznany doktor psychiatrii, ze stazem miedzynarodowym i badawczym) na moje pytanie odpowiedzial, ze nie zapisuje w komputerze przebiegu wizyty, bo ktos go sledzi i mogliby sie wlamac do komputera i skrasc dane. A oje ex- mial wtedy poczatki schizofreni paranoidalnej... Uwazj u kogo leczysz zone (ex)...
    Statystycznie nieleczony epizod depresyjny przechodzi po 6-8 miesiacach, wiec tak na prawde to nei wiadomo czy terapia jej pomogla. Depresjama rozne objawy, takze zlosc, agresje i podraznienie oprocz ogolnej neicheci do czegokolwiek (w skrocie).
  • nareszcieja 12.10.15, 08:55
    Tak czytam i czytam, sytuacja nieciekawa. Powstaje jedno pytanie, dosyć istotne, ale nie do rozwiązania w tej chwili- czy żona jest po prostu niezadowolona, czy też po prostu zaburzona.
    Piszesz, że terapia przyniosła skutki dobre- wyjście z depresji itp.....no, więc nie wiem, po Twoim opisie. Moze depresji nie ma, a może jej zachowania świadczą o tym, ze ona jest, ale zamaskowana. Wycofanie się z życia społecznego raczej nie jest oznaką dobrego zdrowia psychicznego. Mam generalnie wątpliwość co do pozytywnych skutków tej terapii.
    Pisze dużo o sobie, o soich uczuciach, lękach, wątpliwościach i oczekiwaniach, piszesz o żonie-jej marażmie, zmienności itp.
    A cy zapytałeś ją, czego ona chce? Jak widzi Waszą wspólną przyszłość? Bez tematu dzieci, bo dzieci to u Was taki pretekst na razie, wokół którego wszystko się kręci, tzn wokół mieć czy nie potomstwo. Czy, gdyby zostawić na boku temat dzieci- czy ona wie, jak chce żyć? Czego oczekuje od życia? Co chce otrzymać i....co chce, może, potrafi dać innym, Tobie? Porozmawiaj z ni na te tematy. Jaka jest jej wizja przyszłości, jak ją sobie wyobraża, i jakie kroki, działania chce podjąć? Jak widzi Was za lat 5, 10, 15?
  • alsk9 12.10.15, 14:04
    A nie pomyślaleś o tym, że żona cię zwyczajnie nie lubi? Że jej źle w tym związku ale w nim jest bo tak wypada?
    Jakoś nie wierzę, że po takim długim zakręceniu negatywnych pretensji związek kiedykolwiek będzie normalny i szczęśliwy. Żona ma swój charakter, dość zaburzony, któremu ty się podporządkowałeś choć ci z tym podporządkowaniem coraz gorzej. Ty i żona macie już ustalony wzorzec zachowań i naturalnych reakcji na siebie- negatywnych.
    Jak ci mówi, że masz się wynosić, to zrób jej i sobie przysługę i się wynieś.
    Macie po lat 30 z niewielkim jeszcze plusem. Czyli szansa jeszcze kilka lat- by sobie znaleźć pasującego partnera na zakładanie rodziny. Zamierzacie się męczyć ze sobą 10 lat, zadręczac wzajemnie, i dopiero później rozwieść i zaczynac od nowa? Gwarantuję ci, że za kilka lat będziesz miał kochankę i dopiero wtedy żona ci zacznie jazdy robić i obwiniać o wszystko co zle ją spotkało. Za 10 lat będziecie za starzy na zakładanie rodziny od początku. Po co sobie i żonie tak paprać życie?

    Idź na terapie RAZEM z żoną i zobacz co się na niej dzieje. Czy to co terapeuta mowi jest na pewno tym, co żona potem twierdzi. Z opisu wygląda, że żona ma zaburzenia osobowości a ty do nich dołączasz zamiast przeciwdziałać.
  • samiec_omega 12.10.15, 14:10
    zmiety napisał(a):

    > Witam,
    >
    > Na forum zaglądam od niedawna, ale to jak z lekarzem - nie potrzebujemy, dopóki
    > się nie rozchorujemy.
    > Zacznę może od tego kim jestem: facet, 33 lata, ponad 5 lat po ślubie, ponad 7
    > lat mieszkania razem, dobra sytuacja finansowa, brak dzieci. Niestety moje małż
    > eństwo zamienia się w katastrofę. Zastanawiam się czy to już ten moment, żeby s
    > ię poddać i rozwieść.



    Jest to świetny moment, aby się rozwięść. Szkoda życia
    Odpada problem alimentów. Twoja żona ma pewnie wiele zalet, ale jej największą wadą jest to, że ciebie nie kocha i tyle w temacie.


  • my_little_own 30.11.16, 23:05
    na żonę też czasami trzeba płacić alimenty, np. jeśli jej się obniży poziom życia, będzie bezrobotna albo chora
  • molly_wither 12.10.15, 18:46
    Ty jej nie kochasz.Jesli sie kogos kocha nie ma sie takich dylematow. Jesli sie kocha nie musi byc dziecka. Ona to czuje,ale nie potrafi Ci tego powiedziec. Mysle,ze to ona powinna wystapic o rozwod. ma wiekszy powod.

    --
    Kobiety nie zmienisz, możesz zmienić kobietę, ale to nic nie zmieni.
  • samiec_omega 12.10.15, 22:48
    >Ty jej nie kochasz.Jesli sie kogos kocha nie ma sie takich dylematow. Jesli sie kocha nie musi byc >dziecka. Ona to czuje,ale nie potrafi Ci tego powiedziec

    Jak to nie potrafi powiedzieć? Jest niedorozwinięta? Może ona ma po prostu zryte pod beretem?
  • zmeczona100 13.10.15, 09:51
    Oczywiste, że ma zryte pod beretem, i to baaardzo. Szkoda gościa uncertain

    Ale Molly wie, o czym pisze, bo rozumie swój swego.
    --
    Jest w przyrodzie taki typ człowieka, który się nie zmienia,a przyjmuje rożne formy - w zależności od kierunku wiatru
  • kachaa17 17.10.15, 12:28
    "Jesli sie kocha nie musi byc dziecka."
    Co za głupota. To są dwie odrębne sprawy.
  • notting_hill 13.10.15, 11:26
    Jak dla mnie to klasyczny opis przemocowych zachowań w stosunku do drugiej osoby. Naprawdę, nie musisz tego znosić, małżeństwo czy nie małżeństwo, nie ma usprawiedliwienia dla takich zachowań.
  • kachaa17 17.10.15, 12:25
    Ja odpiszę krótko: szkoda twego życia na dalsze trwanie w takim małżeństwie. Musiałby chyba jakiś cud się zdarzyć, żeby coś się polepszyło. Znam to z własnego doświadczenia. Strasznie żałuję, ze się wcześniej nie rozwiodłam. Zmarnowałam sobie kawał życia.
  • zmiety 18.10.15, 23:42
    No i byłem u psychologa. Denerwowałem się strasznie bo to pierwszy raz.
    Żona na kilka dni przed wizytą była miła i wspierająca.
    Wizyta była ok. Gość miły, wysłuchał, ale bez jakiegoś strasznego zaangażowania. Stwierdził, że psychologicznie to wszystko ze mną ok, jestem lekko neurotyczny, ale na takim życiowym zakręcie to nic dziwnego. Mogę iść na psychoterapię, ale tylko "rozwojowo" bo terapeutycznie nie potrzebuję.
    Sam nie miał terminów na dłuższą terapię i specjalizuje się w innych rodzajach pacjentów, ale zaproponował kilka nazwisk. Zaproponował również terapię dla par, po konsultacji z psychoterapeutką żony, którą ma przeprowadzić w przyszłym tygodniu.

    Szczerze opowiedziałem żonie przebieg wizyty. Wkurzyła się na swoją psycho., która poleciła tego gościa, choć powinna wiedzieć, że on zajmuje się innymi przypadkami i mnie nie weźmie. I na mnie, że powiedziałem w gabinecie o co się kłócimy i jakie są punkty sporne między nami (m.in stosunek do ludzi) czyli, że skarżę na nią. Chyba też spodziewała się, że jednak coś u mnie "wyjdzie" i będzie jakiś punkt zaczepienia do naprawiania mnie. Ale może to tylko moja paranoja.
    Udało mi się też w weekend spotkać z dawno nie widzianym kumplem. Wiedziała o tym od paru dni, trochę utrudniała, ale też ciężko jej było znaleźć mocny powód żebym tego nie robił, więc wyglądało jakby to zaakceptowała. Następnego dnia całkowicie zamknęła się w sobie, płakała, a równocześnie odpychała mnie i swoją rodzinę. Z jednej strony czuję się winny, z drugiej strony już tyle razy byłem w takiej sytuacji, że łapię znieczulicę...
  • zmiety 27.10.15, 20:48
    No i wykrzyczała co ją gryzło.
    Jestem kretynem ponieważ nie skorzystałem odpowiednio z wizyty u psychoterapeuty i na pewno ściemniałem.
    I on też jest kretynem, ponieważ po 30 minutach spędzonych ze mną nie zobaczył jak ze mną źle. W dodatku jest nieprofesjonalnym chamem bo w pewnym momencie powiedział, że jeśli mam zamiar chodzić na terapię, to żebym nie robił tego bez wewnętrznego przekonania, po to by moja żona była "taka" i w tym momencie narysował uśmiechniętą buźkę. Tą buźkę potraktowała jako ogromną zniewagę.
    I jej psychoterapeutka też jest kretynką. Więc znowu wszyscy się sprzysięgliśmy przeciwko niej.
    Z terapią małżeńską mam spadać na drzewo.
    Od paru dni nie odzywamy się do siebie. Szukam mieszkania i zastanawiam się czy/jak powiedzieć o tym rodzinie.
    Może taka przerwa jakoś nas otrzeźwi i doprowadzi do rozsądku? A może po prostu uda się to zakończyć i każde z nas ruszy w swoją stronę.
  • heniek.8 27.10.15, 21:39
    hamletyzujesz od 2 tygodni, ale już widzę że zaczynasz dochodzić do prawidłowych wniosków smile
    wychodź z tego interesu, realizuj straty teraz bo potem będą większe.
    jak powiedzieć rodzinie? - normalnie, jesteś z nimi równy z równymi nie musisz się tłumaczyć przed nikim
    "przejrzałem na oczy i podjąłem pewne decyzje"
  • luciva 28.10.15, 10:26
    A po co Ty mówisz żonie co robisz na terapii??!!!
    To dziwne jest
    dla mnie - szukasz dla siebie usprawiedliwienia i koniecznie chcesz przywdziać maske tego co to już nie może, chroni siebie, bla bla bla, rozstaje się z klasą, ma wszystko przemyślane itd. Niby piszesz składnie, niby powinno sie być po Twojej stronie, ale coś sztucznego z tego wyziera.
  • zmiety 28.10.15, 23:02
    > A po co Ty mówisz żonie co robisz na terapii??!!!

    Bo sama mnie zachęcała żebym tam poszedł i była ciekawa. Bo nie powiedziałem tam niczego, czego bym nie powiedział jej przy innych okazjach. Bo jedną z rad gościa było, żeby raczej pójść na terapię małżeńską zamiast indywidualnej. To jeszcze nie była terapia - skończyło się na razie na konsultacji i podaniu kilku nazwisk gdzie mogę kontynuować terapię "rozwojową" lub małżeńską.

    > dla mnie - szukasz dla siebie usprawiedliwienia i koniecznie chcesz przywdziać maske tego co to już nie może, chroni siebie, bla bla bla, rozstaje się z klasą, ma wszystko przemyślane itd. Niby piszesz składnie, niby powinno sie być po Twojej stronie, ale coś sztucznego z tego wyziera.

    Uroki anonimowego forum. Przedstawiam tylko swoją wersję wydarzeń i nieważne jak bym się nie starał obraz tego co opisuje jest zniekształcony moim punktem widzenia. Na pewno jest wiele rzeczy których nie dostrzegam i na pewno część zarzutów mojej żony do mnie jest prawdziwych.
  • gazku76 29.10.15, 10:33
    jak dla mnie wszystko da sie naprawić tylko muszą chcieć dwie osoby
  • najdluzszapodroz 31.10.15, 20:09
    zmiety przeczytałam od deski do deski, przykro mi ale z mojego pkt widzenia musisz zakończyć ten związek. podziwiam że próbujesz ratować małżeństwo. i przestań się bać 'co ludzie powiedzą'. jestem pierwszą kobietą po rozwodzie w mojej katolickiej rodzinie-uwierz mi, zrozumieli (rodzice przedewszystkim). masz czynny email gazetowy?
  • zmiety 01.11.15, 22:46
    Nie, nie mam tu podpiętego żadnego maila.
    Przed chwilą aktywowałem profil, więc możesz mi wysyłać prywatne wiadomości. Albo aktywuj swój, to wyślę adres.
  • pale_blue 02.11.15, 01:03
    A myślałeś o zaburzeniach osobowości borderline? Wygląda żona na typową borderkę.
  • koszmarna.baba 02.11.15, 22:55
    Jeżeli nie jesteś masochistą/samobójcą to im szybciej tym lepiej.
    --
    Nigdy nie zalewaj smutków, cholery umieją pływać!!!
  • rybak 12.11.15, 09:13
    Po opisie jej reakcji na twoją wizytę u psychoterapeuty, nie mam już wątpliwości: UCIEKAJ!
    Twoja kobieta jest toksyczna, ostro porąbana, nie rokuje, będzie tylko gorzej, jeśli będziecie mieć w końcu dziecko- zrobicie mu piekło z życia i niemal pewne, że przejmie po niej dysfunkcjonalność.
    Baba kocha tylko siebie i się na tobie wozi aż miło. Tak ją WYCHOWAŁEŚ, niestety. Więc resocjalizacji nie oczekuj.
    Uzależniłeś się od niej emocjonalnie jak żona alkoholika od alkoholika. Toksyczność tego związku aż bije w oczy, ona MUSI mieć w tobie "winnego" jej problemów, więc będzie tylko gorzej.
    Przetrenowałem ten model baby na sobie, wiem co mówię.
    Uwolnij się od niej i nie licz na krótki, łatwy i przyjemny rozwód. Baba ta musi być utrzymywana i hołubiona, bo jest niedojrzała psychicznie. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby już kiedyś BYŁA w ciąży i ją w tajemnicy przed tobą usunęła. I też wiem co mówię: Ten typ baby nie znosi konkurencji. Nawet w postaci własnego dziecka.
    I dobrze ci radzę: Poszukaj "szwagrów". Możesz się zdziwić.
    Podobnie jak na pierwszej rozprawie rozwodowej, gdy przedstawi cię jako damskiego boksera, dziwkarza i sadystę. Aby tylko dostać od ciebie dożywotnie alimenty i twój dom na własność. Spodziewaj się także fałszywych doniesień karnych na swój temat oraz soczystych prowokacji. Na twoim miejscu już pytałbym adwokata, na co uważać, bo masz to jak w banku.
  • najdluzszapodroz 12.11.15, 18:04
    rybak-ale żeś pojechał. ułańska fantazja? czy moc własnych doświadczeń przez ciebie przemawia? smile
  • jaybe 14.11.15, 12:06
    kolego zmięty,
    Czasami takie forum też potrafi mieć działanie terapeutyczne, Ty opowiadasz swoje horrory,inni opowiadaą własne i jak sobie z nimi poradzili,radzą,ale wtedy widzisz,że Twoje reakcje są normanie zdrowe,a może sytuacja w domu jest chora i wymaga nie psychiatry,a chirurga,bo co robisz,kiedy masz gangrenę? Obcinasz kończynę,żeby ci się nie rozprzestrzeniło.Wasze problemy z potomstwem może też są jakimś znakiem,że może nie jest Wam dane,bo wyobrażasz sobie dziecko w obecnej sytuacji?Szkoda dziecka i jeszcze większe dylematy,frustracje i depresje,że dałeś mu życie,a nie potrafisz zapewnić normalnej rodziny. 7lat razem to sporo i mówię to jako facet z przeszłością i 18letnim stażem małżeńskim,któremu na początku nie było łatwo. Żona pochodzi z jakbym to nazwał,używając eufemizmu,patologicznej rodziny.
    Ojciec pił,więc nie było pozytywnych wzorców do naśladowania dla dzieci.Gdyby nie mocna i nieugięta postawa matki,całą ta rodzina by się rozpadła,a potem ja pojawiłem się na horyzoncie i wszyscy byli przeciwni naszemu związkowi,bo żona była we mnie zakochana,ale rodzina przeciwna,bo jestem starszy od żony o ponad 10lat i kiedy żona chodziłą do podstawówki,ja już zdobywałem serca innych kobiet.
    Tłumaczyłem rodzinie,że żona była wtedy nieletnia,więc nie mogłem jej podrywać,ale podstawa to nie dać się zwariować ani zdominować i zawsze zachować poczucie humoru,nawet w najczarniejszych chwilach grozy. Na początku naszego związku żona była bardzo zaborcza i zazdrosna i podobna do Twojej,miałą huśtawki nastrojów,a nawet czasami rzucała się na mnie z pięściami,poważnie.,kobieta mnie biła. Powiedziałem jej więc,żeby mi z życia nie urządzała Seksmisji i przemoc się skończyła. Kiedy pojawiły się dzieci,narzekałą na mnie przy rodzicach,koleżankach,znajomych,aż było mi trochę wstyd,bo naprawdę niczego nam nie brakowało,ani nie brakuje i jeśli ktoś narzeka na męża,to znaczy,że ma nierówno pod sufitem,albo nie ma kompletnie pojęcia o życiu i zarabianiu pieniążków(prowadzeniu firmy) i stresach z tym związanych.Podczas naszego wspólnego życia,stałem się bardzo gruboskórny i kiedyś przy rodzicach żona narzekałą na mnie,jaki to jestem wiecznie zmęczony a wtedy przechodziłem przez bardzo trudny okres w interesach i musiałem podjąć kilka trudnych decyzji odnośnie biznesu,straciłem sporo kasy itp.
    Ale jak to mówią....ignorance is bliss......żona nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji,a nie było sensu jej tłumaczyć mechanizmów działania firmy,bo i po co,facet jestem i sam dawałem sobie radę. Kiedyś u teściów żona narzekała,więc przy wszystkich oświadczyłem,że jeśli jej u was będzie lepiej,to powodzenia i wyszedłem.Potrzebowałem spokoju,więc ulotniłem się na tydzień.Wyłączyłem telefony,nie sprawdzałem meili,pojechałęm w góry odpocząć. Podobno wtedy żona przeżyłą załąmanie nerwowe,wydzwaniała do mnie,pisała meile,a facet zniknął z powierzchni ziemi. Po tygodniu pojawiłem się i wszyscy zaczęli chodzić koło mnie jak koło malowanego jajka,delikatnie,kulturalnie,żeby tylko nie powiedzieć czegoś nie tak,dlatego przyjacielu nie przejmuj się opiniami innych,to Twoje życie,nie marnuj go na zastanawianiu się,co inni powiedzą,albo co pomyślą,bo to Twoje życie i jak sobie go ułożysz,tak będziesz miał.
    Po moim pojawieniu się,przeprowadziłem z żoną poważną rozmowę,że tak nie będziemy żyć i albo jest po mojemu,albo nie jest,bo ja utrzymuję rodzinę i mam plan i strategie działania na resztę życia,a jeśli żona mi nie jest w stanie pomóc,niech mi nie przeszkadza. Od tamtej pory jestem panem sytuacji,ale z władzą przychodzi odpowiedzialność,żeby tej władzy nie nadużywać. W pracy żona jest szefową i rządzi facetami i kiedy powiedziałą im,że w domu nie ma nic do powiedzenia,nie wierzyli,bo w pracy nikt jej się nie sprzeciwi i robią to co im każe. Nasz związek zawsze oparty był na zaufaniu,bo nie bawimy się w zdrady,
    przynajmniej jeszcze nie i kiedy są sytuacje,że ktoś nas podrywa(żonę bo jest atrakcyjną kobietą,a mnie,bo mam kasę)rozmawiamy o tym i nie ma problemu. Nawet często oddzielnie wychodzimy z przyjaciółmi i nie ma zazdrości,bo cóź byłby wart związek z brakiem zaufania? Kiedyś żona brała mnie pod włos mówiąc,co bym zrobił,gdyby mnie zdradziła,więc jej odpowiedziałęm,że bym się z nią rozwiódł.Nasza sytuacja jest taka,że mamy domy,w których możemy mieszkać,więc nic nas nie trzymałoby pod jednym dachem.Umiem też zarabiać pieniążki,dlatego kasa też nie byłaby problemem,ale,po moim zniknięciu nasz związek jest o wiele lepszy niż kiedykolwiek,bo żona wie,że jeśli coś zadecuduję,to nie ma odwrotu i są granice mojej tolerancji. W Twojej sytuacji kolego,zaproponuj żonie,jeśli to możliwe,że rozstaniecie się na próbę,bo musisz wszystko przemyśleć,a naprawdę uciekaj.Odzyskaj swoich przyjaciół,zacznij na nowo marzyć i planować i poważnie pomyśl o reszcie swojego życia,bo będziesz starszy,bardziej zmęczony i nie warto marnować życia przy niewłaściwej kobiecie.Ja miałem dzieci i postawiłem wszystko na jedną kartę i mam dobrze,ale takie chodzenie po lekarzach i terapeutach to dla mnie strata czasu,nabawisz się jeszcze jakichś kumpleksów.Tutaj widzisz ile jest świetnych kobiet,rozmawiaj z ludźmi,obserwuj i nie trać czasu na bylejakość. Ostatnio rozpocząłem budowę domu i dokupiłem kawał ziemi na wsi,więc informuję o tym żonę:kochanie,będziemy się budować,a ona mi na to: to budujcie się.....nie martwi się o finanse czy kasę i najbardziej podoba mi się w niej,że jest tania w utrzymaniu i na dzieci (na gadżety)wydaję więcej kasy niż na żonę,a jej to nie przeszkadza,bo ja wiem jak zbudować dom,ale ona tworzy w nim dobrą atmosferę.
    Jest dobrą kobietą tylko nie wyniosła właściwych wzorców zachowań z domu,dlatego tak drudno ją było przeprogramować.
    Rybak,też uważam że cię poniosło,bo pewnych rzeczy nie mówi się przy kobietach.Kobiety powinno się kochać i dbać o nie (ale tylko wówczas,kiedy one dbają o ciebie).
    Powodzenia Panowie i Panie,życie jest skomplikowane,dlatego trzeba sobie go upraszczać.

    Success consists of going from failure to failure without loss of enthusiasm. W C
  • rybak 14.11.15, 16:52
    Mówisz- poniosło...
    Nie, Szanowny, nie poniosło... Kiedyś byłem częstym gościem tego forum, teraz nie muszę i wpadam tu incydentalnie tylko.
    Moje doświadczenia?
    18 lat takiego małżeństwa, 8,5 roku rozwodu i podziału, podczas tych 8,5 lat w sumie 5 różnych spraw sądowych, w tym dwie karne z fałszywego doniesienia ex i jej rodzinki. Rzecz jasna obalone na skutek kupysięnietrzymania. Kiedy już ex przegrała niemal wszystko, jeszcze potrafiła w mojej robocie przyleźć i udając kogoś obcego, wrzeszczeć publicznie, że "chciałem od niej łapówkę". Do końca mnie umiłowała, jak widaćsmile
    Ostatnia sprawa- kasacja do SN ex po niekorzystnym wg niej podziale majątku- odrzucona przez SN przedwczoraj. Dokładnie.
    W przypadku zmiętego widzę ex jako żywą. W przypadku Pana z charakterem, odpowiadającego na mój post: Kompletnie nie ta sama sytuacja. U Ciebie żona miała wyłącznie problem kulturowy, u zmiętego i u mnie ex miały problem przede wszystkim charakterologiczny i psychiczny. Toksyczne infantylne egoistki czyli. Zimne psychopatki o ponadprzeciętnej zdolności manipulowania ludźmi, po zrzuceniu im maski zmieniające się w chciwe i bezwzględne gollumy płci damskiej. Polecam z archiwum Forum wyciągnąć inny przykład takej harpii - posty errormixa (pozdro). Też musiał się chłop dłuuugo tu prostować.
    Trzym się i wiej, życia szkoda, zmięty.
    p.s.
    Seksem cię oczywiście tresuje?wink (pytanie retoryczne). wink



  • jaybe 14.11.15, 21:37
    Czyż wszystkie kobiety nie mają czegoś z psychopatek i manipulantek,dlatego uważam,że nie warto z nimi walczyć,lepiej się dogadać,kochać i zostać porzuconym,niż je porzucać,bo nigdy ci tego nie wybaczą i nawet na łożu śmierci,przypomną ci,co dokładnie powiedziałeś 24 kwietnia 1946 roku o 16.43.
    My oczywiście zapomnieliśmy co powiedzieliśmy 5 minut temu,a one zawsze coś tam pamiętają i rozpamiętują. Z moją jest inaczej,bo zawsze wdziałem w niej potencjał i to,że u mojego boku będą z niej ludzie i są.Oczywiście jak każda kobieta posiada takie same objawy łzawo-histeryczne i skłonności do przesadzania i wyolbrzymiania głupot,ale na szczęście wszystko mam teraz pod kontrolą i w normie.Kobieta zmienną jest,a mężczyza jest jej stabilizatorem i jeśli mąż nie potrafi grać swojej roli w związku,przepada i staje się ofiarą manipulacji,czyli zaczyna traktować poważnie,niepoważne zachowania kobiety,tak jak mamy w przypadku autora wątku,który na swoje usprawiedliwienie ma to,że ma mało lat i duuużo jeszcze się musi nauczyć na temat kobiet,oraz musi stać się gruboskórny.
    Czułem przyjacielu rybaku,że jakaś zalazła Ci za skórę,ale mam nadzieję,że mimo stoczonych bitew, patrzysz z dystansem na to co się dzieje i działo w Twoim życiu? Moim zdaniem życie jest zbyt krótkie i piękne,żeby walczyć i wzajemnie się wyniszczać?! Oczywiście (zła)kobieta nigdy nie spocznie,dopóki Ci nie dokopie,ale takie jest życie.Jeśli to wiesz,potrafisz się przygotować do batalii,a równicześnie starasz się układać sobie normalne życie(na tyle,na ile to możliwe).
    Moja ukochana poszłą dzisiaj na zakupy,więc cały dzień miałem spokój,a czasami lubię tutaj zaglądać czytając o ludzkich tragediach i wpychać kij w mrowisko,bo w realu mam znajomych,którym w obecnej chwili życie się całkowicie wali,a ja jako dobry kumpel,staram się widzieć pozytywy tam,gdzie są tylko same zgliszcza, podtrzymując przyjaciół na duchu,na tyle,na ile to jest możliwe.Powodzenia Panowie

    ?Tact is the ability to tell someone to go to hell in such a way that they look forward to the trip.?
    sir Winston Churchill
  • rybak 15.11.15, 02:13
    Spoko.
    Są i dobre kobiety.
    Ale na pewno nie są i nie będą tymi dobrymi te zue. A zwłaszcza te zue i szurnięte, i pazerne, i leniwe, i zakochane wyłącznie w sobie i to z wzajemnością.wink
    Od których trza wiać gdzie pieprz rośnie póki czas, by życia nie marnować. Czego zmiętemu życzę.
  • zmiety 15.11.15, 13:36
    Dzięki Panowie. Będę miał trochę tematów do przemyśleń.

    Rybak, wierzę że przeszedłeś piekło, ale też wiedz, że moja sytuacja jednak różni się od Twojej. Nie ma mowy o zdradzie, czy jakiś innych patologiach. Nie jesteśmy aż tak daleko na wojennej ścieżce jak wy byliście.

    Poza wygadywaniem się na forum, odpuściłem blokadę informacyjną i wygadałem się trochę w domu i kumplowi. Trochę ulżyło, ale na dłuższą metę to tylko plasterek. Ciągle nie gadamy ze sobą, ale w końcu będzie trzeba zacząć i jakoś ruszyć to wszystko w jedną lub drugą stronę. Czas leczy rany, ale tak naprawdę żaden problem nie został rozwiązany i nie ma sensu uklepywać tego co było, bo wszystko wróci ze zdwojoną siłą.
    Skupiam się na pracy i całkiem dobrze mi to wychodzi, bo lubię to co robię. Spisałem też sobie co chciałbym zrobić ze swoim życiem jak to wszystko padnie. Muszę jeszcze spisać czego właściwie chcę, gdyby miało nam się udać. To trudniejsze.
  • jaybe 15.11.15, 14:13
    Trzymaj się zmięty.Bajka każdego jest inna,ale czasem warto głośno myśleć i gadać,co leży na wątrobie.Wygadać się,odstresować,a potem zapomnieć i patrzyć z nadzieją w przyszłość,bo najważniejsza jest wiara,nadzieja i bzykanie. Tonącemu możesz tylko wtedy pomóc,jeśli ona sama chce sobie pomóc,ale nieraz nie warto niczego robić na siłę,bo z mojego doświadczenia, czytając Twoją historię widzę,że się męczysz,a nie warto. Moja żonka wstała dzisiaj i szeroki uśmiech,dzieciaki wstały,dostały buzi od mamusi,bo kiedy masz własne dzieci,twoje życie staje się albo piekłem,albo ciężką pracą i stajesz się masochistą.Jeśli nie ma porozumienia wśród rodziców(i jedności w działaniu)wtedy dopiero masz problem.Moja teściowa teraz nosiłaby mnie na rękach,gdybym nie był prawie dwumetrowym chłopem,do żonki też dotarło,że się kochamy i jest dobrze,więc chyba o to chodzi,żeby sobie ułatwiać.Teraz krząta się przy robieniu obiadku, dlatego powodzenia.Jeśli zadecydujesz,że żonkę olejesz,zrób to w taki sposób,żeby wyglądało że to Ty nie jesteś jej godny,niech baba myśli,że to ona Cię olewa(długoterminowo jest bezpieczniej).
    Najgorsza jest ugodzić w kobiecą dumę,nigdy Ci tego nie zapomni,a tym bardziej nie wybaczy.
    Jak to mówią?Pokorne ciele dużo cycków ssie? Twoja bajka,Twoje decyzje,czasem trzeba przejść przez piekło w życiu,żeby doceniać,kiedy masz dobrze.
  • rybak 15.11.15, 16:04
    Zmięty, spoko. Samo gęste, jak u mnie, zacznie się u Ciebie wtedy, gdy twoja pasożyta zrozumie, że jej żywiciel spitala. Najpierw będziesz szantażowany emocjonalnie( mam raka, tętniaka, umreeee!), potem schowa ci najcenniejsze dokumenty skarbowe, przejmie kluczyko do auta, zmieni zamki w drzwiach itd., a potem któregoś pięknego poranka obudzisz się z brygadą antyterrorystyczną pod drzwiami i fałszywymi donosami w prokuraturze. Bo twój pasożyt zawalczy o rozwód z twojej wyłącznej winy żeby cią doić alimentacyjnie do końca życia. Wszystko przed tobą. Dobrze radzę, już bierz adwokata!
  • rybak 15.11.15, 16:33
    Pocieszę cię- moja ex pasożyta nie ugrała nic, przegrała wszystko, spłaciła mnie co do grosza, została nad rozbitym korytem, jak w chwili, gdy ją poznałem. Ja mam ekstra rodzinę, dzieci, nowy spłacony już dom i najważniejsze: kochającą dobrą kobietę. A wyszedłem jak stałem, sam, z deprechą, długami na dom, sprawami karnymi, bez dzieci po dwóch dekadach związku, który przez 10 lat reanimowałem, grubo po czteedziestce. Moje dzieciaki mają kochającego ojca. Siwiuteńkiego w kwiecie wiekusmile. Mój doskonały adwokat ma nowy wóz.
    Ex ma pół melona długu bankowego, wpis wrejestrze karanych, stado kundli, pusty zadłużony dom i resztę życia przej...ne. Taka karma.
    Bierz papugę. I to dobrą. Awszystko będzie cacysmile
    Powodzenia.

  • jaybe 21.11.15, 11:32
    Ale mam nadzieję,że nie rozstaliście się w nienawiści? Po latach człowiek nawet czuje smutek,że takie emgemplarze wogóle istnieją i męczą się każdym przeżytym dniem. Chyba musiałeś bardzo zaleźć tej swojej eks za pazury,że była taka waleczna,albo to jakaś zawzięta rosjanka,czy inna ukrainka?Chyba jesteś kolejnym (w mordę) romantykiem,co to przygarnął bezdomną księżniczkę pod dach,a ona okazała się być heterą,bo kiedy ma się miękkie serce,to trzeba mieć twardą DPĘ.
    Siwiuteńki mówisz? Jest powiedzenie,że masz srebro na głowie,złoto w kieszeni,albo inne,że szron na głowie,a ogień nadal ostro płonie w palenisku.

    Z jedną rozstawałem się po złości i straszyła mnie braćmi,że mnie zabiją.Była zdolną kobietą, zdolną do zrobienia wszystkiego.Popatrzyłem na nią i powiedziałem: Anka,jesteś nienormalna, bo jestem ci winny kasę i jeśli mnie zabijesz,to ci nie oddam. Popatrzyłą na mnie,pomyślała,jakie głupoty gada i mnie nie zabiła,ale sprawa wtedy była bardzo poważna.Nauczyłem się,że nie warto rozstawać się po złości,bo szkoda czasu i przy kolejnych rozstaniach zawsze to była moja wina: kochanie,jesteś taka cudowna,że zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie.Po latach kobiety zrozumiały,że wykręciłem się sianem,ale czas leczy rany.

    Teraz wyłażę na nocki grać z kumplami w brydża,albo w szachy do późnej nocy i moja ukochana czeka na mnie,bo martwi się i nie potrafi zasnąć beze mnie. Ona wychodzi z kumpelami,kiedy wraca ja śpię (i to ją wkurza),ale po co się przejmować? Kobiety przy takich babskich wyjściach gadają o swoich facetach,moja narzekała na mnie,że ciągle mam ochotę na seks,a ona nie ma już siły,więc jedna z koleżanek próbowała mnie uwieźć.Potrzebowałą wtedy faceta,więc próbowała zrobić mojej żonce przysługę,żeby ją odciążyć od moich potrzeb.
    Moja do dzisiaj nie zna szczegółów co wtedy zaszło,bo chyba potrzebowałąby pomocy psychologa,żeby dać sobie z tym radę,ale skrótowo powiedziałęm jej,żeby nie rozmawiałą z obcymi o naszym życiu intymnym,bo nie mam zamiaru dowiadywać się o tym od jej koleżanek.
    Oczywiście do niczego nie doszło z mojej strony,bo nie chodzę na burgery do McDonalda,skoro mam w domu steka najlepszej jakości,a kochanka raz zaliczona bawiłaby się w szantaże itd,bo niektóre kobiety są perfidne.Jak można próbować odbijać faceta swojej koleżance? Żona jest teraz bardziej powściągliwa i nie mówi wsztskiego podczas tych babskich spotkań.

    Jako singiel moja zasada była prosta,po co kupować krowę,kiedy chcesz napić się mleka,bo lubiłem pić mleko z różnych mleczarni.Teraz liczy się stabilizacja,tylko mam cholera dzieci bardzo przemądrzałe,ciekawe po kim to mają. Powodzenia panowie.

    You have enemies? Good. That means you've stood up for something, sometime in your life.

  • zmeczona100 21.11.15, 11:35
    Kuźwa, kolejne wcielenie obywatela f16 uncertain

    --
    Rozwódka to wróg, bo dybie na każdego chłopa smile Wszak nie ma swojego- przypisanego do domku i kredytu smile /Mayenna/
  • jaybe 21.11.15, 13:27
    Nie nerwujsie bo to dybanie i dymanie działa w dwie strony,tylko tutaj nie można wszystkiego tłumaczyć dosłownie,bo wypowiedzi byłyby o wiele dłuższe,a wiadomo o co chodzi. Łatwiej znaleźć byle jakiego człowieka do współżycia niż odpowiedniego do życia.

    A good man is hard to find, a hard man is good to find.
  • jaybe 22.11.15, 14:32
    PS: widzisz zmięty,że niewiele kobiet i to tych niby wykształconych ma na Twój temat wiele do powiedzenia,a szybko potrafią skomentować,albo dżgnąć,dlatego nie warto kobiet traktować zbyt poważnie.Facet jesteś i to Ty musisz mieć plan działania.

    Po latach zrozumiałem,że mój teściu pił,bo teściowa ma mocny charakter (czytaj zdominowała go).Kiedy ja się pojawiłem,teściowa od razu mnie pokochała,bo dam się lubić,ale również mam swoje zdanie.Nie muszę kraść ani kombinować żeby mieć,ale również jeśli mi się coś nie podoba,to powiem to w twarz.Teściu mnie polubił,bo powiedziałęm mu w twarz,że nie odwiedzam dziadków po to,żeby widzieli zapijaczonego dziada,dlatego teść przestał pić i zawsze w niedzielę idzie z wnukami do kościołą,pod krawatem (tak jak ja) i w wypolerowanych butach.Czasem potrzeba człowieka z zewnątrz,żeby zrobił porządek nie tylko w swojej rodzinie,ale u teściów.
    Dziadkowie teraz nawet chodzą razem na spacerki,trzymając się za rączkę.
    W Twoim przypadku,Twoja żonka potrzebuje przeżyć szok,żeby docenić,że jesteś dobrym człowiekiem.Jeśli nie jesteś gotowy na dzieci to nie jesteś i koniec.My z moją raz w tygodniu idziemy na randkę i rozmawiamy,co nam się podobało,a co nam się nie podoba w naszym związku i co można ulepszyć.Nie przekrzykujemy się,tylko umiemy słuchać,bo czasem w związkach ludzie się przekrzykują a tak naprawdę nikt nie słucha drugiej osoby,potem robi się głośno,ale to niczego nie zmienia.
    Tutaj na tych forach masz sporo amatorszczyzny i rzucania pustych haseł,a tak naprawdę wiele osób nie ma bladego pojęcia o czym mówią.Terapie? Proszę,jeśli masz czas i kasę to baw się w to,ale wynik będzie taki sam,Ty i Twoja żona sami musicie się ze sobą dogadać.Jeśli nie pasujecie do siebie,to kicha.Ale czasem do kobiet nie dociera że to właśnie WY tworzycie rodzinę i czują większe więzy ze swoimi rodzicami niż z mężami.Idę jeść obiadek,powodzenia.JB
  • mayenna 23.11.15, 10:39
    jaybe napisał
    >

    > W Twoim przypadku,Twoja żonka potrzebuje przeżyć szok,żeby docenić,że jesteś do
    > brym człowiekiem.Jeśli nie jesteś gotowy na dzieci to nie jesteś i koniec.My z
    > moją raz w tygodniu idziemy na randkę i rozmawiamy,co nam się podobało,a co nam
    > się nie podoba w naszym związku i co można ulepszyć.Nie przekrzykujemy się,tyl
    > ko umiemy słuchać,bo czasem w związkach ludzie się przekrzykują a tak naprawdę
    > nikt nie słucha drugiej osoby,potem robi się głośno,ale to niczego nie zmienia.
    > Tutaj na tych forach masz sporo amatorszczyzny i rzucania pustych haseł,a tak n
    > aprawdę wiele osób nie ma bladego pojęcia o czym mówią.Terapie? Proszę,jeśli ma
    > sz czas i kasę to baw się w to,ale wynik będzie taki sam,Ty i Twoja żona sami m
    > usicie się ze sobą dogadać.Jeśli nie pasujecie do siebie,to kicha.Ale czasem do
    > kobiet nie dociera że to właśnie WY tworzycie rodzinę i czują większe więzy ze
    > swoimi rodzicami niż z mężami.Idę jeść obiadek,powodzenia.JB

    Rozumiem, że jesteś co najmniej psychologiem z wykształcenia lub terapeuta rodzinnym, skoro twoje rady to nie amatorszczyzna i wiesz o czym mówisz?
    A jesteś pewien, że naprawdę wiesz o czym mówisz?
    Bo jak ludzie x lat nie są w stanie sie porozumiec, to raczej nie wpadną na to jak to zrobić sami bez pomocy z zewnątrz. Temu służy terapia: aby zmienić punkty odniesienia i pomóc się porozumieć. Czasem trzeba nauczyć rozmawiać o problemach tak, aby je rozwiązywać. Samo słuchanie niewiele pomoże jak za tym nie pójdę wspólne ustalenia i trzymanie się ich.

    W mojej ocenie twoje porady to takie słdkie pierdu pierdu przy niedzielnym obiadku, kogos, kto o problemach okołorozwodowych nie ma pojęcia i nie rozumie, jak to jest, jak odkrywasz, że masz w domu aliena. Kogos, kogo kompletnie nie znasz i nie rozumiesz, a jeszcze go kochasz i wierzysz, że skoro składał obietnice, że az po grób to może uda się jednak coś razem zmienić.

    Może żle odbieram twoje posty, ale wyziera z nich dla mnie zadowolona geba patriarchalnego samca, napędzanego samozadowoleniem, że mu się tak świewtnie udało żonkę znaleźć i tak super w małżeństwie funkcjonuje, i w ogóle w rodzinie...Wszystkich potrafi, jak tego teścia, postawić na właściwym miejscu. Możliwe, że rozgoryczenie przeze mnie przemawia bo mi sie nie udało tak fajnie wszystkich powstawiać w moim życiu w ich role.
  • yoma 23.11.15, 17:40
    > jak to jest, jak odkrywasz, że masz w domu aliena.

    Mayenna, kocham cię. W punkt...
    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • jaybe 25.11.15, 11:00
    Też Was kocham dziewczyny i nie jestem tutaj po to,żeby kogoś obrażać,albo tym bardziej pouczać,ale na bazie własnych doświadczeń i obserwacji,gadam,
    ba nie boję się wynurzać z własnymi poglądami,czego wiele osób,nawet w związkach,nie potrafi robić.Jest problem,to się go rozwiązuje,a nie widziecie,że tutaj ludzie tylko narzekają i panuje ogólne czarnowidztwo,że po przeczytaniu tego to tylko albo wpaść w depresję,albo przynajmniej się powiesić.
    Bardzo lubię rozmawiać z bardzo starszymi osobami,bo wiele z tych osób nie ma formalnego wykształcenia (psychologicznego)ale mają coś o wiele cenniejszego
    doświadczenie życiowe. Nie róbny z własnego życia terepii,tylko nie bójmy się żyć,a nawet jeśli trzeba to i się rozstać,bo takie życie w próżni bardzo wykańcza.
    Kto powiedział,że związki są łatwe? Tylko jeśli osoby nie są gotowe do kompromisu,nie warto się męczyć. Dzisiaj nie piszę przed obiadkiem,ale ogólnie nie mam czasu i nieraz czytam sobie co tutaj ludziska piszą,jako odskocznia od włąsnych spraw.Czasem się dziwię,że ludzie się tak męczą,zamiast spróbować alternatywnych rozwiązań.
    Wiem dziewczyny,że atakujecie,bo prowadzicie własne boje z facetami,a moje podejście do kobiet jest bardzo przyjacielskie i ugodowe,jeśli jednak zostanie zostanie przekroczona tzw.czerwona linia(red line-jest teraz populanym powiedzeniem),to trzeba mieć odwagę,żeby nawet się rozstać.
    W TV reklamują suplementy diety na to czy tamto,nie róbcie z włąsnego życia,
    życia kogoś innego,albo nie róbcie z życia Ameryki,że każdy kto jest kimś ma swojego terapeutę.Sami potraficie wiele zdziałać,a jak tego nie potraficie,uczcie się jak się rozmawia.Dzisiaj uciekam,bo obowiązki czekają,ale dopieszę coś w weekend.Żyjcie.
  • zmeczona100 25.11.15, 12:15
    haha, obywatel znowu nadaje... uncertain

    --
    "Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem. Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne. Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem, a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji". Marcepanna
  • mayenna 25.11.15, 13:08
    zmeczona100 napisała:

    > haha, obywatel znowu nadaje... uncertain
    >
    Mnie jest potrzebny tłumacz bo nie rozumiem przekazu. Dużo słów, mało treści.
    Też mi to kogoś przypominasmile
  • yoma 25.11.15, 16:03
    IMHO ich jest jednak dwóch. Jeden jadowity.
    --
    Bo nie poradzisz nic bracie mój, gdy na tronie siedzi...
  • jaybe 27.11.15, 00:15
    Pojawiły się dziewczyny,hej. Imho czy nie imho,posłuchajcie linku,może was oświeci,bo ja naprawdę nie mam czasu tłumaczyć życia,tym bardziej,kobietom,którym wydaje się,że wszystko wiedzą najlepiej,strata czasu i energii(bez złości czy złośliwości).Rzucacie hasłami i jeśli pozwala Wam to na poprawienie własnego samopoczucia,to powodzenia.
    [url=http://www.wiecjestem.us.edu.pl/brene-brown-potega-wrazliwosci]Tekst linka[/url]

    Albo to:
    Tekst linka

  • mayenna 27.11.15, 06:48
    Myślę że dość jasno wytlumaczono ci że nikt tu twoich linków i mądrości nie potrzebuje. Bez złości. Nie dociera do ciebie że nie masz nam nic do zaoferowania? I nie z powodu naszej niechęci ale dlatego że twoje doświadczenie i życie jest zbyt ubogie i jednolite. Nie jesteś nawet nastawiony na przekaz i rozmowę a tylko na pouczamie i samouwielbienie. Dzięki ale faktycznie marnujesz swój czas a przede wszystkim nasz.
  • mayenna 27.11.15, 06:40
  • jaybe 05.12.15, 15:40
    Uwaga,obywatel F16 nadal nadaje,na łopatkach,ale nadal pyskuje.
    Kochane kobiety,kocham Was,bo przy Waszych teoriach nie można się nudzić.Posiadacie aż tyle mądrości w tych Waszych....główkach,że aż strach się bać. Zazwyczaj,kiedy czegoś się nie rozumie,wystarczy zadać proste pytanie?! Czy może też potrzebujecie jakiejś terapii na temat:jak rozmowiać z facetami i jak zadawać proste pytania,a przede wszystkim,jak nie bać się ośmieszenia zadając naiwne pytanie,albo jak mieć jaja,żeby cokolwiek powiedzieć autorowi wątku i to nawet na swój włąsny temat! TUTAJ NIE CHODZI O MNIE,tylko o zaistniały problem ZMIETEGO. Myślicie,że pisząc o sobie,chwalę się swoim związkiem? Nie łąpiecie dziewczyny,że czasem trzeba opisać własne DOŚWIADCZENIA ,zamiast popisywać się wiedzą książkową,czy teoriami zapożyczonymi od innych. Czego nauczyło WAS WŁASNE ŻYCIE i dlaczego postąpiłyście właśnie tak,a nie inaczej?Czy potraficie wyjaśnić człowiekowi,skąd się co wzięło i dlaczego?Kobietami jesteście!!!Czy aby nie popisujcie się tutaj rzucaniem tylko haseł i jakimiś grypsami po to tylko,żeby wzajemnie się podniecać i dowartościowywać rzucanymi hasłami? Posiadacie tutaj jakieś koło wzajemnej adoracji? To może wogóle zamieszkajcie ze sobą i wierzę,że będzie Wam razem naprawdę dobrze.
    W czasach PRLu kroczyliśmy jedynie słuszną drogą socjalizmu,gdzie liczyło się tylko słowo sekretarza KC PZPR które dla wielu było religią,
    teraz mamy czasy,w których każdy może powiedzieć,co się mu podoba.Wtedy to Sekretarz Generalny KC też przemawiał w imieniu całego narodu!Jeśli nie podobają Ci się moje teorie,widzisz moje imię,przewiń tekst do przodu i po sprawie,nie obrażę się.
    Jeżeli kogoś nie stać na terapie,skoro terapeucie nie zależy na pacjencie,tylko na kasie? Tutaj pewne sprawy omawia się na zasadzie jest problem,opowiada się o nim i samo to przynosi jakąś tam ulgę. Zmiety sprawia wrażenie świetnego faceta,tylko może zbyt poważnie traktuje swoją żonę.Podaje jej wszystko na półmisku,a żoncia wybrzydza i zmienia zdanie,a facet niepotrzebnie się stresuje.Wyobraź sobie majenna,że moja sąsiadka jest z wykształcenia psychologiem i jeździ na te wszystkie psychiczne zloty psychologów. Kobieta jest bardzo inteligentna tylko ma jeden problem.Próbowała żyć z różnymi facetami i jakoś,mimo swojej profesjonalnej wiedzy,nie potrafi sama sobie pomóc i ułożyć własnego życia,czy też potrzebuje pomocy specjalisty?Jako dobry sąsiad poznałem kilku z tych kandydatów,bo człowiek stara się być miły i uprzejmy dla obcych i czasem pogada przez płot podczas grilowania,ale tak szybko zmieniają się twarze tych facetów,że sam się już w nich już gubię.
    Znajomi chodzili na takie sesje terapeutyczne i skończyło się to wszystko rozwodem,bo okazało się,że mają niezgodność charakterów!
    Strata czasu,strata kasy,lepiej gdyby za te pieniążki sami pojechali na wakacje i uczciwie ze sobą porozmawiali,a tak,to terapeuta zabrał swoją rodzinę na wakacje za ich ciężko zarobione pieniądze.
    Dziękuję,że nie pisałaś o mnie i do mnie w złości,bo nie wyobrażam sobie,jak wyglądałoby Twoje złośliwe pisanie(buźka). Dla mnie to jedna rybka kto pisze,czy co pisze,bo jestem facet z teflonu dlatego i tak wszystko po mnie spływa i nie pozostawia plamy na honorze.
    Po czterdziestce,kiedy piękniejszy już nie będę,mądrzejszy też nie,bo ubywa już szarych komórek(jeśli się je wogóle kiedykolwiek miało), taki Forest Gump chyba jestem,to człowiekowi jest wszystko jedno. Jedynie mogę sobie kupić lepszy samochód na pokaz,ale kryzysu jeszcze nie przeżywam.A czego się nie pisze,żeby zadowolić kobiety. Gdybyś wcześniej zapytała,dlaczego piszę głupoty, odpowiedziałbym Ci,że butelka Singletona z Auchana wypita z kumplami przy brydżu robi swoje.A wiesz co jest najśmieszniejsze,że nie byliśmy pijani,tylko człowiek po wypiciu fajnej whisky jest bardzo zrelaksowany
    i może czasami ma tendencje do używania skrótów myślowych,które nie zawsze są zrozumiałe dla postronnych,chyba że pijemy ten sam trunek.Ponieważ żle się czułem,bo normalnie nie pijam,a ponieważ pracuję dla siebie,więc zadzwoniłem do siebie,że nie będzie mnie w pracy,bo wyobraź sobie gdybym gadał takie głupoty swoim klientom,zgroza.

  • jaybe 05.12.15, 15:49
    Żyjcie i kochajcie innych,nawet tych głupich,a muzyka łagodzi obyczaje:
    Tekst linka
  • najdluzszapodroz 26.11.16, 21:46
    zmiety,minął rok od wpisu. jak żyjesz?
  • zmiety 14.09.18, 00:02
    Już prawie 3 lata... Zmarnowane.
    Ponad rok temu wyprowadziłem się, potem była terapia małżeńska, bo jeszcze próbowaliśmy coś zrobić. Na terapię złęgo słowa nie powiem, ale po prostu nam nie pomogła. Trochę rzeczy się poprawiło, ale jedna pozostałą bez zmian. Ktoś wyżej podrzucił artykuł:
    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16984324,Toksyczne_zwiazki.html?disableRedirects=true
    Nie wszystko tam pasuje, ale część o izolowaniu "grupy wsparcia" to jest historia mojego życia. Łącznie z "miękkimi" sposobami na to, wyuczonym unikaniem oraz ostrzeżeniami od znajomych (które oczywiście zignorowałem).
    Rok temu poszedłem też na terapię indywidualną, bo ciężko mi było sobie z tym wszystkim poradzić. Decyzję o wyprowadzce i teraz decyzję o rozwodzie podjąłem sam, wbrew sprzeciwom żony. Jest to dla mnie niewyobrażalne obciążenie psychiczne. Niby są takie momenty, kiedy rozwód wydaje się jedynym sensownym wyjściem, ale zwykle jest tylko poczucie winy i rozmyślanie co mogłem zrobić lepiej.
    Zmarnowałem już mnóstwo czasu i zaplątałem się w tym strasznie, ale sprawy zaszły już na tyle daleko, że teraz tylko pozostaje mi walczyć o pozostanie konsekwentnym i załatwienie formalności. Więc mam nadzieję, że od teraz na forum będę mniej marudził nad swoim życiem, a bardziej pytał o sprawy formalne.
  • f.lamer 10.10.18, 14:46
    > Już prawie 3 lata... Zmarnowane.
    ano zmarnowałeś 3 lata. a wcześniej jeszcze 5.
    heniek ci tu pisał o realizowaniu strat. inni też widzę doradzali, to nie posłuchałeś

    > ale zwykle jest tylko poczucie winy i rozmyślanie co mogłem zrobić lepiej.
    nic nie mogłeś zrobić lepiej. zrobiłeś i tak zbyt wiele ponad własną miarę. zostaw to. zostaw to jej.
    nie marnuj kolejnych lat, które są jeszcze przed tobą. nie, nie będzie lepiej.nie, nie z nią. tak, jedyne sensowne wyjście najszybszy rozwód i ucięcie kontaktów. chwalić boga że jednak nie masz z nią dzieci, btw. pozostałe pomysły to reakcje obronne współuzależnionego od przemocowca umysłu
    jeśli ona będzie się chciała zmienić i nad sobą pracować - ok, niech się zmienia i pracuje.
    po rozwodzie też możecie pogadać o jej postępach, nie ma sprawy

    dużo siły życzę
    i więcej myślenia o sobie tu i teraz, mniej wyobrażania sobie tego co mogłoby być

  • jaybe 10.11.18, 16:23
    Witaj znowu. Zrobiłeś co mogłeś,podjąłeś własne decyzje,szkoda płakać nad rozlanym mlekiem i straconym czasem. Każdy radzi,ale to TY sam decydujesz o własnym życiu. Muszę przyznać,że z wiekiem kobieta pokornieje,bo moją mogę teraz nie tylko do rany,ale przyłożyć do wszystkiego ,jednak niektóre robią się wredniejsze. Od ostatnich wpisów,kolega wdowiec znalazł sobie nową żonę(po 40stce),ale tak szybko jak się ożenił,tak szybko się rozwiódł,bo po ślubie żona okazała się kompletnym niewypałem. Prawdą jest że miłość jest ślepa,a małżeństwo przywraca jej wzrok. Kocha się raz,potem drugi i trzeci i znów.Tego kwiata jest pół świata. Patrz przed siebie,a nie za siebie,facet musi wiedzieć czego chce,nie miotaj się,tylko bądź konsekwentny w działaniu.
  • jaybe 03.12.18, 12:56

    PS: posłuchaj muzyczki i będziesz miał odpowiedź na odwieczne pytanie,jak zrozumieć kobietę(nie da się). Prawie 30lat temu zginęła miłość mojego życia i gdybym nie zapoznał swojej żony,skończyłbym marnie,bo miałem zamiar iść do klasztoru. Po drodze spotykałem naprawdę świetne babki,ale byłem uczuciową wydmuszką,emocjonalnie nie gotowy na miłość(kochanie się bez uczucia to tylko mechanika,a nie miłość). Normalny facet po takim ciosie popełnia co najmniej samobójstwo,albo traci rozum,ale ja żyłem z ciekawości,co jeszcze mi się spierdzieli w tym marnym życiu. Teraz po latach powiem,że smutek pozostał za utraconą miłością,ale mam fantastyczną żonkę, która jak każda kobieta wie wszystko najlepiej (mimo sporej różnicy wieku),ale kiedyś zapoznałem starszą,dojrzałą kobietę i....porażka,rozum nie pojawia się z wiekiem. Jesteś chłopie porządnym facetem,walczysz do końca,tylko że z czasem dojdziesz do wniosku,że szkoda marnować czas bo człowieka nie zmienisz,jedynie musisz go zaakseptować (albo nie) takim jakim jest. Dopiero po pojawieniu się dzieci,zaczynasz szanować jaki to skarb masz w domu,albo niewypał. Życzę Ci więcej asertywnościw życiu.
  • jaybe 03.12.18, 13:01
    PS. dodam tylko że związek to dwie osoby,a nie dwie i terapeuta,czy mamuśka albo teściowa. Jeśli się nie dogadujcie razem,to może znak że nie warto nawet zaczynać wspólnego życia?!
  • ktos_z_kosmosu 03.12.18, 19:28
    jaybe napisała:

    > Jeśli się nie dogadujcie razem,to może znak że nie warto nawet zacz
    > ynać wspólnego życia?!

    A na czym w/g Ciebie powinno polegać to dogadywanie się?
    Jak to widzisz.
    Pytam z ciekawości czy wiesz.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.