Dodaj do ulubionych

Od strony dziewczyny....

24.10.04, 10:52
Ja rozumie, ze masz trudny okres w zyciu, runelo cos co budowales wiele lat,
wiele juz przeszedles, wiele wiesz o zyiu, o zwiazkach, o malzenstwie
itd..Dziewczyna jest mloda, zaczyna dorosle zycie, jak wiekszosc marzy jej
sie wlasny dom, rodzina, kochajacy maz, dziecko..Ty juz zaznales malzenstwa,
poniosles porazke, teraz sie boisz..i to jest zrozumiale. Ale spojrz na to
wszystko jej oczyma.
Zwiazala sie ze sporo starszym mezczyzna, zwiazek/malzenstwo z rozwodnikiem z
dziecmi to trudna sprawa, mozliwa ale trudniejsza. Dziewczyna ma czysta
karte, ma prawo obawiac sie wielu rzeczy..to ze wyczuwa Twoje wahanie,
watpliwosci, ze nie potrafisz sie zadeklarowac wznieca jej niepokoj..Moze ma
watpliwosci, czy traktujesz ja powaznie, a moze tylko poleciales na jej
mlodosc, znudzisz sie nią i ją zostawisz, skoro o malzenstwie nie
myslisz...lub boisz sie myslec.
Szczere rozmowy, zaufanie, wzajemne zrozumienie, sprobuj sie postawic na jej
miejscu, ona na Twoim...to Wam pomoze. Zycze Wam JArku powodzenia. Sama
roznica wieku o niczym nie mowi.
Obserwuj wątek
    • jarkoni Re: Od strony dziewczyny.... 04.11.04, 20:52
      zosienka hmmm znamy się i kochamy, od prawie 3 lat. widzielismy się w wielu
      sytuacjach..to nie zauroczenie..Ja się niczego nie boje, chce tego co Ona.
      rodziny,domu, dziecka, bycia razem....Ona kocha ale już mnie nie chce..Nie chce
      czekać ,,i to tyle, kazdy robi ze swoim życiem co chce,,,Ja akurat naiwnie
      rozwodziłem się dla kobiety która już nie chce być ze mną..Tak też bywa..Piszę
      to wyjatkowo spokojnie bo póki co otępiały jestem..OK szukam żony smile Pozdrawiam
      • farfocle Re: Od strony dziewczyny.... 05.11.04, 08:41
        jarkoni napisał:


        ,,,Ja akurat naiwnie
        > rozwodziłem się dla kobiety która już nie chce być ze mną..

        jak juz napisalam- zapytaj tamtej starej zony -moze cie przyjmie z powrotem
        skoro juz nie ma "przyczyny" dla ktorej sie rozwodziles...
        egoista z ciebie.
        • jarkoni Re: Od strony faceta..... 08.11.04, 23:42
          farfocle (swoją drogą cudowny nick,podoba mi sie)Nie jestem egoistą, nie chcę
          do żony,JUŻ nie, kocham tą kobietę z którą byłem, jesli nie, będę sam i może
          życie coś kiedyś przyniesie...poczytaj co pisałem..I to tyle na
          temat..Pozdrawiam tak czy owak
      • zosienka23 Re: Od strony dziewczyny.... 23.11.04, 16:33
        jarkoni napisał:

        > zosienka hmmm znamy się i kochamy, od prawie 3 lat. widzielismy się w wielu
        > sytuacjach..to nie zauroczenie..Ja się niczego nie boje, chce tego co Ona.
        > rodziny,domu, dziecka, bycia razem....Ona kocha ale już mnie nie chce..Nie
        chce
        > > czekać ,,i to tyle, kazdy robi ze swoim życiem co chce,,,Ja akurat naiwnie
        > rozwodziłem się dla kobiety która już nie chce być ze mną..Tak też bywa..


