Dodaj do ulubionych

Czy to nadużywanie władzy rodzicielskiej?

22.05.19, 22:37
Z racji na porę - dobry wieczór wszystkim.
Mam takie pytanie. Pod koniec roku rozwiodlam się z mężem, z którym mam dwójkę nastoletnich dzieci. Dodam, iż nasze małżeństwo trwało kilkanaście lat, a więc kawał czasu. Przez te wszystkie lata, zgodnie z tym, co razem ustaliliśmy z mężem, ja nie pracowałam, zajmowałam się domem i dziećmi, mąż natomiast nas utrzymywał. Nie układało się między nami od samego początku, głównie z powodu różnic światopoglądu (jestem niewierzaca, mąż ortodoks) oraz wtracania się w nasze sprawy teściów - również katolickich ortodoksow. Ci obraził się na mnie i moją rodzinę już w dniu mojego ślubu gdyż... moja rodzina nie przystąpiła do komunii świętej. Przez wszystkie lata byłam przez nich gnebiona i zastraszania, brakowało mi wsparcia gdyż wyprowadzilam się z dala od domu rodzinnego. Wykorzystywali to, iż byłam młoda i przestraszona, zależna od nich, zmuszali do wiary. Mąż nigdy nie stanął po mojej stronie, zawsze brał ich w obronę. Przez to wszystko popadlam w depresję, na ktora lecze się do dziś. Później przyszedł najgorszy koszmar, a mianowicie to, iż uzaleznilam się od lekow nasiennych, które wypisywal mi mój psychiatra. Nie zrobiłam tego celowo, to skutek dramatów życiowych i błędnego leczenia. Trwało to sześć lat. Przeszlam dwa detoksy w szpitalu i terapię odwykowa, jestem czysta. W tym czasie mąż planował już rozwód i wykorzystał moja niedyspozycje by zbuntowac przeciw mnie corki. Tak je nabuntowal wraz ze swoja rodzinka iz dzis dzieci nie chca utrzymywac kontaktu nie tylko ze mna ale z cala moja rodzina. A tam tylko kosciol i kosciol... A, rowniez wieczne obmawianie innych. Po rozwodzie dzieci są z nim a ja mieszkam z nowym partnerem. Były mąż sukcesywnie utrudnia mi kontakt z córkami, zawsze gdy chce przyjechać dziwnym trafem ich nie ma... I to buntowanie przeciw mojej rodzinie. Aby zrozumieć sytuację, trzeba objąć to wszystko od samego początku i pojąć, jak byłam zastraszana. On mnie zostawił w chorobie i zabrał dzieci oraz cały dobytek. Co mogę zrobić w tej sytuacji??
Edytor zaawansowany
  • loginka234 22.05.19, 22:43
    Leki, od których byłam uzależniona, to leki nasenne a nie nasienne. Ten słownik...
  • vermieter 24.05.19, 10:36
    Najlepiej nic.. Układaj swoje życie. Córki staną się pełnoletnie, może zrozumieją wtedy, że istnieje inne życie poza takim, które mają teraz na codzień. Pamiętaj o nich, utrzymuj kontakt listowny, szczególnie w ważnych dla nich momentach. Zajmij się sobą, żeby córki kiedyś zobaczyły, że ta mama wcale nie jest taka zła, jak ją przedstawia ojciec i jego rodzina. Nawet gdybyś teraz się z nimi spotkała, to i tak nic nie zmienisz w trakcie krótkiego widzenia.
  • konstancja16 24.05.19, 11:24
    dziewczyny sa juz duze, tak? sprobuj może nawiazac z nimi kontakt bez posrednictwa. nie nachalnie, tylko małymi kroczkami. jakiś messanger, facebook, nr komórkowy. zaproponuj niezobowiazujaco jakiś atrakcyjny wspólny wypad, zakupy, kino. krotki na początek i bez narzucania się. może z jedna jeśli tak może być latwiej. albo z kazda z osobna. po prostu porozpieszczaj je przez dwie godziny, żeby chciały powtórzyć spotkanie. i jak się uda to powoli spróbuj umawiać się regularnie. z jedna, z obydwiemy, na przemian. potem już nie koniecznie na ‘rozpieszczanie’ i fajerwerki, ale na zwykle sympatyczne rzeczy, wspólne pieczenie ciasta, spacer. to metoda małych kroczków, wymaga cierpliwości. nieraz Cie wystawia albo wtraci się ojciec. gwarancji ze się uda nie ma, ale trudno mi sobie wyobrazić odpuszczenie kontaktu z dzieciakami.

    --
    Enjoy yourself. It's later than you think.
  • melatonina 24.05.19, 11:29
    Ale prawa rodzicielskie macie oboje? W takim razie możesz chyba wystąpić do sądu o to, że mąż utrudnia Ci kontakt z dziećmi?
  • loginka234 25.05.19, 18:45
    Tak, władze rodzicielską mamy oboje. Problem w tym, iż byly mąż notorycznie utrudnia mi kontakty z córkami. Zawsze gdy chce przyjechać słyszę, że albo idą do koleżanki albo na jakieś pozaszkolne zajęcia albo jada gdzieś razem... Poza tym teraz taki niby cudowny tatuś, a przez pierwsze lata życia naszych dzieci palcem przy nich nie kiwnal zaslaniajac się zmęczeniem po pracy. Oczywiście rozumiałam to i uważałam za swój obowiązek to, że większość pracy przy corkach powinnam wykonać ja. On jednak nie robił nic, kompletnie nic, jakby one nie istniały. Nie zmienił nawet pieluchy, nie wykapal, nie przebral... Gdy byłam już w zaawansowanej drugiej ciazy nie pomagał mi nawet wnosić po schodach wózka że starsza córka na drugie piętro, jedyne co robił, to naciskał guzik od domofonu by mnie wpuścić... Gdy młodsza córka zachorowała w wieku kilku miesiecy i trafila do szpitala to nawet w dniu wypisu nas nie odebral gdyz siedzial calymi dniami u chorego ojca. Nie w tym rzecz, ze mu bronilam, ale jesli zona i make dziecko wychodza ze szpitala to wypadaloby sie nimi zainteresowac... I tak szłam około dwóch kilometrów z dziewieciomiesiecznym szkrabem na rękach i torba podróżna... Wszędzie chodziłam z dziećmi sama, do lekarza, zapriwadzalam do szkoły, na dodatkowe zajęcia, na spacery (przecież on się nie kwapil). Do tego podejście moich teściów i całej tej ich rodziny... Zmuszanie do wiary, wykorzystywanie mojej sytuacji i tego, że nie mogę się sprzeciwić. To był koszmar. Później ta depresja i uzaleznienie od lekow... To wszystko z nerwow, bezsilności i calej tej beznadziei... Po tym wszystkim on wyrzucil mnie z domu a gdy bylam na terapii odwykowej zbuntowal dzieci przeciwko mnie i całej mojej rodzinie. Jest ponoć na to jakieś określenie w psychologii, chodzi o to, że dziecko tak bardzo zaczyna brać stronę rodzica je buntujacego, iż zaczyna wierzyć i głosić rzeczy, które są ewidentna nieprawda.
    Proszę, pomóżcie. Czy mam jakieś prawa i jak mogąc ich dochodzić...?
  • loginka234 25.05.19, 18:59
    Dodam jeszcze, iż były mąż jest uzależniony psychicznie od matki (był od obojga rodziców ale teść zmarł). Zawsze liczył się tylko z jej zdaniem, wydzwania i jeździ do niej z każdym problemem. Jeśli dochodziło do jakiejkolwiek scysji między mną a moja teściowa, zawsze brał jej stronę. Jestem osobą ugodowa i nieraz zagryzalam zeby by nic nie powiedziec tesciowej wobec czego nie klocilysmy sie raczej, poza kilkoma wyjątkami w ciągu tych kilkunastu lat. Ale duszenie tego w sobie było dla mnie bardzo trudne, stąd ta depresja, mam to nawet odnotowane u lekarza gdy byłam na pierwszej wizycie - że mąż ciągle przebywa u matki i to jest powodem moich problemów. Bywało tak, że idąc do teściów i siadając na ubikacji nie mogłam zrobić siku że stresu choć miałam pełny pęcherz... Straszyli mnie piekłem, że moje dzieci nie zostaną zbawione przez moja postawę, teściowa nosiła jakieś świece, które trzeba zapalic gdy nadejdzie koniec świata... Do tego wiecznie śmiali się przy mnie z mojej rodziny tylko dlatego, że nie chodzą do kościoła tak jak oni... Mam mnóstwo żalu, głównie chodzi mi o dzieci.. Tyle lat spędzonych z nimi i w jednej chwili praktycznie mi je odebrano... Ta sekta ma je już niestety w swoich szponach.
  • koronka2012 25.05.19, 21:37
    Zaboli - ale powiem szczerze. Mowa o nastolatkach - gdyby chciały, to by się z tobą widywały, kropka.
    Więc nic nie możesz zrobić, poza przekazaniem im komunikatu, że zawsze są w twoim sercu, i zawsze na nie czekasz. Żaden sąd nie zmusi nastolatków do spotkań z matką jeśli one same tego nie chcą.

    Niestety to, że wypełniałaś swoje obowiązki rodzicielskie to za mało, najwidoczniej nie zbudowałaś wystarczającej więzi, żeby przełamać indoktrynację. Pewnie to wina choroby, bo siłą rzeczy w takiej sytuacji więź z dziećmi zeszła na dalszy plan. Nie skupiaj się na swoim poczuciu krzywdy, bo to do niczego nie prowadzi. Mąż nabuntował dzieci, wszystko zostawiłaś - ale prawda jest taka, że są to konsekwencje twoich wyborów i błędów niestety. Zamiast tkwić w toksycznej relacji, podporządkowywać się idiotycznym nakazom - mogłaś się rozwieść, mogłaś pracować, mogłaś mieć inne życie. Z jakichś powodów zdecydowałaś się z nim zostać, i to przyniosło opłakane skutki.

    Pozostaje ci czekać, aż dzieci same dojrzeją i przejrzą na oczy.

    P.S. Wystąpiłaś o podział majątku?
  • loginka234 25.05.19, 22:30
    Nie wystapilam, on korzysta że wszystkiego.
    Rozwiesc się... Łatwo powiedzieć, gdy nie ma się samemu nic. Byłam zdana na męża niestety i to był mój błąd...
  • loginka234 25.05.19, 23:17
    Poza tym jeszcze zrozumiem to, że córki odwrocily się ode mnie. Ale dlaczego od mojej rodziny??
  • vermieter 26.05.19, 00:42
    tego chyba nie trzeba tłumaczyć.
    Rozumiesz, że córki się odwróciły od ciebie, a nie rozumiesz dlaczego od twojej rodziny. Dziwne rzeczy wypisujesz, jesteś trollem?
  • vermieter 26.05.19, 00:39
    i żadnych obowiązków, żadnych dzieci. Mnóstwo wolnego czasu, zacznij żyć tak, jak zawsze chciałaś.
  • loginka234 26.05.19, 01:44
    Sam jesteś trollem, miałam chyba prawo poznać kogoś nowego po tym jak mąż wyrzucił mnie z domu?! A może powinnam gryźć palce i prosić go o litość?! Śmieszne.
  • koronka2012 26.05.19, 12:01
    loginka234 napisała:

    > Nie wystapilam, on korzysta że wszystkiego.

    To wystąp, co cię powstrzymuje?

    > Rozwiesc się... Łatwo powiedzieć, gdy nie ma się samemu nic. Byłam zdana na męż
    > a niestety i to był mój błąd...

    Nikt nie powiedział, że to łatwe - ale MOŻNA było to zrobić, można też było przygotować się na taki rozwój sytuacji, iść do pracy, zbudować sobie podwaliny pod miękkie lądowanie itd.
    Nie byłaś "zdana na męża" bo nie jesteś bezwolną kukłą - podjęłaś decyzję żeby z nim być na takich a nie innych układach. To nie trwało parę miesięcy, tylko wiele lat, było dość czasu na STOPNIOWE zmiany. Nie podjęłaś żadnego wysiłku, żeby zmienić układ sił, choć z tego co piszesz - wszystko wskazywało na to, że rozpad tego chorego związku był niemal oczywisty.
    Biernie poddawałaś się temu, co życie niesie - i skończyło się to ucieczką w chorobę.

    Skoro leczyłaś się z uzależnienia - powinnaś przejść także terapię psychologiczną - miałaś ją?
    Wypierasz swój udział w tym co się działo, a póki nie przepracujesz przeszłości, trudno ci będzie ułożyć sobie przyszłość.

    Możesz wnieść o mediacje w zakresie spotkań z dziećmi, możesz wnieść o skierowanie do RODK-u - tam zostaną zbadanie więzi i może dotrze się do sedna problemu dlaczego dzieci nie chcą się z tobą widywać. Manipulacja i religijne pranie mózgu to jedno, ale zazwyczaj potrzeba kontaktu z rodzicem jest bardzo silna i muszą być mocne powody, żeby dziecko odrzucało taką możliwość.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.