Dodaj do ulubionych

dojrzewam do rozwodu

12.11.18, 21:58
Nie wytrzymam, muszę podzielić się tym co mnie od dawien dawna gnębi i nie umiem, po prostu nie umiem sobie z tym poradzić, bo jestem w tym sama.
Moje małżeństwo trwa od ponad 16 lat. Pierwsze lata były w miarę ok, ale problemy zaczęły się gdy zaczęliśmy starać się intensywnie o dziecko..ale bez rezultatu. Liczne wizyty u lekarzy, zmiany klinik, lekarzy, mnóstwo kasy wydane na wizyty i badania.Sex coraz gorszy, doszło do tego że już przestał cieszyć i w końcu umarła ta sfera między nami - namiętność. Taką cenę zapłaciliśmy za te starania. Niestety nic z tego nie wyszło, ja odpuściłam i on też. Potem po drodze miałam cichy romans, a potem kolejny.Szukałam wsparcia, którego nie miałam w mężu. Jest to człowiek zamknięty, który nie potrafi za nic w świecie rozmawiać o uczuciach, nazywać swoich myśli, emocji..kompletne kalectwo.W związku z tym zawsze miałam problem aby z nim się dogadywać, rozmawiać . On był i jest zamknięty na rozmowę.Z nim można porozmawiać o piłce nożnej, co i za ile kupił w sklepie..dodam że jest to też sknerus, z tego też powodu były między nami spięcia a nawet awantury. Jest to człowiek prosty, bez ambicji.Jedna praca fizyczna od 20 kilku lat, żadnych chęci do zmian.Właściwie on już w tym tak utonął że przestał chyba czuć że na czymkolwiek mu zależy.Jest tak zaprogramowany jak "żyjątko" któremu w życiu wystarczy najeść się, wyspać się, pójść do roboty a potem posiedzieć w domu . Oczywiście kiedyś podróżowaliśmy, on też to lubił...ale z wiekiem coraz mniejsze ma na to chęci, bo szkoda mu pieniędzy. Wszystko tanim kosztem najlepiej. Różni nas właściwie wszystko, sposób myślenia, patrzenia na świat, podejście do pieniądza, do relacji, do życia, nawet do zwierząt. Ja zawsze byłam chętna na zmiany, chciałam zmienić nasze mieszkanie które dostaliśmy w prezencie ślubnym od jego rodziców, była to mała
kawalerka.Z biegiem lat zaczęłam odczuwać dyskomfort, chciałam zamienić to mieszkanie na większe, aby żyło nam się wygodniej. Nigdy nie przejawiał w tym temacie żadnego zainteresowania.Chciałam abyśmy założyli firmę, niestety ani wsparcia z jego strony, ani zachęty...jeden wielki strach którym mnie obarczał.Negował wszystko , każdy mój pomysł, zawsze wynajdywał jakieś negatywy tych pomysłów, podcinając mi za każdym razem skrzydła. Nawet gdy chciałam zrobić prawo jazdy, też powiedział że PO CO CI? Przecież ty się nie nauczysz.Wbrew temu co gadał, poszłam, zdałam, i od początku nauki czułam że dam sobie radę, bo dobrze czułam się za kierownicą i nigdy nie byłam typową babą która jeździ z nosem na szybie ze strachu.
Ten strach i lęk jaki w nim siedział zawsze wynika z tego że został tak wychowany, w rodzinnym domu nigdy nie miał prawa mieć własnego zdania, był chyba od dziecka tłamszony przez ojca despotę, a matka tak zamknięta w sobie że chyba też miała wszystko gdzieś, raczej podległa tyranowi. To cud że oni w ogóle kupili nam mieszkanie, bo też dodam że okropne sknery i dusigrosze. Nigdy nie interesowali się nim, jedynym zresztą dzieckiem. Zawsze był na uboczu, nie wyniósł więc żadnych wartości z domu, wychowali takiego przestraszonego ludka który zacina się , zamyka się w sobie bo nie potrafi rozmawiać.
Przez te lata zaczęło mi to bardzo przeszkadzać, bo wielokrotnie próbowałam poruszać trudne tematy, rozmawiać z nim pytać o jego zdanie na dany temat ale niestety jak do lampy...Przez 16 lat tkwię w jakimś marazmie. Mogę śmiało określić to małżeństwo jako nieporozumienie. Cóż wyszłam za niego, bo był troskliwy, był w zasadzie moim pierwszym facetem z którym stworzyliśmy poważny związek oparty na miłości. Rzuciłam się więc na głęboką wodę po 2 latach i wzięliśmy ślub, nie przypuszczałam że jednak mało o sobie i swoich potrzebach i o nim wiedziałam.Co prawda chciałam najpierw zamieszkać z nim w wynajętym mieszkaniu, bo też chciałam się usamodzielnić.Lecz on oczywiście nie chciał. Teraz myślę że ludzie powinni obowiązkowo najpierw ze sobą pomieszkać przed tak poważną decyzją jakim jest ślub.
Ja też nie jestem idealna, jestem osobą nerwową, co w myśli to na języku.
Tak czy inaczej, od ok.4 lat poważnie myślę o rozwodzie, bo nic już nas nie łączy. Śpimy w oddzielnych pokojach , nie ma czegoś takiego jak przytulania, pocałunki, sex. Nie ma nic oprócz wspólnych rachunków, wypadów na zakupy, czy do restauracji, albo raz na rok jakiś wyjazd. Jaki jest efekt takie przedłużania małżeństwa? Popadanie w jakieś depresyjne stany, samotność w związku którego nawet związkiem nie można nazwać, brak szacunku do siebie i do niego. Zaczęłam nim gardzić, przez to wszystko, że jest zawsze taki zamknięty, jak mur!Że wtrąca się w moje zakupy np coś do mieszkania, jakiś kosmetyk, jakiś ciuch, nawet dla niego...zawsze jest PO CO CI TO? Mnie takie reakcje wyprowadzają z równowagi.Facet mi życie utrudnia, obrzydza mi wszystko, nawet na zwykłych zakupach.Nie jestem rozrzutną osobą, też skromnie zarabiam..ale bez przesady, jak każda kobieta wydaję więcej na takie rzeczy jak ubrania czy kosmetyki, to jest naturalne.
Doszło do tego ze już właściwie nie rozmawiamy, i nie są to ciche dni, ja po prostu już nie mam o czym z nim rozmawiać, i nawet chyba nie mam chęci.Po co? skoro on jest we wszystkim na NIE. Najgorsze jest to że on jest o mnie zazdrosny, lubi mnie kontrolować.O samotnym wyjeździe gdzieś nie ma mowy, bo zaraz jest podejrzenie mnie o najgorsze, że mam kochanków.Absurd!
Nie mam siły, nic mnie nie cieszy, uciekam od ludzi, żyję w jakimś strachu.Boję się że po rozwodzie nie będę miała dokąd pójść, gdzie mieszkać. Nie wiem czy ten facet wszczepił we mnie ten strach i lęk że nie potrafię ruszyć? W sumie on ma mieszkanie, a ja nie. On jest na pozycji wygranej, ja muszę wszystko zaczynać od początku. Proszę nie piszcie mi o terapii bo na to jest za późno, różni nas tak wiele że już nic nie pomoże. Tylko jak to zacząć, jak zrobić ten krok? Jakiś żal oczywiście pozostaje, bo jednak jest to przywiązanie ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie aby tracić całą radość życia przez małżeństwo z tym człowiekiem. Mam już swoje lata i ostatni dzwonek na dziecko, nowego partnera, ułożenie sobie życia. Najbardziej chyba trzyma mnie ten brak mieszkania po rozwodzie. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak z tego wybrnęliście?
Edytor zaawansowany
  • librara 12.11.18, 22:35
    Jakbym czytała o sobie. Też dojrzewam do rozwodu, też martwię się gdzie będę mieszkała z synem i też on jest zamkniętym w sobie sknerą, Tyle tylko, że mamy syna 10 lat. Śpimy osobno. On dziś drugi raz nie wrócił na noc do domu. Mnie szykuje się kolejna nieprzespana noc. Nic nigdy nie było mu potrzebne, więc i ja nie powinnam nic kupować sobie ani dziecku. Ciągłe upominanie o niezgaszone światło, marnowanie jedzenia, choć to nieprawda. A on 5-6 piw dziennie i to jest oszczędne! W pracy mu się posypało, więc w domu zrobił się nie do zniesienia. A ja mam jakieś dziwne poczucie winy, ze może powinnam być bardziej potulna jeszcze bardziej się starać. Jesteśmy na etapie gdzie już nie ma wyjscia trzeba się rozwieść, bo po prostu się nienawidzimy, a patrzy na to nasze cudowne i mądre dziecko. On przez swoje skąpstwo nie wyprowadzi się, bo mieszkanie w większości kupione za jego pieniądze i nieważne, że będzie mieszkać w nim też jego dziecko. Nie możemy już nawet na siebie patrzeć, żadne nie robi pierwszego kroku w stronę rozwodu. Ja myślę, że skoro zawszw wszystko załatwiałam ja, to nich chociaż on załatwi rozwód. Straszne to, bo kiedyś naprawdę się kochaliśmy.
  • 2joana 12.11.18, 22:58
    Nie licz na to że on pierwszy załatwi rozwód smile Widać taki to typ, który chciałby odciążyć się od tej odpowiedzialności. To chyba częściej kobiety decydują się na rozwód, niż mężczyźni. Mówisz że on wypija po 5,6 piw dziennie? Ja chyba nie zniosłabym tego, smrodu i atmosfery z pijanym facetem pod jednym dachem.Mój nie pije na szczęście, jedynie okazjonalnie bardzo rzadko NA SZCZĘŚCIE.Ale i tak mimo tego że rzadko kiedy pije to jest nie do zniesienia, jest wtedy wredny, zaczepny i skory do sprzeczek.Dlatego nie wytrzymałabym z nim gdyby był taki na co dzień. Też ci współczuję, zwłaszcza ze dziecko na to patrzy i to w nim pozostanie długo, bo dzieci wyłapują szybko atmosferę w domu i relacje miedzy rodzicami.Wiem po sobie bo mój ojciec był np. alkoholikiem, w związku z czym w domu były straszne kłótnie.Mimo że jestem już dojrzałą osobą, to wciąż ta przeszłość ciągnie się za mną. Ojciec gdy był trzeźwy, był mrukowaty i też bardzo zamknięty w sobie, zupełnie jak mój mąż. Rodzice maja przeogromny wpływ na kształtowanie poczucia bezpieczeństwa dziecka, z nich czerpie się wzorce.Pamiętam gdy byłam jeszcze dzieckiem to błagałam matkę aby z ojcem się rozwiodła, bo nie dało się wytrzymać w tym bagnie z zapijaczonym ojcem , awanturującym sie. To się odbijało na całej rodzinie.Jeśli ludzie tkwią w małżeństwie dla dobra dziecka , a jedno pije, to robią krzywdę ogromną, po prostu ogromną krzywdę temu dziecku.To później niestety odbija się na jego życiu w późniejszym wieku, na jego wyborach, decyzjach, sposobie myślenia , relacjach z ludźmi sad
  • librara 13.11.18, 00:53
    Ja to wszystko o czym piszesz wiem. Dlatego 2 lata temu wyrzuciłam go z łóżka, bo nie mogłam dłużej znosić tego odoru. Od tej pory jest tylko gorzej, picie dla niego jest ważniejsze niż seks i bliskość. To jego picie jest takie dość dziwne, bo on nie upija i się nie awanturuje. Ale ja zauważyłam, że to jest uzależnienie, bo zmieniły się jego emocje, uczucia. Zawsze był małomówny i skryty. Syn póki co ma mój charakter. Jest otwarty pogodny. Robię co mogę, żeby uchronić, go przed tym o czym piszesz. Dużo z nim rozmawiam na temat tego co się dzieje i co on czuje. On emocjonalnie bardziej jest związany ze mną i mówi, że gdy się rozwiedziemy dla niego nic nie stanie się strasznego.Chciałby tylko chodzić do tej samej szkoły. Ale gdy kiedyś powiedział mi, że szkoda, że już nie jest tak jak wtedy gdy chodził do przedszkoka rozpłakałam się, bo wtedy jeszcze byliśmy szczęśliwi. Nie chcę z nim być, bo tak jak Ty pisałaś chcę żyć, a przy nim to jakaś wegetacja podlewana alkoholem.
  • heniek.8 13.11.18, 18:34
    podział majątku (jednak to potrwa i trochę szarpania może być przy tym)
    jedno zostaje w mieszkaniu i wypłaca drugiemu połowę
  • koronka2012 13.11.18, 23:04
    Idź na terapię - sama, bo ważne, żebyś dotarła do odpowiedzi, jakim cudem zmarnowałaś tyle czasu i co cię przez parenaście lat trzymało przy kimś kompletnie niekompatybilnym, a od paru lat - obcym?
    To jest odpowiedź, która jest kluczowa dla twojej przyszłości.

    Wiesz, że chcesz odejść - i to jest jedyna szansa na normalne życie, z tego małżeństwa zostały już zgliszcza. Co cię tam jeszcze trzyma - chcesz to ciągnąć dla mieszkania w kawalerce? ten facet systematycznie niszczył twoją wiarę w siebie, nie będzie łatwo ją odzyskać.

    Zrób sobie jakiś plan, na razie piszesz chaotycznie - a trzeba się zastanowić jak to po prostu zrobić. Gdzie się wyprowadzisz, czy masz zdolność kredytową, jakieś oszczędności (po 4 lata myślenia o rozwodzie warto byłoby pomyśleć o konkretach), czy stać się na wynajem itd. Jeśli nie - to co powinnaś zrobić, żeby zorganizować własny dach nad głową. Kursy dokształcające, wyjazd za granicę, zmiana pracy?
    Rozwód to tylko formalność, trzeba to kiedyś załatwić jak PIT w urzędzie skarbowym - oboje odetchniecie z ulgą.
  • 2joana 15.11.18, 06:21
    Dziękuję za odpowiedź. Konkretne, mądre rady. Potrzebowałam tego właśnie, żeby ktoś postronny ocenił sytuację. Dobre pytania mi zadałaś. Myślę że chyba moje poczucie własnej wartości jest zaniżone i to mocno. Wiem że trzeba nad tym popracować. Myślę że głównym problemem jest bardziej brak finansów na to aby się usamodzielnic. I tu w tej kwestii najbardziej skupiam się, rozważalam nawet wyjazd zagranicę, jeśli tu pracy lepiej płatnej nie znajdę.
    Uświadomiłas mi kilka istotnych rzeczy. Dziękuję raz jeszcze 🙂
  • koronka2012 15.11.18, 23:09
    Wyjazd za granicę może być strzałem w dziesiątkę o ile znasz język i nie masz zamiaru wylądować na zmywaku. Można poszukać ofert nawet stąd. To rozwiązanie ma tę zaletę że nie tylko pomoże stanąć prędzej na nogi, ale też odetnie od bodźców typu wspomnienia, wspólni znajomi itd. Łatwiej przejść przez to wszystko zwyczajnie zmieniając otoczenie.

    Łatwiej ci będzie jeśli przestaniesz żyć w zawieszeniu (wiem z doświadczenia), tylko podejmiesz jakieś konkretne działania. To nie musi być od razu pozew - ale np. kurs języka (choćby multimedialny), może w obecnej pracy masz jakieś możliwości szkoleniowe? może urząd pracy coś oferuje? organizacje pozarządowe? rozejrzyj się - chodzi głównie o to, żeby cię zaktywować do działania.

    Na razie zmarnowałaś 4 lata na czekaniu żeby mąż cię wyręczył w niewygodnej decyzji. On pewnie czeka na to samo...
  • rybak 14.11.18, 06:13
    Trollowanie MUSI być udolne, aby było skuteczne. "Mamy kawalerkę" trochę kłóci się ze "śpimy w oddzielnych pokojach", nie uważasz?wink
  • 2joana 15.11.18, 06:15
    A nie pomyślałes ze jest dużo mieszkań które mają 30m i mają dwa pokoje, ale kuchnia jest tzw ciemna? Takie mieszkania potocznie określa się jako kawalerki. Trollowanie, ciekawe w jakim celu...? Odpowiesz mi?
  • kruella83 24.11.18, 21:36
    Piszesz że mąż podejrzewa cię o romanse , no przecież miałaś

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.