Dodaj do ulubionych

Diagnoza. Przemoc czy konflikt?

18.12.18, 22:35
Witam. Zdaje sobie sprawe ze podobnych wątków było juz sporo ale dlatego tez zakładam nowy bo widze ze ludzie tu potrafią pomoc rozwiać watpliwości.

Moja historia jest dość skomplikowana i nie jest to książkowe opisanie przemocy psychicznej. Przynajmniej tak mnie sie wydaje. Książek, opracowań i rożnych for naczytałam sie sporo na temat przemocy psychicznej. Ale wciaz mam watpliwości mysle ze głowie "Dzieki" mężowi.
Jesteśmy ze sobą od 2 lat, znamy sie od 2 lat, po bardzo krótkim okresie znajomosci tak wyszło ze nie planując trafiła nam sie ciąża. Wiec w tej chwili mamy juz prawie roczne dziecko. Maz wywodzi sie z bardzo wierzącej i bardzo patriarchalnej rodziny. I jego zdaniem to jest model idealny. Ja dorastałam zupełnie w innym domu, gdzie wszystko było oddzielne u moich rodziców, znajomi finanse itp. Pochodzę tez z innego kraju ale mieszkam od dawna w Polsce choc cała moja rodzina została w kraju z którego pochodzę. Jako ze byłam tu sama od początku to rodzine zastąpiłam przyjaciółmi i miałam ich mnóstwo i dziewczyn i jeszcze wiecej facetów. Od kiedy zaczęliśmy sie spotykać z mężem od początku nie było kolorowo bo jak juz wyżej widac jesteśmy z dwóch rożnych światów, ale wydawało mi sie ze to kwestia docierania sie. Jednak stopniowo byłam odcinana od swoich znajomych, od męskiej części praktycznie od razu(zgodziłam sie w przekonaniu ze to dobre dla zbudowania poważnego związku) od damskiej stopniowo. Od rodziny odcinać nie musiał bo i tak jest daleko, w momencie gdy zaszłam w ciaze przeprowadziłam sie do męża bo mieszkał w innym miescie niż ja. W pracy najpierw na zwolnieniu pozniej macierzyński. Zarabiałam nie najgorzej choc jakies 6 razy mniej od męża. Dodam tez ze jest on kilka dobrych lat starszy ode mnie. W momencie zajścia w ciąży ja żadnej rodziny nie planowałam, nie oszczędzałam na kredyty itp, żyłam dla siebie bo mogłam. Maz juz planował miał oszczędności.
W zasadzie od początku ciąży nawet jeszcze przed przeprowadzka były non stop awantury w których juz wtedy zaczęłam dostrzegać ze człowiek próbuje mną emocjonalnie manipulować, schematem awantura, jeśli nie wychodziło to branie na litość, przepraszanie itp. W momencie zgody kompletna zmiana taktyki i obwinianie mnie o kazdza awanturę. Najpierw były awantury zazdrosci o każdego faceta w moim otoczeniu, pozniej awantury o wyrażanie swojego zdania najczesciej zupełnie przeciwnego jego. Na pierwszym naszym wspólnym wyjezdzie poza miasto juz pierwszego dnia jak zasnęłam przegrzebal mi telefon i wkurzył sie ze mój przyjaciel wysyłał mi swoje zdjęcia, kazał wypierdalac z hotelu, spakowałam sie i wyszłam mimo ze był wieczor i środek lasu jakiegos, dojechałam stopem do najbliższego miasteczka wzięłam pokój w hotelu i stwierdziłam ze odchodzę(wtedy jeszcze ciąży nie było), wypisywał do mnie cała noc o tym jaka jestem zła, obrażał mnie i moich przyjaciol, wtedy pierwszy raz w zyciu usłyszałam wyzwiska. Olałam wiec rano zaczęły sie błagania bo Wroc bo uratuj bo serce kłuje i dostanę zawału. Wiec znowu stopem z torba wielka na ramieniu pojechałam ratować, podeszłam pod drzwi hotelowego pokoju i juz nie chciał wpuścić bo "juz nie trzeba i za późno przyjechałam". Od tam tej pory było juz z górki, awantura za awantura. Coraz wiecej wyzwisk, coraz wiecej poniżania i obrażanie mojego dotychczasowego zycia. I wszystko było by dla mnie jasne gdybym w pewnym momencie nie nauczyła sie odpowiadać tym samym. Nie jestem słaba dziewczynka ktora bedzie siedziała i przewala łzy w kacie jak ktos na nią wola "suko". Nauczyłam sie odszczekiwać każde wyzwiska. Nie zaprzestał awantur nawet jak byłam w zaawansowanej ciąży. Za każdym razem ten sam schemat, awantura, straszenie ze wywali mnie na bruk(bo juz sie przeprowadziłam do niego), ze mam mu oddać za wszystkie koszty które ponosi za mieszkanie(mimo ze wiedział ze zostałam tylko z podstawowa pensja z ZUS), jak nie działało i olewalam i pakowalam sie i chciałam wyjechać gdziekolwiek to najpierw wyzywanie ze jestem potworem ze wychodzę z domu i odbieram mu dziecko(w brzuchu), jak to nie działało to znowu błaganie o powrót przeprosiny. W koło. Krzyki na porządku dziennym w kłótniach, ale i ja głos umiałam podnieść. Wyzywać tez potrafiłam. Nie potrafiłam tylko tyle gadać co on bo chyba mało ktory polityk w tym kraju razem z prowadzącym porannej tv śniadaniowej wzięci nie mówią tyle co on podczas kłótni. Do urodzenia dziecka nań jego straszenie ze mam sobie szukać innego domu odpowiadałam ze wyjadę razem z dzieckiem do swojego kraju. Po porodzie odpuściłam swoje odbijanie piłeczki i zaczęłam sie