        ale czy Ona wiedziala ze to nie tylko zauroczenie?? Bo same Twe slowa to za
        malo. Jesli byles z Nia przez 3 lata, zapewniales o swej milosci, ale nie
        zrobiles kroku by poukladac swoje sprawy (mysle tu o rozwodzie), to ja sie tej
        dziewczynie nawet dziwie, ze byla z Toba az 3 lata. Musiala Cie naprawde
        kochac, pewnie nadal kocha, choc rozsadek, racjonalne myslenie wzielo gore,
        dziewczyna zaczela myslec o sobie, a nie tylko o Tobie. Tak jak pisal tu juz
        ktos na forum - Ty myslales tylko o sobie, wybrales wygodnictwo...Tobie bylo
        dobrze, moze nawet sadziles (sadzisz) ze byles wspanialy dla dziewczyny, pewnie
        ja rozpieszczales, dawales prezenciki, kwiatuszki.....ale nie potrafiles
        zadzialac jak odpowiedzialny facet, nie dales jej poczucia bezpieczenstwa.....
        Nie pisze tego ze zloscia, moze sie myle, ale spojrz na to naprawde od jej
        strony...gdyby to ona spotykala sie z Toba i jeszcze jednym facetem, mowila Ci
        KOCHAM, ale ciagle dziala na dwa fronty?? Nie czulbys sie dziwnie? Nie
        oczekiwlabys jakiegos kroku? To jak teleturniej..mam dwie kobitki, zobaczymy z
        ktora bedzie mi lepiej?? Przemysl to wszystko, tym bardziej ze jak piszesz
        szykuje sie Wasze spotkanie........moze da sie to wszystko jeszcze naprawic,
        ale musisz uswiadomic sobie swoje bledy, a nie zgrywac na skrzywdzonego i
        biednego misia....smile
        Pozdrawiam
        • jarkoni Re: Od strony dziewczyny.... 24.11.04, 00:08
          zosienka23 tempo odpowiedzi zachwycające (żartuję)...Odpowiedziałem Ci w innym
          wątku...Poczytaj troszkę proszę co już pisałem, 3 lata niecałe znamy się, poza
          tym zaczęła się precyzować wizja bycia razem od mniej wiecej roku, od czerwca
          kryzysik z przerwami, od końca października absolutny dół i koniec z jej
          strony..A ja mocno z rozwodem od sierpnia....Ja też bym nie wytrzymał zwodzenia
          3-letniego, ale to kwestia ostatnich miesięcy...I to niewielu bardzo...Nie lat..
          • zosienka23 Re: Od strony dziewczyny.... 24.11.04, 09:27
            hahaha, no tak, taki ze mnie struś pędziwiatr w odpowiedzi, haha.
            Ja tez odpisalam juz w innym watku.
            Przepraszam JArkoni, ze moze czasem zbyt ostro, ale tutaj Ty przedstawiasz swoj
            punkt widzenia, a trzeba tez jakos zrozumiec te dziewczyne.
            Czytalam Twoje wypowiedzi, czesc pewnie pamietamsmile

            Mowisz ze zwodzenie to kwestia ostatnich m-cy. Czyli przez 2 lata nie bylo mowy
            o wspolnej przyszlosci, ustaliliscie, ze to bedzie taki luzny uklad?I ona sie
            na to godzila?? To moze wlasnie ona nie widziala Ciebie jako swego zyciowego
            partnera? I pasowala jej tylko rola kochanki?
            ALe cos mi sie wydaje, ze ona tak na to nie patrzyla. A jesli nie, tzn. ze na
            pewno dluzej niz ostatnie kilka m-cy czekala na Twoj krok, wiec dla niej
            zwodzenie trwalo dluzej. Moze Ci o tym nie mowila (to tez blad) a TY myslales
            ze wszystko jest wspaniale.

            Aha, chcialam jeszcze o jednym wspomniec. Napisales gdzies, ze ociagales sie z
            rozwodem z powodu ogolnego przygnebienia? A skad to przygnebienie? Ona to
            widziala? Mowiles jej dlaczego?
            • anula36 Re: Od strony dziewczyny.... 24.11.04, 10:51
              tak sobei czytam i czytam i wylania mi sie obraz Bestii-Jarkoniego i Pieknej
              czyli panny mlodej niewinnej i slodkiej straszliwei oszukanej i skrzywdzonej.
              Nie mam nic do tej dziewczyny i zycze Jarkowi zeby sei zeszli i zyli dlugo i
              szczesliwie ale Zosiu skad wiesz jak ona patrzyla na sprawe?
              Juz sama fakt ze zwiazala sie z zonatym facetem i jakos jej nei przeszkadzalo
              ze jeszcze wtedy mieszkal z zona, w jakis tam minimalny sposob przyczynila sie
              do rozwodu,godzila sie na los kochanki, lykala jak ges kluske fakt,ze facet
              zdradza z nia swoja wciaz zone i w koncu odebrala jej meza do konca.
              JAkby nie bylo- wizja skrzywdzonej neiwinoosci do mnie nei przemawia.

              --
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24662
              stronakobiet.w.interia.pl
              • 2i8 Re: Od strony dziewczyny.... 24.11.04, 11:09
                Zapewne wina jest obustronna.
                Do mnie przemawia wizja rozminiecia sie ich wzajemnych oczekiwan.
                Zastanawiam sie czy oni szczerze rozmawiali ze soba, czy moze oboje czekali na
                ruch drugiej strony?
                On czekal z rozwodem -az ona sie zadeklaruje, ona czekala z deklaracja- az on
                sie rozwiedzie?
                Czyli pytanie -czy to byla milosc czy walka o wladze i postawienie na swoim?
              • zosienka23 Re: Od strony dziewczyny.... 24.11.04, 12:52
                Droga Anulko, oczywiscie ze nie mam pojecia, jak na to patrzyla ta dziewczyna.
                To tylko gdybanie.I nie chce tu absolutnie dzielic na biale i czarne, chcialam
                tylko pokazac, ze moze postrzeganie Jarkoniego jako skrzywdzonego misia nie
                jest do konca fair, co nie znaczy oczywiscie, ze nalezy popadac w druga
                skrajnosc. Jak pisalam we wczesniejszym poscie
                " Czyli przez 2 lata nie bylo mowy o wspolnej przyszlosci, ustaliliscie, ze to
                bedzie taki luzny uklad?I ona sie na to godzila?? To moze wlasnie ona nie
                widziala Ciebie jako swego zyciowego partnera? I pasowala jej tylko rola
                kochanki"
                Tego nie wiemy i sie pewnie nie dowiemy. Nikogo tu nie potepiam, bo zycie plata
                rozne figle, roznie to bywa, nie kazde malzenstwo jest prawdziwym malzenstwem,
                czasem milosc przychodzi bardzo pozno z nieoczekiwanej strony...
                Ja wychodze z zalozenia, ze jesli w malzenstwie dochodzi do zdrady, to
                bezsensowne jest zrzucanie calej winy na te druga. Kazdy ma swoja czesc
                winy..jej wielkosc zalezy od przypadku, ale uwazam ze najwieksza jej czesc
                spoczywa na zdradzającym. A jesli juz zdradza to musi poniesc tego
                konsekwencje, niech sie okresli, a nie ustawia jak jemu wygodnie...
                Zgadzam sie Anulko z Toba i osobiscie dziwie sie tej dziewczynie, ze skoro juz
                zwrocila swe serce ku zonatemu (z odwzajemnieniem) to nie domagala sie jakiegos
                okreslenia z jego strony (nie odrazu oswiadczyn), zgadzala sie na
                bycie "wyjsciem awaryjnym", na role kochanki......Moze naprawde jej to pasowalo
                ijak zobaczyla jakis decydujacy krok ze strony Jarkoniego to uciekla, bo
                wiazanie sie na cale zycie z nim nie bylo w jej planach...
                No ale too tylko gdybanie......
                  • jarkoni Re: Od strony dziewczyny.... 26.11.04, 13:44
                    anula36 napisała:

                    > Pogdybac zawsze mozna zwlaszcza w tak milym groniewink
                    > Z dala od oskarzania i skrajnosci.
                    > Masz racje, rozmineli sie z oczekiwaniami i zle sie skonczylo.
                    > Mozna tylko pozalowac obojga.

                    Anula, nie chcę być postrzegany jako biedny misio..Mimo, że tak się czuję..Nie
                    po to rozpoczynałem to forum, żeby być żałowanym i głaskanym po głowie..
                    Ale wszystkie wasze posty, opinie, rady bardzo mi pomagają...Chodziło mi o
                    zrozumienie motywów końca obopólnej wielkiej miłości i dobrego związku
                    rozumiejących się ludzi...Szczególnie, że myślałem o wspólnej przyszłości i
                    wygląda na to, że się spóźniłem...Chcę ZROZUMIEĆ

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka