Dodaj do ulubionych

Po co komu rozwód?

23.03.05, 15:22
Znalazłem coś w sam raz na to forum. Rozwodowy temat i co dalej?
(Skopiowane z innego.Autor bonna1)

"Oto E : sliczna dziewczyna o urodzie modelki, filigranowa, o twarzy aniolka,
zawsze w centrum meskiego zainteresowania. Kilka lat chodzila z chlopakiem,
spokojny zwiazek, pobrali się. Maz duzo wyjezdzal, taki miał charakter pracy.
Jakies 3 lata wszystko sie dobrze ukladalo, az poznala w pracy pana X. Pan X
pelny wdzieku, intrygujacy, miał opinie najwiekszego podrywacza w okolicy,
zonaty, dziecko, od lat zdradzal zone z co ladniejszymi dziewczynami i
wszyscy o tym wiedzieli.
Od razu zwrocil uwage na E., ona nie oponowala, tez jej się podobal, zaczeli
się spotykac. Zakochala się do szalenstwa, swiata poza nim przestala
dostrzegac, nie docieraly do niej żadne argumenty znajomych, ze zle robi.
Niesamowity seks jakiego nigdy nie zaznala z mezem.
X zadeklarowal milosc, ze ona jest ta wlasciwa. Poznala jego dziecko i bardzo
je polubila. Spedzali wspolnie duzo czasu. Zapragnela zyc z X i urodzic mu
dzieci.
Nie wiedziala jak to powiedziec mezowi. Dlugo oszukiwala a maz udawal, ze nie
widzi ewidentnej zdrady a nawet jak się dowiedzial nie chcial dopuscic
mozliwosci rozwodu i utraty zony. Mowil ze kocha i prosil by spedzala z nim
swieta i rodzinne uroczystosci, żeby nikt nie widzial ze miedzy nimi się nie
uklada, żeby wszystko było po staremu.
A ona plakala, ze krzywdzi meza, ale marzyla tylko, żeby każdy moment zycia
spedzac z X.

Po wielu miesiacach emocjonalnych szarpanin postanowili, że się rozwodzą: ona
z mezem a X z zona. Od niej odwrocila się cala rodzina, najblizsi nie
zaakceptowali jej decyzji. Wyprowadzila się do wynajetej klitki czekajac by
zamieszkac z X.
X mimo sprawy rozwodowej był czestym gosciem u zony bo przeciez mieli dziecko
które bardzo kochal: dlatego u zony spedzil wiekszosc czasu w swieta, w
Wigilie, popoludnia... bo zona sobie nie radzila z cieknacym kranem, bo
trzeba było jej przywiezc zakupy, bo dziecko, bo tam X miał wiekszosc rzeczy,
komputer na którym potrzebowal pracowac...
E coraz czesciej plakala i była coraz bardziej zazdrosna o czas którego X
miał dla niej coraz mniej. Paradoksalnie wiecej czasu i zainteresowania jej
poswiecal gdy byli ukrywajacymi się kochankami, niż teraz gdy mieli okazje
być razem na co dzien.
X kupil mieszkanie w którym mieli razem z E zamieszkac. Mieszkanie kupil dwie
ulice od mieszkania zony. I z niezrozumialych wzgledow nie spieszylo mu się
do ostatecznej przeprowadzki. Minelo kilkanasie tygodni a mieszkanie stalo
puste, E czekala kiedy zaczna wspolne zycie naprawde we dwoje. X wzial nawet
kilka dni urlopu specjalnie by przewiezc rzeczy od zony do nowego mieszkania –
ale zdazyl w tym czasie przewiezc tylko koldre ...

E była na granicy wytrzymalosci nerwowej, ani prosba ani grozba nie potrafila
wymoc na X konkretnego dzialania dla ich wspolnej przyszlosci. Wczesniej, gdy
tylko kochala a nic od niego nie wymagala –wydawalo się ze laczy ich
niesamowite uczucie jakie tylko raz w zyciu zdazyc się może. Od kiedy zaczela
wymagac od niego konkretow, wyjawiac oczekiwania i zadac spelnienia obietnic
i wielkich slow o milosci o wspolnej przyszlosci –nagle X zaczal mniej
entuzjastycznie podchodzic do ich zwiazku. Zaczal robic uniki, zamiast
spelnienia obietnic i dalszej milosci dostawala ochlapy, puste slowa,
zapewnienia za którymi nie szlo dzialanie. Zaczela ja przerazac mysl iż może
go stracic, za może on jej już nie kocha?