zamykać, zwyczajnie sie nie odzywałam i dawałam mu sie wygadac, wyzwisk mniej sie nie zrobiło, straszenia jeszcze wiecej, bo doszły groźby o tym ze odbierze mi dziecko, ze jestem zła matka i ze mnie nie stać by dziecko utrzymać i ze nie mam szans w sadzie. Po 1,5 roku znajomosci doszło do pierwszych rękoczynów(wcześniej tylko on ode mnie raz dostał policzka), i wtedy nie wytrzymałam i poszłam do mops. Założyli mu niebieska kartę. Za bardzo nic to nie poprawiło bo do męża nie dociera ze moze przemoc psychiczna stosować. Jedyne co to zniknęły wyzwiska. Zawsze cos.. Jednak teraz od 4 tygodni jest bardzo zaogniona sytuacja, po kolejnej groźbę jego o rozwodzie stwierdziłam wystarczy i wzięłam sie za ten rozwod faktycznie, poszłam do prawnika. Nie śpimy ze sobą, nie rozmawiamy praktycznie, jedynie jak sie na cos zezłości to straszy ze ma najbardziej krwiożercza prawniczkę w miescie i ze tylko czeka az mi sie rzucić do gardła i ze nie mam szans na dziecko bo finansowo nie moge dziecku nic zapewnić. Jestem jeszcze jakis czas na macierzyńskim. A pisze tu dlatego ze maz chodzi po drogich psychologach i psychiatrach i podobnie wszyscy zgodnie twierdzą ze to on jest biedny a ja wobec niego stosuje przemoc psychiczna. Ze tresuje go, ze moje nie odżywianie sie to trzymanie go na smyczy. Ze nigdy nie przepraszam po to zeby go zlamac( przepraszam faktycznie bardzo rzadko ale dlatego ze zwyczajnie nie czuje sie winna 80% kłótni w tym domu), ze go tez wyzywalam. Ze obrażam i upokarzam jego rodzine(tym ze mowie ze model w którym oni żyją nie jest dla mnie). Maz nie chce bym wróciła do pracy chce bym dla dobra dziecka była w domu jeszcze co najmniej rok(jego mam była z nim do 6). Ja tez bym chciała byc z dzieckiem ale nie moge nie wrócić do pracy i nie miec żadnego dochodu bo boje sie ze przy pierwszej lepszej kłótni bede musiała zebrać o 3 zł na colę(bo jej pic nie powinnam bo nie zdrowa) czy na cokolwiek co mu nie odpowiada. Niby zgodził sie w koncu na wspólna terapie po moich serkach poprzednich o to próśb ale nie wierze ze chce tam isc bo widzi jakis problem tylko po to by uniknąć rozwodu. Niby mowi ze chce rozwodu ciagle a nic faktycznie z tym nie robi. Mowi ze powie w sadzie ze go bije ze znecam sie psychicznie próbuje mi na każdym kroku udowodnić ze jestem zwyrodniała matka. A ja mimo iż nie byłam gotowa na dziecko kocham je nad zycie. Nie pije(nie licząc moze jakiegos kieliszka wina na tydzień) nie chodzę po znajomych, juz nie mówiąc o jakichs imprezach, nikogo praktycznie do domu nie zapraszam, najdłużej jak zostawiłam dziecko to było jakies 8h. Problem w tym i dlatego tez nie wiem do końca czy to przemoc, ze maz mało co mowi wprost typu - nie mozesz tam isc, nie mozesz tego założyć, nie mozesz sie z tymi ludźmi zadawać albo zrób to i tam to. On oczekuje ze zrobię tak jak "trzeba" a jak robie inaczej karze fochami lub awanturami o jakas inna pierdole byle by nie było ze o prawdziwa przyczynę. To wszystko jest mętne bardzo. Prosze oceńcie jak to wyglada w oczach obcych osob. Jeśli trzeba doprecyzuje cos. To moje pierwsze zetknięcie z forum wiec prosze wybaczyć jeśli treść jest przydługa.
Edytor zaawansowany
  • computerro 18.12.18, 23:43
    Współczuję sytuacji i problemów. Trzeba było odejść jak wyrzucił Cię z hotelu. Bo od tego czasu to już nie była miłość tylko toksyczny związek. Z Twojego tekstu rozumiem, że długotrwała sytuacja przemocy wyprała Ci mózg i nie jesteś w stanie prawidłowo ocenić, w jakim bagnie tkwisz.
    Facet urządził Ci scenę z powodu przyjaciół!!! Odizolował Cię od życzliwych Tobie osób - tak jak psychol odizolowuje swoją ofiarę. A potem prał Twój mózg.
    Tyle diagnoza, odpowiedź na pytanie zawarte w wątku. A gdybyś chciała porady, co robić, to zorganizować sobie osobne życie, dla siebie i dziecka. Poszukać pomocy w organizacjach kobiecych, są takie. Jak pół roku pomieszkasz sama z dzieckiem, jak odnowisz dawne relacje ze znajomymi, to będziesz w stanie sama zorientować się, czego Ci trzeba i jak do tego dojść. Jeżeli Twój mąż uważa, że się nad nim znęcasz, to radośnie przystanie na rozstanie i pomoże to poukładać. Jeżeli Cię szantażuje to nagraj na komórkę. Tylko ostrożnie, skoro piszesz, że Twój mąż sprawdza zawartość Twojej komórki. Życzę dużo siły i odwagi
  • krokodil123 19.12.18, 14:56
    Tak, to jest przemoc. Niestety stosujecie ją razem, zarówno ty jak i mąż. Przy okazji, gratuluję tak szybkiego nauczenia się języka polskiego....w 2-3 lata? To cud!
  • ruda_mela 19.12.18, 16:23
    Moge zapytać po czym Pan wnioskuje ze ja tez? Nie pytam by sie bronić bardziej dla uświadomienia?
  • krokodil123 19.12.18, 17:01
    Z pierwszego postu.

