Dodaj do ulubionych

I co dalej

01.10.18, 13:41
Małżenstwo to historia. brak pozycia od kilku lat, od ponad roku prawie sie nie odzywamy. Z intencji zony, mimo wspolnoty majątkowej kazdy ma juz swoje finanse i podział: ja płace za to, Ty za to  itp. , rozliczanie wydatkow z paragonów. Kuriozum. Wyrachowanie, zawiść, materializm, zła wola - oto co zobaczyłem. Straciłem absolutnie zaufanie, pogodzenie sie wiec juz niczego nie zmieni - to coś co cementuje małżenstwa i pozwala im przetrwac kryzysy przepadło. Ale sa dzieci.  Wspolne mieszkanie. Jak sobie pomysle ze miałbym zaczynac wszystko od początku to zaczynam wątpić czy rozwod to dobry krok. Czuje ze źle bym znosił samotność - nie wiem czy by mnie to nie zaprowadziło na zła drogę. 

Mimo ze to juz długo trwa to wciaż czasami az nie wierzę ze to sie dzieje naprawdę - tak jakby przez swiat przetoczył sie jakis kataklizm i wszystko staneło na głowie, wartości sie przetasowały, a cel zycia zniknął. Całe szczescie w pracy mam jeszcze normalnosci. Dzieci tez ratują. Ale czy o to chodzi ?

Edytor zaawansowany
  • koronka2012 05.10.18, 21:36
    Nie, nie o to chodzi. Wierzę, że trudno podjąć decyzję o rozpadzie rodziny, ale życie ma się tylko jedno i tkwienie w czymś takim jest samobójstwem rozłożonym na raty. Rozumiałabym gdybyś był po 60tce, ale jak mniemam jesteś młodszy.
    Naprawdę chcesz spędzić życie w ten sposób? obok? rozwiedź się teraz, zanim pojawi się pani w roli katalizatora rozpadu rodziny, bo wtedy polegniesz w sądzie.

    P.S. Samotność to nic strasznego, pozwala na rozwój, na zyskanie perspektywy, poznanie siebie.
  • reempty7x 05.10.18, 23:16
    Dzieki za glos rozsądku - mocno wezme to pod uwagę
  • ktos_z_kosmosu 07.10.18, 17:04
    Nie musisz zaczynać wszystkiego od nowa. Rozwód to ostateczność, ale stagnacja jest jeszcze gorsza.
    Czyli działaj. Pakuj manatki i bez zbędnych tłumaczeń oddal się gdziekolwiek byle nie być z nią. To jedyny sposób by się dowiedzieć czy warto walczyć, czy nie, bo jak znam życie, a ty dobrze rozegrasz tą partyjkę, to ta twoja otworzy się i wtedy zdecydujesz.
    U mojego znajomego, co to miał podobne perypetie, wystarczyło dwa tygodnie (panią wyekspediował do mamusi) i pani zaczęła mówić do niego, a nie wyć (autentyczne), to jeszcze na dodatek jako takie bara bara wróciło.
    Kasa i dzieci? Zobowiązania reguluj, a dzieci, jak to dzieci, dorosną i fruuuu. Zresztą lepszy fajny ojciec na odległość niż stłamszony przez mamusię statysta. Chcesz być tak zapamiętany?
  • reempty7x 07.10.18, 21:54
    Jesli wyekspediowal panią do mamusi to pewnie bylo to jego mieszkanie wiec rura jej zmiękła gdy sie okazalo ze nie ma gdzie mieszkac i stad jej powrot. Dzieci pewnie tez nie bylo.
    Ogolnie zgodze sie - krok radykalny wyglada niezle. Niestety nie jestem mistrzem systematycznosci i porządku, moglbym nie zdac tego testu na dluzsza mete, a z nadmiaru wolnego czasu to czlowiekowi mogą glupie pomysly na zycie przychodzic do glowy.
  • ktos_z_kosmosu 07.10.18, 22:27
    reempty7x napisał:

    > Jesli wyekspediowal panią do mamusi to pewnie bylo to jego mieszkanie wiec rura
    > jej zmiękła gdy sie okazalo ze nie ma gdzie mieszkac i stad jej powrot. Dzieci
    > pewnie tez nie bylo.

    Nie mieszkanie a dom i nie tylko jego, a też jej. On jej powiedział - droga wolna, a ona zawyła - jak najbardziej.