Coraz czesciej z tego powodu się klocili a on ja oskarzal wina za te
nieporozumienia i wychodzil trzaskajac drzwiami. E plakala co dzien, czekala
na niego, kochala, szalala ciagle ne jego punkcie a rownoczesnie czyla się
potwornie zraniona jego postepowaniem. Przestala sobie radzic z emocjami,
wpadla w psychiczny dolek, zaczela brac coraz wiecej srodkow uspokajajacych
az najwierniejsze kolezanki zaczely się martwic czy to się nie skonczy na
leczeniu w zakladzie. E wyglada jak wrak czlowieka, niewiele zostalo z tej
slicznej dziewczyny która była zanim się ta historia zaczela... X stwierdzil,
ze on nie wie skad się wzial taki kryzys u E, ze on sobie z nia nie do konca
radzi, ze sama musi sobie poradzic z emocjami, i swa pomoc ograniczyl do
zdawkowych telefonow do niej z pytaniem czy się dobrze czuje. Maz E
zaproponowal jej wsparcie ale stawiajac wyrazne żądanie, ze tylko pod
warunkiem, ze do niego wroci i wszystko będzie milo jak dawniej... "


Edytor zaawansowany
  • 23.03.05, 15:31
    a co to jest? przedruk z Harlequinna??
    przeminęło z wiatrem?
    a może Blade- wieczny łowca 10,5?
    moj drogi my tu mamy scenariusze jakich by nawet Hitchkock nie wymysliłuncertain
  • 23.03.05, 15:34
    i to chyba "niestety" bezecnymenie...sad(((
    --
    ...
  • 23.03.05, 15:41
    chyba zbyt gwałtownie zareagowałemsad
    ale naprawde nie musimy podpierac naszego forum historiami ludzi, których tutaj
    nie ma...
  • 23.03.05, 15:42
    viillemo napisała:

    > i to chyba "niestety" bezecnymenie...sad(((


    Poczytałem troche to forum i jak na razie to same typowe przypadki.
  • 23.03.05, 16:03
    i czym tu sie przejmować...prawda???
  • 23.03.05, 16:10
    bezecnymen napisał:

    > i czym tu sie przejmować...prawda???


    Prawda! To co przekopiowałem przynajmniej się czyta jak książke. Hyhyhy.
  • 23.03.05, 16:14
    i to ma być atut tego czegoś????? no daruj!!
    --
    ...
  • 23.03.05, 16:19
    viillemo napisała:

    > i to ma być atut tego czegoś????? no daruj!!


    Owszem! Do pierwszej odpowiedzi bezecnego! Hyhyhy.

    A jak ktoś morałów nie umie z własnych historii wyciągac to może cudze
    harlekiny w tym pomogą.
  • 23.03.05, 16:37
    zieeeeeeeeeeeeeeew
  • 23.03.05, 21:01
    ... tuman się czepił Ciebie. Może to ex?
  • 23.03.05, 21:12
    Tri...tuman to poważny zarzut...Potrafisz to udowodnić? Zbyt dużo hmmm na
    innych forach...Oszczędzajmy sami siebie plizzz
    --
    Rozwód..i co dalej?
  • 23.03.05, 21:20
    Facet zdaje się nowy, a zaczyna od czepiania się i to konkretnej osoby. Żeby
    jeszcze miał coś do powiedzenia, starał się odnieść do wypowiedzi, sktytykować.
    A tylko się czepia. Nie zachowania, ale osoby!

    Już go więcej tumanem nie nazwę tongue_out
  • 23.03.05, 21:29
    Wiesz, czy ktoś jest nowy czy stary to akurat nie argument..Bezecny swego czasu
    pisał, ze jeśli nikt nowy tu nie zajrzy to zrobimy sobie towarzystwo wzajemnej
    adoracji...Kilku czy kilkunastoosobowej..A tego chyba nie chcemy..A jeśli
    jakakolwiek mniej czy bardziej miła hmmm nazwijmy polemika była to śmiem
    wierzyć, że bezecny poradzi sobie z argumentami smile) Znamy go wszakże...Po
    prostu ten "tuman" był jakby nie na miejscu...Nie upodabniajmy się do
    nastoletnich forów..Tri mam nadzieję że rozumiesz o czym mówię smile)
    --
    Rozwód..i co dalej?
  • 23.03.05, 21:33
    Niech bedzie, masz rację.

