Dodaj do ulubionych

Czy walka o małżeństwo ma sens?

13.11.04, 20:00
Czytam Wasze posty i zastanawiam się, ilu z Was uda się batalia o utrzymanie
małżeństwa. Mimo że ona już nie chce, że on ma dość, że ona odeszła do
innego, on wniósł o rozwód itp. To smutne, ale jeśli o małżeństwo trzeba
walczyć, to znaczy, że dzieje się w nim bardzo źle. Walczy się z wrogiem,
którego chce się pokonać. Według mnie o wiele lepiej nie dopuścić do
sytuacji, kiedy trzeba o owo małżeństwo walczyć. Dawanie z siebie wszystkiego
ma sens w renesansie uczuć, a nie wtedy gdy wszystko już wystygło.
Edytor zaawansowany
  • scriptus 13.11.04, 20:39
    A jak druga strona kocha, tylko przeżywa dół? Czymś sie zraziła, nie zawsze
    słusznie?

    Trzeba walczyć, bronić więzi, jeżeli jest dla nas ważna.

    Pytanie, jeżeli powaznie chorujemy, z naszym zdrowiem jest źle, nie walczymy o
    uzdrowienie? Tak samo jest z małżeństwem.
  • wena10 13.11.04, 20:57
    Jak to dół? Taki dół, że chce się odejść od partnera, męża, żony? Nie zważając
    na wspólne dziecko, przeszłość? Ładny mi dół...Wybacz, ale zrazić to się można
    do kakiejś opiniii partnera, jego znajomych w wyniku pewnego splotu
    okoliczności, ale do CAŁEGO współmałżonka? Dla mnie to odrzucenie i negacja.

    Kiedy walczy się o uzdrowienie, przeciwnikiem jest choroba, a nie człowiek.
    Walka walce nie równa.
  • scriptus 13.11.04, 21:41
    Zgadzam się z Tobą, ale raz już to przeżyłem. Raz już moja żona chciała zerwać
    więź ze mną. Powróciła do mnie.
    Niektórzy ludzie są chwiejni, przechodzą od skrajności w skrajność.
    Można odrzucić całego partnera, a potem nawet żałować.
    Są ludzie, co nawet popełniają samobójstwo, czyli odrzucają samych siebie, a w
    wypadku, że udało się ich odratować, wracają do normalnego życia,
    niejednokrotnie wdzięczni za uratowanie im życia. Więc cóż dziwnego, że ktoś
    odrzucił tylko partnera?
  • wena10 13.11.04, 21:47
    Powróciła na chwilę, jak się okazało. Niestety. To budowanie zamków na piasku-
    wiadomo, że prędzej czy później runą. A terapię małżeńską jej proponowałeś?
    Przepraszam, jeśli pytanie zbyt obcesowe.
  • scriptus 13.11.04, 23:39
    Poprzednio zaproponowałem, ale poniewaz zrobiło się dobrze, nie zrealizowałem,
    obecnie, muszę zdiagnozować i wyleczyć chorobę do końca.
  • wena10 13.11.04, 23:53
    Scriptus, nie uśpiłabym tym razem czujności. To tylko pozorne ocieplenie
    stosunków. Sam przecież czujesz, że jest coś nie tak w Twoim związku. Nikomu
    nie sprawia frajdy balansowanie na krawędzi rozwodu. Chociaż z drugiej strony
    wszak chciałeś już wychodzić na ulicę i zapraszać wolne kobiety... Może sam nie
    do końca jesteś pewien swoich uczuć do żony? Twoja powiedzmy chwilowa tęsknota
    do innej to chyba w gruncie rzeczy tęsknota do stabilizacji i poczucia
    bezpieczeństwa psychicznego, która wszak każdemu jest niezbedna do życia...
    Trzymaj się smile
  • scriptus 14.11.04, 01:06
    Źle zrozumiałas to, co napisałem.
    Napisałem, że nie wydaje mi się atrakcyjna przyszłość po rozwodzie.
    W moim wieku i po takim traumatycznym przejściu, jak rozwód, nie potrafiłbym
    budować następnego związku. Nie potrafiłbym szukac sobie nowej kobiety, z
    którą mógłbym żyć, a nawet, jak bym znalazł wartościową dziewczynę, nie
    zaufałbym juz Jej. To pytanie, które przytoczyłaś, było pytaniem czysto
    retorycznym. To, o czym pisałem, czyli ewentualna przyszłość po rozwodzie, to
    nie chwilowa tęsknota do innej. Napisałem, że nie bardzo sobie to w ogóle
    wyobrażam i nie bardzo tego pragnę.
    Być może z czasem zmieni się moja optyka, ale obecnie widzę następujące
    możliwości:
    - uporządkuję i uzdrowię mój obecny związek, będę z kobietą, której może nie w
    pełni juz ufam, ale którą kocham mimo wszystko.
    - dojdzie do rozwodu i wtedy
    albo zostanę sam (strasznie się tego boję)
    albo sobie kogoś znajdę, komu byc może nie będę w stanie zaufać i kogo
    pokochać, wyrządzając tym samym krzywdę.