    Ale poniekąd Pani tego już sobie uświadomiła. Jest to sprawa trudna, u was "dobrze" jest to, że w tak krótkim czasie stało się jasne, że życie razem jest nie do zniesienia. Niektórzy się gotują powoli z 10-15-20 lat....tak powoli, cicho....przemoc w białych rękawiczkach.

    Proszę poszukać dla siebie też grupy lub literatura z zakresie przemocy. Ja sama miałam trudności i nie wiedziałam jak z tym radzić sobie. Na szczęście znalazłam kiedyś w Warszawie darmowe zajęcia z tematu radzenia z agresją/przemocą.


    "..... ale i ja głos umiałam podnieść. Wyzywać tez potrafiłam...... . Po 1,5 roku znajomosci doszło do pierwszych rękoczynów(wcześniej tylko on ode mnie raz dostał policzka).............."
  • ruda_mela 19.12.18, 17:09
    czy przemoc jest tylko wtedy gdy ofiara jest totalnie bierna?
  • krokodil123 19.12.18, 17:42
    Nie, ale przemoc jest i wtedy kiedy obie strony stosują przemoc.
  • koronka2012 19.12.18, 21:31
    Oczywiście, że to przemoc i powiem więcej - tego się raczej terapią nie załatwi. Mąż ma taką a nie inną rodzinę pochodzenia i utrwalone poglądy na to, co jest jedynie słuszne. Poza tym nie ma w nim za grosz szacunku do ciebie jako człowieka, żony, partnerki - jest kontrola i żądza podporządkowania. Z tego nic nie będzie, tacy ludzie się nie zmieniają.

    Pamiętaj o jednym - orzekanie o winie w małżeństwie nie ma nic wspólnego z opieką nad dzieckiem. Dziecka nie zaniedbujesz, ale dobrze byłoby gdybyś odnowiła kontakty towarzyskie, bo... będziesz potrzebowała świadków w sądzie, którzy to potwierdzą. Możesz i powinnaś się zwierzać komuś bliskiemu.

    Na razie jest słowo przeciwko słowu. Dobrze, że poszłaś do adwokata, mam nadzieję, że uświadomi ci co możesz jeszcze zrobić. Nie przejmuj się jego terapią, bo mój eks też tak pogrywał, biedny był i pokrzywdzony - nic mu to nie dało. Jeśli złożysz pozew - dobrze jest zastosować praktykę mojej pani mecenas - napisałam to we własnym imieniu, podając jak najwięcej szczegółów, faktów, opisując konkretne zachowania. Pełnomocnictwo do reprezentowania mnie w sądzie daliśmy dopiero przed samą rozprawą. Po prostu osoba fizyczna może więcej "przemycić" w takim piśmie niż zawodowy prawnik, któremu nie wypada pisać w taki sposób. Dobrze, że masz założoną niebieską kartę w MOPS, ale przejdź się tam jeszcze, może mają możliwość skierowania cię do psychologa, niech te akta będą aktualizowane.
  • ruda_mela 19.12.18, 22:40
    Dziękuję za rady. Po prostu wciąż się waham. Ja też aniołem nie jestem, mąż próbuje się godzić, proponuje jakies rozwiązania, proponuje by ratować rodzinę. Wierzę że zależy mu na dziecku ale nie jestem w stanie uwierzyć że na mnie też. Zaufać też nie jestem w stanie ani psychicznie ani finansowo. Może to ja po prostu we wszystkich widzę złe intencje...
    Z MOPSem jestem na bieżąco, przychodzi do mnie też Pani psycholog, także jakieś tam wsparcie mam.
  • krokodil123 20.12.18, 06:30
    Ja uważam, że lepiej nie będzię. Czy się poprawiło jak wracałaś kolejny raz? Tak, tylko w okresie miodowym-chyba znasz już te terminy i schematy. Jak nie sama muszisz iść na terapie.
    Mąż cie nie szanuje, nie szanuje twojego zdania, twoją prace, obraża cię, bije cie, szantażuje cie. Czy to jest miłość. Tak samo będzię wychowywał wasze dziecko. Czy sama chciałabyś takiego męża dla swojej córki?

    Napisz po poradę i na forum życie rodzinne. Jaki był w twoim domu model rodzinny, czy rodzice podnosili rękę, czy się obrażali nawzajem?
  • koronka2012 20.12.18, 20:17
    ruda_mela napisał(a):

    > Wierzę że zależy mu na dziecku ale nie jestem w stanie uwierzyć że na mnie też.

    To jest chyba kwintesencja problemu. Jemu zależy na rodzinie jak na pozycji odfajkowanej na życiowej liście "to do". Ale nie na tym, żeby ta rodzina dobrze funkcjonowała, żeby nie niszczyła psychiki dziecka. I nie na tyle, żeby konstruktywnie się zastanowić co on robi nie tak.

    Nie ma ideałów i każdy ma coś za uszami. Tylko tu skala wad jest przerażająca... gdzie cokolwiek dobrego, co was łączy? gdzie jakiekolwiek dobre chwile? jak nie konflikt, to oczekiwanie na kolejny. Tak ma wyglądać życie twojego dziecka?

    Jeśli facetowi zależy na kobiecie, to jej nie bije, nie poniża, nie wyzywa, nie straszy, nie narzuca swojego zdania, nie traktuje jak służącej itp.

    Po prostu szuka winy poza sobą, bo to najłatwiejsze. Powinnaś być potulna, uległa, spolegliwa... albo przynajmniej z pokorą nieść swój krzyż. Taki model rodziny uważa za jedynie słuszny - i bardzo ciężko będzie to zmienić (o ile w ogóle będzie chciał cokolwiek zmieniać w sobie). Skorzystajcie z tej terapii - nie poprzestając na paru spotkaniach, bo to musi być długi proces. Skoro sama bywasz u psychologa to wiesz, że to nie jest forum, gdzie ktoś usłyszy werdykt "pan/pani źle robi to i to". Boję się jednak, że nie da się rozwiązać problemu tego kalibru.

    Dla mnie twój post to scenariusz równi pochyłej, z której niestety wyjdziesz pokiereszowana emocjonalnie. Im dalej w las tym gorzej, pominę już przemoc fizyczną, ale z każdym dniem spędzonym razem tracisz wiarę w siebie, w swój zdrowy osąd itd sad Nie ociągaj się zbyt długo z decyzją, i pamiętaj też, że wypracowane schematy poprawnych zachowań, a prawdziwa troska i uczucie to zupełnie co innego.
  • gazeta2345 21.12.18, 23:13
    Formalnie rzecz ujmując, zdanie: "Jeśli facetowi zależy na kobiecie, to jej nie bije, nie poniża, nie wyzywa, nie straszy, nie narzuca swojego zdania, nie traktuje jak służącej itp." jest pozbawione sensu.

    Bo niebicie, nieponiżanie, niewyzywanie, niestraszenie, nietraktowanie jak służącej to są oznaki zwykłego ludzkiego traktowania nawet psa lub karalucha, a nie dowód wyjątkowej afirmacji kobiety.

    Troska, szczerość, wielkoduszność, obecność w życiu, wsparcie, miłość, oddanie... to są zachowania świadczące, że facetowi zależy na kobiecie.
  • gazeta2345 20.12.18, 15:03
    W sumie nie ma co radzić, bo sygnały, że dobrze nie będzie, miałaś od dawna. Wręcz od samego początku. Wyszłaś za mąż za bandytę więc czego oczekujesz? Że terapia zmieni go w kogoś innego? A dlaczego ma zmienić skoro jemu jest dobrze być bandytą, a tylko Ty kręcisz nagle nosem?

    Patrząc na to z boku jest tak: facet się nie zmienił - od początku był xujem, jest xujem i pewnie będzie xujem. Takiego chciałaś, takiego poślubiłaś i założyłaś z takim dzieciatą rodzinę (czy chcący, czy niechcący nie ma znaczenia, bo dzieci robi się tylko w jeden sposób i nie da przypadkiem więc sprawa jest oczywista), a nagle chcesz kogoś innego za męża. Mówiąc przewrotnie: facet może czuć się oszukany.
  • krokodil123 20.12.18, 15:34
    Przepraszam, jaki bandyta.
    Napisane jest że "z wywodzi sie z bardzo wierzącej i bardzo patriarchalnej rodziny. I jego zdaniem to jest model idealny.".

    Facet ciągle komunikuje że jest ideałem, super i naj-naj, rodzinka od dziada pradziada cud-miód a inni są nie halo i dlatego autorka ma pomieszane w głowie.
  • gazeta2345 20.12.18, 15:47
    Zgodzę się, że autorka ma pomieszane w głowie jeśli przyjrzy się czym się kieruje w życiu, swoim wyborom i konsekwencjom. Przy bandycie będę obstawał.

    tongue_out
  • ruda_mela 20.12.18, 17:35
    Wczytując sie w mój pierwszy post mozna zauważyć ze o radę w żadnym momencie nie prosiłam. Prosiłam o ocenę postronną. O innym mężu tez słowa nie było. Wydawało mi sie ze dość jasno dałam do zrozumieni ze prosze o stanowisko postronnych osob czy jest to konflikt czy tez przemoc. A nie ocenę moich wyborów, które stety czy niestety potrafię sama określić jako nieudane.
  • krokodil123 20.12.18, 18:38
    Wskazówki można bardzo łatwo znaleźć w internecie

    www.zowpiastow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=16&Itemid=130

    zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105804,15085249,Przemoc_w_rodzinie___gdy_dom_przestaje_byc_bezpieczna.html

    sciaga.pl/tekst/65953-66-wplyw_przemocy_w_rodzinie_na_rozwoj_czlowieka
  • krokodil123 20.12.18, 18:52
    Jeżeli masz konflikt to wygląda to jak w pracy powiedzmy.

    Masz konflikt z koleżanką (często wychodzi zapalić i zostawia cię sama z klientami i pracą).
    To rozmawiasz z nią i tłumaczysz i jak to wygląda z twojej strony, podajesz fakty- nie nadążasz, klienci się denerwują, prosisz o zmianę zachowania na przyszłość.

    A nie zaczynasz ją obrażać że jest głupia idiotka, nie nadje się w ogóle do żadnej pracy, wyrzucasz jej rzeczy po za biurem, łapiesz ją za włosy i uderzasz w twarz.

    Twój szef ma z tobą konflikt, uważa że się wymigujesz z pracy, i chcesz urlop kiedy jest najwięcej pracy.
    To tłumaczy ci że sytuacja jest taka co rok, też podaję fakty i że musi w tym okresie mieć więcej osób i oczekuje że należy się troszkę przyłożyć dlatego że zespół nie nadąża z zamówieniami.

    A nie mówi ci że jesteś kretynka, lub coś na k czy na p czy jeszcze na jakoś literę, że masz się pakować i nie wracać nigdy, że nie nadajesz się do niczego, nie wykręca ci ręce i nie popycha cię na ścianę lub na ziemi kopiąc cię.

    Czy powyższe nie jest dla ciebie przemoc. Jeżeli jest, to dlaczego zadajesz takie pytania w stosunku do męża?

    Każdy kto cie obraża, wyzywa, poniża, naśmiewa się, izoluję, wymusza, zadaje ból stosuje przemoc, niezależnie czy to jest koleżanka, sąsiad, nieznajomy czy mąż.
  • gazeta2345 21.12.18, 08:00
    Oczywiście można było na długaśny elaborat odpowiedzieć jednym słowem: przemoc i zająć się piciem kawy, nie przejmując się zbytnio, czy kolejny elaborat nie będzie przypadkiem pisany ręką trupa gnijącego w jakiejś beczce. To byłby znak naszych czasów: gdy dziecko zdycha w samochodzie, pozostawione przez "nierozważnego" rodzica, to tłum filmuje. Wszak zdychanie dzieciaka na ulicy nie jest czynnością powszechną, ale pożądaną więc warto imprezę uwiecznić i chwalić się możliwościami kamery.

    Tego Pani chciała? Gdy spotkam na ulicy faceta walącego w pysk kobietę, to mam założyć, że to właśnie Pani i powiedzieć: "Ruda, to jest chyba przemoc! Tak to mi wygląda, ale lepiej zapytajmy na forum". Tak to ma być?

    Wie Pani co? Przemocą domową jest nie tylko pranie żony po pysku, nie jest tylko wyzywanie jest, jest nią nawet nierówny podział obowiązków domowych ponieważ jeśli w domu są dwie osoby dorosłe, z czego jedna czegoś nie wykona, to druga MUSI. I to "musi" to jest przemoc. Nie branie po ryju, ale nawet kolejne, niechętne powieszenie prania.

    I jeżeli tego Pani nie wie i nie czuje - a Pani tego rzeczywiście nie wie i nie czuje, co jest kuriozalne i przerażające zarazem wobec faktu, że jest Pani matką, mającą być ostoją (???) dla dziecka - to forum chce to jakoś Pani uświadomić. Że Pani sytuacja życiowa to nie efekt planowanego wycofania wojsk amerykańskich z Syrii, tylko efekt "starannie planowanej" przez Panią, przez lata, katastrofy. I jedynym ratunkiem dla Pani jest dogłębna analiza swojego zachowania i próba spojrzenia na życie jako procesu, w którym mąż bijący żonę, to EFEKT Pani wyboru bandyty na męża, a efekt ten ma swoje twarde podstawy.

    Ale jeśli WYŁĄCZNIE zależy Pani na udzieleniu prostej odpowiedzi, to: przemoc.

    I proszę nie zawracać więcej dupy.
  • ktos_z_kosmosu 20.12.18, 22:19
    I jedno i drugie, tyle, że u was przemoc, a w efekcie konflikt, mają podłoże nie pierwotne, a wtórne.
    Tak wam wyszło.
    Różne osobowości i brak wiedzy obojga, że związki buduje się na fundamentach, waszych, przez was stworzonych, a nie wniesionych z zewnątrz. To jest jak z przeprowadzką do nowego domu. Oboje i każdy z osobna przeprowadzają analizę co zabierają ze starej chałupy, a co wywalają na śmietnik by to coś nie zagracało nowego mieszkania i tym samym, nie generowało konfliktów.
    On - Mogę tylko napisać, że to pewnie katol i to nieco tępy katol, bo wdaje się z Tobą w awantury o detale, zamiast spokojnie pogadać o fundamentach. Fundamenty nie oddają, są stabilne, detale przeciwnie, on swoje,Ty kontrujesz i konflikt eskaluje.
    Jest też coś, co go broni.
    Ale o tym w części Ty.
    Ty - Zabawowa, imponuje Ci, że świat zewnętrzny interesuje się Tobą, docenia Cię i fajnie Ci jest w tym środowisku. Angażujesz się. Ale o jednym nie wiesz, albo nie chcesz przyjąć tego do wiadomości, że w rzeczywistości ten świat nie jest taki fajny. Super koleżanki to genetycznie uwarunkowane Twoje rywalki, które w krytycznych momentach potrafią z miłych, przeistoczyć się w podłe wiedźmy. Super koledzy natomiast kadząc Ci, pióra strosząc myślą tylko o jednym, też uwarunkowania genetyczne, o tym by Cię przelecieć.
    Piszesz, że mąż jest zazdrosny i się wścieka. Ma rację, ja na jego miejscu też bym się wściekał. Bym się wściekał bo żona część swojej sympatii, zamiast na mnie przelewa na jakichś palantów i co gorsza, to to, że przegrywam z nimi, bo oni mają luksus imponowania tej żonie i łatwo im to przychodzi, bo ona nie zna szczegółów o nich, a moje zna.
    Jeszcze jedną męską zmorę Ci wyjawię. Jeśli ten mąż nie jest Twoim pierwszym partnerem, to wiedz, że wielu facetów w trakcie seksu z panią z odzysku, miewa wrażenie, że seksi się z obcym facetem. Do tego jeszcze dochodzi wrażenie, że inni faceci go palcami wytykają, podśmiewają się z niego. Te akurat traumy szczególnie dotyczą tych, którzy po ożenku nie zmienili środowiska, znani są i znana jest ich historia.
    Na pociechę też dodam, że w Twoim przypadku szanse są na wyprostowanie tego Co u Was krzywe. Trza tylko czasu, empatii, pokory i przede wszystkim dobrych chęci.
    Jak ktoś kiedyś powiedział "nie ma takiej rury, której nie można odetkać".
    Więcej wniosków nie będzie, bo nie ma z czego wnioskować.
    Piosenkę z odpowiednim tekstem tylko Ci zadedykuję.
    Tekst.
    Nie spędzę swojego życia
    Czekając na przylot anioła
    Szukając końca tęczy
    Teraz kiedy cie odnalazłam
    Odwołam poszukiwania

    I nie spędzę swojego życia
    Przypatrując si,e gwiazdom na niebie
    Zastanawiając się, czy miłość mnie ominie
    Teraz kiedy cie odnalazłam
    Odwołam poszukiwania

    Na zewnątrz
    Nigdy bym nie zaznała
    Tego świata, który widzę dzisiaj
    I mam przeczucie
    Że to nie odejdzie

    I nie skończę swoich dni
    Pragnąc, żeby miłość przyszła
    Bo ty jesteś w moim życiu
    Do którego należysz
    Teraz kiedy cie odnalazłam
    Odwołam poszukiwania

    Teraz kiedy cię odnalazłam
    Odwołam poszukiwania
    Teraz kiedy cię odnalazłam
    Odwołam poszukiwania
    www.youtube.com/watch?v=bq-hh-zr48U




  • ruda_mela 20.12.18, 23:04
    Doceniam oczywiście kazdy komentarz tu i w ogole chęć przeczytania całej tej mojej przydługiej historii. Ale w Pana komentarzu jakos zbyt duzo wniosków i teorii wysnutych na podstawie tak naprawde niczego. Bo o wielu rzeczach o których Pan mowi ja nie mowilam nigdzie. Wiec cieżko mi wziąć do siebie Pana uwagi
  • ktos_z_kosmosu 21.12.18, 00:36
    ruda_mela napisał(a):

    > w Pana komentarzu jakos zbyt duzo wniosków i teor
    > ii wysnutych na podstawie tak naprawde niczego. Bo o wielu rzeczach o których P
    > an mowi ja nie mowilam nigdzie. Wiec cieżko mi wziąć do siebie Pana uwagi

    Szanowna pani, to, że Pani nie rozumie tego co napisałem, jest źródłem Pani problemów.
    W innym wątku po Konfucjuszu napisałem.
    "Wszystkie nieszczęścia tego świata wynikają z niewiedzy".
    Chyba, że Pani uważa, że spadają z gruszki. Dojrzewają i spadają.
    Co zaś tyczy tego co Pani nie napisała, to pragnę oświadczyć, że w moim wpisie odniosłem się do tego, co Pani napisała, a różnią nas jedynie punkty widzenia. Pani postrzega temat oczami kobiety, w jakimś stopniu dzisiejszą nowoczesnością, zindoktrynowanej ku manifestowaniu swojej niezależności, z potrzebą praw do własnych wizji i konieczności "wyrażania się", ja natomiast postrzegam zagadnienie z pozycji kosmity nie z tego, dzisiejszego świata.
    A tak krotko. Miła Pani, dar mam czytania między wierszami.
    No, może nie dar, raczej doświadczenie.
  • cyprian21 21.12.18, 14:33
    ktos_z_kosmosu 20.12.18, 22:19 napisał:

    >>"...wielu facetów w trakcie seksu z panią z odzysku, miewa wrażenie, że seksi się z obcym facetem..."


    Nie udzielaj innym ludziom rad, kiedy sam potrzebujesz psychiatry do końca życia.
  • ruda_mela 21.12.18, 16:17
    Nie chciałam pisać tego wprost ale tez odniosłam wrazenie ze Pan powyżej ma znacznie gorsze problemy do rozwiązania w swojej głowie...
  • gazeta2345 21.12.18, 23:20
    Akurat wypowiedź Cypriana pozbawiona sensu nie jest.

    Gdy budujesz dom, to realizujesz pierwszy projekt, który wpadł w ręce bez dogłębnej analizy ze szczególnym uwzględnieniem Twoich życiowych potrzeb? Pewnie nie. A gdy kupujesz auto - szczególnie używane - to płacisz bez interesowania się? Pewnie nie. Pewnie sprawdzisz historię po VIN, zainteresują Cię poważniejsze naprawy, wypadkowość itp - a przecież to tylko rzecz na kilka lat i łup na śmietnik. Zwykły kawałek żelaza, a jednak nie chcesz by miał dwudziestu ujeżdżaczy i był walony ze wszystkich stron.

    No to skoro mamy takie klarowne kryteria na codzienne rzeczy, to wybierając sobie kandydata na męża/żonę mamy kryteria luzować? I dwudziestu ujeżdżaczy już jest dopuszczalne? To gdzie jest granica?

    Jaki jest nasz standard?
  • krokodil123 22.12.18, 08:08
    Gazeta2345, lubię cię za pierwszego wczorajszego postu. W sprawie drugiego, niestety są różowe okulary, działają hormony, dużo ludzi udaje innych tzn kochających, pracowitych, niektóre całe rodziny nawet ukrywają kredyty, choroby i inne. A w dodatku ludie się zmieniają, pieniądzę też zmieniają człowieka.
  • gazeta2345 22.12.18, 13:34
    Tak, są różowe okulary, sam wielokrotnie ich doświadczałem.

    Tyle, że kiedyś kobieta się najpierw podobała, potem nieśmiało z nią zatańczyło na imprezie, na która trzeba było poczekać wcześniej wpisując się w bilecik, potem była sympatia, narzeczeństwo i małżeństwo. Oczywiście z różnym skutkiem, ale był proces poznawania jej i siebie w nowej rzeczywistości.

    Teraz dowolny wręcz smartfon jest natychmiast do odbioru za złotówkę, reszta w abonamencie, a o kosztach zerwania umowy przed czasem nikt nie myśli. No to mamy, co mamy: najpierw wyro, a potem zobaczymy kto to był. Ale reszta pozostała, bo musiała: koszt abonamentu i cena zerwania umowy. Tej pracy, której nie wykonała przed ślubem, wykonuje teraz płacąc nie tylko koszt zerwania umowy, ale codzienną udrękę posługiwania się nieergonomicznym sprzętem.

    A tak poza tym: miałem kilka kobiet-zabawek erotycznych. Na szybko - uśmiech, mrugnięcie, wyro. Nie znam faceta (a czasem się gada przy drinku), który by nie chciał szybkiego seksu. Nie znam też żadnego, który by taką łatwą kobietę szanował w sensie jakiejkolwiek późniejszej relacji. Jak na przedmiotowości jej i siebie zbudować coś głębszego?
  • sasanka5 22.12.18, 20:55
    gazeta2345 napisał(a):

    Jak na przedmiotowości jej i siebie zbudować coś głębszego?

    Co głębszego masz na myśli ?
  • ferra 25.12.18, 15:56
    A ja znam bardzo wielu naprawde zamoznych panow, ktorzy poznali swe obecne zony w burdelu - jako ich owczesni klienci. Ale oni o tym nie mowia kumplom przy drinku.
  • sasanka5 22.12.18, 13:29
    gazeta2345 napisał(a):


    > No to skoro mamy takie klarowne kryteria na codzienne rzeczy, to wybierając sob
    > ie kandydata na męża/żonę mamy kryteria luzować? I dwudziestu ujeżdżaczy już je
    > st dopuszczalne? To gdzie jest granica?
    >
    > Jaki jest nasz standard?

    Granica jest w nas samych. Któż nie chciałby poczuć się wyjątkowo i nareszcie dopieszczony w extra fajnie wyglądającej bryce, zwłaszcza jeśli od dawna o tym marzyliśmy ? Można nawet oko przymknąć na te wszystkie historie nie do końca udokumentowane, połowa to przecież plotki i pomówienia zazdrośników, a nowy face lifting potrafi naprawdę urzekająco połechtać próżność.
  • gazeta2345 22.12.18, 13:58
    A stać nas na taką brykę? Jesteśmy w stanie kupić, utrzymać bez zaniedbania innych obowiązków?

    Bo jeśli stać tylko na zakup podpicowanego złomu, to znaczy, że nas nie stać na takie wygórowane marzenia.
  • sasanka5 22.12.18, 20:50
    Tylko, że wygląda naprawdę, ale to naprawdę jak rasowy okaz. Znajomi też spoglądają z podziwem !
    I ta nadzieja i oczekiwanie, które nieśmiało pojawiają się, choć nadal głęboko ukryte w sercu, że nadszedł ten czas, szansa, na to, że coś wyjątkowego przytrafia się również mi.

    Po co zaraz mówić o wygórowanych marzeniach. Każdy ma w końcu jakąś brykę. A tu takie cudeńko się trafia ! Szczęście nareszcie się uśmiechnęło.
  • nieprawda.nieprawda 23.12.18, 17:28
    Wyzwiska, rękoczyny - wyraźna przemoc.
    Za chwilę, jeśli zrezygnujesz z pracy, dojdzie przemoc ekonomiczna.
    Możecie iść na terapię, żeby każde z Was na głos powiedziało jak to wygląda z jego/jej perspektywy. Może dowiesz się o mężu czegoś ważnego czego normalnie nie potrafi Ci powiedzieć.
    Z tego co napisałaś, mąż sprawia wrażenie osoby z bardzo niskim poczuciem własnej wartości. Zupełnie nie radzącego sobie z emocjami. Bardzo możliwe, że ma na dodatek jakieś fatalne wzorce z domu.

    Sama bylam z exem na terapii par. Nie pomogła uratować związku, ale pomogła mi zrozumieć co się w nim działo. Miej swiadomość, że aby terapia par mogła pomóc, obie strony musiałyby aktywnie coś w sobie zmienić. To niestety rzadko się udaje.

    Jeśli nie terapia par, to moim zdaniem przyda się Tobie terapia indywidualna. Żeby zrozumieć czemu jesteś/byłaś w takim związku i dlaczego pomimo narastającej przemocy, wracałaś i pozwalasz się tak traktować. Terapia indywidualna może Ci też po prostu pomóc odejść. Wasz związek obecnie to piekło. Jesteś pewna, że chcesz w nim wychowywać dziecko?
  • ruda_mela 24.12.18, 22:36
    Dziekuje za radę
  • nieprawda.nieprawda 27.12.18, 12:30
    Mam nadzieję, że uda Ci się zawalczyć o siebie. Wiem, że nie jest łatwo. Życzę podjęcia dobrych decyzji.
  • krokodil123 27.12.18, 13:32
    Można poszukać i coś lepszego, teraz wklejam tak na szybko

    www.deon.pl/spolecznosc/artykuly-uzytkownikow/styl-zycia/art,167,wplyw-przemocy-w-rodzinie-na-rozwoj-dzieci.html



  • ferra 25.12.18, 16:04
    Ja Ci zadam konkretne pytanie: jakie realnie korzysci masz z tego zwiazku?
  • ruda_mela 26.12.18, 21:59
    wiesz co, może poczucie bezpieczeństwa że mojemu dziecku nigdy nic nie zabraknie a sama boje się ze nie będę w stanie dziecku takiej pewności zagwarantować...
  • ferra 26.12.18, 23:17
    facet jest miliarderem smile? co zapewnia czego sama nie jestes w stanie zdobyc? zaprzedajesz zycie swoje i dziecka za mglista wizje "blizej nie okreslonego bezpieczenstwa" - to niewolnictwo - masz tego swiadomosc? Na ile sie wycenilas?
  • fusun1804 27.12.18, 14:43
    Koniecznie napisz na TYM forum. Tam dostaniesz zrozumienie i życzliwe rady.

    forum.gazeta.pl/forum/f,898,Zycie_rodzinne.html
  • ruda_mela 28.12.18, 12:39
    Wiem ze niewolnictwo, odczuwam to na każdym kroku. A co do wyceny, gdyby nie chodziło o dziecko to nie było by tematu, bo finansowo od 16 roku zycia radziłam sobie sama i to naprawde nie zle. Wiec o sama siebie sie nie boje, boje sie ze on aspektem finansowym bedzie mi próbował odebrać dziecko przez sad, do tego dokłada ze pije(niby), szlajam sie nie wiadomo gdzie(zajęcia dwa razy w tygodniu wieczorami) i ciagle szukam okazji do porzucenia rodziny... ja wiem ze to kit, a sędzia z nami nie mieszka i boje sie ze w takie bzdury uwierzy...
  • ruda_mela 28.12.18, 12:40
    I widząc opinie co niektórych tu to widze ze mozna naprawde nieciekawe teorie zbudować nie wiadomo na czym, do tego dołóż ze jest prawnikiem i bedzie miał bajki tak wiarygodne ze boje sie o to...
  • nieprawda.nieprawda 28.12.18, 14:34
    To ze jest prawnikiem nie pomaga Tobie, ale spróbuj porozmawiać o tym z kimś z zewnątrz. Spisać i nazwać na głos to czego się obawiasz.
    Ja też długo miałam w sobie ten lęk, co będzie jak się rozstaniemy. Ex nie straszył mnie, ale opowiadał swoim znajomym, że jego stać na najlepszego prawnika, że dzieci będą z nim. Że to mnie się "odwidziało".
    Po rozstaniu, pomimo, że to on się wyprowadził, to ja wierzylam, że on bedzie potrafił udowodnić swoją wersję, że ja go wyrzuciłam z domu. Tylko dlatego że po jego wyprowadzce, spakowałam jego rzeczy i kazalam mu je zabrać. Serio.

    Też obawiałam się, że wygra aspektem finansowym.
    Pomogło spojrzenie z zewnątrz osoby, która zna nas oboje.
    Znajomi pomogli mi to zobaczyć tak, że gdyby przed sądem powoływał się tylko na rozbieżności finansowe, to nie zrobiloby to na sądzie prawdopodobnie większego wrażenia. Co najwyżej dawałoby mi szanse na wyższe alimenty na dzieci.
    Obawiałam się też że będzie próbował udowadniać, że jestem złą matką i że nie będę się umiała z tego wybronić.
    Tu też pomogło mi spojrzenie z zewnątrz, że wszystko trzeba udowodnić. I że nie powinnam się obawiać bezpodstawnych zarzutów. Że zawsze mogę powołać swoich świadków oraz przedstawić obiektywnie czym się zajmuję w domu, w szkole. Że dzieci są zadbane i zaopiekowane a to że on częściej gotował gdy mieszkaliśmy razem nie świadczy o mojej niewydolnosci wychowawczej wink
    U mnie nie było przemocy a i tak ten lęk "co będzie potem" był naprawdę strasznie silny. Teraz z perspektywy czasu te zarzuty wydają mi się absurdalne, ale wówczas strach mnie paraliżował.
    Jeśli coś mnie niepokoi w Twojej relacji, to że Tobie chyba zdarzało sie brać czynnie udział w konflikcie. Tego radzę unikać, żeby nie dawać mu rozegrać kart, jeśli np nagra, jak tracisz panowanie nad emocjami. Jako prawnik będzie pewnie wiedział jak takie nagranie najlepiej wykorzystać czy nawet zmanipulować Cię podczas kłótni.
    Życzę dużo siły, zeby pokonać ten lęk. Nie darmo się mówi, że strach ma wielkie oczy. Nie zawsze to co nas przeraża jest takie straszne. Czasami ktos z zewnątrz potrafi nam pomóc to zrozumieć.
  • ruda_mela 28.12.18, 23:01
    Czynny udział w konflikcie przestałam brać juz z pol roku temu jak nie wiecej. Tez sie tego boje ze to wykorzysta. Wiem ze moze, ale wiem ze nie robiłam tego dla własnej przyjemności tylko sie broniłam jak umiałam i walczyłam o swoje. Teraz gryzę sie w język i dla spokoju dziecka i po to zeby nie dawac mu argumentów. Powiedz mi cieszysz sie z tego rozstania? Dobrze ci z tym? Nigdy nie zalowalas?
  • ferra 28.12.18, 23:37
    poszukaj w internecie historii pani Piaseckiej (slynny wplywowy maz "pan radny " pisu) gdzie byl stosowany betonowy patriarchat katotalibowy. Masz szanse powielic historie tej pani. Nie szkoda Ci wlasnego dziecka? Unikanie oprawcy to fatalna strategia - roszczenia beda coraz bardziej rosly do granic absurdu.

    Twoj maz jest prawnikiem - nie on jeden w tym kraju- skontaktuj sie zatem z prawnikiem Piaseckiej - wydaje sie ogarnietym czlowiekiem odpornym na przemocowcow z dyplomai i wplywami.
  • adria231 02.01.19, 05:54
    To jest przemoc. Gdzie miałaś oczy przed tym związkiem? Czy maskował swoje prawdziwe oblicze? Nie czekaj, aż zrobi ci następne dziecko. On nie zmieni się. Będzie jeszcze gorzej.
  • ex123 27.01.19, 21:16
    Masz 2 możliwości
    1 Podporządkujesz się w 100 proc mężowi. Facet ma wizję małżeństwa i z niej nie zrezygnuje. I jego wizja małżeństwa jest dla niego ważniejsza niż Ty i Twoje szczęście .
    2 UCIEKAJ.
    Oba rozwiązania mają plusy i minusy, sama zdecyduj co jest dla ciebie ważniejsze

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka