Dodaj do ulubionych

Alimenty w Warszawie

12.08.05, 12:29
O jakie alimenty wystąpić na 2 dzieci w wieku szkolnym? Mąż zarabia ok. 8 tys
i zaproponował mi 1000 zł na obie. Musiałabym zrezygnować z basenu, języka
itp. Jakie macie doświadczenia. Da sie zawalczyć o więcej? Ja mam 1600 PLN.
Edytor zaawansowany
  • 12.08.05, 13:01
    1000zl na dwoje dzieci? W takich momentach rozumiem obawy kobiet na temat
    rozwodu.
  • 12.08.05, 13:10
    No dobra, ale ile i czy faktycznie można wywalczyć więcej
  • 12.08.05, 13:14
    Byla tu wyliczanka. Ale nie mam zadnych doswiadczen, wiec nie pomoge. Wiem ile
    wydaje sie na dzieci chcac im zapewnic wyksztalcenie i spedzanie wolnego czasu
    1000 na dwoje to malo.
  • 15.08.05, 19:05
    Tylko dwa tysiące.

    Jeden tysiąc od ojca, a drugi od matki. To daje razem dwa tysiące i za tyle
    można chyba utrzymać dwójkę dzieci... Tak to się liczy.
  • 13.09.05, 21:45
    Ja na dwójkę w wieku licealnym dostaję 960.
    Ex jest właścicielem i prezesem spółki od nastu lat,ale ma ustalone minimalne
    zarobki i wychodzi na to, że zarabia kilkakrotnie mniej niż ja.
    A to, że się dziećmi prawie wogóle nie interesuje, to już nie sądu sprawa....
    Gdyby nie to, że sobie całkiem nieźle daję radę, pewnie musielibyśmy
    głodować....
    --
    Daj spokój, pchła to też istota...
  • 12.08.05, 13:42
    1. jakie Ty masz dochody?
    2. Jakie są koszty utrzymania dzieci (szkoły, inne zajęcia, wyżywienie, ubrania)

    --
    Najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić dla naszych bliskich, to jest po prostu
    bycie szczęśliwymi
  • 15.08.05, 19:08
    ... jest gdzieś nawet link.

    Z tej wylicznki wynika, że zdrowe dziecko utrzymamy za tysiąc złotych, a w
    chorobie za 1500 (bo potrzeba na leki i opiekunkę).
    Dwójka dzieci nie kosztuje 2 razy więcej od jednego - to oczywiste.

    Moim zdaniem 1000 zł na dwoje dzieci *od każdego rodzica!) jest kwotą
    niewygórowaną, a przyzwoitą.
  • 13.09.05, 17:49
    .. i ubierać w butikach ARKADII zamiast w Auchan.
    Czad.
    PEŁNA DOWOLNOŚĆ INTERPRETACJI "POTRZEB"... sad(
  • 15.08.05, 19:12
    ... zrobić stosowne wyliczenie. Za podstawę weź sobie link, który gdzieś jest na
    forum... a zniego wynika 1000zł na jedno dziecko (na dwoje rodziców).

    Potem koszty utrzymania dzieci podziel przez dwa i o taką część możesz wystąpić
    do sądu.
    Jeżeli dostaniesz od męża więcej, to Twoje dzieci mają... dobrego ojca.

    smile))
  • 16.08.05, 12:01
    jestem naprawdę zaskoczona. Same opłaty miesięczne to blisko 1000. Fakt, że ja
    też korzystam (jeszcze i mąż), ale nawt gdybym nie korzystała, to nie byłyby
    dużo niższe.
    Dam sobie radę z tym 1000, to nie o to chodzi, sobie odmówię, a dzieci nie będą
    głodne, ani zaniedbane, ale w imię czego? A gdzie języki, basen, kino, urodziny
    koleżanek?
    Pisałam, że zarabiam 1600 netto, on ponad 6000 netto. Czy takie alimenty są
    fair wobec dzieci?!
  • 16.08.05, 12:21
    Zrób dokładną, ale własna wyliczankę. Wcale nie jest tak, że rodzice mają dawać
    po tyle samo. Sąd bierze pod uwagę wiek dziecka i nawet w Warszawie nie zgodzi
    się by na małe dziecko wyznaczyć wysokie alimenty.Ale dokładne wyliczenie
    chętnie przeczyta(może?).
    U mnie na sprawie bylo tak, w pierwszych trzech zdaniach wyczułam, że sędzina
    lituje sie nad biednym ojcem, który jakoś tak dostał wezwanie, że było napisane
    tylko: brutto, a u mnie i netto i brutto, bo zapytała go ile pan w końcu bierze
    na rękę?
    Jak on strzelił kwotę, to idiota matematyczny by zauważył, że ma się ona nijak
    do jego brutta( i tu widać, że matematyka na prawie jest wskazana, bo sędzina
    nie widziała oczywistego kłamstwa).Gdy wycięła jeszcze numer z terminem
    płatności to zgodziałam się szybko na ugodę, bo za chwile to wyszłoby, że
    zapytałby mnie, czy może sama nie utrzymam dziecismile

    Policz ile kosztuje Cię utrzymanie dzieci, odejmij ile Ty możesz na nie
    przeznaczyć, do pozostałej kwoty dołóż 200zł(na upust w sądzie) i o taka kwotę
    wystąp. I nie zwlekaj, bo czas biegnie.
    Ja mam po ugodzie po 400 na nastolatka. Jest to mało, ale jeden z synów jest
    już pełnoletni i sam będzie musiał o podniesienie alimentów wystąpić, a
    niełatwo mu to zrobić.
  • 17.08.05, 11:27
    a może ktos wie jakie jest prawdopodobieństwo ze kobieta (bez dzieci) która wystąpiła o alimenty dla siebie od męża je otrzyma. zarobki męża ok 4 000, zony ok 1 500?
  • 17.08.05, 11:31
    moim zdaniem zadne
    alimenty na jednego z małzonków Sady przyznaja w sytuacji ubóstwa /nie wiem jak
    to sie fachowo nazywa/
  • 17.08.05, 11:34
    no to było by super, skoro już ta kobieta zlozyła taki wniosek, to myśle ze wie ze przyznają i wie ze ma na nie szanse, ale warto by było żeby po nosie za swoje dostała, bo do ubogich nie nalezy smile na 100%, a moze ktoś ma jeszcze inne zdanie i wiadomosci na temat takich alimentów.
  • 17.08.05, 12:18
    Jeżeli rozwód był z winy męża i to pogorszyło stan jej zycia, to są duże
    szanse, że trafi na właściwego sędziego, który tak na to spojrzy.
    Gdy bez orzekania, to może być szukanie ubóstwa i konieczności pomocy ze strony
    męża, nie liczą się tylko dochody, ale wydatki też. Jeżeli ktoś chory....

    Ale napisz samosiu cos więcej, to dotyczy kogoś Ci bliskiego? Martwisz się o
    jakiegoś exa?
  • 17.08.05, 12:55
    martwie się o jakiegos exsa, któy jest mi bliski a jego była zona przebiegła i mądra i sprytna zarazem, ale ubustwo to jej nie dotyczy na 100%, zdrowa jest, nie licząc chorego umusłu który podpowiada jej takie pomysły smile
  • 17.08.05, 13:02
    rozwód byl o ile dobrze wiem bez orzekania o winie, ona złozyła pozew, jak dotąd są nieuregulowane sprawy majątkowe sad i każdy ciągnie w swoją strone, tylke tylko ze ona pomimo ze mniej od Niego zarabia to stac ja na dobrego prawnika (znajomego) dzieki czemu obawiam się że swojego dopnie sad pozatym mój eksio jest w niej zakochany nadal, pomimo ze odeszła i na jej kaprysy się godzi, w nadziei ze ona wróci, niestety jest tak że sytuacje ona sprytnie wykorzystuje sad
  • 17.08.05, 13:04
    ale jak myslisz, jeśli dochody męża byłego sa dwa razy wyżesz od dochodów zony, wydatki mniej wiecej takies ame, bo wiadomo są sami każdy musi się utrzymać, dzieci nie ma, wiec jaki sa szanse?
  • 17.08.05, 13:14
    Podziwiam ludzi, którzy myślą, że łatwo wyrwać kasę od exa. Może cwany w tym to
    jest prawnik, który chce wyrwać od niej kasę. A potem powie, no cóż sąd-siła
    wyższa...
    Tylko jeżeli on tak za nią tęskni i dla niej wszystko gotowy zrobić, to założę
    się, że dobrowolnie da-przyciśnięty.

    Przy rozwodzie bez orzekania przez 5 lat obowiazek pomocy wzajemnej.


  • 17.08.05, 13:21
    ja przepraszam jesli źle mnie zrozumialaś, ja tylko nie rozumeim jak ta kobieta tak może skoro sama chciala rozwodu a źle się jej nie powodzi to jak można wymagać zeby teraz w sumie obcy człowiek ja utrzymywal i placil alimenty, co innego dzieci ale ona, dorosla osoba? nie rozumiem!
  • 16.08.05, 12:24
    Generalnie formula jest taka by rodzice partycypowali w kosztach utrzymania
    dzieci proporcjonalnie do swoich dochodow.
    Po pierwsze trzeba znac koszty utrzymania dzieci, czy to jest 1000 czy
    mniej/wiecej to zalezy od lokalnych warunkow, wieku, stanu zdrowia dzieci itp.

    Po drugie, wyliczenie wkladu rodzicow jest mniej wiecej nastepujace:
    sumuje sie wasze dochody (o ile wiem, dochody innych osob z gosp. domowego, np.
    obecnego partenra nie sa brane pod uwage). Oblicza sie udzial, kazdego z
    rodzicow w laczyn dochodzie. Przy pomocy obliczonej proporcji, dzieli sie
    koszty utrzymania dzieci pomiedzy rodzicow.
    Przyklad:
    matka 1500 PLN, ojciec 6000 PLN
    dziecko/dzieci kosztuje 1200 PLN

    Razem maja 6500+1500=7500 PLN, z tego 80% (1500/7500) dochodu stanowia zarobki
    ojca. Zatem powiniem partycypowac w kosztach utrzymania w 80%. Czyli 80% * 1200
    = 960 PLN

    To jest modelowy rachunek, a sad i tak zrobi swoje i to zarówno w obie strony.


    --
    Najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić dla naszych bliskich, to jest po prostu
    bycie szczęśliwymi
  • 16.08.05, 12:54
    ... by sąd w taki sposób prowadził ustalanie wysokości alimentów. Wynika bowiem
    z tego, że tatuś niepracujący nie musi płacić alimentów... a tak nie jest.
    Sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana i nie podlega pod matematycze
    wyliczenia.

    W każdym razie 1000 zł na dzieci dobrowolnie ze strony ojca, to nie jest źle.
  • 16.08.05, 18:35
    To jest model przy obogju rodzicow pracujacych. Ale tak jak powiedzialem, sad
    jest subiektywny. I przyzywczajony do tego, ze ludzie przychodza i sciemniaja
    na maksa. Np. ze nie pracuja i nie moga znalezc pracy...
    Poza tym wiele zalezy od tzw. widzimisie szanownego sadu. Jak sie jedno z
    rodzicow nie spodoba (z reguly tatus), to i dowali mu wyzsze alimenty. Choc
    moze byc odwrotnie, jesli mama sciemnia i mozna to wykazac sadowi.

    --
    Najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić dla naszych bliskich, to jest po prostu
    bycie szczęśliwymi
  • 16.08.05, 13:52
    O tym, że wiele zależy personalnie od sędziego, też już słyszałam. Dzięki za
    pomoc, choć miałąm nadzieję, że sąd nie pozwala na drastyczną obniżkę poziomu
    życia dzieci.
  • 16.08.05, 18:37
    Na moj gust alimenty sa przecietne. Jesli wykazesz, ze koszty sa wysokie, sad
    moze je podniesc.

    --
    Najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić dla naszych bliskich, to jest po prostu
    bycie szczęśliwymi
  • 13.09.05, 17:47
    ..śmigaj co m-c na Dominikanę zamiast na głupi basen !
    Moja "najdroższa" właśnie zapowiada że tyle zażąda w sądzie.
    Zajebiście nie ?

    Wieszam się w dzień po wyroku bo po cholerę zarabiać ? A mam dobre studia więc
    nawet jak wezmę gorszą pracę to będę musiał nadal bulić j/w.

    Życia nowego nie ułożę sobie za resztę pensji...
  • 13.09.05, 19:22
    moja droga, jeśli wysokośc zarobków exa kształtuje się na takim poziomie.
    możesz spokojnie zażądać 2, 3 razy więcej niż jego propozycja, która zakrawa na
    jałmużnęsmilesądy określają wysokość alimentów na podstawie możliwości, a nie
    minimum socjalnego... a te 1000 pln to ja płacę na jedno dziecko i zarabiam
    kilkakrotnie mniejtongue_outtongue_outtongue_out
  • 13.09.05, 21:39
    Hmm...a mój jeszcze małżonek zarabia blisko 2,4 tys. $ i na 2 dzieci daje mi
    1.200 zł.
    I podobno mam się cieszyć,że dostaję w ogóle cokolwiek.
  • 13.09.05, 22:24
    bo bierzesz co daje zamiast żądać albo wystąpić o sądowne określenie alimentów
  • 13.09.05, 22:30
    Sąd określi. On zapłaci albo nie. Będąc za oceanem nie ma praktycznie
    możliwości ściągnięcia czegokolwiek.
    Tak usłyszałam w sądzie, tak powiedział "mój" mąż.
    Może na razie do końca doprowadzę to co zaczęłam.
    reszta musi się jakoś ułożyć.
    I w to właśnie gorąco wierzę smile
  • 13.09.05, 22:34
    a o tym to nie wiedziałem.... no to współczujęsad
  • 13.09.05, 22:44
    Głupio to może zabrzmi, ale czasami trzeba się cieszyć z tego co się ma.
    I może po prostu nie narzekać, że ma się za mało.
    Dzieci są wspólne. i nie powinny stanowić "karty" przetargowej w byłym związku.
    Ja chcę aby po prostu były szczęsliwe i uśmiechnięte. Ich usmiechu nie da sie
    kupić.
    Nie będą miały wszystkiego...trudno.
    Ale one są najwazniejsze!
    prawda?
    smile
  • 13.09.05, 22:47
    są najwazniejsze, co jednak nie znaczy że możesz zapomnieć o sobiesmile
  • 13.09.05, 22:56
    Ależ nie zapominam!
    Skąd Ci do głowy to przyszło?
  • 13.09.05, 22:38
    Mój były mąż nie wyjechał za granicę, a komornik tez nie może sciagnąć
    alimentów, bo nikt nie potrafi ustalić gdzie przebywa.
  • 13.09.05, 22:51
    Ghost??
    a joasia nie dość że za oceanem to jeszcze bez rozwodu....nie wiem co gorszesad
  • 13.09.05, 22:57
    Ja wcale się nie martwię, tym, że mój eks nie łozy na utrzymanie swojej córki.
    Uważa,że nie ma wobec córki żadnych obowiązków? Trudno.
    Nie życzę mu źle, ale myślę, że życie wystawi mu kiedys słony rachunek za to co
    zrobił jak również czego zaniechał.
    Traci co najważniejsze. Miłość własnego dziecka.
  • 13.09.05, 23:12
    obawiam się, że wsród osób winnych rokładu związku jest wysoki procent tych,
    których sumienie nie gryzie i gryźć nie będzie, a rachunek kiedys tam wyrzuca
    do kosza i płacić nie będa tak jak dziś też nie płacą choc oczywiście onże
    rachunek byłby w innej walucie
  • 13.09.05, 23:00
    Alez ja wcale nie jestem za oceanem!!!! smile
    Siedze grzecznie w Polsce i nawet sie uśmiecham smile
  • 13.09.05, 23:03
    joasia69 napisała:

    > Alez ja wcale nie jestem za oceanem!!!! smile
    > Siedze grzecznie w Polsce i nawet sie uśmiecham smile


    Bezecny chyba miał na mysli Twojego męża.
  • 13.09.05, 23:06
    No przeciez wiem smile...
    Smutno się jakoś strasznie zrobiło.
    Nasze nerwy absolutnie niczego nie zmienią.
    Chociaż jestem mądra dzisiaj, a w niedziele bede sie bała, gdyz w poniedziałek
    mam sprawę z nieobecnym mężem.
  • 14.09.05, 08:21
    Przynajmniej jego min nie będziesz widziećsmile

    Ogólnie problemy zaczynaja się przy wiekszej ilości dzieci niż jedno. Teraz mój
    starszy wyjeżdża na studia, koszty mi wzrastają. Syn musi jako pełnoletni
    wystąpić sam o podwyższenie alimentów. To trudne dla niego-mimo wszystko.

    Nie wiem jeszcze jak to prawnie wygląda-bo chyba musimy czekać na zakonczenie
    sprawy separacyjnej w sądzie(oby 28.09), bo dwie sie toczyć nie mogą, a
    alimentacyjna mogłaby mieć pierwszeństwo, nie wiem, czy mogę być ustanowiona
    jego pełnomocnikiem, czy warto podać, że sprawa ma sie odbyć nawet przy
    nieobecności stron...wiele pytań. Muszę do prawnika, ale może ktoś z Was coś
    wie o takiej sytuacji?
  • 14.09.05, 09:06
    u mnie do ustalenia alimentó jeszcze daleko. Niestety nic jeszcze nie wiem, jak
    to wygląda.

    To prawda, że min "męża" nie widzę. Ale to dziwne rozwodzić się z kimś
    nieobecnym. Mimo iż taka sytuacja ma wiele plusów.
  • 14.09.05, 09:03
    Jesli ojciec odszedl od rodziny i de facto bezpośrednio jego czyny spowodowały
    rozpad małżeństwa to kobieta jest na wygranej pozycji, zwlaszcza jesli dzieci
    zostają przy niej.
    A teraz kilka konkretów:

    - z powodu rozpadu małżeństwa, warunki utrzymania i zycia dzieci nie powinny
    pogorszyc sie

    - jesli ojciec odchodzi od rodziny, zona moze wystąpić nawet i o 90% kosztó
    utrzymania dzieci, ze wzgledu, ze to ona pozostaje z dzieci i teraz ona bedzie
    miała największy obowiązek wychowywania dzieci i bedzie miała wkład
    nie "mieżalny" finansowo: Wychowanie, edukacja, dbanie o rozwoj
    emocjonalny, "leczenie" ran dziecka po odejsciu ojca itp

    - abu obliczyc realne koszty utrzymania, anlezy zrobic rachunek:

    a. miesięczny (koszt szkoły, moze opiekunka do dziecka, zajęcia dodatkowe jak
    basen, angielski itp, hobby, kino, teatr,

    b. roczny (ilośc wyjazdów np wakacje i ferie jakie byly dotychczas, obozy,
    koszt butów, ubrań, wydatki na lekarzy, stomatologa)

    c. pozostałe (mozna równiez wliczyc w koszty proporcjonalną cześc związaną z
    utrzymanie mieszkania): czynsz, telefon, gaz, prąd, tv, kablówka...

    Aby wyliczyc faktyczne koszt miesięczny zliczamy koszty z grupy miesięczne, do
    tego dodajemy 1/12 kosztów rocznych, oraz 1/12 kosztów innych. Pwstaje nam
    srednia kwota miesięczna, która potrzebujemy na utrzymanie dziecka na tym samym
    poziomie.

    Wedle prawa, zarobki ojca nie sa takie istotne, ważne jest nie tylko ile
    faktycznie zarabia, ale ile moglby zarabiac gdyby sie starał - nie wiem jak to
    sad wylicza. Jesli Sąd uzna, ze mąż ma z czego placic lub tez ma mozliwość
    zarabiania więcej nie bedzie mial skrupułów. Jest raczej bezlitosny dla
    pozostawiającego rodzine - takze matki, jesli to ona odchodzi.

    Podział kosztów utrzymania dzieci nie musi wynosic pol na pol, bo wklad w
    wychowanie dzieci osoby przy której dzieci zostają jest niepoliczalny! Zatem
    mozna sie domagac nawe 90% kosztów. Podobno sądy maksymalnie przyznają do 75% a
    jesli sie rodzina w miare dogaduje to 50%. Zarobki matki, jesli jest zostawiona
    z dziecmi nie rzutują na wysokość alimentów płaconych przez ojca!

    Co jeszcze, zbierac wszystkie dokumenty!!! czyli kwity świadczące o zakupach
    mających związek z dziecmi. począwszy od szkoły, poprzez bilet miesieczny dla
    dzieci, rachunki za lekarza, kwity z apteki, nawet rachunki ze sklepu. Wazne,
    aby były to nie paragony - te sądy podwazają, ale rachunki wystawione imiennie
    na matke. Wszystko posłuzy jako materiał dowodowy, jesli ojciec bedzie sie
    wymigiwal i nie potwierdzi wysokości wydatków.

    Tak na marginesie polecam pomoc prawniczą, koszty są nawet duze ( w moim
    przypadku pewnnie bedzie to wysokość 2 miesiecznych alimentów), ale uświadomila
    mnie jakie sa moje prawa, jakie mam dowody w reku i jak je wykorzystac. Moj mąż
    tez byl u swojego prawnika i po rozmowie z nim, od razu zmienil ton naszych
    dyskusji na temat alimentów, tzn grzecznie prosi o rozwod bez orzekania o
    winie, i podwoil kwote deklarowanych alimentów. Prawda jest taka ze moge ządac
    od niego 3 razy pierwotnej kwoty, którą zdaniem paniprawnik uzyskam bez zandych
    problemów.

    CO do alimentów na malzonka, w zasadzie wchodzą one w gre tylko w przypadku
    popoadniecia w ubóstwo (mąż wyrzucil z mieszaknie, niemoznosc znalezienia
    jakiejkolweik pracy...) Mozna sie go domagac nawet jesli jest rozwod bez
    orzekania, nie mozna byc tylko stroną jedynie odpowiedzialną za rozpad
    małżeństwa

    To co napisalam pewnie sciągnie na mnie gromy, zwlaszcza od panów, ale dopoki
    nie poszlam do pani prawnik nie mialam zielonego pojecia, jakie sa moje prawa.
    a w przypadku porzucenia przez meza i zostawienia mi dzieci są ogromne.

    A cop do rozwodu, Panie pisały o smsach kochanek meżó, zbierac wszystko co
    swiadczy o zdardzie. Sms spisac w obecnosci swiadka z jego podpisem, to takze
    dowod!

    Gdyby ktos potrzebowal jeszcze jakichs informacji, sluze w miare tego co wiem.
  • 14.09.05, 16:52
    Ważne dla Ciebie jest to, że mąż ma firmę i nie będzie chciał narażać jej
    kondycji przez karkołomne eksperymenty z unikaniem płacenia.

    Mam też nadzieję, że nie najmie prawnika, który popsuje Ci plany.

    Zresztą... jak jest winny, to niech ponosi konsekwencje...
  • 15.09.05, 09:15
    Hej Tricolour - gadasz do rzeczy!

    Ja zawsze mialam tendencje do zbierania informacji "na zapas", zakładam więc,
    ze posiadam więcej "argumentów" niż on móglby nazbierac. Zresztą sam w kolejnej
    rozmowie zaproponowal mi sumę alimentów, stanowiącą 50% wydatkow na dzieci i to
    mi wystarcza. O reszte z wielką przyjemnością zadbam sama.
    Zresztą mąż ma świadomość, ze nie będzie "skrojony" tymi alimentami. Uswiadomil
    mu to prawnik i lista wydatków, jakie mu przedstawilam, a ze wszystko zawsze
    robilismy razem, wie, ze nic nie wyssalam z palca. Tylko ze wczesniej sądzil,
    ze większe pieniądze przeznaczy od razu na swoj nowy dom z nowa kobieta, a tak
    troche wiecej czasu zajmie mu urządzanie sie z nową kobietą. Wot i wszystko


  • 15.09.05, 18:01
    ... bo jesteś jedyną (znaną mi tu, na forum) kobietą, której wystarczają
    alimenty w wysokości 50% wydatków na dzieci.
    Z reguły Panie nie znają umiaru i tylko zasłaniają się "dobrem dzieci". Swego
    czasu Kruszynka napisała nawet, żeby kroić ile się tylko da. I wiesz co? Nawet
    się nie dziwię takiej postawie, jeżeli facet winny, porzuca rodzinę...

    Ale tym bardziej jestem pod wrażeniem, że dbasz o granice.

    smile)
  • 15.09.05, 22:04
    No nie!
    Ja tez chcialam tylko i wylacznie polowy kosztow utrzymania naszej córki! W
    przeciwienstwie do jej tatusia, ktory uwaza, ze wystarczy jak da 20-30%,
    chociaz jemu "nie gra roli stowka czy dwie wiecej, ale dla zasady - nie"

    Tri, czytaj uwaznie i badz sprawiedliwy!


    "Nieszczęścia, być może, chodzą parami, powodzenie biega w kratkę"
  • 15.09.05, 22:34
    ... zwracam honor.

    Czytam zwykle uważnie i wnikniwie, ale i tak sprawiedliwy nie będę. Marne szane
    - może dopiero po śmierci...

    smile)
  • 15.09.05, 22:45
    Az, chociaz tyle miło wink

    Akurat, dopoero po smierci to bedziesz wywijal wink)

    --
    "Nieszczęścia, być może, chodzą parami, powodzenie biega w kratkę"
  • 14.09.05, 17:17
    .. pełnej bezrobocia !
    Aż dziw bierze, że tak rzadko słyszy się o samobójstwach.

    "Wedle prawa, zarobki ojca nie sa takie istotne, ważne jest nie tylko ile
    faktycznie zarabia, ale ile moglby zarabiac gdyby sie starał - nie wiem jak to
    sad wylicza. Jesli Sąd uzna, ze mąż ma z czego placic lub tez ma mozliwość
    zarabiania więcej nie bedzie mial skrupułów. Jest raczej bezlitosny dla
    pozostawiającego rodzine - takze matki, jesli to ona odchodzi"

    Tzn., że jak baba mnie wykopie lub będzie molestować psych. to będzie się
    nazywało "ODEJŚCIE OD RODZINY" ?!?! smile Czyli trzeba się kajdankami do
    kaloryfera...
  • 15.09.05, 08:52
    Raczej chodzi o to kto jest winien rozpadu związku. Jesli ona by Cie
    maltretowala psych. i moglbys to jakos udowodnic, to przeciez nie Ty bylbys
    winie. A odchodząc mozesz złożyc w pozwie informacje ze Ty chcesz aby dzieci
    byly pod twoja opieką. I to jest Twoja dobra wola. Ale jesli odchodzisz, mimo
    ze ona ci "dokucza" a dzieci bez mrugniecia okiem sam zostawiasz, no to wybacz,
    ale ja bym sie nad Toba w takiej ssytuacji nie litowala.


    A tak na marginesie, nie ja to prawo wymyslilam, tylko powtarzam slowa pani
    mecenas. Niestey wiele poszkodowanych w związku kobiet nie ma nawet pojecia,
    jakie prawa jej przysługują, dlatego tez postanowilam podac na forum troche
    informacji, ktore sie mogą kobietom przydac.
    to nic osobistego
  • 15.09.05, 09:30
    Ale wyegzekwować swoje prawa...to trzeba mieć stalowe nerwy, trochę
    pieniędzy,nature prawnika-dociekliwego co najmniej bo, musisz pouczać rozmaite
    instytucje jakie masz prawa. I koło się zamyka.
    Generalnie poucza się kobiety, by wiedziały jak pouczyć o swoich prawach
    policję, którą ew. wzywają do domu.
    Wiele można, ale to nie takie proste, zwłaszcza z dziećmi i tysiącem innych
    spraw na głowie.
  • 15.09.05, 10:52
    Pewnie nasze sytuacje są zgoła odmienne. U mnie wszystko ma sie odbyc
    bez "ekscesów". No chyba ze mąż kryje cos w zanadrzu. Jak juz pisalam, gdy sie
    okazalo ze nie moze zyc bez swojej nowej kobiety, pogodzilam sie z tym i
    postanowilam zadbac o siebie i dzieci. Wiem teraz, ze nikt za mnie pewnych
    rzeczy nie zrobi i jak nie bede miec stalowych nerwów, to nikt mi nie pomoze.
    Niestey rodzine mam bardzo malutka, a najwazniejszy w zyciu byl dla mnie mąż,
    ale skoro to on wlasnie mnie zawiodl i oposcil jestem zdana na siebie.
    To prawda, nie kazdy sie pozbiera sie tak szybko jak ja. W zeszłym roku z
    powodu problemów emocjonalnych związanych umierającym ojcem przez 9 miesiecy
    chodzilam na terapie i pewnie to mnie tak uodpornilo. Teraz jestem pewna, ze
    musze zrobic wszystko zeby sie nie dac, bo kto mi pomoże? Wiesz, ja tez
    zostałam z dwójka dzieci. Wczoraj przesiedzialam pol wieczoru w szpitalu, bo
    corka ma ciezko chore zatoki, syn po raz kolejny przyszedl wieczorem spac do
    mnie (14 lat), bo nie moze sobie z tym wszystkim emocjonalnie poradzic.
    Wychodze z zalozenia, ze wlasnie mi musi najbardziej zalezec zeby bylo dobrze,
    nikt sie nie postara za mnie. Staram sie nie nakrecac myslami, ze jestem
    biedulka, bo mnie mąż porzucił itd. W tym roku minelo 15 lat jak jestesmy
    (byliśmy) razem, jutro mija 5 rocznica slubu kościelnego wzietego po 9 latach
    od cywilnego. Kiedy o tym mysle to mi sie wyc chce, tylko, ze nic nie poradze
    na to. Ale tam gdzie moge walczyc, nie bede odpuszczac.
    Gdybym mogla oddac troche mojego uporu, pewności siebie, wogole tego co trzeba
    w tej naszej walce o przetrwanie...
    Pozdrawiam Cie akacjax i zycze, zebys miala w sobie te sile, wtedy kiedy trzeba
    walczyc, zebys miala plany i je realizowala
  • 15.09.05, 20:28
    Co do ekscesów, to ja patrząc na zachowania ojców, nawet tych opisywanych na
    forum, widzę, że ich słów nie można być pewnym. Pomyśl ile razy po informacji o
    odejściu(czyli pomijając zawód główny) Twój m. postąpił wbrew temu, co mówił,
    czy może co powinien zrobić. Dobrze, że radzisz sobie kolejno z tymi
    problemami, ale one sie pojawiają i stąd moja "niepewność".

    Obecnie jestem przed drugą sprawą. Celem nadrzędnym jest to, by mój m. się
    wyprowadził. Nie występujemy o podwyższenie alimentów do tego czasu(ani ja na
    młodego, ani starszy na siebie)-bo może nam po prostu zostać na stanie...i cóż
    z tego, że zapłaci za część czynszu, jeżeli będzie prał naszym proszkiem, czy
    zjadał nasze produkty....taki jest obecny plan.
    I do tego zachowuję świętą cierpliwość i by mnie z niej wyprowadzić wiele
    trzeba. W sądzie byłam spokojna, bo wiem, że mam rację, nie muszę kłamać, a
    robię to by poprawić życie sobie i dzieciom.

    A przeciez wszystko mogłoby być prostsze-tylko, że dobra wola musi być po obu
    stronach.
    Pozdrawiam ciepło!
  • 14.09.05, 23:58
    Gdyby zarobki matki (jako pełnomocnika dzieci) nie były brane pod uwagę to nie
    trzeba by było ich do sądu przynosić!!!!!
    No i wszystko w rękach sędziego. Ja trafiłam na miłośniczkę ojców chyba-
    wnosiłam o płatność do 10 każdego miesiąca, a ona, no może do 15, teraz te
    pensje różnie wpływają...jak na nią spojrzałam to od razu było-może do 12.
    A że moja może różnie wpłynąć to nieważne...Liczę, że ta sędzina, która mam na
    sprawie jest "normalniejsza", dała mały dowód tego-przez podanie do protokołu
    tego co było odpowiedzią na pytanie , a nie całych wywodów m.
  • 15.09.05, 08:55
    Z tego co mi powiedziano, moje, czyli zarobki matki są potrzebne do ustalenia
    opłat za rozwod, gdyz oplata ta jest umowana i jest tylko dolna granica. Jesli
    jest bez orzekania, teoretycznie koszty ponosi wnoszący, chyba, ze strony
    uzgodnią inaczej. Do wysokości alimentów w moim przypadku nie bedą potrzebne
    moje zarobki. Ale u Ciebie moze byc oczywiscie inaczej...
  • 15.09.05, 09:26
    Skoro nie jesteś zatrudniona to ich nie przyniesiesz...ja dostałam wezwanie o
    przytarganie zarobków, bo jestem zatrudniona oficjalnie...i m. blado
    wypadł...no to trzeba było się litować nad biedakiemsad Oj litosciwa była ta
    sędzinasad
    Do rozwodu zarobki potrzebne, gdy ustala się równocześnie alimenty lub
    wystepuje o zmniejszony wpis tymczasowy. Pełny wpis tymczasowy w rozwodzie
    600zł, ostateczny po zakończeniu sprawy podaje sędzia.(zależy od ilości spraw
    itd.)
  • 15.09.05, 10:51
    akacjax napisała:

    > Do rozwodu zarobki potrzebne, gdy ustala się równocześnie alimenty lub
    > wystepuje o zmniejszony wpis tymczasowy. Pełny wpis tymczasowy w rozwodzie
    > 600zł, ostateczny po zakończeniu sprawy podaje sędzia.(zależy od ilości spraw
    > itd.)