    A do uzdrowienia mojego związku potrzebuję pomocy specjalisty psychologa. Każde
    z nas dwojga wymaga pomocy. Życie jest za krótkie, żeby je marnować. Jak tylko
    dojdziemy z żoną do odpowiedniej "formy" małżeńskiej, zabiorę ją na jakąś
    terapię.

  • gotyma 14.11.04, 11:41
    scriptus. doskonale cie rozumiem. jezeli uwazasz, ze nie jest za pozno - walcz.
    u mnie niestety jest juz po wszystkim...
  • scriptus 14.11.04, 17:51
    Współczuję.

    A umnie, jakby trochę lepiej, skończyły się podchody i drobne złośliwości. Na
    razie pokojowo współistniejemy "obok siebie".
    Zaczekam kilka dni, żeby upewnić się co do stabilności sytuacji i spróbuję
    wprowadzić jakąś terapię małżeńską. Zebrałem trochę ofert, jutro , pojutrze
    podzwonię, wierzę, że znajdę kogoś, kto nam pomoże.

    Wierzę, że jeżeli nam się uda zasypać tę rozpadlinę emocjonalną, co powstała
    między nami, to z seksem nie będzie problemów. Moja małżonka powiedziała mi
    kiedyś , że potrafiłbym pobudzić nawet figurkę z kamienia smile))
    (co traktuję jako najwspanialszy komplement, jaki w życiu usłyszałem od kobiety
    i jestem z niego bardzo dumny, chociaż prawda ta dotyczy tylko mojej żony)

    Zatem, odnośnie tytułu wątku WALKA O MAŁŻEŃSTWO MA SENS, przynajmniej dla mnie
  • wena10 14.11.04, 17:57
    Scriptus, ja Cię rozumiem, życie z hukiem wali Ci się na głowę, więc sam nie
    wiesz, co myśleć i robić. Stąd pewnie raz próbujesz umówić się z inną kobietą
    lub choćby "poklepać ją wirtualnie", innym razem rozglądasz się choćby za
    cieniem żony. To typowa huśtawka nastrojów i ambiwalecja uczuć.
    Rzeczywiście, potrzebujecie fachowej pomocy, tak Ty, Jak Twoja żoną, jak Wasze
    nadwątlone małżeństwo.
    Życie na odbezpieczonym granacie nie dostarczy zbyt wielu POZYTYWNYCH wrażeń.
  • scriptus 15.11.04, 00:51
    Ale mi się dostaje za żarty z wirtualnym poklepaniem innej.smile
    Zapewniam Cię, że nie umawiam się z nikim w rzeczywistości i nawet nie bardzo
    mam na to czas crying.
    Zapewniam Cię też, że osoba, z którą wymienialiśmy tego rodzaju żarty, również
    nie traktowała tego poważnie, jak można się umawiać w którymś z Mac Donaldów w
    Polsce, nawet bez określenia miasta? Treść była mniej więcej taka: Scriptus,
    będę Cię wypatrywała w MacDonaldach, po czym Cię poznać - wypatruj faceta, co
    pije kawę i nie zamawia jedzenia, super precyzyjna umowa, nieprawdaż?
  • anula36 16.11.04, 23:02
    ty sciemniaczusmile Klepales zupelnie kogos innegosmile
    --
    ***
  • scriptus 16.11.04, 23:27

    Wirtualne "klepanie" było z Wiedźmą, kiedy napisała w wątku o klepaniu, że teraz
    to by chciała być klepnięta w kuperek wink ... Co chcesz, staram się byc uprzejmy wink

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka