Dodaj do ulubionych

Czarna dziura

17.08.18, 23:22
Jestem tu nowa i z rozpędu zakładam już drugi watek ponieważ odbiega znacznie od tematu ewentualnych poszukiwań nowego partnera. Chodzi o szerszy i być może bardziej palący problem, którym jest dla mnie społeczna pustynia, która może/musi? się pojawić po rozwodzie.

U mnie może to kwestia długości trwania związku. Znaliśmy się i wszyscy znali nas razem od czasów szkolnych. Ci wszyscy to znajomi, rodzina, przyjaciele. Ok, ale przecież przyjaciółki były moje, owszem, spotykaliśmy się całymi rodzinami, ale to BYŁY moje przyjaciółki.. Teraz mogę chyba już napisać, że były... Zaczęło się od tego, że kiedy odważyłam się mówić, że jest mi źle to nikt nie chciał mi wierzyć, nawet własna mama.. Długo trwało zanim moja własna rodzina zrozumiała o co mi chodzi konkretnie..

To bolało, ale w decydującym momencie podejmowania decyzji o rozwodzie byłam sama, tak sama, że nie ma żadnych wątpliwości, że to moja decyzja. No cóż.. nikt nie musi się przynajmniej obwiniać, że mi w tym dopomógł albo wsparł psychicznie.. W tamtych miesiącach albo nawet latach byłam zapewne w jakimś rodzaju depresji i tak bardzo było mi potrzebne dwa zdania : "Nie martw się. Dasz sobie radę". Nie usłyszałam tych wymarzonych słów od nikogo z mojego otoczenia. Może tak na przekór temu jednak przeszłam wszystko i jakoś daję sobie radę..

Choć pamiętam i takie momenty kiedy leżeliśmy razem na łóżku z chłopcami, mocno ich przytulałam i czułam jak zasysa nas wielka czarna dziura, gdzie nie ma już życzliwego świata, śmiechu i radości...

A przyjaciółki, koleżanki?? schemat ich zachowania wyglądał zawsze mniej więcej tak : słuchały mnie, dawały mi się wygadać, potem nagle w przypływie szczerości same się przyznawały do problemów ze swoim partnerem, do chęci i tylko chęci rozstania, do smutku, do zawodu i po takim wyznaniu szczerym jedna po drugiej ulatniały się w niebyt.. Czy to wstyd czy zaprzeczanie czy pożałowały szczerości do tej pory nie wiem.. Nie ma ich, nie pytają co u mnie i czy sobie radzę - kiedyś naiwna wyobrażałam sobie, że to wsparcie jak z filmów będzie.. tak mi się wydaje, że bym się zachowała i tak się zachowuję gdy jest potrzeba. Ale też nic na siłę, jednak gorycz i żal jest bo bardzo przywiązuję się do ludzi, zwłaszcza gdy tyle wspomnień nas łączyło.. Wiem, że każdy ma swoje problemy i nikt nie ma obowiązku żeby użalać się właśnie nad moimi, ale ta pustynia, która mnie otacza jest tak wielka, że aż ciężko uwierzyć..

Mówią, że zamężne kobiety unikają przyjaciółek z uwagi na strach o mężów a ja odkryłem, że może być dokładnie odwrotnie.. Niektórzy mężowie tak bardzo się boją, że koleżanka im żonę zbuntuje, zdeprawuje czy nie wiadomo jeszcze co.

Najbliższa rodzina w końcu zrozumiała głębię problemów z eksem, ale na co dzień to nie bardzo wczuwa się w sytuacje typu jak wielką ulgą byłoby zaproszenie chłopców (sama wychowuję trzech synów) na weekend, na dzień, czy choćby odebranie najmłodszego z przedszkola. I mówię tu o sytuacji wolnego czasu, dobrego zdrowia, emerytury.. Cieszą się w każdym razie, że tak dobrze sobie radzę. Lekki żal mają, że nie chodzę już z dziećmi do kościoła, lecz gdy zgodziłam się na zabieranie tam chłopców to chętnych nie ma.

Podobne sytuacje występują nawet z życzliwymi sąsiadami. Kiedy dowiadują się jaka jest sytuacja nagle pusto się robi na klatce, nikt już nie pyta, nie zagaduje.. itd. itd.. Podsumowując, po wygranej walce o wolność, o godność, o dzieci, okazuje się, że nikt po główce nie głaszcze, popadasz w społeczny niebyt i potępienie, że w ogóle sobie dajesz radę a powinnaś siedzieć, płakać, eks powinien ci zabrać mieszkanie, dzieci powinny się nie słuchać a finanse nie zgadzać.. Tak czy tak samotne matki (bo samotni ojcowie to zawsze bohaterowie) to bohaterki tragiczne i chyba jedyna nadzieja kiedy zaczną wspierać siebie nawzajem ??
Edytor zaawansowany
  • lekkogazowana 18.08.18, 03:03
    Domeczku, przykro mi, że tak się u Ciebie stało/dzieje... Wiem, że to trudne, musi być Ci ciężko.

    Piszesz o rzeczach, które pewnie i mnie się przytrafią, głównie te dotyczące niezrozumienia. Na pewno z kilkoma osobami będę miała bardzo przykre i ciężkie rozmowy o zakończeniu mojego małżeństwa. Obwinią mnie, żałując jego, nie chodząc w moich butach, nie kładąc się obok niego do łóżka, nie przeżywając ani jednej chwili z nim będąc w mojej skórze.

    Mam dwie osoby mocno mnie wspierające, są dla mnie ważne, one mi wystarczą. Nie mogę powiedzieć, że są obiektywne bo jednak są po mojej stronie ale oceniają sytuację na trzeźwo. Też mogę powiedzieć, że podejmuje decyzje sama, one będą mnie wspierały nawet jeśli będę błagała niewiernego o pozostanie.
    Teraz nie jestem w stanie rozmawiać otwarcie o aktualnych sprawach mojego jeszcze małżeństwa z innymi osobami. Nie robię też tego ze względu na to, że póki co jak najmniej osób powinno wiedzieć, zanim nie załatwię kilku spraw.

    A wiesz, że ja dosłownie mam taki obraz w głowie rozwódki, jak opisujesz, bez pracy, mieszkania, dzieci z kuratorem i długi wink ale to chyba dowód na to, że to takie wyobrażenie w którym wyrosłam i być może wiele innych osób.
    Skoro radzisz sobie i wszystko układa się prawidłowo, to jesteś pewnie wyrachowaną wredną S...
    Jest wielkie prawdopodobieństwo, że i ja tak będę postrzegana. Sama jestem sobą zdziwiona jak wiele decyzji, w tak krótkim czasie podjęłam, ile spraw domknęłam, z którymi zwlekałam przez minimum 5 ostatnich lat. Moje histerie trwają max półtorej minuty pod prysznicem. Psycholożka mi powiedziała, że jestem na tak dużej adrenalinie i to dlatego. Okropnie boję się czasu, kiedy minie wegetacja, a przyjdzie żałoba.

    Domeczku, wsparcie jest bardzo ważne, po części przechodzimy przez te same sytuacje, wiemy że nie tylko nam się życie skomplikowało, że będzie dobrze smile
  • domeczek-on-line 18.08.18, 09:55
    Cieszę się lekkogazowana, że wspomniałaś coś o przygotowaniach do rozwodu, i o załatwianiu spraw. Wydaje się to bardzo ważne, o ile nie kluczowe, zwłaszcza w przypadku kobiet. Piszę tak ponieważ sama przez parę lat, jeszcze przed podjęciem decyzji o rozwodzie, byłam kuratorem społecznym w wydziale rodzinnym. To oznacza, że byłam świadkiem a nieraz uczestnikiem strasznych historii pracując jako wolontariusz na ryczałcie i na swoim prywatnym telefonie komórkowym... Żeby nie było, że tak tylko o kobietach to odeszłam głównie z powodu sprawy gdzie pedagożki, psycholożki i inne ekspertki oskarżyły niesłusznie samotnego ojca.. Po tych doświadczeniach sama we własnej sprawie nie udawałam się już do takich ekspertów, nie oskarżając oczywiście całej profesji ale zachowując ostrożność. Mam po prostu świadomość, że taki psycholog z ośrodka obserwuje dziecko najczęściej tylko w określonym wycinku czasu i to w sztucznym otoczeniu i nie jest w stanie zobaczyć wszystkiego nawet mimo nieraz ogromnej wiedzy. Co do kuratorów przychodzących do domu przed rozwodem to wiele też zależy od tego na jaki natrafią akurat moment, sytuacje.. Długo by pisać natomiast twoja ostrożność jest wysoce chwalebna i wskazana. Pozdrawiam Ciebie mocno.
  • rybak 18.08.18, 07:31
    TAK. Musi. Rozwód weryfikuje WSZYSTKO! Oddziela ziarna od plew nawe w rodzinie. I to jest jego POZYTYW, a nie negatyw. ZAWSZE! Więc się nie dziw, to norma a nie wyjątek.
  • domeczek-on-line 18.08.18, 10:06
    Podoba mi się takie Twoje podejście do sprawy - czytałam gdzieś tego więcej od Ciebie na jakimś innym wątku. Chyba naiwność moja powoduje zdziwienie takim monotematycznym zachowaniem otoczenia, zachowaniem, w które wciąż nie umiem uwierzyć i wytłumaczyć sobie pytając: A GDZIE SĄ CI PRAWDZIWI LUDZIE? Prawdziwi - czyli tacy, którzy nadal widzą mnie jaką tą samą osobę mimo rozwodu z panem x, która jest warta coś jako ona sama? No chyba, że tak się zmieniłam, zaczęłam bronić swoich praw, głośno mówić prawdę - i to już nie jest dla nich fajne ?? Wiele osób żyje w fałszywej szczęśliwości i pewnie nie chcą żeby im tego burzyć - przecież przez jakiś czas tak żyłam i ja...
  • gazeta2345 18.08.18, 13:33
    Tak mi się wydaje, że zarzucanie komuś, że żyje w fałszywej szczęśliwości gdy własnymi rękami niszczy się rodzinę, jest cokolwiek niesprawiedliwe i krzywdzące.

    Ludzie mają różne etapy w życiu i wielka rzesza wychodzi z "fałszywej szczęśliwości" na prostą i żyją normalnie długimi latami. Podobnie jak z chorymi: zdrowieją i cieszą się długim życiem. Stawianie komuś zarzutów fałszu lub że chorował trąci pychą, a ta - jak wiadomo - kroczy przed upadkiem.

    "PRAWDZIWI LUDZIE" nie mają obowiązku głaskać rozwodnika po główce i podawać mu do stołu. Mają prawo odwrócić się od niego z jakiejkolwiek przyczyny, z kolorem włosów włącznie. Mówiąc brutalnie: nie jesteś pępkiem świata i jedyną osobą, od której możesz czegoś oczekiwać, jesteś Ty sama.

    Nawiasem mówiąc: Ty nie masz swojego świata. Ten co był właśnie się rozlatuje, nowego nie będzie przez najbliższe kilka lat. Pozwól ludziom poczekać i zobaczyć co z Ciebie wyjdzie...
  • domeczek-on-line 18.08.18, 17:10
    O kobieto puchu marny jak mogłaś wstać z kolan i ośmielić się być tak pyszną aby wyrazić swoją opinię !!! - tak to mniej więcej zabrzmiało..
    a słyszy się od kobiet teksty takie jak : "a rozwiodłabym się z nim ale co dalej, nie ma gdzie pójść, nie ma jak żyć , nie ma mnie kto wesprzeć itd. itd." - i te wszystkie powody trzeba zrozumieć - bo tak -
    tylko, że potem te kobiety wracają do domu i dalej grają swoje role - i to też trzeba zrozumieć
    tylko nie karz mi nazywać tego szczęściem,
    czego natomiast nie rozumiem - dlaczego miałabym się odwrócić od przyjaciela/przyjaciółki powodu tego, że przyszło nieszczęście, rozwód, porażka.. o niefortunnej zmianie koloru włosów nawet nie wspominając..
  • gazeta2345 20.08.18, 21:30
    No przepraszam, co innego wyrazic opinię, a co innego mieć pretensje, że środowisko się od Ciebie odwraca.

    Kto to jest PRAWDZIWY człowiek? Na podstawie jakiego kryterium za prawdziwego człowieka uznajesz tylko tego, który będzie Cię odpowiednio postrzegał bez względu na to, co robisz?

    Bez przesady. Ludzie mają prawo nie wspierać Cię w trakcie Twojej sprawy okołorozwodowej. I tyle.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 00:34
    No prawdziwy człowiek jest niedoskonały i wie o tym, i wie tez, że inni są niedoskonali, i nie opuszcza przyjaciół w biedzie i takie tam staroświeckie dyrdymały
  • gazeta2345 21.08.18, 10:10
    Prawdziwy facet po minucie rozmowy wyczuje kobietę szukającą łatwego i szybkiego seksu. Jego kobieta wyczuje po 30 sekundach...
  • iwanme 21.08.18, 09:21
    Jeśli ów przyjaciel toksycznie wylewa na Ciebie swoje problemy w nadmiernej ilości to niektórzy kiepsko to znoszą. Podobnie jeśli np. flirtuje z Twoim partnerem, albo krytykuje i podaje wątpliwości Twój tryb życia. W przypadku rozwodów dochodzi jeszcze to, że często para była znajomymi/przyjaciółmi razem i oni nie aprobują zachowania jednej ze stron. W kręgu znajomych rodziców były np. dwie takie pary co się rozwiodły - jeden gość porzucił żonę "bo się z nią męczył i dusił" i z drugiej pary kobitka porzuciła gościa z córką dla młodego mechanika. I on i ona byli bardzo rozżaleni, że ich wieloletni przyjaciele ograniczyli kontakt i zostali po stronie tych zostawionych.

    Część ludzi jest bardziej wyrozumiała część mniej, przyjaźnie też są różne i nie zawsze relacja przyjacielska przetrwa długotrwałą asymetrię na zasadzie jedno tylko bierze drugie tylko daje.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 11:59
    Zgadzam się jak najbardziej z twoją wypowiedzią. Jako, że z żalami nie ma co przesadzać lepiej sobie "pożalić się" na forum. Jeżeli natomiast zdarzy się tak (a już się tak zadziało), że któraś z tych osób przypomina sobie o mnie, gdy czegoś jej/jemu potrzeba to jak najbardziej spotkam się w imię starej znajomości, przyjmę wysłucham, rad nie udzielę bo nie mam tego w zwyczaju, dowiem się co tam słychać w szerokim świecie. Tylko, że już ostrożnie i z dystansem. No i tyle.
  • ania-z-lasu 21.08.18, 15:09
    Nie ten kto wnosi o rozwód niszczy rodzinę, tylko ten, który doprowadził do tak drastycznych kroków, czy to będzie żona, mąż czy teściowa. Potrzeba dojrzałości by to dostrzec, gazeciarzu.
  • vermieter 18.08.18, 14:23
    tym mniej szans na normalne życie.
  • domeczek-on-line 18.08.18, 17:30
    Być może masz rację, ale czy to zostało napisane po to aby zamknąć ten wątek ?
  • ewa6224 20.08.18, 21:10
    Bedze dobrze musi być..kochana dasz rade. Ja rozwiodłam się po 33- trzech latach małżeństwa.
    Powodzenia i trzymam kciuki.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 00:38
    dzięki jeśli możesz napisz o tym coś więcej
  • lekkogazowana 21.08.18, 22:14
    Ewo, szmat czasu... Mnie 11 lat minęło jak rok. A może to w zasadzie nie ma znaczenia czy 11 czy 33, czas i tak szybko leci.
  • kachaa17 20.08.18, 22:07
    Mnie koleżanki wspierały, rozmawiały ze mną do czasu rozwodu - czas od wyprowadzki do sprawy rozwodowej był dość długi i nie byłam przekonana co do mojej decyzji. Jak się rozwiodłam to stałam się zagrożeniem. Kiedyś nigdy bym w to nie uwierzyła. Moja najstarsza przyjaciółka oskarżyła mnie o jakieś dziwne rzeczy względem jej męża - w naprawdę bardzo niewinnej sytuacji. I tak po rozwodzie nie mam starych znajomych (chodzi o tych sparowanych).
  • domeczek-on-line 21.08.18, 00:20
    Mnie się bardziej Ci mężowie boją, nigdy bym nie przypuszczała.. Jeden miał problem matematyczny - dziwił się, że skoro eks załóżmy na przykład potrzebuje 1000 zł na utrzymanie, to kobieta z trójką dzieci potrzebuje 4000 analogicznie żeby przeżyć - jakoś nie umiał tego pojąć. Drugi cmokał z niesmakiem, że mam własne poglądy polityczne i polityką się interesuję. A trzeci profilaktycznie i głośno przy swej żonie opowiadał co to by on jej nie zrobił i czego by jej nie zabrał gdyby tylko o odejściu pomyślała.. a wszystko to w ramach imprezowych żartów niby..
    Co do koleżanek sparowanych - to one też się boją - własnych myśli, opinii, prawdziwych odczuć ..Co by nie było nikogo do niczego namawiać nie będę, mówię szczerze o rozwodowych udrękach i porozwodowych plusach i minusach.
    I pomyśleć, że jeszcze dekadę temu to myślałam, że my wszyscy takie superzwiązki jesteśmy. Tak
  • rybak 21.08.18, 06:24
    I słusznie się dziwił. U ciebie koszty stałe (dom, prąd, gaz do gotowania itd) rozkładają się na 4 osoby, u eksa na jedną. Eks potrzebuje 1000, ty z dziećmi 3400-3500, nawet jeśli wasze mieszkanie jest większe. No chyba że każde z was mieszka w oddzielnym mieszkaniu, ty gotujesz dla każdego dziecka oddzielnie itd.
  • gazeta2345 21.08.18, 10:05
    Z trójką dzieci jeździ się z reguły jednym samochodem, który spala tyle samo paliwa bez względu ile osób jedzie. To kolejne minimum trzysta złotych.

    Wyjdzie że jesli utrzymanie jednej osoby kosztuje tysiąc to czterech - trzy tysiące. Co by się zgadzało z moim podstawowym budżetem...
  • ania-z-lasu 21.08.18, 15:11
    Samochód spala tyle samo paliwa bez względu na to ile osób jedzie??? Ty jesteś facet czy kobieta, bo kobiecie to takie brednie to bym nawet wybaczyła.
  • droch 21.08.18, 15:37
    O ile więcej spala auto z kierowcą i trójką dzieci od auta z kierowcą? Ile więcej zużyje płynu do spryskiwaczy? Ile więcej trzeba zapłacić za przegląd? A co z OC?
  • gazeta2345 21.08.18, 15:53
    Nie będzie na to odpowiedzi, bo OC kosztuje tyle samo, spryskiwacze też a gruba baba nie tankuje znacząco więcej od szczupłej dwudziestki skoro zasadniczo do wożenia jest półtorej tony stali.
  • lekkogazowana 21.08.18, 22:06
    nie pamiętam już czy przy OC czy AC i czy we wszystkich firmach ale są zwyżki za wożenie dzieci uncertain w zależności ile razy w tyg, ile mają lat czy w fotelikach czy bez
  • azsiezaloguje 25.08.18, 17:02
    Z trojka dzieci jezdzi sie w rozne miejsca, nie w jedno naraz, jak w wypadku jednej osoby. Jedno dziecko do przedszkola, drugie do szkoly, trzecie do lekarza, mama do pracy. Wiec wieksze zuzycie niz w wypadku osoby, ktora wozi tylko siebie. Wiekszy ladunek, czyli wiecej paliwa. Wiecej twarzy do nakarmienia i ludzi do ubrania, czyli czestsze wyprawy na zakupy.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 12:07
    hm w tym wątku nie planowałam wnikać w takie szczegóły ale w tym przypadku eks nie ma kosztów stałych
  • domeczek-on-line 21.08.18, 12:11
    dodajmy, że z eksem nie kłócimy się o sprawy pieniężne, to ta osoba z bliskiego otoczenia miała jakiś problem ze zrozumieniem dlaczego pieniądze na dzieci są potrzebne
  • domeczek-on-line 21.08.18, 12:30
    Żeby to już mieć z głowy - mam duże mieszkanie, dużo dzieci, duży czynsz i kredyt hipoteczny na głowie - potrzebuję więc więcej pieniędzy niż w podanym przykładzie. Alimentów na całość nie żądam - stanowią one około 20-25% domowego budżetu w zależności od miesiąca. Ich wysokość ustalaliśmy wspólnie z eksem. Początkowo stanowiły spory % jego wynagrodzenia, obecnie około 15% tylko, ale dopóki jakoś sobie radzę, to nie myślę o podwyższeniu alimentów, bo tak się umawialiśmy. Wolę, żeby odkładał sobie nadwyżkę na kupno czegoś swojego, żeby zrozumiał jak trudno zdobyć miejsce do mieszkania i je utrzymać.. Taką matematyką się kieruję w życiu i tego się na razie trzymam, dopóki mogę..
  • gazeta2345 21.08.18, 12:52
    Przyznam że to trochę dziwne. Alimenty ja bym odnosił do potrzeb dzieci, a nie do domowego budżetu. Nie patrzyłbym wcale ile to procent zarobków eksa tylko czy zaspokajają potrzeby dzieci. Alimenty to nie jest podatek dochodowy od zarobków.

    Popatrz. Po kliku postach miałbym poważne wątpliwości (jako wyimaginowany kandydat na faceta) co do zasad którymi się kierujesz... tak na marginesie.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 16:53
    No w sumie w świecie, w którym można liczyć tylko na siebie zasada jest prosta - zrobić wszystko żeby przetrwać i ochronić dzieci
  • domeczek-on-line 21.08.18, 20:39
    Podałam w % żeby nie wymieniać kwot tylko dać jakiś obraz sytuacji a wysokość alimentów oparta o potrzeby dzieci plus ówczesna sytuacja finansowa moja i jego, całokształt taki
  • kachaa17 21.08.18, 09:47
    Mnie to mężowie myślę, że raczej podziwiają i może w tym jest problem. I nie chodzi o urodę (choć może tego nie wiem) ale o to, że mam dużo czasu (nie mam dzieci) i robię takie rzeczy, które oni by chcieli robić. Np. jeden mówił, że musi się ze mna wybrać na wyprawę fotograficzną, gdzie raczej przy trójce dziwić go na to nie stać czasowo.
  • domeczek-on-line 21.08.18, 20:12
    Szczerze to sorry ale nie wybrałabym się z mężem koleżanki bez tej koleżanki na wyprawę fotograficzną żadną bo każdy mąż koleżanki to szczególny egzemplarz, czyli pod ochroną - nie karmić, nie dotykać, nie robić zdjęć smile
  • kachaa17 21.08.18, 20:20
    Ja też bym się nie wybrała bo uważam, że to nie byłoby w porządku.
  • pepperann 25.08.18, 07:50
    Domeczku! Ode mnie odwróciło się kilka osób których nigdy bym o to nie podejrzewałam, które były mi bliskie i do których miałam zaufanie. Bardzo bolało. Ale przestało. Potraktowałam to nawet jako bonus. Rewizja listy ważnych kontaktów w telefonie. Po co zużywa energię na ludzi którym na tobie nie zależy? Na szczęście znaleźli się i tacy którzy zaskoczyło pozytywnie.

    W środowisku to zawsze afera, gorący temat, powód do plotek i ocen. Ale to minie.

    Mnie ta sytuacja nauczyła żeby nie.oceniac. Że wstydem przyznaje że sam kiedyś oceniam czy ktoś słusznie czy niesłusznie odszedł . Czy miał prawo czy nie... Bez sensu. Trzymaj się i skup się na pozytywnych ludziach wokół siebie.

    --
    Marianna 27 sierpnia 2007
    Helena 16 marca 2009
  • domeczek-on-line 25.08.18, 16:57
    Dziękuję ci za twoją szczerą wypowiedź. Apropos tego prawa do oceniania to nikt poza dwojgiem ludzi nie wie tak naprawdę co się działo między nimi poza nimi samymi. A i tak jeszcze każde z tej dwójki może interpretować inaczej to samo wydarzenie. Nie mamy więc pojęcia jacy są w życiu codziennym naprawdę partnerzy naszych przyjaciół i znajomych a jest to zwłaszcza złudne w przypadku tych osób, które na spotkaniach kwitną, brylują są duszą towarzystwa a potem w domu zonk. Bardzo niebezpieczne wtedy kiedy my kobiety nie skarżymy się bo nie lubimy a takiej duszy towarzystwa jeszcze uczynnie ten PR podbijamy...
  • domeczek-on-line 25.08.18, 17:10
    Napisałam o tym dlatego, że przez wiele lat ja sama swojemu eks najlepszy PR robiłam - bardzo późno zdałam sobie z tego sprawę
  • pepperann 26.08.18, 12:17
    Pewnie, wiele z nas tak robi. Póki jeszcze wierzy w szanse związku.

    Jeśli macie wspólnych znajomych - a rozumiem, że tak - to zazwyczaj między byłymi małżonkami toczy się gra w "kto jest winny". Przekonywanie przyjaciół, kto bardziej zasługuje na ich lojalność, przyjaźń, zrozumienie.

    Z moich obserwacji wynika, że ludzie zwykle chcą opowiedzieć się po którejś stronie, a jeśli nie wiedzą po czyjej, to cześciej opowiedzą się po stronie osoby porzuconej (choćby porzucony/a zasłużył sobie na to w 100%, za wyjątkiem jawnej zdrady lub nałogów - ale muszą one być na dużą skalę; samo niewracanie do domu na noc i nadużywanie alkoholu nie wystarcza wink)

    Przygotuj się, że tak będzie. Ale życie nie stoi w miejscu, zmiany przyspieszą.

    --
    Marianna 27 sierpnia 2007
    Helena 16 marca 2009
  • heniek.8 25.08.18, 13:30
    masz bardzo małą próbę na której opierasz swoje przekonania
    N = 1
    wydaje ci się że przed rozwodem każdy tiu tiu tiu głaskał po główce a po rozwodzie każdy udaje że nie zauważa

    to jest tylko bardzo subiektywna obserwacja, w dodatku jeszcze skrzywiona przez jakieś marzenia i oczekiwania jak to po rozwodzie będzie wszystko hulało.

    no niestety, i przed rozwodem i po rozwodzie bardziej będzie kulało uncertain
  • domeczek-on-line 25.08.18, 17:04
    No z tym głaskaniem różnie bywało - bardziej chodziło o to, że miał kto i pochwalić i skrytykować i inne, o sam fakt kontaktu z ludźmi i bycia częścią jakiejś społeczności. Przebywanie w towarzystwie ludzi jako coś naturalnego i potrzebnego.. A tu nie chodzi o to, że jakieś tam środowisko się odwróciło tylko o ludzkie reakcje.
  • domeczek-on-line 25.08.18, 17:17
    A no i jeszcze uwielbiam kiedy mówię wprost co myślę i czuję a ktoś na to "że mi się wydaje". Jest to podważanie osądu sytuacji osoby, która w danej sytuacji się znajduje i trąci manipulacją
  • heniek.8 25.08.18, 18:29
    nie twierdzę że nie czujesz tego co czujesz smile
    twierdzę że rozwodzi się chyba ze 40% małżeństw i to nie jest nic dziwacznego w dzisiejszych czasach.

    za to jak wyglądają nasze relacje z innymi odpowiadamy głównie my sami
  • domeczek-on-line 25.08.18, 18:45
    Hm.. Kiedyś może faktycznie wierzyłam, że to ja odpowiadam za wszystko i relacje ze wszystkimi. Dziś wiem, że odpowiadam tylko za swoją część i nie mam tak naprawdę wpływu na reakcje i zachowania innych osób. To jest ich część relacji - tego się uczę - no i jeszcze żeby nie być zbyt miłą osobą bo to bez sensu jest.
  • baba67 28.08.18, 21:33
    Może należy spojrzeć na to z innej strony. Skoro zdecydowałas się wbrew wszystkiemu to znaczy że musiało Ci być bardzo żle.To wcale nie sa jakies dziwy że od podstawówki się jest a małżeństwo się rozpada. Człowiek w podstawówce to jest dzieciak- nie zna siebie nie zna się na ludziach . Taki związek się toczy siłą bezwładności i dopiero po latach okazuje się kim kto jest.Jeśli związek był przemocowy to tego często zwyczajnie z zewnątrz nie widać (np w przypadku narcystów)i otoczenie ocenia Cie jako tę której coś od&^%$lo i w imię nie wiadomo z jakiego harlekina wziętych rojeń rozbija rodzinę. Pomysł o sobie jako o kims ktoztskał nowe życie tak jak po zwalczeniu raka na przyklad. Wszystkie niedogodności- tusza, słabe włosy,ciagle kontrole to nic w porównaniu z tym co się zyskało.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • domeczek-on-line 29.08.18, 00:34
    Wiesz to był dla mnie tak ważny związek, że do tej pory trudno mi źle pisać o eksie .. I wielu rzeczy jak do tego wszystkiego doszło pewnie do dziś nie ogarniam.. Miałam różowe okulary, wierzyłam, że miłość pokona wszelkie trudności i tak siłą tego uczucia niejako ciągnęłam go za sobą przez życie.. Aż do dnia kiedy mi kurde te okulary spadły a powodem nie była zdrada fizyczna (bo są różne rodzaje zdrad)… Jak to było? Kobieta jest aniołem, ale gdy obciąć jej skrzydła to zaczyna latać na miotle - coś takiego chyba się tu wydarzyło... A co do ludzi wokół? Przyjaciele czy znajomi to mały gips ale że udało mu się omotać moją własną rodzinę?? Zresztą, czemu ja się dziwię skoro namiętnie wspierałam, chwaliłam, broniłam itd..
  • baba67 29.08.18, 09:05
    Bardzo mi się podoba to o kobietachsmile Mogę kiedyś wykorzystać jako sygnaturkę?
    Pewnie że nie powinnaś nakręcać złych emocji na temat eksa choćby ze względu na dzieci no i przyszły związek. Myśl o tym co zyskałaś a przyjaciele też się znajda bo pozytywne osoby wytwarzają taki rodzaj pola które przyciąga.Jeśli chcesz posłuchać mądrej kobiety-terapeutki to polecam na YT Jesteś Mistrzem /Master Your Life kanał z filmikami na różne tematy, może niektóre Ci podejdą (tylko od zapisu sesji nie zaczynaj bo można się na początku zniechęcić).

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • domeczek-on-line 29.08.18, 23:12
    Bardzo proszę - wykorzystaj smile (możliwe że ja to gdzieś kiedyś też z jakiegoś forum zapamiętałam). To "narzekanie" na forum chyba przyciąga temat bo jakoś nagle odezwało się parę osób z przeszłości - spotkam się i z zaproszenia skorzystam skoro czasu mam trochę więcej akurat. Będę ostrożna i będę obserwowała otoczenie :p
    Dzięki za link smile W określeniu mojego problemu z eksem bardzo pomogły mi filmiki Ewy z soul gps, zwłaszcza te o narcyzmie. Kiedy Ewa o tym mówi myślę "o to jest to" a potem sama nie potrafię tego dobrze wytłumaczyć, zresztą te nieprzyjemne wspomnienia z czasem się zacierają. Ona to wszystko tak pięknie i spokojnie tłumaczy jak to możliwe, że istnieją ludzie, którzy "śladu nie zostawią a krew wyssą"..


  • baba67 30.08.18, 11:00
    Tak, Ewa jest bardzo ok.Ta terapeutka tez ma sporo materiałów o narcyzmie , trochę pod innym kątem, bardziej skupia się na autoterapii .Na pewno coś znajdziesz dla siebie.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka