Dodaj do ulubionych

przerażona wyrzutami sumienia

18.08.18, 17:08
ja również długo się zastanawiałam czy w ogóle napisać...bo mam wrażenie że kręcę się w kółko męcząc wszystkich wkoło moim problemem... jestem kilka miesięcy po rozwodzie... kiedy podejmowałam tą decyzje wydawała mi sie zasadna ale teraz to już nie wiem nic... mąż pił piwo, prawie codziennie (niby tylko dwa) i w każdy weekend bo weekend jest od zabawy..przeszkadzało mi to. starałam sie uczestniczyc w spotkaniach ze znajomymi i akceptowac to i dopoki ograniczalo sie to do okazjonalnych popijawek bylo dobrze..ale kiedy prawie codziennie pojawiało sie w moim domu zaczelo mnie to denerwowac..nie chcialam zeby nasze dziecko widzialo piwo prawie codziennie i zeby za chwile stalo sie to dla malego norma... pozniej poszly jeszcze inne uzywki ktore zaczely mnie denerwowac...kiedy prosilam :nie idz po kolejne" uslyszalam "i tak pojde, nie przesadzaj, nie marudz" no i czesto nie wytrzymywalam tego lekcewazenia i zdazalo mi sie ztanac mu na drodze, wtedy mnie popychal... wiec nie wytrzymalam...zlozylam piozew.. ale teraz mysle :moze przesadzalam...moze to nie byl powod do rozwodu...moze wyolbrzymialam...nic juz nue wiemsad czy któraś z Was miała podobne rozterki?
Edytor zaawansowany
  • domeczek-on-line 18.08.18, 17:42
    Zdaje się, że wszystkie je mamy albo prawie wszystkie, bo tak naprawdę przecież chodziło tylko o to, żeby mieć fajną rodzinę, żeby było dobrze, ale nie wyszło... Ty wydajesz mi się bardzo odważną osobą bo od razu stawiłaś czoła problemowi.. To nie znaczy, że on nie przestanie pić, ale .. Mam w rodzinie krewną, bardzo miłą osobę, która tak starała się dopasować do męża, dogodzić jego upodobaniu do imprez, być uprzejmą gospodynią, że nie wiadomo kiedy sama popadła w alkoholizm. Dziś jej mąż już nie żyje, zapił się na śmierć, a ona dopiero po jego śmierci żyje normalnie i wyszła z nałogu.
  • po.gu.bio.na 18.08.18, 21:19
    jestem odważna ale dręczona teraz wyrzutami... bo "może nie bylo zle, moze prowokowalam bo czase juz cierpliwosci mi brakowalo i tez podnosilam reke, moze wyoblrzymilam wszystko....wariuje...zwlaszcza ze on TERAZ twierdzi ze przestal z uzywkami...
  • domeczek-on-line 18.08.18, 21:26
    a jak Tobie się żyje bez niego ?? wam z dzieckiem ?? tak na co dzień ?
  • po.gu.bio.na 18.08.18, 21:30
    spokojnie, baztrosko, rodzinnie...radze sobie z wszystkim...
  • po.gu.bio.na 18.08.18, 21:32
    ale ciagnie mnie zeby dowiedziec sie co u niego, jak sobue radzi...tymbardziej ze chyba nie wychodzi mu to radzenie sobie najlepiej..a ja czuje jakas dziwna odpowiedzialnosc ktora na mnie spoczywa...
  • domeczek-on-line 18.08.18, 21:35
    to znaczy, że były nie ma kontaktów z dzieckiem ?
  • po.gu.bio.na 18.08.18, 22:31
    ma mały... musze go namawiac na spotkania i przekonywac do odwiedzin..ale oczywiscie go tli=umacze "bo moze az tak teskni i spotkania go rania, bo moze nie ma kasy zeby ja gdzies zabrac..." i tlumacze jego ograniczenie w sprawie...
  • lekkogazowana 18.08.18, 23:57
    na plac zabaw czy spacer pieniędzy nie trzeba
  • domeczek-on-line 19.08.18, 09:21
    tłumaczysz go, w jakiś sposób czujesz się odpowiedzialna.. a czy on się tym wszystkim przejął ? rozwodem, rozłąką ? czy coś próbował w sobie zmienić czy nadal prowadzi podobny styl życia jak wcześniej ? Muszę ci powiedzieć, że i mnie co jakiś czas dopadają myśli w stylu "jak by to było cudnie gdyby.." wtedy przyglądam się byłemu po raz kolejny, spokojnie patrzę czy coś się zmieniło w myśleniu, w podejściu do wychowania dzieci itd. itd. no i niestety nie bardzo mimo podobno wielkiego żalu i użalania się nad sobą i brakiem tego czy owego.. a od rozwodu 3 lata już minęły
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 10:43
    jak zobaczył ze to już nie żarty i ze naprawde do tego dojdzie to zaczla sie starac...zaczal mowic o zmianie, nawet padly slowa ze pojdzie na terapie "jeżeli to jest warunek powrotu" ale pozniej nadal popijal...a teraz kilka miesiecy po rozwodzie mowi ze juz nie pije i z uzywkami tez juz nie ma nic wspolnego...ale na ile to jet prawda to nie wiem..moge tylko wierzyc w jego słowa...no i oczywiscie zaslepiona wierze...
  • domeczek-on-line 19.08.18, 10:56
    a wiesz co sobie pomyślałam, że w tym wszystkim jest optymistycznego ?? że formalności zostały dopełnione (dziecko mam nadzieję zabezpieczone alimentami) ty papierek masz, a jeżeli zatęsknisz kto ci przeszkodzi spotkać się z nim na wolnej stopie - jeśli coś pójdzie nie tak (słowa niezgodne z czynami) - ty natychmiast masz prawo wycofać się bez strachu i zbędnego tłumaczenia
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 11:15
    na to mozliwosci nie ma... bo u nas juz nie raz juz byly wyprowadzki i wprowadzki..Maly tez to przezywal jak tata sie wyprowadzal i wracal...nie ma mozliwosci zebym namieszala znow Malemu nie majac pewosci ze bedzie conajmniej poprawnie
  • koronka2012 18.08.18, 20:31
    Idź no dziewczyno na terapię dla współuzależnionych, to ci się myślenie naprostuje. Jak zobaczysz takie, które poczekały z decyzją, to przejrzysz na oczy i dotrze do ciebie, że uciekłaś zanim zniszczył życie tobie i dziecku. Miałaś niby czekać aż zacznie ci regularnie wklepywać? wtedy czułabyś się usprawiedliwiona, że odeszłas? Naprawdę warto, żebyś się przeszła na terapię, choćby po to, żebyś następnym razem dokonała lepszego wyboru.

    Czy nie jesteś przypadkiem z pijącej rodziny, skoro szukasz usprawiedliwień dla faceta z nałogami? czy w twoim otoczeniu chlanie i używki są akceptowalne?
  • po.gu.bio.na 18.08.18, 21:24
    nie pochodzę z rodziny alkoholowej...ale wśród naszych wspolnych znajomych używki to norma (bo widomo ze dobierasz sobie towarzystwo "pod siebie"... i to też mnie gnębi...ine to znosza a ja nie umiem.. ".. bo moze ni bylo AZ tak zle...bo ja tez czasem tracilam cierpiwosc i podnioslam reke..a grybym nie podniola to i on by nie musial podnosic...
  • koronka2012 19.08.18, 12:26
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > ine to znosza a ja nie umiem.. ".. bo moze ni bylo AZ tak zle...bo
    > ja tez czasem tracilam cierpiwosc i podnioslam reke..a grybym nie podniola to
    > i on by nie musial podnosic...

    OJP. Przerażasz mnie. Idź na terapię, bo ktoś ci jednak mózg przestawił. To jest typowe myślenie osoby współuzależnionej. Czujesz się odpowiedzialna za jego życie i jego głupie wybory.

    Szukanie usprawiedliwień dla niego, dla siebie, inni mają gorzej.... co to znaczy AŻ tak źle? z czym/z kim się porównujesz? z takimi, co mają zęby wybite przez partnerów? a czemu nie z takimi, które mogą zawsze liczyć na mężów, dla których rodzina jest na pierwszym miejscu? co jest dla ciebie normalnym, zdrowym związkiem?

    Widzę już w tobie chęć powrotu i naiwną wiarę, że to co on mówi o rzuceniu używek jest prawdą. To, czy ktoś jako tako wyszedł z nałogu można stwierdzić po paru latach. A i tak bywają nawroty. I takie deklaracje są na podtarcie tyłka. Jeśli facet nie poszedł na terapię, to nie wierz w jego zapewnienia.
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 12:52
    fakt, zastanawiam sie...ale narazie nie nad powrotem...narazie tylko nad tym czy nie wyolbrzymilam ... bo czy dwa piwa (prawie cidziennie) to juz nalog? o to chodzi! o to ze martwie sie ze nieslusznie go ocenilam..ze wszystko jej dla ludzi a ja obsesyjnie sie uczepilam tego piwa...pracowal, ogarnial dom a ja i tak sie czepialam... czesem to ja wpadalam w furie...on mnie lekcewazyl "bo nie chcial sie klocic" i ja wtedy nie wytrzymywlama i zaczepialam go - moze chcialam zeby zwrocil na mnie uwage...ale zdarzalo sie ze go popchnelam, szarpnelam.. tlumaczylam to sobie tym ze nie wytrzymywlam nerwowo..ale wiem ze nie powinnam tego robic. on byl agresywtny wtedy kiedy ja bylam.
  • yoma 22.08.18, 14:42
    Super. Picie, bicie, w tym dziecko, a durna matka tęskni.

    --
    Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
  • po.gu.bio.na 22.08.18, 15:11
    no to nie jest takie proste jak sie Tobie wydaje yoma...i myślę ze zrównanie tego do jednego zdanie jest duzym uproszczeniem.
  • yoma 22.08.18, 15:20
    Sorry, ale to i tak najłagodniejsze, co się ciśnie pod klawiaturę. Zwłaszcza że, jak twierdzisz, sama biłaś.

    I kończ zdania z łaski swojej kropką, nie wielokropkiem, bo naprawdę czytać trudno.

    --
    <*>
    Tęp pisiaki: hoduj dziki!
    Chcesz mieć las - posadź Szyszkę.
  • po.gu.bio.na 22.08.18, 17:19
    pisze stylem jaki mi sie podoba i jaki mi pasuje...dziekuje Ci za zaangazowanie w sprawe ale jezeli Ci cos nie pasuje to poprostu nie czytaj i nie pisz. upraszczasz to za bardzo. picie, bicie...ale i emocje, rodzina, dziecko ktore teskni... nie jest to takie proste jak piszesz. nie potrzebuje Twojej oceny mojego stylu pisania, ani uswiadamiania mi ze sytuacja jest trudna...
  • reempty7x 07.10.18, 07:42
    Nie chce byc zlym prorokiem, ale znam pare takich przypadkow jak Twoj, i dla zon ktore zostaly nie konczyło sie to happy endem. Owszem, zwiazek trwal nadal, ale bylo i wciaz jest coraz gorzej. Zdarzają sie pewnie przypadki wyjscia z nalogu, ale... hmmm.. wygranie w lotto tez sie trafia co jakis czas.
  • stasi1 04.09.18, 08:48
    Moja była żona też czasami na mnie podnosiła rękę. Kończyło to się tym że jej tą rękę blokowałem, nic złego i jej i mnie się nie działo
  • lekkogazowana 18.08.18, 22:30
    Tak, to był powód do rozwodu, na siłe nikogo nie zmienisz, on nie przestanie pić dlatego, że go o to poprosisz.

    Wiem, że boli Cię rozstanie, miałaś nadzieję, że będzie inaczej lepiej, nigdy tego nie zakładałaś. Ja tak samo nie myślałam... Wyjdz z tej sytuacji, stań obok, co byś sobie doradziła? Nałóg, rękoczyny, zdrada, hazard (ogólnie, niekoniecznie w Twojej sytuacji), są dla mnie powodem do powiedzenia dość. Jeśli nie ma w nim chęci poprawy, albo jest to słomiany zapał, nie pójdzie na terapię, to może znak że nie warto w tym tkwić.

    Rozumiem CIę, jest trudno, ja sama bym jeszcze doglądała do niedawna czy wszystko u niego dobrze, może obiad pod nos podstawiła. Siadłam i na spokojnie zaczęłam wspominać różne momenty, czy to co się działo to było tylko konsekwencją mojego zachowania, czy jego też... Uwierz mi, że miałam załamkę, że ja do tego doprowadziłam, bo nie byłam taka jak chciał... Zrozumiałam jedno, że wszystkie moje przewinienia były słabą reakcją na to co on robił, albo nie robił, co mówił albo nie mówił, a ja miałam sie domyśleć albo radzić sobie sama. Ja w słaby sposób odreagowywałam cały ten stres związany z jego wymaganiami, z jego oczekiwaniami i jego potrzebami, które ja powinnam spełniać, z jego panowaniem w domu.



  • po.gu.bio.na 18.08.18, 22:35
    najgorsze ze teraz twierdzi ze juz nie pije i ze rozstal sie z uzywkami... mowil "mowilem Ci ze dam rade i dalem"... i ja juz mam metlik w glowie ze nie dalam mu szansy a moze powinnam. ze sie zmienil, ze teraz byloby lepiej.
  • lekkogazowana 18.08.18, 23:58
    niech to udowodni na dłużej. Ile nie pije?
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 10:39
    hm... opieram się tylko na jego mówieniu...wiec ile i w ogole czy nie pije trudno mi powiedziec...
  • lekkogazowana 19.08.18, 10:57
    Jeśli nie jesteś wystarczająco silna aby prowadzić z nim jakieś negocjacje, przedstawiać swoje warunki do powrotu, nie rób nic, zostań tu gdzie jesteś (tj. bez niego), zajmij się sobą i dzieckiem. Zycie z dnia na dzień jest i tak wymagające i trudne, więc nie dokładaj sobie zmartwień.
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 11:13
    silna...hmmm...juz nie raz padaly obietnice ze bedzie inacze (z jego strony)...ale mijaly dni i wszystko wracalo do "normy"...dlatego teraz mi ciezko w to uwierzyc...ale z drugiej str mysle sobie ze skoro zobaczyl ze to nie zarty to moze narpawde sie wezmie w garsc...
  • koronka2012 19.08.18, 12:33
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > silna...hmmm...juz nie raz padaly obietnice ze bedzie inacze (z jego strony)...
    > ale mijaly dni i wszystko wracalo do "normy"...dlatego teraz mi ciezko w to uwi
    > erzyc...ale z drugiej str mysle sobie ze skoro zobaczyl ze to nie zarty to moze
    > narpawde sie wezmie w garsc...

    Dziewczyno - jesteś tak samo chora jak on. Bez terapii żadne z was z tego gówna nie wyjdzie, ale ty przecież szukasz tylko potwierdzenia że warto dać mu szansę. Bez żadnych dowodów, tak na gębę. Najwyraźniej chcesz wierzyć za wszelką cenę.

    Zapamiętaj jedno - słowa nic nie kosztują, powiedzieć można wszystko. To czy warto dawać szansę można stwierdzić po roku abstynencji, nie teraz.
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 13:11
    abstynencji to nie ma...ostatnio mowil "jak mam ochote to wypijam dwa piwa wieczoem"... ale kontroluje to podobno...wiec moze nie ma nalogu tylko faktyczni upodobanie... skoro moze wypic dwa piwa raz na jakis czas ... ale masz raceje - to tylko slowa...ale potrafia namieszac mi w glowie..przez te wyrzuty ze zle go ocenilam...
  • gazeta2345 19.08.18, 13:51
    Koronka ma rację. Już z samego faktu, że coś trzeba kontrolować wynika, że rzecz wymaga ciągłego nadzoru. Rzeczy normalne nie wymagają kontroli.

    Przykro to pisać, ale jesteś tak samo chora, jak facet - alkoholik. Przed Tobą albo terapia dla współuzależnionych albo patologia.

    Kuźwa - nie nałóg tylko upodobanie do alkoholu. Czego to nie wymyślisz jeszcze...
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 16:19
    jezzuuuu...sama soba jestem przerazona..czytam to i nie wierze..ale pozniej zdaje sobie sprawe ze przeciez to moje slowa i mysli. to jesrt rzerazajace ze wybielam go w kazdej sytuacji i wierze w kazde slowo. kazdy jego telefon albo widok ze smutnymi, prawie zaplakanymi oczami wprowadza moj zamęt... mowi ze sie zmienil, robi smutne oczy, prawie ze lzami w oczach mowi ze strasznie to przezywa, ze bylismy calym jego swiatem... ze dla nas chcial sie zmienic. ze nas potrzebuje... zwariuje
  • atojaxxl 19.08.18, 18:37
    Ciebie trzeba rąbnąć prawdą między oczy, no to ja spróbuję: mój ojczym taki był:
    "dwa piwa? kotuś co to są dwa piwa, nie przesadzaj",
    "Z kolegą się napiłem, stało się coś?",
    "że nie zrobiłem czegoś? a muszę? dwa piwka to na rozgrzewkę",
    "Pożycz, no mówię ci, obiecałem P. postawić piwo, jak to nie masz pieniedzy? Dawaj!",
    "Dla niej na wycieczkę masz a dla mnie na piwo nie ma?",
    "Jaki alkoholik, po piwie alkoholik?",
    'Denerwujesz mnie tym gadaniem, piję bo mi się tak podoba, chcesz, to też się napij".
    Mogłabym tak cytować bez końca. Były też ciche dni, odchodzenie, obietnice i powroty.
    NIGDY - powtarzam - NIGDY nie dotrzymał słowa.
    Mama płakała, przeklinała, stawała na drodze, wyrzucała, przepraszała.
    A w tym kołowrocie ja - przerażone dziecko, zaniedbane emocjonalnie. Niee, nigdy mnie nie uderzył, ale potrafił mi skarbonkę wypatroszyć. Na piwo. I na karciane długi.
    Obydwoje już dawno nie żyją, a ja nadal mam do nich żal, że nie miałam normalnego, szczęśliwego dzieciństwa. Bo tylko dwa piwa... Chcesz tego dla dziecka?
    Puść dziada w cholerę i idź sama na terapię. I nie szukaj dla niego usprawiedliwienia. Nie ma usprawiedliwienia dla alkoholizmu!!!
  • po.gu.bio.na 19.08.18, 19:57
    czytam Ciebie atojaxxl i jakbym o sobie czytała... kiedy ja w koncu przejrze na oczy?! on Malego tez nie uderzyl..ale mnie tak a ja to soebie tlumacymam tym ze on sie bronil. bo czesto to ja pierwsza sie na niego z lapakmi rzucalam (tez sie tlumaczylam ze z bezsilnosci, bo mnie lekcewazy..a lekcewazyl mnie dlatego ze "nie chcial się klocic przy dziecku"...no i znow on wydawal mi sie tym madrym bo mysli o dziecku i nie chce wojny przy nim a ja ta zla wyrzucam swoje emocje, nie kontroluje ich i nie umiem sie opanowac.. ja zawsze tlumaczylam jego zachowanie...
  • koronka2012 20.08.18, 18:51
    a lekcewazyl mnie dlatego
    > ze "nie chcial się klocic przy dziecku"...no i znow on wydawal mi sie tym madry
    > m bo mysli o dziecku i nie chce wojny przy nim a ja ta zla wyrzucam swoje emocj
    > e,

    Dziewczyno, ty mnie coraz bardziej przerażasz. Piszesz jak klasyczny przypadek DDA, choć twierdzisz, że w twojej rodzinie problemu alkoholowego nie było. Naprawdę???

    A wiesz co jest najgorsze? skupiasz się wyłącznie na parze portek, nie zwracając w ogóle uwagi na to, że dziwnym zbiegiem okoliczności ten pan ma w głębokim poważaniu dziecko.
    Sama napisałaś, że musisz nalegać, żeby się z małym zobaczył. Tak wg ciebie postępuje ktoś, komu zależy na rodzinie? nie chciał się kłócić przy dziecku? nosz jakiż troskliwy, doprawdy...
    A teraz się nawet nie zainteresuje aby jak dzieciak się miewa, czy ma co jeść, czy tęskni?

    Może nie chce się widywać, bo wtedy by się wydało, że wcale nie odstawił używek ani piwka?

  • lekkogazowana 20.08.18, 20:09
    zgadzam się z koronką
    dla mnie każdy facet, który olewa swoje dziecko jest do odstrzału sad
  • po.gu.bio.na 20.08.18, 20:45
    jezeli chodzi moja rodzine pierwotna to nie bylo w niej alkoholu. i dlatego tymbatfzoej kestem przerazona ze bedac z nim tak mi sie myslenie pokrecilo. moj tata to ideal faceta-cieply, troskliwy, alkohol ewentualnie okazjonalnie...a ja jestem zapatrzona w faceta ktory daleki jest od taty...ale wiecie co ja jeszcze wymyslam (bo otwieracie mi oczy powoli ale dociera do mnie co mowicie).. ze ja widziala w nim dobrego meza bo ogarnial dom, czasem gotowal...a wiem ze zaraz mi powiecie ze kazdy nornalny facet wspiera zone w tych czynnosciach...ja otworze oczy...mam nadzieje ze szybko! tylko jeszcze musze uodpornic sie na jego lzy w oczach i narzekania ze nie ma pieniedzy, ze kiepsko sibie radzi..i pozniej ja mam wyrzuty (tak wiem ze to przerazajace ze mam wyrzuty ze radze sobie lepiej bo mam nizsze rachunki)...wiem! wiem ze to tez chore! otwoeracie mi oczy! zwlaszcza Koronka! dzieki! ja chyba potrzebuje kopa w ...
  • gazeta2345 20.08.18, 21:39
    Mylisz się. Mąż nie wspiera żony. Do wspierania żony może służyć kawałek deski, gałąź lub żerdź gdy się żona przewraca.

    Mąż bierze sam na siebie obowiązki domowe. W związku z tym, że małżeństwo składa się tylko z dwóch osób, to jeśli jedno czegoś nie zrobi, to drugie MUSI. Oznacza to, że zlekceważenie swoich obowiązków jest aktem przemocy wobec małżonka.

    Innymi słowy: jeśli jestem w domu przed żoną, a po jej powrocie do domu nie czeka na nią ciepły obiad i czysta chata, to znaczy, że robię z żony służącą, pomywaczkę i gosposię w jednym.
  • koronka2012 21.08.18, 21:57
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > tylko jeszcze musze uodpornic sie na jego lz
    > y w oczach i narzekania ze nie ma pieniedzy, ze kiepsko sibie radzi..i pozniej
    > ja mam wyrzuty (tak wiem ze to przerazajace ze mam wyrzuty ze radze sobie lepie
    > j bo mam nizsze rachunki)...

    Oj, moja droga - oni NIGDY nie mają pieniędzy - a już zwłaszcza jak pojawia się perspektywa płacenia alimentów tongue_out tak na marginesie - płaci ci na dziecko jakieś sensowne pieniądze?

    Masz naprawdę zaburzoną hierarchię wartości - w takiej sytuacji najważniejsze jest dziecko. A on je zwyczajnie olał. Nawet jeśli ma doła, pod górkę, cokolwiek - to odpowiedzialny ojciec kieruje się potrzebami dziecka, a nie własnymi. I to, że nie przyjdzie mu do głowy interesować się dzieciakiem wiele mówi o jego osobie. Tobą manipuluje koncertowo, tylko gdzie ta zmiana?

    Nie masz powodów do wyrzutów sumienia - facet skrzętnie zapracował na to, co ma. Nie odeszłabyś od niego, gdyby nie było naprawdę źle, bo piszesz tak, jakby ci nadal zależało - więc musiało być słabo, skoro zdecydowałaś się na rozwód.

    Idź na terapię dla współuzależnionych, serio - pomoże ci to uporać się z tymi przemyśleniami.
    Sprawi, że przejrzysz na oczy i zobaczysz sprawy takimi jakie są. Może być też tak, że terapia pomoże WAM jakoś poukładać wasze sprawy, może skłoni też jego do zmiany? Ale bez terapii w takim przypadku nie ma żadnych szans. Nawiasem mówiąc - czy rodzina/znajomi nie podsycają w tobie tych wyrzutów sumienia? czy nie pakują ci do głowy, że każde małżeństwo ma swoje problemy itd?
  • po.gu.bio.na 21.08.18, 22:27
    co do alimentow...dostaje male alimenty (zgodzilam sie na male bo on ma kiepska sytuacje finansowa) ...ale sedzia od razu mi zaznaczyl na rozprawie ze moge wnosic o wyzsze...i jak bedzie taka potrzeba to wniose...terapia...jezeli pojde to ratowac siebie...z nim mysle ze juz przyszlosci nie ma. dal mi w kosc dosc mocno: bylo piwo, weekendowe wyjscia calonocne (ale nie na imprezy tylko do znajomych), no i cos innego co nie dawalo mi spokoju i robil po tym niefajne rzeczy...zaufalam w zniane kilka razy i za kazdy. razem bylo to samo. zanim tu napisalalm to myslalam ze moze ten raz bylby kluczowy ale teraz twierdze ze chyba jednak nie...bo od miesiaca mowi ze nie pije ale chwile wczesniej pil nawet jak mial malego u siebie (tez nie duzo-"tylko" dwa piwa... wiec trudno ni uwoerzyc w ta zmiane. chce w nia wierzyc ale powoli zaczynam widziec fakty. on mowi ze nie musi isc na terapie ze poradzi sobie z tym sam..moze tak ale ja juz nie moge ryzykowac, Maly za duzo juz przezyl...pyta o nas ale staram sie to w miare dostępnie dla nievo tlumaczyc (chociaz czasem w mija stanowczosc w tym temacie watpie)... a znajomi..podzielili sie na dwa obozy-sa tacy ktirzy mnie wspieraja i zycza wytrwalosci...ale sa tez tacy ktorzy potepiaja i oceniaja mowiac ze przesadzam i szukam ksiecia z bajki, teraz go wybielaja, ubostwiaja (mimo ze wczesniej widzieli ze aniolem nie byl)...imontamt z nimi jest dla mnie stresujacy bo nie jestem twarda..raczej podatna na wplywy i nawdt ich wzrok doprowadza mnie do bolu glowy i brzucha...
  • reempty7x 07.10.18, 07:49
    Dlaczego odc razu "jest chora"? To ze jej wciaz zalezy? Owszem, powinien ktos jej uswiadomic ze alkoholik powie wszystko zeby zrobic dobre wrazenie. Takie umowy typu "ja to kotroluje, to tylko od czasu do czasu" to pusta typowa gadka i niech autorka watku w to nie wierzy absolutnie.
  • reempty7x 07.10.18, 08:32
    Zbaczając z tematu - optymistyczne dla mnie w tym watku jest to ze sa kobiety ktore mają uczucia i nie są zimnymi wyrachowanymi istotami ktorych funkcjonowsnie oparte jest na egoizmie i egocentryzmie. Oczywiscie nie chcialem tu nikogo urazic
  • nieprawda.nieprawda 21.08.18, 14:10
    Pogubiona, Twoja sytuacja bardzo przypomina moją sytuację. Też nie było AŻ TAK źle. Bo mamy obraz alkoholika co bije żonę. Leży w rynsztoku. Przepija kasę, a dzieci głodują.
    Jak mąż pije swoje dwa piwa dziennie i kilka więcej raz na tydzień na spotkaniu z kolegami to przecież nie alkoholizm. Jak nie bije i długów nie robi to przecież nie alkoholizm.
    Ale kiedy za każdym razem powtarza się schemat, że nie możesz rozwiązać żadnego problemu bo on wypije swoje dwa piwa, znieczuli się a Ty się szarpiesz o pierdoły i jesteś w tym sama, to owszem problemem jest alkohol.
    U nas też były wyprowadzki i wprowadzki. Ale za każdym razem było tylko gorzej.
    Też to ja wybuchałam a on robił ze mnie furiatkę, bo on przy dzieciach się nie kłóci. Co najwyżej wyjdzie na piwo odreagować. Kiedy na terapii par wyszedł temat alkoholu też były obietnice, że przestanie pić bo "dla Ciebie warto". Wytrzymał miesiąc. Potem twierdził że skoro "udowodnił" że potrafi nie pić to nie jest alkoholikiem. I pił dalej. Coraz częściej w ukryciu.
    Też po wyprowadzkach to ja się martwiłam jak on sobie radzi, czy nie siedzi i nie pije z żalu...
    Koronka dobrze mówi. To syndrom współuzależnienia.
    Wiem jakie masz myśli. Tęsknisz. Czy za nim, czy za obrazem tej rodziny jaką byliście w lepsze dni. Chwytasz się nadziei że on się zmienił. Że tym razem będzie inaczej. Lepiej.
    Powiem tak: jeśli on sam z własnej potrzeby nie pójdzie na terapię i nie przestanie pić, to nic się nie zmieni.
  • po.gu.bio.na 21.08.18, 17:11
    dopiero jak sie tu zapisalam zaczynają mi sie otwoerac oczy...do tej pory mialam przy sobie ludzi którzy mnie wspierali ale nie dawalo mi to do konca pewnosci ze jest tak jak mowia (jak Wy mowicie) bo myslalm ze klmoze mowia to co ja oczekuje zeby powiedzieli... terqz mam obraz szerszy..dziekuje Wam za zainteresowanie w sprawie.. jest jeszcze cos co nie daje mi spokoju chociaz wiem, ze terqz "dla kogos"nie ma sensu...bo chwile przed rozwodem, kiedy zobaczyl ze nie bedzie kolejnego powrotu kiedy on sibie zazyczy, powiedzial "jezeli to jeat warunek powrotu to pojde na terapie"... i wracam do tego punku jak do wyruczni..mysle sobie a moze powinnam mu dac ta ostatnia szanse, moze faktycznie by bylo inaczej..ale wiem ze terapia "dla zony" nie ma sensu... wiec i z tevo myslenia sie w koncu wylecze, w koncu zrizumiem ze to byla tylko obietnica zeby osiągnąć cel... Nieprawda.nieprawda a jak Ty sibie poradzilas z tymi myslami? Wszystkie z Koronka na czele otwieracie mi oczy! powoli powloli coraz szerzej...
  • lekkogazowana 21.08.18, 22:26
    Syn znajomej mając 2-3 lata wiedział już co to znaczy "pijany" na przykładzie dziadka i taty. Moje dzieci dowiedziały się mając ok 9lat na przykładzie obcej osoby. Myśl o dziecku.
  • nieprawda.nieprawda 22.08.18, 16:28
    Wiesz, nic nie stoi na przeszkodzie żeby po rozwodzie poszedł na terapię.
    Gdyby miał wewnętrzne przekonanie że życie mu się sypie z powodu alkoholu pewnie by to zrobił. Znam jeden taki przypadek. Wprawdzie nie wrócili do siebie ale facet dzięki temu dziś funkcjonuje w miarę dobrze.
    Twoj mąż powiedział to o terapii bo nie chcial rozwodu. Chcial odsunąć to od siebie. Gdybyś wycofała pozew to albo by postąpil jak mój były i wytrwałby krótko nie pijąc po czym wróciłby do alkoholu z przekonaniem, że przecież kontroluje sytuację. Lub w wersji lepszej poszedłby na terapię ale z przekonaniem ze robi to dla Ciebie. Bo musi. Obserwuję taką rodzinę, gdzie cos takiego się dzieje. To ich stały cykl. Co jakiś czas ona nie wytrzymuje. On idzie na terapię żeby ona się z nim nie rozwiodła. Wraca i po paru miesiącach lub nawet tygodniach znów wraca do alkoholu.
    Terapia dla kogoś nie działa.
    O tym czy pójdzie na terapię i poradzi sobie z nałogiem zdecydować musi sam alkoholik. To że Ty widzisz w tym swoją rolę do odegrania świadczy tylko o Twoim współuzależnieniu.
  • po.gu.bio.na 22.08.18, 17:28
    zdaje sobie sprawe ze jestem wspoluzalezniona. i zdaje sibie sprawe ze moje mysli daleko odbiegaja od normy... ale powoli prostuje mi sie myslenie i powoli dostrzegam fakty. macie racje ze moze nasze rozstanie pokoze jemu wyjsc na prosta i tego mu zycze. Malemu tez staram sie racjonalnie tlumaczyc ze nie bede juz z tata mimo ze pyta, placze ze chce zebysny byli razem, mowi ze jemu bylo z tata dobrze... i byc moze tez dlatevo mam takie mysli- bo Maly daje sygbaly ze najbardziej by chcial zebysny do siebie wrocili... ja mu tlumacze ze nie ma takien mozliwosci (w sposob dla niego przystepny) ale i tak mi trudno widzac jego smut e oczy i slyszac "dlaczego. dla mnie tata byl dobry"...u nas tez nie raz byly wyprowadzki i wprowadzki i tez schemat sie powtarzal (co miesiac czy dwa)... wiec ja TEORETYCZNIE wiem ze to nie ma sensu...jeszcze zostala praktyka ale i ja opanuje! pewnie jeszcze jakis czas bede sie zastanawiala czy byl wart tej ostatniej szansy wtedy kiedy deklarowal chec terapii- ale i te mysli w koncu znikna. dzieki Wam!
  • kociaczek456 24.08.18, 08:15
    To nie przesada tylko normalna troska o byt, o dziecko. Żadna kobieta nie chce mieć w domu alkoholika.
  • vermieter 24.08.18, 10:47
    Mężczyźni też nie chcą mieć w domu alkoholiczki.
  • 0sjana 24.08.18, 12:38
    Ja miałam podobną sytuację.

    Może dłużej czekałam niż ty, bo wiele razy obiecywał, ze sytuacja (nie wracanie na noc, upijanie się przy dzieciach) się już nie powtórzy. Terapie, srapie. Ostrzegałam, tłumaczyłam, prosiłam, groziłam. W końcu odeszłam. Nie mam wyrzutów. Jestem teraz z fajnym gościem i nie muszę się martwić, że jak tylko sie odwrócę, to mój facet wyjdzie i wróci pijany. Z koleżankami, które pouczały mnie, że przecież 'AŻ tyle nie pił, żeby od razu się rozwodzić", zerwałam kontakt. Polecam!
  • po.gu.bio.na 24.08.18, 15:16
    ja czekalam 3 lata...3 lata wyprowadzek i wprowadzek, obiecanek i zmian na tydzien, awantur o to zeby chwile dla mnie byly nienakrapiane, analiz czy calonocne wypady skoncza sie o tej godz o ktorej mowil bo przeciez "no przestan godzina w ta czy w ta- 4 rano czy 3 to juz nie ma roznicy)...tez na poczatku grozilam, szantazowalam, wyganialam z domu, sama go pakowalam...a po kilku dniach wydzwanialam, prosilam o powrot, to ja prosilam o przytulenia i o to zeby bylo dobrze..i bylo na kilka dni a pozniej "tez nie bylo zle" bo przeciez to "tylko" piwo...i tak w kolko. az w koncu po 3 latach ustawki peklam. qydawalo mi sie ze bede twarda a jed ak musli przychodza rozne...co do znajomych masz racje- to najlepsze wyjscie i zamierzam z niego skorzystac, juz powoli wcielam to w zycie.
  • zycietowiecej 29.08.18, 19:33
    To jak czujemy sie po podjeciu decyzi jest bardzo wazne. Pismo Święte: "Niech pokój rządzi w sercah waszych"
    Według tego co napisała Pani, nie było powodów do rozwodu. W Pismie świetym, Mateusza 19 rozdzial chodzi o inny wyjątek niz picie za duzo piwa.
    Jak Pani moze naprawic swoja decyzje? Czy da sie ja odwrócic? polecam; ZycieTowiecej
    tam mozna zostawic wiadomosc
    pozdrawiam
  • rumpa 29.08.18, 21:34
    Niepokojowo ci napiszę - S.P.I.E.R.D.A.L.A.J z tym chłamem rodem ze starożytności.


    Do autorki - BARDZO dobrze zrobiłaś! Dwa piwa dziennie plus imprezy w weekend. Pijak i tyle. Dobrze, że nie czekałaś, aż zmarnuje ci życie i dziecku. Teraz terapia i zapomnij o tym panu. Dużo szczęścia. Jesteś bardzo odważną i przytomną kobietą. Podziwiam. Oby więcej takich takich.
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:03
    Rumpa, bardzo dziekuje za wsparcie!
  • czegotychcesz 29.08.18, 21:55
    Im dalej w las, tym więcej drzew ! Moim zdaniem dobrze zrobiłaś, ja wytrzymałam do najpierw jedno nocnych, potem kilkudniowych wypadów na chlanie, przeprosiny, i za parę dni znów to samo, rozwiodłam się jak dziecko miało rok, sama wychowałam, a byłego od tej pory nie widziałam i dziecko też, prawie stoczył się na samo dno !!!
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:29
    dzieki
  • dejacek 29.08.18, 22:00
    ja to ja tamto, mnie jest źle, nie chcę żeby tak było. A co zrobiłaś oprócz zawracania doopy żeby zmienić stan rzeczy. Czym się interesował twój facet. Może lubił górskie wycieczki, może grę na gitarze, może szybkie samochody. Czy ciebie to obchodziło? Czy tylko ja chcę ja muszę. Czasem mam cofkę słysząc takie jęczenie. Owszem jestem żonaty i to mnie tylko utwierdza w moich poglądach że kobiety to w większości przypadków osoby roszczeniowe o wygórowanym ego i chorych ambicjach
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:05
    no mial pasje faktycznie! PIWO
  • irekq 03.09.18, 15:19
    Hej, ty, dejacek, ileż masz tych żon, że pozwalasz sobie na opinie o kobietach w ogólności? Kiedy żona jest roszczeniowa? Kiedy nie utrzymuje rodziny sama, tylko domaga się i finansowego, i osobistego udziału męża w życiu rodziny? Zapytaj może najpierw, chamie, czy były mąż tej kobiety wiedział, czym się interesuje jego była żona? Może lubiła górskie wycieczki, może grę na gitarze, może szybkie samochody? Czy jego to obchodziło? Czy ciebie to obchodzi, o wszechwiedzący? Czy byłeś kiedykolwiek żonaty z drobną pijaczką, która co wieczór z cuchnącą piwskiem gębą pakuje ci się do łóżka? Zawsze mam cofkę, słysząc takie bzdety, jak te twoje...
  • po.gu.bio.na 04.09.18, 08:54
    irekq ... dziekuje Ci za wsparcie. ja juz nawet nie mialam sily wdawac sie w dyskusje z dejacek.kazda uwaga jest cenna ale na niektore juz nie mam cierpliwosci i determinacji. bo jak slysze takie tlumaczenie to cisna mi sie na usta slowa ktorych nie moge tu napisac.
  • dzoanka1234 29.08.18, 23:26
    Dobrze zrobilas. Nie ma cos ise nat tym zastanawiac.
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:06
    dziekuje za wsparcie
  • student_zebrak 30.08.18, 02:07
    madra kobieta, nie zaluj

    --
    Government is the great fiction, through which everybody endeavors to live at the expense of everybody else.
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:07
    dziekuje za wsparcie!
  • jch112 30.08.18, 08:41
    jesteś osobą współuzależnioną. Idealizowanie alkoholika to normalna sprawa w Twoim stanie umysłu. Idź na terapię do najbliższego ośrodka leczenia uzależnień, takiego państwowego z nfz. nie polecam grup wsparcia, szczególnie religijnych - pomimo często szczerych chęci brakuje im profesjonalnych terapeutów, a to ważne. Pamiętaj, nie da się przeżyć życia za kogoś. Ty będziesz rozliczana za swoje życie.. Pierwszym sędzią będzie Twoje dorosłe dziecko. Nie martw się tym, że rodzina niepełna/rozbita. Większe szkody wyrządzają negatywne emocje i ciągły strach o pijącego. Jego zostawcie z tym problemem. Na terapii dowiesz się jak z nim postępować. I nigdy...przenigdy nie rozmawiaj z nim na temat Waszego związku, jego picia czy jakiekolwiek inny życiowy temat jak jest choćby po jednym piwie. 3maj się. Dasz radę
  • po.gu.bio.na 30.08.18, 20:09
    dziekuje bardzo!
  • ktos_z_kosmosu 30.08.18, 23:33
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > dziekuje bardzo!

    Nie masz za co dziękować.
    Te rady powyżej, nie są dobrymi radami.
    One są oparte są na nowoczesnych trendach, a to właśnie nowoczesne trendy są przyczyną Twoich kłopotów.
    Czytaj, że radzą Ci klin klinem wybijać.
    Mam na to co napisałem argumenty. Ale czy Wy, nowocześni idealiści je zrozumiecie, przyjmiecie do wiadomości?
    Jeszcze jedno, bo ważne.
    Nie widzę świetlanej przyszłości Twoich dzieci w ich przyszłych relacjach związkowych.
    Dzieci są lustrzanym odbiciem swoich rodziców i będą zdolni do wygenerowania względem partnera uczuć wyższych nawet przy piwie gdy takie relacje wyniosą ze swego domu.
    Gdy z domu wyniosą ciągłe scysje o cokolwiek, brak wzajemnego ciepła w relacjach rodziców i zanik uczuć wyższych, to te relacje przeniosą do swoich przyszłych związków.
    Na dobranoc piosenka. Coś o relacjach, o drobnych szczegółach, które źle odbierane często rujnują życie, lub je komplikują.
    Ponucisz sobie przed zaśnięciem.
    www.youtube.com/watch?v=VHE5ldNguHE



  • po.gu.bio.na 31.08.18, 18:00
    no slucham tych argumentow bo narazie nie dostalam ani jednegi...co
    do lustrzanego odbicia- zgadzam się ze dzieci obserwuja nas i nasladuja. i wlasnie dlatego podjelam taka decyzje. bo nie chciałam zeby dla mojego dziecka brak szacunku i lekcewazenie najblizszych bylo norma. wyzszw uczucia- jak piwo je przycmiewa to ciezko je dostrzec.
  • ktos_z_kosmosu 31.08.18, 22:06
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > no slucham tych argumentow bo narazie nie dostalam ani jednegi...

    A zrozumiesz je?
    Gdybyś rozumiała życiowe argumenty którymi na co dzień jesteś otoczona, to byś nie wpakowała się w kłopoty, które dzisiaj Cię dotykają.
    Wyżej poddałem w wątpliwość zdolności części ludzi do zrozumienia takowych argumentów.

    co
    > do lustrzanego odbicia- zgadzam się ze dzieci obserwuja nas i nasladuja. i wlas
    > nie dlatego podjelam taka decyzje. bo nie chciałam zeby dla mojego dziecka brak
    > szacunku i lekcewazenie najblizszych bylo norma. wyzszw uczucia- jak piwo je p
    > rzycmiewa to ciezko je dostrzec.

    Aha, czyli niedostosowanie się tatusia do wytycznych mamusi w/g Ciebie rujnuje psychikę latorośli.
    Przemyśl to jeszcze, bo to co ty tu napisałaś o tym rujnowaniu, szacunku i jak to nazywasz, "normach" jest w połowie groteskowe, a w drugiej smutne, bo rujnujące męskość partnera, co w konsekwencji przeważnie prowadzi kobietę do zaniku uczuć wobec tego partnera z dalszymi tego konsekwencjami.
    Taki skutek uboczny tendencji do wywierania presji na innych, tych, którzy śmią myśleć i postępować inaczej niż nakazują przyjęte jakieś normy. Nie wiem z jakiej chmury te normy, kto je zredagował, rozpowszechnia i jaki ma interes w tym by wciskając ludziom ten chłam, rozpierdzielać związki kobiety z mężczyzną.
    Osobiście, to znam tylko jedne normy. Te zawarte w naszych genach i wiem, bo doświadczyłem i doświadczam, że tylko te normy mogą być bazą do tworzenia zgodnych związków.
  • po.gu.bio.na 01.09.18, 12:23
    szukaj wiec partnera odpowiedniego dla siebie. a ja poszukam takiego jaki odpowiada mi...co do "dostosoawania sie maza"...az mi sie nie chce tłumaczyć i wdawac w dyskusje. no chyba pojecie"wspolne zycie" rozumiemy inaczej.
  • ktos_z_kosmosu 01.09.18, 13:08
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > szukaj wiec partnera odpowiedniego dla siebie. a ja poszukam takiego jaki odpow
    > iada mi...co do "dostosoawania sie maza"...az mi sie nie chce tłumaczyć i wdawa
    > c w dyskusje. no chyba pojecie"wspolne zycie" rozumiemy inaczej.

    A tak się dobrze zapowiadałaś.
    Miła, uprzejma, aktywna, wie jakie znaczenie ma słowo dziękuję, a tu masz, nerwy i pokazywanie pazurków.
    To o formie, natomiast co do treści Twojego wpisu, to oczywiście argumenty porządkujące Twoje wizje mam, ale czasu brak, na wesele jesteśmy proszeni.
  • po.gu.bio.na 01.09.18, 14:11
    raczej pokazanie Tobie stanowczosci moich przekonan w tej sprawie, nie pazurki. bo jak mozna oceniac moje wpisy jako "niedostosowanie sie meza i dlatego konflikt". piwo piwem, a agresja i nerwy po nim to inna sprawa. maz nie mial tanczyc jak mu zagram, zle to zinterpretowales stad moja forma bo usilnie probowales mi wmowic pewne racje. to raczej ja staralam sie dostosowac no ale... PS uda ej zabawy na weselu
  • ktos_z_kosmosu 01.09.18, 14:45
    po.gu.bio.na napisał(a):

    > uda ej zabawy na weselu

    Dzięki.
    Lubię wesela, bo mogę obserwować zachowania par w okolicznościach temu sprzyjających, czyli gdy są w stanie po spożyciu.
    Dociekliwy obserwator jestem, bo widząc cudze błędy, uczę się. Dotyczy też postępków godnych naśladowania.
  • po.gu.bio.na 01.09.18, 17:55
    ja juz teraz tez lubiewink do niedawna sie ich obawiałam. teraz chetnie uczesnicze w takowych spotkaniach.
  • ladnyusmiech 30.08.18, 09:26
    To była bardzo dobra decyzja. Sytuacja którą opisujesz nie wróży na przyszłość. Jestem pełna podziwu, bo zauważyłaś bardzo wcześnie znaki które wskazują na patologie. Ludzie zazwyczaj orientują się dużo później, jak źle się podzieje. Ja sama dość wcześnie zareagowałam, choć i tak dużo później niż Ty smile Mam dwoje dzieci, starsze nieco nerwowe. Powinnaś być z siebie dumna, że zamiast walczyć z wiatrakami, skupiasz się na dziecku. Nie trać wiary w siebie dziewczyno. Każdy poważny problem i każda patologia zaczyna się tak jak to opisujesz. Twój były mąż nie chciał współpracować, niewiele od niego wymagałaś. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Powodzenia!
  • po.gu.bio.na 31.08.18, 18:30
    dziekuje!
  • baba67 30.08.18, 10:49
    Dobrze zrobiłaś. Skłonnośc do używek to jest bardzo dobry wyznacznik słabego, bardzo niedojrzałego charakteru.A tu sie to szybko rozwijało.I lekceważenie Twojej osoby.

    --
    Negacja bywa bardzo dogodną formą próżniactwa.
  • po.gu.bio.na 31.08.18, 18:31
    dziekuje
  • tonz2 30.08.18, 16:56
    Jedzenie to też obrzydliwy nałóg, śniadanie, obiad kolacja i tak w kółko A ci najgorsi jedzą drugie śniadanie i podwieczorek. Z innych ciężkich uzależnień trzeba wymienić mycie się po kilka razy dziennie, może to zniszczyć każde małżeństwo
  • po.gu.bio.na 31.08.18, 18:32
    no chyba jednak troche nadinterpretacja z calym szacunkiem.
  • irekq 04.09.18, 09:59
    Tak tonz2, masz rację. Taki nałóg, jak spożywanie posiłków, może zniszczyć każde małżeństwo, zwłaszcza kiedy jedno z małżonków oczekuje, że to drugie ugotuje, nakryje, poda, a po posiłku posprząta i pozmywa. A jak już pozmywa po obiedzie, to może podać podwieczorek, a jak się obrobi po podwieczorku, to może zacząć przygotowywać kolację. Ten pierwszy z pary małżonków nie może brać w tym udziału, bo musi się po każdym posiłku wykąpać. Tak, masz rację, to może zniszczyć niejedno małżeństwo...
  • zaraz-wracam 04.09.18, 20:45
    Niestety znam to z autopsji i potwierdzam, nałóg spożywania posiłków jest katastrofalny dla małżeństwa.
  • debrna 06.09.18, 16:37
    Rozwód jest radykalnym rozwiązaniem problemów w małżeństwie i powinien być użyty po wyczerpaniu uprzednio wszystkich innych możliwych dróg pomocy: jak terapii etc.

    Jednakże, jeżeli jesteś w kontakcie z byłym mężem i on wykazuje zainteresowanie do powrotu do życia z tobą, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby teraz zaproponować mu fachową terapię i pomoc psychologiczną.

    Jeżeli przedtem podjęliście sami decyzję o rozwodzie bez żadnej rady fachowców, (może pochopną), możnaby teraz skorzystać z wiedzy i opinii psychologów i dowiedzieć się czy was związek jest do uratowania.

    Jak wiadomo, w małżeństwie obie osoby jednakowo dokładają się zarówno do dobrych jak i do złych stron małżeństwa. Jak sama piszesz, (między innymi), często reagowałaś agresywnie.

    Jeżeli spotkasz się z odmową męża, to chociaż częściowo cię to uwolni od odpowiedzialności i poczucia winy, które teraz czujesz.
  • irekq 14.09.18, 09:25
    "Jak wiadomo, w małżeństwie obie osoby JEDNAKOWO dokładają się zarówno do dobrych jak i do złych stron małżeństwa."

    Można by teraz skorzystać z wiedzy i opinii psychologów i dowiedzieć się, czy jesteś jest do uratowania...
  • ktos_z_kosmosu 07.09.18, 17:09
    Pamiętam, pamiętam.
    Wybacz, że zamilkłem, z czasem u mnie stało się nie teges, a Tobie i pewnie nie tylko, sporo mam do powiedzenia.