    Moj sedzia ustalil koszty sprawy na 600 czyli juz nie zmienil, bo podobno od
    pazdziernika i tak wchodzi prawo narzucajace z gory zdaje sie taka wlasnie
    kwote za sprawe (nie jestem pewna czy za kazda czy tylko bo, ale to mozna
    dopytac)


    --
    "Nieszczęścia, być może, chodzą parami, powodzenie biega w kratkę"
  • 14.09.05, 14:24
    Ponieważ piszesz o Warszawie to coś o tym wiem.
    W twojej sytuacji dostaniesz na pewno więcej niż chce ci dać ex. I to dużo
    więcej, chyba że on będzie miał "zaangażowanego" prawnika a ty nie.
    Podstawą do wyliczenia jest to co napisano w poprzednim poście. Ważne jest
    tylko to, by nagle nie wymyślać kosztów dotąd nie istniejących (chyba, że
    zmiana sytuacji rodzinnej (np. psycholog) ich wymaga. I nie ma tak, że skoro
    rodzina rozbiła sie to ma to bezpośrednio obniżyć dotychczasowy standard życia
    dzieci. Tzn. jeżeli dzieci chodziły do szkoły społecznej, to mają do niej
    dalej chodzić itp.
    W twojej sytuacji, tzn. znacznych dysproporcji w waszych zarobkach, spokojnie
    możesz żądać by lwią część kosztów utrzymania pokrywał ich ojciec.
    Np. moja koleżanka (zarobki męża, ok. 4 tys. netto) dostała ostatnio na dwójkę
    dzieci 1.800, sama zarabia tyle samo co mąż, dzieci nie chodzą do szkoły
    społecznej są zdrowe i żadnych extra wydatków nie wymagają.
    Jedyny problem jaki się czasami pojawia, czy jesteś w stanie udokumentować jego
    zarobki.
    Wiem od koleżanki adwokatki, że przynajmniej w w-wie zmienia się klimat i czasy
    tatusiów płacących na dziecko po 300-400 zł się kończą
  • 14.09.05, 17:21
    1. "bogata" bo obskubała ex
    2. teraz już będzie dbać o związek..
    3. odpadają wydatki na dziecko (bo ex buli)

    wow..
    Czyli jesli z pensji zostanie mi tylko 1000 na zycie po "wyru..." przez
    żoneczkę to zostaje tylko poznać bogatą rozwódkę bo inaczej nie da rady żyć...
  • 14.09.05, 23:53
    Albo poszukać dodatkowej pracy. Żona(ex) uziemiona dziećmi, ale ojciec-ma chyba
    więcej możliwości.
  • 15.09.05, 09:07
    ech, to straoswiecki podejscie - OSKUBAŁA. Kochany, kobiety nie są juz takie
    biedne i zacofane. Radzą sobie, prowadzą firmy i niejednego faceta
    mogłyby "zjeść na śniadanie" z jego zaradnością.
    Np u mnie wystąpię o 50% udokumentowanych rocznych wydatkow na dzieci. Ani
    grosza wiecej, choc miałabym szanse na duzo więcej. Byc moze niektóre kobiety
    chciałyby więcej, ale tez nie kazda ma zawod jak ja i takie pragmatyczne
    podejscie. Wiesz, jak mnie cos nie zabije, to wzmocni, dlatego teraz mam wiecej
    energii niz kiedykolwiek, pre do przodu w pracy i rozwoju, nie zamykam sie, nie
    laze w rozdeptanych kapciach...
    Tamten etap sie skonczyl, choc to ja zostałam porzucona ale przez zadnego
    faceta nie strace do siebie szacunku!

    I nie liczyłabym, zeby taka bogata rozwodka, jak to ironicznie napisales,
    chciala takiego pajaca, co sie dał ""wyru..." przez żoneczkę". Takie kobiety są
    silne, bo w sytuacji kryzysowej walczyły o siebie, niektóre oczywsicie za
    bardzo, ale generalnie wiedzą czego chcą i nie pozwolą sobie na utrzymywanie
    takiego chodzącego nieszczęscia, co to potzrebuje swojej bogatej rozwódki, coby
    mial za co kupic sobie pare butów na zime.
  • 15.09.05, 11:50
    Kvinna1 napisała:
    "I nie liczyłabym, zeby taka bogata rozwodka, jak to ironicznie napisales,
    chciala takiego pajaca, co sie dał ""wyru..." przez żoneczkę". Takie kobiety są
    silne, bo w sytuacji kryzysowej walczyły o siebie, niektóre oczywsicie za
    bardzo, ale generalnie wiedzą czego chcą i nie pozwolą sobie na utrzymywanie
    takiego chodzącego nieszczęscia, co to potzrebuje swojej bogatej rozwódki, coby
    mial za co kupic sobie pare butów na zime. "


    Bardzo mi sie podobało smile)
    Brawo Kvinna1 !

  • 15.09.05, 15:45
    brawo kvinna,
    masz rację, ja bym takiego " co sie dał ""wyru..." przez żoneczkę"" też nie
    chciała,
    za żadne obietnice, bo przecież jego kasa nie wchodzi w grę wink

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.