Dodaj do ulubionych

Mąż chce odejść, jak przekonać go do terapii?

10.02.18, 19:14
Sytuacja wygląda tak, że mąż oświadczył, że już nic do mnie nie czuje i chce się wyprowadzić i rozejść. Ja chcę walczyć o małżeństwo bo po 1sze nadal go kocham, po drugie jesteśmy ze sobą 16 lat a po ślubie 12 lat, po 3cie mamy 5 cio letnie dziecko, którego dobro jest dla mnie bardzo istotne. Decyzja męża jest dla mnie zaskoczeniem, bo nie sądziłam że jest aż tak źle. Owszem sygnalizował problemy wcześniej, jednak nie przedstawiał ich jako tak fundamentalnych dla niego spraw. Poważną rozmowę ze mną przeprowadził raz, niestety stało się to pod koniec mojego potwornie trudnego okresu w pracy, gdzie musiałam chodzić do pracy 7 dni w tygodniu na 12 a nawet 16 godzin dziennie i trwało to 2 miesiące, ja byłam wtedy jak w malignie, nic do mnie nie docierało, to było jak tunel poznawczy. Powiedziałam mu wtedy, to prawda, parę przykrych słów, ale też poprosiłam żebyśmy wrócili do tej rozmowy jak się skończy ta sytuacja w pracy. Minęło 3 miesiące, to nie jest tak, że można wrócić do równowagi psychicznej z dnia na dzień po takim maratonie, tyle czasu mi zajęło dojście do siebie, do tematu wróciłam ja, zadeklarowałam chęć pracy nad naszą reacją itp, zaczęłam się uwrażliwiać na wspólne rozmowy, gesty czułości itp. Po tygodniu mąż powiedział, że on właściwie już podjął decyzję, że nie może patrzeć jak ja się staram i nie chce mnie oszukiwać. On nic już nie czuje, że 3 miesiące temu był dla niego ostatni dzwonek, on już przepracował w sobie, że chce się rozstać, przeszedł przez 3 etapy żałoby po związku i teraz już jest tylko akceptacja dla rozstania. Dla mnie to był szok, zaproponowałam terapie małżeńską, mam trudny charaktera, ale zaproponowałam nawet, że pójdę na terapie indywidualną, prosiłam go, żebyśmy przez wzgląd na małe dziecko spróbowali uratować to małżeństwo. On zrozumiał, że go szantażuję dzieckiem, że chcę żebyśmy trwali w przykrym dla niego stanie relacji dla dobra dziecka. A mi nie o to chodziło, co zresztą mu powiedziałam. Prosiłam go tylko o danie nam szansy, o zrobienie wszystkiego co można zrobić żeby uratować związek. Jak terapia nie przyniesie skutku to się rozstaniemy, bo nie zmuszę go przecież do miłości. Nie jest przekonany do tej terapi choć tydzień temu jeszcze o tym wspominał. Powiedział, że dla niego już jest za późno, że 3 miesiące temu nie było za późno. Po rozmowie przyznał, że nie czuje do mnie "nic" tylko żal, krzywdę, zawiedzione nadzieje, czyli coś nad czym dla mnie można pracować. Dodam, że pochodzi z rodziny gdzie rodzice trwali w toksycznej relacji ze względu na dzieci, uważa, że odbiło się to na nim i nie chce zrobić synkowi tego samego. Tylko, że ja chcę pójść na terapie a nie trwać w tym co jest. Dodam, że nie chodzi o zdradę, nie poznał nikogo innego, nie było też między nami jakiś awantur, zranień, nic w tym stylu, tylko powolne wygasanie relacji spowodowane codziennym zagonieniem, pracą i opieką nad dzieckiem. Ja jestem typem narzucającym swoje zdanie, on nie był asertywny, ulegał, ulegał aż poczuł, że coś w nim pękło i nie da rady tak dłużej. Ja nie zaprzeczam jego zarzutom, chcę pracować nad swoim charakterem, nad naszą relacją. Czy jest szansa żeby go przekonać do terapii? Jak to zrobić?

Gdyby jednak nie dało się go przekonać czy sąd przy orzekaniu rozwodu weźmie pod uwagę to że ja się nie zgadzam na rozwód i deklaruję gotowość do terapii i pracy nad sobą?

ps. starałam się opisać sytuację wiernie, obiektywnie, nie wybielając siebie
Edytor zaawansowany
  • heniek.8 10.02.18, 19:37
    ale po co ci on?
    może tobie też się przyda wyciszenie, separacja, terapia, zastanowienie, a za rok-dwa będziesz miała jakieś pojęcie czego chcesz w życiu

    jego rodzice trwali w toksycznej relacji, może warto żebyś spojrzała w stronę swoich

    na razie to wyglądasz jak agresor przestraszony że układ się sypie, zaczyna obiecywać poprawę byle tylko nikt nie wysiadł z karuzeli
  • lezacybyk 10.02.18, 19:46
    nigdy nie byłam agresywna, nie wiem gdzie to wyczytałeś, nie robiłam awantur, nie obrzucałam go inwektywami, nie ośmieszałam przy innych. Po prostu forsowałam swoje zdanie, gdzie pojechać na wakacje, jakie przedszkole dla dziecka i tego typu a on trochę podyskutował i się zgadzał na moje, nic nie mówiąc, że czuje się zdominowany!
    Naprawdę nie jestem potworem, mam trochę za uszami, wydaje mi się, że każdy w długim związku coś ma, mąż też ideałem nie jest, ale staram się puszczać takie rzeczy w niepamięć i nie obciążać relacji rozpamiętywaniem potknięć drugiej strony.

    a on mi po to, że go kochał i mamy 5 cio letnie dziecko, które jest trudne, bywa agresywne, do tej pory zdarza się że sika w łóżko i bardzo się o niego boję w tym wszystkim. Koleżanka się rozwodziła niedawno to dziecko w podobnym wieku zareagowało tak emocjonalnie, że dwa lata wyciągała je z tego z pomocą terapeutów - nie jest lekko zafundować własnemu dziecku takich atrakcji.
  • heniek.8 10.02.18, 20:08
    napisałem "wyglądasz jak agresor który" a nie że jesteś agresywna
    mógłbym też porównać np. "wyglądasz jak alkoholik który traci komfort picia i przestraszony zaczyna obiecywać poprawę" - co by nie było aluzją, tylko przenośnią

    co do dziecka to przecież i tak czuje jaka jest atmosfera w domu, jeżeli będzie miało kontakty z ojcem po rozwodzie to lepiej na tym wyjdzie niż kiedy będzie mieszkało z facetem który wpada w depresję przez nieudane małzeństwo
  • intelborel 10.02.18, 19:44
    Trochę jednak próbujesz siebie wybielić. Ja miałam w zeszłym roku 6 miesięcy maratonu, pracowałam min.12 h dziennie, częste delegacje i nie wpadłabym na to, że można (może można, a ja tego nie potrzebowałam?) dochodzić do siebie przez 3 miesiące. Mąż Ci zasygnalizował bardzo istotny problem, a Ty trochę użalając się nad sobą (sorry) nie pochyliłaś się nad swoim mężem, nad małżeństwem.
    Niestety nie zmusisz męża do podjęcia terapii. Ale możesz oczywiście "nie wyrazić zgody na rozwód", a sąd będzie brał pod uwagę dobro dziecka.
  • lezacybyk 10.02.18, 19:50
    tak, wiem, że wtedy zawaliłam, jednak jak widzisz przyznaję się do tego i chcę to naprawiać. Jak jeden poważny błąd może zaważyć na życiu...

    Nie chcę męża zmuszać, wiadomo, że się nie da, chce go przekonać żeby dał szansę, nie chce naciskać, żeby znowu nie czuł się zdominowany
  • vivi86 11.02.18, 22:26
    Na początek będzie rozprawa pojednawcza, sąd nie przekonany, że małżeństwem jesteście tylko na papierze nie wyrazi zgody na rozwód z uwagi na dobro małoletniego dziecka. To Ci da trochę czasu
  • adria231 10.02.18, 19:54
    A może zamiast rozwodu na początek separacja ? Będzie czas na uspokojenie emocji , na przemyślenia.
  • vermieter 11.02.18, 11:52
    po 12-16 godzin dziennie, gdy leżący byk ( big_grin ) spełniał się w pracy.
    Poza tym życie singla też może być fajne. Poznałem wszystko: Małżeństwo, separację, rozwód, wychowywanie dziecka samemu, związki stałe, związki luźne i najfajniejszy okres - bez żadnego związku wink
  • koronka2012 11.02.18, 17:17
    Dawno temu zachowywałam się podobnie jak ty i rozwaliłam fajny związek. On też nie oponował kiedy proponowałam swoje rozwiązania, przytakiwał wszystkim decyzjom, ulegał bez słowa protestu - skąd niby miałabym wiedzieć, że coś mu nie pasuje? wywalił wszystko hurtem jak już było za późno. Facet powiedział mi, że przy mnie czuje się niemęsko, moja energia życiowa go przytłacza, jestem za bardzo dynamiczna, coś w tym stylu.

    Przede wszystkim - przestań cisnąć, bo tylko utwierdzasz męża w przekonaniu, że nic się nie zmieniło. Heniek świetnie to podsumował.

    Nie chodzi o te magiczne "3 miesiące temu kiedy nie było za późno" - kiedyś ten moment by przyszedł tak samo. Twój mąż jest zmęczony tobą. Terapia bardzo by mu się przydała - czy da efekty WAM - tego nie wie nikt.

    Do tanga trzeba dwojga - facet latami wypierał się własnych potrzeb, nie potrafił ich komunikować skutecznie. Może masz autorytarny charakter - ale on swoją biernością się świetnie wpisał w taki scenariusz. Teraz łatwiej mu uciec niż popracować nad sobą, więc w kolejnym związku właduje się na taką samą minę. Podobnie jak mój były, który nie zmienił podejścia i każdy kolejny związek kończył się krachem.

    Może to mu uświadom żeby przekonać go do terapii - jeśli nie wspólnej to indywidualnej?
  • vivi86 11.02.18, 22:17
    Powiem tak...sąd może nie dać rozwodu z uwagi na dobro małoletniego dziecka, ale to czasowe rozwiązanie, bo jak on wykaże, że jesteście małżeństwem tylko na papierze to w końcu ten rozwód dostanie..

    Także brak zgody sądu może dać Ci trochę czasu, ale reszta już zależy od Was, nie od Ciebie
  • leda16 14.02.18, 13:18
    vivi86 napisał(a):

    > Powiem tak...sąd może nie dać rozwodu z uwagi na dobro małoletniego dziecka, al
    > e to czasowe rozwiązanie, bo jak on wykaże, że jesteście małżeństwem tylko na p
    > apierze to w końcu ten rozwód dostanie..


    Czasowe, jednak jak najgorsze. Mąż znowu poczuje się zdominowany i postawiony pod ścianą, Ona będzie miała krótkotrwałą satysfakcję, że "wyszło na jej, miała rację, dobrze zrobiła, itp". Autorka wątku znowu okopuje się we własnym egocentryzmie - bo JA go kocham, zasłania dzieckiem, naiwnie myśli, że psychoterapia przywróci wygasłą mężowską miłość. O jego potrzebach nigdy nie myślała i nadal nie myśli. Zachowywała się jak wolna, bezdzietna panna, wzięła ślub z pracą i sama sobie rozwaliła rodzinę. Jasno mu pokazała, że robota ważniejsza niż rodzina. Mało która żona tolerowałaby takie zachowanie u męża, a Ona uważa, że wszystko jest w porządku, "praca" Ją usprawiedliwia. Nawet nie pozwoliła wierzyć facetowi, że to on spodnie nosi.




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 14.02.18, 13:28
    Wiesz, dziś by się utrzymać często, bardzo często zapieprzać w pracy zawodowej musi i mąż i żona i nie ma, że nie boli.
    Faktycznie rozmowę poprowadziła niezręcznie o tyle, że ja bym na razie zostawiła to dziecko i skupiła się na NICH-rodzina zaczyna się od małżeństwa. A tak mąż, nawet niesłusznie może to uznać za szantaż.
    Innych błędów autorka jest świadoma i bierze to na klatę. Oby nie wszystko było stracone, ale nie wiemy czy to krzyk rozpaczy czy decyzja na chłodno-jego, że to już koniec.
    Niech się wstrzymają-rozprawa pojednawcza, separacja, nie wiem czy mają warunki na separację mieszkaniową. Samodzielny wyjazd, by mąż nie czuł się zdominowany. Ona wyraźnie pisze, że jak terapia nie pomoże to się rozejdą, że wie, że do miłości nie zmusi.
    Moim zdaniem warto dać temu ostatnią szansę. Ostatnią. Trzymam kciuki, by mąż też był tego zdania, bo to jego zdanie się liczy, autorki mniej, całej reszty świata-wcale.
  • leda16 14.02.18, 21:53
    vivi86 napisał(a):

    > Wiesz, dziś by się utrzymać często, bardzo często zapieprzać w pracy zawodowej
    > musi i mąż i żona i nie ma, że nie boli.


    No, bez przesady. Najniższa pensja to 2 tys. brutto, netto to jest 1480 i jak by nie patrzeć na dwoje wychodzi 2960 + 500 zł na dziecko i jest 3460. Na skromne życie trojgu ludziom wystarczy, jeśli oboje po podstawówce. Tymczasem Autorka wątku tłukła forsę jak oszalała, byle więcej, każdym kosztem. A z wyższym wykształceniem mogła spokojnie zarobić netto te 3 tys. on drugie tyle, bo pewnie nie wyszła za łoma po podstawówce i dzieciak miałby pełną rodzinę. Oczywiście dzisiaj oboje muszą pracować, żeby żyć na przyzwoitym poziomie, ale za dziękuję po 12-16 godz. w robocie nie siedziała. I niestety, wolała olać rodzinę niż forsę. Przy okazji męża w kompleksy wpędziła jako ta, która zarabia więcej i decyduje.



    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 14.02.18, 23:12
    500+ jest na drugie dziecko, na pierwsze hipotetyczna rodzina, którą opisujesz się nie załapie.

    Policz sobie kredyt/wynajem (nie zawsze da się mieszkać z teściami-albo mieszkają w innym miejscu gdzie nie ma pracy albo nie ma warunków-wprowadź się z mężem i dzieckiem do 2 pokojowego mieszkania gdzie są rodzice i rodzeństwo w sumie 4 lub 5 osób-znam takie przypadki). Nie wspomnę o kosztach żłobka/przedszkola. Śmiało możesz liczyć prywatne, bo do państwowego jak słyszę od znajomych jeśli oboje rodziców pracuje i nie ma patologii to dzieciaka zapiszesz tylko cudem. Opiekunka to równowartość pensji minimalnej lub niemal.

    Nie wiem ile zarabia autorka. Ja niestety masę mgr z kursami zarabiających 1800-2200 netto. Duże miasto wojewódzkie.

    Skąd dane, że autorka zarabia więcej, ile i że decyduje? Bo ja tu widzę tylko to ostatnie i nie na zasadzie rządzi kto ma więcej kasy?
  • ajzbella 12.02.18, 13:00
    leżący byk - moja historia była podobna; jeśli chcesz, odezwij się mailowo (a j z b e l l a [znak] t l e n . p l)
  • 0sjana 13.02.18, 10:20
    Nie wygląda to dobrze, żeby nie powiedzieć - beznadziejnie.

    Jeśli ktoś oświadcza, że odchodzi, ze przemyślał, że przegapiłaś ostatni dzwonek - to nie sądzę, żeby tu było wiele do zrobienia jeszcze sad Terapia nie jest magicznym sposobem zmiany ludzkich uczuć. Niezgadzanie się na rozwód to tylko przepis na fatalne relacje, a będziecie musieli ułożyć sobie stosunki w związku z wychowaniem dziecka. OCzywiście możesz go uprosić, żeby poszedł do psychologa, ale jeśli on nie chce już pracować nad związkiem, to po co.

    Zapytam - co się działo przez te 2 miesięcy "maratonu" + 3 miesiące "dochodzenia do siebie"? Spytam wprost - sypialiście ze sobą? Kto zajmował się pięciolatkiem? Ile spędziliście we dwoje/troje miłych dni?

    Wypowiem się z tej drugiej strony. Moje małżeństwo miało inne problemy, ale to ja byłam w sytuacji osoby, która alarmowała, sygnalizowała, prosiła, groziła - że nasz związek się rozpada. Mąż miesiącami miał inne, ważniejsze sprawy. Obudził się, kiedy ja już podjęłam decyzję o rozstaniu. I wtedy nie było już niczego, co mógłby zrobić, naprawdę. Podejmowałam tę decyzje powoli przez 4 lata, a ostatnie pół roku to był już "code red" - już minimalna szansa. NIe wiem, jak to jest możliwe, że ludzie żyją pod jednym dachem i tego nie widzą, nie słyszą. Mojemu mężowi było bardzo wygodnie w istniejącym układzie, ale niczego mi nie dawał pozytywnego. Może tu u was było podobnie sad Przykro mi. Ale o związek trzeba dbać z dnai na dzień sad
  • vivi86 13.02.18, 14:06
    A jak oprzytomniał to się starał? Rozstaliście się?

    Brak zgody na rozwód to czas dla autorki. Ograniczony czas. Może coś da. Ale jak zawali to koniec
  • 0sjana 13.02.18, 14:31
    Ja wtedy byłam już na etapie, że nie chcę z nim mieszkać i rozstaliśmy się.

    Staż małżeński podobny jak u autorki, dwójka dzieci.

    Ale też i różnice - bo mieliśmy za sobą dwa podejścia do terapii. Poważniejsze chyba problemy - alkohol, kłamstwa, awantury.

    Bardziej chodzi mi o to, że jeśli przegapiło się pewien moment, kiedy małżonek ci mówi: "to ostatnia chwila", to jesli się to odłoży, nic się zmieni, w którymś momencie ta druga osoba podejmuje decyzję. Zwykle jest to bardzo trudna decyzja, ale jak się ją podejmie na serio, jak to nie jest faza "miotam się i nie wiem", tylko przepracowana dezycja, to drogi odwrotu już nie ma po prostu.

  • vivi86 13.02.18, 19:51
    Moim zdaniem warto jednak...
    Na rozprawie powiedzieć, że jesteś gotowa iść na terapię i ratować związek i że nie zgadzasz się na rozwód. Sąd też będzie namawiał Was do pojednania (o ile to możliwe rzecz jasna).
    Da to czas, wykorzystaj go na próbę ratowania związku. Czy to wypali-nie wie nikt.
    Nikt z nas Was nie zna, nie wiem czy jest to przemyślana decyzja czy tzw krzyk rozpaczy i próba wstrząśnięcia Tobą.

    Ewentualnie w grę wchodzi separacja czyli pierwszy krok do rozwodu lub..ostatnia szansa na ratowanie małżeństwa
  • leda16 14.02.18, 13:42
    lezacybyk napisała:
    Ja nie zaprzeczam jego zarzutom, chcę pracować nad s
    > woim charakterem, nad naszą relacją.


    I uważasz, że na kilkumiesięcznej terapii pozbędziesz się tego, co budowało się w Tobie przez 30 lat? Swojego charakteru, braku wrażliwości emocjonalnej na cudze potrzeby? Ach, co ja piszę, na potrzeby NAJBLIŻSZYCH? Egoizmu, egocentryzmu, skłonności do dyrygowania otoczeniem itp. ? Jak można na 2 miesiące pozbawić malutkie dziecko matki, siedzieć w robocie po kilkanaście godzin, po powrocie walić się w wyro i "odpoczywać". Dla czego? Dla kasy, władzy, pozycji, poklasku obcych ludzi?


    Czy jest szansa żeby go przekonać do terap
    > ii? Jak to zrobić?


    Do końca nie dasz mu prawa do samodzielnych decyzji? Ale rozczaruję Cię, psycholog nie będzie Twoim sojusznikiem, nie będzie manipulował mężem zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Nakłoni męża do wybrania najlepszej dla NIEGO opcji, nie najlepszej dla Ciebie i waszego dziecka.


    > Gdyby jednak nie dało się go przekonać czy sąd przy orzekaniu rozwodu weźmie po
    > d uwagę to że ja się nie zgadzam na rozwód i deklaruję gotowość do terapii i pr
    > acy nad sobą?


    Ależ tak, dla dobra nieletniego może nawet nie dać rozwodu. Uważasz, że to przywróci jego miłość do Ciebie? Pomyślałaś jak się wówczas będzie czuł? Ale Ty znowu postawisz na swoim, i to jest dla Ciebie najważniejsze. Z drugiej strony Twoje deklaracje nic nie znaczą, bo to psycholog musi stwierdzić, czy nadajesz się na psychoterapię i będziesz pozytywnie na nią reagować.




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 14.02.18, 15:50
    "pozbawić malutkie dziecko matki, siedzieć w robocie po kilkanaście godzin, po powrocie walić się w wyro i "odpoczywać". Dla czego? Dla kasy, władzy, pozycji, poklasku obcych ludzi?"
    Ja myślę, że w imię utrzymania roboty. Żyjemy w Polsce, tu gros rodzin z jednej pensji nie wyżyje. Ideały piękne, ale znasz to powiedzenie, że jak bieda wejdzie drzwiami to miłość uleci oknem?

    Co do reszty bardziej się zgadzam z tym co piszesz. Teraz mąż autorki ma głos i podejmuje decyzje najlepsze dla SIEBIE.

    Autorko-nie mieszajcie w to dziecka, bo kuleje fundament czyli Wy, o ile jeszcze jesteście /oby tak/. Nie mów, jak pisałam o dziecku,

  • vivi86 14.02.18, 16:12
    co do trudnego okresu-ja rozumiem te 2 miesiące, kiedy pracowałaś 12-16/24. Ale kolejny kwartał??? Nie wiem, sobota, niedziela, wieczór po pracy, cokolwiek? Może święta, nie wiem czy to ten czas? Zawaliłaś uncertain
    Oby było jeszcze co zbierać

    Moim zdaniem - brak zgody na rozwód połączony z deklaracją naprawy, poddaniem się ocenie psychologa czy są szanse i decyzji MĘŻA
  • leda16 14.02.18, 22:12
    vivi86 napisał(a):
    > Ja myślę, że w imię utrzymania roboty.

    A czy taką pracę warto utrzymać? Kosztem rodziny, dziecka? Przypuszczam, że to zwykła pazerność, bezmyślność, brak poszanowania dla tego, co uważała za pewne, niezmienne, przyklepane raz na zawsze. Byle się nachapać, mieć, już, zaraz, natychmiast, bo trafiła się okazja. Nie mam tutaj na myśli kwestii utrzymania się przy życiu, tylko rozbuchane aspiracje.

    Żyjemy w Polsce, tu gros rodzin z jednej
    > pensji nie wyżyje.


    Nie mówię o jednej pensji. Podejrzewam, iż Autorka nie stanęła przed wyborem - albo ta praca, albo żadna, tylko takie lub niższe zarobki. Wybrała źle.

    Ideały piękne, ale znasz to powiedzenie, że jak bieda wejdz
    > ie drzwiami to miłość uleci oknem?


    Ale tu nie z biedy ta miłość uleciała.


    > Autorko-nie mieszajcie w to dziecka, bo kuleje fundament czyli Wy, o ile jeszcz
    > e jesteście /oby tak/. Nie mów, jak pisałam o dziecku,



    Pan jednak jest egoistą, jak zdecydowana większość mężczyzn, skoro postanowił rozbić dziecku rodzinę, lub jest niedojrzały, jeśli wyobraża sobie, że albo płomienna miłość do żony, albo szukam szczęścia gdzie indziej, ignorując przy okazji potrzeby dziecka. Zresztą tak bliżej 40-stki panowie roją o drugiej młodości smile




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 14.02.18, 23:05
    Zdziwisz się jak marne pieniądze oferują za zasuwanie z językiem na brodzie. Zmiana pracy też często prosta nie jest. W wielu branżach.

    Pracę utrzymać nie tyle warto co się musi, bo z czegoś żyć trzeba. Przy czym jak pisałam nie wiem czemu autorka porozmawiała z mężem po kwartale.

    Autorce poradziłabym zająć się nią i mężem. Bez wyciągania dziecka to może być odebrane jako manipulacja i szantaż i z myślą by miało jeden (najlepiej) może dwa normalne domy, a nie obecną sytuację, którą dzieciak wyczuwa pod hasłem jakoś to będzie. Bo z podobnym założeniem często bywa właśnie jakoś uncertain
  • leda16 15.02.18, 11:09
    vivi86 napisał(a):

    > Zdziwisz się jak marne pieniądze oferują za zasuwanie z językiem na brodzie. Zm
    > iana pracy też często prosta nie jest. W wielu branżach.


    2800 netto nie uważam za marne pieniądze. Sama tyle kiedyś na etacie zarabiałam. Zarabiać więcej zaczęłam dopiero wówczas, gdy dziecko miało kilkanaście lat. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym praktycznie nie mieszkać w domu dla kasy. Mimo gładkich teoryjek o równouprawnieniu, matka z reguły jest bardziej predysponowana do opieki nad malutkim dzieckiem. Teraz napiszę coś bulwersującego: Dzieci powinno się powoływać na świat dopiero wówczas, gdy rodziców na nie stać, nie wcześniej. Tylko nastawieni konsumpcyjnie młodzi chcą mieć od razu wszystko - mieszkanie własnościowe, a jakże, auto które kuje w oczy sąsiadów, super ciuchy, dziecko musi być ubrane jak lalka, koniecznie pampersy (75 zł tygodniowo), wczasy za granicą. To być musi, kosztem czasu dla rodziny, bo jak inaczej? Nie chcą przyjąć do wiadomości, że tego nie można mieć od razu, więc pierwszym krokiem jest kamień młyński u szyi w postaci kredytu, a po paru latach "miłość" się kończy, na przyjaźń brakło czasu i lecą w obie strony, z połową kredytu każde lub goli jak wówczas, gdy w związek małżeński wstępowali. Za to z obowiązkami rodzicielskimi.


    Przy czym ja
    > k pisałam nie wiem czemu autorka porozmawiała z mężem po kwartale.


    Przecież napisała - była zbyt przepracowana, żeby zadbać o potrzeby męża. Więc jak by nie patrzeć, kasa stała się najwyższym priorytetem. Mąż i dziecko, to nie były skarby o które należało dbać jak o źrenicę oka. To był stan posiadania.





    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 15.02.18, 22:46
    1800, nie 2800 to niestety różnica. Znam sporo mgr z podyplomówkami/kursami i zarobkami 1800-2200 na rękę uncertain tak się w Polsce zarabia.

    Co do pracy..wiesz, bywa różnie. Ja znam z kolei kilka małżeństw, które się rozpadły po kilkunastu-dwudziestu kilku latach nie dlatego, że żona pracowała tylko wręcz przeciwnie-bo do pracy nie poszła. Samodzielna odpowiedzialność finansowa za rodzinę to wielkie obciążenie psychiczne. No to mąż był obciążony, przeciążony, dalej dochodziły frustracja i wściekłość na żonę, a na koniec składali papiery rozwodowe. Tak więc żadna skrajność nie jest zdrowa.

    U Byka mowa o 2 miesiącach + kwartale nie rozmawiania o nich. To nie praca, to pewne cechy jej charakteru, co sama zresztą przyznaje
  • 0sjana 15.02.18, 06:40
    Leżący Byk - i jak sytuacja?

    Ponieważ trochę się identyfikuję z twoim mężem,(może niesłusznie, zresztą to nie znaczy że Ci nie współczuję) to mogę dodać, że kiedy ja rzeczywiście doszłam do decyzji o rozstaniu, to przede wszystkim myślałam o realnym rozstaniu - zamieszkaniu osobno, zminimalizowaniu kontaktów. Rozwodu do tej pory nie mamy (już rok nie mieszkamy razem). Mąż usiłował w ten sposób mnie "zatrzymać". Odgrażał sie, że nie zgodzi się na rozwód, szantażował , krzyczał (głównie "Nie będzie tak, jak ty byś chciała"), groził, że odbierze mi dzieci, że nie bedzie płacił alimentów, robił sceny, że przestałam nosić obrączkę. Dla mnie to był tylko kolejny powód, żeby utwierdzić się w decyzji, że dobrze robię, odchodząc.

    Ja mam wreszcie spokój, myślę z nadzieją o przyszłości, a kwestia tego, czy dostaniemy papierek z sądu za miesiąc czy za rok jest dla mnie oczywiście istotna, ale nie najważniejsza.
  • vivi86 15.02.18, 10:43
    Do takich akcji w żadnym razie nie namawiam i rozumiem, że osoba alarmująca, że jest źle, a olewana czuje się potwornie w takiej sytuacji.

    Już samo mówienie, że przez wzgląd na dobro dziecka może moim zdaniem być i jak widać jest odbierane jako szantaż.

    Byk-napisz co tam i moim zdaniem skup się w rozmowach z mężem tylko na MY bez dziecka
  • leda16 15.02.18, 11:35
    vivi86 napisał(a):
    > Już samo mówienie, że przez wzgląd na dobro dziecka może moim zdaniem być i jak
    > widać jest odbierane jako szantaż.


    Tak może być odbierane, ale tutaj jest bardzo cienka granica między egoizmem a powinnością. Dziecko nie jest przedmiotem, jest osobą ludzką posiadającą swoje prawa z których podstawowym jest prawo do pełnej rodziny z matką i ojcem pod jednym dachem. Ono o swoje prawa upomnieć się nie potrafi o ile nie zadba o nie sąd. Po to są rozprawy pojednawcze,mediacje i odmowa udzielenia rozwodu ze względu na dobro nieletniego. Natomiast w dyskutowanym przypadku oboje rodzice te prawa ignorują. Matka próbuje manipulować dzieckiem, ale nie potrafi być jego adwokatem, chce wyszarpać przede wszystkim coś dla siebie ( bo JA go kocham) jego uczucia dziecka zupełnie nie interesują, rozmowa o potrzebach dziecka, poczucie odpowiedzialności wobec dziecka to dla niego szantaż.
    Po ewentualnym rozwodzie dzieciak będzie miał przekichane. Mamuśka rzuci się w wir pracy aby zrekompensować mu brak ojca drogimi prezentami (bo takie a nie inne schematy zachowania sobie zakodowała i utrwaliła) tatuś będzie doskakiwał "z kontaktami". Smutne.


    skup się w rozmowach z mężem tylko na MY bez d
    > ziecka



    Ja bym Jej poradziła coś wręcz przeciwnego. Skoro właśnie dziecko jest sednem każdej rodziny, czemu proponujesz je ignorować? To nie jest wolny związek dwóch singli, to jest Rodzina, którą sami założyli i dla której dziecko powinno być najważniejsze. Dziecko i OBOWIĄZKI WZGLĘDEM NIEGO. Cóż, wiem, że dla tych dwojga egoistów może to zabrzmieć irytująco smile Najlepsze byłyby tutaj mediacje a nie psychoterapia, ponieważ obawiam się, że również sama Autorka wątku jest zdolna tylko bardziej to wszystko spaprać. Mediacje można realizować prywatnie.
    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • vivi86 15.02.18, 22:56
    "Dziecko nie jest przedmiotem, jest osobą ludzką posiadającą swoje prawa z których podstawowym jest prawo do pełnej rodziny z matką i ojcem pod jednym dachem."
    Oczywiście. Pytanie czy do pod jednym dachem mamy dążyć za wszelką cenę, nawet za cenę nienawidzących się rodziców. Wielu zostało w ten sposób realizujących w taki sposób ich prawo konkretnie skrzywdzonych. Mąż Byka też i dlatego jak pisze Byk jej mąż nie chce fundować tego dziecku.

    "Skoro właśnie dziecko jest sednem każdej rodziny, czemu proponujesz je ignorować? To nie jest wolny związek dwóch singli, to jest Rodzina, którą sami założyli i dla której dziecko powinno być najważniejsze. Dziecko i OBOWIĄZKI WZGLĘDEM NIEGO."
    Dlatego, że rodzina zaczyna się od małżeństwa, od pary. Niejedna rodzina rozwaliła się przez to , że było tylko dziecko, a mąż i żona zapomnieli o sobie nawzajem. Wyszli z roli kobiety i mężczyzny, męża i żony, pozostali tylko rodzicami. I to był początek końca i małżeństwa i rodziny.
  • leda16 15.02.18, 11:35
    vivi86 napisał(a):
    > Już samo mówienie, że przez wzgląd na dobro dziecka może moim zdaniem być i jak
    > widać jest odbierane jako szantaż.


    Tak może być odbierane, ale tutaj jest bardzo cienka granica między egoizmem a powinnością. Dziecko nie jest przedmiotem, jest osobą ludzką posiadającą swoje prawa z których podstawowym jest prawo do pełnej rodziny z matką i ojcem pod jednym dachem. Ono o swoje prawa upomnieć się nie potrafi o ile nie zadba o nie sąd. Po to są rozprawy pojednawcze,mediacje i odmowa udzielenia rozwodu ze względu na dobro nieletniego. Natomiast w dyskutowanym przypadku oboje rodzice te prawa ignorują. Matka próbuje manipulować dzieckiem, ale nie potrafi być jego adwokatem, chce wyszarpać przede wszystkim coś dla siebie ( bo JA go kocham) jego uczucia dziecka zupełnie nie interesują, rozmowa o potrzebach dziecka, poczucie odpowiedzialności wobec dziecka to dla niego szantaż.
    Po ewentualnym rozwodzie dzieciak będzie miał przekichane. Mamuśka rzuci się w wir pracy aby zrekompensować mu brak ojca drogimi prezentami (bo takie a nie inne schematy zachowania sobie zakodowała i utrwaliła) tatuś będzie doskakiwał "z kontaktami". Smutne.


    skup się w rozmowach z mężem tylko na MY bez d
    > ziecka



    Ja bym Jej poradziła coś wręcz przeciwnego. Skoro właśnie dziecko jest sednem każdej rodziny, czemu proponujesz je ignorować? To nie jest wolny związek dwóch singli, to jest Rodzina, którą sami założyli i dla której dziecko powinno być najważniejsze. Dziecko i OBOWIĄZKI WZGLĘDEM NIEGO. Cóż, wiem, że dla tych dwojga egoistów może to zabrzmieć irytująco smile Najlepsze byłyby tutaj mediacje a nie psychoterapia, ponieważ obawiam się, że również sama Autorka wątku jest zdolna tylko bardziej to wszystko spaprać. Mediacje można realizować prywatnie.
    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.



    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • lezacybyk 15.02.18, 11:35
    długo tu nie zaglądałam więc czytam wasze odpowiedzi hurtem i hurtem odpowiem.

    Sytuacja jest niedobra, byliśmy na terapii, mąż nie chce się godzić. To co się nasłuchałam sprawiło, że nie nie poznałam człowieka, którego uważałam za najbliższą mi osobę na świecie. Okazało się, że jestem egoistyczna, nie mam za grosz empatii, nie mam ochoty na sex (leczę się na depresję), a tak w ogóle to on chciał mieć kurę domową, która zadba o ciepłe gniazdko do którego on będzie wracał (czego nigdy nie mówił, wręcz przeciwnie, od dnia poznania wiedział, że mam pracę która jest moją pasją i to podobno go we mnie pociągało). A i powiedział, że przestałam grać w gry komputerowe i on teraz nie ma ze mną tematów rozmów, no i wtedy to mi już witki opadły... A przestałam, bo uważam, że za dużo jest kompa w naszym życiu, nie wiem, teraz myślę, że może on jest uzależniony. A ulegał we wszystkim, bo mu się nie chciało kłócić, no to skąd mogłam wiedzieć, że mu coś nie pasuje? A teraz w kółko gada, że chce się szybko rozstać, bo chce sobie ułożyć życie na nowo, co rodzi we mnie podejrzenia, że jednak kogoś ma, jeśli nie romans w trakcie to chociaż na oku. No i jeszcze usłyszałam, że nic go nie obchodzę, jakby mnie jutro przejechał samochód to by wzruszył ramionami i poszedł dalej, tylko dziecka by mu było żal.

    Widzę w waszych wypowiedziach, że wywołałam burzę swoją pracą jak dziki osioł przez 2 miesiące. A to mój mąż jest na wysokim stanowisku, nigdy nie wziął chorobowego na dziecko, bo on "ma ważny projekt", nie bywał w przedszkolu na przedstawieniach no bo jak on ma wyjść w ciągu dnia z pracy, jak trzeba było wyjść wcześniej z pracy, żeby np pójść z dzieckiem do lekarza to też zawsze ja, no bo on ma spotkania do 17 i nie może ich odwołać, wielokrotnie pracował w domu po godzinach i w weekendy, a na co dzień jest przyspawany do laptopa i komórki, że już straciłam nadzieje po wielu latach prób odrywania go od kompa. Ale nie jestem osobą, która pielęgnuje w sobie wady partnera, więc starałam się o tym nie pamiętać. Ale tak, moją wadą jest to, że nie jestem kurą domową, mam pracę, którą lubię i się w niej realizuję, a pracowałam jak dziki osioł nie dla kasy, ani kariery, tylko dla misji, no pranie mózgów nam urządzili, niestety po czasie okazało się, że firma pracowników zmanipulowała, po dokończeniu projektu części nie zapłaciła nadgodzin i wywaliła połowę ludzi. Takie okresowe spiętrzenia pracy i nadgodziny to specyfika mojego zawodu, o czym również mąż wiedział odkąd się poznaliśmy, nigdy mi się nie zdarzyło żeby to trwało aż 2 miesiące, zwykle to jest tydzień, jakiś weekend czy coś takiego. No ale jeśli się na to nie zgadzam to równie dobrze mogę zmienić zawód. W tym czasie dzieckiem zajmował się mąż, oczywiście w dzień mały chodzi do przedszkola, pierwszy raz tak dużo się zajmował, a ja byłam rok na macierzyńskim gdzie zajmowałam się 24/7.
  • leda16 15.02.18, 12:20
    lezacybyk napisała:
    > Sytuacja jest niedobra, byliśmy na terapii, mąż nie chce się godzić.


    No chwila, 10.II. założyłaś wątek, a 15 już jesteście po terapii?! Psychoterapia trwa minimum 3-4 miesiące a nawet parę lat. Chyba, że psycholog Was pogoniła po trzech spotkaniach jako nie rokujących poprawy. Tak to zresztą bywa, gdy terapia jest wymuszana przez jedno ze współmałżonków. Wówczas drugie stawia bierny opór.


    Okazało się, że jestem egoistyczna, nie mam za grosz
    > empatii, nie mam ochoty na sex (leczę się na depresję),


    Ja też tak uważam. Natomiast Ty wychodzisz z założenia, że im dalej Twoja subiektywna, wygórowana samoocena odbiega od faktów, tym gorzej dla faktów.


    od dnia poznania wiedział, że mam pr
    > acę która jest moją pasją i to podobno go we mnie pociągało).


    Twoją pasją jest przede wszystkim cierpiętnictwo. Jaka to niby byłaś " wykończona" pracując po 16 h na dobę, a jednak...to była Twoja pasja, dla której olałaś potrzeby rodziny. No więc masz swoją "pasję". Po rozwodzie będziesz się nią mogła zajmować bez przeszkód. Zwłaszcza, jak oddasz dziecko ojcu.


    A i powiedział, ż
    > e przestałam grać w gry komputerowe i on teraz nie ma ze mną tematów rozmów,


    A przedtem miał?


    A ulegał
    > we wszystkim, bo mu się nie chciało kłócić,


    To jeszcze jeden dowód na Twoją dominację czyli - albo będzie skakał jak mu zagrasz, albo rozpoczniesz awanturę. Chłopina w tym małżeństwie musiał czuć się totalnie stłamszony.


    A teraz w kółko gada, że chce się szybko rozstać, bo chce sobie
    > ułożyć życie na nowo, co rodzi we mnie podejrzenia, że jednak kogoś ma, jeśli
    > nie romans w trakcie to chociaż na oku.


    A jakie to ma znaczenie? Jeśli nawet nie ma teraz, to w każdej chwili mieć może.

    tylko dziecka by mu było żal.


    No właśnie, a co z dzieckiem? O nim nie było mowy na tej spowiedzi?


    A to mój mąż jest na wysokim stanowisku, nigdy nie wziął choro
    > bowego na dziecko, bo on "ma ważny projekt", nie bywał w przedszkolu na przedst
    > awieniach no bo jak on ma wyjść w ciągu dnia z pracy,


    A Ty naturalnie uwierzyłaś w gadki feministek o równouprawnieniu? I po co harowałaś jak głupia, skoro w rodzinie były wystarczające środki na dostatnie utrzymanie dla Ciebie i dziecka? Nawet małego wykopałaś do instytucji wychowania zbiorowego żeby Ci w realizowaniu Twoich "pasji" nie przeszkadzał. To po co go w ogóle rodziłaś, skoro robota była na pierwszym miejscu? I jeszcze masz wątpliwości co do braku empatii i egoizmu?


    Ale nie jestem
    > osobą, która pielęgnuje w sobie wady partnera, więc starałam się o tym nie pam
    > iętać. Ale tak, moją wadą jest to, że nie jestem kurą domową, pracowałam jak dziki osioł dla misji,


    Tia, Ty jesteś doskonała...Misję miałaś, jak ci w Afganistanie, którzy potem w czarnych workach do ojczyzny wracali. Ty dla "misji" wpakowałaś w taki worek swoją rodzinę...


    Takie okresowe spiętrzenia pracy
    > i nadgodziny to specyfika mojego zawodu, o czym również mąż wiedział odkąd się
    > poznaliśmy,


    Oczywiście, to jego wina, że się z Tobą ożenił...A jakie są Twoje obowiązki wobec dziecka , męża i rodziny wiedziałaś, o wartościach rodzinnych jako najważniejszych dla każdego dojrzałego, prawidłowo zsocjalizowanego człowieka słyszałaś cośkolwiek?


    ja byłam rok na macierzyńskim gdzie zajmowałam się 24/7.


    A ja byłam prawie 3 lata na wychowawczym mimo, że mój mąż nie zajmował wówczas eksponowanego stanowiska i zarabiał niewiele. Mam tylko jedno dziecko, już dorosłe, ale te 3 lata pełnego uczestnictwa w jego życiu warte były dla nas wszystkie pieniądze. Te 3 lata nigdy się nie powtórzą, a robotę zawsze można znaleźć.




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • nowel1 15.02.18, 13:21
    Leda, Twoje wypowiedzi są tak skrajnie stronnicze i napastliwe w stosunki do autorki wątku, że chyba powinnaś spokojnie się zastanowić, dlaczego aż tak Cię denerwują jej decyzje życiowe i priorytety.
    To, ze Ty masz inne życie, nie oznacza jeszcze, że wszyscy powinni dążyć do tego modelu. W każdym kolejnym Twoim poscie jest wyższy poziom agresji niż w poprzednim; chęci pomocy w tym nie widać, za to dążenie do zdołowania i zgnębienia kobiety, której posypało się małżeństwo - owszem.

    Lezacybyk: Niewykluczone, że nie ma już dla Was wspólnej drogi. Pogubiliście się po drodze, brak dobrej komunikacji na pewno nie pomógł. Moja rada : odpuść. Nie naciskaj, nie przekonuj. To jedyne dobre na tym etapie rozwiązanie. Może się zdarzyć, że mąż po jakimś czasie zmieni zdanie, chociaż nie liczyłabym na to za bardzo. Skup się na sobie i na dziecku, ważne żeby ono czuło się w tym wszystkim na tyle stabilnie i bezpiecznie, na ile to możliwe.
  • patti72 15.02.18, 14:05
    Zgadzam się w pełni z nowel1. Jedyne co możesz teraz zrobić to odpuścić. Sytuacja wymaga "rozstania", co wcale nie musi oznaczać że na zawsze. Skoro on chce rozwodu, spraw aby się wyprowadził. Jeśli chce złożyć pozew o rozwód niech składa. Jak się wyprowadzi, staraj się zachować spokój i nie naciskać. Żyj swoim życiem, zaciśnij zęby i poczekaj. Od momentu złożenia pozwu do momentu sprawy w sądzie mijają miesiące. W tym czasie, facet może się otrząsnąć i zrozumieć, że nie chce Was stracić. Jeśli nie nadejdzie "objawienie" nic nie zrobisz. Ale moim zdaniem on musi mieć szansę poczuć pustkę, podczas której poukłada sobie w głowie. O musi mieć jednak świadomość, że Ty nie chcesz rozwodu. Potem to już pałeczka w jego rękach.
    Ja jestem właśnie na etapie rozłąki. Kiedy prosiłam męża aby się wyprowadził, nie brałam pod uwagę tego, że się możemy kiedyś zejść. Teraz jesteśmy na etapie "przyjaźni", tzn. mamy dużo lepszy kontakt mentalny niż wcześniej ja zaczynam tęsknić, on widzi że wiele spraw spieprzył. Nie wie co będzie, ale jak się zejdziemy z powrotem, to będzie to dużo lepszy związek niż kiedyś.
    Nie bierz do siebie tego co pisze LEDA. Każdy ma prawo do pasji, a już tym bardziej kiedy pasja jest pracą. Nie wierz w to, że pracująca kobieta krzywdzi swoje dzieci. Gówno prawda. To jakieś szowinistyczne stereotypy. Ja mam dwoje dzieci, jedno na studiach, drugie w liceum. Z każdym z nich byłam "na macierzyńskim" 3 miesiące. Potem były nianie, przedszkole. Moje dzieci są cudowne. Zawsze czuły się kochane i wyrastały w poczuciu własnej wartości. Liczy się jakość czasu spędzana z naszymi dziećmi a nie jego ilość. Można być matką na pełen etat, ale nie dawać nic od siebie takiemu dziecku.
    Trzymam kciuki. Zachowaj spokój, przynajmniej się staraj, nie rób awantur, może facet dojrzeje.
  • 0sjana 15.02.18, 15:24
    >Nie bierz do siebie tego co pisze LEDA. Każdy ma prawo do pasji, a już tym bardziej kiedy pasja jest pracą. Nie wierz w to, że pracująca kobieta krzywdzi swoje dzieci.

    Pomyśl jeszcze, co by było, gdyby mąż odszedł, a Ty nie miałabyś pracy, pieniedzy.

    A nie jest to wcale taka rzadka sytuacja...

  • leda16 15.02.18, 16:30
    nowel1 napisała:
    To, ze Ty masz inne życie, nie oznacza jeszcze, że wszyscy powinni dążyć do teg
    > o modelu.




    Nie o model przecież chodzi, tylko o to, co w życiu najważniejsze. Jeśli nie rodzina, to po co ją zakładać?


    chęci pomocy w tym nie widać, za to dążenie do zdołowania i zgnębienia k
    > obiety, której posypało się małżeństwo - owszem.


    Pomocy? A cóż tu teraz można pomóc? Nawet terapia nie pomogła. I nie "posypało się," tylko sama je sobie rozwaliła chorobliwym pracoholizmem. Kobieta za zasługi poczytuje sobie, że to Ona dziecko do lekarza prowadziła i aż rok obsługiwała 24 godz. na dobę. Niedobry mąż nawet niańki na ten okres nie zatrudnił, żeby mogła swoje porypane "pasje" realizować. Jeśli nie zrozumie jakie są obowiązki żony i matki, do końca życia utkwi w poczuciu krzywdy i pretensji do innych. Po to jest terapia, aby swoje błędy naprawiać, nauczyć się brać za nie odpowiedzialność i unikać ich na przyszłość a nie przyjmować postawę cierpiętniczą, oczekiwać współczucia i dołować się nimi. Psychoterapeuta nikogo nie przytula, lecz inspiruje do korygowania błędów. a przede wszystkim do wglądu w siebie, swoje priorytety i potrzeby. Ta kobieta prawdopodobnie nigdy nie miała potrzeb macierzyńskich i rodzinnych, skoro poświęceniem wydawał się Jej nawet urlop macierzyński a z domu uciekała do roboty jak od zarazy.



    Skup się na sobie i na dziecku, ważne żeby ono czuło się w tym wszyst
    > kim na tyle stabilnie i bezpiecznie, na ile to możliwe.


    Ach, i to są te Twoje pomocne rady? Moim zdaniem są one pensjonarskimi, naiwnymi frazesami. Pomijając już fakt, że Autorka wątku nie potrafi z nich skorzystać, to przecież od razu pogna do realizowania swoich "pasji" a dzieciak będzie tylko utrudnieniem dla nich.




    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • nowel1 15.02.18, 17:30
    leda16 napisała:


    >
    > Nie o model przecież chodzi, tylko o to, co w życiu najważniejsze. Jeśli nie r
    > odzina, to po co ją zakładać?

    Po pierwsze, w życiu robi się wiele rzeczy, w tym te najważniejsze i te bardzo ważne, jak i mniej ważne. Po drugie, wydaje mi się, że czytasz w kryształowej kuli albo masz dar jasnowidzenia - ja nie widziałam wpisu autorki, w którym pisałaby, że rodzina nie jest dla niej ważna.
    >
    >

    > Pomocy? A cóż tu teraz można pomóc? Nawet terapia nie pomogła.

    Skoro nie uważasz, że można pomóc, po co się tu udzielasz? Sprawia Ci przyjemność dołowanie jej?

    I nie "posypało
    > się," tylko sama je sobie rozwaliła chorobliwym pracoholizmem.

    To jest Twoja interpretacja. Ja przeczytałam, że kobieta pracowała bardzo dużo przez 2 miesiące. "Chorobliwy pracoholizm" to Twoja ocena, nie masz na jej poparcie żadnej wiedzy.

    Kobieta za zasł
    > ugi poczytuje sobie, że to Ona dziecko do lekarza prowadziła i aż rok obsługiwa
    > ła 24 godz. na dobę. Niedobry mąż nawet niańki na ten okres nie zatrudnił, żeby
    > mogła swoje porypane "pasje" realizować.

    Trudno tu zrozumieć, o co Ci chodzi. Pasje to nic złego, a bycie matką nie jest tożsame z rezygnacją ze wszystkich innych aspektów życia.

    Jeśli nie zrozumie jakie są obowiązki
    > żony i matki, do końca życia utkwi w poczuciu krzywdy i pretensji do innych.

    Hm... czyżbyś to Ty była tą jedyną sprawiedliwą, która je rozumie? smile

    P
    > o to jest terapia, aby swoje błędy naprawiać, nauczyć się brać za nie odpowiedz
    > ialność i unikać ich na przyszłość a nie przyjmować postawę cierpiętniczą, ocze
    > kiwać współczucia i dołować się nimi. Psychoterapeuta nikogo nie przytula, lecz
    > inspiruje do korygowania błędów. a przede wszystkim do wglądu w siebie, swoje
    > priorytety i potrzeby.


    Tak, z tym się mniej więcej mogę zgodzić.

    Ta kobieta prawdopodobnie nigdy nie miała potrzeb macier
    > zyńskich i rodzinnych,

    Nie rozumiem, jak można z takim poziomem pewności ferować oceny jak wyżej... nie znając człowieka, przeczytawszy kilka postów... to bardzo aroganckie
    >
    >
    >
    > Skup się na sobie i na dziecku, ważne żeby ono czuło się w tym wszyst
    > > kim na tyle stabilnie i bezpiecznie, na ile to możliwe.
    >
    >
    > Ach, i to są te Twoje pomocne rady? Moim zdaniem są one pensjonarskimi, naiwnym
    > i frazesami.

    Rozumiem. To są w Twoim odbiorze pensjonarskie frazesy.

    Pomijając już fakt, że Autorka wątku nie potrafi z nich skorzystać
    > , to przecież od razu pogna do realizowania swoich "pasji" a dzieciak będzie ty
    > lko utrudnieniem dla nich.

    A skąd to wiesz?

  • leda16 15.02.18, 19:32
    Ciekawe Nowel, że moją w miarę obiektywną ocenę odbierasz jako agresję i dołowanie Autorki wątku. No tak, zapomniałam , że wiele z Was doświadczyło podobnej sytuacji i może dlatego identyfikujecie się z tą Osobą. We wszystkim co piszesz, też masz sporo racji, ale po pierwsze - jeśli te pasje, jak by je nie nazwać (nauką, pracą, rozrywką) przesłaniają potrzeby członków rodziny, to wówczas należy się liczyć z alternatywą - coś za coś. Dwóch srok za ogon nie utrzymasz. Po drugie - praca jest ważna, rozrywki są ważne, ale dziecko jest najważniejsze zwłaszcza w sytuacji, gdy nad matką nie ciąży przymus ekonomiczny. Tu maż dobrze zarabiał, ale kobieta nigdy nie dopuszczała myśli o poświęceniu bez reszty choćby tych kilku lat dziecku. Po prostu nie miała takiej potrzeby a potrzeb syna albo nie rozumiała albo Jej nie interesowały. Więc nie wiem, jak możesz Ją porównywać z matką, która MUSI pracować, aby przeżyć, która nie ma wyboru. Właśnie Autorka wątku miała ten komfort psychiczny aby już wtedy zasięgnąć rady psychologa - co dla syna(córki?) lepsze - przedszkole czy dom i ...dostosować się do tego bez względu na swoje "pasje". Wiemy, co wybrała. Więc wbrew Twoim sugestiom a także opierając się na fakcie, iż dziecko przyszło na świat dopiero po 11 latach znajomości, pozwalam sobie na stawianie tezy o braku potrzeb macierzyńskich. Po domu plątało się dwóch sobków zajętych sobą i swoja karierą. Gdyby to dziecko było wyśnione, wytęsknione, wyczekane, to cały ich świat kręciłby się wokół niego. Napisała przecież, że tak nie było. Stąd wnioskuję, że jeżeli tą egoistkę czymkolwiek można nakłonić do "skupienia się na dziecku" , to tylko poczuciem winy, że bez oglądania się na męża nie dała mu tego, co było Jej obowiązkiem., nie łaską. A na sobie to Ona się "skupi", spokojna głowa. Przecież całe życie nic innego nie robi. Mniej więcej takim trybem szło moje wnioskowanie. Jeżeli postrzegasz go jako "agresywne i aroganckie", nic na to nie poradzę. Uważam też, że nie powinnaś przeceniać roli tego Forum w świadczeniu pomocy. W porównaniu z profesjonalnym poradnictwem jest ona żadna.

    --
    Bóg zadba o moje miejsce na parkingu.
  • nowel1 15.02.18, 19:47
    Cóż... trudno z Tobą dyskutować - w jednym zdaniu deklarujesz własny obiektywizm i sugerujesz, że ja się z autorką identyfikuję... znów ta szklana kula?
    Masz swoje ugruntowane poglądy i nic mi do tego, ale dodam tylko na koniec, że jeśli nawet forum nie może pomóc, to tym bardziej nie powinno dołować.
    I taka refleksja: nic dobrego dla dziecka w tym, że świat jego rodziców będzie się kręcił wokół niego.
  • vivi86 15.02.18, 23:14
    Nie wiemy czy nad Bykiem nie ciąży(ł) przymus ekonomiczny Zarobki to nie wszystko, są jeszcze zobowiązania

    Sama znam kilka małżeństw, które rozpadły się. Mężowie zostawili żony, bo te pod hasłem dbania o najważniejszą w życiu rodzinę i bycia całymi dla ogniska domowego nie pracowały zawodowo. W tym czasie mężowie byli koniem, batem i furmanką w aspekcie przyziemnych spraw utrzymania. Rosła niepewność jutra, pytanie co jak im się coś z pracą posypie (przysłowiowy tynk ze ścian, ustawiony na resztę życia to nie był nikt), frustracja i złość na żonę, zwieńczone w tych przypadkach rozwodami.

    Nigdy nie wiesz co się w życiu stanie. Jedyny żywiciel, bo żona poświęciła się rodzinie/zarabia na waciki może stracić pracę/zdrowie/życie/ochotę, ktoś z rodziny może zachorować, bo wyskoczy groźna choroba, a na NFZ nie ma co liczyć, dobra passa się skończy itp itd. Niejeden był mądry Do czasu. Z tego powodu często mężczyźni i kobiety chcą by w domu były 2 dochody. Sama jestem w związku z kimś kto zarabia naprawdę niemało jak na polskie warunki, znam żony mężów zarabiających mniej od mojego N. Siedzące w domu. Czy ja bym została w domu? Nie. Nie chcemy tego. Tak, my. Bo wszystko może się zdarzyć.
  • 0sjana 16.02.18, 08:52
    Ledo - po pierwsze zapewniam cię, że twoja ocena nie wygląda na obiektywną. Po drugie chyba nikt nie prosił cię o ocenę sytuacji, a tym bardziej wyciąganie daleko idących wniosków, jak to nieodpowiednio wychowuje dziecko i ogólnie ma złą zyciową postawę i jest winna. Jeśli chciałaś kobiecie, której rozsypało się małżeństwo powiedzieć "to twoja wina, wstydź się i posyp głowę popiołem" - to już naprawdę powiedziałaś to wyraźnie.
  • 0sjana 15.02.18, 14:00
    Leżącybyku - i jakie dalsze kroki? Małżonek się wyprowadza? Na Twoim miejscu bym nie naciskała, a raczej spakowała mu walizki, bo wspólne mieszkanie w tej sytuacji to sypanie soli na rany. Rzeczywiście możliwe, że kogoś już ma, albo przynajmniej ktoś go fascynuje. Można powiedzieć - nie dogadaliście się. Każdą sytuację widzieliście i interpretowaliście inaczej. Teksty o przejechaniu przez samochód i grach komputerowych - poniżej krytyki. Myśl o sobie. Leczysz się na depresję - a czy chodzisz sama na terapię? Pozdrawiam serdecznie.
  • rybak 17.02.18, 08:30
    TWOJE małżeństwo, twoja praca, twoje 16 lat, twoja terapia, twoje dziecko, twoje decyzje, twoja przestrzeń, twoja dominacja, twoje oczekiwania, twoja depresja, twoja oziębłość.
    Jego rosnąca samotność, jego seks na boku, jego odejście.
    Jasne? Czy nadal coś ci trzeba tłumaczyć?
  • rybak 17.02.18, 08:41
    A kluczowe w tym wszystkim jest jedno twoje zdanie: Nie mam ochoty na seks. Tym samym jesteś kolejną tu kobietą, która pieczołowicie zaorała swój związek.
    On jak widać ma. Tyle że JUŻ (a raczej dopiero, i tak długo wytrzymał) nie z tobą. Dziwny jakiś. A tak mu dobrze z tobą było: Milczeć, nie mieć na nic wpływu, żyć osobno, masturbować się do kompa.
  • nowel1 17.02.18, 09:17
    Myślę, Rybaku, że upraszczasz. Nie wiem, jak jest akurat z autorką wątku, ale przerzucanie całej odpowiedzialności na "kolejną kobietę", która przez "brak ochoty na seks zaorała swój związek" jest niesprawiedliwe.
    Brak ochoty na seks może być skutkiem, a nie przyczyną.
    A słowo "ochota"... czy nie zakłada, że niekoniecznie ma się na to wpływ? W każdym razie na pewno nie jest to kwestia prostej decyzji : "Od dzisiaj będę miał/ miała ochotę".
    Oczywiście można nad tym pracować, ale wymaga to dwojga.
  • rybak 17.02.18, 09:26
    Kiedyś, dawno temu, napisałem tu coś takiego: Życie jest proste, motywy i decyzje ludzi są proste, tylko samotłumaczenie się ludzi ze złych decyzji jest skomplikowane i rozbudowane aż do przesady. I nadal uważam, żemam rację. Seks nie jest do pracowana i męki - kolejny błąd porzucanych kobiet, które są zimne dla partnerów. Zazwyczaj w końcu - byłych partnerów.
    Wszystko to już tu było, lata temu.
  • nowel1 17.02.18, 10:30
    A jednak czujesz potrzebę, żeby przyjść tu i rozmawiać, podobnie jak ja.
    Skoro to takie proste i nie do pracowania - rozwód jest czymś bardziej oczywistym niż małżeństwo.
    Trudno się kłócić z biologią, prawda?
  • rybak 17.02.18, 11:24
    Ćmoje boje, dzikie węże, jak mawia kumpel z pubu. Świat jest pełen samotnych zimnych, egocentrycznych księżniczek. Tłumacz sobie, tłumacz...wink
  • nowel1 17.02.18, 11:50
    Oj. A myślałam, że możemy pogadać... Coś Ci się mocno w stronę mizogynii światopogląd przesunął. Szkoda. Ale niech Ci dobrze służy.
  • rybak 17.02.18, 12:35
    Bzdurzysz. Ach te psychologizujące porzucone zimne ryby, uważające się za cudne syreny. winkMargines wypowiadający się w imieniu większości, i co gorsza - za głos całości KOBIET.
    Nie, nie pogadamy.
  • nowel1 17.02.18, 13:23
    Nie pogadamy, bo jesteś agresywny i napastliwy. Do tego też masz szklaną kule, w której widzisz moją historię. Peszek, że się mocno mylisz.
    EOT.
  • kinga.cycek 15.02.18, 15:41
    albo lepiej

    Tanie-taxi.com Najtańsza taksówka Warszawa Tanie taxi Warszawa Tanie-taxi.com

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.