    Jeszcze lepiej!
    Po co obrzucać gościa epitetami?
    Mam tu wiele gotowych i sprawdzonycyh zachowań z zestawu "Mały, elegancki
    Złośnik" tongue_out
  • 24.03.05, 12:33
    a ja korzystam z 3-tomowego ''vademecum upierdliwego faceta''
  • 23.03.05, 21:22
    ...aluzje to tez formy zachowania agresywnego. Chcemy jakiegoś agresywniaczka?
  • 23.03.05, 21:36
    Tri z każdym agresywniaczkiem sobie spoko poradzimy, Ty to wiesz i ja to
    wiem...Pozdrawiam
    --
    Rozwód..i co dalej?
  • 23.03.05, 21:41
    ... gdy się zaciera ręcę? Szur, szur?

    Pozdrawiam smile))
  • 23.03.05, 15:38
    bezecnymen napisał:

    > a co to jest? przedruk z Harlequinna??

    Hyhy. Raczej historia prawdziwa spisana przez jakieś romantyczne dziewczę.

    > przeminęło z wiatrem?
    > a może Blade- wieczny łowca 10,5?


    > moj drogi my tu mamy scenariusze jakich by nawet Hitchkock nie wymysliłuncertain

    Na przykład? Nie wątpie, że kazdy uważa, że jego historia jest wyjątkowa. Ty
    też? Hyhyhy.
  • 23.03.05, 15:42
    moja tez jest wyjątkowa, jak wszystkie tutaj..i to wcale nie jest smieszneuncertain
  • 23.03.05, 18:10
    endrju czytałem z zapartym tchem i z wypiekami na twarzy...Jaki jest ciąg
    dalszy historii tej pary? Nie ironizuję wcale, tzn może początek pierwszego
    zdania był z lekka ironiczny...Ale tylko dlatego, ze historia stara jak świat,
    ona młoda i świeżutka się zakochuje, on poważny i żonaty obiecuje...
    --
    Rozwód..i co dalej?
  • 24.03.05, 11:46
    endrju05 napisał

    >Poczytałem troche to forum i jak na razie to same typowe przypadki.


    -=---------------------------------------------------------------------

    czyli wg ciebie jakie??
    --
    Żywić urazę, to jak pozwolić komuś za darmo zamieszkać w swojej głowie.
  • 24.03.05, 12:07
    >
    > >Poczytałem troche to forum i jak na razie to same typowe przypadki.


    niespecjalnie podoba mi się sposób, w jaki endrju usystematyzował to forum, ale
    pisząc pozew zauważyłam, że mój przypadek - gdyby nie był mój i mojej rodziny,
    oczywiście - byłby obrzydliwie banalny

    to samo zauważyłam, rozmawiając z prawnikiem i z psychologiem - ja im tu duszę
    rozdartą na tacy podaję, a oni: schemat:schemat:schemat

    tylko że zrozum, endrju, to nie są fragmenty powieści - piszemy o naszych
    domach, naszych dzieciach, naszych rodzinach i o sobie samych

    taki dystans i dostrzeżenie tej "typowości" to przywilej bezpośrednio
    niezainteresowanych
  • 24.03.05, 13:04
    india8 napisała:

    > tylko że zrozum, endrju, to nie są fragmenty powieści - piszemy o naszych
    > domach, naszych dzieciach, naszych rodzinach i o sobie samych
    >


    Indio dziękuję za mądrą wypowiedź. Przeczytałem opowieść tej dziewczyny
    (prawdopodobnie to prawdziwa historia) i toksycznych relacji w których tkwi
    kilkoro dorosłych osób z tego ich układu, i bogu ducha winne dziecko. Trafiłem
    tutaj czytając urywki waszych historii z równie smutnymi refleksjami, bo bardzo
    blisko przecież na co dzień człowiek się o takie historie ociera. A tu na
    wstępie pan Bezecny wyśmiewa jej opowieść, bo jego wypowiedź brzmiała mniej
    więcej -co ty tu za marne opowieści wklejasz, to mają być problemy? cierpienia?
    MY TU NAPRAWDE CIERPIMY, MY TU MAMY PROBLEMY a to to jakaś chała, harlekin, nic
    więcej. I tylko o to Indio mi chodziło.
  • 24.03.05, 13:15
    szybko sobie jeszcze raz przejrzałam początek Waszej dyskusji i można to
    interpretować inaczej niż napisałeś teraz

    ale

    zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze uda się napisać to, co się naprawdę
    myśli
    a czasami po prostu nas ponosi

    tak czy owak

    ładny dzień dzisiaj mamybig_grin
  • 24.03.05, 13:18
    india8 napisała:

    > ładny dzień dzisiaj mamybig_grin


    U mnie akurat niezbyt ładny, ale pozdrawiam serdecznie! big_grinDDD
  • 24.03.05, 13:26
    To duża róznica ocierać sie o problemy, a samemu je rozwiązywać.Widzi się je w
    zupełnie innym świetle.
  • 24.03.05, 13:40
    sorry endriu ale to była twoja sugestia, że tutejsze sprawy są bardziej
    wyjątkowe...ale chyba nie zwróciłeś (świadomie?) uwagi na meritum...
    ja wcale nie twierdzę, że problemy osób spoza tego forum sa mniej istotne!
    zaprotestowałem przeciwko opisywaniu CUDZYCH historii....opisz swoją, jesli
    problem rozwodu ciebie dotyka w jakis sposób, a zapewniam, że nie będe na
    Ciebie napadał.... tak, jak Ty to zrobiłeś, brzmi to niestety jak literaura do
    poczytania przed snem, a tu i bez tego jest co czytać...
    i jeszcze jedno!
    jestes pewien, że opisana przez Ciebie osoba upowazniła Cie do posługiwania
    się jej textem na innym forum???
  • 24.03.05, 13:43
    nawet nie jestes pewien, czy ta historia jest prawdziwa...i o czym tu
    dyskutować???
  • 24.03.05, 13:50
    Widzę, że jednak nie pomyliłem się co do ciebie.

    A historia jest cytowana jakbyś nie zauważył, z publicznego forum zresztą.
    Wymyśl inny powód zdyskredytowania wypowiedzi.
  • 24.03.05, 14:12
    panowie!

    wiosna przyszła, a Wy tu sobie igrzyska urządzacie?!wink
  • 24.03.05, 14:30
    india8 napisała:

    > panowie!
    >
    > wiosna przyszła, a Wy tu sobie igrzyska urządzacie?!wink


    Indio big_grinD samce na wiosnę zaczynają zaznaczać swoje terytoria. Niektórzy na tym
    forum czują się alfą i omegą i czyżby zaczynali rościć sobie prawa do
    segregowania tematów na godne istnienia w ich obecności, oraz takie które tu
    nie powinny istnieć bo szpecą im krajobraz własnego poletka. Jeżeli to ma być
    akceptacja przez zasiedzenia i przynależność do jednym tonem hauczącej grupki
    to to forum okazuje się pomyłką.
    Wyobrażam to sobie za kilka lat: Jaaaa jak sie rozwodziłem to miałem problemy!
    Ale to? O czym tu rozmawiać? big_grinDDDDDD
  • 24.03.05, 18:01
    Jakoś tak czytam te twoje wypowiedzi i wcale mi sie nie chce, byś tu z nami
    bywał i pisał...
    Powód jest dość prosty - napisz coś o sobie, to może Cię zaakceptujemy i
    potraktujemy jak partnera do rozmowy. A dopóki bedziesz "dowalał" innym nie
    zdobędziesz szacunku.
    Jeżeli na podstawie kilku wypowiedzi piszesz o kimś, że go dobrze rozpoznałeś,
    to powiem Ci otwarcie, że mijasz się z prawdą. Niczego dalej nie wiesz, a
    wyobrażenie traktujesz jak rzeczywistość.

    Pozdrawiam.
  • 24.03.05, 18:13
    tri, jak bedziesz mu odpisywał i wdawał sie w polemiki to te nozyce ciagle będą się odzywały. A może po prostu zignorować i niechże pisze sam do siebie?
    dajmy spokój, Swieta piękne przed nami, i zyczmy sobie i innym pokoju, nie walki.
  • 24.03.05, 18:18
    ... że jeden człowiek, to niekompletne urządzenie? smile)))
    Dziekuję za radę i milknę! Serio!
  • 24.03.05, 14:21
    bardzo mnie cieszy że tak szybko zorientowałes sie w walorach mojej
    osoby...mało kto tutaj ma taki reflekssmile
    niczego nie bede dyskretytował, napisałem co mysle na ten temat i tyle
    pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.