  • po.gu.bio.na 07.09.18, 22:50
    slucham wiec...
  • nieprawda.nieprawda 07.09.18, 23:55
    To są tajne argumenty. Więc Ci ich nie napisze.
    Nawet jakby napisał, to i tak ich nie zrozumiesz.
    Ale nie napisze.
    Zresztą tak czy siak, nie ma czasu, dlatego nastukał x wpisów, upewniając się że nie zawierają żadnych konkretów i nie wnoszą nic do dyskusji.
    Słodkie.
  • ktos_z_kosmosu 10.09.18, 00:51
    Nieco o fundamentach, bo wszak wiadomo, kiepski fundament, to chałupa się wali.
    Konfucjusz dawno, dawno temu powiedział.
    "Wszystkie nieszczęścia tego świata wynikają z niewiedzy".
    Zatem rozszerzmy swoją wiedzę i odpowiedzmy sobie kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy i jak jesteśmy skonstruowani. To wbrew pozorom niełatwe zadanie bo prawda o nas była i dziś jest sprytnie pomijana, milczy się o niej, bo ta prawda koliduje z naukami kościoła/kościołów.
    Wersje prawd.
    1 - Bóg-Stwórca sześć dni tworzył świat słowem. Koniec nauk, to dogmat i gęby na kłódkę. Obecnie by wyedukowanych, czujących blagę maluczkich uspokoić, zaczęto rozpowszechniać ideę "kreacjonizm nowej ziemi", która ma za zadanie udowodnić, że zapisy biblijne nie stoją w sprzeczności ze świecka teorią ewolucji. Pewnie Lema się naczytali.
    2 - Stanisław Lem opisał Kosmotronika, który przemieszczając się z jednego krańca wszechświata na drugi, jedne słońca rozpalał, a inne gasił. Wokół słońc rozpalonych, z małego puzderka rozsypywał maleńkie iskierki, które zapoczątkowywały życie. Po milionach lat Kosmotronik wracał by sprawdzić efekty swoich starań. Gdy był zadowolony układ zostawał, gdy nie, słoneczko gasił po to, by w innym miejscu je rozpalić i rozsypać następne iskierki.
    3 - Przypadkowo korzystne warunki do powstania życia i powolne ewoluowanie tego życia, aż do powstania homo sapiens.
    Pomijając punkty 1 i 2, weźmy na tapetę punt 3 i pokombinujmy o naszym gatunku pod katem tego, co nasi praprzodkowie nam w genach przekazali.
    Kobieta - Dużo bardziej od męskiej rozbudowana psychika, bo u kobiety.
    a - płodność cykliczna
    b - związane z cykliczną płodnością wahania nastrojów
    c - silna dążność do poszukiwania jak najlepszych genów
    To opowiastka o pani zającowej.
    Kto wybierze się do lasu coś tak w okresie końca lutego, to może trafić na bójkę dwóch zajęcy. Jeśli pomyśli, że to dwa samce leją się o samicę, będzie w błędzie. To samica tłucze samca, sprawdza go. Jeśli samiec da się pobić, pogna go. Ten. który jej wpierdzieli, będzie dopuszczony do oka.
    A Ty nie trzasnęłaś tego swojego? Pretekstem było piwo, ale to g... prawda. Twoje pierwotne instynkty wołały do niego "utwierdź mnie" www.youtube.com/watch?v=4OigCl8aEso
    d - dążność do stworzenia jak najlepszych warunków dla ochrony potomstwa.
    3 - Mężczyzna - Ćwierć chłopa, ćwierć robotnika, ćwierć poety, czyli trzy czwarte litra. Płodność na okrągło, czyli konstrukcja jak budowa cepa. Zalety tez ma. Mimo diabła pod skórą, potrafi bezgranicznie kochać i być oddanym swojej pani, co nie znaczy, że pozbawionym kosmatych myśli. W końcu to jego pierwotna natura gna do rozsiewania swoich genów. www.youtube.com/watch?v=dcvNOa0zyrE
    e - nienasycenie, czyli utwierdzanie nieustajace.
    4 - Mózg - Trzy sfery
    a - świadomość - użytek codzienny, czyli przyjmowanie do wiadomości tego co pożytecznie i chłamu.
    b - podświadomość głęboka - tam przechowujemy treści pierwotne.
    c - podświadomość podprogowa - źródło ludzkich nieszczęść, bo to tam bez naszej wiedzy, reklamodawcy i wszelkiej maści cwaniaki od robienia wody z mózgu, pakują nam korzystne dla siebie, a nam szkodzące treści.
    Ktoś stwierdził, że mózg żyjącego dziś człowieka, odbiera w ciągu jednej doby tyle bodźców ile mózg żyjącego w średniowieczu przez całe jego życie.
    5 - Związki małżeńskie - sztuczny twór stworzony przez ludzi by uporządkować relacje dwóch różniących się od siebie płci. Natura stałych związków nie przewidziała. Uważam, że ten pomysł bardzo dobrze przysłużył się ludzkości. Osobnicy świadomi swych różnic i potrafiący się z tym stanem rzeczy pogodzić, swoje pożycie odbębnią wesoło rywalizując, tak www.youtube.com/watch?v=5E4mBoGX6Dw
    6 - Współczesność - czyli wyścig szczurów, pogoń za złotym cielcem i powstawanie subkultur z których prawie każda ma zgubny wpływ na trwanie związków małżeńskich.
    Ogarniająca większość, nawet chorobliwa chęć posiadania już, teraz, ma być pięknie i kompletnie.
    Taka sytuacja. Czy uszczęśliwisz swoje dziecko jeśli mu kupisz w jednym czasie wszystkie zabawki jaki może mieć i na jakie Cie stać? Chyba nie. Po pół roku mu się znudzą, a po roku zacznie je rozbijać młotkiem, bo to fajna zabawa. Dlaczego tak się stanie? Bo te zabawki nie będą wyczekane, wymarzone i przez niego nie wypracowane.
    A co robią dorośli? Kredyty na auto, na mieszkanie, na wystrój mieszkania, koniecznie zaprojektowany przez stylistę i na trzydzieści lat zapożyczają się ostro. Licząc 2500/miesiąc daje nam okrąglutkie 30000 rocznie. Kwota która każdemu w miarę roztropnemu facetowi pomoże utwierdzić swoja panią.
    7 - Alkohol - Substancja, która praktycznie uratowała ludzkość. Trunki, które można było przechowywać bez szkody na ich jakość, Wynik poszukiwań czegoś, czym można ugasić pragnienie i nie umrzeć na sraczkę. Pasteur jeszcze się nie urodził.
    Czyli picie ich, to nic zdrożnego jeśli się zachowa kulturę picia. Dla mężczyzn to genetycznie uwarunkowany synonim męskości. No i wiadomo " dobrego knajpa nie zepsuje, a złego kościół nie naprawi".
    8 - Ty i Twój stan ducha - Czyli niewiedza, nieznajomość siebie, swoich autentycznych, a nie nabytych dziś potrzeb i nieznajomość potrzeb mężczyzny. Dzisiejszym mężczyznom trudno jest Wam imponować, utwierdzać was, bo się wystrzelał z kasy by gniazdo Wam uwić. Niestety, Wam zgodnie z Waszym zakodowanym w genach ciągiem do ciągłych zmian i ulepszeń tych dobrodziejstw po krótkim czasie staje się za mało, źle Wam jest, tracicie do samca serce i szukacie przyczyn tego stanu rzeczy tylko w świadomości waszych mózgów, logicznie do problemu staracie się dojść, no i jak głupie byłyście, to by głupimi nie chcąc zostać, przyczynę znajdujecie, PIWO!!!.
    A nie trza było troszkę głębiej sięgnąć pod swój balejaż i odgadnąć autentyczne przyczyna psucia się związku.
    To nie jest takie trudne. Wystarczy tylko pamiętać, że "wszystkie nieszczęścia tego świata wynikają z niewiedzy.
    9 - Po co to. te związki?
    a - bo na starość pięknie jest pochwalić się historią związku zawartą na fotkach
    b - bo starość bez historii życia w samotności to tragedia
    www.youtube.com/watch?v=LP3IM9Gkmcc
    c - bo tak kończyć jest lepiej
    www.youtube.com/watch?v=6fbM_q-OCCc
    d - nawet gdy życie przyjdzie nam przeżyć tak
    www.youtube.com/watch?v=NU_11-KxW_k

    Pozdrawiam.
    Ps. Moja pani zakazała mi umierać przed nią.
    Dwa piwa przy tej pisaninie wypiłem.



  • cyprian21 11.09.18, 00:33
    ktos_z_kosmosu napisał:
    <<1 - Bóg-Stwórca
    <<7 - Alkohol - Substancja...


    Kumulacja pestycydów w żywności wpłynęła na rozwój nowotworu w twoim mózgu.
  • ktos_z_kosmosu 11.09.18, 06:48
    cyprian21 napisała:

    > ktos_z_kosmosu napisał:
    > <<1 - Bóg-Stwórca
    > <<7 - Alkohol - Substancja...
    >
    >
    > Kumulacja pestycydów w żywności wpłynęła na rozwój nowotworu w twoim mózgu.

    Co nie przeszkadza mi pukać żon, takich jełopów jak ty?
    Tylko jełop zamiast przemyśleć treść, skupia się na formie tworzonej treści o 2 w nocy, na lekkim rauszu i w mini rameczce jaką forum wykreśliło na wpisy.
    Na psy schodzicie panowie. Nie dziwcie się zatem, że kobiety wywalają Was ma zbity pysk.
    Dla twojej wiedzy, ten mój tekst ma więcej błędów. Nie zauważyłeś?
    Jeszcze Kmicicem pojadę.
    Łatwiej szablą łby rozbijać, niż piórem operować.

  • irekq 14.09.18, 15:57
    Kto to napisał, pukaniem mając obrzmiałą prawicę?:
    "W dyskursy z tchórzami okładającymi innych inwektywami będąc poza zasięgiem, nie mam w zwyczaju dyskutować."

    Za klasykiem powtórzę: "Ty lepiej nie pisz, zajmij się tym co ci najlepiej wychodzi. Rogi swoje poleruj."
  • ktos_z_kosmosu 14.09.18, 19:39
    irekq napisał(a):

    Tylko tyle masz do powiedzenia?
    Widzę, że interesują cię tylko waśnie i wojenki. Grzeją cię te klimaty. Walnąć, przypierdzielić, przysrać, łeb urwać. Czy tak?
    Pewnie tak, twoje pustogłowie widać i czuć.
    No to dla ciebie teżą mam piosenkę z tekstem.

    Masz naturalną skłonność
    Do osuszania drinków
    Jesteś duszą towarzystwa
    Nosisz właściwe maski
    Jesteś już stary
    Niczym śmiech w szatni
    Nie cierpisz zmian
    Dobrze się czujesz na strzelnicy
    Otworzyłeś walizkę
    Za dawnymi wyrobiskami
    By pochwalić się magnum
    Ogłuszyłeś cały kanion
    Wygoda, przyjaciel
    Przyćmiony jedynie w końcu
    Przez karabin maszynowy uzi
    Czy odrzut broni przypomina ci
    Przypomina o twojej płci?
    Staruszku, co do diabła chcesz jeszcze zabić?
    Stary człowieku, kogo chcesz jeszcze zabić?
    Spojrzałem w kierunku rzeki Jordan i cóż zobaczyłem?
    Amerykańskiego żołnierza piechoty morskiej
    Na kupie gruzu
    Pływałem w waszych basenach
    Leżałem pod waszymi palmami
    Patrzyłem w oczy Indianina
    Leżącego na schodach budynku federalnego
    Przez dalmierz ponad wzgórzami
    Patrzyłem jak chłopcy łykali pigułki
    Rzygający tym bajzlem, który widzieli
    Na pustyni
    Odwaga z bycia poza zasięgiem?
    Tak, to trudne pytanie
    Stary człowieku, co do diabła chcesz jeszcze zabić?
    Staruszku, kogo chcesz jeszcze zabić?
    Hej, barmanie
    Prosimy o jeszcze dwa kieliszki
    I jeszcze dwa piwa
    Czy mógłby pan pogłośnić telewizor?
    Wybuchła wojna na lądzie
    Uwielbiam te bomby sterowane laserem
    Są rewelacyjne
    W naprawianiu szkód
    Uderz w cel
    I wygrywasz grę
    Z baru oddalonego o 3000 mil
    3000 mil
    Gramy w tę grę
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    Strzelamy i okaleczamy
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    Bombardujemy pociąg
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    Zdobywamy teren
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    Gramy w grę
    Pełni odwagi z bycia poza zasięgiem
    www.youtube.com/watch?v=rtrn6-cKqkM

    To tana odwaga lżyć kogoś, gdy się jest poza zasięgiem.
    Lecz się tchórzu. Kobiety cię obserwują, analizują i jeśli mądre, rozpaczają nad swoim losem mając alternatywę, żyć samotnie, czy z tchórzliwym gnojem o wypompowanym w trakcie onanizowania się, mózgiem.




  • ktos_z_kosmosu 14.09.18, 08:27
    A gdzie dziękuję?
    Tak ładnie Ci to wychodziło.
    Niestety, była i jest na tym świecie kategoria ludzi, co do których, gdy chcesz by stali się twoimi wrogami, to pożycz im pieniądze, lub powiedz prawdę o nich prosto w ich w oczy.
    A zagadnienie tylko liznąłem. To szerokie zagadnienie i liczyłem na to, że odrobicie pracę domową. Ale albo Wy wagarujecie, albo zatkało ruskie kakao. Inna, najbardziej prawdopodobną wersją jest Wasze zindoktrynowanie, które zewsząd fundują Wam dzisiejsze, pokręcone czasy.
    Czyli macie wybór.
    1 - Smartfony w dłoń i szukanie gotowców na zewnątrz, bo przecież z Wami jest wszystko ok.
    2 - Zejście do korzeni i ze zmienionym nastawieniem do świata, ludzi i z nauką by już żaden cwaniak w balona Was nie robił, budowanie siebie od nowa.
    Jeszcze jedna wskazówka.
    Bardzo ciekawy i pouczający tekst.
    www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html
    A tak zaśpiewany,
    www.youtube.com/watch?v=WF4ZQrbx7JU

  • irekq 14.09.18, 09:16
    Tylko jełop skupia się na formie tworzonego o 2 w nocy wpisu na forum, żeby w tej rokokowej formie zawrzeć parę bzdetów.

    Rozmowa z idiotą jest trudna, a rozmowa z idiotą, któremu się wydaje, że jest elokwentny, jest zupełnie nie do zniesienia.
  • ktos_z_kosmosu 14.09.18, 12:14
    A nie mówiłem?
    Wrogowie już się uaktywniają.
    W dyskursy z tchórzami okładającymi innych inwektywami będąc poza zasięgiem, nie mam w zwyczaju dyskutować.
    Ty lepiej nie pisz, zajmij się tym co ci najlepiej wychodzi. Rogi swoje poleruj.
  • hankam 14.10.18, 18:30
    Nie przesadzałaś.
    Dwadzieścia lat temu zrobiłam ro samo.
    I dobrze zrobiłam.
    Skończyło się piciem na umór plus eksperymentami z narkotykami.
    Jak się skończyły jakiekolwiek pieniądze ze sprzedaży mieszkań, działek, samochodu - wziął do ręki sznur.
    I po mnie byly inne kobiety, które próbowały z tym walczyć. Nie dały rady.

    --
    Kiedy mam dużo energii, to piekę ciasteczka i wtedy moja energia przechodzi w te ciasteczka. Kiedy mam mało energii, to jem te ciasteczka i wtedy znów mam dużo energii!!!
  • ktos_z_kosmosu 14.10.18, 20:03
    hankam napisała:

    > Nie przesadzałaś.
    > Dwadzieścia lat temu zrobiłam ro samo.
    > I dobrze zrobiłam.
    > Skończyło się piciem na umór plus eksperymentami z narkotykami.

    Faktycznie, były koleżanki pogubionej zalewał się w trupa dwoma piwami.
    Dlaczego to robił? Tego nie wiemy, może z desperacji słysząc z ust małżonki częste - boli mnie głowa, jestem zmęczona, tak nie lubię, tak nie bo będzie bolało, co ty ku..ę ze mnie robisz!
    No i sztandarowe - z syna pijaka robisz, a przecież wiesz, że "każdy pijak to złodziej".



  • nanokogirl 16.10.18, 19:34
    mniej alkoholu, więcej melisy

    --
    "Control freak kontroluje, ponieważ nie ufa.
    Osoby niezależne budzą w nim strach, który zwalcza, próbując ich tej niezależności pozbawić”
  • ex123 27.01.19, 21:35
    Naprawdę rozwiodłaś się z mężem bo wypijał 2 piwa dziennie ? Rozwiodłaś się z facetem który poza tymi 2 piwami był dobrym mężem ?. Bo jeśli tak to problem jest w Twojej głowie, w twoich wygórowanych wymaganiach aby twój mąż i ojciec dzieci był facetem idealnym . Problemem jest też to że idealnych facetów nie ma. TZN są ale tylko w waszych głowach i w ustach waszych koleżanek chwalących się jakie mają zajebiste życie , zajebiste dzieci i zajebistych idealnych mężów, niestety żeczywistość jest inna. Jedyny plus tej historii jest taki że facet będzie miał spokojne życie bez wymagań z tylnej części ciała.
  • massalezia_furfur 31.01.19, 00:39
    Dobrze zrobiłaś. I tyle

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka