Dodaj do ulubionych

opieka naprzemienna - wymiana doświadczeń

25.07.18, 10:32
Zakładam wątek, by pomóc osobom, które rozważają taką opiekę, w podjęciu decyzji.
Założenia są takie, by wypowiedziały się osoby, które taką opiekę praktykują i opowiedziały o swoich doświadczeniach - bo na razie mam wrażenie, że głos na forum zabierają głównie ci, którzy taką opiekę tylko sobie "wyobrażają". I niepotrzebnie straszą i zniechęcają tych, którzy się wahają.

Co, moim zdaniem, jest niezbędne, by w ogóle taką opiekę rozważać?

1. umiejętność porozumienia się z drugim rodzicem, przynajmniej na gruncie dzieci. Wzajemny szacunek, niepodważanie autorytetu drugiego rodzica w obecności dzieci i akceptacja (choćby nieraz trzeba było zagryzać zęby) dla metod wychowawczych drugiego rodzica; patrzenie długoterminowe na korzyści dla dzieci i nieskupianie się na bieżących drobiazgach, by niepotrzebnie nie wywoływać negatywnych emocji;

2. mieszkanie w jednej miejscowości albo na tyle blisko siebie, by dzieci mogły chodzić normalnie do jednej szkoły/przedszkola;

3. wypracowanie systemu opieki, który będzie realny dla obojga rodziców i oboje rodzice będą w stanie z niego się wywiązywać (czyli np. opieka naprzemienna odpada, jak ojciec często i nieregularnie jeździ w delegacje);

4. dobry kontakt rodziców z dziećmi, oparty na serdecznych relacjach i zrozumieniu - chodzi o to, by dzieci czuły się wysłuchane, by mogły zgłaszać swoje zastrzeżenia czy uwagi do systemu opieki i by rodzice starali się, w miarę możliwości, te uwagi uwzględniać;

5. podobny status majątkowy rodziców, tzn. zapewniający dzieciom podobne warunki życia w obu miejscach zamieszkania (czyli np. tu i tu własny pokój).

I tyle smile Niby podstawowe rzeczy, ale większość rozwodzących się rodziców polegnie już na pkt 1 - stąd pewnie taka mała popularność opieki naprzemiennej.

Opieka naprzemienna, mimo pewnych ram, zakłada sporą elastyczność i jest wspaniałym rozwiązaniem dla tych rozstających się rodziców i ich dzieci, którzy potrafią się wznieść ponad wzajemne urazy.

Dzieciaki są zadowolone i spokojne, naprawdę. Deklarują, że cieszą się najbardziej z tego, że nie musiały wybierać między mamą a tatą, że z obojgiem mają taki sam kontakt. Przeprowadzki (choć bardziej "przenosiny") odbywają się poza nimi, bo rzeczy "przechodnie" trzymamy w boksach, które po prostu przekazujemy sobie. 2 minuty "uciążliwości". Dzieci tego prawie nie zauważają.

Wady? Nie widzę. No, może matki, które do tej pory traktowały dzieci jak swoją własność, mogą mieć problem z tą własnością się rozstać. Ale to kwestia mentalności. No i oczywiście, jeśli rodzice nie stosują się głównie do pkt 1 i 4 - dzieci i tak będą zestresowane i źle się będą czuły w takim systemie opieki. Ale to znów problem rodziców, nie dzieci.

Fajnie by było, gdyby w tym wątku odezwali się ci, którzy taką opiekę praktykują i podzielili się swoimi doświadczeniami. A także ci, którzy chcą zapytać o praktyczne aspekty - bez złośliwości.
Edytor zaawansowany
  • debrna 25.07.18, 15:05
    Ten typ rozwiązania - być może konieczny dla wielu rodzin - wskazuje na to, że dziecko ma dosłownie dwa domy. W przyszłości, w swoim życiu dorosłym, będzie również mieć prawdopodobnie dwa domy, lub będzie oscylować pomiędzy dwoma środowiskami, w których będzie żyć. Na zasadzie: „czym skorupka za młodu nasiąknie...”

    Dobrze by było, aby mogli się wypowiedzieć ci, którzy byli wychowywani w takim układzie, a obecnie są dorośli: jak to na nich wpłynęło.
  • marikax1970 25.07.18, 17:16
    Ja praktywowalam z corka do 17 roku zycia z tym ze ona mieszkala w wynajetym domu a my sie zmienialismy. Bardzo drogo, bardzo uciazliwie dla rodzicow ale bardzo korzystnie dla dziecka. Nie zauwazyla zmiany mozna rzec, ja nie zaluje ze sie naszarpalam bo jej zagwarantowalam spokojsmile tona kasy ale dla dziecka bardzo dobre. Po 17 roku zycia zamieszkala z dziadkami bo takie bylo jej zyczeniesmile
  • marikax1970 25.07.18, 17:18
    Warunek powodzenia: brak walki miedzy rodzicami. My nie walczylismy bo bardzo ja lubimy oboje he he wiec ze wzgledu na jej dobra zwarlismy szczeki xd
  • koronka2012 25.07.18, 23:01
    marikax1970 napisał(a):

    > Po 17 roku zycia zamieszkala z dziadkami bo takie bylo jej zyczeniesmile

    A nie sądzisz, że mógł to być sposób na wymiksowanie się z dziwnego układu bez ranienia uczuć starających się rodziców?

    Kolejny warunek niezbędny acz mało realny - żadne z rodziców nie ma drugiej rodziny. Bo nie wyobrażam sobie, żeby taki model mógł funkcjonować w sytuacji, kiedy w domu zostaje młodsze dziecko z 2 małżeństwa.
  • hilda1007 26.07.18, 19:02
    O widzisz! To właśnie jest opieka naprzemienna, w której na pierwszym planie jest dziecko.
  • evi-ana 26.07.18, 19:46
    A może dziecko powinno byc częścią rodziny a nie "byc na pierwszym planie"? Bo zdaje się, że w dorosłym życiu nie będzie pępkiem świata.
    Sama jestem dorosłym już dzieckiem rozwiedzionych rodziców - nie wyobrażam sobie życia na walizkach ani ze zmieniającymi się co tydzień rodzicami. Uważam, że dziecko, zwłaszcza po rozwodzie rodziców potrzebuje spokoju i stabilizacji. Opieka naprzemienna jest szczególnie forsowana przez ojców, często łączone jest to z dosyc brutalną agitacją przeciwko matkom (vide: "Wady? Nie widzę. No, może matki, które do tej pory traktowały dzieci jak swoją własność, mogą mieć problem z tą własnością się rozstać. Ale to kwestia mentalności. No i oczywiście, jeśli rodzice nie stosują się głównie do pkt 1 i 4 - dzieci i tak będą zestresowane i źle się będą czuły w takim systemie opieki. Ale to znów problem rodziców, nie dzieci.").
    Przy takim podejściu gubią się potrzeby dzieci.
    Zawsze mnie zastanawiało jak dzieci "wychowywane naprzemiennie" funkcjonują wśród np. dzieci z sąsiedztwa - pewnie teraz to rzadsze, ale czy kolega/koleżanka takiego dziecka przyjdzie po nie, by się pobawic, czy raczej zrezygnuje myśląc "nie wiadomo gdzie teraz jest - pójdę po kogoś innego".
  • hanusinamama 27.07.18, 12:29
    Tak ale dziecko do rowzoju bardzo potrzebuje słości, pewnych rytuałó, swojego jednego łózka, swoich misiów, swojego biurka. To jest dla dziecka bardzo wazne. Dorosłemu nie chce sie mieszkać co 3 dni w innym domu a co ma powiedziec dziecko. I nie chodzi o to ze dziecko ma byc pępiekiem swiata. O to zeby w sytuacji rozwodu najmniej ucierpiało...rodzice zawinili (sorry) wiec niech oni sie meczą.
  • evi-ana 27.07.18, 18:12
    Stabilizacja to nie tylko ten sam pokój, ale też ci sami ludzie, zamieszkiwanie dziecka u jednego z rodziców z kontaktem z drugim z rodziców uważam, że daje większe poczucie bezpieczeństwa i stabilizację niż kursowanie obojga rodziców i zmiana jak w sztafecie. Co do tego zawinienia rodziców - chcesz, żeby za nieudane małżeństwo rodzice ponosili karę? To trochę nie na miejscu, bo różnie się w życiu układa, a dziecko powinno wiedziec, że nie tylko i wyłącznie jego szczęście się liczy, ale i mama i tato mają prawo do własnego życia. To go nauczy empatii i zrozumienia dla innych, żeby wiedziało, że każdy ma takie same prawa jak ono. Pomyśl jaki obraz dorosłości w takiej sytuacji opieki naprzemiennej dostaje dziecko - albo jest wiecznym turystą między dwoma domami, albo ma co chwilę innego rodzica przy sobie - mnie to nie przekonuje. Prawda jest taka, że po rozstaniu rodziców nie ma dobrego rozwiązania - są złe i gorsze. Osobiście uważam, że opieka naprzemienna jest jednak tym gorszym.
  • hanusinamama 29.07.18, 16:52
    Tak ale nadal lepsze kursowanie rodzica i niz kursowanie dziecka nie sadzisz? W sumie jak juz mowimy co najlepsze to mieszkanie z obojgiem...
  • evi-ana 29.07.18, 18:59
    Mieszkanie z obojgiem? Niekoniecznie. Jeśli ludzie się rozwodzą, czyli już nie potrafią życ ze sobą to i tak atmosfera w domu jest chora i dziecko nią przesiąka, co wcale dobre nie jest. Znam przypadki, gdy ze względu na "dobro dzieci" ludzie nie rozwodzili się, ale za to urządzili dzieciom piekło ( za to pełna rodzina była? była!). Nikt tam nie był szczęśliwy, a dzieci najmniej.
    Lepiej gdy dziecko ma jeden dom (zresztą każdy człowiek może miec tylko jedno miejsce zamieszkania - tak kodeks cywilny stanowi), a z drugim rodzicem spotyka się jak najczęściej (by wiedziało, że na każdego z rodziców może liczyc, a nie w zależności od kalendarza na matkę lub na ojca), spędza wolny czas po równo z każdym z rodziców (w najczęstszym przypadku, gdy dziecko zostaje z matką, to często ojcowie rozpuszczają dzieci, co odbija się na ich wychowaniu i zachowaniu - na zasadzie tatuś chce pokazac jaki jest dobry, a dyscyplina mamy jest zła i dzieciak sam już nie wie co wolno a co nie).
    Przede wszystkim dziecko powinno byc na stałe z rodzicem stabilniejszym i dojrzalszym, również emocjonalnie - nie zawsze tylko z matką, bo nie każda kobieta się na matkę nadaje.
    Warto by dziecko widziało, że jego rodzice też maja swoje życie, bo wtedy i jemu będzie łatwiej w przyszłości układac swoje związki bez poczucia winy, że jego rodzice nie ułożyli sobie życia przez niego.
  • tzn.aga 29.07.18, 22:33
    No właśnie. Nie da się zrobić tak, że każdy rodzic wychowuje przy tradycyjnej opiece porozwodowej. Zawsze rodzic u którego dziecko mieszka na stałe jest policjantem odpowiedzialnym za nakazy i zakazy a ten dochodzący jest od atrakcji.
    U mnie jest tydzień na tydzień i każdy jest odpowiedzialny w tym czasie za całość opieki i wychowania. Zrobić kanapki do szkoły, odrobić zadanie domowe, zrobić obiad, nauczyć się na sprawdzian, dopilnować tego czy tamtego, zaplanować samodzielny wyjazd i się na niego spakować. A potem być odpowiedzialnym za konsekwencje.
    Moja córka wie, że może liczyć na każdego rodzica cały czas. Jest stały kontakt telefoniczny bywa że również osobisty. Mieszkamy bardzo blisko.
    Znam wiele rodzin pt.: dla dobra dziecka/dzieci. Śmiechu warte. Wszyscy się męczą.
    Dzieci więcej widzą i wiedzą niż my myślimy. A hasło: dzieci są za małe na rozwód to już jest mistrzostwo świata. Dziecko gdy już wejdzie w okres dojrzewania to już jest za stare i będzie przeżywało mocniej.
    Nie ma idealnego momentu ale uważam, że wcześniej jest lepiej bo mniejsze dzieci łatwiej się przystosowują, a rodzice maja jeszcze szanse ułożyć sobie ponownie życie.
  • tzn.aga 29.07.18, 22:34
    Aha, nie zawsze jest możliwość żeby to rodzice się przenosili a nie dziecko.
    Nie po to się rozwodziłam, żeby dalej być sprzątaczką eksa.
  • hanusinamama 27.07.18, 12:27
    Tez o tym pisałam. Znajomi tak sie 6 lat przeprowadzali co tydzien. Dziecko miało stały jeden dom, jedno swoje łózko...rodzice sie zmieniali. Bardzo trudne ale tez uwazam ze dla dziecka najlepsze.
  • qlll 27.07.18, 10:24
    „czym skorupka za młodu nasiąknie...” - gdyby tak to działało, to nie było by rozwodów w rodzinach gdzie rodzice się nie rozwiedli.. a jednak są.. dlatego nie można tak upraszczać sprawy.
  • hanusinamama 27.07.18, 17:00
    Poczytaj badania. Niestety ale dzieci z rodzin po rozwodzie maja duzo wieksze szanse ze ich zwiazki sie rozpadną.
  • baba67 05.08.18, 15:14
    Bo może mają geny osób które albo
    z natury są nieszczególnie wierne ani wytrwałe w budowaniu czegokolwiek
    albo beztroskie i bezrefleksyjne w dobieraniu małżonka.
    Nie wydaje mi się żeby sam rozwód wpływał na póżniejsze życie. Znam dzieci z bardzo udanych małżeństw które są po rozwodzie i dzieci rozwodników mających udane małżeństwa.
    Znam przypadek wychowywania chłopaka przez matkę do 11 roku życia a potem opiekę przejął ojciec.Przy czym kontakty bardzo regularne z dochodzącym rodzicem. Chłopak wyrósł na normalnego gościa ,optymistę, od kilku lat w związku.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • koronka2012 25.07.18, 22:58
    tahm napisała:

    > Opieka naprzemienna, mimo pewnych ram, zakłada sporą elastyczność i jest wspani
    > ałym rozwiązaniem dla tych rozstających się rodziców i ich dzieci,

    Moja praktykująca taką opiekę kumpela podsumowała kiedyś, że jest to świetne rozwiązanie dla rodziców, bo zdejmuje z nich poczucie winy za rozwód. Bynajmniej nie dla dzieci - to jej opinia po latach.

    > Dzieciaki są zadowolone i spokojne, naprawdę. Deklarują, że cieszą się najbardz
    > iej z tego, że nie musiały wybierać między mamą a tatą, że z obojgiem mają taki
    > sam kontakt.

    Cóż, fajnie, że ci się udało.
    Natomiast taki sam kontakt jest utopią - nawet w pełnych rodzinach rzadko kiedy ten kontakt jest taki sam - zarówno w sensie czasu jak i jakości. Do tego dzieci nie wybierają, więc trudno argumentować że w przypadku opieki naprzemiennej "nie muszą".

    Do tego nawet mimo pozornie dobrych układów nie zawsze dzieci są zachwycone tym modelem. Problem w tym, że nie mówią o tym głośno, żeby nie zrobić przykrości rodzicom.
    U mojej kumpeli objawiło się to upijaniem się dzieciaka i to do nieprzytomności (po paru latach pozornie dobrego funkcjonowania tego modelu). Dopiero wtedy powiedział, że rzyga tym układem i woleliby mieszkać w jednym miejscu i "normalnie" spędzać z ojcem weekendy. I to mimo tego, że z ojcem ma dobry kontakt.
  • amb25 26.07.18, 07:58
    Moje dziecko nie zgodzilo sie na opieke naprzemienna, bo "che miec swoj pokoj". Jedna znajoma ma opieke naprzemienna i jak na razie wszyscy sa zdowoleni. Ale chlopak byl nastolatkiem jak zaczeli stosowac opieke naprzemienna. Druga znajoma tez ma (dwie dziewczynki) i zawsze po powrocie dzeici od ojca dowiadauje sie jaka to jest zla i niedobra bo tata powiedzial a jego zona dodala itp. No i w sprawie wychowania dzieci nie moga sie dogadac, wyglada to tak jakby koniecznie chcieli udowodnic dzieciom kto jest lepszy i ze ten dugi jest zly. Maja z mlodsza dziewczynka problemy, starsza jakos to znosi, w kazdym razie jakos mocno tego nie przezywa.
    Czytalam kiedys rozne opienie psychologow na ten temat i nie byly zbyt pozytywne. Pewnie zalezy od dziecka.
  • hanusinamama 27.07.18, 12:25
    Tez mi sie wydaje za to ne daje dziecku stałości, pewnego uporządkowania. A dzieci tego bardzo potrzebują. To chyba daje tylko rodzicom swiadomosc "nic sie nie zmieniło, dziecko nie ucierpiało". Pamietam jak kolezanka psycholog powiedziała, ze zawsze pyta rodziców " chy chciałaby Pani pan co 3 dni zmieniać dom, raz byc tu raz tu? czy mogłaby Pani powiedziec ze ma Pani dom tak naprawde? Znam rodziców ktorzy przez 6 lat (dziecko było małe) zmieniali sie w mieszaniu. Jeden tydzien ona mieszkała z dzieckiem, drugi on. Dziecko miało na stałe swoj dom, swoje łozko, swoje misie. Dla rodziców bardziej upierdliwe i wymagajace mega dogadania się (mieli drugie mieszkanie ktore na zmiane zajmowali)
  • hanusinamama 27.07.18, 12:21
    Nie zgodze sie tylko z tym osobnym pokojem. Juzynka tak miała. Jej ex wyprowadził się do małego mieszkania w ktorym było łózko pietrowe. Zwyczajnie spał na dole syn na górze. 2 lata to trwało. i Było ok. Dziecko miało biurko, swoja komode...iny problem to np odrabianie lekcji bo nie wszystko masz ze soba w szkole, czy np uczenie sie we wtorem na srode na klasówke jak w domu mamy została ksiązka...
  • gangrena1 27.07.18, 13:01
    Przestrzegam przed taką opieką. Zastosowali ją na mnie moi rodzice. Miesiąc u matki miesiąc u ojca. Potem po poł tygodnia . Ciągle z torbami. Potwornie to zabiło moje poczucie bezpieczeństwa. Pozbierałam się dopiero, jak sama założyłam rodzinę.
  • tzn.aga 27.07.18, 15:20
    Wiadomo, że wszystko zależy od okoliczności.
    U mnie było to najlepsze wyjście.
    Żyjemy już tak półtorej roku. Tydzień na tydzień. Córka ma 9 lat.
    Czas spędzony z córką jest efektywniejszy i bardziej urozmaicony.
    Mieszkamy blisko siebie, więc nie ma problemu z odległością szkoły, koleżanek czy podejścia po coś czego się zapomniało. Większość rzeczy ma podwójnie.
    Oczywiście, że nie jest to naturalna sytuacja, ale mieszkanie z jednym rodzicem i widywanie drugiego co jakiś czas też nie jest.

  • vermieter 29.07.18, 17:15
    dla nowych partnerów rodziców?
    Jeżeli rodzice nie mogą założyć po rozwodzie nowych rodzin, to po co się rozwodzić?
  • tzn.aga 29.07.18, 22:46
    Jak to po co się rozwodzić? Bo było źle.
    Zabrzmiało to jakby celem życia po rozwodzie było założenie nowej rodziny.
    Zawsze się dziwię jak słyszę, że ktoś świeżo po rozwodzie już zamieszkuje z nowym partnerem/ką i jego/jej dziećmi.
    A na partnera jest właśnie więcej czasu niż w tradycyjnym modelu. Przynajmniej dla kobiety.
    Facet jest wolny i hulaj dusza. A kobieta już wcale nie ma czasu dla siebie.
    Ja w opiece naprzemiennej mam tydzień dla siebie. Bardzo go lubię i tego potrzebowałam.
  • vermieter 30.07.18, 08:25
    rozstania?
    Nie miałem na myśli zakładania od razu nowej rodziny, tylko nowy związek, nowe kontakty. Nie żyję w Polsce ponad 30 lat, więc myślę inaczej.
    Kobieta może mieć więcej czasu dla siebie, jeżeli nie będzie tak walczyła o dzieci, które przecież i tak za kilka lat pójdą na swoje.
  • tzn.aga 30.07.18, 22:10
    Nie wiem ile lat.
    Ja jestem prawie dwa lata po rozwodzie i nie wyobrażam sobie mieszkać teraz z facetem.
    Możemy się spotykać w moim tygodniu bez dziecka, może u mnie spać gdy córka jest u taty.
    Po 9 latach mieszkania z byłym mężem mam dość mieszkania z facetem, zresztą nie wyobrażam sobie stawiać córki w sytuacji, że ma mieszkać z obcym mężczyzną.
    Mam co drugi tydzień na nowe związki i nowe kontakty.
  • swojtek4312 05.08.18, 10:53
    Takie podejście kobiety jak " tzn.aga", bardzo mi się podoba. I jest dla mnie zrozumiałe. Każdy raczej potrzebuje mieć trochę czasu dla siebie.
    Niestety dla mojej "byłej" nie jest to takie oczywiste. Mam sądownie syna (12 lat) tylko co drugi weekend u siebie, a chciałbym częściej i dłużej. Bo jaki mam wpływ na życie i wychowanie syna, gdy jest ze mną 4 dni w miesiącu. Jednak ona robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Jakby syn był tylko jej własnością. Na mój argument, że " miałaby więcej czasu dla siebie", odpowiedziała "żebym nie układał jej życia". I z tego co wiem, nie spotyka się na stałe z kimś i od rozwodu - 4 lata temu - robi wszystko , by uprzykrzyć mi życie.
    Teraz mam wreszcie pracę na jeden etat i warunki, by zapewnić synowi pokój i godne warunki do życia i zastanawiam się nad opieką naprzemienną. Podpytuję syna o jego zdanie na ten temat, ale wymiguje się od konkretnej odpowiedzi. Widzę po nim, że chciałby być częściej ze mną, ale robi wszystko, by nie sprawić matce przykrości. Zauważyłem , że jest bardzo przez nią zmanipulowany.
    Chcę najpierw z "byłą" porozmawiać na temat opieki naprzemiennej, za min zwrócę się do sądu, ale będzie to trudne. Na pewno się nie zgodzi, bo straci alimenty, a to jest dla niej najważniejsze. Nie dobro dziecka, tylko 'kasa" jest ważna.
  • vermieter 05.08.18, 12:19
    alimentów, a po dwóch miesiącach wystąp o dopasowanie alimentów do nowej sytuacji, której nie można było wcześniej dokładnie przewidzieć i wycenić.
  • notting_hill 01.08.18, 20:58
    Polecam na netflixie szwedzki serial Bonusfamilie, co zostało przetłumaczone jako "Rodzina plus" bodajże. Bardzo dobrze pokazuje dylematy życia po rozwodzie i tego, co to dla wszystkch uwikłanych w to znaczy.
  • stasi1 06.08.18, 10:57
    Znajomi 3.5 lata bliźniaki. Od dwóch lat funkcjonują dwa domy. Dzieci są dwa dni u jednego rodzica, dwa dni u drugiego, cały weekend u pierwszego i tak dalej. Zmieniają się w przedszkolu, jedno zaprowadza drugie przyprowadza. Ona ma trochę lepiej wróciła do domu rodzinnego(ma trochę dalej do pracy niż z mieszkania) za to ma pomoc w mamie i tacie, ewentualnie siostry. On wynajął mieszkanie w miarę blisko przedszkola i swojej pracy
  • risingsun77 12.08.18, 12:25
    Znam temat bardzo dobrze z autopsji. Jestem ojcem prawie 14 letniego chłopca, rozeszliśmy się z jego mamą jak miał 3 lata, więc dosyć długo to już trwa. Od tego czasu zajmujemy się nim "naprzemiennie". Choć nie znoszę tych wszystkich formalnych określeń "naprzemiennie", "kontakty"... to takie sugerowanie, ze to mój syn tylko wtedy gdy jest u mnie... A gdy jest u matki, to już jest "jej dzieckiem"... uncertain Tak nie jest !
    Tak jak wyżej zostało napisane, denerwuje mnie jak wypowiadają się w tej sprawie , i często kategorycznie osoby które opierać się mogą jedynie na swoim "wydaje mi się", albo wiem, bo siostra koleżanki sąsiadki ma taką sytuację wink
    A do sedna. Tutaj na pewno wiele zależy od rodziców, ich postawy, priorytetów życiowych. W przypadku starszego dziecka napisałbym, ze także zależy od dziecka, ale trudno tak mówić w przypadku 3 latka. Pytanie czym rodzice się kierują rozważając opiekę naprzemienną. Mam wrazenie, że chyba dla wielu (nie wszystkich!) ojców jest to niestety dalsza część "zemsty" na drugim rodzicu... Jednocześnie wiele matek (nie wszystkie) ma poczucie sukcesu i satysfakcji jak udowodni „wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi”, czyli wyższość matki nad ojcem... czyli nie ma opcji żeby dziecko było z tobą tyle czasu co ze mną. Przecież ja jestem MATKĄ, a ty tylko ojcem, więc ciesz się ze w ogóle „POZWALM CI” czasem widywać się z dzieckiem... sad
    Pomimo mojego negatywnego stosunku do matki, dla mnie nigdy nie było to celem. Nie wszystko mi w życiu wyszło, nie jestem idealny, ale zapewniam, ze w moim przypadku intencje stałego uczestniczenia w jego codziennym życiu były proste i oczywiste. TO MOJE DZIECKO. Nie wyobrażam sobie jakichś "kontaktów od przypadku do przypadku" (fatalne określenie te "kontakty"). Mój syn to moja najbliższa rodzina. Ja jestem dla niego najbliższą rodziną. Chciałem, i chcę uczestniczyć w jego CODZIENNYM życiu, tak, jak powinno być w przypadku każdego rodzica. To samo dotyczy też matki. I będę tu rozważał tylko takie przypadki.
    Oczywiście, że sytuacja nie jest idealna. I można zaraz zarzucić mnie wielokrotnie słyszanymi argumentami na "nie", że dwa domy, brak poczucia bezpieczeństwa ( dlaczego niby ??), że to nasz (mój) egoizm itp. Ale dla mnie te wszystkie argumenty sa po prostu kuriozalne. Do wszystkich rodziców - MÓWIMY O WŁASNYM DZIECKU!. Dobrze wam się mówi, a kto z was "oddałby" własne dziecko w imię tych wyimaginowanych, potencjalnych problemów? Wielu mówi , ze dziecko powinno mieć jeden dom... ale pod warunkiem, ze ten dom będzie u mnie smile Ja nawet tak nie uważam, bo wiem, ze syn potrzebuję nie tylko mnie, ale też mamy. Oczywiście, że lepiej by było, gdyby obydwoje rodziców było w jednym domu. Ale niestety mamy sytuację wyboru mniejszego zła, czy to się komuś podoba, czy nie. I "dwa domy" są tu zdecydowanie lepszym wyjściem także dla dziecka. Bo dla rodziców jedynym. Wg takiego schematu myślenia na „nie”, moglibyśmy logicznie dojść do wnisoku, ze dom dziecka jest lepszy niż rodzinny dom, nie tylko w takich sytuacjach. Naprawdę tak uważacie ? Są sytuację gdzie jednak powinnismy się kierować sercem, a nie pozwalać decydować „zimnemu” rozumowi. I chyba właśnie najbardziej w relacjach rodzinnych. O ile w naszym przypadku w ogóle rozum podpowiada rozwiązanie „jednego domu”…
    Osoby przedstawiające wady opieki naprzemiennej zapominają o jeszcze jednej sprawie. Czy dzieci wychowywane we wspólne domu nie mają żadnych problemów ? smile Oczywiście, ze mają. Stwarza się jakaś iluzję, że to jedyny problem, i gdyby nie dwa domy to byłaby sielanka. Kto z nas miał taką sielankę ? Kto z nas miał idealne relacje z rodzicami, mają "jeden dom"? PROBLEMY WYNIKAJĄ BARDZIEJ Z RELACJI I NASZYCH POSTAW, A NIE DWÓCH DOMÓW. Ale w tym przypadku jest na co "zwalić".
    Tak więc przy założeniach dobrych intencji o których wyżej pisałem jestem zdecydowanym zwolennikiem takiej opieki nad dzieckiem. Dwoje kochających rodziców na co dzień to wartość nie do przecenienia, i wygrywa z ewentualnymi argumentami na „nie”
    Musze jednak przyznać, ze może nie być to takie łatwe, jak komuś się może wydawać. Trzeba być bardzo wyczulonym na to co dzieję się z naszym dzieckiem. Są pewne zagrożenia z tym związane. I choć nie sa powodem do zrezygnowania z tego rozwiązania, to wymagają mądrości i czujności. Wiadomo, ze są jakieś powody rozejścia się rodziców. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Ale trzeba być mądrym w relacjach i „ocenianiu” drugiego rodzica.
    W moim przypadku, jesteśmy bardzo różnymi ludźmi – ja i mama. Prowadzimy bardzo różne domy. Chciałem wierzyć, ze syn „weźmie od każdego co dobre”, teraz już wiem, ze nie jest to takie oczywiste. Sadziłem że ma dwa domy, ale jeden świat. Niestety zauważam pewne symptomy, że ma dwa światy, i to na pewno nie jest dobre… ALE NA PEWNO INNE ROZWIĄZANIE PRZED LATY BYŁOBY DUŻO GORSZE – TAKŻE DLA SYNA

    Reasumując. Pomimo rozejścia się rodziców, nadal nimi jesteśmy dla dziecka. Obydwoje równie ważni. Obydwoje potrzebni. I warto po prostu BYĆ RODZICEM, na miarę możliwości okoliczności. Ale trzeba wiedzieć, ze wymaga to od nas więcej uwagi i mądrości, bo mamy do czynienia z żywym, odrębnym człowiekiem, który nie myśli naszymi schematami. Jeśli myślisz inaczej – odpuść, i ogranicz się do tych strasznych „kontaktów”…
  • beti790_2006 12.08.18, 19:27
    Witam! Jeżeli chodzi o naprzemienną opiekę, to niestety uważam, że u nas w Polsce jest to trochę OBCE! Jesteśmy na to zbyt głupim i chamskim społeczeństwem!. Niewielu stać na to, żeby po ślubie się szanować, obojętne czyja byłaby wina rozkładu pożycia, nie mówiąc o lubieniu się czy akceptowaniu naszych rodzin i wychowaniu! Nie ma żadnych odpowiedzi, więc przypuszczam, że jest tak w większości przypadków. Pozdrawiam
  • beti790_2006 12.08.18, 19:49
    Przepraszam, nie zauważyłam wpisów! Tak czy inaczej uważam, że nie jest to za bardzo realne. Może są przypadki, w których się to udaje, ale jest to niewielka liczba osób. Moim zdaniem, my możemy myśleć swoje, a czy ktoś pomyślał o dzieciach, które są przerzucane z miejsca na miejsce? Gdzie faktycznie jest ich dom? Gdzie mogą czuć się bezpiecznie? Rozumiem risingsun77 że Wasze dziecko czuje się dobrze w Twoim i swojej matki domu, ale uważam, że jednak jeden dom daje spełnienie. Jestem w sytuacji, gdzie ja mam większą władzę w wychowaniu dziecka i wiem, że syn bardzo dobrze czuje się w domu ojca, ale nie wyobrażam sobie naprzemiennej opieki nad dzieckiem.
  • risingsun77 12.08.18, 19:54
    Widzisz, zazwyczaj "nie wyobrażają sobie opieki naprzemiennej" rodzice, z którymi jest dziecko. Czy gdyby decyzją sądu ( a nie Twoją!) Twoje dziecko było na stałe z ojcem, a u Ciebie tylko gościem, to tez uważałabyś, ze podstawa to "jeden dom" i akceptowała to. Wątpie. Łatwo byc stanowczym w tej kwestii, jak cenę za to ma ponosić drugi rodzic
  • valtho 12.08.18, 21:47
    Nie zdecydowaliśmy się na opiekę naprzemienną, bo oboje uważaliśmy, że nie jest to korzystne dla dzieci. Mieszkamy w sporej odległości od siebie, ja obok szkoły, tata moich dzieci 30 km stąd. Żadne z nas nie brało pod uwagę zmiany miejsca zamieszkania. Przy opiece naprzemiennej dzieci żyłyby w różnych światach i dojeżdżały daleko do szkoły. Dla nas najoptymalniejsza okazała się opcja - dzieci u Taty co drugi weekend, każda środę i polowe wakacji. Są w specyficznej szkole, wiec wakacji mają więcej niż standardowo w Polsce. Dodatkowo jesteśmy elastyczni w tych ustaleniach tzn jeśli dzieci chcą być wiecej/ mniej/jazdę z osobna to nie jest to problem.
    Znam dobrze jedną rodzinę z opieką naprzemienną, ale tam rodzice mieszkają obok siebie. Nie ma problemu, ze dziecko zapomniało coś od mamy czy taty. I dziecko w każdym domu ma swój pokój. Ojcu dziecka zależało bardzo na opiece naprzemiennej, od zawsze był bardzo zaangażowany w opiekę nad dzieckiem, a w związku z komfortową sytuacją finansowo-zawodową może sobie na to pozwolić czasowo. Alimenty i tak płaci, żeby potrzeby dziecka był zaspokojone na podobnym poziomie w obu domach.
    Moim zdaniem podstawą jest gotowość współpracy obojga rodziców oraz bliskie zamieszkanie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.