    > Niestety nie jestem mistrzem systematycznosci i porządku, moglbym nie zdac tego testu na dluzsza mete, a z
    > nadmiaru wolnego czasu to czlowiekowi mogą glupie pomysly na zycie przychodzic
    > do glowy.

    Aleś tym wyznaniem osłabił forumowiczki.
    Chłopie, trza było od tego zacząć i nie od skarżenia się na forum, a od pracy nad sobą.
    Na co Ty liczysz? Na to, że kobieta będzie z radością akceptowała faceta z wadami jakie wymieniłeś? Kobiety nie są tylko od sprzątania i tolerowania chwiejnej osobowości swojego męża. Nie wystarczy kobiety kochać, ją trzeba też utwierdzać. Jak, czym, tego nie wiem bo to nie moja kobieta. To TY ją znasz i to Twoja rola.
    Uda Ci się, to jest nadzieja, że wesołe bzykanko wróci.

  • reempty7x 07.10.18, 23:01
    Nie zrozumieliśmy sie: nie twierdze absolutnie ze jestem z dala od obowiązków domowych, wręcz jest odwrotnie - raczej czas wolny to dla mnie póki co abstrakcja. To ze (tak jak napisałem) nie jestem mistrzem systematyczności i porządku nie znaczy ze sie od tego migam. A po wyprowadzce cóż - na pewno nie siądę przez TV i nie będę oglądał M jak Miłość raczej będę chciał "zabić" nadmiar czasu i puste mieszkanie wszelkimi dostępnymi środkami (poza używkami).

    Aczkolwiek wrócę do tego co napisałaś - naprawdę uważasz ze tylko chodzące idealy mogą sie wiązać w pary ? Wydaje mi się ze małżeństwo to szanowanie sie, i dobry związek to nie taki w którym jedno próbuje wciaż wszelkimi srodkami naprawiać wszelkie drobne wady drugiego, ale taki w którym jesteśmy w stanie je zaakceptować, bo nikt nie jest idealny. Troche mnie rozczarowałas.
  • ktos_z_kosmosu 08.10.18, 06:43
    Już się rozczarowałeś?
    Szybki jesteś.
    Jeszcze nic się dowiedziałeś bo sprawy sercowe to temat rzeka, a Ty myślisz, że w paru zdaniach, wróżąc z fusów, uda się rozwiązać problem, który przez lata sami sobie tworzyliście?
    Zależy Ci na krótko i węzłowato, udaj się do wróżbity Macieja.
  • reempty7x 08.10.18, 08:04
    Nie, nie rozczarowalem sie propozycjami tylko takim podjsciem do zwiazku jaki nakreslilas.
  • argentusa 08.10.18, 08:16
    że się wtrącę z lekka:
    może się jednak okazać (jak u mnie), że te same cechy, które był wadami eksa, są zaletami u obecnego. Dlaczego tak się zadziało? -pojęcia mi brak. I wciąż (po latach drugiego związku), mnie to zaskakuje...

    Ar, wtrącona n chwilę.

  • reempty7x 08.10.18, 08:44
    Z ciekawosci - co to za wada/zaleta o ktorej piszesz ?
  • cyprian21 08.10.18, 16:06
    Dostałeś bardzo dobrą, praktyczną radę: zastosuj seperację!
    Może się twoja żona zbudzi, gdyż widać, że twoje małżeństwo w 90% nie funkcjonuje.
    Jest jak zardzewiała śruba, której się nie da odkręcić. Trzeba ją poruszyć, aby się przekonać, czy jest do wyrzucenia, czy może jeszcze coś z niej będzie.
    Ale niektóre związki nieżyjące w zgodzie nie potrafią dokonać żadnej zmiany, tylko tkwią całe życie w niedoli i nieszczęściu. Czy pochodzisz z takiego środowiska? Czy twoi rodzice żyli tak samo?
  • reempty7x 08.10.18, 22:28
    Troche sie to zagmatwało. Garść porad, artykułów, rozmyslan i problem w tym ze... tak, nie mam już ochoty odkręcac tej sruby Nawet gdyby sie jakims cudem i wysiłkiem dała odkręcic.... Bo to co do tej pory przerdzewialo juz takie zostanie i szpachlowanie to tylko prowizorka., zgniły kompromis. Nie da sie na tym odbudowac niczego. Jeszcze gorzej wygląda tkwienie w tym, ale mysle ze to kwestia naprawdę niedługiego czasu aby pękło. Powoli ale konsekwentnie sie przestawiam na tryb "autonomiczny" - tak chyba to lepiej zadziała, bo przez czas gdy sie udzielałem w rodzinie wszelkie więzi towarzyskie całkiem podupadły.
    Za to zastanowiło mnie to o co spytałeś na końcu: tak, częściowo można powiedzieć ze żyłem w takim środowisku, aczkolwiek zwiazek po długich burzliwych dziejach (w dzisiejszych wyzwolonych czasach nie przetrwałby pewnie zbyt długo) to ... no właśnie - o dziwo skończyło nawet niezle. Ale jednocześnie kiedys takie były czasy - rozwody to był promil związków. Swja drogą, to moze własnie ta wspomniana historia mnie powstrzymuje od definitywnego przeciecia ?
  • cyprian21 09.10.18, 00:20
    >>... tak, częściowo można powiedzieć ze żyłem w takim środowisku...

    To co wynosimy z rodzinnego domu ma kolosalne znaczenie. Tam właśnie uczymy się wzorów na życie i międzyludzkie związki. Zwykle nasze małżeństwo jest jakoś podobne do tych relacji jakie mieliśmy w dzieciństwie z naszymi najbliższymi oraz do sposobu pożycia naszych rodziców. Ale nowe pokolenie może to zmienić, jeżeli uświadomi sobie, że można
    te kajdany zerwać.
    Załączam link, może się przyda.
    www.mediate.com/articles/dermanGregson1.cfm
  • ktos_z_kosmosu 09.10.18, 18:57
    reempty7x napisał:

    > Troche sie to zagmatwało.

    A bo nie było zagmatwane?
    Teraz masz szansę zadziałać by przynajmniej przerwać ciąg staczania się Waszego związku po równi pochyłej.
    Chłopie, ile Ty masz lat by już pozwalać na szarpanie swoich nerwów? Stagnacją wykończysz się i wrak z człowieka z Ciebie zostanie, jeśli nie kipniesz przedwcześnie na zawał. No a nie, pospaceruj po jakimś cmentarzu, a naocznie przekonasz się w jakim wieku my faceci kończymy żywot.
    Czyli działaj
    1 - Wyprostuj to co w Tobie szwankuje. Nie wierzę w to żeś czysty jako ta łza. Ty nie musisz być złym człowiekiem, to rzadkość. Na powolny rozkład związku może mieć wpływ taka z pozoru błahostka, jak niechęć do liderowania w związku, nieumiejętność i to co najczęstsze, niedocenienie potrzeby imponowania kobiecie (każdej czym innym).
    Współżycie można porównać do tańca. Samiec prowadzi i jeśli dobrze prowadzi, to ona jest w siódmym niebie.
    Oo, coś w ten deseń www.youtube.com/watch?v=alLi8i9BQK4
    Wierz mi, stary praktyk Ci to radzi. Dobrze poprowadzisz, to pani będzie chodziła jak ta Bianca na parkiecie, a pewnie i poza. Przypatrz się też jemu. On prowadzi, nie wykazuje namiętności, jest chłodno precyzyjny i zagadkowy. Nie znam pań, którym na myśl o takim nie robi się mokro tam gdzie powinno się robić mokro.
    2 - Koniecznie się oddal, a gdy przyjdzie się kontaktować z nią, niech widzi innego człowieka, odmienionego.
    3 - Znajdź sobie hobby, cokolwiek, byle by to nie były landrynki plus spirytus.
    Ja na Twoim miejscu bym przygruchał jakąś powabną panią. Nie zaszkodzi.
    Garść porad, artykułów, rozmyslan i problem w tym ze.
    > nie mam już ochoty odkręcac tej sruby

    Nawet gdyby sie jakims cudem i w
    > ysiłkiem dała odkręcic.... Bo to co do tej pory przerdzewialo juz takie zostani
    > e i szpachlowanie to tylko prowizorka., zgniły kompromis.

    Jeśli z Twojej strony ku niej prysły zmysły, to rzeczywiście.
    Ale jesteś jeszcze Ty i Twój honor. Choćby dla samego siebie warto popracować by, nowe łatwiej zacząć, a też i by ona, kiedyś mogła sobie zarecytować:
    Miałeś chamie złoty róg
    miałeś chamie czapkę z piór:
    czapkę wicher niesie
    róg huka po lesie
    ostał ci się ino sznur
    ostał ci się ino sznur

    Warunki by tak się stało:
    1- Masz przejść przemianę.
    Trudności:
    2 - Ona kocha innego, tęskni, a Ty jej przeszkadzasz. Może to być jakaś jej historia, lub dzieje się teraz, a możliwe też, że jedno i drugie. Wystarczy, ze zafascynowała się kolegą z pracy. Takiemu łatwo bo tylko imponuje, pióra stroszy, a tego pod piórami ona nie widzi.
    3 - Jedno dziecko, albo i wszystkie nie są Twoje. W takich sytuacjach kobiety mogą reagować agresją i niechęcią do partnera. Ale to skrajność, przeważnie starają mu się jakoś zadośćuczynić.







  • reempty7x 12.10.18, 01:13
    Rady pewnie calkiem trafne, tyle ze ... nie dla mnie, bo
    zona jest juz dla mnie calkowicie aseksualna. To jest juz skonczona historia i nawet nie widze co by sie moglo wydarzyc abym chcial i umial to zmienic. Twoje rady mimo ze nietrafne to okazaly sie przydatne - calkowicie mi uzmyslowily ze tego sie nie naprawi. Musialbym nie miec do siebie za grosz szacunku aby postapic tak jak napisales bo byloby to calkowicie sztuczne zachowanie. Na marginesie wiekszosc z tych rad dla zainteresowanych jest do wdrazania dopiero po rozwodzie, bo chociazby oficjalne przygruchanie jak to okreskiles jakiejs panny w trakcie zwiazku byloby dosknalym argumentem dla prawnika na rozwod z orzeczeniem o winie.
  • iga1 12.10.18, 11:41
    Nie jestem za tzw. ciągnięciem trupa. Straciłam przez to kilka lat życia. Czasem jednak warto spróbować najpierw pomocy od kogoś z zewnątrz, jakaś terapia małżeńska np...cokolwiek, co pozwoli spojrzeć na problemy z właściwej perspektywy. Bo czasem podobne problemy pojawiają się również w następnym związku. Trzeba na pewno coś zmienić. Cokolwiek. Nic nie robienie powoli zabija. A może żona nie widzi swoich wad i ktoś bezstronny powinien z nią porozmawiać.
  • reempty7x 12.10.18, 18:17
    Zona nie nalezy do osob ktore potrafią sie przyznac do bledu - raczej specjalizuje sie w perfekcyjnym odwracaniu kota ogonem. Zresztą niewazne juz, nie chcę obwiniac bo to bez sensu. Nie ma juz takiego kleju ktory by to połatał
  • iga1 12.10.18, 22:00
    To wiej szybko. Tylko zminimalizuj straty, żeby dzieci jak najmniej to odczuły...A zaczynanie wszystkiego od początku, to wcale nie jest porażka. To właśnie jest budowanie. Nowego, zdrowego życia. Za jakiś czas powiesz sobie, że to nie było takie trudne i mogłeś to zrobić wcześniejsmile Trzymam kciuki. Powodzenia. Też jestem po rozstaniu z ojcem moich dzieci i oprócz wielu uczuć, to odczuwam przede wszystkim ULGĘ. Bezcenne.
  • reempty7x 12.10.18, 22:32
    Moze to troche zalezy od wieku, kiedys by pewnie bylo latwiej, teraz troche trudniej zaczynac, ale na pewno nie jest to niemozliwe. Faktem jest ze jest tyle miejsc ktore chcialbym odwiedzic. Dzieci nie pomagają w tej decyzji, babcia bedzie zalamana bo byly ich oczkiem w glowie a teraz będa widzenia jak w wiezieniu, ale mam nadzieje ze zrozumie.
  • reempty7x 12.10.18, 22:42
    Na marginesie to roznie bywa z tym moim optymizmen, jutro pewnie opadnie, czas pokaze
  • iga1 13.10.18, 20:43
    Wschodnie filozofie są tu mądrzejsze od zachodnich i przewidują, że obok białego, zawsze jest czarne...a nic nie jest do końca czarne ani białe (wyjątek- zęby mojego adwokata...olśniewające bielą, hi hi) I tego kierunku się trzymam. Zresztą moją dewizą życiową jest myśleć z pesymizmem, działać z optymizmem i jakoś to się kręci.
  • reempty7x 14.10.18, 00:07
    Fajnie pomyslana dewiza.
  • iga1 14.10.18, 13:08
    Bądź dzielnysmile I patrz tylko w przyszłość.
  • reempty7x 14.10.18, 17:05
    I to chyba głowny problem, ba jeste z tych co lubia poogladac zdjęcia z przed lat (nie swoje).
    Musze chyba zacząc pstrykac na nowo smile

    iga1 napisała:

    > Bądź dzielnysmile I patrz tylko w przyszłość.
  • reempty7x 14.10.18, 17:23
    Wszystko co mnie nie zabjie uczyni mnie silniejszym ? wink
  • ktos_z_kosmosu 14.10.18, 20:11
    reempty7x napisał:

    > Wszystko co mnie nie zabjie uczyni mnie silniejszym ? wink

    Dobra maksyma.
    Czyli sam widzisz, że czas byś poszedł na całość.
    www.youtube.com/watch?v=-3aHpiuizrs
  • reempty7x 18.10.18, 01:29
    Zawsze w zyciu staralem sie przewidywac do przodu konsekwencje wszystkiego, nie mialem skłonnosci do hazardu. Widzę ze to one way ticket, ale moze na tym ksiezycu bedzie lepiej
  • iga1 15.10.18, 14:32
    Powiało jednak optymizmem i refleksją. Hurra! A zdjęcia to ja też pstrykam a mnie nigdzie nie ma, bo mój mały ryjek jest zawsze po drugiej stronie.
  • reempty7x 18.10.18, 01:26
    Mam nadzieje ze mi go wystarczy
  • reempty7x 18.10.18, 01:30
    Historyczne zdjęcia musze jednak na dlug czas zamknac w sejfie
  • iga1 18.10.18, 11:53
    Pewnie, tylko to dobrze Ci zrobi...I coś działasz? Coś do przodu?
  • reempty7x 18.10.18, 14:08
    Tak. Zbyt zle jest zeby to trwalo dluzej.
  • reempty7x 18.10.18, 14:15
    Juz sie zaczyna dziac.
  • iga1 18.10.18, 14:23
    Zakładam, że nie będziecie mieszkać dalej razem, bo to tortura ,,Samotność, jest jak deszcz(...) mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu, kiedy ulice biegną witać ranek i kiedy ciała nie znalazłszy nic, od siebie osuwają się rozczarowane i kiedy ludzie, co nienawidzą, spać muszą razem - bardziej jeszcze sami, samotność płynie całymi rzekami...*Rainer M. Rilke
  • reempty7x 18.10.18, 14:56
    Juz jest tortura. Pozostanie wpaść w wir pracy aczkolwiek poranki noce i wieczory nie zapowiadają się ciekawie póki co
  • iga1 18.10.18, 17:28
    Ale czuje poprawe...poki co...czyli juz gdzies slonce czuc za chmurami😁
  • reempty7x 18.10.18, 17:41
    Czuc ze czekam na sloncesmile
  • iga1 18.10.18, 18:44
    TAK i to jest fajne...czuć przedwiośnie
  • reempty7x 18.10.18, 19:26
    Myslisz ze ten moment bede wspominal z nostalgią?wink
  • ktos_z_kosmosu 18.10.18, 19:33
    reempty7x napisał:

    > Myslisz ze ten moment bede wspominal z nostalgią?wink

    Jeśli niezobowiązująco przygruchasz sobie jakąś wyposzczoną panią, to na bank.
  • ktos_z_kosmosu 18.10.18, 19:30
    reempty7x napisał:

    > Czuc ze czekam na sloncesmile

    Nie czekaj, wyjdź mu naprzeciw.
    Gwoli uzupełnienia poczynań w kwestii ducha, pomyśl też o zewnętrzności, czyli idź do stylisty by ci doradził jak korzystnie zmienić swoją powierzchowność, w ogóle profil.
    Po co to?
    By udowodnić pani żonie, że myliła się widząc w tobie bezbarwną małowartościowość.
  • reempty7x 18.10.18, 19:50
    Nie zamierzam się aż tak wygłupiać. Bo mi na tym wcale nie zależy tak żeby robić i odstawiać szopkę
  • iga1 18.10.18, 19:59
    Najwazniejsze, zeby sie dobrze czuc. Jak sie dobrze czujesz ze swoim wygladem, to ok. Ale ja np zmienilam fryzure
  • reempty7x 18.10.18, 20:11
    Moze pomysle nad tym kiedys
  • ktos_z_kosmosu 18.10.18, 20:00
    reempty7x napisał:

    > Nie zamierzam się aż tak wygłupiać. Bo mi na tym wcale nie zależy tak żeby robi
    > ć i odstawiać szopkę

    Twoja sprawa, ale czy eleganckich mężczyzn ty uważasz za robiących szopkę?
    Przypomniał mi się pewien stary mechanik samochodowy, po kształcie nosa zwany papużką.
    Mawiał do nas młodych chłopaków - pamiętajcie, prawdziwy chłop to wódkę pije i mu nogi śmierdzą.
  • reempty7x 18.10.18, 20:10
    Moge sobie tez zrobic balejaz, ale po co
  • iga1 18.10.18, 20:55
    Wpisz swoją odpowiedź
  • iga1 18.10.18, 21:00
    Nic na sile. Facet powinien byc czysty, pachnacy i normalny, tzn nie spedzac wiecej czasu przed lustrem, niz kobieta. Znalam takiego, krecil wlosy lokowka, masakra to byla, jak wlazl do lazienki...Ale my Polacy, to kurcze, lubimy dawac madre rady...Szkoda, ze z nich nie korzystamy czasem sami.
  • iga1 18.10.18, 21:05
    To oczywiscie nie jest przytyk, tylko bicie sie w piersi...Poszkodowany przez zone, moze juz ma nas dosyc😁
  • reempty7x 18.10.18, 21:18
    Akurat do siebie mam dyzy dystans
  • reempty7x 18.10.18, 21:23
    Ogolnie moze i dobry pomysl zrobic tak zeby zona chociaz troche odczuła zazdrosc. Ale mnie nie zalezy, nie chce robic nic w zwiazku z zoną, chce przede wszystkim ulozyc sobie zycie, cieszyc sie weekendami, odpoczywac itp.
  • iga1 18.10.18, 21:57
    Mnie jedno zastanawia, co Autor miał na myśli, że może zejdzie na złą drogę (?) Bo jak dla mnie każda droga jest teraz dobra, z czego cieszę się jak diabli!
  • reempty7x 18.10.18, 22:15
    gdzies czytalem ze facet inacej przezywa rozstanie niz kobieta. Kobieta najmocniej przezywa do rozwodu, a facet po rozwodzie
  • reempty7x 18.10.18, 22:17
    chodzi o to roznie mozna spedzac wolny czas, a jego nadmiar i brak obowiązków moze skutkowac roznymi dziwnymi znajomosciami, czy zainteresowaniami. Mowie tu ogolnie, ie majac nic konkretnego na mysli
  • iga1 18.10.18, 22:34
    To dobrze😁 Jakbys mial chec gdzies zboczyc z drogi...to powyrywam z d...nogi. To maly suchar. Ja zawsze sprowadzam ludzi na dobra droge. I mowie Ci, parszywe zajecie...ale taka karma, jak to sie mowi...I jakbys mial potrzebe pogadac, to pisz do mnie na gazetowa poczte.
  • obrotowy 22.10.18, 09:59
    mam tak od 10-ciu lat.
    ale mamy dzieci, mieszkania (kazde wlasne)
    dzieci dorosna, emerytura przyjdzie...
    a potem sie zobaczy.
  • iga1 22.10.18, 12:31
    Czy to nie dziwne, żyć wbrew sobie? Jeżeli jeszcze nie ma kolizji na co dzień, tylko życie obok siebie, to może jeszcze jest do zniesienia, jeżeli wychowuje się dzieci...Ale jeżeli żyje się pod presją, to już niedobrze.
  • cyprian21 23.10.18, 22:37
    W ten sposób dzieci się uczą, że nie ma wyjścia z fatalnego małżeństwa.
  • annalesniewska33 23.10.18, 15:29
    ja bym nie tkwiła w takim małżeństwie, to już wolałabym żyć w samotności

  • cyprian21 23.10.18, 22:39
    >>ja bym nie tkwiła w takim małżeństwie, to już wolałabym żyć w samotności

    Zwykle ludzie wybierają to zło, do którego są bardziej przyzwyczajeni. W tym wypadku złe małżeństwo, gdyż gdzieś się tego nauczyli i do tego przyzwyczaili; np. w domu rodzinnym, gdzie rodzice źle żyli ze sobą.

    Natomiast, rzadko kto miał okazję przyzwyczaić się do życia w samotności. Jakkolwiek samotoność ma dużo wad, to jedną z zalet samotności byłby brak kłótni i brak atmosfery wrogości.
  • idaniell 15.12.18, 08:56
    Jakbym czytala o sobie...maz sie jednak wyprowadzil. A ja pozostalam z wielka dziura w sercu, ogromnumi wyrzutami sumienia, ze to pewnie moja wina i wstydem/ zalem wobec dzieci, ze nie potrafilam stworzyc im normalnego domu...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka